Jump to content

Speedy

Użytkownicy
  • Content count

    999
  • Joined

  • Last visited

About Speedy

  • Rank
    Ranga: Doktor habilitowany

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Recent Profile Visitors

1,928 profile views
  1. Rosyjski program podboju Księżyca

    Tak jest. 27.I.1967 w czasie prób naziemnych kapsuły Apollo (ochrzczonej potem Apollo 1 nieco niezgodnie z całą nomenklaturą) doszło do pożaru wywołanego zwarciem elektrycznym. W jego wyniku śmierć ponieśli V.Grissom, E.White i R.Chaffee. 24.IV.1967 w trakcie lądowania kapsuły Sojuz 1 doszło do usterki czujnika ciśnienia atmosferycznego, sterującego procesem otwarcia spadochronów hamujących. Była to kolejna z całej serii awarii trapiących ten statek w dziewiczym locie. Wskutek tego nie doszło do prawidłowego otwarcia spadochronów i kapsuła uderzyła w ziemię z wielką prędkością, przy czym eksplodowały rakietowe silniczki hamujące, spowalniające Sojuzy w ostatniej fazie opadania. W efekcie 1-osobowa załoga (W.Komarow) poniosła śmierć. Także w czasie lądowania 29.VI.1971 (spotykana jest też data 30.VI, lądowanie odbywało się tuż przed północą) statku Sojuz 11 wskutek awarii i niepożądanego otwarcia zaworu instalacji powietrznej doszło do rozhermetyzowania kapsuły na wysokości 170 km. W wyniku tego zginęła cała załoga: G.Dobrowolski, W.Wołkow, W.Pacajew.
  2. Rosyjski program podboju Księżyca

    Noo nie do końca bym się z tym zgodził. 5.V.1961 Alan Shepard na statku Mercury-3 wykonał lot suborbitalny (lot balistyczny, lot paraboliczny). To jednak nie to samo, co prawdziwy lot orbitalny Gagarina. Skala problemu jest zupełnie inna. To dużo łatwiejsze z uwagi na mniejszą prędkość - mniejsze przyspieszenia, mniejsze nagrzewane aerodynamiczne, krótsze czasy pracy silników. Pierwszym Amerykaninem na orbicie był John Glenn (20.II.1962) na statku Mercury 6.
  3. Rosyjski program podboju Księżyca

    Razem ze sputnikiem wszedł na orbitę (niższą) ostatni stopień rakiety, a to już kilka ton. Więc jakiś kosmiczny pocisk nuklearny w tej masie swobodnie dałoby się zmajstrować. Pierwszy satelita rozpoznawczy (szpiegowski, jak wolisz) to chyba amerykański Discoverer 14 wystrzelony 18.VIII.1959. Jego misja trwała co prawda tylko 1 dzień, ale była to pierwsza udana z tej serii (kilkanaście poprzednich wysypało się z różnych przyczyn na różne sposoby). Satelita, w pełni już wyposażony w zestaw kamer o rozdzielczości 7,5 m wykonał ponad tysiąc zdjęć terytorium ZSRR po czym prawidłowo zdeorbitował kapsułę z filmem, którą udało się odzyskać.
  4. Rosyjski program podboju Księżyca

    Tak, oczywiście. Ich pierwszy sztuczny satelita Explorer 1 wystrzelony został 31.I.1958.
  5. Rosyjski program podboju Księżyca

    Obie strony zaczynały od zera, ale nie starały się równie mocno. Po II wojnie w USA rola broni strategicznej przypadła siłom powietrznym (USAF) które w 1948 wyodrębniły się z armii (wojsk lądowych) jako oddzielny rodzaj wojsk. Przy masie i gabarytach ówczesnej broni nuklearnej jedynym bowiem środkiem jej przenoszenia na terytorium wroga były ciężkie bombowce strategiczne. USAF dysponował liczną flotą takich bombowców, doświadczeniami zdobytymi w czasie II wojny światowej i siecią baz w sojuszniczych krajach na całym świecie, z których bombowce mogły osiągnąć terytorium ZSRR czy innych krajów komunistycznych. Przyszłość broni strategicznej widziano więc raczej w doskonaleniu załogowych bombowców. Trwały oczywiście prace nad rozmaitymi pociskami, ale nie traktowano ich priorytetowo, a raczej wręcz przeciwnie. W ZSRR sytuacja była inna. Tam nie mieli bombowców strategicznych ani sieci baz umożliwiających zaatakowania USA. I nie było widoków ani na jedno ani drugie. O ile powiedzmy jakaś forma ekspansji politycznej była możliwa, to zbudowanie sensownego bombowca dalekiego zasięgu bez większych doświadczeń w takich samolotach już nie za bardzo. Stąd dosyć desperacja decyzja o skopiowaniu B-29, samolotu już w tym momencie nie bardzo spełniającego rosyjskie potrzeby, ale pozwalająca na zdobycie doświadczenia właśnie. A skoro więc i tak trzeba było budować te siły strategiczne od zera to Rosjanie postawili właśnie na rakiety. I na nie szło więcej kasy. A skoro dorobiono się ogromnej rakiety zdolnej do przeniesienia ładunku bojowego na sąsiedni kontynent, to równie dobrze można było ją wykorzystać do wyniesienia czegoś na orbitę Ziemi albo i dalej. Po wystrzeleniu Sputnika sytuacja zmieniła się diametralnie. Amerykańskie media i opinia publiczna dostały rakietowego p*dolca i politycy ze wszystkich stron zaczęli dofinansowywać rakietowe projekty. A że USA były bogatszym bez porównania krajem od ZSRR, to wkrótce zaczęło to przynosić rezultaty. Amerykańskie zapóźnienie udało się szybko nadrobić i dorównać ZSRR w rakietowych technologiach, a pod niektórymi względami nawet wyprzedzić. A o samej N1 też jeszcze napiszę, tylko za trochę, bo muszę popracować.
  6. Zapewne chodziło ci o Tu-144, naddźwiękowy samolot podobny do Concorde. Wspomniany Tu-154 był poddźwiękowym samolotem pasażerskim. No właśnie nie za bardzo. Oba samoloty nie grzeszyły zasięgiem. Oba miały obszerny kadłub o dużym przekroju, niespecjalnie potrzebny w bombowcu. Z takich militarnych inklinacji, Rosjanie rozważali budowę takiego wariantu Tu-144PP (Postanowszczik Pomiech - dosłownie, coś jakby dostarczyciel zakłóceń) - strategicznego samolotu walki radioelektronicznej. Po pierwszych doświadczeniach z Tu-144, samolotem kapryśnym i awaryjnym, nikt go jednak nie chciał. Wciśnięto go w końcu marynarce wojennej, która w ZSRR w "kolejności dziobania" plasowała się gdzieś tak pod koniec stawki i najwyraźniej nie bardzo mogła odmówić. Marynarze dostali jednego Tu-144 do zabawy (zbudowano 1 egzemplarz z kabiną pasażerską skonfigurowaną pod zabudowę przyszłych urządzeń elektronicznych i stanowisk roboczych operatorów) i latał on sobie przez chwilę we Flocie Północnej. Wyniki jego testów oceniono jednak negatywnie, a że w międzyczasie program pasażerskiego Tu-144 zaczął się zamykać, to z dużą ulgą marynarka też stwierdziła, że ostatecznie i kategorycznie go nie chce. Dodam, że bombowce naddźwiękowe o podobnym zasięgu powstały powstały dużo wcześniej, niż Tu-144 i Concorde. Amerykański B-58 Hustler (1. prototyp) oblatany został w 1956 r. zaś rosyjski Tu-22 (a dokładnie prototyp ozn. "samolot 105") w 1958 r.
  7. Najlepszy ciężki bombowiec II wś

    Mówiąc ściślej, problemem "eskortowym" Mustanga nie był zasięg (ten był ogromny we wszystkich wersjach), ale pułap operacyjny. Wczesne wersje Mustangów wyposażone były w silniki z rodziny Allison V-1710 z bardzo prostą, 1-stopniową sprężarką. Zapewniało to zadowalające osiągi samolotu tylko na małej i średniej wysokości (do 4600 m). Misje eskortowe natomiast wymagały lotów na dużej wysokości, nawet 10.000 m (żeby być powyżej eskortowanych samolotów) . Dlatego dopiero późniejsze wersje Mustangów z silnikami z rodzimy Merlin 61 (produkowany na licencji jako Packard V-1650) z dużo bardziej zaawansowaną sprężarką (2-stopniową i 2-biegową) nadawały się do tej roli. A BTW myśliwec P-50 istniał oczywiście jak najbardziej. A raczej XP-50, bo zbudowano tylko prototyp (jeden). Była to lądowa wersja pokładowego myśliwca XF5F (Grumman Skyrocket).
  8. Broń chemiczna w wojnie krymskiej.

    Bruno, dzięki za linka do artykułu o kakodylu! Są tam m.in. szczegóły tego wypadku u Habera w 1914, okazuje się że przyczyną śmierci ofiary nie było zatrucie, lecz wybuch, o który przy pracy z samozapłonową substancją nietrudno. I wzmianka, że Bunsen podczas prac nad pochodnymi kakodylu też zaliczył taki wybuch, w wyniku którego stracił wzrok w jednym oku.
  9. Broń chemiczna w wojnie krymskiej.

    To możliwe; to jest właśnie kakodyl (dikakodyl), o którym wspomniałeś, cytując Hermanna Büschera. Kakodyl to tak dokładnie jest taki rodnik dimetyloarsenowy *As(CH3)2; dwa takie stwory połączone ze sobą to dikakodyl (ale często się mówi potocznie kakodyl i na niego) czyli tetrametylodiarsyna. Tlenek kakodylu to dwa takie rodniki połączone poprzez atom tlenu. Ów "dymiący płyn Cadeta" to właśnie mieszanina tych dwóch związków (kakodylu i tlenku kakodylu). Jest toksyczny i cuchnący, wydziela silny zapach czosnku powodujący mdłości i wymioty (Bunsen podaje jeszcze zawroty głowy, mrowienie i drętwienie kończyn oraz czarny nalot na języku ). Na powietrzu samozapala się (dlatego "dymiący") i wydziela przy spalaniu tlenek arsenu (arszenik). Pochodne też są trujące, chlorki, bromki, cyjanek kakodylu (otrzymany przez Roberta Bunsena w 1840) chyba najbardziej. Często się spotyka informacje o tym, że to potencjalna broń chemiczna, ale jakichś danych typu LD50 nie znalazłem póki co. Tylko tutaj Chemical Warfare Agents jest mała wzmianka, że w grudniu 1914 jeden z asystentów Habera zatruł się śmiertelnie podczas prac z kakodylem.
  10. Broń chemiczna w wojnie krymskiej.

    W sensie masy ładunku do przewiezienia, owszem sporo. Ja się tylko do tego hektara ustosunkowałem, to wg mnie nie taka duża powierzchnia w kontekście niniejszych rozważań. Na ile się orientuję, w marcu 1855 sprzymierzeni zainstalowali tam sobie kolejkę, ("tramway"), zapewne konną, niemniej o możliwościach przewozowych zapewne znacznie większych od wozów taborowych. Jeszcze co do owego węgla: muszę spojrzeć do książek w wolnej chwili, ale wiem że oblegający dysponowali silną i nowoczesną flotą, z licznymi już chyba jednostkami parowymi, jeśli się nie mylę. A jeśli tak, to musieli zaopatrywać je w wielkie ilości węgla, statki - węglowce musiały kursować non-stop. Może więc załatwić te 2 tys. ton węgla nie byłoby tak trudno...
  11. Broń chemiczna w wojnie krymskiej.

    ...czyli kwadrat 100 x 100 m. Czy to tak znowu dużo?
  12. AK kontra GL

    Powoli, powoli. 1. Nie samą logistyką człowiek żyje, że tak powiem. Taki ogólny terror też ma znaczenie - żeby okupant nie czuł się pewnie nawet w kinie, knajpie czy burdelu. AK przecież też robiła takie akcje - chociażby zamachy bombowe w pociągach czy na dworcach kolejowych w Berlinie i Wrocławiu. 2. Uczciwie mówiąc komunistyczne ideologia nie była w Polsce bardzo popularna. No to skąd GL miała brać ludzi? No to była bardzo bardzo nieliczna. No to coś takiego jak akcja "Wieniec" - jednoczesne przerwanie wszystkich linii kolejowych wylotowych wokół Warszawy (planowano 8 akcji, wykonano 7, udało się 6) - było poza ich możliwościami, nie mieliby kim tego zrobić. Nawet więcej było takich rzeczy. Np. produkowane w konspiracji granaty zaczepne Filipinka miały "bicia" (oznaczenia) cyrylicą ДУГ-40 (DUG-40, co miało oznaczać Desantnaja Udarnaja Granata, może to nie tak do końca po rosyjsku ale co tam :)) aby zasugerować, że to granaty z radzieckich zrzutów. Wspomnianą akcję Wieniec zamierzano skoordynować z jakimś radzieckim nalotem na Warszawę, aby była sugestia że to rosyjscy spadochroniarze - dywersanci zrobili. Ale ostatecznie AK postanowiła nie czekać na taki nalot.
  13. Na ten temat trudno mi dyskutować. Rozumiem że oceniasz taki napęd "diesel-elektryczny" za bardziej awaryjny od klasycznego? No i zresztą Kormoran spalił się przecież - w swoim najsłynniejszym pojedynku z HMAS Sydney zakończonym remisem 1:1 rajder zatonął właśnie z powodu olbrzymiego pożaru, którego nie dało się opanować i który spowodował w końcu wybuch magazynu amunicji. Ale tu jakby nie ma dobrego wyjścia. Czy tą adaptację ładowni na cele mieszkalne dałoby się wykonać "w metalu"? Czy nie podniosłoby to np. za bardzo środka masy okrętu? A może to całe spawalnictwo trwałoby znacząco dłużej od stolarstwa?
  14. Mi się jakoś to zawsze kojarzyło ze szczupakiem BTW chyba był tu niegdyś przed laty wątek o Operacji Pike?
  15. Hmm. Na ile wiem, nie było to działanie o charakterze propagandowym, oddziałującym na morale, ale czysto taktyczne. Autor pomysłu zakładał, że w nocnej bitwie umieszczenie za nacierającymi silnych reflektorów utrudni obrońcom celowanie, oślepiając ich - tak jakby mieli przeciwnika pod słońce. W praktyce nie do końca się to potwierdziło. Rzecz w tym, że pozycje obronne projektuje się przede wszystkim do ognia flankowego - tak by ostrzeliwały nadchodzącego przeciwnika z boku (albo i z tyłu, jak się da). Oczywiście trochę stanowisk do ognia czołowego też trzeba zrobić, ale to nie one są najważniejsze. Więc te reflektory aż tak dobrze nie zadziałały - trochę oślepiały, a trochę jednak podświetlały obrońcom cele.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.