Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Tomasz N

O szkoleniu wojskowym i garść wspomnień związanych z wojskiem w PRL

Recommended Posts

Tomasz N   

Z tego co pamiętam, egzamin nie dawał stopnia, dopiero po praktyce mógł cię PRP mianować na pierwszy stopień oficerski.

 

 

Wątek wydzielony z tematu: "Radziecki program -" Gotowy do pracy i obrony", czy istniał odpowiednik w innych krajach socjalistycznych?".

secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 12.09.2019 o 8:27 PM, jancet napisał:

Nie przeszkodziło mi to w roku 1986 zdać egzamin oficerski na Montelupich z wyróżnieniem

 

A gdzie się odbywał ów egzamin, po jakim przeszkoleniu i jaki stopień oficerski uzyskał jancet?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Komar   

Rozumiem, że chodzi o oficerską szkołę wojsk chemicznych, a nie o sąsiednią instytucję...

Tak jak napisał Tomasz N, po szkoleniu wojskowym w trakcie wyższych studiów trzeba było odbyć określoną liczbę dni ćwiczeń wojskowych (w moim przypadku były to ćwiczenia zarówno jednodniowe - w jednostce wojskowej, jak i dłuższe, w tym również na poligonie. Brałem udział m. in. w ćwiczeniach Śląskiego Okręgu Wojskowego na terenie od Bolesławca do Żagania). Po uzyskaniu pozytywnej opinii z tych ćwiczeń otrzymywało się najniższy stopień oficerski, czyli: podporucznik.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

W czasach Janceta był to rok szkolenia wojskowego podczas studiów (jeden dzień w tygodniu). A po studiach cztery miesiące szkółki wojskowej dla bażantów i osiem praktyki w jednostce. I nie wychodziło się do cywila oficerem. Najczęściej podoficerem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   
4 godziny temu, secesjonista napisał:

A gdzie się odbywał ów egzamin, po jakim przeszkoleniu i jaki stopień oficerski uzyskał jancet?

 

Godzinę temu, Tomasz N napisał:

W czasach Janceta był to rok szkolenia wojskowego podczas studiów (jeden dzień w tygodniu). A po studiach cztery miesiące szkółki wojskowej dla bażantów i osiem praktyki w jednostce. I nie wychodziło się do cywila oficerem. Najczęściej podoficerem.

 

3 godziny temu, Komar napisał:

Rozumiem, że chodzi o oficerską szkołę wojsk chemicznych, a nie o sąsiednią instytucję...

 

Tak, Komarze, o tę instytucję chodzi.

Tomaszu N., dobrze to opisałeś, ale nie do końca. Pod koniec tzw. szkółki zdawało się egzamin oficerski. Przynajmniej tak było w przypadku WOSWChem, ale myślę, że była to powszechna zasada. Jeśli by się go nie zdało, to wracało się do szkółki.

 

Dokładnie to pamiętam, bo jakieś 3 tygodnie przed egzaminem wykryto u mnie nowotwór i kwalifikowałem się na operację. Jednak lekarz ze szpitala wojskowego doradził mi, żebym na operację poszedł po zdaniu tego egzaminu, bo inaczej wrócę na Montelupich.

 

Natomiast zdanie egzaminu oficerskiego nie oznaczało, że się dostaje stopień oficerski. To tylko dawało możliwość nadania takiego stopnia. O ile dobrze pamiętam, z zasady miało się go otrzymywać w razie mobilizacji. Do tego, na szczęście, nie doszło. Ale także w przypadku powołania na kilkutygodniowe ćwiczenia poligonowe - do tego też nie doszło, choć gdyby mnie powołali gdzieś tak wiosną 89 roku, to pewnie bym się dobrze bawił.

 

W każdym razie służbę wojskową ukończyłem w stopniu plutonowego podchorążego. Na przeszkolenie chciano mnie powołać w 95 czy 96, ale komisja lekarska orzekła "niezdatny". I wcale nie było fajnie to usłyszeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, jancet napisał:

Pod koniec tzw. szkółki zdawało się egzamin oficerski. Przynajmniej tak było w przypadku WOSWChem, ale myślę, że była to powszechna zasada. Jeśli by się go nie zdało, to wracało się do szkółki

 

A jak się wracało to na ile (czasu) i po co? A jak się zdało to co następowało potem?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Eee tam zaraz egzamin oficerski. Ot wiedza fachowa zdobyta podczas szkolenia. I nikt raczej nie wracał, bo każdy zdawał. Jak by to świadczyło o kadrze szkolącej, gdyby nie wyszkoliła największego głąba. 

A potem ? A potem miało się urlop i bilet do jednostki czynnej na osiem miechów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Komar   

Myślę, że należy tu doprecyzować: Tomasz N pisze o przebiegu szkolenia wojskowego studentów uczelni "cywilnych" w konkretnych latach. Ja też studiowałem na uczelni "cywilnej" w II połowie lat sześćdziesiątych - i w moim przypadku szkolenie wojskowe wyglądało inaczej. Przez trzy lata - na drugim, trzecim i czwartym roku - mieliśmy szkolenie wojskowe w studium wojskowym jeden dzień w tygodniu. Ponadto po II i po IV roku mieliśmy w czasie wakacji miesięczny obóz wojskowy. W czasie pierwszego obozu wojskowego (po II roku studiów) mieliśmy uroczystą przysięgę wojskową. Pod koniec drugiego obozu wojskowego (po czwartym roku studiów) zdawaliśmy egzamin z nabytej wiedzy wojskowej, a na zakończenie obozu otrzymywaliśmy awans na stopnie podoficerskie z przeniesieniem do rezerwy. Średniacy dostawali stopień: kapral podchorąży rezerwy; wybitnie zaangażowani - plutonowy podchorąży rezerwy; Nadzwyczajny był przypadek mojego kolegi z roku: był największym leserem i za karę dostał stopień: starszy szeregowy podchorąży rezerwy. Dopiero kilka lat później - po ukończeniu studiów, po podjęciu pracy (nierzadko w innym rejonie Polski) absolwent z ustabilizowaną już sytuacją życiową dostawał przydział mobilizacyjny do jednostki, w której później odbywał ćwiczenia. O ile sobie przypominam, warunkiem awansu na stopień oficerski było zaliczenie 21 dni ćwiczeń wojskowych, rozciągniętych na kilka lat: studia ukończyłem w roku 1969, a nominację na stopień oficerski - podporucznik - uzyskałem w roku 1978.

Kolega Jasmol - to zupełnie inny przypadek. On studiował na wyższej uczelni wojskowej, kształcącej zawodowych oficerów. Tam przebieg szkolenia i służby musiał być zupełnie inny, niż w opisanym przeze mnie i przez Tomasza N szkoleniu wojskowym studentów uczelni "cywilnych".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Natomiast zdanie egzaminu oficerskiego nie oznaczało, że się dostaje stopień oficerski. To tylko dawało możliwość nadania takiego stopnia. O ile dobrze pamiętam, z zasady miało się go otrzymywać w razie mobilizacji.

 

Akurat ostatnie nie jest prawdziwe. Bo mianowanie na oficera jest teraz prerogatywą Prezydenta, wtedy to było chyba Przewodniczącego RP. Więc mianowanie i za Janceta było bliższe opisowi Komara.

Share this post


Link to post
Share on other sites
euklides   
5 godzin temu, Tomasz N napisał:

(...)

 Bo mianowanie na oficera jest teraz prerogatywą Prezydenta, wtedy to było chyba Przewodniczącego RP. Więc mianowanie i za Janceta było bliższe opisowi Komara.

 

Chyba tak, na dyplomie oficerskim podpisany był przewodniczący RP.

Ja miałem pół roku szkoły i pół roku jednostki ale żadnego egzaminu oficerskiego nie pamiętam. Były tam po drodze  jakieś egzaminy ale niezbyt trudne. Ze szkoły wychodziło się podchorążym a z jednostki wychodziło się do cywila jako ppor. Była promocja, szabla po ramieniu itd. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   
21 godzin temu, Tomasz N napisał:

Eee tam zaraz egzamin oficerski. Ot wiedza fachowa zdobyta podczas szkolenia. I nikt raczej nie wracał, bo każdy zdawał.

 

Na Montelupich było to dość oficjalnie. Znaczy sam egzamin odbywał się na małym poligonie na Pasterniku. Była komisja, złożona z oficerów spoza jednostki.

Masz rację, że niemal każdy zdawał, kto przystąpił. Musiałby ktoś naprawdę wyjątkowo podpaść, żeby nie zdać. W każdym razie nawet podchorążowie Pisiak i Kuśka zdali, a ten pierwszy to miał ciężko przechlapane (pozdrawiam Was, jeśli to czytacie). Ale trzeba było być tego dnia na Pasterniku. Gdybym był wtedy w szpitalu, to bym nie przystąpił, a jakbym nie przystąpił, to bym nie zdał. A jakbym nie zdał, to bym nie trafił do jednostki na te 8 miechów praktyki.

 

6 godzin temu, Tomasz N napisał:

Akurat ostatnie nie jest prawdziwe. Bo mianowanie na oficera jest teraz prerogatywą Prezydenta, wtedy to było chyba Przewodniczącego RP. Więc mianowanie i za Janceta było bliższe opisowi Komara.

 

A co to zmienia? Po prostu w przypadku mobilizacji Przewodniczący RP dostałby bardzo długą listę nominacji oficerskich. Na szczęście do tego nie doszło, ale w w 1986 nie było to wcale oczywiste.

Natomiast rzeczywiście stopień oficerski można było uzyskać i bez mobilizacji, po odbyciu iluś tam dni ćwiczeń, tak jak pisze Komar. W moim przypadku też do tego nie doszło. 

 

1 godzinę temu, euklides napisał:

Ja miałem pół roku szkoły i pół roku jednostki ale żadnego egzaminu oficerskiego nie pamiętam. Były tam po drodze  jakieś egzaminy ale niezbyt trudne. Ze szkoły wychodziło się podchorążym a z jednostki wychodziło się do cywila jako ppor. Była promocja, szabla po ramieniu itd. 

 

To ja nie wiem, kiedy Euklides służbę wojskową odbywał i oficerem został. W czasach, które opisuję ja i Tomasz N. ze szkółki wychodziło się jako kapral - straszny kapral - plutonowy podchorąży, a z jednostki aż do strasznego sierżanta podchorążego. Ja ze szkółki wyszedłem jako starszy kapral, a z jednostki 1410 jak plutonowy podchorąży. Żadnej szabli nie było.

 

Secesjonisto - mamy wątek "wspomnienia ze służby w LWP"?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

A co to zmienia? Po prostu w przypadku mobilizacji Przewodniczący RP dostałby bardzo długą listę nominacji oficerskich.

 

A mobilizacja zapewne ma być tajna ? Wybacz ale na taki bajzel nie może sobie pozwolić żadna armia.

W polskim wojsku stopień jest oddzielony od funkcji, więc pewnie po mobce dowodziłbyś z początku plutonem jako podoficer i tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Komar   

Gdy ja przechodziłem szkolenie wojskowe, to jeszcze nie było stopnia "strasznego" kaprala, wymyślili go później.

Pisałem o przysiędze wojskowej w czasie pierwszego obozu w jednostce wojskowej. To była duża uroczystość. Kompania studentów (połączone siły chemików z politechniki i uniwersytetu) zebrana na apelu z udziałem wszystkich żołnierzy służby czynnej z macierzystej jednostki (batalion wojsk chemicznych w Biskupcu Reszelskim). Dowództwo zaprosiło na uroczystość rodziny studentów. Po przysiędze zespół studencki (chórek kolegów z akompaniamentem gitary) dał koncert piosenek o treści wojskowej. Oczywiście "O mój rozmarynie" czy "Jak to na wojence ładnie", ale także piosenki Okudżawy, który wtedy był szalenie modny. No i piosenka z repertuaru Yves Montanda: "Quand un soldat".

"... Gdy żołnierz ruszyć ma na front, to wie:

w plecaku ma buławę swą na dnie,

A jeśli wróci, niesie chwat zza mórz,

Bieliznę brudną, parę łat - i już..."

Dowódca jednostki pochwalił występ, dziwiąc się tylko, że większość piosenek miała wydźwięk silnie pacyfistyczny.

W latach dziewięćdziesiątych okazało się, że przysięga wojskowa złożona przeze mnie w roku 1966 okazała się nieważna. W związku z tym dostałem wezwanie do stawienia się w wyznaczonym miejscu i czasie. W kilka osób wygłosiliśmy nowy, słuszny tekst przysięgi, stojąc w mrocznym piwnicznym korytarzu budynku miejscowej Komendy Uzupełnień, w obecności oficera zajmującego się w tej Komendzie sprawami oficerów rezerwy. Cała formalność (bo nie uroczystość) trwała nie dłużej niż dziesięć minut.

Edited by Komar

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   
23 godziny temu, Tomasz N napisał:

A mobilizacja zapewne ma być tajna ? Wybacz ale na taki bajzel nie może sobie pozwolić żadna armia.

W polskim wojsku stopień jest oddzielony od funkcji, więc pewnie po mobce dowodziłbyś z początku plutonem jako podoficer i tyle.

 

Wybacz, Tomaszu, ale nie rozumiem Twych wypowiedzi. Ja nie wiem, jak by było, i czy mobilizacja miała być tajna. Ja mówię o tym, o czym mnie wtedy w wojsku informowano. A informowano mnie, że w razie mobilizacji zostanę podporucznikiem i dowódcą nie plutonu, tylko zwiadu chemicznego na pojeździe BRDM Ch.

 

Ja nie wiem, czy oni mówili prawdę. Może kłamali. Na szczęście już nigdy się nie dowiemy, czy tym zwiadem dowodziłbym jako podoficer, czy oficer.

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Ja wyszedłem do cywila jako Mat Podchorąży i tak już zostało.

Przyznam się, że pasuje mi ten stopień wojskowy chociaż moim zdaniem jest nieco za wysoki w stosunku do moich kompetencji militarnych.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.