Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Bruno Wątpliwy

Relacje polsko-litewskie w okresie III RP

Rekomendowane odpowiedzi

Oficjalnej przyjaźni polsko-litewskiej towarzyszyło (i towarzyszy często nadal) szereg problemów, związanych głownie z polską mniejszością na Wileńszczyźnie: zwrot ziemi, dwujęzyczne napisy, pisownia nazwisk itp.

Jawi się dosyć oczywiste pytanie - na ile Litwini postrzegają nadal Polskę i Polaków według dawnych kryteriów z lat litewskiego odrodzenia narodowego i okresu międzywojennego?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
FSO   

Witam;

Bruno: tak naprawdę inna jest mentalność senatorów, posłów czy kręgów "narodowo - katolickich", a inne opinie pism związanych z lewicą, szerzej kontestujących prawicową wizję świata. Spora część działań oficjalnych ośrodków mimo woli prowadzi do zamknięcia się dość biednych miejsami Polaków we własnej enklawie, do tego, że utożsamiani są oni z hasłem "Polak - katolik" i w zasadzie idących wbrew próbie integracji Litwy [jako kraju]. Ten drugi ośrodek [NIE, FiM, d. Trybuna] wypomina że patrzenie na stosunki z punktu widzenia polskie Wilno, próba polskości przaśno - ludowej do niczego innego nie prowadzi. Próbuje przemówić by integrować się kraje, by pomagać w jego rozwoju, by sprawić że siła i finansowa i gospodarcza Polonii gwarantowała naprawdę konkretny wpływ na rządzenie i politykę. Nie wiem na ile się to teraz zmieniło...

pozdr

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zasadniczo uważam, iż ten problem na razie nie zostanie w pełni i zadowalająco rozwiązany.

Potrzeba czasu, a ściślej wymiany pokoleniowej, tak byśmy my coraz mniej myśleli o "utraconej symbolicznej ojczyźnie", zaś Litwini "o "zaborze" swych ziem.

Katalog błędów i znaiechań jest znaczący, a jako prawicowiec skupię się z oczywistych względów tylko na pewnym, subiektywnym oglądzie... no i aby drogi FSO miał pożywkę dla dalszej dyskusji ;)

ad FSO:

"Ten drugi ośrodek [NIE, FiM, d. Trybuna] wypomina że patrzenie na stosunki z punktu widzenia polskie Wilno, próba polskości przaśno - ludowej do niczego innego nie prowadzi. Próbuje przemówić by integrować się kraje"

To ja bym poprosił o konkrety. Nie o katalog oczywistych życzeń w postaci większej integracji, ale o mechanizmy i działania które miały by to sprawić.

Zwłaszcza ze wspomnianego przez FSO środowiska tygodnika "Nie" najbardziej by mnie interesowały.

Jakoś Leszkowi Millerowi nie udało się przekonać Litwy do zrezygnowania z dziesięcioletniego vacatio legis w sprawie umowy o pisowni polskich nazw i nazwisk, pomimo pochodzenia ze środowiska o tak twórczych koncepcjach względem relacji z Litwą. ;)

Litwa wciąż podtrzymywała, że nie ma możliwości używania polskich znaków diakrytycznych (sic!) i to w dobie dość powszechnej, jednak komputeryzacji.

Nie wiem jak będzie się czuła Anna Kowalska, która w nowej formule nazywać się będzie Tamta Kowalska.

Sprawa przeciw właścicielom kawiarni "Alina" przy ul. Pylimo (Zawalnej) o wystawienie menu w języku polskim - to kuriozum, ale dość symptomatyczne dla działań władz litewskich.

patrzenie na stosunki z punktu widzenia polskie Wilno

Jest to całkiem zrozumiałe spojrzenie ze względu na historię.

Czyżbyśmy mieli patrzeć z punktu widzenia litewskiego Wilna?

Cóż, robią to sami Litwini... i to częstokroć z miałkim skutkiem, a sama litewska opinia łatwo zapomniała stanowisko Ryszarda Maciejkianieca i Jana Sienkiewicza w okresie rajdu na Wilno, w styczniu 1991 r.

Mamy spojrzeć na Wilno okiem Adolfasa Šapoki, czy raczej Władimira Toporowa, a możeJuozasa Jurginisa?

Problemem Litwy jest jak skonstruować trwałą świadomość narodową na bazie swej historii. Problem wynika z tego, że najchętniej uczyniliby to wyrugowawszy z przeszłości Polaków. Šapoka sformułował to dobitnie, program historyków ma polegać na poszukiwaniu Litwinów w historii, i jak wskazują jego prace program nie zdał egzaminu.

Jak by nie próbować wychodzi, że polonizacja była elementem europeizacji Litwy, vide: prace Edvardasa Gudavi?iusa:

"Polska stała się kanałem, którym Litwa dotarła do Europy"

Dla świadomości elit Litwinów wciąż problematyczne jest zmaganie się z dziedzictwem zdania Alberta Wijuk-Kojałowicza o pewnym biskupie żmudzkim:

"gente Polonus, natione Lituanus"

Co do realiów współczesnych...

Spójrzmy na panujący "Traktat między RP a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy" z 20 II 1995 roku.

Jak on funkcjonuje, a zwłaszcza jak funkcjonuje artykuł 15 i 14?

Jak się miał do tego wywiad ministra oświaty Zigmasa Zinkiewicziusa z grudnia 1996 r. o zwalczaniu polskiego szkolnictwa ("Szkoła musi być narodowa, litewska").

"Powiem wprost, we wszystkich szkołach państwowych nauczanie musi się odbywać w języku państwowym"

Stąd pewnie w polskich szkołach nie można zapisywać nazwisk po polsku, co ugruntowano rozporządzeniem Wladyslowasa Domarkasa 9 IV 1996 r.

Uchwała Rządu RL z 25 VII 1996 r. nr 882 "O programie socjalnego rozwoju rejonów Litwy Wschodniej na lata 1996-2000" wprost zakłada lituanizację Polaków: rozwój szkolnictwa litewskiego na obszarach zamieszkałych przez Polaków. Na rozwój szkolnictwa litewskiego przeznacza się 8 milionów litów, na polskich - 0. Uchwała rządu nr 257 z 12 III 2008 r. i jej manipulacja względem egzaminów maturalnych z języka litewskiego.

Jaki cel przyświecał wprowadzeniu rządów komisarycznych w rejonach: wileńskim i solecznickim?

Czy to nie Vytautas Landsbergis apelował w okresie wyborów samorządowych w 2007 r. by właściciele nieruchomości zameldowani poza Rejonem Wileńskim meldowali się właśnie w nim, że nie wspomnę o manipulowaniu granicami okręgów jesienią 2008 r.

Kwestionowanie legalności mandatów Waldemara Tomaszewskiego i Michała Mackiewicza raczej w Polakach wzbudza odruch oblężonej twierdzy.

Jak mamy odczytać dyrektywę Bronislovasa Kuzmickasa z 1992 który delegacji Komitetu Helsińskiego zapowiedział:

"Jest nie do pomyślenia, żeby Wilno było otoczone przez obszar zamieszkały głównie przez Polaków".

W myśl tego przeprowadza się w wileńskim zgodnie z "Ustawą reprywatyzacyjną" tzw. proceder "przenosin ziemi", raport Gediminasa Pavirżisa nie pozostawia złudzeń.

Ten katalog dyskryminacyjnych działań można by pewnie jeszcze ciągnąć długo.

... nie wiem jak teraz, ale jeszcze nie tak dawno na oficjalnej stronie Litwy (htpp://alka.mch.mii.lt/foie.lt.htm) były podstrony Karaimów, Żydów, Rosjan, prawosławnych... Polskiej oczywiście - nie było.

Powtórzę - potrzeby jest czas i wymiana pokoleń.

Wszelkie obecne inicjatywy w znacznej mierze ograniczone są do wąskiego kręgu intelektualistów, choćby taka Deklaracja Wigierska. Sporadycznymi symptomami pozytywnych zmian, jest choćby wyznanie tuż przed śmiercią Antanasa Smetony, który przyznał iż próba budowy państwa narodowego była błędem.

Zacieśnianie stosunków gospodarczy ze wszech miar pożyteczne, jednak nie łudźmy się, Litwa spleciona jest mocniej interesami z Rosją, a spogląda z tęsknotą na północ. Stąd wciąż duża popularność tez Szymona Dowkonta.

Przełom nastąpi kiedy w powszechnej świadomości Litwinów zdanie Tomasa Venclova:

"Wilno jest litewskie, ale należy wątpić, czy jego los będzie bardziej znaczący, jeśli przynajmniej częściowo nie odtworzy się jego tkanka wielokulturowa, swego rodzaju tradycja WKL"

nie będzie już powodem do zwierania szeregów w obronie własnej tożsamości narodowej.

Edytowane przez secesjonista

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
FSO   

Witam;

secesjonista: i jak tu z Tobą dyskutować, kiedy wypada się zgodzić... Tak troszkę bardziej na poważnie. Mniejszość polska na Litwie to okolkice Wilna, czyli dokłądnie te rejony, gdzie jeszcze przed wojną dominowali Polacy. Musiałbym poszukać, ale prozentowano programy jakie nasz Senat pod kierownictwem [jeszcze] Stelmachowskiego [i chyba jeszcze Sejm] opracowali dla mniejszości polskiej, programy mające promować ową polskość. Miały dwie cechy, które w moim przekonaniu go dyskwalifikowały: z jednej strony ograniczały się w swej wymowie do dalszego zamykania Polaków we "własnym sosie" [hasła Polak - katolik, tradycja i takie tam], z drugiej promowały tylko jedną opcję partyją: Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. W ten sposób sami ułatwialiśmy Litwinom robotę - odtrącajcając naszych od kraju jako całości naszych, odstręczając od otwartości na cały kraj.

Wyjątki z "lewicowego" spojrzenia na politykę na Litwie:

http://www.nie.com.pl/art12078.htm , http://www.nie.com.pl/art19746.htm , http://www.nie.com.pl/art10523.htm , http://www.nie.com.pl/art18403.htm , http://www.nie.com.pl/art12944.htm

Przecież ta wojenka podjazdowa do niczego nie prowadzi. Próbując pokazać : że to jest nasze, że tu jest Polska, nie zdobędziemy zrozumienia Litwinów, którzy wprowadzone przez siebie prawo mogą egzekwować. Inaczej by wyglądała sytuacja, gdyby w regularnych litewskich partiach działali Polacy, kandydowali z ich list, byli wybierani do ichniego Sejmu a współpracowali na różnych frontach w kwestii tego co dotyczy osób polskiego pochodzenia, Polaków.

Wracanie do histyorii Litwy i tego co robili tam Polacy, niechybnie doprowadzi nas do różnych absurdów w rodzimej historii, do tego także dojdą wojny, gdzie i historycy będą mieli nieliche kłopoty by dojść czyja racja większa. W nowej pozycji, dotyczącej tego kim określali się tak naprawdę Polacy na Wileńszczyźnie, przed wojną oczywiście, najlepiej pasuje słówko tutejsi. Nie pamiętam kto już wspominał, że będąc właśnie tam u starej kobiety zdzwił się: słoma na dachu, a owa kobieta mówiła perfekcyjnie w czterech językach: polskim, po prostemu [białoruski], litewsku i jidysz... a w rosyjskim - bardzo przyzwoicie. O tym, że pisać nie umiała, wspominać nie trzeba. I jakieś to dziedzictwo z tych ziem? Jakie one litewskie jakie polskie?

pozdr

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Furiusz   

To offtop - więc prosiłbym odpowiedniego moderatora o wydzielenie :P

Może bardziej skupić się na grzeszkach naszych a nie cudzych? Litwa to kraj który przez ostatnie bez mała 200 lat, był mielony w kołach rosyjskich. Najpierw za Imperialnej Rosji, rusyfikowano te tereny na potęgę, potem mamy okres międzywojennej huśtawki i od 45 za czasów LSRR, całość wpięta była w twór, który w skrócie pisało się tak: ZSRR.

To uzasadnienie dla czego bavarsky? Polska również była przez ostatnie 200 lat mielona w kołach rosyjskich - i co z tego? To mielenie jest odpowiednim uzasadnieniem by będąc członkiem UE stosować działania wobec mniejszości polskiej na Litwie takie jakie stosują? Skoro my byliśmy mieleni przez Rosję to mamy teraz zacząć stosować tego typu działania wobec mniejszości zamieszkujących Polskę? Oko za oko ząb za ząb?

A my mamy siedzieć cicho bo Paliaczki są pyszałkowaci i zarozumiali?

My jesteśmy od nich więksi, powinniśmy działać więc o wiele taktowniej.

Niemcy są duzi, taktu jakoś w ich działaniach względem mniejszości polskiej w Niemczech nie dostrzegam. A mimo to jest po ich myśli. Jak będziemy siedzieć z założonymi rękoma bo my jesteśmy więksi, a oni mają własne problemy i 200 lat rusyfikacji to co najwyżej możemy dostać po czterech literach.

Powyższy post został przeniesiony z dyskusji o autonomii Śląska i o narodzie śląskim. LINK

Edytowane przez Bruno Wątpliwy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Furiusz   

Dziękuję bavarsky za krótki rys historycznych różnic między Litwa a Polską w okresie rozbiorów.

Dalej jednak nie uważam tego za uzasadnienie dla współczesnych działań władz litewskich.

To że Niemcy czy X-kraj tak robi nie znaczy że My mamy tak samo czynić.

Jasne, że nie, ale kiedy dane działania są w miarę skuteczne czemu nie brać przykładu? Problemem jest to, że Litwa nawet nie tyle omija co łamie konwencje UE.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14534004,Premier_Litwy___Nie_chcemy_znakow_w_dwoch_jezykach_.html#TRrelSST

Ciekawe, że wedle informacji GW 37% obywateli nie chciało tych zmian.

Nie twierdzę że nie ma problemów z poszanowaniem Polskiej racji na Litwie, ale nie widzę też drogi w rozwiązaniu tego problemu poprzez wzajemne nadęcie.

Rozwiązaniem za to ma być założenie rąk i czekanie na to aż Litwa się opamięta?

Dlatego nie cierpię PiS'u. Nie dlatego że Jarek jest mały i niezbyt urodziwy [choć to kwestia gustu], nie ze względu na ich program polityczny, nie cierpię tej partii bo mają takie zacietrzewienie w sobie, naturę przypominania wszystkim, wszem i wobec wszelkich krzywd jakie nasz Naród doznał/doznawał od wieków + dzielenia rodaków na Swoich i Lewaków

To juz jest piętrowy offtop, swoją drogą wszyscy politycy lubią dzielić ludzi, wszak druga strona nie raz mówiła, ze jest partią nowoczesną, młodych i wykształconych Polaków - to nie jest dzielenie? Ot specyfika polskiej polityki w ogóle.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   

Zgadzam się z Furiuszem.

Jeśli Litwa nie jest dzikim krajem jak utrzymujecie to znaczy że mamy prawo wymagać od nie pewnych standardów. Dodatkowo fakt, że ten kraj jest członkiem UE zobowiązuje go do określonego zachowania względem mniejszości.

Postulowanie aby poczekać aż Litwinom się humor poprawi jest zachowaniem niegodziwym. Tam cierpią nasi rodacy. Bardzo konkretni ludzie z krwi i kości i nikt kto siedzi sobie w wygodnym fotelu nie ma prawa mówić im że mają zacisnąć zęby jeszcze trochę wytrzymać.

Nie namawiam do powtórki z Żeligowskiego.

Mamy inne narzędzia. Z Litwinami nie ma co gadać bo to rzucanie grochem o ścianę. Należy rozpocząć ofensywę w Brukseli. Ciągać ich po wszystkich możliwych unijnych i miedzynarodowych sądach. Rozpocząć kampanię propagand-ową. Pokazywać spoty w których pokazywani są ludzie zmuszani do zmiany nazwisk, czy którym zabrania się używania mowy ojczystej. Pokazywać jak się ma litewskie zachowanie do norm unijnych.

Wywrzeć na nich stałą i dotkliwą presję.

Edytowane przez gregski

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Należy odróżnić tu konsekwentnie dwie rzeczy, przy okazji tej i - chwilowo, mam nadzieję - zamkniętej dyskusji o Śląsku. Czym innym jest stosowanie obraźliwej terminologii wobec narodów, czy wobec siebie, do unikania której na tym forum, posiadającym ambicje nieco wyższe niż katalogowanie pyskówek, chyba dorosłych ludzi, którzy już dawno wyrośli z piaskownicy nie muszę zachęcać; a czym innym - ocena, nawet bardzo surowa postępowania władz litewskich.

W moim przekonaniu litewska świadomość narodowa (przynajmniej w przypadku istotnej części tamtejszych elit) ewoluowała w znikomy sposób w porównaniu do dwudziestolecia międzywojennego i litewskiego odrodzenia narodowego z końca XIX wieku, kiedy to konsekwentnie zrywano więzy z polskością i drukowano paszporty z napisem "ważny na wszystkie kraje świata z wyjątkiem Polski". Nadal Polska jest postrzegana jako potencjalne zagrożenie. Oczywiście można to jakoś - z litewskiego punktu widzenia - racjonalizować, a to tym, że bynajmniej nie wszyscy polscy posłowie głosowali za niepodległością Litwy w 1990 r., historią Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego, liczbą i umiejscowieniem Polonii, czy wreszcie nierównością potencjałów państw. Dla mnie osobiście, w sytuacji, gdy RP chyba jednoznacznie udowodniła, że Wilna nie ma zamiaru odbijać, takowa racjonalizacja ma wymiar irracjonalnej fobii.

Jednak z tym stanem duszy litewskiej jako społeczeństwo w sumie niewiele możemy zrobić, poza próbami sensownej dyskusji o tym, że mamy już wiek XXI i trochę inną sytuację. I nagłaśnianiem kuriozalnych, czy niedopuszczalnie represyjnych zachowań. Ale także odnotowywaniem faktów pozytywnych - np., że Polak - Jarosław Narkiewicz - jest wiceprzewodniczącym litewskiego Sejmu (inna sprawa, że bodajże jednym z aż siedmiu), AWPL jest w koalicji rządzącej i coraz częściej w wydawanych na Litwie publikacjach pojawia się także polski zapis nazwisk historycznych.

Natomiast nasze państwo dysponuje całkiem pokaźnym instrumentarium, które można wykorzystać, zabiegając o zmianę polityki Litwy w stosunku do polskiej mniejszości. Konsekwentnie nie korzysta z niego, albo czyni to nieudolnie. Pewnie z tej racji, że Litwa traktowana jest jako ważny anty-rosyjski sojusznik. Ale to już inna historia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Środków dyplomatycznych i paradyplomatycznych jest multum. Od wezwania ambasadora na konsultacje do zastąpienia go chargé d’affaires. Od protestów po retorsje i - w skrajnym przypadku - represalia.

Gregski ma np. rację w sprawie nagłaśniania sprawy na forum europejskim, natomiast ja roli Europy bym jednak nie przeceniał, tzn. - jak widać z praktyki - nie zawsze Strasburg, czy Bruksela będą kierowały się interesami polskiej mniejszości. Ale próbować można.

Swoje zarzuty kieruję jednak przede wszystkim do nieudolności naszej dyplomacji w zakresie wykorzystania tego rodzaju działań, których "nie widać" na forum publicznym. Nie popadając w megalomanię i wiedząc o naszych słabościach, wypada skonstatować, że jesteśmy jednak dla wielu graczy na tym świecie cenniejszym partnerem niż Litwa. Przykład pierwszy z brzegu - cóż stało np. na przeszkodzie, aby przy okazji wysyłania Polaków do Iraku, czy Afganistanu wytargować nacisk supermocarstwa na Litwę? W sprawie drobiazgów (w skali globalnej), które skutecznie zatruwają życie tamtejszym Polakom.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie czyni się kompletnie nic, rzecz jest w skuteczności. Jeżeli np. Węgrzy na Słowacji, czy w Rumunii, Niemcy w Polsce, Włosi na Istrii mają prawo do dwujęzycznych tablic, mimo różnych zaszłości historycznych, to znaczy, że chociażby tą sprawę da się w cywilizowany sposób rozwiązać. Są ludzie, którzy w Polsce za rozważne rozwiązywanie takich spraw biorą duże pieniądze (jak widać z siatki płac w administracji publicznej).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   
natomiast ja roli Europy bym jednak nie przeceniał, tzn. - jak widać z praktyki - nie zawsze Strasburg, czy Bruksela będą kierowały się interesami polskiej mniejszości. Ale próbować można.

No tak. Unia jest bardziej zajęta wyimaginowanymi krzywdami pederastów, transwestytów czy innych dziwaków niż problemami zwyczajnych do bólu ludzi na peryferiach jej obszaru. Zastanawiam się też jakie możliwości działania maja zamieszkali tam Polacy. Jakieś skargi do Strasburga? Bo na skuteczniejszą opiekę ze strony RP to bym nie liczył.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Furiusz   

A ja uważam, że roli UE nie doceniacie. UE jak dobrze wiecie to takie samo pole walki o swoje jak każda inna instytucja międzynarodowa. UE może być nawet bardzo pomocna, wystarczy spojrzeć na to w jaki sposób wywarto nacisk na Węgry przy pomocy instytucji Unijnych właśnie. Skoro Litwa łamie nie tylko zasady dobrego współżycia co pewne konwencje to tym bardziej należy wykorzystywać UE.

Co do Strasburga swego czasu była skarga jakiegoś Polaka o to, że nie może pisać swojego nazwiska polskimi literami - odrzucona ze względów formalnych

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
krzywdami pederastów, transwestytów czy innych dziwaków

Czy naprawdę dla dosyć już dorosłego człowieka dobór odpowiedniego słownictwa jest aż tak trudny?

Szeroko rozumiana Unia, także Rada Europy, EKPCz, czy Trybunał w Strasburgu są przydatne i nie do przecenienia w dziele obrony praw czowieka, ale jak pokazuje praktyka, dosyć często podobne instytucje nie chcą wchodzić w otwarty konflikt z władzami państw, ani tworzyć precedensów.

Wymuszenie przez nie na Litwie ułatwień w zwrocie ziemi, pisowni nazwisk, czy dwujęzycznych tablic, otwierałoby od razu pytania o dwujęzyczność na Łotwie, czy w Estonii i o realność zwrotu majątków Serbom z Chorwacji. I o status Macedończyków w Grecji, tudzież bałkańskich Romów we Francji. Zatem, można raczej spodziewać się ostrożności, niż ochoczego otwierania puszki Pandory.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
miran   

Unia jest bardziej zajęta wyimaginowanymi krzywdami pederastów, transwestytów czy innych dziwaków niż problemami zwyczajnych do bólu ludzi na peryferiach jej obszaru.

Ciekawa diagnoza działalności instytucji unijnych.

Litwini, może pamiętają 1920 rok oraz Lucjana Żeligowskiego, stąd i takie a nie inne podejście. Hasełka na transparentach o klękaniu jednych przed drugimi sytuacji nie poprawiają i Unię pewnie zniechęcają do podjęcia bardziej zdecydowanych działań.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×