Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    26,080
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by secesjonista

  1. Higiena w Średniowieczu

    Cóż, czasy nowożytne nie oznaczały jakiegoś jakościowego skoku w higienie, a w wielu krajach nastąpił wręcz regres. W 1526 r. uczony Erazm z Rotterdamu zanotował, że nowa "dżuma" (chodziło o choroby weneryczne) nauczyła jemu współczesnych obywania się bez łaźni i kąpieli. /por. G. Vigarello "Czystość i brud: higiena ciała od średniowiecza do XX wieku", Warszawa 1996, s. 32-33/
  2. A jednak istnieje inna możliwość o ile by zawierzyć przekazowi Franciszka Rawity-Gawrońskiego: "W piątek uderzono na koło kozackie. Hetman posłał w zastępstwie swojem Adama Kisiela, który imieniem hetmana odebrał od kozaków znaki starszeństwa: buławę, chorągwie, komeszyny i pieczęcie, a potem z ramienia Rzptej naznaczył im pułkowniki, asawuly, sędziów i pisarza wojskowego. Starszym tymczasowo, do dyspozycyi J. K- M. naznaczono Iljasza Karaimowicza, pułkownika Pereasławskiego. Przytem cała starszyzna wojskowa, nowoobrana, mianowicie asawułowie: Lewko Bubnowski i Lutaj; pułkownicy Jakób Gegniwy Czerkaski, Andrzej Łahoda Kaniowski, Hrehory Chomowicz Czehryński, Maxym Nesterenko Korsuński, Iljasz Karaimowicz Pereasławski, Jacyiia Białocerkiewski , sędziowie Bohdan i Kasza, jakoteż pisarz Bohdan Chmiehiicki »imieniem wszystkiego wojska zaporowskiego« przyznali się do błędu i zuchwalstwa targnięcia się z orężem w ręku na Rzptą, zobowiązali się wydać hersztów, uznać do czasu starszeństwo Iljasza Karaimowicza, a do króla i senatu wysłać posłów z submisyą". /tegoż "Bohdan Chmielnicki do Elekcyi Jana Kazimierza", Warszawa 1906, s. 84-85/ To jeśli chodzi o podpis pisarza, pozostaje otwartym pytanie: co tam robił w tym czasie.
  3. Kaugurieši.

    Może 13 czerwca? Gubię sens gramatyczny przy maszynowym tłumaczeniu łotewskich "znaczków" zatem nie jestem tego pewien: "Vienīgā mākslas filma, kura 1941. gada 13. jūnijā, īsi pirms kara sākuma, parādījās uz ekrāna, bija režisora Valdemāra Pūces filma “Kaugurieši”.81 Filmas uzņemšanai bija diezgan gara vēsture, arī atspoguļojot politisko pārmaiņu ietekmi. Lēmums par filmas uzņemšanu pēc Kārļa Zariņa populārā romāna tika pieņemts vēl neatkarīgās Latvijas laikā, 1940. gada martā, bet pirmie ārskata kadri Valmieras tuvumā tika nofilmēti tieši Latvijai liktenīgajā 17. jūnijā. Varbūt tāpēc, ka tajā dienā operatoru vidū nebija galvenā operatora Valdemāra Upīša (1904–1986), bet varbūt tāpēc, ka šajā dienā operatorus nodarbināja citas domas (iespējams, tad, kad filmētāji devušies uz Valmieru, pretim braukuši padomju tanki), pirmie nofilmētie kadri tika atzīti par mazvērtīgiem, lai arī darbu vairāk iekavēja nepieciešamība koriģēt scenāriju atbilstoši jaunajām prasībām – tas nozīmēja nepieciešamību vairāk uzsvērt šķiru cīņu". /A. Stranga "Latvijas kultūras un mākslas sovetizācija pirmajā padomju okupācijas gadā: 1940. gada jūnijs – 1941. gada jūnijs", II daļa, "Latvijas Universitātes Žurnāls. Vēsture", 2018/6, s. 22; tekst dostępny na stronie: apgads.lu.lv/
  4. Zdecydowana większość forumowiczów biorących udział w tej dyskusji wyraziła swe zastrzeżenia co terminu "wielki terror" zastosowanego do podanych ram czasowych, zatem trudno od nas wymagać pomocy w wyrażonym przez Komara życzeniu. Rozumiem jednak, że tak na prawdę to nie chce on o tym poczytać i jedynie chce wyrazić swą dezaprobatę dla retoryki jaką obrali obecnie niektórzy badacze (czy to historycy czy politolodzy), co tak ich odróżnia od niektórych badaczy z czasów minionego (jakże niesłusznie) ustroju. A jeśli chodzi już o sam "terror" to różne są w tej kwestii oceny, Adam Lityński w swej recenzji z książki w opracowaniu Jakuba Wojtkowiaka "Z dziejów terroru w państwie radzieckim 1917-1953. Wybór źródeł", zauważa: "Jeśli jesteśmy już przy kwestii ram chronologicznych zbioru, to zauważyć warto, iż do tematu terroru ramy czasowe 1917-1953 dobrane są zarówno trafnie, jak i wstrzemięźliwie, bezpiecznie dla redaktora. Wprawdzie piszący niniejsze słowa uważa, że państwo radzieckie posługiwało się terrorem także po śmierci Józefa Wissarionowicza, aż do początków Gorbaczowowskiego sześciolecia, ale z pewnością nie wszyscy podzielają ten pogląd, zaś daty 1953 nikt zakwestionować nie może". /tegoż "Dokumenty nieludzkiego terroru", "Roczniki Administracji i Prawa" Wyższa Szkoła Humanitas, , R. XIV, 2014, s. 323/ Można przywołać pewnie setki prac z okresu PRL, napisanych przez historyków w ramach badań historycznych, które niekoniecznie naukowymi były a jak najbardziej spełniały ideologiczne założenia, a można nawet odnieść wrażenie że tylko po to powstały. Można też wskazać opracowania, które ukazać się nie mogły bądź musiały być poprawiane by pasować do ideologicznych założeń, jak było np. z opracowaniem Stanisława Kuczyńskiego "O wyprawie Włodzimierza I ku Lachom w związku z początkami Państwa Polskiego", której recenzent (skądinąd ceniony naukowiec) uznał, że jego uwagi o władzy Pieczyngów w X w. na terenach Rusi są nie do przyjęcia we współczesnych warunkach politycznych. W specyfice nauk politologicznych nie istnieje warunek spełniania założeń ideologicznych, a przynajmniej nie w większym stopniu niż w naukach historycznych.
  5. Kaugurieši.

    A czy prace nad tym filmem nie zaczęły się jeszcze przed ustanowieniem republiki radzieckiej? Tak mogłoby wynikać z uwag zawartych w dysertacji Renāte Cāne: "Jāuzsver, ka oficiāli pirmajā padomju gadā tika radīta tikai viena spēlfilma –„Kaugurieši” Voldemāra Pūces režijā un ar Bruno Skultes mūziku, taču jāņem vērā, ka tās lielākā daļa jau bija uzfilmēta līdz 1940. gada 17. jūnijam...". /tejże "Latvijas dokumentālā kino komunikatīvo funkciju transformācija (1944–1990)", promotor Dr. phil., prof. A. Dimants, Biznesa augstskola Turība, Komunikācijas fakultāte, Rīga, 2014, s. 82, przyp. 30/ Czy: "In the 1930s, film production started to be seen as a significant artistic and economic phenomenon in the national cultures and for cultural policies. There was state financial sup-port for the development of film production. For example, in Latvia the Public Culture De-partment assisted in initiating three projects: the screen adaptationsThe Fisherman’s Son (Zvejnieka dēls, 1939) after the novel by Vilis Lācis; People of Kauguri (Kaugurieši,1940), after the historical novel by Kārlis Zariņš; and The Damb (the film is lost) (...) The Fisherman’s Son was finished before World War II started. Kaugurieši was censored and revised in compliance with the tenets of Soviet ideology in 1940". /I. Novikova "Baltic Cinemas— Flashbacks in/out of the House", w: "Via Transversa: Lost Cinema of the Former Eastern Bloc" ed. E. Näripea, A. Trossek, Tallinn 2008, s. 250, przyp. 3, s. 251; fragment dostępny na stronie Eesti Keele Instituut/
  6. W zasadzie nic nie wiemy o uczestnictwie Chmielnickiego w jakimkolwiek z wcześniejszych powstań kozackich i raczej przyjmuje się, że również nie brał udziału w powstaniu przywołanego Pawła Michnowicza (Buta), a degradacja nie była związana z karą za bezpośredni udział w tej ruchawce a z regulacjami konstytucji sejmowej z 1638 roku. w tej postanowiono: "... lecz iż swawola Kozacka tak się bardzo wyuzdała, że też uskramiaiąc ią, przyszło woyska nasz y Rzpltey przeciwko nim ruszyć (...) pogromiwszy ie y poraziwszy, y od Rzpltey immines pericolum odwrociwszy, wszelkie ich dawe iurisdykcye, starszeństwa, prerogatywy, dochody y insze decora przez wierne posługi ich od Przodków naszych nabyte; a teraz przez tę rebelię stracone, perpetuis temporibus im odeymuiemy, chcąc mieć tych, których fortuna belli żywych servanit, za w chłopy obrocone pospolstwo. A iż z regestrowych, ktorych tych sześć tysięcy Rzplita w służbie swoiey mieć chciała, nam y Rzplita się upokorzyli: tedy takową ordynacyą woyska tego authoritate praesentis Conventus czyniemy. na mieyscu starszego, ktory iuż więcej ex gremio ich nie będzie nigdy bywał, ale my starszego Kommissarza od Seymu do Seymu przydawać będziemy, za zaleceniem Hetmanow, człowieka w stanie szlacheckim urodzonego (...) Temu Kommissarzowi posłuszni bydź maią, tak Assawułowie, Pułkownicy, Setnicy, iako y woysko wszystko. A ci wszyscy y z Kommissarzem maią dependere od Hetmana Koronnego, Pułkownicy także; więc y Assawułowie maią bydź szlachta w rzemieśle rycerskim doświadczona, niepodeyrzaney cnoty y wiary. Setnicy, y Atamani, ci maią bydź z Kozakow samych, dobrze Nam y Rzpltey zasłużonych, ludzi rycerskich, obierani". /"Ordynacya woyska Zaporowskiego Regestrowego, w służbie Rzpltey będącego", w: "Volumina legum", T. 3, wyd. J. Ohryzko, Petersburg 1859, f. 928, s. 440/ Jak się wydaje Chmielnickiego dotknął zapis: "maią bydź szlachta", tak jak jego ojciec zaniedbał udokumentowania praw do subotowskiego chutoru tak i w tej materii poszkapił, przez co Chmielnicki miał problem z wywiedzeniem swego szlachectwa. "Chmielnicki podpisał ów akt [chodzi o akt kapitulacji z Borowicy - secesjonista] jako pisarz wojska zaporoskiego. Takie stanowisko mógł dzierżyć wyłącznie za zgodą hetmana Koniecpolskiego, który na pewno nie przyznałby tej funkcji czynnemu buntownikowi. Chmielnicki z pewnością nie mógł też uczestniczyć w dławieniu powstania po stronie wojsk Rzeczpospolitej, w przeciwnym razie w późniejszym czasie nie zdobyłby zaufania Kozaków i niewątpliwie zostałby przez nich uznany za zdrajcę. Wszystko na to wskazuje, że Chmielnicki zachował się neutralnie, nie opowiadając się za żadną ze stron konfliktu". / P.Z. Kozłowski "Działalność polityczno - dyplomatyczna...", s. 64/ Za typową dla euklidesa manierę wypada uznać jego wybiórcze traktowanie przywoływanych przezeń źródeł, w tym przypadku chodzi o zapiski Albrychta Radziwiłła. To co euklides uznał za "obciach" jest jak najbardziej przezeń szeroko omawiane. "Albrycht Radziwiłł, wstrząśnięty rozgrywającymi się wydarzeniami, pisał w 'Pamiętnikach', że Tiepolo „do tego doprowadził króla, że ten niepomny za-przysiężenia praw i nie zważając na trudności, jakie w przyszłości mogą stąd wyniknąć, prywatnie zadeklarował wojnę [z Turcją — W.A.S.], pomianował pułkowników i kapitanów, rozdzielił między nich około 80 000 dukatów bez wiedzy nas wszystkich" (...) W tym czasie król naradzał się z przybyłymi do Warszawy posłami kozackimi: Iwanem Barabaszem, Bohdanem Chmielnickim, Iwanem Eliaszem (lub Iliaszem) i Maksymem Nesterenką. Kozacy zobowiązali się do wystawienia na wojnę turecką sześćdziesięciu dobrze uzbrojonych czółen, jednak pod warunkiem otrzymania na ich wyekwipowanie sześciu tysięcy talarów (osiemnastu tysięcy złotych). Otrzymali je od ręki wraz z zapewnieniem zwiększenia liczby rejestrowych z sześciu do dwudziestu tysięcy (...) Na polecenie monarchy kanclerz wielki koronny Jerzy Ossoliński powiadomił kanclerza litewskiego Radziwiłła, „że wojna turecka została już ogłoszona, patenty i listy na żołnierzy rozdane [...]”. „Zapytałem — zanotował Radziwiłł — czy listy dla kapitanów były opieczętowane? Kiedy kanclerz powiedział, że «nie», rzekłem, że prędzej pozwolę odciąć sobie rękę, aniżeli zezwolę na przyłożenie pieczęci W. Ks. Litewskiego, o czym podobnie myślał kanclerz”38. Nawiasem mówiąc, wszystkie dokumenty w tej sprawie zostały opatrzone pokojową pieczęcią Władysława IV, o czym — być może — nie wiedział żaden z kanclerzy. Taką też pieczęć nosił prawdopodobnie i przywilej dla Kozaków". /W.A. Serczyk "Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651", Kraków 2009, s. 29-30/
  7. Cofnąć się można, ale w tych latach Michaił Łoris-Mielikow nie wdrażał żadnych istotnych reform administracyjnych czy ustrojowych. Z początkiem 1860 r. odnajdziemy go na stanowisku gubernatora miasta Derbent (Дербе́нт), a od marca 1863 r. jako naczelnika regionu Terek (Терской области), którą funkcję sprawował do 1875 roku. Pierwsze istotne stanowisko na szczeblu centralnym objął dopiero w połowie lutego 1880 r., kiedy stanął na czele "Najwyższej Komisji Zarządzającej..." (: Верховная распорядительная комиссія по охраненію государственнаго порядка и общественнаго спокойствія) a ministrem spraw wewnętrznych został w sierpniu tegoż samego roku. Znaleźć jak najbardziej można, tylko cały cykl liczy siedem tomów, zatem do którego z nich należałoby według euklidesa zajrzeć? Oryginalny tytuł cyklu brzmiał "Od białego caratu do czerwonego", a podany przez euklidesa tytuł "Od białego do czerwonego caratu" dotyczy skróconej i najpopularniejszej wersji, w języku polskim wydanej po raz pierwszy w 1958 r. przez londyński Katolicki Ośrodek Wydawniczy „Veritas” i jest to z kolei tłumaczenie amerykańskiego skrótu opatrzonego tytułem: "The Origin of Modern Russia" (New York 1948). I akurat w tym wydaniu nie ma nic o samym Łoris-Mielikowie a tym bardziej o jego reformach. Natomiast o ziemstwach, szerzej wspomina tylko raz i dotyczy to kwestii oświatowych z 1897 r. w ziemstwie charkowskim, relacjonowanych przez ziemskiego działacza Mikołaja Kowalewskiego.
  8. Sejmiki nic nie mają do osoby króla, który w zasadzie w nich nie uczestniczył. A gdzie dokładnie, możemy poznać ów fragment? Nie istniało wówczas prawo mówiące, że każdy sędzia musiał być szlachcicem, zatem cała ta hipotetyczna dyskusja - sensu nie miała. A Michał Chmielnicki nie był sędzią, nie wiem z kim na ten temat dyskutował euklides, ale był podstarościm czechryńskim a w zakres obowiązków podstarościego wchodziło m.in. przewodzenie odpowiednim sądom. To, że ktoś był synem podstarościego czehryńskiego nie musi oznaczać, że był szlachcicem, kluczowym dla tej kwestii jest status jego matki a i dzieje jego ojca, w tym konkretnym przypadku. Gdyby Michał Chmielnicki został (jak chcą niektórzy) infamisem to on sam jak i jego dzieci straciłyby automatycznie szlachectwo, chyba że sejm podjąłby w tej kwestii stosowną regulację. Zalecając innym wgłębienie się w temat powinien euklides sam to uczynić, jako że tą wypowiedzią kompromituje się. To nie ma nic do rzeczy, istotnym jest status prawny obowiązujący w ówczesnej Polsce a nie wywód etymologiczny. To może lepiej pozna euklides zamierzenia króla i Ossolińskiego wtedy będzie znał odpowiedź, to są kwestie tak znane, że nie wiem dlaczego nie są znane dla euklidesa. A nie rozumie ich euklides dlatego, że wymyślił sobie nieślubnego syna, wymyślił sobie księstwo dla tego syna, wymyślił kilka innych kwestii zaniedbując poznawanie faktów. Proponuję czytać uważniej, proszę podać kiedy to Ossoliński sprzymierzył się z Tatarami i na czym to polegało, bo to o nim mowa w tym fragmencie a nie o Bohdanie Chmielnickim. zainteresowany bardziej fantazjowaniem euklides zaczyna gubić się w tym o kim dyskutuje. Obciachem jest niewiedza euklidesa co do faktów. Jaka była treść listów skradzionych Iwanowi Barabaszowi? "W 1646 roku Chmielnicki znalazł się w Warszawie wśród delegatów na rozmowy z królem Władysławem IV. Rozmowy tedotyczyły ewentualnej wojny z Turcją, do której Kozacy mieli zostać użyci (...) Zamiar wzniecenia wojny z Turcją powzięty przez króla Władysława IV w kwietniu 1646 roku otworzył przed kozackimi dowódcami, w tym także przed Chmielnickim, kuszącą wizję odzyskania swobód. Podczas realizacji zamiaru wyprawy jesiennej na Tatarów (...) Ostatecznie 13 lutego 1645 roku na kolejnym sejmie Władysław IV wystąpił już z oficjalnym projektem ekspedycji wojskowej przeciwko ordyńcom. Propozycje królewskie nie spotkały się niestety z zainteresowaniem, ani posłów, ani senatorów. Paradoksalnie jednak właśnie od tego momentu król przestał już zabiegać o poparcie szlachty dla swoich projektów i zaczął działać w tym zakresie na własną rękę. Nowy plan, który zyskał konkretną formę nie był ani nowatorski, ani tym bardziej odkrywczy. Także tym razem monarcha liczył na to, że uda mu się skutecznie sprowokować ordyńców, co stworzyłoby mu dogodny pretekst do wszczęcia wojny obronnej. Władysławowi IV z pewnością dodatkowo sprzyjał fakt nie załatwienia przez sejm kwestii tatarskich upominków. Należało więc spodziewać się tego, że Tatarzy osobiście upomną się o swój haracz. Dalszy rozwój wypadków zdawał się potwierdzać królewski tok rozumowania. Do Warszawy zaczęły docierać informacje o tym, że sułtan zezwolił Tatarom na ekspedycję w głąb Polski. W ten sposób zaczęły się powoli ziszczać królewskie zamysły. Jeżeli istotnie tak wyglądała sytuacja i rzeczywiście poprzez konfrontację zbrojną z Tatarami można było doprowadzić do wojny z Turcją to pilną potrzebą stało się wcześniejsze zaciąganie wojsk..." /P.Z. Kozłowski "Działalność polityczno - dyplomatyczna Bohdana Chmielnickiego", rozprawa doktorska napisana w Zakładzie historii Europy Wschodniej UAM pod kierunkiem prof. zw. dr hab. A. Kijasa, Poznań 2014,s. 63, S. 70, s. 266-267/
  9. Pierwsza wojna światowa kojarzy się bardziej z wypijanym przez wojaków sznapsem czy poróżnieniem zdobycznej butelki wina, a jak to było z narkotykami? U schyłku XIX wieku w laboratoriach Farbenfabriken vormals Friedr. Bayer & Co. udało się zsyntetyzować heroinę, która przebojem zaczęła podbijać rynek farmaceutyczny, z czasem coraz częściej pojawiające się głosy wskazujące, że ów produkt powoduje uzależnienie sprawiły, iż ostatecznie koncern; będący dotąd potentatem w produkcji tej substancji; wycofał się z produkcji heroiny na rok przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Co przecież jednak nie sprawiło by heroina zniknęła z rynku. Na stronie organizacji Volteface zaprezentowano fragment z książki Łukasza Kamieńskiego "Shooting Up: A History of Drugs And War", z którego możemy się dowiedzieć, że: "In a December 1915 edition of the Times Savory & Moore advertised a small mail-order medical kit in a handy case containing, among other items, cocaine and heroin. And Harrods offered small packages of morphine and cocaine complete with syringe and spare needles, which was recommended as “A Useful Present for Friends at the Front.”". /"The Great War And The Cocaine Panic in Britain"; tekst dostępny na: volteface.me/ Czy zatem odnajdziemy heroinę "w okopach" tej wojny? A jak to wyglądało z innymi substancjami tego typu? Tak zwana "panika kokainowa" w Wielkiej Brytanii; którą pośrednio wywołali kanadyjscy żołnierze stacjonujący na Wyspach; była zapewne mocno przesadzoną reakcją, jak to jednak wyglądało na zapleczu frontów (koszarach, miejscach zgrupowania) a jak w pobliżu bitewnych pól? Czy w medycznych raportach bądź publikacjach odnotowano problem narkotykowy pośród wracających weteranów?
  10. Bolesław Bierut

    Cóż, hipoteza nie do obalenia i... nie do obrony. Gdyby Polscy działacze komunistyczni chcieli to by mogli, ale nie chcieli i już się nie przekonamy czy mogli. A w czasach poczdamskich rozmów władzy mieli tyle ile im dano, ale zapewne gdyby chcieli to by mieli więcej, tylko; znów; nie chcieli...
  11. Ruchy ekstremistyczne około 1968 roku w Japonii

    Cóż, że taki nie istniał? Do tej pory Japonia może się poszczycić dwoma pisarzami, którym przyznano tę nagrodę (pomijam tu "brytyjski przypadek" Kazuo Ishiguro), byli to: Yasunari Kawabata (w 1968) i Ōe Kenzaburō (1994 r.), żaden z nich przyjęcia tej nagrody nie odmówił i nie popełnił samobójstwa. W tych latach, zarówno w Japonii jak i innych krajach na "giełdzie" nazwisk ewentualnych noblistów, mających pochodzić z tego kraju, liczyły się głównie takie nazwiska, jak: Abe Kōbō, Jun’ichirō Tanizaki i Yukio Mishima. I to o tego ostatniego zapewne chodziło autorowi tematu. Poza literacką twórczością Mishima zaangażował się w politykę, był założycielem paramilitarnego stowarzyszenia Tatenoki i organizatorem "przewrotu" w trakcie którego wziął na zakładnika generała Kanetoshiego Mashitę. Wygłosił przemówienie do żołnierzy Sił Samoobrony i zażądał przywrócenia dawnej pozycji cesarzowi. Brak jakiegokolwiek odzewu na jego poczynania skłoniły go do rytualnego samobójstwa. Mishima nie miał możliwości zrezygnowania z tej nagrody, ale gdyby mu ją przyznano to mało prawdopodobne byłaby jego rezygnacja z niej, dość powszechnie wiadomym było, że bardzo na nią liczył. W 1965 r. Mishima promował w USA swą książkę "Na uwięzi" (oryg. "Gogo no eikō", ang. "The Sailor Who Fell from Grace with the Sea"; w Polsce wydano ją łącznie z "Balladą o miłości"), we wrześniu tego roku wypłynął w z Nowego Yorku w podróż dookoła świata. Docierające doń wieści, że w tym roku najpewniej dostanie upragnionego Nobla sprawiły, że specjalnie udał się do Sztokholmu by poznać miasto swego wyczekiwanego tryumfu. "Był nawet taki czas w jego twórczości, kiedy bardzo wierzył, że do - stanie Nagrodę Nobla. Pragnął być czytany na Zachodzie i chciał być tłumaczony przede wszystkim na angielski, bo wierzył, że przez ten język jest się znanym. Wręcz sobie zażyczył, by na inne języki był tłumaczony przez angielski (...) Jest też ważny, bo był kandydatem do Nagrody Nobla. Bardzo na nią czekał, ale ostatecznie jego przyjaciel, Kawabata Yasunari...". /"O dziecku chorym na śmierć" Z B. Kubiak Ho-Chi rozmawia P. Orzeł, "eleWator", nr 14, 2015, s. 17, s. 20/ "That Yukio Mishima coveted international recognition and especially the Nobel Prize is no secret. Aperrantly under consideration for the award in the same year that Kawabata won, he must surely have received with mixed feelings the news that the prize had gone to the man who, in fact, had served as mentor in his early career". /Yoshio Iwamoto "The Nobel Prize in Literature, 1967-1987: A Japanese View", "World Literature Today", Vol. 62, No. 2, Spring 1988, s. 219/ Co tam: "ostatni samuraj", Ian Buruma na łamach "The New York Review of Books" (10 October 1985), przy okazji omówienia filmu Paula Schradera "Mishima: A Life in Four Chapters" zatytułował swą recenzję "Rambo-san". Cóż, w warstwie werbalnej - restauracja dawnych wartości, odrzucenie obcych wpływów i rozwiązań politycznych, wzmocnienie pozycji cesarza i pozycji imperialnej państwa, wszystko w sumie wyłożył w swej przemowie wygłoszonej z balkonu w bazie wojskowej. W ogólnym oglądzie był nacjonalistą i przywódcą organizacji prawicowej. Niektórzy pisali nawet o jego faszyzmie, a niektórzy, jak np. Keith Vincent (por. tegoż "Mishima Yukio: Everyone’s Favorite Homofascist", "Multitude", 13, été 2003) o "homofaszyzmie". Bywają jednak badacze, którzy wskazują, że wiele z jego propozycji i idei mogły być z powodzeniem zaakceptowane przez Nową Lewicę. Richard Storry to uznany japonista, przez wiele lat dyrektor Far East Centre w oksfordzkim St Antony's College, autor m.in.: "A History of Modern Japan", "Double Patriots a Study in Japanese Nationalism". Zauważył on, że jeśli Mishima znalazłby w Japonii naśladowców to raczej wywodziliby się oni z Nowej Lewicy niż ze Starej Prawicy (w: "Reform and Revolution in Asia" ed. G.F. Hudson). Podobne, paradoksalne zbieżności widzi Hisaaki Yamanouchi, autor "The Search for Authenticity in Modern Japanese Literature", który napisał: "Mishima detested the progressive or left-wing Japanese intelectuals, but he did not align himself with the Liberal Democratic Party either. Nor was he prepared at all to link with the right-wing organizations, in spite of the ultra-nationalism of his own Shield Society. Irnically enough, Mishima could have agreed with the dissident students of the New Left who played the leading role in the 1968-69 university upheavals. For despite their different views on such matters as the Imperial authority both Mishima and those students aimed their crticism at the order and prosperity of present-day Japan" /tegoż, "Mishima Yukio and his Suicide", "Modern Asian Studies", Vol. 6, No. 1, 1972/ Realnych szans na skuteczny przewrót polityczny to ta akcja nie miała i Mishima raczej zdawał sobie z tego sprawę, a cały ten coup d'état należy traktować bardziej jako pewną teatralizację, tyle że wcieloną w życie, w odróżnieniu od ceremonii Yūkoku-ki (: "rocznica śmierci patrioty"), którą odgrywał corocznie ze swymi towarzyszami. A wszystko to było zgodną z jego koncepcją filozoficzno-artystyczną.
  12. Jednak nie... całkiem obiecująca kariera wojskowa Charlesa à Courta (który po śmierci swego ojca używał nazwiska Repington) została przerwana w czasie drugiej wojny burskiej za sprawą jego romansu z żoną urzędnika kolonialnego, po odejściu ze służby (w stopniu pułkownika) poświęcił się pracy korespondenta wojennego, w czasie tytułowego konfliktu pracował głównie dla londyńskiego "Timesa". W 1920 wydał on w londyńskiej firmie wydawniczej Constable and Company (znanej wielu miłośnikom literatury grozy, za sprawą pierwszego wydania Brama Stokera opowieści o Draculi) swe dwutomowe opracowanie, którego tytuł brzmiał "The First World War 1914-1918", z podtytułem: "Personal Expierience". "The wieght of the initial effort made by Germany should increase our respect for the valour of those, mainly Frenchmen, but also British and Belgians, who checked the first onsets and won the vistory of the Marne. Not until the whole into field, and had been well beaten, did Germany give up. The character of this war of attrition must always remain in our minds when we read the story of the First World War". /tegoż, "The First...", London 1920, s. 16/
  13. Jak najbardziej miał przygotować, tyle że miało to być wymierzone przeciwko Tatarom krymskim a w dalszej konsekwencji wywołać wojnę z Turcją. Wypowiedź eukldiesa: Zdaje się, że większość jego przemyśleń w tym temacie oparta jest na założeniu: "zdaje mi się...". Powiedziałbym, że jest to ABC a nawet idée fixe euklidesa, bez agentów Ziemia przestałaby się kręcić, czekam jeszcze na wypis z lektury Sekretu... Jak rozumiem dla euklidesa: w przeddzień, to jakieś dwa lata? A jakiż to historyk stwierdził, że była kochanką? Zdaje sobie sprawę euklides, że wedle większości historyków Zygmunt III Waza w odróżnianiu od swego ojca wykazywał się wstrzemięźliwością a jego małżeństwo było; jak rzadko u koronowanych głów; zgodne i szczęśliwe? Nie dziwi euklidesa, że nikt z dworzan nie zauważył, że stara panna nagle się mocno zaokrągliła? Możemy poznać jaki to zamiar tkwił w wysłaniu tego nieślubnego syna do czehryńskiego chutoru?
  14. Alireza Mafiha nie został skazany za przestępstwa narkotykowe a za: "przestępstwo przeciwko Bogu", co polegało na napaści z użyciem całkiem sporego noża na jednej z teherańskich ulic. Decyzję o tym by nie powtórzyć egzekucji podjął sąd, a ów minister wyraził jedynie swą opinię. I na tym wypada już zakończyć ten XXI-wieczny wątek.
  15. W temacie "Henryk Sienkiewicz: czy epatował sadyzmem..." padło:
  16. Temat się tyczy innej epoki, zatem krótko - nie ma takiego prawa w USA, to taka urban legend. Kilka wzmianek o ratowaniu w ten sposób skazanego: forum.historia.org.pl - "Mój ci - jest! mój ci - jest! O wypraszaniu skazańców". Kwestię pod względem dawnego prawa na ziemiach polskich referował Karol Koranyi, bodajże w Sprawozdaniach AU albo już PAU, ale numeru i roku - nie pomnę.
  17. Dwóch polskich matematyków: Krzysztof Tatarkiewicz i Andrzej Pelczar spierało się na spotkaniach Szkoły Historii Matematyki (także na łamach "Wiadomości Matematycznych" czy "Antiquitates Mathematicae") o polską pisownię zlatynizowanej formy: Joannes Broscius, czyli czy ma być: "Brożek" czy "Brzozek". Siłą rzeczy w trakcie tej dyskusji wynikła kwestia przekreślonej litery "z", oto kilka uwag zanotowanych przez Tatarkiewicza: "Można w nim przeczytać [chodzi o "Nowy Karakter polski" J. Januszowskiego - secesjonista] (kursywa jest w oryginale), że są trzy zet, a mianowicie takie jakie my zapiszemy jako: „zet”, „(ż)” oraz „zet przekreślone” . Jako przykłady Kochanowski podaje: „zamek”, mro(ż)no, [zjywieś . Literę „z” (wtedy zazwyczaj gotycką) w średniowieczu często przekreślano - była to redundacja (tak jak teraz jest przekreślanie w Europie cyfry „7” - patrz niżej nr 8). Natomiast w języku polskim pisanie „Zet” jako „zet” przekreślonego, jest już - chyba - dopiero XVI-wiecznym pomysłem (patrz ustęp nr 10). Ale w praktyce, jeśli chodzi o małą literę (wersalik) „zet przekreślone”, to przynajmniej w druku, nigdy nie wszedł on w powszechniejsze użycie. Natomiast w wypadku dużej litery (kapitaliku) „duże Zet przekreślone”, to pomysł ten wprawdzie powstał też już co najmniej w XVI wieku (ale początkowo był sugerowany tylko w wypadku kapitaliku „Zet” (patrz niżej), ale spopularyzowali tę grafikę, chyba dopiero w okresie międzywojennym, plastycy w „logach” (przed 1950 rokiem słowo to nie było jeszcze znane) jakichś kompanii żeglugowych stosujących tak wymalowaną literą na kominach statków (też tylko kapitalik). Obecnie tę grafikę stosuje chyba wyłącznie żandarmeria wojskowa - ma ona na swych samochodach napis ,,[Z]W” („duże Zet przekreślone” ). Przed rozbiorami poprawne i starannie pisane „Zet” było w zasadzie zawsze z kropką. (...) Od razu zaznaczmy, że tu symbol (ż) oznacza ten sam znak graficzny, który zdefiniowaliśmy wyżej w poprzednim ustępie, ale ten znak (litera) który u S. Murzynowskiego [chodzi o - secesjonista] oznaczał dźwięk dziś zapisywany jak „ż” („żaba” ), to tu u J. Kochanowskiego oznacza inny dźwięk, a mianowicie „ź” („mroźno” ). Dalej zastosowaliśmy tu symbol [z] jako transliterację małego „zet przekreślonego” . Przy omawianiu ortografii S. Murzynowskiego [chodzi o rozprawkę "Ortographia Polska"- secesjonista] nie był on potrzebny (gdyż „małe zet przekreślone” nie jest przez niego stosowane). J. Kochanowski stosuje przekreślone zety, ale w długim komentarzu Jana Januszkowskiego (z zawodu drukarza), jest wyraźnie powiedziane, że kreskę można dodawać do zwykłego „z”, ale nie należy tego robić z gotyckim, „bowiem mianowicie „trzecie zet” ... z kreską przez pół, trudno po te czasy w druku używać było. Niemieckiey liter karakter ... kreski przez pół cierpieć nie mogło...” . Nie jest zresztą powiedziane dlaczego takie zet gotyckie kreski przez pół „cierpieć by nie mogło” (...) Ostatecznym wnioskiem jest, że przekreślenie litery małego „zet” nie znaczy, że należy je czytać jak dzisiejsze „Żet”, zaś ówczesne „rz” być może czytano jeszcze nie jako „Zet” tylko jako miękkie „r”’, co przy latynizacji prowadziło oczywiście do zapisu „er”". /tegoż, "Jeszcze raz: Brzozek czy Brożek?", Roczniki Polskiego Towarzystwa Matematycznego Ser. II "Wiadomości Matematyczne", T. 44, nr 1, 2008, s. 118 i n.; odpowiedź A. Pelczara: "Jeszcze o Brożku", tamże, T. 45, nr. 2, 2009; teksty dostępne są na stronie Polskiego Towarzystwa Matematycznego/ Z literatury wokół tego językowego sporu: K. Tatarkiewicz "Brzózek czy Brożek? Uwagi w 350 lecie śmierci Jana Brosciusa, "Wiadomości Matematyczne", T. 38, nr 1, 2002 tegoż "Brzozek czy Brożek? – oto jest pytanie! (W 350-lecie śmierci Jana Brosciusa)", "Algorytmy w dziejach matematyki", Materiały XVI Szkoły Historii Matematyki, Turawa 14–18 maja 2002 r., red. K. Hałkowska, P. Urbaniec, "Zeszyty Naukowe", Matematyka 31, Uniwersytet Opolski, Opole 2003 A. Pelczar "Stromata Brosciana", "Antiquitates Mathematicae", Vol. 1, 2007 K. Tatarkiewicz "Brzozek czy Brożek?", "Antiquitates Mathematicae", Vol. 2, 2008.
  18. Elżbieta Bawarska i jej mąż

    Z żartu, skoro według słów domniemanej córki urodziła się w château Sassetot w 1882 roku, a Sissi w tym roku tam nie przebywała tylko w 1875 r. to musiała być to siedmioletnia "ciąża wsteczna". O ile wizyta w Sassetot-le-Mauconduit w 1875 r. jest odnotowana w wielu materiałach źródłowych; choć miała być to podróż prywatna i teoretycznie incognito; jak w Dzienniku Urzędowym, na łamach "Journal de Rouen" czy w raportach żandarmerii złożonych w prefekturze Dolnej Sekwany, to o wizycie w 1882 r. - nic. Nie odnotowują jej również autorki itinerarium "Elisabeth, Stationen ihres Lebens" Brigitte Hamann i Elisabeth Hassemann. To, że w wiedeńskich archiwach odnotowano jej urodziny w marcu 1879 roku to zapewne jedynie tajne działania cesarskiego dworu. Tak jak i to dlaczego cesarz jej nie uznał, wedle jej słów spowodował to "Dwór" gdyż została wychowana przez swoją matkę w duchu wolnych i otwartych idei nowoczesnej edukacji, przez co miała być niebezpieczną dla imperialnych tradycji: "It is the Court of Vienna which looks upon me as dangerous. Having been brought up by my mother in the free and broadminded ideas of modern education, I must, I suppose, be regarded as a menace to the traditions of the Imperial House". /Count. Zanardi Landi "The Secret of an Empress", London - New York - Toronto and Melbourne 1914, s. VII-VIII/ Niestety nie dowiemy się jak w dwa lata udało się jej mężowi przepuścić 4000 000 koron, które ponoć miała jej zostawić cesarska matka, a właściwie dowiadujemy się: stało się to za sprawą niecnych poczynań wiedeńskiego dworu, którego przedstawiciele przez różne podstawione osoby podsuwać mu mieli nietrafne inwestycje. Trochę się to kłóci z jej późniejszą narracją, w której z perspektywy już po rozwodzie zaczęła sugerować, że tak na prawdę to jej pierwszy mąż był podstawiony (przez te same siły) by ją zrujnować, a wszystko to wysnuła z faktu, że Richard Kühnelt po powrocie do Wiednia dostał pracę, potem awans a nawet został przywrócony do pułku. "How can I help being confirmed, by this paradoxical treatment of my husband, in the certainty that his conduct, though apparently as free as it was blameworthy, was in reality but the result of his blind obedience to orders received from those over him, and that he was in some measure no more than the docile instrument of a concerted plan to ruin me? Was he therefore rewarded for having executed his task so well?". /tamże, s. 343/ Jak się wydaje w sierpniu/wrześniu 1914 roku Wiedeń miał "na głowie" nieco ważniejsze sprawy (tak mniej więcej trzeba by datować londyńskie wydanie, zważywszy że recenzja tej publikacji w "The Times Literary" ukazała się już 3 września). A pośród nich priorytetem raczej nie było zajmowanie się publikacją napisaną przez pewną panią, której chyba znudziło nieco bycie jedynie żoną superintendenta z londyńskiej firmy Ocean Salvage Co. Ltd.; choćby hrabiego; i postanowiła zostać córką cesarzowej. Z faktu, że amerykańskie władze nigdy nie zdementowały informacji, że pierwszą osobą na Księżycu był Polak - Serafin Boliński, jasno wynika, iż to jemu należy przypisać ten doniosły czyn. A już tak na poważnie co do dementi, pani Kaiser (z domu Prins) nigdy nie odwołała swego oświadczenia, że "nasza" Carolina Frantizka była jej córką. O ile można utrzymywać, że jej oświadczenie z 1 grudnia 1911 r. zostało wymuszone przez wiedeńską policję, to chyba nie musiała się jej obawiać w dwudziestoleciu międzywojennym gdy przebywała we Francji (zmarła w 1 marca 1929 r. w Saint-Germain-en-Laye). Na różnych forach można poczytać, że roszczenia pani Zanardi Landi wspierają zapiski Marie Larisch, rzadziej już ktoś zauważa, iż ta miała osobiste powody by w dość negatywnym świetle przedstawiać wiele z postaci wiedeńskiej society i domu cesarskiego, a jej wspomnienia pełne są blagi, przeinaczeń i zwyczajnych kłamstw. A już zupełną rzadkością jest by ktoś zwrócił uwagę na fakt, iż kiedy jeszcze podpisywała się jedynie jako Comtesse Marie Larisch (z domu Baronne de Wallersee) i w 1913 r. opublikowała swe wspomnienia "My Past" (napisane przy współpracy Maude Ffoulkes) to nie ma tam ani słowa o dziecku, które miało być poczęte w Sassetot. Za to w 1935 r., kiedy już tytułowała się: Comtesse Larisch von Wallersee Wittelsbach w "Les secrets d’une maison royale" dziecko nagle się pojawia a autorka "przypomina" sobie, że to ona zawiozła je do Wiednia. Kolejny wyczyn w tej kwestii popełnił Marcel Fouquier w "Jours heureux d’autrefois" (Paris 1941) gdzie stwierdził, że cesarzowa urodziła dziecko, które nazwano: "comtesse Landi", nie sprawdzając nigdzie tych rewelacji i nie zdając sobie sprawy, że człon "Landi" to część nazwiska drugiego męża naszej uzurpatorki. Ja zmartwię euklidesa, ale autorka "The Secret of an Empress" nie przyznaje się do takiego ojca, i w sumie sama nie miała pomysłu na to kto nim był, wpierw podawała, że to Ludwik II Bawarski by potem utrzymywać, iż to jednak Franciszek Józef. Według czyjego przekazu, jeśli nie liczyć głosu Julesa Chopina? Myli się euklides, co mnie dziwi zważywszy na jego znajomość języka francuskiego. Przed wydaniem londyńskim było wydanie francuskie (o włoskim zasekwestrowanym wydaniu już nie wspomnę), jako "Le secret de l’impératrice dévoilé par sa fille (Mœurs et scandales de la Cour d’Autriche)" w paryskiej Librairie Universelle.
  19. Takie "wątpliwości" wyrazili; co ciekawe; ukraińscy badacze: Walerij Stepankow (dyrektor Instytutu Historii Ukrainy Narodowej Akademii Nauk Ukrainy) i Walerij Smolij, współautorzy takich opracowań, jak: "Богдан Хмельницький: хроніка життя та діяльності", "Богдан Хмельницький: монографія" czy "огдан Хмельницький: Соціально-політичний портрет". Znał więcej (proszę zajrzeć do biografii opracowanej przez Iwana Krypjakewycza), tylko co z tego ma wynikać? To nie jest tak pewne, wskazuje się też, że mógł być to Jarosław, wspominał o tym Miron Korduba w opracowanym przezeń biogramie do PSB. No to niech nas oświeci euklides jakie to miasto bądź persona ofiarowały mu więcej niż Lwów i gdzie to pobierał te nauki - tak konkretnie bez farmazonów.
  20. Staram się pozwalać na dużą swobodę wypowiedzi w każdym temacie, ale ma to jakieś granice inaczej każdy temat przemienia się w zlewnię wszelkich możliwych wątków i spostrzeżeń. Rozumiem że z pewnego lenistwa jeśli ktoś trafi na temat o Sienkiewiczu to od razu stara się w nim zawrzeć wiele z tego co wie lub zdaje mu się, iż wie: od postaci pisarza, przez jego bohaterów, po zawarte w jego dziełach realia epoki. Nie jest jednak chyba tak trudnym, gdy w toku dyskusji nasuną się nam jakieś przemyślenia niezbyt związane z głównym wątkiem, skorzystać z wyszukiwarki forumowej i znaleźć bardziej odpowiedni wątek. A przy całej mej tolerancji nie za bardzo widzę związek pomiędzy kreowaniem przez Sienkiewicza drastycznych scen a tym czy Chmielnicki był szlachcicem i jakie miał zdolności językowe... Wpisy o tożsamości i pochodzeniu księcia na Wiśniowcu postarałem się skopiować do tematu: forum.historia.org.pl - "Jeremi Wiśniowiecki" i tam można kontynuować rozpoczęty tu spór. Wpisy o pochodzeniu i innych szczegółach biograficznych tyczących się osoby Bohdana Chmielnickiego postarałem się przekopiować do tematu: forum.historia.org.pl - "Bohdan Chmielnicki - ocena i szczegóły biograficzne" i tam można... Wpisy o niedomówieniach Sienkiewicza co do prawdy historycznej skopiowałem do; sugerowanego już wcześniej przeze mnie; wątku: forum.historia.org.pl - "Trylogia a prawda historyczna" . Co prawda jest już temat: forum.historia.org.pl - "Kat w średniowieczu", ale tu punktem wyjścia była historia z XVI wieku, zatem dokonane tyczące się tej funkcji skopiowałem do nowego tematu: forum.historia.org.pl - "Profesja kata - zakres zadań, opłacalność, sposób wykonywania egzekucji".
  21. W temacie "Henryk Sienkiewicz: czy epatował sadyzmem..." padło:
  22. W temacie "Henryk Sienkiewicz: czy epatował sadyzmem..." padło:
  23. Jeremi Wiśniowiecki

    W temacie: "Henryk Sienkiewicz: czy epatował sadyzmem..." padło:
  24. Cesarstwo Łacińskie

    Ja pytam: jacy historycy prócz Du Cange'a, a eukldies odpowiada, że... Du Cange. O ile mi wiadomo to nic takiego nie napisał, może zatem euklides zacytować ów passus tak byśmy wiedzieli skąd jego wnioski i czy znów nie mamy do czynienia z jego nadinterpretacją. Nie zdziwiło euklidsa, że tak wielu historyków zajmujących się dziejami Bizancjum nie tylko nie wspomina o spisku, nie tylko nie wspomina o jego udziale w tymże ale nic nie napisali o tym by Teodor I Laskarys został zamordowany? Proszę czytać uważniej, zadałem pytanie jacy to historycy (liczba mnoga) ponieważ sam euklides podał wcześniej: "Zdaje się, że wspominają o niej tylko historycy francuscy". Czyżby osoba autora "Histoira byzantina..." u euklidesa występowała w tej samej roli co reymontowski Ostrowski (zawiadowcy i spedytora - w jednej osobie), przez co pojedynczy historyk staje się dla euklidesa: historykami? Tylko się euklidesowi tak zdaje... o tej bitwie; w mniejszym lub większym zakresie; wspomnieli tacy autorzy, jak: D. Gołąb, M. Witasek, George Ostrogorski, F. Cognasso, E. Eickoff, W. Ramsey, J. Bradbury, F. Bredenkamp, S. Thymidias, O. Henne am Rhyn, G. Bieg, D. Nicol, F. Van Tricht, T. Hopkins, R. Wolff, M.K. Setton, K. Belke, B. Tekkök, A. Uzelac, B. Pavlović, C. Foss, W. Norden, K. Clewing, A. Kazhdan, K. Krumbacher, A. Gardner, J. Hussey, S. Rakova, C. Brand, R. Macrides, R. Talbert, F. Uspienski, A. Kaldelis, W. Blum, F. Dölger, T. Traversari, D. Abulafia, E. Zachariadou, B. Sinogowitz, A. Kolia-Dermitzaki, H. Sundhaussen, L. Gumilow, A. Haisenberg, K. Hopp, O. Mariani, Ch. Nikolas, C. Sode, N. Hooper, M. Bennet, J. Bagnell Bury, R. Browning, S. Takács, D. Černohorský, A. Papageorgiou, S. Tucker, W. Tomaschek, L. Fowler-Magerl, S. Yildiz Ötüken, M. Angold, G. Klaniczay, P. Lock, R. Dupuy, H. Hunger, H. Gwatkin, J. Stauber... Całkiem sporo tych historyków, a nie jest to wcale pełna lista i można ciągnąć ją znacznie dłużej. Jak to się zatem stało, że euklidesowi tak się "zdawało"? Jak mniemam przeczytał on jedno z dzieł Du Cange'a (tylko które to nie wiemy gdyż tradycyjnie poskąpił nam wskazania na czym konkretnie się opiera) i uznał, że to mu w zupełności wystarczy i nie trzeba już sięgać po nic innego. Otóż o bitwie pod "Pemanin" (częściej w lekcji: "Pemarin") pisano; i to na ogół właśnie za tym historykiem; głównie w XVII-XVIII wieku. Tak np. mamy u Jeana de Boucheta: "La perte qu'il fit de ses meilleures troupes à la bataille de Pemarin contre Vatace" (w jego "Histoire généalogique de la maiosn royale de Courtenay", Paris 1661, na s. 64) czy u Ezry Cleavelanda, członka Exeter College i rektora Powderham, który zapisał: "... in the Battle againſt Vatacius at Pemarin" (w jego "History of the Noble and Illustrious Family of Courtenai", 1735, na s. 55). Problem w tym, że nauki historyczne nie stoją w miejscu a starsze teksty należy czytać w opracowaniach krytycznych bądź konfrontować z bardziej współczesnymi opracowaniami. Gdyby euklides tak uczynił to nie łykałby jak bocian żabę; że się tak kolokwialnie wyrażę; wszystkiego co zapisał Du Cange. Jego historyczne opracowania oczywiście są bardzo cenne i współcześni historycy wciąż z nich korzystają, ale szereg podanych przezeń faktów zostało negatywnie zweryfikowanych, by już nie wspomnieć o dyskusjach wokół jego ocen różnych zdarzeń. I wiedziałby euklides, że Du Cange oddał w swym tłumaczeniu miejsce tej bitwy błędnie i dziś, jeśli ktoś o niej pisze to używa zazwyczaj formy: "Poimanenon" bądź "Poemanenum" (starogr.: Ποιμάνινον, Ποιμανηνόν), miejsce tej bitwy na ogół identyfikuje się z okolicami dzisiejszej wioski Eski Manyas. /szerz. o próbach lokalizacji: cykl artykułów A.D. Mordtmanna na łamach "Das Ausland", z okresu 1855-1863; W. Hasluck “Poemanenum”, "The Journal of Hellenic Studies", vol. 26, 1906; tegoż "Cyzicus: Being Some Account of the History and Antiquities of that City, and of the District Adjacent to It, with the Towns of Apollonia ad Rhyndacum, Miletupolis, Hadrianutherae, Priapus, Zeleia...", Cambridge 1910; F.-M. Kaufmann, J. Stauber "Poimanenon bei Eski Manyas? Zeugnisse und Lokalisierung einer kaum bekannten Stadt”, "Studien zum antiken Kleinasien", II, ed. A. Schütte, Bonn 1992/ W źródłach z epoki nie ma wymienionej daty tej bitwy, tę wyprowadza się na ogół z chronologii relacji, np. przedstawionej przez Jerzego Akropolitę (Geōrgios Akropolitēs), w edycji jegoczęści spuścizny pisarskiej opracowanej przez Augusta Heisenberga ("Goergii Acropolitae Opera", Vol. Prius, Lipsiae MCMIII) jest o tym, bodajże na s. 34-35. W żadnym współczesnym opracowaniu historycznym nie spotkamy się z datą: 1222 rok, to już wymysł euklidesa wynikający zapewne z nieuważnej lektury dzieł Du Cange'a. Gdyby np. sięgnął po jego tekst w dość klasycznym opracowaniu Jeana Alexandra Buchona zatytułowanym "Histoire de l'empire de Constantinople sous les empereurs français jusqu'a la conquete des Turcs" (Nouvelle Edit., T. I, Paris MDCCCXXVI) to zwróciłby (może) uwagę na datację zapisaną na marginesach, a według nich bitwa umieszczona jest pod rokiem: 1224. We współczesnych opracowaniach przyjmuje się, że miała ona miejsce w końcu 1223 r. bądź właśnie w 1224 roku. A skoro euklides interesował się dziejami tego regionu to prawidłowa nazwa nie powinna mu być obca, przecież to jest to samo miejsce w którym łacinnicy pokonali w grudniu 1204 r. wojska Teodora I Laskarysa. /por.: M.C. Bartusis "The Late Byzantine Army. Arms and Society, 1204-1453"; A. Simpson "Niketas Choniates. A Historiographical Study"; W. Treadgold "A History of the Byzantine State and Society"/ Jeśli chodzi o osobę Roberta I... to czy słusznymi są wystawione mu "laurki" np. przez Kennetha Settona, który w cyklu swych artykułów "The papacy and the Levant (1204-1571)" (ogłoszonych na łamach "Memoirs of the American Philosophical Association", w latach 1976-1984) napisał, że był nie tylko leniwym i rozpustnym, ale i przyniósł straszne rozczarowanie swym baronom ("Indolent and licentious", "a terrible disappointment to his baron"), czy Ericę Jo Gilles, która w swej dysertacji stwierdziła, że objęcie sukcesji przez Roberta jest uważane za katastrofę dla imperium a on sam nie wykazywał zainteresowania dalszymi celami polityki zagranicznej i był pozbawionym talentów dyletantem ("apparently bereft of talents irresponsible dilettane", w; tejże "'Nova Francia'? Kinship and Identity among the Frankish Aristocracy in Conquered Byzantium, 1204-1282"; PhD thesis, Princeton University, 2010, s. 116 i n.)? Czy opinia wyrażona przez Roberta Lee Wolfa, który stwierdził, iż Robert nie miał żadnych niezbędnych cech by z sukcesem rządzić cesarstwem, a najbardziej zwięzłym (i potępiającym) go określeniem jest: "quasi rudis et idiota" (tegoż "The Latin Empire of Constantinople, 1204-1261", w: "A History of the Crusades" ed. K.M. Setton, Philadelphia 1962, s. 214 i n.).
  25. Kto fascynował się Napoleonem? Kto go naśladował?

    W 1912 r. w walce o prezydenturę liczyli się: William Taft (będący wówczas urzędującym prezydentem), były prezydent Theodore Roosevelt i Thomas Woodrow Wilson. Taft znalazł się pomiędzy Rooseveltem z jego "nowym nacjonalizmem" a Wilsonem z "nową wolnością" i "drugą emancypacją", miał on wówczas powiedzieć, że w tym wyścigu tylko on jest konserwatystą. Co na tle jego konkurentów wydaje się być całkiem prawdziwym stwierdzeniem. Taft jak wiadomo nieszczególnie palił się do zasiadania w Białym Domu, bardziej nęcił go fotel w Sądzie Najwyższym. Jednym z powodów przyłączenia się do tej rywalizacji miała być jego ocena praktyki sprawowania władzy przez Teddy'ego, który często realizował różne programy nieszczególnie przejmując się przekraczaniem granic wyznaczonych przez prawo i oczekiwał, że sądy i prawodawcy go dogonią. Roosevelt w wielu swych przemówieniach mówił o sądach, które nie nadążają za nową rzeczywistością. Jeśli chodzi o konstytucję to Roosevelt miał o niej podobne mniemanie co Wilson, różnili się jedynie stylem: Wilson pisał uczone traktaty w których objaśniał dlaczego należy porzucić ślepe oddanie konstytucji a Roosevelt wręcz miał "ujeżdżać cały ten dokument" (jak ujął to Jonah Goldberg w "Lewicowym faszyzmie"). Taft miał wobec tego powiedzieć, iż: niecierpliwość Roosevelta z powodu tego, że prawo nie nadąża, upodobniała go do Napoleona ("... impatience with the delay of the law not unlike Napoleon"). /J.M. Cooper "The Warrior and the Priest: Woodrow Wilson and Theodore Roosevelt", Cambridge (Massachusetts) 1983, s. 150-151/ Swoją drogą, osoba Napoleona to chyba jedna z niewielu postaci do której porównanie może być wyrazem podziwu bądźprzygany.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.