Skocz do zawartości

jancet

Użytkownicy
  • Zawartość

    2,121
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O jancet

  • Tytuł
    Ranga: Profesor wizytujący
  • Urodziny 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Marynarka Wojenna RP u progu zaniku

    Zamykając kwestię nieszczęsnych "minowców'. Zwał, jak zwał, ale uważam, że w naszej marynarce powinny się znajdować okręty, zdolne do stawiania min, a też takie, zdolne do ich unieszkodliwiania. Możemy je ochrzcić mianem "minowców", albo możemy im nadawać jakieś tam inne nazwy. Mi chodziło o to, że powinniśmy mieć takie okręty. Mniejsza o nazwę. Co do tego, czy korweta jest za duża na Bałtyk. Ależ niech Szwedzi budują swoje korwety. W porównaniu z nami znajdują się w bardzo komfortowej sytuacji - nie graniczą z żadnym państwem, będącym poza NATO. No i są państwem bogatym. Zapewne już sporo zainwestowały w małe jednostki obrony wybrzeża. No to teraz inwestują w większe. Co do pytań Maxgalla: Nie wiem, czy nasze okręty mają brać udział w stałych zespołach NATO. Odnoszę wrażenie, że to, czy wyślemy do takiego zespołu jakąś korwetę, czy nie, ani sił Sojuszu znacząco nie wzmocni, ani też nie osłabi. Bez znaczenia militarnego - choć politycznie może być ważne. Natomiast zdolność do obrony własnego zdaje mi się być kluczową. Jeżeli już koniecznie chcemy marnować podatki, no to budujmy małe jednostki obrony wybrzeża. Ale lepiej je wydać na OPK.
  2. Marynarka Wojenna RP u progu zaniku

    Dużo zależy od tego, jak decydenci wreszcie określą przeznaczenie naszej marynarki wojennej. Czy będą to operacje antypirackie, "pełnoskalowe" działanie w ramach sił NATO, czy tylko "nasz Bałtyk". Tak, to jest podstawowy problem. Z tym że ja raczej bym optował za rezygnacją z działań na "morzach i oceanach świata" i skoncentrował się na Bałtyku. A to cokolwiek, do czego nasza marynarka powinna być zdolna. to udział w obronie przeciwdesantowej naszego wybrzeża oraz - ewentualnie - możliwość uczestniczenia w desancie na Sambię, no może także na odcinek wybrzeża od Połągi do Windawy. Uogólniając - potrzebujemy dużo małych jednostek, a nie mało dużych. Czy korweta jest wystarczająco mała? Moim zdaniem nie. A okręt podwodny? Nie, absolutnie nie. Co miałby robić taki okręt podwodny? Zatapiać statki płynące z Petersburga do Kaliningradu? Toć one stale będą płynąć w zasięgu rakiet operacyjnych, położonych na lądzie. Generalnie nie odczuwam potrzeby, by PMW uczestniczyła w "pełnoskalowych" morskich operacjach NATO czy działaniach antypirackich na Oceanie Indyjskim czy Pacyfiku. Zupełnie odmienny jest mój pogląd na uczestniczenie w operacjach lądowych. Co do "minowców" - istotnie, skorzystałem z określenia dość starego, ale mylisz się, że jest to "przedwojenna nazwa trałowców". Gdyż minowiec to był okręt zdolny zarówno do stawiania min, jak i do ich unieszkodliwiania. Generalnie chodziło mi o zbiór okrętów, zajmujących się minami - zarówno niszczących miny, jak i je stawiających. Co do "kutrów torpedowych" to przejęzyczenie, za które przepraszam. Miałem na myśli "kutry rakietowe" czyli wg dzisiejszej nomenklatury raczej małe okręty rakietowe. Może masz rację, że ich czas już minął, a może nie. Mam nadzieję, że nigdy się tego nie dowiemy. No właśnie. Mam nadzieję, że całe nasze siły zbrojne to tylko kompletnie zmarnowane biliony złotych. Że do żadnego konfliktu w obronie naszych granic nigdy już nie dojdzie, przynajmniej tak długo, jak będzie istnieć Polska i inne państwa. Jednak nie jestem zwolennikiem ograniczania funduszy na obronność, gdyż - aby ta moja nadzieja się ziściła, muszą istnieć polskie siły zbrojne, które będą odstraszać potencjalnego przeciwnika. Odstraszać od zaatakowania naszego terytorium. Zdobywane przez naszych żołnierzy doświadczenie polowe, czy to w trakcie misji pokojowych, czy to podczas operacji NATO ma efekt odstraszający - bo choć klimat i krajobraz u nas inny, to praktyka działania i dowodzenia jest wszędzie podobna. Natomiast uczestniczenie naszych okrętów w operacjach na Oceanie Indyjskim czy Spokojnym ma się nijak do naszych zdolności obrony własnego terytorium, bo Bałtyk to nie ocean. Więc nie widzę żadnego powodu, by brać udział w takich akcjach. Zatem nie widzę powodu do posiadania korwet i okrętów podwodnych, o większych jednostkach nie wspominając. Ciekawi mnie ten okręt Supply. Sorry, ale co ten nasz Suplaj miałby zaopatrywać? O ile wiem, nie mamy jednostek oceanicznych, a na Bałtyku Suplaj jest kompletnie bez sensu. Ale może to i mądre z punktu widzenia naszej pozycji w NATO. Będziemy uczestniczyć w operacji NATO choćby na Pacyfiku, gdyż wyślemy tam naszego Suplaja. Militarnego czy nawet logistycznego sensu to nie ma, ale odfajkujemy uczestniczenie. A suplaj jest tańszy niż korweta, szczególnie w eksploatacji.
  3. Odbudowywać, zmieniać - jak i na ile?

    Niestety, nie znam większości miejsc, które wspominasz. Konkretnie odwiedziłem jedynie berliński Kreuzberg - i, szczerze mówiąc, nie dostrzegłem tego, o czym piszesz. Może dlatego, że to zima była. Gospodarz miał na imię Mahmud czy Mohammad, pochodził z Maroka - ale w wystroju mieszkania nie było niczego, kojarzącego się z Marokiem. Budynki, ulice tchnęły niemieckością, tylko nie było knajp z niemiecką kuchnią. I całe szczęście - obżeraliśmy się sushi, lepszym i tańszym, niż u nas. Oczywiście czym innym jest odwaga urbanistyczna, gdy mówimy o miejscach, które wiatr historii zmiótł niemal doszczętnie, a czym innym, gdy celowo burzymy nieźle zachowane budynki i budowle, by wznieść coś nowego. Warszawski Pałac Kultury czy MDM raziły mnie 40 lat temu, dziś wrosły w to miasto i chciałbym, żeby je dla przyszłości zachować. Ciekawym przykładem jest (a raczej był) SuperSam przy Placu Unii Lubelskiej. W czasach, gdy go budowano, był supernowoczesny. Ja się tam na architekturze nie znam, ale mi się podobał. Został wyburzony, ku niezadowoleniu wielu Warszawiaków, a na jego miejscu wzniesiono wieżowiec z galerią handlową na dolnych kondygnacjach. Tak z zewnątrz - całkiem estetyczny. Dwa razy zajrzałem do owej galerii - jest tam trupio !!! Mnie po prostu odrzuca. I chyba nie tylko mnie, bo pustki, ludzi brak. Po prostu ekskluzywna galeria handlowa w miejscu, okolonym przez emeryckie osiedla, okazała się zupełnie zbędna. Na zakończenie chciałbym wspomnieć o łotewskim miasteczku Koldiga (i powinno być długie, z taką poziomą kreseczką), u nas znane jako Koldynga. Kto nie był, tego namawiam, by odwiedził jak najprędzej. Nie jest to średniowiecze, ale tak dobrze zachowanej XIX zabudowy drewnianej nigdzie nie widziałem. To po prostu stoi tam takie, jak było 200 czy 100 lat temu. Całe miasto ogrzewane drewnem. Więc każdemu budynkowi mieszkalnemu towarzyszą drewutnie. Nigdy wcześniej i nigdy potem nie widziałem drewutni, to było pojęcie z książek. A tam stoją. Zabudowa jest przeważnie parterowa, ale jeden budynek ma 4 kondygnacje. I towarzysząca mu drewutnia też ma 4 kondygnacje. Unia wyłożyła wielkie pieniądze, by zachować ten cud. I słusznie - naprawdę warto, a wiele budynków było już o krok od ruiny, a nawet i krok dalej. W końcu drewno. Tylko że w ramach prac przewiduje się gazyfikację. No i jak będzie gaz, to po co drewutnie? A to właśnie te drewutnie tworzą tak niezwykły charakter tego miasteczka.
  4. Niewątpliwie. Ale po co rząd Polski prowadzi działania, które czynią niekorzystną dla nas zmianę preferencji wyborczych w Niemczech bardziej prawdopodobną? Tu akurat się w niemal w pełni zgadzamy. Niemal, bo jednak ostrożniej napisałbym zamiast poradzą sobie lepiej z nacjonalistami, niż my Polacy, napisałbym poradzą sobie nie gorzej z nacjonalistami, niż my Polacy. Istnieje prawdopodobieństwo, że jeszcze za mojego życia władzę zarówno w Polsce, jak i w Niemczech, a może i na Ukrainie obejmą nacjonaliści. No i wtedy znów znajdziemy się "pomiędzy". Od 28 lat jesteśmy "z" - i to z kimś, kogo sami sobie wybraliśmy - państwami zachodniej Europy oraz z USA. Ale to nie zostało nam dane na zawsze. Da się to spieprzyć. A w tym to jako naród mamy pewną historyczną wprawę. Ja bym jednak nie ograniczał się do Polski. "W sondażach"??? AfD jest już w Bundestagu i w Parlamencie Europejskim. Że imigranci to ich główna karta - ok. Tylko, że jak to mówiono wśród grających w brydża - "nawet As bierze raz". Ta karta się zgra za jakiś czas, a nasz rząd im podtyka nową. Po co?
  5. Problem tkwi w pierwszych dwóch słowach "Jak rozumiem". Mam wystarczająco wysokie mniemanie o Twych zdolnościach intelektualnych, żeby być przekonanym, że mój wywód rozumiesz, i tylko udajesz co innego na potrzeby bieżącej dyskusji. Dzisiejszych Niemiec nie mamy powodu się obawiać. Większość partii parlamentarnych po najnowszych wyborach wyraża pozytywny stosunek i do Polski, i do Unii Europejskiej. Jednak Alternatywa dla Niemiec, AfD, ugrupowanie które w ostatnich wyborach zdobyło prawie 13% głosów jest, delikatnie mówiąc, dość sceptycznie nastawione i do roli głównego płatnika na rzecz UE, a szczególnie głównego płatnika na rzecz Polski. A i czasem postulaty rewizji granicy niemiecko-polskiej gdzieś tam się pojawiały, choć w oficjalnym programie partii chyba ich nie ma. Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek politycy Bundestagu czy rządu Niemiec, ani sam Prezydent oficjalnie "deliberowali o stanie demokracji w naszym kraju". Choć w sumie wolno im na ten temat deliberować. To chyba minister rządu PiS deliberował na temat Clinton i Trumpa, że jest to wybór między dżumą a cholerą. Nie wydaje mi się, żeby któryś z polityków państwa niemieckiego aż tak dosadnie określił nasze władze. Natomiast zupełnie czym innym jest ocena praworządności w Polsce, dokonywana przez osoby, zasiadające we władzach Unii Europejskiej. Nawet jeśli są narodowości niemieckiej. Tusk nie jest tam po to, żeby coś nam załatwić, tylko po to, by sprawy zjednoczonej części Europy prowadzić w dobrym kierunku. Tak samo Martin Schulz nie załatwia tam niemieckich interesów (dla interesów niemieckich przedsiębiorców nawet lepiej, żeby Polska była autorytarna), tylko pilnuje norm UE. Ale jest piramidalną głupotą niedostrzeganie, że ugrupowanie antyeuropejskie i antypolskie w Niemczech rośnie w siłę. I nasze żądania odszkodowań są bardzo na rękę tym ugrupowaniom.
  6. Problem w tym, że jancet popełnił kilka błędów, dzięki czemu z 6 miliardów uczynił 600 miliardów. Jednym z nich było zawyżenie kursu marki w 1992-3 roku do wartości, które przybrała trochę później. Tyle że wykrycie tego błędu - czego gratuluję zarówno Kszyrztoffowi (może się nauczę to pisać), jak i Secesjoniście - redukuje kwotę 600 miliardów jedynie do 300 miliardów. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy jancet się walnął i potem dorobił teorię uzupełniającą, czy też celowo wprowadził dyskutantów w błąd. Siak czy owak nikt setek miliardów zł nie zakwestionował - co najwyżej zredukował z 6 do 3 setek. Pozostałe szalbierstwa janceta pozostały niewykryte aż do chwili, gdy sam się do nich przyznał. Tak jak już pisałem, szalbierstwo to pokazuje, jak bardzo jesteśmy podatni na propagandowe kłamstwa. Szczególnie w dziedzinach nam obcych. Absolutnie nie chciałbym, by to było traktowane w kategorii podważania intelektualnych kompetencji dyskutantów. Absolutnie nie. Można być genialnym historykiem i nie posługiwać się notacją naukową liczb. Oczywiście, że nie użyłeś - to ja tak oceniłem swoje przeliczenia - więc w najmniejszym nawet stopniu nie była to jakakolwiek forma nacisku. Przy okazji zauważę, że w toku tej dyskusji w mojej osobistej klasyfikacji awansowałeś z grona tych, co "piszą, co wiedzą" do tych, co "wiedzą co piszą". Nauczyła mnie tego rozróżnienia niedawno zmarła Pani Profesor Alicja Kusińska, więc nie licząc na całą minutę, ale choćby ułamkiem sekundy chciałbym, byście się przyłączyli do oddania pośmiertnie wyrazu szacunku. Szczerze powiedziawszy chciałbym zakończyć dyskusję nad "prowokacją" czy też "walnięciem się" janceta w tym wątku. Jeśli Secesjonista chce to dalej mędlić, to oczywste jego prawo, a ja mogę kontynuować dyskusję, ale w innym wątku. W tym chciałbym powrócić do meritum.
  7. Nie zamierzam wchodzić na jakąś tam stronę. Nie chodzi o to, kiedy marka chodziła za 10 000 plz, a kiedy za 20 000. Chodzi mi o to, że moje "informacje" były kompletnie bzdurne. Nie 600 mld, tylko co najwyżej 6 mld. Ty i Secesjonista zidentyfikowaliście jedno kłamstwo - ale ono jedynie zredukowało 600 mld do 300 mld. A prawdziwa wartość to co najwyżej 6 mld. Nikt tych setek miliardów nie zakwestionował.
  8. Secesjonisto, jancet wiedział, jaki wówczas był przelicznik marki. Tylko świadomie kłamał - w ramach eksperymentu. Po co to zrobiłem? Żeby pokazać, iż w zakresie pojęć, których bezpośrednio nie znamy, jesteśmy wszyscy jak dzieci. Nader łatwo nas przekonać, jeśli ktoś samozwańczo uzna się za autorytet. Po prostu wykazałem siłę kłamstwa w propagandzie.
  9. Dobra, starczy tego eksperymentu. Tak czekam, czekam, kto wreszcie zweryfikuje moje kompletnie bzdurne obliczenia, poprosi może o ów arkusz kalkulacyjny, a tu nic. 500 mln DEM na początku 1992 roku ma wartość równą w przybliżeniu 5-6 mld dzisiejszych PLN. Najpierw, zupełnie bez potrzeby wydłużyłem ciąg przeliczeń, przechodziłem z notacji zwykłej na naukową i z powrotem, żeby dodać jedno zero. Potem w owym arkuszu kalkulacyjnym, którego i tak nikt nie zażądał i wyszło mi, że dzisiejszy 1 PLN to 600 PLZ z początku 1991 roku. A w rzeczywistości prawie 2 razy tyle. Chciałem pokazać, jak łatwo kłamstwem manipulować opinią publiczną. Nikt z nas zapewne nigdy nie miał miliona złotych, miliarda nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Więc manipulacja była łatwa. Co nie zmienia faktu, że 5-6 mld zł to nie jest nic.
  10. Ależ Krzysztoffie, nie wiem dlaczego tak bardzo lekceważysz nasze państwo i naród? Przez prasę niemiecką ponoć (czytałem tłumaczenia fragmentów bodajże w "ANGORZE") już się przetoczyła fala publikacji na temat polskich żądań. Były komentowane także w USA. Z takim trochę pobłażliwym zdziwieniem, z nutką poważnego zaniepokojenia. Czemu AfD nie miałaby wykorzystać w swej propagandzie z argumentów, które sami wkładamy im do rąk?
  11. Oczywiście, że sytuacja jest inna. Nie ma w historii dwóch identycznych sytuacji. Ale istnieją - czasem dość odległe - analogie. A także ponadczasowe mechanizmy. Dzięki temu możemy uczyć się na błędach naszych przodków, a nie czekać na skutki naszych własnych błędów. Gdyby nie to, to należałoby zlikwidować nauczanie historii w szkołach i wszystkie jednostki naukowe, nią się zajmujące. Oraz to forum. W tym przypadku analogia - choć odległa i częściowa - jest jednak oczywista. AfD zdobyła w ostatnich wyborach 13 % głosów. Wprawdzie w programie nie ma oficjalnie haseł rewizji granic, ale jej sympatycy raczej uważają, że granica na Odrze i Nysie Łużyckiej (a na dość znaczącym odcinku - za Odrą) jest dla Niemców krzywdząca. Hasła naszego rządu o wznowieniu żądania odszkodowań są za Odrą słyszane. I raczej nie są odbierane z entuzjazmem. "Nie dość, żeśmy musieli im oddać taki piękny kawał niemieckiej ziemi, z której okrutnie wygnano miliony naszych rodaków tam mieszkających, a tysiące z nich zabito. Nie dość, żeśmy już prawie 50 lat temu pomimo to podpisali traktat o normalizacji stosunków. Nie dość, żeśmy już ponad 25 lat temu podpisali traktat pokojowy. Nie dość, żeśmy pomagali wstąpić im do Unii i do NATO. Nie dość że w ramach unijnych dotacji dajemy im kilka miliardów euro rocznie od lat kilkunastu. A oni znów chcą jakiś odszkodowań". Niestety, ten brak entuzjazmu może się przełożyć na wyniki kolejnych wyborów. Wprawdzie AfD do poziomu NSDAP z 1933 roku wciąż brakuje 20 punktów procentowych, ale w 1928 NSDAP w ogóle nie dostała się do Parlamentu. Mamy 5 lat? No to nie wspomagajmy w tym czasie argumentów tej partii.
  12. Niewątpliwie pamięć mnie zwiodła. Wprawdzie miałem na myśli kurs kantorowy, a nie średni NBP i wówczas różniły się one dość znacznie, ale to było co najwyżej kilkanaście procent, a nie 100 procent. Zatem nie 20 000, a 10 000 PLZ za DEM. Siak czy owak przeliczenie 1 DEM = 8346 PLZ wydaje mi się jakimś szalbierstwem. Tylko że szalbierstwem NBP, a nie Fundacji. Zatem moje przeliczenie wartości tych 500 mln marek na dzisiejsze złotówki (z uwzględnieniem inflacji) należy podzielić przez 2. Nie 600 miliardów, tylko 300 miliardów PLN. To i tak sporo. Program 500+ to trochę ponad 20 miliardów rocznie. Przynajmniej tak to kiedyś szacowano. Starczyłoby na 12 lat pewnie.
  13. Spokojnie, panowie. Arytmetyka należy do nauk ścisłych, więc chyba dojdziemy do porozumienia. W latach 1992-1993 w Polsce obowiązywała waluta, określana skrótem PLZ (polski złoty). Zaś w Niemczech DEM, (marka niemiecka). Kurs wahał się w granicach 20 000 - 25 000 PLZ za markę. Przyjmijmy 20 000 dla prostoty obliczeń. Choć prościej to przeliczyć na euro. Gdy je wprowadzono, kurs wymiany był niemal dokładnie 1 EUR = 2 DEM. Kwota 500 mln DM (+5E+08) * 20 000 (+2E+04) = +10E+12= +1E+13. W Europie bilion to jest 1E+12, czyli było to 10 bilionów PLZ. Albo 250 mln EUR. Po denominacji w 1995 1 PLN = 10 000 PLZ, czyli +1E+04. Znaczy z +1E+13 PLZ zrobiło się +1E+9 PLN. Czyli miliard ówczesnych polskich złotych nowych. Trzeba pamiętać, że ówczesny PLN czy PLZ nie ma zbyt wiele wspólnego z dzisiejszym. Aż do 2000 roku mieliśmy inflację dwucyfrową, czyli powyżej 10%. Tak składając to rok do roku wychodzi, że 10 000 PLZ z 1992 roku to tyle, co 6 groszy dziś. Jeśli ktoś nie wierzy, to służę arkuszem kalkulacyjnym na e-mail. W 1992 roku flaszkę Żywca kupowałem za 1000 PLZ i uważałem, że drogo. Tak na dziś to z owych 10 bilionów PLZ robi się cca 600 miliardów dzisiejszych naszych złotówek. Dlaczego polski państwowy bank w latach 1992-1993 wyliczył 417 mln złotych (domniemuję, że chodzi o dzisiejsze złote) jako równoważność 500 mln DEM? Nie wiem. Premierami byli wówczas Olszewski, Pawlak i Suchocka. Ministrami finansów Lutkowski, Olechowski i Osiatyński. Zapewne wciąż istniał jakiś inny kurs dla rozliczeń międzypaństwowych i inny dla rozliczeń między przedsiębiorstrwami. Czyli krótko mówiąc - skarb państwa dodatkowo obłowił się na tej dotacji. Ja tych ludzi bynajmniej za to nie winię. Finanse publiczne były na skraju załamania i trzeba było sięgać wszelkich środków, by się to nie stało. Aż się prosi ogłosić że rząd Olszewskiego / Suchockiej / Pawlaka ukradł polskim pracownikom przymusowym prawie 80% odszkodowania, przyznanego im poprzez Fundację Polsko-Niemieckie Pojednanie. Nie ukradł. Przeznaczył na rzecz zachowania równowagi budżetowej. Gdyby państwo polskie wówczas zbankrutowało, to nam wszystkim (w tym beneficjentom tych odszkodowań) od 25 lat żyło by się znacznie gorzej. Nie należelibyśmy ani do NATO, ani do UE. Natomiast twierdzenie, że takie fundacje mają jedynie za cel udowadnianie, że nic nam się nie należy, należy dołożyć do kolekcji partyjno-rządowych kłamstw.
  14. No cóż - pisząc że "pompuje ciągle" miałem na myśli sponsorowanie różnych wydarzeń kulturalnych i naukowych - nader ważnych w mym przekonaniu - a także pomocy humanitarnej dla ludzi, znajdujących się w potrzebie. Trochę mnie ta arytmetyka szokuje. Pomijam już kwestię denominacji. Ale i tak "500 000 000 DM" , czyli pięćset milionów marek, przy kursie ponad 2 marki za PLN, daje kwotę grubo ponad miliard PLN. W kantorach wówczas marka chodziła za 20 000 - 30 000 PLZ, czyli 2-3 PLN. Kurs w NBP był podobny. Skąd Secesjonista wytrzasnął informację, że 500 mln marek to tylko 417 mln zł, pozostawiam już jemu samemu. Bzdura tak oczywista, że "spuśćmy zasłonę miłosierdzia". O inflacji nie wspomnę. Ale przypomnę, że owa fundacja nadal działa i nadal dotuje, czyli pompuje kasę, choć odszkodowania faktycznie już wypłaciła. Ale widać jakoś tam Niemcy (tudzież Austriacy) poczuwają się do odpowiedzialności za wynik II wojny światowej, skoro wciąż są ludzie i instytucje, gotowe wpłacać szajs na tę fundację.
  15. Eee tam. Ja się czuję dość komfortowo, bo jak trzeba, to powołam się na arystokratycznych przodków. A jak trzeba, to na to, że mój pradziadek i babka to zwykli rzemieślnicy byli. Jak trzeba - to żem Warszawiak z dziada pradziada. A jak nie - to że moi dziadowie są z Wielkopolski. A przodków doszukam się i w Krakowie (ponoć nawet w kamienicy przy Rynku Głównym), i we Lwowie (cała ulica jest nazwana od mego nazwiska), ale i na Śląsku Cieszyńskim. A w tym przypadku z góry zapowiadam, że pół odszkodowania z góry oddaję, by odwdzięczyć się swym pańszczyźnianym chłopom. Pół z tego oddam PiS, a pół PSL w ramach tych odszkodowań. Z pozostałej połowy pół oddam opozycji. Niech mi zostanie ćwiartka. Co tam ćwiartka - nich mi oddadzą 10%. No dobra - 5%. No choć cokolwiek, żeby na skrzynkę piwa było. I to już nie jest tylko żart, to już jest satyra czy karykatura. No bo PiS gra na takich instynktach. Większość obywateli nie za bardzo łapie, co jest bilion, co miliard, a co milion. Posiadany przez nas majątek nawet od tego miliona jest daleko. Przyznaję - ja też niedawno nie łapałem. Choć nie dlatego, że mój majątek zbliżył się do miliona. Więc dla bardzo wielu "wojenka" z Niemcami o litra dla każdego jest OK. Oczywiście, istnieje prawdopodobieństwo, że ten litr na łebka (czyli kilkaset milionów zł) Niemcy nam odpalą - dla świętego spokoju. Zapewne za rezygnację z dalszych roszczeń i rezygnację z popierania roszczeń naszych obywateli. I PiS odtrąbi wielki sukces. Tymczasem będzie to oznaczać koniec działalności Fundacji Polsko-Niemieckie pojednanie, która już wpompowała w naszą gospodarkę w ramach odszkodowań i wparcia dla ofiar parę miliardów i pompuje ciągle. To będzie ostateczny kres wnoszenia roszczeń indywidualnych. Co prawda w tym ostatnim przypadku kres i tak nastanie wkrótce z przyczyn biologicznych. Te kilkaset milionów i tak byśmy dostali w perspektywie lat kilkunastu. Tylko że wtedy trafiałoby to do kieszeni obywateli - ofiar nazizmu. A tak trafi do skarbu państwa.
×