Jump to content

Komar

Użytkownicy
  • Content count

    83
  • Joined

  • Last visited

About Komar

  • Rank
    Ranga: Technik

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa - Polska

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Koronawirus

    Ja zastanawiam się nad podobnym problemem, tylko znacznie bliższym: w Polsce przoduje województwo mazowieckie. Jaki jest podział zachorowań na samo miasto Warszawa i resztę województwa?
  2. Jak upamiętniają inni? Pomniki, baseny i ....

    Akurat Centrum Zdrowia Matki Polki nie jest pomnikiem - nie zostało dedykowane dla upamiętnienia czegokolwiek. W Polsce Ludowej stawianie praktycznych pomników w formie obiektów użyteczności publicznej wynikało z konkretnych rzeczywistych potrzeb. Obecnie sytuacja jest jakby inna. Wtedy był wyż demograficzny i budowa szkół była koniecznością. Obecnie jest inny problem: które szkoły zamknąć, bo dzieci jest zbyt mało, aby zapełnić istniejące budynki szkolne. Oczywiście można rzucić hasło zbudowania stu szpitali pediatrycznych, onkologicznych czy geriatrycznych, ale pojawia się pytanie: skąd wziąć lekarzy i pielęgniarki do tych szpitali? Zatem rzeczywiście pozostaje nam ściganie się w budowaniu obiektów nieprzydatnych: łuków czy obelisków. I są to obiekty nie tylko nieprzydatne, ale nawet przeszkadzające. Jak łuk triumfalny pośrodku nurtu Wisły.
  3. Jak upamiętniają inni? Pomniki, baseny i ....

    Warto pamiętać, że są kraje, gdzie z poszczególnych miejscowości ludzie idą na wojnę (i potem wracają lub nie) - i są kraje, gdzie ludzie z poszczególnych miejscowości nie muszą się tak fatygować - po prostu wojna sama do nich przychodzi. Wracając do tematu - warto przypomnieć akcję upamiętniającą tysiąclecie państwa polskiego - "Tysiąc szkół na tysiąclecie". To była inicjatywa publicznie ogłoszona przez I sekretarza KC PZPR, Władysława Gomułkę w roku 1958 i realizowana przez następne lata. Finansowana ze środków państwowych i społecznych. Jej owocem było ponad tysiąc szkół. Innym przykładem upamiętnienia jest Centrum Zdrowia Dziecka, pomnik dzieci - ofiar II wojny światowej. To z kolei była inicjatywa Ewy Szelburg - Zarembiny.
  4. Alkohol a historia

    Wydaje się jednak, że oryginalny tekst zlecenia przekazanego do laboratorium wraz z próbką był w języku niemieckim, a nie węgierskim czy hiszpańskim. No cóż, "Timeo Danaos et dona ferentes". Pavelić był darczyńcą, do którego należało mieć bardzo ograniczone zaufanie.
  5. Alkohol a historia

    Rozkaz Hitlera dotyczy zbadania zawartości "alkoholu metylowego i innych szkodliwych substancji" i nie ma tam mowy o badaniu zawartości alkoholu etylowego. Alkohol etylowy - to alkohol spożywczy. Alkohol metylowy jest trucizną ("pijmy szybciej, bo się ściemnia"). Alkohol metylowy jest w sposób naturalny zawarty w destylatach, zwłaszcza otrzymywanych z owoców (nie zawierają go wódki otrzymane przez rozcieńczenie spirytusu rektyfikowanego). Przypuszczam, że Hitlerowi nie chodziło o tę zawartość naturalnego alkoholu metylowego, tylko obawiał się, czy ktoś nie domieszał mu metanolu do śliwowicy celem jego otrucia.
  6. Kiedy gazety się (bardzo) pomyliły.

    Jeśli już mówimy o pomyłkach nie tylko mediów papierowych, ale mediów w ogóle, to pozwolę sobie nawiązać do TU-154. W sobotę 10 kwietnia 2010 roku rano jechaliśmy z żoną samochodem. W aucie było włączone radio - I program PR. Słychać było muzykę poważną - zaczynała się transmisja z uroczystości w Katyniu. W pewnym momencie sprawozdawca (obecny w Katyniu) przekazał informację, że samolot z prezydentem na pokładzie miał awarię podczas lądowania i na pokładzie wybuchł pożar. Po kilku minutach nowa informacja: że pożar już został ugaszony i teraz prawdopodobnie strażacy wyprowadzają pasażerów z samolotu. Sądząc po głosie, reporterem był Kraśko.
  7. Skoro temat został odświeżony - chętnie poczytałbym jakieś opracowania na temat Wielkiego Terroru w ZSRR w latach 1956 - 1959 albo w latach 1985 - 1991. Myślę, że koledzy są w błędzie uważając, że temat pracy został tak sformułowany pomyłkowo. W końcu wymyślił go człowiek solidnie wykształcony, nauczyciel szkoły wyższej, niewątpliwie posiadający stopień naukowy. Uważam, że tu chodzi o pracę z dziedziny politologii, a nie historii. Zatem praca ma spełniać pewne założenia ideologiczne, niekoniecznie naukowe.
  8. Bolesław Bierut

    To nie jest gdybanie, to są fakty. Szeroko pojęty "obóz londyński" (to znaczy władze RP na uchodźstwie i ich struktury w okupowanym kraju) udowodnił, że polscy politycy mogą ustawić się tak, aby dla Polski załatwić nie "trochę mniej czy trochę więcej", ale aby dla Polski nie załatwić dosłownie NIC. Polscy komuniści (z Bierutem w czołówce) uzyskali dla Polski maksimum tego, co w tamtych warunkach można było uzyskać.
  9. Bolesław Bierut

    To nieprawda, że Polacy nie mieli żadnego wpływu na kształt granicy zachodniej. Mieli władzę, żeby ta granica przebiegała inaczej. Mieli wpływ - w sensie negatywnym. Polacy mieli władzę, żeby to spartaczyć. Gdyby Bierut zaparł się wszystkimi czterema nogami, gdyby wraz z całą ekipą PKWN/RT/TRJN krzyczał na cały świat, powtarzając stanowisko władz RP na uchodźstwie - że oni nie chcą granicy na Odrze i Nysie, że oni zadowolą się Opolszczyzną i kawałkiem niemieckiego Pomorza - to Stalin zgodziłby się na takie rozwiązanie. Sprawa polskiej granicy zachodniej zakończyła się dla Polski sukcesem, ponieważ ekipa komunistyczna zdecydowała się współdziałać ze Stalinem, a nie działać wbrew Stalinowi czy - co gorsza - na złość Stalinowi.
  10. Bolesław Bierut

    Przejrzałem ten temat i zapoznałem się z wypowiedziami dyskutantów. Pomijam spory ideologiczne. Ale wśród wymienionych faktów z życia Bieruta brakuje mi jednego, mającego duże znaczenie dla Polski. Otóż Bolesław Bierut miał istotny udział w ustaleniu zachodniej granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej. Bierut był członkiem delegacji polskiej zaproszonej na konferencję poczdamską. Oczywiście delegacja była liczniejsza, ale trzej delegaci mieli podczas tej konferencji swoje wystąpienia uzasadniające linię Odry i Nysy Łużyckiej jako granicę między Polską a Niemcami. Byli to: Bolesław Bierut, Stanisław Grabski i Stanisław Mikołajczyk.
  11. Przez wiele lat moi rodzice kupowali gazetę "Życie Warszawy". Pamiętam, że tytuł gazety zawsze był napisany przez Z przekreślone. I nikt Henrykowi Korotyńskiemu nie robił awantury - ani ze strony językoznawców, ani po linii partyjnej - że to nie jest po polsku.
  12. Napalm nie jest zaliczony do broni chemicznych i nie podlega kontroli, jaka obejmuje broń chemiczną i środki do jej wytwarzania. Nie dotyczą napalmu postanowienia Konwencji o zakazie broni chemicznej, uchwalonej w roku 1993.
  13. Ja nie wiem, kto i kiedy składał przysięgę prezydentowi. Od dnia 22 lipca 1944 roku do dziś ogłaszano 6 kolejnych wersji roty przysięgi wojskowej. Według dekretu PKWN (Dziennik Ustaw rok 1944, nr 3 poz. 13) był tam zwrot: "Przysięgam uroczyście skrwawionej Ziemi Polskiej i Narodowi Polskiemu". Kolejne wersje z lat 1947, 1950 i 1952: "Przysięgam Narodowi Polskiemu". Wersje z 1988 i 1992 nie są skierowane do konkretnego adresata. Wersja z roku 1988 zawiera sformułowanie: "Przysięgam służyć wiernie Ojczyźnie i narodowi swemu". Zatem żołnierze nie przysięgali i nie przysięgają żadnemu prezydentowi, przewodniczącemu Rady Państwa ani I sekretarzowi PZPR. Nie przysięgali też państwu polskiemu. W każdym z tych aktów prawnych jest artykuł, który mówi, że przysięgę wojskową według obowiązującej roty składa każdy żołnierz Sił Zbrojnych. Ale to sformułowanie nie oznacza, że po zmianie wersji roty przysięgi każdy żołnierz ma odnowić przysięgę. Przysięgę wojskową złożoną według wcześniejszych wersji wtedy, gdy były one obowiązujące, uznawano za ważną. Jedynie ustawa o przysiędze wojskowej z 1992 roku zawiera dodatkowy artykuł o treści: "Przysięgę wojskową według nowej roty złożą również żołnierze zawodowi oraz żołnierze rezerwy powoływani do służby wojskowej". To było prawne unieważnienie dotychczas składanej przysięgi wojskowej według poprzednich wersji roty przysięgi.
  14. Gdy ja przechodziłem szkolenie wojskowe, to jeszcze nie było stopnia "strasznego" kaprala, wymyślili go później. Pisałem o przysiędze wojskowej w czasie pierwszego obozu w jednostce wojskowej. To była duża uroczystość. Kompania studentów (połączone siły chemików z politechniki i uniwersytetu) zebrana na apelu z udziałem wszystkich żołnierzy służby czynnej z macierzystej jednostki (batalion wojsk chemicznych w Biskupcu Reszelskim). Dowództwo zaprosiło na uroczystość rodziny studentów. Po przysiędze zespół studencki (chórek kolegów z akompaniamentem gitary) dał koncert piosenek o treści wojskowej. Oczywiście "O mój rozmarynie" czy "Jak to na wojence ładnie", ale także piosenki Okudżawy, który wtedy był szalenie modny. No i piosenka z repertuaru Yves Montanda: "Quand un soldat". "... Gdy żołnierz ruszyć ma na front, to wie: w plecaku ma buławę swą na dnie, A jeśli wróci, niesie chwat zza mórz, Bieliznę brudną, parę łat - i już..." Dowódca jednostki pochwalił występ, dziwiąc się tylko, że większość piosenek miała wydźwięk silnie pacyfistyczny. W latach dziewięćdziesiątych okazało się, że przysięga wojskowa złożona przeze mnie w roku 1966 okazała się nieważna. W związku z tym dostałem wezwanie do stawienia się w wyznaczonym miejscu i czasie. W kilka osób wygłosiliśmy nowy, słuszny tekst przysięgi, stojąc w mrocznym piwnicznym korytarzu budynku miejscowej Komendy Uzupełnień, w obecności oficera zajmującego się w tej Komendzie sprawami oficerów rezerwy. Cała formalność (bo nie uroczystość) trwała nie dłużej niż dziesięć minut.
  15. Myślę, że należy tu doprecyzować: Tomasz N pisze o przebiegu szkolenia wojskowego studentów uczelni "cywilnych" w konkretnych latach. Ja też studiowałem na uczelni "cywilnej" w II połowie lat sześćdziesiątych - i w moim przypadku szkolenie wojskowe wyglądało inaczej. Przez trzy lata - na drugim, trzecim i czwartym roku - mieliśmy szkolenie wojskowe w studium wojskowym jeden dzień w tygodniu. Ponadto po II i po IV roku mieliśmy w czasie wakacji miesięczny obóz wojskowy. W czasie pierwszego obozu wojskowego (po II roku studiów) mieliśmy uroczystą przysięgę wojskową. Pod koniec drugiego obozu wojskowego (po czwartym roku studiów) zdawaliśmy egzamin z nabytej wiedzy wojskowej, a na zakończenie obozu otrzymywaliśmy awans na stopnie podoficerskie z przeniesieniem do rezerwy. Średniacy dostawali stopień: kapral podchorąży rezerwy; wybitnie zaangażowani - plutonowy podchorąży rezerwy; Nadzwyczajny był przypadek mojego kolegi z roku: był największym leserem i za karę dostał stopień: starszy szeregowy podchorąży rezerwy. Dopiero kilka lat później - po ukończeniu studiów, po podjęciu pracy (nierzadko w innym rejonie Polski) absolwent z ustabilizowaną już sytuacją życiową dostawał przydział mobilizacyjny do jednostki, w której później odbywał ćwiczenia. O ile sobie przypominam, warunkiem awansu na stopień oficerski było zaliczenie 21 dni ćwiczeń wojskowych, rozciągniętych na kilka lat: studia ukończyłem w roku 1969, a nominację na stopień oficerski - podporucznik - uzyskałem w roku 1978. Kolega Jasmol - to zupełnie inny przypadek. On studiował na wyższej uczelni wojskowej, kształcącej zawodowych oficerów. Tam przebieg szkolenia i służby musiał być zupełnie inny, niż w opisanym przeze mnie i przez Tomasza N szkoleniu wojskowym studentów uczelni "cywilnych".
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.