Skocz do zawartości

Speedy

Użytkownicy
  • Zawartość

    957
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Speedy

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Ostatnie wizyty

1,669 wyświetleń profilu
  1. Flota Anglii i Francji - porównanie

    Z kolei w przypadku "dużej" kuli chodziło o to by wywalić w burcie przeogromną dziurę i zdewastować np. pokład działowy. Okazało się to zadziwiająco skuteczne. Powolne kule z karonad nie przebijały czysto dziur w drewnianym kadłubie (jak czyniły to szybsze kule armatnie), ale tworzyły potężne wyrwy z rozległymi strefami spękań poszycia wokoło, generowały przy tym wielką liczbę masywnych i ostrych odłamków drewna o energii wystarczającej do przebicia ciała człowieka na wylot lub spowodowania zranień typu amputacyjnego.
  2. Chyba raczej nie... nie wiem ile ich zdobyli, ale generalnie używali takich armat. O ile wiem w okupowanej Norwegii Kongsberg Arsenal produkował je dla Kriegsmarine.
  3. Flota Anglii i Francji - porównanie

    Noooo ale jednak nie tylko. Z karonad oczywiście najbezpieczniej było strzelać kartaczem ale i normalne pełnokalibrowe kule do nich były.
  4. Nawet ja mógłbym, póki Razorblade nie widać, tylko nie wiem co chcesz wiedzieć. Naprawdę nie słyszałeś wcześniej o szybkostrzelnych granatnikach? Można powiedzieć że to wynalazek amerykański. Chociaż rozmaite pomysły "chodziły" już wcześniej, to właśnie Amerykanie w latach 60. w czasie wojny wietnamskiej wprowadzili taką broń na większą skalę, cały szereg modeli. Granatniki służyły głównie jako uzbrojenie pokładowe rozmaitych pojazdów, okrętów rzecznych, śmigłowców, ale i na takiej polowej podstawie trójnożnej też bywały. To jest generalnie broń przeciwko celom powierzchniowym, nie bardzo celna, granaty mają relatywnie małą prędkość początkową i mocno zakrzywioną trajektorię. Ale powiedzmy po kilku seriach pewnie i w jakiś punktowy da się trafić. Amerykanie mają do nich też pociski kumulacyjno-odłamkowe, tak więc w sprzyjających warunkach może to być zagrożenie i dla lekko opancerzonych pojazdów. (Amerykański 40 mm granatnik Mk.19 - pierwsza, nieudana wersja powstała już w 1966, jednak dopracowanie konstrukcji zajęło kilkanaście lat, obecnie użytkowana wersja pochodzi z 1983) A jak Amerykanie sobie coś zrobili, no to i reszta świata poszła w ich ślady i w ZSRR też skonstruowano szybkostrzelny granatnik.
  5. Karabin snajperski Dragunov'a

    Dzięki Razor za odpowiedź. Sorry że drążę ten uboczny w końcu temat, ale intryguje mnie ta kwestia, na ile efektywna była ta sztuczka z pasywną podczerwienią realizowaną w tak prosty by nie rzec prymitywny sposób. Czy mógłbyś opisać co widziałeś? Kontur lampy (jej kształt, np. kwadrat, jak była kwadratowa, a może sam np. spiralny drut żarówki?) czy tylko plamę światła w jej miejscu? Czy w twojej ocenie, gdyby to była sytuacja "taktyczna" dałbyś radę w to wycelować? Nie zaburzało to pola widzenia (np;. przyćmiewanie skali celownika)? Tak wiem, ale tam już jest ta matryca elektronicznie "podparta", sygnał z niej jest wzmacniany. Nawet jakbyś używał celownika w trybie "pasywnym", nie włączał reflektora tylko wypatrywał emisji lamp przeciwnika, to już by nie było to samo co w tym wcześniejszym przypadku.
  6. Broń palna XIX wiek

    Moim zdaniem nie - moim zdaniem on był zrobiony jak Minie, miał średnicę mniejszą od lufy i "pęczniał" przy wystrzale, dopasowując się do lufy.
  7. Karabin snajperski Dragunov'a

    To ja mam jeszcze pytanie dotyczące celownika PSO-1. W literaturze można wyczytać, że był on początkowo wyposażony w 'ekran luminescencyjny" - nałożoną na obiektyw czy gdzieś tam warstwę materiału świecącego pod wpływem podczerwieni. Miało to umożliwić pasywne wykrywanie silnych źródeł IR takich jak podczerwone reflektory pojazdów, aktywne przyrządy celownicze i obserwacyjne itp. Potem z tego ustrojstwa zrezygnowano. Przypuszczam osobiście, że nie dawało to zbyt wiele, a mogło by potencjalnie być i kłopotliwe (bo wszak od wszystkich lamp by to świeciło, tych widzialnych także, zaburzając obraz) ale może zetknąłeś się z takim celownikiem i miałeś okazję wypróbować jego "podczerwoność"?
  8. Broń palna XIX wiek

    Ponoć heksagonalny gwint zapewniał wyższą celność. Ale tak jak piszesz, był droższy w produkcji. Za angielską Wiki, w 1857 przeprowadzono próby porównawcze karabinu Withwortha kal.451 ze standardowym Enfieldem wz.1853 (.577). Karabin W. z odległości 2000 y (1830 m) wykazał się taką samą celnością, jak kb E. z 1400 y (1280 m). Był jednak przy tym 4-krotnie droższy; ponadto eksperci ocenili, że wielokątna lufa jest bardziej narażona na osadzanie się nagaru prochowego.
  9. Pozwolę sobie powtórzyć to co ostatnio pisałem na innym forum: jeśli tylko w danej armii logistyka nie jest jakaś bardzo nieudana, to używanie takiej pomieszanej amunicji da się sensownie zapewnić. W czasie II wojny Brytyjczycy używali 3 nabojów karabinowych i jakoś nie pamiętam, żeby w czyichś wspomnieniach były narzekania na jakieś problemy z tym związane.
  10. No widzisz a na Politechnice nas uczyli że ziarno, i pewnie za "laskę" dostałbym po uszach... Nie nie nie. Zasadniczo w silnikach na paliwo stałe jest jeden wielki "blok" paliwa. W każdym razie tak się robi najczęściej i tak jest to zrobione w tych wielkich rakietach międzykontynentalnych itp. jak np. ten Jars o którym tu rozmawiamy. W małych rakietach, szczególnie starszych konstrukcjach rzeczywiście może być tak jak mówisz, ładunek napędowy złożony z kilku ziaren. Np. w rosyjskiej rakiecie artyleryjskiej M-13 (popularna "katiusza") silnik zawierał 7 lasek prochowych, jak by to powiedział Tomasz N w formie wydłużonych cylindrów z kanałami centralnymi. Co ciekawe, jeśli dobrze pamiętam (piszę z pracy i nie mam tu jak sprawdzić) to był to zdaje się proch na rozpuszczalniku lotnym (nitrocelulozowy). Taki proch jest zwykle propelantem w amunicji strzeleckiej i niekiedy artyleryjskiej, gdzie grubość warstwy palnej ziarna liczy się w milimetrach. W rakietach stosuje się go rzadko, bo usunięcie tego rozpuszczalnika z wnętrza ziarna o dużych rozmiarach jest problematyczne - zawsze zostaje go tam trochę i będzie powoli wydzielał się przez lata magazynowania, powodując degradację ziarna. Raczej stosuje się proch na rozpuszczalniku nielotnym (zwykle jest nim nitrogliceryna), który nie wydziela się lecz pozostaje na zawsze związany w masie prochowej, stanowiąc przy okazji dodatkowe źródło energii.
  11. Hm a gdzie się operuje ? Bez złośliwości pytam, tylko z czystej ciekawości. Mnie w szkole (Politechnika Warszawska) uczyli, że to jest ziarno. W"biblii" na ten temat, St. Torecki "Silniki rakietowe" o ile dobrze pamiętam, autor też używa słowa ziarno. T. Burakowski i A.Sala, piszący o tych sprawach od lat 60. ub.w. także posługiwali się pojęciem ziarna. Pojęcie laski nie bardzo mi się podoba, bo jakby implikuje od razu kształt takiego przedmiotu w formie wydłużonego walca. Niezależnie od tego że tak jest najczęściej to wcale przecież tak być nie musi. Pamiętam np. jeszcze ze szkolnych zajęć ładunek z boostera jakiegoś PPK chyba (a może to był generator gazu?) wytłoczony w formie wymyślnej ażurowej siatki, a całość dałaby się wpisać w kształt takiego krótkiego spłaszczonego walca czy może dysku raczej. No jakże to nazwać laską? I jak mówię, takich wielkich ziaren raczej nie robi się z prochu. Typowy rakietowy proch na nielotnym rozpuszczalniku pozwala na sporządzenie ładunków o masie maksymalnie rzędu powiedzmy dziesiątków kg, może kilkuset kg, jakby się kto bardzo zaparł i jakiś wymyślny kanał wewnętrzny zakombinował (ale nie zawsze tak można, profil kanału definiuje parametry silnika). Ziarno prochowe formuje się przez wytłaczanie ciasta prochowego przez matrycę o określonym kształcie. Podczas tego procesu ziarno mocno się nagrzewa. Powyżej określonych rozmiarów odprowadzenie ciepła z wnętrza ziarna staje się zbyt powolne, co w efekcie może doprowadzić do nagrzania się go do temperatury samozapłonu i w efekcie do pożaru lub wybuchu. W wypadku przy wytłaczaniu paliwa stałego zginął któryś z niemieckich pionierów techniki rakietowej z lat 20. czy 30. Ziarno o wielkich rozmiarach wykonuje się w tej chwili z paliwa heterogenicznego - mieszaniny stałego utleniacza, reduktora, lepiszcza i substancji modyfikujących. Najczęściej utleniaczem jest nadchloran amonowy, reduktorem (składnikiem palnym czyli tym "właściwym paliwem") sproszkowane aluminium no i po części też lepiszcze - polimer w rodzaju syntetycznego kauczuku, który skleja to wszystko do kupy. Całość po wymieszaniu ma postać takiej półpłynnej masy w rodzaju lepkiej mazi czy gęstego syropu. Odlewa się toto w formach (albo bezpośrednio w korpusach silnika ale to rzadziej, w jakichś małych maleństwach chyba), po pewnym czasie polimer ulega usieciowaniu i całość przybiera stałą konsystencję . Takie ziarno może mieć masę kilkudziesięciu czy nawet ponad 100 t (w silnikach SRB od wahadłowca ziarno ważyło 500 t, z tym że było złączone z 4 segmentów, rzadko się tak robi bo trudno jest kontrolować proces spalania na styku segmentów, no ale Amerykanie jakoś dali radę).
  12. Mówiąc ściślej, ciekłe paliwa w większości tak mają. Nawet uchodzące za przechowywalne układy typu nafta czy coś + kwas azotowy/dwutlenek azotu - niby nie dramat, ale w dużych rakietach sprawiały problemy. Amerykańskie Titan II (hydrazyna UDMH i właśnie N2O4) zaliczyły jeden czy dwa spektakularne wybuchy/pożary ze zniszczeniem silosu-wyrzutni i kilka pomniejszych wycieków, również z ofiarami jednak. Małe pociski (Bullpup, Lance) jakoś jednak nie spowodowały podobnych dramatów. Natomiast w kwestii pocisku Jars nie ma to nic do rzeczy gdyż jest to rakieta na paliwo stałe. W tego rodzaju ogromnych silnikach, gdzie ziarno paliwa ma masę liczoną w tonach czy dziesiątkach ton, stosuje się paliwa heterogenne (heterogeniczne) złożone z nadchloranu amonowego, proszku aluminiowego i jakiegoś lepiszcza - polimeru typu kauczuku. W tym przypadku problemem jest starzenie się paliwa, połączone z pękaniem ziarna. Stąd ograniczony okres przechowywania (zwykle jednak jest to co najmniej z 15 lat, a więc nie bardzo krótko). Spękanie ziarna prowadzi do zakłóceń w pracy silnika, w skrajnych przypadkach (nierzadkich jednak bynajmniej) kończy się to wybuchem. Kojarzę taką sytuację z jakichś rosyjskich ćwiczeń z 2004 czy może 2007 w Obwodzie Kaliningradzkim, kiedy to celowo wystrzelono 2 rakiety taktyczne Toczka z partii przedatowanej bodajże o pół roku. Jedna z nich poleciała poprawnie, druga eksplodowała około sekundę po starcie. Z tym że jednak było tu już na tyle wysoko, że wybuch nie spowodował żadnych zniszczeń ani ofiar.
  13. Ano właśnie. Nie ma na to dobrego polskiego słowa, po angielsku nazywa się toto reentry vehicle (RV) - czyli taki stateczek co powraca w atmosferę (w gęste jej warstwy). Ja próbowałem kiedyś lansować na forach "powrotnik" - właśnie przez analogię do słowa "lądownik" - ale się nie przyjęło. A lądownikiem bym tego nie nazwał, ponieważ RV nigdy praktycznie nie ląduje, ładunek nuklearny niemal zawsze detonowany jest w powietrzu na pewnej optymalnej wysokości. Noo powiedziałbym że raczej na pewno nie. Tak działały pierwsze wieloczłonowe głowice MRV (np. w brytyjskich Polarisach), 3 ładunki spadały na ten sam cel i detonowały jednocześnie tak jak napisałeś. Teraz jednak od całych dziesięcioleci stosuje się głowice MIRV - każda z nich może być nakierowana na inny cel oddalony od celu "sąsiadki" nawet o setki kilometrów. Nie no, nie są to przecież żadne 3 metry! Rakieta opuszcza rurę kontenera-wyrzutni równą jej długością, czyli ze 20-kilka metrów (rakieta ma 21 m bodajże). I nie o żaden błysk tu chodzi, toć przecież ta rakieta będzie się wznosiła jeszcze setki kilometrów, ziejąc płomieniem z potężnego silnika. Zimny start jest po to by stacjonarna wyrzutnia-silos nie zniszczyła się podczas startu tylko mogła być załadowana nową rakietą i wykorzystana ponownie. A w przypadku mobilnej wyrzutni w ogóle trudno byłoby zrobić start gorący: żeby rura zniosła zapłon takiego ogromnego silnika rak. w swoim wnętrzu, musiałaby być niezwykle mocna i solidnie zbudowana a więc bardzo ciężka - a to trudno połączyć z wymogiem mobilności, toć i bez tego ta machina jest straszliwie ciężka. Mówiąc ściślej takie rakiety generalnie nie wchodzą na orbitę (znaczy teoretycznie można by się bawić i tak, ale zakazują tego traktaty rozbrojeniowe). Ale nie do tego chciałem się przyczepić, tylko do prędkości przelotowej. Moim zdaniem w przypadku rakiety balistycznej to pojęcie nie ma racji bytu. Rakieta taka porusza się na tej samej zasadzie co rzucony kamień, albo armatni pocisk: nabiera pewnej prędkości maksymalnej, po czym leci swobodnie, generalnie wytracając tę prędkość. Samolot może mieć prędkość przelotową, albo pocisk manewrujący. Ale pocisk balistyczny moim zdaniem nie. A jeszcze to przegapiłem. Po pierwsze nie czwarty - stopnie numeruje się w kolejności zapłonu, więc na upartego byłby to stopień pierwszy czy "zerowy" - ale moim zdaniem nie ma sensu klasyfikować generatora gazu jako "stopnia". On zresztą najczęściej nie jest elementem samej rakiety takim żeby go można stopniem nazwać, zazwyczaj jest elementem wyrzutni - kontenera startowego. Po drugie, być może faktycznie wykorzystuje się czarny proch - z różnych względów to jest wygodne, doskonale znany i opanowany od stuleci materiał pirotechniczny, który dobrze się pali przy niskim ciśnieniu - ale miałbym jednak tu wątpliwości. Takiego kolosa (50 t) strzelić czarnym prochem to jednak już pewne wyzwanie. Bo to jednak będzie już kilkadziesiąt albo i kilkaset kg, jednak ciśnienie wyjdzie duże i temperatura takoż. Ponadto wielki ładunek prochu który ma być przechowywano przez dziesięciolecia w nieustannej gotowości to kolejne wyzwanie, musi być doskonale zaizolowany przed wilgocią (a jest mocno higroskopijny). Może to jednak jakaś inna mieszanina pirotechniczna o podobnych własnościach.
  14. Zestaw przeciwczołgowy AT-15

    Ja też nie dam głowy, ale o ile wiem, to właśnie tak było, że "bąble" dodano już po rozpoczęciu budowy, pierwotnie przewidziane nie były. W 1914 chyba zapadła decyzja, że będą dodawane na wszystkich okrętach liniowych. Co do grubości ścian żelbetowych schronów bojowych to te 50 cm o których pisał florek to jednak taka bardziej dolna granica. Tyle miewały często te najmniejsze, będące stanowiskiem 1 karabinu masz. Ambitniejsze obiekty, np. z armatami to jednak raczej 150-250 cm, a np. porządne bloki artyleryjskie (z wysuwanymi wieżami) na Linii Maginota miały standardowo 350 cm. Druga strona medalu jest jednak taka, że w czasach amunicji precyzyjnej w pełni wykonalne jest trafienie pociskiem w rodzaju Spike bezpośrednio w otwór strzelniczy, może nie 1 strzałem, ale da się.
  15. Zestaw przeciwczołgowy AT-15

    OK, rozumiem o co ci chodzi, o przykład podobnej warstwowej ochrony z innej dziedziny życia. Ale akurat typ Iowa też nie miał bąbli przeciwtorpedowych. Przy wszystkich swoich zaletach bąble miały tę wadę, że poszerzały kadłub okrętu stawiając dodatkowy opór, co odbijało się na prędkości. Oczywiście czasem nie było wyjścia, kiedy przerabiano stare okręty lub stare ich projekty. Ale w nowo projektowanych jednostkach z powiedzmy połowy czy końca lat 30. starano się zrobić coś innego, nie robić już wystających poza obrys kadłuba bąbli lecz wkomponować podobny system ochrony w zewnętrze linie kadłuba. Ponieważ z różnych innych względów (uzbrojenie, pancerz, zasięg) okręty i tak wychodziły coraz większe, to nie było bardzo bolesne zmarnowanie trochę przestrzeni w kadłubie na system owych grodzi, przedziałów wypełnionych cieczą i powietrzem itp. Tak więc typ Iowa i wcześniejszy South Dakota zbudowano już bez bąbli, z tym nowoczesnym systemem przeciwtorpedowym wbudowanym w kadłub. Natomiast co ciekawe te jeszcze wcześniejsze pancerniki, typu North Carolina, mimo że względnie nowoczesne (początek budowy 1937) zaprojektowano jeszcze z bąblami. (przepraszam za bąblowy offtopic, dalej już będę się trzymał tematu. Generalnie chodziło mi tylko o wyprostowanie pewnych błędów i nieścisłości).
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.