Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Sport

Recommended Posts

Albinos   
Anglicy od lat psują rynek kupując swoich rodaków za zbyt duże sumy

Tofik, ale to nie jest ich wymysł ;) Obecnie w EPL każdy klub musi mieć odpowiednią liczbę wychowanków i Anglików. Dlatego też w EPL za Anglików płaci się jak za zboże. Każdy w końcu chce mieć jak najlepszych graczy. A problem rynku transferowego to nie są tylko piłkarze angielscy, ale także kluby takie jak City, które kupują piłkarzy niemalże na kilogramy. No bo jeśli City jest zdolne zapłacić za gracza x 50 mln funtów, to dlaczego ktoś ma go oddawać za niższą cenę? I kluby w końcu muszą się łamać. A że stać na to tylko niektóre, to i elita zaczyna się coraz bardziej zamykać, zgarnia dla siebie coraz więcej kasy za odnoszone sukcesy i dalej walczy między sobą o tych najlepszych, podbijając co chwila ceny (idealnym przykładem jest tutaj hiszpańska La Liga, gdzie dominują od lat dwa kluby, które zgarniają co sezon większość kasy za transmisje dla siebie). Neymar jest tego przykładem. Jeśli jego obecni pracodawcy z Santosu widzą, że usługami ich zawodnika jest zainteresowane kilka bogatych klubów, to dlaczego nie wyciągać jak najwięcej kasy? Zobaczymy jak to będzie wyglądać po wprowadzeniu finansowego fair-play. Choć taki Abramowicz już ponoć kombinuje z kreatywną księgowością.

Jeżeli zagra dobry turniej, a tak będzie na 99%, to na pewno nie spadnie.

Spaść nie spadnie, ale nie spodziewałbym się jakiegoś wielkiego wzrostu.

Pozzo publicznie żądał za niego chyba 50 mln, to potem to na pewno podniesie, a czy ktoś potraktuje to poważnie, to jego sprawa. W każdym razie w interesie Udinese jest to, by Alexisa nie sprzedawać, z oczywistych względów. A jak on sam to potraktuje, to inna sprawa.

Porto za Hulka woła sobie blisko 100 mln (chyba w ojro). Ale to nie znaczy, że ktoś tyle za niego da. Jakby ktoś przyszedł z 50-60 mln, to już pewnie byłaby jakaś szansa na wyciągnięcie go. Wiadomo że kluby będą sobie wołać większe sumy. Zawsze nawet jak się zejdzie z ceny można trochę zarobić. No i to zawsze jest szansa, że jakiś szejk będzie miał kaprys i kupi takiego piłkarza za cenę, jaką zawołał sobie pan prezes. Ktoś wie według jakiego klucza piłkarzy kupuje City? Bo ja nie. I Mancini pewnie też nie, choć jest teoretycznie trenerem The Citizens. Teraz walczą np. o Nasriego (biorąc pod uwagę jego sytuację w Arsenalu, to kupić go można niemalże jak na wyprzedaży, w końcu za rok kończy mu się kontrakt). Na co im on, skoro mają na jego pozycję ludzi?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
Tofik, ale to nie jest ich wymysł

Ja nie mam do nich żadnych pretensji, zwłaszcza, że nie wydają moich pieniędzy. Są tylko dwie sprawy: pierwsza - przepisy odnośnie wychowanków są także w LM. Druga - przepis dotyczący wychowanków w PL (chyba ma być ich ośmiu w każdym klubie) jest głupi i nikomu nie służy, a to już wymysł Anglików. Po pierwsze dlatego, że termin 'wychowanek' nie obejmuje tylko Anglików, a jak rozumiem, ma to pomóc ogólnemu rozwojowi piłki angielskiej. Po drugie, ten przepis został uchwalony chyba rok temu, więc jak można zmusić kluby (zwłaszcza te z niższej półki PL), by w ciągu dwóch okienek nagle znalazły sobie kilku porządnie grających, odpowiadających poziomowi ligi, wychowanków? Tak więc jednak Anglicy są winni psuciu rynku, choć niekoniecznie ci zarządzający klubami ;)

Porto za Hulka woła sobie blisko 100 mln (chyba w ojro). Ale to nie znaczy, że ktoś tyle za niego da. Jakby ktoś przyszedł z 50-60 mln, to już pewnie byłaby jakaś szansa na wyciągnięcie go. Wiadomo że kluby będą sobie wołać większe sumy. Zawsze nawet jak się zejdzie z ceny można trochę zarobić. No i to zawsze jest szansa, że jakiś szejk będzie miał kaprys i kupi takiego piłkarza za cenę, jaką zawołał sobie pan prezes. Ktoś wie według jakiego klucza piłkarzy kupuje City? Bo ja nie. I Mancini pewnie też nie, choć jest teoretycznie trenerem.

No tak, nie ma opcji, żeby ktoś dostał tyle ile sobie żąda, ale takie deklaracje robią dużo szumu, działają na media, rośnie zainteresowanie zawodnikiem, a to powoduje wzrost ceny.

Ktoś wie według jakiego klucza piłkarzy kupuje City? Bo ja nie. I Mancini pewnie też nie, choć jest teoretycznie trenerem.

A to coś się zmieniło przez rok? Bo rok temu pisałeś: Szejkowie budują naprawdę mocną ekipę i robią to w sposób dość rozsądny. W nadchodzącym sezonie będą bez wątpienia jednym z głównych faworytów do końcowego sukcesu. Co do Manciniego, nie znam się na tym zbytnio, ale w Anglii funkcjonuje model trenera-menadżera, czyli trenera, który jednocześnie jest sobie kimś w rodzaju dyrektora sportowego, czyt. robi transfery. IMHO szejkowie powinni dać trenerowi w zarządzaniu klubem nieco więcej swobody, bo on się jednak trochę lepiej na tym zna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Druga - przepis dotyczący wychowanków w PL (chyba ma być ich ośmiu w każdym klubie) jest głupi i nikomu nie służy, a to już wymysł Anglików.

Służy Anglikom, bo dzięki temu ich reprezentacja będzie miała lepszych zawodników do dyspozycji za jakiś czas (a mają obecnie naprawdę zdolne młode pokolenie, że wspomnieć Smallinga, Jonesa, Welbecka, Wilshere'a - choć na Euro U-21 tego nie pokazali - zdolne wesprzeć tych starszych zawodników jak Rooney, Young, Gerrard...), a kluby nie będą już zatrudniały całej masy obcokrajowców (wystarczy popatrzeć na Arsenal, gdzie jeszcze jakiś czas temu Wenger potrafił nie wystawić żadnego Anglika w pierwszej "11", obecnie jest trochę lepiej - Wilshere, Walcott, Gibbs). Poza tym, to nie jest psucie światowego rynku, tylko co najwyżej ich krajowego. A ten nie musi mieć żadnego wpływu na to, co dzieje się gdzie indziej (szczególnie, że chodzi o samych Anglików).

Po pierwsze dlatego, że termin 'wychowanek' nie obejmuje tylko Anglików

Dotyczy Anglików i Walijczyków.

(zwłaszcza te z niższej półki PL)

A to jest akurat bez znaczenia, popatrz na taki Southampton. Poza tym jakoś jednak kluby sobie poradziły.

Tak więc jednak Anglicy są winni psuciu rynku, choć niekoniecznie ci zarządzający klubami

Co transakcje między klubami angielskimi mają do tych wykonywanych przez Real, Barcę czy Milan? Nic. Więc to jest psucie ich rynku, ale nie ogólnego. Choć zgadzam się, że psują rynek, ale akurat nie wprowadzając zasadę o wychowankach i nie kupując Anglików za spore sumy. Psują rynek przez Abramowicza i Mansoura głównie, którzy potrafią wyłożyć każdą kasę, byle zgarnąć piłkarza. Ale np. taki Real czy Barca (klub z najwyższą średnią tygodniówką w europejskiej czołówki) też z tym nie mają problemów.

Szejkowie budują naprawdę mocną ekipę i robią to w sposób dość rozsądny. W nadchodzącym sezonie będą bez wątpienia jednym z głównych faworytów do końcowego sukcesu.

A to jest jakaś sprzeczność w tym? Co prawda "rozsądny" to nie jest może najszczęśliwsze określenie na działania Mansoura i spółki, ale swoją metodę mają. Kupują masę piłkarzy, nie wszystkich potrzebnych. Jednak w tej masie znajdzie się kilku pasujących do drużyny na tyle, że wzmacniają ją. Kto pasuje, ten zostaje, ten kto nie, do widzenia. Systematycznie dochodzą do swojego (inna rzecz, jakimi kosztami - ale ich akurat stać). Jak to się mówi, w tym szaleństwie jest metoda.

Co do Manciniego, nie znam się na tym zbytnio, ale w Anglii funkcjonuje model trenera-menadżera, czyli trenera, który jednocześnie jest sobie kimś w rodzaju dyrektora sportowego, czyt. robi transfery. IMHO szejkowie powinni dać trenerowi w zarządzaniu klubem nieco więcej swobody, bo on się jednak trochę lepiej na tym zna.

Obowiązuje, ale nie wszędzie. Owszem, są trenerzy tacy jak Redknapp, Bruce czy w końcu Ferguson, którzy sami o wszystkim decydują, ale nie jest dla nikogo orientującego się w temacie tajemnicą, że taki Abramowicz wpycha się trenerom do zarządzania klubem, transferów, w Liverpoolu za Beniteza i chyba jeszcze Hodgsona był podobny problem, przy czym tam był jakiś konflikt między menadżerem, a człowiekiem odpowiedzialnym za transfery... Szejkowie robią to samo. I efekty powoli mają. Już zdobyli FA Cup i zajęli trzecie miejsce w lidze. Teraz powalczą w LM i znowu będą jednym z faworytów do zwycięstwa w EPL. Kasą można co nieco osiągnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
Dotyczy Anglików i Walijczyków.

A to nie jest tak, że wychowanek = piłkarz, który od 16. do 21. roku życia był w składzie (juniorskim/rezerw/pierwszym) danego klubu?

Co transakcje między klubami angielskimi mają do tych wykonywanych przez Real, Barcę czy Milan? Nic. Więc to jest psucie ich rynku, ale nie ogólnego, ten jest psuty przez kluby takie jak City.

Myślisz, że rynki krajowe nie mają wpływu na rynek międzynarodowy? Rozumiem, że 5 mln za Mierzejewskiego przejdzie w Europie bez echa, ale 35 mln funtów za Carrolla, który miał swoje 5 czy 10 minut w lidze, na pewno poruszyło cały rynek, nie tylko angielski.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
A to nie jest tak, że wychowanek = piłkarz, który od 16. do 21. roku życia był w składzie (juniorskim/rezerw/pierwszym) danego klubu?

Na skład 25 zawodników klub może mieć maksymalnie 17 graczy, którzy zostali wyszkoleni poza krajem. Zawodnik wyszkolony w kraju to taki, który przed ukończeniem 21 lat przez trzy sezony był trenowany i grał w angielskiej albo walijskiej szkółce piłkarskiej. Zasadę ogłoszono jakoś tak na starcie sezonu 2009/2010, wprowadzono przed tym ostatnim.

Myślisz, że rynki krajowe nie mają wpływu na rynek międzynarodowy?

A dlaczego płacenie 10 mln przebitki za Anglika tylko dlatego, że jest Anglikiem, ma mieć wpływ na transfer Sancheza do Barcy czy Neymara do Realu? Nie widzę żadnego związku. Jeśli Real czy Inter chciały kupić Anglika zapewne dawałyby za niego mniejszą kasę, niż ich angielski odpowiednik w postaci Chelsea czy United, które muszą wypełnić pewne limity.

Rozumiem, że 5 mln za Mierzejewskiego przejdzie w Europie bez echa, ale 35 mln funtów za Carrolla, który miał swoje 5 czy 10 minut w lidze, na pewno poruszyło cały rynek, nie tylko angielski.

Poruszyć mogło, ale rynek jest dziwny nie od ostatniego okienka zimowego. Poza tym ten transfer jest o tyle specyficzny, że Liverpool kupował na ostatnia chwilę, a Newcastle wiedziało, że Dalglish ma kasę za właśnie sprzedanego Torresa. Dlatego zaśpiewali te 35 mln. Liverpool stał pod ścianą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
A dlaczego płacenie 10 mln przebitki za Anglika tylko dlatego, że jest Anglikiem, ma mieć wpływ na transfer Sancheza do Barcy czy Neymara do Realu? Nie widzę żadnego związku.

Jak dla mnie to logiczne. Załóżmy hipotetycznie, że o pewnego Anglika z dajmy na to Aston Villi stara się Barca i Liverpool. Liverpool jest zdesperowany, więc musi zapłacić o 10 mln więcej niż zwykle. Więc Aston Villa go chętnie sprzeda, skoro Liverpool wykłada kasę z nadwyżką. Ale Barca też chce go kupić, więc zjawisko rozszerza się poza Anglię.

Przypadek Carrolla działa w ten sposób, że za grajka o niewyrobionej marce, z niezłą, ale nieporywającą statystyką, wydano kasę mniejszą od tej, za którą kluby zmieniali kilka lat temu tacy piłkarze jak Henry, Sneijder, Robben itp. O wiele krócej zeszłoby wymienienie droższych transferów. Jeśli w Anglii za takie pieniądze kupuje się piłkarza, który dotąd grał nieźle, jest perspektywiczny i może coś pokaże, to niedziwne, że to zjawisko przeniesie się też na inne kraje, oczywiście w granicach możliwości finansowych poszczególnych klubów.

Tymczasem na Copa America kolejna sensacja, Brazylia zremisowała bezbramkowo z Wenezuelą. Za Maćkiem Skorżą można powtórzyć, liga... to znaczy, turniej będzie ciekawszy. Ale 1 gol w 3 meczach nie nastraja optymistycznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Jak dla mnie to logiczne.

Nie do końca. Liverpool musi mieć z tyłu głowy świadomość tego limitu "wychowanków" i bardziej się stara o tego zawodnika, bo może się za sezon-dwa okazać, że będzie on właśnie tym wypełniającym limit. Barca nie musi, Barca może sobie wziąć jakiegoś Portugalczyka, tudzież Francuza. Poza tym trzeba uwzględnić realia europejskiej piłki klubowej - Anglicy grają fatalnie poza Wyspami (wyjątkiem był kilka lat temu Beckham), ot nie pasuje im żadna inna liga. Ilu ich obecnie gra we Włoszech, Niemczech i Hiszpanii? Bo jeśli już teoretyzujemy, to rozumiem, że to ma jakieś podstawy w faktach, a nie jest czystą abstrakcją.

Przypadek Carrolla działa w ten sposób, że za grajka o niewyrobionej marce, z niezłą, ale nieporywającą statystyką, wydano kasę mniejszą od tej, za którą kluby zmieniali kilka lat temu tacy piłkarze jak Henry, Sneijder, Robben itp. O wiele krócej zeszłoby wymienienie droższych transferów. Jeśli w Anglii za takie pieniądze kupuje się piłkarza, który dotąd grał nieźle, jest perspektywiczny i może coś pokaże, to niedziwne, że to zjawisko przeniesie się też na inne kraje, oczywiście w granicach możliwości finansowych poszczególnych klubów.

Carroll poszedł za tyle za ile poszedł bo raz, jest Anglikiem, dwa, Liverpool stał pod ścianą. Poza tym o jakim działaniu i przenoszeniu mowa, skoro to psucie rynku istnieje już z 2-3 lata? To może być co najwyżej efekt, a nie skutek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
Poza tym o jakim działaniu i przenoszeniu mowa, skoro to psucie rynku istnieje już z 2-3 lata? To może być co najwyżej efekt, a nie skutek.

Przecież nie mówię, że transfer Carrolla rozpoczął proces psucia, on go kontynuuje i rozszerza.

Barca nie musi, Barca może sobie wziąć jakiegoś Portugalczyka, tudzież Francuza.

Może wziąć nawet i Rumuna, ale przecież stara się o Anglika.

Liga angielska jest czołową ligą świata (albo jedną z czołowych) i tamtejsze trendy muszą przechodzić na pozostałe ligi. Jeśli na Wyspach płaci się 15-20 mln za przeciętnych piłkarzy, to kluby z innych krajów też będą sobie żądać podobną kasę za piłkarzy o podobnych umiejętnościach i przepisy ligi albo czas do końca okienka nie ma tu nic do rzeczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Martinus   

Towar (tu piłkarz) jest tyle warty ile ktoś jest w stanie za niego zapłacić.Jeżeli "przeciętny" piłkarz z Wysp kosztuje 15-20 milionów funtów to na tyle rynek go wycenił.

Co do psucia rynku wystarczy popatrzeć na nasz polski.Wojciechowski zaczął przepłacać za naszych kopaczy i reakcją nie było wcale wzrost cen jakie skłonne są płacić pozostałe nasze kluby a sięganie po tańszych i niekoniecznie gorszych piłkarzy z zagranicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Przecież nie mówię, że transfer Carrolla rozpoczął proces psucia, on go kontynuuje i rozszerza.

Jakie rozszerza? Ten transfer nie jest niczym, czego nie można byłoby się spodziewać przy obecnych cenach (więc kontynuacja jak najbardziej tak). Jakby nagle transfery poszybowały o kolejne 20 mln w górę, wtedy ok :) Ale to jest obecnie cena normalna, zwłaszcza biorąc pod uwagę sytuację klubów angielskich.

Może wziąć nawet i Rumuna, ale przecież stara się o Anglika.

Ale ma też cały rynek do wyboru i nie musi się w przeciwieństwie do klubów angielskich ograniczać żadnymi zasadami "home-grown". Proste i logiczne. Jak nie kupią tego, to znajdą sobie innego. Klub angielski też może, ale jeśli to nie będzie Anglik, to za rok mogą mieć problem z tymi ośmioma "wychowankami". No i dalej czekam na wskazanie Anglika, który gra w lidze hiszpańskiej, włoskiej bądź niemieckiej, ale nie w klubie z dołu tabeli, tylko z powiedzmy pierwszej piątki. Anglicy i Walijczycy poza tymi najwybitniejszymi nie są atrakcyjnym towarem dla klubów z Hiszpanii czy Włoch, bo od dawna wiadomo, że Anglicy poza Wyspami radzą sobie kiepsko. Dowiodły tego eksperymenty Realu kilka lat temu. I teraz poza plotkami o zainteresowaniu Interu Lampardem, Realu Terrym czy Barcy Rooneyem nie słychać nic na temat tego, aby któryś z nich miał odchodzić. Bo i po co? W swoich klubach są na wagę złota, kasę zarabiają świetną, sukcesy odnoszą... To co piszesz Tofik to niestety fikcja, kompletnie oderwana od realiów rynku.

Liga angielska jest czołową ligą świata (albo jedną z czołowych) i tamtejsze trendy muszą przechodzić na pozostałe ligi. Jeśli na Wyspach płaci się 15-20 mln za przeciętnych piłkarzy, to kluby z innych krajów też będą sobie żądać podobną kasę za piłkarzy o podobnych umiejętnościach i przepisy ligi albo czas do końca okienka nie ma tu nic do rzeczy.

Trendy nie muszą przechodzić, bo one przeszły już dawno i nie tylko dzięki klubom angielskim, ale też hiszpańskim i włoskim. Sytuacja klubów angielskich jest ściśle związana z zasadą "home-grown". Naprawdę bardziej łopatologicznie niż dotąd nie jestem tego w stanie wytłumaczyć. Skąd biorą się takie, a nie inne ceny za piłkarzy na całym świecie, też już tłumaczyłem, ale mogę jeszcze raz. Od kiedy na rynek wkroczyli gracze tacy jak Abramowicz, Mansour, Perez (u tego mowa raczej o powrocie) czy w końcu jak dołączyła się Barca, to kluby zaczęły kusić najlepszych graczy wysokimi gażami (Barca ma najwyższą średnią tygodniówkę w Europie - 152 130 dolarów; w pierwszej piątce zestawienia oprócz CFC (115 783), City (112 761), Realu (141 474) i Barcy jest jeszcze Inter - 115 378), a ich pracodawców sumami, jakich dotąd nie zarabiali. Więc skoro kluby mogą wybierać sobie te lepsze oferty za swoich zawodników, a ci z kolei mogą odrzucać mniej atrakcyjne finansowo dla nich (aspekt sportowy powoli przestaje się liczyć aż tak bardzo) wiedząc, że ktoś w końcu da wyższą tygodniówkę (skąd np. obecne rozbieżności między Nasrim a Arsenalem? między innymi z powodu tygodniówki), to dość logiczne jest to, że inne kluby chcąc utrzymać się w grze zaczną wykładać podobne sumy, albo będą musiały przerzucić się na kupowanie tańszych zawodników, co nie zawsze musi oznaczać gorszą jakość. Oczywiście istnieją jeszcze sposoby na obniżanie ceny zawodnika. Jeśli takiego kupuje się na rok przed końcem jego kontraktu, to cena automatycznie spada, bo klub musi zdawać sobie sprawę z tego, że ten piłkarz za rok może odejść za darmo i wtedy nie dostaną nic. Tak właśnie United pozyskało Younga, tak teraz za niższą cenę odejść może Nasri. Na kupowanie za grube miliony stać najbogatszych. A skoro ich tylko stać, to będą tych najdroższych graczy ściągać do siebie, konkurencja będzie coraz mniejsza, elita w końcu zamknie się na dobre (chyba, że znowu jakiś szejk będzie miał kaprys kupienia sobie klubu), sukcesy będzie ta elita dzieliła między siebie (a co za tym idzie także kasę za te zwycięstwa). Skutek będzie taki, że tylko wąska grupa klubów (w zasadzie to już mamy taki efekt) będzie zbierała trofea i miała wystarczająco dużo kasy, aby kusić tych najlepszych coraz wyższymi sumami. I tak będą się przerzucać transferami. Bo skoro Abramowicza i Mansoura z Perezem stać na to, aby wyłożyć na jednego grajka lekką ręką te 40 mln funtów, to dlaczego takie Udinese ma nie starać się o to, aby dołożyli kolejne 10, albo przynajmniej 5 mln? Zasada "home-grown", która obowiązuje od roku, nie ma tu nic do rzeczy. Działalność Abramowicza, Mansoura i Pereza to okres wcześniejszy. Szczególnie rola Romka jest tutaj mocno widoczna. Chyba nikt, kto orientuje się w temacie, nie zaprzeczy jak dużo zmieniło się po tym, jak kupił Chelsea i zaczął pompować w nią kasę. Ibra za 45 plus Eto'o w Barcelonie, Dani Alves za coś około 30-35 mln (o kasie jaką Real wyłożył na samą trójkę Benzema-Kaka-Cris nie wspominam)... to są normalne transfery? A przecież przeprowadzano je, zanim kluby angielskie musiały zacząć martwić się zasadą "home-grown" i przepłacać za Anglików. Rok przed przejściem Ibry do Barcy do United przeszedł Berbatov. Piłkarze na tym samym poziomie, przy czym Berba jest o niebo spokojniejszy, nie ma przerostów ambicjonalnych, i jak siedzi na ławce nie szuka dziury w całym, tylko czeka na swoją szansę, dzięki czemu dla trenera jest o wiele lepszym wyborem (do tego jak tak popatrzeć na jego osiągnięcia strzeleckie, to okazuje się, że strzelił więcej bramek niż Szwed - wg wiki około 70 więcej). A w przeliczeniu na euro jest o 7-10 mln tańszy od Szweda (a przecież Inter dostał w rozliczeniu jeszcze Eto'o, cała transakcja wyniosła więc około 70 mln, co sprawia, że Ibra był blisko 2x droższy od Bułgara). A przejście Ronaldinho do Barcelony? Kosztował trochę ponad 30 mln euro w 2003 roku, a był przecież już mistrzem świata i piłkarzem z wyrobioną marką. O jego wpływie na grę Barcelony pisać nie trzeba, w formie był bezwzględnie najlepszym piłkarzem globu. Tymczasem był dwa razy tańszy od Ibry i ciutkę tańszy od Daniego Alvesa, który jest obrońcą. Ale dwa ostatnie transfery to ostatnie lata. To wszystko Tofik jest efekt zmian, jakie zaszły w futbolu już dobre 7-8 lat temu (choć można by też podpiąć pod to to, co robił Perez od transferu Figo). Zasada "home-grown" nie ma tu nic do rzeczy raz z racji tego, że dotyczy Anglików, którzy są mało atrakcyjni dla klubów spoza Wysp, a dwa, istnieje od roku (powiedzmy od dwóch, kiedy ogłoszono, że zostanie wprowadzona), a tymczasem transfery, które można uznać za zbyt wysokie, to już wcześniejszy okres. Tutaj nikt nie potrzebował tej zasady i płacenia przez kluby z EPL za Anglików jak za zboże, aby przepłacać. Bez tej zasady Neymar i Sanchez nie byliby dzisiaj tańsi. Winne tego stanu rzeczy są tak samo kluby angielskie, jak hiszpańskie i włoskie. Ale w żadnym razie "home-grown" nie ma szansy wpływać jakoś wyraźnie na rynki transferowe poza Wyspami. Ci najlepsi i tak chodziliby po zawyżonych sumach. Chodziliby, gdyby nie to, że poza Wyspami się nie sprawdzają. Gdyby się sprawdzali, Twoja teoria byłaby jak najbardziej słuszna, ale tak jest dla mnie co najmniej ryzykowna. Choć można szukać jakichś powiązań na zasadzie: klub angielski mając do wyboru Anglika i Hiszpana kupuje Anglika, bo potrzebuje tego ósmego "wychowanka", dzięki czemu Hiszpan nie interesuje ich i może go kupić klub z Niemiec. Z tym, że wtedy ten klub z Niemiec musi zapłacić już mniejszą sumę, bo klub angielski odpadł w negocjacjach i teraz to Niemcy są jedynym kandydatem do pozyskania piłkarza. Więc jak dla mnie jedyny sposób, w jaki "home-grown" może wpływać na rynki europejskie (światowe), to właśnie obniżanie cen piłkarzy, którzy nie mogą być traktowani jako "wychowankowie" w Anglii. Tak samo wyższe sumy za transfery Anglików oznaczają mniej pieniędzy do wydania na piłkarzy z lig francuskiej, hiszpańskiej, włoskiej, portugalskiej... Po tych mogą sięgać więc kluby spoza Wysp, które teoretycznie mają więcej możliwości (raz, bo kluby angielskie więcej muszą wydać u siebie, a dwa, bo muszą trzymać się tego limitu "wychowanków"). Ale to chyba też nie o ten kierunek "wpływów" i "zmian" Ci chodziło ;)

czas do końca okienka nie ma tu nic do rzeczy.

Ma od cholery do rzeczy ;) Na początku okienka masz czas na negocjacje, zawsze możesz zawiesić je, poszukać kogoś tańszego, rozpatrzeć kilka możliwości. Potencjalny sprzedawca musi zdawać sobie sprawę z tego, że nie jesteś w sytuacji kryzysowej i masz pole manewru (oczywiście ma to miejsce wtedy, kiedy inne kluby nie rzucają się na danego zawodnika i jego zakontraktowanie nie zależy od szybkiego wyłożenia jak największej kasy na stół w myśl zasady "kto da więcej", bowiem jeśli piłkarz nie ma wpisanej w kontrakcie sumy odstępnego to jego pracodawca ma prawo nie zaakceptować żadnej oferty). Natomiast jeśli prowadzisz rozmowy pod koniec okienka, to spieszysz się, żeby tylko dopiąć wszystko, zanim okienko zostanie zamknięte. I klub z którym negocjujesz wie, że nie masz za dużo czasu, a skoro siedzisz przy stole negocjacyjnym do końca, to znaczy, że zależy Ci z różnych względów. Inaczej zwyczajnie poszedłbyś sobie. Ale siedzisz i musisz przystać na warunki drugiej strony, bo to Ty, nie oni, chcesz dokonać tego zakupu. Jak nie teraz, to sprzedadzą go za pół roku, w kolejny okienku. Tak było w sytuacji Liverpoolu. Puścili Torresa w ostatniej chwili i wszyscy wiedzieli, że mają za jego sprzedaż sporo kasy. A skoro tak, to Mike Ashley postanowił to wykorzystać. Chcecie Carrolla? To płaćcie. Absolutnie normalne i zrozumiałe zachowanie. Jako właściciel klubu musi dbać o to, aby klub zarabiał, a jak jest szansa na wyciągnięcie dodatkowej kasy, to czemu nie...

Towar (tu piłkarz) jest tyle warty ile ktoś jest w stanie za niego zapłacić.Jeżeli "przeciętny" piłkarz z Wysp kosztuje 15-20 milionów funtów to na tyle rynek go wycenił.

Owszem, jednak to nie zmienia faktu, że niektórzy piłkarze są przepłaceni. Bo nikt mi nie powie, że Andy Carroll jest lepszy niż Wayne Rooney. A przecież Liverpool dał za byłego zawodnika "Srok" więcej, niż United wpłaciło The Toffies za wschodzącą gwiazdę i cudowne dziecko angielskiej piłki nożnej. Bent kosztował prawie tyle samo co Suarez. Smith i Lampard dobre kilka lat wstecz (odpowiednio 2004 i 2001) kosztowali razem niespełna 20 mln funtów, dzisiaj sam Phil Jones kosztuje tyle co oni dwaj razem.

Co do psucia rynku wystarczy popatrzeć na nasz polski.Wojciechowski zaczął przepłacać za naszych kopaczy i reakcją nie było wcale wzrost cen jakie skłonne są płacić pozostałe nasze kluby a sięganie po tańszych i niekoniecznie gorszych piłkarzy z zagranicy.

A to jest właśnie sposób na poradzenie sobie z tym problemem psucia rynku. U nas jak u nas, nie ma bazy, aby samemu coś robić (choć podobno Wojciechowski miał chyba w Wodzisławiu założyć szkółkę). Ale kluby angielskie czy hiszpańskie już mają te bazy, gdzie mogą szkolić przyszłe gwiazdy światowej piłki. Scouting szeroko rozwinięty to też pomysł. Taki Hernandez ściągnięty z Chivas Guadalajara za jakieś 7 mln funtów. Dobrym pomysłem jest też nawiązywanie współpracy przez kluby - większe z mniejszymi. Swego czasu pisano trochę o tym, jak to kluby z Belgii np. współpracują z angielską czołówką. Nie wiem czy teraz ktoś jeszcze coś takiego prowadzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
No i dalej czekam na wskazanie Anglika, który gra w lidze hiszpańskiej, włoskiej bądź niemieckiej, ale nie w klubie z dołu tabeli, tylko z powiedzmy pierwszej piątki. Anglicy i Walijczycy poza tymi najwybitniejszymi nie są atrakcyjnym towarem dla klubów z Hiszpanii czy Włoch, bo od dawna wiadomo, że Anglicy poza Wyspami radzą sobie kiepsko.

Nie ma żadnego takiego Anglika. Tyle, że Niemcy też większość swoich kadrowiczów trzymają w kraju (poza bodajże tylko Oezilem), ale reprezentację mają na tyle dobrą, by poradzić sobie bez naciąganych przepisów, które wywracają transferową rzeczywistość do góry nogami. Ale oczywiście nie myślę, że ten przepis rozpoczął psucie rynku, to jest jeden ze skutków.

Zbyt drogie transfery to nie jest tylko domena Anglików, owszem, ale to także ich wina, że rynek nie wraca (i pewnie nie wróci) do normalności, za jaką uznaję płacenie przeciętnej kasy za przeciętnego piłkarza. Niech już będzie że Anglia nie ma wpływu na ogólny rynek europejski, ale to, że rynek angielski jest pokręcony nie działa na czyjąkolwiek korzyść. PL swoimi nakazami na razie wywołała tylko sporą zawieruchę, a przecież posiadanie w kadrze wychowanków nie oznacza, że będą grać i się rozwijać.

Ibra za 45 plus Eto'o w Barcelonie, Dani Alves za coś około 30-35 mln (o kasie jaką Real wyłożył na samą trójkę Benzema-Kaka-Cris nie wspominam)... to są normalne transfery

Ibra przyszedł za tak wielką kasę, bo Eto'o pozostawał rok kontraktu, którego z powodów finansowych nie chciano przedłużyć, a w Barcelonie szukano kolejnej '9'. Nie przyszedł Villa, więc skierowano się do Morattiego, który postawił bardzo twarde warunki. Ibrahimovic był zdecydowanie przepłacony, to prawda (przede wszystkim, jeśli ktokolwiek miałby coś dopłacać to raczej Inter za Eto'o, oczywiście gdyby rynek był zdrowy, a sytuacja normalna), ale wobec niekupienia Szweda Barca mogła pozostać na sezon 09/10 z wkurzonym Eto'o, który po sezonie poszedłby za darmo i znowu trzeba byłoby kogoś szukać.

Alves też był drogi, ale to był i jest absolutny top na tej pozycji w lidze i na świecie, więc cena nie wydaje się szczególnie wygórowana, zwłaszcza, że rok wcześniej do Realu za 30 mln przyszedł Pepe, który wówczas nie miał wyrobionej jakiejś szczególnej marki.

Co do psucia rynku wystarczy popatrzeć na nasz polski.Wojciechowski zaczął przepłacać za naszych kopaczy i reakcją nie było wcale wzrost cen jakie skłonne są płacić pozostałe nasze kluby a sięganie po tańszych i niekoniecznie gorszych piłkarzy z zagranicy.

Tyle, że są dwie sprawy: 1) Józek prowadzi inną politykę transferową (niezależnie od tego co mówi, bo różne rzeczy mówi) niż czołówka europejska, a o niej rozmawiamy. Kluby typu MU, Real, Barca, czy Chelsea raczej nie sprzedaje swoich gwiazd, dlatego, że ktoś oferuje wielką kasę. Podejrzewam, że Man City byłoby w stanie wygrzebać 150 mln na zakup Messiego (taką cenę rzucił na odczepnego kiedyś Morattiemu Guardiola), ale czy to zostałoby potraktowane poważnie? Gdy Wojciechowskiemu daje się poważną kasę za ich zawodników - sprzedaje, podobnie postępuje wiele innych słabszych klubów. 2) JW dużo zarabia na sprzedażach. To co wydał na Mierzejewskiego, to nic przy tym, jaką kasę za niego dostał. Majewski to też ponad milion euro zysku. Sobiech ostatnio też mu się co najmniej wyzerował.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Nie ma żadnego takiego Anglika.

I dlatego właśnie "home-grown" w żaden sposób nie wpływa na rynki poza Wyspami.

Tyle, że Niemcy też większość swoich kadrowiczów trzymają w kraju (poza bodajże tylko Oezilem), ale reprezentację mają na tyle dobrą, by poradzić sobie bez naciąganych przepisów, które wywracają transferową rzeczywistość do góry nogami. Ale oczywiście nie myślę, że ten przepis rozpoczął psucie rynku, to jest jeden ze skutków.

Niemcy akurat poza swoim krajem radzą sobie ciut lepiej niż Anglicy. Oezil, Khedira, Ballack, Lehmann, Boateng - przykłady z ostatnich lat (kilku bo kilku, ale Anglicy nawet tymi kilkoma nie mogą się pochwalić). Dodatkowo różnica między EPL a Bundesligą jest jedna: EPL jest bogatsza i stać tam kluby na to, aby ściągać masę gwiazd, które zajmują miejsca Anglikom. W Bundeslidze, przynajmniej jak się jeszcze nią interesowałem, wyglądało to o niebo lepiej dla Niemców. Co do skutków psucia rynku w postaci "home-grown"... nie nazwałbym tego skutkiem psucia rynku transferowego. To jest jeden z przejawów, lokalnych, ale powstał z zupełnie innych założeń. Miał właśnie ograniczyć wydawanie przez kluby wielkich sum na piłkarzy z innych krajów, a przez to poprawić sytuację klubów i dać szansę zawodnikom angielskim. Tak więc to była wręcz próba leczenia rynku na potrzeby angielskie. Ale że stało się trochę inaczej, to już inna sprawa. Po prostu Mansour z Abramowiczem i reszta chcąca dotrzymać im kroku dalej robi swoje, oczywiście teraz w ramach narzuconych limitów. Przy czym tutaj można się zastanawiać, na ile ten przepis miał szansę osiągnąć to, co zakładali pomysłodawcy.

Zbyt drogie transfery to nie jest tylko domena Anglików, owszem, ale to także ich wina, że rynek nie wraca (i pewnie nie wróci) do normalności, za jaką uznaję płacenie przeciętnej kasy za przeciętnego piłkarza. Niech już będzie że Anglia nie ma wpływu na ogólny rynek europejski, ale to, że rynek angielski jest pokręcony nie działa na czyjąkolwiek korzyść. PL swoimi nakazami na razie wywołała tylko sporą zawieruchę, a przecież posiadanie w kadrze wychowanków nie oznacza, że będą grać i się rozwijać.

Ależ zdecydowanie Anglicy mają wpływ na to co się dzieje na rynkach (poza "home-grown" ;) ). Śmiem nawet twierdzić, że to Anglia i Hiszpania (czy raczej Real i Barca z wiadomych względów) przyczyniły się w największym stopniu do tego, co obecnie obserwujemy. Co do zawieruchy, to jak dla mnie nie EPL, ale FA wywołała ją, bo nie dostrzegam efektów tej zawieruchy wywołanej narzuceniem tych limitów na Kontynencie. Na Wyspach tak, ale nie na Kontynencie. A co do wychowanków, to się zobaczy. Na razie jednak można zaobserwować, że ci młodzi zawodnicy zaczynają odgrywać w klubach coraz większą rolę. W United jest Smalling, Jones, Cleverley i Welbeck. Dwaj pierwsi już teraz są przewidywani na duet środkowych obrońców na lata dla kadry i United (choć mówi się też, że Ferguson będzie chciał przerobić Jonesa na DMa), Jones ma być nawet w przyszłości ponoć idealnym kandydatem na kapitana. Welbeck przed kontuzją był na wypożyczeniu jedną z kluczowych postaci świetnie radzącego sobie Sunderlandu, ostatnio jako jeden z niewielu zagrał dobrze na ME U-21. Cleverley z kolei to wielka niewiadoma. Potrafi zagrać świetnie, a potrafi być niewidoczny. Arsenal ma Wilshera, absolutnie kluczową postać w kadrze Wengera, chłopak może naprawdę zrobić wielką karierę. Dla mnie absolutnie objawienie ubiegłego sezonu w EPL. Chelsea ma Sturridge'a, też zdolny, szybki, sporo strzela, na wypożyczeniu w Boltonie spisywał się fantastycznie. Liverpool ma bardzo fajnych Spearinga i Flanagana, obaj pokazali się z bardzo dobrej strony pod koniec sezonu. Pierwszy ma szansę stworzyć z Wilsherem duet fantastycznych środkowych pomocników na lata. Nie wspominam o piłkarzach, którzy na razie siedzą w rezerwach i akademiach, ale i tam można by pewnie wyłowić kilka perełek, tak jak w United Morrison (cudowne dziecko angielskiej piłki nożnej, choć z głową ma coś nie tak), Pogba, King, Tunnincliffe, Keane... wszyscy mają zadatki na klasowych kopaczy. Tylko teraz właśnie kwestia tego, czy oni dostaną szansę, tak jak dostali ją ich ciut starsi koledzy.

Ibrahimovic był zdecydowanie przepłacony, to prawda

No i o to mi właśnie chodzi ;) Teraz w transferach wśród tych największych nie jest trudno dostrzec, że za piłkarzy płaci się więcej niż w okresie 2000-2005 (wcześniej nie liczę, bo tam to już w ogóle sumy była tak śmiesznie niskie jak na dzisiejsze warunki, że za takiego Ibrę to można by całą drużynę na miarę sukcesu w LM zbudować).

Alves też był drogi, ale to był i jest absolutny top na tej pozycji w lidze i na świecie, więc cena nie wydaje się szczególnie wygórowana, zwłaszcza, że rok wcześniej do Realu za 30 mln przyszedł Pepe, który wówczas nie miał wyrobionej jakiejś szczególnej marki.

Mimo wszystko za obrońcę taka kasa to nie jest mało. A że za Pepe zdecydowanie bardziej przepłacono, to prawda - choć obecnie taka cena za niego, patrząc na jego aktualną formę, byłaby jak najbardziej normalna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Na Copa America jak na razie za wiele się nie dzieje. Argentyna kolejny remis (gdyby nie to, że w ostatniej kolejce mają Kostarykę, to byłbym gotów postawić kasę na to, że nie wyjdą z grupy), w pierwszej kolejce cała trójka faworytów zaliczyła wpadki. W zasadzie tylko Chile, jak dla mnie pod względem siły czwarta ekipa turnieju, pokazało się z naprawdę dobrej strony. Co prawda odmłodzony, mocno rezerwowy Meksyk nie przypominał tego z niedawnego Gold Cup, ale i tak Chile zagrało (szczególnie w drugiej połowie) szybką i przyjemną dla oka piłkę. Zobaczymy co będzie dalej.

Wczoraj Polscy siatkarze zaliczyli kolejny thriller. Na szczęście z pozytywnym zakończeniem. W nich coś jednak jest. Choć od dobrych kilku lat siatkówka jako taka już mało mnie interesuje, to jednak od czasów Świderskiego, Papkego, Prusa czy Gruszki (pamiętne mecze z Jugosławią) potrafią przyciągnąć mnie przed telewizor. Choć zaliczają wpadki, to jednak potrafią zagrać z pasją nieporównanie częściej, niż nasi kopacze.

A skoro o nich mowa, to pierwszy polski klub już zakończył przygodę z Ligą Europejską. Pogromcą okazała się potężna ekipa Irtyszu Pawłodar. Choć trzeba przyznać, że to było do przewidzenia.

A tymczasem Anglicy dalej pracują nad tym, aby wzmocnić reprezentację. I trzeba przyznać, że tym razem pomysł mają zdecydowanie dobry: http://www.unitedrant.co.uk/opinion/academy-changes-good-for-united-and-england/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
A skoro o nich mowa, to pierwszy polski klub już zakończył przygodę z Ligą Europejską. Pogromcą okazała się potężna ekipa Irtyszu Pawłodar. Choć trzeba przyznać, że to było do przewidzenia.

No, tydzień temu nie postawiłbym kasy na to, że Jaga odpadnie, ale o skoro Probierz zostawił Franka na ławce, to można było się spodziewać, że coś się święci. Naprawdę, nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby na siłę odsuwać od gry najlepszych zawodników ("Grosik" już wyjechał, Franek cały czas walczy) i udowadniać całemu światu, że twórcą sukcesów jest tylko trener. Wobec tego ciężko mieć szacunek i cień sympatii do pyszałka, jakim jest Probierz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Nasi wygrali o włos i chyba wszyscy poszli coś łyknąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.