Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    26,239
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by secesjonista

  1. "Dunkierka"

    Bo jak wiadomo osamotnienie (pomijam tu fakt, że reżyser niekoniecznie chciał akurat pokazywać tylko osamotnienie) może być prezentowane jedynie w przypadku takich "indywidualistycznych" ról żołnierskich jak snajper, co prawda nad taką supozycją David Riesman pewnie by się mocno zadumał i zaczął zastanawiać o czym traktuje jego "The Lonely Crowd", ale co on tam wie. Trudno jednak na poważnie traktować zarzut wobec reżysera, że zdecydował się na ujęcie psychologiczne gdy wydarzenia, niejako kuszą by stworzyć wielką narrację "batalistyczną". A jak wiadomo, jak jest tłum tysięcy żołnierzy zgromadzonych na plaży i duża operacja logistyczna to już po prostu musi być opowieść epicka. Musi i kropka. Problemem jest to, że gregski tak uważa ale reżyser inkryminowanego filmu już niekoniecznie i miał inną koncepcję. Dunkierka to także - ludzie, jak najbardziej realni, jak najbardziej mający własne przemyślenia, odczucia, lęki. Nie ma epickich zmaganiach bez ludzi, którzy często wcale nie czuli się epicko, nie czuli by tworzyli coś epickiego. To nieco co innego gdy powiemy: "to kiepski film gdyż...", a co innego gdy stwierdzimy, że film nas rozczarowuje gdyż rozmija się z naszymi oczekiwaniami. To drugie stwierdzenie nie ocenia filmu a jedynie rozbieżność jego kształtu z naszymi potrzebami estetycznymi czy; jak tu; z niezaspokojonym naszym apetytem na odpowiedni obraz historyczny. Twórców tego typu filmu opowiadającego o ważnych wydarzeniach historycznych, ważnych z punktu widzenia militarnego, politycznego i socjologicznego (jako czynnik mitotwórczy) można rozliczać z kilku perspektyw. Czy prawdziwie opowiada te wydarzenia, na ile wiernie odtworzył detale materialne ówczesnej rzeczywistości, czy udało mu się oddać stan ducha, przeżycia wewnętrzne jednostek i atmosferę zbiorowości. No i wreszcie co istotne - czy reżyserowi i jego ekipie udało się stworzyć obraz odpowiadający ich zamierzeniom. Jeśli chodzi o realia to mało jest głosów krytycznych, oczywiście maniacy przyczepią się do malowania niemieckich samolotów (będącego jednak świadomym zabiegiem mającym ułatwić identyfikację widzom), samolotu radzieckiego udającego angielski, czy angielskich (a i hiszpańskiej wersji) robiących za niemieckie. Z drugiej strony mamy historyczne samoloty, przewożony w miejsce robienia różnych ujęć piasek z Dunkierki czy decyzję o wyprodukowaniu wełny o odpowiedniej gramaturze, z braku odpowiedniej na rynku. Co ciekawe przy realizacji starano się ograniczyć korzystanie z zaawansowanych technologii komputerowych przy uzyskiwaniu efektów specjalnych, i wedle mego zdania całkiem udanie. Jak widać stara dobra tektura wciąż potrafi się sprawdzić w odpowiednich rękach. Jeśli chodzi o ogólny odbiór filmu, głosy krytyków i publiczności były na ogół zgodne. Większość krytyków doceniło ten obraz. Publika zagłosowała pieniędzmi, film nominalnie zarobił więcej niż "Szeregowiec" i jest w tej kategorii na pierwszym miejscu z filmów o drugiej wojnie światowej. Można powiedzieć, że w świetle tego aż dziwne, że film ten zdobył tak mało znaczących nagród. No i mamy jeszcze głosy weteranów, o ile wiem bardzo przychylne. Weterani oczywiście mogą mitologizować swe dawne przeżycia, widzieć przeszłe fakty błędnie, ale chyba co do realizmu i pewnej atmosfery towarzyszącej im wówczas - to nie są niewiarygodni, a większość ich konstatacji zawiera się pomiędzy: "It was just like I was there again" a: "really realistic ". W zasadzie to właśnie taka była chyba wówczas wyznaczona rola samolotom RAF-u, mieli tak sobie latać nie angażując się w walkę o ile nie było to absolutnie konieczne. W efekcie ma się wrażenie, że latali sobie tak nie wiedząc po co. Konia z rzędem temu który zrobi (odważy się zrobić) film pokazujący realny wkład tej prywatnej armady w ewakuacji. Wiedząc że ów udział mocno jest zmitologizowany, wiedząc że większość jednostek została zarekwirowana, to jednak człowiek wie zarazem, iż wielu rybaków i ludzi morza chciało wyciągnąć angielskich chłopców, i trudno nie odczuć pewnego wzruszenia na widok tej zbieraniny pojawiającej na horyzoncie.Jak zauważa w swej recenzji przywołany irlandzki historyk: "Dunkirk became famous for the little ships and the creation on the 'Dunkirk spirit' by the British media (...) The great myth in the film is the role of the civilian ships. While these small boats played an important role in ferrying soldiers from the beach to the larger ships, the majority of the soldiers (239,555) were evacuated from Dunkirk Harbour by 56 naval destroyers". I pal licho realia, jakiż jednak piękny to mit! Mnie się zdaje, że i gregski i Bruno zbyt mocno wcielili się w rolę spółki Statler&Waldorf...
  2. Cholera Lat 1830/1831

    O propagandowym wykorzystaniu tej epidemii, zwolennicy karlistowscy środowiska we Francji mieli stwierdzić korelację pomiędzy rozwojem liberalizmu a występowaniem cholery. W wielu środowiskach w Europie Zachodniej, nie tylko konserwatywnych, panowało przekonanie, że cholera do ich krajów została zawleczona właśnie przez Polaków. "This was not only a matter of sin and indigence, however, for political issues were also involved, and in Europe the cholera became identified with political agitation. Carlist propagandists in France, ultra-conservative in their origin and outlook, 'doscovered' a correlation between liberalism's development and cholera's incidence. It was argued that the Polish revolution propagated the epidemic, for Nicholas I's troops carried cholera with them and infected the Poles. The latter, fleeing defeat and certain death, brought the disease to the West". /R.E. McGrew "The First Choelra Epidemic and Social History", "Bulletin of the History of Medicine", Johns Hopkins University Press, Vol. 34, No. 1, January-February 1960, s. 66/ Odnotowywano też głos Polaków, Francis Bisset Hawkins zaprezentował bliżej niezidentyfikowaną odezwę (okólnik) polskiego rządu, zatytułowaną w jego opracowaniu "Circular of the Polish Government respecting the Cholera Morbus", skierowaną do narodów i rządów europejskich, datowaną na 1 czerwca 1831 roku. Zawarto w niej oskarżenie o celowe zarażanie Polaków przez władcę imperium rosyjskiego. "Europe is no longer ignorant of the ally which the Emperor of Russia has called to his assistance for the purpose of consummating the work of exterminating the Polish people (...) We were already congratulating ourselves upon having deprived our enemies of one means of injuring us, and upon having rendered a fresh service to Europe, but on the 26th of May the battle od Ostrolenka brought the two armies into contact, and the Cholera once more made its appearance, as well among our soldiers as among the inhabitants of Warsow. The Governmenr redoubled its cares and its precautions, but was persuaded, at the some time, that we should never be able to shelter ourselves from this scourge so long as histilities continued. Poland awaits with clamness and with resignation the accomplishment of its destinies: no danger terrifies her, but do not the Powers of Europe feel the obligation they are under to arrest the progress of this scourge, which is advancing towars the west, and which threatens every state?". /tegoż "History of the Epidemic Spasmodic Cholera of Russia", London MDCCCXXXI, s. 273-274/ Z drugiej strony, w Rosji oskarżano właśnie Polaków - to ponoć opinia rosyjskich żołnierzy, podczas gdy głos ulicy oskarżał raczej policję i lekarzy o spisek celem wzbogacenia się, stąd dochodziło do rozruchów i ataków na szpitale. "Am Montag dem 3. Juli machte der erzürnte Pöbel den Versuch, das Zentralkrankenhaus in der Straße Roschdestwenskaja zu stürmen, aber es gelang der Gendarmerie noch die Volkshaufen zu sprengen. Am folgenden Tage wurde der Versuch an einem anderen Zentralkrankenhause auf dem Heumarkt zwischen der Kaserne der Garde und der Erlöserkirche wiederholt (...) Die Menge verlangte laut nach dem Kaiser: Die Polizei und die Ärzte hätten die Cholera gemacht. Der alte Generalgouverneur von Petersburg, Essen, der gegen 7 Uhr abends erschien, hatte keinerlei Autorität (...) Die Verhafteten, über 100 Personen, wurden in die Peter-Pauls-Festung geführt, wo gerade die General-adjutanten Wassiltschikow, Deproradowitsch, der Minister des Innern Sakrewski, der Oberpolizeimeister und einige andere über die zu ergreifenden Maßregeln berieten. Man fürchtete einen Aufstand der Fabrikarbeiter. Auch der Stimmung der Truppen fühlte man sich nicht ganz sicher. Es liefen falsche Nachrichten aus Moskau ein, die Soldaten glaubten an polnische Umtriebe, während das Volk an der Vorstellung festhielt, daß Polizei und Ärzte die Cholera „machten", d. h. sie erfunden hätten, um sich zu bereichern". /Th. Schiemann "Geschichte Russlands unter Kaiser Nikolaus I", Band III "Kaiser Nikolaus im Kampf mit Polen und im Gegensatz zu Frankreich und England 1830-1840", Berlin 1913, s. 15; podkreślenie - moje/
  3. I jeszcze taki drobiazg, w Ameryce (rozumianej tu jako USA i Kanada) w literaturze przedmiotu na ogół używa się terminów: "Great War" bądź "First World War", ponoć współcześnie częściej wraca się do tego pierwszego wyrażenia. Peter Buitenhuis, autor m,in. "The Great War of Words. British, American and Canadian Fiction and Propaganda, 1914-1933", zauważa że tamtejsze katalogi biblioteczne prezentują często w tej kwestii jeszcze inną praktykę językową: "In most library subject catalogues, it is called the European War, 1914-1918. Since the 1939-1945 War, it has usually been called the First World War. Increasingly, however, people are reverting to its customary between-wars name-the Great War". /tegoż "American Literature of the Great War", "American Studies International", Vol. 23, No. 2, October 1985, s. 79/
  4. "Dunkierka"

    Chyba jednak nie dla wszystkich niezidentyfikowany, to William G. Tennant. "Commander Bolton (Kenneth Branagh), based on the real-life Captain William Tennant, supervises the evacuation of troops". /R. Koehler Review (reviewed work: "Dunkirk" by Emma Thomas, Christopher Nolan, "Cinéaste", Vol. 43, No. 1, Winter 2017, s. 42/
  5. Felicjan Sławoj Składkowski - ocena

    Jakoś nie natrafiłem na coś takiego, choć na różne kwiatki z tego okresu można się natknąć co do propagowania bądź nakazywania przestrzegania zasad higieny. Najbardziej zadziwił mnie komunikat radomskiego starostwa (jeszcze z czasów przedsławojowych) "Obwieszczenie w sprawie masowego oczyszczania" z lutego 1920 roku. Nakazywano w nim administratorom bądź właścicielom nieruchomości i mieszkań pobielenie wapnem ścian, odkażanie podłóg, sprzętów roztworem ługu bądź krezolu, zasypanie kałuż, wywóz gnojówki itp. czynności porządkowe. W sumie nic dziwnego, ale obwieszczenie tyczyło się też: "oczyszczania osobistego" co do którego nakazywano m.in. "dobrze wymyć całe ciało ciepłą wodą z mydłem". A za niewykonanie tegoż groziła kara grzywny w wysokości do 1000 mk. bądź aresztu do trzech miesięcy, przy czym obie kary mogły być zastosowane łącznie. O trwałości zakorzenienia w języku polskim "sławojki" może pośrednio świadczyć, że taki tytuł nadano akwareli Henryka Stażewskiego (autor? a może pracownicy Muzeum Sztuki w Łodzi?), tyle że datowana jest ona na 1915 rok, zatem trochę to mylące.
  6. "Dunkierka"

    Tak po prawdzie, to stwierdzenie: "obsypany nagrodami" trochę jest przesadne, nie wygrał aż tak dużo statuetek w najbardziej znaczących kategoriach, w najważniejszych konkursach. Każde uhonorowanie cieszy, ale otrzymanie nagrody za reżyserię od Washington DC Area Film Critics Association czy od Alliance of Women Film Journalists to jednak nie to samo co Grammy czy Oscar. A większość wygranych związanych było z montażem filmu, miksowaniem (montażem) dźwięku i tego typu efektami. Może właśnie to chciał stworzyć reżyser (to znaczy: (poetycką opowieść a nie kuriozum), o ile można się zorientować to nie było jego zamiarem stworzenia kolejnego filmu wojennego czy stricte historycznego. Warto zwrócić uwagę dlaczego reżyser zdecydował się na zabieg by w filmie nie występowały bezpośrednio znane czy znaczące postacie historyczne. Stąd tę produkcję, gdyby była książką, należałoby postawić na półce obok "The Naked and the Dead" Normana Mailera a nie: "The Longest Day" Corneliusa Ryana. Jak napisał Lar Joye, kurator historii wojskowości z irlandzkiego Muzeum Narodowego (współautor wystawy Recovered voices; the Stories of the Irish at War, 1914-15), pomimo wielu uchybień faktograficznych: "... nonetheless, go and see this film, preferably in 70 mm or on IMAX, and see the real stars of the show-the Spitfires!". /tegoż Review, "History Ireland", Vol. 25, No. 5, September–October 2017, s. 53/
  7. Do amerykańskiego melting pot każda nacja dokładała cząstkę swej rodzimej kultury, w tym kultury materialnej. Geograficzna lokalizacja ojczystego kraju czy splot różnorakich okoliczności powodowały, że różne narody miały (bądź im przypisywano) pewną "specjalizację". Grecki marynarz, włoski emigrant prowadzący traktiernię (by nie wspomnieć o pizzerii), japoński ogrodnik, holenderski rolnik zatrudniony do uprawy podmokłych terenów, chiński iluzjonista/akrobata czy właściciel pralni. To że setki lat doświadczenia w walce z morzem sprawiły, że mieszkaniec z kraju polderów był faktycznie (przynajmniej potencjalnie) dobrym farmerem - to nie dziwi, ale skąd ta "predylekcja" Chińczyków do... prania? Jeśli ktoś oglądał stare filmy jeszcze z niemej epoki bądź początków dźwiękowej ("Chinese Laundry Scene"/"Robetta and Doretto Chinese...", "In a Chinese Laundry", "That Chink at Golden Gulch"), produkcje filmowe z budową kolei transkontynentalnej w roli głównej ("The Iron Horse"), na pewno zwrócił uwagę na charakterystyczną postać w długim kaftanie z "tradycyjnym chińskim" warkoczem, który choć tradycyjny to raczej należałoby go nazwać mandżurskim a nie chińskim (szerz.: K. Banek "Mandżursko-chińska wojna o włosy", "Nurt SVD", 2014, nr 1). Zwykła budowa tartaku dla Johna Suttera na pogórzu Sierra zaowocowała gorączką złota w Kalifornii, która wybuchła pod koniec lat czterdziestych XIX wieku. Pogłoski dotarły również do Państwa Środka i wkrótce rzesze Chińczyków (głównie z prowincji Guangdong) ruszyły przez morze na amerykańskie Wschodnie Wybrzeże w nadziei na szybkie wzbogacenie się. Jeszcze w 1830 r. (według spisu ludności) tylko trzy osoby w USA określiły się jako Chińczycy, w 1860 r. było ich już prawie 35 000. /za: M. Paliszewska-Mojsiuk "Historia imigracji Chińczyków do Stanów Zjednoczonych - pierwsza fala", "Gdańskie Studia Azji Wschodniej", 2018, z. 13/ Niewielu jednak udało się zyskać majątek w kalifornijskich "złotych górach", kolejnym przystankiem pracowniczym dla Chińczyków było zatrudnienie przez Central Pacific Railroad Company (a w Kanadzie przez Canadian Pacific Railway Co.), gdy te inwestycje ukończono tysiące Chińczyków musiało poszukać innej pracy i tak dochodzimy do chińskich pralni. /o udziale w przedsięwzięciu kolejowym bezpośrednio traktują o tym np.: serial fabularny "Iron Road" czy dokument "Canton Army in the High Sierras: Chinese workers build America's first transcontinental railroad (1863-1869)"/ Pierwszą pralnię w San Francisco (a może i w całych Stanach) miał otworzyć w 1851 r. Wah Lee, z czasem wielu Chińczyków ruszyło w jego ślady. O skali tej branży może świadczyć fakt, iż w czasach Wielkiej Depresji w Nowym Yorku zamknięto około 3 550 chińskich pralni (za: J. Young, G. Chang, H.M. Lai "Chinese American Voices. From the Gold Rush to the Present"). Dla San Francisco rozwój ten przedstawiać się miał w takich liczbach: "However, it was not until the 1870s that Chinese laundreis really began to profilerate. In San Francisco 1333 Chinese were listed in the 1870 U.S. manuscript census as working in laundries, rising to 2148 by 1880, but decclining slightly to 1924 by 1900". /J. Jung "Chinese Laundries: Tickets to Survival on Gold Mountain", Yin & Yang Press 2007, b.p., ed. elektron./ Chińska emigracja do USA i Kanady w XIX i na początku XX wieku miała też swe smaczki: językowe i demograficzne. Językowe: w angielszczyźnie pojawił się termin: "paper son" (: papierowi synowie) czy "paper merchants" (papierowi kupcy), "Dog Tag Law" (ustawa znakowania psów), statystyczne: gdyby wierzyć oświadczeniom Chińczyków ubiegających się o naturalizację w USA (po r.) to wynikałoby z nich, że statystyczna Chinka z San Francisco urodziła przeciętnie w swym życiu około osiemset dzieci. W USA względem różnych grup ludzi podejmowano szereg ustaw regulujących ich imigrację, wyróżniając te grupy pod kątem narodowym bądź rasowym (etnicznym?). Wydaje się, że Chińczycy szczególnie często poddawani byli ustawodawstwu o charakterze ekskluzyjnym. Co więcej, charakter ustrojowy USA pozwalał prawodawcom stanowym (a nawet na poziomie hrabstw) mocno zaostrzać regulacje przyjęte na poziomie federalnym. Chińczyków dotyczyły: - Prohibition of Coolie Trade Act z lutego 1862 r. - zakazujący przewożenia na amerykańskich statkach chińskich niewolników, - Fifteen Passenger Bill z 1879 r. - limitująca liczbę chińskich pasażerów na statkach wpływających do amerykańskich portów, jako że regulacja ta była sprzeczna z traktatem zawartym pomiędzy USA a Chinami (Burlingtame-Seward Treaty z 1868 r.) przyjęto ją ostatecznie w po poprawkach przygotowanych przez Jamesa B. Angella do zrewidowanego nowego porozumienia pomiędzy oboma państwami zawartego w 1880 r., - Chinese Exclusion Act z 1882 r. - zabraniający migracji robotnikom z Chin i ustanawiający obowiązek noszenia certyfikatu potwierdzającego ich status, - poprawka z grudnia 1884 r. do ustawy z 1882 r. - w myśl której objął ów akt nie tylko nowych imigrantów ale i wszystkich robotników chińskich w USA. Dyplomaci amerykańscy mieli weryfikować dane w dokumentach wystawionych przez chińską administrację (dotyczącą statusu zawodowego). Zaostrzono definicje kupca wyłączając z tej grupy: domokrążców, handlarzy i pracowników z branży przetwórstwa rybnego, - poprawka z września 1888 r. - unieważniono prawo powrotu do Ameryki robotnikom chińskim zamieszkującym w USA już wcześniej, za wyjątkiem tych którzy pozostawili w USA dziecko, żonę lub rodzica, pozostawili mienie o minimalnej wartości 1000 dolarów (bądź mieli w tej wysokości długi). W myśl tej regulacji odmawiano prawa wjazdu wszystkim za wyjątkiem: urzędników, nauczycieli, studentów, kupców i turystów, - Scott Act z 1888 r. - unieważniający certyfikaty przeszło 20 000 Chińczyków, mieszkających już w Stanach a przebywających akurat w swym ojczystym kraju, - Geary Act z 1892 r. - wprowadzenie tej ustawy związane było z tym, że zbliżała się data końca obowiązywania Chinese Exclusion Act, w myśl nowej regulacji wykluczenia w imigracji miały obowiązywać do 1902 r., przy okazji zaostrzając przepisy meldunkowe i nakazując noszenie stosownych dokumentów (ze zdjęciem) przy sobie. Ta ustawa nadwyrężyła już cierpliwość Chińczyków i Chinese Six Companies (huìguăn) wynajęły prawników by ci w ich imieniu w sądzie podważyli konstytucyjność tej regulacji, jednocześnie wzywając by Chińczycy nie rejestrowali swych certyfikatów. Stowarzyszenia te organizowały przejazdy Chińczyków do USA, ułatwiały podjęcie pracy (przy okazji ściągając za to niezły haracz) i reprezentowały ich przed władzami stanowymi i federalnymi. Ostatecznie swą batalię sądową przegrali, pojawił się jednak problem gdyż jedynie nieco ponad 3 000 Chińczyków zarejestrowało swe certyfikaty i rząd USA stanął przed problemem perspektywy zorganizowania deportacji około 80% chińskiej populacji w USA. Ponieważ gros Chińczyków przebywała w Kalifornii znaleziono rozwiązanie, jeśli nie salomonowe to przynajmniej sprytne i pozwalające zachować władzom federalnym twarz. Wprowadzono McCreary Amendment (w 1893 r.) o pół roku przedłużający czas rejestracji certyfikatów, a choć sąd federalny Kalifornii wydał nakazy deportacji to po prostu Kongres nie desygnował na ten cel żadnych funduszy. Przy okazji poprawki Jamesa Bennetta McCreary'ego znów przemycono jednak kolejne obostrzenia, m.in o prawo do imigracji nie mogli się ubiegać górnicy czy... właściciele pralni. W 1898 r. restrykcjami z Chinese Exclusion Act objęto przyłączone Hawaje a w 1902 r. na wszystkie wyspy w posiadaniu Ameryki, w tym na Filipiny, a w 1904 r. ustalono, że rygory tej ustawy mają obowiązywać bezterminowo. Wreszcie mamy Immigration Act z 1917 r. była to już ustawa, która nie dotyczyła jedynie tylko Chińczyków. /za: M. Paliszewska-Mojsiuk "Historia imigracji Chińczyków do Stanów Zjednoczonych - druga fala", "Gdańskie Studia Azji Wschodniej", 2018, z. 14/ Skąd ta szczególna obawa przed chińskimi emigrantami? I dlaczego akurat pralnie?
  8. Pius XII, a wojna

    Nie była jednostkowe, w ten czy inny sposób wstawił się też za innymi, można dodać; choć to zupełnie inny ciężar gatunkowy; iż potem wstawił się też za państwem Rosenberg. "... should have turned to Pius now. Even more surprisingly, Pius urged the Polish government to grant Greiser clemancy. (Later, he would do the same for Hans Frank, Albert Forster, and other convicted Nazi war criminals.)". /C. Epstein "Model Nazi. Arthur Greiser and the Occupation of Western Poland", New York 2012, s. 330/ "A year later when the IMT's verdictes were about to be handed down, Faulhaber's sentiments had become well anough known that Dr. Alfred Seidl, the defense attorney for former General Governor Hans FRank, petitioned the cardinal to call publicly on the Allies to show leniency to Frank or to stay his expected execution in light of Frank's proclamation in the dock that he become a 'believing Christian.' Faulhaber followed through, forwarding the request to Pope Pius XII, who on the eve of the rulings issued a statement to the court that was broadcast over Vatican radio for Catholics around the world to hear. Though the petition was unsuccessful and Frank was hanged for his crimes, the highest Catholic authority was now on record as having grave misgivings about the intent and effect of the Nuremberg proceedings". /JonDavid K. Wyneken "Judging from Wothout: German Clergy, Public Pressure, and Postwar Justice", w: "Rethinking Holocaust Justice. Essays across Disciplines" ed. N.J.W. Goda, New York 2018, s. 293-294/
  9. Felicjan Sławoj Składkowski - ocena

    Angażowano w to (i angażowały się w to) wszelkie żywioły i administracyjne i społecznikowskie, od członków Towarzystwa Higienicznego, przez urzędników z dozorów (późniejszych urzędów sanitarnych), członków organizacji wiejskich, Wiejskie Uniwersytety Ludowe (zorganizowanych m.in. w: Bryskach, Dalkach, Gaci Przeworskiej, Grzędzie, Kopcu, Suchodole, Michałówce, Nietążkowie, Proboszczewicach, Ujemnie, Wąchocku) gdzie jednym z przedmiotów była higiena, do propagowania tego zagadnienia pośród dzieci i młodzieży w szkołach "Wielokrotnie podnoszono te korzyści, które płyną poza szkołę z propagandy higjeny w szkole. Za pośrednictwem dzieci niejedna pożyteczna wiadomość przesiąkać może do osób starszych, co uznać trzeba za rzecz nader pożądaną...". /B. Szczepańska "Higiena szkolna w szkolnictwie ogólnokształcącym w Drugiej Rzeczypospolitej", Łódź 2014, s. 212-213; cyt. za: "Program nauki w szkołach powszechnych siedmioklasowych. Ogólne wskazówki metodyczne. – Wychowanie fizyczne. – Przepisy higieniczne", Warszawa 1921, s. 17–18/ Przynosiły to efekty, choć niekoniecznie do końca takie jakie propagatorzy nowych rozwiązań higienicznych chcieliby osiągnąć: "Bardzo znamiennie zjawisko to opisywał w swym pamiętniku jeden z głównych międzywojennych inicjatorów poprawy sytuacji sanitarnej na wsi – Felicjan Sławoj ­Składkowski: 'Wracałem w pogodny wieczór majowy ze starostą powiatu ciechanowskiego […]. Starosta podszedł do gospodarza i po paru chwilach przyciszonej rozmowy doszło do mnie: – Aze z samy Warsiawy jechoł oglądać mój wychodek? […] Po dłuższych pertraktacjach gospodarz wszedł do chaty, skąd wrócił wkrótce z lampą kuchenną, i przywitawszy się ze mną, poprowadził nas błotnistą ścieżką do sławojki. Przed drzwiami oddał do trzymania lampę staroście, a sam wyjął z kieszeni marynarki dłuto i młotek i począł podważać zabite dużym gwoździem drzwi. Gdyśmy wyrazili nasze zdziwienie z tego powodu, gospodarz, otwierając wejście, powiedział spokojnie: Dzieckom we szkole przewrócili we łbie i nie chcą już chodzić za stodołę ino s… we wychodku. A tu musi być czysto dla komisyi. Takem zabił goździem i mom spokój'". /E. Szpak "Pojęcie zdrowia, choroby i cielesności w wiejskim postrzeganiu świata po 1945 roku, czyli o zmianach mentalności na wsi polskiej", "Rocznik Antropologii Historii", 2012, R. II, nr 1 (2), s. 236; cyt. za: W.A. Szydłowski "Sławojka w każdym obejściu", "Rzeczpospolita" (wydanie online z 27.12.2008)/
  10. Cholera Lat 1830/1831

    Jak najbardziej takie miały miejsce, od pogadanek, prelekcji, akcji plakatowych do kontroli prowadzonych przez państwowej inspektoraty sanitarne. "... powstałe w 1954 roku na fali masowej (epidemicznej) zachorowalności na choroby zakaźne i przewlekłe - państwowe inspektoraty sanitarne (PIS). Działając przy jednostkach administracji lokalnej (GRN) oraz posiadając gwarantowane w dekrecie prawo do sankcji karnych, miały nadzorować proces odgórnej poprawy stanu sanitarnego wiejskich przestrzeni. Problemem, jak się okazało, było niekiedy większe zaangażowanie lokalnych władz, nie wspominając już o stosunku pozostałych gospodarzy: 'Tutaj była komisja sanitarno-porządkowa, ale rychło zaprzestała swej działalności. Dlaczego? Odpowiedzi daje przewodniczący GRN, Paweł P., to niewdzięczna praca. Trzeba się chłopom narażać. Warunki antysanitrne są prawie u każdego. Każdemu więc należałoby się sypnąć karę. Gdyby mnie tak kazano chodzić po ludziach i zwracać uwagę, że gnojownik jest za blisko studni, gdzie indziej ustęp niehigienicznie utrzymany, zaraz bym się zrzekł urzędowania'". /E. Szpak "Pojęcie zdrowia, choroby i cielesności w wiejskim postrzeganiu świata po 1945 roku, czyli o zmianach mentalności na wsi polskiej", "Rocznik Antropologii Historii", 2012, R. II, nr 1 (2), s. 241; cyt. za: "Gromada Rolnik Polski", 1958, nr 31, s.7/ I wracając do czasów lat 1830-1831, jeszcze o tych początkach: "Pod koniec marca 1831 roku wystąpiły pierwsze przypadki zachorowań wśród wojsk stacjonujących na Wołyniu i w Zamościu, a po bitwie pod Iganiami (10 kwietnia 1831) wśród żołnierzy mających bezpośredni kontakt z Rosjanami...". /R. Paliga "Krwiolecznictwo i krwiodawstwo w medycynie polskiej XIX i XX wieku (1830-1951) od powstania listopadowego do utworzenia Instytutu Hematologii", praca na stop. doktora nauk medycznych, promotor prof UM dr hab. med. R.K. Meissner, Poznań 2012, s. 45; podając za: J. Krzyś "Postępowanie profilaktyczne przeciwko cholerze w wojsku polskim podczas powstania listopadowego", "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny” 1984, t. 47, z. 4, s. 540/ "O pojawieniu się groźnej choroby wśród powstańców dowiedział się [chodzi tu oczywiście o Karola Kaczkowskiego - secesjonista] już w końcu marca, kiedy otrzymał na ten temat raport z Zamościa. Chcąc przestrzec lekarzy przed grożącym niebezpieczeństwem, a jednocześnie poinstruować ich o sposobach zapobiegania chorobie, 4 kwietnia 1831 roku, w kwaterze głównej w Jędrzejowie pod Kałuszynem wydał Okólnik nr 14". /A. Szmyt "Krzemieńczanin Karol Kaczkowski - naczelny lekarz armii powstańczej", w: "Powstanie listopadowe 1830-1831. Dzieje - historiografia - pamięć", red. T. Skoczek, Warszawa 2015, s. 46/ I z przywołanej rozprawy doktorskiej, co do profilaktyki: "Stosowano następujące metody profilaktyczne: oddzielenie chorych w odrębnych lazaretach lub oddziałach izolacyjnych, stworzenie oddzielnej drogi ewakuacyjnej dla chorych na cholerę, co najmniej ośmiodniowa kwarantanna osób mających kontakt z chorymi lub podejrzanymi o chorobę, kordon sanitarny i kordony kwarantannowe na przejściach granicznych, zarządzenie reżimu czystości w jednostkach, sprzątanie obejść, częste wywożenie śmieci, zasypywanie dołów z nieczystościami, zakaz picia wody z przygodnych zbiorników, polecenie picia naparów herbaty i mięty, wyłącznie z przegotowaną wodą, zakaz jedzenia surowych warzyw i owoców, nakaz wzmożenia higieny osobistej żołnierzy, unikanie większych zgromadzeń ludności, zakaz pokątnego handlu żywnością, zakaz obozowania w miejscach poprzedniego postoju Rosjan, zakaz jedzenia pokarmów innych niż dostarczane przez kwatermistrzostwo armii, stosowanie wapna chlorowanego do dezynfekcji pomieszczeń, śmietników, kloak...". /tamże, s 46/ Warto zwrócić uwagę na polecenie picia naparów z herbaty i mięty z przegotowaną wodą; w zasadzie nie da się otrzymać naparu bez użycia podgrzanej wody, czy oznacza to że powstańcy przyrządzali sobie zimne wyciągi? We wspomnianym Okólniku zalecano: "Do lekarzy w armji będących. Pokazała się od dwóch dni między żołnierzami niektórych pułków choroba wszystkiemi symptomami do cholera-morbus podobna (...) 2) Zalecenie za wspólnem zniesieniem się z dowódcami pułków i kompanji, aby się żołnierze wszelkiego zaziębienia wystrzegali jak najtroskliwiej. Zakazać im potrzeba rozbierania się wieczorem, oziębiania żołądka po mocnem rozgrzaniu piciem zimnej wody. Przestrzegać, żeby nie pili wody z rowów i moczar". /F. Giedroyć "Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim", Warszawa 1927, s. 77/ Czym dalej od przełomu 1830/31 tym częściej natkniemy się na uwagi o używaniu przegotowanej wody. "Z powodu zagrożenia epidemicznego władze rejencji opolskiej dnia 16 października 1866 roku uznały za stosowne przypomnienie ustanowionych wcześniejszych, zwłaszcza z 1836 i 1848 roku, przepisów sanitarno-policyjnych (...) Klozety, gnojowiska, kałuże i rynsztoki przy mieszkaniach chorych, oberżach, stacjach kolejowych i innych zakażonych miejscach trzeba było dezynfekować, stosując roztwór melanterytu lub innych środków bezwonnych co najmniej 2 razy w tygodniu, nad czym mieli czuwać urzędnicy policyjni. Należało szczególnie uważać na plwociny, nie udawać się nad potoki, studnie, stawy w celu picia wody, mycia się, prania, i aby w czasie epidemii mieszkańcy takich miejsc zaopatrywali się w przegotowaną wodę (...) minister wyznań religijnych, nauk i medycyny Bosse dnia 26 września 1892 roku zwrócił uwagę na fakt, że woda mineralna, selcerska, sodowa itp. wystawiona na ulicach na sprzedaż była podawana klientom zawsze zimna jak lód. To bowiem powodowało przeciągające się zaburzenia trawienia, co przy grożącej cholerze mogło sprzyjać zachorowaniu. Mogła być nadal sprzedawana, z tym że miała być podawana, podobnie jak inne napoje, w temperaturze około 10°C. Ponadto zostało dowiedzione naukowo, że zarazki cholery były w stanie dłuższy czas przetrwać w lodzie i ostrym zimnie, dlatego 15 marca 1893 roku prezydent rejencji von Bitter nakazał zachować ostrożność podczas spożywania napojów i artykułów żywnościowych zawierających lód (...) W wątpliwych przypadkach zalecano przegotowywanie wody i tylko taka miała być zdatna do spożycia". /M.P. Czapliński "Epidemia cholery w rejencji opolskiej w latach 131-1894", Rybnik 2012, s. 163, s. 164, s. 206-207/ Z literatury z epoki: B. Howkins "History of the Epidemic Spasmodic Cholera of Russia", London 1831 I. Borchardt "Anweisung zur Abwehrung und Behandlung der pandemisch — contagiosen Cholera", Berlin 1831 T. Tilesius "Über die Cholera und die kräftigsten M ittel dagegen, nebst Vorschlag eines grossen A bleitungsm ittels um die Krankheit in der Geburt zu ersticken", Nürnberg 1830 A. Schnitzer "Die Cholere contagiosa, beobachtet auf einer in Galizien und im Beuthener Kreise in Oberschlesien im August gemachten Reise", Breslau 1831 J. Sachs "Allgemeine Lehren υοn den epidemischen und ansteckenden Krankheiten, insbesondere der Cholera, und den zu ihrer Hemmung oder Minderung geeigneten Maasregeln", Berlin 1831 K.G. Zimmermann "Die Cholera-Epidemie in Hamburg während des Herbstes 1831", Hamburg 1831 C. Elsner "Über die Cholera", Königsberg 1831 W. Nissen "Über die Ursachen der Cholera, nebst Vorschlägen zur Bekämpfung derselben", Altona 1831 J.C. Ollenroth "Die asiatische Cholera in Regierungs Bezirk Bromberg während des Jahres 1831", Bromberg 1832 A. Vetter "Beleuchtung des Sendschreibens die Cholera betreffend, des Präsidenten Herrn Dr Rust an den Freiherrn Alexander von Humboldt", Berlin 1832 W. Sander "Die asiatische Cholera in Wien beobachtet", München 1832 G. Kaltenbrunner "Über die Verbreitung der Cholera Morbus und den Erfolg der dagegen in de k. preussischen und k.k. österreichischen Staaten ergriffenen Massregeln", Munich 1832 (J.) Hartung "Die Cholera-Epidemie in Aachen...", Aachen 1833 J. Hoffmann "Die Wirkungen der asiatischen Cholera im Preussischen Staate während des Jahres 1831. Nach den bei dem statistischen Büreau eingegangenen Nachrichten", Berlin 1833 E.A.J. Kaegler "Handbuch für Verwaltungs-Beamte des Regierungsbezirks Oppeln", Oppeln 1874 (z przykładami zarządzeń i przepisów z lat 1836-187) W. Haslewood, W. Mordey "The History and Medical Treatment of Cholera as it Appeared in Sunderland in 1831", London 1832. I bardziej współczesne: G. Carmichael "Cholera: zaraza pandemiczna", w: "Wielkie epidemie w dziejach ludzkości" red. K.F. Kiple D. Naruszewicz-Lesiuk "Cholera", w: "Choroby zakaźne i ich zwalczanie na ziemiach polskich XX wieku" red. J. Kostrzewski, W. Magdzik, D. Naruszewicz-Lesiuk W. Korpalska "Epidemia cholery w Bydgoszczy w 1831 r.", w: "Życie codzienne w XVIII-XX wieku i jego wpływ na stan zdrowia ludności" red. B. Płonka-Syroka, A. Syroka R. Stasch "Epidemia cholery azjatyckiej w Poznaniu w 1831 roku" S. Rejman "Ofiary chorób epidemicznych w Krasnem w latach 1786–1863", w: "Wierny swemu dziedzictwu. Księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Józefowi Półćwiartkowi", red.S. Nabywaniec, B. Lorens, S. Zabraniak M.P. Czapliński "Epidemia cholery w powiecie prudnickim w 1831 r. (w świetle relacji dr. Josepha Reimanna)", "Śląsk Opolski", 2004, R. 14, z. 2 tegoż "Epidemia cholery w powiecie opolskim w 1831 r. (w świetle relacji fizyka powiatowego dr. Josepha Zedlera)", "Studia Śląskie", 2007, T. 66 "Zapobieganie epidemii cholery w rejencji opolskiej w latch 1831-1832 w świetle przepisów sanitarno-medycznych" oprac. W. Kaczorowski tegoż "Epidemia cholery na terenie Górnego Śląska (rejencji opolskiej) w latach 1831-1832", w: "Epidemie w Polsce od czasów najdawniejszych po czasy współczesne" tegoż "Ofiary epidemii cholery w Bytomiu i Raciborzu w latach 1831-1832", "Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Opolskiego", Historia 33, 1996 tegoż "Epidemia cholery w Opolu w 1831 roku (w świetle relacji dra Josepha Zedlera", "Almanach Miejski Opolanin", 200 J. Kwak "Epidemie w miastach górnośląskich od XVIII do połowy XIX wieku", w: "Epidemie w Polsce od czasów najdawniejszych..." tegoż "Zapobieganie epidemii cholery w rejencji opolskiej w latach 1836-1837 w świetle przepisów sanitarno-medycznych", "Kwartalnik Opolski", 1995, z. 1 tegoż "Epidemia cholery w latach 1831-1832 w rejencji opolskiej", "Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu", Historia 18, 1981 J. Lindmajer "Epidemie cholery na terenie rejencji koszalińskiej w XIX wieku (1831-1892)", "Rocznik Koszaliński", 1996, nr 26 W. Włodarczyk "Od powietrza, głodu, ognia i wojny. Epidemie cholery wśród ludności Rejencji Bydgoskiej Wielkiego Księstwa Poznańskiego" A. Szarszewski "Epidemie cholery w Gdańsku w XIX wieku", w: "Dżuma, ospa, cholera. W trzechsetną rocznicę wielkiej epidemii w Gdańsku i na ziemiach Rzeczypospolitej w latach 1708–1711", Materiały z konferencji naukowej, red. E. Kizik I. Janicka "Kwestia pochówku zmarłych na cholerę w północno-zachodnich guberniach Cesarstwa Rosyjskiego w XIX wieku", tamże W.K. Korpalska "Pacjenci i lekarze w czasie epidemii cholery 1831-1832 na ziemiach polskich pod pruskim zaborem", w: "Dawna medycyna i weterynaria", "Pacjent", red. M.Z. Felsmann, J. Szarek, M. Felsmann Z. Chiżyński "Organizacja i metody walki z epidemiami cholery azjatyckiej w Królestwie Kongresowym w latach 1831 – 1905", "Zdrowie Publiczne", 1970, nr 10 tegoż "Obraz kliniczny cholery azjatyckiej w opisach pierwszej epidemii w Polsce w 1831 roku", "Polski Tygodnik Lekarski", 1971, T. 26, nr 30 B. Zaorska "Epidemie cholery w czasie Powstania Listopadowego", "Medycyna - Dydaktyka - Wychowanie", 1997, T. 9, z. 3-4 J.W. Chojna "Piśmiennictwo lekarskie związane z epidemią cholery na ziemiach polskich w czasie powstania listopadowego", "Archiwum Historii Medycyny", 1981, T. 44, z. 2 E. Kizik "Brudna woda, polscy flisacy? Epidemia cholery w Gdańsku w 1831 r.", "Documenta Pragensia", 24, 2005 L. Korc "Pierwsza epidemia cholery w Polsce", "Wiadomości Lekarskie", 1971, T. 24, nr 11 tegoż "Propagowanie higieny w języku polskim na ziemiach polskich pod władzą pruską podczas epidemii cholery w 1831 roku", "Zdrowie Publiczne", 1973, T. 84, nr 1 tegoż "Lekarz a pacjent w świetle zarządzeń pruskiej Rejencji Opolskiej w czasie epidemii cholery w latach 1831-1832", "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny", 2002, T. 65, nr 2-3 tegoż "Wkład nauki polskiej do walki z pierwszą epidemią cholery w Europie w r. 1831", "Polski Tygodnik Lekarski", 1972, T. 27, nr 6 J. Krzyś "Postępowanie profilaktyczne przeciwko cholerze w wojsku polskim podczas powstania listopadowego", "Archiwum Historii Medycyny", 1984, T. 47, z. 4 S. Straszak-Chandoha "Lekarze oraz sposoby leczenia cholery w czasie epidemii w Wielkiej Brytanii w latach 1831-1832", "Prace Naukowe Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu", Nauki Humanistyczne, 2007, T. 11, nr 1188 K. Wnęk "Epidemia cholery w Krakowie w 1866 roku. Analiza demograficzna i przestrzenna", "Przeszłość Demograficzna Polski", 37, 2015 S.L. Kotar, J.E. Gessler "Cholera. A Worldwide History" Ch. Hamlin "Cholera. The Biography" R.E. McGrew "Russia and the Cholera 1823–1832" R.J. Morris "Cholera 1832" M. Durey "The Return of the Plague: British Society and the Cholera 1831-3" R.J. Evans "Death in Hamburg. Society and Poltics in the Cholera Years 1830-1910" R. J. Evans ''Epidemics and Revolutions: Cholera in Nineteenth-century Europe'', w: "Epidemics and Ideas. Essays on the Historical Perception of Pestilence", red. T. Ranger, P. Slac L. Dechêne, J.-C. Robert "Le choléra de 1832 dans le Bas-Canada: mesure des inégalités devant la mort", w: "The Great mortalities: methodological studies of demographic crises in the past" ed. H. Charbonneau, A. Larose, contrib. P. V. Adams et al. O. Briese "Angst in den Zeiten der Cholera. Über kulturelle Ursprünge des Bakteriums (Seuchen-Cordon I)" B. Dettke "Die asiatische Hydra. Die von 1830/31 in Berlin und den preußischen Provinzen Posen, Preßen und Schleisen" W. Berndt, G. Münch "Die Cholera in Schlesien (1831-1837)", "Jahrbuch der Schlesischen Friedrich-Wilhelms-Universität zu Breslau", 1972, Bd. 17 A. Stollenwerk "Die Cholera im Regierungsbezirk Koblenz", "Jahrbuch für westdeutsche Landesgeschichte", 5, 1979 E. Schmitz-Cliever "Die Anschauungen vom Wesen der Cholera bei den Aachener Epidemien 1832—1866", "Sudhoffs Archiv für Geschichte der Medizin und der Naturwissenschaften", Bd. 36, H. 4, 1952.
  11. Jeńcy niemieccy - ucieczki

    Jednak - nie. Zachował się raport z katastrofy jakiej uległ samolot pilotowany przez Wapplera "A.I.1. (k) Report No. 517/1940", w którym odnotowano: "(...) START and MISSION: Started at 2230 hours to bomb Ellsmore port. having reached and bombed the objective, but without observing the result, the a/c was flaying Southwards on the return journey. At a eaight of about 6,500 feet the a/c hit somenthing, which is believed locally to have been a barrage balloon, which slowed the a/c round (...) The pilot managed to get back on to the course and shouted to the rest of the crew to bale out and did so himself. The crew did not heed this and were killed in the a/c. CREW: P. .... Oberleutnant Harry WAPPLER 28 (5) ..... W. Obs.... Unteroffizier BERNDT (About) 25 ....... Dead. W/T.... Oberfeldfebel Hans ELSTER 34 (4) ...... Dead. B/M.... Unteroffizier OKUNEK (About) 25 ...... Dead.". Opowiadając o swym wypadku w książce "Luftwaffe Fighters & Bombers. The Battle of Britain" (Stackpole Books, Mechanicsburg 2001) Christophera H. Gossa występuje jako: Harry (s. 332). Henry L. deZeng i Douglad G. Stankey, autorzy wykazu "Luftwaffe Officer Career Summaries" (dostępny na stronie www.ww2.dk), również podają takie jego imię.
  12. Cholera Lat 1830/1831

    Tu częściowo jest istotnym za jakiego cara, schyłek wieku XIX to znaczący postęp w rozpoznaniu dróg zakażenia i przenoszenia się cholery. Szczerze mówiąc to dla okresu epidemii 1830/31 i późniejszych (tak do lat 90-tych) to nie natknąłem się na takie zalecenie, jeśli chodzi o porady lekarzy czy rozporządzenia/zalecenia władz skierowane do ludności cywilnej i władz niższego szczebla. W latach trzydziestych nie znano dróg przenoszenia cholery. Ogólnie, świat lekarski podzielił się na dwie grupy spierające się czy jest to choroba zaraźliwa czy nie (antykontagioniści i kontagioniści). Co do źródeł zakażenia najczęściej wskazywano na bezpośredni kontakt z chorym, jego odzieżą, a głównym czynnikiem przenoszącym miało być powietrze. Choć widziano związek pomiędzy zachorowalnością a np. zainfekowaniem ujęć wody (przez produkty z dołów kloacznych itp. urządzeń sanitarnych) to w zasadzie nie spotkałem się z zaleceniem przegotowywania wody. Jeśli zalecano picie ciepłych napojów to nie tyle w celu unikania "surowej" wody a w myśl teorii wypocenia jadów. O pamięci: "Niestety, nie zachowały się źródła pisane, które pozwoliłyby na dokładne badania statystyczne dla Bagnówki z okresu opisywanej epidemii . Z tego powodu szczególnie ważne stały się niepisane ślady materialne oraz wspomnienia najstarszych mieszkańców wsi. W celu wykorzystania wiedzy starszych ludzi, autor prosił ich o wypełnienie ankiet badawczych (...) Rozmówcy pytani o powody zachorowań wyjaśniali, że ludzie pamiętający epidemię wiązali ją raczej z nadmierną aktywnością procesów gnilnych wewnątrz ziemi i spowodowanymi tym trującymi wyziewami. Starsi mieszkańcy do dzisiaj częściej niż słowa choroba używają określeń mór, jakieś powietrze. Można przyjąć, że ludność dotknięta zarazą uważała, że nieszczęście to spowodowane jest niezrozumiałymi zrządzeniami boskimi. Część rozmówców powtarzała dawne tłumaczenie mówiące, że morowe powietrze przyniósł na te tereny jakiś grzech. Mogło to być wyjaśnienie sytuacji przez mieszkańców wsi z końca XIX w.". /M. Ostaszewski "Pamięć o epidemii cholery z 1893 roku we wsi Bagnówka pod Białymstokiem", "Studia Podlaskie", T. 23, 2015, s. 123-124/ O zaleceniach z lat tytułowej epidemii i z czasów późniejszych: ''Powszechnie uważano, że cholera, podobnie jak dżuma, przenoszona jest przez dotyk i inne bezpośrednie kontakty. Pruska władza bardzo długo nie chciała uznać wyników badań ówczesnych lekarzy dowodzących, że za rozprzestrzenianie się cholery odpowiada przede wszystkim mierny stan sanitarny i zainfekowanie ujęć wody pitnej. (...) W lipcu 1831 roku w specjalnym dodatku do Amts-Blatt lekarze pruscy, by uniknąć zarażenia, zalecali troskę o siły witalne organizmu, ruch na świeżym powietrzu, należyty odpoczynek nocny, właściwe odżywianie, w tym unikanie niektórych potraw i napojów, umiarkowane spożywanie alkoholu, odpowiednie ubieranie się, unikanie nagłych zmian temperatur. Dopiero w punkcie szóstym wspomniano o przestrzeganiu zasad higieny. Zwracano uwagę, że według obserwacji lekarzy, wiele osób zaraziło się cholerą przez fizyczny kontakt z ciałami zmarłych na tę chorobę. Osobom, które z racji pełnionych obowiązków musiały troszczyć się o chorych zalecano, by wcześnie rano pili kawę lub herbatę, zjedli śniadanie i wypili także porcję alkoholu (podano preferowane nalewki ziołowe). Zalecano też stałe noszenie przy sobie i częste wdychanie chlorowanego wapna lub silnie aromatyzowanego octu”. /W. Zawadzki "Epidemie cholery wśród katolików Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla w XIX wieku", "Studia Elbląskie", T. 11, 2010, s. 32/ W niepodpisanym druku "Środki jakie powinny bydź ze strony władz rządowych przedsięwzięte celem zapobieżenia cholerze i jey ograniczenia" z 1836 r. (z warszawskiej Drukarni Rządowej) pośród różnych zaleceń nie znajdziemy wzmianki o przegotowywania wody, jedynie ogólne uwagi o sprzedaży surowizny, a więc pośrednio zalecenie by takowych nie spożywać: "... 6. Sprzedaż owoców niedojrzałych, jak to: jabłek, gruszek, śliw i t.p. ma bydź zakazaną. 7. Zakazaną ma bydź sprzedaż młodego, niewyrobionego i skwaśniałego piwa, skwaśniałego wina i innych trunków uległych fermentacyi". /tamże s. 5/ W druku ulotnym "Ogłoszenie o cholerze które duchowni z ambon podać mają do wiadomości ludu" (z warszawskiej drukarni Stanisława Strąbskiego), „ułożonym” przez Radę Lekarską Królestwa Polskiego i zatwierdzonym przez Centralny Komitet Zapobiegający Cholerze, podawano: "W niektórych miejscach znowu się zjawiła choroba znana pod nazwiskiem cholery, która nawiedziła nas już w r. 1831 i 1837. Nie jest ona teraz tak straszna jak była lat poprzednich, mamy bowiem sposoby jak się od niéj ochronić i jak się leczyć. Rząd opiekuńczy, nie szczędząc ani trudów ani kosztu, przedsięwziął wszelkie ku temu potrzebne środki. Z jego to woli wydano niniejsze przepisy, podług których należy postępować tam gdzie niéma lekarzy (...) Z jednego miejsca na drugie przenosi ona się przez powietrze; dlatego téż w czasie jéj panowania prawie wszyscy mieszkańcy doznają mniéj więcéj jéj wpływu, lecz rzeczywiście zapadają na nią tylko niewstrzemięźliwi w używaniu pokarmów, nałogowi pijacy mało o swoje zdrowie dbający (...) Używać z napój czystéj, świeżej, lecz niezbyt zimnéj wody. Wódka tylko nie szkodzi, gdy się ją pije umiarkowanie. Najlepsza wódka nalana na piołun, tysięcznik lub korzeń tataraku... (...) Jak w czasie rozciérania chorego, tak i wtedy gdy już okryty leży, daje się mu do picia napój jaki ciepły, np. ziółka gorące z mięty, z szałwii, z melisy lub z kwiatu lipowego. Lecz gdy napoje te nie gaszą pragnienia, gdy powiększają womity i gdy chory ma do nich wielki wstręt, a natomiast żąda bardzo chciwie wody zimnéj, wtedy można mu takową dozwolić...". /druk można datować na lata czterdzieste XIX w., niemal identycznie brzmiący tekst, tyle że o tytule ''Nauka poznawania i leczenia cholery dla nielekarzy. Ułożona przez radę lekarską królewstwa polskiego i zatwierdzona przez centralny komitet zapobiegający cholerze"'' wydano w Bochni w 1848 r., nakładem Wawrzyńca Pisza/ Z druku "O środkach zaradczych w epidemii cholery w r. 1852 w Królestwie Polskim przedsiębranych z dołączeniem wiadomości lekarskich i statystycznych" (z dopiskiem: "Wydano z upoważnienia rządowego"): "...10. Zawieszono sprzedaż cząstkową i roznaszaną ogórków, tudzież niedojrzałych owoców; a przy wzmożeniu się epidemii i wszelkich owoców. 11. W traktyerniach zabroniono dawać sałatę i ogórki. 12. W pismach publicznych ponawiają się ogłoszenia: że prawie wszystkie wypadki zapadania na cholerę nastąpiły z powodu użycia na pokarm ogórków, surowizn i niedojrzałych owoców, a także oziębienia żołądka nieostrożnem piciem wody, piwa i nie wystałych trunków, i że zatem każdy się sam strzedz powinien (...) Z zeznań osób chorych okazuje się, iż najczęstszą przyczyna powodową było jedzenie mizeryi, ogórków surowych lub kwaszonych, sałaty, gruszek, wisien, agrestu, kapusty; także wieprzowiny, baraniny, séra, kartofli w większej ilości, grochu; picie w znacznéj ilości wody lub piwa..." /tamże, Варшава 1852, s. 13 i s. 39/ Jan Chądzyński, który na kartach swej publikacji zareklamował się jako: "operator, były lekarz szpitalowy we Francyi delegowany przez rząd francuzki w r. 1854 do cholerycznych departamentu Ardeche", pośród przyczyn mogących mieć wpływ na zachorowanie na tę chorobę i jej rozprzestrzenianie nie zwrócił uwagi na skutki picia nieprzegotowanej wody. Wymieniał jedynie: "W kilku słowach dają się zebrać przyczyny usposabiające do cholery: zimno, głód, znużenie umysłowe i fizyczne - czyli ogólna adynamia, niemoc: jako przyczyny wzmagające usposobienie: niezdrowe powietrze, niedawno przebyta słabość, zły nie świeży pokarm, osłabienie nerwowe, pijaństwo, brak czystości ciała; - pobliskie, zwolna płynące rzeki; wilgoć, upały: jako powstrzymujące: dobry byt, zdrowa myśl w zdrowem ciele, niska temperatura, wysokie położenie". /tegoż "Cholera w r. 1865 czyli Sposoby powstrzymania jej wybuchu i rozprzestrzenienia - scisłem zapobieganiem osobistem - domowem - szpitalowem - miastowem - krajowem i międzynarodowem", cz. 1, nakładem autora, Lwów 1865, s. 20/ Pośród osobistych działań profilaktycznych zalecał: "Każden codzień powinien a) wodą zaostrzoną octem usta wypłukać, ciało swe obmywać; twarz i ręce, ile razy mogło nastąpić jakieś zbliżenie się do podejrzanej osoby, b) przewietrzyć swą odzież, kadzić nad chlorem wapna, wystawiać na wysoki stopień ciepła, (jak w piecach), c) swoje pomieszkanie jak najczyściej utrzymywać, luftować codziennie: w razie pojawienia się jakiegoś wypadku w domu, w którym zamieszkuje zaprowadzić bezzwłocznie u siebie nieustanne kadzenie chlorem wapna". /tamże s. 30/ Witold Rogoyski, burmistrz miasta Tarnowa, w wydanym 10 lipca 1884 r. obwieszczeniu "Z powodu, iż w południowéj Francyi a mianowicie w Tulonie i Marsylii wybuchła cholera azyatycka" (inc.) nakazał ogólną dezynfekcję, o profilaktycznym przegotowaniu wody jednak nie wspominał. "Zwierzchność gminna uchwałą z dnia 7. bm. zarządziła przeprowadzenie ogólnéj desinfekcyi co 8 dni w całym obrębie miasta Tarnowa (...) wzywam wszystkich właścicieli, administratorów i zawiadowców realności, by regularnie co tydzień a mianowicie w każdy poniedziałek kloaki i otwory kanałów w ich domach należycie odwonić kazali, i by czystość i porządek w podworcach, sieniach i korytarzach utrzymywali. Jako środek tani i skuteczny zaleca się rozczyn z 1/2 klg. kwasu karbolowego, 1/2 klgm. siarkanu żelaza i 1 klgm. wapna niegaszonego na 15 litrów wody, którego 6 litrów do odwonienia wychodków w mniejszych, a 10 litrów w większych domach na jeden raz zupełnie wystarczy". Gazeta Toruńska w numerach 175 i 176 z 1884 r. dokonała przedruku przedruku artykułu z "Gazety Lekarskiej", w którym podano zalecenia sanitarne mające chronić przed cholerą. Warto zwrócić uwagę na pewną rezerwę wobec wniosków wynikających z badań Roberta Kocha; można jednak stwierdzić, że ogólnie wskazówki szły w dobrym kierunku zwiększenia bezpieczeństwa sanitarnego. W artykule uznano, że jest niemożliwym skuteczna dezynfekcja wspólnych "miejsc ustępowych", stąd zalecano dezynfekcję na poziomie mieszkań przy użyciu roztworu siarczanu glinu i kwasu karbolowego. Zalecano też: nie wylewanie do zlewów kuchennych efektów wypróżniania, nie oddawania "gęstych wypróżnień" do zbiorników moczowych, częste opróżnianie śmietników, przemywanie kilka razy na dzień miejskich rynsztoków wodą i raz dziennie wspomnianym roztworem. Pośród tych wskazówek nie znajdziemy jednak jednoznacznego zalecenia co do stosowania przegotowanej wody. Ogólny pogląd na charakter choroby i środki zaradcze przeciw niej zaprezentowane w tym artykule: "Jeżeli najnowsze badania R. Kocha pozwalają, wbrew dawniejszym twierdzeniom Pettenkofera i innych, przypuścić, że stanowiący istotę choroby pasorzyt, wydzielony z ustroju chorego dotkniętego cholerą, zdolnym jest do natychmiastowego dalszego rozwoju i życia, że więc cholera bezpośrednio z człowieka na człowieka przenosić się może, to jednak nie możemy lekceważyć dawniejszych prac Pettenkofera, Hirscha oraz niemieckiej komisyi cholerycznej z 1873 r., która jednozgodnie niemal orzeka, że warunki gruntowe danej miejscowości odgrywają najważniejszą rolę w szerzeniu się cholery, innemi słowy, że cholera wtedy tylko w danej miejscowości panuje, jeżeli pasorzyt znajdzie w gruncie należyte warunki rozwoju (...) To też niemiecka komisya choleryczna, po długich rozprawach, doszła ostatecznie do wniosku, który w tych słowach streścić się daje: 'Lata całe, systematycznie i umiejętnie przeprowadzana asenizacya, a więc drenowanie, kanalizacya, kasowanie dołów stałych, dostarczanie miastu dużej ilości dobrej wody i t.p. reformy są jedynemi środkami mogącemi skutecznie opierać się rozwojowi choroby' (...) starania nasze przeto zwrócone być winny przedewszystkiem do tego, aby pasorzyt wychodzący z ustroju chorego, dostawał się do ziemi w stanie, o ile można, jak najmniej zdolnym do życia". /tamże "Środki przeciw cholerze" (z "Gazety Lekarskiej"), tamże, R. XVIII, nr 175, z 31 Lipca 1884, s. 2/ Wyjątkowy przykład zalecenia przegotowywania wody przywołał w swym artykule Zbigniew Olkowski , który odnalazł go w anonimowej publikacji "Arzeneiverordnung gegen die orientalische Cholera, angegeben von einer Som nam biile im m agnetischen Schlafe" (Würzburg, 1831), trudno jednak ocenić czy jej autor kierował się jakimiś racjonalnymi przesłankami (czy obserwacjami) zważywszy na podane przezeń źródło jego konceptów: "Pewien lekarz, nie ujawniający swego nazwiska, ogłosił drukiem metodę leczenia podaną przez swego pacjenta, medium, we śnie magnetycznym. Jako lekarstwo mające działać specyficznie przeciw cholerze wymieniał ogonki i pestki wiśni. Należało je pić jako ziółka łącznie z jagodami jałowca, kwiatem wermutu i konwalii oraz sokiem z cytryny. Polecał też wykonywać upusty krwi w dość czarodziejski sposób; zależnie od czasu zachorowania — przed czy po południu — i czasu wykonywania krwioupustu, należało go robić albo z prawego ramienia, albo z lewej stopy, odpowiednio powtarzać itp. Równocześnie jednak polecał on zapobiegawczo gotować wodę do picia i cedzić ją przez węgiel. W dostępnej mi literaturze tego okresu nigdzie więcej nie spotkałem podobnej rady". /tegoż "Epidemia cholery azjatyckiej w Prusach Wschodnich w latach 1831-1832", "Komunikaty Mazursko-Warmińskie", nr 4, 1968, s. 569-570/ Gdybym miał strzelać dlaczego babcia gregskiego wzbraniała mu picia zimnej wody to wskazałbym na pokłosie teorii, w myśl których różne "zarazy" brały się z wychłodzenia żołądka.
  13. Polemizowanie z anonimowym autorem wydaje się być cokolwiek trudne, zatem pozostańmy przy konstatacji, że wedle euklidesa ze wstępu pióra XYZ wynika iż rzeczony Quincey wygłaszał prelekcje przed tym stowarzyszeniem, w tym prelekcję o morderstwie jako sztuce. A jednak pośród setki rożnych badaczy jego twórczości nie znajdziemy takiego, który by tak twierdził. Radzę jednak przeczytać euklidesowi i wstęp i przypisy dokładniej wtedy może zrozumie swój błąd. Nie wiem w jakim świecie żyje euklides, ale w tym innym jak ktoś się pyta z jakiego wydania korzystał to nie chodzi o jedynie o nazwę wydawnictwa i jego adres, tylko o: tytuł, rok wydania, wydawnictwo i ewentualnie o tłumacza czy redaktora. No to mógłby nam euklides zacytować ten fragment. No to proponuję się dowiedzieć by nie tkwić w błędnym przekonaniu jak to było w przypadku znaczenia terminu nihilizm czy zakresu badań w fenomenologii. Można jaśniej? To do tej pory nie stworzono w pracach z zakresu teorii literatury reguły jak powinien zaczynać się esej, bez wątpienia świat literaturoznawców z utęsknieniem czeka na propozycje euklidesa. To na jakiej podstawie euklides napisał: "autorzy z niższych półek (do jakich ja niestety muszę się ograniczyć), nawet francuscy, powołują się w tym przypadku jednak na Quincey". Wie euklides że się powołują, wie że to byli autorzy z niższych półek, wie że powoływali się w konkretnym kontekście... ale nie wie co takiego napisali. Zaiste godna polecenia metoda potwierdzania własnych słów. Czyli jak wielki filozof; przynajmniej według euklidesa; i przypadkiem Francuz, uzasadnia że morderstwo można rozpatrywać jako kategorię estetyczną to euklides nie jest się w stanie wypowiadać, ale jak robi to Quincey; przypadkiem Brytyjczyk; to euklides popada w szok i jak najbardziej może się o tym wypowiadać.
  14. Oczywistą oczywistością są listy typu: 100 najciekawszych książek..., 100 najnudniejszych..., 100 książek na wakacje, 100 książek, które trzeba przeczytać etc., przyznam jednak, że na takie zestawienie jak w tytule sam bym nie wpadł. Arnaldo Dante Momigliano, uznany badacz starożytności, niejako przy okazji poczynił uwagę (w: "Studies in historiography"), że gdyby stworzyć listę stu najbardziej niebezpiecznych książek, to sugeruje on by wysokie miejsce na niej przyznać "Iliadzie" i "Germanii" (Publiusza Tacyta). Przyznam też, że o ile umieszczenie w takim spisie dzieła Tacyta mogę zrozumieć, to wskazanie utworu Homera; i to mającego być umieszczonym wysoko; cokolwiek mnie zaskakuje. Sto pozycji na taką listę - wydaje się być zbiorem zbyt obszernym przez co nadto łatwo umieścić jakąś książkę w takim zestawieniu, a dziesięć wydaje się być liczbą akuratną. Oczywiście najłatwiej sięgnąć po cudze oceny i przywołać np. jakieś pozycje z kościelnego indeksu prohibitów czy wskazać książki mające szczególnie duże problemy z cenzurą, jak np. opowieść o Leopolda Blooma (szerz.: K. Birmingham "The Most Dangerous Book: The Battle for James Joyce's Ulysses"). To jednak takie pójście na łatwiznę, chyba że ktoś również podziela obiekcje co do książek umieszczonych na takich prohibicyjnych listach. Na potrzeby tego tematu, termin "książka" można potraktować szeroko, może być to utwór literacki, praca naukowa, rozprawa polityczna, zbiór tekstów publicystycznych a nawet pojedynczy utwór poetycki.
  15. Skoro w tym jesteśmy zgodni, to może euklides poinformuje nas z jakiego to konkretnie wydania Quincey'a korzystał. Jakby to ująć... Society of Connoisseurs in Murder nigdy nie istniało, a Quincey nigdy nie wygłosił takiego "zbioru prelekcji" przed tym stowarzyszeniem ani żadnym podobnym. Pomylił euklides fikcję literacką z rzeczywistością, to nawet humorystyczne ale i nieco żenujące. Tekst miał pierwotnie (za życia Quincey'a) trzy różne odsłony. Pierwszy raz pojawił się na łamach lutowego wydania pisma "Blackwood Edinburgh Magazine" (z 1827 r.), w tymże samym piśmie w listopadzie 1839 r. ukazała się uzupełniona kontynuacja "A Second Paper on Murder Considered as One of the Fine Arts" (w formie listu skierowanego do redakcji pisma). Ostatnia wersja, najbardziej rozbudowana objętościowo ale i znacząco odbiegająca w treści od dwóch poprzednich tekstów pojawiła się jako "Postscript" (z 1854 r.). Bez wątpienia będziemy świadkami kolejnej rewolucji w wykonaniu euklidesa, który ze swadą uzasadni dlaczego do tej pory większość badaczy tak mocno się myliło określając ten tekst mianem: esej. Pozostańmy zatem przy konstatacji, iż tylko według niego nie jest on nim. Sam Quincey nie miał wątpliwości, że napisał esej: "A good many years ago, the reader may remember that I came forward in the character of a dilettante in murder. (...) Well, would you believe it? all my neighbors came to hear of that little aesthetic essay which I had published". /tegoż "On Murder Considered as One of the Fine Arts", Second Papers, 1839; tekst udostępniony na stronie wwnorton.com w ramach The Online Archive The Norton Anthology of English Literature/ Nie miało też takich wielu badaczy: "Mowa o eseju de Quinceya 'On Murder Considered as one of the Fine Arts' („O morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych”) z roku 1827". /A. Gwarecka "Tajemnica obrazu. Czescy pisarze prowadzą śledztwo w świecie sztuki", "Forum Poetyki", nr 13, lato 2018, s. 16, przyp. 28/ "Thomas de Quincey, angielski autor doby romantyzmu, w jednym ze swych esejów zastanawia się nad pewnym zagadnieniem, którego kontrowersyjność ujawnia się już w samym tytule owych przemyśleń: 'On Murder Considered as One of the Fine Arts'". /M. Rozmysł "Zbrodnia jako dzieło sztuki? NA marginesie 'African Psycho' Alaina Mabanckou", "Zagadnienia Rodzajów Literackich", Vol. LXI, z. 3, 2018, s. 107/ "In 1854, in an essay entitled, 'On Murder Considered as One of the Fine Arts", Thomas de Quincey provided a graphic account of a crime that captured the imagination of London during the winter of 1812". /J. Malkan "Agressive Text: Murder and Fine Arts Revisited", "Mosaic. An Interdisciplinary Critical Journal", Vol. 23, No . 1, Winter 1990, s. 101/ "'On Murder Considered as One of the Fine Arts' (1827), the first essay in the collection, consists of De Quincey’s thoughts on two different approaches towards murder". /E. Ziomek "Aestheticization of Serial Killers in Contemporary Crime Literature and Film", "New Horizons in English Studies", 2018, s. 124/ "1827’s “On Murder Considered as One of the Fine Arts,” an essay which, I would argue, is just as important as the 'Confessions' in understanding De Quincey’s reception in France and his reputation among the Decadents". /R. Covelo "Thomas De Quincey’s 'On Murder Considered as One of the Fine Arts': Black Humour and the French Decadents", Tese apresentada ao Programa de Pós-Graduação em Literaturas de língua inglesa, da Faculdade de Letras da Universidade Federal de Minas Gerais, como requisito parcial à obtenção do título de Doutora, orien. prof. L.F. Ferreira Sá, UFMG - Janeiro 2019, s. 9/ "'Murder Considered as One of the Fine Arts" was not just a piece of morbid whimsy that Thomas De Quincey had spun out for readers of 'Blackwood's Edinbourgh Magazine' in 1827, it was a crucial document in his aesthetic theory. Critics such as Joel Black are right in observing that the essay elaborates the grim jest that even the most heinous of crimes can be appreciated as a work of art ('The Aesthetics of Murder, [1991], p. 15)". /F. Burwick "De Quincey and the Aesthetics of Violence" "The Wordsworth Circle", "The Wordsworth Summer Conference, 1995: A Selection Papers", Vol. 27, No 2, spring 1996, s. 78/ "Die genannten philosophischen Vorgaben wirkten denn auch machtvoll in die Kunst des 19. Jahr hunderts heinein, sie kulminieren in veritablen Um-Schreibungen des Grausigen zum Reizvollen, etwa bei Baudelaire, be Poe, aber auch bei Thomas de Quincey, der in einem berühmt-berüchtigten Buch den 'Mord als schöne Kunst' betrachtete (...) So in seinem berühmten Essay 'On Murder considered as One of the Fine Arts' von 1827". /S. Ring "'das hat mir echt mein kleines herz zerrissen'. Ammerkungen zur Rolle von Emotionen beim moralischen Urteilen im Spiel Grand Teft Auto IV", w: "Emotional Gaming. Gefühlsdimensionen des Computerspielens", " Hg. J. von Brincken, H. Konietzny, München 2012, s. 224 i przyp. 5/'. "... wie in Quinceys ironisch-satirischem Essay 'On Murder Considered as One of the Fine Arts'". /L. Vieweger "Die Inszenierung von Monstrosität im 19. Jahrhundert", Magisterarbeit Universität Leipzig 2009, München, GRIN Verlag; tekst dostępny na stronie: www.grin.com/document/160927/ "... romantische Schriftsteller de Quincey in seinem Essay 'On Murder Considered as One of the Fine Arts' empfiehlt, sondern das Töten erscheint von vornherein als künstlerische Performanz. Zeremonienmeister ist eine Figur, die sich selbst beständig inszeniert und ironisch kommentiert". /G.J. Lüdeker "Grundlagen für eine ethische Filmanalyse Figurenmoral und Rezeption am Beispiel von TROPA DE ELITE und DEXTER", "RabbitEye" Zeitschrift für Filmforschung, 1, 2010, s. 50/ "Wer auf diesem Sektor arbeitet, tut gut daran, sich Thoma s de Quinceys zu erinnern, der in seinem Essay „Murder Concidered as One of the Fine Arts" (182 7 - 1854) das Grauen durch ästhetische und ökonomische Kategorien zu meistern wußte". /R. Berger "Destruktion des Weiblichen. Zum Verhältnis von künstlerischer Freiheit und sexueller Integrität Eine Stellungnahme", "Kritische berichte", 2, 1982, s. 24/ W czym się powołują, bo niezbyt zrozumiałem o czym euklidesa napisał. Z chęcią poznam tak z nazwiska, tytułu opracowania czy książki, tych autorów i co takiego interesującego napisali. A uwagi względem tekstu Sartre'a to chyba nie zrozumiał euklides, skoro Quincey zszokował go swym tytułem to i francuski autor powinien go zszokować jako że podtytuł swego eseju zaczerpnął właśnie od Quincey'a i nawet go uzasadniał... chyba że euklides ma dwie miary: jedną dla Francuzów drugą dla innych. Rozumie jednak euklides, że korelacja to nie jest związek przyczynowo-skutkowy?
  16. Pierwsze zapałki

    Problem z wynalazkiem Pascha był stopień skomplikowania produkcji, powszechniejsze pojawienie się "prawdziwie bezpiecznych" zapałek możemy raczej datować dopiero od czasu badań Antona Schrötteara von Kristelli'ego (z 1847 r.) nad wydzieleniem czerwonego fosforu. Wcześniej zapałki mogły się zapalić przez pocieranie o jakąkolwiek chropowatą powierzchnię, co ja bym uznał za cechę raczej niezbyt bezpieczną. Po odkryciu austriackiego badacza bracia Lundström zastosowali w produkcji jego pomysł, a umieszczając fosfor w drasce sprawili, że zapałki nie mogły zostać przypadkowo zapalone. "Schrötter separated red phosphorus and measured many of its properties. The most important result was that it could be kept in contact with air without alteration. It was insoluble in carbon disulphide, alcohol, ether, PCl3, turpentine, and naphtha. Heating it under a liquid caused the colour to change from red to strong violet. It reacted with chlorine to produce PCl3 and PCl5 at room temperature, an exothermic reaction but without light effects. It was attacked by aqueous chlorine forming HCl and phosphoric acid, sulphuric acid, diluted or concentrated, did not react at room temperature but did at its boiling temperature, releasing SO2 . The amorphous phosphorus was easily attacked by nitric acid with release of gases. Mixed with potassium chlorate it detonated violently, producing light. Schrötter concluded that the chemical reactivity of amorphous phosphorus was weaker that that of ordinary phosphorus; it combined with release of light, but less energetically than ordinary phosphorus. It combined with oxygen, by friction or heat, to produce a large number of oxygenated derivatives, with release of light. All these characteristics, including low its hygroscopicity and lesser flammability suggested its possible use in the manufacture of matches and percussion weapons. The only disadvantage was the difficulty in preparing it in a large-scale. In due time his prediction became true: In Sweden the Lundström brothers, developed and sold a safety match in which white phosphorus was replaced by red phosphorus, the phosphorus being confined to a strip on the box and the oxidizer was used to tip the matches. Such safety matches could only be ignited by striking on the box, while earlier matches could be struck anywhere on a rough surface". /J. Wisniak "Phosphorus-From Discovery to Commodity", "Indian Journal of Chemical Technology", Vol. 12, January 2005, s. 114/ Szerzej o badaniach Schrötteara: M. Kohn "The discovery of red phosphorus (1847) by Anton von Schrötter (1802-1875)", "Journal of Chemical Education", Vol. 21, Iss. 21, November 1944.
  17. Pod Ulm ...

    Zaiste bardzo ugrzecznione i bogoojczyźniane było to towarzystwo, większość ludzi pamięta ten kuplet w wersji mniej cenzuralnej. A wersja zapamiętana przez janceta nieco wypacza sens tej piosenki. Wersji; jak to z piosenkami zaadaptowanymi przez studentów, harcerzy, żołnierzy, uczestników rajdów; było wiele,: "Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz...", "Pod Jeną, pod Ulm, pod Austerlitz...", większość podanych wersji zamiast frazy: "krwi laliśmy"/"krew przelewamy" miało: "braliśmy w dupę"/"w dupę bierzemy". W miejsce : "braliśmy" pojawiało się też: "Austriacy brali". Sens tej piosenki o tyle jest wypaczony, że w podanej tu wersji mamy w zasadzie dumne wyznanie o daninie krwi, gdy tymczasem miała być piosenka/rymowanka wykpiwająca armię austriacką. Skąd się wzięła? W sieci niektórzy podają, że wersja oryginalna ma być pióra samego Jarosława Haszka; ja bym powiedział, że raczej: przezeń przekazana; ale bez wskazania źródła gdzie miałby to uczynić. Tu może Bruno coś rozjaśni. Pomijając wiele mniej lub bardziej anonimowych internetowych przekazów głównie o charakterze wspomnieniowym dotyczących tego kupletu, nieco wiarygodniejsze źródła informacji wskazują, że tekst ten znany był w dawnej Galicji. PWN podaje przykład użycia z KJP, zaczerpnięty z pisma "Świat i Podróże" (nr 12, 1995): "... nieduże miasteczko, w pobliżu którego na wzgórzu Prace /Pratzen/ 73-tysięczna armia napoleońska zwyciężyła 99-tysięczną armię rosyjsko-austriacką. "Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz, braliśmy w d... nie mówiliśmy nic, bo taką naturę od Boga już mamy, że w d... bierzemy i nic nie gadamy" - krążył w Galicji ośmieszający Austriaków wierszyk". Potwierdza to Leszek Mazan, nazywany szwejkologiem i krakauerologiem, który w tekście "Zeszyt do hemii" napisał: "Bo cóż np. lepiej nauczy historii XIX-wiecznych wojen niż powtarzany do dziś wierszyk prapradziadków: „Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz/ Brała Austria pod [sic!] dupie, nie gadała nic/Bo my, Austriacy, taki zwyczaj mamy/Że w dupę bierzemy i nic nie gadamy”?". /tekst dostępny na stronie: dziennikpolski24.pl/ "JENA, ULM, AUSTERLITZ, miejscowości znane ze zwycięstw napoleońskich, upowszechnione w popularnym w Galicji, osobliwie w kręgach niższych oficerów, dwuwierszu: 'Pod Jeną, pod Ulm, pod Austerlitz / Brała Austria po dupie...". /M. Czuma, L. Mazan "Austriackie gadanie czyli encyklopedia galicyjska", Kraków 1998, b.p., ed. elektron./ Podobnie podaje Stanisław Grodziski: "Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz, braliśmy w dupę, nie mówiąc nic, bo my Austriacy taki zwyczaj mamy, że w dupę bierzemy i nic nie gadamy (z popularnej lwowskiej piosenki ulicznej)". /tegoż "W królestwie Galicji i Lodomerii", Kraków 1976, b.p., ed. elektron./ Juliusz Dankowski w swej powieści historyczno-sensacyjnej, której fabuła toczy się w dobie wojny rosyjsko-tureckiej (w 1877 r.): "... pojawiał się maszerujący oddział, grupy wyrostków skandowały szyderczo w rytm jego kroków: pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz Braliśmy w dupę, nie gadając nic. Bo my, Austriacy, taki zwyczaj mamy". /tegoż "Odprawa posłów tureckich", Warszawa 1992, b.p., ed. elektron./ Wątek galicyjski pośrednio potwierdza pośrednio pojawienie się tej rymowanki u Romana Iwanyczuka, ukraińskiego autora powieści historycznych. W powieści "Вода з каменю. Саксаул у пісках" główny bohater kontynuuje dzieło Markijana Szaszkewycza, ukraińskiego poety który bronił język ruski przed polonizacją i starał się budzić ukraińską samoświadomość. Fragment ten pojawia się w rozdziale pierwszym, który rozpoczyna się wydarzeniami roku 1830: "Вмент вишикувались у маршову колону, яку очолює щасливо усміхненений Ясьо Сакрамент; він, затиснувши під ахвою скрипку і міняючи крок, раз у раз підстрибував, щоб увійти у маршовий ритм жовнірів (...) Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz! Bierzemy w dupę nie mówiąc nic, Bo my, Austriacy, taki zwyczaj mamy Że w dupę bierzemy i nic nie gadamy". /tamże, Xаркив 2008, b.p., ed. elektron./ Co do tego dlaczego akurat ta rymowanka towarzyszyła tym rytuałom - to już trudno powiedzieć nie znając bliżej miejsca i uczestników. Samo "walenie" to nic innego jak powtarzanie obyczajów burszowskich korporacji akademickich z czasów II RP (i wcześniejszych). Skoro były to spotkania członków SZSP to nieco wątpliwym wydaje się kręgosłup ideologiczny tychże członków, zważywszy na propagowany w PRL obraz dawnych korporacji studenckich.
  18. Zdjęcia były kręcone nie w muzeum a na farmie w Essex gdzie istnieje sieć okopów zrekonstruowanych przez "Khaki Chums" (Association for Military Remembrance). Przy filmie współpracował David "Taff" Gillingham - współzałożyciel wspomnianego stowarzyszenia (honorowy powiernik Suffolk Regiment Museum, członek m.in.: Suffolk Branch of The Western Front Association, The Friends of The Suffolk Regiment), współautor książki "The Old Dozen - A Century of Photographs". I jak się wydaje, jest to osoba kładąca duży nacisk na odtwarzanie prawdziwych realiów, Gillingham powiedział, że William Boyd (reżyser wspomnianego filmu) w 95% zastosował się do sugerowanych wskazówek, jak dodał: co jest niezwykłe. /za: "Taff Gillingham - Khaki Chum and history man", "East Anglian Daily Times", wyd. internetowe; tekst dostępny na stronie: eadt.co.uk/ Co do tych szczegółów to krytycy chyba nie mieli większych zastrzeżeń, ja przynajmniej z takimi się nie spotkałem, pomijając wpisy anonimowych internetowych "specjalistów". Z większych zarzutów na jakie natrafiłem to kwestia akcentu w wymowie aktorów, podłoga w okopie i nastrój panujący pośród żołnierzy tuż przed atakiem: "Firstly, the actors cast had a wide range of accents - Southern English, Northern Englisch, Scottish, Irish and Liverpudlian - which is not an accurate reflection the majority of 'Pals Battalions' in the first half of 1916. Secondly, the film set appeared to consist of a very well-built trench with a concrete floor which the Germans would have approved. Thirdly, the attitude of the platoon 'in the last few days before they go to almost certain death' is depicted as being cynical and downhearted, while the reality of the week before the attack was one of high expectancy and jubilation". /E. Hanna "The Great War on the Small Screen. Representing the First World War in Contemporary Britain", Edinburgh 2009, s. 143/ Faktycznie "I Vow..." kojarzona jest z różnymi upamiętniającymi uroczystościami, choć warto pamiętać, że podczas wojny utwór poetycki Cecila Spring Rice'a nie był znany szerszemu ogółowi, jego kariera (już jako pieśń) datuje się gdzieś od 1921 roku, jeśli nie - od 1926 roku. I nieco szczegółów z naszego podwórka... Polska literatura poświęcona pierwszej wojnie światowej, z racji pewnej tradycji jak i innej perspektywy związanej z nadziejami na niepodległość, z rzadka opowiadała o traumie wojennej, o jej szarej okopowej rzeczywistości. Jej główny nurt zawierał się pomiędzy ujęciem patriotyczno-niepodległościowym (można by rzec: w duchu tyrtejsko-romantycznym) a tą spod znaku "westernu ułańskiego", według określenia Marii Janion (w tejże "Płacz generała. Eseje o wojnie") czy literaturą określoną przez zestaw: "ułan, konik, szabelka, dziewucha", jak ujmowała to Zofia Nałkowska ("Tajemnice krwi"). Nie sprawdziły się raczej nadzieje na nową jakość w literaturze wyrażone przez Karola Irzykowskiego na koniec jego artykułu "Wpływ Wojny na Literaturę", gdzie napisał: "Literatura nasza (...) wtedy radykalnie przestanie być li tylko literaturą- trębaczy i rębaczy..." (w rubryce"Horoskopy i Zadania", "Myśl Polska", R. II, MCMXVI, z. 3, s. 220). Na przełomie 1938/1939 r. w "Tygodniu Literackim Polski Zbrojnej" przez trzy miesiące publikowano wyniki ankiety: "Literatura a żołnierz", w której wzięło udział w sumie 29 poetów, prozaików i krytyków literackich. Ankietę rozpoczęto wywiadami z: Zofią Kossak-Szczucką, Ferdynandem Goetlem i Julianem Wołoszynowskim zamieszczonymi w nr. 42 z 1938 r. a zakończono podsumowaniem pióra Jerzego Pietrkiewicza (który przeprowadził większość wywiadów do tej ankiety) opublikowanym w nr. 2 z 1939 roku. Zważywszy na to gdzie opublikowaną tę ankietę i kto dokonywał wywiadów, nie może dziwić że w odpowiedziach natkniemy się na tendencję do militaryzacji literatury i krytyki (jeśli nie: ataków) literatury pacyfistycznej. Pietrkiewicz, którego zawierucha drugowojenna ostatecznie zawiodła przez Francję, ostatecznie na angielską ziemię, gdzie stał się cenionym pisarzem (szczególnie zza jego powieść "Isolation. A Novel in Five Act", zaś "Inner Circle" uznano za najlepszą książkę roku 1966 m.in. przez krytyków z "The Guardian") i wykładowcą literatury polskiej (m.in. w londyńskiej School of Slavonic and East European Languages; w tej roli pozostawił po sobie zbiór esejów krytycznoliterackich "Literatura polska w perspektywie europejskiej. Studia i rozprawy"). W latach trzydziestych był on jednak niezbyt znanym autorem dwóch niewielkich zbiorów poetyckich i bardziej znanym publicystą z zacięciem antysemickim atakującym zwłaszcza postawy pacyfistyczne (choć dopiero później rozszyfrowano, że to on najpewniej ukrywał się pod pseudonimem Eugenia Zdebska, pod którym pisywać miał ostre paszkwile antyżydowskie, posuwając się do sugestii, że niektórzy autorzy żydowscy zasługują na szubienicę a ich książki na spalenie)*. Respondenci nie wypowiadali się co prawda stricte o samej wielkiej wojnie, ale warto zapoznać się z ich głosami. Bądź co bądź wzięły w niej osoby, które mniej lub bardziej osobiście doświadczyły realiów tego konfliktu. Ogólny ton wypowiedzi można opisać jako podniosło-patriotyczny z popadaniem w tromtadrację. Choć wielu respondentów wyrażało myśl, iż ostatni konflikt tak różny od poprzednich wymagał nowego podejścia w literaturze, to ostatecznie to co mieli do zaproponowania ograniczało się do dawnego ethosu rycerskiego i Sienkiewicza. Pietrkiewicz podsumowując, stwierdził że "polska literatura specjalnie ukochała tematy wojskowe", co prawda względem tej tradycji odnotował pewne głosy krytyczne: "Irzykowski poddaje wprawdzie w wątpliwość ich pełną wartość literacką, zarzucając utworom batalistycznym zbytnią dekoracyjność, optyczność, supremację instynktu kamrackiego nad tragizmem śmierci i kalectwa, Wołoszynowski i zdecydowany w swej wypowiedzi Goetel zauważają przewagę wątków awanturniczych, naiwny kult przygody w opowieściach wojennych, Jalu Kurek, autor powieści o żołnierzu podczas pokoju pod tytułem 'Woda wyżej' zwalcza powierzchowny stosunek do wojska - chorągiewkowy i rewiowy...” (tamże), jednakże główny ton ankietowych wypowiedzi był zupełnie inny, nierzadko trącący kiepską propagandą. Głos Juliana Wołoszynowskiego: "Idea żołnierska w Polsce wyprowadza się z idei rycerskiej. Idea rycerska przewija się przez nasze dzieje, jest leitmotiwem, osią, krystalizującą nasze procesy historyczne. Ten motyw odwieczny historii polskiej odróżnia ja od innych narodów. Nasz stosunek do wojska w okresie niewoli, obładowany symbolami, stał się obrazkiem z przysłowiowymi: ułanem, koniem i dziewczyną. To był stosunek niejako 'cywilny'. 'Stoi ułan na widecie' - piosenka sielska. Rok 1914 odarł wojnę z obrazkowości. Rzeczywistość wojny zbudowała nową legendę literacką. Zaczęliśmy nawet przeszłość rozumieć inaczej. Na przykład Sienkiewicz. Kmicic-partyzant, to był ideał żołnierski 'powstańczy'; Polski 1905 r. Dziś Kmicic stracił na uroku. Na plan pierwszy wysuwa się Skrzetuski, żołnierz szeregu, żołnierz w mundurze. Partyzanctwo graniczyło z kultem przygody. Skrzetuski - to świadomość walki, to śmiałe spojrzenie obywatelskie". /nr 42 (80), z 23 października 1938 r./ A Zygmunt Nowakowski postulował: "Jeśli zaś idzie o lekturę prostych żołnierzy, którzy wyszli z chałupy - a takich jest przecież najwięcej - powinno się karmić ich książkami wyborowymi, w naj, naj, najlepszym gatunku (...) Więc oczywiście, na pierwszy ogień Trylogia (...) każdy żołnierz, awansując o jeden szczebel, powinien razem ze srebrnym paskiem starszego żołnierza dostawać którąś część Trylogii, szczególnie 'Potop' (...) Nic lepszego nad Trylogię nie wymyślimy z pewnością!". /nr 49 (87), z 11 grudnia 1938 r./ W wywiadzie z Zofią Kossak-Szczucką Pietrkiewicz zadaje pytanie, w którym sugeruje brak odpowiednio mocnego oddania doświadczeń ostatniej wojny w naszej sztuce: "Podsuwam zagadnienie, dlaczego wielkie przeżycia Polaków w okresie lat 1914-1920 nie znalazły potężnego odbicia w sztuce? - Tak eposu nie ma. Takiego eposu na miarę Żeromskiego. 'Popioły' wielkiej wojny. Przewaga pamiętników, wspomnień i luźnych przyczynków. Niektóre z nich są doskonałe. Ale to jeszcze nie to... Nie epos. Nawet Strug. 'Mogiła nieznanego żołnierza' - w niej można znaleźć dużo pięknych rzeczy. 'Żółty krzyż', mimo zakroju na epopeę, jest mi obcy (...) Wojciech Kossak twierdzi, że wielu z nas nie może odczuwać piękna wojny dzisiejszej, szarej, mechanicznej, wojny czołgów i samolotów, bo wychowało się w wizjach chorągiewek ułańskich, w kolorowej sielance, w romantycznym geście. Ale przyjdą nowi pisarze, którzy na pewno zrozumieją piękno nowej wojny, którzy ujrzą nowe barwy w szarzyźnie życia koszarowego (...) Żołnierkość jest w Polsce cechą plemienną. Jeden młody oficer powiedział do mnie: - Ach, żeby była wojna! Mniejsza o to, czy będzie krzyż drewniany, czy na piersi - ale krzyż! Te dwa krzyże to symbol stosunku Polaka do wojska". Kossak-Szczucka kończy słowami: "Obowiązkiem literatury współczesnej jest zająć zdecydowane stanowisko wobec idei Polski żołnierskiej. Literatura musi przywrócić kult cnót heroicznych". /nr 42 (80), z 23 października 1938 r./ Stanisław Rembek był autorem (jak najbardziej słusznie) cenionym za nowe ujęcie batalistyki, idąc za wzorem Stendhala a odcinającym się od naszej tradycji romantycznej. Nie bez kozery Tomasz Burek omawiał wojenną literaturę tego pisarza w podrozdziale zatytułowanym: "Rewizja stereotypów" (stawiając go obok Andrzeja Struga czy Kazimierza Wierzyńskiego), gdzie o jego twórczości napisał: "Obraz wojny, to obraz zamętu, obraz rozpadania się świadomości ludzkiej. Dzięki przeniesieniu do powieści wojennej techniki 'punktu widzenia', udało się Rembekowi przełamać heroizującą manierę narracji o przeżyciach wojennych na rzecz surowego i psychologicznie prawdopodobnego studium swych przeżyć. W unowocześnionym obrazie wojny zmienił się też całkowicie typ bohatera. Zamiast 'morowców' i trzymających fason zawadiaków, w jakich świeża tradycja literacka nakazywała widzieć żołnierzy niepodległości, Rembek wprowadził w centrum akcji wojennej człowieka, który, wśród koszmaru, co 'huczy, wyje, dymi i błyska, nie bardzo wie, dlaczego i o co walczy, którego zżera ;stary ból życia' i ogarnia, właściwe nowoczesnym bohaterom - kombatantom wojny, 'nękające pytanie, czy człowiek przypadkiem nie oszalał'. Wyraźny sens polemiczny miała śmierć głównego bohatera, porucznika Konrada (sic!) w 'Naganie'. Nie ginął on bowiem ofiarnie, licząc na pamięć potomności, ale ogarnięty nieprzemożonym zniechęceniem, rozczarowaniem do świata, nudą egzystencji, malaise, chorobą frontu, jakimś schopenhaueryzmem wojennym - popełniał samobójstwo. A ostatnie zdanie powieści brzmiało: 'Nikt w tej huczącej od wielu lat wojną okolicy nie zwrócił uwagi na samotny, głuchy wystrzał...'". /tegoż "Problemy wojny, rewolucji i niepodległości w zwierciadle prozy narracyjnej", w: "Literatura polska 1918-1975", T. I: 1918-1932, red. A. Brodzka, H. Zaworska, S. Żółkiewski, Warszawa 1975, s. 475-476/ Maria Janion odwołując się głównie do powieści Henriego Barbusse'a "Ogień: historia oddziału w okopach" wspomniała przy okazji i o Rembeku: "Przebicie się przez kłamliwość literatury staje się jednym z głównych problemów poznania wojny u tych pisarzy - demaskatorów. Niewielu mamy podobnych - to znaczy usiłujących stworzyć własny, krytyczny obraz wojny - utworów w Polsce. Kilka powieści wojennych Andrzeja Struga, 'W polu' Stanisława Rembeka', 'Sól ziemi' Józefa Wittlina". /tejże "Płacz generała. Eseje o wojnie", Warszawa 1998, s. 30/ I tenże sam Rembek 'wypełniając' ankietę zaprezentował tekst niczym z koszmarnie zredagowanego podręcznika politruka, w stylu książkowego pułkownika Aleksandra Gacewicza, który zażądał od kaprala Łomiszewskiego (w cywilu literata) napisania dlań przemówienia, w myśl instrukcji: "- Pan mi tu znowu włazisz ze swoją literaturą, gdzie pana nikt nie prosił! Co ja panu kazał? Ja kazał, żeby było po żołniersku, a pan mi znowu miamlisz swoje gorzkie żale o poległych, o cmentarzach... (...) A teraz marsz! I na godzinę osiemnastą żeby mi było gotowe, rozumiesz pan? Po naszemu, po sołdacku, prosto i jasno. Mocno a krótko. Patrjotycznie i morowo". /A. Strug "Uczta zwycięstwa", "Powieść i Nowela" (dodatek do pisma "Świat", R. XXII, nr 39), R. XIX, nr 39, 2 września 1927 r., s. 1/ Głos Rembeka: "Jesteśmy społeczeństwem żołnierskim w najlepszym tego słowa znaczeniu. Każdy Polak czuje się w pierwszym rzędzie żołnierzem, a mimo to nie ma w naszym kraju atmosfery koszarowej (...) Nasi oficerowie są skromni, dobrze wychowani, pełni taktu i wiedzy. Nasi podoficerowie są cisi, karni, doskonale wykształceni i obowiązkowi. Nasi żołnierze są pełni zapału do służby, pojętni i skłonni do poświęceń. Nasi rezerwiści są przywiązani do swych oddziałów i ochoczo zgłaszają się na wszelkie wezwanie (...) Zawdzięczamy to w pierwszym rzędzie literaturze, która zakonserwowała w nas cechy rycerskie, powołała pośrednio o życia rzeczywistego typ żołnierza - bojownika świętej sprawy i dźwignęła zawód żołnierki na wspaniały piedestał (...) Wystarczy wziąć za przykład stosunek bojowców z 1905 r. i legionistów Piłsudskiego do trylogii Sienkiewicza. Nasza literatura dała nam tę zbroję duchową, w jakiej przetrwaliśmy wojnę światową (...) Z wojny tej wyszliśmy dzięki niej w najlepszej formie ze wszystkich narodów europejskich". /nr 45 (83), z 13 listopada 1938 r./ Z tej dość jednogłośnej narracji ułańsko-tyrtejskiej wyłamywało się niewielu, bodajże najbardziej znanymi byli Andrzej Strug ze swą trylogią "Żółty Krzyż" (także za sprawą powieści "Klucz otchłani") i Józef Wittlin z "Solą ziemi" (również: "Hymny", "Wojna, pokój i dusza poety"), obaj; może nazbyt pochopnie; łączeni z literaturą pacyfistyczną. Choć rzadko się pamięta np. o Struga "Odznace za wierną służbę" (z 1921 r.) mieszczącej się w typowej literaturze tworzącej legendę legionową, która mogłaby stanąć na półce, jeśli nie obok to niedaleko literackich płodów Juliusza Kadena-Bandrowskiego, typu "Mogiły", "Rubikon" czy "Bitwa pod Konarami". Wittlin, pomimo młodzieńczych deklaracji o pacyfizmie zaciągnął się do wojska wraz ze swym przyjacielem Josephem Rothem (razem odbyli szkolenie w 21. Batalionie Feldjegrów). Dziesięć lat po wojnie Wittlin tak podsumował naszą wojenną literaturę: "Każdy naród, który czynnie przeżył wojnę światową, posiada w swoim dorobku tzw. literaturę wojenną. Przeważnie są to pamiętnikarskie wrażenia i opisy osobistych doznań, podlane tzw. sosem patriotycznym lub pacyfistycznym. (…) W literaturze polskiej, z przyczyn dość zrozumiałych, mamy do czynienia na ogół z samym tylko sosem, który w większej ilości jest nie do spożycia". /tegoż "Dwie powieści wojenne", w: "Orfeusz w piekle XX wieku", Kraków 2000, s. 468/ Jakim zatem jeszcze polskim literatom udało się skutecznie nie utonąć w tym sosie? * - I znów sobie ponarzekam... Artykuł przypisywany Pietrkiewiczowi - "Pacyfistyczna mafia" jest przykładem karuzeli bezkrytycznego przepisywania przez twórców różnorakich opracowań literackich, jak i przypisywania sobie znajomości oryginalnego tekstu, którego się nie przeczytało. Ewa Wielgosz podaje: "Wkrótce ukazał się kolejny pamflet J. Pietrkiewicza, 'Pacyfistyczna mafia', ogłoszony pod pseudonimem Eugenia Zdebska w „Polsce Zbrojnej” (1939, nr 30) i przedrukowany w tygodniku „Prosto z Mostu”...". /tejże "'Raptus Europae. Dziennik' Józefa Wittlina", "Pamiętnik Literacki", 2017, T. 108, nr 1, s. 152, przyp. 15/ Joanna Kuciel-Frydryszak podaje a nawet cytuje: "Stefania Zdebska w "Polsce Zbrojnej" (najprawdopodobniej pod tym pseudonimem ukrywa się Jerzy Pietrkiewicz) pisze o 'pacyfistycznej mafii': Słonimskim, Wittlinie i Tuwimie, przypomina ich wiersze z poprzednich lat i grzmi: 'Czy czynniki miarodajne i władze wojskowe wiedzą, że książki z cytowanymi wierszykami bezkarnie widnieją za witrynami księgarń?'..." i opatruje to przypisem: "Polska Zbrojna", 4 lutego 1939". /tejże "Słonimski. Heretyk na ambonie", Warszawa 2012, b.p. ed. elektron., przyp. 50/ W ramach projektu "Skamandrycka triada na emigracji. Edycja listów Jana Lechonia, Kazimierza Wierzyńskiego i Mieczysława Grydzewskiego", tworzonego przez Pracownię Dokumentacji Literatury Współczesnej IBL PAN i Nową Panoramę Literatury Polskiej IBL PAN, na stronie tei.nplp.pl można zapoznać się z oświadczeniem jakie Wierzyński przesłał Grydzewskiemu, jako redaktorowi "Wiadomości Literackich", które opublikowano w numerze 24 (z 4 czerwca 1939 r.) pod tytułem "W sprawie napaści na poetów". Czytamy w nim: "... Utwory te cytowane w artykule są mi ideowo obce, co uważam za stosowne tu zaznaczyć. Tym silniej jednak protestuję przeciw wystąpieniu p. Pietrkiewicza. Poezje, o których mowa, pochodzą sprzed dziesięciu, piętnastu i dwudziestu latZ tym stwierdzeniem Wierzyńskiego koresponduje fragment Kroniki tygodniowej Antoniego Słonimskiego („Wiadomości Literackie” 1939 nr 9 (801) z 26 lutego), w którym komentował tę samą metodę zastosowaną przez Pietrkiewicza w innym jego artykule, Pacyfistyczna mafia (podp. pseud.: Eugenia Zdebska, „Polska Zbrojna: 1939 nr 30): „Zacytowano tam trzy moje wiersze, przemilczając perfidnie, że były one pisane kilkanaście lat temu (...) Czy wystąpienie p. Pietrkiewicza przyczyni się do wzmożenia tej siły, pozostawiam do rozstrzygnięcia jego obywatelskiemu sumieniu. Kazimierz Wierzyński" /tamże "[przed 4 czerwca 1939], Wierzyński Kazimierz", dokument 485/ W IPSB, w biogramie Antoniego Słonimskiego stworzonym przez Romana Lotha, uznanego edytora, m.in. szefa Centrum Informacji Literaturoznawczej IBL PAN, przeczytamy: "Przedmiotem wielu napaści prasowych były pacyfistyczne poglądy S-ego, odczytywane jako program zmierzający do osłabienia państwowości. Wśród wielu ataków wyróżniły się publikacje Marii Jehanne Wielopolskiej 'Silni, zwarci, gotowi, ale... i czujni. Rzecz o wczorajszych dywersantach' (W. 1939) i Eugenii Zdebskiej (pseud.) - 'Pacyfistyczna mafia' ('Polska Zbrojna' 1939 nr 30)". Dorota Macieja: "... Słonimski, Tuwim, Wittlin opowiedzieli się za pacyfizmem. Według Grydzewskiego kampanię wszczęła Eugenia Zdebska w 1938 roku artykułem 'Pacyfistyczna mafia' zamieszczonym w 'Polsce Zbrojnej'". /tejże "Tygodnie Słonimskiego", Warszawa 2000, b.p., edyc. elektron./ Janina Kumaniecka: "Eugenia Zdebska (pseudonim) w „Polsce Zbrojnej" z lutego 1938 roku ogłosiła swój artykuł „Pacyfistyczna mafia", w którym atakowała przede wszystkim Słonimskiego, Tuwima i Wittlina". /tejże "Saga rodu Słonimskich", Warszawa 2003, b.p., edyc. elektron./ Paweł Maurycy Sobczak wskazując w zestawieniu bibliograficznym z jakich materiałów korzystał w swym opracowaniu, podaje: "Zdebska E. [wł. J. Pietrkiewicz], 'Pacyfistyczna mafia', "Polska Zbrojna' 1939, nr 30". /tegoż "Polscy pisarze wobec faszyzmu", Łódź 2015, s. 408/ Nina Taylor-Terlecka: "Na walnym zebraniu Związku Literatów Polskich w Warszawie w styczniu 1939 roku poeta Tadeusz Demczyk złożył wniosek o wycofanie z księgarń „pacyfistycznych” utworów wspomnianej trójki. O pacyfistycznej mafii rozpisała się w „Polsce Zbrojnej” niejaka Zdębska: „Czy czynniki miarodajne i władze wojskowe wiedzą, że książki z cytowanymi wierszykami bezkarnie widnieją za witrynami księgarń? Może znajdzie się jakiś poseł, który w tej sprawie wniesie interpelację w Sejmie?”20". I stosowny do tego przypis: "20 Eugenia Zdębska, Pacyfistyczna mafia, „Polska Zbrojna” z 4 lutego 1939. Podaję za: A. Kowalczykowa, 'Liryki Słonimskiego 1918–1935', Warszawa 1967, s. 121". /tejże "'Ja, Józef Wittlin, z pokolenia Judy' - Józef Wittlin i świat kultury żydowskiej", w: "Żydzi Wschodniej Polski", Ser. II "W blasku i w cieniu historii" red. J. Ławski, B. Olech, Białystok 2014, s. 369/ I podobnie wielu, wielu innych autorów... Pal licho, że wszyscy piszą o artykule w "Polsce Zbrojnej" gdy ten ukazał się w dodatku do tej gazety - "Tydzień Literacki Polski Zbrojnej". Pal licho, że ostatnia z wymienionych autorek błędnie przepisuje, gdyż w studium Aliny Kowalczykowej jest: "Zdebska" (jak najbardziej prawidłowo). Pal licho, że ktoś cytował fragmenty z tego artykułu bądź jedynie powoływał się na ten artykuł z drugiej ręki, zawierzając autorowi innego opracowania i w ten sposób powielał błąd. Oczywiście - pal licho jeśli zaznaczył w przypisie z kogo czerpał. Jeśli np. pani Kuciel-Frydryszak (podobnie p. Sobczak) podaje cytat z tego artykułu i w przypisie odwołuje się jedynie do tegoż artykułu to oznacza, że przeczytała go a nie, że przeczytała o nim u kogoś. Tyle że artykułu nie czytała, na co wskazuje podanie błędnego tytułu czasopisma jak i niewłaściwej daty. Można by powiedzieć: pomyliła się w dacie dziennej, tylko jakoś trudno mi w to uwierzyć gdyż zbyt często w starszych pracach pada właśnie błędna data "4 lutego 1939". Zatem: ani nr 30, ani 4 lutego 1939 r., ani 2 lutego 1939 r. (jak podał jeden z autorów na łamach "Twórczości" z 1977 r.), ani luty 1938 r., tylko: "Tydzień Literacki..." nr 6 (95) z 5 lutego 1939 roku. I przez takie podejście straciłem dwa dni na szukanie artykułu w miejscu w którym nie mogłem go znaleźć.
  19. W temacie "Verdun" wywiązała się dyskusja o tym czy i ewentualnie dlaczego francuska literatura o pierwszej wojnie światowej odbiega tej stworzonej w innych krajach: Co do filmów, to fakt, że jeślibym miał wymienić jakiś nieamerykański film z okresu międzywojennego, to przychodzą mi do głowy wyłącznie filmy radzieckie, no i polskie, ale te ostatnie raczej nie ze względu ma ich ogromną wartość artystyczną. No ale z tych amerykańskich kojarzę też niemal wyłącznie komedie, więc chyba nie ma to nic do rzeczy. Dominacja filmu amerykańskiego jest faktem, ale to nie jest tak, że Hollywood i nic więcej. Ja kojarzę wiele filmów brytyjskich i francuskich (przed określeniem "kino anglosaskie" będę się bronił, bo brytyjskie jest bliższe francuskiemu, niż amerykańskiemu). I z filmów europejskich dobrze znam, jako ikonę tamtej wojny, sylwetkę żołnierza w mundurze khaki ze śmiesznym stalowym talerzem na głowie, jako ikonę The Great War, ale sylwetkę żołnierza w szarobłękitnym stroju i w hełmie z charakterystycznym grzebieniem kojarzę tylko z opracowań popularnonaukowych. Odrębnym problemem jest bardzo skromna literatura popularnonaukowa i naukowa na temat tamtej wojny w języku polskim, choćby i tłumaczeń. W odpowiedzi secesjonista napisał: Opisywali, może to nie były dzieła, które koniecznie powinny się znaleźć w takim kanonie, ale były to dzieła znaczące, czy to ze względu na ujęcie tematu czy walory artystyczne. Wreszcie Roger Martin du Gard dostał Nobla (za 1937 r.) za swą wielotomową sagę o rodzinie Thibault, w tym cyklu pierwsza wojna światowa i jej realia stanowią główną oś fabuły, w noblowskim uzasadnieniu podano: "for the artistic power and truth with which he has depicted human conflict as well as some fundamental aspects of contemporary life in his novel-cycle 'Les Thibault'" (wyd. polskie "Dzieje jednego rodu Les Thibault. Szary zeszyt" T. I, 1926). Powszechnym uznaniem cieszyła się książka Rolanda Dorgelèsa "Les croix de bois" (wyd. pol. "Krzyże drewniane" 1929), która uzyskała Prix Femina w 1919 r. Dla wielu jedną z bardziej znaczących opowieści o pierwszej wojnie światowej jest Henriego Barbusse'a "Le Feu: journal d'une escouade" z 1916 r. (wyd. pol. "Ogień: pamiętnik oddziału w okopach" 1919), nagrodzoną tę powieść w 1916 r. Nagrodą Goncourtów. W 1919 r. pośród dziesięciu najlepszych powieści o Wielkiej Wojnie wymienia się Georgesa Duhamela "Civilisation" z 1918 r., która również w roku swego pierwszego wydania została uhonorowana Nagrodą Goncourtów, uznaniem cieszyła się też inna jego powieść "Vie des martyrs" z 1917 r., (wyd. pol. "Żywoty męczenników" 1922) w której zawarł swe doświadczenia frontowego chirurga. Wypada wspomnieć Jeana Giono "Le Grand Troupeau" z 1931 r. (wyd. pol. "Wielka trzoda" 1936), gdzie jak w tytule żołnierze przedstawieni są jak bydło a wojna to w istocie wielka rzeźnia. Był też André Pézard i jego "Nous autres à Vauquois: 1915-1916" z 1918 r., które Jean-Norton Cru uznał nie tylko za jedno z najważniejszych świadectw tej wojny ale jednocześnie za arcydzieło literackie. Co istotne badacz ten (autor m.in. opracowań: "Témoins. Essai d’analyse et de critique des souvenirs de combattants édités en français de 1915 à 1928", "Du témoignage"), znany był z bardzo krytycznego nastawienia do powieści wojennych nazywając je "fałszywym gatunkiem". Przywołał tu jancet między innymi postać Camusa, autor ten; jeśli się nie mylę; bezpośrednio nie sięgał po tematykę Wielkiej Wojny. W niedokończonej i wydanej pośmiertnie powieści " " (wyd. pol. "Pierwszy człowiek" 1995) ukazuje on dzieje rodziny Cormerych, pod którą jak łatwo zgadnąć kryje się rodzina Camusów (nazwisko fikcyjnej rodziny zostało zapożyczone od babki pisarzy). Główny bohater Jacques próbuje zebrać wspomnienia o swym ojcu, który poległ podczas pierwszej wojny światowej. O wojnie Jacques dowiaduje się za sprawą opowiadań nauczyciela - Bernarda, weterana tego konfliktu i czytania fragmentów powieści. Jaką to książkę "wkłada" Camus w ręce naszego bohatera? Była to właśnie wymieniona powyżej powieść "Krzyże drewniane". I jeszcze taka ciekawostka... "Na Zachodzie bez zmian" jest dziś zapewne najbardziej znaną powieścią o Wielkiej Wojnie, przez długi czas w nauce obowiązywał pogląd, że było tak też w dwudziestoleciu międzywojennym. W 2008 r. wydano zbiorowe opracowanie "Die Autoren und Bücher der deutsch sprachigen Literatur zum 1. Weltkrieg 1914–1939. Ein bio–bibliographisches Handbuch", jest to rodzaj leksykonu starający się zebrać całość wydanej do 1939 r. literatury związanej z opisami przeżyć wojennych, zarówno tych z okopów jak i z "frontu" cywilnego. Jednym z autorów jest Thomas F. Schneider, w świetle jego badań okazało się, że wówczas najpopularniejszą wówczas pozycją była książka "Der rote Kampfflieger" Manfreda von Richthofena. I chyba można mu zaufać, wreszcie to dyrektor Erich Maria Remarque-Friedenszentrums.
  20. Jakoś nie zauważyłem takiego popisywania się, chyba że za takowe uznaje euklides podanie cytatu z anglojęzycznej pozycji w brzmieniu oryginalnym; zważywszy iż on sam często posiłkuje się tekstami napisanymi w języku francuskim, tylko na prośbę o cytat ma z tym duże problemy - to mogę zrozumieć jego frustrację. Z grzeczności nie powiem jednak, że pewnie to go przerasta... Cóż, refleksję to może wzbudzić tekst i zawarte w nim stwierdzenia, trudno oczekiwać byśmy dyskutowali nad samym tytułem. Tytuł może być mylącym, przekornym, świadomie tak skonstruowanym by czytelnika sprowokować czy właśnie zszokować. Wreszcie sięgając np. po książkę Andrzeja Turowskiego "Parowóz dziejów" nie oczekujemy wykładu o wkładzie kolejnictwa w rozwój dziejowy a dwa podobnie brzmiące tytuły: "Eating People is Wrong" i "Is Eating People Wrong?" (odpowiednio: Malcolma Bradbury'ego i Allana Hutchinsona) ni traktują o pożytkach kulinarnych z kanibalizmu. Tak z ciekawości - czytał euklides ten esej czy jedynie zatrzymał się zszokowany samym tytułem? O ile wiem, to żaden z czytelników Quincey'a, którzy życzliwie i z zaciekawieniem przyjęli jego tekst, nie podjął działań mogących mieć zgubne konsekwencje demograficzne. Ograniczając się, do tak bliskiej sercu euklidesa kultury francuskiej: ani Charles-Marie-Georges Huysmans, ani Charles Baudelaire, Théophile Gautier czy Paul Bourget. Ani wreszcie André Breton, który; nie podzielając chyba w pełni obiekcji euklidesa; umieścił inkryminowany esej w zbiorze: "Anthologie de l’humour noir". Skoro tytuł ten tak zszokował euklidesa, to nieco dziwi, że nie podał jako kandydata na tę listę Jean-Paula Sartre'a, jako autora eseju "Saint Genet, comédien et martyr", jakoś to niekonsekwentne.
  21. Choć Hunter rzeczywiście stał się ojcem chrzestnym tego terminu to termin; w dobie wojny koreańskiej; pojawiał się wcześniej u innych, choćby w raporcie Paula Linebargera "Possible Operations Research in FEC Psychological Warfare" pojawia się termin: "brain washing", czy u znanego francuskiego korespondenta Agence Havas/Agence France-Presse - Roberta Guillaina, który metodę chińskich komunistów na łamach "The Guardian" (ze 3 stycznia 1950 r.) określił jako: "washing one's brains” czy: “laying one's heart on the table". Hunter po raz pierwszy szerszej publiczności termin ten zaprezentował dopiero 24 września 1950 r., w swym artykule "Brain Washing Tactics Force Chinese into Ranks of the Communist Party" opublikowanym w "Miami News". /za: M. Holmes "Edward Hunter and the origins of 'brainwashing'", tekst dostępny na stronie: bbk.ac.uk/ Słownik Merriam-Webster podaje przykłady użycia tego terminu w gazetach z lat trzydziestych XX wieku (przy okazji podaje też użycie tego terminu w indyjskiej gazecie "The Times of India" z 23 stycznia 1950 r., zatem wcześniej niż w publikacji Huntera). Używano go głównie jako terminu medycznego dla określenia skuteczności efektów terapii wobec osób uzależnionych bądź chorych psychicznie. Dodać można, że zwrot: "brain wash" czy "brainwashing" (pisane łącznie bądź rozdzielnie) był obecny w angielszczyźnie gdzieś tak od 1850 roku, i jeśli chodzi o częstość użycia miał swe piki w okresach: 1851-1856, 1916-1923, 1928-1931 i w 1941 roku.
  22. Przydomki władców

    Pocieszne, realny władca Francji nie przybierał przydomka by nie drażnić władcę Anglii, który tytułował się też królem Francji, a w ramach unikania zadrażnień Ludwik XI miał określać się jako "Louis de France". Pozostają otwartymi dwa pytania. Dlaczego przydomek typu: Mądry, Łysy, Nochal, Wielki, Krótki miałyby bardziej prowokować, w sytuacji roszczenia sobie praw do tego samego terytorium francuskiego, niźli "de France". Logika podpowiada, że ten drugi był właśnie bardziej prowokacyjnym. A drugie pytanie, nad którym euklides się prześlizguje: jaki miał wpływ ów władca na ewentualne nadanie mu przydomka? Raptem w dwadzieścia trzy lata po panowaniu Ludwika XI te obawy widać minęły, oto 14 maja 1506 r. Thomas Bricot, kanonik z katedry Notre-Dame, w imieniu notabli zgromadzonych w Plessis-lèsTours ogłosił nadanie ich władcy Ludwikowi XII przydomka "Père du peuple", który miał mu służyć za jego życia jak i u potomnych. "C’est le 14 mai 1506, par la voix de Thomas Bricot, chanoine de Notre-Dame de Paris, que les notables assemblés au Plessis-lèsTours décernèrent à Louis XII le titre qui allait lui servir, dans la postérité, de surnom usuel. Bricot justifiait cette consécration par trois arguments : la paix intérieure dans laquelle le roi avait maintenu son royaume, la réduction de la taille du quart de son montant et la réformation de la justice". /L. Avezou "Louis XII Père du peuple : grandeur et décadence d'un mythe politique, du XVIe au XIXe siècle", "Revue historique", 2003/1, n° 625, s. 97/ To taka cegiełka do euklidesa teoryjki o władcach co to nie mieli przydomków.
  23. Przydomki władców

    Ostatecznego wpływu mieć nie mógł, ale mógł wspierać utrwalanie takiego który był dlań korzystny, a wspomniany przeze mnie Ludwik XIII de facto sam sobie wybrał przydomek i konsekwentnie się go trzymał. Początkowo określnik "le Juste" związane było jedynie z faktem jego urodzenia się pod znakiem Wagi, symbolizującym m.in. Sprawiedliwość, stosowanie tego określnika w czasie jego panowania było już świadomym zabiegiem propagandowym samego władcy. I to zabiegiem uwieńczonym sukcesem, skoro tak często takimi przydomkiem obdarzali go mu współcześni i do dziś pod takim przydomkiem występuje w publikacjach historycznych. "La Justice royale s'est donc exercée directement, sans intermédiaire, comme la Justice de Diu lui-même. Louis, né le 27 septembre 1601, est du signe de la Balance, atrribut de la vertu de Justice. Le surnom de Louis Le Juste, qu'il porte depuis longtemps déjà (Malherbe le signale dès 1608), ne quittera plus Louis XIII (...) La légende latine, qu'on peut traduire comme suit, est très significative: <<Louis XIII, par la grâce de Dieu, roi de France et de Navarre, conséquent avec son nom de Juste reçu des années auparavant, bien qu'enfant, expert en matière de tyran, jeune adolescent, guidé par Dieu... (...) Ce surnom ne quittera plus le roi et fait régulièrement partie de sa titulature dans les estampes". /H. Duccini "Faire voir, faire croire. L'opinion publique sous Louis XIII", Champ Vallon, Seyssel 2003, s. 351 i n./ I niby co z tego ma wynikać? Nazywano go królem Bourges i "królikiem" (małym królem) Bourges by w prześmiewczy sposób wskazać jaki faktyczny był, w pewnym momencie, zakres jego realnej władzy. Z niewiadomych powodów taki epitet nie przeszkodził w tym by ów władca przeszedł do historii z przydomkiem - le Victorieux. Takiemu znawcy historii Francji jak euklides nie trzeba przypominać, że "królik" w formie epitetu występował już wcześniej, choćby za Ludwika V. Nie przyniosło to jakichś znaczących wątpliwości co do stosowania przydomków. A forma podana przez euklidesa: "królik" nie wydaje się być najszczęśliwszą i może być mylącą. Merriam-Webster podaje: "French, from Middle French, from roitel, roietel petty king (from Old French, diminutive of roi king, from Latin reg-, rex) + -et". "Roitelet de Bourges, comme l'appelaient ses ennemis, Cahrles VII n'avait pour lui que quelques débris de la chevalerie, ses Écossais, ses aventuriers surtout: ceux-ci ne lui manquèrent pas". /"Dictionnaire de la conversation et de la lecture", T. XXXIV, Belin Madar, Paris MDCCCXXXVII, s. 238/ Sutherland Menzies (właściwie: Elizabeth Stone): "Qualities less attractive than these would ordinarily have sufficed to subjugate the young Rotelet of Bourges, asd the disinherited monarch was derisively termed". /tejże "Royal Favourites", Vol. I, London MDCCCLXV, s.173/ Jean-Baptiste Capefigue: "Charles found shelter at Bourges, an ancient city in the centre of France, which had always held aloof from the popular movement. The Dauphin's authority did not extend beyond Amboise and Chinon, except in some towns in the south of France. Condemned to exclusion by the treaty of Troyes, disinherited by the will of Charles VI., disowned by his mother, proscribed by the Parliament of Paris and the vote of an Assembly of the States, the Dauphin was now only known as the Roitelet de Bourges ; and while the populace of Paris and the three orders acclaimed Henry VI". /tegoż "A King's Mistress Or, Charles VII. & Agnes Sorel and Chivalry in the XV. Century", transl. E. Goldsmid, Vol. I, Edinburgh 1887, s. 30/ Celui du Pays de l'Ours: "Bien entendu, Charles VII ne réganit pas sur grand-chose et tenait plus du roitelet que du véritable monarque et on lui donna alors le sobriquet de <<petit roi de Bourges>>. On aurait tout autant aussi bien pu le nommer le <<petit roi de Mehun>>, sorte de roi <<méhaigné>> à la berrichonne. Fulcanelli nous dit encore: <<Les Philosophes parlent donc clairement lorsqu'ils enseignent que le Mercure, dès la dissolution effectuée, porte l'enfant, le Fils de Soleil, le Petit Roi (Roitelet), comme une mère véritable, puisqu'en en effet l'or renaît dans son sein" /tegoż "Entre le Cygne et l'Ours. Le Centre Sacré des Gaules", Deuxième édit., 2012, s. 94/ Abbé Louis Legendre: "Ce n'est qu'au sacre de Charles VII, en juillet 1429, qu'on les voit pour la première fois représentés par six seigneurs ; ce qui fearait presque penser qu'on n'affecta cet appareil que pour rendre son sacre plus auguste, et pour attirer à ce prince plus de respect de la part des peuples, dans un temps où ses ennemis, qui étaient maîtres de Paris et de plus de la moitié du royaume, le traitaient de roi en peinture, de roitelet , de roi de Bourges". /tegoż "Mœurs et Coutumes des François. Depuis les premiers temps de la monarchie", Nouvelle édit., Tours 1848, s.148/ Jakoś tak się zdarzyło, że w historii Francji było kilku władców; jeszcze przed Ludwikiem XI; którzy mieli niezbyt pochlebne przydomki, nie sprawiło to jednak zaniku ich stosowania. Jak rozumiem, w myśl "teorii" euklidesa było to tak traumatyczne doświadczenie, że na przestrzeni przeszło trzystu pięćdziesięciu lat każdy władca Francji na wszelki wypadek wystrzegał się by nie forsować żadnego przydomka dla swej osoby, a ta trauma przeszła na cały naród francuski stąd i współcześni poszczególnym władcom i historycy piszący już z pewnej perspektywy czasowej na wszelki wypadek nie tworzyli przydomków. A wszystko to za sprawą "królika Bourges". Wizja narodu francuskiego, który powinien zalec na kozetce u dobrego psychoanalityka, jak dla mnie - wydaje się to wiele objaśniać z dziejów tego kraju, frapujące jest to, iż to właśnie euklides wystawia Francuzom takie skierowanie. Istnieje również inna teoria tłumacząca pewną oszczędność w szafowaniu przydomkami władców francuskich po Ludwiku XI, po części jest ona zbieżna z objaśnieniami euklidesa i wskazuje na praprzyczynę właśnie w czasach Karola VII. Wyłożył ja biskup E.P. Nesbitt w swej kronice "Arf a mo' after which Franche became Dazed gowk", wedle niego do traktatu w Troyes dołączono tajny dodatek w myśl którego przyszli władcy Francji mieli wyrzec się stosowania przydomków pod groźbą taką, że nie tylko będą musieli się zmagać z niechlubnym dziedzictwem "królika Bourges" ale i z bardziej realnym niebezpieczeństwem. Anglicy zagrozili bowiem, że w przypadku nieprzestrzegania tych ustaleń powrócą do Francji z "królikiem z Caerbannog". A jak wiadomo, w toku wieloletnich walk, zarówno Armaniacy jak i Burgundczycy znacząco uszczuplili swe zapasy "holy had grenades of Antioch", które jak wiadomo były jedyną skuteczną obroną w takiej sytuacji. A na poważnie, mogę dyskutować z euklidesem o tym dlaczego po Ludwiku XII (a nie: Ludwiku XI) zaczęto odchodzić od nadawania francuskim władcom przydomków. Z chęcią dowiem się od euklidesa czy istnieją we francuskich naukach historycznych i językoznawczych: szkoły czy grupy naukowców, kwestionujące używanie względem konkretnego władcy takiego a nie innego przydomka i jak swe stanowisko uzasadniają. Przydomki dawnych władców to nie współczesne nomen personale mające ogólnie akceptowalny schemat i akceptację administracyjno-prawną, przydomki mają charakter fakultatywny, nie ma jakiegoś powszechnego i obowiązującego ususu ich nadawania i noszenia. Differentia specifica przezwisk jako pewnej kategorii antroponimicznej to: pewna funkcja opisowa (także wtedy gdy opis jest à rebours) i identyfikacyjna, zdolność zastępowania pewnych kategorii antroponimicznych. jeśli napiszę: "Władysław I postanowił..." to nie wiadomo o kim myślałem: polskim księciu, wołoskim hospodarze a może o neapolitańskim królu, i jedynie z kontekstu będzie można spróbować odgadnąć jaka to postać. A jednak gdy napiszę: "Władysław Łokietek postanowił..." (czy tylko: "Łokietek postanowił...") to w miarę zorientowana w historii osoba będzie wiedziała o kogo chodzi. Teoretycznie mógłbym napisać książkę o "królu Słońce" nie wspominając ani razu, że chodzi o Ludwika XIV z dynastii Burbonów, i jakkolwiek byłby to koszmarek redakcyjny, to nikt nie miałby problemu z identyfikacją opisywanego władcy. Tworzenie przydomków, ich formy i znaczenia, nie podlegają żadnym sztywnym i ustalonym regułom. Całkiem aktywnego władcę można było nazywać "Gnuśnym", nic nie stało na przeszkodzie by władcę otyłego nazywać np. "Chudym". Władca i jego otoczenie mogli forsować pewne przezwiska ale nie mieli decydującego wpływu na to pod jakim przydomkiem zostaną utrwaleni w historiografii. Podobnie, nie ma żadnej reguły objaśniającej dlaczego taki to a nie inny przydomek zrósł się w piśmiennictwie historycznym z konkretnym władcą. Zapewne istnieją historycy czy językoznawcy kwestionujący konkretny przydomek, proponujący inny bądź forsujący myśl o nieużywaniu żadnego. Nie zmienia to jednak faktu istnienia w piśmiennictwie pewnej tradycji w zakresie stosowania takiej a nie innej antroponimii. I dzięki istnieniu tej tradycji zachowywana jest funkcja identyfikacyjna i zastępcza. Nie ma w tym żadnej logiki, chyba że to logika à la euklides. To nie do władców należał ostatni głos w zakresie tego jaki przydomek im przypadł - to po pierwsze. Po drugie - niepoważnym jest argument wedle którego, ponieważ ojciec Ludwika XI był określany niepochlebnymi epitetami stąd on sam jak i kolejni władcy, ich współcześni i potomni, wreszcie historycy - jak jeden mąż zrezygnowali ze stosowania przydomków. I ciągnąć się to miało przez trzysta pięćdziesiąt lat. A ja nie znajduję w tym nic "zbyt naukowego" i nie bardzo mogę pojąć czego euklides nie zrozumiał. Chyba, że dla niego "zbyt naukowym" jest wszystko to co zaprzecza jego stwierdzeniom. Otóż euklides palnął, iż po Ludwiku XI władcy francuscy nie mieli przydomków a ja przeciwko temu zaoponowałem i stwierdziłem, że w literaturze naukowej jak najbardziej z takimi się spotykamy. Wtedy euklides wyraził wątpliwość by tak było. Zatem przedstawiłem mu przykłady: władcy który używał przydomka w oficjalnych dokumentach, zapiski kronikarskie współczesnych konkretnemu władcy w których stosuje się przydomek, wreszcie opracowania o charakterze mniej lub bardziej naukowym z XIX, XX i XXI wieku, w których autorzy jak najbardziej posługiwali się przydomkami. Co podważa stwierdzenie euklidesa. I nic nie stało na przeszkodzie by ten rozwinął swą myśl stwierdzając np., że po Ludwiku XI (a ściślej: po Ludwiku XII) coraz rzadziej mamy do czynienia z utrwaleniem się tradycji przypisywania przydomków poszczególnym władcom. Przeciw takiej konstatacji wcale bym nie oponował. Tymczasem euklides brnie dalej i odwołuje się do jakiegoś kuriozalnego przykładu z "królikiem" i swej logiki, która ma niby wszystko rozstrzygnąć. Mając na jednej szali fakty a na drugiej logikę przekonań euklidesa, ja wybieram fakty. Dodam jedynie, że euklides sam zaczyna się gubić w logice swych uzasadnień. Wpierw twierdził, że królowie Francji mieli dosyć nadużywania przez swych kuzynów przydomków, typu: Zuchwały czy Nieustraszony, stąd zrezygnowali z używania własnych. Są to przydomki, w kontekście średniowiecza, o konotacji pozytywnej. Po czym w kolejnym wpisie euklides stwierdza, że ta "rezygnacja" z przydomków wzięła się stąd, że jeden z władców był określany epitetem o negatywnej konotacji. Jest to przykład zaiste konsekwentnej logiki. Jak najbardziej można się zgodzić, że i Hugo Kapet jak i jego następcy potrzebowali argumentacji dla legitymizacji swej władzy. Można się zgodzić ze stwierdzeniem, że Kapetyngowie używali w tym celu przydomka "le Fainéant" dla Ludwika V, wykorzystując lekcję propagandy karolińskiej wobec ostatnich Merowingów (les rois fainéants). Czy jednak miało to miejsce już za Hugo Kapeta? Wskazując na niego euklides opiera się na jakichś źródłowych podstawach czy jedynie na własnym przeświadczeniu i własnej logice? Myślę, że euklidesowi; tak obeznanemu z dziejami Francji; nie trzeba przypominać, iż w zapiskach kronikarskich bliskich czasowo pierwszemu Kapetowi określnik dla Ludwika V miał inną formę i nieco inny wydźwięk. Innymi słowy: kiedy dość neutralna fraza: "nihil fecit, propter exiguum tempus, quo vixit" przerodziła się w: "Fainéant"?
  24. Faktycznie - daje, patrząc na te plany to znów stanąłby przed problemem słabych gruntów, bowiem na koniec tej rozmowy padło: "Ale tam też jest słabe podłoże do budowania".
  25. Alkohol a historia

    Nie za bardzo wiem czego ma się tyczyć to oczywiste stwierdzenie, zwłaszcza, że tytuł został przywołany? Moje przykłady dotyczyły jedynie kwestii czy to błąd w polskiej redakcji tekstu czy tekście oryginalnym.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.