Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/

Recommended Posts

gregski   

Drogi FSO, to mamy podobnie! Dlatego podoba mi się ta stara zagadka, "Co to jest? 100 Polityków na dnie morza?"

Czyli Według Ciebie jest tak dziadowsko, że parytet tego dziadostwa znacząco już nie zwiększy. Odważne zdanie.

A bo FSO jest pesymistą i twierdzi "Już gorzej być nie może!"

Ja jestem optymistą i odpowiadam: "Ależ oczywiście, że może!"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bo Ty gregski, kunktatorsko halsowałeś w kierunku krajów gdzie o parytetach ani mru-mru.

A my się teraz osamotnieni musimy borykać z paniami, które zakładają partie i prowadzą monologi waginy.

Tak z boku, niepełnosprawni nie domagają się parytetów - a to oni powinni chyba pierwsi podnieść głos?

Czy zwolennicy parytetów wyjaśnili fenomen nikłej popularności partii kobiet?

Kolorowa Seneszyn i woluntarystyczna Gretkowska

w jednej, wspólnej poselskiej ławie razem stały

Do prowadzeni polityki raźno się dobrały

Wszyscy mężczyźnie tego obrazu się bali

Widząc ich projekty ustaw - wszyscy mocno się uśmiali.

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

gregski: nie mam bladego pojęcia, co to jest owych 100 polityków na dnie morza... choć z tego co widzę prawdopodobnie może to być śmiertlenie niebezpieczny ładunek...

Tomasz N: czemu dziadowsko. Po prostu są dwie możliwości. Albo głosuje negatywnie na kandydata X.Y. i wtedy doskonale wiem to, że fakt iż on wygrał jedst jedyny jakiego oczekuję i może to, że raz na ileś zrobi coś co uważam za właściwe... Albo głosuję "za" - pozytywnie, i tutaj zwykle w szczytne hasla i ideałąy wchodzi zgniły kompromis. Jest jeden problem - nikt w czasie kampanii nie określa co nim jest, stąd każdy mówi że jest to zawiła droga do celu. Nikt jakoś w Polsce nie chce mówić o kompromisie mówiąc o porozumieniu. To też jest rozczarowanie pewnymi ideami.

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   
gregski: nie mam bladego pojęcia, co to jest owych 100 polityków na dnie morza... choć z tego co widzę prawdopodobnie może to być śmiertlenie niebezpieczny ładunek...

FSO, to jest dobry początek!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

FSO napisał:

Tomasz N: czemu dziadowsko. Po prostu są dwie możliwości.

Albo głosuje negatywnie na kandydata X.Y. i wtedy doskonale wiem to, że fakt iż on wygrał jest jedyny jakiego oczekuję i może to, że raz na ileś zrobi coś co uważam za właściwe...

Nie rozumiem jak można głosować "negatywnie" i równocześnie uważać że jest on jedyny jakiego się oczekuje

Albo głosuję "za" - pozytywnie, i tutaj zwykle w szczytne hasła i ideały wchodzi zgniły kompromis. Jest jeden problem - nikt w czasie kampanii nie określa co nim jest, stąd każdy mówi że jest to zawiła droga do celu. Nikt jakoś w Polsce nie chce mówić o kompromisie mówiąc o porozumieniu. To też jest rozczarowanie pewnymi ideami.

Wybory nie są "wyborami", a badaniem opinii społeczności na najbardziej szerokiej "próbce" osobowej. Stąd nieważne są szanse kandydata, a zagłosowanie na program, by "rządzący" wiedzieli czego chcemy.

Zgodnie z ekonomią wyborczą wybory wygrywa kandydat centrum, albo troszkę na prawo, albo na lewo. Ale o tym jaką "troszkę" i co jest tym "centrum", decydują skrajności. Bo kandydaci centrum widząc, że "skrajnościom" przybywa, modyfikują swe programy "w ich stronę", podbierając elektorat. Jak mawiał Le Pen, on wprawdzie nie rządzi, ale kolejne rządy Francji wprowadzają w życie jego program.

Stąd ja głosuję zgodnie ze swymi przekonaniami "za" lub wcale, nie oglądając się na szanse kandydata. Przekaz jednoznaczny.

Edited by Tomasz N

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

gregski: też nieźle.

Tomasz N: wybór negatywny jest dokładnie takim samym wyborem jak wybór poztywny. W pierwszym wypadku głosujemy na kanduydata który ma najwięcej szans na wybór uznając, fakt że zajmie on jakieś stanowisko, podejmie jakąs decyzje będziedaleko mniej bolesne niż to gdyby je podejmowała osoba przeciw [!] której głosujemy. Czasem może być to deczyja z gruntu tych, że wiadomo iż jest za dużo oszołomow, czasem bo mój jedyny i wybrany - i tak nie ma szans, a ten taki owaki, bardzo duże. To też jest bardzo świadomy i dla wielu racjonalny wybór. Drugi wypadek - to decyzja głosuję za tym bo jest uosobieniem moich marzeń...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam;

gregski: też nieźle.

Tomasz N: wybór negatywny jest dokładnie takim samym wyborem jak wybór poztywny. W pierwszym wypadku głosujemy na kanduydata który ma najwięcej szans na wybór uznając, fakt że zajmie on jakieś stanowisko, podejmie jakąs decyzje będziedaleko mniej bolesne niż to gdyby je podejmowała osoba przeciw [!] której głosujemy. Czasem może być to deczyja z gruntu tych, że wiadomo iż jest za dużo oszołomow, czasem bo mój jedyny i wybrany - i tak nie ma szans, a ten taki owaki, bardzo duże. To też jest bardzo świadomy i dla wielu racjonalny wybór. Drugi wypadek - to decyzja głosuję za tym bo jest uosobieniem moich marzeń...

pozdr

Z oczywistych względów, choćby językowych, wybór pozytywny i negatywny nie jest tożsamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ot członkowie SLD zajęli się gospodarką, pochylili się nad spółkami skarbu państwa i stwierdzili, że jest w nich zbyt mały, procentowy udział kobiet.

Powołując się na obowiązujące uregulowania w takich krajach jak Norwegia, czy Francja liderzy SLD postulują wprowadzenie podobnych i u nas.

Mnie tylko jedno zastanawia, regulacje takie mówią o zasiadaniu we władzach spółek, jakoś nikt nie walczy o parytety w spółkach skarbu państwa również na podrzędnych stanowiskach.

Ciekaw jestem zdania kolegi FSO, który z taką nadzieją patrzy na propozycje parytetów w polityce...

Ciekaw jestem, czy można by pójść dalej za ciosem, parytety w prywatnych firmach?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Secesjonista napisał:

Ciekaw jestem, czy można by pójść dalej za ciosem, parytety w prywatnych firmach?

A może pójść jeszcze dalej i zdefiniować:

Małżeństwo - związek dwojga osób w którym (bezwzględnie) obowiązuje parytet.

Edited by Tomasz N

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

dla mnie są pewne różnice między stanowiskiem kierowniczym w firmie a polityką. Sejm czy senat są w teorii przedstawicielami narodu [w teorii - bo różnie z tym bywa. Niektórych wybierało tzw. przypadkowe społeczeństwo]. Co w teorii powinno oznaczać, że powinno być wśród tych przedstawicieli duży odsetek kobiet. A tak nie jest. Widząc z drugiej strony naszą klasę [?] polityczną, traktuję coraz bardziej parytet jako pewną szansę przekoszenia tejże klasy, może nie równo z ziemią, ale dość mocno. Zgodnie z zasadą pesymisty [gorzej być nie może].

Gospodarka, przedsiębiorstwa, szpitale - na stanowiskach dyrektorskich wymagają ekonomistów, znawców rynku, znawców techniki itd, a nie pana polityka z bogatą kartą członkowską...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam;

dla mnie są pewne różnice między stanowiskiem kierowniczym w firmie a polityką. Sejm czy senat są w teorii przedstawicielami narodu [w teorii - bo różnie z tym bywa. Niektórych wybierało tzw. przypadkowe społeczeństwo]. Co w teorii powinno oznaczać, że powinno być wśród tych przedstawicieli duży odsetek kobiet. A tak nie jest. Widząc z drugiej strony naszą klasę [?] polityczną, traktuję coraz bardziej parytet jako pewną szansę przekoszenia tejże klasy, może nie równo z ziemią, ale dość mocno. Zgodnie z zasadą pesymisty [gorzej być nie może].

Gospodarka, przedsiębiorstwa, szpitale - na stanowiskach dyrektorskich wymagają ekonomistów, znawców rynku, znawców techniki itd, a nie pana polityka z bogatą kartą członkowską...

pozdr

Czyli wychodzi na to, że prawo, ramy gospodarki itp. twym zdaniem mogą tworzyć ew. dyletantki z parytetu, ale już w firmie nie widzisz dla nich miejsca.

Ciekawe.

Innymi słowy do firmy ich nie wpuściłbym, ale rządzić mym krajem to i owszem - mogą. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

secesjonista: jak mnie pamieć nie myli demos z kratosem to wladza ludu. A lud różny jest. To jedno. Dwa. Nasze partie polityczne [daj Boże] powinny mieć taki poziom wiedzy i świadomości by proponować na poslów czy senatorów ludzi o jakiejś konkretnej wiedzy, coś sobą reprezentujących. Niestety, z różnych powodów nie można chyba zapisać w ustawie, że do Sejmu / Senatu mogą kandydować osoby które mają wiedzę, kulturę zachowania, zdolność dialogu i znają się na: ekonomii, polityce, handlu zagranicznym, i tak dalej... Wylącząc polowę spoleczeństwa z tej zabawy w pewnym sensie ograniczamy ilość tych zdolnych.

Tak między nami: jeżeli ktoś by mi zaproponowal, że istnieje możliwość wymiany polowy klasy politycznej - w zamian za to, żeby polowa nowych poslów / senatorów byla kobietą. Zgodzilbym się. Pisalem czemu. Tak naprawdę to dla mnie szansa na zmianę - tym lepszą, że być może wraz ze wzrostem ilości kobiet - kandydatów, jeżeli braknie ich wśród dzialaczek partyjnych [a widząc kto jest w partiach, tak pewnie będzie], trzeba będzie sięgnąć do osób z zewnątrz... A to już rokuje nadzieje.

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam;

secesjonista: jak mnie pamieć nie myli demos z kratosem to wladza ludu. A lud różny jest. To jedno. Dwa. Nasze partie polityczne [daj Boże] powinny mieć taki poziom wiedzy i świadomości by proponować na poslów czy senatorów ludzi o jakiejś konkretnej wiedzy, coś sobą reprezentujących. Niestety, z różnych powodów nie można chyba zapisać w ustawie, że do Sejmu / Senatu mogą kandydować osoby które mają wiedzę, kulturę zachowania, zdolność dialogu i znają się na: ekonomii, polityce, handlu zagranicznym, i tak dalej... Wylącząc polowę spoleczeństwa z tej zabawy w pewnym sensie ograniczamy ilość tych zdolnych.

Tak między nami: jeżeli ktoś by mi zaproponowal, że istnieje możliwość wymiany polowy klasy politycznej - w zamian za to, żeby polowa nowych poslów / senatorów byla kobietą. Zgodzilbym się. Pisalem czemu. Tak naprawdę to dla mnie szansa na zmianę - tym lepszą, że być może wraz ze wzrostem ilości kobiet - kandydatów, jeżeli braknie ich wśród dzialaczek partyjnych [a widząc kto jest w partiach, tak pewnie będzie], trzeba będzie sięgnąć do osób z zewnątrz... A to już rokuje nadzieje.

pozdr

Tak na prawdę kolejny raz, w innej formie, powtórzyłeś to samo co już pisałeś, jakby w temacie nie pojawił się nowy wątek.

Nie wyjaśniłeś czemu to w polityce kompetencje nie muszą się liczyć, ale w firmie to i owszem.

niby czym rożni się zarządzanie firmą, a państwem na poziomie podstawowym?

Wylącząc polowę spoleczeństwa z tej zabawy w pewnym sensie ograniczamy ilość tych zdolnych.

Brak w tej wypowiedzi jakiegolwiek sensu.

Ja mogę napisać, że ograniczamy dostęp do zabawy pewnej ilości dyletantek, i spróbuj udowodnić iż tak nie jest. ;)

Tak między nami: jeżeli ktoś by mi zaproponowal, że istnieje możliwość wymiany polowy klasy politycznej - w zamian za to, żeby polowa nowych poslów / senatorów byla kobietą. Zgodzilbym się.

A ja nie - gdyż jest to przejaw seksizmu i rozróżnianie ludzi li tylko ze względu na posiadanie waginy, a nie ewentualnych kompetencji.

Wylącząc polowę spoleczeństwa z tej zabawy

A możesz podać przykłady regulacji wyłączających, bo ja jakoś ich nie widzę.

Czy można zmusić wyborcę by głosował tylko na wąsatych, bo do tego sprowadza się parytet.

Ja jestem za prostymi zasadami wszyscy jesteśmy równi i mamy równe szanse na próbę zdobycia poparcia, wprowadzenie bodźców parytetowych burzy taką równość.

Tak między nami: jeżeli ktoś by mi zaproponowal, że istnieje możliwość wymiany polowy klasy politycznej - w zamian za to, żeby polowa nowych poslów / senatorów byla kobietą. Zgodzilbym się. Pisalem czemu. Tak naprawdę to dla mnie szansa na zmianę - tym lepszą, że być może wraz ze wzrostem ilości kobiet - kandydatów, jeżeli braknie ich wśród dzialaczek partyjnych [a widząc kto jest w partiach, tak pewnie będzie], trzeba będzie sięgnąć do osób z zewnątrz

Logika Twej wypowiedzi wskazuje, iż Ty nie jesteś za parytetem dla kobiet jako pewnym instrumentem wyrównywania szans tej płci.

Ciebie interesuje jedynie wymiana dużej części polityków, innymi słowy równie dobry dla Ciebie parytet to:

transseksualiści

Hodowcy zwierząt egzotycznych

posiadacze uli

Wprowadzenie któregokolwiek z powyższych parytetów jeszcze mocniej przewietrzyłoby klasę polityczną.

jak mnie pamieć nie myli demos z kratosem to wladza ludu

W mym ujęciu to demos z kretesem... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witaj;

ów demos z kretesem chyba sprawdza się [niestety] w realnej rzeczywistości. Troszkę bardziej na serio.

Nasze [pożal się Boże] elity [elyty?] polityczne trzeba zmienić, ja staram się to robić w każdych wyborach. A efektów jakoś nie widać. Z prozaicznych powodów o któych wiadomo, nie można w wyborach do Sejmu / Senatu wskazywać na inne progi niż te wskazane w czynnym i biernym prawie wyborczym. Kropka. Dokładnie z tego powodu uznaję, że parytet jest szansą na zmianę [wiem tonący brzytwy się chwyta, ale może akurat się uda, skoro już tyle razy się nie udało]. Szansą o tyle ciekawą, że powinna wywołać małą rewolucję wśród osób kandydujących, co tak czy inaczej powinno doprowadzić do pojawienia się około połowy [może nieco mniej] nowych gąb na listach.

Dla mnie, jako mieszkańca Krakowa, ciekawą sprawa może być wystawienie osób nie należących do partii ale rekomendowanych, co jak wskazuje nasza krakowska rzeczywistość jest naprawdę niezłym rozwiązaniem i może doprowadzić do ciekawych rzeczy.

Wiem, dla Ciebie parytet, to coś takiego jak zagwarantowanie iluś miejsc łysym, iluś miejsc gospodyniom domowym z małych miasteczek mających skończone ileś klas podstawówki z małymi dziećmi... Ja w tym widzę próbę wywalenia części elit, próbę zmuszenia by coś się działo. Może jestem naiwny jak nowonarodzone dziecię, ale czasem tak mam i niewiele to zmienia...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Takie coś znalazłem na ONET-ie. Pozornie nie związane, ale może tłumaczy, skąd taka tendencja pewnych środowisk do parytetu. Wyśle się agenta Tomka i jest ustawa.

- Rzeczywiście młode kobiety dały się wpędzić w pułapkę zastawioną przez media, które lansują model kobiety rozwiązłej, agresywnej seksualnie, zaczepnej - zgadza się z Krzysiem Jacek Doliński, psycholog z Olsztyna. - Jest to efekt źle pojętej emancypacji, ale cóż począć, kobiety w ogóle są głupsze społecznie niż mężczyźni i łatwo dają sobą manipulować. Obojętnie, czy chodzi o modę, czy o seks.

Politykę pewnie też.

za (s. 2):

http://www.google.pl/url?sa=t&source=w...MLjFF3wvZoQQ8Ag

Edited by Tomasz N

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.