Jump to content

jancet

Użytkownicy
  • Content count

    2,696
  • Joined

  • Last visited

About jancet

  • Rank
    Ranga: Profesor nadzwyczajny
  • Birthday 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Jaki tam kurek, jaka chorągiewka? Ten ryski (i nie tylko) kogut, to było bydle masywne i trójwymiarowe. Jak pierwszy raz byłem w Rydze, to akurat kogut w jednym kościele był w remoncie i można było mu się przyjrzeć z bliska. Zważyć nie było okazji, ale tak na oko to 100 kilo najmarniej. Poza tym w materiałach informacyjnych wyraźnie stało, że na tym terenie umieszczenie koguta oznaczało przejęcie kościoła przez protestantów.
  2. Nie, jest poza wszelką wątpliwością, że termin "wikidajło" powstał wcześniej, niż film "Psy", i to znacznie wcześniej. Co do tego, jak znacznie, możemy się spierać, ale termin ten był używany powszechnie w latach 70. W to akurat nie wątpię.
  3. No tak niekoniecznie. Nawet, jeśli stwierdzimy fakt, że "wikidajło", jako człowiek o określonych zadaniach, istniał w roku 1992 i, powiedzmy, w roku 1892, to jednak z tego nie musi wynikać, że istniał w roku 1972. Na podstawie moich obserwacji ani nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę. To znaczy ja nigdy w restauracji lub barze takiego gościa nie spotkałem. Ale z drugiej strony mój styl życia i możliwości finansowe powodowały, że nie odwiedzałem raczej lokali w takiej porze doby, gdy taki pracownik mógł być najbardziej potrzebny.
  4. A owe ciekawe informacje znalazłem w artykule pana dr. Mariusza Sampa https://www.onet.pl/informacje/kronikidziejow/kim-byli-dyktatorzy-powstania-listopadowego-wyjasniamy-jak-zorganizowana-byla-wladza-powstancza/2k7hjvg,30bc1058 Ponieważ Internet zmienny jest i za jakiś czas link przestanie działać, więc parę stwierdzeń zacytuję. Prądzyński musiał sporo się natrudzić, by nakłonić Skrzyneckiego do kontynuowania ofensywy. I po raz kolejny obmyślił plan rozbicia nieprzyjaciela. Skrzynecki wprawdzie go zaaprobował, jednak nie popisał się z jego wykonaniem. Miał wówczas przy sobie ponad 40 000 żołnierzy. Z kolei Rosjan było nieco ponad 20 000. Pomimo posiadanej przewagi, Polacy ponieśli druzgocącą porażkę w bitwie pod Ostrołęką 26 maja. No cóż, Skrzynecki w pierwszej fazie wyprawy na Gwardie faktycznie miał trochę ponad 40 tys. żołnierzy, tak ze 41 tys. Ale przeciwnik miał na tym terenie jednak nie 20, a 28 tysięcy (Gwardie i grupa Sackena). Nie mam w tech chwili czasu dokonywać własnych wyliczeń, opieram się na HB Leszczyńskiego. To i tak znacząca przewaga, tyle że do żadnej bitwy przy tym stosunku sił nie doszło, bo przeciwnik się wycofał. Zaś podczas bitwy pod Ostrołęką przewaga liczebna była już po stronie przeciwnika. To, że tak, powiem kluczowy problem, pomniejszych kwiatków też jest sporo. Choćby tytuł: "Kim byli dyktatorzy powstania listopadowego?". A ilu ich było? O ile wiem, to sztuk raz. Gen. Radziwiłł nie sprawdził się jako dyktator powstańczy. Zaiste, bo nim nie był. Rząd Narodowy 26 lutego na nowego przywódcę powstania wybrał gen. Jana Skrzyneckiego. No cóż - nieprawda. Wybrał Naczelnego Wodza, podlegającego Rządowi. Na stanowiska dowódców poszczególnych dywizji Skrzynecki powołał wiernych sobie oficerów: - Antoniego Giełguda - Kazimierza Małachowskiego - Henryka Milberga - Macieja Rybińskiego Pomijam drobiazg, że byli oni generałami, ale to dowódcy dywizji piechoty. A co z jazdą? Choć autor szumnie twierdzi, że Wyjaśniamy, jak zorganizowana była władza powstańcza, to o tym nie pisze niemal nic, poza wspomnianymi nieprawdami. W artykule w ogóle nie wspomina ks. Adama Czartoryskiego, który stał na czele głównej władzy, której naczelni wodzowie, przynajmniej formalnie, podlegali. Po co coś takiego pisze świeżo upieczony pan doktor, specjalista od Średniowiecza, doktorant Akademii Pomorskiej w Słupsku? Czy nie stawia w ten sposób w złym świetle uczelni, która mu ten stopień naukowy przyznała? Kim byli dyktatorzy powstania listopadowego?
  5. Niewątpliwie, podejrzewam, że dużo wcześniej, pewnie przed I wojną i słowo już było używane, i profesja istniała, choć dowodów na to nie mam żadnych. Tylko i tak nie wiem, co z tego wynika?
  6. Mnie zaciekawił kogut, jako symbol umieszczany na kościołach luterańskich np. w Rydze. Tam, gdzie zwykle jest krzyż, widzimy wielkiego, blaszanego koguta. Czemu luteranom wadził krzyż, to mogę pojąć, że dla odróżnienia się. Ale dlaczego kogut?
  7. Znaczy błędna jest hipoteza, że to na Bliskim Wschodzie udomowiono "coś", czego potomkowie dziś zwani są psami, czy też błędem jest twierdzenie, że to "coś" można uznać za tożsame z dzisiejszymi wilkami? Tak na mój rozum, to to drugie. Ale ja tam tępy inżynier jestem. Przy czym ma to nader ograniczone znaczenie z punktu widzenia przytaczanej przeze mnie tezy. Na Bliskim Wschodzie dziś dzikich wilków mało. Dzikich (nie zdziczałych) psów też brak. Tezy o tym, że psy/wilki udomowiono w północnej części Eurazji, gdzie wilków mamy pod dostatkiem, też nie dostrzegam. Ergo: w regionie, w którym pojawiły się udomowione psy, ich dziki przodek wyginął lub jest bliski wyginięcia. Cnd. Powstaje pytanie: czy w odniesieniu do wilków nikt tego nie próbował robić, czy też nikomu się nie udało? To mnie trochę szokuje. Czyli jeśli samiec ogar pokryłby moją ogrzycę, to miałyby pewną pulę genetyczną, nazwijmy ją X. Gdyby samiec bernardyn sąsiada pokrył bernardynicę, to też miałyby pulę genetyczną X. Jednak gdyby bernardyn sąsiada pokrył moją sukę rasy ogar, to byłby z tego kundel, który miałyby pulę genetyczną Y ??? Ma to sens?
  8. Nie za bardzo mam ochotę wdawać się w dyskusje o definicji władzy, jednak odnosiłem się do Twego tekstu, w którym jednoznacznie odnosiłeś się do takiej władzy, która dysponuje środkami nacisku i przemocy. Milicja, partia etc. Samoorganizowanie się społeczeństwa raczej owej władzy było nie w smak, ale komitetom kolejkowym nie przeszkadzała. Nie wiem, jak rozumiesz pojęcie "nomenklatura", ale ja za przedstawicieli nomenklatury biorę ludzi na wszystkich stanowiskach, których zajmowanie było uwarunkowane zgodą odpowiedniej komórki PZPR. Tak w Warszawie to chyba z połowa mieszkańców. I zapewniam Cię, że większość z nich stała w kolejkach. Ja tam żadnego "sklepu za żółtymi firankami" nie pamiętam. A że były inne sposoby pozyskiwania dóbr deficytowych, to fakt. Oficjalne i nieoficjalne.
  9. Tomaszu, nie jestem ani z tych, ani z Tychów :-), nie wiem, jak tam było. Ja z Mokotowa. W czasach licealnych imprezowałem głównie na Stegnach, to było w znacznej mierze osiedle osób, albo związanych z "resortami siłowymi", albo mających do nich dobre dojścia. Oczywiście ormowca tam nie spotkałeś, za wysokie progi. Ale wielu z moich kolegów miało rodziców na etatach, powiązanych ze służbami czy sądownictwem. Powiązanie nie musiało być ideowe, tak mi się przypomniał lekarz medycyny sądowej, ojciec mych serdecznych przyjaciół.
  10. Ja jednak pozostaję przy swoim zdaniu. Nie za bardzo mogę dostrzec wpływ charakteru władzy na zachowania w sytuacjach, w których żadnego reprezentanta owej władzy nie ma. Choć czasem wydaje mi się, że o bezpieczeństwo własnego biznesu dziś dba się przesadnie. Ponieważ może zdarzyć się kradzież w supermarkecie, to zatrudnimy ochronę i zamontujemy kamery, żeby temu zapobiec. Pomimo że złodziejem jest pewnie jedna osoba na 100 tysięcy klientów i cała ta ochrona kosztuje 10 razy więcej, niż wartość ewentualnie ukradzionych towarów. Natomiast owe 40 lat temu w zasadzie każdy mógł pojechać do innej dzielnicy, przeskoczyć przez ladę, zastraszyć ekspedientkę i zabrać z półki 10 flaszek wódki, także w czasie, gdy była na kartki. Zupełnie bezkarnie, bo przecież żadnego monitoringu nie było, a w obcej dzielnicy nikt by go nie rozpoznał. Mimo to nie słyszałem o takich zdarzeniach. A słynne "komitety kolejkowe"? Przecież żadna władza za nimi nie stała, ani żaden prawny przepis. A ludzie się podporządkowywali. 40 lat temu, jak prywatka stała się bardzo głośna i przeciągnęła się do wczesnych godzin porannych, to sąsiedzi raczej stukali w ściany, albo do drzwi. Nie wzywali milicji, to była jakaś absolutna ostateczność. A kolega czy koleżanka, w których mieszkaniu się to działo, obiecywali że teraz będzie ciszej (choć pewnie nie było), a nazajutrz sąsiadów przepraszali, jakiś kwiatek wręczali i obiecywali, że się to nie powtórzy, choć oczywiście się powtarzało. A dziś staję twarzą w twarz z takim młodym "człowiekiem" który wprost mi mówi, że niczego nie ściszy, bo doskonale wie, że na policję to ja sobie mogę dzwonić, i tak nie przyjadą, o straży parku krajobrazowego nie wspominając.
  11. Bo początki takie miłe nie były. Zaproszenie obcego mocarstwa do rozstrzygnięcia wojny domowej...
  12. Podobnie jak Komar mogę podzielić się tylko swoimi wspomnieniami z końca lat 70-ych i pierwszej połowie lat 80-ych, kiedy w miarę często bywałem w klubach studenckich "Stodoła", "Remont", ze dwa razy także w SGPiS-owkim "Parku". Częściej na koncertach, niż dyskotekach. Bramkarze stali na bramce i albo asystowali przy sprzedaży/sprawdzaniu biletów lub wejściówek, albo sami to robili (to drugie rzadziej). Stawiam 10:1, że nie byli na etacie klubów. Zlecenia, bardzo możliwe, że przez studenckie spółdzielnie pracy. Nie sądzę, by wywodzili się z klubów sportów walki, które wówczas na PW były bardzo prężne, jakieś kiukoszinkaj czy coś podobnego. Z bardzo prostego powodu - ci sportowcy do zwykle były chłopaki o drobnej budowie ciała, a chodziło o postawienie mięśniaków, którzy swym wyglądem budzili respekt. Raczej z kulturystów. Natomiast były to zdecydowanie młode osoby, żadni emeryci ze służb. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek miał okazję obserwować ich interwencję podczas bójki, no może raz, ale to raczej było zapobieżenie. Z czego oczywiście nie wynika, że takowych nie było, ja żem był student (a potem młody pracownik) PW spokojny z raczej opuszczałem te kluby trochę po północy. Częściej widywałem wyciąganie "zwłok" z kibla, wertykalizację owych i wyprowadzenie na Batorego lub Polną. W zwykłych sklepach żadnej ochrony nigdy nie widziałem, ale trzeba pamiętać, że dominowała sprzedaż "zza lady". Może kiedyś usłyszałem od sprzedawczyni "jak się Państwo nie uspokoicie, to ja nie będę sprzedawać", co absolutnie wystarczało. Będę popierać tych dyskutantów, którzy twierdzą, że kiedyś było inaczej. 40 lat temu poczucie przyzwoitości było nader ważne. "Nie zrobię tego, bo tego robić nie należy". Nawet po pijaku to nieźle działało, choć nie bez wyjątków. A także "skoro rozrabiałem, to mnie wywalili" - i nikt nie wnikał, na jakiej podstawie prawnej. Z drugiej strony pamiętam, że wracając nad ranem po imprezie, brało się butelkę mleka z kontenerów, które już stały pod blokami i piło. Nikt się nie przejmował tym, że to przecież czyjaś własność. Podobnie jak z chodzeniem "na zupkę" do studenckich stołówek. Ale to już inna bajka.
  13. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Wiesz, wychodzi mi, że jestem wystarczająco inteligentny, by pojąć, o jaki pakt rodzinny Ci chodzi. Musiał być zawarty w czasie, gdy we Francji i Hiszpanii panowała ta sama "rodzina" - Burbonowie. To raczej oczywiste. Natomiast jakoś moja pamięć dostrzega taki fakt, że w 1789 roku Burbonowie we Francji zostali pozbawieni władzy, a wkrótce potem także głów. I raczej trudno mi sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji Burbonowie hiszpańscy nadal respektują "pakt rodzinny", no bo nie ma z kim, skoro głowy zostały oddzielone od reszty ciała. Zaś mówimy o roku 1805, kiedy wprawdzie żyli jacyś potomkowie Burbonów francuskich, ale nie we Francji. Zaś władzę we Francji sprawował jakiś Napoleon z rodziny Bonaparte. Chyba nie był rodziną hiszpańskich Burbonów. Opisywanie zdarzeń z 1808 roku jako przyczyny tego, co się wydarzyło w 1805 roku pozostawię bez komentarza.
  14. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Coś mi tu zgrzyta... Nie wdając się w szczegóły panowania Burbonów w Hiszpanii, to we Francji już chyba nie panowali od lat kilkunastu przed omawianą bitwą. No chyba, że się mylę
  15. Jeśli chodzi o mnie, to nie wierzę. Co nie zmienia faktu, że o kształt naszych wschodnich granic w latach 1918-1920 nikt też mieszkańców tych ziem nie pytał.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.