Skocz do zawartości

Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Zawartość

    4,624
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Bruno Wątpliwy

  • Tytuł
    Ranga: Prodziekan

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    III Rzeczpospolita

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

2,149 wyświetleń profilu
  1. Polscy komuniści pod lufą UB

    Pytanie dosyć retoryczne. Szczególnie w kontekście stalinowskiej "wielkiej czystki". Historia pokazywała wielokrotnie, że ludzie z tego samego środowiska politycznego potrafią ze sobą ostro konkurować, a nawet nienawidzić, zwalczać, mordować. W demokracji raczej efektem jest wywalenie ze stanowiska, a w autorytaryzmie, czy totalitaryzmie można stracić niekiedy głowę. Na tle tego, co wyrabiał Stalin w latach 30., czy nawet do tego, co się działo po wojnie w innych państwach bloku, represje wobec "własnego środowiska" były w Polsce Ludowej dosyć "niemrawe i łagodne". Oczywiście, nie zmienia to faktu - że były. W sumie - jednak nie było czegoś porównywalnego (w swym efekcie) do sprawy Rajka, Slánskýego, Kostowa.
  2. Jest stara zasada, godna polecenia każdemu, ale powinni ją respektować szczególnie politycy. Uważaj, co mówisz. A przed mówieniem się zastanów.
  3. Pieczątka na banknocie.

    A ja czekam na dalsze podnoszenie poziomu debaty przez Euklidesa.
  4. Pieczątka na banknocie.

    Albo głupi "dowcip", albo równie głupia manifestacja polityczna. A - na marginesie - w krakowskim getcie (podobnie, jak warszawskim) w obiegu były "młynarki". Specjalna waluta - to getto łódzkie.
  5. Myślę, że Gregskiemu bardziej chodzi nie tyle o łupek, czy menhiry, ale o sytuację ogólnopolityczną, która w jego - bo np. zupełnie nie w mojej - ocenie bardzo mu utrudnia wybranie Francji jako celu urlopowego. A plaże w Bretanii jak najbardziej są. Chociażby na Côte d’Émeraude. Może nie jest to sardyńska Costa Smeralda i nie odpowiadają one stereotypowym wyobrażeniom o idealnych śródziemnomorskich plażach. Ale elementarna wiedza geograficzna powinna podpowiadać, że atlantyckie wybrzeże Francji i Morze Śródziemne to nie do końca to samo. Powyższe rozważania na marginesie nie zmieniają oczywiście faktu, że Carnac zna "każdy". Ħaġar Qim - chyba nie.
  6. Jałta

    No dobrze, ale jaka powinna być myśl przewodnia tej dyskusji: 1. Czy konferencja jałtańska wpłynęła na losy Europy i Polski? Oczywiście, że wpłynęła. Nawet bardzo. 2. Egzegeza konkretnego "cytatu z Wałęsy"? Tej się - ja przynajmniej - nie podejmuję. Po pierwsze - wykładnia wypowiedzi Wałęsy zawsze była trudna. Po drugie - nie za bardzo wiemy, czy to myśl samego Wałęsy, czy jej jakieś twórcze rozwinięcie. Po trzecie - nawet, jeżeli przytoczone gdybanie Wałęsy na temat Jałty byłoby w miarę autentyczne - to temat raczej należący do historii alternatywnej. "Świat i Polska bez Jałty" - to może i temat fascynujący, ale z tak olbrzymią ilością niewiadomych, gdybań, że raczej kwalifikuje się na zabawę, niż poważne rozważania. Zresztą, zbliżone tematy w "historii alternatywnej" już mamy. Chociażby: Gdyby w Jałcie Polska trafiła pod wpływy Aliantów? i Konferencje w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. 3. Czy grozi nam "duże zjednoczenie Niemiec", a może ekspansja kapitału niemieckiego jest już dziś zagrożeniem? To raczej powinien być nowy temat (inna sprawa, ze współczesne "wątki niemieckie" przewijają się przez wiele tematów na forum). Może i taki temat wywoła emocje. Ale raczej współczesne, tudzież polityczne, których związek z Jałtą może i jakiś występuje, ale już raczej nie aż tak bezpośredni, żeby taką dyskusję w tym miejscu kontynuować.
  7. Jałta

    Jeśli jest to wypowiedź Wałęsy, to chyba po istotnej korekcie Herlinga-Grudzińskiego. To nie jest język Wałęsy.
  8. Wincenty Kadłubek - szczegóły biograficzne

    Cóż, jest dosyć wyraźna różnica między: a Odnośnie do pierwszego - nazwiska w zbliżonym do dzisiejszego rozumieniu jednak mistrz Wincenty nie posiadał, a przynajmniej nie mamy najmniejszych szans, aby tą teorię pozytywnie zweryfikować. Jeżeli zaś będziemy stosować niejasny kwantyfikator "coś, co robi za współczesne nazwisko", to - przy odrobinie fantazji - do tej kategorii możemy zaliczać dokładnie wszelakie zwroty, które ludzie różnych czasów i kultur stosowali w celu dokładniejszego określenia tożsamości.
  9. Druga wojna światowa, jako czynnik narodotwórczy.

    Oczywiście, to język semicki. Aczkolwiek, szacuje się, że około połowa słownictwa jest w nim pochodzenia włoskiego/sycylijskiego (zob. link poniżej). Włoski do 1936 roku był jednym z języków urzędowych na Malcie, a pierwsza partia polityczna na Malcie (Partito Antireformista - powstała w 1880 r., potem przemianowana na Partito Nazionale) kochała wszystko, co włoskie. J. Łaptos (red.), op. cit., s. 340-341. Do pooglądania: https://www.youtube.com/watch?v=C7VdeHdBn-g
  10. Druga wojna światowa, jako czynnik narodotwórczy.

    To, że główny okres kształtowania się europejskich narodów (w dzisiejszym tego słowa znaczeniu) przypadł na czasy wcześniejsze, niż druga wojna światowa - jest chyba poza sporem. Do tej kategorii zaliczyłbym - przy wszelkich komentarzach uzupełniających - także Słowaków, czy podstawowe narody byłej Jugosławii. Mnie interesują przypadki, kiedy to druga wojna stała się katalizatorem procesów narodowotwórczych. Przed drugą wojną światową Korsykanie, czy Maltańczycy byli częścią - bardzo zróżnicowanego oczywiście - "świata włoskiego". Mimo, że od lat pozostawali pod panowaniem francuskim, czy brytyjskim. A w domu często mówili językami, które od literackiego włoskiego były "nieco" (Korsykanie) lub "dosyć" (Maltańczycy) odległe. Ale - bądźmy szczerzy - ilu Włochów w momencie zjednoczenia Italii mówiło po "włosku"? 2, 3, niektórzy - optymiści - szacują na 10 %. A ilu - przed drugą wojną posługiwało się na co dzień "lingua toscana in bocca romana"? Austriacy - byli przed wojną po prostu austriackimi Niemcami. Druga wojna to jakoś zmieniła.
  11. Wincenty Kadłubek - szczegóły biograficzne

    Czy gdyby Mieszko Bolesławowic nie zszedł był przedwcześnie z tego świata i miał syna (np. Kazimierza), to czy ów syn Mieszka Bolesławowica byłby automatycznie np. Kazimierzem Bolesławowicem? Raczej nie. I jeżeli nie, to określenia "Bolesławowic" nie można uznać za nazwisko. Oczywiście w dosyć powszechnym (w tym - polskim) znaczeniu. A nie np. islandzkim.
  12. Za inspirację dziękuję Gregskiemu (żeby wreszcie przestał marudzić, iż nie wie, czy ktoś go czyta). "Przed wojną wielu Maltańczyków wręcz uważało się za Włochów i nie przypuszczało, że w razie wojny armia Mussoliniego będzie traktować Maltę jak wrogi kraj. Pierwsze bombardowania rozwiały te nadzieje i spowodowały gwałtowną zmianę nastrojów". J. Łaptos (red.), Historia małych krajów Europy. Andora-Liechtenstein-Luksemburg-Malta-Monako-San Marino, Wyd. Ossolineum, Wrocław 2002, s. 367. Maltańczycy przestali być w czasie tej wojny częścią "świata włoskiego", Korsykanie też per saldo niezbyt zaakceptowali powrót do włoskiej macierzy, Austriacy po Stalingradzie zaczęli zastanawiać się nad "za i przeciw" bycia Niemcami. Czy znamy inne podobne przykłady? Czy powyższe można uznać za "narodowotwórczy" aspekt drugiej wojny światowej?
  13. Numerki władców

    Szkoci do "Acts of Union" 1707 kontynuowali konsekwentnie własną numerację. Także w przypadku, gdy król Szkocji był jednocześnie królem Anglii (np. Stuartowie). I tak Jakub II Stuart, w Szkocji był Jakubem VII. Wilhelm III Orański - w Szkocji był II-gim. Potem stosowano "ogólną" numerację brytyjską (czyli kontynuację angielskiej). I tak Wilhelm IV był już po prostu ogólnie "czwartym". Szczerze mówiąc, nie spotkałem się, aby posługiwano się w Szkocji określeniem Wilhelm III w stosunku do niego. Inna sprawa, że dla prawdziwych jakobitów - ten hanowerczyk to nie był żaden król, niezależnie od numeracji. Poprawka, spotkałem się - Wilhelm IV występuje w Wikipedii w języku scots jako William IV/III (1830-1837). Nie odmówię sobie przyjemności zacytowania w uroczym języku "auld lang syne": "3rd William o' Scotland seence Scotland hid only twa Wullie's before this". Za: https://sco.wikipedia.org/wiki/Breetish_monarchs
  14. Numerki władców

    Jest pewnie podobnie, jak z numeracją Rzeczypospolitej (czy francuskich Republik) - kwestia pewnych zwyczajów, czy wręcz - przyzwyczajeń, rozstrzygnięć, które kiedyś tam zapadły (i są kontynuowane, mimo że mogłyby zapaść inne). A i bezpośrednio zainteresowani pewnie mieli czasami coś do powiedzenia (oczywiście to można powiedzieć w miarę pewnie dopiero o czasach, z których posiadamy relacje, jak dany władca sam określał swoje imię i numerację, w przypadku czasów odległych i imię, i przydomek, i numeracja mogły być określona już post factum). Jak np. naprawdę na imię miał Henryk Brodaty? Był pewnie jakimś Jędrzychem (na monecie występuje, jako INDRICH). B. Zientara, Henryk Brodaty i jego czasy, Warszawa 2006, s. 106. Inny zbliżony przykład - dlaczego Przemysł II, jest drugim? Jest to jedyny król Polski, o takim imieniu. Czy powinniśmy w takiej sytuacji kontynuować numerację w linii książąt wielkopolskich? Przecież Przemysł I nie był królem, ba - nie był nawet księciem krakowskim. Dlaczego August II, jest nadal tytułowany drugim? Może powinniśmy go przemianować na Fryderyka I? Czy poprzedni August, czyli Zygmunt August - był bardziej Zygmuntem (numer dwa), bardziej Augustem, czy Zygmuntem Augustem? To dlaczego Stanisław August nie jest kolejnym Augustem, tylko (jedynym) Stasiem? A Walezy, to który polski Henryk? Jak Kazimierz Wielki jest już III-cim Kazimierzem, to może Henryków śląskich też powinniśmy brać pod uwagę.A jak numerować monarchów Królestwa Kongresowego? Którym (polskim) Aleksandrem jest Aleksander I Romanow? Zabawę można kontynuować...
  15. Czy należy upamiętniać i jak upamiętniać?

    Jak przypuszczam, stan na dziś jest taki, że nikt poważny w polskim Wrocławiu nie chce stawiać Wielkiego Fryca na cokoły i obalać z cokołu hrabiego. Natomiast, gdyby dziś odkopano pomnik Fryderyka II (zob. https://dolny-slask.org.pl/5595895,foto.html?idEntity=509011 i https://dolny-slask.org.pl/874474,foto.html?idEntity=509011), to pewnie - oprócz złomiarzy - nikt by go nie chciał przetapiać. Na rynek na pewno by nie trafił, do jakiegoś muzeum - owszem. Wraz z polskim zakorzenianiem się na Dolnym Śląsku, zmienia się stosunek do niemieckiego dziedzictwa kulturowego. To, co było zrozumiałe 70, a nawet 40 lat temu (tzn. ortodoksyjne negowanie niemieckiej spuścizny), dziś postrzegane jest nieco inaczej. Normalna sprawa. Bardziej czujemy się gospodarzami tych ziem i bardziej jesteśmy skłonni widzieć ich historię w pełnym wymiarze.
×