Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Zawartość

    4320
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Bruno Wątpliwy

  • Tytuł
    Ranga: Prodziekan
  • Urodziny

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    III Rzeczpospolita

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

1812 wyświetleń profilu
  1. Odcinek "niemiecki" to perełka bardziej długotrwała. Franco pojawia się tylko na marginesie. Rozwijając poprzednią wypowiedź (i jeżeli dobrze pamiętam): 1. Manuel, pozostawiony zupełnie sam w recepcji, na pytanie nie potrafiącego się z nim dogadać interesanta (chyba dostarczajacego krasnala ogrodowego) - "gdzie jest szef?" - wpierw odpowiada "Ja szef". Na kolejne o "generalisimo" pada odpowiedź zdziwionego Manuela - "In Madrid". 2. Fawlty - w normalnym dla siebie ataku szału - pyta Manuela w ten deseń "Wiecie w Hiszpanii co to szczury, czy Franco wszystkie wybił?" [Tu mogłem coś pomieszać i być może to były gołębie nie szczury, ale sens podobny.]
  2. Zastanawiam się, do jakich odbiorców jest skierowany ten film? Wychodzi mi, że raczej na rynek wewnętrzny. Mniej intelektualnie sprawny odbiorca zewnętrzny ma gdzieś sprawy sprzed 70 lat i polski w nich udział. Bardziej wymagający często nie lubi laurek i może zareagowac krytycznie.
  3. Raczej żart. Jeżeli dobrze pamiętam, żarty z Franco pojawiają się tam jeszcze ze dwa razy. Raz, gdy Manuel jest w recepcji (chyba odcinek z remontem), dwa - chyba w odcinku ze szczurem. .
  4. Przypuszczam, że chodzi o sytuację związaną z rządem Kazimierza Badeniego. Po cyklu awantur w parlamencie, a konkretnie po prowokacji Wolfa, Badeni wyzwał go na pojedynek. Ten odbył się 25 września 1897 r. Ranny "Badeni poprosił cesarza o dymisję, ten jednak odmówił" (B. Hamann, Wiedeń Hitlera, Lata nauki pewnego dyktatora, Warszawa 1999, s. 263). Jak wiemy, do dymisji "polskiego gabinetu" Austrii - po kolejnych awanturach - jednak doszło, ale dopiero w końcu listopada 1897 r. Świadkiem tego wszystkiego był m.in. Daszyński. Stąd pewnie wynikło skojarzenie - silne napięcie polityczne, odmowa zdymisjonowania premiera itp.
  5. Trochę informacji o balonach (i gołębiach) podczas oblężenia Paryża w czasie wojny francusko-pruskiej znajdziemy na stronach: http://www.laguerrede1870enimages.fr/page213.html https://fr.wikipedia.org/wiki/Ballon_mont%C3%A9
  6. Zbrodnia w Podgajach posiada bogatą literaturę i - często cenne - dyskusje internetowe. Istotną rolę odegrał w badaniu sprawy Juergen Fritz, którego współautorstwa artykuł jest tu wzmiankowany. Dodajmy może, że w sieci jest dostępny pod adresem: http://www.dws-xip.pl/LWP/art1.html Niestety, całej i pewnej wiedzy o przebiegu wydarzeń pewnie nie będziemy mieli nigdy. Nie rozgrzeszając a priori łotewskiej kolaboracji (bo i chociażby trudno nawet myśleć o rozgrzeszaniu Arajs Kommando, czy "askarisów" z 22 i 272 batalionu), warto jednak pamiętać, że istotną część łotewskiego Waffen-SS stanowili poborowi, nie ochotnicy. Łotewskie MSZ podaje, że "prawdziwych ochotników" było per saldo 15%. Zob. http://www.mfa.gov.lv/ru/informacionnye-materialy-i-dokumenty/voprosy-istorii-latvii/istoriya-okkupacii-latvii-1940-1991/latyshi-v-sostave-vooruzhennyh-sil-germanii-vo-vtoroy-mirovoy-voyne Można oczywiście wziąć poprawkę na to, że - być może - ministerstwo chce nieco przedstawić obraz w lepszych barwach, ale przymusowy pobór na Łotwie jest faktem niezaprzeczalnym. Tak, jak pewnie zdecydowana dominacja poborowych w składzie łotewskich dywizji SS. "Chcąc nadążyć za ponoszonymi stratami powoływano coraz młodsze roczniki (...) Mobilizacja napotkała jednak na pewne opory. W lutym 1944 r. utworzono na Łotwie specjalny sąd wojenny do karania osób uchylających się od stawiennictwa". J. W. Gdański, Zapomniani żołnierze Hitlera, Warszawa 2005, s. 54. M. Blosfelds w swoich wspomnieniach - Łotewski ochotnik legionu SS, Warszawa 2009, s. 8 wyraża opinię, że 19. dywizja była złożona głównie z ochotników, 15. - z poborowych. Tamże, na s. 8 i 18-19 trochę więcej o okolicznościach poboru (i ochotniczego zaciągu). Motywacja łotewskich ochotników i poborowych, ich stosunek do Niemców, ideologii nazistowskiej - to już temat na dużą, odrębną dyskusję. W mojej ocenie, dla wielu "legionistów" był to - ich zdaniem - raczej wybór mniejszego zła, niż efekt zaczadzenia hitleryzmem. Chociażby z powodów historycznych, Łotysze nie mieli przesadnej motywacji by kochać Niemców. W jakiejkolwiek, w tym hitlerowskiej postaci. Ciekawy zabieg przeprowadzono w polskim filmie "Elegia" z 1979 roku. Opartym na zbrodni w Podgajach, choć oczywiście można znaleźć rozbieżności między filmem - a wiedzą o tych wydarzeniach (szczególnie - dzisiejszą wiedzą). Skądinąd - moim zdaniem - dzieło dosyć wybitne, pokazujące właściwie bez patosu dramatyzm, tragedię wojny. Generalnie w filmie Niemcy (osoby w mundurach niemieckich, czy niemieccy cywile) mówią po niemiecku i te dialogi (jeżeli chodzi o stronę wrogą - dominują). Ale w tle pojawiają się także frazy wypowiedziane przez żołnierzy po łotewsku. Uważny obserwator to zauważy. Odnotowano to nawet w opisie filmu. Zob. http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=12773 "Język: polski, niemiecki, łotewski". Inna sprawa, że łotewskiego jest śladowa ilość.
  7. "Torami" w okolicach Soszycy biegnie bodajże żółty szlak rowerowy. Wytyczony dosyć niedawno. Jechałem nim jakiś czas temu - i wyglądał wówczas różnie. Koło Soszycy leśna droga-marzenie, dalej na północ koło Jerzkowic - właściwie przedzieranie się, bo torowisko przez lata bardzo zarosło. Ale tamtejszy las i jeziora rekompensują wszystko. Zresztą jest tam tyle dróg leśnych, że dawne torowisko do szczęścia nie jest potrzebne. Wystarczy mapa parku krajobrazowego "Dolina Słupi". Ale na pewno warto pozostałości linii kolejowej zobaczyć, chociażby tylko ten fragment od Soszycy do dawnego przystanku Jasień (w lesie, kawałek drogi od wioski o tej nazwie nad znanym jeziorem). Dopisek: Znalazłem opis tej trasy rowerowej "po torach". Ogólnie te okolice nadal polecam. Pełno leśnych dróżek na rower i przemarsze. http://www.czasnarower.pl/trasa/4829
  8. Dla miłośników "zwiniętych torów" istna perełka. Niemiecki film "Bilder aus Ostpommern" (niemy, chyba 1928 rok). Generalnie ciekawy, szczególnie dla zainteresowanych Bytowem i okolicami. Ale co chyba najistotniejsze - jest chyba jedynym filmowym dowodem istnienia linii kolejowej Lębork-Bytów (odeszła w większości w niebyt po drugiej wojnie światowej). Dla mnie szczególnie ciekawe są ujęcia okolic Soszycy (jezioro Pomyskie). Stacja w Soszycy cały czas stoi, ale trudno sobie wyobrazić, że kiedyś nad jeziorem jechał pociąg. W tych okolicach torowisko jest dziś szlakiem rowerowo-spacerowym. Został w okolicy nasyp, przepust, zarośnięte przyczółki mostu kolejowego nad Słupią, w stronę Łupawska stary most nad torowiskiem, kilka słupków i trochę dalej jeden zapomniany podkład kolejowy. Jeżeli ktoś nie jest zorientowany, może pozostać w całkowitej nieświadomości, że kiedyś była tam linia kolejowa. 1. Część trzecia filmu z lat dwudziestych (okolice Soszycy zaczynają się ok. 9.31). YouTube, użytkownik Remigiusz Pomorski: 2. Inny link o tym filmie: http://lebork.trim.pl/lauenburg-in-pommern/linia-kolejowa-bytow-lebork-1923-r/ 3. Kolejny link (na stronie m.in. ciekawe porównanie stanu aktualnego): http://www.marienburg.pl/viewtopic.php?t=7360 4. Trochę o stacji w Soszycy: https://www.bazakolejowa.pl/index.php?dzial=stacje&id=5243&okno=start 5. Na tej samej stronie galeria zdjęć aktualnego stanu dawnej linii Lębork-Bytów: https://www.bazakolejowa.pl/index.php?dzial=linie&id=496&od=1&do=29&uid=&okno=galeria&str=1
  9. Ale przy monachijskiej okazji coś jednak Słowakom chapnęli. Petržalkę i Devín.
  10. Jeszcze jedna uwaga. Absurdalnie gigantyczne zanurzenie (oraz śruba) może sugerować, że była to zabawka pływająca. Czy jest tam jakiś mechanizm (sprężynowy itp.)?
  11. Podstawowe pytanie - czy granat jest trzonkowy, czy "jajowaty"? Jeżeli to pierwsze, granat można zatknąć za pas. Jeżeli drugie - jest to operacja niewykonalna (chyba, że granat posiada odpowiednią zawieszkę). Zatem, pozostaje przede wszystkim rzeczony chlebak. Na to nakładały się pomysły różnych armii (i pomysłowość samych żołnierzy). Na przykład: 1. Zamożni i dbający o szczegóły Amerykanie mieli specjalne bandoliery na granaty. Zob. http://www.usmilitariaforum.com/forums/index.php?/topic/2034-grenade-pouch/ 2. Człowiek radziecki jakoś sobie radził (aczkolwiek zdjęcie w linku jest raczej pozowano-ciężko absurdalne). Zob. https://www.ar15.com/forums/general/WW2_Russian_soldier_ready_for_battle_with_his_PPSh__grenades__and_Nagant_revolver_/5-1604378/ 3. Podobnie cesarsko-królewska armia czasów I wojny (z naszej strony przykład ciekawych "nosidełek"). Zob. https://historia.org.pl/2017/03/06/sylwetka-zolnierza-jagdkommando-20-pp-armii-austro-wegier/ 4. A tu Litwini maszerujący na Wilno w 1939 roku. Co ciekawe granaty to pewnie litewska wersja Stielhandgranate 24 (bo takie robiła fabryka w Linkaičiai, zob. W. Rezmer, Litewskie lotnictwo wojskowe 1919-1940, Toruń 1999, s. 43), ale noszone na zawieszkach (nie trzonkiem "za pas"). Widać Litwini nie zrezygnowali ze stosowania zawieszek ("skuwek"). http://www.sirvinta.net/musu-vykdyti-projektai/pro-sirvintas-ir-puorius-plauke-ginkluotas-srautas-i-vilniu/ http://lzinios.lt/lzinios/print.php?id=210340
  12. Dosyć toporna zabawka. A może coś w rodzaju "pamiątka z wojska"? Moim zdaniem nawiązuje bardzo ogólnie do wyglądu niektórych włoskich typów niszczycieli z okresu drugiej wojny (charakterystyczna, lekko zaokrąglona nadbudówka ze skrzydłami). Układ dział raczej brytyjski. W stylu "Amazona" i jego - już wyżej wymienionych - "literowych" kontynuatorów. Trochę to przypomina rumuńskie niszczyciele typu "Regele Ferdinand" (zbudowane we Włoszech, ale zdaje się, że według projektu brytyjskiego Thornycrofta). Ale tu za bardzo nie pasuje nadbudówka. Napis "Navi" na rufie sugeruje też włoską proweniencję (navi da guerra?). Na kominie jest DS - może to skrót nazwy? Dziwne miejsce, bo takowy był na dziobie. Włosi stosowali taki system (zresztą, podobnie jak do jakiegoś czasu nasza przedwojenna marynarka). Niestety, żadna nazwa nie przychodzi mi do głowy, ale poszukać można. W każdym razie - inspiracji twórcy tego dzieła szukałbym we włoskich stoczniach (lata 1920-40).
  13. Z bardzo interesującego, seksualnego aspektu pozwolę sobie podryfować w kierunki tematyki nieco smutniejszej. Ale jakoś współgrającej z najnowszym tematem o pochówkach w czasach Najwyższej Istoty - zob. Nowe cmentarze czasów rewolucji francuskiej. Grób członka Hitlerjugend (chyba już "właściwego" HJ, bo z Jungvolku już raczej wyrósł). Co ciekawe, zachowany w Polsce (Gogolin). Brak jakiejkolwiek symboliki religijnej, zastępują ją runy. Zob.: https://dolny-slask.org.pl/6746246,foto.html https://dolny-slask.org.pl/791776,foto.html https://dolny-slask.org.pl/5986112,foto.html?idEntity=541077 Na ile rozpowszechniona była tego typu symbolika sepulkarna?
  14. Opis udziału w ćwiczeniach Układu Warszawskiego "Tarcza" (ostatnie, chyba 1988 rok) jest u W. Górnickiego, Teraz już można. Ze wspomnień kulawego Szerpy, Wrocław 1994 (m.in. s. 365-366). Ponieważ o samej Volksarmee jest tam niewiele, nie będę cytował. Generalnie autor (notabene - doradca gen. Jaruzelskiego), w typowym dla siebie, ironicznym stylu zwraca uwagę na pewną kuriozalność sytuacji podczas tych, ostatnich manewrów. Bierze udział jako obserwator w manewrach, mimo że 30 lat wcześniej dostał za "niesłuszny ideologicznie" artykuł w polskiej prasie zakaz przejazdu przez NRD, plan ćwiczeń jest tak skonstruowany, że Volksarmee ma bronić linii Odry przez atakiem NATO od wschodu (?). W tym samym mniej więcej czasie gdy wojska polskie, enerdowskie i radzieckie sobie bratnio ćwiczą, dochodzi do apogeum polsko-enerdowskiego konfliktu o rozgraniczenie wód w Zatoce Pomorskiej (ze ostrzelaniem przez "niezidentyfikowany", czyli enerdowski okręt - włącznie). I wizyty Gorbaczowa. A w tym wszystkim niemiecki generał melduje założenia swojego rozkazu polskiemu dowódcy po rosyjsku, chrzęszcząc ambitnie polskimi nazwami miejscowości. Z autopsji natomiast mogę potwierdzić, że NRD-owcy bardzo się pilnowali, aby używać polskich nazw miejscowości na naszych Ziemiach Odzyskanych. Rewizjonizm musiał być u nich niezwykle ciężkim zarzutem. Młody, czy stary Niemiec, mówiący ˈʂt͡ʂɛt͡ɕin (Szczecin) był zjawiskiem oczywistym. Na tablicach drogowych wskazujących drogę do Polski były tylko polskie nazwy miejscowości. W atlasach drogowych - także. Jedyny wyjątek spotkałem w Atlas zur Geschichte, Gotha/Leipzig 1981. Zasada była w nim taka - słowiański okres historii nazwy polskie, potem (okres kolonizacji niemieckiej) - mieszane, potem stosowano raczej niemieckie, by w czasach najnowszych przejść na wyłącznie polskie. Ale w atlasie historycznym było to pewnie politycznie poprawne. Mimo wszystko, dosyć chyba trudno byłoby podawać niemieckiemu czytelnikowi, że ważne z klasowego (i literackiego) punktu widzenia powstanie tkaczy śląskich (1844) miało miejsce w Bielawie i Pieszycach (okolice Dzierżoniowa). Polityka była tak konsekwentna, że prawdopodobnie doszło do wyparcia przynajmniej części tradycyjnego nazewnictwa, tak, że po zjednoczeniu Niemiec widziałem we wschodnioniemieckich księgarniach słowniki nazw miejscowości, dawniej należących do Niemiec.
  15. O Londynie. Cytowane za: P. Ackroyd, Londyn. Biografia, Poznań 2011, s. 357: "W trzynastowiecznym rozporządzeniu zapisano, że >>nikt nie będzie wyrzucał łajna i innych nieczystości na ulicę, lecz dopilnuje, żeby śmieciarze wywieźli je w odpowiednie miejsca<<. Wspomniane >>miejsca<< były wczesnymi odpowiednikami wysypisk śmieci. Łajno można było stamtąd zabrać wozem lub łodzią i wykorzystać do nawożenia pól". Niestety, autor wątku nawożenia już dalej nie rozwija.