Jump to content

Speedy

Użytkownicy
  • Content count

    1,077
  • Joined

  • Last visited

About Speedy

  • Rank
    Ranga: Docent

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Recent Profile Visitors

2,537 profile views
  1. Pomyślałem, że dopiszę jeszcze drobne wyjaśnienie, gdyż przez minione lata w sieci pojawił się rysunek-schemat celownika PSO-1. Wynika z niego, że ów ekran luminescencyjny był elementem ruchomym - przekręcał się o 90°. Tak, że w razie potrzeby jednym kliknięciem przełącznika można było obrócić go do pozycji pionowej, tak, że znajdował się na osi optycznej celownika lub przekręcając do poziomu usunąć go z pola widzenia, jeśli w danym momencie nie był potrzebny. Ekran luminescencyjny składał się z 2 szklanych płytek, między które wklejona była warstwa substancji chemicznej o odpowiednich właściwościach. Nie znam się za bardzo na tych luminescencjach, muszę się dokształcić z tego, niemniej z opisu wynika, że ekran do prawidłowej pracy wymagał wstępnego naświetlania przez jakiś czas światłem widzialnym. W związku z tym, w miejscu gdzie ekran znajdował się w położeniu spoczynkowym, odchylony poza pole widzenia, w obudowie celownika wykonano małe oszklone okienko, przez które ekran mógł się naświetlać. Hasło z rosyjskiej wiki, gdzie jest ów rysunek: ПСО-1 — Википедия (wikipedia.org)
  2. Wojna Zimowa

    Może dobrze byłoby przetłumaczyć ten fragment po rosyjsku, zauważyłem, że wielu ludzi "bukwy" odrzucają i nawet nie chce im się sięgać po tłumaczkę: "... в одной из витрин представлен зимний комплект одежды красноармейца, состоящий, в том числе из серой суконной шинели и зимнего шлема, т.н. буденовки образца 1927 г., который все еще использовался в войсках в качестве головного убора. К сожалению, очень быстро обнаружился вред от такого обмундирования – длинные шинели мешали быстро двигаться, а буденовка не спасала от холода, к тому же шишак не позволял надевать стальную каску. Помимо этого, советские солдаты в своей темной одежде были хорошо заметны на снегу. В финской армии в качестве теплой одежды широко применялись различного вида полушубки и меховые бушлаты на овчине и собачьем меху. Однако, зачастую, финский солдат предпочитал воевать в одном кителе, под который надевался толстый шерстяной свитер, а сверху маскировочный халат. Такая одежда не стесняла движений и была намного практичней многослойного обмундирования красноармейца. Шинели тоже использовались финнами. Однако посетители сразу обратят внимание, что они были всего лишь чуть ниже колен". ...w jednej z gablot przedstawiony jest zimowy komplet odzieży czerwonoarmisty, złożony między innymi z szarego sukiennego szynela i czapki zimowej tzw. budionówki wzór 1927 r., która wciąż jeszcze była wykorzystywana w wojskach w roli nakrycia głowy. Niestety bardzo szybko wyszły na jaw wady takiego umundurowania - długie szynele przeszkadzały w szybkim poruszaniu się, a budionówka nie chroniła przed zimnem, ponadto jej szpic nie pozwalał na założenie hełmu stalowego. Prócz tego żołnierze radzieccy w swojej ciemnej odzieży byli dobrze widoczni na śniegu. W armii fińskiej w roli ciepłej odzieży szeroko wykorzystywane były różnego rodzaju półkożuszki i kurtki futrzane z owczych i psich skórek. Jednakże bardzo często fiński żołnierz wolał walczyć w samej bluzie, pod którą zakładał gruby, wełniany sweter, a na wierzch ubiór maskujący. Taka odzież nie ograniczała ruchów i była o wiele praktyczniejsza od wielowarstwowego umundurowania czerwonoarmisty. Finowie wykorzystywali także szynele. Ale jak mogą zauważyć odwiedzający, sięgały one tylko nieco poniżej kolan.
  3. Wojna Zimowa

    Być może to jest jakiś psychologiczny mechanizm: jak nie wiadomo skąd strzelają, to pewnie z drzew. Jeśli dobrze kojarzę, są relacje Niemców z walk na Westerplatte o polskich snajperach "kukułkach" kryjących się na drzewach.
  4. Jeśli już posiłkujemy się filmami z tamtych czasów, to o ile dobrze pamiętam w "Przepraszam, czy tu biją" główny czarny charakter, Belus, napada na takiego dziadka - ochroniarza by odebrać mu pistolet, potrzebny do kolejnego skoku. Komiczny dziadek - strażnik występuje też w filmie "Upał".
  5. A ja jeszcze w kwestii formalnej: (rozumiem, że miało być "zużył") Otóż to nie jest prawda (chyba, że potraktować to jako element twojej alternatywnej wizji?). Wehrmacht nie zużył "praktycznie wszystkiego", ani teoretycznie wszystkiego, ani nawet połowy wszystkiego. W przypadku najpopularniejszych rodzajów amunicji art. to było góra kilkanaście procent zgromadzonych na dzień 1.IX.1939 zapasów, równowartość miesięcznej lub niewiele większej produkcji w okresie przedwojennym (oczywiście po wybuchu wojny produkcję amunicji zwiększono).
  6. Pułaski

    Hej Gwoli ścisłości językowej: Na ile wiem, grandniece to wnuczka czyjegoś brata lub siostry. Czyjaś własna wnuczka to granddaughter.
  7. Pułaski

    Hm, wydaje mi się, że w danej kwestii nie ma to wielkiego znaczenia, pra-, czy pra-pra, . Tak czy tak jest to osoba z tej samej linii genetycznej. Jeśli badamy DNA hipotetycznego Pułaskiego na zgodność z tą linią i wychodzi wynik pozytywny, myślę że jest to całkiem niezłe potwierdzenie tzn. o wysokim prawdopodobieństwie.
  8. Pułaski

    Hm, i z tych odlewów pobrały materiał genetyczny do badań DNA?
  9. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Sorry że się wtrącę, ale co ma jedno do drugiego???? Z teorii gier, wygrywa ten, kto zrealizuje cel gry. Przekładając to na "gry wojenne", strategię i taktykę działań militarnych, bitwę/wojnę/kampanię wygrywa ten, kto zrealizował cel, jaki sobie postawił na początku. Realnie na wojnie cel jest czasem symetryczny do celu przeciwnika tzn. celem jest uniemożliwienie realizacji celu przeciwnika. Straty nie mają tu nic do rzeczy. W czasie II ws Rosjanie ponieśli daleko większe straty od Niemców ale nie ma raczej wątpliwości że wojnę z Niemcami wygrali. Historia zna zresztą pojęcie "pyrrusowego zwycięstwa", zwycięstwa okupionego nieproporcjonalnie wielkimi stratami w stosunku do korzyści z odniesionego sukcesu - niemniej nadal jest to zwycięstwo. W maju-czerwcu 1794 pod d'Ouessant gra toczyła się o wielki francuski konwój z zaopatrzeniem - ponad 100 statków ze zbożem sprowadzanym z Ameryki. Miał on ogromnie znaczenie dla ogarniętych rewolucją francuskich miast, gdzie z jedzeniem robiło się właśnie w tym momencie nie za dobrze. Celem Brytyjczyków było przechwycenie i zniszczenie francuskiego konwoju, a przynajmniej zadanie mu maksymalnych strat, oraz przy okazji obronienie własnego konwoju, też zresztą idącego z tamtych stron, tyle że znacznie mniejszego i bez porównania mniej ważnego dla Brytyjczyków. Cel Francuzów był symetryczny - niedopuszczenie do realizacji celów brytyjskich, czyli obronienie własnego konwoju i w miarę możliwości zadanie maksimum strat Brytyjczykom. I to się poniekąd udało. Flota francuska przechwyciła brytyjski konwój i zadała mu znaczne straty, a francuski konwój ze zbożem dotarł do portów przeznaczenia. Czyli Francuzi wygrali. A to że francuska marynarka wojenna poniosła przy tym znaczne straty - no trudno, wojna to wojna, takie są jej koszty. Jakby wygłodzone francuskie miasta wypowiedziały posłuszeństwo rewolucyjnemu rządowi, skucha byłaby daleko większa.
  10. Miało być "przemysłu chemicznego", chyba jakaś autokorekta poprawiła błędnie napisane słowo na inne zupełnie, sorry
  11. Fragment jaki zacytowałeś dotyczy testów, nie użycia bojowego. Sądząc z cytowanego dalej tekstu chodziło o granaty ręczne oraz wystrzeliwane z 26 mm pistoletu sygnałowego ("rakietnicy"). W kwestii owych niemieckich szrapneli chemicznych T-Geschoss spotkałem się z pewnym takim wyjaśnieniem, aczkolwiek nie pamiętam niestety gdzie to wyczytałem. Ponoć pomysł powstał na podstawie ichnich prawniczych ekspertyz. Zapis konwencji haskiej (tej o zasadach i zwyczajach wojny lądowej) mówił o zakazie stosowania trucizny i broni zatrutej. Zinterpretowano to tak, że chodzi tu o broń z założenia mającą oddziaływać na cel za pomocą bojowego środka toksycznego (BST) - ale nie o taką, która ma jakby uboczne działanie trujące. W okresie tym (początek XX w., przełom XIX/XX w.) miało to pewne znaczenie. Wchodziły wówczas do użytku nowoczesne materiały wybuchowe na bazie nitrozwiązków aromatycznych - TNT (tronitrotoluen), kwas pikrynowy (trinitrofenol), ekrazyt (trinitrokrezol), nitrolit (trinitroanizol). W produktach ich rozkładu (czyli tym co pozostaje po wybuchu) było mnóstwo toksycznych substancji, przede wszystkim tlenek węgla a także najprzeróżniejsze związki aromatyczne i alifatyczne, choćby fenol pozostający po kwasie pikrynowym. Nonsensem byłoby jednak uznawanie tego za amunicję chemiczną z tego powodu. I tu pomyślano w ten sam sposób, szrapnel służy do rażenia siły żywej za pomocą zawartych w nim lotek - najczęściej w postaci metalowych kulek (jak w tym przypadku) lub strzałek, a zdarzają się kształtki jeszcze bardziej skomplikowane. A to że będzie przy okazji rozpylać BST to już tylko taki dodatek... Mało to jest przekonujące, ale z taką wersją gdzieś się spotkałem. Tu mi się nasuwa jeszcze jeden ślad. W związku z wojennymi trudnościami ekonomicznymi i ogólną niewydolnością premium chemicznego około 1915 Francuzi zaczęli produkować bomby lotnicze elaborowane takim panklastytem, mieszaniną nafty i ditlenku azotu NO2 a raczej tetratlenku diazotu N2O4 (w temperaturze pokojowej przeważa taki właśnie dimer). To jest dość silny i wrażliwy m.w. jak nitrogliceryna powiedzmy. Technicznie rozwiązane to było tak, że bomba miała 2 komory z komponentami rozdzielonymi przegrodą; w momencie zrzutu taki sprężynowo-tłoczkowy mechanizm rozbijał przegrodę i składniki mieszały się, tworząc m.w. No a jeśli coś nawaliło i się nie zmieszały, albo niecałkowicie, to po upadku bomby jakaś ilość NO2/N2O4 wydostawała się w powietrze. Ma on działanie drażniące dla dróg oddechowych i jest też trujący - utlenia żelazo w hemoglobinie, uniemożliwiając jej transport tlenu (chociaż nie jest to bardzo mocna trucizna). Może więc zetknięcie z takimi bombami czy ich niewybuchami było przyczyną narodzenia się takich pogłosek...
  12. Hm. Owe Kresy były częścią Rzeczpospolitej przedrozbiorowej. Dekretem z grudnia 1917 bodajże (zatwierdzonym później przez Radę Komisarzy Ludowych czyli bolszewicki rząd) W.I.Lenin anulował traktaty rozbiorowe co wg mnie oznacza powrót do granicy polsko-rosyjskiej z 1772 r.
  13. Wojny burskie 1880-1902

    Przyznać trzeba, że goście naprawdę byli że tak powiem "hi-techowi" i wykorzystywali najnowsze techniczne nowinki. Chociaż z promieniami katodowymi (wiązkami elektronów) eksperymentowano już wtedy od kilku dziesięcioleci, to gdzieś dopiero na przełomie lat 80/90 albo nieco później goście bawiący się takimi rzeczami zaczęli dochodzić do wniosku, że elektrony hamowane na anodzie albo na czymkolwiek emitują jakieś niewidzialne, przenikliwe promieniowanie. Zajmował się tym m. in. Wilhelm Röntgen. I to on właśnie wpadł na pomysł, że owe przenikliwe promienie można wykorzystać do prześwietlania ludzkiego ciała w celach medycznych. Artykuł jaki napisać na ten temat opublikowany został w grudniu 1895. A na początku 1896 w jakimś brytyjskim szpitalu po raz pierwszy praktycznie wykonano prześwietlenie chorego. O ile wiem to chyba nie, cały czas bazowały na lampie Crookesa z zimną katodą, ulepszona lampa Coolidge'a z katodą podgrzewaną powstała, jak sobie teraz sprawdziłem w wiki, w 1913. Jak to ogólnie działa: lampa Crookesa to próżniowa bańka szklana, a w zasadzie nie tyle próżniowa co wypełniona gazem (powietrzem) o bardzo niskim ciśnieniu. W szkło wtopione są dwie elektrody zasilane prądem o bardzo wysokim napięciu (wiele kV, najlepiej w ogóle z kilkadziesiąt kV). Wyładowanie w rozrzedzonym gazie jonizuje go: powstaje plazma z jonów dodatnich i wolnych elektronów. Elektrony lecą do anody, dodatnie jony do katody, waląc w nią wybijają z niej elektrony, które lecą do anody. W tak silnym polu elektrycznym (wszystkie te kilowolty) elektrony rozpędzają się do przyzwoitych prędkości dziesiątków tysięcy km/s. Elektrony o tak wysokiej energii, uderzając w anodę i w szkło i w ogóle we wszystko wybijają elektrony z powłok w atomach, a te powracając do pierwotnego stanu wypromieniowują kwanty energii. A ponieważ to jest tak ogromna energia, to są to właśnie kwanty promieniowania X. I jeszcze te szybciutkie elektronki mogą walić nawet w jądra atomowe i to też się wiąże z emisją twardego promieniowania X. Wielkie napięcie niezbędne do takiej zabawy wytwarzał wtedy induktor Ruhmkorffa (Cewka Ruhmkorffa), układ złożony z uzwojenia transformatorowego i przerywacza, tam pod linkiem można sobie przeczytać dokładny opis. Generalnie chodziło o to że zasilany był prądem stałym o niskim napięciu, a wytwarzał impulsy asymetrycznego prądu zmiennego (czyli z przewagą przepływu w jedną stronę) o bardzo wysokim napięciu. Wiki podaje że do 50 kV, a mi się wydaje że nawet i więcej też może, ale mniejsza już o to. Niestety nie potrafię w tej chwili podać kluczowych parametrów - jakie moce wchodziły tu w grę, a to jest potrzebne przy tych wcześniejszych rowerowych rozważaniach. Mogę jedynie wskazać kolejny niekorzystny czynnik, mający na to wpływ. Chociaż wiedziano, że promienie X są w stanie naświetlać fotograficzne materiały światłoczułe, to z jakichś powodów w tych pionierskich czasach raczej nie wykonywano zdjęć rentgenowskich (a w każdym razie rzadko). Może miał na to wpływ stosunkowo wysoki koszt owych materiałów foto, jak i konieczność ich wywoływania, co oznaczało przedłużenie czasu i pracochłonności prześwietlenia. W każdym razie zwykle korzystano z innej techniki. Pacjent czy też jego prześwietlany fragment umieszczany był pomiędzy lampą rentgenowską a ekranem fluorescencyjnym - szybą pokrytą odpowiednim luminoforem (na początku były to dość egzotyczne substancje jak cyjanoplatynian baru czy wolframian wapnia, potem zdaje się okazało się że i prozaiczny siarczan baru się nadaje) który pod wpływem promieni X emitował światło widzialne. Stojący przed ekranem lekarz obserwował na nim to co pacjent ma w środku. Nie było to specjalnie zdrowe, bo i pacjent naświetlany był "iksami" dosyć długo zanim diagnosta wszystko sobie dobrze obejrzał, i przede wszystkim ów diagnosta badający wielu pacjentów dziennie przyjmował taką dawkę że ho ho ho... chorował niestety nierzadko. Ale w tych pionierskich czasach nie do końca zdawano sobie sprawę, że to promieniowanie jest aż tak szkodliwe. W każdym razie przy tej technice aparat musiał pracować stosunkowo długo w sposób ciągły, co oznaczało spory pobór mocy.
  14. Wojny burskie 1880-1902

    Hm, nie poczytuj tego proszę tylko za napastliwość - po prostu zwyczajnie pytam o coś czego nie wiem czy nie rozumiem. Co takiego jest w tamtejszych warunkach terenowych? Może znasz je lepiej z własnego doświadczenia bo np. tam mieszkasz czy często bywasz czy coś w tym rodzaju - to napisz proszę o co chodzi. Bo tak teoretycznie to co tam jest nie halo? Afryka Płd. jest generalnie suchą, równinną sawanną. Obszary zamieszkałe od stuleci przez europejskich osadników z pewnością miały jakąś sieć drogową. Co tam było takiego szczególnie niedogodnego dla cyklistów?.
  15. A, to spoko. Kontrolowane miny do obrony portów itp. to najstarsza forma min morskich. Już w 1812 w Petersburgu chyba, rosyjski baron Paweł Szyling przeprowadził pierwsze eksperymenty z odpalaniem elektrycznym ładunków prochowych, w tym umieszczonych w wodzie w uszczelnionych beczkach. W czasie wojny krymskiej takie miny były już w użyciu, chociaż nie jestem pewien czy na Krymie też, na Bałtyku w każdym razie o ile pamiętam były postawione w obronie Kronsztadu. W tym znacznie nowocześniejsze miny konstrukcji Nobla (nie jestem pewien czy Alfreda czy jego taty jeszcze), także kontrolowane (aktywowane) z lądu ale już z zapalnikami kontaktowymi. Ta sztuczka o której mówisz ma jedną wadę, niekontaktowe miny naprawdę mogą narobić szkód jak wyprodukują falę uderzeniową w wodzie. Czyli muszą detonować a nie tylko szybko się palić. W czasach że tak powiem secesyjnych jeszcze nie bardzo o tym wiedziano, jako podstawowe materiały wyb. stosowano czarny proch i po trosze nitrocelulozę. Nitrogliceryna była znana, ale do celów militarnych zbyt wrażliwa i nietrwała. Piorunian rtęci także jest zbyt wrażliwy żeby go ot tak używać, świetnie nadaje się na detonator, ale to wymyślił Nobel już po wojnie, koło roku 1866 wraz z dynamitem. Bardzo duży ładunek prochowy oczywiście mógłby uszkodzić okręt z bliskiej odległości ale powiedzmy sobie taki okręt z lat 1860-tych to prędzej. Natomiast w 1945 Japończycy mieli już do dyspozycji normalne materiały wybuchowe i taki kilkutonowy ładunek np. TNT to już byłoby coś.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.