Skocz do zawartości

Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Zawartość

    5,018
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Bruno Wątpliwy

  • Tytuł
    Ranga: Prodziekan

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    III Rzeczpospolita

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

2,628 wyświetleń profilu
  1. Bonapartyści- znani i nieznani

    W sumie, to bonapartystą był - znany nam z innej dyskusji - Edward VII. Według Barbary W. Tuchman ("The Guns of August" - "Sierpniowe salwy") - już jako bardzo młody człowiek miał powiedzieć Napoleonowi III, że tenże ma ładny kraj i chciałby być jego synem. Co prawda o pochodzeniu Napoleona III coś tam plotkowano, ale prawdopodobnie był on jednak z "tych" Bonapartych. A Edward do tego intensyfikował relacje brytyjsko-francuskie na różnych płaszczyznach i do tego naśladował samego Napoleona I jeżeli chodzi o aktywność wobec płci pięknej. Z tym, że chyba udało mu się zdecydowanie wyżej zawiesić poprzeczkę.
  2. Ronald Raegan

    O tym już pisałem: "Przetrzymanie" zakładników mogło być jak najbardziej własną inicjatywą Iranu. Cartera mieli powodu nie lubić. Za wcześniejszą przyjaźń z szachem, za udzielenie mu gościny w USA (nie wnikam w szczegóły - tak naprawdę Carter udzielił gościny niechętnie i była ona "taka sobie"), za próbę odbicia zakładników. Poza tym, po wyborach Carter był już prezydentem schyłkowym. A wkrótce - politycznym emerytem. Z punktu widzenia Irańczyków - nawet, jeżeli nie było żadnego dealu ze sztabem Reagana - prezent dla nowej administracji był dosyć sensownym rozwiązaniem. Od Reagana mogli coś jeszcze uzyskać, od Cartera już nic. A jest jeszcze jeden, ważny element układanki. 22 września 1980 roku Irak uderza na Iran. Przy całej niechęci do USA, Irańczycy muszą brać pod uwagę to, że ich sprzęt wojskowy, pochodzący rzecz jasna z okresu rządów szacha, jest co do zasady zachodniej, w tym - w istotnej części - amerykańskiej proweniencji. I np. jakieś dostawy amunicji, czy części zapasowych by się jednak przydały. Zwolnienie zakładników mogło być sygnałem dla nowej administracji - "da się z nami robić interesy". I jest faktem, że nowa administracja takie interesy z Iranem w przyszłości robiła, niezależnie od tego, iż zasadniczo popierała w tej wojnie Saddama. Czyli Irańczykom ten gest wobec Reagana, niezależnie jakie było jego podłoże - jednak się opłacił.
  3. Ronald Raegan

    Jeszcze jedna refleksja mi przyszła do głowy. Oczywiście, oparta jedynie na założeniu zdroworozsądkowego myślenia, gdyż nadal niczego nie jestem w stanie udowodnić. Otóż, wyjście na jaw konszachtów sztabu Reagana z Irańczykami - w ówczesnej sytuacji - oznaczało dla Reagana definitywną śmierć polityczną przed wyborami, w których i tak miał duże szanse na wygraną. Miło, że był "teflonowy", taka afera miałaby ciężar gatunkowy chyba gorszy niż Watergate, bo równoznaczny ze zdradą kraju. Byłoby to zatem działanie samobójcze, o co jednak go nie posądzam. Chyba, że jakiś sztabowiec wpadł w miarę samodzielnie na "genialny" pomysł. Ale to założenie nieco na wyrost - bo niby dlaczego miałby wpadać, jeżeli główny kandydat o tym nie miałby pojęcia, zatem mógłby być problem z ewentualnymi fruktami dla pomysłodawcy?
  4. Ronald Raegan

    Oczywiście, nie jestem w stanie zweryfikować wyżej opisywanych faktów. Pewne poszlaki są, chociażby te wskazane na podanej przeze mnie stronie, ale między "pewnymi poszlakami" a prawdą jest jeszcze daleka droga. Jest jasne, że dla Reagana zwolnienie zakładników przed dniem wyborów byłoby bardzo nieprzyjemną niespodzianką, gdyż jednym z gwoździ do politycznej trumny Cartera była żałosna w skutkach operacja ich odbicia ("Eagle Claw"). Powrót zakładników w glorii i ich uroczyste przywitanie przez Cartera - to mogło mieć wpływ na wynik wyborów. Aczkolwiek, trzeba pamiętać, że w listopadzie 1980 r. Reagan wygrał z bardzo dużą przewagą (jak na warunki amerykańskie i fakt, że nie był wówczas prezydentem ubiegającym się o drugą kadencję), a zakładnicy byli tylko jednym z powodów, dla których wygrał. Jest także faktem, że administracja Reagana wyczyniała w sprawie Iranu różne, dosyć dziwne i nader kontrowersyjne rzeczy (np. Iran-Contras). Natomiast, przetrzymanie zakładników, aż do momentu złożenia przysięgi przez Reagana mogło być po prostu zemstą Irańczyków na Carterze i sygnałem do nowej administracji - "z wami o pewnych sprawach możemy pogadać" (np. o broni, czy częściach zapasowych dla irańskiej techniki wojskowej, kupionej za czasów szacha). Sam Carter w swoich wspomnieniach sugeruje, że Reagan nie miał wielkiego pojęcia o sprawie zakładników. Fakt, Reaganowi zdarzało się "wyłączyć", czy pleść bzdury, ale raczej nieprawdopodobne jest to, aby wykazywał się aż taką indolencją w tak ważnej sprawie. Może chciał po prostu okazać lekceważenie Carterowi, może bał się, że powie mu coś za dużo. Kto wie? W każdym razie, podaję stosowny cytat: "Tuż przed objęciem przez Reagana urzędu prezydenta toczyły się zakulisowe negocjacje w sprawie uwolnienia amerykańskich zakładników przetrzymywanych w Teheranie. (…) Carter zadzwonił do prezydenta-elekta Reagana, aby poinformować go o aktualnym stanie negocjacji w tej sprawie. W czasie kiedy Carter rozmawiał z Reaganem przez telefon, w Gabinecie Owalnym byli obecni jego najbliżsi współpracownicy. Kiedy Carter odłożył słuchawkę, Hamilton Jordan zapytał: >>I co Reagan powiedział?<< Carter odrzekł: >>Poinformowałem go o sytuacji zakładników. Cały czas tylko słuchał, a kiedy skończyłem, zapytał: 'O jakich zakładnikach pan mówi?'<<". Za: L. Pastusiak, Anegdoty prezydenckie, Warszawa 2001, s. 333.
  5. Słynne wypowiedzi które tak naprawdę nie padły

    O tym już było na forum - Stalinowi bardzo często przypisuje się powiedzenie: "Śmierć jednego człowieka - to tragedia. Śmierć milionów ludzi - to statystyka". W internecie można znaleźć mnóstwo wypowiedzi osób, które uważają, że jest to autentyczny cytat, którym Stalin "usprawiedliwiał" swoje zbrodnie. W rzeczywistości prawdopodobnie Stalin nigdy tego nie powiedział (przynajmniej nie przy świadkach, którzy by tą wypowiedź zapamiętali). Zresztą, Stalin zazwyczaj uważał na to, co mówi przy świadkach. Słowa te pochodzą z eseju Kurta Tucholsky'ego z początku lat 30., a potem zostały użyte w powieści Ericha Marii Remarque'a "Czarny obelisk". A zostały napisane pod wpływem rzezi I wojny światowej.
  6. Jak upamiętniają inni? Pomniki, baseny i ....

    Z krainy intensywnego upamiętniania (KRLD). Na wzgórzu Mansudae pierwotnie stał jeden, wielki, brązowy pomnik - Kim Ir Sena (posługuję się tradycyjnym zapisem). Potem - dodano do niego pomnik Kim Dzong Ila. Zatem, w kwietniu 2012 roku (101 rok według kalendarza Dżucze), w obchody Dnia Słońca (rocznica urodzin Kim Ir Sena) obok Wielkiego Ojca, pojawił się Wielki Syn. Coś jednak poszło nie tak. Jesienią 2012 rozpoczęto przy pomnikach jakieś prace, a w lutym 2013 Syn objawił się w nowej postaci. Operacja polegała na zastąpieniu (na pomniku Kim Dzong Ila) pierwotnego krótkiego płaszcza - kurtką. Widać upamiętnienie przy pomocy typowego stroju, w który ubrany Drogi Przywódca pojawiał się wśród ludu - było bardzo ważne. Poniżej link do zdjęcia: 1) pierwotny (jeden) pomnik, 2) Kim Dzong Il w płaszczu, 3) Kim Dzong Il w kurtce. https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0e/Laika_ac_Mansu_Hill_Changes_%2811976484824%29.jpg Uważny obserwator zauważy, że w roku 2012 skorygowano też postać Wiecznego Prezydenta. Kim Ir Sen pierwotnie był nieco młodszy, a spod płaszcza wystawał mu "ubiór Mao". Teraz jest nieco dostojniejszy (o ile to możliwe), pod płaszczem ma garnitur i nieco starszą twarz. Oraz okulary i uśmiech. W sumie, to taki pomysł ze zmienianiem wyglądu postaci na pomnikach jest całkiem niezły. Do zastosowania wszędzie, także w Polsce - np. przez dwadzieścia lat pomnik przedstawia Wybitną Postać w garniturze, przez następne dziesięciolecia - w mundurze, by wreszcie - dojść do stroju ludowego. A na poważnie - znamy jakieś inne przykłady weryfikacji wyglądu upamiętnianej pomnikiem postaci?
  7. Ronald Raegan

    Sprawa jest tu omówiona: https://en.wikipedia.org/wiki/October_Surprise_conspiracy_theory
  8. Józef Stalin - Polska krew

    Prof. Wieczorkiewicz niewątpliwie umiał ciekawie opowiadać o historii. Nie oznacza to wszakże, że się nie mylił, czy nie formułował poglądów dalece dyskusyjnych (to zresztą w sumie jest przypadłością chyba każdego pasjonata historii). Jednym z założeń Wieczorkiewicza było to, że opowieść o historii nie powinna być nudna. Tym należy pewnie tłumaczyć to, że "rzucał się"" na każde ciekawostki i smaczki. Od perwersji seksualnych Katarzyny Wielkiej, przez różne nie do końca potwierdzone fakty II-ej wojny, po pochodzenie Stalina. Kwestia rzekomego ojcostwa Przewalskiego (także w aspekcie genetycznym) została omówiona w dyskusji na tym forum już wcześniej (niestety "zniknęło" tam wspomniane hasło z rosyjskiej Wikipedii, w którym omawiano m.in. fakt, że Przewalskiego nie było w odpowiednim czasie w Gruzji, czy haplogrupy, ale pewnie gdzieś efekty tych badań są, czy to w rosyjskiej Wikipedii, czy rosyjskim internecie). Podejrzenia i plotki odnośnie do pochodzenia Stalina oczywiście były. Taka postać siłą rzeczy implikuje plotki. Istnieje nawet teoria (jeżeli dobrze pamiętam, przewija się ona chyba nawet u wzmiankowanego wyżej Nodija), że sam Stalin plotkę o Przewalskim rozpowszechnił, bo wolał być synem wybitnego ojca, a nie pijaka-sadysty. Wódz jednak nie przewidział, że wówczas pojawi się dodatkowa plotka, iż jego matka była prostytutką (czy "kobietą upadła"). Wszystko to jedynie opowieści. Na dzień dzisiejszy wiemy, iż Stalin szanował matkę do końca jej dni i nie ma żadnych dowodów na to, że nie był dzieckiem Beso i Keke, aczkolwiek taty Wissariona na pewno miło nie wspominał. W sumie to - w bardzo ogólnych zarysach - nieco podobna historia, jak z Hitlerem. Ten również mamusię wielbił, tatusia nie cierpiał. Ale dobre prowadzenie się Klary i ojcostwo Aloisa są raczej bezdyskusyjne.
  9. W swoim niepowtarzalnym stylu z książką pani Beeton "rozprawia się" Bill Bryson (W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku, Poznań 2013, s. 93-96). Generalnie chodzi mu o następujące sprawy: 1. Choć w książce jest mowa o zarządzaniu, olbrzymia większość stron książki poświęcona jest gotowaniu. 2. Większość przepisów kulinarnych nie była jej autorstwa. Gorzej - "Można u niej znaleźć całe fragmenty przepisane słowo w słowo z autobiografii Florence Nightingale i książki Elizy Acton" (ibidem, s. 95). 3. Książka jest napisana niestarannie. Autorka chociażby raz przemawia głosem kobiety, raz - mężczyzny (co prawdopodobnie wynika z faktu, że bezrefleksyjnie kopiowała także przepisy nadesłane od czytelników). 4. Z powodów wskazanych wyżej, autorce brakuje konsekwencji - na tej samej stronie potrafi opisać ogólnie pomidor jako posiadający różne, groźne właściwości, by nieco poniżej (podając przepis) zachwalać, jaki to pomidor jest zdrowy. 5. Niektóre zagadnienia (np. "zupa żółwiowa") - są nieproporcjonalnie rozbudowane. Inne - potraktowane minimalistycznie. 6. Generalnie, wiele produktów i potraw (szczególnie egzotycznych, choć nie tylko) jest dla niej bardzo podejrzanych i potencjalnie zagrażających zdrowiu. Pani Beeton nie ufa m.in.: mango, homarom, ziemniakom, żółtemu serowi, pomidorom (niekonsekwentnie), lodom i zimnym napojom. 7. Ogólnie sprawia wrażenie, że Isabella Beeton serdecznie nie znosiła gotować, a prowadzenie domu rozpatrywała w kategoriach działań wojennych. Tak, czy inaczej Pani Beeton w dosyć młodym wieku (zmarła mając lat 29, Mrs Beeton's Book of Household Management zaczęła publikować w odcinkach, mając lat bodajże 23), udało się stworzyć dzieło o fundamentalnym znaczeniu dla kolejnych pokoleń. Bryson twierdzi, że to m.in. dlatego, iż książka ma szeroki zakres tematyczny (choć była głównie o gotowaniu, to Beeton zajęła się m.in. także: usuwaniem piegów, leczeniem jąkania i pleśniawek, ratowaniem porażonych piorunem, przystawianiem pijawek, czy zwalnianiem służących) i jest napisana bardzo autorytatywnym tonem, nie zakładającym żadnych sprzeciwów i wątpliwości. Zainteresowanym udzielono jasnych wytycznych (no powiedzmy - vide nieszczęsny pomidor, który był zarówno zdrowy, jak i wywołujący zawroty głowy oraz wymioty).
  10. Józef Stalin - Polska krew

    No to Edward Stanisławowicz Radziński nie jest konsekwentny. A raczej - cytat ze s. 28 (Stalin, Warszawa 1996) został przywołany bez kontekstu (to wypowiedź nie samego Radzińskiego, tylko przytoczenie z listu Nodija). A kontekst jest dalej na tej stronie i na następnych (fragmenty: "Prawda o matce", "Dzieciństwo. Bić!"). Tenże Radziński ze s. 30: "Oczywiście, że pijak Beso był prawdziwym ojcem Stalina - wystarczy porównać wizerunki ojca i syna. Inaczej być nie mogło - Keke była uczciwą, religijną dziewczyną". Zresztą krótki cytat nie oddaje też sensu wypowiedzi Nodija.
  11. Wojna w Korei - uzbrojenie

    Batalion francuski, który walczył w Korei (Bataillon français de l'ONU) nie był batalionem Legii Cudzoziemskiej. Służyli w nim byli legioniści, ale stanowili tylko część żołnierzy (najwięcej w trzeciej kompanii, w której dominowali byli spadochroniarze i byli legioniści). Hiszpańskiej Legii Cudzoziemskiej w Korei też nie było.
  12. Ewakuacja finlandzkiej Karelii (1940 rok)

    Nieco inne dane znalazłem w: A. M. Kacowicz, P. Lutomski (red.), Population Resettlement in International Conflicts. A Comparative Study, Lexington Books 2007, s. 58-59. Zgodnie z tym źródłem, po "wojnie zimowej" pozostał po stronie radzieckiej 1% miejscowej ludności. Po "wojnie kontynuacyjnej" (w czasie której istotna część mieszkańców powróciła do swoich domów) - pozostało po radzieckiej stronie granicy 5.000 mieszkańców finlandzkiej Karelii.
  13. Ewakuacja finlandzkiej Karelii (1940 rok)

    Znalazłem jakiekolwiek dane na temat liczby pozostałych na miejscu mieszkańców ziem oddanych po "wojnie zimowej" przez Finlandię ZSRR: "(…) około 400 tysięcy osób odeszło z cofającą się armią fińską, a na >>wyzwolonych terenach<< pozostało nie więcej niż dwa tysiące >>rdzennych mieszkańców<<". Za: M. Sołonin, 25 czerwca. Głupota czy agresja, Poznań 2914, s. 18. Ibidem - w przypisie 41 źródło tej informacji. Ja spotkałem się z danymi 410-422.000 ewakuowanych, zatem dosyć zbliżonymi do powyższych. Dodajmy, że całkowicie dobrowolnie wybrali oni opuszczenie swojej ziemi ojczystej, gdyż traktat pokojowy nie zobowiązywał Finlandii do przeprowadzenia takiej operacji. Życie w ZSRR wybrało zatem najwyżej 0,5% mieszkańców oddanych przez Finlandię ziem.
  14. Stosunki polsko-rumuńskie

    Przewija się ta opinia przez literaturę historyczną (chociażby już cytowany przeze mnie O. Terlecki pisał, że Beck "nie pamiętał", że Rumunia ogłosiła neutralność), ale nie jestem pewien, czy jest uzasadniona. Inna sprawa, że Beck rzeczywiście ciągle pewnie postrzegał Rumunię w kategoriach sojusznika (i to tradycyjnie "młodszego brata" - to był zresztą pewnie jeden z powodów, dla których Rumuni nie zamierzali poruszać nieba i ziemi, aby mu pomóc). Sprawa wojskowych jest jasna, neutralność zasadniczo wyklucza ich przepuszczanie, powinni zostać internowani. Natomiast, trudno mi odtworzyć w pamięci jakiekolwiek normy, czy powszechnie obowiązujące zwyczaje prawnomiędzynarodowe, które mogłyby mieć zastosowanie w przypadku władz cywilnych. Można właściwie stwierdzić, że to Rumunia stworzyła w tym zakresie pewien istotny precedens. To co jest jasne, to to, że kraj neutralny nie powinien traktować w sposób uprzywilejowany żadnej strony. Tu trudno mówić o faworyzowaniu Polaków, bo przecież Niemcy nie zwrócili się o prawo przejazdu dla swojego rządu i nie można zakładać, że byłoby to im odmówione. Po drugie, jest jasne, że podczas tranzytu przejeżdżający przez państwo neutralne powinni powstrzymać się od wszelkich działań, które mogłyby zostać uznane za godzące w neutralny status państwa tranzytu. Tu akurat Polacy postąpili nierozważnie i posłużyło to Rumunom jako pretekst (choć do internowania i tak by pewnie doszło). W mojej ocenie, jeżeli powyższe dwa warunki byłyby spełnione, można by mówić o zachowaniu neutralności. Aczkolwiek, ostateczną odpowiedź i tak udzieliłaby praktyka (na przykład wrzask Niemców, czy ZSRR, że łamany jest status neutralny Rumunii). Pobóg-Malinowski (op. cit. s. 70-71) bardzo ostro rozprawia się z ambasadą polską w Bukareszcie, uznając ją za winną "spisku" (który miał ułatwić internowanie polskich władz). Według niego (s. 70): "Stojący na czele ambasady w Bukareszcie Roger Raczyński do grona inicjatorów raczej na pewno nie należał. Może nawet nie wiedział nic o wstępnej fazie przygotowań (…) ale ostatecznie stanął Raczyński po stronie przewrotu (…)". Niezależnie od tego, czy w pełni uwierzymy impulsywnemu Pobogowi, niewykluczone, że Roger Raczyński wolał się przedstawić w pozytywnym świetle i zwalić na Becka całe odium ("Beck nic sam nie załatwił, a mnie wysłał"). I np. uniknąć pytań, dlaczego sam nie działał skuteczniej (choć oczywiście dziś wiemy, że nikt z Polaków nie był w stanie zmienić losu naszych władz), czy wreszcie - dlaczego unikał spotkania z Beckiem w Czerniowcach (miło, że tam miał na rząd polski czekać)?
  15. Wojna w Korei - uzbrojenie

    Skoro tam była dżungla, to może Euklides nie pamięta nie tylko autora i tytułu, ale też miejsca akcji?
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.