Skocz do zawartości

Razorblade1967

Użytkownicy
  • Zawartość

    791
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Razorblade1967

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany
  • Urodziny 05/01/1967

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Bydgoszcz
  • Zainteresowania
    Broń strzelecka
  1. Wojna Krążownicza na oceanach

    Nie... pierwsza z dwóch łodzi wydobytych z ładowni odbiła od okrętu o 23.30, druga około 0.00 i na dziesięć minut od wybuchu - ale celowo detonowanych ładunków wybuchowych (o 0.10). Natomiast wszystko wskazuje, że eksplozja min nastąpiła o 0.35. Czyli bez przesady... W kwestii czy mógł ugasić pożar czy nie mógł... nie rozstrzygniemy - pisał, że najprawdopodobniej by się to udało, wykorzystując możliwość zalania maszynowni (można to było zrobić z pokładu). Nie było nas tam... innych relacji nie mamy. Chociaż dawno temu (w PRL-u) czytałem coś co powoływało się na z-cę d-cy i też decydującym powodem opuszczenia okrętu była utrata zdolności poruszania się. Tak też napisał we wspomnieniach d-ca - beznadziejność ratowania okrętu uznał w chwili gdy zdano sobie sprawę, że nie ma szans na uruchomienie nawet części napędu. Był to już dryfujący wrak... PS. A co do ewentualnych błędów... może i dowódca Kormorana jakieś popełnił, ale przy dowódcy HMAS Sydney był geniuszem, bo ten ostatni to więcej głupot już chyba zrobić nie mógł. Najbardziej mnie śmieszy (już pomijam to niefrasobliwe podejście do Kormorana), że przy zatrzymywaniu "podejrzanego" statku (wyglądało na statek) nikt nie obsadził lżejszych dział plot (szybkostrzelne i skuteczne przeciw takiemu celowi kal. 102 mm) i lekkiej broni. Obsługi dział głównego kalibru to też chyba "na wakacjach były"... byli przy działach "na sztukę". Żałosne, śmiertelnie - czemuś martwy - boś głupi.
  2. Wojna Krążownicza na oceanach

    Z drugiej strony... nic nie napisał, by pożar zagrażał pomieszczeniu z minami. Pada tylko stwierdzenie o "monitorowaniu" czyli nie było zagrożenia bezpośredniego. Pracowali nad wyciągnięciem łodzi z ładowni i jednocześnie uważano na ewentualne zagrożenie ze strony załadowanych min. A mnie tak... jednostka pozbawiona jakichkolwiek możliwości poruszania się, na odległych wodach, daleko nawet od neutralnego lądu. Można mieć taką nadzieję niby zawsze... ale sam najlepiej wiesz, że ocean to nie autostrada. Szczerze mówiąc nie wiem... Podjął taką, a nie inną decyzję... przecież w sumie okazała się trafna. Zauważ, że o losie Sydney to w zasadzie Australijczycy dowiedzieli się od nich. Z perspektywy czasu jest łatwiej... ale on musiał podejmować decyzje "na gorąco", wybrać jakieś wyjście - w zasadzie mając "równanie z wieloma niewiadomymi". Zdecydował się na takie, a nie inne rozwiązanie... no i się udało. Zasadniczo jedyne ich straty to te wynikające z walki.
  3. Wojna Krążownicza na oceanach

    Pewnie tak... ale przyczyny pozostawania załogi na pokładzie były chyba inne... Walka zakończyła się o 18:25, a łodzie odbiły od statku o 21:00 - w między czasie dokonywano prób dotarcia do załogi maszynowni i dokonano oceny stanu statku oraz w sposób niepośpieszny zwodowano dostępny (nieuszkodzony) sprzęt ratunkowy. Okręt nie tonął, pożar "monitorowano", a więc bezpośredniego niebezpieczeństwa nie było... pośpiech przy opuszczaniu statku nie był więc wskazany. Spokojna ewakuacja i zaopatrzenie środków ratowniczych podnosi przecież szanse na późniejsze przetrwanie na morzu. Natomiast dalsze przebywanie na pokładzie reszty załogi było spowodowane koniecznością wyciągnięcia z ładowni dwóch pozostałych tam łodzi... Z powodu uszkodzeń (m.in. baraku prądu musieli otworzyć ładownie i wydobyć łodzie "ręcznie". Co zajęło im trochę czasu bo pierwszą łódź zwodowano o 23:30. Druga odpłynęła ok. północy - skoro dowódca wspomina, że ładunki wybuchły o 0:10 po 10 minutach od odpłynięcia drugiej łodzi. Co więcej we wspomnieniach jest jeszcze uwaga o tym, że chcieli jak najdłużej pozostać na pokładzie bo mogli się jeszcze ewentualnie bronić za pomocą dziobowych dział... We wspomnieniach jest informacja, że zaworami można było sterować z pokładu. Co do szans na ugaszenia pożaru... to nie wiem - jedyne na czym bazuję to wspomnienia dowódcy "Kormorana", a on stwierdza, że prawdopodobnie pożar by mu się udało ugasić, ale zaniechał tego ponieważ okręt bez napędu i tak był stracony. Dowódca wspomina o zniszczonym sprzęcie ppoż.w maszynowni, braku ciśnienia w instalacji ppoż w komorze przekładni śrub oraz a niedziałających prawoburtowych agregatach do wytwarzania piany. Informacji o pozostałych elementach ochrony ppoż brak. Co do min... to skoro pożar im nie zagrażał, a decyzja o opuszczeniu okrętu była podjęta to w sumie chyba po po prostu "szkoda roboty" Zresztą we wspomnieniach jest wzmianka, że rozważał pozbycie się min, ale pozostawił je aby zniszczenia jednostki były większe.
  4. Wojna Krążownicza na oceanach

    Nie tyle nie było czym, co nie było sensu... Przecież d-ca rozważał ugaszenie pożaru, a nawet wyraźnie stwierdził, że prawdopodobnie by się to udało... w ostateczności choćby przez zalanie pomieszczeń. Tyle, że ze względu na fakt utraty napędu (tak jak poruszono tutaj wcześniej - przebudowany statek handlowy miał go "skoncentrowanego" w niewielkiej przestrzeni i jeden pechowy pocisk mógł i go wyeliminował) działania gaśnicze przestały mieć sens (obsługa maszynowni już nie żyła). Działając samotnie, w oddaleniu od własnych baz i sił na "terenie nieprzyjaciela" - bez napędu i tak nie mieli żadnych szans. Jak można wyczytać we wspomnieniach d-cy okrętu - to gdyby miał choć jeden sprawny generator to by próbował... A tak - pozostało mu się skupić na ewakuacji załogi, na łodziach w ładowni itd.
  5. Patrioty i Caracale

    A przy okazji tegoż "sukcesu"... Pamiętacie jak bredzono o "przepłaconych Caracalach"? Podawano ileż to wypada milionów za śmigłowiec, oczywiście "taktycznie" przemilczano, że to były nie tylko śmigłowce, z których część była w wersjach specjalistycznych (które potrafią podnieść cenę dwukrotnie) ale też cała "infrastruktura" z tym związana ("pakiety" szkoleniowe" i "logistyczne"). Tymczasem kupiono 4 sztuki S-70i za łączną kwotę 683,5 mln zł (czyli 170 mln zł przypada na śmigłowiec) z czego same śmigłowce kosztują po 75 mln zł. Czyli teraz dobitnie widać, że zakupy śmigłowców typów wcześniej nie eksploatowanych w armii to nie tylko cena samych maszyn... i nagle te "przepłacone Caracale" jakby stają się jakby "nieprzepłacone".
  6. A co to jest "podejrzany przypadek"? Większość tych zwolnień w "ramach protestu" to zwolnienia krótkoterminowe (za takie płaci pracodawca), które bardzo trudno podważyć, bo i objawy mijają stosunkowo szybko. Te "podejrzane" zwolnienia to raczej te długotrwałe i te akurat da się sprawdzić, bo wynikają ze schorzeń, którymi zajmują się specjaliści, wykonuje się badania laboratoryjne. Do tego nasz system ochrony zdrowia preferuje sytuacje jak najkrótszego "zaopatrzenia pacjenta", a więc lekarze pierwszego kontaktu wystawiają zwolnienia w dużej mierze na podstawie opisu objawów przez pacjenta, bez kierowania na badania laboratoryjne czy do specjalistów. Przecież wszyscy wiemy jak to działa... byle szybko, recepta, zwolnienie i... jak się nie polepszy to przyjść ewentualnie za tydzień czy dwa. Idź do lekarza "pierwszego kontaktu", poskarż się na jakieś dolegliwości... recepta, zwolnienie i "wypad" ... "następny proszę". Teraz inna kwestia... w sumie nawet nie trzeba symulować, bo bardzo często chodzimy do pracy z jakimiś dolegliwościami (coś tam łykamy i do lekarza nie idziemy), szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Teraz wystarczy się umówić, że "z byle czym" idziemy do lekarza i już mamy wszędzie spory procent nieobecności chorobowych. Za każdym razem gdy byłem u lekarza z jakimś niegroźnym "stanem zapalnym" to na dzień dobry oferowali zwolnienie, którego zresztą w przynajmniej 80% przypadków odmawiałem, a już nie wspominam, że zwykle do lekarza nie chodziłem, tylko używałem środków "medycyny domowej" lub dostępnych w aptece bez recepty. No, ale jeśli protest, to... można iść, zwolnienie przyjąć, a bez problemu te dwa tygodnie się dostanie. Dalej... wielu z nas ma jakieś tam sprawy do zbadania, zabiegi do przeprowadzenia itd. - ale to odwlekamy, bo nie są specjalnie uciążliwe, nie mamy na to czasu itd. Znowu wystarczy się umówić, że w jednym czasie idziemy to "pozałatwiać" i procent chorych się zwiększa. No przecież od tego zaczęli... dawali pouczenia zamiast mandatów. Trwało to dłuższy czas. W efekcie przełożeni im wstrzymali premie... no to protest zaostrzyli i zaczęli "chorować na potęgę". Bo strajkować przecież nie mają prawa. Przy okazji to zauważmy, że ten protest powinien wyjść na dobre i obywatelom - bo w jego efekcie (to też był jeden z postulatów) zniknęły te idiotyczne limity mandatów czyli w sumie nie będą już ich dawać na siłę, wtedy gdy faktycznie rozsądne byłoby pouczenie - w obawie, że nie dostaną premii czy będą mieli jakieś problemy z przełożonymi. Nie wiem oczywiście na ile to będzie sytuacja trwała, ale z tego co się orientuję to na razie ichni minister tego procederu zakazał i pewnie jakiś czas przełożeni policjantów będą się "pilnować".
  7. Bo w przeciwieństwie do nauczycieli policjanci mają ograniczone prawa "pracownicze" - nie mają prawa do strajku, a więc taka, choć kontrowersyjna forma protestu po prostu budziła u wielu po prostu zrozumienie. Natomiast prawa nauczycieli do protestu i strajku nie są ograniczone - a więc protest "chorobowy" jest w sumie jak dla mnie średnio zrozumiały, bo oni mogą walczyć o swoje podwyżki, a zmiany w warunkach pracy w taki sam sposób jak inni zatrudnieni.
  8. Cudzoziemcy w Wehrmachcie

    Pytanie też czy autor tematu ma zamiar zaliczyć personel "Hiwi" (Hilfswilligen) - bo tutaj można pokusić się o konkretne liczby w oparciu o niemieckie etaty.
  9. Bułgaria a Druga wojna światowa

    Akurat takich detali jak w przypadku Bułgarii to nie mam... po prostu w zakresie Bułgarii i sprzętu pancernego to mam opublikowany kiedyś w nTW spory artykuł. Natomiast jeśli chodzi o Rumunię w chwili rozpoczęcia wojny z ZSRR to oprócz dywizji piechoty mieli 1. Dywizję Pancerną, w której były m.in. dwa pułki czołgów: - pierwszy pułk miał czołgi czeskie LT-35 (oznaczone jako R-2) i miał dwa bataliony, po 3 kompanie - w każdej wóz d-cy i 5 plutonów po 3 wozy czyli łącznie 109 czołgów, doliczając po dwa w dowództwie każdego batalionu oraz po 3 w kompanii technicznej oraz 3 w dowództwie pułku. - drugi pułk czołgów miał francuskie R35 (oznaczone jako R-35) i miał dwa bataliony, po 3 kompanie - w każdej wóz d-cy i 3 plutony po 3 wozy czyli łącznie 75 czołgów (zaliczają te w dowództwach i kompaniach technicznych). Przy czym ten drugi pułk został wydzielony i funkcjonował samodzielnie. Ponadto niewielką ilość czeskich czołgów AH-IV (oznaczone jako R-1) mieli w brygadach kawalerii - po 6 wozów czyli razem 36 operacyjnych. W sumie daje to 220 czołgów w jednostkach bojowych... i zapewne jakaś ilość w rezerwie i szkoleniu. Tak czy inaczej na chwilę ataku na ZSRR to stosunek czołgów rumuńskich do bułgarskich to 220 do zera... bo przecież ten bułgarski pułk czołgów to gotowości nie osiągnął do czerwca 1941. Do tego trzeba jeszcze zwrócić uwagę na inne przewagi armii rumuńskiej nad bułgarską - jak choćby niezły procent motoryzacji czy niezłą ilość broni przeciwpancernej. W bułgarskiej armii z bronią ppanc. to była "bieda z nędzą", a w rumuńskiej brygadzie (3-batalionowa) był 12 działek 37mm, a dywizja miała dodatkowo jeszcze 8 w kalibrze 47 mm. Może nie były to ilości odpowiadające standardom 1941 w nowoczesnych armiach, ale w sumie nie było z tym źle.
  10. Bułgaria a Druga wojna światowa

    Instynkt samozachowawczy? Ta cała bułgarska armia to w chwili rozpoczęcia wojny niemiecko-radzieckiej miała "aż" 98 bojowych pojazdów pancernych, na co składało się: - 14 włoskich tankietek Cv 33/35 - zakupione w 1935 - 8 lekkich czołgów Vickers E - zakupione w 1937 - 36 czołgów PzKpfw 35(t) - zakupione w dwóch patiach 26 + 10 w 1939/40 - 40 zdobycznych na Francji czołgów R-35 i sprzedanych Bułgarii w 1940 Z tego wszystkiego (poza tymi tankietkami, które nadawały się co najwyżej do szkolenia) utworzono 25 czerwca 1941 jedn pułk pancerny... a w zasadzie Pułk Pancerny bo był jeden i nawet nie trzeba było go numerować. Poza tymi czołgami (i to nie wszystkimi) to miał raptem 24 samochody ciężarowe i 20 motocykli (2 "solo" i 18 z wózkami). Dopiero 15 sierpnia 1941 po ustaleniu etatu kadra pułku udała się na szkolenie do Niemiec, a po ich powrocie w październiku odbyły się pierwsze manewry... wyszły słabo, drugi batalion (na R-35, pierwszy batalion jeździł na PzKpfw 35 (t) i Vickiers E ) w ogóle w całości nie dojechał bo utknął na rozmiękłej od deszczu drodze. W chwili wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej ten pułk nie był zdolny jeszcze do działania (a nawet gdyby był to te R-35 i Vickers E w pierwotnej wersji to już do walki na tamtym froncie nadawały się delikatnie mówiąc słabo...) w sumie chyba dopiero w 1942 jakoś do tego doprowadzili, a potem starali się to jakoś unowocześnić... tyle, że dopiero w 1943 dostarczono zakupione w Niemczech działa samobieżne (pierwsze 5 sztuk StuG 40 w lutym 1943... łącznie zamówili 55, w 1943 dostarczono chyba 27), a do końca roku dostali PzKpfw IV (97... 46 we wrześniu 1943, reszta w 1944 - tyle, że krótko po ich dostarczeniu Bułgaria "zmieniła front") i PzKpfw 38 (t) (10 sztuk). Ponadto eks-francuskie H-39 i S-35 (razem 19... do szkolenia) oraz 20 samochodów pancernych SdKfz 222. Utworzyli sobie z tego Brygadę Pancerną 1 października 1943. Ponadto w całej armii w 1941 było jeszcze 50 włoskich ciągników artyleryjskich, a liczba pojazdów mechanicznych w całej armii nie przekraczała tysiąca (w 1938 mieli 338 ciężarówek i 100 samochodów osobowych, potem trochę dokupili). Do tego wszystkiego należy dodać położenie geograficzne Bułgarii, co raczej kierowały ich zainteresowanie konfliktem na Bałkanach niż ewentualnym udziałem w wojnie z ZSRR oraz fakt, że ich sojusz z Niemcami był dość "chłodny"... ot interesy, a wojna z ZSRR nie była nijakim interesem dla Bułgarii.
  11. Szpiedzy - aspekty etyczne i prawne

    Otóż - nie, w myśl tego artykułu 130-tego. I to niezależnie od klauzuli tych dokumentów. Chyba, że ktoś potrafi udowodnić, że Departament Stanu jest: organizacją wywiadowczą. Jak napisałem zdecydują szczegóły czyli czy przekazywanie dokumentów było związane z kwestiami obcego wywiadu. Fakt, że oficjalnie otrzymujący informację jest zatrudniony w instytucji nie będącej "wywiadowcą" nie oznacza, że taka osoba nie może być jednocześnie pracownikiem wywiadu. Przecież funkcjonujący w różnistych ambasadach agencji obcych wywiadów nie robią tego pod szyldem wywiadu tylko są pracownikami ambasad lub "niewinnych" instytucji obcego państwa. Art. 130 jest niezależny od klauzuli dokumentów, choć może mieć to wpływ na samą wysokość wyroku. Natomiast jeżeli współpraca z wywiadem nie zostanie wykazana to klauzula dokumentów ma wpływ na zastosowany artykuł z KK - bo jest to ujęte w art. 265 lub 266 właśnie w zależności od klauzuli.
  12. Szpiedzy - aspekty etyczne i prawne

    Zdecydują szczegóły sprawy... tak lub nie - bo może to być też "tylko" odpowiedzialność z art. 265 lub 266 KK (kwestia klauzuli dokumentu... jeśli przez poufne rozumiesz ogólnie niejawne, bo jeżeli prze poufne rozumiesz dokument z klauzulą "poufne", a nie np."tajne" to oczywiście 266 KK) Nie... artykuł 130 KK dotyczy działania na szkodę RP.
  13. A dlaczego uważasz, że musieli się do idei karabinu samopowtarzalnego przekonać? Oni byli do niej przekonani mniej więcej w tym samym czasie co inne państwa czyli w latach 30-tych. Choć oczywiście z bronią samopowtarzalną doświadczenia mieli już w PWS... potem trochę im namieszały rozstrzygnięcia traktatowe, ale nawet ta szczątkowa Reichswehra coś tam "dłubała" w temacie. Problem w tym, że ich "czynniki decyzyjne" nie były przekonane do najlepszej dla takiej broni zasady działania czyli poprzez odprowadzenie gazów przez boczny otwór w lufie. Z uporem godnym lepszej sprawy z założenia odrzucano możliwość robienia "dziury w lufie", pomimo faktu, że ta zasadza działania funkcjonowała z powodzeniem w broni zagranicznej. Stad kombinacje z pobieraniem gazów u wylotu lufy czy bronią uruchamianą odrzutem całej broni jak G.35. Co ciekawe ten G.35 Mausera dopuszczono do testów w armii (500 egz.), ale A115 Walthera odrzucono tylko i wyłącznie dlatego, że miał pobieranie gazów przez otwór w lufie... choć była to obiecująca broń działająca na zasadzie odprowadzenia gazów, z zamkiem ryglowanym przez obrót oraz dość spora liczbą elementów tłoczonych - ale otworu w lufie być nie mogło i tyle. Stąd potem Walther musiał na bazie swojego A115 kombinować G.41(W) z pobieraniem gazu u wylotu lufy, a nie z lufy, bo tak mu to narzucono przez Heereswaffenamt. Stąd finalnie G.41 nadawał się... do czego się nadawał, czyli do niczego. Dopiero wojna przekonała decydentów, że otwór w lufie niczemu nie szkodzi i jedyne co im pozostało na szybko to skopiowanie układu gazowego z radzieckiego SWT do G.41 i stworzyć wreszcie działający poprawnie G.43. G.41 powstało pomimo problemów ok. 128 tys., a G.43 prawie 360 tys. egzemplarzy. To wcale nie tak dużo mniej (biorąc pod uwagę tylko G.43) jak StG.44, którego wyprodukowano 425 tys. Gdyby w połowie lat 30-tych nie odrzucono A115 to pewnie Walther rozwijałby karabin samopowtarzalny idąc w założonym kierunku i Niemcy byliby na podobnym etapie co dwie inne armie wprowadzające masowo takie karabiny. W końcu Amerykanie choć przyjęli Garanda w 1936 to poprawiali go do 1940 (wtedy też wdrożyli do produkcji masowej), a w ZSRR po użytkowaniu SWT wz.38 dopiero przy SWT wz.40 osiągnęli broń odpowiednio niezawodną i wytrzymałą. Patrząc na ich zdolności produkcyjne i wielkość ich armii - to pewnie zaczynając masową produkcję w 1939-1940 to zapewne mieliby karabin samopowtarzalny przynajmniej na podobnej zasadzie jak w RKKA czyli w uzbrojeniu żołnierzy bezpośrednio walczących bronią strzelecką. No, ale ta "dziura w lufie"... Natomiast VG 1-5 to był taki trochę "akt rozpaczy"... próba stworzenia broni prostej i zdolnej do masowej produkcji w trudnych warunkach. Samopowtarzalność ma w takim przypadku jedną podstawową zaletę - nie trzeba się przejmować kwestią szybkostrzelności broni i przełącznikami rodzaju ognia (co upraszcza mechanizm spustowy), a i masa broni nie gra specjalnej roli oraz sam układ broni (można zrezygnować z chwytu pistoletowego i dać zwykłą w miarę prostą kolbę).
  14. Który karabin uznajecie za najlepszy?

    A pewnie wszedłby do uzbrojenia jako MAS mle 1940 lub może mle 1941... gdyby nie działania wojenne z 1940. Tyle, że byłaby to pewnie broń mająca magazynek stały, a nie wymienny.
  15. Który karabin uznajecie za najlepszy?

    Czyli skonstruować broń od nowa... No właśnie się nie za bardzo sprawdził... bardziej skomplikowana konstrukcja, droższa, bardziej wrażliwa, która nie daje specjalnego wzrostu szybkostrzelności w stosunku do karabinu powtarzalnego. W zasadzie nie zdążyła też wymienić przedwojennych Berthierów na broń nowocześniejszą. Przecież oni tworzyli równolegle dwa karabiny (w zasadzie karabinki dla wszystkich rodzajów wojsk i służb) samopowtarzalny do użycia przez bezpośrednio walczących oraz powtarzalny dla pozostałych. Tyle, że do użytku wszedł tylko ten drugi, z konieczności też dla tych pierwszych i też nie zdążył zastąpić Berthierów. Dlaczego? Bo jak po każdej wojnie następuje obniżenie finansowania armii, jej pokojowe redukcje, które powodują, że armia ma ogromne zapasy broni wyprodukowanej w czasie wojny i musi je eksploatować, bo nie ma za bardzo "pędu" do rozwijania armii po zakończeniu wojen. Pierwsze lata zwykle kilkanaście to najczęściej korzystanie zapasów wytworzonych podczas wojen. Francję po PWS to dotknęło, jak wiele innych państw, po DWS już nie bo w ich sytuacji nie mieli własnych zapasów, ale część armii powojennych długo funkcjonowało na zapasach. Brytyjczycy w 1956 w czasie konfliktu sueskiego wygląda jak żywcem wyjęci z 1944 (Steny, LE i Breny, stare "garnki" itd.). Ponadto "zimna wojna" trochę to wszystko jednak napędzała... a po PWS nastał okres spokoju i nie spodziewano się szybko kolejnej wojny. Nie było pędu do unowocześnienia, zaczęło się to dopiero kilka lat przez DWS.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.