Jump to content

Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Content count

    5,531
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bruno Wątpliwy

  1. Leonid Ilicz Breżniew...

    Tym razem informacja dotycząca Litwy we wczesnych latach 50.: "Praca kołchoźnika była marna, ale zarobki jeszcze gorsze. Roczne wynagrodzenie członka kołchozu wynosiło w 1953 r. przeciętnie 68,4 rubli oraz450 kg różnych rodzajów zboża. W tym czasie kilogram kiełbasy kosztował 2,8 rubla, sweter męski - 20 rubli. W dodatku zarobki były wypłacane nieregularnie. Na ogół pracownicy kołchozów zarabiali o połowę mniej niż robotnicy zatrudnieni w przemyśle. Kołchoźnicy utrzymywali się przede wszystkim ze swych działek przyzagrodowych, które uprawiali z dużą starannością. Na Litwie sektor indywidualny w 1959 r. obejmował 5,8 proc. gruntów uprawnych. Ten skrawek ziemi dawał 65 proc. ogółu produktów mięsnych i mlecznych, 72 proc. ziemniaków i 80 proc. owoców". Za P. Łossowski, Litwa, Warszawa 2001, s. 209. I informacja z przykładowego (czyli, znając radziecką praktykę - wzorcowo/obowiązującego) statutu kołchozu (Примерный устав сельскохозяйственной артели z 1935 r.) - wszystkie poniższe wytłuszczenia Bruno W.: "VII. Организация, оплата и дисциплина труда. (...) 15. Сельскохозяйственные работы в артели осуществляются на основах сдельщины. Правлением артели разрабатываются и общим собранием колхозников утверждаются по всем сельскохозяйственным работам нормы выработки и расценки каждой работы в трудоднях. На каждую работу устанавливаются нормы выработки, доступные добросовестно работающему колхознику, с учетом состояния рабочего скота, машин и почвы. Каждая работа, например: вспахать гектар, посеять гектар, произвести окучку гектара хлопка, намолотить тонну зерна, накопать центнер свеклы, вытеребить гектар льна, замочить гектар льна, надоить литр молока и т.п. - оценивается в трудоднях в зависимости от требующейся квалификации работника, сложности, трудности и важности работы для артели. Каждому члену артели не реже одного раза в неделю бригадир подсчитывает всю работу, которую произвел колхозник, и соответственно установленным расценкам записывает в трудовую книжку колхозника количество выработанных им трудодней. Правление артели ежемесячно вывешивает список членов артели с указанием количества трудодней, выработанных ими за истекший месяц. Годовой итог работы и доход каждого колхозника, помимо счетовода, обязательно заверяется бригадиром и председателем артели. Ведомость числа выработанных каждым членом артели трудодней вывешивается к всеобщему сведению не позднее чем за две недели до общего собрания, утверждающего распределение доходов артели. Если полеводческая бригада в результате хорошей работы собирает с закрепленных за ней участков урожай выше среднего колхозного, или животноводческая бригада в результате лучшей работы обеспечивает больший удой коров, большую упитанность скота, полное сохранение молодняка, то всем членам такой бригады правление артели производит начисление дохода в размерах до 10% всего числа выработанных ими трудодней, выдающимся ударникам в бригаде - в размере до 15%, а бригадиру и заведующему фермой - до 20%. Если полеводческая бригада в результате плохой работы собирает с закрепленных за ней участков урожай ниже среднего колхозного, или животноводческая бригада в результате плохой работы дает меньше среднего удоя молока, упитанности скота и сохранения молодняка, то всем членам такой бригады правление артели производит вычет из дохода в размере до 10% всего числа выработанных ими трудодней. Распределение доходов артели между членами производится исключительно по количеству выработанных каждым членом артели трудодней. 16. Денежный аванс может быть выдан члену артели в течение года в размере не более 50% суммы, причитающейся ему за работу. Натуральные авансы выдаются правлением членам артели с начала молотьбы хлебов из отчисляемых на внутриколхозные нужды 10 - 15% намолоченного хлеба. В артели, занимающейся посевом технических культур, выдача денежного дохода члену артели производится, не дожидаясь окончания сдачи государству хлопка, льна, пеньки, свеклы, чая, табака и т.д., а по мере сдачи - не реже одного раза в неделю в размере 60% денег, получаемых артелью за сданную продукцию". Tekst powyższy cytowany z: https://ru.wikisource.org/wiki/%D0%9F%D1%80%D0%B8%D0%BC%D0%B5%D1%80%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D1%83%D1%81%D1%82%D0%B0%D0%B2_%D1%81%D0%B5%D0%BB%D1%8C%D1%81%D0%BA%D0%BE%D1%85%D0%BE%D0%B7%D1%8F%D0%B9%D1%81%D1%82%D0%B2%D0%B5%D0%BD%D0%BD%D0%BE%D0%B9_%D0%B0%D1%80%D1%82%D0%B5%D0%BB%D0%B8 Według mnie, powyższe oznacza, że akordowy system obowiązujący w kołchozach przewidywał jak najbardziej także wypłaty pieniężne. Natomiast nie wyklucza to bynajmniej, że "pensje" rozumiane potocznie jako gwarancja stałych, comiesięcznych wypłat typowego wynagrodzenia za pracę rzeczywiście mogły się pojawić dopiero w latach 60. Potwierdza to zresztą rosyjskojęzyczna Wikipedia: "Новый устав сельхозартели 1956 года разрешил колхозникам самим определять размеры приусадебного участка, количество скота, находящегося в личной собственности, минимум трудодней, а обязательные поставки и натуроплаты заменил закупом. Изменились и принципы оплаты труда в колхозах: вводилось ежемесячное авансирование и форма денежной оплаты по дифференцированным расценкам труда. В 1966 г. оплата по трудодням была заменена гарантированной оплатой труда". Cytat powyższy z: https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D0%BE%D0%BB%D1%85%D0%BE%D0%B7
  2. P. Kuncewicz (Legenda Europy, Warszawa 2005, s. 27) pisał odnosząc się do świata hellenistycznego: "Była to hellenizacja bardzo głęboka, skoro nawet tak odrębny i samoistny naród jak żydowski miał wielkie kłopoty z utrzymaniem swojej tożsamości. Znaczna jego część przyjęła greckie obyczaje - a to między innymi znaczyło uprawianie sportu na stadionach, oczywiście na sposób grecki, czyli całkowicie nago. W związku z tym starano się się likwidować skutki obrzezania, dokonując zabiegu odwrotnego, czegoś w rodzaju przeszczepu kawałka skóry." Słyszałem o próbach odwrócenia skutku obrzezania w dramatycznych czasach Holocaustu, kiedy jego stwierdzenie było często równoznaczne z wyrokiem śmierci. Zob. np. relację T. T. Blatta, Z popiołów Sobiboru, Wyd. Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, s. 59, który opisywał swoje próby naciągnięcia resztek skóry napletka. O podobnych praktykach, do tego wynikających z "mody" i dotyczących odległej starożytności - raczej nie było mi wiadome. Do tego dosyć dziwny wydaje się mi ten związek między uprawianiem sportu (obojętnie nago, czy nie) a obrzezaniem. Ryzyko odniesienia obrażeń jest dosyć zbliżone, zatem mogą wchodzić w rachubę jedynie aspekty kulturowe. Czy rzeczywiście? Czy P. Kuncewicz, autor piszący niezwykle ciekawie, ale przecież nie będący typowym historykiem starożytności, coś ubarwił, czy rzeczywiście taka "moda" istniała? I jeżeli tak, jak się miała do ówczesnej wiedzy i umiejętności w zakresie transplantacji?
  3. A tak wracając do tematu (czyli szkorbutu). B. Bryson (W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku, Poznań 2013, s. 188, przypis) napisał, że brytyjski "zarząd floty"": "(...) zdecydował się na sok z limonki, a nie z cytryny, ponieważ był tańszy (chociaż znacznie mniej skuteczny". Czy rzeczywiście: a) decydowało sknerstwo, b) limonka jest mniej skuteczna od cytryny? Chyba nie do końca tak było, w anglojęzycznej Wikipedii (hasło "Scurvy", https://en.wikipedia.org/wiki/Scurvy) mamy poniższy, dosyć wiarygodny obraz:
  4. Będąc odważnym laikiem i nie czekając na najwybitniejszego eksperta językowego na forum (ogólnie, a w zakresie języka francuskiego to już w szczególności), pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, że pokrewieństwo między słowami: confire, confit i confiture jest dosyć bliskie. Zatem skoro obok confit de canard może być fruit confit, to i z sardynek można zrobić confiture.
  5. Znalazłem ciekawy artykuł "w temacie": F. M. Hodges, The Ideal Prepuce in Ancient Greece and Rome: Male Genital Aesthetics and Their Relation to Lipodermos, Circumcision, Foreskin Restoration, and the Kynodesme, "The bulletin of the history of medicine", vol. 75/2001, s. 375–405. Wersja elektroniczna artykułu dostępna na stronie: http://www.cirp.org/library/history/hodges2/
  6. Podróż Magellana dookoła świata: 1519-1522

    Victoria rzeczywiście najmniejsza nie była (tonaż podawany bywa różnie, ale niewątpliwie najmniejszy był Santiago, który miał być wykorzystywany do rekonesansów - i podczas takowego zatonął podczas sztormu u wybrzeży dzisiejszej Argentyny). A o Victorii warto wspomnieć, że choć dotarła "do domu" rzeczywiście w opłakanym stanie, to z bardzo cennym ładunkiem, a potem służyła jeszcze do lat 70. XVI wieku, kiedy dopełnił się los jej i jej załogi (zaginęła bez wieści). Zob. L. Brergreen, Poza krawędź świata. Opowieść o Magellanie i jego przejmującym grozą rejsie dookoła Ziemi, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014, s. 372. Kolejno: 1. Santiago zatonął pierwszy w ww. okolicznościach. 2. Concepción został spalony przez załogę (być może nieco pochopnie, z racji stanu technicznego i braku ludzi) przy jednej z wysp dzisiejszych Filipin. 3. Nieco później San Antonio wrócił do Hiszpanii, ale po tym jak "zwiał" podczas względnie pierwszej fazy wyprawy (przed jej wypłynięciem na Pacyfik). 4. Trinidad po tym, jak rozstał się z Victorią, gdyż z racji stanu technicznego musiał zostać na Molukach, popłynął (bezskutecznie) na wschód, wrócił na Moluki, dostał się tam (w opłakanym stanie) w ręce Portugalczyków i ostatecznie zatonął podczas sztormu. 5. W pełnym tego słowa znaczeniu z (zakończonej) wyprawy wróciła tylko Victoria, ewentualnie możemy - mocno na siłę - doliczyć San Antonio, który wszakże swój udział w wyprawie zakończył w Cieśninie Magellana.
  7. Faktycznie, kiszonej kapusty Armada Molukańska na pokłady raczej nie wzięła. Ogólny wykaz prowiantu pierwotnie przez nią zabranego można znaleźć w: L. Brergreen, Poza krawędź świata. Opowieść o Magellanie i jego przejmującym grozą rejsie dookoła Ziemi, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014, s. 67-69. Generalnie w witaminy, w tym C, prowiant ten - mówiąc delikatnie - nie obfitował. Ale była i ciekawostka związana z nieświadomą "profilaktyką szkorbutową": "Magellan zabrał na własny użytek konfitury i dżemy, między innymi jabłkowy. Oficerowie wzięli zaś carne de membrillo, uważaną za delikates marmoladę z pigwy. W miarę jak mijały kolejne tygodnie wyprawy, marmolada ta miała odgrywać coraz ważniejszą rolę w życiu żeglarzy, w tym samego Magellana". Cytowane z - ibidem, s. 68. "Podczas gdy marynarze chorowali i umierali [podczas przepływania Pacyfiku - uwaga Bruno W.] , Magellan, Pigafetta i kilku innych oficerów tajemniczym zbiegiem okoliczności pozostawali zdrowi (...) istniała konkretna przyczyna tego, że uniknęli szkorbutu. Oficerowie przez cały ten czas korzystali po prostu ze swoich przetworów z pigwy, nie mając pojęcia, że jest to silny środek przeciwko awitaminozie". Cytowane z - ibidem, s. 205.
  8. Koreańska Republika Ludowo Demokratyczna (KRLD)

    Kolejna ciekawostka. Nie tak dawno rozmawialiśmy o Wilhelmie II i praktykach mających na celu ukrycie niedowładu jego ręki (zob. https://forum.historia.org.pl/topic/508-kaiser/). Chyba nie jest powszechnie znane, że nieco podobne zabiegi wizerunkowe stosowano w przypadku Kim Ir Sena (czy jak kto woli: Kim Il Sunga lub Gim Ilseonga): "Przez sto osiemnaście minut patrzyłem bez przerwy w oblicze Wielkiego Wodza. W bezpośrednim kontakcie sprawia on całkiem sympatyczne wrażenie, za co bardzo przepraszam. Nawet jego ogromny mięsak z prawej strony karku (wielki jak głowa dziecka) nadaje mu w paradoksalny sposób jakieś ludzkie cechy. (To właśnie ten mięsak jest powodem, dla którego nikt nigdy nie widział zdjęć Kim Ir Sena z prawego profilu. Jeszcze przed przyjazdem Kima do Warszawy [w 1984 r. - uwaga Bruno W.] ambasada kategorycznie poinformowała nasz protokół dyplomatyczny, że "ze względów bezpieczeństwa" fotoreporterzy polscy i zagraniczni mają bezwzględny zakaz fotografowania Wielkiego Wodza, dopóki nie otrzymają zezwolenia koreańskiej ochrony. Ona najlepiej wie, jak obstawić szefa z boków i w razie jakieś niesubordynacji własnym ciałem zasłonić ten przeklęty guz)". Cytowane z: W. Górnicki, Teraz już można. Ze wspomnień kulawego szerpy, Wrocław 1994, s. 294-295. Jest faktem, że Kim Ir Sena dosyć konsekwentnie fotografowano i filmowano en face oraz z "właściwej strony". Inna sprawa jednak, że narośli Wielkiego Wodza nie zawsze udawało się ukryć. Sam widziałem - niestety, nie wiem już przy jakiej okazji - urywki z jakiegoś północnokoreańskiego programu informacyjnego, gdzie podczas jakieś tamtejszej celebracji był widoczny i Przywódca, i jego cała szyja. A z zupełnie innej beczki: Edward VIII - krótkotrwały monarcha brytyjski - także wolał swój określony profil. I doprowadził do zmiany pewnej tradycji w tym zakresie. Oraz pojawienia się niezwykle cennych dziś monet. Zob. np.: https://www.theguardian.com/notesandqueries/query/0,5753,-1499,00.html
  9. Kaiser

    To był bardzo częsty zabieg. Na oficjalnych portretach niesprawnej (i krótszej) ręki "nie zauważano", na zdjęciach sam Wilhelm starał się ją "maskować". Zresztą praktykę taką zaczęli już jego rodzice. Jest znane zdjęcie przyszłego Wilhelma II z ojcem (obydwaj w kiltach). Ojciec trzyma rączkę małego Wilhelma w dosyć charakterystyczny sposób (czyli - maskując jej długość). Zob.: https://www.rct.uk/collection/2149042/the-crown-prince-of-prussia-and-prince-william-balmoral
  10. Ostańce

    Wyjaśniam termin - chodzi mi o pewne pozostałości czasów minionych, które nie pasują do miana Zabytków (tych przez duże "Z"), a są gdzieś wokół nas. Okruchy zatopionej Atlantydy. Sporo tego było na mojej drodze. Wzruszało, zastanawiało, niekiedy dziwiło. Kamienna ławka z niemieckimi napisami przy Słoneczniku w Karkonoszach, pokrywa studzienki kanalizacyjnej z polskim napisem w Wilnie, jeden z ostatnich podkładów kolejowych na "zwiniętym" 60 lat temu torowisku koło Bytowa, słynny "grób z pepeszą" w Bornym Sulinowie, jakieś "poniemieckie", czy "popolskie" napisy na domach... Czy Wy macie jakieś ulubione czy szczególne zapamiętane takie małe relikty przeszłości?
  11. "Kierunek Berlin"

    Tu bym zdecydowanie polemizował. "Ardeny" (o ile chodzi o "Bitwę o Ardeny"/"Battle of the Bulge", a nie belgijski film z 2015 roku) są dla mnie wzorcowym przykładem "umowności historycznej na filmie". Jak już, kiedyś pisałem na forum: Pattony robiły za Tygrysy, a za Ardeny jakieś hiszpańskie, obszerne, górskie pustacie. Na tym tle "Kierunek Berlin" to realizm i doskonałość warsztatu filmowego w najczystszej postaci.
  12. Ostańce

    Zacząłem zastanawiać się nad jednym (w sumie brakuje mi słowa - przedmiotów, urządzeń, gadżetów, akcesoriów, udogodnień?) z przeszłości, które już właściwie wyginęło. Ale nie tak definitywnie, jak chociażby "klasyczna" spluwaczka, bo nadal je można znaleźć. W sumie - to dosyć często. Szczególnie w starych, obskurnych, ale i urokliwych dzielnicach. Nie rzuca się w oczy, po prostu jest, nie budzi żadnych emocji (chyba, że ktoś się o to coś potknie). Spokojnie sobie dogorywa. Chodzi mi o metalowe "urządzenie", montowane niedaleko drzwi domu od zewnętrznej strony, służące do wycierania butów ze śniegu, czy z błota. W skrócie - kawałek metalu. Przeważnie na dwóch nóżkach. I znowu brakuje mi słowa - jak to coś się nazywa??? Kiedy się pojawiło, kiedy wyginęło (no dobra, nie całkiem)? I dlaczego? Ma to coś swoje historyczne fankluby, prace naukowe, kolekcje?
  13. Historia prześladowań homoseksualistów

    Zainteresowanym tematyką nie tylko prześladowań, ale ogólnie także losami londyńskiej społeczności LGTB przez stulecia, polecam: P. Ackroyd, Londyn miasto queer. Historia od czasów rzymskich po dzień dzisiejszy, Poznań 2018. Zresztą, pewnie każda - a już na pewno "londyńska" - książka Ackroyda zasługuje na przeczytanie.
  14. Kaiser

    Postać Wilhelma II raczej nie obfituje w hagiograficzne biografie. Bo i w sumie - choć przecież trudno go dziś przedstawiać jako potwora z pierwszo-wojennej propagandy Entente cordiale - to także trudno go za cokolwiek chwalić. Był to człowiek z niewątpliwymi problemami psychicznymi, pewnie wynikającymi w istotnym stopniu z niedowładu ręki i sposobów jego "leczenia" w dzieciństwie. Dramat i koszmar, który przeżył w młodości, gdy niezbyt oględnie uświadamiano mu, że w czasach, gdy monarcha powinien być okazem krzepy - on jest "niepełnowartościowy", ewidentnie wpłynął na jego świadomość także w wieku dojrzałym. Wybujałe ego, któremu pewnie towarzyszył skrywany kompleks niższości, impulsywność, słowna agresja, bufonada, konieczność przebywania zawsze w centrum uwagi, multum zachcianek i kaprysów, przekonanie o własnej wszechwiedzy, tudzież o niedocenianiu i krzywdzeniu przez innych, ocierająca się o śmieszność chęć bycia "silnym i znaczącym", branie marzeń (i skrytych obaw) za rzeczywistość, wreszcie - bieg myśli i pomysłów (i w efekcie gadulstwo polegające na zdecydowanym wyprzedzaniu mózgu przez język) - podobne cechy (raczej mało pozytywne) Wilhelma II można mnożyć. No i z oczywistych względów nie zapisał się dobrze w polskiej pamięci. Per saldo można mu jednak pamiętać i to, że - mimo pozerstwa - nie działał już w warunkach monarchii w pełni absolutnej, zatem nie może "odpowiadać za wszystko", a za słowotokiem jego gróźb, pogróżek, ogólnej słownej krwiożerczości kryła się jakaś forma tchórzostwa (czy - mówiąc delikatniej - łagodności). Jego armia, flota itp. miały być środkami szantażu, prowadzącymi do tego, aby świat uznał go wreszcie za "odpowiednio ważnego", ale raczej nie środkami rzezi. Jak wiadomo, cokolwiek nie wyszło... I jakby w poszukiwaniu "lepszej" twarzy Wilhelma II cytat z prof. Golo Manna, który przecież nie należał do wielbicieli niemieckiego szowinizmu i militaryzmu, którego uosobieniem (w wariancie z okresu Belle Époque) był Wilhelm II: "Na temat tego cesarza napisano tyle niemiłych rzeczy, że waham się, czy jeszcze coś do tego dodać. Nie był złym człowiekiem. Pragnął, aby go kochano; nie chciał niczyich cierpień. [...] brutalna przemoc nie leżała w jego charakterze. Był leniwy i żądnych uciech, świętował, podróżował, pokazywał się ludziom, kierował manewrami z wysokości siodła swojego rumaka, podczas bankietów wymieniał toasty z równymi sobie, zasiadał w loży dworskiej nadęty jak paw, spoglądał na publiczność, podkręcał wąsa - to był jego styl. I w ten właśnie sposób spędziłby najchętniej całe życie: nieustanny publiczny pokaz przepychu i mundurów z nim samym w centrum powszechnej uwagi". Cytowane za: A. Szwarc, Wilhelm II [w:] A. Szwarc, M. Urbański, P. Wieczorkiewicz, Kto rządził Polską?, Warszawa 2007, s. 590.
  15. O podobnych hymnach państwowych już sobie dyskutujemy. Być może poszukiwanie ciekawostek możnaby poszerzyć generalnie o symbolikę państwową. Wiele przykładów będzie banalnych - chociażby popularność swego czasu symboliki rewolucyjnej z kałasznikowami włącznie, ale niektóre mogą być bardzo ciekawe. Na pierwszy ogień proponuję podobieństwo między godłem Danii i Estonii. Historycznie uzasadnione.
  16. Cóż, pozostaje mi się - przynajmniej w swoim imieniu - zgodzić odnośnie do spraw oczywistych. Antyradzieckie działania podziemne, na zapleczu ważnego sojusznika i przyszłego kolegi "policjanta" odpowiedzialnego za ładny kawałek globu ziemskiego, nie mogło się podobać innym kandydatom na policjantów. Oczywiście, do czasu, gdy główni policjanci się definitywnie nie poróżnili i zachodnia część z nich zaczęła kochać antyradzieckie podziemie wszelakie. Które wszakże już było wówczas na etapie zaniknięcia lub przejęcia (jak V Komenda WiN).
  17. Wolfie, jak rozumiem chcesz podyskutować na temat, wywołany przez Ciebie na dws.org.pl (i tam zamknięty zob. https://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=9&t=142080&start=0&st=0&sk=t&sd=a&hilit=Dlaczego+jedyną+w+okresie+DWŚ+panstwową+siłą+wspierającą+antyradzieckie+i+antykomunistyczne+podziemie+zbrojne+na+tyłach+frontu+A ) także u nas. Cieszymy się, że wróciłeś i witamy po przerwie. Natomiast: 1. Jakbyś mógł spróbować usunąć niebieskie tło w Twoim cytacie (bo zdecydowanie utrudnia ono czytanie). 2. Nie oczekuj raczej jakieś wyrafinowanej dyskusji, bo chyba odpowiedź na zadane pytanie jest oczywista (i chyba zresztą już padła na dws-sie). "Zachód" nie miał w tym momencie historycznym kompletnie żadnego interesu w tym, aby niezwykle cenny, wschodni sojusznik się (poniżej można sobie wybrać określenie i ewentualny kierunek gdybania): a) "zbiesił", b) "obraził", c) zmienił front, d) utrudniona mu została ostateczna rozprawa z Hitlerem. Pomoc jakiemukolwiek podziemiu walczącemu z owym sojusznikiem mogła prowadzić do skutków wyżej określonych, zatem...
  18. Podobna symbolika państwowa (i miejska)

    Skoro się o hybrydach gdzie indziej zgadało. Trochę hybryd na herbach znajdziemy. Hybryd między realnymi zwierzakami, ale także z udziałem mitycznych. Poniżej ciekawostka z Dolnego Śląska. Hybryda lisa z wiewiórką (albo czegoś innego z czymś innym) rodem z Chełmska Śląskiego. W tle legenda, o tym, jakoby w średniowieczu ktoś coś takiego upolował. Zob. np.: http://chelmskoslaskie.blogspot.com/p/herb.html
  19. O wprowadzaniu (i usuwaniu) gatunków.

    O "kokainowych hipopotamach" w Kolumbii była już mowa w temacie o Pablo Escobarze: https://forum.historia.org.pl/topic/4104-pablo-escobar-ocena/ Mimo, że są ewidentnym gatunkiem inwazyjnym, to mają nie tylko swoich krytyków, ale i zwolenników (nawet wśród naukowców): https://www.nationalgeographic.com/animals/2018/09/colombia-cocaine-hippos-rewilding-experiment-news/ https://www.theguardian.com/environment/2020/mar/24/pablo-escobars-cocaine-hippos-show-how-invasive-species-can-restore-a-lost-world-aoe
  20. Historia ludzkości, to także historia zmian stanu fauny dokonywanych za sprawą człowieka. Doprowadziliśmy do zniknięcia wielu gatunków, wiele oswoiliśmy, czy zahodowaliśmy, wiele przemieściliśmy. Króliki i wielbłądy w Australii, renifery na Islandii, Wyspach Kergulena, czy Georgii Południowej, świnki na Wyspach Auckland itp. - to wszystko nasze dzieło. Często w pełni świadome, często dokonane przypadkiem (np. szczury na Wyspach Campbella i innych). Ostatnio, szczególnie na wyspach Oceanu Południowego, ludzkość zabiera się za usuwanie tego, co wprowadziła. Reniferów na Georgii Południowej już chyba nie ma, Wyspy Auckland są też już wolne od nierogacizny europejskiego pochodzenia. Jakie znamy najciekawsze tego typu operacje na przyrodzie (i ewentualnie - usuwanie skutków takowych operacji)?
  21. Generalnie zgoda, stąd nie powinno dziwić, że istotna część nie-polskich mieszkańców tych ziem była do II RP nastawiona wrogo, ewentualnie na zasadzie odnotowanej przez Wańkowicza bodajże wśród "tutejszych". A brzmiało to mniej więcej tak: "Carat przeżyliśmy, to da Bóg panoczku i niepodległość piereżywiom". Aczkolwiek za swoistą formę plebiscytu przeprowadzonego na fragmencie tych ziem można uznać wybory do Sejmu Litwy Środkowej. Frekwencja ogólnie była tam dosyć duża (aczkolwiek przy prawie pełnym bojkocie Litwinów, dużym Żydów i Białorusinów).
  22. O wprowadzaniu (i usuwaniu) gatunków.

    Problem ludzkich hien pomijam, ale podobno psy i wilki niezwykle chętnie się hybrydyzują. Jak ich nie wystrzelają, to może się kiedyś dohybrydyzują do postaci hieny. Wróć - to prędzej musiałaby być hybryda psa z mangustą. A o to już chyba nieco trudniej. Wiem co czujesz i dlaczego nam o tym konsekwentnie przypominasz. Na stronie 72 (dół, prawa strona) opracowania B. Tokarskiej-Guzik, Z. Dajdoka, M. Zając, A. Zająca, A. Urbisz, W. Danielewicza, C. Hołdyńskiego, Rośliny obcego pochodzenia w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem gatunków inwazyjnych, Warszawa 2012 (http://www.gdos.gov.pl/files/artykuly/5050/Rosliny_obcego_pochodzenia_w_PL_poprawione.pdf) jest ambrozja bylicolistna na tle drogowskazu na Pszczynę. Idą już po Ciebie, zorganizować Ci Little Shop of Horrors. Trzymaj się dzielnie, my uciekamy, ale myślami jesteśmy z Tobą.
  23. Marynarka Wojenna RP u progu zaniku

    Ano dlatego, że sama koncepcja LCS (przynajmniej w omawianej wersji amerykańskiej) okazała się "lekkim" niewypałem. Do tego dochodzi duża "problematyczność techniczna" tych akurat (czterech) wycofywanych właśnie z floty USA okrętów. Sytuacja dosyć klasyczna, jak wiele podobnych pomysłów w historii wojskowości, które dążyły do stworzenia uniwersalnej "Mädchen für alles", która będzie przeciwpancerna, przeciwlotnicza, przeciwminowa i przeciwpiechotna, będzie jeździć, latać, pływać i wirować. W teorii nieźle, w praktyce - dużo mniej. Idea LCS zakładała powstanie (zdecydowanie na potrzeby konfliktów asymetrycznych) okrętów relatywnie dużych, ale też relatywnie tanich, bardzo szybkich, obsadzonych nieliczną załogą, które - co najważniejsze - będą każdorazowo konfigurowane w zależności od potrzeb. W rezultacie mamy duże okręty, wcale nie takie tanie w budowie i w utrzymaniu, w praktyce permanentnie niedozbrojone (dysponujące zdolnościami tylko do elementarnej samoobrony i to na poziomie większego patrolowca, a dozbrojenie ich na potrzeby misji zajmuje multum czasu, zresztą moduły są nadal niezbyt dopracowane), z przemęczonymi załogami, z niedopracowanym szeregiem innych spraw technicznych itp. itd. Problem także w tym, że my na Bałtyku raczej nie szykujemy się na konflikt asymetryczny, tylko w pełnej skali (i dosyć nagły, jak należy przypuszczać). Na zróżnicowane moduły (nawet, jak Amerykanie je wreszcie definitywnie dopracują) nas raczej nie będzie stać. I trudno myśleć o ich wymienianiu w warunkach potencjalnego konfliktu na Bałtyku, gdyż jakby to miało wyglądać - przeciwnicy odpalają rakiety, a my w związku z tym rozpoczynamy w stoczni operację wymiany modułu na bardziej stosowny? Doprowadzenie zaś takich okrętów do stanu jakieś "normalnej" fregaty będzie dyskusyjne i - jeżeli możliwe - to skrajnie kosztowne. Pomijam fakt, że ilość problemów technicznych związanych z utrzymaniem w linii pierwszych czterech okrętów szeregu LCS była tak wielka, że flota USA bez żalu pozbywa się tych, przecież relatywnie nowych nabytków. Jeżeli "nabędziemy drogą kupna" te okręty, to w praktyce zwiększy nam się ilość "korwet/fregat patrolowych" (czyli militarnie bezużytecznych w naszych warunkach "Ślązaków"). Oprócz podlizania się Wielkiemu Bratu, jedyną korzyścią będzie (kosztowne) "utrzymywanie nawyków". Inna sprawa, iż - jak już pisałem - stan rzeczy jest już taki, że już chyba lepsze cokolwiek, niż agonia. A o szczegółach można poczytać np. tu: https://www.popularmechanics.com/military/navy-ships/a30878764/littoral-combat-ship-retirement/ https://www.defensenews.com/naval/2020/02/12/upgrading-the-first-four-littoral-combat-ships-not-worth-the-money-us-navy-says/ http://www.magnum-x.pl/artykul/littoral-combat-ship-w-ogniu-krytyki https://www.realcleardefense.com/articles/2020/02/18/the_us_navys_littoral_combat_ship_a_beautiful_disaster_115049.html https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=10463 https://en.wikipedia.org/wiki/Littoral_combat_ship
  24. Dwie stare fregaty, stare okręty podwodne typu "Kobben", którym powoli kończą się resursy akumulatorów, ponad dwudziestoletni o. p. "Orzeł" odstawiony chyba na bardzo długotrwały remont. I tak dalej... W wiecznej budowie jedna korweta. Jak tak dalej pójdzie, około 2015 roku nasza Marynarka Wojenna stanie u progu likwidacji. Zostanie może jedna nowa (ale czy nowoczesna?) korweta (jeżeli ją w końcu zbudują), trzy małe okręty rakietowe (wówczas ok. 25. letnie) i "Orzeł" (30. letni). Dlaczego tak się dzieje? Czy nasze - całkiem duże - państwo, o ambicjach uczestniczenia w różnych misjach zagranicznych, nie stać na chociażby minimalne zbrojenia morskie? A może MW nie jest nam w tych warunkach geograficznych do niczego potrzebna?
  25. Podobna symbolika państwowa (i miejska)

    Wielbłądy dosyć często występują w heraldyce. Zazwyczaj tam, gdzie same występują (chociażby w Ertyrei, czy w Beludżystanie). Ale nie zawsze. Z wielu jedno lub dwugarbnych przykładów (zob. np. https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Camels_in_heraldry) dwie ciekawostki: 1. Francuskie La Couronne w historycznej Akwitanii. Wielbłąd ma być nawiązaniem do sposobu transportu materiałów na budowę tamtejszego opactwa. Zob. http://jm.ouvrard.pagesperso-orange.fr/html/couron.htm 2. Czeskie Pilzno. Tu jest jeszcze ciekawiej (z polskiego punktu widzenia). Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Herb_Pilzna_(Czechy)
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.