Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Bruno Wątpliwy

Odbudowywać, zmieniać - jak i na ile?

Recommended Posts

jakober   

Pytanie poruszone przez Ciebie Bruno w tym wątku nurtuje środowiska architektów, urbanistów i konserwatorów zabytków chyba już od momentu, od kiedy istnieje pojęcie zabytku.

 

Koncepcja Viollet-le-Duca jest dla wielu atrakcyjna estetycznie, ale - tak jak w przypadku rekonstrukcji jago autorstwa, jak i prac jego następców i zagorzałych naśladowców jego szkoły – niesie w sobie dużą dozę zagrożenia, o którym wspomniał secesjonista  - gwałtu na prawdzie historycznej. Nie jest po prostu wolna od swobodnej, nie podpartej badaniami interpretacji rzeczywistości historycznej. Jednak, co warto uczciwie podkreślić, od tego czynnika, nazwijmy go „poprawiania błędów przodków” konserwacja zabytków architektonicznych nie jest chyba w stanie w 100% się uwolnić…

 

Pozwolę sobie, dla zobrazowania,  na małe odniesienie do Poznania - miasta, w którym zostawiłem znaczną część swego serca.

Powojenna rekonstrukcja architektury starej tkanki tego miasta nie jest wolna od wpływu myśli współczesnej lat powojennych. Gdy ktoś porówna przedwojenne zdjęcia Starego Rynku i okolicznych kwartałów ze stanem współczesnym, dostrzeże od razu, że to „inne miasto”. Przedwojenny Poznań, to XIX-wieczny neoklasycyzm, Jugendstil, secsja, kwartał współczesnego rynku otoczona kamienicami o wysokich fasadach. Dotkliwie zniszczone w czasie wojny stare miasto (w czołówce miast polskich w kontekście procentowego zniszczenia tkanki starego miasta) po wojnie zostało odbudowane z pominięciem jego przedwojennego charakteru. Sylweta zrekonstruowanego (czy raczej stworzonego po wojnie) Starego Rynku rysuje się w przekroju bardzo charakterystyczne. Centralnie – wyeksponowany Ratusz, otoczony niższymi zabudowaniami domków budniczych, Odwachu, Arsenału i Wagi Miejskiej. Pierwszy pierścień kwartałów zabudowań wokół Starego Rynku – niski, architekturą odgrywający renesans (z wyjątkiem kilku historycznych obiektów) i barok. Drugi pierścień – przejście od baroku do klasycyzmu. Trzeci, zewnętrzny, ostatni pierścień – neoklasycyzm i secesja  - najbardziej odpowiadający autentycznej, przedwojennej zabudowie wokół Starego Rynku.

Owa rekonstrukcja Starego Rynku w Poznaniu jest efektem idei przyjętej przez zespół architektów i urbanistów pod kierunkiem Zbigniewa Zielińskiego, którą, subiektywnie, nazwałbym osobiście „wizją historii jaką być powinna”.. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Współczesny obraz Starego Rynku jest wrośniętą w świadomość mieszkańców wizytówką miasta i autentyczną, gdy tętni życiem, choć tak inną od tego, jak wyglądała przed wojną.

Natomiast sporą kontrowersją dla mnie jest „rekonstrukcja” Zamku Królewskiego w Poznaniu. Fakt – w oparciu o projekt Zielińskiego sprzed połowy wieku. Ale w dużym stopniu forma „domniemana”, a sam fakt budzący na nowo pytanie o zasadność tego typu „rekonstrukcji”.

Podobne przykłady spotkamy i u zachodnich sąsiadów. W Berlinie - rekonstrukcja Zamku Cesarskiego - olbrzymie, wielomilionowe założenie nie tylko architektoniczne . Przy okazji przebudowywana jest olbrzymia część miasta z nową linią metra włącznie. W Poczdamie - odbudowany Stadtschloss.... Podobieństwo z Poznaniem zamyka się jednak do samego charakteru budowli - wszystko to zamki. Belin i Poczdam odbudowują jednak w oparciu o bogatą dokumentację coś, co istniało przed wojną w formie, jaka istniała przed wojną. Poznański zamek pod tym względem to inna bajka... W dużej mierze architektoniczna bajka...

Share this post


Link to post
Share on other sites

I tak pewnie odpowiedzi będą zawsze związane z indywidualną wrażliwością, gustem i przyzwyczajeniami odpowiadającego. Osobiście wolę w wielu przypadkach "rekonstrukcję" nieco dowolną, niż wkraczanie nowoczesnej zabudowy, tam gdzie jej - w mojej ocenie - być "nie powinno". Moim zdaniem, obudowy śródmieść Kassel, czy  Rotterdamu, a już szczególnie - Kaliningradu, czy Narwy, były większym gwałtem na tkance miejskiej, niż wileńskie, czy poznańskie "fantazje zamkowe". 

 

Jest także kwestia przyzwyczajenia. Też jestem emocjonalnie związany z Poznaniem. Nie wyobrażam sobie innego Starego Rynku. Po prostu, innego z autopsji nie znam. Podejrzewam, że dla większości poznaniaków, wilnian za 30 lat istnienie ich "zamków" będzie czymś oczywistym. Tak przyzwyczają się do  pejzażu miasta z tymi obiektami, że jego - ewentualną - weryfikację będą odczuwali za utratę czegoś istotnego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   
W dniu 30.10.2017 o 12:21 PM, jakober napisał:

Gdy ktoś porówna przedwojenne zdjęcia Starego Rynku i okolicznych kwartałów ze stanem współczesnym, dostrzeże od razu, że to „inne miasto”. Przedwojenny Poznań, to XIX-wieczny neoklasycyzm, Jugendstil, secesja, kwartał współczesnego rynku otoczona kamienicami o wysokich fasadach. Dotkliwie zniszczone w czasie wojny stare miasto (w czołówce miast polskich w kontekście procentowego zniszczenia tkanki starego miasta) po wojnie zostało odbudowane z pominięciem jego przedwojennego charakteru.

 

Słusznie zauważasz, Jakoberze, że jest to problem ogólny, a nie tylko Poznania i nie tylko 2. połowy XX wieku, którą kojarzymy głównie z socrealistyczną rekonstrukcją, a na koniec - z komercyjną "odbudową".

 

To samo dotyczy Warszawy - a warszawiakiem jestem takim prawdziwym, ze strony ojca od końcówki XIX wieku, a ze strony matki - odkąd kiedy pamięć pokoleń sięga.

 

Od matki słyszałem, że ta dzisiejsza katedra św. Jana to jakaś brzydka jest. Komuniści ją zeszpecili, bo przed wojną była dużo piękniejsza.

Zaś od ojca słyszałem, że ten cały Barbakan i mury miejskie to wielka lipa, przed wojną nic takiego nie istniało, były tam po prostu kamienice.

 

Oczywiście, że oboje mieli rację - z uwzględnieniem zasady, że o gustach dyskutować nie będziemy.

 

Jeśli jakiś obiekt (czasem cała dzielnica) została zniszczona, to w jakim kształcie mamy go odbudowywać? W tym, w jakim był bezpośrednio przed zniszczeniem? W tym, sprzed 100 lat? A może w tym, w którym pierwotnie powstał?

 

W warszawskiej starówce dało się jakoś zastosować tą ostatnią zasadę, bo w gruncie rzeczy substancja miasta ukształtowała się  w XVI wieku i niewiele się potem na Rynku zmieniało.

 

Ale Warszawa to gówniarz w porównaniu z Poznaniem. Gdyby zastosować tę samą zasadę dla Poznania, trzeba by rekonstruować budynki najmarniej z XII wieku. Zapewne tylko przyziemia były murowane, reszta drewniana. Absurd.

 

Zawsze trzeba iść na kompromis, który będzie uwzględniał wygodę i interes współczesnych mieszkańców.

 

Bardzo często się krytykuje "rekonsrukcję" starówki w Elblągu. Bo odtworzono jedynie trójkątne szczyty i wąskie fasady, a i to w betonie zbrojonym. Więc imitacja, a nie rekonstrukcja. Ale, jak kilka lat temu turystycznie odwiedziłem Elbląg, to mi się podobało. Fajne knajpki, sklepy.

 

Wszystkiego nie odbudujemy z takim pietyzmem, z jakim odbudowano Zamek Królewski w Warszawie. A jak będziemy sięgać daleko w przeszłość, to trzeba będzie zlikwidować krakowskie Planty. Sensu w tym nie widzę.

 

Ale problem jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jakober   
W dniu ‎31‎.‎10‎.‎2017 o 7:38 AM, Bruno Wątpliwy napisał:

I tak pewnie odpowiedzi będą zawsze związane z indywidualną wrażliwością, gustem i przyzwyczajeniami odpowiadającego. Osobiście wolę w wielu przypadkach "rekonstrukcję" nieco dowolną, niż wkraczanie nowoczesnej zabudowy, tam gdzie jej - w mojej ocenie - być "nie powinno". Moim zdaniem, obudowy śródmieść Kassel, czy  Rotterdamu, a już szczególnie - Kaliningradu, czy Narwy, były większym gwałtem na tkance miejskiej, niż wileńskie, czy poznańskie "fantazje zamkowe". 

 

Tutaj Bruno zdania rzeczywiście mogą być odmienne, co nie jest niczym złym, a co w duzej mierze zasadza się w definicji tego, czym jest miasto, przestrzeń, zabytek, odbudowa, rekonstrukcja ,rozwój..

W wymienionych przez Ciebie przykładach mamy do czynienia z odbudową powojenną miast w zdecydowanym procencie swej tkanki zniszczonych. W znanym mi osobiście przykładzie Rotterdamu mimo, iż forma, w jakiej to miasto odbudowano mnie przytłacza, to jednak jestem w stanie zrozumieć pewne czynniki, które na to mogły mieć wpływ - od biorących górę w ówczesnej myśli urbanistycznej modernizmu i Karty Ateńskiej, po specyfikę miasta portowego będącego w tej samej mierze miastem mieszkalnym co olbrzymim węzłem komunikacyjnym..

 

Pracuję obecnie w mieście, które ma bogatą historię sięgającą głęboko w starożytność. Pracuję przy projektach, w których mam do czynienia z zabytkami, konserwatorami, urbanistami. Ich stanowisko jest takie, iż należy zachowywać każdy ślad rozwoju miasta. Również ten modernistyczny, wlepiony często prowizorycznie i w pośpiechu w powojenne luki w tkance sięgającej baroku, renesansu, średniowiecza, a i miejscami starożytnego Rzymu. I byłoby to cenne, gdyby nie mały szkopuł - stagnacja. Bo z punktu widzenia historii nasza dzisiejsza rzeczywistość też za jakiś czas będzie dla następnych pokoleń przeszłością. I chcemy, by i dziś miasta się rozwijały, by odzwierciedlały charakterystykę naszych czasów. Szacunek dla śladów historii jest naszym olbrzymim kulturowym, może nawet cywilizacyjnym osiągnięciem. Ale nie może być blokadą dla dalszego rozwoju. Można dziś się zastanawiać np. czy Paryż przed Hausmannem nie byłby dziś turystycznie atrakcyjniejszy. Ale mamy Paryż po jego bezprecedensowej przebudowie i... też zachwyca. Gdy Eiffel stawiał wieżę w Paryżu, ludność krytykowała ów obiekt. Dziś nie sposób chyba wyobrazić sobie Paryża bez wieży Eiffla. Zresztą podobnie i secesjonistyczna Elevador de Santa Justa w Lisbonie i wiele, wiele przykładów tego, jak nowe wkraczało w starą tkankę: mosty, dworce kolejowe, stacje metra, etc., etc.. W XIX czy na początku XX wieku było to właśnie owo "nowe" wkraczające tam, gdzie z punktu widzenia współczesnych "być nie powinno".

 

Przy okazji mojej ostatniej wędrówki pieszej przez część Andaluzji i Sierra Nevada, przez malownicze poarabskie miasteczka na wzniesieniach i górach między Granadą i Cordobą obserwowałem i podziwiałem każdego dnia podejście do tematu rekonstrukcji i odbudowy. Szczególnie zrobiły na mnie wrażenie dwie warownie: w Alcala la Real i w Baenie. Ale nie tylko warownie. Również zachowana tkanka miast, której nie bano się rozwijać, a jednocześnie widoczny jest szacunek dla minionych czasów ale i minionych kultur. Gdy znajdę czas, chętnie wkleję parę fotografii, może w dziale "Byłem w Rijo, byłem w Bajo" :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
jakober   
W dniu ‎31‎.‎10‎.‎2017 o 11:34 PM, jancet napisał:

 

Słusznie zauważasz, Jakoberze, że jest to problem ogólny, a nie tylko Poznania i nie tylko 2. połowy XX wieku, którą kojarzymy głównie z socrealistyczną rekonstrukcją, a na koniec - z komercyjną "odbudową".

 

To samo dotyczy Warszawy - a warszawiakiem jestem takim prawdziwym, ze strony ojca od końcówki XIX wieku, a ze strony matki - odkąd kiedy pamięć pokoleń sięga.

 

Od matki słyszałem, że ta dzisiejsza katedra św. Jana to jakaś brzydka jest. Komuniści ją zeszpecili, bo przed wojną była dużo piękniejsza.

Zaś od ojca słyszałem, że ten cały Barbakan i mury miejskie to wielka lipa, przed wojną nic takiego nie istniało, były tam po prostu kamienice.

 

Oczywiście, że oboje mieli rację - z uwzględnieniem zasady, że o gustach dyskutować nie będziemy.

 

Jeśli jakiś obiekt (czasem cała dzielnica) została zniszczona, to w jakim kształcie mamy go odbudowywać? W tym, w jakim był bezpośrednio przed zniszczeniem? W tym, sprzed 100 lat? A może w tym, w którym pierwotnie powstał?

 

W warszawskiej starówce dało się jakoś zastosować tą ostatnią zasadę, bo w gruncie rzeczy substancja miasta ukształtowała się  w XVI wieku i niewiele się potem na Rynku zmieniało.

 

Ale Warszawa to gówniarz w porównaniu z Poznaniem. Gdyby zastosować tę samą zasadę dla Poznania, trzeba by rekonstruować budynki najmarniej z XII wieku. Zapewne tylko przyziemia były murowane, reszta drewniana. Absurd.

 

Zawsze trzeba iść na kompromis, który będzie uwzględniał wygodę i interes współczesnych mieszkańców.

 

Bardzo często się krytykuje "rekonsrukcję" starówki w Elblągu. Bo odtworzono jedynie trójkątne szczyty i wąskie fasady, a i to w betonie zbrojonym. Więc imitacja, a nie rekonstrukcja. Ale, jak kilka lat temu turystycznie odwiedziłem Elbląg, to mi się podobało. Fajne knajpki, sklepy.

 

Wszystkiego nie odbudujemy z takim pietyzmem, z jakim odbudowano Zamek Królewski w Warszawie. A jak będziemy sięgać daleko w przeszłość, to trzeba będzie zlikwidować krakowskie Planty. Sensu w tym nie widzę.

 

Ale problem jest.

 

I to, co Jancecie piszesz, obrazuje też pewną prawdę: przestrzeń, którą wokół siebie tworzymy, tworzymy po to, by nam służyła, by z niej korzystać, by wieść w niej nasze codzienne życie. W tej naszej codzienności, w miarę rozwoju miast i społeczeństw, na miarę czasów i możliwości, stawiamy czasem coś, co ma być dumą nas - mieszkańców tej przestrzeni; adoptujemy i rewitalizujemy przestrzenie zapomniane lub zaniedbane, by wprowadzić życie, by z tego życia korzystać; motorem naszego działania w przestrzeni jest funkcja. Estetyka wkracza wraz z jej świadomością. Czasem korzeniem owej świadomości jest piękno, które już nas otacza, i które rozwijamy; czasem jest nim napływ innej społeczności - bądź to roli estetyki świadomej (tak na przykład odżyło choćby malutkie, opuszczone miasteczko Oppede-le-Vieux w Prowansji, w departamencie Vaucluse), bądź innej kultury (co widać choćby przy porównaniu dzisiejszego stanu przestrzeni i jej witalności ulic dzielnic Kreuzberg czy Prenslauerberg w Berlinie z obrazem czy wspomnieniem tych dzielnic sprzed lat zaledwie kilku - napływ emigrantów z Włoch, Hiszpanii, Francji, krajów o bujnej kulturze wieczornego życia przestrzeni publicznej zdecydowanie berlińskie przestrzenie zmienił, bez wielkiej ingerencji architektów i planistów - raczej ową aktywność budząc).

W odbudowie przestrzeni miejskiej chodzi bowiem o to, by przywrócić jej funkcję, rację bytu. Czasem - gdy taka możliwość jest - w oparciu o historię, tradycję, także i mit. Gdy takiej możliwości zdaje się nie być - szuka się jej... Intuicyjnie, podświadomie (być może dlatego raz po raz rodzą się zamki, których nie było); gdy takiej możliwości nie ma - próbuje się tworzyć owo "serce" przestrzeni od zera (tu jako przykład podałbym Bilbao - dziś piękne miasto, ale potrzebowało solidnego impulsu i miało na tyle siły i odwagi, ale i też pomysłu i świadomości, że po właściwe rozwiązanie sięgnęło).

 

Czasem, zapatrzeni w przeszłość, nie doceniamy potencjału teraźniejszości. Boimy się czegoś nie dotknąć znakiem teraźniejszości, by nie zepsuć, i pozbawiamy się szansy stworzenia kolejnego kroku historii dla następnych pokoleń. Odwaga nie jest oczywiście cechą obligatoryjną każdej społeczności, ale czasem, patrząc na tę czy inną przestrzeń, czuje się odrobinę żalu, że tu czy ówdzie jej brakuje... A jedno, z moich wieloletnich  obserwacji zawodowych, jest pewne - przestrzeń otaczająca nas i przez nas kreowana wpływa na nas - tak na jednostki, jak i na całe społeczności (i istnieje taka gałąź wiedzy w planowaniu przestrzennym jak psychologia przestrzeni). W medycynie Tybetu zdaje się nawet jednym z pięciu elementów leczniczych jest przestrzeń.. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   
4 godziny temu, jakober napisał:

 

Czasem, zapatrzeni w przeszłość, nie doceniamy potencjału teraźniejszości.

 

 

Niestety, nie znam większości miejsc, które wspominasz. Konkretnie odwiedziłem jedynie berliński Kreuzberg - i, szczerze mówiąc, nie dostrzegłem tego, o czym piszesz. Może dlatego, że to zima była. Gospodarz miał na imię Mahmud czy Mohammad, pochodził z Maroka - ale w wystroju mieszkania nie było niczego, kojarzącego się z Marokiem. Budynki, ulice tchnęły niemieckością, tylko nie było knajp z niemiecką kuchnią. I całe szczęście - obżeraliśmy się sushi, lepszym i tańszym, niż u nas.

 

Oczywiście czym innym jest odwaga urbanistyczna, gdy mówimy o miejscach, które wiatr historii zmiótł niemal doszczętnie, a czym innym, gdy celowo burzymy nieźle zachowane budynki i budowle, by wznieść coś nowego.

 

Warszawski Pałac Kultury czy MDM raziły mnie 40 lat temu, dziś wrosły w to miasto i chciałbym, żeby je dla przyszłości zachować. Ciekawym przykładem jest (a raczej był) SuperSam przy Placu Unii Lubelskiej. W czasach, gdy go budowano, był supernowoczesny. Ja się tam na architekturze nie znam, ale mi się podobał. Został wyburzony, ku niezadowoleniu wielu Warszawiaków, a na jego miejscu wzniesiono wieżowiec z galerią handlową na dolnych kondygnacjach. Tak z zewnątrz - całkiem estetyczny. Dwa razy zajrzałem do owej galerii - jest tam trupio !!! Mnie po prostu odrzuca. I chyba nie tylko mnie, bo pustki, ludzi brak. Po prostu ekskluzywna galeria handlowa w miejscu, okolonym przez emeryckie osiedla, okazała się zupełnie zbędna.

 

Na zakończenie chciałbym wspomnieć o łotewskim miasteczku Koldiga (i powinno być długie, z taką poziomą kreseczką), u nas znane jako Koldynga. Kto nie był, tego namawiam, by odwiedził jak najprędzej.

 

Nie jest to średniowiecze, ale tak dobrze zachowanej XIX zabudowy drewnianej nigdzie nie widziałem. To po prostu stoi tam takie, jak było 200 czy 100 lat temu. Całe miasto ogrzewane drewnem. Więc każdemu budynkowi mieszkalnemu towarzyszą drewutnie. Nigdy wcześniej i nigdy potem nie widziałem drewutni, to było pojęcie z książek. A tam stoją. Zabudowa jest przeważnie parterowa, ale jeden budynek ma 4 kondygnacje. I towarzysząca mu drewutnia też ma 4 kondygnacje.

 

Unia wyłożyła wielkie pieniądze, by zachować ten cud. I słusznie - naprawdę warto, a wiele budynków było już o krok od ruiny, a nawet i krok dalej. W końcu drewno. Tylko że w ramach prac przewiduje się gazyfikację. No i jak będzie gaz, to po co drewutnie? A to właśnie te drewutnie tworzą tak niezwykły charakter tego miasteczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 31.10.2017 o 11:34 PM, jancet napisał:

Ale Warszawa to gówniarz w porównaniu z Poznaniem. Gdyby zastosować tę samą zasadę dla Poznania, trzeba by rekonstruować budynki najmarniej z XII wieku. Zapewne tylko przyziemia były murowane, reszta drewniana. Absurd.

 

Jaką zasadę? Zastosowano ją w Warszawie?

I warszawska starówka się zmieniała i poznańska, a zdanie o tym, że warszawska starówka nie zmieniał się od XVI wieku jest cokolwiek wątpliwym. Co do poznańskiej starówki to jancet się myli, raczej XIII wiek jeśli myślał o powstaniu głównej substancji architektonicznej Starego Miasta.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.