Jump to content

Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Content count

    5,493
  • Joined

  • Last visited

About Bruno Wątpliwy

  • Rank
    Ranga: Prodziekan

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    III Rzeczpospolita

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

4,160 profile views
  1. A od siebie dodam, że nader ryzykowne jest posługiwanie się mityczną liczbą 390 (a czasami nawet 400) tysięcy. Pomijając już fakt, że stany te były najprawdopodobniej zawyżone, to ilu z tych ludzi miało do dyspozycji jakąkolwiek broń (nie liczę kamieni proponowanych przez "Montera"), ilu zaś brało realny udział w walkach? Stosując taką metodologię, można uznać, iż Siły Zbrojne RP liczą dziś wiele milionów, albowiem i chociażby Bruno W. ma gdzieś schowaną książeczkę wojskową... Oczywiście, z drugiej strony można np. przypominać, że przez kilka pierwszych tygodni września 1939 roku byliśmy dosyć podstawową siłą koalicji antyhitlerowskiej. I zwracać uwagę na oczywiste ograniczenia związane z faktem późniejszej okupacji kraju. Nie zmieni to jednak słuszności ogólnej konstatacji, że w rozstrzygającym okresie wojny bez naszych dywizji można było się spokojnie obejść (jak to "uroczo" wyjaśnił sui temporis Churchill Andersowi). I należy też pamiętać, że istnienie (lub nie) polskich, regularnych formacji było całkowicie zależne od mocarstw. Przy okazji, pozwolę sobie zauważyć, że mamy poświęcony temu zagadnieniu odrębny temat (a jakby dobrze poszukać, to pewnie nawet i kilka): https://forum.historia.org.pl/topic/9423-czwarta-armia-koalicji-antyhitlerowskiej-i-inne-mity-pl/ https://forum.historia.org.pl/topic/3787-jak-wa%C5%BCni-byli-polacy-dla-aliant%C3%B3w/ Pro forma pozwolę sobie zauważyć, że w przypadku PSZ (na Zachodzie) podajesz liczebność mocno powojenną. Stosując taką metodologię wypadałoby wskazywać stany osobowe WP (na Wschodzie) przynajmniej z okresu przed realną demobilizacją, np. z wczesnej jesieni 1945. Czyli pewnie ok. 440 tysięcy. Znowu - nie zmienia to oczywiście ogólnej konstatacji, że były to ogólnie siły w skali "koncertu mocarstw" jednak nie rozstrzygające, od tych mocarstw zależne i do tego podporządkowane różnym ośrodkom władzy.
  2. Great Smog of London (1952)

    Cóż, protokołu z audiencji akurat nie mam przy sobie, ale szczerze wątpię, czy taka rozmowa miała miejsce (pierwotnie mająca sugerować Churchillowi ustąpienie). Natomiast audiencje zdaje się wówczas były we wtorek (dziś to chyba środa). Zatem jest to jakoś prawdopodobne, że Churchill spotkał się z królową w dzień ustąpienia smogu.
  3. Great Smog of London (1952)

    Na razie oglądałem tylko pierwszą serię. Generalnie jak najbardziej do obejrzenia (szczególnie porównując inne produkcje), aczkolwiek - wiadomo - na potrzeby szerokiej widowni trochę w serialu uproszczeń, łopatologicznego wyjaśniania spraw oczywistych, czy podkreślania dramatyzmu wydarzeń może nie do końca tak dramatycznych w rzeczywistości. Mi osobiście bardzo podoba się angielszczyzna Claire Foy. Fizycznie może niebyt podobna, ale to głos i akcent Elżbiety II. A generalnie według serialowo/smogowej wersji historii: 1) smog uczyniono zasadniczym katalizatorem knowań przeciwko Churchillowi (i operacji przekonywania Clementa Attlee, aby wystąpił z wnioskiem o wotum nieufności), 2) Churchill pierwotnie totalnie lekceważy straszliwe zagrożenie związane ze smogiem, dopiero śmierć Venetii Scott wpływa na zmianę jego opinii, wygłasza (w szpitalu, w którym chwilę wcześniej wzruszał się nad jej zwłokami) kolejne swoje wiekopomne tudzież płomienne przemówienie i znowu go wszyscy kochają (a przynajmniej prasa), 3) Elżbieta II gotowa jest w końcu przekonywać Churchilla do ustąpienia, ale smog (w iście filmowym momencie, tzn. "sekundy przed audiencją") cudownie się rozwiewa i w konsekwencji królowa zręcznie zmienia temat rozmowy z premierem (zręczność tego kroku docenia sam Churchill w późniejszej rozmowie z żoną).
  4. O "klasycznej" pea soup fog trochę rozmawialiśmy tu: https://forum.historia.org.pl/topic/18278-edward-vii-i-nastanie-nowej-epoki/ Teraz przypomnienie o wielkim smogu londyńskim z 1952 roku. I trochę zachęcając do dyskusji: Myślę, że dla tych, którzy oglądali popularny serial "The Crown", szczególnie interesujące może być porównanie (bardzo dramatycznego) przedstawienia szczególnie implikacji politycznych wywołanych przez smog (odcinek 4 z pierwszej serii - "Act of God") z ówczesną "prawdziwą rzeczywistością". Niewątpliwie także dramatyczną, ale jednak nie aż tak, jak to przedstawiono w popularnym serialu. Zob.: https://www.vulture.com/2016/11/crown-recap-season-1-episode-4.html https://www.radiotimes.com/news/2019-03-26/the-crown-discover-the-real-great-smog-that-brought-london-to-a-standstill/
  5. Gdyby podstawą pod koniec wojny i wkrótce po niej był ów argument prawny, to stosowano by wówczas konsekwentnie IV konwencję haską, a w szczególności jej art. 46 i 55. Przemeblowując Europę możni (silni) tego świata sięgali do takich argumentów, do jakich sięgać im było wygodnie. Inna sprawa, że wobec kataklizmu II-ej wojny i charakteru reżimu hitlerowskiego było to raczej nieuniknione, aczkolwiek czasami prowadziło do dosyć kontrowersyjnych rezultatów. Zresztą sam w sumie przyznałeś, że nie było jednego pryncypium. Cytat: "W Jałcie zastosowano kombinację zasady siły z zasadą prawa". W mojej ocenie uznanie, że państwowość polska powinna zostać utrzymana było raczej rozstrzygnięciem ze sfery polityki nie prawa, aczkolwiek niewątpliwie miało swoje uzasadnienie i konsekwencje także na gruncie prawa międzynarodowego publicznego. Też uważam, że da się prowadzić w miarę sensowną dyskusję na temat historii alternatywnej. Aczkolwiek w tym konkretnym przypadku uważam, że jest ona nieco potencjalnie zbyt wielowariantowa, aby utrzymać jakąś logiczną dyscyplinę takowej dyskusji i - stosując odpowiednie zasady - uniknąć "bajdurzenia". Przy czym nie uważam go za zjawisko z gruntu złe. Bajdurzyć też można relatywnie interesująco.
  6. Turcja poza NATO?

    Hagia Sophia jest znowu meczetem. Orhan Pamuk powiedział BBC: "There are millions of secular Turks like me who are crying against this but their voices are not heard". Za: https://www.bbc.com/news/world-europe-53366307
  7. Tak, czy inaczej ta dyskusja będzie "czystym bajdurzeniem", wprowadzenie "trzech możliwych do przyjęcia zasad Janceta" nic w tym zakresie nie zmieni, gdyż jest jakby jasne, że argumenty siły, prawa (różnie interpretowanego) i woli ludności (różnie interpretowanej) byłyby używane pewnie przez wszystkie strony sporu. Ponieważ argument siły byłby najbardziej jasny i przekonujący, to on w ostatecznym rozrachunku i tak by rozstrzygał. A to akurat niekoniecznie. Arcybiskup Szeptycki u schyłku swego życia, gdy pojawiły się pogłoski (dosyć kuriozalne) o plebiscycie w Galicji/Małopolsce Wschodniej (Ukrainie zaś Zachodniej) jednoznacznie uznał, że należy głosować za Polską. Jest bardzo prawdopodobne, że tamtejsi Ukraińcy w plebiscycie wybraliby słabszego przeciwnika. Czyli Polskę, nie ZSRR. I chwilę później rozpoczęliby operacje przeciwko Polsce w stylu UPA (a później - IRA). Operację trwającą dziesięciolecia. Powyższe, to jeden z dowodów na to, że mamy do czynienia z gdybaniem bardzo wielowariantowym. Ergo - "bajdurzeniem" (Copyright by Jancet).
  8. Chodzi prawdopodobnie o kurhan w Złotowie. Zob.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82otowo_(powiat_%C5%BCni%C5%84ski) http://www.nasze.kujawsko-pomorskie.pl/ciekawostki/miejscowosci/z/568-zlotowo-gm-barcin-pow-zninski.html http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/1318,zlotowo-kurhan-z-neolitu.html https://pomorska.pl/straznicy-na-kurhanie/ar/6843775
  9. Mam wrażenie, że mocno oddalamy się od właściwego tematu, który nie dotyczy prawa traktatów, tylko historii (mocno) alternatywnej. Mocno, gdyż z olbrzymią ilością niewiadomych i rozbudowaną wariantowością owej alternatywności. Przypomnę ową wariantowość - teoretycznie mamy znaleźć się po wojnie pod wpływami aliantów, ale: 1) z jakimi granicami, 2) z jakimi mniejszościami (i ich stosunkiem do naszego państwa), 3) z jakimi sąsiadami (i ich stosunkiem do naszego państwa), 4) z jakimi uwarunkowaniami politycznymi/społecznymi/ekonomicznymi wewnątrz kraju - m.in. jakim systemem rządów, systemem partyjnym i jaką zdolnością klasy politycznej do radzenia sobie z różnymi problemami? Każda odpowiedź na powyższe pytania otwiera kolejną dyskusję na temat prawdopodobieństwa wystąpienia akurat takiego wariantu (i jego skutków).
  10. Rzecz jasna w tamtym układzie - z 1918 roku - było to typowe "Darowanie Niederlandów". W tym momencie "Niderlandów" realnie niemiecko/austro-wegierskich. Chwilę wcześniej Rosja Radziecka tymi "Niderlandami" czuła się władna dysponować w Brześciu, a chwilę później w 1920 w traktacie litewsko-radzieckim. Temat możemy drążyć dalej, jaką legitymizację miała Rada Komisarzy Ludowych, aby anulować traktaty rozbiorowe, na ile legalne były traktaty rozbiorowe itp. itd. I chyba jasne jest jaką wartość miały wszelkie traktaty z burżuazyjnymi państwami dla prawdziwych rewolucjonistów, chcących rozpalić "pożar światowy". Ale - per saldo rzeczywiście mieliśmy całkiem niezłe argumenty wyjściowe do dyskusji prawniczej. Podobnie dwadzieścia kilka lat później, gdy w traktacie Sikorski-Majski stało, jak byk: "traktaty radziecko-niemieckie z 1939 roku, dotyczące zmian terytorialnych w Polsce, utraciły swoją moc". Mieliśmy wówczas także całkiem niezłe argumenty, tylko jakby trochę za mało dywizji... Nie my jedyni w historii świata, wystarczy wspomnieć chociażby raczej smutne losy Indian treaties.
  11. Ale problem rozwiązywano, kupując/budując sobie odpowiednie rezydencje i brytyjskich arystokratów do ich wyposażenia. Stawiam na kurs leczenia histerii.
  12. Jest wiadome, że królowa bardzo ceniła sobie przyjemności płynące z seksu (generalnie małżeńskiego, przedmałżeński i pomałżeński w jej przypadku to raczej już domysły), mniej cieszyła się z konsekwencji tego seksu (macierzyństwa), ale rzeczywiście - obraz jaki chciała przekazać społeczeństwu to raczej ten uwidoczniony przez Franza Xaviera Winterhaltera na innym obrazie (czyli nobliwość i stateczność mieszczańska w postaci archetypicznej, "wiktoriańskiej"): https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:The_Royal_Family_in_1846_by_Franz_Xaver_Winterhalter#/media/File:Franz_Xaver_Winterhalter_Family_of_Queen_Victoria.jpg Tudzież ważkim sygnałem w zakresie "propagowanego wzorca" było też potraktowanie biednej lady Flory Hastings, która ośmieliła się wyglądać na ciężarną (jak się okazało - z powodu nowotworu jamy brzusznej). A to ciekawe, Sienkiewicz w "Listach z podróży do Ameryki" chociażby przedstawiał raczej nie wiktoriański obraz swobody amerykańskich kobiet, wcale nie należących do brytyjskiej kategorii "upadłych": "Amerykanki stroją się więcéj jak wszystkie kobiety na świecie. Stojąc przez pół godziny na Broadway w New-Yorku, więcéj widziałem rozmaitych sukien jedwabnych i kaszmirowych, czarnych, żółtych, zielonych, pstrych i czerwonych, niżbym mógł zobaczyć na bulwarach w Paryżu. Nie wiele w tém wszystkiem smaku, ale wiele przepychu. W hotelach, na obiady przychodziły damy postrojone jak na bal, w złotych manelach, zausznicach, naramiennikach i t. p. Są przytém nadzwyczajnie śmiałe, wyzywające i kokietki do tego stopnia, że słusznie można rzec, iż role tu zostały zmienione, i stroną prowokującą jest kobieta. Nie brak tu i niebieskich pończoch, ale w ogóle wieści, jakie krążą o wykształceniu amerykanek w Europie, są do wysokiego stopnia przesadzone. Owszem, przeciętne wykształcenie kobiet w Europie, mojém zdaniem, jest daleko wyższe. Panny tutejsze prowadzą życie nader swobodne, i mało jest takich, których przeszłość nie miałaby pewnéj historyjki, wynikłej już to ze zbyt gorliwego uprawiania związku zwanego flirteszyn (flirtation,) już to i bez flirteszyn. „Ja nie patrzę w przeszłość mego męża, niechże i on w moją niepatrzy:“ oto jest zdanie bardzo utarte między amerykankami, które doprowadziłoby zapewne do większych nadużyć, gdyby temperament ich energiczny ale chłodny i pewna przewaga rozumu nad uczuciem, nie stanowiły bardzo silnego hamulca". Cytowane z: https://pl.wikisource.org/wiki/Listy_z_podr%C3%B3%C5%BCy_po_Ameryce/III "Młody człowiek i panna stojąca ze sobą w takim, zresztą bynajmniéj nie sekretnym stosunku, widują się ze sobą sam na sam, ile razy im się podoba, chodzą we dwoje na spacery, podróżują nawet; słowem: są ciągle ze sobą i poznawają się wzajemnie. Jeżeli charaktery ich przystają do siebie, wówczas „flirtation“ zmienia się w związek małżeński; jeśli zaś nie, każde odchodzi w swoją stronę.  W Europie stosunek taki wywołałby niezawodnie mnóstwo skandalicznych następstw. Tu ich nie wywołuje. Z jednéj strony stoi temu na przeszkodzie chłodny temperament kobiét, w którym rozwaga przeważa nad uczuciem; z drugiéj opinia, która w danym razie całą odpowiedzialność zwala na mężczyznę i wyłącznie jego tylko podaje na ohydę publiczną; a nakoniec i prawodawstwo, które pod karą ogromnych summ pieniężnych, każe mu się żenić natychmiast, i słuszność przyznaje kobiecie nawet wówczas, gdy widocznie rzeczy się mają inaczéj". Cytowane z: https://pl.wikisource.org/wiki/Listy_z_podr%C3%B3%C5%BCy_po_Ameryce/VI
  13. Jeńcy francuscy na ziemiach polskich (lata 70. XIX wieku).

    Dane dotyczące "statystyki zdrowotnej" jeńców francuskich można znaleźć w trzeciej części, drugiego tomu niemieckiego raportu sanitarnego z tej wojny (Sanitäts-Bericht über die deutschen Heere im Kriege gegen Frankreich 1870/71, Berlin 1886). Zob.: http://digital.ub.uni-duesseldorf.de/ihd/content/pageview/3644634 Francuska Wikipedia (w ślad za książką F. Rotha, La guerre de 70, Fayard 1990) przedstawia dosyć dobre położenie jeńców-oficerów i dużo gorsze - niższych rang (szczególnie w warunkach zimowych). Przy czym za główną przyczynę ciężkiego położenia jeńców nie upatruje świadomą brutalność, lecz nieprzygotowanie strony niemieckiej na tak masowy ich napływ. Co ciekawe, padają tam słowa: "Le travail n’est pas obligatoire mais beaucoup y sont contraints par la nécessité d’un gagne-pain". Jak z tego rozumiem, praca (nawet jeńców-szeregowców) nie była obowiązkowa i nawet - jakoś - odpłatna. Co, muszę przyznać - mnie zaskoczyło. Do tej pory byłem raczej przekonany, że wykorzystywano ich jako darmową siłę roboczą. Zob.: https://fr.wikipedia.org/wiki/Prisonniers_de_guerre_de_la_guerre_franco-allemande_de_1870
  14. Interesując się historią lokalną - na ich ślady można trafić co jakiś czas. Przykład pierwszy z brzegu: "Droga gdańska, obecnie ul. Oliwska, od wspomnianej kapliczki schodzi głębokim jarem - wykopem, wykonanym w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia przez jeńców francuskich, do centrum wsi nad jezioro Mulka". Cytowane z: E. Gołąbek, Dzieje okolic Gdańska i Gdyni, Gdańsk 2010, s. 175 (relacja B. Borka) Kilka linków: http://www.dawnaoliwa.pl/opisy/ulice/nr/spacerowarenuszewo.html (uwaga Bruno W. - nie wykluczone, a wręcz bardzo prawdopodobne, że ci jeńcy pochowani w dolinie Rynarzewa, przez którą dziś jadą codziennie do - i z - Gdańska tysiące samochodów należeli do tej samej grupy, która budowała drogę w Kielnie) https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_je%C5%84c%C3%B3w_francuskich_w_Szczecinie https://www.miastopoznaj.pl/blogi/z-poznania/5552-pomnik-jencow-francuskich http://www.rowery.olsztyn.pl/wiki/miejsca/xix/wielkopolskie/poznan#pomnik_ku_czci_jencow_francuskich http://www.cmjw.pl/kalendarium2/ https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=OBOZY_JENIECKIE_W_GDA%C5%83SKU https://www.gdansk.pl/turystyka/cmentarz-garnizonowy,a,20991 Gdzie byli rozlokowani, co zbudowali, jakie były warunki pracy i zakwaterowania (jeden z powyższych linków - "szczeciński" wskazuje, że różnie z tym było), czy pozostawili jakieś relacje, czy są obecni w polskich (czy niemieckich) relacjach z tego okresu?
  15. Jedna z kompani I lub II Armii WP

    Legnica jest nieprawdopodobna, gdyż gdy była zdobywana 2 Armia WP była od niej daleko. Prawdopodobnie: 1) relacjonującemu pomyliły się nazwy miasta, jak już to omawialiśmy na forum, nieco później 2 Armia WP była skoncentrowana na północ od Wrocławia (są tam miasta, których nazwy kończą się na "-ica"), zob. https://forum.historia.org.pl/topic/18291-2-armia-wojskowa-walki-o-breslauwroc%C5%82aw/, 2) nastąpiło "przemieszanie" relacji z okresu powojennego (np. jakiś udział w przejmowaniu Legnicy pod polską administrację) z wojennymi, - jedno i drugie w przypadku starszej osoby (o ile relacja była zebrana niedawno) nie jest czymś nieprawdopodobnym. Jeżeli to był medal "za udział w walkach o Berlin" to nadawano go zasadniczo tylko żołnierzom 1 dywizji i innych jednostek 1 Armii WP, które walczyły o Berlin (zob. http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19660140089/O/D19660089.pdf). Ewentualnie - innych "współdziałających" w zdobyciu Berlina. Jeżeli był to np. medal za "Odrę, Nysę (pierwotnie - Nissę) i Bałtyk" - to już inna historia, bo ten był nadawany szerszym kategoriom osób zasłużonych. Z samego zdjęcia (przynajmniej w postaci przez Ciebie zamieszczonej) niestety niewiele się da "wyczytać", oprócz tego, że są na nim żołnierze w polskich mundurach i mogą to być także żołnierze 1, czy 2 Armii.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.