Jump to content

Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Content count

    5,354
  • Joined

  • Last visited

About Bruno Wątpliwy

  • Rank
    Ranga: Prodziekan

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    III Rzeczpospolita

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

3,677 profile views
  1. Mickiewicz w Karkonoszach

    Nieco inne przesłanki (niedoszłej do skutku) wizyty Mickiewicza w Karkonoszach przedstawia S. Koper, Wielkie Księstwo Litewskie i Inflanty. Przewodnik historyczny śladami polskości Kresów, Warszawa 2014, s. 131: "Podobno pani Puttkamerowa chciała wyjechać do Drezna, aby tam starać się o unieważnienie ślubu. W tym czasie Mickiewicz podjął również starania o paszport i stypendium zagraniczne. Czyżby oboje mieli zamiar rozpocząć wspólne życie poza granicami Rosji? Podobno Czeczot planował romantyczne spotkanie kochanków w Karkonoszach, ale jak zwykle u pana Jana na projektach się skończyło".
  2. Oliver Cromwell - ocena

    W każdym razie, drogi Euklidesie napisałeś wyraźnie, że monarchowie z dynastii Stuartów, panujący w omawianym wyżej okresie przedrewolucyjnym, byli katolikami. Cytuję Twoją wypowiedź: "Anglią rządzili Stuarci, katolicy i nielubiani w kraju". Jak pewnie zorientowałeś się na podstawie mojego żartu (o arcybiskupie i doradcy króla o nazwisku Guy Fawkes), Twoją teorię o katolicyzmie tych akurat Stuartów uważam za dosyć absurdalną. Zatem, oczekiwałbym z Twojej strony: 1) przyznania się do błędu i uznania, że jednak Jakub I i Karol I katolikami nie byli, lub: 2) znalezienia argumentów (co prawda nie wiem jakich) na to, że pierwsi Stuartowie na tronie Anglii jednak byli katolikami. A nie snucia rozważań, kto i kogo oskarżał o wspieranie papistów. Wiem, że i tak moje wezwanie nie poskutkuje, ale może spróbuj przyjąć do wiadomości, iż w propagandzie politycznej używa się (i używało ongiś) różnych argumentów. Nie koniecznie zgodnych ze stanem faktycznym. Dziś chociażby niektórzy mianem "lewackiego" określają wszystko to, z czym się nie utożsamiają. Z p. Merkel włącznie. Dla niektórych "faszystami" też byli różni, który z faszyzmem niewiele w sumie mieli wspólnego. W Anglii (i Szkocji) doby przedrewolucyjnej było nieco podobnie. Na przykład, gdy Karol I w latach 30. XVII wieku usiłował narzucić anglikańskie rozwiązania Szkotom - w tym szaty dla duchowieństwa analogiczne do szat duchownych anglikańskich - Szkoci nazwali owe stroje pogardliwie "rags of Poppery" ("papistycznymi szmatami"). Za: S. Zabieglik, Historia Szkocji, Gdańsk 2000, s. 158. Było to niewątpliwie chwytne, propagandowe określenie, ale nie oznaczało bynajmniej, że Karol I chciał po prostu w Szkocji przywrócić katolicyzm. Te działania (w tym słynna "liturgia Lauda") były częścią ogólnobrytyjskiej operacji mającej na celu wzmocnienie władzy królewskiej (i biskupiej) w kościele (tzn. w maksymalnie ujednoliconych kościołach anglikańskim i szkockim): "tępiąc wszelkie odchylenia od doktryny anglikańskiej, zwłaszcza przejawy sympatii dla purytanizmu. Laud dążył do nadania kościołowi anglikańskiemu jednolitego, biurokratycznego charakteru (…) Dążąc do stworzenie silnego kościoła anglikańskiego, stanowiącego podporę absolutyzmu Stuartów, zalecił Laud duchowieństwu, by przy każdej okazji uczyło posłuszeństwa i lojalizmu wobec Korony". Za: H. Zins, Historia Anglii, Wrocław-Warszawa-Kraków 1995, s. 173. Rozumiesz Euklidesie? Chodziło w posłuszeństwo wobec Korony (czyli Stuartów, będących głowami kościoła anglikańskiego) a nie posłuszeństwo wobec papieża, głowy kościoła katolickiego. Sięganie po elementy zbliżone do obrzędowości katolickiej miało zapewnić anglikanizmowi "otoczkę propagandowo-wizualną", czyli przepych i świetność, było czymś taktycznym, środkiem do umocnienia kościoła anglikańskiego, a nie przejawem woli podporządkowania papieżowi i tym samym przywrócenia w Anglii, Walii i Szkocji katolicyzmu, jako religii państwowej. A, że zamiary te przez wrogów potencjalnego absolutyzmu monarszego i zdominowanego przez monarchę kościoła były nazywane niekiedy "papizmem"? Prawo propagandy. Czynnik religijny był wówczas bardzo istotny, ale konflikt nie przebiegał bynajmniej, tak, jak Ty to prezentujesz: katolicki król z katolickim kościołem i ze swoimi papistowskimi stronnikami, kontra "kalwiniści przeciwstawiający się angielskiemu kościołowi katolickiemu". W uproszczeniu zaryzykowałbym tezę: "anglikański król kontra radykałowie protestanccy i katolicy". Zob. np. H. Zins, op. cit, s. 167: "Wbrew purytanom (…) Jakub I opowiedział się za kościołem episkopalnym, stosując odtąd represje zarówno w stosunku do protestanckich nonkonformistów, jak i katolików". Rozumiesz Euklidesie? Jakby był katolikiem, to raczej nie stosowałby wówczas represji wobec katolików. I katolik (Fawkes) nie próbowałby go wysadzić.
  3. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Hitler oczywiście mówił i pisał różne rzeczy. Sui temporis np. o Anglikach był powiedział: 1) "To nasi bracia. Po co walczyć z braćmi?" [G. Sereny, Albert Speer. His Battle With Truth, London 1996, s. 218]; 2) czy: "Führer bardzo podziwiał angielską politykę kolonialną. Już w 1926 roku miał powiedzieć w kręgu swoich najbliższych współpracowników: >>Nie życzę sobie, żeby odpadła chociaż jedna perła z korony Brytyjskiego Imperium. Oznaczałoby to katastrofę dla ludzkości<<. (…) Z różnych jego wypowiedzi można było wywnioskować, że marzył mu się sojusz z Anglią jako idealne rozwiązanie problemów polityki światowej. Uważał sojusz angielskiej floty i niemieckiej armii za wystarczający czynnik, aby dać światowej polityce nową podstawę. Już w latach dwudziestych Hitler rozpoczął pisanie książki o polityce zagranicznej. [wspomniana wyżej przez Secesjonistę "Zweites Buch" - uwaga: Bruno W.] W roku 1939, krótko po wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Anglię, powiedział w mojej obecności do Hessa: >>Całe moje dzieło się teraz rozpada. Moja książka została napisana na próżno". [C. Schroeder, Byłam sekretarką Hitlera. 12 lat u boku wodza, Warszawa 1999, s. 173]. I może jeszcze ciekawostka (zapisana, przez - w mojej ocenie - prawdomówną Christę Schroeder, ibidem s. 95). Czyli, jak Hitler tłumaczył słynny "Haltebefehl". (Warto podkreślić jeszcze raz: jak tłumaczył ten rozkaz Hitler, a nie, jakie były jego rzeczywiste powody, które do dziś budzą kontrowersje): "O tym, że Hitler pod Dunkierką nie ścigał Anglików, opowiadał sam w małym gronie: >>Armia jest kręgosłupem Anglii i Imperium. Jeśli rozbijemy oddziały inwazyjne, przepadnie Imperium Brytyjskie. Ponieważ nie chcemy i nie możemy przejąć jego spuścizny, musimy mu dać szansę. Moi generałowie tego nie pojęli<<. Innymi słowy, Hitler przegrał niejako przez swoją nie odwzajemnioną miłość do Anglii". [To ostatnie zdanie, to oczywiście tylko opinia Schroeder - uwaga: Bruno W.]. A wracając do zagadnienia konkretnych wypowiedzi Hitlera. Jest jasne, że np. jego ciepłe i życzliwe komentarze wobec "braci" Anglików wraz z upływem czasu, gdy brytyjski buldog wgryzł mu się w stopę, zmusił do utrzymywania drugiego frontu, a potem stworzył zaplecze do inwazji - musiały ustąpić na rzecz wrzasków o rządach plutokracji, Żydów i żłopiącym whisky degeneracie Churchillu. Natomiast w mojej ocenie, nie ma specjalnie danych, aby podważyć tezę, że pewnym założeniem niezmiennym (wręcz maniakalną obsesją) w polityce Hitlera były słynne zdania z "Mein Kampf": "Wir stoppen den ewigen Germanenzug nach dem Süden und Westen Europas und weisen den Blick nach dem Land im Osten. Wir schließen endlich ab die Kolonial- und Handelspolitik der Vorkriegszeit und gehen über zur Bodenpolitik der Zukunft. Wenn wir aber heute in Europa von neuem Grund und Boden reden, konnen wir in erster Linie nur an Russland und die ihm unteranen Randstaaten denken". Ma to uzasadnienie zarówno w "wielkoniemieckim wychowaniu politycznym", które odebrał Hitler, jego różnych wypowiedziach, jak i w działaniach. Choć oczywiście był w stanie dokonywać pewnych działań taktycznych, aby ułatwić sobie cel strategiczny (vide: czasowa "przyjaźń" z Polską, czy czasowy, faktyczny sojusz z ZSRR). Podobnie - dla mnie przynajmniej - na podstawie wielu przesłanek, staje się coraz bardziej oczywiste, że przemodelowanie układu geopolitycznego i etnicznego na wschodzie Europy, pierwotnie wg. zamierzeń (czy marzeń) Hitlera miało być zabezpieczone od strony zachodniej polityką rzeczywistej współpracy i przyjaźni ze Zjednoczonym Królestwem.
  4. Oliver Cromwell - ocena

    Byłbym zobowiązany za informację, który ze Stuartów rządzących w interesujących nas okresie (którego ekonomiczne aspekty tak błyskotliwie przedstawił nam Euklides) był katolikiem? Jakub I Stuart, czy Karol I Stuart? Z niecierpliwością czekam także na nieortodoksyjne teorie, dotyczące roli "papistowskiego" kościoła w ówczesnej Anglii i Szkocji. Znając błyskotliwość Euklidesa, liczę, że dowiemy się wkrótce od niego, iż arcybiskupem popierającego Stuartów kościoła "papistowskiego" był niejaki Guy Fawkes, który należał przez lata do grona najbliższych doradców Jakuba I.
  5. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Tu bym polemizował. Hitler bywał pragmatykiem (vide: Rumunia i Finlandia w czasie drugiej wojny, kiedy wolał zdrową armię rumuńską od lokalnych oszołomów i zdrową armię finlandzką od możliwości mordowania tamtejszych Żydów - przynajmniej na większą skalę, zob. https://forum.historia.org.pl/topic/6873-finowie-a-holocaust/), ale raczej nie sprawach fundamentalnych (z jego punktu widzenia). Tu ewidentnie widać, że poczucie misji, własnej genialności, miłość własna, w tym zakochanie we własnych poglądach przeważało. W mojej ocenie był per saldo z niego dużo mniejszy pragmatyk od Stalina, który był w stanie pokochać cerkiew, carskie naramienniki, czy dać sobie spokój z Polską Republiką Radziecką - jak było trzeba (ale to już materia na inną dyskusję). Przeprowadzenie Holocaustu w apogeum wojny (z punktu widzenia niemieckich interesów wojennych, zbrodniczej operacji nie mającej najmniejszego sensu militarnego), czy trwanie do końca (wbrew nawet poglądom chociażby Goebbelsa) w przekonaniu, że na Wschodzie (w byłym ZSRR) nie należy szukać sojuszników do walki ze Stalinem, tylko podludzi do skolonizowania - świadczy ewidentnie o tym, że swoje pomysły na dziejową misję Niemiec traktował śmiertelnie poważnie. Jej fundamentem było zatrzymanie parcia Germanów na Zachód i zastąpienie go kolonizacją Wschodu. W to - jak przypuszczam w jego ocenie - doskonale wpisywała się idea przyjaźni Niemiec z Wielką Brytanią. Daleki jestem od przypisywania politykom, w tym brytyjskim jakieś szczególnej moralności, czy poczciwości, ale mam wrażenie, że w okresie, który omawiamy rzeczywiście (i naiwnie) wierzyli w grę fair play (w pewnych granicach, bo fair play oczywiście nie dotyczyło chociażby stosunku do Czechosłowacji w 1938 roku). I dlatego tak ostro zareagowali na niemiecką aneksję Czech i podporządkowanie Słowacji.
  6. Pakt Ribbentrop-Eden.

    To jest - stworzona przez Janceta - domniemana wypowiedź brytyjskiego ministra spraw zagranicznych ("Edena"). Ten jednak mógł "pozwalać" lub "nie pozwalać" na to, co zdaniem Hitlera było konieczne i niezbędne. Choć oczywiście "Eden" musiał też wiedzieć, czym realnie dysponuje UK, aby w ten sposób grać z Niemcami. Było tego wówczas niewiele: flota i ewentualne podtrzymywanie Francji na duchu, aby nie wymigała się z sojuszu z Polską. Brytyjskie "nie pozwolenie" w realu polegało zatem na próbie powstrzymania konfliktu gwarancjami brytyjskimi dla Polski. Zagrywka - trzeba przyznać - poczciwa i dosyć va banque. Jak się okazało - nieudana. Wywołana przeze mnie dyskusja dotyczy między innymi problemu, czy wówczas możliwe było brytyjskie "pozwolenie". Moralnie wątpliwe, ale dające także Brytyjczykom pewne korzyści,
  7. Pakt Ribbentrop-Eden.

    W sumie - to mogli po prostu zawrzeć pokój. Mogę sobie wyobrazić, że nawet Hitler byłby w stanie promować (w różny sposób) otoczkę propagandową takiego pokoju, jako układu "równy z równym, dzielny z dzielnym", czyli łatwiejszego dla strawienia przez Brytyjczyków. A nawet pójść na jakieś - przynajmniej symboliczne - ustępstwa. Na przykład - na jakieś formy przynajmniej teoretycznego (no bo raczej nie zagrażającego dominacji niemieckiej) kondominium anglo-niemieckiego w Skandynawii, Beneluksie itp. Na złożenie w ofierze Brytyjczykom jakieś części kolonii francuskich, czy ich floty etc. Dlatego już a priori wskazałem dwa czynniki, które można wykorzystać, krytykując niemiecko-brytyjską wersję historii alternatywnej: 1) tradycyjną, brytyjską politykę promowania (per fas et nefas) równowagi europejskiej, 2) rozczarowanie Hitlerem po złamaniu przez niego ustaleń monachijskich. Natomiast, będę się upierał, że polityka brytyjskiej ugody z Hitlerem też mogła posiadać solidne przesłanki, przemawiające do brytyjskich elit: 1) nadzieję na likwidację ZSRR rękami Hitlera, 2) brak istotnych problemów spornych z Niemcami, 3) tak, czy inaczej proniemiecka wolta dawała nadzieję na odsunięcie konfliktu (przynajmniej czasowe) od słabej w tym momencie dziejowym militarnie i wykrwawionej w pierwszej wojnie Brytanii, wykrwawiać się teraz będą inni (nie tak, jak w pierwszej wojnie, gdy UK pochopnie - dla niektórych - od razu włączyło się do wojny), a lew brytyjski będzie się rozglądał, oceniał, zbroił i rósł w siłę, 4) nadzieja na zachowanie w sojuszu z Niemcami statusu światowego mocarstwa (Europa, szczególnie Wschodnia ich, ale morza nadal nasze), nawet w kontrze do rosnącej potęgi USA. Oczywiście, jak to w historii alternatywnej, niczego nie można być pewnym, szczególnie, że wiele dalszych czynników układanki jest też nieznanych (vide: ZSRR padłby, czy nie?; co zrobiłyby Stany Zjednoczone?; co np. jeszcze nie pokonana Francja?), ale muszę przyznać, że mi osobiście takie posuniecie polityki brytyjskiej nie wydaje mi się jakoś straszliwie nieprawdopodobne.
  8. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Tytułem wstępu: 1. Od dłuższego czasu weryfikuję swoje własne przekonania o roli Zjednoczonego Królestwa w drugiej wojnie światowej (i stosunku tego państwa do Polski). Pierwotnie moje poglądy były dosyć proste - i chyba dosyć popularne w Polsce - "cynicy, gracze, zostawili nas na lodzie, oszukali, zdradzili w Jałcie itp. itd". Dziś, moje uczucia są zdecydowanie bardziej złożone. Nadal oczywiście dostrzegam brzydkie strony polityki brytyjskiej, krętactwa Churchilla, ale jednocześnie mam świadomość, że w 1939 roku zachowali się przyzwoicie, próbując ratować pokój gwarancjami dla Polski, później przystąpili nieprzygotowani do wojny także z naszego powodu (wojny, której bardzo chcieli uniknąć, pamiętając brytyjskie ofiary pierwszej), a potem poświęcili mocarstwową pozycję dla dobrej sprawy - pokonania Hitlera. Że był moment, kiedy nasz świat zależał tylko od ich determinacji i odwagi. I wody między Calais i Dover. Można powiedzieć, że rzeczony Churchill wygrał wojnę, ale przegrał Imperium. Przegrał mocarstwo. Z wielkomocarstwowej pozycji Zjednoczonego Królestwa, osłabionej już po pierwszej wojnie światowej, po drugiej zostały wióry. Pozostało "zwykłe" państwo europejskie, już dalece nie supermocarstwo, dla osłody z członkostwem w Radzie Bezpieczeństwa, bronią atomową i klubem Commonwealth. Ale z długami, kartkami na różne produkty przez wiele powojennych lat i takim sobie znaczeniem międzynarodowym, które wyraźnie określił los interwencji w Egipcie w 1956 r. A, że nam nie pomogli pod koniec wojny... Przede wszystkim - nie mieli siły. Nastąpiła gigantyczna redukcja znaczenia Wielkiej Brytanii, a drugi rozgrywający Zachodu (USA) nie miał najmniejszego zamiaru przejmować się Polską. 2. To wszystko zaczęło prowadzić mnie do rozważań, czy z ich, egoistycznego, brytyjskiego punktu widzenia ta wojna była w ich interesie? Aby było jasne - pokonanie Hitlera uważam za najważniejszy aspekt polityki światowej tamtego czasu, a z polskiego punktu widzenia - konieczność potrzebną do zachowania naszej egzystencji. Ale ze ściśle brytyjskiego punktu widzenia - może trzeba było jednak dogadać się z Hitlerem? Wiemy, że wielu przedstawicieli elit brytyjskich tak właśnie myślało, dążąc do uniknięcia konfliktu z Hitlerem. Dziś są raczej wspominani z zażenowaniem. Włącznie z "hajlującym" księciem Windsoru (Edwardem VIII). Ale co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej? Między UK a Niemcami właściwie nie było kwestii spornych. Poza, kultywowaną przez Anglię przez stulecia polityką równowagi europejskiej (którą Wielkie Niemcy niewątpliwie by zachwiały) i faktem, że po fiasku monachijskiego porządku Hitler został uznany przez wielu Brytyjczyków za tego, który wystrychnął brytyjską dyplomację na dudka. Osobnika pozbawionego zdolności honorowych (i dyplomatycznych). Ale, Hitler nie zagrażał Imperium Brytyjskiemu, pewnie nawet obojętne mu były dawne kolonie niemieckie pod brytyjskim powiernictwem, nie miał wilhelmowskich ambicji konkurowania z Royal Navy. Nie chciał żadnego klejnotu z korony Imperium. A agresja na Wschód (w szczególności rozprawa z bolszewikami), to przecież nie mogło nie podobać się wielu z brytyjskich elit. A, że po drodze zniszczono by pewnie Polskę? Cóż... 3. Nazwiska w tytule wątku są jedynie symboliczne. Nie wnikam (chodzi mi w szczególności o Edena) w cechy osobiste i poglądy oraz to, kiedy był dokładnie ministrem spraw zagranicznych. Ani w dalszy szczegółowy "timing". Po umownym hasłem "Pakt Ribbentrop-Eden" rozumiem po prostu sytuację, w której przed drugą wojną światową, albo w jej pierwszej fazie (do agresji Niemiec na ZSRR) dochodzi do kompleksowego kompromisu między Niemcami Hitlera a Brytyjczykami. W zamian za wolną rękę na wschodzie, Hitler daje gwarancje dla Imperium Brytyjskiego, rodzi się modus vivendi, a może nawet przyjaźń, czy sojusz Niemiec ze Zjednoczonym Królestwem. W mojej ocenie, istnieją bardzo poważne przesłanki, aby zakładać, iż taki właśnie był pomysł Hitlera na politykę zagraniczną. I, że całkiem wielu z elit brytyjskich taki scenariusz było w stanie zaakceptować. Scenariusz oczywiście fatalny dla Polski, która pewnie skończyłaby, tak jak widział to Hitler w "Mein Kampf". Jako - państwo ościenne Rosji - wraz z nią potraktowana, jako część germańskiego Lebensraumu. 4. Zatem - czy możemy rozważać powyższy przebieg historii alternatywnej, opartej o porozumienie hitlerowsko-brytyjskie, czy jest to założenie z gruntu absurdalne?
  9. Nobel z literatury dla Polaka

    Dla mnie jakoś szczególnie sympatyczne jest to, że Autorka jest powiązana z Ziemiami Odzyskanymi. Zawsze z sympatią patrzę na pisanie od nowa polskiej historii tych ziem i wpisywanie się ich w polski krwioobieg. Po Noblu "kresowym" (Miłosz) i "krakowskim" (Szymborska), mamy Nobla "zachodniego". Fajnie.
  10. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Kościerzyna?
  11. A co szczególnie merytorycznie istotne, formą Windischgrätz posługiwał się Szwejk (a przynajmniej Haszek, a przynajmniej w tłumaczeniu P. Hulki-Laskowskiego). Forma ta była obecna zarówno podczas badania lekarskiego, kończącego idyllę Szwejka w domu wariatów, jak i gdy podejmował ważką decyzję o wyjeździe wózkiem inwalidzkim na wojnę. A ja właśnie odśpiewuję sobie na dowolnie wybraną melodię (bo fenomenu prawdziwej niestety nie znam): "Jenerał Windischgrätz i wojenne pany Od samego wschodu słońca wojowały. Hop, hop, hop! Wojnę rozpoczęli i tak zawołali: >>Pomóż nam Chrystus Pan z Przenajświętszą Panną<<. Hop, hop, hop!"
  12. Oliver Cromwell - ocena

    Muszę przyznać, że już czuję duży szacunek oraz zrozumienie dla tego, nieznanego mi osobiście profesora.
  13. Znalazłem w necie coś takiego (aczkolwiek nie czytałem): O. Odložilík, Národní gardy v Čechách v letech 1848-1851 a jejich registratury, Wyd. Min. Vnitra Rep. Československé 1929. Wygląda na kompleksowe opracowanie problemu i być może przyda się, jeżeli ktoś będzie próbował uzyskać odpowiedź na pytanie istotne w naszym przypadku: czy były wówczas w Czechach jakieś ochotnicze, lojalistyczne, niemieckojęzyczne formacje? Inna sprawa, że pewnie z punktu widzenia Navogiusa i tak niewiele to da, bo nawet jeśli istniały, to jest raczej nieprawdopodobne by pojawiły się na pruskim Śląsku.
  14. W R. Heck, M. Orzechowski, Historia Czechosłowacji, Wrocław-Warszawa-Kraków 1969, trochę więcej o kontrowersji czesko-niemieckiej w tym czasie (s. 217-218), aczkolwiek nie ma tam informacji, czy czescy Niemcy tworzyli jakieś swoje własne formacje ochotnicze. O czeskich strukturach "militarnych", ibidem: 1. Wzmianka o sekcji wojskowej studenckiej organizacji Slavia (s. 219). 2. O 400 barykadach w Pradze, trudnościach powstańców z bronią, wyszkolonymi ludźmi, brakiem dowódców i "rozpaczliwym i bohaterskim oporze" (s. 220). 3. O czeskich gwardiach narodowych i oddziałach chłopskich z prowincji (s. 221). Niewiele, tylko tyle, że spieszące na pomoc Pradze oddziały z prowincji nie były w stanie przedrzeć się przez zaciskający się wokół Pragi pierścień wojsk Windisch-Grätza (Windisch-Graetza) [notabene: autorzy stosują popularną w Polsce pisownię Windischgrätz] oraz, że: "Pod koniec czerwca wojska zdławiły także ruch na prowincji. Rozbrojono gwardię narodową, śpiesznie przygotowywano materiały do procesów nad inicjatorami i przywódcami powstania".
  15. Lubisz Jancecie mieć ostatnie zdanie i nie lubisz, jak ktoś Ci zwraca uwagę, nawet delikatnie, nieprawdaż? Będę się upierał, że określenie "kraj spokojny, mało rewolucyjny" nie oddaje sytuacji w ówczesnych Czechach, aczkolwiek na pewno był to kraj mniej rewolucyjny niż przynajmniej niektóre inne części habsburskiego państwa. Ale rzeczywiście, trudno określić - od ilu zabitych zaczyna się "kraj niespokojny"? Jak dla mnie 57 w tym przypadku wystarczy, ale może powinno być ich przynajmniej 60. Jak już bazujemy na Wikipedii to niemiecka wspomina o jakieś gwardii narodowej (Svornost), nie precyzując skąd ona była. Pewnie tylko z Pragi. A może nie? Nie wiem. Wzmiankowana przez Ciebie czeska Wikipedia twierdzi: "Zprávy o povstání v Praze měly ohlas i na českém venkově. Začaly se zde formovat národní gardy, které se vydaly pražským povstalcům na pomoc (Litomyšl, Vysoké Mýto, Kutná Hora, Kolín, Chrudim). Průběh bojů už nemohly ovlivnit. 17. června povstalci kapitulowali". Nie znam oczywiście języka czeskiego tak dobrze jak Ty i tekst ten rozumiem nie tak, że "nie zdążyły", tylko "ruszyły na pomoc, ale bieg wydarzeń (przebieg walk) nie mógł być zmieniony". Z tego akurat fragmentu moim zdaniem fakt "nie zdążenia" nie wynika. Chyba, że jest jakiś inny fragment lub źle tłumaczę - proszę o weryfikację. A podsumowując. To, że bazujemy na Wikipedii świadczy o tym, jak mało wiemy o czeskich gwardiach narodowych (czy innych ochotniczych formacjach) w tym okresie. Wiemy, że były. Część z nich na pewno była prorewolucyjna. Czy wszystkie? Nie wiadomo. Czy jakieś były lojalistyczne? Nie wiadomo. Czy jakieś znaczenie miały w ich przypadku podziały narodowościowe w ówczesnych Czechach? Nie wiadomo. Reasumując - na razie niewiele, albo wręcz nic nie możemy pomóc Navogiusovi w prawidłowym, historycznym "ulokowaniu" jego książki.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.