Jump to content

jancet

Użytkownicy
  • Content count

    2,725
  • Joined

  • Last visited

About jancet

  • Rank
    Ranga: Profesor nadzwyczajny
  • Birthday 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Moim zdaniem to już się rozsypał i talibom tak samo nie uda się go wziąć w garść, jak nie udało się w latach 90. Sorry, ale nie przekonuje mnie argumentacja, że 85-90% to właściwie całość. Nie robi Wam różnicy, czy dostaniecie pełną wypłatę, czy tylko 85-90%? Mi robi. No i ta częściowa władza talibów zaczęła się sypać na samą wieść "Amerykanie idą". Rozumiem, że przez słowo "nam" rozumiesz pewną transatlantycką wspólnotę wartości, opartą na demokracji, wolności i prawie stanowionym. Bo to inne pytanie, niż o Polskę. Otóż chodzi o to, że muzułmańscy fundamentaliści (stanowiący jedynie pewną część wyznawców Islamu) nie lubią tych wartości, a zarazem wspólnoty, na niej opartej, czyli nie lubią nas. Nie lubią na tyle mocno, że chcą nasze życie zdezorganizować, zaś wspólnotę zniszczyć, organizując szereg zamachów terrorystycznych, z których najbardziej udany miał miejsce 11 września 2001. I chodzi o to, żeby już tak udanych zamachów nie było. Ponieważ muzułmańscy fundamentaliści nie zrezygnują ze swej walki z inaczej wierzącymi w ich Boga, wierzącymi w innego Boga, a przede wszystkim z niewierzącymi w żadnego Boga, trzeba znaleźć im pole do walki z dala od nas. No i trudno nie odnotować sukcesu w tym zakresie - wprawdzie ataki islamskich terrorystów wciąż są, ale czym innym jest atak ciężarówką w ludzi na promenadzie, a czym innym atak wypełnionym paliwem wielkim samolotem pasażerskim. Na pytanie "po co ta wojna była potrzebna światu" Ci nie odpowiem, bo nie wiem, czy "świat" należy do nas, czy też do talibów. Na pytanie "do czego ta wojna była potrzebna Polsce" odpowiem, że była potrzebna dla udowodnienia, przez krew, pot i łzy, że naprawdę należymy do tej wspólnoty wartości. Oraz do tego, żeby kosztem życia 44 polskich żołnierzy nie dopuścić do śmierci 440 czy 4400 Polaków w zamachach terrorystycznych w Polsce i na świecie. Czy talibowie trwale opanują cały Afganistan? Uważam, że nie. Teraz odnoszą ogromne sukcesy, bo są jedyną siłą przygotowaną organizacyjnie i moralnie do przejęcia władzy. W miarę ich sukcesów nasilać się będzie opozycja, mogąca liczyć na wsparcie nie tylko USA i UE, ale także krajów ościennych. Ich pełny sukces nie jest na rękę Rosji, a także republik środkowoazjatyckich, Pakistanu, Iranu, Turcji. Znów Afganistan stanie się strefą rywalizacji wielkich mocarstw, mniejszych mocarstw i całkiem nie mocarnych interesów. Dla nas o dobrze, bo islamscy fundamentaliści będą tracić czas, pieniądze i życie swych bojowników w niekończących się walkach w Afganistanie, i nie starczy im tego na ataki w Europie. Co jednocześnie obnaża negatywną cechę naszej wspólnoty wartości, opartej na demokracji, wolności i prawie stanowionym. Idee "wolność, równość, braterstwo" dotyczą tylko należących do tej wspólnoty. W naszym interesie leży, by wojna domowa w Afganistanie trwała wiecznie, podobnie w Syrii czy Libii. Po to, żeby nie ginęły polskie (amerykańskie, francuskie, rosyjskie etc.) dzieciaki w zamachach terrorystycznych, będą ginąć mali Afgańczycy w wojnie domowej. No cóż, jeśli Bush nazywał tę wojnę "krucjatą", to może - mam nadzieję, że tak było - wierzył, że uda się Afganistan włączyć naszej wspólnoty wartości, opartej na demokracji, wolności i prawie stanowionym. Jeśli tak było, to moralnie jest w porządku. No ale się nie udało.
  2. Tak, oczywiście, poszedłem za cytatem Speedy'ego. Więc władza talibów nad Kabulem trwała 5 lat, ale nigdy nie zdołali opanować całego Afganistanu. Także na terenach opanowanych mieli ruch oporu. Kolejna, zakończona fiaskiem próba ustanowienia władzy centralnej w Afganistanie.
  3. Chodziło mi raczej o władzę, sprawowaną w stylu europejskim. Ale skoro władza pakistańskich talibów trwała w latach 1994-1996, to im też się nie udało.
  4. Ja bym dodał pytanie - jakie byłyby konsekwencje pozostawania "naszych" wojsk w Afganistanie. Nie udało się Brytyjczykom w XIX wieku. Nie udało się ZSRR w XX wieku. I nie udało się USA w XXI wieku. Najwyraźniej tego kraju nie udaje się poddać narzuconym z zewnątrz zasadom. Tak jakoś mi się zdaje, że oni nie chcą mieć ani prezydenta Ghani, ani Abdullaha, oni po prostu nie chcą mieć żadnego prezydenta. Ani żadnej innej władzy centralnej. O ile rozpoczęcie interwencji w 2001 wiązało się z chęcią likwidacji baz szkoleniowych islamskich grup terrorystycznych, to teraz, w epoce GIS i strategicznych dronów można je likwidować punktowo z powietrza/kosmosu. Nie ma konieczności opanowania terytorium. Kiedyś trzeba stwierdzić, że się przegrało.
  5. Koronawirus

    Ratunku, ukradli nam szczepionki. Wczoraj na gov.pl informowano, że dostarczono do Polski 17 158 810, a dziś że tylko 16 497 170. Ukradli nam ponad 660 tysięcy dawek. To sporo, tyle co zużywamy przez 2 dni. Co więcej, proceder okradania nas ze szczepionek trwa już dość długo, bo okazuje się, że już 9 maja dostaliśmy więcej szczepionek, niż dziś. Najbardziej mnie dziwi liczba szczepionek "Stan magazynu (zabezpieczenie drugich dawek)". Wg https://www.gov.pl/web/szczepimysie/raport-szczepien-przeciwko-covid-19 2 maja potrzebowaliśmy zabezpieczyć na drugie dawki tylko 21 tysięcy dawek, jednak 3 maja już 642 tysiące. 5 maja tylko 60 tysięcy, a 6. - już 270 tysięcy. W ciągu ostatnich 5 dni liczba ta ani drgnie, wynosi 103 350, choć dzienna liczba szczepień waha się od 267 tysięcy po 439 tysięcy. Ktoś to jest w stanie pojąć?
  6. Koronawirus

    Problemy oczywiście są podobne w każdym kraju i chyba nie ma takiego, który "zawsze sobie z nimi dobrze radził". Jednakże koń, jaki jest, każdy widzi. W USA pomimo tych problemów w pełni zaszczepiono prawie 33% ludności, a liczba wykonanych szczepień to 75 zastrzyków na 100 mieszkańców. U nas te liczby to odpowiednio: 9% i 34/100. Oczywiście, zaraz się okaże, że to wina Unii, no bo takie mamy przydziały szczepionek, jak Unia zarządziła. Tyle, że to nieprawda. Malta ma już 26% w pełni zaszczepionych, a Węgry - 24%. Węgry wiadomo - Sputnik. Ale Litwa to już prawie 14%, Dania - 13%, Hiszpania - 12%. Różnice wewnątrz UE są spore i niestety nie jesteśmy w czołówce. Katastrofy też nie ma, ot trochę poniżej średniej unijnej - 10%. Ten 1% różnicy to cca 300 tysięcy ludzi. Jeśli chodzi o aktualne tempo szczepień to wykonujemy ich tygodniowo 4,1 na 100 mieszkańców, więcej niż nasi sąsiedzi - Czesi i Słowacy (3,2; 3,7). Ale mniej niż Niemcy i Litwini - 5,7 i 6,0 na 100 mieszkańców tygodniowo. Ale tu też nie ma co rozpaczać. Tragedia jest w testach. W ostatnim tygodniu wykonaliśmy 1100 testów na milion mieszkańców, podczas gdy w Rumunii wykonano ich 1200, na Słowacji i w Niemczech - 2300, na Litwie - 7000, a w Czechach 19300 (sic!!!). W zasadzie analizuję uważnie sytuację u nas i w unijnych krajach ościennych, oraz w Rumunii na dokładkę. Można oczywiście twierdzić, że jak nie ma zachorowań, to i testów mało - niedawno Niedzielski wyraził radość, że zmniejszyła się liczba zrealizowanych testów (!!!). To trochę szok, bo gdzieś jesienią czytałem dramatyczny apel czeskiego polityka (nie pamiętam, czy premiera, czy ministra), który apelował do lekarzy, by zlecali więcej testów, a do obywateli, by się im poddawali. Twierdził, że jeśli powyżej 5% testów jest pozytywnych, to praktycznie nie wiadomo, ile osób jest zarażonych. Obecnie u nas pozytywnych jest 11% testów, a liczba wykonywanych testów spada. To świetny wynik na miarę naszych możliwości, bo miesiąc temu było to 31,8%. Dla unijnych krajów ościennych te liczby wyglądają następująco: Niemcy - 8,1%, 7,4%; Litwa - 6,2%, 7,5%; Słowacja - 3,3%, 13,2%; Czechy - 0,1%, 3,2%. Zaś w Rumunii - 5,6%, 15,5%. Na tle innych państw UE za nami pod względem liczby testów, wykonanych w ciągu całej epidemii, na milion mieszkańców pozostaje tylko Bułgaria, a jeśli chodzi o odsetek testów pozytywnych - tylko Słowenia. Niestety odsetek testów pozytywnych dobrze się koreluje z liczbą zmarłych z powodu covid na milion mieszkańców (współczynnik korelacji ponad 0,6, biorąc pod uwagę wartości od marca 2020). A my nadal testujemy tylko tych, którzy mają objawy. No wielu - w tym ja - testuje się "na wszelki wypadek" prywatnie za 470 zł.
  7. Koronawirus

    Wreszcie miałem okazję zapoznać się z obszerną analizą Secesjonisty i trudno nie zauważyć, że często powtarza się tam słowo: Że w jednym artykule jest sio, a w drugim owo, że nawet w jednym artykule autor jest niespójny i niekonsekwentny. Przypomnę Secesjoniście, że "Polityka" (nota bene, jak cudzysłów, to po co jeszcze kursywa) nie jest organem prasowym żadnej organizacji politycznej, a utrzymuje się w znacznej mierze ze wpływów od sprzedaży. Publikuje materiały autorów, którzy mają różne poglądy, zdaniem redakcji - interesujące. Nie ma do dyspozycji jakiś centrów analiz, utrzymywanych z pieniędzy podatników, więc i materiały redakcyjne bazują na informacjach ogólnie dostępnych. Drugą "mantrą" Secesjonisty jest słowo: opozycja. Opozycja powiedziała to, opozycja powiedziała tamto... Znów niekonsekwentnie, niespójnie, wręcz głupio. Przypomnę Secesjoniście, że w skład owej "opozycji" wchodzi kilka ugrupowań parlamentarnych, reprezentowanych przez dość różnorodne osoby, od Korwin-Mikkego po Zandberga. Oraz większej liczby ugrupowań pozaparlamentarnych, a także (czy przede wszystkim) obywateli, którzy - tak jak ja - wyrażają swą opinię. I nie widzę nic dziwnego w tym, że te opinie są niespójne, sprzeczne, a nawet bywają po prostu głupie. Niepokoił bym się, gdyby było inaczej, bo to świadczyłoby o tym, że wszyscy dostajemy co kilka godzin sms z "przekazem dnia". Zapewniam Secesjonistę, że nie dostaję takich sms. Natomiast rząd - przeciwnie. Ma obowiązek systematycznie przekazywać łatwo dostępne informacje aktualne, rzetelne, spójne i kompletne. Za pieniądze podatników. I w tym przynajmniej się zgadzamy, że tego w taki sposób nie robi. A co do wartości mych prognoz - jutro lub kiedy indziej.
  8. Koronawirus

    Istotnie, nie widzę powodu, by cokolwiek prostować. To co ogłoszono na rządowej konferencji brzmiało "280 tysięcy tygodniowo" i tyle. Na bazie tej informacji opierałem swe wyliczenia. Faktem jest, że obecnie szczepimy szybciej, być może dzięki temu, że nie tylko jancet dokonał tych wyliczeń. Oto siła opinii publicznej.
  9. Lektury szkolne - czy jest sens czytać je?

    Ja jednak pisałem o studentach, nie o uczniach podstawówki. Może powinienem napisać "przekaz alfanumeryczny i goły przekaz werbalny", byłoby bardziej precyzyjnie. Natomiast chodziło mi raczej o to, że w warunkach zaliczenia zdalnego studenci mogą sobie przygotować materiały, gotowce, ściągawki - jak zwał, tak zwał. A i tak sobie nie radzą z tym zaliczeniem, choć zasady i zadania daję te same, co dawałem w warunkach kontrolowanej samodzielności. Wyniki były gorsze, niż przed epidemią. Ja jestem jednak tu większym optymistą i uważam, że kontakt ze sztuką "uszlachetnia". Szczególnie z tzw. "wysoką", ale chyba nawet "majteczki w kropeczki" są lepsze, niż nic. I to, że kogoś nie uszlachetniły, statystycznie niczego nie dowodzi. Ja w każdym razie czuję, że dzięki kontaktowi ze sztuką mój świat jest piękniejszy. Mi się to zdaje oczywiste i bez badań. Absolutnie - nie. To tu się fundamentalnie nie zgadzamy. A czemu? Mi się zdaje, że dzięki przeczytaniu tysięcy książek i artykułów, umiem w miarę precyzyjnie formułować swe opinie, a także polecenia, dokumenty itp. , tudzież rozumiem to, co do mnie mówią studenci, podwładni, koledzy, przełożeni, o rodzinie nie zapominając. Etc. etc. Jeśli lekcje polskiego nie mają przygotowywać do życia społecznego, to po co są? Można olać tabliczkę mnożenia. 20-latkowie i tak już jej nie znają. Można olać zapamiętywanie wzorów - ja w czasach przed epidemicznych podawałem na zaliczeniach każdy wzór, który był na wykładzie. Nie można olać rozumienia wzorów. Ja też tego nie napisałem. Tyle, że taka jest prawda. Ja tego tak nie rozumiem. Nie wiem, czemu mi przypisujesz takie zalecenie. Ależ czytajcie lektury, dzięki temu lepiej będziecie sobie radzić w kontaktach społecznych. Lepiej rozumieć własne emocje, lepiej je wyrażać. Etc., etc. Kiepskie można sobie darować. A te naprawdę dobre promować. Pasek się obroni, a Sęp-Sarzyński... może czytałem, ale nie pamiętam.
  10. Transliteracja

    Ja też. Po prostu "alt" za krótko przycisnąłem.
  11. Lektury szkolne - czy jest sens czytać je?

    Ja też, tamto "ja" to była figura retoryczna, niezwiązana z moją osobą. A tak w ogóle to ja o cielęciu, a Ty o koźlęciu. Pewnie świat byłby piękniejszy, gdyby młodzi ludzie przeczytali te wszystkie książki z zainteresowaniem. Podobnie pięknie by było, żeby dość proste polecenie potrafili przeczytać ze zrozumieniem. A nie tak, jak jeden z moich niegdysiejszych studentów, wybitnie awanturujący się, że strasznie wiele wymagam, zrobił: polecenie było "narysuj", a odpowiedź: "7,25". Tylko, jak przecież nie tylko ja napisałem, wcale nie trzeba czytać tych dzieł, żeby zdać, a nawet dostać 5 czy 6. Wystarczy obkuć bryki. A nauczyciel pyta raczej o fabułę, a nie o formę. Ja nigdy nie miałem takiego zadania "opisz jakieś ciekawe zdarzenie z Twego życia językiem Trylogii Sienkiewicza". Choć język Paska byłby ciekawszy. I nurtującym mnie problemem nie jest nieznajomość charakterystycznych form poezji barokowej, tylko analfabetyzm funkcjonalny. Nauczanie zdalne w szczególny sposób obnażyło jego powszechność, bo odpadła mowa ciała, został goły przekaz alfanumeryczny, z którym studenci sobie nie radzą. Najważniejsze w nauczaniu języka polskiego powinno być uczenie do wyrażania swych poglądów, emocji, a także np. poleceń w mowie i piśmie, a także rozumienie wyrażonych przez innych. Czy tych młodych ludzi ktokolwiek uczy, jak należy powiedzieć podwładnemu, że schrzanił robotę, żeby następnym razem wykonał to dobrze? Sępa-Sarzyńskiego gotów jestem odpuścić.
  12. Osobiście uważam, że gdyby nie było PRL, to w latach 1944-1990 nie byłoby Polski, tylko co najwyżej Polska Socjalistyczna Republika Radziecka. Nie za bardzo mogę dostrzec powód, dla którego Armia Czerwona miałaby opuścić zajęte przez siebie ziemie i oddać je wrogom swego państwa. Miłoszewski podjął się literackiego opracowania sytuacji, w której Polska pozostaje wprawdzie przyjazna ZSRR, ale dominują w niej wpływy Francji de Gaulle'a, można domniemywać, że tez przyjaznej ZSRR. Wizja niespecjalnie sympatyczna. Natomiast w realnie istniejącym PRL wcale nie wykluczano przystąpienia do planu Marshalla, podjęto rozmowy, no ostateczna decyzja Kremla była negatywna.
  13. Wasze zdjęcia

    To daleko idąca dygresja, ale ta angielska transliteracja mnie trochę wkurza. Pisze do mnie studentka, która oficjalnie w Polsce nazywa się Dziyana Shumilava. Na szczęście widzę jej rodzimy identyfikator: Диана Шумилова. Czyli Diana Szumiłowa. Tak mi się skojarzyło z tym Yamal - Ямаль - Jamal. A zdjęcia super.
  14. Koronawirus

    Dobra wiadomość. No cóż, jestem po pierwszej dawce szczepionki. Oxford AstraZeneca. Samo kłucie - prawie nie czuć. Potem jakieś dziwnie się czułem, trudno to opisać, dziwny ból głowy, mrowienie w palcach. Równo 12 godzin po - gwałtowne pogorszenie samopoczucia, bóle mięśni i stawów, gorączka, a najgorsze - uczucie duszności. Oddychasz ustami, choć kataru nie masz, a i tak ci duszno. Kolejne 12 godzin - i wszystko minęło. Tak jak się pojawiło w ciągu kwadransa, tak i w kwadrans znikło. Druga dawka - 6 maja. Na odporność jeszcze muszę poczekać tydzień czy dwa. Odporność na zarażenie ponoć na cca 80%, a na śmierć - niemal 100%. Choć nie wiem, czy dotyczy to otyłych, chorych na nadciśnienie, łuszczycę, łuszczycowe zapalenie stawów, cukrzycę i dnę jednocześnie. Ale jakoś lżej na duszy. Zła wiadomość. Mój kolega zmarł na COVID.
  15. Wnikam, wnikam... i nic z tego nie wynika. Wypowiedź brzmiała: Nijak nie mogę wniknąć, że dotyczyła czegoś, a czegoś nie.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.