Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Past hour
  2. Guadalcanal

    Tu chodzi o to że transportowce wymagają jakichś, choćby prymitywnych, urządzeń portowych (molo) i ich rozładunek trochę trwa a ponieważ Amerykanie mieli przewagę w powietrzu to każdą namiastkę portu by w mig zniszczyli, również każdy transportowiec który by nie zdążył odpłynąć poza zasięg ich lotnictwa. Tylko że o ile wiem to te transportowce nie dotarły do celu tylko zawróciły. A poza tym dzień po Amerykańskim desancie to było 8 sierpnia a Amerykanie lotnisko zdobyli parę dni później a loty bojowe rozpoczęli z niego 24 sierpnia. Może i łatwo trzeba tylko jeszcze dokładnie czytać i mieć jakieś pojęcie o sytuacji ogólnej. Przede wszystkim nie został unieszkodliwiony przy plaży ale się wyrzucił na brzeg. Był jednym z transportowców konwoju rozgromionego przez amerykańskie lotnictwo. Konwój ten liczył 7 transportowców, 5 zostało zatopionych, do Gudalcanal dotarły tylko 2 ale nie miały szans na przeżycie to się wyrzuciły na brzeg żeby chociaż trochę ładunku uratować. Gwoli ścisłości to nie bardzo tu chyba chodzi o japońską armię tylko o marynarkę która dostarczała zaopatrzenie na wyspę i nie o te doświadczenia ani o żaden zapalnik lotniczy bo pierwszy transport na niszczycielach dopłynął na Guadalcanal już 15 sierpnia a lotnisko Hendersona było gotowe dopiero 24 sierpnia. W zasadzie można powiedzieć że były to operacje logistyczne, dosyć oryginalne ale w takich warunkach przemyślane, mądre i skuteczne a amerykańskie lotnictwo nie było żadnym zapalnikiem bo Japończycy byli w zasadzie przygotowanymi na to. Że Japończycy traktowali te operacje jako logistyczne to mogą świadczyć wydarzenia 30 listopada koło przylądka Tassafaronga. Tam Amerykanie wykryli Tokio Expres i go zaatakowali. Ten wyrzucił ładunek do wody i z kolei zaatakował Amerykanów z fatalnym dla nich skutkiem. I rzecz ciekawa. Amerykanie tą bitwę (którą przegrali) uważają za wprost wzorcową dla niszczycieli, natomiast Japończycy uważają że przegrali bo nie dostarczyli ładunku. Zatem dla nich były to operacje logistyczne. Trzeba by jeszcze wiedzieć jakie samoloty docierały a jakie nie. Myśliwce nie były od zatapiania okrętów czy bombardowania pozycji wroga. Poza tym trzeba choćby rozróżniać zasięg samolotów od ich promienia działania.
  3. Today
  4. Guadalcanal

    Trochę poszperałem i nie znalazłem takiej publikacji w której by stwierdzono, że okręty transportowe czy desantowe (zarówno amerykańskie jak i japońskie) nie miały "co robić" na wodach wokół wyspy Guadalcanal z powodu dużego zanurzenia. Może nie były tak gościnne jak te wokół Tulagi, gdzie Japończycy mieli port głębinowy dla hydroplanów, ale nie na tyle by nie można było korzystać z klasycznych środków transportu. Stąd gen. Alexander Vandergrift jak najbardziej z takowych skorzystał gdy realizował swój etap planu "Pestilence" wysyłając na Cactusa grupę transportową GP X. Podobnie Japończycy nie podzielali obiekcji euklidesa stąd już dzień po amerykańskim desancie wiceadmirał Gunichi Mikawa nakazał załadować przeszło pół tysiąca żołnierzy na dwa transportowce celem dostarczenia ich na Guadalcanal, podobnie później postępował kontradmirał Tanako Raizo wysyłający posiłki na transportowcach. Pouczająca jest historia transportowca "Kinugawa Maru" (który ostatecznie został "dobity" przez aliancki myśliwiec 15 listopada) i towarzyszących mu innych transportowców. Nie trzeba dodawać, że ten transportowiec został unieszkodliwiony tuż przy plaży, pod którą dotarł bez problemu związanego z "wielkością zanurzenia". Łatwo znaleźć o tym informacje gdyż choć co prawda transportowiec "Kinugawa Maru" może się niczym nie wsławił ale stał się znany za sprawą mordu jakiego dokonano na jego załodze (w styczniu 1943 r.), której udało się uratować, a którego dopuścili się w szpitalu polowym amerykańscy żołnierze z 147th Infantry Regiment. Może sobie zatem euklides łatwo "wystukać" ile wówczas japońskich transportowców zniszczono a ile uszkodzono. Gdy na wyspę przybył gen. Roy Stanley Geiger (na początku września) by objąć dowództwo nad Marine Air Wing 1, już 4 września wydał rozkaz by lotnictwo atakowało każdą barkę (supply barges) jaką dostrzegą, a nie: każdy niszczyciel. I jak na zawołanie w pobliżu wyspy pojawiło się następnego dnia piętnaście japońskich barek, co prawda lotnictwu udało się zatopić tylko jedną z nich ale jak się szacuje zabili połowę z przewożonych japońskich żołnierzy. /por. P.B. Mersky "Time of the Aces: Marine Pilots in the Solomons"/ Dopiero tego typu doświadczenia sprawiły, że japońska armia musiała przesiąść się na inne (szybsze) środki transportu. Zatem to lotnictwo alianckie było zapalnikiem do tej przesiadki a nie wielkość zanurzenia transportowców. Cóż, jak mniemam nawet euklides nie będzie dowodził, że w ten sposób Japończycy starali się dostarczyć na tę wyspę własnych żołnierzy. Stąd nawet gdy skupiono się już głównie na dostarczaniu sprzętu i zaopatrzenia to nieliczne wzmocnienia osobowe wciąż próbowano dostarczyć również na klasycznych środkach morskiego transportu. To że walki toczono w tym miejscu przed ukończeniem nic nie zmienia w ocenie. Gdyby Japończycy swe lotnisko ukończyli i ściągnęli swe lotnictwo aliantom znacząco trudniej byłoby "ugryźć" wyspy z tego archipelagu, tak jak ukończenie lotniska przez sprawiło, że to teraz Japończykom trudniej było je "ugryźć". A Amerykanie przybyli w zasadzie w ostatniej chwili: 7 sierpnia, a Japończycy spodziewali się pierwszych samolotów w połowie tego miesiąca. Japończycy widać nie podzielali opinii maxgalla skoro bardzo szybko zareagowali na utratę swego lotniska, bo już tego samego dnia popołudniu. W amerykańskich publikacjach historycznych lotnisko nazwane na cześć majora Loftona Hendersona (poległego na Midway) określane jest jako COG - center of gravity, co jest pojęciem z zakresu wspólnej doktryny wojennej (można się z nią zapoznać na stronie amerykańskiego Joint Chiefs of Staff szukając dokumentacji typu: "Joint Publication 3-0, "Doctrine for Joint Operations"). Major USAF Jeff D. Philippart tak to ujął: "Henderson Field was a center of gravity (COG) during the Guadalcanal campaign. Joint doctrine defines COGs as, “those characteristics, capabilities, or sources of power from which a military force derives its freedom of action, physical strength, or will to fight.”2 Airplanes that operated from Henderson Field provided the joint military forces with significant tactical capabilities, which included defensive counterair (DCA), interdiction, and close air support (CAS). The Japanese military recognized that Henderson Field was a COG during the course of the campaign as they repeatedly attacked the air base with ground assaults and air and naval bombardment. Importantly, with the current focus of the US Air Force on conducting expeditionary military operations, Henderson Field provides several lessons that are relevant to contemporary military planners. Key force enablers (e.g., maintenance, runway repair, and airfield security) were vital to air operations from Henderson Field during the Guadalcanal campaign. These force enablers remain vital in the use of airpower from contemporary expeditionary air bases. Thus, Henderson Field provides a historical example of the expeditionary airfield as a COG for joint military operations. It also demonstrates that key force enablers provide the critical capabilities for the use of airpower from austere airfields". /tegoż "The Expeditionary Airfield as a Center of Gravity Henderson Field during the Guadalcanal Campaign (August 1942–February 1943)", Air Command and Staff College "Wright Flyer Paper", No. 19. Maxwell Air Force Base, Alabama 2004, s. 1-2/ Warto jednak podać jak były rozmieszczone? Na początku lipca Japończycy mieli bazy w/na: Polos, Raboul, La Salamaua, Gosmolow, Buko Island, Bougainville, Guadalcanal, Truk Islands, Marshall Islands i Gilbert Islands. Z tych, baza na tych Gilbert Islands była najbliżej szlaku transportowego prowadzącego z Hawajów do Australii (prowadzącego w pobliżu alianckich baz na: Palmyra Islands, Conton Islands, Samoa, Koso Islands, Elote w Nowych Hebrydach, Nowej Kaledonii) jak i szlaku z Zachodniego Wybrzeża i Kanału Panamskiego (prowadzącego obok: Markiz, Society Islands, Cook Islands, i baz na: Boro Boro Islands, Tonga Islands). A i tak była znacznie dalej niż byłoby to w przypadku sił zgromadzonych na Guadalcanal. Po fiasku "MO" której to operacji nie pomogły przyczółki na Nowej Gwinei, po nieudanej akcji na Morzu Koralowym, jak się wydaje Japończycy mocno ograniczyli swe zapędy ofensywne i Guadalcanal miał być przede wszystkim elementem parasola ochronnego, miejscem dogodnym do przecinania szlaków zaopatrzenia aliantów, i dopiero w dalszej perspektywie - ewentualnie przyczółkiem do późniejszych akcji ofensywnych. "Ten skromny i bardzo nieprzyjazny pas ziemi, jakim był Guadalcanal, ze strategicznego punktu widzenia był całkowicie nieprzydatny. Brak rozwiniętej infrastruktury oraz odpowiednich warunków do zakwaterowania garnizonu nie działał na jego korzyść. Wielkim problemem był brak bazy dla floty (...) Wyspa stała się słynna dopiero w momencie, kiedy Japończycy rozpoczęli na niej budowę lotniska polowego. Ten pas startowy automatycznie stawał się przeciwwagą dla alianckich dążeń w rejonie Wysp Salomona. Kontrola obszaru przy użyciu lotnictwa lądowego bazowania w znaczący sposób ułatwiałaby Japonii przyszłe działania przeciw Nowej Gwinei, gdzie cały czas trwały krwawe walki (...) W książce 'Na wodach Guadalcanalu' Zbigniew Flisowski wskazuje również na istotny związek między tym, co stało się pod Midway w czerwcu 1942 r. a późniejszym zajęciem Guadalcanal: „Jakąś rolę w upatrzeniu bazy na Guadalcanal odegrała klęska w bitwie pod Midway. Utraciwszy nowoczesny, agresywny trzon floty – 4 nowoczesne lotniskowce – sztaby japońskie poczęły myśleć o działaniach eksternistycznych, a więc o zagarnięciu Nowej Kaledonii, Fidżi i Samoa”. Przychylam się do tej opinii, ponieważ te trzy punkty były następnymi etapami planu wojny ofensywnej na obszarze Pacyfiku. Generalna i zwycięska batalia pod Midway miała dać jeszcze większą swobodę działań Połączonej Flocie. Jednak całkowite zwycięstwo zmieniło się w porażkę i admirał Yamamoto zdecydował, że Japonia umocni swoje panowanie na zdobytych obszarach (...) Sytuacja strategiczna pod koniec czerwca 1942 r. była stabilna. Japończycy zrezygnowali z desantów na Nowej Kaledonii, Fidżi i Samoa na rzecz umocnienia swoich pozycji i oczekiwania dogodnego momentu na zajęcie Port Moresby na Nowej Gwinei. W tym celu zdecydowano o budowie lotniska na Guadalcanal". /M. Kubicki "Udział japońskiej Połączonej Floty w bitwie pod Savo 89 sierpnia 1942 r.", "Gdańskie Studia Azji Wschodniej", 2016, Zeszyt 9, s. 30-31; cyt. za: Z. Flisowski "Na wodach...", Poznań 1980, s. 11/ I jeszcze ważna informacja z powyższego artykułu: "Strona amerykańska w 1942 r. zdefiniowała, jak ma przebiegać odzyskanie ziem zajętych przez Japonię na pierwszym etapie wojny. Początkowo ostatecznym celem miała być eliminacja bazy w Rabaul, która przez Stany Zjednoczone była uznawana za najpotężniejszy bastion japoński w tym rejonie. W lipcu zdecydowano, że pierwszym etapem nowej ofensywy będzie zajęcie wysp Tulagi i Guadalcanal celem budowy lotnisk". tamże, s. 31/ Wynikałoby z tego że i Amerykanie mieli podobne pomysły co Japończycy... Tyle że to nieprawda Faktem jest że służby z Milne Bay i stacji radiowej w Fall River popełniły wówczas wiele błędów i zaniedbań przy przekazywaniu informacji, ale ostatecznie meldunki (z dwóch różnych obserwacji) trafiły do dowództwa na Guadalcanal o 18.45 i 21.30 8 sierpnia, zatem najwcześniejsza informacja dotarła sześć godzin wcześniej zanim japońskie okręty odpaliły pierwszy raz torpedy (o godz. 1.38) i zanim kapitan z USS "Patterson" nadał sygnał radiowy i lampą sygnalizacyjną (o godz. 1.43). Tak już na marginesie, "rewelacje" Samuela Morisona o pilotach z "Hudsona", którzy zamiast jak najszybciej udać się by zdać sprawozdanie ze swego lotu tracili czas na popijanie herbatki zostały podważone już w książce "The Shame of Savo: Anatomy of a Naval Disaster" Bruce'a Loxtona i Chrisa Coulthard-Clarka. Kwestię tę wreszcie zbadali historycy z U.S. Navy's Naval History i Heritage Command w 2014 roku, co było efektem długiej batalii jednego z radiooperatorów z australijskiego "Hudsona", wydając ostatecznie opinię, że uwagi Morisona były: "unwarranted". W ogóle walki wokół Guadalcanal przynoszą wiele przykładów; trudnych do wytłumaczenia; gdzie służby wywiadowcze nieszczególnie się popisały, wcześniej maxgall napisał o przeszacowaniu sił aliantów przez Japończyków. John Prados jest autorem szeregu artykułów w których zajmuje się opisywaniem działań wywiadowczych, wraz z Ray'em W. Stubbe'm napisał książkę "Combined Fleet Decoded: The Secret History of American Intelligence and the Japanese Navy in World War II" uznaną przez US Naval Inst. za: Notable Naval Book of the Year 1991. W swym artykule "Solving the Mysteries of Santa Cruz" podaje, że wskutek mocno niedokładnych informacji przesyłanych przez Sekcję F-16 z waszyngtońskiego Office of Naval Intelligence, siły japońskie uznawano za słabsze. Co więcej jednostki które wzięły udział w bitwie u przylądka Santa Cruz, w dzień po tej walce wciąż wywiad lokalizował na wodach macierzystych Japonii. "Based on Ultra, Nimitz warned of a Japanese naval offensive as early as 17 October. But US radio direction-finding and traffic analysis placed only two Japanese aircraft carriers in the battle area, and the ONI estimates located three of the five enemy flattops in home waters when all of them were at sea. Four Japanese flight decks would be at Santa Cruz compared with two American. The disparity would have been even worse save that the Japanese carrier Hiyo , crippled by mechanical failure, was sent away for repairs. The day after the battle, ONI still estimated that an enemy carrier division that had fought at Santa Cruz was in Japan (...) When the cruisers Myoko and Maya bombarded Guadalcanal on 15 October, US intelligence believed the former was in Yokosuka and the latter at Palau". /tekst dostępny na stronie US Naval Institute/ No chyba tak nie do końca i myśliwce z Rabaul docierały w okolice tej wyspy, wiele z samolotów mogło osiągać mniejsze zużycie paliwa co uzyskiwano kosztem pancerza, samoloty miały mało czasu na działania bojowe, wiele z nich nie mogło już dotrzeć z powrotem do bazy, ale docierały. "The Zeros were stretched to the limits of their impressive combat range by the four-hour flight from Rabaul. The Japanese fighters simply did not have enough fuel for protracted dogfights. Zeros also could not maneuver at full throttle for fear of ripping off their external tanks and losing their ability to return to Rabaul. Additionally, to reduce fuel consumption, the Zeros were very lightly armored especially when compared to the heavily armored Wildcats. The difference in armament meant that the six 50-caliber machine guns of the F4F usually shredded the Zero, while the Wildcat could survive with multiple bullet holes. Thus, a badly damaged plane from the Cactus Air Force could limp back to Henderson Field, whereas a damaged Zero was more likely to ditch into the ocean than survive the long flight back to Rabaul (...) The Betty had outstanding range like the Zero, but it sacrificed armored protection to save weight (...) By taking into account the almost 600 miles the Japanese pilots had to cover to return to Rabaul, it can be assumed that most Japanese crews perished when their planes were shot down". /"The Expeditionary Airfield as a Center...", s. 8-9/
  5. Jako ciekawostke zamieszczam link do listy brytyjskich "bomb vessels" https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_bomb_vessels_of_the_Royal_Navy
  6. Yesterday
  7. 1. Powiedziałbym, że w sytuacji aliantów w 1944-45 r. nie było raczej częstych sytuacji ucieczki, a raczej podsunięcia się do przodu za wycofującym się przeciwnikiem. Więc strata czasu na zawracanie jednak była. 2. Jak mówiłem, w trakcie walki kierowca musiał wysiąść z wozu. Więc może w sytuacji ucieczki nie było straty czasu na zawracanie, ale za to była strata czasu na wsiadanie kierowcy na jego miejsce. A jeśli w dynamicznej sytuacji pola bitwy niszczyciel znalazł się pod ostrzałem i przebywający poza nim kierowca został ranny lub zabity, no to już było przechlapane.
  8. Ale to bardziej na plus. Ustawi się taki tyłem, może tyłem skorygować swoje położenie, a jakby co, to jest gotowy do ucieczki, nie musi tracić czasu na zawracanie.
  9. Archer generalnie był źle zaprojektowany, nawet nie ze względu na strzelanie do tyłu, ale i na to że do strzelania kierowca musiał wysiąść z wozu, bo strefa odrzutu armaty zawadzała o jego miejsce. Ogólnie widać, że konstruktor nie miał "drygu" do takich rzeczy. Może to brak doświadczenia w stawianiu wielkich armat na małych podwoziach? Założę się że Niemcy spokojnie upakowaliby tam armatę skierowaną do przodu (i to 88 mm zapewne ) A co do tych rakiet to powiedzmy z tym kierunkiem nie jest już taki problem. Po pierwsze tego się nie używa do walki z bliska, ale na dziesiątki kilometrów. Więc powiedzmy te dodatkowe 30 s na wykonanie zwrotu przed odpaleniem nie robiło chyba dramatycznej różnicy. Po drugie można by też oprogramować sam pocisk, by po starcie zmienił kurs na właściwy, i wystrzelić go w dowolną stronę. Akurat w tym konkretnym przypadku, wielki rosyjski Styx (P-15) z napędem rakietowym zapewne straciłby jednak sporo energii na taki zwrot i odbiłoby się to na zasięgu, który i tak nie był w jego przypadku bardzo duży (40 km). Ale już w ulepszonym P-15M (zasięg 80 km) pewnie nie byłoby to specjalnie istotną kwestią...
  10. To ja sobie pozwolę otworzyć wątek o niezbyt typowym strzelaniu "do tyłu" (w stosunku do kierunku: jazdy, lotu, płynięcia). Z okresu drugiej wojny światowej chyba najbardziej znany był brytyjski niszczyciel czołgów Archer: https://en.wikipedia.org/wiki/Archer_(tank_destroyer) Nieco podobna koncepcja w powietrzu, czyli Boulton Paul Defiant. I nasz temat o nim: https://forum.historia.org.pl/topic/17464-boulton-paul-defiant/ I ciekawostka z czasów dużo późniejszych. Modernizacja radzieckiego niszczyciela projektu 61 (kod NATO - Kashin), czyli m.in. nasz ORP "Warszawa" (II). Dodano rakiety przeciwokrętowe, a ich wyrzutnie zostały skierowane - dosyć oryginalnie - "do tyłu": Zob.: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6d/Kashin_Mod_Underway.jpg Marynarka indyjska jednak uznała, że będzie raczej atakować i w przeznaczonej dla niej modernizacji Kashinów (klasa Rajput) rakiety przesunięto na boki nadbudówki i wyloty skierowano do przodu. Zob.: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/47/INS_Ranvijay_at_annual_bi-lateral_naval_field_training_exercise.jpg
  11. Flota Anglii i Francji - porównanie

    Faktycznie Wolter napisał o bombardowaniu Genui w 1684 r. przy pomocy moździerzy umieszczonych na okrętach (: Galiotes à bombes), napisał jednak również że premiera tej broni miała miejsce podczas bombardowania Algeru (Algieru) zatem przeszło pięćdziesiąt lat wcześniej. O ile dobrze zrozumiałem to nic nie napisał by moździerze miały być ustawione na betonowym podłożu. Ostatnie zdanie euklides dowodzi, że niezbyt dobrze zapamiętał szczegóły dotyczące tego militarnego konceptu gdyż jednym z istotnych jego elementów było zbudowanie mniejszych (za to mocniejszych); niż typowe jednostki francuskie; okrętów. Zatem odwrotnie niż to sugeruje euklides, gdyż większe jednostki mniej się nadawały do tego rozwiązania. "... ses escadres, sous le commandement de Duquesne, nettoyaient les mers infestées par les corsaires de Tripoli et d'Alger. Il se vengea d'Alger avec le secours d'un art nouveau, dont la découverte fut due a cette attention qu'il avait d'exciter tous les génies de son siecle. Cet art funeste, mais admirable, est celui des galiotes a bombes, avec lesquelles on peut réduire des tilles maritimes en cendres. Il y avait un jeune homme, nommé Bernard Renaud, connu sous le nom de petit Renaud, qui, sans avoir jamais servi sur les vaisseaux, était un excellent marin a force de génie. Colbert, qui déterrait le mérite dans l'obscurité, l'avait souvent appelé au conseil de marine, môme en présence du roi. C'était par les soins et sur les lumieres de Renaud que l'on suivait depuis peu une méthode plus réguliere et plus facile pour la construction des vaisseaux. Il osa proposer dans le conseil de bombarder Alger avec une flotte : on n'avait pas l'idée que les mortiers a bombes pussent n'etre pas posés sur un terrain solide : la proposition révolta. Il essuya les contradictions et. les railleries que tout inventeur doit attendre; mais sa fermeté, et cette éloquence qu'ont d'ordinaire les hommes vivement frappés de leurs inventions, déterminerent le roi a permettre l'essai de cette nouveauté. Renaud fit construire cinq vaisseaux plus petits que les vaisseaux ordinaires, mais plus forts de bois, sans ponts, avec un faux tillac à fond de cale, sur lequel on maçonna des creux où l'on mit les mortiers. Il partit avec cet équipage sous les ordres du vieux Duquesne, qui était chargé de l'entreprise, et n'en attendait aucun succès. Duquesne et les Algériens furent étonnés de l'effet des bombes: une partie de la ville fut écrasée et consumée". /"Le siècle de Louis XIV". Nouv. Ed., Garnier Frères, Paris 1866, s. 140; podkreślenie - moje/ "At lenght Louis had above a hundred ships of the line, of which several mounted a hundred guns, an others more. These were not suffered to lie idle in port. His squadrons under the command of Duquesne cleared the seas of the Algerine and Tripoline pirates which infested them, and punished Algiers by the help of a new art, the discovery of which was owing to the care he took to encourage all kinds of genius in his reign. This fatal but admirable art is that of bomb-vessels, with which seaport towns may be reduced to ashes (...) Renaud then caused five vessels to be built of a lesser size than common, but much stronger, without any upper decks, and only a platform or false deck on the keel, in which hollow spaces were formed for receiving the mortars as in beds". /"The Age of Louis XIV", Compl. Ed., Musaicum Books 2017, b.p. ed. elektron., podkreślenie moje/ "Il donna des preuves de ſa puiſſance ſur mer, avantageuſes à la Chrétienté. La Méditerranée étoit couverte de Corſaires, qui ruinoient le commerce. Il envoya du Queſne avec une Eſcadre à Alger, bombarda cette ville, & contraignit ſes ſéroces habitans à lui faire des ſoumiſſons. Ce fut dans cette expédition que les François ſe ſervirent pour la premiere fois de Galiotes à bombes, inventées par Bernard Renaud, tiré de l'obſurité par la pénétration de Colbert, qui ne manquoit jamais de rendre le génie utile à l'Etat. Tunis & Tripoli ſuivirent l'exaemple d'Alger". /"Histoire universelle depuis le commencement du Monde, jusqu'a présent...", T. XXXI, Amsterdam et Leipzig MDCCLXIX, s. 457; podkreślenie - moje/
  12. Last week
  13. W zasadzie niemal wszystkie brytyjskie ręczne granaty przeciwpancerne były dosyć dziwacznymi i oryginalnymi wynalazkami: - No.73 Thermos (zwany też Woolworth bomb) - ten jeszcze w miarę normalny, 1,5-kg cylindryczna laska dynamitu skalnego opakowana w cienkościenną blaszaną skorupę i zaopatrzona w super-wrażliwy bezkierunkowy zapalnik uderzeniowy No.247 - No.74 Sticky bomb (inaczej S.T. grenade) wspomniany już przez przedmówcę; granat miał głowicę bojową w postaci szklanej kuli wypełnionej żelatyną wybuchową (Nobel 823), obszytej tkaniną i powleczonej grubą warstwą samoprzylepnej masy klejowej. uzbrojony był w klasyczny dla granatów zapalnik czasowy z zawleczką i łyżką i należało rzucać go tak, by przykleił się do kadłuba atakowanego pojazdu, po czym po kilku sekundach następował wybuch. - No.75 Hawkins - kolejny dziwoląg, niezwykły granat-mina, uzbrojony w chemiczny zapalnik naciskowy. Należało rzucać go tak, by dostał się pod gąsienice czy koła atakowanego pojazdu i został przezeń najechany, co powodowało wybuch. Ten zrobił chyba największą z nich wszystkich karierę, pozostając na uzbrojeniu aż do 1955 r. Skopiowali go także Amerykanie, jako lekką minę przeciwczołgową M7. Z tym że jednak u nich służył właśnie raczej w roli miny. Po wycofaniu ze służby w USA znaczne liczby min M7 odkupiło wiele krajów Trzeciego Świata, afrykańskich i azjatyckich. Wariant amerykański był nieco większy i cięższy od brytyjskiego oryginału, zawierał też silniejszy ładunek wybuchowy. Początkowo miał podobne do brytyjskich zapalniki chemiczne, później zastąpiono je bardziej rozsądnym zapalnikiem mechanicznym. - No.76 A.W.bomb (zwany też SIP) - butelka z benzyną, także wspomniana już przez przedmówcę. Właściwie może to już nie taki dziwoląg, "koktajle Mołotowa" w różnej formie były na uzbrojeniu w wielu krajach, temu można zapisać na plus dość zaawansowaną mieszankę na bazie benzenu, z dodatkiem fosforu czy siarczku fosforu (samozapłon) i zagęszczoną kauczukiem. - No.82 Gammon - kolejny dziwny wynalazek, granat w formie brezentowego woreczka, mającego z jednej strony wszytą blaszaną wstawkę z gniazdem zapalnika (wspomniany już tu wcześniej uderzeniowy No.247) , a z drugiej otwór obszyty ściągaczem ze sznurkiem. Do woreczka należało włożyć odpowiednią ilość plastycznego materiału wybuchowego C-2 (maksymalnie mieściły się ok. 2 funty czyli 0,9 kg) zaciągnąć i zasznurować ściągacz i gotowe.
  14. Koronawirus

    Każda biurokracja to taki "pain in the ass", da Bóg że nigdy nie dojdzie jednak do sytuacji gdy unijna biurokracja zajmie się wytwarzaniem czegokolwiek co miałoby cokolwiek dawać memu zadkowi, tym jednak wolałbym zajmować się sam. Mój błąd. A jak oceniacie pomysły rządowe na pomoc dla przedsiębiorstw czy pracodawców?
  15. Koronawirus

    Wygląda na to, że wchodzimy w VII poziom. A u mnie w powiecie przybywa tak 20 kwarantann dziennie, czyli na dziś jest ok 240.
  16. Twórczość H.P. Lovecrafta

    Bez wątpienia Stephen King fascynował się twórczością Lovecrafta, co więcej uważał go nie tylko za największego twórcę klasycznych horrorów w XX wieku ale i za pisarza którego wpływ wykracza poza ramy tego gatunku. Sam czerpał z niektórych wątków (czy postaci) stworzonych przez Lovecrafta w ramach mitu o Cthulhu, jak sam opowiadał o wpływie H.P. Lovecrafta na jego życiowe wybory: "otworzył mi drogę". Jakoś jednak nie widzę podobieństw w budowaniu fabuły i nie chodzi wcale o to w jakich ramach czasowych obaj pisarze na ogół umieszczali opisywane przez nich historie. Wydaje się, że King tworzył raczej w duchu klasycznej opowieści fantastycznej prezentowanej choćby przez Richarda Mathesona (zwłaszcza w: "Duel", "Steel" czy "The Shrinking Man"), gdzie banalna sceneria z wolna jest poddawana dekonstrukcji i ulega erozji a wreszcie ujawniają się tajemnicze i groźne moce, a u Lovecrafta wyglądało to na ogół odmiennie. Wydaje się, że Michel Houellebecq trafnie ujął tę różnicę: "Na początku nie dzieje się absolutnie nic. Postaci pławią się w banalnym i błogim szczęściu (...) Wszystko jest w największym porządku. Potem, z wolna, incydenty niemal bez znaczenia zaczynają się niebezpiecznie mnożyć i mieszać ze sobą. Werniks banału zaczyna się kruszyć, dając wolne pole niepokojącym hipotezom. Siły nieubłaganie wkraczają na scenę (...) Lovecrafta strategię rozpoczynania tekstu należałoby umieścić na przeciwległym biegunie. Nie znajdziemy tu śladu "banału, który zaczyna się kruszyć", "incydentów z początku niemal bez znaczenia"... To go nie interesuje (...) Jedno jest bezsprzeczne, Lovecraft już na wstępie sugeruje klimat (...) Wierny swej logice Lovecraft z zadziwiająca werwą stosuje coś, co moglibyśmy nazwać mocnym wejściem. Ze szczególnym upodobaniem do wariantu, który nazwalibyśmy teoretycznym". /tegoż "H.P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu" tłum. J. Giszczak, Warszawa, 2007 s. 53-54 i n./ Gdyby patrzeć na wskazówki jakie dawał Lovecraft innym początkującym pisarzom co do konstrukcji fabuły, sposobu rysowania postaci bohaterów i innych tego typu aspektów tworzenia opowiadania, to trudno znaleźć w nich wiele elementów wspólnych z tym co tworzył King. Podobnie jest w przypadku tego co zawarł w swych licznych listach i mniej licznych publikowanych tekstach w których opisywał cel jaki przyświecał mu przy tworzeniu jego opowiadań i jakimi środkami literackimi starał się to osiągnąć. Jakoś nie widzę odbicia w prozie Kinga tego co zawarł Lovecraft w "In the Editor's Study" (z 1923 r.) "Notes on Writing Weird Fiction" (z 1933 r.) czy w "Notes Composition", który to tekst został napisany dla kolumny "The Reading Table" w piśmie "The United Amateur", na łamach której różni autorzy podawali porady tyczące się tworzenia utworów literackich (tekst powstał gdzieś pod koniec 1919 bądź na początku 1920 r.). Do wymienionego powyżej eseju Houellebecqa wstęp napisał sam Stephan King (dokładniej to do reedycji z 2005 roku), w tym krótkim tekście zatytułowanym: "Poduszka Lovecrafta" King zauważa, że pod względem stylistycznym w połowie XX wieku Lovecraft miał być może jednego rywala. Mieli być rywalami których dzielił język za to mieli obaj dzielić sens swej twórczości, w której nie mogli się powstrzymać od powiedzenia: "dość" światu i jego rzeczywistości, którzy odczuwali "tę samą neurotyczną potrzebę, by drążyć bez końca fundamenty rzeczywistości" (tamże s. 14). Konia z rzędem temu który odgadnie kogo miał na myśli? I jeszcze taka ciekawostka, dziś w miarę utrwalone zmiany w języku; sensowne czy nie to już inna sprawa; sprawiły że jeśli chodzi o kontynent północnoamerykański mamy pisarza Afroamerykanina (Afro-American, rzadziej: Black American), w przypadku osób innego pochodzenia trzeba się czasem zastanowić czy lepiej napisać: "Latino" czy raczej "Hispanic"; czy można napisać: "Indian" czy raczej "Native American" a może "First Nation". I oto w tymże wstępie Kinga mamy: "czarnego pisarza", ciekaw jestem jak inni odczytują takie określenie? Pierwsze co się nasuwa to to, że miał na drugie imię - Phillips. Niby drobny błąd ale mówimy tu o twórcy będącym pod względem językowym "szczególarzem", takim który potrafił roztrząsać (w eseju z cyklu "In Defence of Dagon") czy użycie słowa "scientist" jest niepotrzebnym neologizmem i czy należało go zastąpić terminem "man of science", czy trzeba było napisać: "marynarz" na frachtowcu czy raczej "nadzorca ładunku". Choć ten przydomek stał się dla Lovecrafta drugim imieniem to w rzeczywistości nie był wcale aż takim samotnikiem jak wielu by go chciało widzieć, co pewnie (ich zdaniem) przydawało pisarzowi jeszcze większej aury oryginalności. Faktem jest, że Lovecraft niezbyt chętnie opuszczał Providence, faktem jest też że z wieloma osobami utrzymywał wyłącznie kontakt listowny. Nie było jednak tak, że nigdy nie spędzał czasu u swych przyjaciół (Vrest Orton zapraszał go często do siebie do Vermont, a tamtejsze lasy znalazły swe odbicie w opowiadaniu "The Whisperer in Darkness") a "Observations on Several Parts of America" nie powstały na podstawie lektur tylko autentycznej wyprawy, której zresztą nie odbywał samotnie. Dość specyficzne podejście Lovecrafta do pisania listów, który w zasadzie nie potrafił żadnego pozostawić bez odpowiedzi a wiele z nich objętością przypominały spore opowiadania, sprawiło, iż w efekcie dłuższej wymiany nawiązywał on często zażyłe kontakty. Sam Lovecraft wielu takich swych korespondentów określał jako przyjaciół i nie przeszkadzało mu, że nigdy się nie widzieli. Pomijając krąg przyjaciół z Gallomo czy Kleicomolo (by nie wspomnieć o jego bliskich stosunkach z członkami kręgu Kappa Alfa Tau pod przewodnictwem Randalla ), pomijając krąg przyjaciół z nieszczęsnego etapu nowojorskiego z którymi potem całkiem stracił kontakt bądź stał się on zdawkowy (jak: Everett McNeil, George Kirk, Arthur Leeds), można wymienić wielu których traktował jako swych przyjaciół bądź łączyła go z nimi silna więź. Co ciekawe były to bardzo różne osoby, często mające całkiem inne poglądy niż sam Lovecraft czy to jeśli chodziło o politykę, religię czy kwestie społeczne. Wspomnijmy jego przybranego "wnuka" (choć patrząc na różnicę wieku to raczej był to przybrany "syn") Franka Belknapa Longa, który często zabierał swego mentora na różne atrakcyjne wycieczki (dzięki niemu Lovecraft mógł się przelecieć samolotem), Bernarda Austina Dweyera - robotnika w fabryce, drwala i robotnika rolnego, który w zasadzie nic większego nie napisał poza wierszami "Ol 'Black Sarah" czy "Oy! Oy! Oy!". Wymieńmy Samuela Lovemana z którym Lovecraft zaprzyjaźnił się pod wpływem poezji tego pierwszego, w której Loveman starał się oddać ducha starożytnej Grecji. Z Jamesem Mortonem łączyła go przyjaźń do grobowej deski (ostatni niedokończony list Lovecrafta był skierowany właśnie do Mortona), co najdziwniejsze obaj panowie "poznali" się przy okazji ostrej i nieprzyjemnej dyskusji o rasizmie (a jak wiemy Lovecraft był zawsze rasistą a z czasem jego poglądy na tę kwestię uległy wyostrzeniu). A jeszcze byli: Warner Munn, którego odwiedzał w Althol, Hofmann E. Price z którym zaprzyjaźnił się po rozmowie (odbytej w 1932 r.), która miała trwać dwadzieścia pięć godzin, skromna Elizabeth Toldridge, której Lovercraft zawdzięcza w dużej mierze kształt swej liryki, Ashton Clark Smith - artysta samouk, który jako jedyny spośród przyjaciół Lovecrafta został uhonorowany przezeń pochlebną notką w "Supernatural Horror in Literature": "Of younger Americans, none strikes the note of cosmic horror so well as the California poet, artist and fictionist Clark Ashton Smith, whose bizarre writing, drawings, paintings and stories are the delight of a sensitive few (...) His longest and most ambitious poem, The Hashish-Eater, is in pentameter blank verse; and opens up chaotic and incredible vistas of kaleidoscopic nightmare in the spaces between the stars. In sheet dæmonic strangeness and fertility of conception, Mr. Smith is perhaps unexcelled by, any, other writer dead or living. Who else has seen such gorgeous, luxuriant, and feverishly distorted visions of infinite spheres and multiple dimensions and lived to tell the tale?". /tekst udostępniony na stronie: gutenberg.net.au/ Z tym dziełem jest związana ciekawa historyjka, brzmiąca jak wymyślona anegdota ale faktycznie miała miejsce. Herman Charles Koenig był zapalonym bibliofilem kolekcjonującym pierwsze wydania różnych dzieł z obszaru fantasy i weird fiction. Nie mogąc nigdzie zakupić tego traktatu zwrócił się wreszcie listownie do Lovecrafta z pytaniem gdzie może zdobyć tę "zakazaną księgę".
  17. To idąc w ślad za uzbrojeniem Home Guard (i kultowym serialem "Dad's Army", w którym część owego uzbrojenia zaprezentowano): 1. Żaden wynalazek, ale pewna ciekawostka. W 1940 roku Brytyjczycy otrzymali duże ilości broni ręcznej z USA. Były to głównie "amerykańskie Enfieldy", BAR-y oraz "amerykańskie Lewisy". Trafiły one w dużym stopniu właśnie do Home Guard. Ponieważ przeznaczone były do strzelania amerykańską amunicją .30-06 Springfield, a nie brytyjską .303 British, aby uniknąć potencjalnie groźnych pomyłek - amerykańską broń oznaczano namalowanymi na niej czerwonymi pasami. 2. Niezbyt udany samochód pancerny Standard Beaverette. 3. Duża poprzedniczka PIAT-a, czyli Blacker Bombard. 4. Niezbyt bezpieczny, czarnoprochowy Northover Projector. 5. I miotany przezeń No. 76 special incendiary grenade. 6. Skuteczna, ale również potencjalnie niezbyt bezpieczna Sticky bomb. (Pojawia się w "Dad's Army"). 7. Już chyba wzmiankowany przy innej okazji na naszym forum Smith Gun. (Pojawia się w "Dad's Army"). 8. I - z zupełnie innej beczki - wspomniane na początku tej dyskusji Panjandrum. (Odnotowuję jeszcze raz, bo także pojawia się w "Dad's Army").
  18. Tak dla porządku, co nieco o tego typu broni było wspomniane; również tej z czasów drugiej wojny światowej; w temacie "Dziwna broń" (https://forum.historia.org.pl/topic/10460-dziwna-bro%C5%84/?do=findComment&comment=238867), co zresztą zauważył w tym wątku Budweiser.
  19. A mi przypadkiem wpadł w oko "Krummlauf". Dowód, że i Niemcom zdarzały się chwile technicznego szaleństwa. https://www.popularmechanics.com/military/weapons/a21800/forgotten-weapons-wwii-curve-a-bullet/
  20. Koronawirus

    Generalnie każda biurokracja wytwarza multum informacji, które dają jedynie coś w zadzie (pain in the ass - I presume?). Pisałeś, że głosu Unii praktycznie nie słychać. Jakiś słychać. Czy wystarczający - zobaczymy. Jak zresztą w innych, lokalnych przypadkach.
  21. Nowy wynalazek w XX wieku to raczej już nie był, ale efekt desperackiej wynalazczości (czy wyszukiwania) jakiejkolwiek broni - na pewno. Chodzi o staromodne piki, za pomocą których dzielna Home Guard miała walczyć z Niemcami. Pomysł, którego adwokatem był Henry Page Croft doczekał się w Izbie Gmin następującego wierszyka: "Here lies a man who fought the Hun; He had a pike, the Hun a gun; When his time came to go aloft, Whom must he blame? The Hun or Croft?" Zob.: https://api.parliament.uk/historic-hansard/commons/1942/mar/11/army-supplementary-estimate-1941 https://en.wikipedia.org/wiki/Henry_Page_Croft,_1st_Baron_Croft
  22. Koronawirus

    A co mnie to obchodzi. Z obu danych wiem jak "gęsto" jest wokół mnie. I o to chodzi. Reszta jest statystyką.
  23. Koronawirus

    Rząd chiński też wprowadzał w życie różne ważne decyzje, i wciąż nie wiem jak się mają decyzje naszego rządu do modelu janceta. I wciąż nie rozumiem jak 17 marca; zatem po wprowadzeniu przez rząd różnych obostrzeń na skutki których trzeba poczekać; można szacować przebieg epidemii na początku i w połowie kwietnia ale 22 marca nie można prognozować przebiegu krzywej z braku danych. Jak dla mnie to jest mówienie z perspektywy dnia 22 co zdarzyło się dnia 21, do tego nie potrzeba modeli wystarczy telewizor. W zakresie zaczarowywania rzeczywistości to władze UE mają już pewne doświadczenie, zatem bym się nie zdziwił. Bez wątpienia wszyscy ci, którzy wyrażają pewne krytyczne opinie co do działań UE (jako całości) należą do tej tej ograniczonej intelektualnie populacji czerpiącej informacje wyłącznie z wiadomej telewizji. A wszyscy ci, którzy wyrażają podobne opinie pod adresem rządu polskiego należą do totalnej opozycji, która pandemię wykorzystuje w grze politycznej i sugerującej ukrywanie przez rząd informacji o zakażonych w Polsce, przed ujawnionym przypadkiem z 4 marca. Nie wiem jakie decyzje powinny podjąć władze UE, wydaje mi się że choć by taka decyzja o zamknięciu granic powinna zapaść wcześniej. W mojej ocenie rządy poszczególnych krajów wyprzedzały te podejmowane na szczeblu unijnym. Zupełnie nie wpadłbym na koncept by w sieci "wyguglować" sobie jakieś informacje, idąc zatem za światłą radą Bruno nieco poszperałem na stronie consilium.europa.eu i jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem jakie efekty może osiągnąć unijna biurokracja wytwarzając tak wiele różnorakich informacji, które w zadzie nic mi nie dały. Są tam sensowne informacje o kwotach przeznaczonych na pewne cele, trudno jednak znaleźć konkretniejsze informacje na co i gdzie one poszły bądź mają pójść. Z wielu informacji o uruchomieniu IPCR (zintegrowane uzgodnienia dotyczące reagowania na szczeblu politycznym w sytuacjach kryzysowych) nic się nie dowiemy na tej stronie poza tym czym "to" jest i jaka jest historia utworzenia tego ustrojstwa. Gdy kolejny odnośnik zatytułowany "Reakcja Unii na Covid-19" doprowadził mnie do filmiku (niecałe 2,5 min) z przemówieniem pani von der Leyen to zrezygnowałem z dalszych poszukiwań. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że władze UE szersze działania podjęły na posiedzeniu Rady z 17 marca. Dzięki tej stronie wiem, że byłem w błędzie. W relacji z posiedzenia Rady ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów (zdrowie) z 13 marca dowiedziałem się, że: "Reakcja UE na pojawienie się Covid-19 była szybka i skuteczna" a zgromadzeni na niej ministrowie "przyjęli konkluzje w sprawie Covid–19 i pozytywnie ocenili skuteczną reakcję UE na zagrożenie wybuchem pandemii". Co prawda nie sprecyzowano jakie to reakcje, co prawda epidemia w Europie jeszcze nie ma się ku końcowi ale ja jestem całkiem uspokojony. Przecież jest to: "skuteczna reakcja". I co wynika z tych dwustu osób? Jak się to ma do liczby mieszkańców powiatu i jak dzięki modelowi janceta można było przewidzieć taką liczbę osób poddanych kwarantannie?
  24. Koronawirus

    Dla mnie prosty system Janceta jest bardzo miarodajny. I nie łączę go z tym co się dzieje daleko, (zwłaszcza nie interesuje mnie Unia), a tym co się dzieje w najbliższej okolicy. Konkretnie ile osób jest objętych kwarantanną w moim powiecie (teraz ok 200).
  25. Koronawirus

    A jakiego głosu wydanego przez UE oczekuje Secesjonista: "Od jutra zarządzamy koniec epidemii?". A może głosy, które najchętniej słucha Secesjonista, niekoniecznie chętnie przytaczają głosy UE? Proste googlowanie "EU&coronavirus&response" jakieś tam rezultaty daje. Można sobie poczytać. Czy można było zrobić więcej? Pewnie tak, bo zawsze można zrobić więcej. I wszyscy na świecie się uczą. Czasami uczenie przebiega w groteskowy sposób - vide Boris Johnson, który jeszcze do niedawna miał zamiar stosować onegdajszą zasadę business as usual i eksperyment na odporności stadnej, a wczoraj zarządził lockdown. Przyjdzie czas oceny, zarówno w skali UE, jak i poszczególnych państw. Trzeba też pamiętać, że pomysły pogłębionej integracji spotykały się z wieloma oporami i Unia może działać w takim zakresie, w jakim państwa członkowskie przekazały na nią wykonywanie swojej suwerenności. Czyli - dalece nie całym. Zresztą, już słuszę dziki wrzask pewnych głosów w Polsce, wydawany w sytuacji, gdyby o wszystkich szczegółach naszej walki z koronawirusem decydowała UE.
  26. Koronawirus

    Cóż, dalej uważam iż te modele nic nie dają i niewiele opisują. Na mój prosty rozum na realną liczbę infekcji i zachorowań oraz ich rozprzestrzenianie oraz na śmiertelność duży wpływ mają obostrzenia wprowadzone przez władze i na jakim etapie to nastąpiło, jak i poziom służby zdrowia. Nie wspominając o pewnym rozsądku i dyscyplinie społecznej. Niewiele wiemy jakie konkretnie obostrzenia wprowadzano w Chinach w poszczególnych prowincjach i na jakim etapie. Dużo więcej wiemy jak to wygląda w różnych krajach europejskich, a specjaliści pewnie mają jeszcze większą wiedzę w tym zakresie. A przecież i oni przyznają, że nie potrafią powiedzieć dlaczego sytuacja w Hiszpanii jest tak odmienna jak np. w Niemczech. Każdy kraj wprowadzał różne restrykcje na różnym etapie rozwoju zakażeń, w poszczególnych krajach przyjęto różne strategie co o tego kogo badać i ile testów wykonywać. Daje to tak wiele zmiennych, że trudno cokolwiek porównywać. Na chwilę obecną zdaje mi się, że wszelkie estymacje to zaglądanie do szklanej kuli. Gdy już zaraza odpuści zapewne w mediach wystąpi szereg specjalistów od medycyny czy analityków którzy nam objaśnią dlaczego tak się stało, pominą milczeniem co większe rozbieżności w swych wcześniejszych prognozach, te mniejsze objaśnią dynamicznie zmieniającą się sytuacją i nieprzewidzianymi czynnikami. I ostatecznie wyjdzie im że wszystko w miarę dobrze przewidzieli. Przy tym wszystkim odnoszę wrażenie; być może mylne; że praktycznie nie słychać "głosu" UE, nie zaprezentowano jakiejś wspólnej strategii, ogólnego planu, tak jakoś każdy kraj na własną rękę boryka się z tym problemem.
  27. I pełne prawo euklidesa, a ja wątpię by by były to fakty. Z lektur wiem, że ówcześni agenci i dyplomaci francuscy potrafili przesyłać swym przełożonym bądź mocodawcom absolutne banialuki. I tyle z mej strony tego O.T.
  28. Guadalcanal

    Ja zmartwię euklidesa ale jak najbardziej na Guadalcanal Japończycy wyładowywali ludzi i sprzęt przy pomocy transportowców, zatem nic do rzeczy nie ma ich duże zanurzenie. A z ciekawości: ile wynosiło? Co do reszty: ja stwierdziłem, że wykorzystanie innych jednostek do transportu związane było z zagrożeniem ze strony samolotów z lotniska a euklides objaśnił, że związane to było z zagrożeniem ze strony samolotów z lotniska. Faktycznie wiele mi objaśnił euklides... Były znacznie bardziej zagrożone niż inne jednostki, jednak "przeżywały", proponuję nieco o tym doczytać. Czyli kiedy i o której?
  29. Zachowała się korespondencja ówczesnego ambasadora w Petersburgu, L'Hospitala z ministrem Bernis. Wątpię żeby taka korespondencja zawierała same plotki. To nie były info przeznaczone dla celów propagandowych czy nawet do rozpowszechniania, tylko miały być materiałem do podejmowania jakichś decyzji i to w bardzo wąskim gronie.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.