Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Wycieczki szkolne - edukacja na wesoło czy szkoła przetrwania... opiekunów?

Recommended Posts

Albinos   

Na początek do poczytania: http://przewodnik.onet.pl/38,1660,1561211,0,1,artykul.html , http://www.polityka.pl/nagly-atak-wycieczk...1137,292559,18/

Prawdę mówiąc, sam nie znalazłem w tych tekstach niczego, czego bym nie wiedział. Czy to z autopsji, czy przez obserwację. Ale czy rzeczywiście jest tak, że wycieczki szkolne stają się dzisiaj szkołą przetrwania dla opiekunów, którzy muszą zadbać o dyscyplinę uczniów, czy może jednak nie jest aż tak strasznie? A jeśli jednak, to skąd się to bierze?

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

Albinos: może pamiętasz stary kawałek T'Love: Wychowanie? "... ojczyznę kochać trzeba i szanować nie deptać flagi nie pluć na godło, należy też w coś wierzyć i ufać...". Bo tak te dzieciaki zostały wychowane. Bo nijak jedna pani nauczyciel nie upilnuje dziesiątki rozbrykanych nastolatków albo i nielatków, mających telefony o jakiej pani nauczyciel sobie może pomarzyć, bo wiadomo że w tłumie raźniej a dzieciaki nie wydadzą winnego jak coś się "zmaluje"; bo nie ma pieczy rodzicielskiej... bo w końcu mogą całe twarzystwo pocałować tam gdzie Pan może Panu majstrowi jak szło w starym skeczu...

Sprawa jest prosta - działa to w obie strony:

Z jednej - dzieciarnia [i nie naście i naście lat] traktuje wyjazd jako coś co zwalnia ich ze wszelakich zachowań, ktore "dla formalności" narzucają im rodzice [w stylu nie pij bo szkodzi, nie pal - bo się trujesz, zachowuj się grzecznie nie przeklinaj - w sytuacji kiedy sami mówiący te słowa - nie raz byli "do nieprzytomności"; palą jak smoki, klną i odpyskowywują innym. Albo - albo. Skro oni mogą - to my też. Sam zaś nauczyciel nie złapie wszystkich za ręce, nie będzie w dwudziestu pokojach na raz...

Zaś nauczyciele - no cóż, niby w szkole a poza nią niby w pracy a jakby nie ma ciekawskich wspomnień, poza tym [znam to z autopsji] często tworzy się niepisany układ - wy nie zaświnicie ośrodka - my sobie pofolgujemy takoż... [z różnych wycieczek szkolnych - wyjazd do Wisly [2-ga klasa L.O.?] po pierwszych dwóch nockach kiedy nieśmiało wiara "popijała" by rano wyglądać jedna pani nauczyciel do drugiej pani nauczuciel - tak, że wszyscy słyszeli -m "Wiesz Basiu, tak mnie dziś boli głowa i pić mi się chce...."

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie odpowiedź jest prosta: chęć zaimponowania płci przeciwnej. To tego dochodzi to, o czym pisał FSO od 2 akapitu. Wymieszać te obie rzeczy i mamy wycieczkę szkolną ! ;P

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pamiętam moją wycieczkę z klasą do Karkonoszy. Była tam istna masakra. Ponoć pani wzięła jakieś tabletki na ból głowy. No i nic dziwnego moi koledzy i koleżanki zrobili jakąś totalną demolkę. Porządek nastał dopiero, gdy właściciel pensjonatu porządnie się wykurzył. Sądzę, że to bardziej szkoła przetrwania dla nauczycieli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
DiTo   

Ja w podstawówce miałem bardzo szczerego wychowawcę - informatyka , który mówił że na wycieczki kilkudniowe chce jeździć tylko naszą klasą , a nie zabierać innych . Jak tłumaczył: Nie chce mi się pilnować 30 kolejnych lub pana X , czy Y

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz jestem w gimnazjum. Pod koniec roku szkolnego jedziemy do Warszawy. Jedzie z nami druga klasa. Coś czuję, że jeszcze większą masakrę wywoła fakt, że nasza wychowawczyni jedzie na taką wycieczkę po raz pierwszy. :unsure:

Edited by Jack Sparrow

Share this post


Link to post
Share on other sites
DiTo   

Ja jadę do Zakopanego i też mamy jechać z 2 czy 3 klasą(jestem w pierwszej) - nikt jakoś szczególnie nie cieszy się z tej perspektywy ;)

No ale to Zakopane .... co tam dopiero miasto takie jak Warszawa :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

W latach 80-tych jezdzilismy z klasa co roku na kilkudniowe wypady.Mielismy troche szczescia bo zaradna wychowawczyni zorganizowala szkolny sklepik z paczkami i jogurtem(straszny hit kulinarny swego czasu),dziewczyny to sprzedawaly,chlopaki zjadali to co sie nie sprzedalo,czyli interes szedl dobrze.Dochod byl przeznaczony na coroczna wycieczke.Wyrwalismy sie wiec tym sposobem z pomorskich standardow w stylu:Malbork,Frombork,Kartuzy i Sztuhof i zaczelismy zwiedzac kraj.Zobaczylismy Warszawe,Poznan i Wroclaw z okolicami,a na dodatek nie obciazajac zbytnio skromnych finansow naszych rodzicow.Bardzo sympatyczne i pouczajace byly to wyjazdy,a obecnosc polonistki i historyczki zapewnialy im odpowiedni poziom edukacyjny.

W pozniejszym troche okresie,bo juz w szkole sredniej mialem wycieczke na Wal Pomorski.Wiele tam nie zobaczylismy,fragment okopow,zdezelowany bunkier i kilka rdzewiejacych armat.

Najbardziej pamietna wycieczke mialem w ramach praktyk w Pedagogicznym Studium Technicznym(1990 rok).Pojechalismy do Krakowa "opiekujac sie" chlopakami ze Szkoly Przysposobienia Zawodowego.Byly to szkoly o nizszym poziomie niz zawodowka,uczniowie bardzo fajni,ale dosc trudni,pochodzacy czesto z malych kaszubskich wiosek i srodowisk marginalnych.Pierwszy raz w zyciu przekonalem sie tez naocznie ze w Polsce istnieje realny analfabetyzm i pisze to bez cienia zlosliwosci.Po prostu byly przypadki uczniow ktorzy pomimo ukonczenia podstawowki autentycznie nie umieli czytac.Wycieczka byla dobrze zorganizowana,byly calkiem spore pieniazki zarobione przez uczniow na warsztatach,wagony sypialne w pociagu,posilki w restauracjach i noclegi w internacie zaprzyjaznionej szkoly.Krakow miasto ciekawe,a wiec zwiedzilsmy co nalezy, Wieliczki nie pomijajac.

Klopoty zaczely sie jednak na noclegach.Popilo sie to towarzystwo szybko,oknami wylazlo na pobliska dyskoteke(sobota i peryferia miasta) i dawaj lac sie z tubylcami.Kaszubi narod twardy ,wiec nie tylko policja musiala interweniowac,ale i niestety sluzby medyczne.Co gorsza jeszcze z owego internatu rozmaite fanty i pamiatki sobie pozabierali w postaci pucharow sportowych itp.glupot.Jednym slowem wycieczka niezapomniana :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Moje wspomnienia z wycieczek szkolnych również są bardzo miłe. Wiele wiedzy z nich wyniosłam, a i z zachowaniem wcale nie było źle. No ale to tzw. "stara szkoła"...

Ostatnia klasa podstawówki, wspólny wyjazd do Krakowa... Nocleg w schronisku młodzieżowym prowadzonym przy klasztorze przez siostry zakonne. Niezapomniane wrażenia: mroczne krużganki, wąskie schody, ciemne wykusze, sprzęty klasztorne, ktoś wyszukał nawet jakieś trumienki! Owszem, były nieśmiałe próby zorganizowania nieco weselszego wieczoru niż miała to dla nas w planie wychowawczyni, ale wystarczyła jej nagana wzrokowa i towarzystwo się uciszyło. Nota bene z tego samego schroniska często korzystałam wiele lat później już studiując.

Szkoła średnia, wyjazd do Poznania. Program wycieczki bardzo bogaty, wręcz przeładowany. Muzea, Cytadela, Kórnik... Byliśmy autentycznie bardzo zmęczeni, a na wieczór zafundowano nam wizytę w filharmonii... Nie zasłużyliśmy na tak nielitościwe zakończenie dnia! Usadzono nas w lożach i nic dziwnego, że znużeni takim ogromem wrażeń niektórzy zapadali w lekką drzemkę. Nic też dziwnego, że zrywali się na niespodziewany huk bębnów czy talerzy. Zebrało nam się nieźle za "zachowanie niegodne ucznia LO". Do tej pory mam uraz do filharmonii.

Nasza wychowawczyni w szkole średniej miała ogromną słabość do teatru, a zwłaszcza do pantomimy. Jestem jej za to bardzo wdzięczna! Woziła nas do pobliskiego Wrocławia na sztuki w Teatrze Polskim, a zwłaszcza na premiery wszystkich pantomim Henryka Tomaszewskiego. Nigdy nie zapomnę "Króla Artura" w tym wydaniu! Myślę, że wszyscy uwielbialiśmy te wycieczki. Jednakże po kilku wizytach we Wrocławiu mieliśmy dość muzeów i ZOO, więc kombinowaliśmy tak, żeby doprowadzić do wyjazdów w poniedziałki. Bardzo chętnie bowiem zastępowaliśmy oglądanie wystawy "Sztandarów" Hasiora pochłonięciem ogromnej porcji lodów w jakże modnym wtedy lokalu Hortexu lub Hrebaciarni na wrocławskim Rynku :)

Reasumując: po wycieczkach szkolnych zostało mi sporo wiedzy, mnóstwo miłych wspomnień, szacunek do przybytków kultury (w tym również muzeów, z którymi oswajano nas w sposób przyjazny), umiejętność poruszania się po Wrocławiu i znajomość niemal każdego kąta wrocławskiego dworca PKP ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie wróciłem z wycieczki. Nie było tak źle. Nasza pani zdała test wytrzymałości na 4-. :thumbup:

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   

Tak gdzieś w połowie lat 70-tych (połowa mojej podstawówki )pojechaliśmy na wycieczkę-objazd Wielkopolski. Autokar z Legii (córka Jana Szczepańskiego chodziła ze mną do klasy ). Dwa noclegi. Poznań, Kruszwica, Biskupin, jazda wąskotorówką, to co zostało ze wspomnień, piękne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
poza tym [znam to z autopsji] często tworzy się niepisany układ - wy nie zaświnicie ośrodka - my sobie pofolgujemy takoż...

Mój wychowawca w LO przyjmuje taką postawę, zresztą sam niegdyś będąc uczniem tego samego LO, miał zapewne coś tam za uszami.

Generalnie, w podstawówce wycieczki nie były jakoś specjalnie dla nauczycieli wymagające, w gimnazjum już bardziej (ale nie było alkoholu itp.), w LO nikt nie ma zamiaru czegokolwiek niszczyć, czy wchodzić w zatargi z nauczycielami i opiekunami (wręcz przeciwnie), tylko zwyczajnie wypić, a że się przy okazji robi bajzel to już efekt uboczny. I tu już zależy od nauczyciela - albo robi kontrolę w każdym pokoju (bo picie ma swój punkt kulminacyjny zazwyczaj nocą...) albo cichutko siedzi w swoim pokoju, nie robi problemów, no chyba, że nastąpi poważne przegięcie pały...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kubag   

Widzę, że w innych częściach Polski jeździ się na wycieczki, moja szkoła to być może jakiś wyjątek, albo moje życie, bo moja jedyna konkretna wycieczka szkolna, to czuwanie maturzystów plus Kraków, Tyniec, Wieliczka (III kl LO). Z mojego małego doświadczenia wynika, że brak odpowiedzialności, rozsądku i najzwyczajniejsza głupota podopiecznych jest powodem najrozmaitszych problemów, niezależnie od wieku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.