Skocz do zawartości

Razorblade1967

Użytkownicy
  • Zawartość

    783
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Razorblade1967

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany
  • Urodziny 05/01/1967

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Bydgoszcz
  • Zainteresowania
    Broń strzelecka
  1. Bułgaria a Druga wojna światowa

    Akurat takich detali jak w przypadku Bułgarii to nie mam... po prostu w zakresie Bułgarii i sprzętu pancernego to mam opublikowany kiedyś w nTW spory artykuł. Natomiast jeśli chodzi o Rumunię w chwili rozpoczęcia wojny z ZSRR to oprócz dywizji piechoty mieli 1. Dywizję Pancerną, w której były m.in. dwa pułki czołgów: - pierwszy pułk miał czołgi czeskie LT-35 (oznaczone jako R-2) i miał dwa bataliony, po 3 kompanie - w każdej wóz d-cy i 5 plutonów po 3 wozy czyli łącznie 109 czołgów, doliczając po dwa w dowództwie każdego batalionu oraz po 3 w kompanii technicznej oraz 3 w dowództwie pułku. - drugi pułk czołgów miał francuskie R35 (oznaczone jako R-35) i miał dwa bataliony, po 3 kompanie - w każdej wóz d-cy i 3 plutony po 3 wozy czyli łącznie 75 czołgów (zaliczają te w dowództwach i kompaniach technicznych). Przy czym ten drugi pułk został wydzielony i funkcjonował samodzielnie. Ponadto niewielką ilość czeskich czołgów AH-IV (oznaczone jako R-1) mieli w brygadach kawalerii - po 6 wozów czyli razem 36 operacyjnych. W sumie daje to 220 czołgów w jednostkach bojowych... i zapewne jakaś ilość w rezerwie i szkoleniu. Tak czy inaczej na chwilę ataku na ZSRR to stosunek czołgów rumuńskich do bułgarskich to 220 do zera... bo przecież ten bułgarski pułk czołgów to gotowości nie osiągnął do czerwca 1941. Do tego trzeba jeszcze zwrócić uwagę na inne przewagi armii rumuńskiej nad bułgarską - jak choćby niezły procent motoryzacji czy niezłą ilość broni przeciwpancernej. W bułgarskiej armii z bronią ppanc. to była "bieda z nędzą", a w rumuńskiej brygadzie (3-batalionowa) był 12 działek 37mm, a dywizja miała dodatkowo jeszcze 8 w kalibrze 47 mm. Może nie były to ilości odpowiadające standardom 1941 w nowoczesnych armiach, ale w sumie nie było z tym źle.
  2. Bułgaria a Druga wojna światowa

    Instynkt samozachowawczy? Ta cała bułgarska armia to w chwili rozpoczęcia wojny niemiecko-radzieckiej miała "aż" 98 bojowych pojazdów pancernych, na co składało się: - 14 włoskich tankietek Cv 33/35 - zakupione w 1935 - 8 lekkich czołgów Vickers E - zakupione w 1937 - 36 czołgów PzKpfw 35(t) - zakupione w dwóch patiach 26 + 10 w 1939/40 - 40 zdobycznych na Francji czołgów R-35 i sprzedanych Bułgarii w 1940 Z tego wszystkiego (poza tymi tankietkami, które nadawały się co najwyżej do szkolenia) utworzono 25 czerwca 1941 jedn pułk pancerny... a w zasadzie Pułk Pancerny bo był jeden i nawet nie trzeba było go numerować. Poza tymi czołgami (i to nie wszystkimi) to miał raptem 24 samochody ciężarowe i 20 motocykli (2 "solo" i 18 z wózkami). Dopiero 15 sierpnia 1941 po ustaleniu etatu kadra pułku udała się na szkolenie do Niemiec, a po ich powrocie w październiku odbyły się pierwsze manewry... wyszły słabo, drugi batalion (na R-35, pierwszy batalion jeździł na PzKpfw 35 (t) i Vickiers E ) w ogóle w całości nie dojechał bo utknął na rozmiękłej od deszczu drodze. W chwili wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej ten pułk nie był zdolny jeszcze do działania (a nawet gdyby był to te R-35 i Vickers E w pierwotnej wersji to już do walki na tamtym froncie nadawały się delikatnie mówiąc słabo...) w sumie chyba dopiero w 1942 jakoś do tego doprowadzili, a potem starali się to jakoś unowocześnić... tyle, że dopiero w 1943 dostarczono zakupione w Niemczech działa samobieżne (pierwsze 5 sztuk StuG 40 w lutym 1943... łącznie zamówili 55, w 1943 dostarczono chyba 27), a do końca roku dostali PzKpfw IV (97... 46 we wrześniu 1943, reszta w 1944 - tyle, że krótko po ich dostarczeniu Bułgaria "zmieniła front") i PzKpfw 38 (t) (10 sztuk). Ponadto eks-francuskie H-39 i S-35 (razem 19... do szkolenia) oraz 20 samochodów pancernych SdKfz 222. Utworzyli sobie z tego Brygadę Pancerną 1 października 1943. Ponadto w całej armii w 1941 było jeszcze 50 włoskich ciągników artyleryjskich, a liczba pojazdów mechanicznych w całej armii nie przekraczała tysiąca (w 1938 mieli 338 ciężarówek i 100 samochodów osobowych, potem trochę dokupili). Do tego wszystkiego należy dodać położenie geograficzne Bułgarii, co raczej kierowały ich zainteresowanie konfliktem na Bałkanach niż ewentualnym udziałem w wojnie z ZSRR oraz fakt, że ich sojusz z Niemcami był dość "chłodny"... ot interesy, a wojna z ZSRR nie była nijakim interesem dla Bułgarii.
  3. Szpiedzy - aspekty etyczne i prawne

    Otóż - nie, w myśl tego artykułu 130-tego. I to niezależnie od klauzuli tych dokumentów. Chyba, że ktoś potrafi udowodnić, że Departament Stanu jest: organizacją wywiadowczą. Jak napisałem zdecydują szczegóły czyli czy przekazywanie dokumentów było związane z kwestiami obcego wywiadu. Fakt, że oficjalnie otrzymujący informację jest zatrudniony w instytucji nie będącej "wywiadowcą" nie oznacza, że taka osoba nie może być jednocześnie pracownikiem wywiadu. Przecież funkcjonujący w różnistych ambasadach agencji obcych wywiadów nie robią tego pod szyldem wywiadu tylko są pracownikami ambasad lub "niewinnych" instytucji obcego państwa. Art. 130 jest niezależny od klauzuli dokumentów, choć może mieć to wpływ na samą wysokość wyroku. Natomiast jeżeli współpraca z wywiadem nie zostanie wykazana to klauzula dokumentów ma wpływ na zastosowany artykuł z KK - bo jest to ujęte w art. 265 lub 266 właśnie w zależności od klauzuli.
  4. Szpiedzy - aspekty etyczne i prawne

    Zdecydują szczegóły sprawy... tak lub nie - bo może to być też "tylko" odpowiedzialność z art. 265 lub 266 KK (kwestia klauzuli dokumentu... jeśli przez poufne rozumiesz ogólnie niejawne, bo jeżeli prze poufne rozumiesz dokument z klauzulą "poufne", a nie np."tajne" to oczywiście 266 KK) Nie... artykuł 130 KK dotyczy działania na szkodę RP.
  5. A dlaczego uważasz, że musieli się do idei karabinu samopowtarzalnego przekonać? Oni byli do niej przekonani mniej więcej w tym samym czasie co inne państwa czyli w latach 30-tych. Choć oczywiście z bronią samopowtarzalną doświadczenia mieli już w PWS... potem trochę im namieszały rozstrzygnięcia traktatowe, ale nawet ta szczątkowa Reichswehra coś tam "dłubała" w temacie. Problem w tym, że ich "czynniki decyzyjne" nie były przekonane do najlepszej dla takiej broni zasady działania czyli poprzez odprowadzenie gazów przez boczny otwór w lufie. Z uporem godnym lepszej sprawy z założenia odrzucano możliwość robienia "dziury w lufie", pomimo faktu, że ta zasadza działania funkcjonowała z powodzeniem w broni zagranicznej. Stad kombinacje z pobieraniem gazów u wylotu lufy czy bronią uruchamianą odrzutem całej broni jak G.35. Co ciekawe ten G.35 Mausera dopuszczono do testów w armii (500 egz.), ale A115 Walthera odrzucono tylko i wyłącznie dlatego, że miał pobieranie gazów przez otwór w lufie... choć była to obiecująca broń działająca na zasadzie odprowadzenia gazów, z zamkiem ryglowanym przez obrót oraz dość spora liczbą elementów tłoczonych - ale otworu w lufie być nie mogło i tyle. Stąd potem Walther musiał na bazie swojego A115 kombinować G.41(W) z pobieraniem gazu u wylotu lufy, a nie z lufy, bo tak mu to narzucono przez Heereswaffenamt. Stąd finalnie G.41 nadawał się... do czego się nadawał, czyli do niczego. Dopiero wojna przekonała decydentów, że otwór w lufie niczemu nie szkodzi i jedyne co im pozostało na szybko to skopiowanie układu gazowego z radzieckiego SWT do G.41 i stworzyć wreszcie działający poprawnie G.43. G.41 powstało pomimo problemów ok. 128 tys., a G.43 prawie 360 tys. egzemplarzy. To wcale nie tak dużo mniej (biorąc pod uwagę tylko G.43) jak StG.44, którego wyprodukowano 425 tys. Gdyby w połowie lat 30-tych nie odrzucono A115 to pewnie Walther rozwijałby karabin samopowtarzalny idąc w założonym kierunku i Niemcy byliby na podobnym etapie co dwie inne armie wprowadzające masowo takie karabiny. W końcu Amerykanie choć przyjęli Garanda w 1936 to poprawiali go do 1940 (wtedy też wdrożyli do produkcji masowej), a w ZSRR po użytkowaniu SWT wz.38 dopiero przy SWT wz.40 osiągnęli broń odpowiednio niezawodną i wytrzymałą. Patrząc na ich zdolności produkcyjne i wielkość ich armii - to pewnie zaczynając masową produkcję w 1939-1940 to zapewne mieliby karabin samopowtarzalny przynajmniej na podobnej zasadzie jak w RKKA czyli w uzbrojeniu żołnierzy bezpośrednio walczących bronią strzelecką. No, ale ta "dziura w lufie"... Natomiast VG 1-5 to był taki trochę "akt rozpaczy"... próba stworzenia broni prostej i zdolnej do masowej produkcji w trudnych warunkach. Samopowtarzalność ma w takim przypadku jedną podstawową zaletę - nie trzeba się przejmować kwestią szybkostrzelności broni i przełącznikami rodzaju ognia (co upraszcza mechanizm spustowy), a i masa broni nie gra specjalnej roli oraz sam układ broni (można zrezygnować z chwytu pistoletowego i dać zwykłą w miarę prostą kolbę).
  6. Który karabin uznajecie za najlepszy?

    A pewnie wszedłby do uzbrojenia jako MAS mle 1940 lub może mle 1941... gdyby nie działania wojenne z 1940. Tyle, że byłaby to pewnie broń mająca magazynek stały, a nie wymienny.
  7. Który karabin uznajecie za najlepszy?

    Czyli skonstruować broń od nowa... No właśnie się nie za bardzo sprawdził... bardziej skomplikowana konstrukcja, droższa, bardziej wrażliwa, która nie daje specjalnego wzrostu szybkostrzelności w stosunku do karabinu powtarzalnego. W zasadzie nie zdążyła też wymienić przedwojennych Berthierów na broń nowocześniejszą. Przecież oni tworzyli równolegle dwa karabiny (w zasadzie karabinki dla wszystkich rodzajów wojsk i służb) samopowtarzalny do użycia przez bezpośrednio walczących oraz powtarzalny dla pozostałych. Tyle, że do użytku wszedł tylko ten drugi, z konieczności też dla tych pierwszych i też nie zdążył zastąpić Berthierów. Dlaczego? Bo jak po każdej wojnie następuje obniżenie finansowania armii, jej pokojowe redukcje, które powodują, że armia ma ogromne zapasy broni wyprodukowanej w czasie wojny i musi je eksploatować, bo nie ma za bardzo "pędu" do rozwijania armii po zakończeniu wojen. Pierwsze lata zwykle kilkanaście to najczęściej korzystanie zapasów wytworzonych podczas wojen. Francję po PWS to dotknęło, jak wiele innych państw, po DWS już nie bo w ich sytuacji nie mieli własnych zapasów, ale część armii powojennych długo funkcjonowało na zapasach. Brytyjczycy w 1956 w czasie konfliktu sueskiego wygląda jak żywcem wyjęci z 1944 (Steny, LE i Breny, stare "garnki" itd.). Ponadto "zimna wojna" trochę to wszystko jednak napędzała... a po PWS nastał okres spokoju i nie spodziewano się szybko kolejnej wojny. Nie było pędu do unowocześnienia, zaczęło się to dopiero kilka lat przez DWS.
  8. Który karabin uznajecie za najlepszy?

    Szału nie robił... Samopowtarzalny karabin zasilany z magazynka 5-nabojowego i do tego zasilany z ładownika, który początkowo był odmienny od tego stosowanego w Berthierach. Ładowanie wymagało otwarcia dna magazynka, wsunięcia ładownika i zamknięcia magazynka, no i potem jeszcze trzeba przeładować. W efekcie szybkostrzelność (przy takiej małej pojemności magazynka i dłuższym czasie jego ładowania) nie odbiegała zanadto od powtarzalnego Berthiera, który ładowało się normalnie od góry, po wystrzeleniu ostatniego naboju... a do tego Berthier był jednak obsługowo prostszy, tańszy i (jak to karabin powtarzalny) mniej wrażliwy na zanieczyszczenia i bardziej niezawodny. Jednym zdaniem "minusy" obsługowe przeważały "plusy" z posiadania broni samopowtarzalnej. Wg "Forgotten Weapons" - 85333 szt.
  9. Flota piracka II Wojny Światowej

    To Ty nazwałeś temat, który założyłeś tak, a nie inaczej... kompletnie bez sensu - i to Ty powołujesz się w tym na jakiegoś niby "najpopularniejszego historyka", choć jego książeczki to raczej taka raczej "literatura popularna" itd. To do kogo pretensje?
  10. Flota piracka II Wojny Światowej

    Na jakiej podstawie wysnuwasz wniosek, że był to "najpopularniejszy" amerykański historyk wojskowości? Jakie przyjąłeś kryterium? Liczba wydanych publikacji, sprzedaż największej ilości ich egzemplarzy czy jakieś inne kryterium? Tak czy inaczej określanie działań niemieckich krążowników pomocniczych jako "pirackich" czy nawet "korsarskich" jest błędem rzeczowym, bo były to okręty wojenne należące do marynarki wojennej państwa i obsadzone przez marynarzy jego floty wojennej czyli nijak to się ma do piractwa czy korsarstwa. A używanie takich "chwytliwych" sformułowań bynajmniej zbyt dobrze o autorach pretendujących do miana "historyków wojskowości" nie świadczy... to typowe raczej dla literatury popularnej, bo poważne publikacje historyczne raczej dbają o poprawność sformułowań i nie budują swojej wartości na bazie "atrakcyjnych" i "przyciągających uwagę" przymiotników.
  11. Flota piracka II Wojny Światowej

    Ależ oczywiście nie zaprzeczam... miałem na myśli, że zamaskowane okręty (przebudowane ze statków) nie były wykorzystywane w ten sam sposób czyli nie służyły działaniom zmierzającym do zwalczania statków handlowych przeciwnika (szkodzeniu jego komunikacji), tak jak wykorzystywano niemieckie krążowniki pomocnicze. Wspomniane Q-ships służyły zwalczaniu okrętów podwodnych przeciwnika... choć były bardziej popularne w czasie PWS niż potem w czasie DWS. Nawet chyba język potoczny nie określa tego "piractwem", a jeżeli już czerpie z podobnych określeń to używa słowa "korsarze" - bo choć to też nie ma wiele wspólnego z działaniami krążowników pomocniczych to jednak sugeruje działania na rzecz jakiegoś państwa, a nie prywatnie. Spotkałem się z takimi potocznymi określeniami nawet w literaturze marynistyczno-militarnej - typu: "niemieckie okręty korsarskie", "niemieccy korsarze" (nawet w odniesieniu od typowych dużych okrętów wojennych działających przeciw liniom komunikacyjnym), ale w sumie pierwszy raz spotykam się z określeniem tego jako "piractwo"?! Z innej beczki... piractwo było, jest i będzie - czy ktoś spotkał się z przykładami takiej działalności w okresie DWS? W sumie przecież, z jednej strony wojna utrudnia takie działania (duża ilość operującej floty), ale z drugiej strony ułatwia... bo zaginiona jednostka może być przypisana nieznanym działaniom floty przeciwnika.
  12. Flota piracka II Wojny Światowej

    Czy aby pojęcie piractwa jest na pewno Tobie znane? Bo piractwo dotyczy rabunku morskiego dla celów osobistych. Niemieckie krążowniki pomocnicze były okrętami wojennymi Kriegsmarine, obsadzonymi przez marynarzy KM i nie działali "prywatnie", a prowadzili działania wojenne w ramach marynarki wojennej swojego kraju. A czy prawa i zwyczaje wojenne zabraniały kamuflowania okrętu, ukrywania uzbrojenia itd.? W zasadzie w kwestii niemieckich zakamuflowanych krążowników pomocniczych to można by się ewentualnie "przyczepić" do zapisu zawartego w VII Konwencji Haskiej z 18.10.1907 roku "Konwencja o przerabianiu statków handlowych na okręty wojenne", bo Art.6 mówi: "Strona wojująca, która przerabia statek handlowy na okręt wojenny, winna w jak najkrótszym czasie wzmiankować tę przeróbkę w spisie okrętów swojej marynarki wojennej" Tyle, że zapis jest dość lakoniczny i nic mówi o upublicznianiu takiej informacji ... a przecież KM traktowała je jako wojenne i miała te okręty w swoich spisach. oraz Art.2: "Statki handlowe, przerobione na okręty wojenne, winny ukazywać zewnętrzne znaki rozpoznawcze okrętów wojennych swej narodowości" Tyle, że znowu nie napisano, w którym momencie - czyli bezpośrednio przed samą walką też jest OK. Co więcej właśnie było to zwyczajem, po obu stronach konfliktu czyli w razie maskowania wciąganie właściwej bandery tuz przed otwarciem ognia. Jeśli chodzi o przykład to można tutaj podać starcie Kormorana z Sydney... Kormoran otworzył ogień po wciągnięciu bandery Kriegsmarine. Pragnę zauważyć, że strona aliancka nie uznała za stosowne potraktować jeńców z niemieckich zakamuflowanych krążowników pomocniczych jako osób łamiących jakieś prawa i zwyczaje prowadzenia wojny na morzu, bo w sumie ich działania mieściły się w tychże zasadach. W tej sam sposób w DWS to nie (kwestia odmiennych warunków i sytuacji wojennej), ale używanie fortelu w postaci upodobniania jednostki np. do jednostki przeciwnika lub/i podnoszenie fałszywej bandery było stosowane. Za przykład można dać atak na St.Nazaire... tam zresztą również brytyjskie kutry podniosły właściwe bandery tuż przed otwarciem ognia, zgodnie ze zwyczajem prowadzenia wojny morskiej, której nie należy mylić z prawami i zwyczajami prowadzenia wojny lądowej. Samego Campbeltowna starano się zresztą upodobnić wizualnie i banderą do jednostek niemieckich. Przykładów fortelu wojennego polegającego pływaniu pod fałszywą banderą, podawania się za coś innego niż czym się było w rzeczywistości można znaleźć w historii zmagań morskich DWS. Przy czym w przeciwieństwie do praw i zwyczajów wojny lądowej, gdzie posługiwanie się "oznaczeniami" (znaki, flagi, mundury) przeciwnika lub udawaniem cywili było przestępstwem wojennym, na morzu coś takiego nie istniało... zwyczaj nakazywał podnieść właściwą banderę przed rozpoczęciem walki (otwarciem ognia). PS. Jak rozumiem mowa o DWS czyli np. statki-pułapki z okresu PWS nie wchodzą w grę?
  13. Czołg średni 25TP/KSUST II

    W zasadzie przede wszystkim należałoby wspomnieć radzieckie czołgi, które nie wyszły co prawda poza stadium prototypów - choć testowane były w rzeczywistych warunkach bojowych czyli o T-100 i SMK... moim zdaniem to chyba była najbardziej udana koncepcja (dwie wieże w osi podłużnej pojazdu)... w ogólnie nietrafionej koncepcji czołgu o więcej niż jednej wieży. W sumie pewną "namiastką" czołgu dwuwieżowego był brytyjski Crusader I z "karłowatą" przednią wieżą z km-em, a i czołgi "dwudziałowe" (choć z drugim działem nie w dodatkowej wieży, a w kadłubie) też trochę podziałały... o ile koncepcja Churchilla z haubicą w kadłubie była szybko zarzucona, to jednak amerykański czołg średni M3 swoją rolę na froncie spełnił - w Afryce północnej i nawet był nie najgorzej oceniany przez Brytyjczyków,którym je dostarczono.
  14. Wkład Francuzów w wyzwolenie Francji

    Jak rozumiem do tych sił nie doliczasz związków taktycznych z francuskich kolonii? Bo tak się składa, że francuska 1 Armia to było "trochę" więcej dywizji niż tylko dwie. Co rozumiesz przez "wkład"? Czy ten "wkład" w pokonanie III Rzeszy to tylko te dywizje "Wolnych Francuzów" (z pominięciem sił z kolonii francuskich), które były zaangażowane bezpośrednio w walki na terenie Francji? Rozumiem, że np. marynarka wojenna nie miała wpływu na przebieg wojny i nie jest "wkładem" w zwycięstwo nad Niemcami, a tym samym w wyzwolenie Francji spod niemieckiej okupacji. Siły francuskie liczyły jesienią 1944 ponad pół miliona żołnierzy, a do końca wojny ta liczba wzrosła do prawie 1,3 miliona.
  15. Wojna Secesyjna

    Koszty pozyskania broni przez Konfederację i Unię jednak dość mocno się różniły... dla przykładu: 1/ Podstawowy karabin Unii czyli odprzodowy, gwintowany, kapiszonowy Springfield kosztował ich ok. 15 dolarów za sztukę, a używane w roli broni snajperskiej Sharps'y kupowano po 45 dolarów za sztukę. 2/ Sprowadzane prze Konfederację z Europy Enfieldy M1853 (też kapiszonowy, odprzodowy, gwintowany) kosztowały po 150 dolarów za sztukę... zakupiono 117 tys. oraz sprowadzono kilkadziesiąt tysięcy ich kopii wytworzonych w Belgii, a np. sprowadzane karabiny snajperskie Whitworda to było już 600-1000 dolarów za sztukę w zależności od ukompletowania broni. Pomijając różne takie nietypowe karabiny (wyborowe czy bardzo nowoczesną wówczas broń na amunicję scaloną) to koszt pozyskania podstawowego karabinu piechoty potrafił być dla Konfederatów nawet 10 razy większy niż taki sam koszt dla Unii.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.