Skocz do zawartości

Zawartość z ostatnich 3 dni

Wyświetlanie całej zawartości: dodana w ciągu ostatnich 3 dni.

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Wczoraj
  2. Ulubiony sportowiec

    Brydż to sport? A szachy? Sport z aktywnością fizyczną się kojarzy.
  3. Sport a Wy?

    Ja uwielbiam biegać i pływać.
  4. Ulubiony sportowiec

    Adam Małysz najlepszy.
  5. Waldemar Łysiak - ocena literatury

    Tu zdaje się kluczową datą będzie rok 1988. Chyba wtedy życie rodzinne mu się posypało i to zdaje się w spektakularnym stylu (tyle co mi się "o oczy obiło" bo nigdy nie dociekałem). Od tego czasu stal się zgorzkniały i zaczął marudzić, że kobiety nie są takie jakie powinny być.
  6. Waldemar Łysiak - ocena literatury

    Na swoje własne potrzeby stworzyłem kategorię "opisywaczy świata". Inaczej - "malarzy słowem". Zaliczam do niej autorów, którzy - moim zdaniem - mają coś ciekawego do powiedzenia, czasami nawet są w tym wielcy, a ich opinie bywają bardzo trafne. Choć, niekoniecznie muszą być przesadnie dokładni w sferze faktów, czy metodologii. Czyli - do przygotowania na egzamin z historii u wymagającego profesora historii, czy na sprawdzian u dociekliwego politologa, pewnie bym opierania się na ich książkach nie polecał, ale nie przeczytać - to grzech. Zaliczam do nich osoby zajmujące się rozmaitą tematyką. Na czołowych miejscach w tej mojej kategorii jest: 1) Kapuściński. Wiadomo, że można mu wiele spraw znaleźć - wystarczy przeczytać książkę Domosławskiego (nie przesądzam oczywiscie, co jest w niej słuszne, a co nie). A i sam uśmiecham się, gdy chociażby Kapuściński już "dostarczył" niszczyciele typu "Spruance" ("Kidd") do cesarskiego Iranu. Ale tak ciekawej (i często - w mojej ocenie - trafnej) opowieści o współczesnym świecie - trudno szukać. 2) Jasienica. Specjaliści wytykają mu błędy. Pewnie słusznie. Ale nadal pozostaje to przepiękna opowieść o historii Polski. 3) Wańkowicz. Powtarza się, czasami coś pomyli, może i ponosi go szlachecka fantazja. Ale trudno znaleźć równe mu pióro dziennikarskie. 4) Łysiak. Często się z tym autorem nie zgadzam. I dziwię się, skąd tak często w nim tyle nienawiści. Ale pióro wybitne.
  7. Waldemar Łysiak - ocena literatury

    Raczej: apologeta... a z wiarygodnością Łysiaka bywa różnie, z jego książki pt. "Karawana literatury" możemy się dowiedzieć, że np.: Sławomir Mrożek miał na imię Stanisław, a wspomniany przezeń Tadeusz Żychniewicz to w rzeczywistości - Żychiewicz, a Maria Pyszny myli się jemu z Marią Bujnicką. To oczywiście można złożyć na karb złej redakcji. Ale co zrobić z taką (dość powszechną a błędną) informacją, iż Sienkiewicz dostał Nobla za "Quo vadis"? A co zrobić z uwagą, że Gałczyński w wierszu "Niedzielny spacer konfidenta" odnosi się do peerelowskiej rzeczywistości, skoro utwór ten powstał na długo jeszcze przed zaistnieniem PRL-u? Nie trzeba wiele trudu by sprawdzić iż Manuela Gretkowska nie dostała nagrody "Nike", jak stwierdza pan Łysiak, a opisując książkę Louisa-Ferdinanda Céline'a "Voyage au bout de la nuit" i opinie o niej, w rzeczywistości opisuje pamflet tego autora pt. "Bagattelle pour un massacre". Niektóre - zapewne, acz nie wszystkie, w "Do Rzeczy" (nr 22, 2013) Łysiak informuje nas, że powiedzenie: "Szkalujcie, szkalujcie, zawsze coś się przyczepi" jest autorstwa Fryderyka I (Pruskiego), co może zdziwić, jako że już trzydzieści cztery lata przed narodzeniem tego władcy u Francisa Bacona możemy przeczytać: "audacter calumniare, semper, aliquid haeret", a samo powiedzenie ma swe korzenie u starożytnych Greków.
  8. Co do występowania tych samych nazw, to film "Chłopaki nie płaczą" nie ma nic wspólnego z piosenką T.Love o tym samym tytule Klady R1a występujące w naszym kraju są stosunkowo młode (1500 lat), dodatkowo mają wspólnego przodka na Białorusi i Ukrainie, więc genetyka też już zaczyna wskazywać, może nie tyle na allochtonizm, co bardziej na przerwę w zamieszkiwaniu ziem polskich przez Prasłowian w okresie rzymskim (ok. 600-letnią, odpowiadającą przerwie w polskości Pomorza Zachodniego i Śląska). Nie należy też zapominać o bitwie pod Tollense (zakładając, że to nie kobiety walczyły). Jak dla mnie to oba wyjaśnienia pasują (choć należy też pamiętać, że od boga Lugha nadawano nazwy w całej Europie, np. Lugdunum - dzisiaj Lyon, Lugano, Locarno w Szwajcarii, Lugo w Hiszpanii, możliwe, że też Ługańsk). Kolejna kwestia to taka, że cała ludność "Polski" została do II wieku zgermanizowana, co powoduje zaniknięcie problemu słowiańskości bądź celtyckości Lugiów (do tego czasu po celtycku mówili tylko Kotynowie i Ossowie w dzisiejszej Słowacji, reszta "szprechała"), zaś Lugiowie i Wandalowie zaczęło znaczyć to samo. Należałoby też wyjaśnić pochodzenie nazw odłamów Lugiów, jak Harii, Helisii, Nahanarvali, Helvecones, Manimi (myślę, że po odpowiednim naciągnięciu by się udało, lecz jednocześnie Hel- to rdzeń typowo celtycki). Wspomniał też ktoś o Wenedach, ja myślę, że to nazwa prabałtosłowiańska (lub praindoeuropejska), która rozprzestrzeniła się na zachód i na południe, odwrotnie niż sądził np. G. Jagodziński (który widział italskich Wenetów nad Bałtykiem, którzy rzekomo przybyli w IV w. p.n.e. z Adriatyku, moim zdaniem bajki). Prawdopodobnie nazwa pochodzi od prasłowiańskiego vęt-, czyli większy.
  9. Chętnie odniósłbym się oczywiście szczegółowo do poszczególnych kwestii poruszonych przez Jacobera, ale boję się, że mój wpis wyleci i temat zostanie zamknięty, a ja wykonam tylko "kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty". Dlatego może tylko na razie kilka słów, tak ogólnie... Nie przystąpiłem do dyskusji w tym temacie z gotową tezą, że etnonim Lugii może być dociekany jedynie na słowiańskim gruncie językowym. Zwróćcie jednak uwagę, Koledzy, że dawniej hipoteza o jego słowiańskich korzeniach dominowała. W miarę jednak wzrostu popularności teorii allochtonicznej, za bardziej prawdopodobne zaczęto uznawać związki tego etnonimu z językami italo-celtyckimi lub greką, a to z tego powodu, że w okresie jego zapisu na wskazanych przez autorów terenach Słowian podobno nie było. Na ten argument powoływał się właśnie chociażby Jerzy Strzelczyk. Natomiast badania archeologiczne ostatnich lat nie wskazują na dyskontynuację osadniczą a badania antropometryczne wskazują na tożsamość biologiczną ludności zamieszkującej nasze ziemie w starożytności i dziś. Do tego badania genetyczne, co chyba najważniejsze, dowodzą jednoznacznie, że dzisiejsi Słowianie zachodni są potomkami ludności kultury łużyckiej. No i właśnie w świetle tych nowych faktów problem ewentualnie słowiańskiej etymologii etnonimu Lugii powraca - i o tym miałem nadzieję podyskutować w tym wątku.
  10. Ostatni tydzień
  11. Przemysław Piotr Żurawski vel Grajewski Sprawa ukraińska na konferencji pokojowej w Paryżu w roku 1919 Wydanie drugie uzupełnione Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 2017 ISBN 978-83-7507-202-0 format B5, s. 179, 8 mapek, Summary in English, bibliografia, skorowidz osób, skorowidz toponimów stosowny link Burzliwe dzieje współczesnej Ukrainy, która od początku obecnego wieku zdołała już przeżyć dwie rewolucje („pomarańczową” w 2004 r. oraz euromajdan i „rewolucję godności” na przełomie lat 2013‐2014), a obecnie zmuszona jest stawiać czoła zbrojnej agresji rosyjskiej, pobudzają zainteresowanie polskiej opinii publicznej dziejami południowo‐wschodniego sąsiada. Mimo bliskości geograficznej, językowej i kulturowej, także tej wynikającej z wielowiekowego współżycia Polaków i Ukraińców (do przełomu XIX i XX w. zwanych Rusinami) we wspólnym państwie, co skutkowało przenikaniem się obu etnosów, dzieje Ukrainy są w Polsce słabo znane. Dr hab. Przemysław Piotr Żurawski vel Grajewski — profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Łódzkiego w Katedrze Teorii Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. W latach 1987‐1995 pracownik naukowy Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego, od 1995 r. na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ. Autor m.in. ważnej monografii Stany Zjednoczone wobec problemu kontroli zbrojeń w dobie Komisji Przygotowawczej do genewskiej Konferencji Rozbrojeniowej 1925-1930. Spis treści Przedmowa do wydania II Przedmowa Wstęp Rozdział I. Sprawa Ukrainy Naddnieprzańskiej i Galicji Wschodniej na konferencji pokojowej w Paryżu w roku 1919 1. Uwagi wstępne 2. Stan kwestii ukraińskiej na arenie międzynarodowej u progu konferencji pokojowej 3. Polskie, ukraińskie i rosyjskie roszczenia terytorialne i pierwsze próby mediacji ze strony Konferencji Pokojowej 4. Sprawa wysyłki Armii Hallera do Polski a konflikt w Galicji Wschodniej 5. Depesza Rady Najwyższej z 19 III 1919 roku 6. Konflikt w Galicji Wschodniej a działania rozjemcze Konferencji Pokojowej (kwiecień‐połowa maja 1919 roku) 7. Stanowisko Konferencji Pokojowej wobec ofensywy polskiej w Galicji Wschodniej (maj 1919 roku) 8. Decyzja Rady Najwyższej z 25 VI 1919 roku 9. Walka dyplomatyczna o status prawny Galicji Wschodniej 10. Delegacja ukraińska i Konferencja Pokojowa wobec rozwoju sytuacji militarnej na Ukrainie Naddnieprzańskiej Rozdział II. Kwestia Rusi Podkarpackiej Rozdział III. Problem ukraiński a sprawa przynależności państwowej Bukowiny i Besarabii Rozdział IV. Epilog kwestii państwowości ukraińskiej na forum międzynarodowym w latach 1920‐1923 Summary Bibliografia Mapy Skorowidz osób Skorowidz toponimów Nota o książce i autorze
  12. Polska Platforma Pancerna XXI wieku

    Ciekawa informacja z Rosji: http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=23567 Szczerze mówiąc, podejrzewałem to od dawna (choć mam niewątpliwie w tej materii status laika). Że mityczna rosyjska "Armata" może dobrze chroni załogę ... i niewiele poza tym. Przynajmniej niewiele wiemy, czy jest coś ... poza tym. W tym kontekście jest raczej jasne, że podstawą rosyjskich siła pancernych będzie jeszcze przez lata rodzina T-72(90) - plus może T-80. Co w ciekawym świetle sytuuje pomysły modernizacji naszych T-72 i "Twardych" (modernizacji głębokiej - z ukraińskimi wieżami i "płytkiej"). T-72 jaki jest, każdy widzi. Ale może nie trzeba szukać i uznać ten czołg za sensowną "platformę" (choć pewnie tylko czołgową) na potrzeby kolejnych dziesięcioleci?
  13. Jakober, z Wenetami jest podobnie tzn. istnieli Wenetowie w Bretanii, zapewne celtyccy, istnieli Wenetowie italscy i istnieli Wenetowie słowiańscy. Te wszystkie przykłady pokazują, że podobne lub identyczne nazwy nosili przedstawiciele różnych etnosów. Oczywiście można doszukiwać się różnych podobnych do Lugiów nazw w Europie. A nawet i na świecie pewnie znajdą się jakieś. Ale nawet jeśli wskażemy 10 możliwości to i tak na końcu 9 musimy odrzucić i wskazać jedną najbardziej prawdopodobną. Myślę, że wielu się ze mną zgodzi, że najbardziej prawdopodobne są dwie opcje: słowiańska i celtycka. Zadam takie pytanie retoryczne: skąd wiadomo, że plemię Lugi ze Szkocji było celtyckie? Czy tylko dlatego, że skojarzono nazwę z praceltyckim słowem "przysięga"? Chyba nie. Jest jeszcze coś takiego jak argumenty pozajęzykowe, które rozstrzygają na jedną bądź drugą stronę. Dlatego nie zapominajmy o słowiańskim plemieniu Łużyczan, którego etymologia od "ługu" nie budzi żadnych wątpliwości (pomijając spór czy jest to zdrobnienie czy też nie) i które należało do strefy kulturowej Sukow – Szeligi. Niemiecki badacz Joachim Herrmann etnogenezę Słowian łączył głównie z kulturą przeworską i wywodził z niej grupę Sukow – Szeligi (ktorą Siedow nazywał lechicką) oraz grupę Praga – Korczak, a plemię Łużyczan wywodził z obszaru Lugii. To dowodzi pochodzenia słowiańskich Łużyczan bezpośrednio od Lugiów, a co za tym idzie słowiańskiego pochodzenia Lugiów. Oboczności Lugi – Lungi (Lugiowie) oraz Lusici – Lunsizi (Łużyczanie) dodatkowo potwierdzają powyższe wnioski od strony językowej. Nie uważam aby opcja słowiańska była jedyną słuszną i przyznaję, że opcja celtycka również ma swoje mocne strony, ale opowiadam się za tą pierwszą z wyżej wymienionych względów. P.S. Podziękowania dla dyskutantów, zwłaszcza tych, którzy wnieśli coś merytorycznego do dyskusji.
  14. Niszczenie zbiorów bibliotecznych w PRL-u

    "Akcję „oczyszczania” księgozbiorów przeprowadzono w latach 1949 i 1950. Usunięto wówczas 1120 tytułów książek. Uznano jednak, że akcja nie została zakończona oraz nie wszędzie praca została przeprowadzona dokładnie i „biblioteki w dalszym ciągu są zaśmiecane książkami wątpliwej wartości pochodzącymi z różnych darów”. Dlatego przygotowano nowe wykazy tytułów, zawierające łącznie z poprzednimi 2474 pozycje". /J. Sadowska "Cenzura PRL i czytelnicy wobec twórczości Marii Rodziewiczówny", "Bibliotekarz Podlaski", nr 27, 2013, s. 25/ Przy tym wszystkim, trzeba jednak podziwiać wiarę władz w powszechność czytelnictwa wówczas, oto pośród różnych kategorii książek niezbyt mile widzianych istniały: "książki do zaczytania".
  15. No właśnie mniej więcej tak mi się wydawało ale póki secesjonista sam pytania nie zadał nie chciałem głowy tym specjalnie zawracać.
  16. Na wstępie wypadałoby zauważyć, że dosyć często pojęcia z języka prawnego i prawniczego, mogą być nieznane w języku potocznym, lub - mieć w tym języku nieco inne znaczenie. Orędzie (np. telewizyjne) z języka potocznego, to nie orędzie w rozumieniu konstytucji, "pożyczka" w rozumieniu języka potocznego nie zawsze jest pożyczką w rozumieniu kodeksu cywilnego, "uchwała Sejmu" nie musi być tożsama z uchwałą, rozumianą jako określony rodzaj aktu, uchwalanego przez Sejm. Nie mówię, że ten przypadek dokładnie tu zachodzi, ale jest raczej jasne, że "oświadczenie" naszego, aktualnego ministra spraw zagranicznych w telewizji, że nawiązał cenne kontakty z bliżej nieznanym nikomu dotąd państwem, nie jest "oświadczeniem państwa" w rozumieniu aktu, o którym rozmawiamy. Które akty jednostronne należy traktować jako źródła prawa międzynarodowego? Moim zdaniem: 1. Muszą być aktami prawotwórczymi. Mieć znaczenie dla norm prawa międzynarodowego. Zmieniać istniejące prawo międzynarodowe lub tworzyć nowe jego normy. Deklaracje państw o tym, że wizyta przebiegła w przyjaznej atmosferze, że prezydent USA postara się, aby nam kiedyś zniesiono wizy, że tradycyjnie się przyjaźnimy z Węgrami, że oddajemy komuś hołd - nie mają charakteru normatywnego. Deklaracja - że przystępujemy do jakieś umowy, iż będziemy ją stosować, deklaracja - że rezygnujemy z praw, które przysługują nam na podstawie umowy (np. roszczeń), wyraźne uznanie jakiegoś państwa za podmiot prawa międzynarodowego - mają znaczenie prawne, są źródłami prawa. Podobnie to trochę, jak z aktami naszego Sejmu. Uchwała - regulamin sejmu - jest źródłem prawa. Ma charakter normatywny. Tylko wewnętrzny, a nie powszechnie obowiązujący, ale jest ważnym źródłem prawa parlamentarnego. Typowy "akt rocznicowy" uchwalony przez Sejm - np. ku czci powstańców styczniowych - takiego charakteru nie będzie miał, bo nie wynikają z niego żadne normy prawne. 2. Powinny być publiczne. Złożone erga omnes, albo przynajmniej jednoznacznie, oficjalnie podane do wiadomości drugiej stronie. Forma jest dyskusyjna, raczej nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Raczej należałoby zakładać formę pisemną, także aktu urzędowego, pewnie typowego dla danego kraju w takich sprawach (np. uchwały rządu danego kraju, postanowienia prezydenta itp.). Ale - moim zdaniem - może zostać uwzględniona także forma ustna, jeżeli spełnia tu wymienione cechy. Na przykład, gdy prezydent kraju w oficjalnym, publicznym przemówieniu powiedziałby wyraźnie, że jego kraj zrzeka się w pełni i ostatecznie roszczeń. 3. Powinny być jednoznaczne i ostateczne. Nie na zasadzie - "będziemy prowadzić politykę w miarę przyjazną", "przemyślimy", "postaramy się", "kiedyś rozważymy", "kiedyś może przystąpimy". Tylko np. "zrzekamy się". 4. Nazwa jest kwestią dyskusyjną. Można przyjąć, że formalna nazwa też nie ma aż tak istotnego znaczenia. Na przykład nie jest istotne, czy umowę międzynarodową nazwiemy: umową, traktatem, protokołem, konstytucją, kartą, modus vivendi, porozumieniem, konwencją. Jeżeli jest to wspólne oświadczenie podmiotów prawa międzynarodowego (najczęściej państw), z którego wynikają prawa, czy obowiązki w zakresie prawnomiędzynarodowym - jest to umowa. Podobnie z aktem jednostronnym. Można jednak przyjąć, że akt jednostronny powinien należeć do jednego z typów (rodzajów) tych aktów (i często, choć nie zawsze będzie nosił wprost odpowiednią nazwę). Typy aktów jednostronnych to: zrzeczenie się, przyrzeczenie, uznanie, protest, powiadomienie (notyfikacja). 5. Akt powinien pochodzić od kompetentnego (w sprawach międzynarodowych) organu państwa. W prawie międzynarodowym istnieje założenie, że pewne organy państwa z natury rzeczy (ipso facto) są uprawnione do jego reprezentowania na arenie międzynarodowej (tzw. ius representationis omnimodae). Coś w rodzaju domniemania właściwości. Działa to trochę na zasadzie - inne państwa nie muszą znać naszego prawa krajowego i wiedzieć dokładnie, który organ u nas odpowiada za politykę zagraniczną. Czyli mają prawo zakładać, że głowa państwa (prezydent, monarcha, kolegialna głowa państwa), rząd, minister spraw zagranicznych (ten przynajmniej w pewnym zakresie) - mają prawo składać wiążące deklaracje w imieniu Polski. Na wadę oświadczenia woli, powodującą nieważność takiego oświadczenia, będziemy prawdopodobnie mogli się powołać tylko wówczas, gdyby złożył je w imieniu Polski organ, co do którego "każdy na tym świecie" powinien domyślać się, że nie jest organem właściwym (np. zrzekłby się w imieniu Polski roszczeń: Prezes Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznik Praw Obywatelskich, czy wojewoda zachodniopomorski). Może także, gdyby na przykład osoba składająca takie oświadczenie okazała się niepoczytalna (ale tu pojawia się kolejny problem - inne państwa nie muszą ani wiedzieć, ani szczególnie przejmować tym, że ktoś wybrał wariata, aby nim rządził), czy składała je pod groźbą użycia wobec niej siły (zob. dalej). 6. Akt powinien być wolny od wad prawnych. Na przykład nie może być efektem przekupstwa, przymusu - wobec państwa lub jego przedstawiciela, oszustwa, nie może być niezgodny z powszechnie uznanymi normami prawa międzynarodowego. Tu oczywiście otwiera się pewna możliwość kwestionowania aktu z 1953 roku, o której już była mowa w tej dyskusji. Ale dosyć nierealna: 1) Przymus nie zawsze powoduje nieważność aktów prawa międzynarodowego. 2) Przymus ma bardzo różne postaci (od groźby użycia siły zbrojnej po lekki szantażyk ekonomiczny, czy polityczny) i często jest jednak realnie stosowany oraz faktycznie akceptowany. 3) Bardzo trudno stwierdzić - i dojść do wspólnych ustaleń w tym zakresie - czy (i jaki) przymus zastosowano w danym przypadku. 4) Nawet jak przymus był, to akceptowanie aktu przez państwo, gdy już przymus ustał - jest wystarczająco jednoznacznym wyrażeniem woli związania się aktem. Ratio legis art. 102 jest oczywiste. To zainteresowane państwo rejestruje umowę międzynarodową w sekretariacie ONZ, a nie sekretariat jeździ po świecie i pyta "czy macie może coś do zarejestrowania?", sekretariat nie zmusza także nikogo do rejestracji. Państwo (ew. państwa) - jeżeli chce, aby w przyszłości mogło powołać się na dany akt przed organami ONZ - rejestruje go. Może go nie zarejestrować, jeżeli ma tylko taką ochotę. Akt wówczas może realnie wiązać państwa, ale dla organów ONZ "nie istnieje". Czyli to państwo (czy państwa, strony umowy multilateralnej) decyduje(ą), czy dany akt jego zdaniem powinien zostać zarejestrowany. Państwo samo uważa, że jest celowe w tej formie powiadomić ONZ o swojej decyzji (np. akcie jednostronnym), która ma skutki prawnomiędzynarodowe. Merytorycznie rejestracja aktów jednostronnych w UNTS nie jest niczym dziwnym, gdyż dotyczą one z zasady materii objętych umowami międzynarodowymi. Czy sekretariat ONZ ma jakieś możliwości weryfikacji? Na przykład odesłania aktu jednostronnego do państwa-autora - z adnotacją - "przecież to nie ma nic wspólnego z prawem międzynarodowym"? Nie chce mi się szukać odpowiednich procedur, ale przypuszczam, że - jeżeli już - to możliwości raczej niewielkie. Raczej działa to na zasadzie, państwo chce, uważa "coś" za istotne międzynarodowo - to rejestrują. Na zasadzie odległej analogii (odległej - bo w Polsce mamy akt prawny bardzo dokładnie określający, co i gdzie się publikuje, a czasami nawet, że "niezwłocznie") - dziwienie się, że w UNTS publikowane są nie tylko umowy, ale także związane z nimi akty jednostronne, trochę przypomina dziwienie się, że w Dzienniku Ustaw w RP są publikowane nie tylko ustawy, ale ogólnie - akty powszechnie obowiązujące na terenie całej Polski (z wyjątkiem prawa europejskiego wtórnego).
  17. Proszę! Poważana dyskusja dopiero się tak naprawdę zaczyna, a administracja zamyka temat. Jakie nie byłyby losy tego wątku, bardzo dziękuję Ci, Jakoberze, za trud włożony w dyskusję i szerokie nakreślenie wszystkich, w tym alternatywnych, koncepcji językowych, dotyczących omawianego tu etnonimu. Na tym właśnie polega dyskusja - na wymianie opinii i argumentów. W dyskusji nie ma potrzeby mnożyć uszczypliwości i zamykać ust rozmówcom. Jakoberze, jeżeli ten temat zostanie zamknięty, chętnie zaproszę Cię do udziału w podobnej dyskusji na innym forum. Jeżeli nie zdążysz przeczytać moich słów, gdyż wpis ten zostanie usunięty, ponowię zaproszenie na privie.
  18. Film, który ostatnio widziałem to...

    Po pierwsze: film ma inny tytuł, po drugie: wówczas na nim nie byłem. Proponuję nie domyślać się kszyrztoffowi - na czym byłem. Atoli że "Botoks" obejrzałem, to wywołany podam swą opinię. Film nie tak mocny jak myślałem, najlepszy jest początek, co niezbyt dobrze brzmi dla filmu trwającego ponad dwie godziny. Z własnego doświadczenia sam bym podał: więcej i mocniejszych przykładów skorumpowania i nieetycznych poczynań świata lekarskiego. Film jest nierówny, są w nim dłużyzny i sztuczne dialogi. Film jednak dobry; dla mnie; jest moment na śmiech, który szybko kończy się w gardle kolejną sceną. W kinie było raptem około dziesięciu osób, trzy wyszły przy kolejnej scenie związanej z aborcją, jedna zwymiotowała. Film można polecić i tym co: "za Chazanem" i tym co: "przeciw". Film nie jest przyjemny, zatem odradzam.
  19. Słuszna uwaga: o jakoberze... zapomniałem, wpis oczywiście pozostaje.
  20. Wiem, że nie jestem wymieniony wśród osób mogących się w temacie jeszcze wypowiedzieć, niemniej na parę moich pytań, które tutaj zadałem, nie padła żadna odpowiedź ze strony ambrona i hoursaX. Nie jestem językoznawcą, lecz uważam, że w dyskusji wokół tematu, w którym o niezbite dowody trudno a pole do hipotez szerokie, stawianie pytań i logiczne ich rozważanie jest konieczne. Padło wiele pytań ze strony secesjonisty, na które prosta odpowiedź pozwoliłaby przynajmniej wykluczyć pewne niemożliwości. Podobnie i jancet wskazał na jedną, istotną sprawę: iż język jest narzędziem komunikacji i służy do prostego przekazywania informacji a nie gry w kalambury, i dotyczy to każdego języka: tak współczesnego jak i dawnego. I pod tym chociażby względem, istnienie w jednym języku jednego i tego samego słowa oznaczającego równocześnie przestrzeń bezpieczną (łąka) jak i niebezpieczną (bagno) jest nielogiczne i czyni język niefunkcjonalnym. Pozwoliłem sobie zatem przejrzeć hasła w dziale „Z historickiej lexiky” w przytaczanym już przeze mnie słowackim językoznawczym periodyku „Kultura Slova”. Poniżej cytuję kilka wyciągów haseł: luh, m. les v močaristom alebo často zaplavovanom teréne, háj pri močiari alebo pri vodnom toku, mokrastý priestor porastený vlhkomilnými stromami, v sloven. apel. luh doložené v 17. stor., HSSJ II. (psl. lǫgъ, stčes. luh háj, les, poľ. ląg mokrastá lúčna plocha, nížina, ukr. luh lúka, podobne rus. lug lúka atď.); p. hes. Lužane. (Kultúra slova, 2012, roč. 46, č. 2) lúka, f., lúky, pl. väčšia trávnatá plocha obyčajne používaná ako pastvina, v sloven. apel. lúka hist. doložené v 15. stor. HSSJ II. (psl. lǫka, čes. louka, poľ. łąka atď.); p. hes. lúčina. – Rethy 1246, Luka 1263, Rety 1348, Luka 1773, Lúka 1808, Lúka 1920, dnes Lúka, obv. Nové Mesto nad Váhom. – Kerekreth 1427, Mokra Lucca 1468, Mocra Lwka 1557, Mukra Luka alias Vizesret 1582, Mokra Luka 1773, Mokrá Lúka 1808, Mokrá Lúka 1920, dnes Kultúra slova, 2012, roč. 46, č. 2 99 Mokrá Lúka, obv. Rožňava a i. – Luky 1475, Luky Walachorum 1598, Luky 1773, Luky 1808, Lúky 1920, dnes Lúky, obv. Púchov a i.; názvy podľa trávnatých plôch, lúk využívaných na pasenie dobytka, oviec a pod.; v stredoveku obce mali aj maďar. názvy v prepise Kerkrét, vo voľnom preklade lúka v podobe kruhu alebo ohybu, ďalej Rét, t. j. Lúka a Vizesrét, čiže v preklade Mokrá Lúka (maďar. vizes mokrý, vlhký); v sloven. prostredí sa ustálili hist. názvy Lúka, Lúky a Mokrá Lúka. (Kultúra slova, 2012, roč. 46, č. 2) mokroluh, m. topon. zložené apel. od adj. mokrý, vodou presiaknutý, a apel. luh nížinný les v mokrastom teréne; p. heslá mokrý a luh, Lužane. – Mokurlang 1277, Saarpotok 1320, Mokroluch 1773, Sárpatak, Blatnica 1808, Mokroluky 1920, dnes Mokroluh, obv. Bardejov; názov (od zloženého topon. apel. mokroluh) motivovaný hájom na vlhkom, barinatom mieste neďaleko zabahneného potoka (porov. maďar. záznam v prepise Sárpatak (l320) z maďar. apel. sár blato a patak potok; k prevzatiu zo slovan. potok p. Kn.MNy I., l. 40l), čiže názov podľa blatom zaneseného potoka v blízkosti založenej obce (k prekladu p. záznam v r. 1808 Blatnica); hist. názov Mokroluh sa v sloven. prostredí zaužíval. Najstarší záznam možno prepísať ako Mokerląg (1277) a názov pokladať za paral. názov poľ. pôvodu hlavne vzhľadom na druhú časť -lang (z hist. poľ. ląg, dnes lęg i lug, k hist. apel. porov, cirkslovan. lǫgъ); paral. názov k domácemu sloven. Mokroluh vznikol zrejme v prostredí poľských obchodníkov, ktorí v stredoveku mali trhoviská v blízkom Bardejove (VSO I. 145). (Kultúra slova, 2012, roč. 46, č. 6) Lužane, pl. ľud. živý názov obyvateľov bývajúcich v blízkosti hája v mokrastom teréne s nerovnými kmeňmi stromov, prípadne aj zarastenom burinou; názov utvorený od apel. luh obyvat. kolekt. príp. -’ane; v sloven. luh nížinný les, háj v mokrastom teréne alebo pri brehu často sa vylievajúceho vodného toku; viac v hes. luh. – Longh 1370, Lussan 1427, Luzany 1773, Lužany 1920, dnes Lužany pri Topli, obv. Svidník; názov motivovaný nížinným lesom, hájom na mokrastom teréne; zo živého ľud. názvu Lužane topon. príp. -any vznikol názov Lužany, ktorý sa zaužíval už v stredoveku (p. hes. kalnište). Najstarší záznam Longh (1370) pripomína stpoľ. apel. łg, dnes łęg nížina; ide zrejme o názov z prostredia obchodných povozníkov poľského pôvodu prevážajúcich tovar po obchodnej ceste pozdĺž rieky Topľa, pričom nemožno vylúčiť, že názov je stopa po stanici určenej na odpočinok povozníkov, ich záprahov a pod., pri ktorej neskôr vzniklo miesto na trhy a jarmoky; reálnosť tohto predpokladu zvyšuje skutočnosť, že v susednej obci Giraltovce sa od zač. 19. stor. konali trhy a jarmoky (VSO I.). (Kultúra slova, 2012, roč. 46, č. 3) i na koniec w temacie słowa „bagno”: bahen, bahna, bahno, men. adj. často zabahnený priestor po daždi, po rozvodnení riečneho toku a pod. – Bahun 1244, Bohon Maior, Bohon Minor 1335, Bahony 1808, dnes Báhoň, obv. Senec; dolinou, v ktorej obec vznikla, pretekal potok (dnes Vištucký potok), ktorý po rozvodnení zanechával zabahnené okolie, blatistý terén; o zablatených priestoroch v okolí svedectvo podáva maďarský názov neďalekej obce Šarfia vo forme Sarfő (Sarfeo 1249) z maďar. apel. sár blato a -fő vo voľnom preklade „usadlosť pri najrozsiahlejšom zablatenom teréne“. (Kultúra slova, 2007, roč. 41, č. 1) Również Aleksander Brückner pisze: bagno, prasłowo zachodnich i wschodnich Słowian (wszystkich); a podążając za prasłowem, znajdziemy prasłowiańskie *bagno(/ *bagnъ), przy czym dla interesującego nas regionu: w dolnołużyckim bagno, w górnołużycki bahno lub bahmo. https://de.wiktionary.org/wiki/bagno#bagno_.28Polnisch.29 Myślę, że to przynajmniej rzuca światło na kwestię co oznacza w staroczeskim luh, i że czeskie słowo luh (podmokły, moczarowy las) od prasłowiańskiego lǫgъ podczas gdy lúka (łąka) od prasłowańskiego lǫka pochodzi, że etymologicznie słowo “łąka” tak ze słowem „bagno” najwyraźniej nic nie łączy, a przy okazji hasła Lužane możemy przyjrzeć się zmianom nazwy miejscowej Lužany od Longh. 2. Przchodząc do kwestii zapisu nazwy Lugiów w najstarszych źródłach. U Strabona, w Geographica hypomnemata, (Strab. VII. p. 290) pojawiają się *lougi/ous : „Λουγίους τε, μέγα ἔθνος“ , (do wyszukania w grece tutaj) http://www.perseus.tufts.edu/hopper/text?doc=Perseus%3Atext%3A1999.01.0197%3Abook%3D7%3Achapter%3D1%3Asection%3D3 U Ptolemeusza, w jego Geografii, w rozdziale poświęconym Germanii (Księga II, Rozdział 10) , http://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Gazetteer/Periods/Roman/_Texts/Ptolemy/2/10.html pojawiają się *lou/goi (Λοῦγοι): Πάλιν ὑπὸ μὲν τοὺς Σέμνονας οἰκοῦσι Σιλίγγαι, ὑπὸ δὲ τοὺς Βουργούντας Λοῦγοι οἱ Ὀμανοὶ, ὑφ᾽ οὓς Λοῦγοι οἱ Διδοῦνοι μέχρι τοῦ Ἀσκιβουργίου ὂρους; ὑπὸ δὲ τοὺς Σιλίγγας Καλούκωνες ἐφ᾽ ἑκάτερα τοῦ Ἅλβιος ποταμοῦ, ὑφ᾽ οὓς Χαιρουσκοὶ καὶ Καμαυοὶ μέχρι τοῦ Μηλιβόκου ὄρους, ῳν πρὸς ἀνατολὰς περὶ τὸν Ἄλβιν ποταμὸν Βαινοχαῖμαι, ὑπὲρ οὓς Βατεινοὶ, καὶ ἔτι ὑπὲρ τούτουσς ὑπὸ τῷ ἀσκιβουργίῳ ὄπει Κορκοντοὶ καὶ Λοῦγοι οἱ Βοῦροι μέχρι τῆς κεφαλῆς τοῦ Οὐιστούλα ποταμοῦ· ὑπὸ δὲ τούτους πρῶτοι Σίδωνες, εὶτα Κῶγνοι, εὶτα Οὐισβούργιοι ὑπὲρ τὸν Ὀρκύνιον Δρυμόν. U tegoż samego Ptolemeusza plemię lou/goi (Λοῦγοι) pojawia się jednak również w innym rozdziale - poświęconym Brytanii (Księga II, Rozdział 3) http://roman-britain.co.uk/ptolemys-geography.htm dokładniej: w północnej Szkocji. Obrazuje to chociażby najstarsza zachowana mapa Wysp Brytyjskich - Prima Europa Tabula - wykonana w XV wieku na podstawie Geografii Ptolemeusza do zobaczenia na stronie Biblioteki Narodowej Walii https://www.llgc.org.uk/discover/digital-gallery/maps/maps-of-wales/prima-europe-tabula/ Na logikę, zapis identycznej nazwy dla dwóch plemion u jednego autora, z których to plemion co najmniej jedno na pewno słowiańskie nie jest, poddaje pod wątpliwość zacytowane przez Hoursa słowa Lehr-Spławińskiego z „Z pradziejów Słowian: o starożytnych Lugiach”. I w tym miejscu uważam, że warto przytoczyć inną możliwość, którą sugeruje F.C. Woudhuizen w „Late Bronze Age Hydronyms and Toponyms of Indo-European Nature in Western Anatolia” , analizując nazwę Licja (greckie Λυκια ) wskazuje na fakt, iż był to związek miast a jego grecki etnonim bliski jest jest greckim określeniom Ptolemeusza dla Lugiów: „(...) an ethnonym Lukka corresponds most closely to Celtic Λοῦγοι as reported by Ptolemaios in his Geographia II, 3, 12 for Scotland and Germanic Λοῦγοι or Lugii as referred to by Ptolemaios in his Geographia II, 11, 10 as a designation of people living inthe region north of Bohemia (cf. Woudhuizen 2010: 100, note 66;according to Sergent 1995: 211 = Sergent 2005: 224 the latterwere, notwithstanding their habitat in Germania, a “peuple sansdoute celtique”). Along the latter line of approach, then, Lukka originates, notwithstanding the fortition of the velar in Greek Λυκία, from PIE *l(e)ugh- “to bind” (Pokorny 1959, s.v. no. 2 [p.687]).“ A zatem pojawia się również możliwość, iż nazwa Lugiów może wywodzić się od faktu istnienia związku plemiennego, a korzenie nazwy tkwią w praindoeuropejskim *l(e)ugh-. Przypadek nie byłby jedynym w etymologii etnonimów. Na ile udało mi się zorientować, podobne znaczenie (związku) ma nazwa Węgrów, których etnonimem jest onogur, stanowiący złożenie bułgarsko-tureckich słów on „dziesięć” + ogur „plemię”, który to etnonim Słowianie przenieśli na Madziarów. Za słownikiem języka praceltyckiego ze strony University of Wales: *lekkā- wiązać, *leugā- związek *lugjo- , *lugo- przysięga Ponadto, jako ciekawostka: w antycznym grecki słowo λύγιοι (jedna z form greckich zapisu Lugiów) jest jedną z form czasownika λυγίζω - „wiązać”. Przykład tutaj: http://www.perseus.tufts.edu/hopper/morph?l=*lu%2Fgioi&la=greek&can=*lu%2Fgioi0&prior=*lou/ioi&d=Perseus:text:1999.04.0064:entry=lygii-geo&i=1#lexicon Powyższy przykład kierunku poszukiwań przytaczam, by pokazać, iż pole możliwych etymologii nazwy Lugiów jest obszerniejsze niż to dostrzec można skupiając się jedynie na jednej grupie języków. Gorączkowe poszukiwania z zawężeniem do jedynej słusznej opcji może prowadzić do nikąd. Na koniec pozwolę sobie zacytować wydane przez Instytut Slawistyki Polskiej Akademii Nauk „Testimonia najdawniejszych dziejów Słowian. Seria łacińska, t. 1: Starożytność. Pisarze najdawniejsi”, przekład i opracowanie Anna Kotłowska i Ryszard Grzesik, Poznań-Warszawa 2016, w którym znajdziemy pod hasłem Lugiowie następującą informację: „Lugiowie (łac. Lugii) Nazwa dużego plemienia w Europie Środkowej. S z a f a r z y k (Słow. star., s. 258-262) etnonim ten traktował jako postać słow. krainy Ługi, położonej między Wisłą a Odrą, z której pierwotna migrująca ludność słow. (Serbowie), zajmując nowe tereny, nazwali je od niej Łużycami, miało to podkreślać bagienny charakter zamieszkanej przez nich krainy. Podobnie P o k o r n y (Zur Urgeschichte der Kelten und Illyrier. Halle 1938), który łączył etnonim z litewskim liūgas ‘bagna, mokradła’. Za tą etymologią opowiadał się też We n s k u s (Stammesbildung..., s. 503). Przeciwko wyprowadzaniu nazwy z jęz. słowiańskiego opowiedział się natomiast Max Va s m e r (Sybaris. Festschrift H. Krahe, 1958, s. 190-193). N e u m a n n łączy etnonim ze wspólnym Celtom i Germanom rdzeniem *lug-/*leug ‘beschwören, sich vertraglich binden’ oraz *lugio- /*lugia ‘Eid’ – nawiązywałby on wówczas do przysięgi uczestników związku. Do wspólnego rdzenia PIE (*leuk-, por. gr. λευκός, lat. lux, gen. lucis, ang. light) zalicza Fred C. Wo u d h u i z e n etnonimy Lugii i Lukka: Late Bronze Age Hydronyms and Toponyms of Indo-European Nature in Western Anatolia. 267 „Živa Antika” 62 (2012), s. 5-16, tu: s. 9-10, potwierdzając mimochodem pierwotnie celtycki charakter Lugiów. Trzeba z całą odpowiedzialnością podkreślić, że obecnie nie budzi on już wątpliwości (por. Lugdunum, A u d i n; M a t a s o v i ć, s. 248; K o c h, s. 26, § 17.4 3G, 19.1 3I). U Strabona Lugiowie tworzyli ‘wielki lud’ (7.1.3: Λου<γ>ίους τε μέγα ἔθνος), podległy królowi Markomanów, Marbodowi. Pliniusz ich nie wymienił, uczynił to natomiast Tacyt, który umieścił ich za Swebią. Ptolemeusz wyróżnił natomiast trzy grupy Lugiów: Omannów, Didunów (2.11.18: Ὀμαννοί/Ἰόμαννοι [→Manimowie], Διδούνοι/Ἰδοῦνοι) i Burów (2.11.20: Βοῦροι), tych ostatnich u źródeł Wisły. Zosimos napisał o pokonaniu przez cesarza Probusa (276-282) Longionów i ich króla Semnona w wielkiej bitwie, którą umieszcza się gdzieś nad rzeką Lech w →Recji. Odkryta w 1992 r. w Augsburgu inskrypcja z 260 r. wspomina o walce przeciwko →Semnonom i w rzeczywistości od tego etnonimu utworzył autor Nowej Historii imię rzekomego władcy Longionów, emendowanych czasami w historiografii na Lugiów. Etnonim Lupiones na Tabula Peutingeriana nie ma nic wspólnego z Lugiami. Cassius Dio (HR 67.5.2) podaje, iż Lugiowie podczas wojny ze →Swebami poprosili o wsparcie Rzymian i dostali stu jeźdźców, co miało wymiar raczej symboliczny. W odwecie Swebowie wezwali →Jazygów (tekst i koment. zob. K o l e n d o-P ł ó c i e n n i k, s. 192-194). Lugiowie należą do wczesnej fazy stosunków rzymsko-barbarzyńskich i do okresu, kiedy miejsce Celtów jako głównego etnosu Europy środkowej zaczęli zajmować Germanie. Plemiona lugijskie umieszcza się na dzisiejszych ziemiach polskich od Sudetów i Karpat po środkową Wartę oraz od Odry do Wisły, na obszarze kultury przeworskiej (N e u m a n n, C a s t r i t i u s) . Jednak wydaje się to obszar zbyt rozległy. Współczesny stan badań archeologicznych nad osadnictwem celtyckim pozwala je dość dokładnie zlokalizować na obszarze Śląska, zachodniej Małopolski, w dorzeczach górnego Sanu i Wisłoka (K o l e n d oP ł ó c i e n n i k, s. 50-53, tam dobra analiza literatury archeologicznej). Według części badaczy możliwa jest ich, częściowa przynajmniej, tożsamość z Wandalami. We n s k u s uznał, że był to związek Wandalów z plemionami staroeuropejskimi. Po wojnach markomańskich nazwa Wandalów wyparła zaś określenie Lugiów. Stanowisko to poparł T a u s e n d, słusznie jednak zmieniając główny etnos ze staroeuropejskiego na celtycki. C a s t r i t i u s sądzi zaś, że Pliniusz, znający Germanię z wojskowej praktyki, używał powszechnej nazwy ‘Vandali’, zaś pozostali autorzy starej, literackiej ‘Lugii’, która w ich czasie wyszła już z użycia. 268 Zachowała się inskrypcja nagrobna z Narbo (CIL XII 4468), z I w. n.e., którą wystawił kucharz (cocus) Manius Egnalius Lugius. Mielibyśmy tu do czynienia z cognomen utworzonym na podstawie etnicznej (etnikon). [tu pozwolę sobie na wyjaśnienie związku językowego między Lugiusem i Lugiami. W łacinie Tacyt wspomina w swoim dziele Lugiów dwukrotnie: (43,3) dirimit enim scinditque Suebiam continuum montium iugum, ultra quod plurimae gentes agunt, ex quibus latissime patet Lugiorum nomen in plures civitates diffusum. oraz (44,1) Trans Lugios Gotones regnantur, paulo iam adductius quam ceterae Germanorum gentes, nondum tamen supra libertatem. protinus deinde ab Oceano Rugii et Lemovii; Obie formy rzeczownika są w liczbie mnogiej. Lugiorum w Genitiv oraz Lugios w Accusativ. To wskazuje na rzeczownik II deklinacji o członie „Lugi-”, dla którego liczba pojedyncza rodzaju męskiego ma w Nominativ końcówki: -us, -ir lub -er] Nie jest to nic wyjątkowego, por. Afer, cognomen komediopisarza Terencjusza. Oczywiście Manius Egnalius nie musiał sam być Lugiem, lecz i tak stanowiłby dowód świadomości istnienia tego ludu wśród społeczności Galii. Trzeba jednak pamiętać o innej możliwości: imienia teoforycznego, tzn. pochodzenia od imienia celtyckiego boga Luga (literatura zob. K o l e n d o-P ł ó c i e n n i k, s. 183-187). Z powyższej perspektywy onomastycznej interesująca jest informacja Orozjusza (5.16.20): „Lugius et Boiorix reges in acie ceciderunt”, biorąc udział w wyprawie →Cymbrów na Italię (K o l e n d o-P ł ó c i e n n i k, s. 45-46; 48-49). Tę ostatnią hipotezę wzmacnia niedawne odkrycie inskrypcji w Fonte Velha na Półwyspie Iberyjskim w bliżej nieokreślonym jeszcze jęz. celtyckim, w której być może wymieniony został etnonim Lugiów (Lokoopo, wg Wo u d h u i z e n, Some Southwest Iberian Inscriptions, s. 316-319). Lit.: A. A u d i n, Le nom de Lugdunum, w: Mélanges Jean Tricou. Lyon 1972, s. 11-21; Ranko M a t a s o v i ć, Etymological Dictionary of Proto-Celtic. Leiden-Boston 2009; Günter N e u m a n n, Helmut C a s t r i t i u s, Lugier. „RGA” 19 (2001), s. 30-35; Klaus T a u s e n d, Lugier-VandilierVandalen. „Tyche” 12 (1997), s. 229-236; Reinhard We n s k u s, Stammesbildung und Stammenverfassung. Das Werden der frühmittelalterlichen Gentes. Köln-Graz 1961; Fred C. Wo u d h u i z e n, Some Southwest Iberian Inscriptions. „Talanta” 46-47 (2014-2015), s. 299-334; H e r r m a n n, Bd. 1, s. 512 (W.O. S c h m i t t, G.Chr. H a n s e n ), Bd. 2 (G. P e r l ) , s. 246-247, 249; K o c h, s. 26; T a l b e r t, 2000, t. 1, s. 21 (mapa 2: zaznaczeni od Wielkopolski po Ziemię Sandomierską).” Jeśli swoim postem burzę wprowadzony porządek - przepraszam. Jeżeli nic nie wnosi - zgadzam się na jego usunięcie z dyskusji przez administratora.
  21. Łowiectwo za Jagiellonów

    Tylko nieszczególnie przykładająca się do interpretacji dawnych praw, bo w jej opinii jedyną godną akceptacji regulacją prawną jest zakaz łowienia i polowania na wszelkie zwierzęta. Nie zauważa, że może pewne regulacje były efektem egoizmu władców to w efekcie dały coś pozytywnego. Otóż pani Kossak napisała np.: "W Ordynacji dla Puszczy Białowieskiej z 1639 roku czytamy, że było tych bobrowników we wsi Czornaki sześć rodzin, które „od czynszów, podwód i innych powinności są wolni, tylko w zimie bobry łowić i według zwyczaju dawnego oddawać powinni, a jeżeliby którego roku nie oddali, za każdy rok mają za nie płacić kop groszy dwadzieścia. Wieś Czornaki w czasie łowów miała „im na pomoc chłopów dawać””. Otóż, niezbyt dokładnie to przytoczyła. Nic tam nie ma o sześciu rodzinach w jednej wsi, tylko o bobrownikach "osiedlonych na 6 włokach", tak podaje i Otto Hedemann w swym opracowaniu "Dzieje Puszczy Białowieskiej w Polsce przedrozbiorowej" (w wyd. i z uzupełnieniami Wiktora Hartmana, Warszawa 1939, s. 287), podobnie podają w opracowaniu "Prac" Instytutu Badań Leśnictwa (wyd. 36-42, 1938). Drobiazgiem już jest, że nie: "kop groszy dwadzieścia" a: czterdzieści. Atoli jak się tak zastanowić, to - nie tak całkiem: drobiazgiem, z tego obostrzenia wynika bowiem, że tamtejsi bobrownicy powinni we własnym interesie właśnie dbać o bobry. Rabunkowa gospodarka spowodowałaby konieczność płacenia gotówką (czego nikt nie lubi) zamiast opędzić się znacznie łatwiejszym odłowem. A suma była poważnym obciążeniem, to jest mnie więcej koszt pięciu wołów! I jeszcze wrócę do ustawy z 1557 r.: "A we wszystkich naszych i obcych puszczach, gdzie przedtem poddani nasi bobry na nas gonili i teraz po staremu gonić mają, a gdzieby się w rzekach i jeziorach naszych na nowo (sic!) bobry ukazały i tam ich łapać mają" (wytłuszczenie - secesjonista). To autorki "sic!" można zrozumieć tak: no ładnie, nie dość, że trzebiono bobry w starych miejscach to teraz gdziekolwiek się pojawią można na nie polować. Niby tak , ale zauważmy, iż krąg łowiących raczej się nie zwiększył - ci co "gonili" gonić mają dalej, o innych się tu nie wspomina. A ów zapis o o: "na nowo..." to może nawiązanie do Statutów Litewskich i prawa do do odłowu bobrów?
  22. Z tym o co wnosi secesjonista z ewentualnym uzupełnieniem o sposób rejestracji takich oświadczeń. Oczywiście o ile Bruno by mógł.
  23. Tylko w czym się ze mną zgadza kszyrztoff? Jako, że w tym wpisie nijak nie odnoszę się do kwestii wpłynięcia i rejestracji danego pisma w ONZ.
  24. Ciekawostki Historyczne

    Amica podała informację o zadziwiających zbieżnościach pomiędzy tragicznym rejsem "Titanica" a historią powieściowego statku "Titan" (z opowiadania Morgana Robertsona z 1898 r.), gdzie ktoś podał: "Oba statki wypłynęły w swój dziewiczy rejs z Southampton". Zbieżności są, to - fakt, ale to nie jest akurat informacja prawdziwa. "Titan" nie zatonął podczas dziewiczego rejsu, o którym zresztą niewiele w opowiadaniu się wspomina (: "She had beaten all records on her maiden voyage, but, up to the third return trip, had not lowered the time between Sandy Hook and Daunt's Rock to the five-day limit, and it was unofficialy rumored among the two thousand passengers who had embarked at New York that an effort would now he made to do so"). A w swój ostatni rejs wypłynął z Nowego Jorku (: "East of Sandy Hook the pilot was dropped and the real voyage begun"). /tegoż, "The Wreck of the Titan: Or, Futility", New York 1912, s. 3-4) Tak dla ścisłości z faktami...
  25. G.K.Chesterton a Polska

    Książka, to chyba nieco zbyt wiele powiedziane, była to osiemnastostronicowa broszura pt. "Poland & Russ-lands (Ruthenias) versus Russia: their true role in Europe, origin and history, with addition of a new system of national determination".
  26. Mundur z fotografii

    Można próbować poszukać tu: listat.ru "Одежда и оружiе Россiйскихъ войскъ...".
  27. Niespodziewanie byłbym tu zgodny z secesjonistą. Dlaczego oświadczenia "lądują" w UNTS skoro jeśli dobrze pamiętam art 102 Karty ONZ o nich nie wspomina? Jaka jest "strona techniczna" takiej rejestracji? Czy to składający oświadczenie kraj wskazuje przesyła konkretne oświadczenie do UNTS czy może inaczej się to odbywa? Niech secesjonista idzie do kina ja przez ten okres przyrzekam z nikim się nie kłócić. A jeszcze do tego bavarskiego będę namawiał. Tylko niech po powrocie secesjonista napisze czemu na ten Botox nie warto iść i na jakie przyjemności lepiej zaoszczędzone pieniądze wydać. Bavarsky czytał? Bo jak czytał to chyba wie ?
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×