Jump to content

euklides

Użytkownicy
  • Content count

    2,078
  • Joined

  • Last visited

About euklides

  • Rank
    Ranga: Profesor wizytujący

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. W Nicei w kwietniu 1796 roku był lepszy. W swym przemówieniu do żołnierzy powiedział: "Jesteście głodni, prawie nadzy i na boso [...] chcę was poprowadzić do najbogatszych krajów na świecie". Chłopaki niewątpliwie wzięli sobie to do serca bo na boso (może trochę przesadzam) przeszli Alpy i podbili północne Włochy. Ciekawe że Napoleon nic nie mówił o wolności, równości i braterstwie a przecież była to rewolucyjna armia.
  2. Jeżeli już przy tym jesteśmy to trzebaby chyba wspomnieć o III Rzeszy. Naziści (tacy jak Rosenberg, Ohlendorf, Himmler ale nie tylko) stworzyli całą para-religię którą potem wpajano przede wszystkim żołnierzom Waffen-SS. Temat jest obszerny ale wyjściem do utworzenia tej religii było pojęcie Weltanschauung które omawiali w XIX wieku niemieccy filozofowie, tacy jak Schleimachen i Hegel, na tej podstawie powstał tzw. Mit Krwi, pojęcie Duszy. itp. Tak na marginesie. W święta szedł rosyjski film "Biały Tygrys". Nie oglądałem go od początku, włączyłem przypadkiem, ale tam też jest pewna mistyka. Jeden z bohaterów, czołgista, wierzył w istnienie Boga Czołgów. Na pierwszy rzut oka wydało mi się to głupie ale w końcu to też jakaś para-religia i mogli być tacy co w to wierzyli a my po prostu nie jesteśmy w stanie zrozumieć kogoś kto przez parę lat egzystował na granicy życia i śmierci.
  3. Podobno pułkownik Ludwik Bogusławski, dowódca 4ppl podczas bitwy w Olszynce Grochowskiej gdy zauważył że panika zaczyna ogarniać jego żołnierzy krzyknął : "Chciałeś rewolucji jeden z drugim? To teraz dobrze celuj bo jak przegramy bieda będzie!”. Poskutkowało i to stojący naprzeciwko rosyjski batalion poszedł w rozsypkę.
  4. Wojna Zimowa

    Mówimy raczej o strzelcach drzewnych niż o snajperach. Snajper to raczej szczególny przypadek strzelca drzewnego. Wydaje mi się że taka taktyka była przez naszą armię w 1939 roku stosowana tylko niewiele można o niej poczytać. Ale to nic dziwnego bo tricków taktycznych żadna armia nie popularyzuje. Że ją stosowano mnie się wydaje pewnym. Wiem z relacji o tych "bocianicach" nad Wartą, tutaj przeczytałem o czymś takim pod Radomiem, ale czytałem jeszcze gdzieś o walkach naszych partyzantów w puszczy Janowskiej (o ile sobie dobrze przypominam miejsce). Tam również nasi zajmowali pozycje na drzewach. Odnośnie powyższego fragmentu to przypisywanie jakiejś decydującej roli w walce ubraniu to przesada, zresztą temu samemu przypisywano zwycięstwo rosyjskie pod Stalingradem, tylko że na odwrót. Były na pewno ważniejsze przesłanki wpływające na wyniki walk. Nie dziwię się owej pani która w w.w poście przypisuje taką rolę strojom ale bez przesady, w końcu to kobieta. Nieskuteczność Armii Czerwonej w Finlandii należy raczej przypisać czystkom jakie ta armia wycierpiała i po prostu brakowało w niej wyszkolonych oficerów. Że Finowie stosowali taką taktykę to mnie się wydaje bardzo prawdopodobne bo w końcu są relacje. Strzelec nadrzewny zajmuje chyba pozycje na skraju lasu bo w środku lasu to i tak nie ma dalekiego pola widzenia, zatem nie strzelców drzewnych mógł się bać rosyjski żołnierz gdy wchodził już do lasu. Poza tym zimą, kiedy drzewa są zmarznięte stanowią dość skuteczną osłonę przed kulami. To wie każdy kto choć trochę liznął wojska. Ciekawszym byłoby pytanie jaki rodowód ma ta taktyka. Wątpię żeby to był wymysł jakiegoś oficera, pewnie była sprawdzona podczas PWS. Nasi oficerowie wywodzili się z trzech armii. Niemcy takiej taktyki chyba nie stosowali bo ją krytykowali. Armia austro-węgierska? Jednak oficerowie fińscy, jak i wielu polskich, wywodzili się z armii carskiej. Może to ona podczas PWS stosowała taką taktykę.
  5. Wojna Zimowa

    Nie koniecznie samobójcza. Też czytałem książkę jakiegoś rosyjskiego generała. Ten pisał że Niemcy w pewnym okresie wojny zaczęli wyposażać swych snajperów w tarcze pancerne na tyle lekkie że pojedynczy żołnierz mógł sobie ją na drzewie umieścić i się za nią schować i na tyle wytrzymałe że nie przebijała ich żadna kula. Poza tym ci żołnierze mieli do dyspozycji niezwykle cienkie kable które mogli za sobą ciągnąć kilometrami i służyli również za obserwatorów. Rosjanie mieli z nimi ogromny problem bowiem strzał z przodu do nich nic nie dawał, przed moździerzem zdążali uciec z drzewa a poza tym dzięki łączności mogli ściągnąć ogień artylerii. No i czy Finowie walczyli w ten sposób? Pamiętam z wojska jak jeden gdzieś skombinował jakąś amunicję i m.in strzelił w lesie z kałacha do sosny. Kula przeszła na wylot. Później rozmawialiśmy o tym z jakimś zawodowym. Ten powiedział nam że zimą by się coś takiego nie stało bo po prostu przez zamarznięte drzewo kula nie przejdzie a może zrykoszetować. Dla fińskiego snajpera zimą, zamarznięte drzewo mogło stanowić pewną ochronę. Oczywiście z tymi łańcuchami to przesada. Możliwe że czymś się taki snajper przywiązywał do drzewa by mieć wolne ręce ale nie po to by do niego być przykutym na stałe.
  6. Wojna Zimowa

    Słyszałem o czymś takim ale u nas, w 1939 roku. Konkretnie nad Wartą, w okolicach miasta Warty. Tuż obok tego miasta, po drugiej stronie rzeki był styk armii Łódź z armią Poznań. Na południe od tego styku armia Łódź urządziła dość solidną linię obronną, której, nawiasem mówiąc, Niemcy nie zdobyli, obeszli ją bowiem gdy Armia Poznań się wycofała. O tych walkach rozmawiałem z miejscowymi chłopakami i oni właśnie mi mówili że na skraju lasu wzdłuż tej linii obronnej nasi żołnierze wysoko na drzewach urządzali stanowiska strzeleckie które się nazywały "bocianice" by stamtąd ostrzeliwać wroga. Później słyszałem w TV relację jakiegoś niemieckiego oficera który zetknął się z tym sposobem walki gdzieś pod Radomiem ale nie miał o tym najlepszego zdania bowiem na początku podobno żołnierze z tych bocianic zadali Niemcom spore straty ale krótko to trwało bowiem jak tylko zaskoczenie minęło i ci strzelcy z bocianic zostali zlokalizowani to przestali być groźni i już nie mieli szans by żywym zejść z tych drzew.
  7. Tego to nie pamiętam. Pamiętam że to było w bibliotece w latch 1990-tych. Przy jakiejś okazji zajrzałem do słownika. Pamiętam że chodziło mi o Wielki Słownik Języka Polskiego. Uderzyło mnie że były tam wszystkie bluzgi a nie było (może nie znalazłem) słowa stacz, które w mowie potocznej funkcjonowało. Ale to było takie zajrzenie do słownika przy okazji bytności w bibliotece w zupełnie innym celu i nie upieram się przy swoim. W każdym razie stacz była (a pewnie i jest) to osoba która otrzymywała jakieś korzyści za stanie w kolejce nic dziwnego zatem że sprawdzano obecność. Taki był sens owych "komitetów kolejkowych". Oczywiście oprócz staczy byli tam również pożyteczni idioci. Pamiętam jak jeden taki co się regularnie odhaczał skarżył się że w pewnym momencie usłyszał że kolejka została rozwiązana i na nic mu to odhaczanie się było.
  8. Nie wiem czy do wszystkiego trzeba dorabiać filozofię, politykę czy ustrój. Proponuję wystukać "Stacz Kolejkowy". Ja to zrobiłem i dla ułatwienia wklejam: Stacz kolejkowy – osoba, która za określone wynagrodzenie stoi w kolejce po zakup towaru bądź usługi w zastępstwie osoby, która towar lub usługę chce nabyć. Wykorzystywanie stacza kolejkowego było dość popularne w Polsce w latach osiemdziesiątych XX wieku. W latach 1980-tych można było jeszcze udawać wariata i pisać że kolejki to przejaw społeczeństwa obywatelskiego bo słowo stacz było zakazane. W każdym razie w Wielkim Słowniku Języka Polskiego go nie było, chociaż są tam wszystkie bluzgi. Teraz jest nawet w Wiki. Z tym że stacze bynajmniej nie zniknęli w latach 1980-tych. Tak na marginesie to dla mnie cały czas pozostaje tajemnicą kto im płaci?
  9. Ja z kolei miałem kiedyś nieplanowany obowiązek. Pracowałem wtedy w dziale technicznym szwalni i w pewnym momencie zabrakło w magazynie pewnych części. Magazyniera który je sprowadzał akurat nie było, sprawa była paląca więc, chcąc nie chcąc, ja musiałem się tym zająć. Wypisano mi odpowiednie kwity, zamówienia, dano adresy itp. Trochę się zdziwiłem gdy pod wskazanym adresem ujrzałem szyld "Hurtownia Sprzętu Optycznego". Wszedłem do środka, części mi wydano bez najmniejszego problemu a kiedy wychodziłem dałem trochę wyraz zdziwieniu że to hurtownia optyczna a handluje częściami do maszyn. Obecnych tam to zaalarmowało, od razu zaczęli pytać kto ja jestem, kto mi dał adres, co ja tam robię itp. Pewnie chodziło o to że te części były chodliwe bo jednak trochę prywatnych krawców/krawcowych było i kto miał dojście do tej zakamuflowanej hurtowni miał też pewnie i jakąś kasę bo w normalnych sklepach były puste półki. Tak na marginesie to dzisiaj też niewiele się chyba zmieniło. Niedawno czytałem że PZPN (ten od piłki nożnej) zajmował się chyba produkcją jakichś chemikalii. Takich przykładów jest u nas chyba jeszcze mnóstwo. Jednym słowem kabaret.
  10. Przepraszam ale ja chodziłem do dobrej podstawówki i tam mnie uczyli poprawnego stawiania pytań. Szanowny Secesjonista każe mi coś udowodnić że było a potem to opisać. To znaczy udowodnić że Rzym upadł a potem ten upadek opisać. Szan. Sec nie wziął pod uwagę że ja nie potrafię udowodnić czegoś czego nie było. Podejrzewam że Szanownemu Sec chodzi po głowie data 476 rok że to wówczas Rzym upadł. Jak można tą datę uważać za upadek Rzymu? Przecież Romulus Augustus sam zrezygnował, insygnia zostały odesłane do Konstantynopola, a następca Romulusa rządził Italią już z nadania cesarza wschodu. Bo od czasów Konstantyna Wielkiego faktyczną stolicą Cesarstwa Rzymskiego był Konstantynopol a tamtejsi mieszkańcy nadal mówili o sobie że są Rzymianami (Romain) i tak było do 1453 roku. Jeszcze dzisiaj Turcy kiedy mówią o Grecji to czasami używają nazwy Rzymianie (Romaine czy jakoś tam?) Zatem jeżeli już mowa o upadku Cesarstwa Rzymskiego to tą datę trzeba przenieść powiedzmy na 1204 a może nawet na 1453 rok. A co do przyczyn tego upadku to oczywiście trzeba się cofnąć do początków tego Cesarstwa w I w.n.e i chyba wyjść z ich doktryny która do dzisiaj ma wielu zwolenników, czyli "Divide et Impera". Dziel i rządź. To znaczy napuszczaj jednych na drugich by rządzić. Na początku to się sprawdzało i zapanował na jakiś czas Pax Romana. Jednak to pociągało za sobą doprowadzoną do absurdu tolerancję, narodowościową, religijną itp. Bo żeby dzielić ludzi trzeba przecież uwypuklać ich różnice. I w końcu Rzymianie skutecznie zrobili ze swego cesarstwa mozaikę kulturową, etniczną religijną. Z czasem we wszystkich tych ugrupowaniach (etnicznych, religijnych itp) zaczęły się kształtować ośrodki polityczne którzy doskonale poznali doktrynę "Divide et Impera" i potrafili ją wykorzystywać dla własnych celów aż wreszcie centrum straciło kontrolę nad tym wszystkim co w końcu zaowocowało powstaniem odrębnych państw z których dzisiaj mamy Francję, Hiszpanię, Włochy. Zanim to jednak nastąpiło degeneracji ulegała armia rzymska. Początkowo, w I w.n.e. jednostki rzymskie (Cesarskie) były doskonale wyposażone i wyszkolone. Towarzyszyły im oddziały pomocnicze, auxiliare złożone z nierzymskich mieszkańców (upraszczam) które im ustępowały pod każdym względem. Jednak wyszkolenie oddziałów rzymskich przeżywało regres. Przykładem empirycznym tego było utworzenie rzymskiego legionu procarzy. Była to formacja bardzo nieskuteczna i dotąd procarze byli tylko w składzie auxiliare. Utworzenie takiego legionu w oddziałach cesarskich świadczy o ich regresie. Armia której skład odzwierciedlał mozaikę etniczną Cesarstwa była coraz gorsza. W 361 roku kiedy wysłano jakąś armię przeciwko Germanom ta zbuntowała się, oczywiście nie obyło się bez jakiejś politycznej agitacji przywódcy jakiejś grupy etnicznej (też fakt empiryczny). Po tym wydarzeniu oficerowie rzymscy doszli do wniosku że Barbarzyńców mogą pokonać tylko Barbarzyńcy i na szeroką skalę zaczęto werbować do armii ochotników spoza cesarstwa. Oczywiście oficerami nadal byli Rzymianie, znali się na sztuce dowodzenia, prowadzenia wojen i armia była posłuszna Rzymowi. Z czasem jednak, siłą rzeczy, pojawili się oficerowie Barbarzyńcy, którzy nie byli gorsi od Rzymian aż w końcu pojawiły się całe barbarzyńskie armie. Wtedy utrzymywanie w posłuszeństwie tych sił musiała przejąć dyplomacja, oczywiście w myśl zasady "divide et Impera" jedną armię Barbarzyńców przeciwstawiano drugiej. Celował w tym Justynian. Znowu działało "Divide et Impera" ale już wobec organizmów państwowych które dysponowały armiami i coraz większym zmysłem politycznym. W końcu Rzymianie (Bizantyjczycy) stracili nad tym kontrolę i przyczyną klęsk pod Manzikert i Myriokefalion było to że wojska rzymskie składały się z obcych najemników którzy nie dali już sobą manipulować. Tak w skrócie bo temat jet jednak obszerny. Mógłby, Szanowny Secesjonista wyszczególnić te punkty to byśmy się na nimi zastanowili. Temat jest obszerny i jedna osoba mu nie podoła. Nie istnieje ale jest opisana, niedokładnie, z lukami, ale jednak. Przecież ów wyżej wymieniony legion procarzy czy bunt pod Akwielją w 361 roku to przykłady empiryczne. Historia szczególnie nadaje się by szukać w niej doświadczeń o charakterze społecznym czy politycznym bo co do chemii to elektrolizę wody każdy sobie może przeprowadzić w domu natomiast wojsko (jak to pod Akwieleją) wysyła się żeby wygrało bitwę czy wojnę a nie dla politycznego czy społecznego eksperymentu.
  11. Przecież historia opisuje zjawiska społeczne, polityczne, ekonomiczne, prawne, ustrojowe, problemy zarządzania, sztukę i to pewnie nie koniec. A to nie są zjawiska empiryczne? Oczywiście opisuje to w sposób niedoskonały, pełen luk, niedomówień czy też zabiegów propagandowych, dlatego nie można powiedzieć że to nauka ścisła ale że empiryczna to tak. Mniemam że Szanowny Secesjonista ma na myśli te czcionki. Temat jest na pewno niezwykle szeroki i nie można od razu wyciągać jakichś wniosków. Na początek można się natomiast odwołać do szkoły podstawowej (z całym szacunkiem dla wysokorankingowych naszych uniwersytetów) i przypomnieć sobie podstawową zasadę jakiej tam uczyli przy opowiadaniu czegoś, czyli: czas i miejsce akcji (tu wynalazku). Co do owych czcionek w Starożytności to wszystko wskazuje na to że czas był problemem we wdrożeniu wynalazku czcionki (Strożytność to za wcześnie). Natomiast miejsce, czyli Europa było dobre, chyba w odróżnieniu od Chin. Nie wiem jak tam jest z czcionkami i kiedyś się zastanawiałem jak wygląda chińska (a zatem i japońska) drukarnia gdzie zamiast 30 znaków jest ich 30 tysięcy i do dzisiaj jest to dla mnie zagadką. Chyba Chińczycy którzy długo wyprzedzali Europę we wszystkich dziedzinach trafili w końcu na barierę swego pisma i zaczęli zostawać w tyle za Europą. Może tu kryje się odpowiedź na znaczenie czcionki w historii. Taka analiza porównawcza może pozwoliłaby wysnuć jakieś wnioski ale to trzeba sporo wiedzieć, szczególnie o Chinach, ja na przykład wiem o nich mało.
  12. Jeżeli już bawimy (jak to nazwałeś) się historią to trzeba pamiętać że jest to jednak nauka empiryczna, chociaż podatna na interpretacje i mocno niekompletna. Zatem musimy się opierać na realiach z niej wynikających. I choć nic o tym nie wiadomo to można założyć że ktoś w Starożytnym Rzymie wynalazł czcionki bo ani intelektu im do tego nie brakowało ani zmysłu technicznego (przecież znali ołów, lutowanie itp). Jednak nie można założyć że ten wynalazek się przyjął czy odegrał jakąkolwiek rolę bo nic o tym ani pośrednio ani bezpośrednio nie wiadomo. Zatem rozprawianie co by było gdyby drukowano coś tam jest trochę bezsensowne. Chociaż można założyć że ktoś to wynalazł i rozważać dlaczego ten wynalazek się nie przyjął. Jak można udowodnić że eskimosom nie jest potrzebna lodówka. Przecież to każdy wie.
  13. Jugosławia przyczyny porażki idei

    Trzeba mieć jednak dużo dobrej woli bowiem jedni piszą cyrylicą a drudzy literami alfabetu łacińskiego.
  14. Pewnie że żadnego. To już w podstawówce uczą że ważny jest czas i miejsce akcji. (tu wynalazku). Co by zdziałał umysł na miarę Einsteina gdyby zaistniał wśród Hotentotów, przeminąłby niezauważony, a nawet najgenialniejszy wynalazca nie miałby szans na wynalezienie lodówki gdyby mieszkał wśród Eskimosów.
  15. W szkole uczono ale teraz są wyszukiwarki gdzie się wpisuje tagi. To po co komplikować życie? Jeśli chodzi o Brest to sprawa jest jeszcze i tak mało skomplikowana chociaż w innym niż mianownik przypadku też można się pomylić na przykład z miastem we Włoszech Brescią czy z Brześciem (po Białorusku chyba Briest). Nie wiem natomiast jak w mianowniku napisać słowo Wight. Mówię o Wighcie? Czy Portsmuth, byłem w Portsmucie? Bezsens. To samo z nazwiskami. Jakieś takie trudne i skomplikowane nazwy lepiej pisać w formie tagów, po prostu wygodniej i łatwiej odnaleźć. Czas idzie naprzód. Te 8 tysięcy to Perrault przytacza relację jednego z dowódców który był sceptycznie nastawiony do całej wyprawy i pewnie przesadził. Pewnie mówił o stratach eskadry francuskiej. Zważywszy że hiszpańska flota poniosła o wiele mniejsze straty bo była krócej w morzu i była lepiej zaopatrzona to liczbę chorych w obu eskadrach można oszacować na 10 tysięcy. Po połączeniu obie floty miały 50 tys ludzi, te 10 tys daje 20%. Natomiast flota admirała Hardy była równa połowie floty franc- hiszp, czyli jej straty chorobowe można oszacować na 10%. No i nie wszyscy zachorowali we wrześniu 1779 roku. Szkorbut we francuskiej eskadrze zaczął się szerzyć na początku sierpnia. Przecież z 3 miesięcznego pobytu na morzu. Jednak Gilles Perrault tak o tym pisze. Powołuje się na różne relacje. Tak gwoli ścisłości to chodziło o zmianę planu. W dniu kiedy miano zacząć realizację planu Hamiltona przybyła fregata by porzucić plan Hamiltona na rzecz planu Arandy. Sprawdzałem, przywiozła rozkazy z Wersalu, czyli bezpośrednio od rządu a tam ministrem był Sartine a na czele rządu stał Vergennes. Plan Hamiltona przewidywał lądowanie na wyspie Wight. Do tego było potrzeba 26 tysięcy ludzi i 300 koni, przy tym wygodny port w Portsmuth był prawie bez obrony. Natomiast do wykonania planu Arandy potrzeba było 40 tys żołnierzy i 8 tys koni przy tym w Kornwalii nie było wygodnego portu. Rzecz jasna że taka zmiana planów musiała parę dni potrwać i nadszedł wrzesień kiedy to żegluga na Kanale stawała się niepewna i trzeba było wracać. Zgadza się. Ale trzeba pamiętać że od końca czerwca w sztabie francuskiej floty był hrabia de Parades, zaufany człowiek Vergennes i Sartine a na pokładach miał pewnie do dyspozycji pełno Bolków i niektórzy twierdzą, pewnie nie bez racji, że to on kierował działaniami floty, tak żeby do inwazji na Anglię nie doszło. Że tacy jak Sartine, a szczególnie Vergennes nie chcieli desantu na Anglię to są różne świadectwa (dokumenty, korespondencja). Zresztą dzisiaj historycy przyznają rację Vergennes. Trudno powiedzieć że był to rezultat polityki samych Francuzów. Tu jasno w oczy rzucają się ówczesne podziały między nimi. Tacy jak Vergennes czy Sartine byli typowymi zawodowcami i jako tacy zostali powołani na ministrów, nie byli powoływani z klucza koteryjnego. Natomiast tacy jak de Broglie mieli już raczej mentalność wielkich panów dworskich. Vergennes i de Broglie byli czołowymi agentami Sekretu a Sartine często współpracował z Sekretem. Ci dwaj pierwsi od dawna chcieli poskromić Anglię i agentura Sekretu bardzo przyczyniła się do wybuchu Rewolucji Amerykańskiej. Jednak kiedy do tego doszło między Vergennes i de Broglie doszło do rozłamu. Vergennes wystarczyło żeby dać Anglii nauczkę, nie chciał lądowania w Anglii bo to pociągnęłoby za sobą długotrwałe wojny z całą Europą. Natomiast tacy jak de Broglie nie mieli nic przeciwko temu by zająć Londyn, osadzić tam Bourbona bo to dałoby dworskiej arystokracji mnóstwo lukratywnych stanowisk. W 1779 roku doszło między nimi do rozgrywki którą de Broglie przegrał. Tak nawiasem mówiąc to nie tylko Francuzi wahali się by stopa ich żołnierza stanęła na angielskiej ziemi. Anglicy postępowali analogicznie. Podczas Wojny Siedmioletniej żołnierze brytyjscy prawie ani razu nie stanęli na ziemi francuskiej (chyba jakieś dwa niewielkie desanty, raczej z oddolnej inicjatywy, które szybko ewakuowano). Nawet po Waterloo Wellington nie wszedł do Francji. Zresztą stosunkom między Francją, Anglią i Stanami Zjedn. warto się przyjrzeć bo chyba bez tego nie zrozumie się Zachodu a 1779 rok do dość ważna data określająca te stosunki. Na przygotowaniu desantu na Anglię. Zresztą cała ta kampania floty d'Orvilliers była chyba dość typowa dla ówczesnych kampanii morskich. Walk i strat bojowych było raczej niewiele codziennością natomiast było zmaganie się z żywiołem, chorobami itp. Dlatego wydaje mi się że warto tą kampanię prześledzić, podobno sporo jest materiałów do tego zagadnienia.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.