jancet

Użytkownicy
  • Zawartość

    2047
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O jancet

  • Tytuł
    Ranga: Profesor wizytujący
  • Urodziny 11/10/59

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Polska pod zaborami

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Nie. Ale w parę dni została rozstrzygnięta.
  2. Tak, w pełni się zgadzam. Nacjonaliści działają na niekorzyść ojczyzny, więc są zdrajcami. I za to należy ich karać. Emeryturki zabrać mi nie można, bo do niej jednak jeszcze sporo czasu, a poza tym pragnę pracować do końca życia. Nie wiem, po co mam żyć, niczego pożytecznego nie robiąc. Swoją drogą trochę się dziwię propagandzie PiS - etos pracy to raczej element światopoglądu prawicowego, podczas gdy to właśnie PiS traktował "pracę do końca życia" jako przekleństwo. Taka z PiS prawica, jak ze mnie baletnica. No ale to dygresja. Widać za tępy jestem. No ale może potrafisz wyjaśnić to, co napisałeś. Bo skoro wzrost płac jest przyczyną zła, to tak na logikę... Jeszcze gorszy ten ptak, co swego gniazda nie naprawia. Niestety, opisany przez Leosia sposób myślenia był aż nadto obecny w naszej historii. W ten sposób myślała polska magnateria i szlachta w 2. połowie XVII wieku. Każda krytyka ustroju Rzplitej była traktowana jako "kalanie gniazda", więc żadne reformy się nie udały. Poważna próba "naprawy gniazda" miała miejsce dopiero po 1790 roku - co najmniej o 100 lat za późno. I naszym "nieskalanym gniazdem" podzielili się sąsiedzi. Pragniesz powtórki? Bo jesteśmy na dobrej drodze do niej...
  3. Tak, nacjonalizm to zło. Należy go tępić. W ostateczności - osoby głoszące idee nacjonalistyczne należy zamykać w więzieniach. Nacjonalizm jest przeciwieństwem patriotyzmu. Ja akurat jestem przedstawicielem starszych pokoleń i to ty jesteś dla mnie [... ciach] Rozumiem, że wolałbyś, by malała.
  4. Ależ, Tyberiuszu, nauka patriotyzmu jest czymś dobrym. Patriotyzmu, a nie nacjonalizmu. Gdzieś na początku lat 90-ych prof. Tadeusz Lutoborski, działacz Rodzin Katyńskich (choć nie przeszkadzało mu to aż do 89 być członkiem PZPR), który później zginął w katastrofie smoleńskiej, spytał mnie, jak my młodzi (miałem wówczas trochę ponad 30 lat) rozumiemy patriotyzm. Po pewnym zastanowieniu odpowiedziałem: "ciężka praca i płacenie podatków". Wtedy był to pogląd nowatorski. Nie zmieniłem go zanadto do dziś. Z wyjątkiem stosunku do podatku na partyjną telewizję i radio. Ale w latach okupacji niemieckiej przejawem patriotyzmu mogło być unikanie pracy i podatków. Za to walka i śmierć w tej walce było wyrazem patriotyzmu. Dlaczego nie? Ależ będę wynosił "pod niebiosa" naszych przodków, którzy w latach 1830-1831 odważyli się na wojnę z rosyjskim imperium, uważanym za największą potęgę ówczesnego świata. Że - pomimo wielkich różnic w ocenie "listopadowej rewolucji", jak to wówczas określano - zdecydowanie dominowała postawa, że skoro jest wojna, to trzeba walczyć. Szlachta płaciła podatki i przekazywała rządowi rodową biżuterię, magnateria fundowała szwadrony i pułki, warszawscy mieszczanie też. A chłopi ofiarnie ginęli w szeregach piechoty i jazdy. Aż do lipca 31 roku nie było w naszym wojsku żandarmerii - po co żandarmeria, skoro praktycznie nie było dezercji? Ależ będę wynosił "pod niebiosa" polskich robotników, którzy w 1905 roku stoczyli z caratem kompletnie beznadziejną walkę, która jednak przyniosła polskiemu narodowi wymierne korzyści. Samo wskrzeszenie liceów z polskim językiem wykładowym było warte bardzo dużo. Czy aż tyle, ile życie i cierpienia "buntowników"? Nie wiem, ale oni chyba nie uważali swej ofiary za daremną. Ależ jestem dumny z polskiej husarii i ułanów, którzy swe sukcesy zawdzięczali przede wszystkim taktyce, wyrażanej w okrzyku "hej, strzemię do strzemienia!" - posuniętej wręcz do skrajności dyscyplinie i zespołowemu działaniu - choć od wieków jesteśmy pomawiani, żeśmy do tego niezdolni. Tymczasem inne nacje nie potrafiły zbudować tak zdyscyplinowanej kawalerii. Ależ będę "wynosił pod niebiosa" postawę Polaków z lat 1918-1920, gdy nasi przodkowie stworzyli w jakiś cudowny sposób państwo narodu, przed chwilą rozdartego pomiędzy trzech zaborców i wielu zaciekle się zwalczających stronnictw politycznych. I że to wciąż rodzące się państwo zdołało stworzyć armię, która powstrzymała agresję wojsk radzieckich i odrzuciła je daleko na wschód. Może nie będę "wynosił pod niebiosa" rządów Mościckiego, Becka i Rydza-Śmigłego, ale muszę oddać im szacunek, że nie poddali się dyktatowi Hitlera, jak Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria i - chwilowo - Jugosławia. Poprowadzili nas do walki pozornie beznadziejnej, ale ostatecznie zwycięskiej. Będę "wynosił pod niebiosa" polskie państwo podziemne z lat 1939-1945. Chyba nie muszę pisać, czemu. Będę "wynosił pod niebiosa" postawę tak licznych Polaków, którzy aktywnie chronili Żydów w epoce holocaustu. Będę "wynosił pod niebiosa" postawę Polaków w październiku 1956 roku, kiedy - jak jeden mąż, niezależnie od poglądów politycznych - wspieraliśmy Gomułkę w jego sporze z Chruszczowem. I wygraliśmy - oczywiście nie pełną niezależność, ale jednak podmiotowość naszego państwa. Będę "wynosił pod niebiosa" postawę polskich robotników z lipca i sierpnia '80 roku. Że potrafili ponad swe własne interesy postawić interes nas wszystkich. Będę "wynosił pod niebiosa" za "Magdalenkę" i "okrągły stół" i "częściowo wolne wybory". Pozostaję w głębokim ukłonie wobec negocjatorów z obu stron. Szczególnie głęboki mój szacunek budzi to, że Jaruzelski, Rakowski, Kiszczak po wyborach właściwie dobrowolnie oddali władzę. W innych "demoludach" miało to bardziej konfrontacyjny przebieg/ Będę "wynosił pod niebiosa" postawę Polaków z lat transformacji ustrojowej, począwszy od 1989 roku, a nawet wcześniej. Kiedy - pomimo realnych i ciężkich opresji, spowodowanych radykalizmem przemiany ustrojowej, pozostaliśmy wierni idei tej przemiany i pogodziliśmy się z raptownym wejściem w kapitalizm. Innym to poszło gorzej. Naprawdę - jestem polskim patriotą. Ale jestem świadomy, że inne narody też mają swoje powody do dumy.
  5. Tak mi się skojarzyło z pewnym cytatem z posiedzenia parlamentu francuskiego z połowy XIX wieku - Euklides zapewne będzie lepiej ode mnie wiedział, o co chodzi, bo ja cytuję to z pamięci, a czytałem o tym ze 40 lat temu "Możecie bez końca piętrzyć swe kalumnie i oszczerstwa, i tak nie dosięgną one poziomu mojej pogardy". Furiuszu, twa wypowiedź o mojej "miłości do ZSRR" jest typową kalumnią, bardzo bezczelną. Nigdy, w żadnym poście nie wyraziłem nawet cienia sympatii do ZSRR, po prostu dlatego, że darzę to państwo szczerą niechęcią. Niechęć ta jednak mnie nie zaślepia - dostrzegam fakt, że gdyby ZSRR nie powstrzymało III Rzeszy plan likwidacji narodu polskiego zostałby zrealizowany - no może wyrobilibyśmy sobie status narodu niewolniczego. Nie przesłania mi też faktu, dość oczywistego, że Hitler chciał, by naród polski przestał istnieć, podczas gdy Stalin chciał zaprząc go do rydwanu światowego komunizmu. Oczywiście - wbrew naszej woli. Ale system stalinowski dawał gwarancję trwania naszego narodu, podczas gdy system hitlerowski nieuchronnie prowadził do jego zagłady. Staliśmy w kolejce za Żydami i Cyganami. Nie potrafię zrozumieć, że tak silne może być ideologiczne zacietrzewienie człowieka przecież światłego, naukowca, dr. habilitowanego. Gdy dyskutujemy o Starożytności czy Średniowieczu - nie taję sympatii do Furiusza. Gdy przechodzimy do tematów choćby ocierających się o współczesność, odnoszę wrażenie, że najchętniej załatwiłby problem mego istnienia "strzałem w tył głowy". Kiedyś napisał, że należało zabić mego ojca. Może powinienem zacząć się bać? Bezczelne kłamstwo. Ależ oczywiście, że by się dało ująć to ze znacznie większą rzetelnością. Gdy pokazuje się szlak wojsk Andersa, można by jednocześnie pokazać szlak wojsk Berlinga i Świerczewskiego, a przy okazji pociągnąć szlak Andersa do Bolonii (czemu się urywa na Monte Cassino?) i pokazać Maczka aż do Wilhelmshaven. Potrzeba wydłużenia filmu o 2 sekundy. Z kolei 2 sekundy można by odzyskać, skracając scenę, w której polski żołnierz w 39' powstrzymuje niemiecką nawałę. No może tylko sekundę - to niemal przekaz podprogowy. I bezczelnie kłamliwy. Drugą sekundę można by odzyskać, zaczynając wizualizację niemieckiej nawały od granicy polsko-niemieckiej, tymczasem w filmiku pokazane jest absurdalnie, jakoby zaczęła się u granic Francji i Beneluxu. Więc Niemcy są jej ofiarą? Najwyraźniej filmik ten realizowano kilka tygodni temu, gdy wrogiem Nr 1 był Timmermans (Holandia) i Macron (Francja). Jeszcze Merkel otaczała nasz rząd jakimś parasolem, a PiS nie żądał bilionów euro reparacji wojennych od Niemiec. To bardzo wyraźnie pokazuje uległość realizatorów wobec politycznych zleceniodawców i bieżących zadań propagandowych. Spójrzcie na ten filmik w 5-6 sekundzie. To już nie jest żadna ideologiczna poprawność, to jest zwykłe lizanie rz... politykom, mającym władzę. Tak, mi też zbiera się na wymioty.
  6. Cóż zatem ze stwierdzeniem "że moim zdaniem takie klipy są efektem zapotrzebowania wywołanego modą na cierpiętnictwo i martyrologię z rąk lewicowo-liberalnych a nie taką modę tworzą"? No bo te dwie tezy są ze sobą sprzeczne. Wśród młodych osób "z szeroko pojmowanego świata zachodniego" istnieje moda "na cierpiętnictwo i martyrologię z rąk lewicowo-liberalnych"? A jeśli nawet, to IPN ma tę modę wspierać? Co do tego, że wśród osób 40- z szeroko pojmowanego świata zachodniego "zbrodnie niemieckie są w miarę rozpoznawalne bo i szeroko przedstawiane w kulturze masowej, podczas gdy zbrodnie sowieckie nie są znane" mam poważne wątpliwości. Reagan ogłosił ZSRR "imperium zła" - i to pozostaje w powszechnej świadomości ludzi "zachodu". Zbrodnie III Rzeszy wobec Żydów też pozostają w publicznej pamięci, ale zbrodnie III Rzeszy wobec okupowanych narodów? Bez względu na target - IPN statutowo ma służyć prawdzie. Tymczasem w tym przekazie mamy dominację zbrodni stalinowskich nad hitlerowskimi. Jednym z największych kłamstw, krzewionych nie tylko w Polsce i nie tylko w ciągu ostatnich 27 lat, jest teza o tym, że okupację niemiecką zastąpiono okupacją radziecką. Stawianie znaku równości pomiędzy tymi dwoma sytuacjami. Tymczasem - gdyby okupacja niemiecka trwała do 1989 roku to już od wielu lat nie byłoby ludzi, mówiących po polsku, a już na pewno piszących po polsku o historii Polski. Krótko mówiąc - nas by nie było. Pod okupacją niemiecką zlikwidowano polskie szkoły średnie, a profesorów mordowano - czy to w Oświęcimiu, czy Palmirach. Pod "okupacją radziecką" odbudowywano polskie uniwersytety i politechniki. Dziś Niemcy w ramach NATO są naszym najważniejszym sojusznikiem w przypadku ataku ze wschodu. ZSRR zaś nie istnieje, dzisiejsza Rosja odżegnuje się od stalinowskiej polityki i potępia stalinowskie zbrodnie. Po co więc ten klip?
  7. Tak bardzo uogólniając... Jeśli chodzi o czasy Łokietka, Kazimierza i Ludwika, to Mazowsze trochę robiło królestwu "wbrew". Sorry za kolokwializm, ale nie znajduję lepszego określenia. Nie zamierzało włączyć się do jednoczącej się Polski, stało obok. Zajmując położenie pomiędzy Królestwem, Zakonem, Litwą i Rusią rozgrywało je, często wbrew interesom Królestwa. Sytuacja się znacząco zmieniła za czasów Jagiełły. Wtedy Mazowsze już nie było pomiędzy czterema równorzędnymi graczami, tylko była pomiędzy władztwem Jagiełły a Zakonem. Wybór wcale nie był oczywisty, ale jednak władcy Mazowsza postawili na zwycięskiego konia - czyli Jagiełłę. Potem już raczej byli monarchii jagiellońskiej wierni, choć nie była to wierność bezwarunkowa. O czym pisze powyżej Secesjonista.
  8. Szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem, co to ma być "moda na cierpiętnictwo i martyrologię z rąk lewicowo-liberalnych" ? Co to są "ręce lewicowo-liberalne"? Dziś i w przeszłości. Czy dzisiejsi liberałowie czy neoliberałowie mają coś wspólnego ze zbrodniami stalinizmu czy opresjami późniejszego real-socjalizmu? Co ma dziś z tym wspólnego współczesna lewica, np. niemiecka SPD ? Czy owe "ręce lewicowo-liberalne" w dzisiejszym ich rozumieniu są przyczyną jakowyś cierpień i martyrologii naszego narodu? Czy zadaniem IPN - Instytutu Pamięci Narodowej - jest: - tworzenie mód w pojmowaniu historii naszego narodu? - wspieranie istniejących już mód? - krzewienie wiedzy o historii naszego narodu, bez zwracania uwagi które elementy tej wiedzy są modne, a które nie? Jeśli faktycznie wykonane na zlecenie IPN (czyli za pieniądze podatników) "takie klipy są efektem zapotrzebowania wywołanego modą" - jakąkolwiek modą - to IPN zlecając te klipy złamało swój statut i postąpiło wbrew swej misji (jak mniemam), czyli sprzeniewierzyło publiczne pieniądze.
  9. Mimo to trochę ich służyło III Rzeszy. Tejchman (Ve službách Třetí Říše, Mladá Fronta, Praha 1999) szacuje ich liczbę na 700 000.
  10. Moje poglądy na "dobrą zmianę" są chyba znane, ale jednak w Twej recenzji są pewne drobne przekłamania: 1) szlak żołnierzy Andersa z Syberii do Włoch pokazany jest dość wyraźnie, 2) na chwilę pojawia się na mapie Lenino, ale już nie Studzianki, Kołobrzeg czy Berlin. A reszta... szkoda gadać. Najbardziej zszokowało mnie, jak to polski żołnierz zatrzymuje niemiecką nawałę w 39 roku (16 s.), która najwyraźniej nadciągnęła z Francji i Holandii :). Swoją drogą strasznie negatywne przedstawiono USA. Może za tydzień będziemy się od nich domagać 10 bilionów odszkodowania za Jałtę?
  11. Euklidesie, z całą sympatią, ale w Twym pojmowaniu historii pojawia się pewien sposób wnioskowania, z którym zgodzić się trudno. A raczej dwa sposoby. Pierwsza kwestia, to brak oceny wiarygodności informacji. Jeżeli sułtan (a raczej jego wezyr) popierał detronizację króla Stanisława II Augusta w 1768, bo ten nie miał w swej rodzinie żadnego króla, ale zarazem jego poprzednik nie miał żadnego problemu, by króla Michała Korybuta i króla Jana III traktować jako prawowitego władcę, choć ten też w swej rodzinie nie miał żadnego króla, to raczej jest oczywiste, że kwestie rodzinno-dynastyczne były jedynie pretekstem, a nie powodem wspierania przez Turcję detronizacji tego pierwszego - takich pomysłów nie mieli przy pozostałych dwóch. Co więcej, o ile mnie pamięć i logika nie zawodzi - w czasie współpracy z Karolem XII uznawali za prawowitego władcę Polski Stanisława I, a nie Augusta II - choć Stanisław nie miał w rodzinie żadnych władców, a Wettinowie to jednak ród elektorski, choć nie królewski. Druga kwestia to brak wyczucia czasu. Może to już był 'off topic', ale w odpowiedzi na moje zaprzeczenie tezie, że udział Rzplitej w odsieczy wiedeńskiej w 1683 stawiał nas w roli najemników, sięgnąłeś do argumentów z: - XVI i pierwszej połowy XVII wieku, pisząc o łupieżczych wyprawach Kozaków na Turcję, które definitywnie ustały po roku 1648, - wydarzeń z roku 1711, kiedy to wojska Piotra I zostały okrążone w Mołdawii, - a teraz sięgasz do relacji z wydarzeń, które miały miejsce w 1768 roku. Tymczasem dla Saint-Priesta, gdy przybył do Stambułu: - wydarzenia z roku 1711 były bardziej odległe, niż dla nas kryzys kubański i wyprawienie Łajki w kosmos (już byłem na świecie, ale szczałem w pieluchę), - wydarzenia z roku 1683 to tak, jak dla nas czasy, gdy Hitler dążył do władzy, - wydarzenia sprzed roku 1648 to tak, jak dla nas wojna burska, czy koronacja Mikołaja II na króla polski. A Ty to wszystko wrzucasz do jednego worka. Ja się z Tobą w pełni zgadzam, że w 1768 roku Turcja nie miała żadnych planów ekspansji na północ od Karpat, ba - raczej już nie miała w ogóle żadnych planów ekspansji, usiłowała - dość nieudolne - bronić swego stanu posiadania, bardzo uszczuplonego w ciągu poprzednich 70 lat. Ale w 1683 zgodnie z postanowieniami traktatu w Buczaczu traktowała Rzplitą jako zbuntowanego wasala i ten kierunek ekspansji po zajęciu Górnych Węgier był raczej oczywisty.
  12. Nie o to mi chodziło w pytaniu "od kogo to wiemy". Przyjmuję Twą wiedzę jak dobrą monetę, sam też często coś wiem, ale czytałem o tym 40 lat temu i tytułu ni autora nie pamiętam. Powiedzmy tak: dwóch mężów stanu rozmawia na jakiś ważny temat. Rozmowa raczej nie odbywa się w 4 oczy, choćby ze względu na tłumacza, zapewne jest kilku świadków, ale raczej wąskie grono. Panowie powiedzieli sobie, co myślą, ale ni doszło do żadnego traktatu czy umowy, więc dwustronnie uwierzytelnionego protokołu nie sporządzono. Któraś z kilku osób przy tym obecnych "puszcza farbę" i przekazuje relację z tej rozmowy - jednostronną. Zapewne ktoś ze strony szwedzko-polskiej. I w takiej sytuacji trzeba zadać sobie kilka pytań: - po co to zrobił? - dlaczego ta relacja trafiła akurat w ręce francuskie? - czy wiernie odtworzył treść rozmowy? - czy aby na pewno nie kłamał, może tej rozmowy wcale nie było?. Nie widzę tu żadnych argumentów na istnienie stronnictwa prorosyjskiego. Karol XII usiłował nakłonić Turcję, by za niego wyciągała gorące kasztany z ognia. Turcji było bardzo na rękę, że Rzplita, Rosja i Szwecja bezustannie ze sobą się wadzą, a często wojują, bo dzięki temu sułtan mógł się nie obawiać jakiejś wielkiej ofensywy na Czarnomorze. Zmiażdżenie Rosji przez Karola XII przy jednoczesnym zwasalizowaniu Rzplitej prowadziło do powstania za Dzikimi Polami ogromnej militarnej potęgi, co było Porcie bardzo nie na rękę. Piotr I nie miał za sobą jakiejś monarszej tradycji, był raptem wnukiem uzurpatora. Gdyby ci monarsi przodkowie byli dla sułtana tak bardzo ważni, to bezwzględnie powinien wesprzeć interesy Karola XII, a tego - jak wiadomo - nie uczynił. Nawet nasz Wettin miał lepszą monarszą legitymację, niż Romanow. To jednak 30 lat po Wiedniu - już inne pokolenie. A gdyby Turcji naprawdę zależało na Rzplitej, to by tego pokoju nie zawarła. Turcja się w Rzplitej nie zakochała, tylko w jej interesie było podtrzymywanie polsko-rosyjskiego konfliktu. A oczekiwanie od Sobieskiego, że będzie brał pod uwagę skutki klęski Karola XII pod Połtawą są chyba nieco przesadne. Pod Wiedniem bronił naszych granic przed państwem, z którym - podkreślam po raz wtóry - Rzplita pozostawała w stanie wojny. Austria i Rosja miały istotny konflikt, ale dotyczący Mołdawii, Wołoszczyzny i Bałkanów, a nie terenów, położonych na północ od Karpat. Więc Habsburgów zawsze cieszyły problemy Rosji nad Wisłą. Po cichu wspomagali i konfederatów barskich, a potem powstańców kościuszkowskich, listopadowych, styczniowych, by na koniec wyprawić na Rosję I Kadrową i Legiony. A w międzyczasie po cichu wspierała Turcję. Ale do 1914 roku nigdy nie doprowadzono do otwartego konfliktu. Oceniając wydarzenia z 1772 roku musimy pamiętać, że w latach 1711-1772 Rzplita nie była de facto niepodległym państwem, tylko rosyjskim dominium. Faktyczna niezależność Rzplitej byłaby Habsburgom bardzo na rękę. Uporczywa walka konfederatów stworzyła nową sytuację - stało się widoczne, że Rosja nie potrafi utrzymać w ryzach swego dominium. Nikomu z sąsiadów jednak w smak nie było, by Rzplita stała się faktycznym graczem - trzeba było ją osłabić. Więc Prusy zaczęły naciskać na przydzielenie im Prus Królewskich - chodziło przede wszystkim o zagarnięcie zysków z handlu zbożem, płynącym Wisłą do Gdańska. No a jeśli Prusy miały dostać tak słodki kawałek tortu, to Austria - zgodnie z zasadą równowagi - musiała dostać równie cenny. Rosja wciąż miała nadzieję na dominację w reszcie Rzplitej, więc zadowoliła się stosunkowo małym terytorium z Witebskiem. Czy był to dla Habsburgów cenny kawałek Europy? Raczej nie. I tak mieli już problem z godzeniem interesów Niemców, Madziarów, Czechów, Chorwatów, Włochów, a także Słoweńców, Słowaków i Rumunów, a tu jeszcze Polacy i Rusini do kompletu, oraz Żydzi na przyczepkę. Jak się tak patrzy na dzieje Galicji i Lodomerii, to przez pierwsze 100 lat z okładem Wiedeń się zachowywał tak, jakby te ziemie dostał w dzierżawę, a nie na własność. Jakby w każdej chwili był gotów wymienić je za coś ciekawszego. Na "dzień trochę dobry" rozdano szlachcie setki tytułów baronów i hrabiów, słusznie domniemując, że to zapewni jej wierność po wsze czasy. A potem zostawiono prowincję własnemu losowi. Róbta, co chceta, dawajcie rekruta i nie zawracajcie nam głowy. Rozwój stosunków kapitalistycznych w środkowej Europie wymagał wsparcia ze strony państwa. Nawet car z petersburskiej kasy oddłużał szlachtę Królestwa w latach 20-ych XIX w. Habsburgowie w Galicji robili minimum minimorum, żeby nie powiedzieć, że nic, Stad galicyjska bieda i zacofanie. Sytuacja się zmieniła dopiero po 1878.
  13. To ma sens, dzięki.
  14. Przepraszam za swoją indolencję, ale co to są te "pustaki"?
  15. Parę problemów: 1. Czy naprawdę sułtan tak Karolowi XII powiedział? Od kogo to wiemy? 2. Jeżeli tak powiedział, to czy mówił to, co myślał? Dlaczego temu uchodźcy, choć z monarszego rodu, miał koniecznie mówić prawdę? 3. Od ilu pokoleń ród Romanowych był rodem monarszym? Toć raptem dziadek Piotra nie urodził się w monarszej rodzinie. Bardzo daleko idące wnioski, oparte na bardzo wątłych przesłankach. Nie, zupełnie nie jest to wiadomym. I bynajmniej nie jestem odosobnionym w poglądzie, że to nieprawda. Ci, którzy tak twierdzą, zapominają, że w 1683 Rzplita i Turcja pozostawały formalnie w stanie wojny - w Żurawnie zawarto tylko rozejm, a do zawarcia pokoju nie doszło. Ponadto rozejm ten, pomimo zwycięstw Sobieskiego pod Chocimiem i Żurawnem potwierdzał większość zdobyczy tureckich z 1672 roku, a przede wszystkim pozostawiał w ich rękach Kamieniec Podolski. Wojna 1683 roku toczyła się przede wszystkim o Górne Węgry, czyli tereny dzisiejszej Słowacji. Nie nam oceniać motywacje Madziarów, których Imre Tekej (fonetycznie) wiódł do walki przeciw Habsburgom, ale fakt faktem, że gdyby mu się udało "wyzwolić" Górne Węgry, których władcą się ogłosił, to byłoby to państewko wasalne wobec Porty. Zatem siły do kolejnego ataku Turcji na Rzplitą miałyby bazę wypadową na Orawie i Spiszu, cca 100 km od Krakowa. A od tej strony nie mieliśmy żadnych liczących się twierdz, więc Turcy weszliby w nas, jak w masło. Sobieski za wszelką cenę musiał do tego nie dopuścić. Przy czym opłaciło się nam to wielce, gdyż pokojem karłowickim odzyskaliśmy Kamieniec, który w 1672 poddaliśmy po 9 dniach, żeby potem przez 16 lat (1683-1699) bezskutecznie usiłować go odzyskać. Austria doprowadziła do rozbiorów? Przyznam się, że takiej interpretacji naszych dziejów jeszcze nie słyszałem.