Skocz do zawartości

Speedy

Użytkownicy
  • Zawartość

    878
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Speedy

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Ostatnie wizyty

1,413 wyświetleń profilu
  1. Strv-103 co to za czołg?

    Tym trudniej więc chyba będzie miał w takiej sytuacji czołg S-103, którego armata zamontowana jest nieruchomo w kadłubie, a zmiana kąta podniesienia odbywa się przez zmianę ciśnienia w hydropneumatycznych układach zawieszenia, powodującą np. obniżenie przedniej części kadłuba a podwyższenie tylnej lub na odwrót.
  2. Samochody pancerne

    Gregski chyba ma rację, BA-27: trzyosiowy, kanciasta wieża z charakterystycznym kołpakiem "grzybem". Wykraczałoby to co prawda trochę poza zakres niniejszego działu o I wojnie światowej - wóz ten skonstruowano w 1928.
  3. Będzie dygresja. Przypomina mi się taka zabawa z kalkulatorem sprzed lat... kilkudziesięciu już. Nie pamiętam już jej szczegółowo, dałoby się to z pewnością odtworzyć tylko mi się nie chce :). Ile lat potrzeba na ukończenie szkoły podstawowej (8), potem liceum (4), potem studia (4) potem średnio ileś lat doktoratu, po iluś tam latach średnio dostaje się profesora (za każdym razem dopisywało się, dodawało lub mnożyło przez odpowiednią liczbę); a co wychodzi z człowieka na końcu? A na końcu wszystkich tych operacji wychodziła liczba 71830, która zapisana kanciastymi cyframi na wyświetlaczu kalkulatora i przeczytana "do góry nogami" wyglądała jak słowo DEBIL.
  4. Lądowanie Aliantów na Bałkanach

    Mówiąc ściśle, jak najbardziej Sycylii broniły wojska niemieckie (40 tys.; do tego ponad 200 tys. Włochów). Walki o nie tak wielką znów wyspę (niecałe 26 tys. km2, mniej więcej tyle co woj. lubelskie) toczyły się ponad miesiąc. Tu też masz trochę racji. Z dzisiejszego punktu widzenia gen. Lucas dowodzący desantem działał za mało agresywnie i nie wykorzystał uzyskanego zaskoczenia. W obawie przed niemieckim kontratakiem i zepchnięciem do morza starał się najpierw maksymalnie umocnić przyczółek, co w efekcie dało Niemcom czas na zorganizowanie silnej obrony. Niemniej moim zdaniem cała włoska kampania to był dobry pomysł. Nie całkiem wyszedł tak do końca, jak być miało, ale przynajmniej "wyjęto" Niemcom silnego sojusznika, dysponującego znaczących rozmiarów flotą, lotnictwem i bazami nad M.Śródziemnym. Z baz we Włoszech alianckie lotnictwo strategiczne mogło podjąć ataki na cele położone w takich regionach Niemiec i okupowanych przez nie krajów, które były zbyt daleko od baz w Anglii. To samo dotyczyło lotów z zaopatrzeniem dla ruchu oporu w okupowanych krajach. Związanie sił na froncie włoskim dotyczyło obu stron i wg mnie bardziej dokuczliwe było dla słabszych Niemców, niż dla silnych aliantów. Słuszne jest moim zdaniem dość powszechne przekonanie, że inwazja na Sycylię (10 lipca 1943) była istotnym czynnikiem wpływającym na decyzję Hitlera z 13 lipca o przerwaniu ofensywy pod Kurskiem. Führer zaczął się wówczas liczyć z koniecznością przyszłego wzmocnienia sił stacjonujących we Włoszech wojskami przerzuconymi z frontu wschodniego.
  5. Lądowanie Aliantów na Bałkanach

    Paradoksalnie, to co pisze jancet, wcale nie nie jest bez sensu. Moim zdaniem, głównym "motorem" przewrotu we Włoszech i ich późniejszej kapitulacji byli wojskowi. Gdy Amerykanie wylądowali na Sycylii, dowódcy armii zdali sobie sprawę, że stoją w obliczu konfrontacji z całą potęgą alianckich sił zbrojnych na własnej ziemi, konfrontacji, w której włoskie wojska obiektywnie rzecz biorąc nie miały wielkich szans wygrać. Przyspieszyło to działania różnych grup wojskowych i cywilnych spiskujących wraz z królem w celu odsunięcia Mussoliniego od władzy. Lądowanie na odległych Bałkanach nie byłoby takim dramatycznym bodźcem. I nawet jakby stacjonujące tam wojska włoskie też szybko skapitulowały, to i tak Włosi mogliby nadal efektywnie walczyć z aliantami za pomocą sił powietrznych i morskich z baz na obszarze macierzystego terytorium.
  6. Lotniskowce - jaki był najlepszy podczas II wś?

    Mniejszy kaliber ale czy mniej skuteczną... na pewno przez brak zapalników zbliżeniowych. Ale w sumie na lotniskowcu ona służy głównie jako przeciwlotnicza jednak. Armaty o mniejszym (ale nadal dużym) kalibrze, za to o większej szybkostrzelności i większej prędkości początkowej moim zdaniem są w pełni porównywalne. Powiedziałbym, że na Taiho nie sprawdziła się koncepcja zamkniętego pokładu hangarowego. Pomijam tu już kwestie nieco kuriozalnych okoliczności utraty okrętu (a może zresztą napiszę o nich szerzej za moment, nie każdy z forumowiczów musi znać takie niuanse, nie każdy interesuje się zagadnieniami marynarki wojennej, Japonią, wojną na Pacyfiku itd.). Ale nawet w normalnych warunkach to jest przestrzeń, gdzie prowadzi się różne prace, gdzie operuje się lotnym lotniczym paliwem czy np. gazami spawalniczymi itp. I jeszcze w gorącym klimacie. Wentylacja ma tu moim zdaniem bardzo istotne znaczenie i najwyraźniej nie udało się Japończykom w pełni tej kwestii rozwiązać. A w warunkach wojennych doszły jeszcze dodatkowe czynniki no i skończyło się tak jak się skończyło... A jak się skończyło: 19.VI.1944 Taiho brał udział w bitwie na Morzu Filipińskim. Krótko po wypuszczeniu swojej grupy lotniczej około godz. 8:10 został ugodzony torpedą z amerykańskiego okrętu podwodnego USS Albacore. Torpeda uderzyła przed nadbudówką, uszkadzając burtę i przedni podnośnik (windę) dla samolotów. Doszło także do przecieków zbiorników paliwowych okrętu, jak i zbiorników paliwa lotniczego. Dla dużego i nowoczesnego okrętu, ze starannie zaprojektowanym systemem ochrony podwodnej pojedyncza torpeda to zazwyczaj nie był wielki ból. Taiho tylko nieznacznie zmniejszył prędkość, a ekipy ratunkowe skoncentrowały się na przywróceniu możliwości operacji lotniczych czyli zakryciu "dziury" w pokładzie - luku przedniego podnośnika, który pozostał w dolnym położeniu. Udało się tego dokonać za pomocą prowizorycznej konstrukcji m.in. z blatów stołowych pozbieranych po całym okręcie i o 9:20 latanie znów było możliwe, Tymczasem jednak na pokładzie hangarowym zrobił się inny problem. Na dnie szybu podnośnika zgromadziła się znaczna ilość wody, paliwa i benzyny lotniczej. Na domiar złego, z powodu wojennej nędzy okręty japońskie zamiast typowego paliwa (olej opałowy, mazut - tego typu substancje, o relatywnie niewielkiej lotności) zatankowały na Borneo surową ropę z procesu technologicznego (zapewne jednak chociaż odwodnioną), bogatą w lekkie, lotne frakcje. W gorącym klimacie opary paliwa zaczęły wypełniać hangar i atmosfera zrobiła się tam nie do wytrzymania, nie mówiąc już o zagrożeniu pożarowym. Ekipy ratownicze pracowały w tym miejscu jakoś wybitnie nieudolnie i niekompetentnie, czy to ze względu na brak doświadczenia, czy wyszkolenia, a ja zastanawiam się też czy nie ogłupiały ich te opary - wiadomo że niektóre węglowodory działają narkotycznie, np. butan, a jest on obecny w ropie jak najbardziej. Próby odpompowania wody z szybu podnośnika szły im bardzo niemrawo. Nikt jakoś nie wpadł, by np. pokryć jej lustro pianą z systemu gaśniczego, co ograniczyłoby parowanie. Wentylację w hangarze włączono na pełne obroty, otwarto też luk tylnego podnośnika, żeby zrobić większy przeciąg, niemniej nie za wiele to wszystko pomagało, ponadto trwały działania lotnicze i co jakiś czas trzeba było podnieść tę tylną windę - a wtedy robiło się już nieznośnie. W desperacji załogi w pomieszczeniach mających okna czy świetliki wybijały je młotkami, żeby uzyskać dopływ powietrza. W końcu gdzieś po 14:00 dowódca grup ratunkowych zarządził pełne wietrzenie okrętu - uruchomienie całej wentylacji na pełną moc przy otwarciu wszystkich możliwych drzwi, włazów i luków. W efekcie opary paliwa wypełniły cały okręt i doskonale wymieszały się z powietrzem. Teraz wystarczyła już tylko jedna przypadkowa iskra lub otwarty płomień. Jak łatwo zgadnąć, na wielkim okręcie pełnym instalacji elektrycznych i palących tytoń marynarzy nie trzeba było na to długo czekać. Około 14:30 Taiho wstrząsnął potężny wybuch paliwowo-powietrzny, który rozerwał i podwinął w górę pokład startowy, wybił dziury w burtach na pokładzie hangarowym, prawdopodobnie także w dnie okrętu. Lotniskowiec momentalnie stanął w płomieniach, zaczął odpadać z szyku i zwalniać aż zastopował. Pożar był tak gwałtowny i intensywny, że jednostki ratownicze miały trudności z podejściem do okrętu. O 16:28 po kolejnej potężnej eksplozji Taiho zatonął. Z liczącej 2150 ludzi załogi zginęło 1650. (większość info z angielskiej wiki)
  7. Noszenie granatów

    Dodam, że niemieckie granaty trzonkowe z I ws miały z boku głowicy blaszaną "skuwkę" do zatknięcia za pas. (granat M1915, fotka z serwisu Lexpev) Z jakichś powodów nie było to ponoć za wygodne, użytkownicy częściej podobno zatykali za pas po prostu ten długi trzonek. Może w pozycji leżącej łatwiej było wtedy wyplątać granat zzatego pasa. W zmodernizowanej wersji M1924 Niemcy zlikwidowali skuwkę, w zamian za to wydłużyli nieco trzonek.
  8. Najlepszy pancernik II wś

    Nie nie, jak mówiłem tak nie jest. Jak najbardziej stosuje się zapalniki zbliżeniowe. Owszem samoloty są odporniejsze, ale i pociski bardzo daleko poszły naprzód. Tutaj taki sztandarowy zapalnik 3P firmy Bofors z lat 80. chyba, zwany z którego autorzy są bardzo dumni bo faktycznie jest bardzo wykręcony i fajny. zasadniczo skonstruowano go do pocisków 40 mm armaty Boforsa w najnowszej odmianie Trinity ale potem zrobiono i pocisk odpowiedni do starszych Boforsów i do ich większej armaty 57 mm powstała wersja. Jest to zapalnik wielofunkcyjny, jego podstawowy sposób działania to właśnie działanie zbliżeniowe. Przy czym odległość detonacji od celu jest różnicowana zależnie od jego rozmiarów (większy cel odłamki mogą porazić z większej odległości). Wprowadzono też system "bramki", dzięki któremu zapalnik aktywuje się w określonym przedziale odległości (np. przy strzelaniu na małych kątach podniesienia, aby uniknąć detonacji na skutek sygnału odbitego od ziemi czy wody). Można też odłączyć w ogóle funkcję zbliżeniową i pozostawić samo działanie uderzeniowe, natychmiastowe lub ze zwłoką (0,3 s - wybuch po wniknięciu w przeszkodę). Przy okazji sam pocisk systemu Trinity znacznie odbiega od tych z II wojny. Ówczesny pocisk brytyjski ważył 0,9 kg i zawierał 68 g m.w. (trotyl). Ten nowy - odpowiednio 1,1 kg i 140 g m.w. (oktol - mieszanina oktogenu i trotylu, znacznie silniejsza od czystego TNT). Ponadto prócz odłamków wytwarzanych tradycyjnie przez fragmentację skorupy pocisk Trinity zawiera dodatkowo 1100 gotowych odłamków w postaci 3 mm kulek wolframowych. Powiedziałbym, że nie do końca podobna sprawa. W przypadku ciężkiej artylerii plot. zapalniki zbliżeniowe miały skompensować małe prawdopodobieństwo trafienia bezpośredniego. Dzięki nim nawet pociski które minęły cel (byle odpowiednio blisko) także eksplodowały rażąc go przynajmniej odłamkami. Wcześniej stosowano w tym samym celu zapalniki czasowe, starannie ustawiane według danych z dalmierza i kalkulatora balistycznego, tak by moment wybuchu wypadał w momencie trafienia w cel, tak by pociski które nie trafią wybuchły przynajmniej gdzieś w pobliżu. Tyle że nieuniknione niedokładności w określaniu dystansu, prędkości i kursu celu, rozrzut prędkości początkowej i czasu zwłoki samego zapalnika powodowały, że duża część pocisków wybuchała przedwcześnie lub za późno by efektywnie razić cel. Zapalnik zbliżeniowy wyeliminował ten przynajmniej problem. W przypadku torped zaś chodziło o co innego: nie o prawdopodobieństwo trafienia, które przecież dla torped z zapalnikiem magnetycznym i uderzeniowym się nie różniło, ale właśnie tak jak napisałeś, o bardziej efektywne rażenie celu. Już w czasie jakichś wczesnych testów nad działaniem podwodnych eksplozji na okręty, chyba w Royal Navy i chyba w czasie I wojny (ale nie jestem pewien) stwierdzono, że kontaktowy wybuch torpedy czy miny powoduje zniszczenia sięgające daleko w głąb okrętu, natomiast wyrwa w burcie ma ograniczone rozmiary. Oznaczało to, że w przypadku okrętu z nowoczesnym systemem podwodnej ochrony, z licznymi przedziałami wodoszczelnymi, grodziami itp. zalaniu ulegnie prawdopodobnie tylko jeden przedział, w każdym razie niewielka ich liczba. Natomiast przy wybuchu niekontaktowym, w pewnej optymalnej odległości wyrwa nie jest aż tak głęboka, natomiast bez porównania rozleglejsza. Prawdopodobne jest więc zatopienie licznych wodoszczelnych przedziałów, a co za tym idzie znacznie większe zagrożenie dla pływalności. Stąd późniejszy wynalazek zapalnika magnetycznego. Zresztą tutaj właściwie zaszedł efekt podobny do tego, jaki błędnie przewidywałeś przy samolotach. Chodzi o to, że w latach 50. ub.w. skonstruowano małe torpedy przeciw okrętom podwodnym (najczęstszym dziś standardem jest kaliber 324 mm ale inne też bywały), bardzo lekkie i wygodne. Mogły być przenoszone nawet przez niewielkie samoloty i śmigłowce albo jako głowice rozmaitych pocisków (rakietotorpedy), nie mówiąc już o okrętach i stały się do dzisiaj bardzo rozpowszechnione i popularne. Ale od tego czasu okręty podwodne znacznie urosły - największy rosyjski proj.941 ma wyporność podwodną 48.000 t (!) ale większych od 10.000 t boomerów jest całkiem sporo - i pojawiły się wątpliwości czy taki mały ładunek rzędu 50 kg jest w stanie poważnie je uszkodzić. Dlatego w nowych (i starych modernizowanych) torpedach tego typu zwykle stosuje się zapalnik uderzeniowy i głowicę kumulacyjną nawet.
  9. Najlepszy pancernik II wś

    Nie chodziło o za dużą zwłokę - wtedy mielibyśmy liczne przypadki przebicia kadłuba okrętu i późniejszej eksplozji bomby w wodzie. A czegoś takiego z Falklandów raczej nie kojarzę. Chodziło o to, że zapalniki te nie były dostosowane do ataków z małej wysokości - potrzebowały określonego czasu od zrzucenia bomby, aby uzbroić się prawidłowo, a w danej sytuacji tego czasu nie było. Stąd bardzo wiele brytyjskich okrętów (7-8 chyba?) zostało trafionych bombami, które utkwiły w kadłubie lecz nie eksplodowały. Gdyby tak się stało to cóż, były to bomby 227 i 454 kg, niemal z pewnością taki wybuch skutkowałby zatopieniem okrętu wielkości niszczyciela czy fregaty, a co najmniej bardzo poważnymi uszkodzeniami, totalnym pożarem itd.
  10. Najlepszy pancernik II wś

    ???? Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Kiedy i z czego zrezygnowano? Do dzisiaj w amunicji przeciwlotniczej powszechnie stosuje się zapalniki zbliżeniowe.
  11. Patrioty i Caracale

    Za portalem Money.pl "Szef MON przekonuje, że przy obecnym stanie zagrożenia dla Polski należy rozważyć szybsze procedury zakupów dla armii. W praktyce może to oznaczać realizowanie ich z pominięciem korzyści dla naszego przemysłu, czyli bez umów offsetowych." Nieco dziwna deklaracja ze strony pana ministra; bo wszak niedawne zerwanie kontraktu na śmigłowce Caracal było uzasadniane przez MON właśnie nie dość korzystną umową offsetową zawartą przez poprzedni rząd.
  12. Wojna Krążownicza na oceanach

    Widzę że wcięło mojego posta więc jeszcze raz dodam, że z tego co wyszperałem w necie feralny (?) pocisk przeszedł NAD głównym pasem pancernym pod takim kątem że z tym 10 cm pancerzem dał sobie jeszcze radę
  13. Wojna Krążownicza na oceanach

    Szczerz mówiąc takie założenie wydaje mi się dosyć kosmiczne i nierealne. Okręt liniowy to coś, czego nie można szybko zbudować skrycie gdzieś w piwnicy i z nagła zaskoczyć przeciwnika jego posiadaniem. Nie sposób ukryć takiej budowy, a trwa ona kilka lat. I to Brytyjczycy mieli większy od Niemców potencjał przemysłowy i doświadczenie w zakresie budowy takich jednostek. Jest więc mocno nieprawdopodobne założenie, że Brytyjczycy wiedząc o budowie w Niemczech serii nowych pancerników nie zareagowaliby w adekwatny sposób, rozbudową własnej floty liniowej.
  14. Wojna Krążownicza na oceanach

    Z. Flisowski w książce "Burza nad Pacyfikiem" w podsumowaniu rozdziału o bitwie pod Kuantan pisze: "Korpusy japońskiej 22. Floty Powietrznej odniosły nad brytyjskimi pancernikami zwycięstwo szybkie i druzgocące, za cenę trzech zestrzelonych spośród 85 atakujących maszyn. " A wg mnie jest: brak automatycznych działek kal. ok. 35-45 mm, działka 20 mm nieliczne jak na okręt tej wielkości, większość w dodatku na pojedynczych ręcznie poruszanych stanowiskach, tylko 2 poczwórne zestawy w elektrycznie obracanych wieżach. PoW miał 4 zestawy po 8 działek 40 mm w elektrycznie obracanych wieżach. Może i nie rewelacja, ale dużo lepiej niż Bismarck. Tyle że i ataki japońskie na brytyjski zespół były potężniejsze, niż brytyjskie ataki na Bismarcka. O przewadze liczebnej była tu już mowa, dodam więc jeszcze tylko, że samoloty japońskie były szybsze i nowocześniejsze. Typowa prędkość ataku torpedowego dla samolotu Swordfish wynosiła 167 km/h, samolotów japońskich - 333-378 km/h. Dotyczy to jednak nie tylko ognia z tych małych automatów. Od końca 1942 rozpoczęły się dostawy dla USNavy pocisków do ciężkich dział plot (127 mm, potem i 76 mm i in.) wyposażonych w radiowy zapalnik zbliżeniowy VT. Zwiększyło to skokowo efektywność ognia plot. Pierwszy przypadek zestrzelenia wrogiego samolotu tą amunicją miał miejsce 5.01.1943 (USS Helena trafił japoński samolot drugą salwą).
  15. Wojna Krążownicza na oceanach

    Chyba nie; strona https://www.bismarck-class.dk podaje, że dozbrojono go w czerwcu 1942.
×