Skocz do zawartości

Speedy

Użytkownicy
  • Zawartość

    982
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Speedy

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Ostatnie wizyty

1,793 wyświetleń profilu
  1. W uzupełnieniu dodam , że na ile wiem Francuzi przez cały okres międzywojenny pracowali nad karabinem samopowtarzalnym. W 1938 gotowy był prototyp, który po kolejnych zmianach, poprawkach, próbnych seriach, testach, itd. itp. wszedł w końcu na uzbrojenie już po wojnie jako MAS 49.
  2. Reinhard Heydrich

    Na pewno nie, ale też w dużej mierze dzięki "współpracy " samego Heydricha. Gdyby nie kazał kierowcy zatrzymać się, lecz przeciwnie, odjechać z maksymalną prędkością, z zamachu zapewne nic by nie wyszło. Szkolenie szkoleniem, ale sam wiesz że w życiu różnie się zdarza. Jednak jeśli uznać że Gabcik działał prawidłowo i nie spanikował, to przecież niewypał naboju nie powstrzymałby go. Wystarczyłoby przeładować broń, usuwając wadliwy nabój, jak mówię zajęłoby to dosłownie ułamek sekundy, i już można by strzelać. Więc przyczyna zacięcia raczej była inna. To jednak nie jest żaden argument. Tak działa ludzki organizm, człowiek w walce jest znieczulony adrenaliną, w momencie zranienia uwalniane są substancje przeciwbólowe (endorfiny) - bardzo często ranny nie zdaje sobie sprawy ze swego stanu i jest w stanie funkcjonować przez dłuższy nawet czas. Heydrich został też jednak zraniony w nietypowy sposób. Odłamki, które go posiekały nie pochodziły z samego granatu (był poniekąd bezskorupowy) ale z karoserii samochodu, jego tapicerki i wypełnienia obicia z końskiego włosia, które zapewne nie było specjalnie sterylne. BTW wspomniany Pannwitz to ten sam od Kozaków?
  3. Reinhard Heydrich

    No to świetnie. Bo jak mi się zdaje, decyzja o zamachu na Heydricha zapadła wkrótce po mianowaniu go "lordem protektorem" co miało miejsce 23.IX.1941. Wg pierwotnych planów grupa komandosów SOE miała być przerzucona do Czech około 7-10.X.41 (okres nowiu, gdy łatwiej uniknąć wykrycia samolotu w nocy) tak by dokonać zamachu 28.X. (święto narodowe, rocznica proklamowania Czechosłowacji). Z różnych względów obsunęło się to, ekipa jak wiadomo poleciała dopiero w grudniu itd. Moim zdaniem to jest schemat jakiego uczyli w SOE, zamach na kogoś w samochodzie. Potem zmodyfikowano go sobie o tyle, że dodano dosyć kluczowy element, zatrzymanie w jakiś sposób samochodu ofiary. AK najczęściej zastawiała drogę innym samochodem czy coś w tym rodzaju. Czesi mieli mało ludzi i nie bardzo mieli jak to zrobić, poradzili sobie wybierając na miejsce zamachu punkt, gdzie droga skręcała pod kątem prostym, co zmuszało kierowcę do redukowania prędkości prawie do zera. I tak zresztą mogłoby nic z tego nie wyjść, gdyby sam Heydrich nie współpracował ale na szczęście sam kazał kierowcy zatrzymać się, żeby się postrzelać z zamachowcami, z łatwym do przewidzenia skutkiem. Powoli, powoli. Nie do końca wiadomo czemu gabcikowy STEN nie wystrzelił. Z pewnością nie była to tylko wina samego naboju. Gdyby był to tylko jeden niewypał, wystarczyłoby przeładować pistolet - odciągnięcie i zwolnienie rączki zamkowej zajęłoby dosłownie ułamek sekundy. A jakie jest prawdopodobieństwo że i kolejny nabój był wadliwy? I co, cały magazynek tych niewypałów był? Spotkałem się z wersją, że STEN Gabcika zaciął się, gdyż był wcześniej dla zamaskowania przenoszony w torbie z trawą jako pasza dla królików i ta pasza dostała się do mechanizmu. A także z taką, że zestresowany Gabcik (w końcu to była jego pierwsza akcja) zapomniał o odbezpieczeniu broni. A z tym to się już nie zgodzę. Heydrich miał rozerwaną przeponę i przebite płuco, zniszczoną śledzionę, którą trzeba było usunąć. To nie są lekkie rany. I nie możesz też patrzeć na to z puntu widzenia naszych szczepionkowo-antybiotykowych czasów. Wtedy było inaczej, każde zranienie (a jeszcze w obrębie jamy brzusznej) mogło skończyć się śmiertelnym w skutkach zakażeniem. No i tak się stało w danym przypadku, nie trzeba moim zdaniem doszukiwać się tu na siłę czyjejś złej woli, błędu lekarskiego czy celowego zabójstwa przez niewłaściwe procedury medyczne, otrucie, zakażenie itd.
  4. Nie wiem... może przysługiwały im etatowo, może używali ich do szkolenia czy coś...?
  5. Najlepszy pancernik II wś

    A to zależy, jak sobie zdefiniujesz to pojęcie Niewątpliwie od większego pocisku jest większa demolka - większa energia kinetyczna zostaje dostarczona i większa chemiczna takoż (więcej m.w.). Natomiast w przypadku nieopancerzonych celów w rodzaju statków handlowych nie robi to wielkiej różnicy.
  6. Najlepszy pancernik II wś

    Rozumiem. Taki powiedzmy tryb "półautomatyczny". A w tej doskonalszej wersji, np. dla armat 28 cm, dane z przelicznika przetwarzane były od razu na sygnały do elektrycznych czy hydraulicznych napędów, obracających wieże i ustawiających kąt podniesienia dział - tak? Pocisk odłamkowo-burzący 105 mm zawierał ok. 1,5 kg m.w. Pocisk 150 mm - 3,1 lub 3,9 kg.Promień rażenia fali uderzeniowej rośnie wraz z masą m.w. w potędze ok. 1/2,5; dla uproszczenia często przyjmuje się 1/3 czyli pierwiastek sześcienny. Czyli aby podwoić promień rażenia, trzeba zwiększyć ładunek 8 razy. Podwojenie masy ładunku zwiększa promień rażenia o jakieś 25%. Nie jest to całkiem bez znaczenia, ale też powiedzmy sobie nie jakoś dramatycznie duży zysk i można by go poświęcić w zamian za inne korzyści. Graf Spee miał właśnie ten pancerz słaby dosyć. A do South Dakoty strzelano jednak i z poważniejszych kalibrów (Kirishima - 8 dział 356 mm, Atago i Takao po 10 dział 203 mm).
  7. Najlepszy pancernik II wś

    Nie, to Lützow w Świnoujściu. Tallboy trafił w brzeg kanału, w którym stał okręt, czy też w sam kanał między okrętem a brzegiem, pamiętam fotkę na której widoczna jest jakby połówka leja na nadbrzeżu kanału. Wybuch spowodował rozległe zniszczenia części podwodnej i okręt osiadł na dnie. Udało się jednak przywrócić zasilanie, a że większość pokładów pozostała nad poziomem wody, krążownik aż prawie do kapitulacji Świnoujścia służył jako stacjonarna bateria artyleryjska, ostrzeliwując nacierających Rosjan. Dzięki za uściślenia co do kierowania ogniem. Ale mógłbyś trochę rozwinąć, jak to działało w przypadku tych 150-tek? Co do artylerii, pocisk 105 mm waży ok. 15 kg, pocisk 150 mm ok. 45 kg. Niby 3 razy więcej to dużo, ale w przypadku statków niemających opancerzenia ani mocnej konstrukcji, to powiedziałbym że różnica nie jest wielka. I tak zaraz po trafieniu wybuchłby masakryczny pożar i byłoby po herbacie. Hmm 150 były orężem ofensywnym przeciw pancernikom? I co miałyby im zrobić właściwie? Lakier zeskrobać? Toć nawet dziadowski Schleswig - Holstein w czasie bitwy jutlandzkiej "przyjął na klatę" pocisk 343 mm i nic wielkiego mu się nie stało - stracił jedno czy dwa działa średniego kalibru i trochę zabitych i rannych z ich obsady i tyle. To co tu o 150 mówić?
  8. O ile wiem, w przypadku naboju 7,9x57 "ślepaki" z pociskami z drewna były standardem, także w polskiej przedwojennej amunicji. Pocisk był wydrążony i rozpadał się przy strzale, już bodajże 25 m za wylotem było bezpiecznie.
  9. Najlepszy pancernik II wś

    W zasadzie to nawet nie było takiej możliwości. Admiral Scheer został zatopiony przez RAF w nocnym nalocie na Kilonię. Mam wątpliwości czy w ogóle w niego ktoś konkretnie celował, czy tylko w port po prostu. Nie wiadomo jakiego to nie, ale chociaż ze 120 mm na burtach, żeby był jako tako odporny na ogień z lekkich krążowników. Moim zdaniem można by rozważyć rezygnację ze średniej artylerii. Z tego co wyszło z jakiejś dyskusji na forum działa 150 mm nie były tam wpięte w okrętowy system kierowania ogniem czyli praktycznie były bezużyteczne w morskiej bitwie. Strzelały sobie indywidualnie wg własnych celowników, a zainstalowano je głównie do niszczenia statków, by nie marnować do tego pocisków głównego kalibru. No i dobrze, ale do niszczenia nieopancerzonych jednostek armaty plot. 105 mm nadawałyby się prawie tak samo dobrze (można by ewentualnie dodać jeszcze ze 2-4) a masę zaoszczędzoną na 150-tkach można by przeznaczyć na dodatkowy pancerz.
  10. Najlepszy pancernik II wś

    No czy ja wiem... a w jaki sposób właściwie wykazały tę wartość? Niewątpliwie od strony konstrukcyjnej były to bardzo ciekawe jednostki, które na trwałe zapisały się w historii budownictwa okrętowego. Chociażby jako jedne z największych okrętów wojennych z napędem dieslowskim (może i największe, nie chce mi się szukać teraz). Zawdzięczały temu swój ogromny zasięg (ale też swą nie tak już dużą prędkość). Natomiast od strony nazwijmy to taktyczno-technicznej, pancerza, uzbrojenia nie były moim zdaniem dobrze pomyślane. Nic też wielkiego powiedzmy szczerze nie zwojowały. Chyba najistotniejszą rolę odegrały w działaniach na Bałtyku w końcowych miesiącach wojny (od przełomu 1944/45) wspierając swą artylerią niemieckie wojska walczące z Rosjanami i Polakami w pasie wybrzeża, jak również osłaniając operację ewakuacyjną Prus Wschodnich. Ale znowuż, po części wynikało to nie tylko z zalet "kieszonek" ale i ze słabości Rosjan, którzy nie mieli ani środków ani umiejętności radzenia sobie z dużymi okrętami wroga.
  11. Najlepszy pancernik II wś

    Hmm w poprzednim akapicie sam napisałeś, że nie było jasnej koncepcji ich użycia. Więc jak można je uznać za koncepcyjnie udane lub nieudane??
  12. Najlepszy pancernik II wś

    Racja! Jakoś mi się z rozpędu tak napisało. Jak słusznie zauważyłeś, pojęcie wyporności standardowej zostało zdefiniowane na potrzeby Traktatu Waszyngtońskiego podpisanego w 1922, zaś traktat Wersalski podpisano w 1919.
  13. Artyleria

    Tak, tak to wygląda. Niemniej nie mam niestety za bardzo informacji o artylerii z tego okresu, jak coś znajdę to dam znać oczywiście.
  14. Ręczna broń ppanc podczas II WŚ

    Kulki, blokujące zderzak tego zapalnika czołowego, stanowiące zabezpieczenie. Póki były na miejscu, pod tym "grzybkiem", nie mógł się on cofnąć, a tym samym jego tylna część - iglica - nie mogłaby zbić spłonki. Przed wypadnięciem chroniła kulki metalowa tulejka, nasunięta w tym miejscu na korpus pocisku. Przy wystrzale pod działaniem sił bezwładności tulejka cofała się, ale kulki i tak nie mogły wypaść na boki - nie miały gdzie, dopóki pocisk był w przewodzie lufy. Gdy opuszczał lufę, pod działaniem "siły odśrodkowej" wynikającej z rotacji pocisku kulki wylatywały i zapalnik uzbrajał się. Kluczem do prawidłowego działania tego ustrojstwa było "spasowanie" tej tulejki. Nie mogła być za ciasno osadzona, bo wtedy nie zsunęłaby się przy wystrzale (no ale to jeszcze pół biedy, tyle że pocisk by nie eksplodował, a zadziałał jak zwykła amunicja). Nie mogła być też za luźna, bo wtedy mechanizm karabinu masz. który dość brutalnie manipulował nabojami przy ich wyciąganiu z taśmy, dosyłaniu i ładowaniu powodował zsunięcie tulejki i odbezpieczenie jeszcze przed strzałem. Bezwładność zderzaka była na tyle duża, że prowadziło to do eksplozji pocisku w lufie i uszkodzenia broni (odnotowano takie przypadki). Zderzak był co prawda podparty sprężyną "kontrującą", ale nie mogła ona być zbyt mocna, bo chodziło o to by zapalnik był super-wrażliwy i niezawodnie eksplodował przy uderzeniach w miękką przeszkodę w rodzaju powłoki balonu czy płóciennego poszycia samolotu.
  15. Artyleria

    To armata z 1878 - raczej nic takiego nie miała. BTW jak się doczytałem, łoże działa nie jest oryginalne, to współczesna replika. Raczej nie - ta armata ładowana była odprzodowo. Nie z tej strony by były...
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.