Jump to content

jancet

Użytkownicy
  • Content count

    2,719
  • Joined

  • Last visited

About jancet

  • Rank
    Ranga: Profesor nadzwyczajny
  • Birthday 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Koronawirus

    Wreszcie miałem okazję zapoznać się z obszerną analizą Secesjonisty i trudno nie zauważyć, że często powtarza się tam słowo: Że w jednym artykule jest sio, a w drugim owo, że nawet w jednym artykule autor jest niespójny i niekonsekwentny. Przypomnę Secesjoniście, że "Polityka" (nota bene, jak cudzysłów, to po co jeszcze kursywa) nie jest organem prasowym żadnej organizacji politycznej, a utrzymuje się w znacznej mierze ze wpływów od sprzedaży. Publikuje materiały autorów, którzy mają różne poglądy, zdaniem redakcji - interesujące. Nie ma do dyspozycji jakiś centrów analiz, utrzymywanych z pieniędzy podatników, więc i materiały redakcyjne bazują na informacjach ogólnie dostępnych. Drugą "mantrą" Secesjonisty jest słowo: opozycja. Opozycja powiedziała to, opozycja powiedziała tamto... Znów niekonsekwentnie, niespójnie, wręcz głupio. Przypomnę Secesjoniście, że w skład owej "opozycji" wchodzi kilka ugrupowań parlamentarnych, reprezentowanych przez dość różnorodne osoby, od Korwin-Mikkego po Zandberga. Oraz większej liczby ugrupowań pozaparlamentarnych, a także (czy przede wszystkim) obywateli, którzy - tak jak ja - wyrażają swą opinię. I nie widzę nic dziwnego w tym, że te opinie są niespójne, sprzeczne, a nawet bywają po prostu głupie. Niepokoił bym się, gdyby było inaczej, bo to świadczyłoby o tym, że wszyscy dostajemy co kilka godzin sms z "przekazem dnia". Zapewniam Secesjonistę, że nie dostaję takich sms. Natomiast rząd - przeciwnie. Ma obowiązek systematycznie przekazywać łatwo dostępne informacje aktualne, rzetelne, spójne i kompletne. Za pieniądze podatników. I w tym przynajmniej się zgadzamy, że tego w taki sposób nie robi. A co do wartości mych prognoz - jutro lub kiedy indziej.
  2. Koronawirus

    Istotnie, nie widzę powodu, by cokolwiek prostować. To co ogłoszono na rządowej konferencji brzmiało "280 tysięcy tygodniowo" i tyle. Na bazie tej informacji opierałem swe wyliczenia. Faktem jest, że obecnie szczepimy szybciej, być może dzięki temu, że nie tylko jancet dokonał tych wyliczeń. Oto siła opinii publicznej.
  3. Lektury szkolne - czy jest sens czytać je?

    Ja jednak pisałem o studentach, nie o uczniach podstawówki. Może powinienem napisać "przekaz alfanumeryczny i goły przekaz werbalny", byłoby bardziej precyzyjnie. Natomiast chodziło mi raczej o to, że w warunkach zaliczenia zdalnego studenci mogą sobie przygotować materiały, gotowce, ściągawki - jak zwał, tak zwał. A i tak sobie nie radzą z tym zaliczeniem, choć zasady i zadania daję te same, co dawałem w warunkach kontrolowanej samodzielności. Wyniki były gorsze, niż przed epidemią. Ja jestem jednak tu większym optymistą i uważam, że kontakt ze sztuką "uszlachetnia". Szczególnie z tzw. "wysoką", ale chyba nawet "majteczki w kropeczki" są lepsze, niż nic. I to, że kogoś nie uszlachetniły, statystycznie niczego nie dowodzi. Ja w każdym razie czuję, że dzięki kontaktowi ze sztuką mój świat jest piękniejszy. Mi się to zdaje oczywiste i bez badań. Absolutnie - nie. To tu się fundamentalnie nie zgadzamy. A czemu? Mi się zdaje, że dzięki przeczytaniu tysięcy książek i artykułów, umiem w miarę precyzyjnie formułować swe opinie, a także polecenia, dokumenty itp. , tudzież rozumiem to, co do mnie mówią studenci, podwładni, koledzy, przełożeni, o rodzinie nie zapominając. Etc. etc. Jeśli lekcje polskiego nie mają przygotowywać do życia społecznego, to po co są? Można olać tabliczkę mnożenia. 20-latkowie i tak już jej nie znają. Można olać zapamiętywanie wzorów - ja w czasach przed epidemicznych podawałem na zaliczeniach każdy wzór, który był na wykładzie. Nie można olać rozumienia wzorów. Ja też tego nie napisałem. Tyle, że taka jest prawda. Ja tego tak nie rozumiem. Nie wiem, czemu mi przypisujesz takie zalecenie. Ależ czytajcie lektury, dzięki temu lepiej będziecie sobie radzić w kontaktach społecznych. Lepiej rozumieć własne emocje, lepiej je wyrażać. Etc., etc. Kiepskie można sobie darować. A te naprawdę dobre promować. Pasek się obroni, a Sęp-Sarzyński... może czytałem, ale nie pamiętam.
  4. Transliteracja

    Ja też. Po prostu "alt" za krótko przycisnąłem.
  5. Lektury szkolne - czy jest sens czytać je?

    Ja też, tamto "ja" to była figura retoryczna, niezwiązana z moją osobą. A tak w ogóle to ja o cielęciu, a Ty o koźlęciu. Pewnie świat byłby piękniejszy, gdyby młodzi ludzie przeczytali te wszystkie książki z zainteresowaniem. Podobnie pięknie by było, żeby dość proste polecenie potrafili przeczytać ze zrozumieniem. A nie tak, jak jeden z moich niegdysiejszych studentów, wybitnie awanturujący się, że strasznie wiele wymagam, zrobił: polecenie było "narysuj", a odpowiedź: "7,25". Tylko, jak przecież nie tylko ja napisałem, wcale nie trzeba czytać tych dzieł, żeby zdać, a nawet dostać 5 czy 6. Wystarczy obkuć bryki. A nauczyciel pyta raczej o fabułę, a nie o formę. Ja nigdy nie miałem takiego zadania "opisz jakieś ciekawe zdarzenie z Twego życia językiem Trylogii Sienkiewicza". Choć język Paska byłby ciekawszy. I nurtującym mnie problemem nie jest nieznajomość charakterystycznych form poezji barokowej, tylko analfabetyzm funkcjonalny. Nauczanie zdalne w szczególny sposób obnażyło jego powszechność, bo odpadła mowa ciała, został goły przekaz alfanumeryczny, z którym studenci sobie nie radzą. Najważniejsze w nauczaniu języka polskiego powinno być uczenie do wyrażania swych poglądów, emocji, a także np. poleceń w mowie i piśmie, a także rozumienie wyrażonych przez innych. Czy tych młodych ludzi ktokolwiek uczy, jak należy powiedzieć podwładnemu, że schrzanił robotę, żeby następnym razem wykonał to dobrze? Sępa-Sarzyńskiego gotów jestem odpuścić.
  6. Osobiście uważam, że gdyby nie było PRL, to w latach 1944-1990 nie byłoby Polski, tylko co najwyżej Polska Socjalistyczna Republika Radziecka. Nie za bardzo mogę dostrzec powód, dla którego Armia Czerwona miałaby opuścić zajęte przez siebie ziemie i oddać je wrogom swego państwa. Miłoszewski podjął się literackiego opracowania sytuacji, w której Polska pozostaje wprawdzie przyjazna ZSRR, ale dominują w niej wpływy Francji de Gaulle'a, można domniemywać, że tez przyjaznej ZSRR. Wizja niespecjalnie sympatyczna. Natomiast w realnie istniejącym PRL wcale nie wykluczano przystąpienia do planu Marshalla, podjęto rozmowy, no ostateczna decyzja Kremla była negatywna.
  7. Wasze zdjęcia

    To daleko idąca dygresja, ale ta angielska transliteracja mnie trochę wkurza. Pisze do mnie studentka, która oficjalnie w Polsce nazywa się Dziyana Shumilava. Na szczęście widzę jej rodzimy identyfikator: Диана Шумилова. Czyli Diana Szumiłowa. Tak mi się skojarzyło z tym Yamal - Ямаль - Jamal. A zdjęcia super.
  8. Koronawirus

    Dobra wiadomość. No cóż, jestem po pierwszej dawce szczepionki. Oxford AstraZeneca. Samo kłucie - prawie nie czuć. Potem jakieś dziwnie się czułem, trudno to opisać, dziwny ból głowy, mrowienie w palcach. Równo 12 godzin po - gwałtowne pogorszenie samopoczucia, bóle mięśni i stawów, gorączka, a najgorsze - uczucie duszności. Oddychasz ustami, choć kataru nie masz, a i tak ci duszno. Kolejne 12 godzin - i wszystko minęło. Tak jak się pojawiło w ciągu kwadransa, tak i w kwadrans znikło. Druga dawka - 6 maja. Na odporność jeszcze muszę poczekać tydzień czy dwa. Odporność na zarażenie ponoć na cca 80%, a na śmierć - niemal 100%. Choć nie wiem, czy dotyczy to otyłych, chorych na nadciśnienie, łuszczycę, łuszczycowe zapalenie stawów, cukrzycę i dnę jednocześnie. Ale jakoś lżej na duszy. Zła wiadomość. Mój kolega zmarł na COVID.
  9. Wnikam, wnikam... i nic z tego nie wynika. Wypowiedź brzmiała: Nijak nie mogę wniknąć, że dotyczyła czegoś, a czegoś nie.
  10. Lektury szkolne - czy jest sens czytać je?

    Podważa. Jeżeli można uzyskać dobry stopień ze znajomości lektury "obowiązkowej", nie czytając książki, to jej nie przeczytam. Fakt, że jest ona w lekturach obowiązkowych i będę z jej znajomości odpytywany, raczej zniechęca do jej czytania. Jeśli książka jest dobra, to powinno się ją czytać dla przyjemności, a nie z przymusu. Absolutnie nic nie wiem o tych badaniach, nawet nie wiem, że istniały. Teza wydaje mi się zaś całkiem oczywista, nie wiem po co mitrężyć czas i wydawać pieniądze na takie badania. A no to, że istnieją osoby bardzo inteligentne, które niekoniecznie lubią czytać książki. Choćbym nie wiem jak świetnie relacjonował sens i treść tępemu obibokowi, ów nic by na tym nie zyskał. I jakoś wydaje mi się, że nieczytanie tych lektur w niczym siostrze nie zaszkodziło. Studia skończyła z lepszym wynikiem, niż ja. Ty serio, czy to tylko figura retoryczna?
  11. W sumie to chodzi mi o to, czy i jak by te frukta konsumował? To znaczy, czy wiedząc, że alianci przekroczyli Ren, to też 17 września wkroczyłby na tereny RP?
  12. W sumie w dyskusji , wywołanej przez Gryfona, skoncentrowano się na kwestii "wypełnienia zobowiązań". Natomiast nie odniesiono się do kwestii może ciekawszej - co by było, gdyby Francuzi, wspomagani przez Brytyjczyków na morzu i w powietrzu, powiedzmy między 10 a 15 września faktycznie przystąpili do skutecznej ofensywy i przekroczyli Ren... Jak w tej sytuacji zachowałby się Stalin?
  13. No i jeszcze jedno - nie było bitwy w Olszynce Grochowskiej, ani bitwy pod Olszynką Grochowską, tudzież bitwy o Olszynkę Grochowską. Co więcej - 25 lutego 1831 roku nie było żadnej Olszynki Grochowskiej. Był sobie zwykły podmokły, olchowy lasek niedaleko wsi Grochów. Bitwa ta we wszystkich, znanych mi opracowaniach historycznych jest określana jako "bitwa pod Grochowem", a walki o olszynkę były tylko jej częścią - bardzo istotną, ale jednak częścią. Czasem stykałem się z określeniami opisowymi typu "bitwa pod Pragą", czy "na równinie praskiej", ale raczej obok, a nie zamiast podstawowego określenia "bitwy pod Grochowem". Z całym szacunkiem dla zasług wiki - w tym przypadku wypisuje brednie.
  14. Coś podobnego ponoć mówił też gen. Franciszek Żymirski: "To, co się stało, to źle się stało, ale się stało. A teraz trzeba się, k***a bić. I to trzeba się bić dobrze, bo jak, k***a przegramy, to bieda będzie". Podaję z pamięci, źródła informacji odnaleźć nie potrafię, a k***y są - być może - moim dodatkiem, choć generał ów z chamskiego języka był znany. Być może Bogusławski inspirował się wypowiedzią Żymirskiego, a być może po prostu myśleli podobnie. Też o tym czytałem, ale nie u Wańkowicza.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.