Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
nazaa

Związki frazeologiczne a historia

Recommended Posts

Chicago School Irregulars - nic się nie zgadza; ani Chicago - bo Berkeley, ani szkoła - bo nie był to instytucjonalnie określony byt, ani nie widać związku z Sherlockiem.

A jednak nazwa adekwatna... dlaczego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

W kwietniu 1969 r. w domu Sherri Cavan (późniejszej autorki m.in. "Twentieth Century Gothic: America's Nixon" czy "Hippies of the Haight") zebrała się grupa osób z UC Berkeley, zainteresowanych dorobkiem tzw. szkoły chicagowskiej. Nie tworząc jakiegoś programu, skupieni w tym nieformalnym ciele badacze mieli wspólne podejście do pragmatyzmu. Zwłaszcza rozumianego jako metoda badawcza. Mottem grupy było: "everywhere, see everything, overhear everyone".

A skąd tu Sherlock Holmes?

Jak pamiętamy, detektyw ów nader często korzystał z usług uliczników z Baker Street pod wodzą Wigginsa, nazywanych właśnie "Irregulars", którzy mieli dlań "widzieć wszystko".

/za: Ł. Marciniak "Teorie pracujące. Pragmatyzm w ujęciu badaczy z grupy Chicago School Irregulars", "Przegląd Socjologii Jakościowej", T. XI, nr 1 (6), 2015/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czerwony spinacz biurowy zaistniał zapewne bardzo wcześnie, bo i dlaczego - nie? Atoli jeden taki spinacz był wyjątkowym. Chodzi o film "Office Space", by był bardziej widocznym przemalowano go na czerwono. Wkrótce firma Swingline wypuściła takowy spinacz, bo tego domagali się klienci, a i widzowie tej produkcji. Jak podkreślam - to nie był pierwszy tego koloru spinacz, chodziło o odpowiedź komercyjnej firmy na zainteresowanie właśnie takim spinaczem i zwiększenie takiej produkcji. W anglojęzycznej literaturze: "czerwony spinacz" to synonim: "życie powiela sztukę".

A, z naszego podwórka i rodziny hipertekstulnych tekstów, co znaczy "Koło Shutego"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sławomir Shuty (czyli: "Z Huty") popełnił ponoć pierwszą polską powieść internetową "Blok" (z podtytułem: "Powieść hipertekstowa"), która pojawiła się w 2002 roku. Rzecz miała niejako swój pierwowzór w papierowym zbiorze "Cukier w normie". W "Bloku" niestety zaistniało szereg błędów, jak się wydaje autor zaniedbał stronę projektowania i nie przetestował całości swego tekstu. Stąd szereg wyborów prowadzi do pętli bez wyjścia, błędnych kół, nie wspominając już o tym, że trafia się na nieśmiertelny "Error 404". Stąd, tego typu błędy uniemożliwiające sensowne czytanie hipertekstów doczekały się określenia: "koło Shutego".

/szerzej: P. Marecki "Sławomir Shuty, czyli Nikifor internetu", w: "Hiperteksty literackie. Literatura i nowe media", pod red. P. Mareckiego i M. Pisarskiego/

"Yellow cab" dla wielu są dziś symbolem Nowego Yorku, choć wypada pamiętać, że wcześniej pojawiły się na naszym kontynencie (por. choćby motyw w: "Le Cabriolet jaune, ou Le Phenix d'Angoulême" Angelo Tarchiego z 1798 r.), a i w USA działały wcześniej w innych miastach (Chicago czy Bostonie).

A skąd "yellow cab" wiążące się z atrakcyjnością, czy związkiem małżeńskim?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wspomniana "yellow cab" prowadzi nas nie do USA a do kraju Kwitnącej Wiśni. Terminem tym określa się zjawisko które zaczęto obserwować w latach osiemdziesiątych, a którego największy rozwój to lata dziewięćdziesiąte. Chodzi o Japonki dążące do kontaktów (i związku) z cudzoziemcami, i to kobiety które przejawiają w tym zakresie inicjatywę, a nie tylko chcą być zdobywane. W głównej mierze tyczyło się to japońskich turystek świadomie wyruszających za granicę, w poszukiwaniu takich kontaktów.

Nie ma zgody co do powstania samego terminu, większość badaczy przychyla się do wniosku, iż został on wykreowany przez media. "Yellow" odnosi się oczywiście do koloru skóry, "cabs" to rozumiana dosłownie: otwartość. Termin spopularyzowała kontrowersyjna książka pt.: "Yellow cab" autorstwa Shouko Iedy. Nie ma też zgody co do oceny zjawiska, z jednej strony zjawisko ma mieć charakter seksistowski (dodajmy: a nawet rasistowski), z drugiej strony widzi się w tym akt wyzwolenia kobiet.

Idealny mityczny cudzoziemiec ma być: przystojny jak hollywoodzki aktor, mieć maniery angielskiego dżentelmena i ma być wysoki. Istotnym czynnikiem jest rasa i język. Na szczycie listy fantazji są głównie biali mężczyźni posługujący się językiem angielskim, choć istnieje mniejszościowy nurt preferujący czarnoskórych.

Tego typu idealny cudzoziemiec wyzwala uczucie nazywane: akogare (por. Kimie Takahashi "Language Learning, Gender and Desire: Japanese Women on the Move"), rodzaj tęsknoty i żądzy domagających się wyzwolenia.

Jeśli chodzi o preferowane nacje, to na szczycie znajdują się Anglicy, potem: Kanadyjczycy i Australijczycy, a znacznie niżej Amerykanie. Co ciekawe, w odróżnieniu od wielu Europejek (jak się zdaje), nacje południowoeuropejski nie są darzone taką estymą. Włosi, Hiszpanie czy nawet Francuzi - klasyfikowani są znacznie niżej na liście życzeń.

Być może pokłosiem właśnie tego typu pragnień jest powstawanie w Japonii lokali podobnych do tokijskiej "Butlers Cafe" (w dzielnicy Shibuyi), gdzie obsługę stanowią wyłącznie cudzoziemcy posługujący się językiem angielskim. Do odwiedzających lokal Japonek kelnerzy zwracają się: "my princess"...

/za: K. Adamowicz "Mit zachodniego rycerza - o białej gorączce wśród Japonek", w: "Miłość po japońsku", Monografia Naukowa, red. M. Dudek, W. Krupska, A. Sieradzka/

Z literatury:

K. Ma "The Modern Madame Butterfly: Fantasy and Reality in Japanese Cross-Cultural Relationships"

K. Kelsky "Women on the Verge: Japanese Women, Western Dreams"

S. Kawakami "Goodbye Madame Butterfly: Sex, Marriage and the Modern Japanese Woman".

By pozostać w klimatach seksualności.

Tomasz Man, jak wiadomo, miał szczególną predylekcję do tworzenia nazw osobowych "mówiących" i symbolicznych. W "Czarodziejskiej Górze" występuje Włoch - Lodovico Settembrini, którego personalia wedle badaczy nawiązują do poety, którym miał być Luigi Settembrini. Niektórzy manniści dopatrują się w tym nazwisku subtelnej homoseksualnej aluzji. Pomijając zasadność tej ostatniej interpretacji, skąd wzięło się we Włoszech wyrażenie: "wrześniowy chłopcy" na określenie homoseksualistów?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szukając materiałów o lalkach zastępczyniach realnych osób (trop podjęty: za sprawą malarza Oskara Kokoschki i wiarołomnej wdowy po Gustavie Mahlerze), siłą rzeczy człowiek się natyka na japońskie datchi waifu, nazywane również "holenderskimi żonami". Etymologia nie jest pewna: en.wikipedia.org/wiki - "Bamboo wife". Tak czy inaczej historyczne powiązania są.

Share this post


Link to post
Share on other sites

26 listopada 2003 r. odbył się ostatni lot Concorde. Dla wielu był to piękny samolot, tyle że zanim jeszcze został ukończony wiedziano, że to jest nieopłacalny projekt - za sprawą konkurencyjnego wytworu Boeinga. A jednak brnięto dalej w realizację tej konstrukcji.

Stąd w ekonomicznym słownictwie zadomowił się termin "Concorde fallacy":

"the idea that you should continue to spend money on a project, product, etc. in order not to waste the money or effort you have already put into it, which may lead to bad decisions".

/za: dictionary.cambridge.org/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Choć "wojna futbolowa" doczekała się na forum nawet osobnego wątku, to nie pojawił się na nim podobny termin: "dyplomacja krykietowa". W Polsce termin ów na ogół używany jest w kontekście nieformalnych spotkań polityków Indii i Pakistanu podczas rozgrywek krykietowych. Tego typu sportowy pretekst był wykorzystywany w trakcie licznych licznych konfliktów czy okresów zamrożenia stosunków pomiędzy oboma krajami, choć i w okresach odprężenia uciekano się doń - wówczas starając się je pogłębić. Choć próby wykorzystania meczów krykieta w polityce odprężenia pomiędzy tymi państwami datują się już na lata pięćdziesiąte, to na ogół termin ten odnosi się do wydarzeń z 1987 roku. Rok wcześniej Indie rozpoczęły ćwiczenia wojskowe (podówczas największe w tym regionie Azji) pod nazwą "Operation Brasstacks" przeprowadzane w Rajasthanie. Wtedy to prezydent pakistański gen. Muhammad Zia ul-Haq udał na mecz krykieta (pomiędzy reprezentacjami obu krajów), który miał miejsce w Jaipurze. Krok ten zaskoczył zupełnie ówczesnego premiera Indii Rajiva Gandhiego, doszło jednak do spotkania i rozmów. Obecnie termin ów na stałe wszedł do nauk politycznych na określenie wykorzystywania imprez sportowych do tego typu celów.

Angole lubią być oryginalni, zatem mają oni też zupełnie inną historię znaną pod terminem: "cricket diplomacy", a sięga ona jeszcze czasów przed drugą wojną światową i stosunków z Australią. Podczas gdy w stosunkach indyjsko-pakistańskich "dyplomacja krykietowa" służyła odprężeniu (choć nie zawsze). To w tym przypadku krykiet stał się powodem zadrażnienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami, perturbacjami w kontaktach handlowych, a z mniejszych reperkusji - utrącenie ucha rzeźbie ks. Alberta w Sydney i obsmarowanie go napisami: "Bodyline".

"Bodyline" - to była właśnie przyczyna całego zamieszania, była to nowa taktyka przygotowana przez drużynę angielską, która głównie miała powstrzymać fenomenalnego australijskiego gracza - Donalda George'a "Dona" Bradmana. Ten sposób gry został uznany za niebezpieczny a prasa obu krajów szeroko dyskutowała, czy jest sposób gry odpowiedni dla prawdziwego dżentelmena.

Z literatury:

A. Næss-Holm "Batting for Peace. A Study of Cricket Diplomacy between India and Pakistan"

P. Oborne "Wounded Tiger. A history of cricket in Pakistan"

K. Bandyopadhyay "Feel Good, Goodwill and India’s Friendship Tour of Pakistan, 2004: Cricket, Politics and Diplomacy in Twenty-First-Century India", w: "The Politics of Sport in South Asia", red. S. R. Chakraborty, S. Chakrabarti, K. Chatterjee

S.M. Khan, A. Khan "Cricket Cauldron. The Turbulent Politics of Sport in Pakistan"

"Cricket and National Identity in the Postcolonial Age. Following on", red. S. Wagg

D. Frith "Bodyline Autopsy: The full story of the most sensational Test cricket series: Australia v England 1932-33".

Share this post


Link to post
Share on other sites

W języku francuskim jest kilka wyrażeń frazeologicznych mających odniesienie do antyku, a których nie ma w naszym języku: "allumer le flambeau de l'Hymen" (dosł.: zapalić pochodnię Hymena) - "pobrać się", co jest nawiązaniem do funkcji tego bóstwa. O osobie mającej wysokie mniemanie o sobie (bądź uważającej, że jest dobrze urodzoną) powiada się: "se croire sorti la cuisse de Jupiter" (dosł.: uważać się za kogoś kto wyszedł z uda Jowisza). W wyrażeniu "trouver le Pactole" (dosł.: odnaleźć rzekę Paktol); oznaczającym znalezienie źródła bogactwa; mamy nawiązanie do rzeki w Lidii mającej obfitować w złoty piasek. Wyrażenie "entasser Pélion sur Ossa" (dosł.: ułożyć górę Pélion na Ossie) to: poczynić duże nakłady, a jednak nie osiągnąć spodziewanych rezultatów. Odnosi się tu do działań Gigantów, którzy mieli rzucić wspomnianą górę na Ossę by dostać się do nieba, w trakcie swych walk z bogami.

/za: A. Krzyżanowska "Nić Ariadny / Le Fil D'Ariane - czyli o międzyjęzykowej ekwiwalencji mitologizmów frazeologicznych", "Rocznik Przekładoznawczy", 8, 2013/

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

To powinno się spodobać Tyberiuszowi: jako, że mamy i antyczny Rzym i dawne ludowe receptury, co spodobać się musi lewicowcowi, a jeszcze może są to ślady przedchrześcijańskich praktyk słowiańskich (?)...

Dziś już chyba nieużywane: "wart czarnej kury", co miało oznaczać: "coś zrobione po szalonemu" (: "A już też to warto czarnej kury"). Tropy etymologiczne tego wyrażenia prowadzą nas do pewnych metod naszych antenatów w zakresie medycyny, jak i ich wyobrażeń o bóstwach w wierzeniach dawnych Rzymian. Oto "Słownik wileński" podawał, iż "kura"- miała to być: "rzymska mitologiczna bogini niespokojności". Oczywiście nie jest istotnym czy rzeczywiście w rzymskich mitach możemy odnaleźć taką boginię. Ważne, że wedle tej zapiski słownikowej istniało u nas (tylko gdzie?) takie przekonanie. Ta bogini niespokojności ładnie koresponduje z kolejnym elementem etymologicznym - czyli wspomnianą praktyką medyczną. Oto pod terminem: "czarna kura" Samuel Linde odnotował, że było to dawne lekarstwo na szaleństwo. Receptura była prosta acz nieco drastyczna, trzeba było rozerwać żywą czarną kurę (ew. nadawał się i gołąbek) i przykładać do głowy osoby uznanej za szaloną.

/za: E. Kałuzińska "'Kurza twarz' i 'kurzy móżdżek'. Próba rekonstrukcji językowej obrazu kury",  "Język w komunikacji", T. I, pod red. G. Majkowskiego, Częstochowa 2011/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapoznając się z "poradnikiem rozmów wigilijnych" podsuniętym przez Bruno (forum.historia.org.pl - "Humor"), odnotowałem: "kołowrotek leminga", "rozgotowany Jarek" (??), "zwis Kijowskiego", "psychopata z Żoliborza" -może to się przyjmie i wejdzie do popularnego obiegu? A my swym wnukom będziemy musieli objaśniać kontekst historyczny i identyfikować: kim był ów psychopata?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytuj

"rozgotowany Jarek" (??)

"Rozgotowany Jarek", to - wbrew pozorom - w tym poradniku osoba nie zainteresowana polityką, unikająca dyskusji i konfliktów na tematy polityczne. Imię raczej mało fortunnie dobrane.;).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na przełomie XVII i XVIII wieku w polszczyźnie wciąż jeszcze egzystował; nie wiedzieć zresztą czemu; "niemiecki grzebień". Jak wyglądał ów "przedmiot"?

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Zupełnie nie mam pojęcia, ale skojarzyło mi się "niemieckie gardło". Pojęcie po dziś dzień egzystujące na Kociewiu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak podaje Barbara Rodziewicz:

"... jeszcze na przełomie XVII i XVIII wieku funkcjonowało w polszczyźnie paradoksalnie także określenie niemiecki grzebień, czyli pięć palców u ręki, którymi Niemcy przeczesywali włosy (w odróżnieniu od przedstawicieli innych narodów, przywdziewających modne w owym czasie peruki), wskazujące raczej na brak zainteresowania aktualną modą, nienadążanie za zmianami kanonów estetyki i urody".

/tejże, "Póki świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem - językowy stereotyp Niemca (model archaiczny), "Annales Neophilologiarum", nr 3, 2009, s. 132/

 

W latach dziewięćdziesiątych podwójnie można było się zdziwić kiedy ktoś dobrze nam znany nagle przedstawia się: "Jestem Steven". Pierwsze zdziwienie wynikałoby z faktu, iż doskonale wiedzieliśmy że nosi on jakieś typowo polskie imię (i wcale nie - Stefan) i że nie ma korzeni anglosaskich.

A skąd drugie zdziwienie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.