Jump to content

jancet

Użytkownicy
  • Content count

    2,684
  • Joined

  • Last visited

About jancet

  • Rank
    Ranga: Profesor nadzwyczajny
  • Birthday 11/10/1959

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Wiesz, wychodzi mi, że jestem wystarczająco inteligentny, by pojąć, o jaki pakt rodzinny Ci chodzi. Musiał być zawarty w czasie, gdy we Francji i Hiszpanii panowała ta sama "rodzina" - Burbonowie. To raczej oczywiste. Natomiast jakoś moja pamięć dostrzega taki fakt, że w 1789 roku Burbonowie we Francji zostali pozbawieni władzy, a wkrótce potem także głów. I raczej trudno mi sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji Burbonowie hiszpańscy nadal respektują "pakt rodzinny", no bo nie ma z kim, skoro głowy zostały oddzielone od reszty ciała. Zaś mówimy o roku 1805, kiedy wprawdzie żyli jacyś potomkowie Burbonów francuskich, ale nie we Francji. Zaś władzę we Francji sprawował jakiś Napoleon z rodziny Bonaparte. Chyba nie był rodziną hiszpańskich Burbonów. Opisywanie zdarzeń z 1808 roku jako przyczyny tego, co się wydarzyło w 1805 roku pozostawię bez komentarza.
  2. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Coś mi tu zgrzyta... Nie wdając się w szczegóły panowania Burbonów w Hiszpanii, to we Francji już chyba nie panowali od lat kilkunastu przed omawianą bitwą. No chyba, że się mylę
  3. Jeśli chodzi o mnie, to nie wierzę. Co nie zmienia faktu, że o kształt naszych wschodnich granic w latach 1918-1920 nikt też mieszkańców tych ziem nie pytał.
  4. No ale tak konkretnie - jakie mieliśmy dywizje na froncie w lutym 1945? Ja kojarzę dwie w korpusie Andersa (+ artyleria i służby korpuśne), dywizję pancerną Maczka, brygadę Sosabowskiego, 3 dywizje i samodzielną brygadę (+ artyleria i służby armijne) w I Armii WP na froncie wschodnim. Oczywiście też lotnictwo i marynarka wojenna. W trakcie Bitwy o Anglię każdy lotnik był na wagę złota, a w kluczowym momencie Bitwy o Atlantyk - każdy okręt. Ale w lutym 45 roku to już była historia. Dywizjon w te, dywizjon we wte - co za różnica.
  5. Powiedziałbym "credo" , ale to byłoby zbyt optymistyczne. W sytuacji geograficzno-militarnej, jaka istniała podczas konferencji w Jałcie, koncepcja 4. zapewne, a koncepcja 5. z pewnością nie wchodziłaby w rachubę. Tu dyskutujemy o ustaleniach jałtańskich. Koncepcje te byłyby realne, gdyby wojska amerykańsko-brytyjskie i ich pomniejszych sojuszników spotkały się w końcu z armią radziecką gdzieś pomiędzy Dnieprem a Bugiem. Gdyby się spotkały nad Wisłą, to realna byłaby chyba już tylko koncepcja 4. No ale naprawdę to się spotkały nad Łabą, i to już podczas obrad jałtańskich wynikało z sytuacji militarnej. Armia Czerwona już wtedy była nad Odrą. Chętnie podyskutuję w ramach historii alternatywnej o ty, co by było. gdyby radzieccy przegrali pod Kurskiem; czy tez gdyby alianci lądowali na Bałkanach.
  6. No cóż, Brunonie, nie uważam, że dyskusja nad historią alternatywną musi być "czystym bajdurzeniem". Można całkiem rozsądnie i poważnie dyskutować na różne tematy alternatywne, typu co by było, gdyby pod koniec lata 1812 wojska napoleońskie rozłożyły się na leża zimowe nad Dnieprem i Dźwiną, miast atakować Moskwę. Co by było, gdyby W. Ks. Konstanty użył swych sił do stłumienia listopadowej rewolucji. Co by było, gdyby alianci zrobili desant na Bałkany wiosną 44 roku. W wyżej wymienionych przypadkach decyzja należała wręcz do jednego człowieka lub małej grupy osób, mogli zdecydować "tak" albo "nie" i trudno uciec od rozważań, co by było, gdyby zdecydowano inaczej. Chciałbym przypomnieć, że to nie ja byłem autorem zasady stosowania pewnego pryncypium, którego ponoć należy bronić. Któż to był? Niech szuka, kto ciekawy. Ja w swym wywodzie usiłowałem odgadnąć, jakie to pryncypium przedmówcom przyświecało, i wykazać, że jakie by ono nie było, to nijak z niego nie wynikało utrzymanie wschodnich granic Polski, z Lwowem, Tarnopolem, Nowogródkiem i Wilnem, przy jednoczesnej ekspansji na zachód i północ, poprzez zajęcie Olsztyna, Gdańska, Gliwic i Wrocławia. Moim zamiarem było coś podobnego do sprowadzenia zasad, stosowanych przez adwersarza ad absurdum. Choć w tym przypadku nie chodziło o to, że były one niemożliwe do zastosowania, ale o to, że ich zastosowanie byłoby dla Polski gorsze, niż rzeczywiste ustalenia jałtańskie. Nie, Brunonie. W rzeczywistych rozstrzygnięciach jałtańskich argument siły wcale nie był rozstrzygający. Podstawą był argument prawny - czyli że państwo polskie ma nadal istnieć. Co więcej - zgodnie z duchem Jałty miało być to państwo wielopartyjnej demokracji - w końcu powstał rząd jedności narodowej z Mikołajczykiem jako wicepremierem i odbyły się wybory z udziałem wielu partii. Że w praktyce okazało się to fikcją - fakt, ale ustalenia w lutym 1945 były inne. Bardzo poważnie - choć wybiórczo - brano pod uwagę argument woli mieszkańców, dlatego wrócono do linii Curzona, a nie do granicy radziecko-niemieckiej z 39 roku. Oczywiście wysiedlenie Niemców z "ziem odzyskanych" było z tą zasada sprzeczne, ale już stworzenie możliwości osiedlania się na tych ziemiach (i nie tylko) ludności polskiej z Wileńszczyzny, Lwowskiego czy Wołynia było pewnym ukłonem w stronę tej zasady. Zasada siły była pewnym parasolem nad szczegółowymi ustaleniami. Bo realnie to jednak Armia Czerwona panowała na tych ziemiach i zgodnie z wolą Stalina korzystne dla niego ustalenia zostały zrealizowane, a niekorzystne - storpedowane lub przeinaczone. Zachodni alianci w lutym 45 uznali, że to co zostało ustalone, będzie zrealizowane. Stało się inaczej.
  7. Ja będę jednak bronił dotychczasowego przebiegu tej dyskusji. Jeśli dyskusja o historii alternatywnej nie ma być czystym bajdurzeniem, musimy określić pewne warunki, które musiałyby zaistnieć, żeby się stało co innego, niż się stało. W tym przypadku rozmawiamy o tym, co by musiało się wydarzyć, żeby ustalenia konferencji jałtańskiej były diametralnie inne. Jeżeli nie będziemy brnąć w zmienianie tego, co się przedtem wydarzyło, pozostaje nam zmienianie owych pryncypiów, zasad, które "wielka trójka" przyjęła za obowiązujące w urządzaniu powojennego ładu. No bo wynik wojny już był trzem przywódcom znany. Ja dostrzegam trzy możliwe do przyjęcia zasady: 1) zasadę siły, czyli kto panuje na jakimś terytorium, ten decyduje o jego przyszłości, 2) zasadę prawa, czyli litery traktatów, 3) zasadę samostanowienia mieszkańców danego terytorium, dość nieszczęśliwie wcześniej określoną jako "samostanowienie narodów". Oraz oczywiście wszystkie możliwe mieszane kombinacje tych zasad. W Jałcie zastosowano kombinację zasady siły z zasadą prawa. Gdyby zastosować wyłącznie pryncypium siły, to w lutym 45 roku Polska miała do kupy na frontach chyba 6 dywizji i 2 samodzielne brygady, i to pod różnym dowództwem. Czyli nic. Zgodnie z tą zasadą nie byłoby żadnego państwa polskiego, tylko Polska Socjalistyczna Republika Radziecka. Gdyby jednak zastosować kryterium prawa, to oczywiście byłoby państwo Polskie w granicach określonych traktatami - zakładam, że traktat Ribbentrop - Mołotow byłby unieważniony. Zatem wschodnia granica państwa polskiego powróciłaby do ustaleń traktatu ryskiego, a zachodnia - wersalskiego. Niestety z jednym wyjątkiem - Wilno i okolice. Zgodnie z tym pryncypium Polska musiałaby oddać Wilno, bo o ile wiadomo państwo litewskie nigdy nie uznało status quo, ustanowione siłą poprzez "bunt" oddziałów Żeligowskiego. Czy oddalibyśmy Wilno niepodległej Litwie, czy Litewskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej - nie chcę wnikać. Pewnie też musielibyśmy zwrócić Zaolzie i Jaworzynę Czechosłowacji. Na zachodzie (i północy) nasze granice nie mogłyby się zmienić ani o piędź. Przyjmując, że zachodnia granica radzieckiej strefy okupacyjnej by się nie zmieniła, przyszłe NRD byłoby o wiele potężniejszym państwem, ze Szczecinem, Koszalinem, Olsztynem, Wrocławiem i Gliwicami. Natomiast jak mogłoby wyglądać realizacja zasady samostanowienia ludności, trudno sobie to nawet wyobrazić. Referenda? Wśród aktualnej ludności, czyli np. po wysiedleniach Polaków z Wielkopolski? Po wywózkach do Kazachstanu i na Syberię z Lwowskiego i Wileńszczyzny? Po rzezi wołyńskiej? O jej odwecie nie wspominając. Zastosowanie tej zasady zapewne prowadziłoby do zaliczenia Polski do obozu Aliantów, ale w granicach z grubsza Generalnego Gubernatorstwa. Pewnie z Poznaniem zamiast Lwowa. Zwolennikom tezy, że nam się w Jałcie wielka krzywda stała, pozostaje zmienianie zaprzeszłości, czyli rozważanie co by było, gdyby Sowieci walczyli nad Dnieprem w czasie, gdy zachodni Alianci zdobywali Berlin. Też ciekawa koncepcja do dyskusji, tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że to już nie jest science fiction tylko czyste fantasy.
  8. Oczywiście, stan prawny można uznać za pewne "pryncypium". Tyle że przytoczone przez Ciebie zdarzenia prawne raczej są wątpliwej jakości. No bo ja tam nie wiem, ale raczej wątpię, czy Rada Komisarzy Ludowych mogła - w sensie prawnym - anulować wielostronne traktaty międzynarodowe, ratyfikowane przez sejm Rzplitej, nie będąc prawnym spadkobiercą żadnej z umawiających się stron. Zdaje się, że raczej Denikin czy Wrangel się takim spadkobiercą carskiej Rosji mienili, ale oni anulować rozbiorów nie myśleli. Nawet jednak jeśli uznać, że Rada Komisarzy Ludowych była prawnym kontynuatorem carskiej Rosji, to jednak nie mogła anulować rozbiorów w części, dotyczącej Austrii. Zatem decyzja Lenina może i powinna oznaczać powrót do Polski Łucka, Żytomierza czy Białej Cerkwi, ale nie Lwowa czy Tarnopola. Zarazem zwracała Wilno, Nowogródek, Suwałki i Białą Podlaską państwu litewskiemu, a nie polskiemu. Pryncypium prawne zwykle prowadzi do takich wątpliwości, a nawet do nonsensów, bo prawnie to należałoby Szwecję przyłączyć do Polski, choć Szwedzi pewnie znaleźliby prawne argumenty, że to Polskę należy przyłączyć do Szwecji. Niektórzy Ukraińcy twierdzą, że Przemyśl, Sanok, Chełm i Hrubieszów należy przyłączyć do Ukrainy. I mają na to argumenty prawne. Kryterium siły, rozumianej jako wynik walki zbrojnej, jest przynajmniej wymierne - w odniesieniu do przeszłości. Wolałbym jednak kryterium samostanowienia mieszkańców.
  9. Moglibyśmy poznać owe "pryncypia i zasady"? Bo o ile mnie pamięć nie myli, to w latach 1918-1920 zajęliśmy owe "Kresy" w wyniku działań wojennych, czyli zastosowaliśmy metody "bandyckie" - wg Secesjonisty. Ja osobiście uważam, że zwycięska wojna w owej epoce była całkiem dobrym uzasadnieniem panowania nad pewnym terytorium. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, by Polska Piłsudskiego pytała się mieszkańców powiedzmy powiatu jaworowskiego, czy chcą mieszkać w Polsce, na/w niepodległej Ukrainie czy też ZSRR. Nie wiem więc, dlaczego mielibyśmy formułować żądanie, by w 25 lat później Stalin miałby zadawać to pytanie mieszkańcom rzeczonego powiatu? Oraz na jakiej podstawie miałbym żywić przekonanie, że większość jego mieszkańców opowiedziałaby by się za przynależnością do Polski? Bo ja odnoszę wrażenie, że owe szczytne "pryncypia" dają się streścić do stwierdzenia "Co twoje to i moje, a co mego, to ci nic do tego". Mają owych pryncypiów przestrzegać nasi przeciwnicy, ale my - no nie, my mamy rację zawsze.
  10. Koronawirus

    Ależ oczywiście wskaźnik ten zależy od wielu czynników i bezpośrednio władz nie obciąża. Natomiast obciąża władzę powtarzane namiętnie propagandowe twierdzenie, że to dzięki jej wysiłkom sytuacja epidemiczna w Polsce jest lepsza, niż gdzie indziej. Po pierwsze - nie jest lepsza, jest znacznie gorsza, niż w wielu krajach tzw. Europy Środkowo-Wschodniej. Po drugie - jak słusznie zauważyłeś sama wysokość wskaźnika o winie nie świadczy, więc o zasłudze też nie.
  11. Koronawirus

    Tak. Znaczy 20 kwietnia. I niby jest świetnie, z państw UE (tych z ludnością ponad 1 mln) niżej od nas są tylko Bułgaria, Grecja, Słowacja i Węgry. Trochę szkoda, że u nas rośnie z grubsza liniowo, a w pozostałych państwach raczej coraz wolniej. Jednak martwi mnie inny wskaźnik, mianowicie liczba aktywnych przypadków (z grubsza - chorych) na milion. W tej klasyfikacji znaleźliśmy się na II miejscu w naszej grupie, czyli w państwach UE położonych na wschód od 15 południka. Dlaczego ten 15 południk stał się tak ważny w ekspansji wirusa - nie mam pojęcia i pewnie tęgie epidemiologiczne głowy będą się nad tym biedzić przez jakiś czas, aby nic nie ustalić. Ale fakt, że na wschód od niego epidemia się rozwija inaczej, niż na zachód, pozostaje faktem, choć jednak z wyjątkiem Szwecji, która wyraźnie ciąży ku zachodowi. Ale Grecja nie, więc to nie prosta kwestia korzeni kapitalizmu. Siak czy owak jeśli chodzi o liczbę chorych na milion mieszkańców, to u nas wczoraj wynosiła ona 288, a w Rumunii - 300. Problem też w tym, że w Rumunii ta liczba od ponad tygodnia maleje, a u nas rośnie. Więc pewnie za 2-3 dni zajmiemy pierwsze, słusznie nam się należące miejsce. U naszych sąsiadów wygląda to tak, że w Czechach jest to 231 osób pm, na Litwie - 158, zaś na Słowacji - 40. Ale na zachód od owego południka też leżą takie państwa UE, jak Dania, Niemcy i Austria, gdzie liczba chorych ppm jest już znacznie niższa niż u nas - odpowiednio 156, 148 i 88, i w dodatku maleje. Jeżeli chodzi o liczbę zrealizowanych testów, wykrywających gen wirusa, to zrealizowaliśmy ich 19 tys. na mln mieszkańców. I jest to niższy wskaźnik, niż u naszych sąsiadów - na Słowacji 28 tysięcy, w Czechach 36 tysięcy, Niemcy - 43 tysiące, Białoruś - 44 tysiące, Rosja - 56 tysięcy. Jedynie na Ukrainie zrealizowano tylko 6 tysięcy testów na milion mieszkańców. Więc wypowiedzi ministrów, premiera i prezydenta, jakoby to Polska świetnie radziła sobie z koronawirusem, to już są ewidentne kłamstwa. Radzimy sobie znacznie gorzej niż średnio, w porównaniu do innych krajów Europy Środkowej. A za 2-3 dni trzeba będzie powiedzieć twardo - najgorzej.
  12. Koronawirus

    A gdzie w przytoczonej mojej wypowiedzi jest mowa o zamknięciu granicy? Bo to, że pisałem o kontroli sanitarnej, to akurat wiem. Podobnie jak wiem, że nie pisałem o zamknięciu granicy. Najwyraźniej Secesjonista ma problem z rozróżnieniem tych pojęć. Gdybym chciał stworzyć listę zaniedbań naszego rządu i manipulacji informacyjnych, służących do ukrycia tych zaniedbań przed opinią publiczną, to byłaby to długa lista. Więc wspomnę tylko o dwóch. MASECZKI. W pierwszej połowie marca słuchałem dziesiątki razy różnych autorytetów na TVPiS, włącznie z samym Szumowskim w towarzystwie Morawieckiego, że noszenie maseczek jest kompletnie bez sensu i dureń ten, który takową zakłada. A kupować ich to zupełnie nie warto. I jeżeliby miały w czymkolwiek pomóc, to musiałyby mieć jakiś tajemniczy filtr. W tym czasie maseczki można było kupić na Allegro bez żadnego problemu, z owym filtrem, albo zwyczajne, tzw. chirurgiczne. Szpitale i przychodnie też mogły kupić. Ja kupiłem. W tym samym czasie na nierządowych kanałach informacyjnych można było dowiedzieć się, że zapasy maseczek w szpitalach i przychodniach są na dramatycznie niskim poziomie, starczy ich na dwa-trzy dni. Jednocześnie rząd zakazał sprzedaży detalicznej tych zupełnie nikomu niepotrzebnych maseczek oraz ich eksportu, bo wszystkie mają iść do służby zdrowia. Jednego dnia wszystkie oferty maseczek z Allegro znikły. Czy to ułatwiło zaopatrywanie szpitali w maseczki, czy też utrudniło - nie wiem. Wiem, że powstał czarny rynek maseczek, które były sprzedawane jako np. sprzęt ogrodniczy. A w kwietniu dowiedziałem się, że teraz każdy, kto chce wyjść na ulicę, ma mieć maseczkę lub coś na jej kształt. Może to być tkanina, zwykle stosowana na firanki, z otworami na milimetr, byleby by była. Najpierw nas okłamywano, że maseczki nikomu nie potrzebne, a te bez specjalnego filtru to w ogóle są psu na budę. A teraz nas okłamują, że dowolny kawałek tkaniny nas - i innych - przed czymś tam chroni. ZAPASY. I znów w pierwszej połowie marca słyszałem na TVPiS zapewnienia, że zapasów żadnych nie należy robić, że sklepy będą mieć zapewnione dostawy żywności, a jak nie chcę wychodzić z domu, to zawsze mogę kupić przez Internet. W trochę później dowiedziałem się z tegoż TVPiS, że osoby starsze i te z chorobami, jak cukrzyca czy choroby układu immunologicznego (czyli ja), powinny pozostać w domu i nie wychodzić nawet do sklepu (jeśli już, to bez maseczki, bo maseczka w niczym nie pomaga ). Czyli jak miałem żyć, skoro nie miałem ani mieć zapasów, ani chodzić do sklepu? Czekać na Niewidzialną Rękę? Ale jako ciężko pracujący (także zdalnie) i nieźle zarabiający człowiek nie chcę obciążać pomocy społecznej. No to mogłem zamówić żywność przez Internet z dostawą pod drzwi. Taaak ??? Już w połowie marca Auchan Direct zatkał się kompletnie. Nie wiem, jak może im brakować wolnych terminów, skoro w ogóle nie pojawia się możliwość złożenia zamówienia. Ludzie zamawiają o 4. nad ranem? We Fresco na przełomie marca i kwietnia udało mi się zarezerwować termin dostawy na 20 maja. Super. Na szczęście w mniejszych firmach było trochę lepiej. "Polski Koszyk" pod koniec marca przyjął zamówienie na 20 kwietnia i je terminowo dostarczył. "KM Delikatesy" realizował zamówienia za trzy tygodnie. Gdybym nie miał zapasów na te trzy tygodnie, byłoby źle, choć warzywa ("Zielony Koszyk") i alkohol dostaję prawie na bieżąco. W przypadku alkoholu zamówienie musi mieć wartość min. 250 zł, ale przy piwie w cenie 8 zł za flaszkę to nie problem. Mniejsza o to. Każdemu zdarzy się mylić. Rządowi też. I tylko było dość wkurzające słuchać pana premiera Pinokia Morawieckiego, jak mówił, że u nas to jest świetnie i że inne kraje UE dopiero kopiują nasze rozwiązania. Choć Słowenia, Czechy i Słowacja wprowadziły te rozwiązania o dobę-dwie wcześniej, a na tle krajów wschodnioeuropejskich wyglądamy raczej średnio pod względem liczby potwierdzonych i aktywnych przypadków oraz liczby zmarłych. Znaczy tradycyjnie - jest u nas lepiej, niż w Rumunii. Choć - dla odmiany - gorzej, niż w Bułgarii.
  13. Koronawirus

    W którym poście? Miałoby znaczenie, gdyby decyzję taką podjęto przed 28 lutego. Potem już niewielkie. Tyle że przed 28 lutego brakowało przesłanek do podjęcia takiej decyzji. Natomiast 29 lutego decyzję o kontroli sanitarnej (epidemicznej) powinny podjąć wszystkie państwa Schengen. Terytorium ma znaczenie w przypadkach, gdy średnia liczba potwierdzonych przypadków na milion jest niska, ale występują wyraźne ogniska epidemii. Mówiąc najprościej - ma sens odgradzanie się od sąsiadów, jeśli u nich jest więcej wirusa, niż u nas. Jeśli jest tyle samo, to takie decyzje są bez większego wpływu na rozwój epidemii. Co najwyżej powodują, że każdy się leczy tam, gdzie płaci podatki. Wówczas było przejawem odpowiedzialności UE za resztę świata. A z Chin - jak najbardziej. Tam już - poza Hubei - zachorowań prawie nie było. W Hubei wciąż paręset dziennie - wkrótce państwa europejskie marzyły o takiej liczbie. Potem była fala zachorowań od przybyszy z Europy - na szczęście niewielka i szybko stłumiona. Ależ, jak ktoś chce, niech porównuje. Ja tego nie robiłem.
  14. Koronawirus

    Nie, no na szczęście dopiero X. To znaczy, że jesteśmy na tym samym poziomie, co Chorwacja, Litwa, Łotwa, Rumunia, zaś gorszym niż u Bułgaria, Grecja, Słowacja, Węgry. No i lepszym niż pozostałe państwa UE.
  15. Koronawirus

    Odnoszę wrażenie, że imć Secesjonista nie musi czytać moich postów, bo z góry wie, że będą anty-PiSowskie. To, że niczego takiego nie napisałem, w niczym nie przeszkadza mu zarzucać mi stronniczości. A ja, jak dotąd, jeśli chodzi o podstawowe zasady walki z wirusem, polski rząd raczej chwaliłem. Co nie oznacza, że nie można było czegoś zrobić lepiej. Tak, należało wprowadzić kontrolę epidemiczną wcześniej (to zupełnie co innego, niż zamknięcie granic). Jak dotąd niewiele wypowiadałem się na temat decyzji Niemiec, a Austrii, Francji i Szwajcarii oraz Słowenii wcale, ale uważam, że to właśnie ich brak spowodował łatwość rozpowszechnienia się wirusa w Europie. Kontrolę epidemiczną na granicy włoskiej powinni wprowadzić 23 lutego. Nigdzie nie napisałem, że postępowanie Polski w sprawie epidemii jest gorsze, niż Niemiec. Nic nie pisałem o tym, że w Polsce wykonuje się za mało testów, ani o tym, że ukrywa się liczbę chorych i zmarłych. Najwyraźniej Secesjonista ma jakieś informacje na ten temat - to może je ujawni na forum. Bo ja podkreślałem, że żeby analiza czasowa miała jakikolwiek sens, przynajmniej liczbę potwierdzonych przypadków muszę uznać za wiarygodną. Listę zarzutów wobec rządów PiS mogę oczywiście stworzyć, ale to akurat nie te, które Secesjonista wymienił. Zatem jeśli Don Secesjonista szuka swoich wiatraków, by z nimi walczyć o dobre imię rządzącej nami Partii, to niech szuka, ale tym razem połamał kopię zupełnie bez sensu, nawet wiatraka nie znalazłszy.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.