Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Dzisiaj
  2. Villa Fraineuse - Wilhelm i decyzja o abdykacji

    A o czym Ty, drogi Euklidesie, teraz opowiadasz? Po co naświetlasz - po swojemu - ogólne tło militarno-polityczne? Napisałeś konkretnie, że: Chyba już teraz jesteśmy zgodni odnośnie do tego, że z tą Twoją powyższą wypowiedzią było "coś nie tak", gdyż raczej nie przedstawiłeś żadnych dowodów, iż Maksymilian Badeński ogłosił abdykację Wilhelma II "kilka dni wcześniej" (tzn. przed 9 listopada). Odnośnie do tego, że: też panuje pełna zgoda między nami. O tym dokładnie wcześniej pisałem (że Wilhelm II dowiedział się telefonicznie o ogłoszeniu swojej abdykacji, co go "nieco" zdenerwowało, zatem - to chyba oczywiste - żadnej wcześniejszej zgody Wilhelma na taka deklarację Maksymiliana Badeńskiego nie było), nie wiem zatem - kogo chcesz teraz przekonywać, iż deklaracja było jednostronna? Siebie samego? Nie wiem kogo cytujesz, bo ja akurat tych słów - przywołanych w cytacie "ze mnie" - nie napisałem, więc najprawdopodobniej polemizujesz w tym przypadku sam z sobą. A co do tego, że Wilhelm II już był wówczas od pewnego czasu poza grą - całkowita zgoda. 28 listopada, kiedy Wilhelm II podpisał abdykację, był już od dłuższego czasu całkowicie poza grą. Taki był zresztą sens mojej wypowiedzi. Zatem powtórzę: Wilhelm II czekał z decyzją o abdykacji aż do momentu, gdy nie miała ona w praktyce żadnego znaczenia, bo już od prawie trzech tygodni był rzeczywiście poza jakąkolwiek grą polityczną. Ale - znowu - nie musisz mnie odnośnie do spraw oczywistych przekonywać. Zatem - poproszę tekst tego dokumentu wraz z podpisem cesarza. Do czasu, gdy go znajdziesz, pozwolisz, że już nie będę się wypowiadał odnośnie do Twoich dywagacji, co takiego podpisał Wilhelm II 9 listopada i czy można było to zrobić przez telefon.
  3. Villa Fraineuse - Wilhelm i decyzja o abdykacji

    Abdykacja stała się sprawą palącą 4 listopada 1918 roku po kapitulacji Austro-Węgier. Wtedy to sytuacja Niemiec stała się beznadziejna bo chociaż armia niemiecka na froncie zachodnim trzymała się dobrze to jednak południowe granice Niemiec stanęły otworem. Armie Austro-Węgier były niezdolne do żadnego oporu. Można było co prawda liczyć na oddziały złożone z austriackich Niemców ale te były przemieszana z oddziałami słowiańskimi i węgierskimi i przez to niezdolne do walki. Wlihelm II, mimo nacisków ani myślał jednak abdykować. Między 4 listopada a 9-tym trwały różne targi aż wreszcie 9 listopada 1918 roku około godziny 11-tej kanclerz podał do wiadomości że cesarz abdykował co było nieprawdą. Cesarz abdykował dopiero 9 listopada ale po południu po wyżej wspomnianej naradzie w Spa i to wówczas został sporządzony akt abdykacji. Nie chciałbym nikomu poddawać w wątpliwość znajomość procedur bo sam mam o nich małe pojęcie ale akt abdykacji musi być chyba podpisany a podpis elektroniczny to dopiero nasze czasy. Można było coś takiego w 1918 roku podpisać przez telefon? Ten akt abdykacji sporządził w Spa, nie w Berlinie, były kanclerz, Hinze, i Wilhelm II go podpisał. No to był właśnie dokument podpisany przez cesarza 9 listopada po południu a zredagowany przez Hinze w Spa na polecenie zresztą cesarza. Tylko że wtedy był już zupełnie poza grą bo co ma cesarz do republiki. EDYCJA PS. Zresztą nawet w w.w dokumentach do których są podane linki pisze że Max von Baden ogłosił jednostronnie o abdykacji cesarza. Jednostronnie to chyba znaczy że bez zgody cesarza.
  4. Villa Fraineuse - Wilhelm i decyzja o abdykacji

    Kilka dni wcześniej? OK. No to teraz może Euklides oświeci mnie (i świat), którego to dnia było. Wydarzenia przeze mnie wspomniane miały miejsce 9 listopada 1918 roku. Kiedy zatem, według euklidesowej wersji historii - Maksymilian Badeński ogłosił, że cesarz abdykował? 1 listopada, 2 listopada, 3 listopada, 4 listopada ….? Nadmieniam, że znam odpowiedni dokument, podpisany przez księcia Maksymiliana Badeńskiego, datowany "Berlin, den 9. November 1918". I wiem, iż to było rankiem 9 listopada. Maksymilian Badeński chciał w ten sposób ratować monarchię, kosztem już bardzo niepopularnego Wilhelma II, uprzedzając jej całkowite obalenie i przewidując regencję. Byłbym zobowiązany, gdyby Euklides przedstawił odpowiedni dokument autorstwa tego księcia (ogłaszający abdykację Wilhelma II) z: 1 listopada, 2 listopada, 3 listopada, 4 listopada ….? Zob.: https://www.1000dokumente.de/index.html?c=dokument_de&dokument=0220_bad&object=translation&l=de Również byłbym wdzięczny za przedstawienie odpowiedniego dokumentu, podpisanego przez Wilhelma II, a w którym rezygnuje on z korony cesarskiej, ale nie korony Prus. Był to niewątpliwie najpoważniejszy z pomysłów, które pojawiły się w okolicach 9 listopada w otoczeniu Wilhelma II i rzeczywiście zaczęto przygotowania do jego realizacji. Natomiast, wedle mojej wiedzy, do tak "skonstruowanej" abdykacji jednak wówczas nie doszło. Formalnie, Wilhelm II zrzekł się tronu zarówno Prus, jak i Cesarstwa dopiero 28 listopada 1918 roku, czyli już pewien czas po proklamowaniu republiki. Zob.: https://www.wilhelm-der-zweite.de/dokumente/abdankungsurkunde.php
  5. Wczoraj
  6. https://historia.org.pl/2009/10/27/uniwersal-polaniecki-7-maja-1794-r/ Jak widać z tym nie będzie problemu
  7. Jak Polacy nazywali Wrocław?

    Raczej Vratislav. Stąd przymiotnik - vratislavský. Choć z nazwą Vroclav chyba też w Czechach się zetknąłem. Na Słowacji Vroclav to nazwa oficjalna. W każdym razie nie jest to zamrożona nazwa łacińska. Przede wszystkim za wcześnie, bo Bratislava to oficjalnie 1919 rok.
  8. Rzeczypospolita Siedmiu Wysp

    To przecież wszędzie można przeczytać. O ile dobrze pamiętam to te wyspy zajął Napoleon podczas wyprawy do Egiptu. W 1797 roku na mocy traktatu w Campo-Formio zostały przyłączone do Francji która utworzyła tam departamenty. W latach 1798-99 podbiły je siły rosyjsko-tureckie admirała Fiodora Uszakowa. 2 marca 1800 na mocy traktatu w Konstantynopolu Rosja i Turcja postanowiły tam utworzyć ową Republikę 7 Wysp. Nazwa nawiązywała do ich dawnej nazwy weneckiej. Jej suwerenem miał być sułtan turecki ale protektorem car Rosji, w tym przypadku Aleksander. 2 kwietnia 1800 roku ta republika została na mocy w.w traktu utworzona, zatem w 1801 roku kiedy Dąbrowski coś tam planował to już była. A oficjalnie została uznana przez m.in Francję, Hiszpanię na mocy traktatu w Amiens w 1802 roku.
  9. Villa Fraineuse - Wilhelm i decyzja o abdykacji

    Coś nie tak. Maksymilian Badeński kilka dni wcześniej ogłosił że cesarz abdykował i postawił w ten sposób Wilhelma przed faktem dokonanym ale ten bynajmniej nie abdykował przebywał w kwaterze głównej armii niemieckiej w Spa i patrzył co z tego wyniknie. Abdykował parę dni później, dopiero 9 listopada 1918 roku gdzieś po godzinie 13-tej po naradzie 36 wezwanych z frontu generałów i pułkowników którzy w praktyce dowodzili armią na froncie. Większość z tych oficerów uznała, że armia, chociaż pozostała wierna cesarzowi, nie jest w stanie przeprowadzić interwencji wewnętrznej. Dopiero wówczas cesarz po krótkim namyśle zgodził się na rezygnację z korony cesarskiej, ale pozostał królem Prus, chociaż było to sprzeczne z konstytucją cesarstwa, która nie rozdzielała korony cesarskiej od korony króla Prus i łączyła władzę królewską z cesarską. Dawny minister spraw zagranicznych, Hintze, otrzymał polecenie sporządzenia pisemnego aktu i go zredagował. Później Wilhelma po prostu zignorowano i eks-cesarzowi nie pozostało nic innego jak jechać do Holandii. No i to wszystko działo się w Spa gdzie mieściła się Kwatera Główna armii niemieckiej.
  10. Współczesne pistolety

    Nie nie myli... Na strzelnicy broń jest ładowana na stanowisku i rozładowana przed jego opuszczeniem, a poruszanie się po obiekcie z załadowaną bronią jest zabronione. Jak przychodzę na strzelnicę to np. mając przy sobie pistolet, który cały dzień nosiłem załadowany - to w chwili wejścia na obiekt go muszę rozładować i ponownie załadować mogę dopiero na stanowisku. Polecam lekturę Rozporządzenia MSWiA w sprawie wzorcowego regulaminu strzelnic. W "życiu" pistolet nosi się: 1/ W wprowadzonym nabojem do komory nabojowej i zabezpieczony (jeśli broń bezpiecznik nastawny posiada) 2/ Bez wprowadzonego naboju do komory nabojowej i wtedy broni się nie zabezpiecza bo jest to bez sensu. Oczywiście punkt jeden może być "zmodyfikowany" - bo można nosić broń z nabojem w komorze nabojowej i odbezpieczoną... pod warunkiem, że pistolet konstrukcyjnie jest przystosowany do bezpiecznego noszenia z nabojem komorze. Fakt występowania bezpiecznika nastawnego bynajmniej nie wyklucza zastosowania w broni odpowiednich zabezpieczeń wewnętrznych. Nawet jak nie jest załadowana lub nie ma naboju w komorze? Przed czym wtedy zabezpiecza bezpiecznik? Przed odpowiednio szybkim użyciem broni? Jeżeli jesteś na takim etapie to powinieneś używać broni tylko na strzelnicy i to pod czujnym okiem instruktora. Nie znasz bowiem podstawowych zasad posługiwania się bronią - jedną z tych zasad, od której odstępstwa nie ma jest zasada, że zawsze gdy bierzesz do ręki broń to sprawdzasz stan jej załadowania/rozładowania. Nawet jeżeli wczoraj sam wsadziłem pistolet do swojej szafy w domu, przedtem go rozładowując i sprawdzając - to wyjmując go dzisiaj pierwsze co zrobię to go sprawdzę. To tyle jeśli chodzi o "nawyki"... Czytaj ze zrozumieniem... W przypadku, o którym piszesz nie podejrzewam zakazu prawnego, ale raczej chęci strzelania z niego na zawodach "derringerów", gdzie przepisy zawodów nie dopuszczają broni czterostrzałowej, a tylko dwustrzałową (bo taka jest większość "derringerów"). No tak... oddając dwa strzały to rozrzut faktycznie może być mniejszy niż po oddaniu czterech... ale niekoniecznie. Tylko, że akurat nie ma na to specjalnego wpływu czy są załadowane dwie lufy czy cztery. Strzału bez przeładowania? To znaczy co odpalał pociski z magazynka? Pochrzaniło się Tobie kompletnie wszystko... P-64 można było przeładować czyli wprowadzić nabój do komory z bezpiecznikiem w pozycji "zabezpieczone". Twój kumpel może i jest dobrym tokarzem, ale z eksploatacją pistoletów przy których pracuje to raczej doświadczeń nie ma... Dlaczego się "czepiam" Wista... bo to kiepsko zaprojektowany i źle wykonany pistolet. Tak się składa, że miałem do czynienia z eksploatacją tej broni zarówno w armii, jak i na strzelnicy (tam to prawda z broni wychodzi... w stosunkowo krótkim czasie pistolety oddają tysiące strzałów). Ta broń po prostu się psuje... i to nie od złej eksploatacji, ale ze względu na złe wykonanie. Jeżeli np. w ośmiu eksploatowanych niezbyt intensywnie pistoletach w ciągu roku musiałem wymienić 5 złamanych bijników to o czym to świadczy? O tandecie... a nie były to jedyne psujące się elementy. Odpadające podczas strzelania przyrządy celownicze to też wg pracownika tej tandetnej firmy - może "wina użytkownika"... a były to w armii przypadki nagminne. Konstrukcyjnie ma źle stworzony zatrzask magazynka, co powoduje niezamierzone wypinanie się magazynków. Do tego ta broń jest bardzo wrażliwa na zanieczyszczenia i na jakość amunicji... co ją całkowicie dyskwalifikuje jako broń wojskową. Mam nadzieję, że nie jesteś nauczycielem/szkoleniowcem? Znasz zasadę stopniowania trudności podczas szkolenia... jakiegokolwiek zresztą? Oczywiście, że można zacząć od szkolenia na broni z twardym spustem (moim pierwszym pistoletem był TT, a prywatne strzelectwo w PRL-u przecież nie istniało) i można nauczyć strzelać. Tylko po co sobie utrudniać? Wydłuża się czas szkolenia, szkolony jest zdeprymowany bo mu na początku "nie idzie"... Ja tam wolę szkolić zaczynając od broni prostszej i zwiększać stopień trudności w miarę nabywania przez szkolonego umiejętności. Nawet wolę zaczynać np. od CZ-75 Kadet czyli odmiany pistoletu "służbowego", ale strzelającego nabojem .22 LR (boczny zapłon) - po to by na samym początku szkolony skupił się na dwóch elementach czyli celowaniu i pracy na spuście. Potem gdy ma to opanowane daję mu broń np. w kalibrze 9 mm x 19 czyli np. "zwykłą" CZ-75... wtedy robi to samo, ale ma już odczuwalny odrzut broni. Jak to opanuje to przechodzę do kolejnych etapów czyli trudniejsze warunki strzelania, trudniejsza broń itd. Ale co jak tam wiem... w końcu szkolę ludzi w strzelaniu dopiero jakieś 30 lat.
  11. Współczesne pistolety

    Nie wiem czy ci się nie myli życie ze strzelnicą. W końcu pistoletów nie używa się tylko na strzelnicy ale za to stale się je nosi. Piszesz że bardzo dużo współczesnych pistoletów nie ma bezpieczników nastawnych, zatem są jeszcze takie co takie zabezpieczenia mają i nie wiem czy w tych drugich normalnym jest że nosi się go z nabojem w lufie. Robią tak (robili) chyba tylko funkcjonariusze niektórych służb którzy mieli taki obowiązek (czy pozwolenie?). W Glocku jest to standardem ale w starszych typach broni chyba nie. Zabawne do końca to to nie jest. Po prostu taki nawyk, jeżeli masz bezpiecznik to broń powinna być zabezpieczona. Zabawnie to może być wtedy jeżeli ci się coś pomyli ( np. jest nabój w lufie czy nie?) i sobie raz na 3 lata coś odstrzelisz. No nie przesadzaj. Na ograniczenie naboi w pistolecie do 2 to chyba jeszcze żaden prawodawca nie wpadł. W necie znalazłem że ktoś widział COP 357 z zaślepionymi 2 lufami. Według mnie jedynym sensem takiego zaślepienia (jeżeli to prawda) jest to że przy oddaniu 4 strzałów musiał być duży rozrzut. Coś sobie przypominam. To był chyba TT i takie numery jak te wyżej opisane miały miejsce. Tyle tylko że kurkiem czy nie kurkiem to jednak się go zabezpieczało. Z P-64, o ile sobie dobrze kojarzę, też miałem do czynienia . Co do P-64 to chyba tam była możliwość oddania strzału bez przeładowywania i odbezpieczania, tyle tylko że na strzelnicy nikt tego nie robił. Co ty chcesz od tego Wista. Mam kumpla, tokarza, który te Wisty robi (razem nas z roboty wywalili). Kiedyś go spotkałem i mi robił na ich temat wykład, tylko nie pamiętam o co chodziło, w każdym razie że się ich niepotrzebnie czepiają, coś mówił że trzeba go należycie obsługiwać (coś ze smarowaniem, czy nie smarowaniem?) No bez przesady. Strzelałem z TT o strasznie twardym spuście i dużego palca u lewej nogi sobie nie odstrzeliłem. Zresztą nie słyszałem nawet o laiku który sobie by to zrobił. W 10-tkę na 20m regularnie trafiam. Teraz też na 10m z pistoletu na CO2 4 puszki po piwie w sekundę (a może i mniej) ściągam. A poza tym wydaje mi się że lepiej zacząć uczyć strzelania z broni o zbyt twardym spuście bo później jak się dostanie normalną to już idzie jak z płatka.
  12. Współczesne pistolety

    Co rozumiesz przez "normalny pistolet"? Akurat bardzo dużo współczesnych pistoletów nie ma bezpieczników nastawnych, co więcej to już staje się standardem... zastępują je zabezpieczenia wewnętrzne, zwalniane naciskiem na spust. A "procedura" jaką opisałeś jest wręcz zabawna... odbezpieczamy i wprowadzamy nabój do komory. W zasadzie boki zrywać z każdego kto coś takiego wymyśla - jeżeli nie ma naboju w komorze nabojowej to przed czym zabezpiecza ustawienie bezpiecznika w pozycję "zabezpieczone"? Jeżeli nie ma naboju w komorze nabojowej to możesz sobie spust naciskać czy rzucać pistoletem i nie wystrzeli... bo nie ma jak. To fizycznie niemożliwe. Bezpiecznik nastawny (o ile w ogóle jest... bo obecnie często go nie ma) służy do zabezpieczenia broni jeżeli po wprowadzeniu naboju do komory rezygnuje się z oddania strzału lub jeżeli przerywa się strzelanie, a nie rozładowuje broni. Zabezpieczenie broni bez naboju w komorze ma tylko jeden skutek... jedna czynność więcej przed oddaniem strzału, stracony czas, który może kosztować życie. Pomijam już fakt, że w ogóle noszenie pistoletu bez naboju w komorze nie jest najmądrzejszym pomysłem, no chyba, że broń jest tylko "dekoracją". Gdybyś w wielu krajach zaproponował policjantowi wyjście na patrol z pistoletem bez wprowadzonego naboju do komory to spytał by się czy aby nie zwariowałeś, albo czy zamierzasz go pozbawić życia. Glock nie jest jedynym pistoletem przeznaczonym do bezpiecznego przenoszenia z nabojem w komorze. Jak napisałem obecnie to standard i chyba żadna służba nie kupiła by pistoletu, który takiego wymogu nie spełnia. Żadna firma nie wypuści pistoletu "służbowego", którego bezpiecznie nie można nosić z nabojem w komorze - bo po prostu by go nie sprzedała. Testy upadku gotowej do strzału broni na twarde podłoże są dzisiaj czymś naturalnym, a wymóg bezpiecznego noszenia broni z nabojem w komorze standardowym zapisem przy jakimkolwiek konkursie na broń "służbową". Oczywiście, że "jakieś zabezpieczenie" jest... i to niejedno. Współczesne pistolety mają odpowiednie zabezpieczenia wewnętrzne. Przy czym akurat Glock ma to rozwiązane dość nietypowo, bo ma też bezpiecznik zewnętrzny umieszczony na spuście. Jest to taki lekko wystający z języka spustowego element, który jest naciskany palcem podczas ściągania spustu. Ale nie jest to rozwiązanie rozpowszechnione... większość współczesnych pistoletów ma po prostu zabezpieczenia wewnętrzne, które są "wyłączane" podczas nacisku na spust. Wcale nie jest taki "specyficzny"... podobna sytuacja ma miejsce w rewolwerach. Przy czym rewolwery DA (double action czy z samonapinaniem) mają możliwość odciągnięcia kurka palcem co powoduje skrócenie drogi i siły nacisku na spust, ale jak najbardziej produkowano i produkuje się rewolwery DAO (double action only) gdzie kurka ręcznie napiąć nie można i robi się to tylko poprzez nacisk na spust. W tym przypadku tym zabezpieczeniem jest właśnie długa droga i odpowiednia siła konieczna do naciśnięcia na spust. COP był bronią przeznaczoną do samoobrony w sytuacjach dość skrajnych czyli utraty lub awarii broni zasadniczej - stąd był pozbawiony bezpiecznika nastawnego. Chodziło o szybkie użycie w sytuacjach krytycznych, a ponieważ w takim przypadku raczej strzela się z bliska to duża siła nacisku na spust nie przeszkadza. Od takiej broni i tak nie oczekuje się wielkiej celności. Choć sądzę, że ktoś obyty może z niej strzelać bardzo celnie... podobnie jak przy odpowiednim treningu i umiejętnościach da się strzelać celnie z "pistoletów kieszonkowych". Masz rację nie musi być to "brednia"... pod warunkiem, że właśnie przerobiono mechanizm odpalający i miało to czemuś służyć. Jedyne co mi się nasuwa to chęć użycia tego pistoletu w zawodach "derringerów" gdzie dopuszcza się takie pistolety dwustrzałowe. Widać komuś COP bardzo pasował, a nie mogąc go używać w takich zawodach w pierwotnej postaci - po prostu broń spełniała warunki bycia "dwustrzałowym derringerem". Zabieg podobny do ograniczania pojemności magazynków... ze względu na przepisy - choć w tym przypadku nie tylko dotyczące jakieś zawodów, ale np. również prawne (tam gdzie prawo zakazuje posiadania jakiejś broni z magazynkami o pojemności większej niż... ileś tam). Oczywiście... taki problem może wystąpić. Do strzelań sportowych stosuje się broń o bardzo czułym spuście - choć aby nie przesadzano to zapisy sportowe potrafię narzucać jakieś minimum siły nacisku na spust. Natomiast do użytku służbowego zbyt mały opór na spuście jest niewskazany, a i przy strzelaniach dynamicznych wielu woli twardsze spusty... ja np. wolę broń z twardym spustem i nie przepadam za bronią mającą zbyt "miękki" spust - wręcz źle mi się z takiej broni strzela. Ale to już kwestia preferencji użytkownika... zresztą dlatego niektórzy wytwórcy pistoletów czy wytwórcy różnych elementów "tunningowych" oferują dodatkowe elementy mechanizmu spustowego do danej broni, tak by użytkownik mógł sobie dobrać siłę spustu, którą preferuje. Nie wiem kiedy to było? Ale nasuwają mi się dwa pistolety używane w wojsku czyli TT lub Wist. Raczej nie P-64 czy P-83... W pistolecie TT gdzie nie było nastawnego bezpiecznika (choć można było ustawić kurek w pozycji zabezpieczającej - czyli zaczepiony o występ zabezpieczający) spust był bardzo twardy. Niekoniecznie ten pistolet miał iść do naprawy, a raczej do "naprawy". Niektórzy wojskowi sobie ten pistolet "podrasowywali"... celowali w tym sztabowcy, którzy zwykle mało z "linią" mieli do czynienia i bawili się w parasportowe strzelania "na odznakę". Po prostu za pomocą pilnika powodowali, że broń miała mniej "twardy" spust. Pół biedy jak wzięli flachę i poleźli z tym do jakiegoś sierżanta rusznikarza - on wiedział jak to zrobić z sensem i ile można "podpiłować". Gorzej jak ci "geniusze" sami tą flachę "rozpili" i zabrali się za to samodzielnie - potem TT-ki strzelały seriami, albo padały niekontrolowane strzały. Drugim pistoletem, który mi się nasuwa to Wist... jeżeli rzecz miała miejsce bardziej współcześnie. Jest to broń tandetna, nieudana i bardzo awaryjna. Miałem taki pistolet służbowy, ale już jako pracownik cywilny, którym do zeszłego roku byłem (na emeryturze pełniłem w dwóch jednostkach funkcje kierownicze w OWC i stąd przydzielona broń służbowa) - w ogóle ma twardy spust, co akurat niespecjalnie mi przeszkadza, ale sama jego praca jest kiepska. Jest "niewyczuwalny" i strzela się z tego pistoletu po prostu źle... w przeciwieństwie do TT, który choć miał twardy spust to jego praca była dobra i bardzo lubiłem z tej broni strzelać (choć oczywiście skalę porównawczą miałem wówczas niedużą - ot pistolety używane wtedy w armii czyli TT, P-64 i P-83 oraz używany przez radzieckich żołnierzy "Makarow" czyli PM). Co więcej faktycznie spusty w Wistach zachowują się różnie, w zależności od egzemplarza - a do tego śmialiśmy się, że do każdego to chyba armia musiała od razu kupić "kartonik części", bo niektóre elementy broni po prostu pękały i to przy mało intensywnej eksploatacji. Tak czy inaczej... Twój problem wynikał zapewne po prostu z małego doświadczenia strzeleckiego. Laikom faktycznie trudniej się strzela z broni mającej większy opór spustu. Po prostu z braku doświadczenia konieczność silniejszego naciskania spustu jeszcze potęguje błędy, które robią. Typowe w takim przypadku jest "ściąganie" broni w dół, co laicy potrafią robić nawet z bronią o niewielkiej sile nacisku na spust, ale jak dostaną taką z "twardym spustem" to jest tylko gorzej. Dlatego gdy szkolę (jestem m.in. zawodowym instruktorem) to unikam zaczynania od broni z twardszym spustem i proponuje taki dopiero na kolejnym etapie szkolenia, gdy szkolony już ma opanowane podstawy celowania, trzymania broni i pracy na spuście.
  13. Ostatni tydzień
  14. Villa Fraineuse - Wilhelm i decyzja o abdykacji

    Myśli cesarza, zgodnie z jego zwichrowaną naturą (czyli człowieka nieśmiałego, który gra rolę skrajnego megalomana, strachliwego, który udaje odwagę, słabego, który udaje silę, a do tego potrafiącego rzucać z znienacka kolejne, kompletnie odmienne i często absurdalne pomysły) biegły niezwykle oryginalnie. Trochę też pomagała mu w tych oryginalnych koncepcjach jego rozgorączkowana świta. Rzeczywiście, raz chciał antyamerykańskiego sojuszu z Japonią i Wielką Brytanią, a chwilę wcześniej rozważał bohaterską śmierć na polu bitwy. Był jeszcze - wzmiankowany wyżej - pomysł abdykacji z tronu cesarskiego, ale przy zachowaniu korony pruskiej. A - i jeszcze wyprawa na front wschodni, aby poskromić bolszewików. Koniec końców, w tym natłoku myśli, sam chyba nie podjął ostatecznej decyzji - po prostu dowiedział się przez telefon, że książę Maksymilian Badeński ogłosił jego abdykację (i kronprinza). Co go mocno zdenerwowało. Zob. T. Aronson, Zwaśnieni monarchowie. Europejskie trony w przeddzień katastrofy 1914 roku, Kraków 2014, s. 326-327. Ale najlepsze było podsumowanie, czyli słowa, które wypowiedział zaraz po przybyciu do nowej siedziby w Holandii: "Pierwsze słowa, jakie wypowiedział ten monarcha, który - zwłaszcza w Wielkiej Brytanii - uważany był za splamionego krwią potwora zasługującego na stryczek, były dość niezwykłe, ale za to idealnie pasowały do jego dwoistej natury i jak najlepiej świadczyły o jego monarszym kosmopolityzmie: [i o tym, że jednak miewał angielskie poczucie humoru - uwaga Bruno W.] >>No - powiedział radośnie do swojego gospodarza, gdy wjechali na dziedziniec zamku - czas na filiżankę dobrej angielskiej herbaty<<". Cyt. za: ibidem, s. 328.
  15. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    No, trochę przesadzasz. Zachód nie budował takich okrętów, bo miał ich dużo z remanentów wojennych. A jak - gdzieś do połowy lat pięćdziesiątych - coś budował, czy dokańczał, to rewolucyjne toto bynajmniej nie było. Zob.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Niszczyciele_typu_Daring_(1949) https://pl.wikipedia.org/wiki/HMS_Tiger_(1945)
  16. AK kontra GL

    Cóż, dyskusja dawno zdryfowała z tego konkretnego przypadku na zagadnienia bardziej ogólne. Ale możemy do niego wrócić. Ja nie wiem, kim był Piotr Boruń i akuszerka Wacława Strzelecka. Nic o nich nie wiem. Nie wiem, co myśleli i czego chcieli. Czy - może naiwnie - wierzyli w inną Polskę, czy tylko w rzeźnickie zdolności Stalina. Wiem, że Twoim zdaniem zasłużyli na śmierć. Twoją opinię przyjmuję do wiadomości. Wiem, że jedyną w miarę realną szansą na to, aby losy Polski potoczyły się inaczej, niż się potoczyły (jak prawdopodobną - to inna sprawa, ale jedyną) było wkroczenie na ziemie Polski wojsk polskich (podporządkowanych rządowi w Londynie) wraz z Armią Czerwoną. I potraktowanie przez nią AK jako sojusznika. Zamordowanie Piotra Borunia i Wacławy Strzeleckiej tego celu nie przybliżało. Bardzo kiepsko sytuowało AK wobec ZSRR i sojuszników zachodnich. Secesjonista pewnie zaraz się odezwie, że przecież ZSRR mordował bez skrupułów. Tak, ale w myśl zasady "silny może więcej" on mógł sobie na to pozwolić. Alianci zachodni i tak go kochali za to, że ponosi główne koszty tej wojny. My z paroma dywizjonami lotnictwa, brygadą karpacką itd. takiego komfortu nie mieliśmy.
  17. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    No wiesz, co innego mieć okręty z czasów przedwojennych i modyfikując je eksploatować jeszcze kilkanascie lat po wojnie, a co innego zbudować po wojnie okręt według założeń z lat 30-stych. Na koniec elementy wystroju przytulnej mesy oficerskiej.
  18. AK kontra GL

    To ja jeszcze raz przytoczę fragment wokół którego ta dyskusja się kręci. Gdyby była mowa o jakimś osiemnastolatku który nawiał z domu bo chciał bić Niemca to nie miałbym wątpliwości, że mógł nie wiedzieć o co chodzi. Poszedł do lasu i trafił na GL. Równie dobrze mógłby trafić na AK albo NSZ. Jednak mówimy o przedwojennym działaczu komunistycznym a później o politruku w oddziale GL. Jeśli ten facet nie wiedział o co chodzi w tej grze to kto miał się orientować? Idąc tym tropem zaraz się okaże że biedny Adolf też nie miał pojęcia co w praktyce oznacza nazizm.
  19. AK kontra GL

    Odpowiedź jest chyba dosyć prosta. W przypadku Nowotki i Findera można mówić o pełnym, lojalnym i oddanym podporządkowaniu. Potem wpada Fornalska, zatem nie ma łączności z Moskwą i trudno mówić o jakichkolwiek kontaktach (aż do przybycia oddziału Kasmana). Następuje zatem czas Gomułki, który pewnie w miarę poważnie traktuje oficjalne hasła PPR i dłuższy okres, w którym Stalin i kontrolowane przez niego CBKP decyduje, czy w ogóle współpracować z PPR. Problem, który mnie ciekawi, zawarty jest chociażby we wspomnieniach Gomułki (które w mojej ocenie można za uznać za wiarygodne, gdyż nie waha się pisać także o sprawach skrajnie niewygodnych dla obrazu swojego i PPR - np. swoim stosunku do Katynia, realnym, czyli "fikcyjnym" składzie KRN itp.). "Jednak nikt z nas, może z wyjątkiem M. Fornalskiej, nie znał treści depesz Findera ani odpowiedzi Dymitrowa, jeżeli je nadsyłał. Korespondencja z Moskwą należała do wyłącznych uprawnień sekretarza KC, a informowanie i jej treści członków KC - jeżeli w ogóle było stosowane - miało zakres bardzo ograniczony". W. Gomułka, Pamiętniki, t. II, Warszawa 1994, s. 363. Jeżeli taki był zakres wiedzy członków KC, to w jakim stopniu tajne oblicze PPR, uosabiane przede wszystkim przez Nowotkę, Findera, było znane ogółowi członków GL/AL? Na ile identyfikowali się z nim, a na ile z oficjalnym programem? Pytam, bo nie znam jednoznacznej odpowiedzi. Jeżeli Koledzy znajdą argumenty, że wszyscy oni uważali oficjalną twarz PPR za "ściemę", stojąc na pozycjach ortodoksyjnie komunistycznych - taka konstatacja jest dla mnie całkowicie do przyjęcia. Odnaleźć dokumenty z oficjalnymi celami PPR, to chyba nie jest żaden problem? Włącznie z "O co walczymy?".
  20. Na widelec jako tekst źródłowy dostalem właśnie Uniwersał Połaniecki.
  21. Faktycznie - euklides niewiele wie. A pomóc zawsze warto, a jaki tekst źródłowy wziął na widelec Sprarrow? Bo od tego zaczniemy dalszy dyskurs.
  22. Rzeczypospolita Siedmiu Wysp

    Nie wiem o jakiej ścisłości powiada euklides, ale ta Republika nie istniała. To jakby nam podał euklides kto zajął te Wyspy i kto uznał tę Republikę oficjalnie.
  23. AK kontra GL

    A ja pytam się o wiązki polityczne z Moskwą - jako ośrodkiem decyzyjnym, a nie - z ZSRR, jako krajem walczącym też z Niemcami. A jakie to były cele, bo te ze wskazań Zofii Dzierżyńskiej to chyba był żart.
  24. AK kontra GL

    Primo - nie napisałem o odżegnywaniu się od Moskwy, tylko od komunizmu. W publikacjach PPR wątek znaczenia ZSRR jako głównej siły walczącej z Niemcami jest bardzo silnie podkreślany, wręcz bardzo często całą narrację opiera się na negowaniu "londyńskiej" teorii dwóch wrogów i wskazywaniu znaczenia Związku Radzieckiego w tej wojnie, natomiast deklarowane cele walki bardzo trudno zidentyfikować jako komunistyczne. Secundo - cały czas zapominasz o rozróżnieniu, od którego zacząłem. To, co mnie interesuje - to na ile GL/AL były postrzegane jako struktury komunistyczne przez swoich członków. Co śpiewał Nowotko podczas startu grupy inicjatywnej - jest mi wiadome. Pytanie - co śpiewała większość partyzantów GL/AL? Tertio - nie daję definicji, tylko zadaję pytania, szukając odpowiedzi. I jestem skłonny dać się przekonać. Jeżeli Koledzy np. wskażą, że w oddziałach GL/AL regułą były szkolenia na temat: "Komunistyczne idee Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina jako wyznacznik świetlanej przyszłości Polski", "Dlaczego trzeba skolektywizować rolnictwo" i " Świetlana przyszłość Polski jako 17. republiki".
  25. Jakoś na myśl mi przychodzi Emanuel Roztworowski "Roczniki". Sam kiedyś chciałem to sobie poczytać. Na pewno warto ale ile tam jest reformach agrarnych to nie wiem.
  26. AK kontra GL

    Cóż, nie wiem jak ważna jest kwestia czasu, ale prowadzenie rozmów z Moskwą, w osobie Dymitrowa to raczej nie jest odżegnywanie się od Moskwy, rozumiem że Bruno pyta jednak raczej o lata znacznie wcześniejsze, tak 1941-1942, a może jeszcze 1943 rok. Bardzo niewiele powstało w miarę mocnych "osobowo" struktur konspiracyjno-partyzanckich tworzonych przez ludzi związanych z dawną KPP czy po prostu z "polityczną linią Wschodnią". mnie się zdaje; a jest to tylko ma opinia; iż polscy komuniści zupełnie nie wiedzieli co robić. Szefem sztabu GL to został chyba przedwojenny kapral - o ile dobrze pamiętam? Raz - mieli okres walki politycznej z faszyzmem na arenie międzynarodowej, potem mieli musieć uzasadnić (bądź przyjąć do wiadomości) celowość paktu z faszystami, za jakiś czas trzeba było znaleźć uzasadnienie dla 'urwania" kawałka Polski przez bratni naród w chwili walki z faszystami, a niedługo potem zrozumieć, że faszyści atakując ZSRR są jednak głównymi wrogami. A ja przypuszczam, że i Bruno też nie rozmawiał, to jak mamy ocenić co mu przyświecało? Pośród twórców konspiracji i oddziałów partyzanckich w początkach okupacji odnajdujemy osoby, które były związane z NKWD czy które były jego funkcjonariuszami. I nie były to struktury związane ZWZ czy AK. A gdzie się później znalazły na "mapie" politycznej geografii polskiej konspiracji?
  27. Rzeczypospolita Siedmiu Wysp

    Gwoli ścisłości to ta republika już istniała, chodzi w sumie o Wyspy Jońskie. O ile dobrze pamiętam to utworzona została w 1800 roku na mocy porozumienia rosyjsko-tureckiego. Turcy uznali wówczas jej niezależność natomiast car Aleksander został jej protektorem. Czyli praktycznie owa Rzeczpospolita 7 Wysp należała wówczas do Rosji. Plan ich zajęcia Dąbrowski mógł sobie opracować bo to mu było wolno ale czy coś chciał przedsięwziąć bez wiedzy Francuzów to wątpię choćby dlatego że nie miał floty (w końcu wyspy) no i musiałby prowadzić wojnę z Rosją. Zresztą parę miesięcy później zawarto pokój w Amiens na mocy którego chyba został uznany protektorat rosyjski nad tymi wyspami, czy jak kto woli nad Republiką 7 Wysp. I przez jakiś czas należały one do Rosji.
  28. To jeszcze zapytam się o prace tego samego autora pt. „Uniwersał Połaniecki i Sprawa Jego Realizacji”. Warto wykorzystać?
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.