Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Wczoraj
  2. Prawna dyskryminacja Wendów

    Jest ciekawe ujęcie podobnej kwestii choć nie tyczy się tematycznej dyskryminacji, ale może to zainteresuje Bruno (choć podejrzewam, iż to zna), taki artykuł: rah.pth.net.pl - N. Filip "Wędrujące Kaszuby. Ujęcie antropologiczne", "Rocznik Antropologii Historii", R. IV, nr 2, 2014/
  3. Ja tam nie wiem o jakich informacjach gazetowych wspomina euklides, ale jestem osobą spolegliwą, zatem proszę podać do jakiej informacji, jakiego autorstwa i z jakiej gazety tyczy się jego wpis? Wciąż: "pisze"?
  4. Aliancka myśl pancerna

    Ciekawe, że gdy mowa o użyciu broni pancernej przez USA to często pojawia się postać Pattona (jak najbardziej słusznie), atoli jeśli chodzi o taktyczną myśl czy kierowanie rozwojem tej broni to nie był przecież pierwszoplanową postacią. Chodzi mi o osoby odpowiedzialne za zarządzanie takimi kwestiami jak: jakie czołgi są potrzebne, jak je należy wykorzystywać, jakie maszyny powinny z nimi współpracować i w jakich zadaniach. Przychodzi na myśl osoba generała Lesleya McNaira, który przecież miał w tej kwestii wiele do powiedzenia, choć ponoć jego poglądy mocno zostały zweryfikowane w Normandii. A kto stał na czele Armored Force w 1941 r. i jaki mógł wywrzeć wpływ na rozwój i wykorzystanie broni pancernej? a jaki wpływ na rozwój tego rodzaju broni miał gen. Gladeon Barnes (w 1942 r. zawiadujący Research and Engering Office w US Army Ordnance Department)? A co z ludźmi z wielu "prywatnych" firm, proponujących różne rozwiązania, jaka była ich rola? Bardziej chcieli sprzedać swój produkt czy czasem myśleli też o rozwoju pewnych koncepcji i pójściu dalej (taki płk. Joseph Colby?).
  5. Sztabowcy nie mogą kierować się motywami propagandowymi i korzystać z informacji gazetowych. Muszą znać moc jednostkową czołgów choćby po to żeby nie wysłać ich w teren gdzie ugrzęzną. Propaganda to już odwoływanie się do czynników psychologicznych które są również ważne ale nie koniecznie odwołują się do czegoś wymiernego. W każdym razie moc jednostkowa 12 charakteryzowała podczas DWS czołg ciężki a moc jednostkowa 15 lekki. Po wojnie to się zmieniło bo zaczęto budować czołgi o znacznie większej mocy jednostkowej . Pisze że były produkowane seryjnie w latach 1944 - 45 i że wyprodukowano ich ponad 2000.
  6. Myli się euklides (Wiki to nie zawsze dobre miejsce na szukanie wiedzy), zrobiono to głównie... z powodów propagandowych. I tyle o wykładni o mocy jako kategorii. To proszę doczytać o tej produkcji...
  7. No nie wiem czy nie zaszła. Teraz zerknąłem do wiki tam pisze że najpierw zrobiono jakiś prototyp czołgu T23 z którego wyszły jakieś próbne serie T25 i T26 aż z nich właśnie wiosną powstał M26 Pershing. Pewnie coś w nim zmieniono i stąd inne określenie. Produkowano go w latach 1944 - 45 i miał on moc jednostkową 12,1 KM/Tonę, czyli mamy czołg ciężki. Nie można naginać rzeczywistości do potrzeb tematu tylko dlatego że coś jest nie na temat bo nie pasuje do tytułu tematu
  8. To chyba Amerykanie nic nie wiedzieli o tych ustaleniach co do podziału na te kategorie w związku ze współczynnikiem mocy. Na wiosnę 1944 r. odmiana T26E1 została przekwalifikowana z czołgu średniego na ciężki, a przecież nie zaszła w nim wówczas zmiana względem współczynnika mocy.
  9. Prawna dyskryminacja Wendów

    Pisałem ten fragment wyłącznie w odniesieniu do Pomorza Zachodniego. Z wątpliwościami, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić (kiedy dokładnie zanikła mowa słowiańska na Rugii, czy istniała słowiańska wyspa na Uznamie, jak długo słowiańskie było Jamno i Łabusz itp.?) można uznać, że Pomorze Zachodnie, pewnie gdzieś do Góry Chełmskiej w okolicach Koszalina (jeżeli rzeczywiście był tam zakaz kupowania od Wendów z 1516 roku, to znaczy, że mieszkali oni jeszcze w okolicy tego miasta) - było już zasadniczo niemieckojęzyczne. Pomorze Słupskie - jak pisze Kantzow - jest w tym okresie nadal zdecydowanie słowiańskie. Jest natomiast oczywiste, że na początku XVI wieku żyją jeszcze daleko za Łabą Drzewianie, Łużyczanie trzymają się nieźle, ba Luter pisze o słowiańskim charakterze okolic Wittenbergi, istnieją jeszcze słowiańskie wyspy w Wagrii i Meklemburgii. Śląsk Górny i część Dolnego (z zasady - do Odry) są zamieszkałe w większości przez Polaków.
  10. Prawna dyskryminacja Wendów

    Patrząc jednak szerzej (: geograficznie) jeszcze nie tak zakończone, do XVI w. na Górnych Łużycach wciąż miała istnieć odrębność prawna Słowian.
  11. Prawna dyskryminacja Wendów

    W tym czasie - zdecydowanie tak. Jeszcze dziś w okolicach Kamjenca (gmina Pančicy-Kukow) żyją Serbowie Łużyccy. Tak ad hoc nie przypominam sobie w średniowieczu na obszarze objętym Drang nach Osten typowych "germanizujących regulacji ogólnopaństwowych", to raczej domena lat o wiele późniejszych. W średniowieczu na "poziomie ogólnym" widać raczej praktykę, związaną z rosnącą dominacją ludności niemieckiej. I będącej jej - rzecz jasna następującą stopniowo - konsekwencją. Dwór książęcy przechodzi na język niemiecki, potem sukcesywnie szlachta, świeckie kancelarie zaczynają pisać po niemiecku, nie po łacinie, zanika polskie sądownictwo na Śląsku itp. Ale być może i na poziomie "książęcym" coś dyskryminującego Wendów się znajdzie. Nie wykluczam, po prostu w tej chwili nic mi nie przychodzi do głowy. Przy okazji tworzyły się różne paradoksy Tomasz Kantzow w pierwszej połowie XVI wieku pisał: "Też ludy i ziemie [Pomorze Zachodnie - przyp. Bruno W.] podług wszelkich kronik: niemieckich, polskich, czeskich i innych (...) od ich początku aż do chrystianizacji zawsze były słowiańskie (wendisch),jako że jeszcze po dziś dzień jest cała okolica na wschodnim Pomorzu, gdzie sami Słowianie mieszkają [mowa najprawdopodobniej o Pomorzu Słupskim - przyp. Bruno W.]. Dlatego nie umiemy ich początku skądinąd wywieść, jak z rodu słowiańskiego. A chociaż dziś miano i pochodzenie słowiańskie u nas jest w takiej pogardzie, że się kogoś obelżywie zwie Wendą lub Słowianinem (einen Wend oder Slaven), co jest to samo, to nie będziemy się wcale wstydzić takiego pochodzenia. Na całym bowiem świecie nie znajdziesz rodziny ludów, która się dalej rozszerzyła, tyle królestw i księstw podbiła i obecnie jeszcze trzyma, jak właśnie Słowianie. (...) Oni bowiem wielką część Niemiec zdobyli. Oni byli pierwszymi, którzy państwo rzymskie u jego schyłku rozbili. Oni Włochy, Rzym, Francję, Hiszpanię wojennym wysiłkiem zabrali, nareszcie trzecią część świata, zwaną Afryką zdobyli i przez długie lata posiadali [tu trzeba przyznać Kantzow w swoim "słowianofilstwie" cokolwiek przesadza, wychodząc pewnie z założenia, że Wenda i Wandal to to samo - przyp. Bruno W.] . Obecnie jeszcze zajmują Polskę, Czechy, Rosję, Serbię, Bułgarię, Dalmację i całą Słowenię nad Morzem Adriatyckim. A imię ich jest tak sławne i wielkie, że historia świata jest jego pełna, a tu zaś nie potrzeba się dużo nad tym rozwodzić". Za: A. Majkowski, Historia Kaszubów, Gdańsk 1991, s. 16. Zatem, mamy niemieckojęzycznego kronikarza (urodzonego w Stralsundzie/Strzałowie) w czasach, gdy procesy germanizacji większej części Pomorza Zachodniego były już bardzo zaawansowane, a właściwie - zakończone. Z jednej strony daje świadectwo, że Wendowie są dla - już niemieckojęzycznych - mieszkańców Pomorza ludnością schyłkową, mówiącą dziwnym językiem, obcą, godną pogardy. Z drugiej strony - aż bucha z jego wypowiedzi dumą ze słowiańskiej przeszłości. Przypuszczam, że słowa Kantzowa mogą bardzo dobrze odzwierciedlać poglądy ówczesnych książąt zachodniopomorskich (kronikarz jest przecież blisko Jerzego I i Barnima IX). Są oni już częścią "niemieckojęzycznego świata", ale bardzo mocno zakorzenionego w słowiańskiej tradycji i dumnego z niej. Co widać chociażby z imion wielu przedstawicieli dynastii Gryfitów (Warcisław, Bogusław, Barnim). Myślę, że podobnie widzieli sprawy - tak modni ostatnio na forum - Piastowie brzescy, gdy mocno podkreślali wywód swojego rodu od władców Polski. Ba, nawet zgermanizowani od stuleci władcy Meklemburgi ("Niklotowicze") w XIX wieku odwołują się do słowiańskiej tradycji: Wendische Krone (która nie była raczej ani koroną, ani wendyjską, ale jako element "meklemburskiej polityki historycznej" doskonale się nadawała) i Hausorden der Wendischen Krone. A, że i królowie Prus tytułowali się między innymi włądcami der Cassuben und Wenden to już jeszcze inna historia.
  12. Ostatni tydzień
  13. Na studia historyczne, a mianowicie do pracy magisterskiej. Myślę jednak, że kontekst socjologiczny również mógłby być tutaj wzbogacający.
  14. Brzeg

    Jak już Silesius skończył, to może zauważy iż zaczyna się mocno powtarzać a o Brzegu nic ciekawego nie napisał. Ja rozumiem, że prowadzona krucjata musi frustrować - bo odzew nijaki, aż trzeba zakładać na różnych forach tematy i samemu tam sobie odpowiadać pod różnymi "nickami". I to kwintesencja podejścia i problemów Silesiusa. Zamku nie dali i dotacji nie dali... a zróbcie coś bez wyciągania ręki po samorządowe pieniądze. Tak czy inaczej swój wątek anty-muzealny proszę wzbogacić o coś nowego (w stosownym temacie) albo uznam to spam. secesjonista
  15. Elity II RP

    A na jakie to studia: historia, politologia, socjologia?
  16. Prawna dyskryminacja Wendów

    Te przykłady różnej wagi są i warto by poznać jak to wyglądało na poziomie "państwowym" a jak na poziomie "miejskim". Weźmy ten przykład z podwyżką w Kamenz, przepis w prost nie dotyczy ludności słowiańskiej, czy okoliczna ludność rolnicza to byli głównie Słowianie? Pochodzenie z "prawego łoża" to akurat znana formuła z cechów miast polskich - to nic nowego. Co innego z tym niemieckim pochodzeniem. Józef Matuszewski (za: Fr. Olivier-Martinem "L 'organisation corporative de la France d'ancien regime") przypominał, że podobnego rodzaju ograniczenia do cechów znane były i we Francji, choć siłą rzeczy nie dotyczyły przecież żywiołu słowiańskiego.
  17. BMPT-72 "Terminator 2"

    Nie ma rozwiązań idealnych. Za sformułowanie wymagań "ma się mieścić do Herculesa i fajnie pływać" płaci się między innymi ochroną załogi. I należy wówczas ładnie usiąść i odpowiedzieć na pytanie - na czym nam bardziej zależy? Czy wóz będzie używany na terenie, gdzie występuje olbrzymia ilość przeszkód wodnych, które trzeba będzie pokonywać z marszu? Czy raczej nie i może środki przeprawowe oraz sprytni saperzy wystarczą? Czy mamy w perspektywie olbrzymią ilość misji zamorskich i Herculesów, które nas na te misje zawiozą, czy raczej będziemy "walczyć u siebie", a w przypadku misji korzystać z transportu większymi samolotami sojuszników, kolejowego lub morskiego? Ideału nie będzie. Nie będzie wozu (bwp), który będzie bardzo dobrze opancerzony, uzbrojony w działko 30 milimetrów i rakiety - i do tego będzie pływał oraz latał w Herculesie. Trzeba wybierać. Nasi trochę ze zrozumieniem tego prostego faktu maja problemy. Zob. np.: https://gdziewojsko.wordpress.com/wozy-bojowe/kto-rosomak/ (W szczególności: "Kontrowersje" i "Wymogi przetargu") Możliwe. Jakoś się przy swoim zdaniu strasznie nie upieram. Na pewno najnowsze bwp są coraz bardziej na sterydach. Ale - stan na dziś - jest jednak taki, że między typowym bwp, a bwp będącym "czołgiem z obciętą wieżą" jest jeszcze różnica.
  18. Witam poszukuje literatury dotyczącej elit (przemiany zachodzące w tej grupie, kształtowanie się nowej świadomości, przemiany mentalne, struktura tej grupy, czym się zajmowali ) w dwudziestoleci międzywojennym, a także rozrywek i form spędzania wolnego czasu przez tę grupę, za wszelką pomoc będę bardzo wdzięczny.
  19. BMPT-72 "Terminator 2"

    Nie wiem o co chodzi, ale wydaje mi się, że rozsądnym jest oczekiwać by posiadany sprzęt mieścił się to transportowca. Nieco podobny kłopot mieli Amerykanie z czołgiem T26E1. W toku prac wzrosła jego masa, a zawieszenie przeprojektowano i poszerzono, wskutek tego miał problemy z pokonaniem standardowych Bailey Bridge.
  20. Modernizacja BMP-2

    Noo z tym bym się nie zgodził znaczy chyba rozumiem co miałeś na myśli, że płaszczyzna czołowa tej kostki jest w przybliżeniu pionowa, zaś tych dużych - nachylona pod znacznym kątem, czy tak? Bo jednak kąt pod jakim uderzy pocisk nie od tego przecież wyłącznie zależy, lecz przede wszystkim od wzajemnego usytuowania strzelca i jego celu. W dynamicznych warunkach pola bitwy można się spodziewać najróżniejszych wariantów tego kąta i zupełnie niewykluczone że np. pochylona kostka Kontakt-5 zostanie trafiona prostopadle pociskiem wystrzelonym z góry np. ze stanowiska na dachu budynku czy wzniesieniu terenowym, a pionowa kostka Kontakt-1 oberwie pod małym kątem pociskiem wystrzelonym z przedniego sektora, który jednak nie trafił w przód pojazdu lecz w jego bok.
  21. BMPT-72 "Terminator 2"

    Hej Bruno Wątpliwy: dzięki, bardzo ciekawy wpis. W dużym stopniu zgadzam się z tym wszystkim, aczkolwiek na pewne rzeczy mam nieco inne spojrzenie: Czołg lekki to chyba faktycznie jest bez sensu. To wręcz aż zabawne czasami, jak co kilka lat ktoś prezentuje jakiś efektowny prototyp na jakichś targach czy pokazach, potem są dyskusje w fachowej prasie, w internecie i mediach, a potem wojsko grzecznie mówi: "tak, tak, wszystko bardzo ładnie, panu już dziękujemy, odezwiemy się do pana" po czym cały projekt cichcem spuszczany jest w przysłowiowym kiblu. Powtarza się to od lat z męczącą regularnością. Czołgi lekkie mają tak naprawdę swoją wąską niszę - oddziały desantu powietrznego czy morskiego. Tutaj mała masa ma kluczowe znaczenie i podporządkowuje się jej wszystkie inne cechy konstrukcji. Ale też tylko mocarstwa stać na opracowywanie i produkowanie małych serii wyspecjalizowanych niszowych wozów bojowych. Tu z pewnym wahaniem też przyznałbym ci rację. Takie rzeczy też mają swoją niszę ekologiczną, w oddziałach rozpoznawczych czy szerzej w ogólnie rozumianej kawalerii (tych lżejszych formacjach bardziej ruchliwych od zwykłego "zmechu"). A to na wypadek jakby zdarzyło im się rozpoznać coś, czego właśnie raczej woleliby nie oglądać wtedy siła ognia potężnej armaty w połączeniu z ruchliwością i efektem zaskoczenia daje jakieś szanse wybrnąć z tarapatów i spie... spiesznie oderwać się od przeciwnika. A z wahaniem dlatego, że może jednak zbyt surowo oceniamy te lekkie czołgi w postaci gąsienicowych transporterów czy BWP z wieżą z potężną armatą ppanc. Bo one, przynajmniej te współczesne, nie odbiegają w zasadzie możliwościami od takiego jakiegoś Centauro, też są w stanie szybko jeździć po drogach, łatwo się je prowadzi dzięki nowoczesnym mechanizmom skrętu i w zasadzie czy w ich przypadku to naprawdę taka różnica czy mamy kółka pod spodem czy gąsienice? Z tym się zgadzam, nie wydaje się taki pojazd do niczego potrzebny, choćby był i bardzo ładny i efektowny. Tu natomiast bym się jednak kłócił. Uważam że nie masz racji i w najbliższych latach czy powiedzmy dekadach podział na lekkie i ciężkie BWP zacznie się zacierać i na koniec zostaną już tylko ciężkie. Sądzę że w miarę postępu technicznego (widać to już teraz) stanie się to samo, co stało się te powiedzmy 60+ lat temu z czołgami. Bo kiedyś były wszak czołgi średnie - podstawowy sprzęt wojsk pancernych - i czołgi ciężkie, silniej opancerzone i uzbrojone od średnich (kosztem ruchliwości), mające udzielać im wsparcia w szczególnie krytycznych sytuacjach, gdy same średnie by sobie nie poradziły. A potem w miarę postępu technicznego okazało się, że można zbudować czołg de facto ciężki, potężnie uzbrojony i opancerzony, ale zarazem tak samo ruchliwy jak te czołgi średnie (albo - jeśli spojrzeć z drugiej strony - czołg średni, ale tak silnie opancerzony i uzbrojony jak tamte czołgi ciężkie). I obie kategorie zlały się w jedną, określaną jako MBT (Main Battle Tank, po polsku chyba czołg podstawowy, tak by to należało tłumaczyć). I myślę że to samo spotka wkrótce BWP.
  22. Warto wspomnieć o jednej rzeczy która była wspólna dla Amerykanów i dla Niemców. Fatalną jakość torped w pierwszym okresie wojny. O ile Niemców nękały problemy z zapalnikami to w przypadku amerykańskich torped więcej problemów było do naprawienia. Zapalniki, mechanizmy zabezpieczające głowicę oraz mechanizm nastawy głębokości. Po prostu amerykańskie torpedy szły głębiej niż wynosiła nastawa. Czasem i ponad 10 stóp.
  23. Brzeg

    Mamy temat (zresztą założony przez B.B. Silesiusa): Mit Piastów śląskich i muzeum księcia "Jerzego" II Sugeruję, aby swoje wywody dotyczące wiadomej tematyki Silesius był uprzejmy tam uskuteczniać i nie męczyć nas już swoją prywatną wojną w innych tematach.
  24. Brzeg

    Jak mógł historyk kierujący muzeum, absolwent UMK w Toruniu, pomijać z premedytacją podstawowe fakty i źródła historyczne oraz opracowania historyczne przez wiele, wiele lat, a tak robił brzeski … budowniczy krużganków księcia „Jerzego” II w słynnej swojej broszurze „Z dziejów Piastów brzeskich” (1982 r.), w artykule o odbudowie zamku („Szkice Brzeskie”, nr1, 1981) oraz w licznych wywiadach dla lokalnej prasy oraz … referatach, jak np. na 25. lecie PRL, gdy kierownicy działów muzeum robili doktoraty o finansach miejskich Legnicy oraz o gospodarce folwarcznej miasta Brzegu w okresie już po wymarciu Piastów śląskich! Co to za „polityka historyczna” ! Ponadto wyżej wymieniony magister historii planował panoramę dziejów Piastów śląskich oraz „żywą placówkę naukową i kulturalną”, a do stałej wystawy muzealnej noszącej ciągle tytuł „Z przeszłości i tradycji Piastów śląskich” nie ma dotąd katalogu, jak nie ma monografii historycznej poświęconej Piastom legnicko-brzeskim, za to gość załatwił sobie Kulturpreis landu Dolna Saksonia w 1998 r. (jeszcze w markach). Ironizujący z niego dziennikarz „Nowej Trybuny Opolskiej” został przeniesiony z Brzegu do Namysłowa. Tak więc Boya-Żeleńskiego "Opowieść dziadkowa o cudach rapperswylskich" bardzo pasuje do cudów brzeskich: ""Jeżdżą ludzie z niebliska Do onego zamczyska; Same godne cudzoziemce: Jangliki, Turki i Niemce. Sycko gęby otwira".
  25. Elementem towarzyszącym kolonizacji niemieckiej w średniowieczu (słynnemu Drang nach Osten) było wprowadzanie w miastach regulacji prawnych, dyskryminujących rodzimą ludność słowiańską. Często (na obszarach Połabia, Pomorza i Łużyc) zwaną Wendami. Wybrane przykłady: "Pochodzenie z prawego łoża i od Niemców, bardzo często spotykane wymaganie przy przyjęciu do cechu, były znane w Löbau od 1448 r. u rzeźników, a około 1501 r. u garbarzy i u iglarzy w Kamenz". Za: J. Bahlcke (red. nauk.), Dzieje Górnych Łużyc, Warszawa 2007, s. 313. "Poprzez drastyczne podwyższenie opłaty za uzyskanie obywatelstwa, jak to jest poświadczone dla Kamenz w 1518 r., napływ ludności wiejskiej z okolicy miał być ograniczony. Udało się to jednak tylko częściowo". Ibidem, s. 312. "Już w roku 1409 rada miejska Lüneburga odmawia obywatelstwa miejskiego Wendom (Drzewianom), a w 1421 r. w Salzwedel wykluczono Słowian od udziału w przeważnej części stowarzyszeń i cechów". Za: http://koszalin7.pl/st/pom/pomorze_101.html "1519 . w Lubomierzu wprowadzono zakaz przyjmowania do cechów rzemieślników słowiańskiego pochodzenia". Za: R. M. Łuczyński, Chronologia dziejów Dolnego Śląska, Wrocław 2006, s. 528. "W 1516 wprowadzono tu [w Koszalinie przyp. Bruno W.] zakaz kupowania towarów od osób, które mówiły językiem słowiańskim". Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Koszalin#Historia Ibidem (w przypisie 11), źródło tej informacji: Hieronim Kroczyński, [w:] Kołobrzeg zarys dziejów, Wyd. Poznańskie, Poznań 1979, s. 27. "Dieser Prozess verlief insbesondere im östlichen Niedersachsen und in Brandenburg nicht ohne wirtschaftliche Verdrängungsprozesse und Konflikte: Wenden wurden aus den Zünften ausgeschlossen und die Städte wiesen ihnen besondere Wohnviertel zu, insbesondere nachdem die Pestepidemie von 1349/50 einen Zustrom der slawischen Landbevölkerung in die Städte ausgelöst hatte. Die Wenden wurden daraufhin den Unfreien und „Unehrlichen“ zugeordnet. Selbst das Bierbrauen wurde ihnen verboten". Za: https://de.wikipedia.org/wiki/Wenden Ibidem (w przypisie 16), źródło tej informacji: Winfried Schich: Wirtschaft und Kulturlandschaft: Gesammelte Beiträge 1977 bis 1999 zur Geschichte der Zisterzienser und der "Germania Slavica", Berlin 2007, S. 418 ff. I jawiące się przy okazji pytania: 1. Jakie znamy "przepisy wendyjskie"? Czego konkretnie dotyczyły: obywatelstwa miejskiego, przynależności do cechu, zakazu zajmowania się określoną działalnością, zamieszkiwania w określonych miejscach, używania języka? Czy występowały tylko w miastach? 2. Na jakich obszarach takie przepisy się pojawiały? Wszędzie tam, gdzie sięgała kolonizacja niemiecka - czy nie? Na przykład - czy znamy tego typu przepisy z obszaru dzisiejszej Meklemburgii? Czy występowały w niemieckojęzycznych miastach na Pomorzu Gdańskim, Warmii itp.? A obszary Karyntii? 3. Jak te interpretować ratio legis tych przepisów? Jako stricte ekonomiczne (ograniczenie dostępu do miast i intratnych zawodów lokalnej konkurencji)? Pragmatyczne - niech się oni (Wendowie) uczą naszego języka, a nie my ich, tym bardziej, że są to dosyć odległe języki i możemy się pomylić, a to nie służy naszemu (niemieckojęzycznych) dobrostanowi? Może służyły tak miłemu wielu przedstawicielom ludzkiego gatunku szukania bezsensownych powodów do wywyższania się nad innymi (z racji "właściwego" koloru skóry, religii, języka itp.)? Czy może to prapoczątki niemieckiego nacjonalizmu?
  26. Wysiedlenie Niemców z Helu (1937)

    Podchodzę do tego ostrożnie, bo Kisielewskiemu zdarzało się mocno (acz patriotycznie) koloryzować.
  27. Wysiedlenie Niemców z Helu (1937)

    Tu wstępujemy powoli na ścieżki starego sporu z tezami Gerarda Labudy i jego oponentów... Tylko jak w XIX czy na początku XX wieku wyglądało to w kwestii dostępności łowisk i średniej odległości do nich? Jak daleko wypływali rybacy wówczas? Z tych nielicznych wzmianek; fakt, że to tylko wzmianki z drugiej czy trzeciej ręki; wydaje się, że wcale nie pchali się na tę Rugię?
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×