Skocz do zawartości

jancet

Użytkownicy
  • Zawartość

    2,408
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O jancet

  • Tytuł
    Ranga: Profesor wizytujący
  • Urodziny 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Jak Polacy nazywali Wrocław?

    Raczej Vratislav. Stąd przymiotnik - vratislavský. Choć z nazwą Vroclav chyba też w Czechach się zetknąłem. Na Słowacji Vroclav to nazwa oficjalna. W każdym razie nie jest to zamrożona nazwa łacińska. Przede wszystkim za wcześnie, bo Bratislava to oficjalnie 1919 rok.
  2. Chętnie, ale chyba nie w tym wątku. Choć właściwie masz rację - nie powinno być "z założenia", a "z definicji".
  3. AK kontra GL

    Fascynujące. Zatem tego oficera GL gdzieś w roku 42 lub 43 zastrzelono, ponieważ 6 maja 1945 roku ktoś wkroczył do Plzňa ? Ps. Przepraszam za dzielenie postów, ale jak się odwołuję do treści, zawartych na obecnie niewidocznych stronach, to nie znajduję innego rozwiązania.
  4. AK kontra GL

    Nie odnoszę wrażenia, by Secesjonista usiłował umniejszać wkład ZSRR w pokonanie Hitlera. Ja w każdym razie nie usiłuję. Wręcz przeciwnie - usiłuję udowodnić, że poza ZSRR i Wielką Brytanią nie mieliśmy w Europie żadnych innych ważnych sojuszników, toczących regularną wojnę. Im mniejsze znaczenie przypisze się wysiłkowi Wielkiej Brytanii, tym większe znaczenie ma walka Armii Czerwonej i tym bardziej umacnia się teza, że gdyby w latach 1942-1942 Wehrmacht pokonał RKKA, to oznaczałoby kres naszego narodu. Ewentualne zwycięstwo koalicji USA i Wielkiej Brytanii wraz z koloniami przyszłoby bardzo późno, zapewne za późno, o ile by przyszło kiedykolwiek. Fatalnie. Ale czy akcja "Burza" miała miejsce w latach 1942-1943 lub wcześniej? Chyba znów o czymś nie wiem.
  5. AK kontra GL

    Dziwne. Wydaje mi się, że coś wspomniałem o operacji "Wieniec". Zapewne ten wniosek wyciągnąłeś z tego, że nie wymieniłem ich pośród regularnych armii. Brytyjskie bombowce nie bombardowały celów w Niemczech i na terytoriach okupowanych? Niemieckie bombowce nie bombardowały Wysp Brytyjskich? Czy też bombardowanie nie jest atakiem? A tu nawet zagrożenia atakiem nie było. Dziwne. Cnd. Dziękuję za wsparcie i jasne postawienie sprawy. Ani myślę na to coś radzić. Tyle że "wrogim państwem" ZSRR był od 17 września 1939 do 30 lipca 41 roku. A my mówimy o latach 42-43, gdy oba państwa wchodziły w skład sojuszniczej koalicji, czego zerwanie stosunków dyplomatycznych w kwietni 43 roku nie zmieniało - choć faktycznie sytuacja stawała się dość dziwna.
  6. Ależ ja nie napisałem, że nie było. Nota bene każde stwierdzenie, że coś nie istniało, jest z założenia nienaukowe (i niegodne chemika ) , bo nie da się naukowo udowodnić nieistnienia czegoś. Można co najwyżej stwierdzić, że brak jest przesłanek, by twierdzić, że coś takiego istniało/istnieje. Napisałem tylko, że dominowało przekonanie, że coś takiego istnieć nie powinno.
  7. AK kontra GL

    Nie jest moim zamiarem umniejszanie znaczenia zbrodni stalinowskich, ale mimo wszystko chciałbym wiedzieć, kto i na jakiej podstawie dokonał tej oceny. A przy okazji zauważę, że 50 tysięcy + przynajmniej dwukrotnie tyle, daje ponad 150 tysięcy, a nie kilkaset tysięcy. Przy czym - podkreślam - bez względu na to, czy w epoce stalinowskiej "wymordowano, pozmykano w obozach, lub wywieziono" 150 tysięcy polaków czy tylko 15 tysięcy, i tak uważam system stalinowski za zbrodniczy i godny potępienia. Jednak naród polski przetrwał te 9 lat stalinizmu, a następnie 36 lat kolejnych wersji radzieckiej opresji. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że gdyby Hitler wygrał, to w 1989 roku nie byłoby Polaków nad Wisłą. Widzisz, Ciekawy - ja rozmawiałem z wieloma ludźmi, pamiętających II WŚ z autopsji. A nawet z takimi, którzy pamiętali rok 1917 w Moskwie. Weryfikacja przebiegu zdarzeń należała do autora książki, ja jej nie będę dokonywać. Choć każde świadectwo może być fałszywe, i ustne, i pisemne. Ale zaciekawił mnie Twój stosunek do tych wydarzeń: czy, wg Ciebie, zdarzały się sytuacje, gdy oddziały AK likwidowały oficerów GL i wzajemnie - oddziały GL likwidowały oficerów AK? Bo przedtem odnosiłem wrażenie, że twierdzisz, iż likwidowanie oficerów GL było słuszne, a teraz podajesz w wątpliwość, czy w ogóle miało miejsce? Zdecyduj się. Mam nadzieję, że już nie będziemy, ponieważ nie wykazałeś w tym moim poście ani odrobiny mijania się z prawdą. W latach 1942-1943 jedynymi państwami, które w Europie toczyły regularną walkę z Niemcami i ich sojusznikami były Wielka Brytania i Związek Radziecki. Oczywiście także oddziały polskie, belgijskie, francuskie, holenderskie, norweskie, stacjonujące na terenie Wielkiej Brytanii, ale to były państwa bez terytorium. Szkoda, Jakoberze, bo to, co niedawno napisałeś, to był chyba najciekawszy post na tym forum, który dane mi było przeczytać.
  8. AK kontra GL

    Ależ bez najmniejszego problemu. Oczywiście na wstępie wyrażę opinię, że nieliczenie walk na morzach (otaczających Europę) oraz w powietrzu, ponad lądami Europy i otaczającymi ją morzami, jest jakąś aberracją. Czyżby Ciekawy nie zdawał sobie sprawy, że panowanie na morzach i w powietrzu było czynnikiem kluczowym dla rozstrzygnięcia tamtej wojny? Ale na lądzie też walczono. Czy taki brytyjski/niemiecki ochotnik, siedzący na jakimś dachu z lornetką i telefonem, uczestniczy w walce, choć nie strzela? Moim zdaniem uczestniczy i jest na lądzie. Czy taki żołnierz, obsługujący reflektor przeciwlotniczy, uczestniczy w walce, choć nie strzela. Moim zdaniem uczestniczy i jest na lądzie. Jeśli zginął w wyniku zbombardowania baterii reflektorów, to wcześniej nie walczył? Czy artylerzysta, strzelający do wrogich samolotów, nie uczestniczy w walce, czy też nie jest na lądzie? A może nie może zginąć? Czy cywil, który zginął w zbombardowanym domu, zginął w wyniku walki, czy też w wyniku mieszkania w nieodpowiednim domu? Określenie walk w Europie w latach 1942-1943 pomiędzy Niemcami i ich sojusznikami, a Wielką Brytanią, w których uczestniczyły miliony ludzi i ginęły ich tysiące z każdej walczących stron mianem Sitzkrieg jest nie tylko głupie, jest HANIEBNE !!!
  9. Tak. No właśnie. Do góry nogami. Nie przewrócony, ale odwrócony. Do 1939 roku dominowało przekonanie, że poszczególne państwa dbają o swoje interesy, posługując się w tym celu także przemocą. Silniejszy może zaatakować słabszego, do czegoś go zmusić, odebrać mu część terytorium, albo nawet podbić w całości. A ludność podbitego państwa, czyli nowych swych obywateli, może np. wynaradawiać. Ale w głowie się nie mieściło, że może ją po prostu zamienić w niewolników albo wymordować. Jednakże pod koniec 1. poł. XX wieku pojawiły się mocarstwa - Niemcy i ZSRR, które nie miały takich skrupułów. Wręcz własnych obywateli traktowały jak niewolników. Z pomocą trochę łagodniejszego szatana pokonanego tego najgorszego, ale cena za tą pomoc okazała się zbyt duża. Dlatego państwa, które przestrzegają pewnych reguł, wyrzekły się przemocy w stosunkach wzajemnych i przyrzekły sobie pomagać wobec państw, które tych reguł nie przestrzegają. A po 1989 roku udało się nam przenieść do obozu państw, przestrzegających tych reguł. Gdyby Stalin ograniczył swe apetyty do linii Królewiec - Odessa, zapewne długo jeszcze dominowałoby przekonanie, że poszczególne państwa dbają o swoje interesy, posługując się w tym celu także przemocą. Silniejszy może zaatakować słabszego, do czegoś go zmusić, odebrać mu część terytorium, albo nawet podbić w całości. A ludność podbitego państwa, czyli nowych swych obywateli, może np. wynaradawiać. A ono nie jest dla nas korzystne.
  10. Londyn to może nie najlepszy przykład, może lepiej - Paryż ? Udowadnia to to, że wydarzenia - późno, bo późno - ale potoczyły się dla nas, Polaków w sposób bardzo korzystny. Należymy do najpotężniejszego sojuszu militarnego świata i jesteśmy istotnym elementem jednego z największych systemów gospodarczych - Unii Europejskiej. Jeśli nasze władze nie wymyślą czegoś naprawdę kretyńskiego, to w zasadzie nasze państwo i jego granice są bezpieczne. I jeśli ceną za to jest to, że dwa lata temu mieszkałem przy ulicy Mickieciučisa, a nie Mickiewicza, a aby pojechać do Lwowa, muszę swoje odstać na granicy, to ja tę cenę absolutnie akceptuję. I boję się, że każdy inny tok dziejów najnowszych byłby gorszy.
  11. AK kontra GL

    Ależ oczywiście. Tylko że realnie działał na rzecz tego, by na polskiej ziemi już nikogo nie witać jako wyzwolicieli. W 2. połowie 42 roku AK przeprowadza akcję "Wieniec", żeby utrudnić Niemcom transporty na front wschodni. To w czasie bitwy pod Stalingradem. Jakoś dowództwo AK i Sikorski zdawali sobie sprawę, że zwycięstwo Hitlera pod Stalingradem może oznaczać ostateczną zagładę naszego narodu. I że powinniśmy zrobić wszystko, żeby do niego nie doszło. No i dlaczego GL/AL. Ja piszę o zdarzeniu, które dotyczyło oficera GL. W latach 44-45 sytuacja była mocno odmienna, niż w 42 i 43 roku. Pewnych informacji o Katyniu raczej jeszcze nie mieli. Oczywiście. Dokładniej - obcego, sojuszniczego mocarstwa, działająca na terenie okupowanym przez siły, obcego, ale wrogiego mocarstwa. Choć sojusz z jednym mocarstwem był wymuszony i nader chłodny, to wrogość drugiego mocarstwa bezpośrednia i bardzo gorąca. Jeśli na terenie, znajdującym się we władaniu wroga, zabijasz agenta sojusznika, choćby i niemiłego ale jednak sojusznika, to faktycznie działasz w interesie wroga. W tym przypadku - hitlerowskich Niemiec. Oni by też tego Borunia zabili.
  12. Sorry, ale co ma wspólnego "karnista" - specjalista w zakresie prawa karnego, z "karnistem" - dużym zbiornikiem na płyn?
  13. Kolega Marecki jakoś nierozmowny w tej kwestii, więc go wesprę. Powiedzmy tak - Kursk pozostaje nierozstrzygnięty i armia niemiecka z sowiecką tłuką się gdzieś na wschodzie, przepychając front to w lewo, to w prawo pomiędzy Dnieprem a Wołgą aż do lata 44, wyczerpując wzajemnie swe siły i środki. Latem 44 alianci ląduj we Francji, może równolegle, czy wcześniej we Włoszech i na Bałkanach i wchodzą jak w masło. Front zachodni pęka, frontu wschodniego też nie daje się utrzymać, ale Niemcom jakoś się udaje powstrzymać przeciwnika gdzieś na linii Niemen-Styr, czyli z grubsza wzdłuż granatowej linii Mareckiego, dzięki czemu Sowieci nie wkraczają na tereny etnicznie niemieckie. Na tą linię wchodzą wojska aliantów, w tym polskie, SS idzie do niewoli, Wehrmacht uznaje zwierzchność aliantów. Do konferencji pokojowej przystępujemy w sytuacji, gdy na lewo od granatowej linii mamy zwycięską demokrację, na prawo zaś - stalinowską dyktaturę. Wtedy moglibyśmy uzyskać granicę wschodnią bardzo podobną, do owej granatowej linii, z tym że Stalin bardzo twardo żądał by Grodna i swobody żeglugi na Niemnie, natomiast my moglibyśmy uzyskać Pregołę i Królewiec. W takiej sytuacji nie widzę możliwości znaczącego przesunięcia granic zachodnich Polski - powiedzmy Opole, Słupsk, obok Gdańska i Królewca byłyby dla nas osiągalne. Demokracja wyklucza dalszą ekspansję poza etniczne granice. No może mielibyśmy też swoją strefę okupacyjną. Stworzylibyśmy państwo w granicach znacznie korzystniejszych, niż te z 1938, choć terytorialne raczej mniejsze, lub zbliżone. RP pozostawałaby państwem wielonarodowym, z układem powiedzmy Polacy - 50%, Niemcy - 25%, Ukraińcy - 20%, inni - 5%. Czy byłby to dla nas układ bardziej korzystny? Na pewno mielibyśmy walkę z UPA, mając w swych granicach. I oczywiście Werwolf. Niemcy zostaliby po raz drugi pokonani i upokorzeni, ale nie przeżyliby traumy Sowietów w Berlinie, masowych wysiedleń, utraty tak znacznej części terytorium i podziału pozostałego. Zapewne dość szybko do głosu doszłyby tendencje rewanżystowskie. ZSRR byłby zapewne głęboko rozczarowany tym, że tak ogromne ofiary poniósł, a tak niewiele dostał. W porównaniu z rokiem 1941 nawet by się cofnął. Zachodnie demokracje, w sytuacji gdy Stalin jest gdzieś za Niemnem, a nie za Łabą, nie czuliby się szczególnie przez niego zagrożeni. Zapewne nie powstałoby NATO, ani żadna wspólnota węgla i stali. Trudno powiedzieć, czy uważaliby nas za swój bastion, broniący ich przed Sowietami, czy za kłopotliwego partnera, który bez sensu drażni sowieckiego niedźwiedzia, zamiast po prostu uregulować wzajemne stosunki, nawet za cenę Tarnopola i Drohobycza. Jakoś nie wiem, czy byłoby to dla nas lepsze, niż to co jest. Tym bardziej, że dziś do Lwowa i Wilna mogę pojechać, kiedy tylko zechcę, a w Wilnie mogę też zamieszkać, jeśli mnie najdzie taka ochota.
  14. AK kontra GL

    Generalnie to kolega Ciekawy powinien wiedzieć, że Wyspy Brytyjskie są częścią Europy, zatem każdy żołnierz, stacjonujący na tych wyspach, uczestniczył w wojnie w Europie, podobnie jak zresztą każdy obywatel brytyjski, tam przebywający. Taa... nawet kilka z nich miało jakieś regularne oddziały na Wyspach, tyle że nie miało swego terytorium. Słaba pociecha. A Hawaje są w Europie? Wojna na Pacyfiku przez kilka pierwszych miesięcy spowodowała pogorszenie sytuacji aliantów w Afryce Północnej, która jest jednak trochę bliżej Europy, niż Hawaje. Stalin pewnie też się nie ucieszył, że ma nowego przeciwnika. Raczej nie poprawiło to bezpośrednio sytuacji aliantów na froncie wschodnim. Coś tam słyszałem. Czy aby napewno było to w Europie? Powtarzam się - ale ja nie wiem, kiedy tego Borunia zabito. Skoro mowa o GL, to trzeba przyjąć, że pomiędzy 28 marca 1942 a 31 grudnia 1943. Lądowanie na Sycylii to 10 lipca - 17 sierpnia 43. Zatem statystycznie rzecz biorąc, prawdopodobieństwo że Boruń został zabity przed rozpoczęciem tegoż lądowania wynosi 73%, a że przed zakończeniem - 79%. Prawdopodobieństwo, że ów niski stopniem oficer oddziału partyzanckiego AK o tym nie wiedział - jeszcze wyższe. A nawet jeśli wiedział o Sycylii, to co? Mógł wówczas żywić uzasadnione przekonanie, że dla Polski będzie lepiej, jak Niemcy podbiją ZSRR ?
  15. Husytyzm

    Tyle że te rozruchy były na tle religijnym. Husyci zdecydowanie nie uznawali rozdziału religii od władzy, który dziś zwiemy rozdziałem Kościoła od Państwa. Nie rozumiem. Niezbyt wiele wiem na temat hustyzmu, ale wydaje mi się, że to nie było tak, że ktoś tam w Pradze wpadł na taki koncept, zwany husytyzmem i potem tworzono także "w terenie" podwójne struktury - znaczy ksiądz proboszcz słuchał biskupa, ale obok miał swą kapliczkę ksiądz husyta, który biskupa nie poważał. Wydaje mi się, że raczej wyglądało to tak, że jeden ksiądz proboszcz przyjmował husyckie idee, a drugi... a drugi może i nie chciał, ale musiał. Husytyzm nie ograniczał się do Pragi. Co do tego, jak pobierano dziesięcinę na terenie miast, to nie mam pojęcia, ale jakoś jakąś dań pobierano. Jakiś mechanizm istniał. Kościoły miejskie egzystowały całkiem dobrze, czy to katolickie, czy to husyckie. Przy okazji nadmienię, że ten dychotomizm husycki - katolicki wówczas raczej nie istniał. Husyci uważali się po prostu za lepszych katolików. Brednie, brednie, brednie!!! Konstanty (zwany później Cyrylem) wprawdzie spędził kilka lat w Tesalonikach, a obydwaj wywodzą się z Bałkanów, ale opuścili je cca 100 lat przed powstaniem ruchu bogomilców, który niektórzy uznają z źródło katarskiego obrządku, choć wcale nie jest to oczywiste. Nad Morawę, Dunaj i Nitrę udali się na polecenie cesarza - chyba by nie wysyłał tam kogoś, kogo uznawał za heretyków. Sami, przez cały okres swej działalności, uznawali zwierzchnictwo papieża, jeździli do Rzymu po pomoc i zwykle ją uzyskiwali. Trzeba pamiętać, że schizma nastąpiła 200 lat później. Zaś ruch katarski na przełomie XI i XII wieku, czyli 300 lat po śmierci owych kapłanów. Tak, aby Euklidesowi uprzytomnić, co to jest 300 lat, to mu przypomnę, że 300 lat temu był rok 1719. Trochę wcześniej po raz pierwszy do serca Rzplitej wkroczyły wojska rosyjskie, choć niby panował August II Wettin, zwany Mocnym. Na zachodzie Europy niedawno skończyła się krwawa wojna o sukcesję hiszpańską, Ludwik XIV zmarł, a władzę objął XV. 300 lat to naprawdę dużo. Brednie, brednie, brednie !!!
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.