Skocz do zawartości

Speedy

Użytkownicy
  • Zawartość

    969
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Speedy

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Ostatnie wizyty

1,727 wyświetleń profilu
  1. Ręczna broń ppanc podczas II WŚ

    Kulki, blokujące zderzak tego zapalnika czołowego, stanowiące zabezpieczenie. Póki były na miejscu, pod tym "grzybkiem", nie mógł się on cofnąć, a tym samym jego tylna część - iglica - nie mogłaby zbić spłonki. Przed wypadnięciem chroniła kulki metalowa tulejka, nasunięta w tym miejscu na korpus pocisku. Przy wystrzale pod działaniem sił bezwładności tulejka cofała się, ale kulki i tak nie mogły wypaść na boki - nie miały gdzie, dopóki pocisk był w przewodzie lufy. Gdy opuszczał lufę, pod działaniem "siły odśrodkowej" wynikającej z rotacji pocisku kulki wylatywały i zapalnik uzbrajał się. Kluczem do prawidłowego działania tego ustrojstwa było "spasowanie" tej tulejki. Nie mogła być za ciasno osadzona, bo wtedy nie zsunęłaby się przy wystrzale (no ale to jeszcze pół biedy, tyle że pocisk by nie eksplodował, a zadziałał jak zwykła amunicja). Nie mogła być też za luźna, bo wtedy mechanizm karabinu masz. który dość brutalnie manipulował nabojami przy ich wyciąganiu z taśmy, dosyłaniu i ładowaniu powodował zsunięcie tulejki i odbezpieczenie jeszcze przed strzałem. Bezwładność zderzaka była na tyle duża, że prowadziło to do eksplozji pocisku w lufie i uszkodzenia broni (odnotowano takie przypadki). Zderzak był co prawda podparty sprężyną "kontrującą", ale nie mogła ona być zbyt mocna, bo chodziło o to by zapalnik był super-wrażliwy i niezawodnie eksplodował przy uderzeniach w miękką przeszkodę w rodzaju powłoki balonu czy płóciennego poszycia samolotu.
  2. Artyleria

    To armata z 1878 - raczej nic takiego nie miała. BTW jak się doczytałem, łoże działa nie jest oryginalne, to współczesna replika. Raczej nie - ta armata ładowana była odprzodowo. Nie z tej strony by były...
  3. Ręczna broń ppanc podczas II WŚ

    No ale powtarzam - co tam jest takiego niezwykłego? W porównaniu ze zwykłym karabinowym pociskiem ppanc. smugowym Patrone 318 ma jeszcze tę dodatkową kapsułkę z gazem łzawiącym za smugaczem, oddzieloną plastykową przesłoną. Nie wydaje mi się, żeby to jakoś dramatycznie komplikowało technologię i podnosiło koszt. Jak dla mnie, skomplikowany był np. austriacki pocisk eksplodujący 8 mm z czasów I wojny światowej: (ręcznie składany o ile wiem )
  4. Czołg średni 25TP/KSUST II

    Coś podobnego miał też w pierwszej wersji dość znany kanadyjski Ram. Mniej znany jest fakt, że wielodziałowym czołgiem miał być też rosyjski KW-1. W prototypie w wieży po prawej strony armaty 76 mm zamontowana była druga, kal. 45 mm. W praktyce okazało się, że nie jest ona specjalnie potrzebna, a też bardzo utrudniona była jej obsługa ze względu na ciasnotę wieży, tak że szybko się z tego pomysłu wycofano.
  5. Ręczna broń ppanc podczas II WŚ

    Płaszcz, twardy rdzeń i smugacz miały też zwykłe karabinowe pociski ppanc.-smugowe, produkowane masowo od czasów I wojny światowej. To raczej nie jest nic szczególnie wyjątkowego. Elementu magnezowego to przyznam, że w Patrone 318 nie kojarzę. Możesz coś przybliżyć? Ogólnie to byłby bardzo dobry pomysł. Jakiś np. czepiec ze stopu magnezu w takiej amunicji jest jak najbardziej na miejscu. Przy uderzeniu w pancerz zapala się, dając dobrze widoczny błysk i snop iskier. Dzięki temu strzelec przynajmniej wie, że trafił. Na ile kojarzę z relacji, dla użytkowników kb ppanc. wz.35 bardzo było deprymujące, że tak strzelają w ten czołg, strzelają i nic nie widać, żadnych efektów. Przy przestrzeleniu np. zbiornika z paliwem może to też dać pewien efekt zapalający. I był tam jakiś kanister z gazem? Wydawało mi się, że to była po prostu ostatnia warstwa masy pirotechnicznej na końcu smugacza. On się zazwyczaj składa z zaprasowanych kilku warstw masy pirotechnicznej o różnych właściwościach: na początku jakaś rozpałka, potem warstwa masy "bezgazowej" palącej się bez widocznego płomienia ("ciemny zapłon"), potem ta właściwa masa smugowa, dająca jaskrawy, dobrze widoczny płomień i /lub smużkę dymu, pozwalająca na obserwację lotu pocisku. Dodanie na końcu jeszcze jednej warstwy z tym gazem łzawiącym znowuż nie wydaje mi się czymś dramatycznym pod względem technologii. W smugaczach często jeszcze bardziej wymyślne rzeczy robiono, np. tę masę smugową w wersjach o różnej barwie płomienia, żeby się powiedzmy po 300 m zmieniała z czerwonej w zieloną, co pozwalało ocenić przybliżoną odległość do ostrzeliwanego celu, albo np. (to już w amunicji większych kalibrów, do rozmaitych działek itp.) dodając na końcu opóźniacz i ładunek wybuchowy do samolikwidacji pocisku po przebyciu określonego dystansu.
  6. Ręczna broń ppanc podczas II WŚ

    Czy ja wiem, nie powiedziałbym żeby był on jakoś strasznie wymyślny - ppanc. smugowy jakich było wiele. Tym się wyróżniał, że w tylnej części rdzenia prócz kapsuły z masą smugową miał jeszcze kapsułkę z gazem łzawiącym i tyle.
  7. Wojna w Korei - uzbrojenie

    Myślę że nie masz racji. Philby miał dostęp do strategicznych sekretów brytyjskiego rządu i wywiadu. Natomiast bardzo wątpię, żeby wiedział że w tym tygodniu na froncie w Korei ze wzgórza 355 zejdzie pododdział szkocki, a zastąpi go walijski czy na odwrót. O takich rzeczach nie decydował Londyn tylko lokalny dowódca polowy szczebla dywizji. Philby mógłby np. zdobyć informacje, ile Brytyjczycy mają tych dywizji w rezerwie i ile planują przerzucić do Korei, albo np na temat brytyjskich prac nad bronią jądrową. Ale nie o batalionie piechoty na jednej z tysiąca gór w Korei.
  8. Działalność flot podczas wojny secesyjnej

    Trudno tu robić jakieś porównania w kwestii działań na morzu. Flota Unii, ciesząca się znaczną przewagą, prowadziła blokadę portów Konfederacji, uniemożliwiając eksport bawełny i import wszelkich innych towarów. Flota Konfederacji nie była w stanie przełamać blokady, choć podejmowała takie próby (najsłynniejsza z nich doprowadziła do bitwy pod Hampton Road między pancernymi okrętami CSS Virginia i USS Monitor). No i agenci Konfederacji zakupili za granicą szereg jednostek - szybkich uzbrojonych statków, zwanych wówczas krążownikami, które dziś nazwalibyśmy rajderami lub krążownikami pomocniczymi - mających za zadanie działania korsarskie, czyli polowanie na statki handlowe stanów północnych na całym oceanie. CSS Alabama był właśnie najsłynniejszym z tych "krążowników". Prócz niego dużą liczbę statków przechwyciły jeszcze CSS Shenandoah (38), CSS Tallahassee (33 - spotyka się też wyższą liczbę) CSS Sumter (kilkanaście; jego załoga obsadziła potem "Alabamę"). Generalnie jednak nie miało to wielkiego znaczenia dla biegu wojny. Konfederaci korzystali także z licznych "łamaczy blokady" - szybkich jednostek handlowych, mających przekraść się przez blokadę Unii i przewieźć w jedną stronę ładunek bawełny, a z powrotem cenne surowce strategiczne. Większość z nich jednak pływała pod banderami cywilnych armatorów, a nie rządu więc napisałem o nich tylko dla porządku. A także dlatego, że rajdery często były przekwalifikowywane na łamacze blokady i odwrotnie, łamacze blokady uzbrajano jako rajdery do działań korsarskich.
  9. Listy w butelkach, czy albatros jako listonosz.

    A propos tego albatrosa, w ramach żartu 1 kwietnia 1990 zgłoszony został protokół transmisji danych RFC 1149 IP over Avian Carriers (IP przez ptasie nośniki). Ciągnąc dalej tę zabawę, w następnych latach kilkakrotnie podejmowano próby porównania szybkości transferu dużych pakietów danych przez łącza telekomunikacyjne oraz za pomocą gołębi pocztowych. We wrześniu 2009 południowoafrykańska firma The Unlimited przeprowadziła taki żartobliwy eksperyment z transferem 4 GB danych z miejscowości Howick do siedziby firmy w Hillcrest na przedmieściach Durbanu, na odległość około 60 km (80?). Pakiet miał być dostarczony przez 11-miesięcznego gołębia imieniem Winston, przenoszącego kartę pamięci microSD oraz za pomocą łącza ADSL wiodącej tamtejszej firmy Telkom SA. Czas liczony był od rozpoczęcia kopiowania danych na kartę do zakończenia ich zgrywania na urządzenie odbiorcy końcowego. Wygrał Winston, z czasem 2 h 6 min 57 s. Transfer ADSL osiągnął do tego czasu niecałe 4%. W listopadzie 2009 podobną akcję przeprowadził australijski program TV satyryczno-publicystyczny Hungry Beast, po gorącej parlamentarnej debacie w której rząd zarzucał opozycji torpedowanie inicjatyw w zakresie inwestycji telekomunikacyjnych, twierdząc że jak tak dalej pójdzie, Australijczycy będą zmuszeni powrócić do gołębi pocztowych. Ludzie z tego programu, wiedząc o tym afrykańskim eksperymencie przygotowali własny. Przesyłkę 700 MB danych pomiędzy Tarana w wiejskich okolicach Nowej Płd. Walii i Prospect na zachodnim przedmieściu aglomeracji Sydney (ok. 95 km w linii prostej i 132 km drogami) zaplanowano na trzy sposoby. Pierwszym kurierem był jak w poprzednim przypadku gołąb pocztowy z kartą micro SD, drugim - kurier-człowiek z pendrivem, jadący samochodem. Pakiet danych wysłano też łączem ADSL największego australijskiego operatora Telstra. Również i tym razem wygrał gołąb z czasem 1 h 5 min (szybko leciał skubany; a może wiatr miał korzystny?). Drugi był kurier samochodowy (2 h 10 min). Transmisja ADSL dwukrotnie ulegała zerwaniu, przy czym za drugim razem nie udało się nawiązać ponownie połączenia. W najszybszych momentach wykazywany był pozostały czas transferu 4 h. Dane za angielską wiki, gdzie jest jeszcze trochę więcej takich historii: IPoAC
  10. To nie tak. Kluczowym elementem Bitwy Warszawskiej był właśnie kontratak znad Wieprza na rosyjskie skrzydło. To on zagroził Rosjanom okrążeniem i zmusił ich do pospiesznego odwrotu. Gdyby obrona Warszawy padła - no trudno, większe byłyby straty i zniszczenia, Rosjanie pewnie zrabowaliby dobra narodowe i wymordowali wielu polskich patriotów - o ile starczyłoby im czasu, bo wobec zagrożenia ze skrzydła i tak musieliby szybko zwiewać. Więc ostateczny efekt byłby taki sam. Takie generalnie było znaczenie obrony warszawskiego przedmościa.
  11. Zamachy na Napoleona

    Szczerze mówiąc tego rodzaju akcja z użyciem zapalnika czasowego - lontu (a nic innego raczej nie było wtedy za bardzo dostępne) przeciwko ruchomemu celowi z definicji nie rokowała większych szans powodzenia.
  12. Akcje specjalne

    Metodę tę testowali Rosjanie w latach 30. Rozbudowywali wówczas ogromnie wojska powietrznodesantowe i szukali jakiejś metody masowego zrzucania niewyszkolonych ludzi z nieprzystosowanych do tego samolotów. Ich koncepcja to był taki kilku-kilkunastoosobowy "autobus" (a może i większe były) z miejscami siedzącymi, zrzucany i spadający w pozycji poziomej. Próbowano też (ale zdaje się bez ludzi) zrzutu z małej wysokości "autobusu" bez spadochronu, wyposażonego w odpowiednią amortyzację (szczególnie do wody). Ostatecznie o ile wiem kapsuł tych nigdy nie wykorzystano, nieliczne radzieckie desanty w czasie II w.s. odbywały się w klasyczny sposób.
  13. Wojna na Wschodzie Ukrainy

    Owszem, mogło być i tak. Ale w przypadku moździerzy zdarza się jeszcze inne zjawisko - błąd podwójnego załadowania. Jeśli kilka moździerzy blisko siebie strzela w szybkim tempie (co jest raczej normalną sytuacją ich użycia), to w całym tym huku, zamieszaniu i pośpiechu ładowniczy może nie zorientować się, że nastąpił niewypał i wrzucić do moździerza kolejny granat. Uderzony dodatkowym ciężarem uprzednio załadowany granat (nazwijmy go nr 1) zazwyczaj wtedy odpala. Tyle że ładunek miotający musiałby wypchnąć z lufy 2x większą masę niż normalnie; w wersji minimum skutkuje to ogromnym skokiem ciśnienia i rozerwaniem lufy. Nader często jednak przyspieszenie nawet w takich warunkach jest dostateczne by w granacie nr 1 odbezpieczył się zapalnik i od razu zdetonował od uderzenia w tylną część granatu nr 2 (który zresztą jest tak blisko, że też najpewniej zdetonuje). Tutaj filmik pokazujący różne problemy z moździerzami Mortar fails można zresztą wpisać to hasło w wyszukiwarkę youtube, takich filmików jest więcej. Niekiedy widuje się moździerze zaopatrzone w charakterystyczne urządzenie wylotowe w kształcie jakby lejka - to właśnie jest blokada przed podwójnym załadowaniem, mechanizm który po załadowaniu przegradza lufę jakimś elementem, chowającym się automatycznie w momencie wystrzału (od ciśnienia, albo odpychany jest przez wylatujący pocisk); a gdy wystrzał nie nastąpi, oczywiście nie da się włożyć następnego granatu bo ów element przegradzający na to nie pozwoli. Na zalinkowanym filmie widać jednak, że czasami ta blokada nie działa prawidłowo i nie pozwala załadować nawet pierwszego granatu.
  14. Flota Anglii i Francji - porównanie

    Z kolei w przypadku "dużej" kuli chodziło o to by wywalić w burcie przeogromną dziurę i zdewastować np. pokład działowy. Okazało się to zadziwiająco skuteczne. Powolne kule z karonad nie przebijały czysto dziur w drewnianym kadłubie (jak czyniły to szybsze kule armatnie), ale tworzyły potężne wyrwy z rozległymi strefami spękań poszycia wokoło, generowały przy tym wielką liczbę masywnych i ostrych odłamków drewna o energii wystarczającej do przebicia ciała człowieka na wylot lub spowodowania zranień typu amputacyjnego.
  15. Chyba raczej nie... nie wiem ile ich zdobyli, ale generalnie używali takich armat. O ile wiem w okupowanej Norwegii Kongsberg Arsenal produkował je dla Kriegsmarine.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.