Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. A od siebie dodam, że nader ryzykowne jest posługiwanie się mityczną liczbą 390 (a czasami nawet 400) tysięcy. Pomijając już fakt, że stany te były najprawdopodobniej zawyżone, to ilu z tych ludzi miało do dyspozycji jakąkolwiek broń (nie liczę kamieni proponowanych przez "Montera"), ilu zaś brało realny udział w walkach? Stosując taką metodologię, można uznać, iż Siły Zbrojne RP liczą dziś wiele milionów, albowiem i chociażby Bruno W. ma gdzieś schowaną książeczkę wojskową... Oczywiście, z drugiej strony można np. przypominać, że przez kilka pierwszych tygodni września 1939 roku byliśmy dosyć podstawową siłą koalicji antyhitlerowskiej. I zwracać uwagę na oczywiste ograniczenia związane z faktem późniejszej okupacji kraju. Nie zmieni to jednak słuszności ogólnej konstatacji, że w rozstrzygającym okresie wojny bez naszych dywizji można było się spokojnie obejść (jak to "uroczo" wyjaśnił sui temporis Churchill Andersowi). I należy też pamiętać, że istnienie (lub nie) polskich, regularnych formacji było całkowicie zależne od mocarstw. Przy okazji, pozwolę sobie zauważyć, że mamy poświęcony temu zagadnieniu odrębny temat (a jakby dobrze poszukać, to pewnie nawet i kilka): https://forum.historia.org.pl/topic/9423-czwarta-armia-koalicji-antyhitlerowskiej-i-inne-mity-pl/ https://forum.historia.org.pl/topic/3787-jak-wa%C5%BCni-byli-polacy-dla-aliant%C3%B3w/ Pro forma pozwolę sobie zauważyć, że w przypadku PSZ (na Zachodzie) podajesz liczebność mocno powojenną. Stosując taką metodologię wypadałoby wskazywać stany osobowe WP (na Wschodzie) przynajmniej z okresu przed realną demobilizacją, np. z wczesnej jesieni 1945. Czyli pewnie ok. 440 tysięcy. Znowu - nie zmienia to oczywiście ogólnej konstatacji, że były to ogólnie siły w skali "koncertu mocarstw" jednak nie rozstrzygające, od tych mocarstw zależne i do tego podporządkowane różnym ośrodkom władzy.
  3. Yesterday
  4. Ryzykowne jest sumowanie liczebności wojsk polskich podlegających konkurencyjnym ośrodkom władzy. Ryzykowne jest traktowanie AK jako regularnych oddziałów wojska. 390 tysięcy żołnierzy - to mniej więcej liczebność związku operacyjnego, który Niemcy nazywali grupą armii, a Sowieci - frontem. Siła bojowa Armii Krajowej miała się nijak do siły bojowej grupy armii. Ale nawet jeśli przyjmiemy taki sposób liczenia - to chciałbym przypomnieć, że podczas rozmów na temat Linii Curzona Stalin powiedział Churchillowi: "Właśnie teraz półtora miliona Ukraińców walczy przeciwko Niemcom w szeregach Armii Czerwonej". To był mocny argument w negocjacjach dotyczących polskiej granicy wschodniej.
  5. PSZ na Zachodzie to jakieś 240 tys żołnierzy. Podległa Rządowi Londyńskiemu AK w kraju to 390 tys. żołnierzy (lato 1944 r.). Jeżeli dodamy to tego 1 i 2 Armię (L)WP (ok. 200 tys. żołnierzy w styczniu 1945 r.), to jak na średni, europejski kraj - nawet sporo. I to dużo więcej, niż owe "nic" ...
  6. Władysław III Warneńczyk

    Cesarini jednoznacznie opowiadał się za Eugeniuszem IV.
  7. Francuskie tajne służby - Travaux Ruraux

    W drugim tomie "Mes Camerades..." Autor napisał że w końcu 1942 roku do Algieru przybył „P” szef wszystkich francuskich służb kontrwywiadowczych. Obawiając się o Agence Immobiliere (czyli Travaux Ruraux) utworzył drugą bliźniaczą jej służbę ale całkowicie od niej odgrodzoną, Agence Immobiliere Jeune Młodą (czyli Travaux Ruraux jeune) Na jej czele postawił kpt. Vellaud zwanego Toto. Jej placówka utworzona w Marsylii nosiła kryptonim Larva. Na jej czele „P” postawił kpt. Avallart zwanego Jean-Marie. Miała wypełniać te same zadania co Glaieul (placówka Starej Agencji) ale również organizować połączenia przez Morze Śródziemne. Autor używa określeń Agence Immobilliere zamiast Travaux Rureaux, nie podaje też nazwiska owego szefa wszystkich francuskich służb kontrwywiadowczych tylko określa go jako "P". To komplikuje trochę książkę ale jest raczej zrozumiałe. I tak wydaje mi się że sporo napisał. Przyznam że nie wiem o co tu chodzi i uważam że nie warto tego zgłębiać Po co jakieś bezsensowne tajemnice w czerwcu 1940 roku. Przecież połowa Francji nie była okupowana, tam francuskie służby mogły sobie spokojnie działać oczywiście w tajemnicy ale nie w konspiracji pod okupacją. I swoje robiły, w dużej mierze legalnie, do końca 1942 roku ponad 3 tys obywateli zostało skazanych za szpiegostwo w tym jeden Niemiec (obywatel niemiecki?) tyle że tego ostatniego nie skazali oczywiście za szpiegostwo a wynaleźli mu co innego (sadyzm?) i Niemcy nie zareagowali. Pierre Nord w "Mes Camerades... " pisze: w marcu 1943 roku szef francuskiego kontrwywiadu, major P przystąpił do tworzenia przegród nowej Agencji Nieruchomości dla odróżnienia od istniejącej nazywanej Młodą. Najpierw powołał w Algierze zastępców, 2 kapitanów, później trzeciego, kapitana Vellaud zwanego Toto któremu powierzył funkcję lotnego członka dowództwa który miał dokonywać inspekcji Agencji Nieruchomości Młodej. Oczywiście potrzebny był również sprzęt. Szkoleniem zajął się kapitan, były dowódca kompanii legii cudzoziemskiej, niezdolny do służby bowiem poważnie ranny w twarz, nie mógł mówić. Szefowie służb specjalnych wybrali spośród ochotników tych których uznali za najbardziej nadających się do niebezpiecznych misji. Ochotnicy napływali z Francji przez Pireneje i byli między nimi tacy którym udało się wydostać z hiszpańskich więzień ale byli też i tacy co pochodzili z Afryki Północnej. Program szkolenia i samo szkolenie prowadzono we współpracy z Anglikami, wielkimi specjalistami w tej dziedzinie. Przeznaczeni do tajnej roboty przechodzili przeszkolenie w centrum spadochronowym i sabotażu które Anglicy urządzili w klubie w algierskim Touquet między Algierem a Sidi-Ferruch. Stamtąd tych którzy przeszli wszystkie próby i szkolenia wysyłano do centrali El Biar gdzie doskonalono szkolenie agentów wywiadu i obsługi radia. Formowano z nich drużyny uwzględniając podobieństwa i cechy uzupełniające się co miało sprzyjać należytemu wykonywaniu zadań. Ochotników nie brakowało. Byli to ludzie wszelkiego pokroju, nawet dawni antymilitaryści, różne łobuziaki którzy widnieli w policyjnych kartotekach, trenerzy sportowi, doktorzy filozofii, technicy i poeci. Byli to nie tylko młodzi mężczyźni ale również i dziewczęta i to w dość pokaźnej liczbie. Docierali do Francji poprzez Pireneje, na małych stateczkach rybackich, zrzucani na spadochronach. Z tego widać że i koncepcja działalności tych grup była angielska Bo byli uważani za najlepszych speców w tej dziedzinie. Losy Agencji Nieruchomiści Młodej (czyli Travaux Ruraux Jeune) pokazały że niezasłużenie. Powiedziałbym że wpadka Jeune dobrze charakteryzuje różnicę między T.R Starą a T.r Młodą. Autor "Mes Camerades... "pisze o tym tak: nocą 7/8.V.1943r w okolicach Saint-Tropez wylądował Avallart. Towarzyszył mu tylko jeden współpracownik. Został przyjęty przez Glaieul (placówka Starej Agencji) dostał, jak to się wówczas powiadało: mieszkanie, papiery, różną pomoc i rady. Jak tylko Larva okrzepła natychmiast oddzieliła się od Glaieul. Obowiązywała dewiza: „podział ryzyk”. Na swego adiutanta Avallart wybrał młodego chłopaka, przedsiębiorczego i z wyobraźnią, Durand, (nazwisko fałszywe) który jednak z oporem akceptował narzucane środki ostrożności. Podobał się jednak Avallart, który tak naprawdę nie miał dużego wyboru bo Algier żądał wyników i czas go naglił i swoją siatkę musiał organizować niejako z marszu. W dalszej kolejności zwerbował na agenta Max de Vos, którego Agence Immobiliere Stara od pewnego czasu unikała. De Vos z wyglądu przypominał tłustego knura. Był z tych co to wszystkich znali i wszystko widzieli. O sobie mówił że jest Belgiem, znał Rosję w której się urodził, Niemcy gdzie był akwizytorem Luftwaffe, Francję gdzie był przedstawicielem Lowe-Radio, Hiszpanię gdzie handlował alkoholem itd. Niesłychanie zaradny posługujący się wszystkimi możliwymi językami. Potrafił załatwić wszystko w cudowny sposób: mieszkanie, zaopatrzenie, przejazdy, ubranie, fałszywe papiery. Wystarczyło go tylko poprosić. Słowem idealny agent. Durand w każdym razie był nim zachwycony. Tym bardziej że ten obiecywał w rekordowych terminach plany fortyfikacji nadbrzeżnych i organizację Gestapo na południowym wschodzie Francji. W 1941 roku de Vos dał się zwerbować przez Abwehrstelle w Stutgarcie i odtąd pracował jako podwójny dla francuskiego wywiadu. Dostarczał Niemcom info pod całkowitą francuską kontrolą. Po pewnym jednak czasie prowadzący go kpt. Letranger z Algieru zrezygnował z jego usług i go uśpił. Nie miał nic przeciw niemu ale przestał mu ufać. Czyli widzimy że Stara agencja obawiała się de Vos, mimo że był wartościowym agentem. Pewnie "chłopaka z wyobraźnią" (raczej skauta) Durand też by nie zaakceptowali. Natomiast Agencja Młoda takich akceptowała. Później się okazało że to był błąd bo przez to wpadli. Nie zauważyli tego co Starej wydawało się podejrzane. To chyba trafnie charakteryzuje różnicę między nimi. Pierre Nord też tego nie pisze bo w końcu Anglicy byli sprzymierzeńcami. Ale że byli źle szkoleni wynika z kontekstu. Kiedy się w jednym miejscu czyta że Anglicy są najlepszymi specami od takich szkoleń a później że siatka przez nich szkolona uległa zagładzie to przekaz staje się jasny. Zresztą powyższy przykład z de Vos chyba o czymś mówi. W III tomie "Mes camerades... " autor pisze że w grudniu 1942 roku szef kontrwywiadu, major P, bezpośredni przełożony Vauthier, opuścił Francję by przez Hiszpanię udać się do Londynu. Uznał że on sam i podległa mu Agencja Nieruchomości są bardzo zagrożone na jej czele postawił Vauthier ale zdecydował że należy powołać drugą Agencję Nieruchomości, zwaną dla odróżnienia Młodą, która mogłaby zastąpić starą Agencję Nieruchomości kiedy ta zostanie przez Niemców zlikwidowana. Jednak nikt nie mógł przypuszczać że ta stara Agencja Nieruchomości przetrwa natomiast Młoda ulegnie bezprzykładnej, całkowitej eksterminacji. Zginęli prawie wszyscy jej członkowie. Napisałem tak jak autor: Agencja Niruchomości zamiast Travaux Ruraux żeby nie gmatwać. Możliwe że jechał do Londynu prosić Anglików o pomoc w organizowaniu Młodej A tak poza tym to jeżeli zginęli wszyscy jej członkowie to jest to chyba nawet coś więcej niż hekatomba. Nie wiem co znaczy określenie Jeune offensif a poza tym tu nie jest mowa o francuskim tajnym kontrwywiadzie a o Travaux Ruraux Jeune bo to on był szkolony przez Anglików. Nie wiem czy Szanowny Secesjonista wie czym różni się kontrwywiad służb na takim poziomie jak francuskie od naszych kontrwywiadowców chodzących podobno w starych kapciach i biorących kupę kasy. Bo u nich nie ma wyraźnego rozgraniczenia na wywiad i kontrwywiad, jeżeli w ogóle takie rozgraniczenie istnieje. Oczywiście łapanie szpiegów należy do ich zadań ale to tylko mały fragment ich działalności. Ten kontrwywiad o którym mowa wyżej umieszczał również swych agentów w niemieckich siatkach działających przeciwko francuskim służbom stąd pewnie ktoś napisał Jeune offensif, nie jest to jednak nazwa siatki a scharakteryzowanie jej działalności. Zresztą wyżej pisałem że kontrwywiad prowadzi najwartościowszych szpiegów, a zatem zdobywa również informacje i owe w.w siatki sporo takich dostarczyły, przeważnie niesłychanie ważnych.
  8. Great Smog of London (1952)

    Cóż, protokołu z audiencji akurat nie mam przy sobie, ale szczerze wątpię, czy taka rozmowa miała miejsce (pierwotnie mająca sugerować Churchillowi ustąpienie). Natomiast audiencje zdaje się wówczas były we wtorek (dziś to chyba środa). Zatem jest to jakoś prawdopodobne, że Churchill spotkał się z królową w dzień ustąpienia smogu.
  9. Great Smog of London (1952)

    A faktycznie rozwiał się w chwili tej rozmowy?
  10. Great Smog of London (1952)

    Na razie oglądałem tylko pierwszą serię. Generalnie jak najbardziej do obejrzenia (szczególnie porównując inne produkcje), aczkolwiek - wiadomo - na potrzeby szerokiej widowni trochę w serialu uproszczeń, łopatologicznego wyjaśniania spraw oczywistych, czy podkreślania dramatyzmu wydarzeń może nie do końca tak dramatycznych w rzeczywistości. Mi osobiście bardzo podoba się angielszczyzna Claire Foy. Fizycznie może niebyt podobna, ale to głos i akcent Elżbiety II. A generalnie według serialowo/smogowej wersji historii: 1) smog uczyniono zasadniczym katalizatorem knowań przeciwko Churchillowi (i operacji przekonywania Clementa Attlee, aby wystąpił z wnioskiem o wotum nieufności), 2) Churchill pierwotnie totalnie lekceważy straszliwe zagrożenie związane ze smogiem, dopiero śmierć Venetii Scott wpływa na zmianę jego opinii, wygłasza (w szpitalu, w którym chwilę wcześniej wzruszał się nad jej zwłokami) kolejne swoje wiekopomne tudzież płomienne przemówienie i znowu go wszyscy kochają (a przynajmniej prasa), 3) Elżbieta II gotowa jest w końcu przekonywać Churchilla do ustąpienia, ale smog (w iście filmowym momencie, tzn. "sekundy przed audiencją") cudownie się rozwiewa i w konsekwencji królowa zręcznie zmienia temat rozmowy z premierem (zręczność tego kroku docenia sam Churchill w późniejszej rozmowie z żoną).
  11. Tak z ciekawości: kto stwierdził, że jest to kurhan prehistoryczny?
  12. Great Smog of London (1952)

    Chodzi o W.Ch. i Venetię Scott? Całości serialu nie oglądałem, choć to ciekawa i warta uwagi propozycja filmowa, jakie implikacje polityczne przedstawiono w tym odcinku?
  13. O "klasycznej" pea soup fog trochę rozmawialiśmy tu: https://forum.historia.org.pl/topic/18278-edward-vii-i-nastanie-nowej-epoki/ Teraz przypomnienie o wielkim smogu londyńskim z 1952 roku. I trochę zachęcając do dyskusji: Myślę, że dla tych, którzy oglądali popularny serial "The Crown", szczególnie interesujące może być porównanie (bardzo dramatycznego) przedstawienia szczególnie implikacji politycznych wywołanych przez smog (odcinek 4 z pierwszej serii - "Act of God") z ówczesną "prawdziwą rzeczywistością". Niewątpliwie także dramatyczną, ale jednak nie aż tak, jak to przedstawiono w popularnym serialu. Zob.: https://www.vulture.com/2016/11/crown-recap-season-1-episode-4.html https://www.radiotimes.com/news/2019-03-26/the-crown-discover-the-real-great-smog-that-brought-london-to-a-standstill/
  14. Last week
  15. Wyabstrahowane z tematu: forum.historia.org.pl - "Polski wywiad w przededniu wojny i w jej trakcie" Nie wiem skąd czerpał euklides swe informacje ale na czele Travaux Ruraux "Ancien", TR "Jeune", jak i "Jeune Offensif" stał od początku do końca kapitan (a potem pułkownik) Paul Paillole. Był on jednym z tych wojskowych (z: Piątki) którzy składali przysięgę pułkownikowi Louisowi Rivetowi (jako szefowi: całości S.R. - S.C.R.) 26 czerwca 1940 r. na dziedzińcu seminarium w Bon-Encorte o kontynuowaniu walki, tylko wobec nowej sytuacji walka miała mieć tajny charakter. W tym samym dniu grupa innych wojskowych z tego samego biura składa podobną przysięgę w Brax (w pobliżu Tuluzy) pułkownikowi Malraisonowi (chyba adiutantowi L. Riveta?). Wtedy wstępnie postanowiono o zbudowaniu struktur: "Kleber", "SSM/F/TR" i "S.R. Air". Co do szkolenia według książki B. Powella "Scouting..." - żaden członek i starego TR i nowego TR nic o tym nie wspomina, to zapytam się wprost: skąd wziął informację euklides, że Francuzi byli szkoleni według tej książki? Tak z cytatem... Co do samego szkolenia, dlaczego francuski tajny kontrwywiad był szkolony prze Anglików? Może nam to objaśnić euklides? Może nam też objaśnić euklides dlaczego zlikwidowano siedzibę dowództwa TR umieszczoną przy Place de Plage 23? I dlaczego Paillole ewakuował się do Afryki, bo wedle euklidesa członkowie Starej TR byli wolni od infiltracji przez Niemców, a wedle Paillole - nie byli. Co więcej twierdził on, że powstanie "Jeune" miało być m.in. odpowiedzią na zagrożenie dla "Starej' TR. . A wpadka była, może podać euklides na czym ona polegała? Czy nie jest prawdą, że Paillole stwierdził, że wysyłano zbyt niedoświadczonych agentów (szkolonych w Afryce m.in. przez sprzymierzeńców)? Bo taka była potrzeba chwili? Czy nie jest prawdą, że Stare TR miało problem z francuskim agentem Gestapo wprowadzonym w jego struktury? Czy nie jest prawdą , że wpadka "Jeune" zaczęła się od rozkodowania pewnej rozmowy telefonicznej, która stała w sprzeczności z zasadami bezpieczeństwa jakie brytyjskie służby stosowały? Według; dość hagiograficznych; publikacji członków TR - nigdzie nie występowała informacja by byli źle szkoleni przez Brytyjczyków, to może euklides zacytuje ów fragment gdzie P. Nord stwierdza, że hekatomba była efektem brytyjskiego szkolenia, zwłaszcza ów fragment gdzie napisał o szkolenie według "Scouting...". Łatwiej będzie nam się odnieść do autentycznego tekstu a nie: relacji euklidesa z jego lektur. I tak dla ułatwienia: w którym tomie poczyniła takie uwagi P. Nord? Postawiłbym orzechy przeciw... że euklides wziął nazwę " Agencja Nieruchomości" za prawdziwą, ot - błąd często się zdarzający euklidesowi gdzie osoby, organizacje fikcyjne myli z rzeczywistymi. Wystarczyło przyznać się do błędu, ale euklides czuje się specjalistą od spraw francuskich a już zwłaszcza od francuskich służb: wywiadowczych i kontrwywiadowczych, zatem brnie w nieprawdę. Ja twierdzę, że nie istniała nigdy Agencja Nieruchomości, euklides twierdzi - że istniała, to proszę podać wedle kogo? Tak z cytatem potwierdzającym tę wątpliwą informację. Stwierdza euklides, że mało jest o TR informacji, to chyba kiepsko "wystukiwał" i mało czytał, bo jest całkiem sporo, tylko trzeba wyjść poza Wikipedię. Tak dla tych co chcą czytać nie ograniczają się do jednego źródła: P. PailIoIe “Services spéciaux" H. Navarre "Le Service de Renseignements 1871-1944" tegoż "Le temps des Vérités" F.-G. Dreyfus "Histoire de la Résistance" R. Terres "Duble jeu pour la France" M. Garder "La Guerre Secrete des Services Speciaux Francais, 1935-1945" J. Le Roy Ladurie "Mémoires 1902-1945" Y. Bonnet "Les services secrets français dans la seconde guerre mondiale" H. Noguères, M. Degliame-Fouché, J.-L. Vigier "Histoire de la Résistance en France de 1940 à 1945" Gilbert-Guillaume [Victor Emmanuel Guillaume] "Mes missions face à lAbwehr (contre-espionnage 1938-1945)" Slt. Zajec "Travaoux ruraux Le contreespionnage clandestin de l'armée d'armistice" H. Koch-Kent "Doudot, figure légendarire du CE français" F. Delalez "Le Service des menées antinationale, 1940-1942" R. Terres "Double jeu pour la France, 1933-1944" S. Laurent "Le renseignement et le contre-espionnage militaires face à Allemagne étude du dispositif de renseignement français", w: "Frankreich und Deutschland im Krieg (November 1942-Herbst 1944)" ed. M. Vaïsee D. Cluseau "L'arrestation par les Allemands du personnel du Deuxième Bureau français", "Revue d'istoire de la Deuxième Guerre mondiale", no. 29, Jan. 1958 Bulletin A.A.S.S.D.N. (nr 56, 103, 106, 168 i in.).
  16. Władysław III Warneńczyk

    Trzy pierwsze słowa obnażają stan wiedzy euklidesa, nie wiedzieć że w konsekwencji mieliśmy sobór bazylejsko-ferrarsko-florencki i antypapieża, a poszczególni hierarchowie opowiadali się za jedną bądź drugą stroną, za jednymi bądź innymi rozwiązaniami - to trochę żenujące.
  17. Władysław III Warneńczyk

    Nie wiem jak interesy kardynała mogą być sprzeczne z papieskimi. Przecież papież był i jest monarchą absolutnym a kardynał ma go słuchać i tyle, czy to odpowiada jego interesom czy nie. Przecież chyba żaden sobór nie nakazywał nieposłuszeństwa papieżowi. Zwolennicy wyższości soboru nad papieżem czyli koncyliaryści ograniczali się do prawa kontroli nad papieżem, ewentualnie do usunięcia go ale nie do nieposłuszeństwa. Przede wszystkim chodziło o nakazywanie przez papieża opłat na rzecz stolicy apostolskiej i tyle. Unia florencka była z góry skazana na niepowodzenie. Chyba była nawet zawarta z inicjatywy cesarza bizantyjskiego Jana VIII który widząc trudną sytuację papieża Eugeniusza IV postanowił zdobyć trochę grosza i zaproponował papieżowi podporządkowanie mu się. Papieżowi było to potrzebne bo wzmocniłoby go to w konflikcie z soborem i przystał na propozycje Jana VIII. Jan VIII oraz najważniejsi biskupi przybyli do Włoch zostali suto opłaceni przez papieża i podpisali unię. Przy czym animatorem tego podporządkowania się był właśnie Cesarini. To on urabiał (przeważnie finansowo) greckich biskupów i robił to dla papieża. Nie wiem zatem skąd pomysł że miał sprzeczne z nim interesy. Jednak owi biskupi którzy podpisali unię po powrocie do Grecji spotkali się z taką krytyką że szybko się jej wyrzekli przy tym powstało tam silne stronnictwo anty łacińskie. Obawiano się tam że podporządkowanie się papieżowi doprowadzi do rozstrzygania sporów teologicznych za pomocą stosów, tak jak to miało miejsce na zachodzie. Wielu było takich co woleli Turków od łacinników, bo Turcy nie palili nikogo na stosie, przynajmniej za religię. Takie podziały były w całym ówczesnym chrześcijaństwie i mogło to w takim czy owym stopniu zaważyć również na wyniku bitwy pod Warną.
  18. Władysław III Warneńczyk

    W świetle ówczesnych praw, była to krucjata, cudzysłów jest tu niepotrzebny. Tyle że nie wiadomo jak wyglądałaby sytuacja za te 10 lat, a ówczesna sytuacja jak najbardziej napawała optymizmem i dawała realne szanse na wyparcie Turków na dłuższy czas. Murad II poniósł szereg porażek w czasie tzw. długiej kampanii, sułtan miał też poważne wewnętrzne problemy z buntem w Karamanii (emiracie karamańskim w Anatolii). Co prawda Zachodnia Europa zawiodła, Jan VIII Paleolog nie dostarczył odpowiednich posiłków, ale jego brat - Konstantyn ruszył z Peloponezu podejmując akcje dywersyjne (za co później Turcy spustoszyli despotat Morei). Komu to on nie ulegał, przy czym w tych oskarżeniach jet pewna sprzeczność, której autorzy takich opinii wydają się nie zauważać. Otóż interesy papieża były sprzeczne z interesami kardynała. Nie jest żadną tajemnicą, że ten ostatni opowiadał się po stronie soboru bazylejskiego. Co prawda można przeczytać, choćby w artykule Michała Kozłowskiego: "Niektórzy polscy historycy, jak Antoni Prochaska i Oskar Halecki, chcąc zdjąć z Władysława zarzut krzywoprzysięstwa uznali błędnie że traktat nie został ratyfikowany". /tegoż "Bitwa pod Warną 1444 - kulisy katastrofy" tekst dostępny na stronie histmag.org/ Tylko nie wskazano na czym ów błąd ma polegać, a poza tym to nie tylko Halecki i Prochaska. Do poglądu, że nie doszło do krzywoprzysięstwa skłaniał się choćby Louis Bréhier w "Le monde byzantin" (T. I "Vie et mort de Byzance"). Po stronie badaczy opowiadających za taką interpretacją stoi kilka ważkich argumentów, choć o pośrednim charakterze. Papież Eugeniusz IV wydał dokument skierowany do jednego z przywódców albańskich w którym zwalniał go z przysięgi danej Turkom, nie znamy takiego zwolnienia wydanego dla naszego władcy. W zbiorze tureckich aktów prawnych zebranych przez Johannesa Leunclaviusa ("Annales sultanorum Othmanidarum a Turcis sua lingua scripti...", apud A. Wecheli heredes, Francofurdi MDLXXVIII) nie ma dokumentu pokojowego zawartego i ratyfikowanego przez Warneńczyka, choć jest akt pokojowy (separatystyczny) zawarty wówczas przez despotę serbskiego z rodu Arianite (Araniti; szerz. o tym rodzie w: John V.A. Fine, Jr. "The Late Medieval Balkans: A Critical Survey from the Late Twelfth Century to the Ottoman Conquest" ). Franz Babinger zauważa, że Turcy nigdy nie zarzucili naszemu władcy niedotrzymania przysięgi (tegoż "Von Amurath zu Amurath: Vor- und Nachspiel der Schlacht bei Varna <1444>", "Oriens" Journal of Philosopy, Theology and Science in Islamic Societies, Vol. 3, Issue 2, 1950). Podobny pogląd wyraził też Thaddeus Vincent Tuleja: "Meanwhile, the Polish king, having refused to ratify the trucee already ratified two months before at Adrianople by the sultan, reaffirmed his pledge on August 4 at Szeged to drive the Turks out of Europe. But te Christian forces were to suffer one more reverse. George Brankovic made peace with the Turks less than two weeks affter Ladislas declared his intention to continue the crusade. This separate Serbian-Turkish treaty not only deprived the king valuable Serbian reinforcements, but also enabled the Turks to withdraw more of their forces garrisoned in the numerous Serbian towns to oppose the Christian army in EuropeThis separate Serbian-Turkish treaty not only deprived the king valuable Serbian reinforcements, but also enabled the Turks to withdraw more of their forces garrisoned in the numerous Serbian towns to oppose the Christian army in Europe". /tegoż "Eugenius IV and the Crusade of Varna", "The Catholic Historical Review", Vol. 35, No. 3, Oct., 1949, s. 271/ Za jego panowania rozdawnictwo królewszczyzn nie było większe niż to jakie miało miejsce za jego poprzedników, zatem ani wiek ani uleganie wpływom silniejszych nie mają tu nic do rzeczy. Taka była tradycyjna droga zdobywania poparcia w naszym kraju. Czyli gdyby przez dziesięć lat nie prowadził walk z Turcją, ta miałaby utrudnione zadanie w swych walkach z cesarstwem bizantyjskim? I z tematu forum.historia.org.pl - "Bitwa pod Warną": Ciekawa perspektywa... a za "chwilę" walki z Turcją nie były już nam obcymi, zatem przyszłość pokazała nam, że im bardziej by wcześniej skruszono potęgę ottomańską tym mniej kłopotów byśmy mieli. W przyszłości (z perspektywy roku 1444) Habsburgowie ostrzyli sobie pazurki i na koronę polskiego królestwa, czy z tego powodu mieliśmy zaniechać walk z Turcją, Szwecją czy Moskwą? Oczywiście, że tron węgierski był mniej pewnym ale właśnie zakusy domu habsburskiego mogły mieć wpływ na zdecydowanie się przez Węgrów na kontynuowanie unii, siła "argumentów" w postaci wsparcia Polski, będącej wówczas u szczytu potęgi - nie była bez znaczenia. Każda bitwa jest hazardem, gdyby nie śmierć króla losy kampanii mogłyby się potoczyć całkiem inaczej. A w tle były różne korzyści i nie chodzi o zdobycze terytorialne, korzyści mniej może "namacalne" za to może ważniejsze, mające bardziej długofalowe znaczenie - los unii florenckiej. Udana kampania mogła osłabić wpływ Moskwy w kościołach wschodnich.
  19. Gdyby podstawą pod koniec wojny i wkrótce po niej był ów argument prawny, to stosowano by wówczas konsekwentnie IV konwencję haską, a w szczególności jej art. 46 i 55. Przemeblowując Europę możni (silni) tego świata sięgali do takich argumentów, do jakich sięgać im było wygodnie. Inna sprawa, że wobec kataklizmu II-ej wojny i charakteru reżimu hitlerowskiego było to raczej nieuniknione, aczkolwiek czasami prowadziło do dosyć kontrowersyjnych rezultatów. Zresztą sam w sumie przyznałeś, że nie było jednego pryncypium. Cytat: "W Jałcie zastosowano kombinację zasady siły z zasadą prawa". W mojej ocenie uznanie, że państwowość polska powinna zostać utrzymana było raczej rozstrzygnięciem ze sfery polityki nie prawa, aczkolwiek niewątpliwie miało swoje uzasadnienie i konsekwencje także na gruncie prawa międzynarodowego publicznego. Też uważam, że da się prowadzić w miarę sensowną dyskusję na temat historii alternatywnej. Aczkolwiek w tym konkretnym przypadku uważam, że jest ona nieco potencjalnie zbyt wielowariantowa, aby utrzymać jakąś logiczną dyscyplinę takowej dyskusji i - stosując odpowiednie zasady - uniknąć "bajdurzenia". Przy czym nie uważam go za zjawisko z gruntu złe. Bajdurzyć też można relatywnie interesująco.
  20. No cóż, Brunonie, nie uważam, że dyskusja nad historią alternatywną musi być "czystym bajdurzeniem". Można całkiem rozsądnie i poważnie dyskutować na różne tematy alternatywne, typu co by było, gdyby pod koniec lata 1812 wojska napoleońskie rozłożyły się na leża zimowe nad Dnieprem i Dźwiną, miast atakować Moskwę. Co by było, gdyby W. Ks. Konstanty użył swych sił do stłumienia listopadowej rewolucji. Co by było, gdyby alianci zrobili desant na Bałkany wiosną 44 roku. W wyżej wymienionych przypadkach decyzja należała wręcz do jednego człowieka lub małej grupy osób, mogli zdecydować "tak" albo "nie" i trudno uciec od rozważań, co by było, gdyby zdecydowano inaczej. Chciałbym przypomnieć, że to nie ja byłem autorem zasady stosowania pewnego pryncypium, którego ponoć należy bronić. Któż to był? Niech szuka, kto ciekawy. Ja w swym wywodzie usiłowałem odgadnąć, jakie to pryncypium przedmówcom przyświecało, i wykazać, że jakie by ono nie było, to nijak z niego nie wynikało utrzymanie wschodnich granic Polski, z Lwowem, Tarnopolem, Nowogródkiem i Wilnem, przy jednoczesnej ekspansji na zachód i północ, poprzez zajęcie Olsztyna, Gdańska, Gliwic i Wrocławia. Moim zamiarem było coś podobnego do sprowadzenia zasad, stosowanych przez adwersarza ad absurdum. Choć w tym przypadku nie chodziło o to, że były one niemożliwe do zastosowania, ale o to, że ich zastosowanie byłoby dla Polski gorsze, niż rzeczywiste ustalenia jałtańskie. Nie, Brunonie. W rzeczywistych rozstrzygnięciach jałtańskich argument siły wcale nie był rozstrzygający. Podstawą był argument prawny - czyli że państwo polskie ma nadal istnieć. Co więcej - zgodnie z duchem Jałty miało być to państwo wielopartyjnej demokracji - w końcu powstał rząd jedności narodowej z Mikołajczykiem jako wicepremierem i odbyły się wybory z udziałem wielu partii. Że w praktyce okazało się to fikcją - fakt, ale ustalenia w lutym 1945 były inne. Bardzo poważnie - choć wybiórczo - brano pod uwagę argument woli mieszkańców, dlatego wrócono do linii Curzona, a nie do granicy radziecko-niemieckiej z 39 roku. Oczywiście wysiedlenie Niemców z "ziem odzyskanych" było z tą zasada sprzeczne, ale już stworzenie możliwości osiedlania się na tych ziemiach (i nie tylko) ludności polskiej z Wileńszczyzny, Lwowskiego czy Wołynia było pewnym ukłonem w stronę tej zasady. Zasada siły była pewnym parasolem nad szczegółowymi ustaleniami. Bo realnie to jednak Armia Czerwona panowała na tych ziemiach i zgodnie z wolą Stalina korzystne dla niego ustalenia zostały zrealizowane, a niekorzystne - storpedowane lub przeinaczone. Zachodni alianci w lutym 45 uznali, że to co zostało ustalone, będzie zrealizowane. Stało się inaczej.
  21. Turcja poza NATO?

    Hagia Sophia jest znowu meczetem. Orhan Pamuk powiedział BBC: "There are millions of secular Turks like me who are crying against this but their voices are not heard". Za: https://www.bbc.com/news/world-europe-53366307
  22. 6 Dywizja Piechoty

    Mamy jeszcze żyjących dwóch uczestników bitwy pszczyńskiej. Jednym z nich jest płk Zdzisław Baszak, wtedy podchorąży, dowódca plutonu ckm w 16 pp. W tym roku obchodzi sto lat. Drugiej setki!!! Płk Zdzisław Baszak, żołnierz bitwy pod Pszczyną skończył 100 lat
  23. Tak, czy inaczej ta dyskusja będzie "czystym bajdurzeniem", wprowadzenie "trzech możliwych do przyjęcia zasad Janceta" nic w tym zakresie nie zmieni, gdyż jest jakby jasne, że argumenty siły, prawa (różnie interpretowanego) i woli ludności (różnie interpretowanej) byłyby używane pewnie przez wszystkie strony sporu. Ponieważ argument siły byłby najbardziej jasny i przekonujący, to on w ostatecznym rozrachunku i tak by rozstrzygał. A to akurat niekoniecznie. Arcybiskup Szeptycki u schyłku swego życia, gdy pojawiły się pogłoski (dosyć kuriozalne) o plebiscycie w Galicji/Małopolsce Wschodniej (Ukrainie zaś Zachodniej) jednoznacznie uznał, że należy głosować za Polską. Jest bardzo prawdopodobne, że tamtejsi Ukraińcy w plebiscycie wybraliby słabszego przeciwnika. Czyli Polskę, nie ZSRR. I chwilę później rozpoczęliby operacje przeciwko Polsce w stylu UPA (a później - IRA). Operację trwającą dziesięciolecia. Powyższe, to jeden z dowodów na to, że mamy do czynienia z gdybaniem bardzo wielowariantowym. Ergo - "bajdurzeniem" (Copyright by Jancet).
  24. Ja będę jednak bronił dotychczasowego przebiegu tej dyskusji. Jeśli dyskusja o historii alternatywnej nie ma być czystym bajdurzeniem, musimy określić pewne warunki, które musiałyby zaistnieć, żeby się stało co innego, niż się stało. W tym przypadku rozmawiamy o tym, co by musiało się wydarzyć, żeby ustalenia konferencji jałtańskiej były diametralnie inne. Jeżeli nie będziemy brnąć w zmienianie tego, co się przedtem wydarzyło, pozostaje nam zmienianie owych pryncypiów, zasad, które "wielka trójka" przyjęła za obowiązujące w urządzaniu powojennego ładu. No bo wynik wojny już był trzem przywódcom znany. Ja dostrzegam trzy możliwe do przyjęcia zasady: 1) zasadę siły, czyli kto panuje na jakimś terytorium, ten decyduje o jego przyszłości, 2) zasadę prawa, czyli litery traktatów, 3) zasadę samostanowienia mieszkańców danego terytorium, dość nieszczęśliwie wcześniej określoną jako "samostanowienie narodów". Oraz oczywiście wszystkie możliwe mieszane kombinacje tych zasad. W Jałcie zastosowano kombinację zasady siły z zasadą prawa. Gdyby zastosować wyłącznie pryncypium siły, to w lutym 45 roku Polska miała do kupy na frontach chyba 6 dywizji i 2 samodzielne brygady, i to pod różnym dowództwem. Czyli nic. Zgodnie z tą zasadą nie byłoby żadnego państwa polskiego, tylko Polska Socjalistyczna Republika Radziecka. Gdyby jednak zastosować kryterium prawa, to oczywiście byłoby państwo Polskie w granicach określonych traktatami - zakładam, że traktat Ribbentrop - Mołotow byłby unieważniony. Zatem wschodnia granica państwa polskiego powróciłaby do ustaleń traktatu ryskiego, a zachodnia - wersalskiego. Niestety z jednym wyjątkiem - Wilno i okolice. Zgodnie z tym pryncypium Polska musiałaby oddać Wilno, bo o ile wiadomo państwo litewskie nigdy nie uznało status quo, ustanowione siłą poprzez "bunt" oddziałów Żeligowskiego. Czy oddalibyśmy Wilno niepodległej Litwie, czy Litewskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej - nie chcę wnikać. Pewnie też musielibyśmy zwrócić Zaolzie i Jaworzynę Czechosłowacji. Na zachodzie (i północy) nasze granice nie mogłyby się zmienić ani o piędź. Przyjmując, że zachodnia granica radzieckiej strefy okupacyjnej by się nie zmieniła, przyszłe NRD byłoby o wiele potężniejszym państwem, ze Szczecinem, Koszalinem, Olsztynem, Wrocławiem i Gliwicami. Natomiast jak mogłoby wyglądać realizacja zasady samostanowienia ludności, trudno sobie to nawet wyobrazić. Referenda? Wśród aktualnej ludności, czyli np. po wysiedleniach Polaków z Wielkopolski? Po wywózkach do Kazachstanu i na Syberię z Lwowskiego i Wileńszczyzny? Po rzezi wołyńskiej? O jej odwecie nie wspominając. Zastosowanie tej zasady zapewne prowadziłoby do zaliczenia Polski do obozu Aliantów, ale w granicach z grubsza Generalnego Gubernatorstwa. Pewnie z Poznaniem zamiast Lwowa. Zwolennikom tezy, że nam się w Jałcie wielka krzywda stała, pozostaje zmienianie zaprzeszłości, czyli rozważanie co by było, gdyby Sowieci walczyli nad Dnieprem w czasie, gdy zachodni Alianci zdobywali Berlin. Też ciekawa koncepcja do dyskusji, tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że to już nie jest science fiction tylko czyste fantasy.
  25. Bardzo dziękuję za zainteresowanie; ciągle nie to... Załączam zdjęcie z lipca 1984, ten grobowiec był na 99% między tymi drzewami. Podpis na zdjęciu : Złotniki Kujawskie, lipiec 1984. A za linki do różnych bardzo ciekawych rzeczy bardzo dziękuję. Właśnie planuję odwiedzić Wietrzychowice i Sarnowo, mieszkam w Małopolsce więc myślałem, że przy okazji uda mi się wpaść na trop tej mogiły...
  26. W gminie Złotniki Kujawskie jest jedno cmentarzysko kurhanowe w Tucznie (AZP 42-38 ).
  27. Może coś z tej listy? http://www.kamienne.org.pl/index.php/14-przewodnik/132-wojewodztwo-kujawsko-pomorskie
  28. Earlier
  29. Niestety, to coś w Złotowie to nie to. Na zdjęciu są ruiny jakiegoś megalitu, w obniżeniu i bez OGRODZENIA! Przykro mi ale muszę grzebać dalej. Mam niemal pewność, że to poszukiwane miejsce było urządzone przed wojną - choć mogę się mylić... Dziękuję.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.