Skocz do zawartości

secesjonista

Administrator
  • Zawartość

    25,479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O secesjonista

  • Tytuł
    Ranga: Rektor
  • Urodziny 03/13/1943

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Historia XIX wieku

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zainteresowania
    Socjologia, historia idei

Ostatnie wizyty

7,616 wyświetleń profilu
  1. Husytyzm

    Jak mniemam wskazałem, że Hus właśnie na to wskazywał, zatem nie bardzo wiem czemu mi to objaśnia jancet? Poza tym nie użyłem terminu: "zysk". We frazie: "praca bezużyteczna" może zawarta jest krytyka wytwórców rzeczy zbytecznych? To takie moje domniemanie związane z tendencją prawną tyczącą się regulacji co do stroju itp.? Natomiast: A mnie nie przekonuje. Może zatem warto prześledzić; tu jancet byłby pomocny z racji większej znajomości czeskiego; jak określano prostytucję i prostytutki w dobie zawieruchy husyckiej? A dlaczego? Wyraźnie widać, że liczba grzeszników w polskim wydaniu różni się od tej w czeskim. Jak widać, w tłumaczeniach mamy do czynienia z przestawieniem słów w szyku zdania zatem nie można tłumaczyć tego słowo po słowie.
  2. Afryka-podział kolonialny

    To co stwierdził pisząc to jancet? Innymi słowy, jak coś napisał jancet, jak rozumiem - jako jego stwierdzenie, to niekoniecznie mamy brać to pod uwagę jako, że nie napisał, iż twierdzi że jest to prawdą?? To już wyższy metajęzyk dla mnie i raczej dyskurs stosowny dla praktyki euklidesa. Wszystkie kolonie (dominia itp.) zarządzane prze Brytyjczyków w odróżnieniu od tych zarządzanych przez Francuzów miały na starcie lepszą sytuację gospodarczą.
  3. Afryka-podział kolonialny

    A wedle mnie, jednak jancet - ma. Skoro sformułował stwierdzenie: "Kolonizatorzy stosunkowo łatwo oddawali te kolonie, które były gospodarczo słabe. Natomiast w tych, gdzie gospodarka kwitła, z których można było wyciągnąć zyski dla metropolii, kurczowo się trzymali" to ma ku temu podstawy. I nic do tego nie ma rozróżnienie pomiędzy korelacją a związkiem przyczynowo-skutkowym. Ja znam przykłady korelacji, które nie są związkami przyczynowymi, jak choćby spożycie lodów w pewnych stanach USA ma się do zwiększonej umieralności w Indiach. Zatem, względem mnie proszę nie wyważać otwartych drzwi...
  4. Afryka-podział kolonialny

    Ale to chyba by trzeba udowodnić, nieprawdaż? A gdzie trzymali się najdłużej? Faktycznie, to trochę inna "beczka", jako że i Bangladesz i Gwatemala państwami afrykańskimi nie są. Gdyby tak spróbować przeprowadzić analizę stanu gospodarki w państwach afrykańskich: post-brytyjskich i post-francuskich, wyłączając te które zarabiają do dziś na ropie naftowej i pochodnych, jak by się to przedstawiało? Ja - nie wiem, zatem jestem ciekaw jak to wygląda. To proszę podać przykłady tych kolonii, bo wedle mej wiedzy metropolie czerpały z kolonii cenne towary ale bilans był na ogół ujemny.
  5. To, że tłok powstał przed 1703 rokiem jest gdzieś w toku tego dyskursu negowane? Niewielki wyczyn zważywszy na fakt, że ta praca została wymieniona już w toku naszej dyskusji, i to w kontekście... podważania pewnych wywodów atrixa.
  6. Husytyzm

    Tia... znamy już idée fixe euklidesa. Wszędzie pełno monofizytów i wpływów ideologii katarskiej, i u cesarzy bizantyjskich, i u Krzyżaków, a teraz i u husytów... Gdyby euklides; tak jak jancet; zadał sobie wcześniej trud zajrzenia do przekładu czeskiego zawartego choćby w przywołanym wyborze "Výzva Jana Jan Želivského. Výbor z kázání" w tłumaczeniu Amadea Molnára, to nie byłby tak pewien, że istotnie następuje tam wskazanie tych, którzy wykonują pracę bezużyteczną "po czym wymienia ich". Rzeczony fragment brzmi bowiem, tak: "A co mám řici o chlebu svátostném?! Zajisté všichni, kteří pracují o věcech zbytečných, jedí chléb nehodně. Nejsou hodni chleba, kdo v den Páně prodávají, nejsou hodni chleba, kdo se hříšně pachtí po soustu, nesjou hodni chleba ti, kdo činem nedbají o dobro obecné (...) nejsou hodni chleba též všichni preláti, kteří nepracují s lidem podle příkazu evangelia, i když se dost napracují o to, jak koho okradli". /"Výzva...", Praha 1954, s. 108/ Z takiej konstrukcji tekstu nie wynika by grupa określona jako: "kteří pracují o věcech zbytečných" była tożsamą z wymienionymi dalej. Pomijając uwagę janceta co do ew. zmiany znaczenia słowa "zbytečný", to z tego kazania dowiedzieć się jedynie możemy, że operowano taką kategorią. W żaden sposób nie rozwiązuje to jednak tak dużej rozbieżności pomiędzy przywołanymi wcześniej fragmentami czwartego artykułu z jego polskim tłumaczeniem. Jak rzekłem powyżej, dla mnie ta "lista" to już wymienienie kategorii całkiem innych grzeszków. Natomiast samo tłumaczenie niekoniecznie nie ma sensu. Wciąż mam w głowie tę niezrozumiałą rozbieżność pomiędzy polskimi wypisami źródłowymi a czeską "kanoniczą" wersją czwartego artykułu. Trochę szperając można się dowiedzieć, iż "cztery artykuły" pojawiały się w licznych odpisach mniej lub więcej różniących się użytymi sformułowaniami. Co więcej rok 1420 przynosi znaczące ingerencje w artykułach, zmieniających ich brzmienie i stopień radykalizmu. W artykule recenzyjnym pióra Anny Lipskiej z pracy Artura Iwanowicza Ozolina (Арту́р Ива́нович Озо́лин) zatytułowanej "Manifesty goroda Pragi w gody krestianskoj wojny w Czechii" podano: "Dopiero kiedy układy nie dały rezultatów, a Marcin V ogłosił bullę wzywającą do krucjaty przeciw Czechom, zgodzili się utrakwiści na ogłoszenie pierwszego manifestu, wydanego wspólnie z taborytami. Ukazał się on w początkach kwietnia 1420 roku (...) 20 kwietnia tegoż roku utrakwiści wspólnie z panami czeskimi wydali inny manifest. Występowali w nim przeciw Zygmuntowi (...) W końcu manifestu zamieszczone były cztery artykuły praskie. Podane były krótko, bez powoływania się na ewangelie. Mimo wszystko manifest posiadał umiarkowany charakter (...) Zygmunt na ustępstwa nie poszedł, a odwrotnie - oddziały jego wkroczyły do Czech (...) Utrakwiści, wobec zbliżającej się krucjaty, zmuszeni byli porozumieć się z taborytami. 1 czerwca 1420 roku wydali oni odezwę do wojsk krucjaty. Wyłożone w niej były cele i zadania husytów zawarte w czterech artykułach. Tym razem artykuły, szczególnie trzeci, mówiący o ubóstwie duchowieństwa i czwarty, o grzechach śmiertelnych ludzi świeckich i kleru, były podbudowane szerokimi cytatami z ewangelii. Odezwę tę, w przeciwieństwie do kwietniowej (z 20 kwietnia) cechuje konkretność i radykalizm (...) Taboryci po porozumieniu się z utrakwistami i wejściu do Pragi, przyjęli cztery artykuły, a 3 lipca 1420 roku uroczyście ogłoszono je w osobnym manifeście (...) Ozolin omawia sformułowanie dotyczące czterech artykułów. Największej zmianie i radykalizacji uległy znowu dwa ostatnie (...) W artykule czwartym grzechy śmiertelne świeckich i duchownych były dokładnie wyszczególnione...". /"Sobótka", R. VIII, 1953, s. 298-297/ To tak tytułem ukazania pewnej zmienności jakiej; jak się wydaje; podlegały te artykuły. Trudno jednak powiedzieć, czy i ów interesujący nas fragment: "řemesla a obchodové lstiví a škodliví" też podlegały jakimś zmianom. Ciekawym jest, że w krótkim artykule Marka Zelenki zatytułowanym "Husitství a reformace česká (III. díl – Husitská revoluce I: doba Žižkova)" (będącym częścią jubileuszowego cyklu o Janie Husie) czwarty artykuł nie zawiera tak sformułowanego fragmentu: "Aby všichni hříchové smrtelní a zvláště zjevní a jiní neřádové zákonu Božímu odporní byli v každém stavu řádně rozumně od těch, kterým to přísluší, stavováni a potíráni. A kdož je činí, hodni jsou smrti, nejen ti, kdož je činí, nýbrž i ti, kteří souhlasí s těmi, kteří je činí, jako jsou v obecném lidu smilstva, obžerstva, zlodějstva, vraždy, lži, křivé přísahy, řemesla zbytečná, lstivá a pověrečná, hrabivé zisky, lichvy a ostatní jim podobné. V kněžstvu pak kacířstva svatokupecká a vymáhání peněz od...". /podkreślenie moje; tekst dostępny na stronie husitstvi.cz/ Swą zgodę wyraziłem co do kwestii tłumaczenia konkretnego fragmentu o "zbędnej pracy" i konstatacji: "Husytom nie przeszkadzała praca zbędna, lecz oszukiwanie i szkodzenie klientom". Czeskiego nie znam, ale gdybym miał wyrazić swą opinię to jednak nie zgodziłbym się z taką interpretacją frazy: "lakomí požitkové". Jan Hus np. w kazaniu (czwarta niedziela po Świętej Trójcy) używa słowa: "lakomí" w kontekście posługi kapłańskiej, która ma służyć głoszeniu Słowa Bożego a nie bogaceniu się: "Učte všecky lidi! A to mají věrní křesťané milosrdenstvie všickni držeti časem svým, ale zvláště kněžie, jenž mají učiti lid, ne lžem, básniem neb neužitečným věcem, ale slovo božie, a to upřiemo pro spasenie, a ne pro lakomstvie. (...) Křívě súdie, ktož o některých, vědúce, že jsú bohatí a neb potřebu sobě hodnú mají, pravie, že sú chudí, aby jim jiní dávali. A v tom sú obecně kněžie a zákonníci, jimž, ač sú plny stodoly, komory, spižierny i pivnice...". Podobnie w opracowaniu "Žižka a jeho doba" (díl 2., Praha 1928) Josefa Pekařa, słowo "lakomí" występuje praktycznie zawsze w jednoznacznym kontekście: chciwości bogactw czy dóbr. Jeden fragment jest niejasny, ale też bym w jego przypadku stawiał na zwykłą chciwość: "neb sú se byli phliš v sodomské hříchy a mrzké nesmírně vydali, panny, paní, manželky, vdovy smilstvem nestydně porušujíc a hříchy ruhanskými, opíjením, kostkářstvím, lakomstvím, láním se zaneprázdnili". Wreszcie stosowny ustęp z listu do Koryntian (I. Kor. 6, 9.) wymienia grzeszników: "Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie otrzymają w udziale królestwa Bożego? Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, cudzołożnicy, prostytutki, homoseksualiści, złodzieje, chciwi, pijacy, bluźniercy, ani bandyci – nie znajdą się w królestwie Bożym", a w języku czeskim mamy:"Nemylte se: ani smilníci, ani modláři, ani cizoložníci, ani zloději, ani lakomci, ani opilci, ani zlolajci, ani dráči nebudou královstvím božím vládnouti". /tekst czeski za: F. Vaněček "Rádce duchovní, časopis kněžstva českoslovanského", R. VII, v Praze 1910, s. 451/
  7. A gdzież to takie androny słyszał euklides? Mulatem był Jabłonowski, tylko że nie hetman Stanisław Jan Jabłonowski, a generał Władysław Franciszek Jabłonowski , który urodził się w 86 lat po odsieczy wiedeńskiej, ten sam który trafił na karty "Pana Tadeusza". Był synem Marii Franciszki Dealire i został przybranym synem Konstantego Jabłonowskiego, który był mężem tejże Angielki.
  8. Husytyzm

    No właśnie... ja skorzystałem z tekstu ze starszego opracowania, jakiego dokonał František Palacký ("Archiv český, čili, Staré písemné památky české i morawské. z archivůw domácích i cizích", w Praze 1844) dostępnego na stronie czeskiej Biblioteki Narodowej (kamerius.nkp.cz) oraz z nowszego, opracowanego przez teologa i historyka Rudolfa Říčana ("Čtyři vyznání. Vyznání augsburské, bratrské, helvetské a české se čtyřmi vyznáními staré církve a se čtyřmi články pražským", Praha 1951), udostępnionego na stronie praskiego ewangelickiego seminarium duchownego (etspraha.cz). W obu mamy ów fragment w tym samym brzmieniu. Jako, że język czeski to nie moja bajka, skorzystałem z tłumaczenia maszynowego. No i wyszło mi mniej więcej to samo co zaprezentował jancet. To inkryminowane tłumaczenie (: "zbędna praca") pojawia się w zbiorze tekstów źródłowych wydanym w 1954 r. przez szacowne wydawnictwo PWN, pierwotnie przeznaczonym dla studentów. Za opracowanie odpowiadał Marian Małowist przy współpracy Andrzeja Wyrobisza i Bronisława Geremka. Zatem naukowcy o uznanej renomie, oczywiście żaden z nich nie dokonał tłumaczenia tych artykułów, ale dziwnym jest, iż taka wersja trafiła do ich opracowania. I jak się zorientowałem jest to wersja "kanoniczna" w różnych tekstach poświęconych husytyzmowi. I tak się zastanawiam skąd takie dziwne tłumaczenie?
  9. Wojna Krążownicza na oceanach

    Pewnie mógł wydać taki rozkaz, ale to chyba przy założeniu daleko idącej niepełnosprawności umysłowej.
  10. U kogo się przypisuje? Poproszę o cytat... A omyliłby atrix kruka z kawką? Dziwne... Może podać nam atrix wielkość tych dwóch ptaków? A to proszę odnosić się jedynie do własnych doświadczeń, ja tam "rozumiałem " swych przodków, może atrix nie powinien wchodzić na niwę etymologii - bo wychodzą dziwne wnioski? Wciąż nie poznaliśmy tego internetowego źródła co Graka? To już je odzyskał atrix, czy tylko wciąż pozostają "kwerendą internetową"? Mam wskazać ile błędów językowych popełnił atrix w kilku ostatnich wpisach? Bo to nieco by podważyło jego etymologiczne rozważania...
  11. Nigdzie tak nie napisałem, to atrix i jego doświadczenia językowe, które nam tu zaprezentował to współczesność. Proponuję czytać uważniej, nic nie napisałem o statusie przed Łokietkiem, tylko że ów władca podniósł tę miejscowość do rangi miasta. Zatem w tym momencie miastem nie był. A udowodnienie że wcześniej był miastem to raczej leży po stronie atrixa, nieszczególnie do mnie przemawia argument, typu: "Z dziada pradziada każdy powtarza...". To może sam sobie atrix zada takie pytanie, bo to właśnie on zaczął wątek jak to "łatwo" pomylić oba gatunki. To po co to napisał? A co rok 1022 ma do czasów Kraka? Poza tym nie chodziło w pytaniu o wzmianki o Polsce. A dokładnie za jakimi kronikami? Proszę podać w jakiej to kronice wystąpiła forma: "Wenda". Czyli atrix nie zna takiego opracowania słownikowego. Cała ta dyskusja opiera się u atrixa na wątkach legend z kronik i na niepotwierdzonych wątkach legend lokalnych. Vide: jego stwierdzenia co do statusu miejskiego Solca (: "Z dziada pradziada każdy powtarza Solec to miasto królewskie"). Może i atrix nie napisał wprost, ale w praktyce właśnie na tym się opiera. Vide: jego argument, że skoro istnieją kopce Kraka i Wandy, to... no właśnie: co? Na którym praktycznie nic nie widać, to niby co mam sądzić o jej "treści"? Skąd wiemy, że była wcześniejszą? Cóż, sam atrix dał dwie różne odpowiedzi, zatem nie wiem jakie jest jego zdanie w tej kwestii. A od czasów Kraka dzieli go raptem przeszło osiemset lat. Nie wiem zatem co Paprocki ma wnieść do tej historii, zważywszy że względem Kadłubka jest źródłem wtórnym. To może uznamy, że istniał w okolicach dzisiejszego Krakowa potwór z zadziwiającą zdolnością do arytmetyki bo tak napisał bliższy tym czasom Kadłubek...
  12. Niedokładnie. Cofamy się jedynie w wyobrażenia Paprockiego o tejże przeszłości. Nie bardzo pojmuję, jak to to osoba żyjąca na przełomie XIV/XV wieku ma więcej do powiedzenia o czasach hipotetycznego Kraka. Równie dobrze za sprawą współczesnych nam badaczy podobnie się cofamy, ale jak wiemy dla atrixa oni opowiadają pierdoły. A wcześniej nieco inaczej napisał atrix: To: kawka i kruk czy tylko kawka? W tej kwestii zadałem pytanie, które wciąż oczekuje na odpowiedź atrixa, co to przebadał źródła internetowe i wyszło mu to co wyszło. Ja jednak, będąc konserwatystą poprosiłbym by atrix wskazał słownik tyczący się łaciny średniowiecznej i starożytnej gdzie zamiennie stosuje się określenia względem kawki i kruka. Jeśli atrix uważa, że można fizycznie pomylić kruka z kawką, to jestem w kropce... chyba jednak atrix nigdy w naturze nie widział kruka. A i językowo trudno też pomylić rdzeń: вранъ (vran), który raczej nie przypomina rdzenia:" kāṷ-". Jak pamiętam atrix zaczął swój aktywny udział w tym wątku za sprawą odcisku pieczęci, którą uznał atrix za kopię wcześniejszej. Na pytania o te wcześniejsze pieczęcie atrix powiada, że nie musi ich badać bo są inne ścieżki. Tymi ścieżkami są: lokalne legendy. Potem dowiadujemy się że wieś była miastem królewskim jako że tak stanowi powszechne przekonanie w legendzie lokalnej.Co prawda atrix wie, że za Łokietka był to wieś, ale dalej sugeruje że było to miasto królewskie. Na jakiej podstawie? To tak reasumując: 1. Skąd wie atrix, że inkryminowany odcisk pieczęci jest kopią dawniejszej? Proszę podać źródło gdzie wskazano, że jest to kopia. 2. Proszę podać, jak wyglądały wcześniej pieczęcie miasta: Solec? 3. Proszę podać słownik czy opracowanie, gdzie podano, że "Grakchus" oznacza i kruka i kawkę 3. Proszę wskazać jak wyglądały dawniejsze pieczęcie tego miasta. 4. Proszę podać od kiedy datuje się nazwa: "corvus" dla kawki. Jak na razie to plecie atrix o wszystkim ale nie o pieczęciach miasta Solca, to nieco dziwne. Ja podejrzewam, że współczesne opracowania wcale nie są jedynie dla atrixa źródłem: "pierdół", są wtedy kiedy wskazują na coś co mu się nie zgadza z jego lechickimi legendami.
  13. Jeszcze przed powstaniem styczniowym powstały grupy zdecydowane na działania o charakterze terrorystycznym. W trakcie samej irredenty w ramach sił o charakterze policyjnym powstała też żandarmeria. Początkowo była to formacja występująca pod nazwą Straż Narodowa (także, jako: Straż Bezpieczeństwa), potem jako: Straż Narodowa Bezpieczeństwa Publicznego, Straż Narodowa. O sztyletnikach i wieszatielach doby powstania styczniowego w zasadzie słyszał każdy, kto nieco zainteresował się tym zrywem niepodległościowym. Atoli nie doczekał się ów temat własnego opracowania, raczej natrafić możemy na przyczynkarskie artykuły. I na forum jakoś o nich nie nikt nie założył tematu, przewinęli się pobocznie głównie w temacie: forum.historia.org.pl - "Strychnina Berga" - wymysł, zasłona dymna czy...?" Do zadań wyznaczonych żandarmom należało: dbanie o zachowanie porządku publicznego (zatem dublowali oni w tym zakresie funkcje policji narodowej), zadania kurierskie, ochrona członków rządu, no i wreszcie wykonywanie wyroków sądów polowo-wojennych (stąd ci: "wieszatiele"). W ramach V Oddziału Żandarmerii znajdujemy też tytułowych sztyletników, czyli likwidatorów (skrytobójców?). Dwa wstępne opisy: "Cieszący się złą sławą sztyletnicy (ros. кинжaлщики), najprawdopodobniej działali już w okresie sprawowania funkcji rządu powstańczego przez Komitet Centralny Narodowy. Formacja, łączona z osobą Ignacego Chmieleńskiego, syna carskiego generała, została powołana początkowo do ochrony własnych urzędników, ministrów oraz struktur sądowych, wojskowych i administracyjnych powstania; szybko jednak otrzymała prawo wykonywania wyroków śmierci (...) Sztyletnicy stali się także oddziałem Straży Bezpieczeństwa, powołanej przez Bobrowskiego. Po utworzeniu żandarmerii narodowej w okresie maj/czerwiec 1863 r. sztyletnicy weszli w jej skład. Sztyletnicy z sekcji żandarmerii stałej (straż bezpieczeństwa) chronili władze centralne w stolicy i na prowincji przed zamachami wewnętrznymi (...) Sztyletnicy z sekcji żandarmerii tajnej (straży przybocznej naczelnika policji) mieli za zadanie wykonywać wyroki śmierci na szpiegach, zdrajcach powstania oraz egzekwować wyroki orzeczone przez powstańcze sądy narodowe. Likwidowali też prominentnych działaczy wrogich stronnictw i ważnych funkcjonariuszy administracji rosyjskiej. Po reorganizacji żandarmerii w czerwcu 1863 r. weszli w skład Straży Narodowej Bezpieczeństwa, będąc powstańczym kontrwywiadem w V Oddziale Żandarmerii". /D. Lewandowska "Zbrojne struktury Żandarmerii Narodowej w okresie powstania styczniowego – żandarmi „wieszający” i sztyletnicy w aktach organów sądowo-śledczych Zarządu Wojenno-Policyjnego w Królestwie Polskim (w 155. rocznicę powstania styczniowego)", w: "Archiwa, źródła, historia: prace ofiarowane w siedemdziesiąte urodziny Profesora Władysława Stępnika", pod red. nauk. E. Rosowskiej, H. Wajsa, Warszawa 2018s. 199-200/ "Pierwsze wyraźne wyodrębnienie zakresu działalności policyjnej z podziałem na funkcje śledcze i wykonawcze przynosi dopiero „Instrukcja dla naczelnika miasta Warszawy” z 16 kwietnia 1863, tzw. instrukcja Stefana Bobrowskiego, wprowadzona w życie już po jego śmierci (...) Jednocześnie w Zarządzie Naczelnika Miasta zostały wyodrębnione dwie inne komórki policyjne, mianowicie straż zbrojna przyboczna, podporządkowana naczelnikowi miasta oraz biuro policji tajnej, pełniące funkcje wydziału śledczego. Szefem obu tych urzędów był do końca powstania Jan Karłowicz, zaś naczelnikiem straży zbrojnej przybocznej właśnie został Emanuel Szafarczyk (...)W tym samym m niej więcej okresie utworzona została druga agenda o podobnych kompetencjach, tzw. straż bezpieczeństwa. Były to dwa zupełnie odrębne ciała. „Policja tajna w Warszawie Karłowicza — podkreślał w swych zeznaniach Zdzisław Janczewski — miała przy sobie żandarmów sztyletników stałych. Straż bezpieczeństwa co innego więc znaczy, istniała niezależnie od policji tajnej i żandarmów sztyletników tajnych” 28. Różnica zleconych im zadań polegała, jak się zdaje, na tym , że straż zbrojna przyboczna miała strzec władz narodowych przed wrogami zewnętrznymi, natomiast żandarmeria narodowa miała je ochraniać przed zamachami wewnętrznymi". /Z. Strzyżewska "Emanuel Szafarczyk i sztyletnicy 1863 roku", "Przegląd Historyczny”, t. 77, 1986, z. 4, s. 682-683/ Obie autorki wskazują, że kompetencje i zadania wykonywane w praktyce przez różne tajne agendy: żandarmów i żandarmów sztyletników jak i członków straży wzajemnie się przeplatały, zatem trudno je rozdzielić. Przesadą i chyba ahistoryzmem jest opinia wyrażona przez Teresę Kaczorowską na łamach"Ciechanowskich Zeszytów Literackich" (nr 15, Ciechanów 2013, s. 94, przyp. 7), wedle której sztyletnicy mieli być: "komandosami" Raczej nie przechodzili przecież specjalnego przeszkolenia, byli jedynie zamachowcami, a ich "szef" był osobą niepełnosprawną, tu różne są relacje: nie miał ręki bądź miał jedynie jej niedowład. Mnie zastanawiają dwie kwestie... Jak społeczeństwo polskie (tej doby) oceniało te akty terroru: zamachy na carskich oficjeli i zamachy na Polaków. Dlaczego "biali"; niejako w odpowiedzi; nie stworzyli podobnej odwetowej organizacji?
  14. Elektrownie wiatrowe w Polsce (historia).

    Ciekawe, że Hugo Teichmann postawił schronisko na dzierżawionej ziemi, jako że tereny wokół Śnieżki należały do hrabiów Schaffgotsch (z Cieplic Śląskich). Dopiero w 1934 r. wykupił (za sumę 60 000 marek) teren pod schroniskiem, ale wedle późniejszych raportów Biura Informacyjnego - Auskunftei założonego przez Karla F.W. Schimmelpfenga (był to rodzaj wywiadowni gospodarczej) tereny wokół schroniska wciąż należały do wspomnianej rodzinny., zatem elektrownię musiał postawić na "obcym" gruncie. "... w raportach z 1938 i 1939 r. stwierdza się wyraźnie, że grunt wokół schroniska należy do pierwotnych właścicieli, a Teichmann posiada tylko tyle ziemi, ile zajmuje sam budynek". /I. Łaborewicz "Wykorzystanie akt Wywiadowni Gospodarczej W. Schimmelpfenga w badaniach dziejów schronisk karkonoskich w pierwszej połowie XX w., na przykładzie „Samotni” i „Śląskiego Domu”", w: "Archiwa, źródła, historia: prace ofiarowane w siedemdziesiąte urodziny Profesora Władysława Stępnika", pod red. nauk. E. Rosowskiej, H. Wajsa, Warszawa 2018, s. 212/ Wedle informacji zawartych w tymże artykule, wydał na tą elektrownię całkiem sporą sumę - 30 000 marek, czyli połowę tego co wydał na wykup ziemi pod Schlesierhaus im Riesengebirge. Jeśli chodzi o tereny, które dopiero z czasem stały się polskimi, to można wspomnieć o turbinie wiatrowej w Szklarskiej Porębie przy obiekcie, które w toku dziejów miało wiele nazw. W katalogu wystawy (zorganizowanej przez Archiwum Państwowe we Wrocławiu, Archiwum Państwowe w Litomierzycach i Archiwum Państwowe w Semily) poświęconej górskim schroniskom, który zredagował autor przywołany powyżej - Ivo Łaborewicz, podano: "Najstarsze znane nazwy tego obiektu to „Buda Eliasza”, „Buda Jesaisza”, „Buda Hallmanna”, ale najpowszechniej określano go mianem „Śląska Buda”. Po 1787 r., gdy część rodzinny Hallmann wzniosła opodal nowe siedlisko (dziś „Hala Szrenicka”), to dotychczasowe zaczęto nazywać „Starą Śląską Budą”. W 1888 r. schronisko przeszło od Hallmannów w ręce rodziny Erlebach. Ci jeszcze w tym samym roku dobudowali od strony zachodniej obszerną werandę. W 1901 r. budę przejął Franz Maiwald, za którego otrzymała ona rangę gospody (Gasthaus). W grudniu 1915 r. cały budynek strawił pożar. Dość szybko na starych fundamentach wzniesiono nowe schronisko. W 1925 r. zamontowano obok turbinę wiatrową, dzięki czemu obiekt otrzymał oświetlenie elektryczne. W 1938 r. obok wzniesiono kolejny budynek, mieszczący wyłącznie pokoje gościnne. Po 1945 r. schronisko stało się własnością Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego Oddział w Jeleniej Górze, które nadało mu nazwę „Piast”. W 1950 r. obiekt stał się własnością PTTK". /"Schroniska turystyczne Karkonoszy i Gór Izerskich w Polsce oraz w Czechach"" red. tenże, Jelenia Góra 2015, s. 20/ Pierwsza elektrownia wiatrowa w Polsce, to chyba jednak czasy daleko późniejsze od okresu II RP: "Pod koniec XX w. zaczęto ponownie wykorzystywać energię wiatru i wody w oparciu o małe obiekty. W latach 80. XX w. pojawiły się w krajobrazie wiejskim pierwsze turbiny wiatrowe służące produkcji energii elektrycznej dla potrzeb własnych. W 1991 r. wybudowano w Polsce pierwszą elektrownię wiatrową - w Lisewie w województwie pomorskim". /D. Brykała, Z. Podgórski, Ł. Sarnowski "Wykorzystanie energii wiatru i wody w okresie ostatnich 200 lat na obszarze województwa kujawsko-pomorskiego", "Prace Komisji Krajobrazu Kulturowego", nr 29/2015, s. 11/ "W latach 80. XX wieku zaczęły pojawiać się w krajobrazie wiejskim pierwsze turbiny wiatrowe służące produkcji energii elektrycznej dla potrzeb własnych. Były to w większości konstrukcje prototypowe produkowane przez lokalnych rzemieślników w pojedynczych egzemplarzach. Jako przykłady takich turbin można wymienić, te zlokalizowane w Murzynowie koło Płocka (woj. mazowieckie) czy w Kawęczynie (woj. kujawsko-pomorskim, gmina Obrowo). Współcześnie nie pełnią one już żadnej funkcji i ulegają powolnemu procesowi niszczenia. Realny rozwój produkcji energii elektrycznej z wiatru w Polsce należy wiązać z transformacją ustrojową jaka miała miejsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. W 1991 roku wybudowana została pierwsza elektrownia wiatrowa w Lisewie, w województwie pomorskim. Była to turbina wiatrowa firmy Nordtank o mocy 150 kW, a jej inwestorem/użytkownikiem jest Elektrownia Wodna w Żarnowcu. Kolejną inwestycją na Pomorzu była elektrownia w Swarzewie wyprodukowana przez Folkecenter". /Z. Podgórski, Ł. Sarnowski "Etapy rozwoju energetyki wiatrowej w województwie kujawsko-pomorskim"; tekst dostępny na stronie archiwum.kujawsko-pomorskie.pls. 9/
  15. W zasadzie to mamy: "Krók", skąd zatem wziął atrix przy tej zamianie formę: "Kruk"? Zadałem pytanie jak często była poświadczona forma patronimiczna (czy jak postulował L. Moszyński: patrystyczna, w tegoż: "Czy sufiks *-itjo- pełnił w okresie prasłowiańskim funkcję patronimiczną", "Onomastica", XXVII, 1982) "-owna", użyta co do córki, ale jakoś atrix nie odpowiedział. To może garść szczegółów co do tej kwestii. Wpierw dwie uwagi natury "metodologicznej". Otóż atrix powiela błąd wielu "internetowych etymologów czy językoznawców", którzy wychodząc z analizy dość współczesnych zdarzeń językowych przenoszą to na sytuację językową w dawniejszych wiekach. Dużo napisał atrix o zwyczajach co do przezwisk i nazwisk w jego okolicach i rodzinie, tylko że nie należy "przekładać" sytuacji gwarowej na polszczyznę historyczną, bo łatwo można dojść do całkiem błędnych wniosków. Otóż jeśli patrzeć na frekwencyjność formantu -ówna w gwarach to wbrew pozorom nie jest ona częsta, o tym formancie w "Gramatyce historycznej języka polskiego" napisano: "... nie jest w gwarach bynajmniej pospolitym. Nie znają go gwary śląskie, ani przeważnie małopolskie i wielkopolskie. jego ojczyzną są prawdopodobnie gwary mazowieckie, skąd przedostał się on do gwar sąsiednich...". /Z. Klemensiewicz, T. Lehr-Spławiński, S. Urbańczyk "Gramatyka...", Warszawa 1964, s. 204-205/ Tymczasem, z tym formatem jest inaczej gdy badamy antroponimię XV-XVIII wieku, poświadczoną w zachowanych dokumentach: "Formanty -ówna i -anka były znane i używane we wszystkich regionach Polski, także w tych, w których współczesne gwary wykazują słabą produktywność wymienionych sufiksów lub ich na co dzień wcale nie stosują ". /T. Skulina "Z przeszłości imion i nazwisk oraz dawnych form polskich", Poznań 2008, s. 149/ Oto dlaczego nie należy na podstawie; mniej lub bardziej współczesnych; sytuacji gwarowych wyciągać wniosków co do polszczyzny bardziej historycznej. Choć Tadeusz Skulina podał, że interesujący nas formant: -ówna występował w przeszłości w całej Polsce, to warto zdawać sobie sprawę, iż tworzenie żeńskich syntetycznych form odojcowskich było rzadkie. Znacznie częściej spotykamy formy męskie, a dla kobiet formy analityczne i odmężowskie. Jeden z najstarszych zapisów pochodzi z 1369 roku (Margaretha... obtinuit... in Katherina matre ipsius Polkowna). Dla zobrazowania sobie frekwencyjności tej formy warto wiedzieć, że "Słownik staropolskich nazw osobowych" (red. W. Taszycki, Wrocław 1965-1983) podaje jedynie 76 żeńskich form z formantem -owna (bądź starszą formą: -ewna), pośród których dla 27% udało się ustalić funkcję patronimiczną. A ponieważ interesuje nas obszar Małopolski (ze względu na Solec nad Wisłą i gród Kraka) to można dodać, że jeśli chodzi o XV wiek, to z tego obszaru odnotowano 19 takich przypadków. Jak widać, choć w staropolszczyźnie występowała taka forma imienna to nie była jakoś szczególnie popularna. "Wgląd w materiał staropolski nie wszystko wyjaśnia, jednakże niektóre dotychczasowe opinie inaczej naświetla. pierwsze zapisy żeńskich formacji patronimicznych pojawiły się w okresie, w którym rodzi się i z wolna zaczyna szerzyć zasada dwustopniowej identyfikacji osób w schemacie imię + drugie określenie jednostki. Fakt, że nazw na -owna i -anka jest tak niewiele (...) skłania do wniosku, że taki sposób określania córek nie ma w polszczyźnie przedpiśmiennej głębszej tradycji". /"Z historii i geografii...", s. 157/ A kto ze współczesnych badaczy twierdzi, iż czeski (a nie: Czeski) Krok to "nasz" Krak? Chyba wyważa atrix dawno już otwarte drzwi, utożsamianie tych dwóch postaci we współczesnej literaturze naukowej jest coraz rzadsze, ostatnio taką interpretację zaprezentował Idzi Panic (tegoż "Piśmiennictwo Czech i Polski w średniowieczu i we wczesnej epoce nowożytnej", red. A. Barciak, W. Iwańczak, Katowice 2006) i raczej nie było to przekonujące (por. krytyczne uwagi zawarte w opracowaniu E. Skibińskiego "Przemiany władzy. Narracyjna koncepcja Anonima tzw. Galla i jej podstawy", Poznań 2009). W kronice praskiego dziekana pojawia się jedynie Krok (w wersji zlatynizowanej: "Crocco"*), skąd atrix wziął oboczność: "Krak" akurat dla tego zapisu kronikarskiego - nie wiem. Krak (jako brat Kroka) pojawia się; jeśli chodzi o czeskie zapiski kronikarskie; dopiero w "Kronice Pulkavovej". A skoro już bawimy się w rozważania o zawiłościach i szczegółach językowych, warto stosować odpowiednie formy, zatem współcześnie nazwę tej wsi podaje się, jako: "Zbečno", a nie" Zbećno" (w wersji zlatynizowanej: "Ztibecne"*), dla języka czeskiego istnieje zasadnicza różnica pomiędzy odwróconym cyrkumfleksem a akutem, nie należy bezkrytycznie ufać różnym edycjom elektronicznym dawnych kronik udostępnianym w sieci, które są często opracowane niestarannie. /* - podaję za krytycznym opracowaniem "Monumenta Germaniae Historica", Scriptores Rerum Germanicarum, N.Ser. T. II, MCMXXIII, "Die Chronik der Böhmen des Cosmas von Prag", hrsg. B. Bretholz, Berlin 1923/ A gdzie u Kosmasa mamy fragment o mieszkańcach Polski, mógłby podać atrix ów fragment? A gdzie występuje forma: "Wenda"? Najlepsza to droga do powielania dawnych błędów, które we współczesnych badaniach zostały ujawnione i dawno zdyskredytowane. Ponieważ atrix przywoływał pracę Franciszka Piekosińskiego, jak najbardziej słusznie zresztą, gdyż jego opracowanie w zakresie badań sfragistycznych jest kanoniczne, to ku przemyśleniu polecam mu uwagi krytyczne poczynione przez Wojciecha Kętrzyńskiego: "Wielkie niewątpliwie zasługi położył dla znajomości tego działu przedewszystkiem Fr. Piekosiński jego "Pieczęcie polskie wieków średnich". Część I. "Doba piastowska" (...) są nieocenionym zbiorem materjału sfragistycznego, o ile tylko nie żąda się dokładności (...) Albowiem z każdej stronicy wydawnictw Fr. Piekosińskiego bije w oczy jedna rzecz przedewszystkiem, to jest« że zainteresowania jego, o ile chodzi o pieczęcie, były wyłącznie charakteru heraldyczno-genealogicznego, nie sfragistycznego. Tego tylko materjału poszukiwał Piekosiński w pieczęciach, — ścisłość systematyki sfragistycznej, dokładność opisu, sprawa odpowiedniego szeregowania chronologicznego zabytków, dążenie do wyczerpania całości, jak i jej odpowiedniego wyzyskania, były mu zupełnie obce (...) Stąd płynie niekompletność przekazanego przezeń materjału sfragistycznego, subjektywność doboru i objaśnień, a przedewszystkiem niepewność danych, błędność lub chwiejność określeń i opisów, a co dalej z tego wynika, trudność opierania się na tem, co z dużym nakładem pracy zebrał Fr. Piekosiński". /tegoż, "Uwagi o pieczęciach Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego", "Przegląd Historyczny", T. 28, nr 1, 1929, s. 1-2/ To uwagi poczynione raptem w 30 lat po wydaniu opracowania Piekosińskiego, do dziś ukazują się opracowania weryfikujące negatywnie szereg ustaleń tego badacza, ale dla atrixa wszystko to "pierdoły".
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.