Jump to content

euklides

Użytkownicy
  • Content count

    1,957
  • Joined

  • Last visited

About euklides

  • Rank
    Ranga: Profesor

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Nouvel Office d'Edition 4 rue Guisarde, Paris 6 Jednak autor przedmowy do książki Quincey pisze że Stowarzyszenie Znawców Morderstwa istniało i zbierało się za każdym razem jak tylko w jakiejś europejskiej gazecie pojawiła się informacja o morderstwie by je omówić. Jednak to nie w tym Stowarzyszeniu, Quincey wygłaszał prelekcje. O Stowarzyszeniu Znawców Morderstwa autor przedmowy (podpisał się jako XYZ) nie miał najlepszej opinii, twierdził że są to dyletanci i amatorzy w tej materii. Natomiast Quincey wygłaszał prelekcje w Stowarzyszeniu Dżentelmenów Amatorów. No i ja nie widzę niczego humorystycznego w tym. No nie wiem. Pierwszy rozdział tej książki zatytułowany jest Konferencja po czym pierwszym słowem tego rozdziału jest nagłówek "Panowie" a pod nim: Mam honor być mianowanym przez wasz komitet by wypełnić to trudne zadanie: wygłosić... itd. To tak się zaczyna esej? Zresztą i konstrukcja tej książki pozostawia wiele do życzenia bo zagadnienia są trochę pomieszane. Później już w dalszym ciągu autor mówi np. "celem naszego stowarzyszenia...". Tyle że trudno coś złego o tej książce powiedzieć, autor wie co pisze, zna temat i jest w niej sporo cytatów. Znowu Szanowny Secesjonista zabłysnął 12 cytatami, ja natomiast nie jestem w stanie przedstawić żadnego. zatem 12:0. Przygnębiające. Ale to dilettante in murder to nie odnosi się przypadkiem do owego Stowarzyszenia Znawców Morderstwa? (patrz wyżej) Translator potrafi wywijać numery. Ale ja na temat J.P. Sartre nie jestem w stanie się wypowiadać bo, już pisałem, jest to wielki filozof, niewątpliwie z górnej półki, zatem poza moim zasięgiem, czego bardzo żałuję. Nie jestem w stanie dokładnie na to odpowiedzieć i nie znam żadnych opracowań. Wiem że czasem wspominał o Quincey na przykład Apolinaire w bliższych nam czasach na przykład Pierre Nord. No nie wiem. Jest to pojęcie ze statystyki, czy z rachunku prawdopodobieństwa, chodzi współzależność 2 zmiennych. W tym przypadku należałoby policzyć ile osób tę książkę przeczytało (pierwsza zmienna) i liczbę popełnionych morderstw (druga zmienna). Otrzymalibyśmy wówczas wynik między -1 a +1 i wtedy można byłoby o czymś wyrokować.
  2. Właśnie o to chodzi. Co do czytelników to należałoby znaleźć jakieś korelacje między wydaniami jego książki a liczbą popełnianych morderstw ale nie to jest tu najważniejsze bowiem książka ta napisana została na podstawie prelekcji wygłoszonej na konferencji „Stowarzyszenia Gentlemenów Amatorów”. Jednak nie należy dać się wprowadzić w błąd tą niewinną nazwą bo owo Stowarzyszenie powstało, tak jak inne analogiczne, po to by wspierać prawdę i rozpowszechniać nowe idee, czyli bardziej siłą rzeczy niż z czyjejś inicjatywy. Stawiało sobie za cel by ludzie zaczynali dostrzegać w udanym morderstwie coś więcej niż dwóch idiotów, czyli tego który zabija i tego który ma być zabity, oraz jakieś dodatki takie jak nóż, sakiewka, ciemna uliczka. By dostrzegali jeszcze: plan, zbieranie danych, światło i cień, poezję i uczucia, a zatem to do czego idioci nie są zdolni. Zatem mamy tu do czynienia nie z czytelnikami ale z aktywistami którym zapewne nie zależało na jawności zatem skutek ich działalności katastrofalnym mógł/może być. Można powiedzieć że początkiem rozumowania autora jest teza że powszechną jest skłonność by morderstwa oceniać pod kątem nie tylko krytycznym ale również estetycznym. Posługuje się tutaj analogią z pożarem który można na pewno traktować jako temat obrazu, choćby w scenach batalistycznych, zatem niewątpliwie jako dzieło sztuki. No bo jeżeli na przykład zostaniecie przywołani by zobaczyć pożar to pierwszym waszym odruchem będzie niewątpliwie niesienie pomocy w jego gaszeniu. Jednak pole działania jest w tym przypadku ograniczone a poza tym wkrótce zostanie zajęte przez specjalistów należycie do tego wyposażonych i wyszkolonych. Co prawda gdy mamy do czynienia z ogniem pochłaniającym własność prywatną to odczuwana dla sąsiada litość nie pozwala na początku by rozkoszować się tym widowiskiem. I tu już pierwsze zastrzeżenie, że przecież pożar artystyczny może ograniczyć się tylko do budynków publicznych (ale nie musi). W każdym razie jak tylko spłaciliśmy daninę wyrażenia żalu z powodu takiego nieszczęścia to stajemy się wrażliwi na stronę widowiskową pożaru i wówczas w pogrążonym w ekstazie tłumie dają się słyszeć okrzyki typu „To wspaniałe” „To cudowne” na co są przykłady. Dokładnie tak ma się sprawa z morderstwami bo i w tym przypadku po tym jak spłacimy daninę wyrażenia żalu za tych co zginęli i kiedy wreszcie czas weźmie górę nad osobistymi interesami to nieuchronnie zaczynamy zwracać uwagę na sceniczne szczegóły i je oceniać. Porównuje się jedno morderstwo z drugim, szuka się oznak wyższości jednego nad drugim na przykład pod kątem efektu zaskoczenia, pod kątem utrzymania tajemnicy itp. Na poparcie swoich tez autor posługuje się przykładem empirycznym, opisuje ogromny kataklizm do jakiego doszło w Liverpoolu kiedy to spłonęło tam Goree, ogromne magazyny liczące 7-8 pięter wypełnione niezwykle palnymi towarami (bele bawełny, korce zboża, smoła, terpentyna, rum, proch strzelniczy itp.) a do tego jeszcze wiał wiatr wzmagający ogień. Wydawało się że płomienie strzelają do niebios. Pożar trwał przez dużą część nocy i wszystko spłonęło tam do fundamentów a wiatr rozniósł jego ślady na 18 mil po okolicy. Nazajutrz można było w tej strefie znaleźć np. nasączone rumem płatki bawełny. Całe bydło będące na polach w promieniu 18 mil drżało z trwogi i niepokoju. Oczywiście świadkowie tego widowiska interpretowali ten widok jako gigantyczne nieszczęście które spadło na Liverpool i wszędzie lamentowano. Jednak te lamenty w niczym nie przeszkadzały wybuchom zachwytu gdy następowały nagłe eksplozje i w niebo strzelały różnokolorowe race to je oświetlające, to pogrążające je w ciemnościach. Tak jest z morderstwami . Gdy widzowie spłacą swój trybut wyrażania żalu, zgrozy i współczucia dla tych których ten kataklizm dotknął to wtedy następuje zachwyt nad efektami scenograficznymi, porównuje się jedno morderstwo z drugim, na tej podstawie ocenia się które stało na wyższym poziomie na przykład pod względem zaskoczenia itp. Oczywiście w czasie dokonywania morderstwa dochodzi do różnych incydentów i zakłóceń których żaden artysta nie jest w stanie przewidzieć i które powodują że nie może on do końca przeprowadzić swojego planu. Ludzie nie godzą się żeby im spokojnie poderżnięto gardło: uciekają, rzucają się, gryzą… Jeżeli malarz portrecista skarży się na zbytnią inercję swego obiektu to artysta będący przedmiotem naszych rozważań (morderca) na zbytnie jego ożywienie. Jednak ta charakterystyczna dla morderstwa cecha polegająca na drażnieniu i pobudzaniu jego obiektu, chociaż bardzo krępuje artystę, ma również pewne dobre strony bo, ogólnie rzecz biorąc, przyciąga powszechną uwagę, czego nie można lekceważyć, a także dlatego że pozwala ujawnić pewne ukryte zdolności zarówno po jednej jak i po drugiej stronie. No właśnie, inteligentny czytelnik chciałby się dowiedzieć bliżej o co w takim tytule chodzi i poprosiłby kilka słów wyjaśnienia. To się nazywa refleksja. To nie jest esej. To jest zbiór prelekcji wygłoszonych na zebraniu mocno podejrzanego Stowarzyszenia. Zresztą książka nie zawiera chyba ich wszystkich bo na przykład w pewnym momencie autor poruszył mordy polityczne ale też zaznaczył że powie o nich więcej gdzie indziej a w tej książce jest o tym niewiele. No zdaje mi się że, Szanowny Secesjonista, wymienił tu autorów z bardzo wysokiej półki (J.P. Sartre). Ja tak wysoko nie aspiruję ale autorzy z niższych półek (do jakich ja niestety muszę się ograniczyć), nawet francuscy, powołują się w tym przypadku jednak na Quincey. Poza tym nie należy w żadnym wypadku tej książki zaliczać do czarnego humoru. Prawda że autor czasami posługuje się humorystycznym językiem ale przecież nie on jeden pisze z odrobiną humoru o rzeczach wręcz dramatycznych. No bo co na przykład może mieć wspólnego z jakimkolwiek humorem opis zamordowanego w kołysce 8-miesięcznego niewiniątka.
  3. Przydomki władców

    Akurat w przypadku Ludwika XI we Francji sprawa była delikatna. Tak w wielkim skrócie: Otóż na początku XV wieku król Anglii, Henryk V w jakiś tam sposób doszedł do wniosku że to on powinien być królem Francji, przeprawił się ze swoją armią przez Kanał i zadał Francuzom straszliwą klęskę pod Azincourt. Doprowadziło to we Francji do straszliwego chaosu. Armia angielska rabowała, bandy zdemobilizowanych żołnierzy to samo, inne bandy robiły to jeszcze na własny rachunek, mnożyły się gwałty, rabunki, zabójstwa, wszyscy mieli tego dość i każdy poddany był gotów ponosić największe obciążenia na rzecz króla (czyli przede wszystkim podatki) byleby tylko zapanował spokój. Sprawę komplikował jeszcze fakt że Francuska rodzina panująca, Walezjusze była skłócona. W takich warunkach doszło w 1420 roku do pokoju w Troyes tam miało miejsce coś niesłychanego, mianowicie król Francji, Karol VI, wydziedziczył swego syna, delfina Karola i pozbawił go praw do tronu, natomiast za swego następcę uznał króla Anglii Henryka V. Mimo wszystko wszyscy byli z tego pokoju zadowoleni bo zapewniał porządek w kraju, powszechnie sądzono że wszystko sprowadzi się do zmiany dynastii: Walezjuszy na Lancasterów. Jednak wydziedziczony delfin nie miał zamiaru dać za wygraną. Tak się złożyło że w 1422 roku zmarli obydwaj królowie tzn Francji Karol VI i Anglii Henryk V. Na mocy traktatu w Troyes koronę Francji otrzymał wówczas syn Henryka V, Henryk VI (wówczas dziecko) co było powszechnie akceptowane i nikt tego nie kwestionował. Jednak prawa do tronu zgłosił wówczas również wydziedziczony delfin, Karol. Nikt go poważnie nie traktował i zaraz nadano mu pogardliwy przydomek "królika Bourges" od miejscowości w której najczęściej przebywał. Jednak wokół owego królika Bourges zebrali się wszyscy co po totalniacku nienawidzili Anglików, nie byli to tylko Francuzi ale również Lombardowie, Aragończycy itp. I po jakimś czasie to ów królik Bourges był górą, doprowadził do pierwszego Brexitu, czyli wypchnął Anglików za Kanał zapewne ku radości Francuzów ale sytuacja mimo wszystko była delikatna bo przecież to Anglik, Henryk VI był legalnym królem, czego nikt nie kwestionował, miał tylko tę jedną wadę, że był Anglikiem. Natomiast delfin, który ogłosił się królem Karolem VII, był przez ojca wydziedziczony i jego prawa do tronu były wysoce wątpliwe, właściwie jedynym było to że wypędził Anglików. Tak się złożyło że Ludwik XI był synem owego Karola VII, o przydomku królika Bourges to na pewno mu na takim przydomku nie zależało. Określał się jako Louis de France, co można przetłumaczyć jako Ludwik pan Francji by nie było wątpliwości że to on jest królem Francji a każdy przydomek mógł tylko to zaciemnić i prowokować jakieś wątpliwości. Zresztą to nie dotyczyło tylko Ludwika XI bo królowie Anglii długo jeszcze nosili tytuł królów Francji i długo jeszcze Francuzi obawiali się że Anglicy znowu na kontynent wrócą. Dlatego królowie Francji musieli być ostrożni z przydomkami.
  4. Przydomki władców

    Nie chcę się specjalnie zagłębiać w ten wciągający i niezmiernie istotny temat o przydomkach władców który wyżej został tak wyczerpująco opracowany. (tyle że za bardzo naukowo i ja osobiście mam problem ze zrozumieniem tekstu.) Wszystko ładnie, pięknie, cytaty, nazwiska naukowców itd. Pozostaje jednak własna logika. Jak już napisałem nie chce mi się w to wgłębiać ale jednak radziłbym zwrócić uwagę że Ludwik XI był synem króla którego przezywano królem (nawet królikiem) Bourges, nie Francji, to można się dziwić że Ludwik XI miał ostrożny stosunek do przydomków? I czy ci władcy co nastąpili po nim takiego nie mieli, przecież oni wszyscy musieliby przyznać że są spadkobiercami królika Bourges. Poza tym są tacy francuscy historycy którzy tak właśnie uważają, nie mam ich w pamięci i sprawa wydaje mi się na tyle mało ważna że na razie nie mam zamiaru ich szukać.
  5. Przydomki władców

    Wątpię żeby w literaturze naukowej takie przydomki były wymieniane. Wystarczy spojrzeć na listy królów Francji pod frazami na przykład "Les Rois de France -Liste et Chronologie - Histoire pour tous" czy pod frazą "Liste de rois de France - Geneaviki" czy też "Liste de Monarques de France-Vikidia" by zauważyć że na Ludwiku XI przydomki się kończą. Oczywiście jakieś tam przydomki mogły być gdzieś tam przez kogoś nadawane, na przykład Stanisława Augusta nazywano "król Staś" ale czy to przydomek? Historia to nie matematyka i nie ma jakichś ścisłych rozgraniczeń co do dnia w którym przestano stosować przydomki władców ale spoglądając choćby na listy w powyższych adresach to można z grubsza to określić. Ten przydomek zawdzięcza pewnie swemu następcy, a był nim nie byle kto bo Hugo Capet. Ów Ludwik V był właściwie młodym 19-letnim chłopakiem i 20-tki zdaje się nie dożył bo jakoś się tak stało że zszedł z tego świata a jego najważniejszy doradca, Hugo Capet, który po nim nastąpił musiał przecież jakoś usprawiedliwić swoje wstąpienie na tron (podejrzane zresztą) toteż określenie poprzednika jako "Gnuśny" było mu na rękę. Zresztą to ów Capet założył dynastię która panowała do 1792 roku.
  6. Przydomki władców

    Wątpię żeby tak było w powszechnej historiografii. Pewnie że przydomek może każdy nadać każdemu ale jeśli chodzi o historiografię to więcej jest chyba list królów Francji gdzie ostatnimi przydomkami są te dziadka Ludwika XI natomiast przydomki typu prudent, affable jeżeli są podawane to zwykłym drukiem. Po prostu królowie Francji mieli dość propagandowego wykorzystywania przydomków przez swych kuzynów, typu Zuchwały czy Nieustraszony i byli z tym ostrożni. Zresztą chyba jedynym prawidłowym określeniem króla Francji było de France i tyle. Bourbon też było raczej nazwą ziemi z której pochodzili, nie mówiło się na przykład Henryk IV Bourbon ale po prostu Henryk de France. Ten problem wyszedł po zniesieniu monarchii gdy król stał się zwykłym obywatelem zaczęto się zastanawiać wówczas jak on się właściwie nazywa i wydedukowano że Louis Capet. (Jako taki poszedł na gilotynę).
  7. Nie. Wpadła mi kiedyś w ręce książka Puzyriewskiego ale ktoś mi ją pożyczył i bez przerwy domagał się zwrotu tak że w sumie nie mogłem sobie tego na spokojnie strawić.
  8. Mnie się po prostu wydawało że tytuł "Rozważania o Morderstwie jako jednej ze Sztuk Pięknych". jest na tyle szokujący że wzbudzi jakieś refleksje, że nie wzbudził to przypisałem to nierozumieniu języka angielskiego i dlatego przetłumaczyłem sam. Ale widzę że nadal nikogo to nie szokuje. A przecież z tego tytułu wynika że autor zalicza sztukę mordowania do Sztuk Pięknych, tak jak malarstwo, rzeźbę itd, zatem utalentowanego mordercę traktuje tak jak każdego innego mistrza Sztuk Pięknych, na przykład Rafaela. Dla mnie to jest szokujące bo dla mnie morderca zawsze będzie podłym, odrażającym nikczemnikiem. Nie chcę utrzymywać że jest to dzieło "istotne" ale zwracam uwagę że tu jest mowa o dziełach niebezpiecznych a do takich to dzieło niewątpliwie należy. Przecież autor opisuje sztukę dokonywania odrażających morderstw a rozpowszechnianie takiej wiedzy przecież grozi wręcz jakimiś konsekwencjami demograficznymi. Przy tym bezwzględnych i nikczemnych morderców traktuje jak godnych podziwu artystów.
  9. Może i tak było. Ale wydaje mi się że podajesz wersję rosyjską, że jednak gwardie stanęły twardo ale fakt że gwardie się wycofały niekoniecznie o tym świadczy. No nie, Skrzynecki ją pewnie akceptował. Oczywiście Prądzyński to raczej sztabowiec ale wykonawcą koncepcji był Skrzynecki. Pewnie że uniknąć tej bitwy było łatwo ale wydaje mi się że polska koncepcja polegała na tym żeby zaatakować Rosjan kiedy ci przeprawią część swoich wojsk przez Narew i tą część rozgromić, to mogło zadecydować o zakończeniu wojny z jakim takim sukcesem . Było to ryzykowne i się nie udało. Z tym że nasi byli chyba na to ryzyko skazani bo Królestwo było jednak za małe żeby prowadzić jakąś dłuższą wojnę z ogromnym carskim imperium.
  10. Liczyłem na wasz angielski ale chociaż stale nim się popisujecie to widzę że was ten język przerasta dlatego tytuł książki Thomas de Quincey pozwoliłem sobie przetłumaczyć sam, brzmi on "Rozważania o Morderstwie jako jednej ze Sztuk Pięknych". Uważacie naprawdę że Tacyt czy jakaś Biblia są książkami naprawdę niebezpiecznymi czy tylko tak sobie piszecie z nadmiaru wolnego czasu?
  11. No nie, ale fatalną to ta klęska chyba nie była. Kiedyś mnie ta bitwa zainteresowała ale to było dawno i musiałbym sobie dużo poprzypominać. W każdym razie, o ile pamiętam, to zaczęło się od wyprawy Skrzyneckiego na Gwardie. Zrobił to celowo by sprowokować Rosjan do ataku i istotnie to mu się udało bo Rosjanie na niego wyruszyli. Wówczas Skrzynecki rzucił się do szaleńczego odwrotu, co było celowe bo Rosjanie zaczęli równie szaleńczy pościg i obie armie się w czasie tego manewru zdezorganizowały co było po myśli Skrzyneckiego bo miał nadzieję że sprawę rozstrzygnie wówczas większa przedsiębiorczość organizacyjna naszych niższych dowódców na którą liczył (zresztą był to dość typowy manewr napoleoński). Pod Ostrołęką się gwałtownie zatrzymał i stąd ta trochę chaotyczna bitwa. Trudno mówić o klęsce ale dla naszych przebieg tej bitwy był fatalny bo wojsko rosyjskie nie przegrało co było rozstrzygające zważywszy na różnice potencjału Królestwa Polskiego (przeliczeniowo 4 gubernie) i cesarstwa Rosyjskiego (chyba 22 gubernie). Po prostu Królestwo wyczerpało swoje zasoby i dalsze prowadzenie wojny było już niemożliwe.
  12. Ja dałbym pierwszą lokatę Thomas de Quincey "On Murder Considered as one of the Fine Arts"
  13. W styczniu 1928r zmuszono Trockiego do opuszczenia ZSRR. Pozbycie się go poszło gładko bowiem prawie nikt nie stanął jego obronie, mimo że nie był popularny to jednak nadal był liczącym się w ZSRR graczem bo miał relacje z wieloma osobami i dużo wiedział. Jednak po jego wyjeździe w potęgę bardzo urósł Stalin i to wówczas rozpoczął swój marsz ku owej słynnej, omalże demonicznej, ogromnej władzy. Natychmiast zerwał z rozsądnym i ugodowym NEP-em który popierał Lenin i zaczął wprowadzać nowe porządki. Zaraz też na wsi zaczęto dopuszczać się przemocy, przede wszystkim w stosunku do kułaków i bogatych chłopów. W ten sposób rozpoczęła się dezorganizacja rolnictwa która w końcu doprowadziła do głodu. Jeszcze tego roku dziesiątki tysięcy chłopów którzy opierali się nadzwyczajnym środkom podjętym w rolnictwie albo ukrywali zboże zostało aresztowanych a ich majątki uległy konfiskacie i pierwsze większe grupy kułaków trafiły do obozów oraz do wyrębu lasów na dalekiej północy i Syberii. Jego bezlitosne apodyktyczne decyzje na które sobie pozwalał nie tylko na wsiach ale i w miastach budziły opór i sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Drastycznie zaostrzyła się latem 1934 roku kiedy to reorganizowano Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (NKWD), któremu podporządkowywano dotychczasowe GPU, tajną policję, policje i milicje zwyczajne, straż graniczną, straż pożarną. Poza tym komisariat ten dysponował również własnymi specjalnymi oddziałami wewnętrznymi, no i obozami pracy których główne centrum administracyjne, Gułag, kierowane przez Matwieja Bermana, szybko obciążyło swe sumienie ogromną liczbą ofiar czystek. Ludowym Komisarzem Spraw Wewnętrznych został Jagoda. Przy okazji tej reorganizacji tak się jakoś złożyło że w sierpniu na Uralu wykryto tajne centrum opozycji. Jego ośrodek był w Swierdłowsku a spisek zawiązali sekretarz Komitetu Uralu, Tabakow i jego zastępca Lepa. Nawiązali oni kontakty z analogicznymi tajnymi ośrodkami w Leningradzie, Moskwie, Tyflisie i Kijowie. Byli też w kontakcie z Zinowiewem i Kamieniewem którzy odsiadywali wyrok 5 lat pozbawienia wolności, właśnie w więzieniu na Uralu. W korespondencji jaką prowadzili Stalin był określany jako „drobny tyran” „osoba niemoralna i zdegenerowana”, „Dżyngis Chan”. Nawoływano do „rewolty wewnątrz partii by wyrzucić na śmietnik Stalina i jego klikę złożoną ze zdegenerowanych karierowiczów”. Domagali się powrotu Zinowiewa i Kamieniewa by mogli przywrócić „prawdziwą linię rewolucyjnego Leninizmu”. W kontakcie z nimi był przyjaciel Jagody szef GPU na Uralu, Deitsch. Druki na potrzeby tej grupy były drukowane w policyjnej drukarni w Swierdłowsku. W tym czasie, a był to sierpień 1934 roku, Stalin wraz z Kirowem spędzali wakacje w Soczi i właśnie tam dowiedzieli się o wykryciu spisku na Uralu. Stalin natychmiast wysłał tam Kirowa by z nim skończył. Dał mu do pomocy Jeżowa i Redens oraz nieograniczone uprawnienia. Sergiusz Mironowicz Kirow był starym znajomym Stalina, od dawna razem działali w ruchu komunistycznym, obydwaj zaczęli na Kaukazie. W 1923 roku Kirow został członkiem Komitetu Centralnego a w 1930 członkiem Biura Politycznego partii. Przyjaźnił się z drugą żoną Stalina, Nadią Allilujewą. Na Uralu działał bardzo sprawnie i w ciągu tygodnia uporał się ze śledztwem w sprawie spisku. 145 członków partii oskarżono o szpiegostwo i sabotaż i rozstrzelano. Przetrzymywani za rozmaite przestępstwa w więzieniach na Uralu technicy i różni specjaliści w zamian za obiecaną łaskę przyznali że wykonywali polecenia „tajnego ośrodka”. Obietnicy nie dotrzymano i też zostali rozstrzelani. Kirow kazał również stracić szefa tamtejszego GPU, Deitsch, który był przyjacielem Jagody. Ogółem w związku z tym spiskiem stracono 350 osób. Jagoda był pod wrażeniem stracenia Deitscha, swego przyjaciela i wszędzie zaczął skarżyć się na Kirowa, że to awanturnik itp., po czym wyciągnął jakieś kompromitujące Kirowa dokumenty i poszedł z tym do Stalina. Ten jednak nie chciał o niczym słyszeć kazał mu wyjść a dokumenty wrzucił do kominka. Jagoda wyszedł ale nie zaprzestał zabiegów przeciwko Kirowowi. Szukał poparcia u Kalinina, Kujbyszewa, Ordżonikidze, Piotrowskiego. Niewiele wiadomo o jego zabiegach, w każdym razie październiku 1934 roku do pracy w instytucie Smolnym został przyjęty przyszły zabójca Kirowa, Leonid Nikołajew. Miał wówczas 32 lata, w ruchu komunistycznym był zaangażowany od wczesnej młodości ale nigdy nie był zaangażowany w działalność opozycyjną. Od marca 1934 roku pozostawał bez pracy. Zwolniono go ponieważ nie godził się na przeniesienie poza Leningrad. Przyjęto go z powrotem po tym jak jego żona napisała prośbę którą on podpisał. Żona wyrobiła mu również przepustkę dzięki której mógł wejść kiedy chciał do Smolnego, gdzie urzędował Kirow. Jego żoną była 24-letnia atrakcyjna kobieta która pracowała w Smolnym przy rozszyfrowywaniu depesz. Znała tam wielu dygnitarzy, między innymi Kirowa i jego zastępcę Szudowa. Często prowadzili z nią długie rozmowy, na tyle długie i częste że zaczęły krążyć o tym plotki. Bardzo prawdopodobne że dotarły one do Nikołajewa i skłoniły go do dokonania zamachu. Przygotowania do zamachu nie uszły uwadze ochrony Kirowa która w listopadzie 1934 roku zatrzymała Nikołajewa bo się podejrzanie zachowywał i miał nabitą broń. Znaleziono przy nim również plany z zaznaczoną drogą jaką zwykł chodzić Kirow. Doprowadzono go do kwatery głównej NKWD w Leningradzie gdzie przesłuchał go osobiście z-ca szefa tamtejszego NKWD, Zaporożec. Po przesłuchaniu sprawa wydała mu się na tyle poważna że zadzwonił do Moskwy, do Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych (NKWD) Jagody i zdał mu z niej relację. Ten zaś kazał mu go wypuścić. Parę dni później, 1 grudnia 1934r około godz. 16,30 w Instytucie Smolnym w Leningradzie Nikołajew zastrzelił Kirowa i nawet nie próbował uciekać, po prostu biernie pozwolił się schwytać. Przy okazji ze zdziwieniem stwierdzono że na posterunkach nie było żadnego strażnika którzy powinni tam stać. Stalin dowiedział się o zabójstwie Kirowa tego samego dnia, natychmiast zaalarmował Mołotowa, Woroszyłowa, Żdanowa, Kosariewa, Agramowa oraz Żakowskiego i kazał im żeby razem z nim jechali do Leningradu gdzie zamierzał osobiście przeprowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa. Zwrócił się również do Jeżowa z NKWD ale nie powiedział nic Jagodzie. Ten kiedy się dowiedział o zabójstwie postanowił sam udać się do Leningradu. Stalin mu na to nie pozwolił. Nazajutrz przesłuchano Nikołajewa w obecności Stalina. Zdaje się że niczego ważnego się od niego nie dowiedziano. Po nim zamierzano przesłuchać świadka który mógł wiele wyjaśnić, szefa ochrony osobistej Kirowa, Borysowa, bardzo oddanego Kirowowi. Nie doczekano się na niego bowiem samochód którym jechał na przesłuchanie uległ wypadkowi i Borysow zginął, tylko on, dwóm pozostałym nic się nie stało. Na przesłuchanie wieziono go ciężarówką, jakby nie było do dyspozycji innego samochodu. Były podejrzenia że zabili go ci dwaj którzy go eskortowali sprawy jednak nie wyjaśniono bo tych dwóch niedługo potem również stracono. 21 grudnia 1934r ukazał się oficjalny komunikat dotyczący zabójstwa Kirowa. Mówił że ta zbrodnia to robota centrum leningradzkiego kierowanego przez byłych zinowiewowców którzy „w różnych okresach czasu zostali pousuwani z partii a później z powrotem przyjęci po tym jak podpisali zobowiązanie że podporządkują się linii partii” oraz że „Ustalono iż Nikołajew należał do terrorystycznej organizacji utworzonej przez członków tej dawnej opozycji zinowiewowskiej”, że „Nikołajew zabił Kirowa na rozkaz centrum leningradzkiego z zemsty za bezwzględną walkę jaką prowadził Kirow przeciwko opozycji”. Nazajutrz opublikowano listę zinowiewowców aresztowanych w związku z zabójstwem Kirowa. Wśród nich były tak wybitne postacie jak dawni członkowie Politbiura: Zinowiew i Kamieniew. Były sekretarz Komitetu Centralnego i czekista z najwyższymi odznaczeniami, Jewdokimow oraz Załuski który po rewolucji lutowej wraz z Mołotowem i Szliapnikowem założył w Piotrogrodzie pierwszy komitet bolszewicki. 27 grudnia 1934 roku opublikowano akt oskarżenia morderców Kirowa podpisany przez prokuratora ZSRR Andrzeja Wyszyńskiego i przez dochodzeniowego Szejnina. Pisało w nim że zabójstwo Kirowa było częścią większego spisku mającego na celu zabicie Stalina i innych przywódców partyjnych a uknuły go 2 grupy zakonspirowanych terrorystów. Jedna kierowana przez Czackiego, druga przez Kotołynowa i to ten drugi kazał Nikołajewowi zabić Kirowa. Ten akt oskarżenia powoływał się na zeznania Nikołajewa i 2 innych których określono jako zinowiewowcy. Był to jedyny opublikowany wówczas dokument odnoszący się do procesu Nikołajewa. W końcu grudnia 1934 roku odbył się proces Nikołajewa oraz 13 innych których uznano za jego wspólników. Przewodniczącym sądu był Ulrich. Rozprawa toczyła się przy drzwiach zamkniętych i ani prokurator ani obrońca nie zabrali na niej głosu. Później opowiadano że Nikołajew mówił coś że wykonywał rozkaz centrum leningradzkiego. Wszyscy zostali skazani na śmierć i natychmiast rozstrzelani. Dwa tygodnie później, 15 stycznia 1935r przed sądem w Leningradzie stanęli: Zinowiew, Kamieniew, Jewdokimow, Bakajew, Kuklin, i 14 innych oskarżonych o współudział w zamordowaniu Kirowa przez Nikołajewa. Określano ich jako członków „moskiewskiego centrum”. Przewodniczącym trybunału był Ulrich natomiast oskarżycielem prokurator generalny Wyszyński. Oskarżyciele starali się wykazać że grupa Zinowiewa znając skłonności „centrum, leningradzkiego” do terroryzmu zachęcała ich do tego morderstwa. Rozprawa odbywała się przy drzwiach zamkniętych ale według skąpych relacji prasowych grupa Zinowiewa została zadenuncjowana przez Bakajewa i Saforowa. Ten ostatni istotnie nie znalazł się na ławie oskarżonych. Zinowiew wyznawał swoje winy jednak nie przyznawał się do jakiegokolwiek współudziału w zamachu Nikołajewa. Pozostali zresztą również nie. Wszyscy też zaprzeczali jakoby istniało jakieś „moskiewskie centrum”. Następnego dnia sąd ogłosił wyroki. Zinowiew został skazany na 10 lat więzienia, Jewdokimow i Bakajew dostali po 8, Kamieniew 5 lat. Przy tej okazji Komitet Centralny wydał tajny okólnik zalecający wszystkim organizacjom partyjnym tropienie wrogów. Zaraz też ruszyła fala aresztowań w lokalnych organizacjach która dotknęła dziesiątki tysięcy dawnych opozycjonistów i tych których o opozycję podejrzewano. Stalin nie był jednak zadowolony z wyroków i mimo że Kamieniew i Zinowiew odbywali już karę w więzieniu to doprowadził kolejnego ich procesu który rozpoczął się 19 sierpnia 1936 roku i był pierwszym z 3 sławnych procesów moskiewskich. Przed sądem wówczas stanęli: Zinowiew, Kamieniew, Jewdokimow, Babajew, Mraczkowski i Ter-Waganian. Akt oskarżenia zarzucał Zinowiewowi i jego kolegom że podczas procesu w styczniu 1935 roku w sprawie zabójstwa Kirowa ukrywali swój bezpośredni w nim udział. Poza tym później udowodniono im że brali udział w przygotowywaniu innych aktów terrorystycznych i że od 1932 roku tworzyli z trockistami blok do którego dołączyła grupa Łominadze. Grupy terrorystyczne organizowali w myśl instrukcji Trockiego przekazywanych im poprzez agentów specjalnych. Te grupy terrorystyczne były organizowane w związku z planowanymi morderstwami Stalina, Woroszyłowa, Kaganowicza, Kirowa, Ordżonikidze, Żdanowa, Kosiora i Postiszewa. Jedynym celem tych grup były zabójstwa a właśnie jedna z nich zdążyła zabić Kirowa. 25 sierpnia 1936r o godzinie 2,30 rano sąd wydał wyrok. Wszyscy zostali skazani na śmierć po czym odwieziono ich do więzienia NKWD na Łubiance. Chociaż na mocy dekretu z 11 sierpnia oskarżeni mieli 72 godz. czasu na odwołanie się od wyroku to ich egzekucję wyznaczono na 24 godziny po wyroku. Podobno mieli obiecaną łaskę Stalina jednak nie mieli czasu na odwołanie się i nazajutrz wszyscy zostali straceni. Te egzekucje odbiły się w całym ZSRRR głośnym echem i posiały strach przed kolejnymi aresztowaniami, kolejnymi procesami i egzekucjami. Proces ten był dla Stalina sukcesem i ciosem dla autorytetu partyjnych dygnitarzy. Wszystko odbyło się bez ich udziału a dla skazanych nikt nie mógł już nic zrobić i nikt nic nie zrobił. Pewnie nie do końca był ustawiony bowiem na sali sądowej, niewielkiej co prawda, znalazło się 30 zagranicznych dziennikarzy i dyplomatów. Zatem w świetle zeznań i poprzedzających proces wydarzeń można sądzić że w oskarżeniu zinowiewowców o terroryzm coś jednak na rzeczy było.
  14. Na razie nie mam czasu więcej pisać. Ale pomylili mi się autorzy. Chodzi oczywiście o III tom Andre Brissaud "Les Purges de Moscou". To jest jakaś seria Wielkie Czystki Historii. A wydawnictwo Editions de Cremille, Geneve 1973 .
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.