Jump to content

jancet

Użytkownicy
  • Content count

    2,774
  • Joined

  • Last visited

About jancet

  • Rank
    Ranga: Profesor nadzwyczajny
  • Birthday 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Wojna grecko-turecka 1920-1922

    Fragment literackiej opowieści o tej wojnie - w formie listu. W Azji mniejszej na początku nie byliśmy na pierwszej linii, z czasem jednak wysłali tam i nasz oddział. Ale nie twórz sobie jakiś strasznych obrazów w głowie. Turcy szybko się wycofywali. Od czasu do czasu tylko kilka strzałów, kiedy wpadliśmy akurat na tsetów [partyzantów], którzy zostali w tyle, ale nie było to poważne zagrożenie. Było jednak okrutnie. Mieliśmy rozkazy, żeby wyrzucić Turków z okolicy, a takich spraw nie załatwia się uprzejmościami. Może powiem inaczej: kosiliśmy i sialiśmy solą. Nikt ci nie powie, co tam zrobił, ale [...] zapomnieliśmy, jak to jest być człowiekiem. Czasem widzę na ulicy tych, którzy wrócili z mojego rzutu, i myślę sobie, że widziałem na własne oczy, co robił każdy z nich, i dreszcz mnie przechodzi. No ale znowu: może ja byłem inny? [...] Pewnego dnia ja i dwóch innych weszliśmy do jakiegoś domu, szukając broni, i znaleźliśmy w środku jedynie kobiety. Jedna staruszka i jedna młoda dziewczyna. Matka i córka. Mówiły, co mówiły, a my na to nic. Przewróciliśmy wszystko do góry nogami, żeby znaleźć broń. Kłamstwa. Chcieliśmy je wyrzucić i szukaliśmy powodu. W pewnym momencie wyszedłem z jednym, jesteśmy w stajni i zabijamy zwierzęta, słyszę krzyki z domu. Zero reakcji. Znowu i znowu. W końcu kończymy, co mamy do roboty, i kiedy wracamy, widzę tego trzeciego, jak wychodzi z domu. Stary, co jest?, pytam. Uśmiecha się do mnie i mówi: Sama tego chciała, dziwka, porządnie ją ukarałem. [...] W jednej ręce trzyma nóż, a w drugiej dwa warkocze. Musisz wiedzieć, że kiedy dookoła działy się takie rzeczy, różne nawyki wychodziły na jaw. Jeden odcinał sutki [...]. Dwa czy trzy dni później wysłali nas, żebyśmy doszczętnie spalili wieś niedaleko Alaşehir. Powiedzieli, żeby nie ostał się ani jeden kamień. Żeby nikt nie przeżył. Zrobiliśmy, co mieliśmy zrobić. Dimostenis Papamarkos, DO T’ A PRES KOTSSIDETE, [w:] Fonos. Zbrodnia po grecku. Książkowe klimaty, Wrocław 2022. Pełny tekst można także znaleźć tu: https://nowogrecka.com/2017/11/26/dimosthenis-papamarkos-do-t-a-pres-kotssidete/ . Szkoda, że nie wiedziałem tego wcześniej, nie przepisywałbym mozolnie tekstu z książki, takiej na papierze. Alaşehir/Philadelphia to miasto w Anatolii jakieś 120 km na wschód od Izmiru/Smyrny. Tereny opanowane przez armią grecką w czerwcu 1920 roku.
  2. Samodzielne wydanie własnej książki

    Chyba mi się zdarza. Dużo czytam na kindlu. Książka ta sama. Choć wolę papier.
  3. Samodzielne wydanie własnej książki

    Nie wiem, co się stało z pracą Atrixa, ale ISBN jest ważny, a nawet niezbędny, jeśli chcesz zaliczyć to, co opublikowałeś, do swego dorobku naukowego czy jakiegoś innego. Jeśli po prostu coś napisałeś - np. wierszyki o matematyce - i zależy Ci tylko na tym, by ludzie to czytali, to ISBN Ci niepotrzebny. Nie wspomniałeś, czy miała ISBN. Jest to powszechna praktyka, bo dzięki temu, jeśli współautorów było nie więcej niż 10, każdy może sobie przypisać 20 punktów. A jeśli podzielimy to na autorskie rozdziały, to tylko po 5. Więc albo razem dostaną 200 punktów, albo 50. Wybór jest prosty. Podaję aktualne liczby punktów z pamięci (już od wielu lat nie piszę i nie redaguję prac naukowych, więc pamięć może mnie zmylić), kiedyś liczba punktów była inna, ale zasada podobna. Więc redaktor nie zabrał Ci Twych 5 punktów, lecz dodał 15. Tak, wiem - punktoza. Nie ja to wymyśliłem, no ale coś tam pamiętam o stosowaniu.
  4. Nie ma II WŚ

    Przeczytałem linkowany tekst i znalazłem informację, że dlatego Hitler przyśpieszył lub wywołał wojnę w 39 roku, że Niemcy miały bardzo duży deficyt budżetowy. Choć dziś tylko 46% jest na ogół marzeniem.
  5. Samodzielne wydanie własnej książki

    Tak, można. Wystarczy zrealizować punkt 5.
  6. Koronawirus

    Szczerze mówiąc, to wśród mych niezbyt licznych krewnych i znajomych (ze 100 osób) można wyodrębnić trzy grupy: 1) najmniej liczna to te osoby, które chorowały na covid, co potwierdziły testem, choćby i antygenowym - kojarzę kilka takich osób. 2) druga, bardziej liczna, to osoby, które bardzo chętnie opowiadają, jak to przechodziły covid, ale żadnego testu nie robiły, 3) trzecia - jednak najliczniejsza - to ci, którzy wciąż czekają.
  7. Koronawirus

    No i w końcu mnie wirus dorwał. Test oczywiście antygenowy, apteczny.
  8. To jest odpowiedź na moje - w gruncie rzeczy całkiem proste - pytanie. Pozostałe zaczepki - zupełnie nie agresywne - pomijam milczeniem.
  9. Nie wiem, o jakim wniosku wspominasz. Żadnego nie wysnułem. Pierwsze strony tematu czytałem. Nie znajduję tam odpowiedzi na swoje pytanie. Mam nadzieję, że niesłusznie wyczuwam agresję ze strony interlokutora. Tak jakby samo zadanie pytania czyniło mnie jego wrogiem. Mam nadzieję, że się mylę. Więc pytanie rozwinę. W latach 1939-1945 hitlerowskie wojska wymordowały miliony obywateli II RP. Chodząc po Warszawie co rusz spotykasz tablice "tu rozstrzelano 88", "tu 246" a "tu 415". W wielu innych miastach też są takie tablice. Po wsiach i lasach także. Więc ponawiam pytanie: dlaczego mord pod Ciepielowem jest tak szczególnie ważny? Ja nie zaprzeczam, że jest szczególnie ważny, ale jeśli jest - dla uczestników tego forum - to pytam się - dlaczego?
  10. Ja od czasu do czasu zaglądam do tego wątku i niezmiennie szokuje minie jedna rzecz. DLACZEGO WYDARZENIA POD CIEPELOWEM SĄ AŻ TAK WAŻNE?
  11. Trochę się pogubiłem. Euklides usiłuje dowieść, że tankietki nie były całkiem bezwartościowe, ja go popieram - w zakresie ochrony, którą dawał pancerz, a on mi zaprzecza. Czasem trudno pojąć intencje interlokutora.
  12. Ja nie wiem, czy dobrze pojąłem. Dotychczas, jeśli chciałem zostać żołnierzem zawodowym, zgłaszałem się do armii i - jeśli spełniałem warunki - podpisywałem kontrakt na ileś tam lat tyle musiałem odsłużyć. Po wprowadzeniu "dobrowolnej służby wojskowej" zgłaszam się do armii i - jeśli spełniam warunki (ponoć łagodniejsze) - mogę zostać żołnierzem bez zobowiązań, to znaczy, że w ciągu roku w każdej chwili mogę powiedzieć, że mi się znudziło i wrócić do cywila. Zapewne kontrakt muszę podpisać dopiero po roku "próby". Jeśli to dobrze zrozumiałem, to ma to jakiś sens. Ale w sumie jasno to z tego tekstu nie wynika. To znaczy być może jest jasne dla tych, którzy znają system rekrutacji na żołnierzy zawodowych. Nota bene, "rekruter" to ktoś prowadzący rekrutację "rekrutów". Tak mi się przynajmniej zdaje.
  13. Speedy, dzięki za informacje. Z nich wynika, że jeśli polskie R-35 dysponowały nowoczesną amunicją podkalibrową, to jak najbardziej mogły niszczyć czołgi niemieckie - choć oczywiście warunki na strzelnicy i w polu walki to nieco inna bajka. Szczerze mówiąc żyłem do dziś w błędnym - jak się okazuje - przekonaniu, że pociski podkalibrowe to lata 40-e. Jeśli masz jakieś informacje (jestem o tym przekonany, że masz) o pociskach podkalibrowych w innych armiach przed 1940 r., chętnie bym się z nimi zapoznał. Nie mam pewności, czy pojęcie "wy wszyscy" mnie obejmuje, ale stanowczo oświadczam, że przytoczonego poglądu w najmniejszej mierze nie podzielam. Wdaliśmy się w dyskusje na temat, że czołg czołgowi nierówny, i że "prawdziwe czołgi" to te, które mogą zniszczyć czołg przeciwnika. Ale oczywiście każdy czołg, także ten "prawdziwy" mógł być zniszczony inną bronią. W innym wątku upierałem się, że zwykła armata ppanc 37 mm Bofors mogła zdziałać więcej, niż takie same działo osadzone na tankietce. Może niepotrzebnie wyręczam Gregskiego, ale jednak przytoczę, że jego informacja dotyczyła strzelania z odległości 100 m. Jeżeli były ostrzeliwane z odległości 200, 300 czy 500 m, to niewiele im groziło. Jednak nie świadczy to, że były odporne na ogień piechoty z odległości 100, 50 czy 20 m. Raczej nikt nie twierdzi (przynajmniej nie ja), że tankietki nie miały żadnej wartości bojowej. Tylko twierdzę, że była ona o wiele mniejsza nawet od Panzer-1. Pomijam pewną specyfikę walk pod Lwowem.
  14. Ja też nie. Kojarzę zdjęcia, przedstawiające naszą tankietkę (typu nie pamiętam), która się zagrzebała w błocie, ponieważ wjechała do rowu przydrożnego bokiem. Istotnie, przy szerokości 1,78 m i wysokości 1,32 m (kadłuba, wieży nie było) musiał być to pojazd dość wrażliwy na przechyły boczne. Ale jadąc prostopadle rów by pokonał. Tylko że na polu walki rowy nie zawsze są prostopadle do kierunku jazdy. Z tą możliwością zniszczenia ogniem broni ręcznej to też ostrożnie. Znaczy z rusznicy przeciwpancernej oczywiście tak, ale ze zwykłego mausera to już nie. CKM jak się dobrze wstrzela, a tankietka się nie rusza, to też pancerz 8 mm w końcu rozwali. Z naciskiem na nawias. Mało ich było i raczej kiepskie. Nie inwestowano w rozwój tego rodzaju broni, bo i po co w kraju, gdzie dróg utwardzonych niewiele.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.