Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Wojny burskie 1880-1902

    Jeśli chodzi o kampanię w Sudanie i wojny burskie to zdjęcia wykonywano, choć trudno powiedzieć jak często. W Sudanie ze względu na warunki zdjęcia wywoływano na ogół nocą (około godz. 3), a i tak w ciemni miało być od 33 do 43 stopni Celsjusza, a na ocalałych zdjęciach widać pustynny piasek (: "As a rule the developing work was performed at 3 A.M. and even the'n (the coolest time) the tempei ature in the mud-brick dark room varied from over 90 to 100°F. An atmosphere laden with dust and constant dust storms was most trying", "The Roentgen Rays In Military...", s. 113). A w szpitalu w Deelfontein posiadano ciemnię.
  3. Voltaire

    I co z tego wynika? Sugeruje euklides, że Perrault nie wykorzystywał dostępnych mu materiałów "z całą ścisłością"? No to niech nam opowie coś więcej o tym konkretnym kontrolowanym przecieku, kto oprócz euklidesa sugerował że był on "kontrolowany", bo Perrault na którego się tak często euklides powołuje napisał coś wręcz odwrotnego. To chciałbym wreszcie poznać na czym się euklides opiera? Jak najbardziej w pewnych kwestiach była "idiotką", a gdyby euklides znał ów list to wiedziałby o co chodzi, tylko że go nie zna. Tu jest ocena tego co uzyskał ów "superagent". Nic ni stoi przecież na przeszkodzie by euklides obalił te oceny podając jakie to informacje uzyskał Wolter. W tym też nie jest euklides - mocny? A co to ma do pierwszego tomu? "Ta historia" - to historia zapisana w trzech tomach, z czego nijak nie wynika by w pierwszym zawarto informacje zawarte w tych "przerabianych" dokumentach, w których posiadanie wszedł Perrault. Gdyby tak było to raczej napisałby to już w rzeczonym pierwszym tomie. Perrault stwierdza, że spotkał się z kardynałem, tylko nie podaje kiedy, co do tego jakie miał mieć zadanie - stwierdził, że otrzymał instrukcje ale nie wiemy jakie, ale Perrault uważa, że możemy sobie je "bez trudu wyobrazić". Problem w tym, że nie ma śladu takiego spotkania, nie ma potwierdzenia, że wówczas kardynał Fleury wysłał Woltera z jakimkolwiek zadaniem. To co na pewno wiemy, to tylko to, że Wolter ze spotkania przesłał relację. Jest tylko jeden problem z tym wysłaniem Woltera do Aix-La-Chapelle na spotkanie z pruskim władcą, gdy nasz "Wergiliusz" wyjeżdżał z Paryża, Fryderyka Wielkiego... nie było w Aix-La-Chapelle. Wystarczy zajrzeć do Hansa Droysena "Tageskalender Friedrich des Großen vom 1. Juni 1740 bis 31 März 1763" (w: "Forschungen zur brandenburgischen und preußischen Geschichte", ebd. 29, 1916, s. 106) czy opracowania Karla Heinricha S. Rödenbecka "Beiträge zur Bereicherung und Erläuterung der Lebensbeschreibungen Friedrich Wilhelms I und Friedrichs des Großen, Könige von Preusen nebst einem Anhang, enthaltend ein Tegebuch aus Friedrichs des Großen Regentenleben von 1740-1786, mit historischen, charakteristischen etc.", Zweiter Band, Berlin 1838, s. 72). A jak to widział Jean Orieux: "Próbował uzyskać jakąś 'misję' - chciał 'się przysłużyć'. Na dworze wcale się o to nie kłopotano. Kardynał nawet mu nie odpowiedział". /tegoż "Wolter czyli królewskość...", s. 278/ Pozostańmy jeszcze na chwilę przy tym spotkaniu w Akwizgranie. by przypatrzeć się jakimi środkami Perrault buduje mit genialnego szpiega, oto pośród "dowodów" wskazuje na to jak to Wolter na tym spotkaniu rozpoznał sprowadzone dla władcy pruskiego mapy. Rozpoznał wtedy m.in. mapę Pikardii czy mapę Trzech Biskupstw (Trois-Évêchés), pozostaje pytanie jak ma to wskazywać na szczególne szpiegowskie przymioty? To tak jakby za arcyszpiega uznać Polaka, który potrafił zidentyfikować na mapie Mazury czy region wokół Gdańska. Pozostaje też pytanie skąd Wolter wiedział kiedy te mapy zostały dostarczone Fryderykowi, czyli: co się działo dziewięć dni przed tym spotkaniem. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest gdy Perrault relacjonuje jak to podczas tego spotkania Wolter (według jego samego opinii) przekonał Fryderyka do zdolności mobilizacyjnych Francji i stanu jej państwowych finansów. Oto władca pruski daje się przekonać literatowi o którym wie, że nie ma dobrych stosunków na wersalskim dworze, nie pełni tam żadnej funkcji, który wyjechał z Paryża po tym jak Claude-Henry Feydeau de Marville (lieutenant général de police) dość jednoznacznie zasugerował mu by zdjąć "Mahometa" z afisza, jednocześnie przypominając, że wciąż wisi nad nim nakaz aresztowania (za "Listy..."). To ten sam Fryderyk, który zdaniem samego Perraulta był władcą, który jak mało który władca (w tym czasie) doceniał szczegółowe i rzetelne informacje wywiadowcze. Jest pewną naiwnością zatem, przekonywać że opierał się on na informacjach i dawał przekonać pisarzowi, a nie na informacjach dostarczanych przez jego szpiegów i dyplomatów.
  4. Yesterday
  5. A co to ma do rzeczy? Według euklidesa Filip był księciem burgundzkim już 1354 rok, to po co czynić go księciem w 1663 roku? Jak na razie jedynym źródłem wiedzy euklidesa są anonimowe przewodniki turystyczne i wystukane informacje na podobnych stronach.
  6. Voltaire

    Bo w przedmowie autor nie napisał że wykorzystał materiały z całą ścisłością a stwierdził że historia Sekretu nadal pozostaje do napisania. Zresztą pytyjski język jakim są napisane przez Perrault te 3 tomy trudno nazwać ścisłym. Nie napisał na przykład że pani de Chatelet prowadziła korespondencję ale napisał w nawiasie że była skrzynką pocztową. W ogóle to wydaje mi się że historia Sekretu pozostaje jeszcze w dużym stopniu białą plamą i aż się prosi żeby stała się tematem choćby jakichś dyplomówek. Tym bardziej że toczy się na obszarach między Grodnem a Ohio a z ludami które te tereny zamieszkują zaczynamy się teraz kolegować na dobre. No dobrze, współpracowała z nim. No jednak w III-cim tomie autor pisze że po śmierci Ludwika XV, jego następca, Ludwik XVI kazał spalić dokumentację Sekretu a Vergennes i de Muy tego rozkazu nie wykonali i dalej autor pisze że gdyby go wykonali to ta historia nie mogła by być napisana. Zatem owo dossier z przed 1774 roku jest decydującym dla Historii Sekretu. Co do Woltera to możliwe że autor pisze o nim by zaznaczyć w Historii przejście od agenta działającego solo, jakim był Wolter, do pierwszej nowożytnej służby wywiadowczej jaką był Sekret. To jest jednak tylko moje przypuszczenie. W każdym razie czy autor to chciał czy nie to tak mu wyszło. Tu są jednak odwołania ad personam a ja nie jestem w tym mocny. O przeciekach kontrolowanych można by pewnie sporo powiedzieć a pani de Chatelet na pewno idiotką nie była i wiedziała co do kogo mówi.
  7. Bo w bitwie pod Poitiers król dostał się do niewoli i zginęło wiele szlachty a wówczas szlachta miała ważne znaczenie, nie tylko wojskowe ale również polityczne i ekonomiczne. Zatem zaczęły rodzić się tendencje odśrodkowe bo każdy z tych wielkich i mniejszych którzy przeżyli Poitiers zaczął myśleć o obronie swej lokalnej ojczyzny. Żeby było jasne, to do niewoli dostał się również diuk Burgundii Filip Śmiały, stronnicy Filipa de Rouvres wykorzystali to żeby go osadzić na tronie w ramach tych odśrodkowych tendencji. Gdy Filip Śmiały wrócił z niewoli to miał trudności z powrotem na swój tron, stąd te różne wydarzenia i sztuczki prawne za którymi kryły się niewątpliwie różne intrygi. Niewątpliwie Parlament Burgundzki odegrał tu znaczną rolę choćby dlatego że to Filip Śmiały powołał go. Zresztą w ogóle parlamenty we Francji popierały Walezjuszy przeciwko Anglikom co później okazało się decydujące. Temat jest jednak niezwykle obszerny i trzeba sporo wiedzieć żeby go pojąć. .
  8. Last week
  9. Wojny burskie 1880-1902

    Przyznać trzeba, że goście naprawdę byli że tak powiem "hi-techowi" i wykorzystywali najnowsze techniczne nowinki. Chociaż z promieniami katodowymi (wiązkami elektronów) eksperymentowano już wtedy od kilku dziesięcioleci, to gdzieś dopiero na przełomie lat 80/90 albo nieco później goście bawiący się takimi rzeczami zaczęli dochodzić do wniosku, że elektrony hamowane na anodzie albo na czymkolwiek emitują jakieś niewidzialne, przenikliwe promieniowanie. Zajmował się tym m. in. Wilhelm Röntgen. I to on właśnie wpadł na pomysł, że owe przenikliwe promienie można wykorzystać do prześwietlania ludzkiego ciała w celach medycznych. Artykuł jaki napisać na ten temat opublikowany został w grudniu 1895. A na początku 1896 w jakimś brytyjskim szpitalu po raz pierwszy praktycznie wykonano prześwietlenie chorego. O ile wiem to chyba nie, cały czas bazowały na lampie Crookesa z zimną katodą, ulepszona lampa Coolidge'a z katodą podgrzewaną powstała, jak sobie teraz sprawdziłem w wiki, w 1913. Jak to ogólnie działa: lampa Crookesa to próżniowa bańka szklana, a w zasadzie nie tyle próżniowa co wypełniona gazem (powietrzem) o bardzo niskim ciśnieniu. W szkło wtopione są dwie elektrody zasilane prądem o bardzo wysokim napięciu (wiele kV, najlepiej w ogóle z kilkadziesiąt kV). Wyładowanie w rozrzedzonym gazie jonizuje go: powstaje plazma z jonów dodatnich i wolnych elektronów. Elektrony lecą do anody, dodatnie jony do katody, waląc w nią wybijają z niej elektrony, które lecą do anody. W tak silnym polu elektrycznym (wszystkie te kilowolty) elektrony rozpędzają się do przyzwoitych prędkości dziesiątków tysięcy km/s. Elektrony o tak wysokiej energii, uderzając w anodę i w szkło i w ogóle we wszystko wybijają elektrony z powłok w atomach, a te powracając do pierwotnego stanu wypromieniowują kwanty energii. A ponieważ to jest tak ogromna energia, to są to właśnie kwanty promieniowania X. I jeszcze te szybciutkie elektronki mogą walić nawet w jądra atomowe i to też się wiąże z emisją twardego promieniowania X. Wielkie napięcie niezbędne do takiej zabawy wytwarzał wtedy induktor Ruhmkorffa (Cewka Ruhmkorffa), układ złożony z uzwojenia transformatorowego i przerywacza, tam pod linkiem można sobie przeczytać dokładny opis. Generalnie chodziło o to że zasilany był prądem stałym o niskim napięciu, a wytwarzał impulsy asymetrycznego prądu zmiennego (czyli z przewagą przepływu w jedną stronę) o bardzo wysokim napięciu. Wiki podaje że do 50 kV, a mi się wydaje że nawet i więcej też może, ale mniejsza już o to. Niestety nie potrafię w tej chwili podać kluczowych parametrów - jakie moce wchodziły tu w grę, a to jest potrzebne przy tych wcześniejszych rowerowych rozważaniach. Mogę jedynie wskazać kolejny niekorzystny czynnik, mający na to wpływ. Chociaż wiedziano, że promienie X są w stanie naświetlać fotograficzne materiały światłoczułe, to z jakichś powodów w tych pionierskich czasach raczej nie wykonywano zdjęć rentgenowskich (a w każdym razie rzadko). Może miał na to wpływ stosunkowo wysoki koszt owych materiałów foto, jak i konieczność ich wywoływania, co oznaczało przedłużenie czasu i pracochłonności prześwietlenia. W każdym razie zwykle korzystano z innej techniki. Pacjent czy też jego prześwietlany fragment umieszczany był pomiędzy lampą rentgenowską a ekranem fluorescencyjnym - szybą pokrytą odpowiednim luminoforem (na początku były to dość egzotyczne substancje jak cyjanoplatynian baru czy wolframian wapnia, potem zdaje się okazało się że i prozaiczny siarczan baru się nadaje) który pod wpływem promieni X emitował światło widzialne. Stojący przed ekranem lekarz obserwował na nim to co pacjent ma w środku. Nie było to specjalnie zdrowe, bo i pacjent naświetlany był "iksami" dosyć długo zanim diagnosta wszystko sobie dobrze obejrzał, i przede wszystkim ów diagnosta badający wielu pacjentów dziennie przyjmował taką dawkę że ho ho ho... chorował niestety nierzadko. Ale w tych pionierskich czasach nie do końca zdawano sobie sprawę, że to promieniowanie jest aż tak szkodliwe. W każdym razie przy tej technice aparat musiał pracować stosunkowo długo w sposób ciągły, co oznaczało spory pobór mocy.
  10. Konstantyn Wielki - ocena

    Cóż, choć pierwotnie tytuł ten związany był z religią pogańską, to z czasem niósł za sobą pewne obowiązki względem wszystkich religii. Trudno wymagać by zrezygnował z tytułu który niósł za sobą pewien zakres władzy. "Jako „pontifex maximus” Konstantyn czuł się odpowiedzialny za kult państwowy. Religijno-polityczna postawa władcy względem Kościoła chrześcijańskiego i jego wewnętrznych sporów nie może być tutaj tylko spostrzegana jako postawa przyjazna względem chrześcijan, do którego odwołują się spierające się stronnictwa, ale także jako postawa zainteresowania sprawami państwa, jako władcy i „pontifex maximus” jednocześnie. W tym podwójnym wyrazie cesarskiego zainteresowania sytuacją religijną w prowincji afrykańskiej tkwi ponadto motyw zasadniczy, aby sobie i swoim poddanym zapewnić błogosławieństwo niebios". /T. Kołosowski "Polityka religijna Konstantyna Wielkiego w świetle schizmy donacjańskiej", "Saeculum Christianum: pismo historyczne", T. 2, nr 1, 1995, s. 31/ Za to równie dobrze można zapytać czemu z jego monet; w okresie po domniemanej konwersji; znika tytuł invictus a pojawia się; znacznie skromniejszy: victor? Można też zapytać czemu przybrał tytuł "ἐπίσκοπος τῶν ἐκτός"? Kapłanem pozostał ale poczynił też inne kroki wyłamujące się z dawnej tradycji pogańskiej. Wśród badaczy przeważa dziś opinia, najpełniej wyrażona przez Johannesa Strauba czy Joségo Ruysschaerta ("Konstantins Verzicht auf den Gang zum Kapitol" i "Essai d'interprétation synthétique de l'Arc de Constantin") wedle której po zwycięstwie na Moście Mulwijskim Konstantyn zrezygnował ze zwyczajowego złożenia ofiary Jowiszowi (Najlepszemu, Największemu), co było już jawną manifestacją stosunku cesarza do oficjalnej religii. Podobnie inauguracja decennaliów w 315 r. odbyła się bez koniecznych ofiar ("bez dymu i ognia"). "Konstantyn do końca swego panowania używał zwyczajowego tytułu przysługującego augustom – pontifex maximus, który choć wiązał się z tradycyjnymi pogańskimi kultami, w prerogatywach mu przypisanych obejmował swą opieką wszystkie prawnie uznane religie cesarstwa, więc także chrześcijaństwo i w związku z tym mógł wskazywać na szczególną pozycję, jaką władca chciał mieć w Kościele". /S. Bralewski "Konwersja Konstantyna Wielkiego na chrześcijaństwo w świetle jego własnego świadectwa – kilka uwag", "Przegląd Nauk Historycznych", R. XV, nr 2, 2016, s. 71/ W innym temacie padło: W zasadzie to ogląd konwersji Konstantyna jedynie jako posunięcie w interesie politycznym to nie jest wynalazkiem historyków z lat 60-tych, ciągnie się to od połowy lat 50-tych XIX wieku, czyli od ukazania się pracy Jakoba Burckhardta "Die Zeit Constantins des Großen" (Basel 1853, rew. 1880), który w tym władcy widział kogoś na miarę Księcia Machiavellego i Napoleona zwierającego konkordat: "... to diaboliczny geniusz, przelewający bez skrupułów krew najbliższych, cynicznie wykorzystujący religię dla swych ambicji politycznych, wielki, ale pozbawiony sumienia twórca nowej epoki, wcielony Zeitgeist heglowski. Jego nawrócenie na chrześcijaństwo uważał Burckhardt za akt hipokryzji i wyrachowania, godzien porównania z konkordatem zawartym w r. 1801 przez pierwszego konsula Napoleona Bonapartego z papieżem Piusem VII". /A. Ziółkowski "Problem nawrócenia Konstantyna w nowożytnej historiografii", "Przegląd Historyczny” 1986, LXXVII, s. 526/ Coś się tu Indze pomyliło, Konstantyn nigdy nie został ogłoszony świętym w kościele rzymskim, takim jest w kościele prawosławnym (wschodnim) gdzie dzierży tytuł "równego apostołom", czyli: isapostolos (ισαπόστολος ). A i w tym kościele nie został świętym za uczynienie cudu. Natomiast w kościele katolickim Konstantyn jest uważany za świętego co jest niby drobną różnicą ale w rzeczywistości czyni wielką różnicę. Jak przypomina Ks. dr Stanisław Adamiak: "Pamiętajmy, że Konstantyn został uznany za świętego tylko w Kościele wschodnim...". /tegoż "O losach wyrażenia "koniec ery konstantyńskiej'", "Collectanea Theologica" 84, z. 1, 2014, s. 104/ Co do źródeł numizmatycznych, to podstawowym pytaniem jest dlaczego symbolika pogańska zaczęła egzystować obok tej, którą interpretuje się jako chrześcijańską? Nie do rzeczy będzie przypomnieć że przecież chrześcijaństwo przejmowało symbolikę pogańską. Czemu by tak nie miało być z kultem solarnym? Zwłaszcza gdy uwzględni się względną łatwość dojścia od pogańskiego Słońca (na monetach wybijano Soli Invicto Comiti) do koncepcji Chrystusa - Solis Salutis. Konstantyn, niezależnie od jego osobistych wyborów (jak i ich intencji), rządził pogańskim krajem, pośród elity władzy miał pogańskich współpracowników i wreszcie nie rządził sam. Jules Maurice, autor wciąż jednego z podstawowych opracowań numizmatyki tego władcy "Numismatique Constantinienne. Iconographie et Chronologie. Description historique des émissions monétaires", koegzystencję elementów pogańskich z chrześcijańskimi tłumaczył z jednej strony respektowaniem przez tego cesarza religijnych zapatrywań współrządcy z drugiej oporem zarządców mennic bądź niezrozumieniem przez nich intencji władcy. Przy czym nie neguję faktu wcześniejszej nagłej konwersji Konstantyna na kult solarny (z 310 r.). Choć monety są istotnym elementem badań z zakresu propagandy to znów nie należy ich przeceniać, umieszczenia w czasach PRL na wizerunku kanonika fromborskiego na banknocie, raczej niewiele nam powie o stosunku ówczesnych władz do Kościoła. Poza tym dla Konstantyna Słońce było istotne z przyczyn nie teologicznych a polityczno-symbolicznych. Konstantyn tak jak Maksymian (Maximianus Herculius) był z domu, który miał za patrona Herkulesa. Po zdradzie Maksymiana i jego zabiciu symbolicznie odwołał się do innego bóstwa, padło na Apollina=Słońce, przez co odwołał się symbolicznie do domu Klaudiusza II i przez co legitymizował swą władzę. Marice relacjonuje na podstawie panegiryków tę zmianę patronów: "Maximien Hercule venait de disparaître. Constantin, son gendre, l'avait fait périr à la suite d'une conspiration, d'une révolte de palais et d'une guerre civile que Maximien avait provoquées pour reprendre le pouvoir. La dynastie Herculéenne et son dieu tutélaire avaient sombré avec lui. L'orateur se savait autorisé à revendiquer pour Constantin une nouvelle origine, la descendance de Claude II le Gothique, qui lui donnait des droits à régner sur tout l'Empire. L'hérédité par le sang, vraie ou supposée, triomphait avec cette descendance Claudienne, ainsi que l'a observé M. Pichon, et remplaçait pour Constantin l'adoption qui cessait de produire son effet parce que la mémoire de Maximien Hercule était condamnée. On n'a pas remarqué que ce fut précisément à cette époque que la divinité tutélaire de l'empire invoquée par le panég-yriste changea également. Ce ne fut plus Hercule déchu de son rôle, mais Apollon, dieu assimilé au soleil dans le syncrétisme religieux du temps". /tegoż "Les discours des Panegyrici latini et l'évolution religieuse sous le règne de Constantin", "Comptes rendus des séances de l'Académie des Inscriptions et Belles-Lettres" 53ᵉ année, N. 2, 1909, s. 167-168/ "... władca i jemu współcześni chrześcijanie byli przekonani, że to Bóg obdarzył go zwycięstwem, czemu cesarz miał dawać wyraz niejednokrotnie. Z drugiej strony w jakieś mierze potwierdzeniem historyczności wizji może być srebrny medalion wybity w roku 315, na którym przedstawiono podobiznę Konstantyna, jego popiersie w stroju wojskowym, w hełmie ozdobionym chryzmą, czy seria monet bitych w Siscii w latach 317–31955, co zgadza się z przekazem Euzebiusza, wedle którego władca w konsekwencji doznanej wizji miał zwyczaj nosić chryzmę na hełmie (...) Charles Pietri (La conversion: propaganda et réalités de la loi et de l’évergétisme, [w:] Histoire du christianisme, vol. II (Naissance d’une chrétienté), Paris 1995, s. 196) był przekonany, że odniesienia do chrześcijaństwa widoczne od roku 315 na monetach bitych za panowania Konstantyna miały charakter osobisty i nie miały na celu pozyskania przychylności mieszkańców wschodniej części Imperium Romanum". /S. Bralewski "Konwersja Konstantyna...", s. 56 i przyp. 55/ Znacząca przesada, z perspektywy włoskiej ani religia chrześcijańska nie jedną z najpotężniejszych ani chrześcijanie jako nie byli najbardziej znaczącą grupą społeczną w Italii. Korzystnym było grać kartą chrześcijańską na Wschodzie, w Italii Konstantynowi nie było to potrzebne. A niby gdzie i jak wprowadził?
  11. Wojny burskie 1880-1902

    No właśnie, i ja miałem takie przekonanie, jakoś nie widziałem tych rowerów i gdy przeczytałem ten artykuł w "Kolarzu..." to myślałem, że to trochę takie na wyrost - każda liszka swój ogon chwali. Wydawało mi się, że koń jest bardziej uniwersalnym i użyteczniejszym środkiem przemieszczania się w afrykańskich warunkach. Po prostu, wyszedł tu schematyzm myślowy. Co do tego safari, to w sumie kto wie co wyczyniał na Czarnym Lądzie na przykład nasz poznaniak - Kazimierz Nowak, który głównie na rowerze podróżował po Afryce przez pięć lat? Choć to już lata trzydzieste... /por. tegoż "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży odbytej w latach 1931-1936", Poznań 2000/ Noo... pewien problem sprawiały ciernie, Burowie znaleźli na to "patent" (a właściwie wskazał go Koos Jooste), Anglicy jak się zdaje - nie. "Jooste also explained how the problem of punctures could be solved by the placing of a piece of untanned leather between the tube and tyre,(5) which information later gave the Boers a considerable advantage over the enemy cyclists who were frequently inconvenienced by punctures caused by thorns on the rough tracks of the South African veld". /D.R. Maree "Bicycles in the anglo-boer War..."/ Anglicy stworzyli imponujący rozmiarami Imperial Yeomanry Hospital w Deelfontein, który mógł pomieścić 1100 pacjentów! Co ciekawe, pacjenci leżeli w nim na oddziałach niejako odtwarzających strukturę hrabstw. W materiałach ikonograficznych widać, że na poszczególnych oddziałach nad sąsiadującymi łóżkami wisiały tabliczki z napisami typu: "Eastern Counties Newmarket Town Bed", "Eastern Counties Isle of Ely Bed", "Eastern Counties Babraham Bed" itp., najprawdopodobniej taki sposób rozmieszczenia związany był z darowiznami, tak by wynikało z podpisu jednej z fotografii jaką w tym szpitalu wykonał szef radiologii John Francis Hall-Edwards. Znajduje się na niej pacjent, którego łózko ufundowała księżniczkę Walii stąd nazywano je "Alxandra Bed", w podpisie zawarto informację: "In the Imperial Yeomanry Hospital the beds and edowment donations have been allotted to wards according to the localities from which they were given. Thus a bed given by the Princess of Waless, and named 'Alexandra', after her, is to be found in the Eastern Counties Ward /szerz. o utworzeniu tego i innych szpitali i o ich medycznej działalności por. "The Imperial Yeomanry Hospitals in South Africa, 1900-1902" (Report of the Imperial Yeomanry Hospitals Committee), Vol. I-III ed. by the Countess Howe, Arthur L. Humphreys London 1902; / W trakcie konfliktu na granicy indyjsko-afgańskiej (tzw. kampania Tirah, 1897-1898) zaczęto dostarczać na pola bitew aparat rentgenowski, zajmował się tym chirurg w randze kapitana - Walter Calverley Beevord (awansowany w trakcie tej kampanii na majora), którego zresztą później "spotkamy" i na tytułowym burskim teatrze wojennym (za udział w którym został uhonorowany m.in. Orderem św. Michała i św. Jerzego). Pozytywne doświadczenia związane z użyciem takiego aparatu w afgańskim konflikcie, które Beevord zrelacjonował w swym odczycie (w maju 1898 r.) przed członkami Royal United Service Institution, sprawiły ostatecznie, iż w armii brytyjskiej zaczęto wprowadzać polowe jednostki rentgenowskie jako stały element służb medycznych. Podczas burskich wojen aparaty rentgenowskie stały się standardowym wyposażeniem polowych szpitali. Rowery mogły się przydać w tego typu szpitalach polowych do ładowania akumulatorów tego typu aparatów, w Deelfontein szefem radiologii był wspomniany John Hall-Edwards (jego nazwisko znalazło się na hamburskim pomnik Ofiar Promieni X i Radu Wszystkich Narodów), który w kilku artykułach opisał swe doświadczenia z używania aparatu rentgenowskiego w warunkach konfliktu wojennego i wspominał też o rowerach. I znów odwołując się do przywołanego przez Bruno "archetypicznego myślenia", prymitywne warunki polowe w czasie konfliktów militarnych czy np. niedobory okresu okupacji wywołują przynajmniej u mnie; obrazy mężczyzn pedałujących na rowerach by napędzać jakąś machinę czy naładować akumulatory. I nie wydawało mi się by miało to być szczególnie wyczerpujące pedałowanie. Tymczasem: "Początkowo największym problemem ze sprzętem był brak pewnego źródła zasilania: w teorii doskonale sprawdzał się wyposażony w pedały rower, jednak w praktyce pomysł ten okazał się całkiem chybiony, ponieważ generowanie zasilania w ten sposób wymagało ogromnego wysiłku". /R.F. Mould "Radiologia wojskowa przed I wojną światową i na jej frontach, lata 1896-1918", "NOWOTWORY. Journal of Oncology", 2015, Vol. 65, nr 1, s. 27/ To o tyle ciekawe, że we wcześniejszym konflikcie, tzw. kampanii sudańskiej, używano aparatów rentgenowskich i do ładowania ich akumulatorów używano właśnie rowerów, mówił o tym major John C. Battersby, odpowiedzialny za użycie rentgena podczas tej kampanii. na spotkaniu Roentgen Society w styczniu 1899 r. i nic nie wspominał o tego typu kłopotach: "The method by which electricity was generated for charging the storage batteries which worked the induction coils nad illuminated the lonely desert for the first time with electric light, and also the red developing lamp, after the 'specially prepared candles' had been resolved by the excessive heaat into their oily constituents, was as follows: The pulley of a small dynamo was connected by means of a leather strap, with the back wheel of a specially-constructed tandem bicycle. The required velocity for the dynamo was thus obtained. Having carefully adjusted the circuit with the storage battery, and also with the voltometer and ammeter, the warrant officer took his position on the seat of the bicycle and commenced pedalling. When 15 volts and 4 amperes were registered, the switch close to the handle of the bicycle was openend and the charging of the battery commenced. It was also necessary to have an extra 1/8 horse power to overcome the resistance of the working parts and the opposing force contained in the full batteries, hence the necessity of tandem seat for an extra man". /notka: "The Roentgen Rays In Military Surgery", "The British Medical Journal", Vol. 1, nr 1985, 14 January 1899, s. 113/ Jakieś inne aparaty mieli na burskiej wojnie, może Speedy to nam objaśni? A co wiemy o ochotnikach po stronie burskiej? Pierwszym dowódcą europejskich wolontariuszy był francuski pułkownik George Henri hrabia de Villebois-Mareuil, na początek w armii burskiej otrzymał stopień majora by szybko awansować na generała dywizji, jeszcze w trakcie konfliktu wydał on pod pseudonimem O. D'Etchegoyen rodzaj dziennika pt. "Ten months in the field with the Boers by an Ex-Lieutenant of General de Villebois-Mareuil" (London 1901). Po jego śmierci w potyczce w pobliżu Boshof zastąpił go rosyjski ochotnik Jewgienij Maksimow (z zamiłowania prawdziwy "pies wojny") uzyskują tę samą rangę. Co nieco na początku tego tematu napisano o przewagach Burów z racji znajomości terenu i ogólnie tamtejszych warunków. Jak w tym kontekście można ocenić angielską formację założoną przez brytyjskiego oficera Michaela Frederica Rimingtona, znaną jako Rimington's Guides, Rimington's Tigers czy Night Cats (potem po objęciu dowództwa przez majora Frederica Damanta jako - Damant's Horse), która składała się z Brytyjczyków mieszkających w tamtejszym regionie, którzy musieli znać afrikaans i któryś z rdzennych języków. Ponieważ lubię przy różnych okazjach tropić wątki literackie, jak ciekawostkę mogę podać, że w czasie drugiej wojny burskiej odnajdziemy tam Artura Conan Doyle'a, który pracował jako lekarz wolontariusz w szpitalu polowym w Bloemfontein. W chwilach wolnych od tych szczytnych obowiązków pisywała relacje dla pisma "Friends". Doyle przejawiał skrajny nacjonalizm, taki jaki od czasów wojny rosyjsko-tureckiej (1877-1878) Brytyjczycy określają terminem "jingoism". Jak podaje Gary S. Messinger: "Sir Arthur Conan Doyle, who had written jingoistic works during the Boer War..." (tegoż: "British Propaganda and the State in the First World War", Manchester and New York 1992, s. 41). Potem Doyle zebrał swe doświadczenia i przemyślenia w książce, którą wydano gdzieś jesienią 1900 r. pt. "The Great Boer War" (Smith, Elder & Co., London 1900). Już w styczniu 1902 r. Doyle wydał ponownie tę książkę, przejrzaną i uzupełnioną, pod nowym tytułem "The War in South Africa: Its causes & conduct" (Smith, Elder & Co. / George Newnes Ltd., London / Southampton 1902), gdyż postanowił dać mocniejszy odpór oskarżeniem (zwłaszcza ze strony brytyjskich i "bostońskich" sfer liberalnych) o stosowanie metody spalonej ziemi. Jak to ujął we Wstępie, w obliczu uporczywych oszczerstw wobec brytyjskich polityków i żołnierzy obowiązkiem jego narodu jest przedstawić światu fakty: "In view of the persistent slanders to which our politicians and our soldiers have been equally exposed, it becomes a duty which we owe to our national honour to lay the facts before the world. I wish someone more competent, and with some official authority, had undertaken the task, which I have tried to do as best I might from an independent standpoint". /tegoż "Preface", w: "The War in South Africa...", b.p./ Doyle nie miał żadnych wątpliwości co do racji brytyjskich i napisał: "Until the dawn breaks we can but go upon our way, looking neither to the right nor to the left...", ciekawie brzmią jego postulaty rozwiązania "kwestii" burskiej, napisał zatem by rozważyć stworzenie rezerwatów dla Burów gdzie mogli żyć po swojemu nie kontaktując się z Brytyjczykami, co prawda osiedlenie się w nich miało być dobrowolne: "It has occured to me-a suggestion which I put forward with all diffidence-that it would be a wise and practicable step to form a Boer Reservation in the northern districs of the Transvaal (Watersberg and Zoutpansberg). Let them live there as Basutos live in Basutoland (...)Let them live their own lives in their own way, with some simple form of home rule of their own. The irreconcilable men who could never rub shoulders with the British, could find a home there, and the British colonies would be all the stronger for the placing in quarantine of those who might infect their neighbours with ther own bitterness". /tegoż "The War in South Africa...", Goerge N. Morang & Comp., Toronto 1902, s. 136/
  12. No to proszę zacytować fragment z tego autora w którym powiada on, że nasz młodzian został księciem burgundzkim w 1354 roku. To nie będzie przecież problem? Maturzysta powinien też umieć czytać ze zrozumieniem, a ja nie kwestionuję istnienia takiego prawa tylko wzywam euklidesa by podał jacy to autorzy stwierdzają by w myśl takiego prawa był wymagany wiek 21 lat dla objęcia stolca w księstwie burgundzkim. A euklides jakoś tego nie potrafi uczynić. To znaczy, mamy przyjąć, że sobie to wymyślił? W 1354 r. nie przebywał w niewoli, faktycznie: ręce opadają... to może poda nam euklides datę powrotu władcy z niewoli? To może nam objaśnić euklides co nieprawnego było w tej hipotetycznej decyzji by trzeba było ją powtórzyć w 1363 roku?
  13. Voltaire

    Perrault stwierdził; i jest to we francuskim wydaniu i w polskim przekładzie; że istnieją takie a nie inne opracowania dotyczące Sekretu ale nie ma opracowania próbującego całościowo objąć to zagadnienie. Co tu euklidesowi nie pasuje? Ja zmartwię euklidesa, ale ma nikłą wiedzę co do tego gdzie przebywała du Châtelet gdy Wolter wykonywał bądź próbował wykonywać swe agenturalne misje. Otóż, przeważnie nie była u jego boku, jeśli brać pod uwagę zwyczajowe rozumienie tego wyrażenia. Chyba, że dla euklidesa "przebywać u boku" oznacza być w odległości od siebie o jakieś 380 czy 800 km. Może i musiał a może nie musiał, tylko nie ma żadnego dowodu by robiła to markiza, zatem to czczy wymysł. Jednak ja zadałem inne pytanie: dlaczego przez jej ręce miała przechodzić ta korespondencja? Nieprawda, tom pierwszy nie powstał na podstawie tego dossier, nic takiego Perrault nie stwierdził. Jeśli już - to drugi i trzeci. Kolejny raz próbuje euklides włożyć w usta jakiegoś autora czegoś co on sam nie stwierdził. No to może podajmy jak Jean Orieux podsumował drugie spotkanie Woltera z Fryderykiem, to sześciodniowe w Remusbergu: "Wolter wraca z kwitkiem. Oprócz talarów wyduszonych z takim trudem, oprócz wierszy nie przywiózł żadnych informacji. Gdyby przeczytał list do Jordana, wiedziałby, że jest po prostu błaznem, wprawdzie luksusowym, lecz zbyt kosztownym. A najbardziej denerwujące było to, że Fryderyk wiedział o wszystkim, co knuł kardynał de Fleury ze swym wysłannikiem". /tegoż "Wolter czyli królewskość Ducha", Warszawa 1986, s. 270/ A jak skomentował kolejne spotkanie (to z 1743 r.) gdy Wolter przybył na dwór pruski w "legendzie" odrzuconego wygnańca: "Z wydajną pomocą swoich przyjaciół d'Argensona i Richelieugo udało mu się przezwyciężyć odrazę dworu do swojej osoby i otrzymać misję dyplomatyczną - tajną! (...) Jesteśmy w posiadaniu jej scenariusza, jest zgoła zabawny brakuje nam całego dialogu, czyli tego, co najlepsze; pozostaje morał, a jest on żałosny". /tamże, s. 285/ Przybliży nam euklides jak Perrault, który dysponował; według euklidesa; materiałami niedostępnymi wcześniej innym autorom opisał wywiadowcze efekty tych dwóch spotkań? Czy nie jest tak, że jedynym efektem tych zabiegów dyplomatyczno-egenturalnych był tzw. "kwestionariusz Woltera"? Innymi słowy, agent otrzymuje od swej "ofiary" odpowiedzi typu: "Przyjmie się ich tam biribiri / po barbarzyńsku / moi mili" (kwestia Austrii i Śląska), "misją tego Bassecoura jest tuczenie kapłonów i indyków" (chodzi o działalność polityczną burmistrza Amsterdamu) itp. Perrault twierdził, że niesprawiedliwym jest sprowadzanie roli Woltera tylko do tegoż kwestionariusza, że trzeba zajrzeć do jego listów (raportów) z tego okresu. Problem w tym, że nie potrafił nic treściwego z tych listów przywołać, jedyne co podaje to zapewnienia Woltera jakie "sukcesu" udało mu się osiągnąć. Jak na dowody co do superagenta - to trochę zbyt mało a jak dla mnie, Wolter w tej misji nie zasłużył na te swe 8 tysięcy franków pensji (rocznej). "Uparty Arouet nie daje się jednak zbić z pantałyku. Chce od Fryderyka odręcznego poważnego pisma, które mógłby osobiście wręczyć Ludwikowi XV (...) Nalega, zbyt usilnie. Fryderyk odpowiada w końcu stanowczym tonem, że nic z tego 'Jedynym poleceniem, jakie mogę przez pana przekazać Francji, jest, żeby się prowadziła rozsądniej'. Jedyne polecenie, toż to impertynencja! Co nie przeszkadza Wolterowi napisać do Wersalu, że jego misja posuwa się naprzód powoli, lecz pewnie. Ojciec 'Kandyda' bywa niekiedy optymistą". /tamże s. 289; podkreślenie - moje/ Jean Sareil uważa, że Wolter osiągnął pewien sukces, nie tyle wywiadowczy co z obszaru propagandy, czyli polepszenia wizerunku Francji i zmienienia stosunku pruskiego władcy do tego tego kraju. "Voltaire n'était qu'un diplomate officieux. Il n'avait aucun créditif, et cela seul constituait un obstacle à toute négociation. Voltaire mentionne cette réaction de Frédéric à Amelot, mais ce n'est pas dans l'espoir de se faire attribuer des pouvoirs plus étendus, au contraire sa position ambiguë lui paraît la meilleure possible, celle où il peut jouer son rôle, qui est de faire de la propagande pour la France". /tegoż "La mission diplomatique de Voltaire en 1743", "Dix-huitième Siècle", n°4, 1972, s. 294/ Gdy jednak rozpatrujemy jego rolę dyplomaty-agenta, to już o sukcesach mowy być raczej nie może, dwuosobową partię wygrał Fryderyk: "Qu'est-ce que cette mission accomplie pouvait ajouter à la gloire de l'écrivain? Et qu'est-ce qu'il en coûtait à Frédéric de reconnaître que le rapprochement avec la France avait été amorcé par Voltaire? Donc, si l'on admet une bonne foi réciproque, la contradiction doit résulter de la façon dont chacun envisage la négociation. Les apparences sont en faveur de Frédéric. Il est bien certain que la visite de Voltaire n'a été suivie de la signature d'aucun traité". /tamże s. 293/ Perrault powołał się na list z 18 czerwca, adresowany do Richelieu, tyle, że Perraulta chyba nieco poniosło, napisał: "Tajemnica w każdy razie wydawała się odkryta. Miała się do tego przyczynić również nieostrożność Emilii du Châtelet mówiła i pisała na prawo i lewo, a zwłaszcza do pani de Tencin, osoby niebezpiecznej, sisotry kardynała de Tencin (...) Pani de Tencin już 18 czerwca: 'Rozgłoszono, że Wolter...'". /"Sekret Królewski. Polskie szaleństwo", s. 138/ Jedna wzmianka w cudzym liście jest dowodem na rozgłaszanie tajemnicy: "na lewi i prawo"? Trochę to na wyrost opinia, tak czy inaczej skoro: była nieostrożna według Perraulta, nie można, przynajmniej na podstawie jego opracowania, stwierdzić by był to kontrolowany przeciek, jak to napisał wcześniej euklides: "W 1743 roku była źródłem przecieku, pewnie kontrolowanego".
  14. Proponowałby jednak sprawdzić u Ernest M. Champeaux owego autora opracowania "Les Ordonnances des ducs de Bourgogne sur l'organisation de la justice dans le duché, avec une introduction sur les origines du parlement de Bourgogne" Że we Francji przedrewolucyjnej istniało prawo zwyczajowe to wydaje mi się że to powinien wiedzieć maturzysta. Co do owego prawa zwyczajowego to na ogół było ono przestrzegane ale nie ciążyło na ziemi tylko na ludziach. Jeżeli ktoś był Burgundczykiem a jego sprawa toczyła się poza Burgundią to podlegał prawu burgundzkiemu i vice versa. Zatem jeżeli Walezjusze osadzili swego krewnego na tronie książęcym Burgundii to zrobili to według praw które oni uznawali. Ręce opadają. Rzecz w tym że król przebywał wówczas w niewoli w Londynie. Takiej sytuacji że prawie nieograniczony władca znajdzie się w niewoli nikt nie przewidział i nie dało się nad tym przejść do porządku dziennego, pominąć milczeniem itp. Co prawda władzę przejął natychmiast delfin, który sobie dobrze radził, obecnie uznaje się go chyba za jednego z lepszych królów Francji, inteligencji mu nie brakowało. Problem jednak tkwił w tym że król z Londynu nakazywał zbieranie różnych podatków i z owego Londynu wiecznie przychodziły jakieś wezwania do zapłaty. W takich warunkach nie można było udawać że nic się nie stało bo delfin sobie daje radę. Wtedy delfinowi najlepiej było postępować zgodnie z prawami i stąd jego brat po raz drugi został mianowany księciem Burgundii, tym razem zgodnie z prawem zwyczajowym, któremu dopomogła stosowna legenda że Filip Śmiały pielęgnował ojca, go nie opuścił itd. Zresztą długo ten okres przemożnego wpływu praw nie trwał. Bo po śmierci ojca, Jana II, delfin Karol stał się królem i to on jako pierwszy zaczął podpisywać swe rozkazy formułą "bo to mi sprawia dobrą przyjemność" (bon plaisir) jako całe prawne uzasadnienie. Co tak nawiasem mówiąc było dość wygodne bo zastępowało dzisiejsze elaboraty małym druczkiem będące na końcu każdego urzędowego druku. Tak na marginesie to wydaje mi się że dzisiaj warto byłoby wziąć pod lupę ten okres dziejów Francji bo wygląda na to że w sierpniu i Polska będzie w podobnej sytuacji. Przydałby się jakiś historyk który by dobrze ten okres poznał co by być może pozwoliło nam uniknąć jakiś błędów. (są chyba jakieś granty, czy coś podobnego?)
  15. Voltaire

    Coś mi tu nie pasuje bo w w.w przedmowie, przynajmniej we francuskim wydaniu pisze mniej więcej tak: Praca Antoine i Ozanam, nie ujmując książce diuka de Broglie jej zasługi fundatorskiej i przyjemności jaką daje lektura, ma również ograniczenia [...] dalej pisze że: "Historia Sekretu pozostaje zatem nadal do napisania [...] Te sformułowania dalekie są od stwierdzenia że "Jeśli chodzi o resztę, to skoro dokumentacja była już tak dobrze zinwentaryzowana i zlokalizowana , pozostawało wykorzystać ją z całą ścisłością...". Natomiast w pierwszej przedmowie, która jest przynajmniej we we francuskim wydaniu, pisze: Niełatwo jest napisać historię [tu Sekretu] wkomponowaną do tego stopnia w wielką Historię: bo jak opowiedzieć podziemną działalność hrabiego de Broglie i jego agentów nie odwołując się do oficjalnej polityki francuskiej, którą mieli za zadanie najczęściej neutralizować albo nawet nawet zwalczać? W zamian burzliwa kronika Sekretu jest łatwiejsza do odtworzenia niż jakiejkolwiek innej służby z przeszłości lub dzisiejszej, bo wszystko tam było pisane (rozkazy Ludwika XV, dyrektywy de Broglie, raporty agentów) a archiwa, poza nielicznymi wyjątkami dotrwały nietknięte. W 3-cim tomie akurat o Wolterze autor nic nie pisał ale pisze tam o losach dossier Sekretu na podstawie którego powstały te 3 tomy. A to dossier obejmowało dokumenty z czasu gdy było już po jego oficjalnej likwidacji. To dossier nie ogranicza się do książki Antoine i Oznanamy. Perrault wyraźnie nie napisał że cała korespondencja przechodziła przez jej ręce. Książka zresztą jest pisana dość pytyjskim językiem ale to że pani de Chatelet była przeważnie u boku Woltera kiedy ten wykonywał szpiegowskie misje wiele mówi. Zresztą co do Woltera to trzeba pamiętać że był on jednym z ostatnich agentów działających solo. Nie zaliczał się ani do Sekretu ani do żadnej służby dyplomatycznej, zatem nie miał zaplecza które by mu na przykład przekazywało informacje tam gdzie trzeba, szyfrowało je i porządkowało. Po prostu udało mu się raz wniknąć do miejsca gdzie była kopalnia informacji i oczywiście je zbierał ale przecież te informacje otrzymywał w przypadkowej kolejności i ktoś musiał zatem je jakoś uporządkować, choćby wstępnie przeanalizować i takie zaimprowizowane zaplecze stworzyła mu pewnie pani de Chatelet. Z tym przekazywaniem to może i przesada ale żeby na przykład dokładnie, jak się później okazało, poznać stan armii holenderskiej to potrzebne były chyba wyliczenia zebrane z wielu raportów. Wątpię żeby sam je robił bo nie miał na to czasu a i raportów przecież nie mógł długo przechowywać u siebie za granicą, przecież jakiejś konspiracji też musiał przestrzegać. No dobrze Wolter wiedział i Fryderyk wiedział. Ale gdyby Wolter udawał dalej że jest jakoby francuskim banitą to jak mógłby wystąpić jako rzecznik francuskiego rządu? Poza tym tu wkraczamy już w pewne niuanse. Fryderyk bardzo dbał o swoje służby wywiadowcze, mawiał że "księcia de Soubise poprzedza 100 kucharzy, mnie zaś zawsze 100 szpiegów". To Wolter mógł wyjść na przeciw tej ambicji Fryderyka "Wiadomo przed Waszą wysokością nic się nie ukryje itd.". Perrault twierdzi iż prawie każdy szpieg wie że tam gdzie pieniądze nie robią nic to pochlebstwo przeważnie robi swoje. Takie ujawnienie mogło pozwolić Wolterowi na jakieś pochlebstwa w stosunku do Fryderyka.
  16. Chyrów (i okolice) niewątpliwie byłby sensownym nabytkiem. Pytanie, czy kwota 150 mln dolarów, czy później proponowana wymiana na Hrubieszów (z okolicami) czyniła tą transakcję w jakikolwiek sposób opłacalną. Nawet, jeżeli żadnego węgla tam nie wydobywamy. No i rzesze miłośników Bieszczad pozbawione zostałyby fascynującej atrakcji, którą przez lata był przejazd pociągiem tranzytowym, pilnie strzeżonym przez radzieckich pograniczników. P. Eberhardt we wzmiankowanym wyżej artykule zwraca uwagę na ciekawy aspekt sprawy - czyli "nacjonalizm ukraiński" władz USRR. Inna sprawa, że ja specjalnie nie widzę powodu, dla którego w ich ocenie bardziej ukraińska miałaby być była gubernia chełmska, niż Bieszczady.
  17. Też byłbym skłonny zgodzić się z konstatacją, że "straszliwie" to nie pożądali. Ale jednak chyba trochę pożądali... warto zwrócić uwagę na niezrealizowany koncept związany ze zmianą granicy wschodniej z 1952 roku. "Przystąpiono więc w 1952 r. do studiów nad kolejnym jeszcze większym projektem korektury granicznej. Tym razem propozycja zmierzała do wymiany między Polską a ZSRR terytorium o wielkości 1250–1300 km kw. Nie ukrywano, że przyczyną jest odkrycie jeszcze bardziej zasobnych złóż węgla kamiennego w rejonie nadbużańskim. Strona sowiecka przygotowała już konkretne propozycje graniczne (zob. ryc. 4 i 5). Na pierwszej mapie przedstawiono obszar, który utraci Polska na rzecz ZSRR, a na drugiej – tereny, które zyska Polska kosztem ZSRR. O daleko posuniętej sprawie świadczy fakt, że dokumentacja wraz z mapami trafiła już do najwyższych władz państwa polskiego. Według pierwszej mapy nowa granica miała być przesunięta daleko na zachód po rzekę Huczwę, w pobliżu miejscowości: Łaszczów, Tyszowce, Hrubieszów. Nowa granica przebiegałaby od Hrebennego na południu do Korytnicy nad Bugiem...". /P. Eberhardt "Formowanie się polskiej granicy...", s. 110/ Jeśli chodzi o węzeł kolejowy w Chyrowie (jak i Rawę Ruską, gdzie zbiegały się trzy polskie linie kolejowe i jedna ukraińska), to trzeba pamiętać, iż był to "punkt", który został wysunięty (podczas rozmów w sierpniu 1945 r.) po odrzuceniu wcześniejszej polskiej propozycji w której głównym celem było objęcie przez nasz kraj Zagłębia Borysławsko-Drohobyckiego (z Truskawcem i Stebnikiem).
  18. Wojny burskie 1880-1902

    Cóż, moje archetypiczne myślenie idzie raczej w kierunku burskiego komanda błąkającego się konno, czy pieszo po tejże sawannie. Khakis - takoż pozostający raczej w tej formule przemieszczania się. Do czasu oświecenia mnie przez Secesjonistę, uważałbym (bym - bo raczej tego zagadnienia nie rozważałem), że rowery w tej wojnie są równie prawdopodobne, jak ówczesna wyprawa na rowerowe safari połączone z odstrzeliwaniem lwów. Teoretycznie pewnie możliwe, ale skrajnie mało prawdopodobne.
  19. Szczerze mówiąc, mnie wersja o radzieckim straszliwym pożądaniu węgla i dobrej gleby, aż tak bardzo nie przekonuje. Pożądanie dotyczyło prawdopodobnie raczej linii kolejowej Lwów-Kamionka Strumiłowa - Sokal - Włodzimierz Wołyński-Kowel (sam Sokal był w ZSRR, ale stacja - do 1951 - w Polsce). Typowa linia rokadowa. W razie czego - jak znalazł. A węgiel to tak, przy okazji. Swoją drogą, pretekst podobno dali Polacy - już w kwietniu 1946 r. chcieliśmy wymieniać się z powodu kolei (Chyrów) i budowy zapory w Solinie (memoriał polskiej strony podczas prac Mieszanej Komisji Delimitacyjnej). Informacja za: A. L. Sowa, Historia polityczna Polski 1944-1991, Kraków 2011, s. 171-172.
  20. Wojny burskie 1880-1902

    Hm, nie poczytuj tego proszę tylko za napastliwość - po prostu zwyczajnie pytam o coś czego nie wiem czy nie rozumiem. Co takiego jest w tamtejszych warunkach terenowych? Może znasz je lepiej z własnego doświadczenia bo np. tam mieszkasz czy często bywasz czy coś w tym rodzaju - to napisz proszę o co chodzi. Bo tak teoretycznie to co tam jest nie halo? Afryka Płd. jest generalnie suchą, równinną sawanną. Obszary zamieszkałe od stuleci przez europejskich osadników z pewnością miały jakąś sieć drogową. Co tam było takiego szczególnie niedogodnego dla cyklistów?.
  21. Wojny burskie 1880-1902

    Cóż, dla mnie - nowość. Jakoś nie wyobrażałem sobie cyklistów w tamtejszych warunkach terenowych.
  22. Nic z tego nie zrozumiałem. Wedle dość powszechnych informacji na terenie oddanym były złoża węgla, to może przybliży nam Komar jakie to kopalnie i gdzie zlokalizowane oglądał na tych zdjęciach. "Tereny leżące po lewej stronie Bugu, na zachód od Sokala, między Sołokiją a Bugiem, obfitowały w zasoby węgla kamiennego, jak również cechowały się doskonałymi glebami. Polska za oddanie tych terenów dostała rejon o tej samej powierzchni, obejmujący okolice Ustrzyk Dolnych (z miastem włącznie), z wyeksploatowanymi obszarami złóż ropy naftowej i słabej jakości glebami obszaru podgórskiego (...) Na podstawie międzynarodowej umowy Polska oddawała węglonośne tereny z miejscowościami Bełz, Uhnów, Krystynopol, Waręż, Chorobrów, Zabuże, Uhnów, lewobrzeżną cześć Sokala-Żwirkę wraz z linią kolejową Rawa Ruska-Krystynopol. Ustalony w ten sposób ostateczny kształt państwa polskiego wynosi 312 520 km2 , który porównując do roku 1939, został pomniejszony o 77,2 km28. Po dokonaniu zmian Rosjanie przystąpił do budowy kilku kopalń o zdolnościach produkcyjnych 15 mln ton rocznie. Na miejscu Krystynopola powstało miasto o nazwie Czerwograd. Polska na uzyskanych w wyniku tej zamiany terenach zbudowała zaporę wodną na Sanie w miejscowości Solina". /K. Żabierek "O tym jak Polak z Rosjaninem handlował. Zmiana granicy polsko-radzieckiej 1951"; tekst dostępny na stronie: historia.org.pl/ "Polscy geolodzy już w okresie międzywojennym odkryli bogate złoża węgla kamiennego po obu stronach Bugu. Bezpośrednio po wojnie strona sowiecka rozpoczęła ich eksploatację na terenach przylegających do granicy polskiej w pobliżu Sokala. Złoża po polskiej stronie Bugu były bardziej obiecujące i znajdowały się między Sołokiją a Bugiem, które to tereny w 1945 r. zostały przyznane Polsce. Przypuszczalnie pomysłodawcą projektu przyłączenia tego obszaru do ZSRR były władze Ukraińskiej SRS, które w tej sprawie zwróciły się z umotywowanym wnioskiem do władz centralnych w Moskwie, a te propozycję zaakceptowały. Inkorporacja tego obszaru ze względów politycznych była niewskazana, więc rząd Związku Sowieckiego postanowił dokonać zrównoważonej terytorialnie wymiany odcinków przygranicznych. W związku z tym w drugiej połowie 1950 r. władze moskiewskie poinformowały władze w Warszawie o projekcie wymiany pograniczy i zaprosiły przedstawicieli rządu polskiego do Moskwy w celu uzgodnienia kwestii technicznych (...) Początkowo polscy delegaci zadeklarowali, że są zainteresowani innym obszarem niż ten, który był im oferowany. Woleli uzyskać zamiast rejonu bieszczadzkiego, wielokrotnie już wspominany, obszar obejmujący Niżankowice, Dobromil oraz Chyrów wraz z całą linią kolejową łączącą te miasta. Nawet byli gotowi powiększyć obszary wyznaczone do wymiany. Za spełnienie tego warunku strona sowiecka zażądała dodatkowo 150 mln dolarów, co wówczas było kwotą bardzo wysoką. Ten warunek nie mógł zostać zrealizowany i delegacja polska zaakceptowała w pełni żądania sowieckie. Strona polska miała przekazać obszar między Sołokiją i Bugiem o najlepszych glebach Formowanie się polskiej granicy wschodniej po II wojnie światowej pszenno-buraczanych w Polsce, ze złożami węgla kamiennego, zaś uzyskać biedny, górski rejon bieszczadzki z wyeksploatowanymi zasobami ropy naftowej". /P. Eberhardt "Formowanie się polskiej granicy wschodniej po II wojnie światowej", "Dzieje Najnowsze", R. L, 2018, z. 2, s. 106-107/
  23. Przy całej dyskusji na początku - gdzie spierano się o to czy używano we wczesnym średniowieczu zdrobnień w rodach królewskich czy książęcych (głównych liniach), to pewnym nieporozumieniem jest traktowanie jako zdrobnień form skróconych. Wiele z dawnych form skróconych dziś jest zdrobnieniami ale dawniej takimi nie zawsze były. Nie należy przenosić współczesnych doświadczeń językowych na wieki dawniejsze (por. poniżej fragment o "odczuciach motywacyjnych"). Jako ciekawostkę, nasz mityczny praprzodek i władca to - Lech, niektórzy językoznawcy uważają, iż jest to... zdrobnienie. "Niektórzy historycy języka domniemują, że Lech to zdrobnienie-skrócenie od niepoświadczonego słowiańskiego imienia złożonego typu Lścisław, Lścimir, Lestsław z pierwszym członem czasownikowym 'lścić' 'działać podstępnie', inni - widzą w nim zdrobnienie-skrócenie od... Leszka! Ten ostatni - zanim stał się formą wyłączną - w średniowiecznych źródłach polskich występował również pod wariantywnymi postaciami Lestek, Lestko, Leszko. I w wypadku Leszka jego etymologia źródła - niezupełnie pewnego - historycy języka upatrują w czasowniku 'lścić' działać podstępnie' - pierwszym członie przywołanych imion Lścisław, Lścimir, Lestsław, za to słynny kronikarz Jan Długosz widział w nim... zdrobnienie od Lecha. Taki kierunek derywacji - odwrotny od jednej z przedstawionych wyżej koncepcji pochodzenia Lecha - przylega zresztą do odczuć motywacyjnych współczesnych Polaków - dopowiedzmy". /J. Miodek "O Lesławie Tatarowskim - onomastycznie", "Acta Universitatis Wratislaviensis", Prace Literackie LV, Wrocław 2015 s.15-16/ Przy okazji omawianego imienia: "Bolko", które miało być "zdrobnieniem", można przypomnieć, że funkcjonowało ono podobnie jak Borisъ, który był najprawdopodobniej skróconą formą od: Borislavъ (druga koncepcja to pochodzenie z mongolskiego od: "bogori" = "mały"; por.: M. Łesiów "Wschodniosłowiańskie nazewnictwo osobowe po 988 roku i jego wpływ na antroponimikę krajów sąsiednich", "Roczniki Humanistyczne", T. XXXVI, z. 7, 1988). A czy również zdrobnieniem? Faktem jest, że funkcjonowało to imię pośród członków rodów książęcych na Rusi Kijowskiej we wczesnym średniowieczu. /za: J. Sosnowski "O imionach dwuczłonowych w historii języka polskiego i rosyjskiego", w: "Amor verborum nos unit. Studia poświęcone pamięci Profesora Sławomira Gali" red. P. Stelmaszczyk, I. Jaros, Łódź 2015, s. 140/
  24. Voltaire

    Nie mogę - w pierwszym tomie tego po prostu nie ma. Nie ma też nic o pliku: "dokumentów ponumerowanych od 1 do iluś", a na czym polegało przerabianie? Co do swych głównych źródeł stricte dotyczących Sekretu, Gilles Perrault podaje: wcześniejszy zbiór korespondencji tajnej króla opracowany przez Edgara Boutarica z 1866 r., diuka de Broglie "Le Secret du Roi..." z 1878 r. oraz Michela Antoine'a i Didiera Ozanamy - opracowanie korespondencji de Broglie z Ludwikiem XV (z 1956-1961). Ze Wstępu wiemy też, że korzystał z archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Podsumowuje to tak: "Jeśli chodzi o resztę, to skoro dokumentacja była już tak dobrze zinwentaryzowana i zlokalizowana , pozostawało wykorzystać ją z całą ścisłością...". /G. Perrault "Wstęp", w tegoż: "Sekret królewski. Polskie szaleństwo", Warszawa 1997, s. 8/ A w trzecim tomie Perrault coś napisał o Wolterze - agencie? Dla mnie nie można, i nie ma u Perraulta jakiegokolwiek cienia sugestii by analizowała te listy i decydowała komu je przekazać. Może nam przypomnieć euklides, dlaczego; według Perraulta; korespondencja przechodziła przez jej ręce? To znaczy, potrafi euklides przywoływać te raporty gdy mu jest to na rękę ale tutaj już nie potrafi? A może nie potrafi - bo w tych raportach nic istotnego nie było. A teraz o tym jak to: Tylko po co to przepoczwarzenie, skoro Fryderyk wiedział o agenturalnej działalności Woltera, Wolter wiedział że król pruski wie, a wreszcie Fryderyk wiedział że Wolter wie, iż Fryderyk wie?
  25. Wojny burskie 1880-1902

    Pośród różnych przewag jakie Burowie mieli mieć nad Anglikami wskazywano na ich konie, może mniej imponujące z wyglądu za to bardziej wytrzymałe i mniej wymagające. Nie byłoby nic dziwnego w tym, że w wyniku hodowli otrzymali konie bardziej przystosowane do tamtejszych warunków klimatycznych. Czy Burowie mieli jednak i "lepsze" rowery? Przeglądając stare wydania pisma "Kolarz, Wioślarz i Łyżwiarz" natknąłem się na anonimowy artykuł pt. "Cykliści w wojnie transwaalskiej", gdzie podano: "Ciekawe szczegóły o cyklistach w wojnie z Transwaalem podaje czasopismo angielskie 'Wheeling' (...) W samym początku wojny transwaalskiej, prasa angielska wskazywała na brak w armii dobrze zorganizowanych oddziałów kolarskich. Nieulega wątpliwości, że wszystkie nieszczęścia, jakie spotkały anglików na drodze od Nicholson-Nek do Tugeli, były jedynie przyczyną zupełnego braku wiadomości o pozycjach nieprzyjacielskich, dzięki czemu anglicy wpadali w zasadzki. A właśnie kolarze nadają się najbardziej do dostarczania podobnych wiadomości, bardziej nawet niż jeźdźcy konni (...) Boerowie ocenili już korzyści, jakie w czasie wojny daje rower, i zorganizowali oddziały kolarskie, to też zawsze dokładne ich wiadomości o pozycji nieprzyjaciela wprowadzają wszystkich w podziw. Prasa angielska udziela rządowi surową naganę za pominięcie w swej armii utworzenia i umiejętnego wyćwiczenia oddziałów kolarskich, wyrażając przekonanie, iż zaniechanie tego jest przyczyną tak wielkiej ilości zabitego żołnierza, wzywa też rząd, do skwapliwego usprawnienia popełnionego błędu". /"Kolarz...", R. 2, 9 lutego 1900, s. 8/ Początkowo uznałem to za mało wiarygodny artykuł gdzie po prostu nadmiernie chwali się walory własnej pasji, i jakoś nie widziałem przewag cyklistów nad jeźdźcami, zwłaszcza gdy chodzi o poruszanie się po afrykańskich bezdrożach. I byłem w błędzie. Obie strony korzystały z rowerzystów, autor nieco zbyt pochopnie gani Anglików za zaniedbania w zakresie wykorzystania rowerów. Wykorzystywali ich całkiem sporo: "The British were the first to use the modern bicycle in an actual conflict. During the Boer War, from 1899 to 1902, the British employed several thousand bicycles. Although bicycles were issued to infantry units, the British Army did not from organized bicycle units per se". /R.S. Kohn "Bicycle Troops", Booklife 2011, s. 192/ Faktem jest, że Anglicy nie zdecydowali się na stworzenie specjalnych oddziałów cyklistów, głównym propagatorem tworzenie szkolenia cyklistów był pułkownik artylerii William George Knox, odznaczony potem za burską kampanię South Africa Medal Queen i uhonorowany członkostwem w Zakonie Rycerzy Łaźni. John Frederic Maurice, autor czterotomowej oficjalnej historii ("compiled by the direction of His Majesty's Government") wojen burskich "History of the War in South Africa, 1899-1902", miał oszacować, że w szeregach angielskich cykliści stanowili ok. 3% aktywnych sił. Gdy Anglicy dysponowali rowerzystami w ramach różnych większych Burowie stworzyli specjalny rowerowy oddział - Wielrijders Rapportgangers Corps. Z inicjatywą wyszli: adwokat Daniël Johannes Stephanus "Danie" Theron, za którego głowę lord Roberts wyznaczył nagrodę w wysokości 1000 funtów i amator wyścigów rowerowych Jacobus Petrus "Koos" Jooste. Danie Theron miał zorganizować siły wywiadowczo-zwiadowcze i dla oszczędzenia koni do innych celów postawił na rowery. Ponoć ostatecznie Paul Kruger przekonał się do pomysłu po wyścigu w którym wziął Koos Jooste pokonując na rowerze jeźdźca. "When finally established, the Wielrijders Rapportgangers Corps consisted of one hundred and eight men and was divided into seven sections, each under a lieutenant responsible to Captain Theron. The following were sent out to different districts on the 19th September 1899: 8 men under Jan Niehaus to Waterberg, 17 men under S. de Kock to Soutpansberg, 18 men under C. Maartens to Lichtenburg, 16 men under G.F. Mynhardt to Wakkerstroom, 16 men under H.H. van Gass to Vryheid, 14 men under Klaas Jooste to Zeerust, and 18 men (leader's name omitted) to Bloemfontein. Each man was supplied with a bicycle, short trousers, a revolver and, where deemed necessary, a light carbine (...) On the British side an enterprising officer, Colonel George Knox who, during the war commanded the cycling section of the artillery at Ladysmith, had before the war endeavoured to make cycling a part of the training at Aldershot. Consequently several cycling corps were ready for action when the war broke out. They were the City of London Imperial Volunteers (CIV) as well as two battalions of the Royal Dublin Fusiliers that were sent to South Africa. Several local regiments made use of cyclists, such as the Rand Rifles, raised at the end of 1900, who had a form for the requisition of a horse, a cart, or a bicycle. The Cape Cycle Corps, formed in January 1901, was 500 strong. A Town Guard pay list for parades of the period April/May 1901(26 Company Cyclists) indicates that Cape Town also had cyclists, as did Kimberley with its Cycle Corps, 'A' Company, consisting of 102 men, who did sterling work during the Siege of Kimberley.(l6) The Durban Light Infantry consisted of 476 men of whom 31 were cyclists. From Rhodesia the cyclist 'E' Troop of the Southern Rhodesian Volunteers came with Colonel H.C.O. Plumer's relief column to Mafeking,(18) and throughout the war there were always cyclists with the British troops". /D.R. Maree "Bicycles in the anglo-boer War of 1899-1902", "Military History Journal", Vol. 4, No 1, June 1977; tekst dostępny na stronie: The South African Military History Society/ Herbert Wrigley Wilson, dziennikarz związany z "Daily Mail", popełnił dzieło o wojnie burskiej (popełnił bo mocno to propagandowy wizerunek), znajduje się tam ilustracja ukazują epizod z wojen burskich; ponoć jedyny taki przypadek; jak to cykliści doścignęli oddział Burów i wzięli ich do niewoli: "On the way to Eerste Fabrieken, a daring New Zeland cyclist, Lieutenant Joss, was sent in advence to carry despatches, and was given an ascort of 10 wheelmen. The fell in with 10 Boers on the way, chased them on cycles over the veldt and captured nine of them, this being the only feat of the kind achieved by cyclists in the war". /tegoż "After Pretoria. The Guerilla War", Carmelite House, [London] 1902, s. 447/ Pomijając wiarygodność tego epizodu, ważne są informacje związane z jej głównym bohaterem. Alexaner Wynyard-Joss stanął potem na czele całkiem sporego kontyngentu rowerzystów: "In 1901 he joined Queensland’s 5th Imperial Bushmen Contingent and was appointed officer in charge of the 500-strong cycle section, which arrived in South Africa in early April. He stayed with this unit until May 1902, when he served briefly with the New Zealand 8th Contingent". /"Capture of Boer soldiers by cyclists'"; tekst dostępny na stronie: nzhistory.govt.nz/
  26. Tylko według euklidesa i jego interpretacji tekstów ze stron turystycznych. A ja zadałem proste pytanie: kto wywiódł, że takie prawo zwyczajowe istniało - co do księstwa burgundzkiego. Skoro euklides stwierdza, że król się nie musiał przejmować, to stoi to w pewnej sprzeczności ze stwierdzeniem, że musiał czekać do osiągnięcia przez jego syna 21 lat by mu nadać to księstwo.
  27. Koronawirus

    A nie istnieją państwa w których liczba tych chorych jest większa?
  28. Westerplatte

    Niezależnie od tego, kto i co czytał, jeżeli my cytujemy "słowo w słowo" to podajemy źródło. I o to mi mniej więcej chodziło.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.