Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
ciekawy

Fala w Siłach Zbrojnych PRL

Recommended Posts

amon   

Amonie, widzę że udało Ci się trafić na bojówkę. Wyrazy współczucia.

Było minęło. Nim poszedłem w kamasze mój ojciec powiedział tak; dzień liczy się do obiadu, a potem już z góry. Dałem radę, hardy ze mnie typek. Od początku zbierałem materiały na potencjalną książkę. Notatki robiłem w trzech językach, rosyjskim, angielskim i niemieckim. Mój notes (dwa w sumie) był mało atrakcyjną lekturą dla wicka, czy dziadka. Notowałem wyszystko z pogodą włącznie, jednak fala to tajemnica, dlatego konieczne było szyfrowanie, abym po latach mógł to wykorzystać.

Nadal sądzę że służba w wojsku to była olbrzymia strata czasu. W drugim roku służby mogłem robić wszystko, byłem dowódcą drużyny, służyłem na "yachcie" czyli na radiostacji R-140 z urządzeniem szyfrującym. Sztuka, dla sztuki. Moja fala tak dostała po dup..e że nikt się nie znęcał nad kotami. Był duży luz.

TomaszN.

Ale jak zapewne wiesz najważniejszą chwilą dnia żołnierza było rozdanie listów po popołudniowym apelu.

Nie dla kota była taka przyjemność. Wystarczyło że adresat był określony jako Sz.P, równało się to "szanownej pompce" :lol: Z resztą każde rozdawanie poczty kończyło się grupowymi pompkami.

Jeżeli macie cierpliwość do moich wspomnień, to moge opisać coś jeszcze. Otóż kot, też jest człowiekiem, i stać go na bunt. I takiej przygody dane było mi zaznać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   

Zapewne masz rację Amonie.

Przypomina mi się taka sytuacja, skwaterowany byłem na Cytadeli warszawskiej, wzięli mnie do roboty w tamtejszej drukarni.

Z tym że docelowo miałem pracować w swojej etatowej firmie, czyli MWP.

Zaproponowałem więc szefowi tej drukarni( chorążemu) że mam zamiennika,kolegę z klasy.

No i kolega opowiadał,że na bojówce ( a był tylko tydzień ) spał ze dwie godziny. A była to jakaś jednostka MSW w Mińsku Mazowieckim.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Geje w armii.

Homoseksualiści trafiali do służby jak każdy inny. To co było charakterystyczne dla tej orientacji seksualnej to wzajemne poparcie. Z mojej obserwacji dwóch takich par wynika jednoznacznie, że wśród nich fala nie istniała. Stary zawsze brał młodego kota pod swoją opiekę. Nie wnikam w relacje seksualne, ale homoseksualiści na dwóch batalionach byli szatniarzami, i wzięli na swoich nastepców koty o identycznej orientacji.

W PRL-u homoseksualistów zaliczano do psychopatów seksualnych, razem z ekshibicjonistami, pedofilami etc. Za niezdolne do służby wojskowej uważano tylko przypadki ciężkiej psychopatii, średnie i lekkie przypadki nie wykluczały, gdyż uważano, że praca wychowawcza oraz metoda kija i marchewki może im jeszcze pomóc. Dobrze prowadzeni mogli przejawiać uzdolnienia i cechy korzystne dla wojska jak męstwo, poświęcenie, odwagę, spryt, dużą ambicję.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   

kolega opowiadał,że na bojówce ( a był tylko tydzień ) spał ze dwie godziny. A była to jakaś jednostka MSW w Mińsku Mazowieckim.

Nie rozumiem tego z tym spaniem...

Niezależnie od spania - w Mińsku Mazowieckim na pewno było centrum kształcenia kadr WSW (Wojskowej Służby Wewnętrznej), czyli żandarmerii. Takie centra zwykle obejmowały szkołę oficerską ("łabędzi"), szkołę podchorążych rezerwy ("bażantów") i szkołę kadetów oraz jakąś kompanię SZ. Może była i jakaś baza Jednostek Nadwiślańskich - po tak się chyba zwały wojska MSW, ale o tym nie słyszałem. Na Batorego, na Miłobędzkiej w Warszawie - i owszem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja wciąż jestem ciekaw czy można było tę "tradycję" zupełnie olać ?

Ewentualnie ile karków trzeba było przetrącić żeby mieć spokój jeśli nie chciało się być upokarzanym przez pierwsze pół roku czy rok ?

Nec Hercules contra plures.

Z mojej fali jeden z kolegów nie chciał poddać się "obcince".

Jego wybór, po dwóch tygodniach sam poprosił... przywitaliśmy go słowami niczym w samych swoich Pawlak powitał brata Jaśka :"Bój się Boga, nareszcie jesteś" :lol:

Pobudka nastepowała pół godziny przed oficjalną. Czyli 5.30. Koty budziły się same, ubierały po cichu aby równo z godziną 6 stać na tzw. szmacie. Rozpoczynąło się widowisko zwane permanentnym sprzątaniem.

My mieliśmy wiosna /jesień pobudkę o 5.30 (zimą o godz. 6.00) i nikt wcześniej się nie pałętał po korytarzu bo by podoficer dyżurny go pogonił.

Dzień zaczynaliśmy poranna toaletą a nie sprzątaniem. Potem była zaprawa fizyczna.

Koty zajmowały miejsca w kolejce na końcu, w.g fali. Jeżeli koty podpadły, dziadki którzy żarcie dostawali jako pierwsi, po skończenu konsumpcji wołali; kończyć jedzenie, koniec jedzenia, powstań, wychodzić. Problem był taki że większość kotów nie zdążyła posilić się w tym okrojonym przez falę czasie.

Chyba jakieś złe wspomnienia.

Kompanie na obiad prowadził podoficer dyżurny kompani, czasem w towarzystwie szefa kompanii. Kolejka była wg "fali" ale nie zawsze, obecność oficera dyżurnego na obiedzie zawsze studziła "gorące głowy".

Komendę o "końcu jedzenia" wydawał podoficer dyżurny kompani, nie "dziadki".

Share this post


Link to post
Share on other sites
amon   

Nec Hercules contra plures.

Z mojej fali jeden z kolegów nie chciał poddać się "obcince".

Chyba jakieś złe wspomnienia.

Kompanie na obiad prowadził podoficer dyżurny kompani, czasem w towarzystwie szefa kompanii. Kolejka była wg "fali" ale nie zawsze, obecność oficera dyżurnego na obiedzie zawsze studziła "gorące głowy".

Komendę o "końcu jedzenia" wydawał podoficer dyżurny kompani, nie "dziadki".

Wierz mi że i Herkules poradzi. Słabość i strach charakteryzował wielu, ale niewielu dało radę.

Co do wspomnień, to nie mam złych, bez względu na czas.

Co do wersji z oficerem dyżurnym na obiedzie. W mojej jednostce takie wydarzenie, czyli obecność trepa dyżurnego podczas wydawki żarcia, nie wpływał na obyczaje falowe. Wiesz dlaczego ? Powodów jest kilka.

Pierwszy; kadra godziła się z istnieniem fali na batalionach.

Powód drugi. Trep dyżurny przychodził na kuchnię po to aby się darmowo naźreć ( kolokwializm zamierzony).

Powód trzeci. Trep ambitny mógł podjąć trud ustawienia poszczególnych kompanii w.g wlasnego widzimisię, ale w mojej jednostce kompanii było 22-ie. Wobec czego żaden trep nie był w stanie ogarnąć, jaki jest właściwy szyk kolejki.

Powód czwarty, wcale nie ostatni, tyle że mnie polemika tego typu nudzi; najwięcej zależało od wielkości danej jednostki i orientacji trepa. Jeżeli walczył z falą, a do takich zwykle należeli młodsi chorążowie, to kompania przed wejściem na kuchnię przeorganizowywała się. W praktyce młodzi szli z przodu, z starzy z tyłu. Przed wejściem do budynku stołówki, starzy przechodzili do przodu i formowali kolejkę, a młodzi zajmowali miejsca dalsze i najdalsze.

Komendę o końcu jedzenia wydawał podoficer. Zgoda. A jak podoficer był dziadkiem ? A jak był kotem i polecenie wydał jeden z dziadków? To co ?

Otóż drogi zajączku było tak, że decydowały zwyczaje w danej jednostce, wspomnienia można sobie włożyć w buty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
atrix   

Amon w którym roku capnęli Cie w kamasze?

Share this post


Link to post
Share on other sites
amon   

Amon w którym roku capnęli Cie w kamasze?

Nie wdając się w bliższe szczegóły ;) pierwsza połowa lat 80-tych. Czas zdychającej komuny, ale jeszcze zdrowo wierzgającej :lol:

Nie ukrywałem, że tego typu przygody traktowałem w kategorii poznawczej, i cały czas zbierałem dane o zwyczajach falowych w innych rodzajach sił zbrojnych. Skoro los mnie tam skierował, trzeba było to wykorzystać :lol:

Rozwkit fali przypadał na drugą połowę lat 70-tych. Na pewno ktoś już na ten temat pisał, ale przyznam że nie śledziłem literatury przedmiotu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Otóż drogi zajączku było tak, że decydowały zwyczaje w danej jednostce,

Zajączek "zaliczył" trzy jednostki w czasie swojej dwuletniej służby wojskowej.

Powód drugi. Trep dyżurny przychodził na kuchnię po to aby się darmowo naźreć ( kolokwializm zamierzony).

Oficer dyżurny jednostki miał obowiązek zjeść kolacje, śniadanie i obiad w jednostce podczas służby. Czynił zresztą stosowny wpis w książce.

Podobnie i szef kompanii, należało to do jego obowiązku.

Komendę o końcu jedzenia wydawał podoficer. Zgoda. A jak podoficer był dziadkiem ? A jak był kotem i polecenie wydał jeden z dziadków? To co ?

Służbę podoficera dyżurnego pełnili także co niektórzy starsi szeregowi.

Praktycznie zaraz po "szkółce" spotkał mnie ten wątpliwy zaszczyt. Daleko mi wtedy było do rezerwy.

wspomnienia można sobie włożyć w buty.

To chyba uwaga do tych co służbę we wojsku znają tylko z opowieści kolegów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie widziałem swego szefa kompanii; podczas bytności w Dęblinie; na naszej stołówce.

Nasz chodził na obiad tak raz na kwartał.

Generalnie wstydzili się tego obowiązku, od "przedwojny" szło za nimi pogardliwe określenie "zupaki" :lol:

Kolega amon przedstawił służbę wojskową jako jakiś kabaret w którym występowały "dziadki" i "koty" a nie obowiązywały żadne regulaminy. Owszem, fala była. Ale były też służby gdzie zapierdzielało się po równo. Choć młodzi dostawali gorsze rejony, np w czasie "drużynki" na stołówce.

Bo jakoś sobie nie wyobrażam że "dziadek" na warcie mógł pełnić zmianę tylko godzinę zamiast dwóch lub całą noc przesypiał snem sprawiedliwego ;)

Pamiętam takie zdarzenie jak jeden z "dziadków" dogadał się z "ogonem" że ten pójdzie za niego na zmianę, oczywiście byli w składzie tego samego posterunku, ale nie byłem ich rozprowadzającym.

Gdy młody stanął do wyjścia z wartowni dowódca warty - kapral zjeb...ł "dziadka" jak psa. Młodemu kazał iść na "czuwającą" a "dziadka pognał na posterunek. choć to była 2 w nocy. Nie pomogła fala...

Share this post


Link to post
Share on other sites
amon   

Kolega amon przedstawił służbę wojskową jako jakiś kabaret w którym występowały "dziadki" i "koty" a nie obowiązywały żadne regulaminy. Owszem, fala była. Ale były też służby gdzie zapierdzielało się po równo. Choć młodzi dostawali gorsze rejony, np w czasie "drużynki" na stołówce.

Bo jakoś sobie nie wyobrażam że "dziadek" na warcie mógł pełnić zmianę tylko godzinę zamiast dwóch lub całą noc przesypiał snem sprawiedliwego ;)/>/>/>

Kolega Amon, któremu insynuuje się wspomnienia rodem z kabaretu, przedstawił konkretne przykłady falowe znane z autopsji. W mojej jednostce kot stał całą noc na warcie za dziadka, lub wicka. Jeżeli miał to nieszczęscie być z nimi na jednym posterunku. W dzień taki wałek nigdy by nie przeszedł.

A to co kolega zajączek sobie wyobraża, lub co sądzi o moich wpisach jest mi całkowicie obojętne.

Nie po raz pierwszy zwracam uwagę na fakt, że wszytsko zależało od kadry, czyli trepów, dlatego przykłady z różnych jednostek mogą być krańcowo różne i wykluczające się.

Przez wrodzoną grzeczność, nie napiszę że zajączek nie ma racji i kłamie, bo jego wspomnienia i doświadczenia z trzech jednostek mogą odbiegać od tego co napisałem. Ale to nie znaczy, że u mnie jest kabaret, a u zajączka smętne disco polo.

Edited by amon

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   

Kolega Amon, któremu insynuuje się wspomnienia rodem z kabaretu, przedstawił konkretne przykłady falowe znane z autopsji. W mojej jednostce kot stał całą noc na warcie za dziadka, lub wicka. Jeżeli miał to nieszczęscie być z nimi na jednym posterunku.

Amonie, ja akurat służyłem w jednostkach funkcyjnych ( początek lat osiemdziesiątych), fala była niespecjalnie uciążliwa.

Na wartach, na wartowni, wszyscy spali,starzy mieli tylko lepsze posterunki. Młodzi oczywiście mieli rejony, ale bez "ścigu".

Natomiast widziałem, jak po nas obejmowała wartę kompania wartownicza.

Klasyka fali.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W mojej jednostce kot stał całą noc na warcie za dziadka, lub wicka. Jeżeli miał to nieszczęscie być z nimi na jednym posterunku. W dzień taki wałek nigdy by nie przeszedł.

W tych trzech gdzie byłem ja nie przeszedł by taki "wałek" ani w dzień ani w nocy.

Być może po latach koledzy pełniący owe warty wspominają je inaczej, ja mając grafik swojej zmiany wyczytywałem nazwiskami posterunki, sprawdzałem broń - czy mają, bo w nocy czasem zdarzało się ze wartownik o nie zapominał, wydawałem swojej zmianie magazynek z amunicją i na warte. Pomijając oficerów dyżurnych którzy noc w noc kontrolowali wartę, posterunki przynajmniej jednej z wart wewnętrznych, czasem "bujał" się i na "garnizonówkę". Bo akurat w jednostkach gdzie byłem oficerowie dyżurni jednostki pełnili też obowiązki oficera dyżurnego garnizonu..

Do obsesji wręcz należało łażenie oficera i jego pomocnika po kompaniach w nocy i sprawdzanie stanów porównując ilość śpiących z wpisem. Jedynie gdy kompania miała drużynke i część drużynki zostawała na kuchni coś tam można była "zakręcić" ;)

Nie wyobrażam sobie że oficer by chodził po kompanii a koty w pidżamach szorowały rejony. Nawet zapalone światło na izbie żołnierskiej po capstrzyku zwabiało niczym ćmę oficera lub jego pomocnika.

Odejście rezerwy do cywila.

W jednostce gdzie byłem na dwie ostatnie noce "fundowano" służbę oficera dyżurnego najbardziej "ciętym" trepom ścigającym pijanych żołnierzy.

Stąd na kompani gdzie służyłem dowódca kompanii powiadomił nas że jeśli chcemy się "pożegnać" żeby nie robić tego przed samym wyjściem, bo może się ono nieco odwlec w czasie. Były tez trepy z uporem maniaka szukający chust po szafkach, na mojej kompanii na szczęście kadra była normalna.

Ściganie kotów.

Dużego pecha mieli młodzi służbą mieszkańcy krain których nienawidzili dziadkowie których było nie daj Boże więcej. Było pewne że górale (nie mylić z gorolami) będą ścigać hanysów, ci z Torunia tych z Bydgoszczy, Łodzianie Warszawiaków i na odwrót. "Ziomali" zostawiało się w spokoju lub wręcz dawało im fory. Cóż, można by się natknąć na takiego na urlopie, przepustce będąc w domu, lub na jego kumpli :lol:

"Ściganie" i sprzątanie rejonów kończyło się przed capstrzykiem. Potem na karku siedziała by służba dyżurna kompanii lub jednostki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
RicDu   

Dobry wieczor:) tak na wstepie "Napisano 24 July 2008 - 08:40" zalozono ten temat czyli calkiem dawno. Do czego zmierzam, przepraszam ze troche nie na temat ale... otoz czytalem calosc i troche chcialbym stanac w obronie uzytkownika amon, otoz pan zajaczek albo byl w jakims super wojsku albo poprostu nie byl w LWP czy tez WP. W cyrku bylem, cyrk przezylem i do domu szczesliwie wrocilem. Mialem juz takie szczescie (stad nie na temat), ze sluzylem w WP mianowicie w 2006 roku tylko na 9 miesiecy ( i prosze nie pisac, ze przedszkole bo to nie moja wina czy tez zasluga , jakbym sluzyl 2 lata czy 5 tez nie mialbym nic do gadania)w JW 1966 na Slasku stalowe berety czyli Wojska Lotnicze, pobor tzw. dziki Zima. Teraz juz mysle, ze na temat choc epoka inna. U nas w jednostce fala byla a byl rok 2006 bylem w baterii dowodzenia specjalizacja Wartownik - sluzba tzw. Tic-Taci, woz poscielony tak ze 5 zl musialo sie odbic od koca, czas fali byl adekwatnie skrocony do sluzby, wyboru co do tego czy falowo albo regulaminowo nie bylo, "najwieksza glupota jak kot drapie kota" czyli sluchamy rezerwy (dziadkow) nie klocimy sie miedzy soba, rezerwisci (dziadkowie) potrafili o godz 01.00 wrocic ze stalki i po tzw. rejonach gdzie bylo czysto, posprzatane tak nabrudzic w kiblu, ze wszystkie lustra i kible trzeba bylo sprzstac od nowa bo wysmarowali je "malpa", zdania typu "takie same ruchy tylko dwa razy szybsze" byly co chwila uzywane, koty zjadaly tylko to co zdazyly bo jak dziadek wstal to z stolowki trzeba bylo wychodzic. Jako wartownik w czasie sluzby kota bylo przerabane bo rezerwista bedac rozpylaczem nie wychodzil noca na rozpowadzenie czy tez na sluzbe (trzeba bylo ciagnac jego rejon) wicki zas wyjsc musialy ale tylko pro forma, kiedys wychodzac na posterunki ja i wicek nie zdazylem dojsc do strazy by zameldowac sie ze jestem a tu moje zdziwienie ze wicek juz spi u strazakow ( a mialem teoretycznie "lepszy" bo mniejszy posterunek niz on), a wychodzilismy razem! Sam pozniej bedac rozpylaczem jako rezerwista takze korzystalem z tych przywileji i na rozprowadzenie nie wychodzilem tylko robil to plutonowy czy tez starszy kapral jako dowodca warty, cala noc przespalem do godziny ok 10.00 rano( sluzbe wartownicza zaczynalsimy od godziny 14.00 na obiekcie poza koszarami. Prawo uzycia srodkow przymusu bezposredniego rok po wyjsciu do cywila znalem jak amen w pacierzu ( w czasie sluzby w WP o ktorej bys mnie nie spytal recytowalem jak wiersz! to byl moj du...ochron). Bedac rezerwiatsa (dziadkiem) obowiazkowo: beret wymiety, desantowy rozwiazane,nie napastowane, bojowki skrzyzowane, kieszen u spodni nie zapieta, kolnierz do gory( i te slawne haslo od trepostwa: "zolnierz kolnierz" a odpowiadalo sie "co brudny to jutro katany zrobie wymiane") a na nim napis dlugopisem czy markerem REZERWA, przy 030 DDC na stolowce powstan cyfra i uderzenie taca o stol, do tego lenistwo takiego stopnia a zarazem duma, ze niedlugo wyjscie z "syfu" iz huste dawalo sie czesac kotom by mogly pozazdroscic a zarazem posmakowac czym jest bycie dziadkiem. Jak wiadomo cywil nie fala w wojsko sie nie wpie........a. Cywilem bylo sie na 010 dni do konca. Aha obcinka byla nie pasem skorzanym a parcianym z klamra metalowa WP i ta klamra dostawalo sie ostatnie uderzenie! Jako rezerwista pas nosilo sie na ja...ch obrocony do gory nogami co czyatno jako "dm" czyli "do mamy". Podsumowujac fala jako zjawisko wystepowala w poznijeszym czasie skrocona ale byla napewno, mysle tez ze wraz z duchem czasu "ewoluowala" az do casu gdy skonczono z "Zetka". Jedni pisza ze to czas zmaronowany - nawet te 9 miesicy, w ktorych ja sluzylem ale z drugiej str rozebrac kalacha czy "okopac sie" to dla nas zaden problem, a dzis ci chlopcy pokolenia gminzjalnej mlodziezy maja problem i to wlk. bo jak to sie mowilo "raz do roku to i miotla sama strzela". Pozdrawiam Zime 2006!

Edited by RicDu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.