Jump to content

jancet

Użytkownicy
  • Content count

    2,662
  • Joined

  • Last visited

About jancet

  • Rank
    Ranga: Profesor nadzwyczajny
  • Birthday 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Koronawirus

    Trudno rozważnie zaryzykować taką tezę. Dzienna liczba wykrytych przypadków skacze sobie czasem w dół lub w górę, to tak zwany składnik losowy. Wolę posługiwać się średnią liczbą przypadków z ostatnich 7 dni. Ta zaś w Polsce monotonicznie wzrasta, choć trzeba przyznać, że dość wolno. Nie. Każdy analityk powinien być świadom prawa wielkich liczb. To prawda. To też prawda. Te moje analizy to żadna filozofia, każdy może to sam zrobić. Tylko niektórym się nie chce - wtedy mogą skorzystać z moich. Zapraszam. Wiem tyle, co mówi na konferencjach prasowych, więc Secesjonista może się sam tego dowiedzieć. Akurat w tym zakresie nie zamierzam nikogo wyręczać. Tak, trochę fałszują. W Lombardii jest ponoć miasteczko, w którym nie zachorował nikt. Nawet krew im pobierają, by zbadać, czemu są odporni. Moim zdaniem - nie. Ale można też powiedzieć, że gminy w Polsce dzielą się na te, w których już są chorzy, oraz na te, w których będą wkrótce, jeżeli nie będą stosować tych samych restrykcji. Powiedzmy tak: jeśli w Warszawie zamknięte są zakłady fryzjerskie, a w Mińsku - nie, bo tam nie ma potwierdzonych przypadków koronawirusa, to Warszawiacy zaczną jeździć do fryzjera do Mińska i zaraz wirusa zawleką. Natomiast dlaczego mieszkaniec Mińska nie może posiedzieć w parku - to już inna sprawa. Oczywiście, masz rację. Już doskonale wiemy, że społeczeństwa europejskie są mniej zdyscyplinowani, niż Chińczycy z Hubei, i to co było 2 tygodnie temu czarnym scenariuszem, dziś jest marzeniem Włochów, Niemców czy Hiszpanów. Ale muszę podkreślić, że Jancet się spodziewał, że liczba zachorowań będzie trochę wyższa, niż ta średnia geometryczna. I zastrzegam się, że w 8 dni po świętach, czyli 18-20 kwietnia sytuacja może się zmienić radykalnie i żaden model jednowymiarowy tego nie przewidzi. Nonsens. Dwoje ludzi to nie epidemia. Można ich izolować. Epidemia się zaczyna, gdy liczba potwierdzonych przypadków wynosi kilka na milion. Zapewne nie ma jakiejś międzynarodowej normy, ale wszystkie analizowane przeze mnie kraje (państwa, prowincje, stany) zaczynają wdrażać działania przeciwepidemiczne zaraz po przekroczeniu liczby 4 przypadków na milion. I od tej daty zaczynam liczyć początek epidemii. Oczywiście, mógłbym zaczynać od przekroczenia 3 lub 5 przypadków na milion. I znów to niczego nie zmieni, bo to tylko sposób opisu zjawiska, który na jego przebieg nie ma żadnego znaczenia. Niechętnie. Średnia siedmiodniowa to liczba potwierdzonych przypadków z ostatnich 7 dni, podzielona przez 7. Co tu jest do objaśniania? Nota bene dziś na TVN podano informację o malejącej liczbie nowych przypadków we Włoszech. Czy na TVPiS - nie wiem. W każdym razie ja przekazałem tę informację, o ile dobrze pamiętam, 29 lub 30 marca, a TVN - 2 kwietnia. Obecnie ta średnia tygodniowa we Włoszech spadła z 6,500 dziennie do 5,170. Nadal bardzo dużo, ale znacząco mniej. W Niemczech nie jest tak różowo, możemy mówić co najwyżej o stabilizacji liczby zachorowań .
  2. Koronawirus

    Cóż, jeżeli Secesjonista woli czerpać wiedzę o świecie z programu telewizji, z który płaci abonament, to już jego sprawa. Zapewne jednak nie dowiedział się, że we Włoszech od przedwczoraj spada średnia siedmiodniowa liczba nowych przypadków - z 6495 przypadków z 27 marca, czyli 31 dnia epidemii, do do 5507 przypadków wczoraj, czyli 33 dnia. Zapewne nie dowiedział się, że po raz pierwszy doszło do zauważalnego zmniejszenia tego wskaźnika w Niemczech - z 5416 do 5370 wczoraj, czyli w 25 dniu epidemii. Zapewne nie wie też, że w Hubei pierwszy spadek tego wskaźnika odnotowano 15 lutego, czyli w 26 dniu epidemii. Przebieg tych krzywych jest więc zaskakująco podobny. Minister Szumowski zdecydowanie woli płacić pieniądze analitykom, którzy - nota bene - podpowiadają mu to samo, co ja tu prognozuję za darmo. To rzeczywiście przedni pomysł, żeby nie dowiedzieć się niczego. A dlaczego WHO nie ogranicza się do podawania zbiorczych danych dla UE i USA ? W końcu Chiny mają więcej ludności, niż UE i Ameryka Północna razem wzięte. Typowa chińska prowincja ma kilkadziesiąt milionów mieszkańców, niektóre powyżej 100 (np. Henan), czyli tyle, co duże państwa europejskie i stany USA. Sytuacja w nich była bardziej zróżnicowana, niż w państwach UE. Np. W Hubei zachorowało 1159 osób na milion, w sąsiednim Hunan - 15 osób na milion, w sąsiadującym z Hunan Guizhou - trochę ponad 4 osoby, a w kolejnym Yunnan - niecałe 4 osoby na milion. Zmieszajmy to wszystko razem i wyjdzie, że żadnej epidemii w Chinach nie było. No wprawdzie zachorowało 59 osób na milion, ale zmarło raptem 2 osoby na milion, więc o czym tu gadać. Bo tak naprawdę była tylko w prowincji Hubei - poza tą prowincją mamy 10 zachorowań i 0,09 przypadków śmiertelnych na milion. No i na koniec. Jeżeli moje sobotnie spostrzeżenie, że sytuacja w Polsce jest średnią arytmetyczną z Hubei i Hunan w tych samych dniach epidemii, co jak na razie nieźle się sprawdza, to za tydzień 6 kwietnia mielibyśmy mieć ok. 3200 potwierdzonych przypadków, a najwięcej nowych zachorowań - ok. 270 potwierdzonych przypadków - pojutrze. Jednak na moje wyczucie będzie trochę gorzej.
  3. Koronawirus

    Sam mi wyszedł, ale nie tylko ja wpadłem na to, żeby liczyć czas podwojenia liczby potwierdzonych przypadków lub śmierci: https://ourworldindata.org/coronavirus. Tylko że oni biorą za to konkretne pieniądze. A może szanowny Secesjonista jeszcze raz zajrzeć do mego postu z 17 marca? Bo ja tam tylko stwierdziłem, że można w stosunku do Polski zastosować dwa modele: Hubei i Hunan. I przedstawiłem, jak wg tych dwóch skrajnych scenariuszy mogłaby wyglądać sytuacja w Polsce. Co do tego, jak będzie wyglądać, stwierdziłem jedynie w optymistyczny wariant HUNAN to już trudno uwierzyć, że w większości analizowanych przeze mnie krajach przebieg epidemii kształtuje się tak pomiędzy modelem Hubei i modelem Hunan, ale uprzedzałem też, że wiemy już, że sytuacja dziś w Europie jest o wiele gorsza, niż w styczniu czy lutym w Chinach. Z tym ostatnim to trochę się zagalopowałem - wiedzieli o tym ci, którzy analizowali szeregi czasowe. Stan na 17 marca wskazywał, że w państwach europejskich jest lepiej, niż w Hubei, ale widać było prognostyki, że to się zmieni. No i się zmieniło. Dziś w takich krajach europejskich, jak Włochy, Niemcy, Francja, Hiszpania i pewnie wielu innych jest gorzej, niż w analogicznym okresie w Hubei. Najgorzej w Europie jest na Islandii - 2445 przypadków na milion w 26 dniu epidemii wobec 930 w Hubei. Jeszcze gorzej jest w stanie New York, gdzie w 20 dniu epidemii odnotowano 2289 potwierdzonych przypadków, podczas gdy w tym czasie w Hubei jedynie 463. Natomiast w Polsce istotnie jest "pomiędzy Hubei a Hunan". I to niemal pośrodku. Prawie 3 razy gorzej, niż w Hunan i trochę ponad 3 razy lepiej, niż w Hubei. Do 20 marca przebieg epidemii był niemal identyczny, jak w Hubei, od 21 marca zaczęły pojawiać się zauważalne różnice. W 8 dni po wprowadzeniu restrykcji. I dziś można jednoznacznie stwierdzić - radykalne restrykcje przyniosły efekt. Restrykcji na tak radykalnym poziomie w takim etapie rozwoju epidemii, a właściwie przed nim (1,2 przypadków na milion) nie wprowadził żaden inny kraj UE (zdaje się, że Słowenia była o dzień szybsza, ale u nich wtedy było już ponad 10 przypadków na milion) i nie da się dalej prognozować na podstawie analogii do innych krajów. Jesteśmy wyjątkowi !!! Prognozować można jedynie na podstawie ogólnych modeli epidemiologicznych, bardzo zawodnych. Trochę z nimi się bawiłem, na ile czas pozwalał. Ubiegły tydzień poświęciłem wraz z zespołem pracy zdalnej od 8 rano do 22 wieczór, by uruchomić na wydziale studia na odległość z prawdziwego zdarzenia - telekonferencje, webinaria, prezentacje z nagranym głosem, syntezatory mowy, chmury, Firefox send, wirtualne uczelnie itd. W tydzień opanowałem więcej technik komputerowych, niż przez poprzednie 7 lat, co więcej - uczyłem ich innych. Uważam, że to niezłe osiągnięcie, jak na 60-latka. W poniedziałek się dowiem, co z tego wyszło.
  4. Koronawirus

    No i raport z pola walki. Dzisiejsze dane WHO nie budzą zaufania, bowiem w większości krajów między godziną 0:00 a 3:21 czasu pacyficznego (czyli między 17:00 a 20:21 naszego) nie było żadnych zgłoszeń, co zdaje się być niemożliwe. Zapewne dane liczbowe zostaną wkrótce zweryfikowane. Niestety, moje uzasadnione analizą przebiegu epidemii w prowincjach Chin, Japonii i Korei przekonanie, że jeśli na osiągnięcie jakiegoś progu czeka się więcej, niż 5 dni, to następny najprawdopodobniej nie zostanie osiągnięty, nie do końca się sprawdza. W Iranie próg 64 osób na milion przekroczono 8 marca, po 6 dniach przekroczono próg 128 osób, ale po kolejnych 8 dniach został osiągnięty próg 256 osób na milion. To powiedzmy że z grubsza mieści się w określeniu "najprawdopodobniej". Gorzej jest na Islandii. Choć w mediach o Islandii cicho, to właśnie tam jest teraz najwięcej potwierdzonych przypadków na milion mieszkańców - ponad 1500. Tym samym został przekroczony XII próg (1024 osoby na milion), i to raptem w 3 dni po pokonaniu poprzedniego (na co czekano 6 dni). Marnym pocieszeniem dla Islandczyków, że w sumie jest ich tak mało, że liczba stwierdzonych przypadków COVID-19 kiepsko się sprawdza w świetle prawa wielkich liczb, więc stosowanie wobec niej zasad statystycznych jest zawsze ryzykowne.
  5. Koronawirus

    Powiedzmy tak - ja ani na podstawie analizy szeregów czasowych, ani na podstawie swej wiedzy zawodowej czy wyniesionej z systemu edukacji tego stwierdzić nie potrafię. Ty pewnie też nie. Czy epidemiolodzy i wirusolodzy też dostrzegają ten brak podstaw - trzeba się ich pytać, ja nie wiem. Przyjmuję, że liczba testów była i jest wystarczająca dla analizowanych krajów (w tym Polski), bo właściwie nie mam innego wyboru. Jeżeli przyjmę założenie, że dane o o potwierdzonych przypadkach są znacząco niższe, niż liczba zachorowań, pozostaje mi: - olać to wszystko, uchlać się porządnie w dobrym i licznym towarzystwie, a następnie liczyć na łaskę przeznaczenia/boską (niepotrzebne skreślić); - zamknąć się w domu, nie wychylać nosa, zjeść i wypić wszystko co jest do zjedzenia i wypicia, łącznie z psą. Ponieważ powyższe zachowania zdają mi się destrukcyjne, wolę przyjąć, że publikowane dane liczbowe mają sens. Dzięki temu racjonalizuję problem, co rozładowuje stres. Jeżeli dobrze cię zrozumiałem - to nie, wyjdzie bez sensu. Weźmy dwa kraje, o takiej samej liczbie ludności, w tej samej fazie rozwoju epidemii, w której dziennie 200 osób zapada na COVID-19. Jeden kraj jest bogaty, serwuje testy wszystkim chętnym, podejrzanym, chorym, choćby na zwykłe przeziębienie, więc robi ich dziennie 10 tysięcy. I wykrywa 498 przypadków COVID-19. Prawie wszystkie. Drugi kraj jest biedny, szafuje testami oszczędnie, dając je tylko tym, którzy są faktycznie podejrzani o coronawirusa. Rozprowadza 2 tysiące testów i wykrywa 400 przypadków. Oczywiście tak znaczna liczba niewykrytych przypadków stano problem epidemiologiczny, ale licząc procenty testów, wychodziłoby, że jest tam 400 x 10 000 / 2000 = 2000 faktycznych zachorowań, co nijak nie ma się do rzeczywistości. No i trzeci kraj o takiej samej liczbie ludności, w którym choroba dopiero się pojawiła. Jest mało podejrzanych, więc stosuje się tylko 100 testów dziennie i wykrywa 5 przypadków. Gdybym zastosował metodę procentową, wyszłoby mi, że w tym kraju szacunkowa liczba zachorowań wynosi 5 x 10 000 / 100 = 500, co jest kompletnym nonsensem. Chyba że źle Cię zrozumiałem. Pozdrawiam
  6. Koronawirus

    To dość proste. Nie mam w tej chwili danych, aby prognozować przebieg krzywej od 21 marca, ponieważ rząd od 11 marca podejmował ważne decyzje, które mogą wpłynąć zasadniczo na jej kształt. Żeby zaobserwować efekt tych zmian, trzeba zaczekać, gdyż objawy choroby pojawiają się 1-14 dni po zakażeniu, więc można przyjąć, że średnio jest to 7 dni + 1 dzień czekania na wyniki badań. Zważywszy, że decyzje były wdrażane w dniach 12-13 marca, a nawet później, na obserwacje ich skutków musimy poczekać do 24-25 marca, bo prognozowanie na podstawie danych z 1 dnia jest nieco nieodpowiedzialne, choć pewną informację nieść może. Było tam słówko "jeżeli". Jeżeli decyzje rządu okażą się nieskuteczne, to taki najprawdopodobniej będzie przebieg epidemii. Dopóki nie mamy informacji o korzystnym wpływie podjętych decyzji, bezpieczniej zakładać, że go nie będzie. Proszę zajrzeć do protokołu. Najwięcej zachorowań spodziewać się w tygodniu 4-10 kwietnia, choć dzienna liczba zachorowań może osiągnąć maksimum kilka dni później, nawet 15 kwietnia. Jednak w tygodniu 11-17 kwietnia należy spodziewać się mniejszej liczby potwierdzonych przypadków, niż w tygodniu 4-10 kwietnia. Oczywiście prognozę tę trzeba na bieżąco aktualizować na podstawie dostępnych danych. Przypomnę, że we wtorek zaznaczyłem, że wariant Hunan jest raczej nierealistyczny. Nigdy nie twierdziłem, że tak będzie, natomiast twierdziłem i twierdzę, że należy z takim wariantem się liczyć i dobrze by było być nań przygotowanym, nawet jeśli miałyby to być zmarnowane pieniądze. W dniach 17-20 marca przebieg epidemii w Polsce i Hubei był praktycznie identyczny i poziom potwierdzonych przypadków osiągnął w tym czasie 9,2 - 9,4 osób na milion. Właśnie otrzymałem dane za 21 marca wg porównywalnej metodyki WHO - to 425 osób, czyli 11,1 na milion. To dobra wiadomość, gdyż w analogicznym dniu w Hubei było już 13 przypadków na milion. Jednak dane dzienne podlegają dużym fluktuacjom, więc musimy poczekać jeszcze 2-3 dni, by uchwycić trend. Metoda "krotności", jak to określiłeś, jest tylko jedną ze stosowanych przeze mnie metod i ma charakter bardzo zgrubny, ale jest dość szybka, dlatego mogę nią analizować 26 krajów. Jednak nie jestem na rządowym etacie. Oczywiście, wszystkie moje analizy opierają się na założeniu, że przeprowadzono wystarczającą liczbę testów, aby wykryć wszystkie lub prawie wszystkie faktycznie występujące zachorowania na COVID-19. Rozumiem, że tą wystarczającą liczbę testów nazywasz "wzorcową". Nie rozumiem. Można przyjąć, że jeśli przeprowadzono testy w liczbie wzorcowej, lub wyższej, to wykryto wszystkie istniejące przypadki, a jeżeli liczba testów była niższa, to liczba wykrytych przypadków jest proporcjonalna do liczby testów. Aby oszacować faktyczną liczbę przypadków, trzeba liczbę wykrytych przemnożyć przez liczbę wzorcową i podzielić przez liczbę wykonanych testów. To by wyjaśniało przypadek B, ale nie wyjaśnia, dlaczego w kraju C miałbym przyjąć wartość szacunkową zachorowań na 250, skoro wiem, że było ich co najmniej 300? Jeżeli już, to liczbę przypadków należy przyjąć: A: 200; B: 400; C:300. Tyle że z takim szacowaniem też trudno się zgodzić.
  7. Koronawirus

    Jest to bardzo dobry prognostyk, wskazujący, że najprawdopodobniej liczba potwierdzonych przypadków już się nie podwoi. To można stwierdzić na podstawie analizy szeregów czasowych w krajach, gdzie epidemia wygasła lub prawie wygasła. Panie premierze, proszę o to pytać w prowincjach chińskich, przede wszystkim w Hubei, Hunan, Henan, Guangdong, Zhejiang, a także w Japonii i Korei Południowej. Analiza szeregów czasowych nie da odpowiedzi "dlaczego", ale po może wskazać, kogo pytać. Panie premierze, analityk nie jest prorokiem, więc w czasie, gdy dysponowaliśmy jednym punktem, nic więcej powiedzieć się nie dało. Poza tym od 12 marca zaczęto wprowadzać w Polsce kolejne restrykcje. Ich pierwszy skutek będzie można dostrzec dopiero jutro na podstawie dzisiejszych danych, ale do wyznaczenia krzywej potrzebne są minimum 3 punkty, więc nową prognozę będzie można budować we wtorek - środę 24-25 marca. Gdyby wprowadzone restrykcje nie zmieniły zasadniczo przebiegu krzywej, to największej liczby zachorowań należy się spodziewać w dniach 8-15 kwietnia i może ona wynosić nawet 2500 - 3000 osób dziennie. Należy się na taką liczbę przygotowywać, zarazem nie należy się spodziewać liczb rzędu 5000 - 6000 dziennie, o ile święta wielkanocne nie spowodują masowego lekceważenia sytuacji. Progi to tylko sposób opisu sytuacji i ona się nie zmieni w przypadku przyjęcia innych wartości progowych. Analizując przebieg epidemii w różnych prowincjach chińskich można zauważyć, że po przekroczeniu poziomu 4 stwierdzonych przypadków na milion mieszkańców trudno znaleźć przykład, żeby potem zatrzymała się poniżej 8, a nawet 16, zaś często leci aż do poziomu ponad 500. Zmiana progów tego faktu nie zmieni, tylko próg ten będzie miał nr III albo V, a nie IV. Niby tak, ale nie do końca. WHO nie zbiera danych wg czasu strefowego, tylko wg PST, a tam północ jest wtedy, gdy u nas 17:00. Więc przypadki zgłoszone po 17. zostały zaliczone do piątku, w czwartek mieliśmy 287 przypadków, a w piątek przekroczyliśmy próg V.
  8. Koronawirus

    Jakoś nie zauważam tu pseudonaukowego bełkotu. Porównywanie tempa wzrostu liczby potwierdzonych przypadków może nie jest nauką, ale na pewno nie jest bełkotem. To liczby, "czysta arytmetyka" jak mówił dr Grzesiowski. Fajnie jest uznać jedną osobę za autorytet i wierzyć we wszystko, co powiedział. Ja tam wolę wysłuchać opinii wielu autorytetów, doktorów, doktorów habilitowanych, profesorów nauk medycznych, wyławiać różnice, analizować je i filtrować własnym, krytycznym rozumem. Większość poglądów, prezentowanych przez dr Grzesiowskiego, jest zgodnych z tym, co prezentują inni medycy. Kilka razy jednak się zagalopował, zwykle popadając w wewnętrzną sprzeczność. Np.: To bzdura! Niech ci, którzy tak twierdzą, sprawdzą, w jakiej temperaturze ten wirus żyje - w nas w temperaturze 36,6 stopni Celsjusza. To dlaczego ma zniknąć, jak będzie 20 czy 30 stopni? Nie ma takiej opcji. a zaraz potem: Z całą pewnością przy wyższych temperaturach wirus na świeżym powietrzu będzie żył krócej, więc ta zakaźność będzie mniejsza. No to bzdura, czy jednak zakaźność latem będzie mniejsza? Może coś po środku? Albo: Robienie zapasów w tej chwili uważam za zupełnie bezzasadne. a potem: Osoby starsze nie powinny pojawiać się w miejscach publicznych jak można najdłużej: nie chodzić do lekarza, nie chodzić do apteki, nie chodzić do kościoła, nie chodzić do sklepu, bo te osoby są w największym niebezpieczeństwie. No to jeśli osoba starsza ma nie chodzić do sklepu przez najbliższych kilka tygodni (w innym miejscu autor szacuje "okres bardzo dużej aktywności wirusa" na 2 miesiące), no to chyba muszą zrobić zapasy, o ile nie potrafią lub nie mogą zamówić przez Internet, a i to u nas zawodzi - na dostawę czeka się kilka dni, więc zapasy mieć muszę. W niektórych przypadkach opinie dr. Grzesiowskiego stoją w sprzeczności z opiniami innych autorytetów z zakresu nauk medycznych. Np.: szacunek śmiertelności dotyczy wyłącznie przypadków, które zostały potwierdzone badaniami. I to jest prawda - wynosi 3,4 procent. Tyle tylko, że wiemy, iż chorych jest pięć razy więcej, czyli rzeczywista śmiertelność jest pięć razy niższa. To raczej odosobniona opinia pana doktora. Oczywiście - zarażonych jest znacznie więcej, ale nie chorych. Poza tym inni mówili, że być może zarażonych jest pięć razy więcej, niż chorych, ale nie wykluczali zupełnie innych proporcji. Krótko mówiąc - nie wiemy. jak patrzymy na krzywą epidemii, to okres bardzo dużej aktywności wirusa po szybkim wybuchu zakażeń trwa około dwóch miesięcy. Ja właśnie patrzę na te krzywe epidemii i liczę okres bardzo dużej aktywności wirusa i wychodzi mi: Hubei - 29 dni, Hunan - 7 dni, Zheijang - 9 dni, Japonia - 20 dni, Korea Południowa - 13 dni. Na jaką krzywą patrzył dr Grzesiowski? Może inaczej definiował "bardzo dużą aktywność wirusa"? Ale przecież sam stwierdził, iż: Liczba zakażonych rośnie dość szybko. Wcale nie! Proszę nie szerzyć paniki. W poniedziałek mieliśmy siedemnaście przypadków zachorowań, we wtorek dwadzieścia jeden. W środę łącznie dwadzieścia pięć, czyli wzrasta o kilka przypadków dziennie, a nie kilkaset. Więc proszę nie używać słów, które nie pasują do rzeczywistości - liczba zarażonych koronawirusem na razie szybko nie wzrasta, 25 nowych przypadków w kraju o 38,5 mln ludności w ciągu doby to nie jest nawet wzrost "dość szybki". Rozumiem zatem, że 80 przypadków dziennie w Japonii to też mało. No i kluczowe !!! W jednym sezonie jesienno-zimowym grypa atakuje około 10 procent mieszkańców planety, a ten wirus ma potencjał dwukrotnie wyższy, więc łatwo policzyć, że to będzie 20-25 procent populacji. 70 procent to wizja apokaliptyczna, nie wiem, kto to wymyślił! Realistycznie - choroba pojawi się u 20-25 procent ludzi, biorąc pod uwagę, że koronawirus ma dwukrotnie większy potencjał niż wirus grypy - to czysta matematyka. Zatem zaczekajmy do końca sezonu. Wprawdzie nie wiem, jak określić sezon w przypadku wirusa, który ponoć sezonowości nie podlega, ale przyjmijmy, że kończy się 31 sierpnia, a od września zaczyna się nowy. No więc ja stawiam, że na koniec sierpnia będziemy mieć 0,5 - 2 promila mieszkańców Polski, dotkniętych w potwierdzony sposób chorobą COVID-19. Tak mi wynika z analizy szeregów czasowych w innych krajach. Dr Grzesiowski twierdzi, że 20-25%. Jak myślę - Ciekawy uważa, że uprawiam pseudonaukowy bełkot, a dr Grzesiowski prezentuje naukową wiedzę. No to zaczekajmy do sierpnia. Tym razem chciałbym być dobrym prorokiem.
  9. Koronawirus

    Secesjonisto, wynika z tego bardzo wiele. Otóż z azjatyckich doświadczeń (tylko tam możemy mówić o w miarę pełnym przebiegu epidemii) można stwierdzić, że jeśli po wcześniejszym wykładniczym wzroście liczby potwierdzonych przypadków pokonanie kolejnego progu zajęło 5 dni lub więcej, to był to ostatni próg (Hunan, Zheijang, Japonia, Korea wśród krajów, przeze mnie obserwowanych, lub przedostatni (Hubei). No i XII próg osiągnięto tylko w Hubei. Nie wiem, kto i kiedy wprowadził "modelowanie jednowymiarowe", czyli oparte wyłącznie na danych o przebiegu jakiegoś zjawiska w czasie, bez wnikania w związki przyczynowo-skutkowe. Wiem, że jest ono powszechnie stosowane i daje niezłe rezultaty, szczególnie tam, gdzie mamy zbyt wiele zmiennych niezależnych, by je przyczynowo-skutkowo ogarnąć i jeszcze to zapisać w postaci układu równań. Dlatego obserwowanie tempa pokonywania kolejnych progów jest bardzo interesujące. Obecnie w optymistycznej sytuacji jest Iran (IX próg), Norwegia (X próg) i Islandia (XI próg). Przypuszczam, że dla tych krajów próg ten jest ostatnim lub przedostatnim. Oczywiście, o ile nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, jak wzmiankowana całkowita rozsypka służby zdrowia i społecznej dyscypliny w Iranie. Na podstawie tych analiz ponad tydzień temu przewidziałem, że do końca dzisiejszego dnia będziemy mieć pewnie około 400 potwierdzonych przypadków, a minimum 200. Wiemy już, że więcej niż 200, a do ilu dociągniemy do wieczora - oby jak najmniej. Coś przeoczono i coś zrobiono zbyt późno. Bo ta moja analiza szeregów czasowych wskazuje, że tam gdzie przekroczono próg IV, to osiągnie się V, VI albo i XII. A każdy próg to dwa razy więcej chorych. Więc jak próg IV przekroczyły Włochy 28 lutego, to nazajutrz na granicy włoskiej we Francji, Szwajcarii, Austrii i Słowenii powinny się pojawić kontrole sanitarne i kierować osoby z temperaturą powyżej 38°C i współpasażerów na test i ewentualną kwarantannę. W Niemczech próg ten został przekroczony 5 marca, więc kontrola na naszych granicach powinna się pojawić w piątek 6 marca - o ile pamiętam, pojawiła się dopiero 10 marca we wtorek, a i to nie na wszystkich przejściach i obejmowała wtedy wyłącznie autobusy. Z kolei zamknięcie np. sklepów odzieżowych w galeriach handlowych uważam za zupełnie pozbawione sensu. Z drugiej strony podpowiedziałbym naszej władzy, żeby przypomniała wszem i wobec treść uzasadnienia wyroku SN dotyczącego sprzedaży alkoholu przez Internet. Cytuję z pamięci "jeśli płatność odbywa się w lokalu klienta, to należy przyjąć, że tam nastąpiła sprzedaż". Zatem nie ma przeszkód, żebym napoje alkoholowe nabył przez Internet z dostawą na próg, jeśli zapłacę z góry przelewem na konto. Forma tym bardziej godna polecenia, że wtedy nie ma potrzeby kontaktu nabywcy z kurierem. Podejrzewam, że 99% przypadków łamania przymusowej kwarantanny lub dobrowolnego odosobnienia wynika z potrzeby nabycia flaszki lub krzynki. Czy będzie źle czy bardzo źle? Generalnie osoby przed 40., niemające takich chorób jak nadciśnienie, choroba wieńcowa, choroby układu immunologicznego, cukrzycy czy niewydolności nerek itp. nie mają za bardzo powodów się o siebie lękać. Tylko że pewnie mają bliskich, spełniających powyższe kryteria, których chcieliby mieć jeszcze trochę.
  10. Koronawirus

    Powiedzmy tak: gdyby służba zdrowia w Iranie całkowicie padła, to znaczy przestała przyjmować nawet najcięższe przypadki do szpitala, prowadzić testy, wyznaczać kwarantanny, a mieszkańcy Iranu nic by sobie z epidemii nie robili, to podane liczby wydają mi się całkiem realne. Zważywszy, że w Iranie mieszka ponad 80 mln ludzi, daje to niespełna 5% zachorowań i 4,3% przypadków śmiertelnych. Dla porównania, pan dr nauk medycznych, linkowany przez Ciekawego, przewiduje w Polsce 20% zachorowań w pierwszym sezonie.
  11. Koronawirus

    A reszta załogi wciąż ta sama, czy też dostali podmiankę? W wyniku osiągnięcia tego poziomu dostaliśmy pewien materiał do porównań. Mamy dwa skrajne warianty przebiegu epidemii w krajach, gdzie ona wystąpiła, oba dotyczą prowincji chińskich, nota bene sąsiadujących ze sobą - Hubei i Hunan. Przebieg podobny do Hunan miały też trzy inne prowincje Chin. Pozostałe epidemii się ustrzegły. W pozostałych 22 analizowanych przeze mnie krajach przebieg epidemii kształtuje się tak pomiędzy modelem Hubei i modelem Hunan, z wyjątkiem Japonii, Malezji, Australii, gdzie przebiega to całkiem inaczej. No i może Islandii, gdzie na początku było gorzej, niż w Hubei. -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Pesymistyczny wariant to HUBEI. Wg niego szczyt nowych zachorowań w Polsce nastąpi w tygodniu 4-10 kwietnia, kiedy możemy się spodziewać ok. 20 tysięcy nowych przypadków tygodniowo. Następny tydzień to już 1/3 tego najgorszego. Maksymalna liczba chorych wyniesie trzydzieści parę tysięcy i będzie to ok. 15 kwietnia. Umrze ponad 2 tysiące ludzi. Dopiero w drugim tygodniu maja liczba zachorowań spadnie poniżej 10 dziennie. Optymistyczny wariant to HUNAN. Wg niego najwięcej nowych zachorowań w Polsce będzie w przyszłym tygodniu, 17-23 marca i możemy się spodziewać ok. 250 nowych przypadków. Następny tydzień to jednak nadal 2/3 tego najgorszego. Maksymalna liczba chorych wyniesie niespełna 400 osób i będzie to ok. w ostatnich dniach marca. Nikt już więcej nie umrze. Na początku kwietnia liczba zachorowań spadnie poniżej 10 dziennie, a w drugiej połowie kwietnia nowych przypadków może już nie być. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ No cóż, w optymistyczny wariant HUNAN to już trudno uwierzyć. Trzeba było zamknąć granice z Niemcami, Czechami i Słowacją najpóźniej 5 marca, gdy sytuacja w Niemczech wyraźnie wymknęła się spod kontroli. Pytanie, jak bardzo od niego się oddalimy. Mimo wszystko podkreślę, że w wariancie HUBEI liczba potwierdzonych przypadków (zachorowań) nie osiągnęła nawet 1,2 promila ludności (!!!), na Islandii to teraz 0,5 promila, we Włoszech - 0,4 promila. Z drugiej strony tak, jak wiemy już, że sytuacja dziś w Europie jest o wiele gorsza, niż w styczniu czy lutym w Chinach, nikt nam nie zagwarantuje, że u nas nie będzie znacznie gorzej, niż w Hubei.
  12. Koronawirus

    Dla odmiany - od czego? To dziwne, ale mi też . Czyli od jutra będziemy mogli porównywać przebieg epidemii do sytuacji w prowincji Hubei.
  13. Koronawirus

    Wirusolodzy i epidemiolodzy są dość ostrożni w wypowiedziach, czemu się nie dziwię, bo bać się należy efektu "przyszła wiosna, spotkajmy się na Starówce, epidemia nam już nie grozi". Ale trudno nie wiązać niewątpliwego zjawiska z klimatem, tym bardziej, że widać je już od zwrotnika Raka. Z tego co wyłowiłem z tekstów fachowców: 1. Wirus ma się najlepiej przy temperaturze +10°C. Pod koniec stycznia natknąłem się na informację, że udało się opracować metodę utrzymania aktywności wirusa przez kilka dni poza organizmem, poprzez umieszczenie wirusów w specjalnej mieszaninie białek, termostatowanych właśnie w tej temperaturze. Był to sukces, ponieważ dzięki temu do opracowywania leku lub szczepionki mogły się włączyć instytuty z amerykańskiego wschodniego wybrzeża. Kilka dni później problem znikł i wynalazek okazał się bezużyteczny. 2. Wirus ginie w temperaturze +60°C 3. W temperaturach >+20°C aktywność wirusa poza organizmem nieco się skraca, powyżej +25°C skraca się znacznie. Podobny efekt ma suche powietrze. Dzieje się tak dlatego, że lipidowe osłonki wirusa potrzebują wody, a w ww. warunkach woda szybciej paruje i kropla śliny czy innej wydzieliny szybciej wysycha, co niszczy wirusy. Tylko że szybciej, to i tak kilka - kilkanaście - kilkadziesiąt minut, a nie sekundy, więc zarazić się wciąż można, ale prawdopodobieństwo spada wraz ze wzrostem temperatury. 4. Także bezpośrednie działanie promieni słonecznych przyśpiesza parowanie, a promienie UV niszczą wirusa, choć znów to nie sekundy. Więc, jeżeli dociągniemy do wiosny, to sytuacja pewnie będzie się trochę poprawiać, ale pora roku radykalnego kresu epidemii nie sprawi. No i COVID powróci jesienią. Trzeba jednak dodać, że i inne uzasadnienia tej dysproporcji się pojawiają. Szczególnie w przypadku "czarnej Afryki" pojawia się pogląd, że brak potwierdzonych przypadków bierze się z braku testów.
  14. Koronawirus

    Mapka wygląda na codziennie aktualizowaną, tylko skąd żeś wziął 75%? Bo ja wczoraj zsumowałem potwierdzone przypadki w krajach na południe od Równika lub przezeń przecinane i wyszło mi 754 przypadków. Na ponad 145 tysięcy (wg tego samego opracowania) na całym świecie. Czyli na półkuli północnej mamy nie 75% potwierdzonych przypadków zachorowań, ale 99,5%. Słabo. Południową półkulę zamieszkuje jednak 11% ludzkości, czyli jest tam średnio 22 razy mniej przypadków na milion mieszkańców. Dokładniej - półkula północna ponad 144 tysiące przypadków na jakieś 6 900 mln, czyli 21 przypadków na milion, - półkula południowa 754 przypadki na 840 milionów, czyli 0,9 przypadku na milion. Zdecydowanie liczba ludności nie wyjaśnia tego zjawiska. Tym bardziej, że to na południowej półkuli są takie aglomeracje jak Rio de Janeiro, Sao Paulo, Sydney, Melbourne, Buenos Aires, a do państw, przecinanych przez Równik należą także Dżakarta i Santiago de Chile.
  15. Koronawirus

    Wszyscy trzej mamy rację . Ja analizowałem to jako ciąg geometryczny - jeśli następne podwojenie trwa dłużej, niż poprzednie, to tempo (geometryczne) zmalało i jest się z czego cieszyć, bo to pierwszy zwiastun poprawy. Na wyraźne zmniejszenie arytmetycznej liczby zachorować trzeba było zaczekać jeszcze dzeń-dwa, a może i trzy. Jednak maksymalną liczbę zachorowań (121 osób) odnotowano 28 stycznia. Wielokrotnie spotykałem się z wypowiedziami naszych epidemiologów i wirusologów o podobnej treści, tylko nie używali słowa "zainfekowani" tylko "mający kontakt z wirusem" czy coś podobnego i podkreślali, że kontakt oznacza także sytuację, że wirus dostał się do organizmu, ale organizm wytworzył przeciwciała i rzecz przeszła bezobjawowo, nie wywołując choroby. Informowali też, że takich przypadków jest zapewne wielokrotnie więcej, niż osób chorych, choć laboratoryjnie się tego nie bada, bo nie można przebadać wszystkich zdrowych ludzi na obecność przeciwciał. Biorąc pod uwagę prowincję Hubei, to - jeśli epidemia tam faktycznie się skończy na poziomie nieprzekraczającym 1,5 promila i nie wróci po zniesieniu restrykcji, to by oznaczało, że na 1 chorego przypadało ok. 400 osób, które wirusa "złapały", ale nie doszło do poważnej choroby i wykonania testu ani na gen wirusa, ani na przeciwciała. Jeśli to faktycznie o to chodziło w wypowiedziach Merkel, to mamy klasyczny przykład siana paniki poprzez rozpowszechnianie informacji niepełnej i wyrwanej z kontekstu, w czym, zapewne w dobrej wierze, nasz kolega Saturn wziął udział. Zapewne Jakober, znając język niemiecki, może pomóc w wyjaśnieniu, czy to o to chodziło, czyli de facto o precyzyjne znaczenie słowa "infekcja" w medycynie. Potocznie jest utożsamiane z chorobą, ale znalazłem taką definicję: Infekcja - wniknięcie drobnoustrojów chorobotwórczych do organizmu w wyniku uszkodzenia naturalnych barier chroniących. https://www.ekologia.pl/wiedza/slowniki/leksykon-ekologii-i-ochrony-srodowiska/infekcja W takim razie infekcja byłaby pojęciem szerszym, niż choroba, wywołana drobnoustrojami. Może mamy jakiegoś medyka na pokładzie?
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.