jakober

Użytkownicy
  • Zawartość

    266
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O jakober

  • Tytuł
    Ranga: Starszy wykładowca
  • Urodziny

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Wybacz secesjonisto, ale odnośnie czego? Przebiegu drogi? A sama droga nie wystarczy? Pozwól, że zamieszczę link do mapy oraz do jednej ze stron związanych z tą drogą. Chodzi Tobie o to, żebym udowodnił poprawność wyjaśnienia hasła ze wstawionego przeze mnie cytatu?: To, przepraszam, to, co w nim jest zawarte nie wystarcza? Mam go podważać lub udowadniać? Wybacz, nie mam dzieł ani Ptolemeusza, ani Strabona pod ręką i pozwalam sobie zaufać doświadczeniu i wiedzy tych, którzy w naukowych publikacjach wiedzą o minionych wiekach nabytą i odkrywaną się dzielą. Z wielu wątków na tym forum wynika, że przytoczenie cytatu jest mile widziane i praktykowane (bez głębszego komentarza, pozostawiając dyskutantom pole do samodzielnego myślenia i poszukiwania), również z Twojej strony. Jeśli zamieszczone cytaty nie wystarczają dla tej dyskusji lub jeśli chodzi Tobie o coś zupełnie innego, niż przyjąłem, że Tobie chodzi, to mów o tym proszę wprost i pełnym zdaniem.
  2. Wzdłuż rzeki Lech, na początku I w.n.e. zbudowano Via Claudia Augusta, wiodąca z Trydentu i Verony do Recji. Z drogi korzystało m.in. Cursus publicus. Wzdłuż tej drogi i rzeki założono co najmniej kilka obozów wojskowych, z których niektóre przerodziły się z czasem w osady i miasta . Chyba największe z nich, a od czasów Trajana stolica prowincji Recji - Augusta Videlicorum, leży 30 km od miejsca połączenia sie Lecha z Dunajem. Augusta Videlicorum (dziś Augsburg) leży nad rzeką Licca (dziś Lech), przez nie przebiega węzeł dróg Via Claudia Augusta, Via Julia, Via Raetia... I Twoim zdaniem rzeka przy tak istotnym szlaku komunikacyjnym, nad którą leży stolica rzymskiej prowincji Recji, nagle, po kilku wiekach istnienia w świadomości Rzymian pod nazwą Licca (a greckie Likias), zmienia swoją nazwę na niezidentyfikowaną nazwę jakiegoś plemienia, które gdzieś tam „w III wieku próbowało przekroczyć granice rzymskie”?? Doprawdy, jeżeli to trzyma się jakiejś logiki, to idąc tym tropem i biorąc pod uwagę, iż zdarzenie miało miejsce w XXw. a dziś mamy już XXI wiek, podtrzymuję pomysł: Jeżeli uważasz tego typu pomysły za głupie, to w pełni się z Toba zgadzam... Ależ pozwalam, proszę. Nie w narzędziu tajemnica, lecz w sposobie jego użycia.. Ale, żeby Ciebie uspokoić: w wypadku rzeki Lech nie muszę zaglądać do Wikipedii. Tak się w moim życiu zdarzyło, że przez kilka lat mieszkałem nad tą rzeką. Polecam odwiedziny licznych muzeów w Augsburgu, Monachium, Regensburgu i zapoznanie się ze zbiorami archeologicznymi. A jeśli chodzi o występujące w łacinie nazwy obracające się wokół rzeki Lech, to pozwolę sobie zauważyć, że w „Der Neue Pauly” nie ma odnotowanej takiej nazwy jak Lygis. Jest za to: "Licates - (Λικάττιοι; Likáttioi, Str. 4,6,8; Λικάτιοι; Likátioi, Ptol. 2,12,4; Plin. HN 3,137). Vindelician tribe that probably settled on the upper course of the Lech ( Licca). The main town was Damasia. L. were still serving as auxiliary soldiers [1] in the Roman army around AD 160."; "Licca - (Λικίας; Likías). Righthand tributary of the Danube (Ptol. 2,12,1; 4; Venantius Fortunatus Carm. praef. 4, Vita Martini 4,642), modern Lech." a także, zupełnie niezależnie od tego: "Lugii - The Germanic ‘great people’ (μέγα ἔθνος; méga éthnos, Str. 7,1,3), the L. (Lugiorum nomen), comprised many tribes, the most powerful being the Harii, the Helvecones, the Manimi, the Helisii and the Naha(na)rvali. Among the last, the cult community had its sacred grove (Tac. Germ. 43,2). Ptolemy differentiates L. Oma(n)noí, Didoûnoi and Boûroi (Λ. Ὀμαννοί/Ὀμανοί;, Διδοῦνοι, Βοῦροι, Ptol. 2,11,18; 20). As neighbours of the Suebi and the Goti, the L. settled in Silesia on the Oder and in the bordering regions along the Amber Road ( Amber). (…)" Pozwalam sobie zamieścić wersję angielskojęzycznego tłumaczenia haseł, a że skorzystałem przy tym z internetu – jeśli HorusX to razi, trudno, musi z tym żyć. W tym momencie przeczysz samemu sobie, gdyż cały czas próbujesz dowieść istnienie tego związku. Jeżeli bowiem zarówno Strabon jak i Ptolemeusz wymieniają w swych dziełach tak Lugii jak i Licates w dwóch różnych kontekstach i położeniach geograficznych, to są to dwa różne plemiona. Rzeka Licca wzięła nazwę od Licates i tylko dlatego, że taką sytuację – lud osiadły nad tą rzeką - zastali Rzymiane, gdy na te tereny wkroczyli. A w proponowanych w tej tu dyskusji teoriach obie te rzeczy są bezładnie mieszane, dla pikanterii przyprawiane Łużyczanami. Więc zadam fundamentalne pytanie: w jakim celu?
  3. Ambron, zadam z głupia takie pytanie: o którego konkretnie historyka Tobie chodzi? Z Twojego odniesienia wynika, że o przytoczonego w Wikiepedii prof. Jerzego Strzelczyka (przypis [4], który ostatnie wydanie książki Šafárika posłowiem opatrzył? Możesz wyjaśnić podstawę, na której skreślasz z dyskusji o teorii jednego historyka głos drugiego historyka zarzucając temu drugiemu, że jest historykiem, a nie językoznawcą? Jeżeli już na samym starcie, Twoim zdaniem, „opinia historyka, nie językoznawcy, wyrażona w publikacji popularno-naukowej” nie warta jest brania pod uwagę w dywagacjach o historii na portalu historycznym, to może przedstawiłbyś swój zawód i stopień naukowy oraz swoje publikacje, by inni mogli rozważyć powód brania pod uwagę Twojej opinii? Wiesz, tak z czystej przyzwoitości i szacunku dla odrzuconego przez Ciebie autorytetu konkretnego historyka... Moja propozycja była czysto radosna. Choć, jakbym chciał ciągnąć zabawę w proponowany sposób, to wskazałbym lugī , lygi , ,lъža, ложь z wzięciem pod uwagę wszystkich wymian, palatalizacji, denazalizacji i wszystkiego innego, co w jednym wyrazie naraz zdarzyć się może i czekałbym na wynik.. Co w takim razie z takim volxъ , *němъ, *roud-s-ь? Jeśli o rzekę Lech chodzi naprawdę, to jest to prawy dopływ Dunaju i, siłą rzeczy, leży po jego południowej stronie ..! W III w.n.e. było to terytorium podległe Cesarstwu Rzymskiemu. Jak plemię, które „w III wieku próbowało przekroczyć granice rzymskie” wzięłoby w źródłach pisanych nazwę od rzeki leżącej na terytorium cesarstwa??? To może od dziś nazwijmy żołnierzy Grupy Armii Południe i Grupy Armii Północ Wiślanami! Albo Wisłę nazwijmy Werma... Przepraszam, znów nachodzi mnie radosny nastrój... U Strabona i Ptolemeusza rzeka nosi nazwę Likias, Λικίας, u Rzymian Licus, Likius, Licca (por. Licates w inskrypcji na Tropaeum Alpium czy Breuni Liccates). Od ósmego wieku jako Lech, Lecha. Nie ma żadnego Lygis... Czyli ostatecznie kto jak siebie samego nazywał.... ?
  4. W Wikipedii ta teoria jest wspomniana z adnotacją, iż "W świetle współczesnych badań etymologia ta nie ma żadnego uzasadnienia, zaś w świetle teorii allochtonicznego pochodzenia Słowian jest ona nieprawdopodobna [4]. Przypuszcza się, że nazwa Lugiowie może mieć pochodzenie celtyckie, od imienia boga Lugha [5]. (...) [4] Jerzy Strzelczyk, Wandalowie i ich afrykańskie państwo, Warszawa 2005, s. 38. [5] John T. Koch, Celtic Culture. A Historical Encyclopedia, Volume III, Santa Barbara 2006, s. 1203." Zapewne teoria o celtyckich konotacjach nie wszystkim do gustu przypada. A gdyby tak wziąć pod rozwagę słowiańskie *lъgati i gockie liugan o wspólnym indoeuropejskim rdzeniu *lugh-, *leugh- ? Ciekawe, czy znaleźliby się chętni?
  5. Może dlatego, że skoro w hebrajskim nie ma osobnego zapisu (znaków) dla liczb, to po prostu poszczególne litery (w sensie znak) oznacza jakąś liczbę. To trochę chyba jak w zapisie rzymskim znakiem I zapisuje się 1, X - 10, L - 50, itd., które to znaki można jednocześnie wykorzystać do zapisu głosek "i", "iks", "el"... Tak sobie to na chłopski rozum tłumaczę. Może wyjaśnieniem byłby po trosze artykuł z Wikipedii o greckim systemie liczbowym. Natomiast nie bardzo przekonuje mnie interpretacja co do samej wspomnianej liczby 666. Bo, zasadniczo, Neron miał imię jakie miał. Ktoś jakiś czas później napisał Apokalipsę w języku grecki, w którym to języku imię to zapisywało się tak, nie inaczej, a w którym to jednocześnie zapisał dosłownie w grece liczbę 666 - choć z tego co rozumiem z artykułu, z którego pochodzi powyższy cytat, to do tego do końca zgody nie ma, ale w zapisie greckim "Neron" i "666" chyba podobne nie są.. Więc ktoś wpadł na pomysł, żeby z greki imię przetłumaczyć na hebrajski. Potem ktoś połączył "Neron" z "Kesar", wyłuszczył spółgłoski i wyszło mu, że suma znaków owych wyłuszczonych spółgłosek daje 666... Pytanie: nie nazbyt to zawiłe? No i kiedy żył Neron, kiedy napisano Apokalipsę, kiedy sformułowano pojęcie "liczby Bestii", kiedy powstała Miszna, Talmud, gemetria... No i, na zdrowy rozum, olbrzymia wariacja sum liczb w różnych wariacjach (a więc zapewne i znaków owe liczby określających, które poukładane w szeregi mogą dać różne słowa) daje wynik 666... Tak tylko, nawiasem, ale jakoś sceptycznie do takich interpretacji podchodzę. Wpisy wydzielono z tematu: forum.historia.org.pl - "Neron ocena". secesjonista
  6. Hitler „zaatakował“ Żydów, ponieważ była to część jego ideologii. Na fali swych populistycznych haseł i na ludzkich uprzedzeniach, fobiach i pragnieniach doszedł do władzy i, gdy już miał taką możliwość, swoje ideoologiczne ataki zamienił w czyn. Poza tym nic nie wyklucza możliwości zbudowania ideologii na przesłankach czysto materialnych czy pragmatycznych dla ideologię głoszącego. Częścią jego ideologii była też walka z komunizmem i, gdy doszedł do władzy, nic nie stało na przeszkodzie, by z ideologicznych powodów zaatakować ZSRR. Nic, z wyjątkiem może geografii, układów sił w Europie i na świecie i właśnie pragmatyzmu. Ów pragmatyzm podpowiedział powstanie paktu Ribbentrop-Mołotow mimo, iż kilka lat wcześniej, po dojściu do władzy, Hitler zerwał wszelkie wspólne projekty szkoleniowe i produkcyjne w zakresie wojsk i broni pancernych i lotniczych z ZSRR, które Republika Weimarska na mocy uładu z Rapallo i układu berlińskiego potajemnie i na terenie ZSRR, w latach 1926-33 prowadziła. Na ile poważnie Stalin odebrał zmianę polityki Niemiec po dojściu Hitlera do władzy świadczy choćby w tym przypadku czystka w Armii Czerwonej w latach 1937-38, która objęła w zasadzie wszystkich nie tylko oficerów, ale nawet pracowników cywilnych, mających coś do czynienia ze wspólnymi niemiecko-radzieckimi programami, osądzonych za szpiegostwo na rzecz Niemiec. Co więcej, komisarz ludowy do spraw zagranicznych Maksim Litwinow jeszcze w kwietniu 1939 roku prowadził rozmowy z brytyjskim ambasadorem w Moskwie sir Williamem Seeds o koalicji brytyjsko-francusko-radzieckiej. I mimo to III Rzesza i ZSRR w drugiej połowie 1939 roku pakt Ribbentrop-Mołotow sporządziły i podpisały, a następnie, przez kilka lat, podtrzymywały kontakty dyplomatyczne i handlowe. To był pragmatyzm. Czy wziął górę nad ideologią? Raczej był środkiem do wprowadzenia ideologii w czyn. Ależ takie rozmowy były z inicjatywy Niemiec prowadzone! 13 listopda 1940 roku spotkali się w Berlinie Hitler, Ribbentrop i Mołotow i ze strony Niemiec padła propozycja koalicji czwórstronnej Niemiec, Włoch, Japonii i ZSRR. Problem nie tkwił w chęciach (nawet, jeśli pozornych) Hitlera, lecz w równej mierze znaczenie miało stanowisko (dyktowane planami) ZSRR. Ponadto jawi się pytanie do powyższego scenariusza i podziału "zdobyczy", czy można było Stalina skusić koloniami brytyjskimi w Azji? Jeśli Stalin w marcu 1939 roku w przemówieniu stwierdził, że ZSRR nie będzie dla kapitalistycznego Zachodu kasztanów z ognia wyciągać, to dlaczego miałoby chcieć to robić dla III Rzeszy gdzieś w Azji południowej? Rozważając, co Hitler mógłby komuś dać lub do czego zachęcić, zapominamy o inteligencji i dążeniach potencjalenego obdarowywanego. Czy można zakładać, że ZSRR przyjmie potencjalne posiadłości w południowej Azji po to, by musieć tam skierować ogromne ilości wojska, by owe posiadłosi w ogóle objąć w posiadanie i tym samym osłabić swoje siły bądź to na granicy z Chinami (pytanie bowiem jaką rolę odegrałoby dla Aliantów przy potencjalnym wejściu ZSRR w skład Osi państwo Czang Kaj Szeka), bądź to na zachodzie od strony Europy i III Rzeszy (ufałby Hitlerowi?)? I czy Hitler byłby w ogóle w stanie coś tam z państw Azji południowej komukolwiek sprezentować? Jedyne, co z punktu widzenia ZSRR mogłaby III Rzesza sprezentować, to coś, co leżałoby na styku III Rzesza – ZSRR i do sprezentowania czego (czytaj: zajęcia lub odstąpienia) III Rzesza musiałaby się przyczynić. Tego było niewiele, a z tego co było, ani myślała III Rzesza dawać. Poza tym w czasie, gdy prowadzono rozmowy o potencjalnej koalicji członków Osi z ZSRR, Związek Radziecki wspierał Chiny w wojnie z Japonią. Jak tu rozmawiać o wspólnej koalicji ZSRR-Japonia? Proponować Chiny jako prezent dla Japonii, kiedy ZSRR ewidentnie i dobitnie jest przeciw? Nawet jeśli Stalin wspierając Czang Kej Szeka grał przeciw Mao, to dlatego, iż uznał, iż komuniści chińscy są za słabi, by stawić opór Japonii. Wniosek? Propozycja „Chiny dla Japonii” odpadałaby w jakichkolwiek rozmowach czwórstronnych z ZSRR. Co więcej. ZSRR czerpało z wojny w Chinach przykład strategii. Przy proponowanym powyżej podziale „tortu” Japonia może i mogłaby sobie Chiny wziąć, gdyby była w stanie je wziąć. Ale nie dała rady. Zarówno obrona Szanghaju jak i sposób prowadzenia wojny przez Czang Kej Szeka po zdobyciu przez Japonię Nankin pokazały, iż pozorna przegrana, wciągnięcie wroga w głąb kraju i przejście do pasywnej obrony ostatecznie wroga osłabia i daje czas obrońcom na okrzepnięcie i przejście do zabójczego dla wroga kontrataku. Strategia ZSRR w wojnie obronnej była tego żywą kopią. A ten słabszy to ten realny czy ten potencjalny? Jeśli silniejszy jest ode mnie silniejszy, to pozostanie silniejszym też po mojej walce ze słabszym. Gdy rzucę się na słaszego, to marnuję swoje siły w walce z nim, a w tym czasie silniejszy, nawet jeśli się nie dozbraja, z racji mojego słabnięcia staje się dla mnie jeszcze silniejszy. I istnieje ryzyko, że ruszy, by mi wtłuc i mi wtłucze – w końcu jest silniejszy, a ja jestem zmęczony walką ze słabszym lub jeszcze się z nim szamoczę. Lanie słabszego i osłanianie się przed silniejszym bez ryzyka poturbowania przez silniejszego, gdy marnujemy swoje siły na słabszego możliwe jest tylko wtedy, gdy mamy całkiem solidne osłony wynikające nie tylko z naszych własnych sił. W przypadku Wielkiej Brytanii broniącej się przed III Rzeszą było to położenie na wyspach, dziadoska pogoda, a do tego możliwość kąsania od strony zadka. III Rzesza wobec ZSRR (jeśli rozpatrywać Sowietów z pozycji silniejszego) takich atutów nie miała. Zauważ, jancet, że strategia III Rzeszy, jeśli uznać Wielką Brytanię za słabszego a ZSRR za silniejszego przeciwnika, w 1940 i w pierwszej połowie 1941 roku wyglądała tak, jak piszesz. I nie przyniosła skutku. Słabszy dał bowiem radę osłonić się i okrzepnąć, a silniejszy się dozbroił. Decyzja, by rzucić się na Goliata w najmniej spodziewanym momencie, a opędzanie się od kąsania Wielkiej Brytanii powierzyć swoim sojusznikom, nie była absurdalna a jedynie brawurowa. A ta brawura mogła być wynikiem konieczności. Być może problem III Rzeszy polegał na tym, że w ogóle uderzyła na Wielką Brytanię, zamiast dokonać zwrotu i uderzyć na ZSRR. Może to w 1940 roku Hitler nie docenił Wielkiej Brytanii a przecenił ZSRR i uderzył na ZSRR o rok za późno?
  7. To, że prędzej czy później musiało dojść do konfrontacji III Rzesza i ZSRR nie budzi chyba żadnych wątpliwości. Od samego powstania NSDAP była partią antykomunistyczną i walka z bolszewizmem, „żydowskim marksizmem” była jednym z głównych haseł programu nacjonalistcznej partii. Złudzeń nie pozostawiała ani polityka wewnętrzna (rozprawienie się z komunistami niemieckimi) ani zewnętrzna (choćby zerwanie traktatu z Rapallo i związanej z nim współpracy militarnej Armii Czerwonej i Reichswehry) już po dojściu nazistów do władzy w Niemczech. To prawda, że kwestią pozostawało kiedy do tego dojdzie. Na początku stycznia 1941 roku mówił już w Berghof o zamiarze uderzenia na ZSRR. Zaryzykowałbym spostrzeżenie, że posunięcia Związku Radzieckiego do 1941 roku były polityce Hitlera na rękę. W gruncie rzeczy doprowadzały bowiem do tego, że choćby i Finlandia, i Rumunia miały konkretne powod, by do uderzenia na ZSRR po stronie III Rzeszy się przyłączyć. Ale nie sądzę, żeby datę uderzenia na Hitlerze wymogły. Szybciej wymogła to ogólna sytuacja, nie tylko w Europie. W marcu 1941 roku do „Paktu Trzech” przystąpiła Jugosławia. Kilka dni później nastąpił pucz generała Dusana Simovica. Hitler natychmiast zarządził inwazję na Jugosławię w ramach wcześniejszego planu pomocy Włochom w opanowaniu Grecji. Jugosławię opanowano dość szybko wspólnymi siłami włoskimi, niemieckimi, węgierskimi i bułgarskimi. Ale wojna na Bałkanach opóźniła jednocześnie planowany pierwotnie na 15 maja 1941 roku atak na ZSRR. Dlaczego Hiter zdecydował się zaatakować, mimo opóźnienia, w drugiej połowie czerwca? Możliwe, że dlatego, iż najzwyczajniej zamierzał uderzyć tak szybko, jak tylko to możliwe, przed zimą, a przekładanie ataku na wiosnę następnego roku nie wchodziło zupełnie w grę w momencie, gdy Stany Zjednoczone ewidentnie przyjmują już pozycję po stronie Wielkiej Brytanii (Lend-Lease), Włochom podwija się noga w Afryce Wschodniej, Brytyjczycy aktywnie i z sukcesami zaczynają rozbrajać potencjalne punkty ataku na ZSRR ze strony Syrii, Iranu, Iraku. Bo taka możliwość, teoretycznie, w pierwszym kwartale 1941 roku jeszcze istniała. Możliwe, że w tym momencie uderzenie na ZSRR i błyskawiczne jego podbicie było jedyną opcją dla dowódctwa III Rzeszy w obliczu wojny z Wielką Brytanią, która już toczyła się na wielu frontach i w obliczu której na potencjalne zagrożenie ze strony ZSRR nie można było sobie pozwolić? Być może podbicie ZSRR stanowiło w oczach Hitlera istotną kartę do ustabilizowania sytuacji w Europie na jego warunkach, wymuszenie pokoju na Wielkiej Brytanii? Plan ataku powstał wcześniej, jedno opóźnienie spowodowane sytuacją na Bałkanach jeszcze przeszło, ale na kolejne nie można było sobie pozwolić?
  8. Nie wiem, czy przewinęło się już przez forum, nie znalazłem podczas szybkiego przeszukiwania, ale może zastanawiał się już ktoś nad pochodzeniem takich nazw jak bigos tudzież kapusta? Pytanie naszło mnie podczas przygotowywania bigosu, który chciałem zaprezentować niepolskojęzycznym przyjaciołom. Podobnie jak i kwestia, kto pierwszy kapustę zakisił?
  9. Przepraszam, ale urwanie głowy z projektami.. Znam. W przypadku herbu węgierskiego rodu - Istvan Varallyay zasłużył na niego swą biegłością w przeistaczaniu ogierów w wałachy. Co do rodu włoskiego kondotiera, to herb jego rodu przedstawiający trzy jądra odnosi się bezpośrednio do owej charakterystycznej męskiej części anatomicznej. Winny jest ponoć Gisalbertus Attonis, założyciel rodu, zwany "Il Colione".
  10. Czy możliwe żeby III Rzesza zaatakował ZSRR by dać Węgrom Siedmiogród?? I po trochu coś Rumunii, Finlandii, Bułgarii? Kaliber obdarowywanych, nawet w pęczku, nie pasuje do kalibra zaatakowanego. Czy zdarzyło się wcześniej, by III Rzesza zaatakowała jakiś kraj po to, by obdarować inny? Z takiego wyłącznie powodu? Walcząc na pięści z jednym przeciwnikiem, który dotrzymuje pola, rzucać wyzwanie drugiemu na noże, schodząc przy tym do szpagatu po to, by rzucić gapiącym sie dzieciakom parę cukierków, które akurat ten drugi w kieszeni ma? Co mogłaby III Rzesza tym zyskać?
  11. Mundur armii austro-węgierskiej. Najprawdopodobniej szeregowiec piechoty.
  12. Chciałbym wrócić do pytania: Nie wiem, czy załączy się też cytowany w załączonym przeze mnie powyżej wpisie wpis janceta, więc na wszelki wypadek tu wkopiuję: "Można znaleźć inne argumenty. Otóż Hitler uważał, że Wielka Brytania jest pokonana. Wprawdzie musiał sobie odpuścić bezpośrednią inwazję na Wyspę, ale liczył na sukces w bitwie o Atlantyk oraz w Afryce północnej. Inwazja wojsk brytyjskich na kontynent była nie do wyobrażenia, a można było liczyć na to, że Rommel z kilkoma dywizjami (+ Włosi) zimą dojdzie do Kairu." Wydaje mi się, że trzeba nieco uporządkować chronologię. Co do tego, jak Hitler postrzegał kwestię pokonania Wielkiej Brytanii, to pytanie, o który rok chodzi? Krzysztoff pyta o rok 1941. Ten rok nie nastrajał optymistycznie do założenia, iż Wielka Brytania jest pokonana. Włochy wkręciły się w 1940 w kampanię przeciw Wielkiej Brytanii w Afryce Wschodniej, która to kampania, mimo początkowego sukcesu, w 1941 roku była już pasmem porażek i właściwie rozstrzygnięta została już w maju 1941 roku. Przy czym ciekawe, iż pomimo początkowych sukcesów i przewagi liczebnej, Włosi w tej kampanii dość szybko przeszli do taktyki okopania się i bronienia pozycji. W marcu 1941 roku Rommel uderzył na froncie w Afryce Północnej. Zamierzał dotrzeć do Kairu - nie dotarł. Intersujące, że w ogóle uderzył, bo rozkaz miał, by umocnić zajęte w lutym pozycje. W maju 1941 wybuchła wojna między Irakiem i Wielką Brytanią. Irak sympatyzuje z nazistowskimi Niemcami, liczy na ich pomoc. Ma ropę. Jednak wsparcie ze strony Włoch i III Rzeszy jest nikłe wojna w tymże samym maju się kończy zwycięstwem sił Wielkiej Brytanii. W marcu 1941 roku podpisany zostaje program Lend-Lease jako program pomocy ze strony USA dla Wielkiej Brytanii i Chin, pod który w czerwcu podczepiony zostaje ZSRR. W Iranie rządzi Reza Szach Pahlawi. Choć ogłasza Iran neutralnym, sprzyja Niemcom. Pytanie, czy III Rzesza to wykorzystuje? Iran ma ropę. W sierpniu 1941 dochodzi do inwazji wspólnych sił brytyjskich i sowieckich na Iran. W całym tym obszarze państwa Osi ponoszą klęski, a jedyna mogąca przeważyć szalę zwycięstwa siła w postaci Afrika Korps nie otrzymuje wzmocnień i rozkazy hamujące. W efekcie brak jakichkolwiek podstaw do zakładania, że na froncie afrykańskim i bliskowschodnim Wielka Brytania ponosi klęski - wręcz przeciwnie. I nic nie wskazuje na to, by na tym froncie Hitler na cokolwiek liczył. Z zestawienia przebiegu wydarzeń emanuje zadziwiający brak zaangażowania czy chęci zwycięstwa. Kampania w Afryce Wschodniej i Północnej ze strony państw Osi wygląda jak pokaz sił, ale nie walka o bezwzględne zwycięstwo. I tu nasuwa mi się pytanie. Czy powiązanie przez krzysztoffa w pytaniu daty 1941 z podstawami agresji III Rzeszy na ZSRR jest właściwe? Na początku czerwca 1940 roku Hitler w rozmowie z głównodowodzącym frontu zachodniego, Gerdem von Rundstedt, oznajmia, że po podpisaniu pokoju z Wielką Brytanią będzie miał wreszcie wolne ręce do swojego wilekiego i prawdziwego zadania - rozprawienia się z bolszewizmem. Pokój jednak nie zostaje podpisany. W lipcu 1940 r. rozpoczyna się Bitwa o Anglię. 16 lipca Hiter zarządza przygotowanie do operacji Lew Morski. 19 lipca w przemówieniu w Reichstagu nawołuje Wielką Brytanię do zaakceptowania podziału Europy i tym samy zakończenia wojny. Lord Halifax odmawia 22 lipca. 31 lipca na spotkaniu w Berghof, Hitler oznajmia najwyższym dowódcom swoją decyzję co do wojny z ZSRR. Według notatek gen. Haldera, Hitler oznajmił, że kwestę ZSRR należy wraz z początkiem roku 1941 "roziwązać" by odebrać Wielkiej Brytanii ostatnią nadzieję na kontynencie. Im wcześniej, tym lepiej. (Powyższe krótkie streszczenie w oparciu o WIkipedię, artykuł "Unternehmen Barbarossa"). Ciekawa chronologiczne rzecz: w lutym 1940 roku podpisana zostaje radziecko-niemiecka umowa handlowa, w wyniku której Niemcy zaopatrywane są przez ZSRR w olbrzymie ilości surowca w zamian za technologię i sprzęt wojskowy (Wikipedia, "German-Soviet Commercial Agreement 1940"). W czerwcu 1940 roku ZSRR wkracza do Besarabii. W dużym uproszczeniu wygląda to tak: ZSRR czerpie z wiedzy technologicznej w zamian dając III Rzeszy surowiec. Sowieci na tym wygrywają na zasadzie: zakręcony kurek zawsze odcina odbiorcę od surowca, za to wiedzę w międzyczasie nabytą można rozwijać dalej. (Doświadczenie co do wagi owej wiedzy czerpało ZSRR jeszcze zapewne z efektów umowy z Rapallo i współpracy militarnej z Republiką Wajmarską i czerpało by pewnie dłużej niż do 1933 roku, gdyby naziści nie doszli do władzy); Sowieci wykonują ruchy w momencie, gdy III Rzesza skupiona jest na wydarzeniach frontu zachodniego. Obsesja Hitlera jest niejako podsycana, a z drugiej strony toczy się wzajemna gra polityczna (w listopadzie 1940 roku toczą się rozmowy w sprawie przystąpienia ZSRR do państw Osi). Postawa III Rzeszy na froncie w Afryce jest dziwna. Czy Hitler liczy mimo wszystko na dogadanie się z Brytyjczykami? Zasadniczo, przy zdecydowanym zaangażowaniu w Afryce i w basenie Morza Śródziemnego miałby olbrzymie szanse dostępu do ropy i istotnych szlaków handlowych. I zdecydowanie większego zagrożenia ZSRR. Więc dlaczego nie rozwija tego scenariusza? Przecież, zasadniczo, nic nie wskazuje na to, że Wielka Brytania podpisze pokój, ani na to, że jest pokonana. Po rozpoczęciu inwazji na ZSRR bardzo szybko zawiązuje się współpraca Wielkiej Brytanii i USA z ZSRR (inwazja na Iran w sierpniu 1941, Lend-Lease). Nie można oprzeć się wrażeniu, że ZSRR było nieustannie pompowane. Najpierw przez samą III Rzeszę, potem przez Aliantów zachodnich. I tu nasuwa mi się znowu pewna myśl: czy istnieje taka możliwość, że to doskonale rozegrana przez ZSRR partia szachów, w której podstawowe założenie wygranej dopuszcza margines błędu i początkowe straty?
  13. Zgadza się. Tylko, jak rozumiem stanowisko euklidesa, to nie jest umiejętność praktyczna wystarczająca dla wzniesienia budowli przełomowej w przeciwieństwie do wiedzy mistrza murarskiego. I Apollodoros był architektem, i Hippodamos z Miletu urbanistą. Pytanie: byli, bo takie wykształcenie otrzymali czy też byli, bo nimi się stali tworząc to, co tworzyli, wykraczając nieco poza "swoją" dziedzinę? Podobnie Bramante, Michał Anioł czy Brunelleschi? Czy Izydor Starszy i Anthemios nie są również architektami? Apollodoros nazwany jest przez Prokopiusza z Cezarei architektōn, bo dla Trajana był kimś więcej, niż mēchanopoios i Trajan powierzył mu zaprojektowanie Panteonu. Co zatem z Izydorem i Anthemiosem? Jest ich wiedza praktyczną czy tylko teoretyczną?
  14. Wszak w I wieku zbudowano Panteon. A i wtedy już znano kopuły. Wieki przed nim wiszące ogrody semiramidy, o świątyni w Luksorze czy piramidach nie wspominając. Co świadczy o skali założenia teoretycznego? Metry kwadratowe, kubiczne? Co jest przełomowe? Któraś z rzędu kopuła, tylko większa, czy pierwsza kopuła, która się nie rozpadła? Co jest większym przełomem: kolejny model jakiejś tam marki samochodu czy pierwsza idea, że koło może być pomocne człowiekowi w transporcie? Ktoś stworzył koło, ktoś wóz, ktoś rydwan, ktoś bryczkę, ktoś samochód, ktoś kolejny model czegoś do jeżdżenia z dużą prędkością. Sieć kroków i idei czerpiących z tego, co zaobserwowane, co już jest i odwaga, że można dalej. Tak samo ma się z Hagią Sophią. Jeden z kroków postawionych przez człowieka myślącego. A jaką to konkretnie wiedzę praktyczną? Wuj rysował, a bratanek w tym czasie lepił na boku własnoręcznie inne kopuły w tempie dwie na rok, by nabrać praktyki, a potem, jak wujkowa się posypała, wszedł na rusztowanie, rozebrał i poukładał własnoręcznie od nowa? Czy może też wykorzystał to, co już zobaczył, pomyślał jak to, co nie zadziałało naprawić, zmienić i zaprojektował coś nowego, bez gwarancji, że tym razem zadziała, jedynie w oparciu o, nie bójmy się tego słowa, teorię? Czy Izydor Starszy nie dorastał Młodszemu tylko dlatego, że jego kopuła się nie utrzymała? Ale może bez Starszego Młodszy w ogóle by na pomysł kopuły nie wpadł? Nie rozumiem logiki w pierwszym akapicie. Dla "poganina" jeden czort, czy cesarz burzy jego świątynię, "bo tak", czy też burzy, żeby stawiać z niej świątynię innemu bogowi. Co w tym bezbolesnego? Ciekawych przypadków styku polityki, architektury a nawet religii mamy w historii natomiast tyle, co eskimos lodu. Jako pierszwy z brzegu przykład (jako, że ten przykład już się tu w rozważaniach o Hagii Sophii pojawił) wystarczy prześledzić, dlaczego w ogóle Santa Maria del Fiore kopułę musiała mieć. Co do Turków i dylematu "rozwalić - zachować" - jak ktoś co ładnego zdobędzie, to nie zawsze chce to roz...pieprzyć. Równie wielką radość czerpie z tego, że teraz ma to on. A Turcy wszak nie byli barbarzyńcami, piękno docenić potrafili. Nawet sami zaczęli dozdabiać. Wszak doklejali minarety. A że bardzo ich wspaniałość budowli poruszyła, to świadczą chociażby inne, wyrosłe na wzór Hagii Sophii meczety w Stambule i nie tylko. Hagia Sophia wrosła jako wzór dla świątyń bardzo mocno w kulturę i architekturę Islamu. Nie do końca zgodzę się ztym, co napisał kilka postów i lat wcześniej lotherlohan - architektura bizantyńska to nie jakiś przesyt ornamentyką. Właściwie to niewiele jej więcej, jeśli w ogóle więcej, niż w późnej architekturze Rzymu. I tylko chyba w wydaniu wczesnej architektury bizantyńskiej za Justyniana. Przeolbrzymią i przepiękną z innej strony, bogatą w geometryczne wzory i symbolikę ornamentyką narosła jedna z jej spadkobierczyni - architektura Islamu.
  15. Euklidesie, tylko nadal nie rozumiem, co w tym wyjątkowego? Przytoczyłem przykład Witruwiusza - inżyniera machin wojennych, rzymskiego artylerzysty, który pisze traktat o architekturze - traktat, który waży w przyszłości na rozwoju architektury w Europie! Witruwiusz żył na długo przed projektantami Hagii Sophii (I w.pn.e.). Wskazałem też na Hipodamosa z Miletu (498-408 r.p.n.e.!) - w głównej mierze matematyka i filozofa, który znalazł swe miejsce w historii architektury dzięki projektom dwóch miast starożytnej Grecji. Można sięgnąć Apollodorosa z Damaszku (60 - 130 r.) - twórcę rzymskiego Panteonu, który służył dla Trajana w trakcie wojny dackiej jako inżynier wojskowy. Fidiasz, słynny w historii sztuki starożytny rzeźbiarz grecki, miał swój wkład w budowę Akropolu. Historia, również ta starożytna, pełna jest przykładów twórców, którzy, właśnie, tworzyli. To znaczy: łącząc wizję, ideę, doświadczenie, obserwację odpowiadali na zgłoszoną ze strony zamawiającego potrzebę, przyczyniając się do powstania dzieła. Nie musieli przy tym być murarzami, cieślami, etc. Biegłość "praktyczna" była pomocna, ale nigdy gwarantem powstania nowatorskiego (nawet mniej nowatrorskiego) dzieła. Tak jest po dziś dzień. Owi "mole książkowe, którzy dokonują jakichś tam obliczeń na papierze, rysują plany" są właśnie twórcami powstających na podstawie tych wyliczanek i bazgrołów budowli. Nie do końca pojmuję, dlaczego tak trudno to zrozumieć? Ale bez zrozumienia tego trudno zaakceptować, że największą wartością, jaką wkłada twórca w dzieło, jest idea połączona z wiedzą i doświadczeniem. Doświadczeniem praktycznym bo umiejętność zaplanowania czegoś, co będzie istnieć i służyć do celu, dla którego zostało stworzone, jest umiejętnością praktyczną. Dlatego napisałem też: ważne, by rozróżnić, czym jest projektowanie a czym budowanie. Ale bynajmniej rozróżnienie to nie ujmuje projektowaniu miana wiedzy i umiejętności praktycznej. Bez pomysłu, który przy bardziej złożonych obiektach przelewa się na karty planu czy projektu i w którym kompiluje się cała wiedza, czasem albo i często czerpiąca i tworząca w oparciu o teoretyczne obliczenia, nie powstałoby w historii ludzkości nic nowego.