Jump to content

jakober

Użytkownicy
  • Content count

    413
  • Joined

  • Last visited

About jakober

  • Rank
    Ranga: Asystent

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Diabeł w średniowieczu

    Byłoby pychą z mojej strony wyjaśniać pojęcie szatana na forum historycznym i nie będąc teologiem. Pierwsze pytanie uważam więc za próbę wprowadzenia zamętu w dyskusję w celu głoszenia własnych przekonań. I nie mam zamiaru brać udziału w dyskusji zmierzającej do walki na wiary. Jeżeli zamierzasz wątek poświęcony próbie zebrania wiadomości o sposobach postrzegania diabła/szatana w średniowieczu przekształcić w krucjatę takiej czy innej wiary, to osobiście zaznaczam, że sobie tego nie życzę w tym wątku. Przyjmuję do wiadomości, że zwracasz uwagę na fakt pojawiania się w historii chrześcijaństwa doktryn dualistycznych. Możesz ich rozwój i pozycję w chrześcijaństwie z historycznego punktu widzenia opisać, w zakresie tytułu wątku wykazać jej wpływ na kulturę, sztukę czy myśl średniowieczną. Ale jakakolwiek próba skierowania dyskusji na kwestię wiary jako indywidualnej wartości pojedynczego człowieka będzie przeze mnie od razu zgłaszana moderacji.
  2. Diabeł w średniowieczu

    Rzeczywiście, sformułowanie może ku takiemu zrozumieniu moich słów prowadzić. Chodziło mi jednak o to, że na tle słów autora, iż słowo szatan jest imieniem, obecne polskie tłumaczenie Biblii nie odzwierciedla tego pisownią. To wydało mi się ciekawe na tle przekładów Biblii na inne języki. Tak samo w końcu chrześcijańskich, jak przekład polski. Nie wiem, czy indywidualne nastawienie tłumacza w przypadku tego konkretnie dzieła może tu być decydujące. Jest to więc dla mnie ciekawostką. Pozwolę sobie na mały OT, odbiegając nie tyle od tematu Szatana, co na chwilę opuszczając średniowiecze. Otóż w 2004 roku Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk zatwierdziła zasady pisowni dotyczące języka reigijnego. Stwierdziła m.in.: "Jeżeli nazwa osobowa nie jest jednostkowa, zasadniczo używamy małej litery, np.: apostoł, anioł, archanioł, anioł stróż, szatan. Natomiast piszemy wielką literą, jeśli nazwa ta stanowi indywidualizujący składnik nazwy własnej, np.: św. Paweł Apostoł, św. Michał Archanioł. Nazwę Antychryst / antychryst, piszemy wariantywnie dużą i małą literą (ale w znaczeniu przenośnym oczywiście tylko małą literą). Rozróżnienie to ma oparcie we właściwościach fleksyjnych rzeczowników, bowiem rzeczownik oznaczający istotę jednostkową nie odmienia się przez liczby". Ostatnie, V wydanie Biblii Tysiąclecia, pochodzi z 1999 roku, więc forma nie jest konsekwencją postanowienia Rady. Jednocześnie w Katechizmie Kościoła Katolickiego forma pisana jest dużą literą. Za podobną formą opowiada się też np. ks. Tadeusz Dionizy Łukaszuk z Papieskiej Akademii Teologicznej, poruszając problem w "Istnienie Szatana jako problem w katolickiej nauce posoborowej" . Historycznie, oczywiście, sobór ten miał miejsce już po schizmie wschodniej. Ale, jednocześnie, kilka wieków przed reformacją. Nie rozumiem, dlaczego doktryna o stworzeniu świata „z perspektywy czasu nie obowiązuje Kościołów powstałych w związku z reformacją”? W nicejskim wyznaniu wiary mamy m.in.: (…) Stworzyciela wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych (…) Kościoły protestanckie się od tego wszakże nie odżegnują. Konfesja Augsburska już w swoim pierwszym artykule odwołuje się do soboru nicejskiego: "Kościoły nasze jednomyślnie nauczają, że uchwała soboru nicejskiego o jedności istoty Boskiej i trzech Jej osobach zawiera prawdę i że tak wierzyć należy bez jakiegokolwiek powątpiewania: mianowicie, że jedna jest Istota Boska, którą zowiemy i która jest Bogiem wiecznym, niecielesnym, niepodzielnym, nieskończonej mocy, mądrości i dobroci, stworzycielem i zachowawcą wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, że jednak trzy są osoby tejże istoty i mocy oraz współwieczne: Ojciec, Syn i Duch Święty. Terminu zaś: osoba, używa się w znaczeniu, w jakim go używali w tym związku ojcowie Kościoła: iżby określał nie część lub właściwość czegoś, lecz to, co istnieje samo przez się. Kościoły nasze potępiają wszelkie herezje, jakie wystąpiły przeciwko temu artykułowi wiary, jak manichejczyków, którzy przyjmowali istnienie dwóch pierwiastków: dobra i zła, oraz walentynian, arian, eunomian, mahometan i im podobnych.)..." W chrzcielnym wyznaniu wiary np. luterańskim, mamy: „Czy wierzysz w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi(...)” Jest to też zgodne z treścią Symbolu konstantynopolitańskiego który, w porównaniu z nicejskim, rozszerzony został m.in. o treść: „Stworzyciela nieba i ziemi,” (i dalej za nicejskim: „wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”). Dalej, Symbol konstantynopolitański został przejęty już w VI wieku jako symbol chrzcielny w kościołach chrześciajńskich Wschodu, a od 580 roku był w Konstantynopolu intonowany w trakcie Eucharystii. Zatem mamy zaczyn do twierdzenia, że doktryna o Bogu Stwórcy wszystkiego obecna jest we wszystkich Kościołach chrześcijańskich. A skoro Bóg jest Stwórcą wszystkiego, a pod mianem chrześcijaństwa nie rozumiemy kościołów opartych na doktrynach uznanych przez chrześcijaństwo za heretyckie, to możemy postawić hipotezę, nie zagłębiając się jeszcze w teologie chrześcijańskich Kościołów nie-rzymsko-katolickich, iż również w ich doktrynach należy się spodziewać, iż Szatan jest dziełem Bożym. Rzucając kątem oka na protestantyzm, można zauważyć, że w odniesieniu do cytowanych już słów IV Soboru Laterańskiego protestantyzm nie stoi w opozycji do tego twierdzenia. Konfesja Augsburska zawiera bowiem w Art. XIX „O przyczynie grzechu” słowa: „Kościoły nasze uczą o przyczynie grzechu, że choć Bóg stwarza i zachowuje przyrodę, to przyczyną grzechu jest wola złych, mianowicie diabła i niepobożnych ludzi. Wola ta, gdy Bóg nie przyjdzie z pomocą, odwraca się od Boga, jak mówi Chrystus w Ewangelii wg Jana, r. 8: (Diabeł), gdy mówi kłamstwo, ze swego własnego mówi.” Nie bardzo rozumiem pytanie, gdyż zdaje się, że sam na nie przytoczyłeś odpowiedź podsuwając artykuł, w którym jest zacytowany fragment, przeze mnie zresztą i też przez Ciebie powtórnie przywołany. Szerszy fragment brzmi: „Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny, nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, Syn od samego tylko Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, współwszechmocni i współwiekuiści. Są jednym wszystkich rzeczy początkiem, Stwórcą wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat. a. na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała. Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale sami siebie uczynili złymi. Człowiek zaś zgrzeszył za podszeptem diabła. Ta święta Trójca, według wspólnej swojej istoty jedyna, a według właściwości osobowych rozróżniona, najpierw przez Mojżesza i świętych Proroków oraz przez innych wysłanników swoich przekazała rodzajowi ludzkiemu zbawczą nauk, według ułożonego z góry doskonałego rozkładu czasów (…)” Czy możesz wyjaśnić sens Twojego pytania?
  3. Diabeł w średniowieczu

    Secesjonisto, dziękuję za interesujący materiał. We wspomnianym opracowaniu autor używa jednak pojęcia „diabeł” i „szatan” zamiennie. Wskazuje, że oba miana pochodzą z dwóch różnych języków i niosą ze sobą odmienne znaczenia: greckie diabolos tłumaczy jako oszczerca, hebrajskie satan tłumaczy jako przeciwnik. Niemniej, w tej części tekstu, w której powołuje się na Biblię, nie wykazuje bynajmniej, iż są to dwie różne postaci. Wręcz przeciwnie. Pisze m.in.: „ Chociaż szatan pod swoim własnym imieniem jest wzmiankowany tylko trzy razy (1 Krn 21,1; Hi 1-2; Za 3, 1-5), to rzeczywistość oznaczona tym pojęciem jest stale obecna w Piśmie Świętym, rozpoczynając od Rdz 3,1, przez księgi historyczne (1 Krn 21,1), mądrościowe (Hi 1-2; Mdr 2,24) aż do prorockich. Jako imię konkretnego anioła, Szatan pojawia się w testach biblijnych ok 520-300 r. przed Chr.” Jeśli pójść tropem wskazanym przez autora, to w 1 Księdze Kronik, w Księdze Hioba oraz w Księdze Zachariasza pada nazwa „szatan” (przypomnijmy: z j. hebrajskiego), natomiast w Kiędze Mądrości mamy „diabeł” (z j. greckiego). Wynika to z faktu, iż Księga Madrości jest częścią Septuaginty – ksiąg kanonu aleksandryjskiego, którymi posługiwali się Żydzi żyjący w diasporze, a sama Księga Mądrości , obok 2 Księgi Machabejskiej, napisana została w oryginale w grece, a nie w języku hebrajskim. Przy okazji, co również ciekawe wobec twierdzenia autora, iż szatan w księgach Biblii hebrajskiej wymieniany jest pod swoim własnym imieniem, to w żadnym z przypaków w polskiej Biblii Tysiąclecia imię to nie jest pisane dużą literą. W przeciwieństwie do przekładów Biblii w innych językach, z Wulgatą włącznie. Z kolei w przypadku „diabła” w Księdze Mądrości mamy w Wulgacie Mdr 2,24: „Invidia autem diaboli mors introivit in orbem terrarum:” Jednak w całym opracowaniu autor nie wskazuje na to, iż w średniowieczu teologicznie istniała między diabłem i szatanem różnica. Wskazuje natomiast, iż „Dla katolickiej wiary [może warto zwrócić uwagę, że autor nie pisze: chrześcijańskiej wiary – uwaga moja] prawda o istnieniu szatana znajduje podstawy w orzeczeniu IV Soboru Laterańskiego (1215): (…) „Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale sami siebie uczynili złymi” (BF IV, 33)”. Tu warto jednak zaznaczyć, że jednym z owoców IV Soboru Laterańskiego było podstawowe twierdzenie kosmologii chrześcijańskiej: stworzenia przez Boga świata z niczego: Creatio ex nihilo. Co za tym idzie, poruszona i określona musiała zostać w tym kontekście również kwestia szatana i zła. Kwestia leżąca u źródeł herezji dualistycznych na tle chrześcijańskim: doktryn gnostyckich, manicheizmu, kataryzmu. Historycznie istotne jest też to, że w tym czasie istniała już teoria creatio ex nihilo, będąca jednak dziełem gnostyków: Bazyildesa oraz Walentego Egipcjanina i mówiąca o stworzeniu świata materialnego z niczego, tyle że przez siły zła. Co mnie natomiast w przytoczonym przez secesjonistę tekście zaciekawiło, to fakt, iż autor przybliżając postać szatana w Starym Testamencie sięga w pierwszym rzędzie po apokryfy Starego Testamentu. Inna sprawa, że w czasie IV Soboru Laterańskiego natchniony charakter siedmiu ksiąg Septuaginty był też dyskusyjny – do kanonu zaliczono je dopiero na Soborze Trydenckim. Jest to o tyle ciekawe, że jednym z argumentów na stworzenie świata z niczego jest fragment biblijnego tekstu: „spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróc uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg”. Fragment ten pochodzi z 2 Księgi Machabejskiej, 2 Mch 7,28. Czyli z jednej z ksiąg Septuaginty. Pytanie, jak na tle rozwoju myśli teologicznej wokół kwestii szatana i zła zmieniał i dostosowywał się wizerunek diabła w średniowieczu. Tu podrzucę ze swej strony ciekawy artykuł z National Geographic, przedstawiający zmiany wizerunku diabła w sztuce średniowiecznej: https://www.nationalgeographic.com/archaeology-and-history/magazine/2018/09-10/history-devil-medieval-art-middle-ages/ Mam nadzieję, że udało mi się nakreślić kolejny kawałek tła dla dyskusji.
  4. Jak Polacy nazywali Wrocław?

    Książka pochodzi z końcówki XIX-go wieku, więc do których władz i do których historyków kierowana jest ta pretensja? Co ma władza i historycy do tłumaczenia i wydawania książek? Co ma wnieść nazwa miasta wydania danej pozycji zawarta w odwołaniu bibliograficznym do udowadniania nazwy miasta w języku polskim? Wrocław. No i taka jest nazwa w języku polskim. Co z tego wynika? Jak z tego faktu formułwać zarzut wobec „władz” i „historyków”? Jaki zarzut? Że „Wrocław” jest dziś polskim endonimem? Nie słyszałem, żeby, dajmy na to, Mediolańczykom sen z powiek spędzał fakt, że ich włoskie Milano a lombardzkie Milan to w języku polskim Mediolan, w niemieckim Mailand, a w jidysz מילאן (jakkolwiek się to czyta). (Co do tłumaczeń książek natomiast, to swoją drogą pytanie, ilu Polaków czyta książki? Według badań stanu czytelnictwa w Polsce na rok 2018 przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową, 37% przeczytało w roku co najmniej jedną książkę, 9% przeczytało co najmniej 7 książek rocznie. A zatem 54% respondentów nie przeczytało ani jednej książki w ciągu roku. Ponad połowa. To też wina władz czy historyków?)
  5. Krosno Odrzańskie - zapomniane polskie ziemie

    Śląsk to kraina historyczna, więc miasto nigdy nie przestało leżeć na Śląsku niezależnie od przemieszczania się granic podziału terytorialnego. Tak samo przecież sam Wrocław nigdy nie przestał leżeć na Śląsku mimo, iż był w swej historii raz po tej, raz po innej stronie zmieniających się przez wieki granic terytorialnych (w uproszczeniu mówiąc) Czech, Austrii, Prus czy Polski.
  6. AK kontra GL

    Podobnież i postawa Brytyjczyków wobec de Gaulle'a tak w trakcie operacji Torch jak i Overlord, czy impas francusko-amerykański w styczniu 1945 roku w kwesti obrony Strasbourga. Lub postawa Aliantów we Włoszech, szczególnie wobec wzmożonych akcji włoskiego ruchu oporu we Włoszech północnych, liczacego na rychłą kampanię wojsk zachodnich w kierunku Alp i pozostawionych na pastwę wojsk niemieckich po publicznym ogłoszeniu przez Alexandra przez radio informacji, że na zimę 1944/1945 nie planuje ofensywy. Tudzież los Jugosławii, w której walki w trakcie II wojny światowej przecież Brytyjczycy się angażowali. Brytyjska i amerykańska polityka wobec Polski i Polskiego Rządu na Uchodźctwie, szczególnie od momentu ataku III Rzeszy na ZSRS, nie była też przykładem uczciwości i zaufania. Więc to, że ktoś czegoś oficjalnie na siłę nie instalował, nie oznacza, że nie podchodził do kwestii wyzwalanych krajów arbitralnie i bez większego względu na dobro owych krajów z perspektywy walczących przy jego boku lub dla jego korzyści przedstawicieli sojuszniczych sił i władz tych krajów. Oczywiście, nie ulega absolutnie wątpliwości, że sowiecki i stalinowski terror to zło w czystym wydaniu i że opcja wyzwolenia przez siły sowieckie oznaczała dla Polski przejście ze stanu jednej okupacji w stan drugiej. Ale nie można przemilczać faktu, że to w dużej mierze polityka zachodnich mocarstw alianckich przyczyniła się do faktu, iż Polsce innej opcji nie pozostawiono. I z dzisiejszej perspektywy wiemy, że nadzieje na wyzwolenie Polski przez wojska zachodnie można było wpisać tylko w kategorię marzeń, raczej nierealnych. I w tym kontekście odpowiedzialność za inspirowanie bratobójczych walk w obliczu okupacji w Polsce można, z pełnym zastrzeżeniem zdecydowanego, bezpośredniego wpływu sowietów, przypisać również nieuczciwej wobec Polski polityce zachodnich mocarstw alianckich i płynacych w jej skutek do Polski sygnałów z Londynu. Podkreślam: z olbrzymią, niepodważalną przewagą winy po stronie sowieckiej.
  7. Akt 1. W centrum Kolonii stoi jedna z największych katedr w Europie. Śmiała gotycka konstrukcja, poruszający wyraz wiary jej XIII-wiecznego projektanta we własne i ludzkie możliwości. Wokół budowy katedry w Kolonii i mistrza Gerarda von Rile – jej głównego projektanta i pierwszego budowniczego narosły legendy, w których główną rolę gra pakt mistrza z diabłem. Choć rzecz dotyczy wydarzeń średniowiecza, legendy pierwszy raz spisane zostały bodajże pod koniec XIX wieku. Czy budowie katedry już w XIII wieku towarzyszyły opowieści o pakcie mistrza z diabłem? Mistrz zginął wskutek upadku z wysokości w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego czwórka dzieci dokonała żywota obciążona chorobą umysłową. Choć prace budowlane trwały jeszcze przez niemal dwa wieki po śmierci mistrza, do końca XV wieku nie wzniesiono wież, ostatecznie budowa zamarła. W miejscowych legendach budowa katedry zdobyła sławę obciążonej kląwą. Katedrę ukończono dopiero, po długiej przerwie, w XIX wieku. Akt 2. Irlandzki pub w centrum akademickiego niemieckiego miasta. Coponiedziałkowy quiz – zabawa intelektualna dla braci akademickiej i przygodnych pasjonatów wiedzy nie zawsze praktycznej. Jedno z pytań tego wieczoru: Czy szatan jest władcą piekła? Odpowiedź na zasadzie: "tak" lub "nie". Po całej serii pytań – czas na rozwiązania. Młode czerwonowłose dziewczę robiące tego wieczoru za moderatora, przy pytaniu o szatana, z ciekawym brytyjskim akcentem (taka zasada, iż cały quiz odbywa się w j. angielskim) podaje poprawną odpowiedź: „Nie”. Uzasadnienie: w Biblii nigdzie nie pojawia się szatan / diabeł. Nie wytrzymuję i pytam: „Czy słyszał ktoś może o księdze Hioba lub zna fragment Nowego Testamentu przedstawiający obraz kuszenia Jezusa na pustyni?” Sporo zdziwionych spojrzeń, wielu zaczyna googlować. Chwila ciszy, w końcu rozlega się szmer. „No i?” pytam, przy czym nie ukrywam, lekko bojowy nastrój to po części efekt Guinessa. Po krótkiej chwili werdykt: Odpowiedź na „tak” też jest prawidłowa. Zawsze to coś, poza tym lubię tę cienką warstewkę pianki w Guinessie. Za chwilę takie samo zamieszanie powstaje z kolejnym pytaniem. Tym razem o to (i to nie ja tym razem), czy dodanie oliwy do gotowanego makaronu zapobiega jego sklejaniu się. I tak intelektualne kontrowersje wokół diabła wśród narybka XXI-wiecznej inteligencji ladują w jednym kotle ze spaghetti. Pozwoliłem sobie w nieco nietypowy sposób ukazać drogę do pytania, które chciałbym tutaj zadać, a które wydaje mi się historycznie (a może i po części religioznawczo) ciekawe: jak to jest z tym diabłem? Kiedy wkroczył do chrześcijaństwa? Czy jest częścią teologii, czy częścią wierzeń? Czy jego obecność w chrześcijańskiej i społecznej świadomości średniowiecznej Europy była znacząca i jest faktem, czy też jest ten obraz bardziej efektem późniejszych teorii na temat średniowiecza i ludowych legend? Kiedy powstały pierwsze legendy z diabłem w roli głównej? (i po części filozoficzne: co się, do diabła, i kiedy zmieniło?)
  8. Husytyzm

    Gdybyś zadał sobie trud czytania do końca choćby i tych materiałów, które sam cytujesz, to dotarłbyś do tej części: Nom commun 1 [modifier le wikicode] catin \ka.tɛ̃\ féminin 1.(…) 2.(Vieilli) Fille de la campagne. On dit aussi dans ce sens catiche. Gdybyś miał wytrwałość drążyć dalej, to doszedłbyś i do innych słowników i definicji: CATIN (s. f.)[ka-tin] 1. Nom de fille et surtout de fille de la campagne, abréviation de Catherine. On dit aussi Catiche. • "Dans ce hameau, je vois de toutes parts De beaux atours mainte fillette ornée ; Je gagerais que quelque jeune gars Avec Catin unit sa destinée" (DESHOULIÈRES Ball. sur la nécessité d'un peu de fortune quand on se marie) z których Wiki, na którą się tu powołujesz, najwyraźniej czerpie. To łącznie 1 minuta klikania i parę minut czytania. Gdybyś... Ale tego nie robisz. Poprzestajesz na przeczytaniu pierwszego zdania i, nie czytając dalej, budujesz swoje historie. Wolne od rzeczywistości. Zacznij czytać do końca.
  9. Husytyzm

    Pisząc w j. francuskim słowo głowa, pisze Euklides tête czy tete? Zresztą. Tu ma Euklides etymologię francuską: http://www.cnrtl.fr/etymologie/tette a tu włoską: https://www.etimo.it/?term=tetta Jak Euklides się upiera, że po włosku głowa to tetta, to niech przy tym zostanie. Zawsze to jakiś zastrzyk adrenaliny dla towarzyszących Euklidesowi w podróżach po Italii. Apropos Catin jako imienia, to w podanym wcześniej wyjaśnieniu etymologii wyraźnie jest napisane: jeśli to oznacza ladacznicę, to... to niech sobie w świecie Eukllidesa oznacza. Nawet Catherinie, jak dla mnie, może dla Euklidesa to oznaczać. Most może być Mostem Głów, husyci katarami... Ja tam się zmęczyłem. Koniec OT.
  10. Husytyzm

    Francuskie słowo: tête - głowa pochodzi (według francuskich słowników etymologicznych) od łacińskiego słowa testa, oznaczającego pierwotnie ogólnie objekt z terakoty (np. wazę, ale i płytkę), z czasem muszlę, skorupę. W IV-V w. n.e. słowo znaczyło już czaszkę, a do X przejęło znaczenie głowy w mowie potocznej, funkcjonując równolegle ze słowem caput w języku oficjalnym. (więcej o etymologii słowa można znaleźć pod tym linkiem: http://cnrtl.fr/etymologie/tête) Natomiast inne słowo francuskie: téton – sutek, pochodzi od słowa tette/tete oznaczającego już co najmniej w języku francuskim XII wieku pierś, a pochodzącego z kolei od słowa *titta w języku zachodniogermańskim (germ. occ.) o tym samym znaczeniu. Od tego słowa pochodzi i współczesne angielskie słowo teat (zwierzęcy sutek, a wulgarnie tits o piersiach), i holenderskie tit, i niemieckie Zitze – wymię, zwierzęcy cycek (w mowie potocznej, wulgarnie o piersiach – Titten, czyli cycki, wymiona o kobiecych piersiach). W języku włoskim słowo tetta oznacza pierś, cycek. Przy czym włoski słownik etymologiczny stawia na łacińskie słowo *tĭtta – sutek. Ostatecznie, czy z zachodniogermańskiego, czy z łaciny, niech się etymologowie różnych krajów między sobą dogadują. Jak by nie było, nazwa mostu Ponte della Tettes tłumaczona jest jako „Most Cycków”, a do tego w XII wiecznym języku francuskim istniało słowo tette/tete w znaczeniu "piersi". Z jakich zatem powodów pan Monteilhet stawia na głowy, to już zapewne jego słodka tajemnica, podobnie jak i cała reszta rewelacji, które on przy tej okazji według Euklidesa wypisuje. Być może akurat tymi informacjami nie dysponował, a coś napisać musiał lub chciał, co na jedno wychodzi. O piersiach miło się pisze, ale kończę ze swej strony ten OT, bo o husytach ma być mowa, nie o cyckach. Chyba, że jest coś ciekawego do poruszenia w kwestii wokół piersi tudzież nagości w kontekście husytyzmu?
  11. AK kontra GL

    A gdzie byli w styczniu 1944 roku, gdy Armia Czerwona stanęła na przedwojennej wschodniej granicy Polski? W lipcu 1944 roku, gdy Armia Czerwona przekroczyła Bug? Lub pod koniec stycznia 1945 roku, gdy stanęła na linii Odry? Już 17 marca 1945 roku Eisenhower wydał rozkaz Pattonowi odstąpienie od planu wkroczenia do Czechosłowacji, zanim Patton jeszcze dotarł do Renu, a 28 marca 1945 roku, w dniu gdy Patton dumnie zameldował swemu głównodowodzącemu, że „właśnie nasikał do Renu”, tenże Eisenhower wysłał depeszę do Stalina z propozycją, że wojska amerykańskie i sowieckie mogą spotkać się na linii Erfurt-Lipsk-Drezno. Ten artykuł zdaje się temu zaprzeczać: https://ww2db.com/battle_spec.php?battle_id=310 Wszak 6 maja Amerykanie wchodzili do Pilzna... A zasadnicze pytanie: Dowodem na co miałby być fakt wkroczenia oddziałów Pattona do Pilzna 6 maja 1945 roku? Chyba tylko tego, że Patton miał większe jaja niż Eisenhower. Tylko co to miałoby wnieść w kwestii polskiego podziemia i Polski niepodległej i wolnej od komunizmu? Nie przyniosło nawet nic Pradze: "6 May 1945 (…) Czechoslovakia Czech resistance leaders made a radio broadcast, appealing to the Americans for military assistance in their war against the Germans, not knowing that the Western Allies had already made a deal with the Soviet Union in terms of operational boundaries in Central Europe." (World War II Database, WW2 Timeline).. *** Natomiast wracając do mojego osobistego zdania, że można sytuację w polskim podziemiu w czasie okupacji nazwać wojną domową, to mam pytanie dotyczące opisu sytuacji przedstawionego przez Ciekawego we wklejonym na końcu poprzedniej strony wątku tekście. Między innymi do tej perspektywy: Tymczasem w „Zarysie dziejów polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956” Sławomir Poleszak, Leszek Wnuk, stanowiącego wstęp do wydanego przez IPN w 2007 roku „Atlasu Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944-1956” Warszawa – Lublin 2007 możemy przeczytać m.in.: "Inną drogę obrali przywódcy środowisk narodowych. Po fiasku planu „Burza” w listopadzie 1944 r. liderzy podziemnego Stronnictwa Narodowego uznali, że żołnierzy wywodzących się z podlegających tej partii formacji zbrojnych - Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych - umowa scaleniowa z AK już nie obwiązuje i powołali do życia, afiliowane przy SN, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe." To trochę dziwne, jako że w całym tekście Ciekawego AK i NSZ , podobnie jak cytaty z „Biuletynu Inforamcyjnego” i „Szańca” przedstawiane są równolegle i zamiennie, a brak odwołania do okresów i okoliczności i niesionych z nimi położeń budują obraz braterskiej wspólnej walki z komunistami, różnice wydają się być nie warte uwagi, a ich współpraca „układa się w miarę poprawnie.” Tymczasem profesor Stanisław Salmonowicz w artykule: „Dylematy Polskiego Państwa Podziemnego (1939-1945)” pisząc: „Ujawnienie zbrodni katyńskiej i zerwanie stosunków dyplomatycznych między obu państwami stworzyło nową sytuację. Odtąd, jak później to chyba nie bez ironii określano, ZSRR był tylko sojusznikiem naszych aliantów, ale wobec Polski był, jak poprzednio, wrogiem. (...)” stwierdza dalej: "(...) Kierownictwo PP musiało rozważyć problem stosunku do tworzonego w kraju podziemia komunistycznego oraz zbliżającej się do granic Polski Armii Czerwonej. Propaganda komunistyczna i ruch partyzancki GL-AL, a zwłaszcza partyzantka radziecka na terytoriach za Bugiem, budziły już poważne zaniepokojenie w 1943 r. PPR, podobnie jak skrajna prawica z jej siłami zbrojnymi (NSZ), nie uznawała ani rządu RP w Londynie, ani Delegatury Rządu RP na Kraj i nie chciała podporządkować swoich struktur militarnych AK. W istocie skrajna prawica i PPR to były struktury podziemne wrogie Państwu Podziemnemu. Komuniści polscy na służbie moskiewskiej byli naszymi wrogami. Co do tego ani kierownictwo AK, ani główne partie polityczne popierające Rząd RP nie mieli wątpliwości. Toczyła się od pewnego momentu ostra walka propagandowa. Podobnie, siłą rzeczy, oba obozy prowadziły wobec siebie działania wywiadowcze. Tylko skrajna prawica (NSZ) podejmowała działania konfrontacyjne wobec komunistów. Prowadziło to nieraz także do działań wrogich wobec ludzi w strukturach PP, podejrzanych (z reguły bezpodstawnie) o sympatie komunistyczne. (…) Delegatura Rządu na Kraj i KG AK odrzucały działania, których intensyfikacja prowadziłaby do wojny domowej „w podziemiu”, korzystnej w pierwszym rzędzie dla Niemców. Stąd powtarzane w KG AK pojęcie Treuga Dei na czas wojny między Polakami, czyli swego rodzaju rozejmu z przeciwnikami politycznymi. Dziś to stanowisko jest krytykowane, natomiast zarówno w kręgach PPS-WRN i SL oraz w kierownictwie Armii Krajowej zdawano sobie sprawę z konieczności realnego przeciwstawiania się propagandzie komunistycznej, (...)”. Dalej, opisując przełom lat 1942/1943, przedstawia on sytuację następująco: „Jeżeli nie tyle wpływ propagandy komunistycznej i akcji G.L., co konieczności wynikające z ogólnej polityki represyjnej, powodują stopniowe narastanie ruchu partyzanckiego w G.G. kierowanego przez ZWZ-AK, to sprawa Zamojszczyzny otworzyła drogę do pierwszego otwartego lokalnego oporu zbrojnego przeciwko władzy niemieckiej. Zamojszczyzna została upatrzona na pierwszy teren kolonizacji niemieckiej w G.G. już w planach od 1940 r. Od listopada 1942 r. plan ten szeroko realizowano, wysiedlając i deportując ludność wsi. W sumie do końca stycznia 1943 r. poddano brutalnym represjom około 60 tys. Polaków. Podjęta została miejscowa, saoobronna walka z kolonistami niemieckimi i przejęcie tej samoobrony przez oddziały BCH i AK [Instrukcje w tej mierze władz PP zostały zatwierdzone przez Rząd RP uchwałą z dnia 25 grudnia 1942 r. Uchwała Rządu nakazywała jednak ograniczyć opór czynny do terenu Lubelszczyzny.] (...) Tymczasem NSZ w tej epoce unikają już akcji antyniemieckich, pozostają nadal poza strukturami PP, a równocześnie, w różnych swoich ogniwach (zwłaszcza kieleckich), wchodzą w lokalne kontakty z niemieckimi służbami specjalnymi. Od 1943 r. koncentrują się raczej na walce z komunistami lub osobami uważanymi za lewicowe. Trudno też nie pamiętać, że mamy fakty zbrodni na ukrywających się Żydach. Fakt ten dotyczy także innych środowisk zdemoralizowanych okupacją niemiecką, ale nie można tej kwestii tendencyjnie uogólniać.” Zatem twierdzenie o „w miarę poprawnym układaniu się współpracy” między AK, BCH i NSZ jest chyba mocno naciągnięte, by nie powiedzieć skrzywione? Puentą dającą do myślenia może być kolejny fragment z cytowanego na początku „Zarysu dziejów …” wydanego przez IPN: "(...) Stronnictwo Narodowe od początku wojny było jednym z filarów rządu RP na uchodźstwie oraz stojącego na gruncie ciągłości państwowej II RP podziemia w kraju. Zajęcie Polski przez Armię Czerwoną i powstanie PKWN doprowadziło do rozłamu wśród partii politycznych tworzących zaplecze tego rządu. Przywódcy SN uznali odejście z rządu dotychczasowego premiera, lidera Stronnictwa Ludowego Stanisława Mikołajczyka i podjęcie przez niego rozmów z komunistami za zdradę i poparli nowy, stworzony bez udziału ludowców gabinet. W efekcie od grudnia 1944 r. to głównie SN tworzyło zaplecze rządu RP na uchodźstwie. Po rozwiązaniu AK i stopniowej likwidacji agend tzw. podziemia londyńskiego SN i podległe mu NZW stały się najważniejszą siłą działającą w Polsce z mandatu rządu emigracyjnego. (…) Na mapie polskiego podziemia na skrajnej prawicy sytuowała się konspiracja wywodząca się z Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” (ONR-ABC). W okresie II wojny światowej Organizacja Polska ONR powołała do życia własną formację wojskową - Związek Jaszczurczy, który następnie wszedł do Narodowych Sił Zbrojnych. Działacze OP nie zgadzali się z koncepcją powołanej do życia na przełomie 1944 i 1945 r. organizacji zbrojnej - Narodowego Zrzeszenia Wojskowego. Po nieudanej próbie zamachu na dowództwo NSZ odcięli się od tej inicjatywy. Odrzucili zwierzchność SN, nie przekazali swoich żołnierzy do NZW i pozostali przy nazwie NSZ. W praktyce w tym okresie OP stała się integralną częścią NSZ, stąd też często używa się nazwy NSZ-OP. (…) W pierwszej połowie 1944 r. jedyną uwzględnianą przez liderów OP i NSZ drogą do odzyskania niepodległości był wybuch III wojny światowej. W związku z tym zakładano, iż należy ewakuować z kraju główne siły NSZ. W styczniu 1945 r. dowódcy głównego zgrupowania NSZ-OP, Brygady Świętokrzyskiej, podjęli rozmowy z Niemcami. Uzyskali od dowództwa Wehrmachtu zgodę na ewakuację na zachód. Brygada Świętokrzyska przeszła wraz z jednostkami niemieckimi na Morawy, a następnie przedostała się do amerykańskiej strefy okupacyjnej. (…). W lipcu 1945 r. przywódcy OP dokonali radykalnej rewizji dotychczasowej koncepcji działalności. Doszli do wniosku, że sytuacja międzynarodowa ustabilizowała się i nie ma szans na wybuch nowego światowego konfliktu. Wydali polecenie rozwiązania oddziałów zbrojnych i włączenia się w nurt legalnego życia w duchu zgodnym z założeniami NSZ-OP.” Doprawdy, aż korci by zapytać: W zamian za jakie obietnice lub dzięki czemu Brygada Świętokrzyska NSZ-OP w ogóle mogła z Niemcami rozmawiać, po czym dostała zgodę dowództwa Wehrmachtu i przeszła z jednostkami niemieckimi na Morawy? Uzasadniona będzie uwaga, by w rozpatrywaniu omawianej w wątku kwestii „AK kontra GL” zrezygnować z wrzucania AK do jednego worka z NSZ? W ogóle nie łączyć AK z NSZ. Bo, jak to sam Ciekawy powiedział: *** Moje pytanie brzmiało, czy taki bilans został przeprowadzony. Z odpowiedzi wnioskuję, że nie. A szkoda. Bo być może ukazał by w liczbach sytuację z nierozpatrywanej strony i skłonił do nowych spostrzeżeń.
  12. Blondynka w Gotenhafen

    Dopiero teraz zauważyłem ten wątek. I od razu wciągnęło mnie przeglądanie filmów! Dotarłem do playlisty "The Spirit of Liberation". Filmowane ujęcia Berlina czy Hamburga z lata 1945 roku, do tego w kolorze, mają w sobie coś... nie wiem... Hipnotyzują i raz po raz człowiek musi sobie przypominać, że wojna skończyła się zaledwie przed paroma miesiącami. Szczególnie przy ujęciach z berlińskiej pływalni, plaży czy choćby samej jazdy autostradą...
  13. No fakt. Czyli raszpla, która już nie nadaje się do tego, do czego nadawać się miała...
  14. AK kontra GL

    Ta konkluzja wydaje mi się dość trafna. Mi nasuwa się też wniosek, że przedstawiony tekst jest jaskrawym obrazem wewnętrznego rozłamu. Np. przy komentarzu w oparciu o Artykuł 110 § 1 przytoczonego Kodeksu Karnego zastanawia mnie dlaczego argumentem do jego interpretacji jest nastawienie ogółu społeczeństwa oraz stanowisko NSZ wobec ZSRR. Jeżeli bowiem na podstawie tylko i wyłącznie tych dwóch czynników przyjąć status ZSRR jako wroga, to jak traktować przytoczony fakt pomagania przez AK sowietom w zdobywaniu poszczególnych miast? Czy według tego kryterium AK nie "działała na korzyść nieprzyjaciela"? Jeśli nie, to czy NSZ nie działały "na szkodę sił sprzymierzonych"? A skoro Rząd w Londynie oficjalnie nie uznał ZSRR za pańswo wrogie i nie był z nim w stanie wojny, a NSZ Rząd w Londynie uznawały, ale najwyraźniej nie uznawały oficjalnego stanowiska Rządu wobec ZSRR, to co z Artykułem 93? Oczywiście, w Rządzie nastąpił rozłam co do polityki względem ZSRR, ale biorąc za miarę stanu prawnego wyłącznie stanowisko NSZ, to czy NSZ uznało co najmniej część Rządu za zdrajców i skazało na śmierć? Dla mnie jest to obraz olbrzymiego rozłamu, który, gdy patrzeć na sprawę z zewnątrz, ostatecznie był problem wewnętrznym kraju, osłabiającym jego pozycję międzynarodową. A wracając do wklejonego przez Ciekawego tekstu: Czy takiej analizy wzajemnych stosunków stron konfliktu oraz nastawienia wobec tych bądź innych aktów prawnych nie możnaby zebrać również w przypadku wojny domowej w Hiszpanii czy Jugosławi (tej z czasu II wojny światowej)? Ile byłoby analogii... W wojnie domowej zawsze jest strona, której mozna przypisać obronę status quo, i jest strona, której można przypisać cel jego zburzenia. Od strony burzącej trudno oczekiwać chęci przestrzegania tego, co burzy. W walce o władzę trudno oczekiwać, że strony przeciwne będą uznawać siebie na wzajem jako władze prawowite. Gdy przebiega owa walka bez przemocy, można mówić o opozycji. Ale gdy w grę wchodzi wzajemne zabijanie, to mamy wojnę domową. Czy ofiar jest sto, czy tysiące, nie ma znaczenia. I powrócę mimo wszystko do pytania z mojego poprzedniego postu, o bilans działalności zbrojnej polskiego podziemia:
  15. Tyz prowda Ale wtedy to chodzi o wysokie cholewki? Lub cholewy? Bo cholewka chyba jednak to ogólnie ta skórzana część buta powyżej podeszwy. No jak jej lico już nie jest gładkie a swego chłopa nieustannie i ostro szlifuje....
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.