Jump to content

Komar

Użytkownicy
  • Content count

    72
  • Joined

  • Last visited

About Komar

  • Rank
    Ranga: Licencjat

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa - Polska

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Napalm nie jest zaliczony do broni chemicznych i nie podlega kontroli, jaka obejmuje broń chemiczną i środki do jej wytwarzania. Nie dotyczą napalmu postanowienia Konwencji o zakazie broni chemicznej, uchwalonej w roku 1993.
  2. Ja nie wiem, kto i kiedy składał przysięgę prezydentowi. Od dnia 22 lipca 1944 roku do dziś ogłaszano 6 kolejnych wersji roty przysięgi wojskowej. Według dekretu PKWN (Dziennik Ustaw rok 1944, nr 3 poz. 13) był tam zwrot: "Przysięgam uroczyście skrwawionej Ziemi Polskiej i Narodowi Polskiemu". Kolejne wersje z lat 1947, 1950 i 1952: "Przysięgam Narodowi Polskiemu". Wersje z 1988 i 1992 nie są skierowane do konkretnego adresata. Wersja z roku 1988 zawiera sformułowanie: "Przysięgam służyć wiernie Ojczyźnie i narodowi swemu". Zatem żołnierze nie przysięgali i nie przysięgają żadnemu prezydentowi, przewodniczącemu Rady Państwa ani I sekretarzowi PZPR. Nie przysięgali też państwu polskiemu. W każdym z tych aktów prawnych jest artykuł, który mówi, że przysięgę wojskową według obowiązującej roty składa każdy żołnierz Sił Zbrojnych. Ale to sformułowanie nie oznacza, że po zmianie wersji roty przysięgi każdy żołnierz ma odnowić przysięgę. Przysięgę wojskową złożoną według wcześniejszych wersji wtedy, gdy były one obowiązujące, uznawano za ważną. Jedynie ustawa o przysiędze wojskowej z 1992 roku zawiera dodatkowy artykuł o treści: "Przysięgę wojskową według nowej roty złożą również żołnierze zawodowi oraz żołnierze rezerwy powoływani do służby wojskowej". To było prawne unieważnienie dotychczas składanej przysięgi wojskowej według poprzednich wersji roty przysięgi.
  3. Gdy ja przechodziłem szkolenie wojskowe, to jeszcze nie było stopnia "strasznego" kaprala, wymyślili go później. Pisałem o przysiędze wojskowej w czasie pierwszego obozu w jednostce wojskowej. To była duża uroczystość. Kompania studentów (połączone siły chemików z politechniki i uniwersytetu) zebrana na apelu z udziałem wszystkich żołnierzy służby czynnej z macierzystej jednostki (batalion wojsk chemicznych w Biskupcu Reszelskim). Dowództwo zaprosiło na uroczystość rodziny studentów. Po przysiędze zespół studencki (chórek kolegów z akompaniamentem gitary) dał koncert piosenek o treści wojskowej. Oczywiście "O mój rozmarynie" czy "Jak to na wojence ładnie", ale także piosenki Okudżawy, który wtedy był szalenie modny. No i piosenka z repertuaru Yves Montanda: "Quand un soldat". "... Gdy żołnierz ruszyć ma na front, to wie: w plecaku ma buławę swą na dnie, A jeśli wróci, niesie chwat zza mórz, Bieliznę brudną, parę łat - i już..." Dowódca jednostki pochwalił występ, dziwiąc się tylko, że większość piosenek miała wydźwięk silnie pacyfistyczny. W latach dziewięćdziesiątych okazało się, że przysięga wojskowa złożona przeze mnie w roku 1966 okazała się nieważna. W związku z tym dostałem wezwanie do stawienia się w wyznaczonym miejscu i czasie. W kilka osób wygłosiliśmy nowy, słuszny tekst przysięgi, stojąc w mrocznym piwnicznym korytarzu budynku miejscowej Komendy Uzupełnień, w obecności oficera zajmującego się w tej Komendzie sprawami oficerów rezerwy. Cała formalność (bo nie uroczystość) trwała nie dłużej niż dziesięć minut.
  4. Myślę, że należy tu doprecyzować: Tomasz N pisze o przebiegu szkolenia wojskowego studentów uczelni "cywilnych" w konkretnych latach. Ja też studiowałem na uczelni "cywilnej" w II połowie lat sześćdziesiątych - i w moim przypadku szkolenie wojskowe wyglądało inaczej. Przez trzy lata - na drugim, trzecim i czwartym roku - mieliśmy szkolenie wojskowe w studium wojskowym jeden dzień w tygodniu. Ponadto po II i po IV roku mieliśmy w czasie wakacji miesięczny obóz wojskowy. W czasie pierwszego obozu wojskowego (po II roku studiów) mieliśmy uroczystą przysięgę wojskową. Pod koniec drugiego obozu wojskowego (po czwartym roku studiów) zdawaliśmy egzamin z nabytej wiedzy wojskowej, a na zakończenie obozu otrzymywaliśmy awans na stopnie podoficerskie z przeniesieniem do rezerwy. Średniacy dostawali stopień: kapral podchorąży rezerwy; wybitnie zaangażowani - plutonowy podchorąży rezerwy; Nadzwyczajny był przypadek mojego kolegi z roku: był największym leserem i za karę dostał stopień: starszy szeregowy podchorąży rezerwy. Dopiero kilka lat później - po ukończeniu studiów, po podjęciu pracy (nierzadko w innym rejonie Polski) absolwent z ustabilizowaną już sytuacją życiową dostawał przydział mobilizacyjny do jednostki, w której później odbywał ćwiczenia. O ile sobie przypominam, warunkiem awansu na stopień oficerski było zaliczenie 21 dni ćwiczeń wojskowych, rozciągniętych na kilka lat: studia ukończyłem w roku 1969, a nominację na stopień oficerski - podporucznik - uzyskałem w roku 1978. Kolega Jasmol - to zupełnie inny przypadek. On studiował na wyższej uczelni wojskowej, kształcącej zawodowych oficerów. Tam przebieg szkolenia i służby musiał być zupełnie inny, niż w opisanym przeze mnie i przez Tomasza N szkoleniu wojskowym studentów uczelni "cywilnych".
  5. Rozumiem, że chodzi o oficerską szkołę wojsk chemicznych, a nie o sąsiednią instytucję... Tak jak napisał Tomasz N, po szkoleniu wojskowym w trakcie wyższych studiów trzeba było odbyć określoną liczbę dni ćwiczeń wojskowych (w moim przypadku były to ćwiczenia zarówno jednodniowe - w jednostce wojskowej, jak i dłuższe, w tym również na poligonie. Brałem udział m. in. w ćwiczeniach Śląskiego Okręgu Wojskowego na terenie od Bolesławca do Żagania). Po uzyskaniu pozytywnej opinii z tych ćwiczeń otrzymywało się najniższy stopień oficerski, czyli: podporucznik.
  6. Okolice połowy lat pięćdziesiątych - to okres, gdy akcja BSPO utrwaliła się w mojej pamięci. W każdym razie przed rokiem 1956.
  7. Z dzieciństwa pamiętam (bodajże z lektury "Płomyczka" czy też "Płomyka"), że istniały odznaki SPO (Sprawny do Pracy i Obrony) oraz BSPO (Bądź Sprawny do Pracy i Obrony). Wystarczy wpisać do wyszukiwarki skrót BSPO, a pokaże się duża liczba odnośników.
  8. Obserwowanie "przez płot" garnizonów sił NATO czy też rozpytywanie miejscowych o takowe może dostarczyć dodatkowych atrakcji i niespodziewanych przeżyć. Proponowałbym, aby takie zwiedzanie rozpocząć od obiektów położonych na terenie Polski. Zawsze to przyjemniej jest siedzieć w polskim, niż zagranicznym areszcie - za szpiegostwo.
  9. Dla sprostowania - podejście mocarstw zachodnich do praw człowieka, zbrodni ludobójstwa itp. uległo radykalnej zmianie dopiero w połowie lat siedemdziesiątych, a okazją była Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wcześniej wojny kolonialne i postkolonialne (na przykład Korea, Wietnam, Algieria, Kongo czy Angola) były bardzo krwawe.
  10. Zdaję sobie sprawę, że przejaskrawiłem, ale chciałem zwrócić uwagę - na jakie manowce możemy zbłądzić, wplatając do dyskusji historycznej wątki ideologiczne. Mowa o ludowym Wojsku Polskim. Pytanie, czy oddziały Polskich Sił Zbrojnych podległych prozachodnim władzom państwa polskiego też by się tak samoograniczały. Jeśli wspomnimy np Pawłokomę... Na paru forach historycznych zadawałem już pytanie: jeśli władze RP na uchodźstwie zdecydowanie żądały przywrócenia po wojnie granicy ryskiej, to czy te władze miały wypracowaną na "po wojnie" koncepcję rozwiązania problemu ukraińskiego - inną, niż wyrżnięcie Ukraińców? Odpowiedzi nie uzyskałem. Może tu ktoś odpowie... W sytuacji wciągnięcia Rzeczypospolitej w wyniszczającą wojnę różne siły zewnętrzne wykorzystywałyby tę sytuację na swoją korzyść. Czy terytorialną, czy polityczną. Czy bezpośrednio wspierając UPA, czy też wykorzystując osłabienie państwa polskiego. To oczywiste, że wynik tej wojny jest łatwy do przewidzenia. Dlatego ja pytałem o bilans: liczbę ofiar po stronie polskiej i ukraińskiej, skalę zniszczeń, obciążenie materialne powodujące opóźnienie powojennej odbudowy Polski. I nie byłaby to jedyna wojna. O Wileńszczyznę musielibyśmy walczyć z litewskimi szaulisami, równie zdeterminowanymi jak UPA.
  11. Chodziło mi o to, że - moim zdaniem - w przypadku sporów terytorialnych - plebiscyt jest cywilizowanym rozwiązaniem takich sporów. I to jest ogólna zasada, mająca zastosowanie nie tylko w konkretnym przypadku wspomnianym przez Janceta. tak na marginesie: w pokonaniu hitlerowskich Niemiec największy udział miały trzy mocarstwa: największe państwo totalitarne - ZSRR, największe państwo rasistowskie - USA oraz największe imperium kolonialne - Wielka Brytania. Zatem w tych trzech przypadkach mieliśmy do czynienia z trzema modelami demokracji: demokracją totalitarną, demokracją rasistowską i demokracją kolonialną. Pół wieku później granice ustalone po II wojnie światowej na terenach opanowanych przez Armię Czerwoną uznawano za święte i nienaruszalne. To było podstawowe założenie przemian po roku 1989 - mimo, że ZSRR przestał istnieć. Co ciekawe - linia Curzona, negowana jako granica Polski przez polskich antykomunistów w latach 1945 - 1989, została przez nich w pełni zaakceptowana po zdobyciu przez nich władzy. Zaakceptowali ją właśnie wtedy, gdy pojawiła się szansa na jej zmianę po rozpadzie ZSRR. Gdyby w roku 1945 Polska miała zawładnąć terenami Kresów wschodnich, niezależnie od wariantu - czy to do granicy Ryskiej, czy też do "Linii Mareckiego", to w pierwszej kolejności musiałaby stoczyć wojnę przeciwko UPA. I to nie z niedobitkami UPA, jak to było w realu, gdy granicą była linia Curzona, ale z głównymi siłami UPA. Ciekawe, jaki byłby bilans tej wojny.
  12. W spornych kwestiach dotyczących przynależności jakiegoś terytorium cywilizowanym rozwiązaniem jest plebiscyt. Tak jak na Śląsku po I wojnie światowej.
  13. Dzieła Lenina

    ...z Wikipedii. A co do podwójnej daty - już o tym pisałem: Natomiast data 15 grudnia 1917 roku prawdopodobnie jest datą publikacji Deklaracji w "Wiadomościach Komisariatu".
  14. Dzieła Lenina

    A z jakiego tłumacza trzeba korzystać, żeby przetłumaczyć z polskiego na nasze? Na stronie Instytutu Brzozowskiego jest podany tekst Deklaracji w języku polskim i - cytując ten tekst - czuję się zwolniony z obowiązku przeprowadzenia analizy lingwistycznej. Możemy oczywiście podjąć dyskusję o tym, jak ZSRR stosował się do zasady samostanowienia narodów, a w jaki sposób zasadę samostanowienia narodów - umieszczoną przez prezydenta Wilsona wśród jego 14 punktów - respektowali kolejni prezydenci USA, następcy prezydenta Wilsona. Ale obawiam się, że wtedy wypłynęlibyśmy na burzliwy ocean niekończących się polemik. Kwestia zasady samostanowienia narodów jest tu wątkiem ubocznym. A wypłynęła dlatego, że w 2007 roku użytkownik Gnome stwierdził, że Lenin ukradł (Gnome dosłownie napisał: "rąbną", co chyba miało oznaczać: "rąbnął") zasadę samostanowienia narodów z 14 punktów Wilsona. Ja tylko zwróciłem uwagę, że najpierw powstała bolszewicka Deklaracja praw narodów Rosji, a dopiero potem Wilson ogłosił swoje 14 punktów. Tak że chyba mamy jasność, kto od kogo "rąbnął" tę koncepcję.
  15. Dzieła Lenina

    2 listopada 1917 roku i 15 listopada 1917 roku - tu chodzi o ten sam dzień. 2 listopada według kalendarza juliańskiego / 15 listopada według kalendarza gregoriańskiego. 8 dni po przejęciu władzy przez bolszewików i po utworzeniu Rady Komisarzy Ludowych. W dniu 2 listopada 1917 roku (według kalendarza gregoriańskiego) Rada Komisarzy Ludowych jeszcze nie istniała. A jeśli chodzi o samą Deklarację praw narodów Rosji - to o tym dokumencie uczono mnie w szkole średniej na lekcji historii.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.