Skocz do zawartości

Andreas

Moderator
  • Zawartość

    5,081
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Andreas

  • Tytuł
    Ranga: Prodziekan
  • Urodziny 07/07/1993

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Słupsk

Ostatnie wizyty

2,016 wyświetleń profilu
  1. Leśni Bracia- zapomniani bohaterowie

    Rany, secesjonisto, trochę poniewczasie. Chodziło mi o to, że kolega powoływał się na źródła z okresu PRL, chcąc udowodnić, że w Podgajach zbrodni mieli dokonać Niemcy, a nie Łotysze. Tymczasem w PRL raczej milczano o obecności w jednostkach W-SS obywateli ZSRR, którymi byli Łotysze. Gdzie bym się nie spotkał z Podgajami, to nie ma słowa o tym, że 15. DGren. SS była złożona z Łotyszy. Samej sprawy nie oceniam, bo słyszałem za dużo wątpliwości na ten temat.
  2. Nie ze względu na trudności, ale na fakt, że kuchenka, nazywana M42, była kuchenką przeznaczoną dla oddziałów górskich i specjalnych, z celowo zmniejszonymi gabarytami. Nigdy i nigdzie nie widziałem zdjęcia amerykańskiego żołnierza piechoty z kuchenką M42, nie pojawia się też w regulaminach dla piechoty, za to kuchenka Colemana już owszem. Był to zresztą jeden z powodów, dla których kupiłem M41, a nie M42. http://olive-drab.com/od_soldiers_gear_mountain_cookkit.php
  3. Skład się zmieniał i z reguły była tam wołowina. Bardzo zresztą nielubiana przez żołnierzy.
  4. Nie spotkałem się z takim wynalazkiem. Natomiast faktem jest, że Amerykanie mieli najbardziej urozmaiconą dietę i dostawali praktycznie wszystko, włącznie z indykami na Święta. Przede wszystkim, żołnierze mieli różne posiłki. Kucharze w zasadzie dysponowali wszystkim, czego chcieli i smażona szynka z jajkami sadzonymi, tudzież rosół, lub cokolwiek innego, były na porządku dziennym. W bilansie kalorii Amerykanie bili wszystkich na głowę choćby Niemców, gdzie śniadanie w 1943 r. składało się z bodaj 200 g chleba i 5 g kawy. Problem w tym, że żołnierze nie zawsze mieli dostęp do kuchni polowych i stąd powstały racje żywnościowe, w których - znowu - Amerykanie bili na głowę swoich konkurentów. W racji śniadaniowej znajdowały się: - mięso w puszce - ciastka - baton owsiany - baton owocowy - guma do żucia - kawa rozpuszczalna - dodatki takie jak: cztery papierosy, cukier drewniana łyżeczka, otwieracz do konserw, zapałki, tabletki do oczyszczania wody (te znajdowały się w każdej racji) W racji obiadowej znajdowały się: - puszkowany ser - ciastka - cukierki - guma do żucia - lemoniada w proszku - sól W racji kolacyjnej znajdowały się: - puszkowane mięso - ciastka - bulion w proszku - guma do żucia - kawa rozpuszczalna - papier toaletowy Ponadto były bardzo lubiane racje C, złożone z puszek ''M'' i ''B''. W puszkach M znajdowało się mięso (bardzo bogaty asortyment, zmieniający się w trakcie wojny - od mięsa z warzywami, aż po parówki z fasolą i jajka z ziemniakami, dania te były zresztą chwalone za różnorodność w odróżnieniu od racji K), w puszkach B - dodatki takie, jak ciastka, cukier gronowy, guma do żucia, dżem, papierosy i kawa rozpuszczalna. Każdy żołnierz otrzymywał po trzy puszki każdego typu. Racje były uzupełniane racją D, czyli stugramową, wysokokaloryczną tabliczką czekolady, zrobioną z cukru, śmietanki, tłuszczu kakaowego, mąki owsianej i waniliny. Jadłem toto i smakowało jak brązowe ziemniaki wymieszane z cukrem. Dodam jeszcze, że Amerykanie jako jedni z niewielu mogli jeść swoje racje... na ciepło, bowiem w regulaminach zawarto, że na każdych dwóch żołnierzy powinna przypadać jedna kuchenka (te produkowała firma Coleman). Co do chleba - przed etapem kuchni polowych żołnierzom wydzielano mąkę, by sami wypiekali sobie chleb, a wyglądało to tak. Teraz przez Was zastanawiam się, czy iść do sklepu po drożdże i zrobić coś takiego samemu.
  5. Z tym określeniem ''niezłe'' muszę popolemizować. O ile sama koncepcja wyposażenia, że tak powiem, modułowego, pozwalającego na dowolne dobranie wyposażenie i umieszczenie go w sposób najwygodniejszy na pasie była jak najbardziej trafiona (przypominam, że armie takie, jak niemiecka, ściśle określały, gdzie żołnierz miał mieć chlebak! Konkretnie było to na prawym pośladku), o tyle wykonanie już niekoniecznie. Swego czasu w reko amerykańskim mieliśmy podejrzenie, że przed I WŚ w Ordnance Dept. zasiadł jakiś sabotażysta, który knuł tylko, jak tu uprzykrzyć życie amerykańskim chłopcom na froncie. - plecak M1910 Haversack i jego rozwinięcie, czyli M1928, byłby może ciekawą konstrukcją na letni biwak, a nie na wojnę. Konstrukcja, złożona z dwóch zszytych na krzyż szmat i szelek była mocno niewygodna, a przede wszystkim - niewiele się do niej mieściło. Nie można też było za bardzo czegoś do niego przytroczyć, bo po prostu nie było jak (chyba, że na zbyciu ktoś miał sznurek) Bardzo to inne od brytyjskich Large Packów. Dużą wadą było to, że Haversack był przypięty do pasa - nie można więc było zdjąć plecaka, bez uprzedniego rozpięcia całego wyposażenia. Zresztą sami Amerykanie gardzili tym wynalazkiem i w miarę możliwości zastępowano go czymś innym. - łopatka M1910. Najgłupsza konstrukcja, jaką miałem okazję oglądać i używać. Bardzo niewygodna w użyciu, ciężko i źle się nią kopie, m.in. przez poprzeczny uchwyt na trzonku. Do walki wręcz też się niespecjalnie nadaje. Stąd Amerykanie szybko zaadoptowali składane łopatki M43, znacznie wygodniejsze (można było ją złożyć do połowy i używać jako kilofa, wygodniej się nią kopało, miała też lepszy kształt łyżki). - wadą wyposażenia M10 było to, że jeśli chciało się cokolwiek z niego zdjąć to należało zdjąć pas i położyć go na ziemi, bo haki montażowe nie pozwalały elementu przesunąć. - brak chlebaka. Duża bolączka armii amerykańskiej, cierpiącej na brak podręcznej torby dla żołnierza. W tym celu adoptowano torby na amunicję, czy torby na maski pgaz., ale nie każdy był w stanie je dostać. Ogółem masz dużo racji, Razorze, ale praktyka pokazała, że Amerykanie zdecydowali się na modułowe wyposażenie w stylu marines, czego przykładem są plecaki, szelki i cargo packi M44/M45. Armia 0:1 Marines
  6. II wojna światowa w Ameryce Płn i Płd.

    Złoty Krzyż Niemiecki dostał w grudniu 1943 r., więc też nie wiem. Nie chcę się spierać, być może faktycznie przesadziłem z liczbą, ale sama baza Bluie West One liczyła ponad 4 tys. żołnierzy. Jeśli masz jakieś lepsze dane, chętnie zobaczę. Kurde, secesjonisto, czemu nie prowadzisz dyskusji, masz znacznie lepsze i dokładniejsze dane ode mnie! Ja bazowałem na paru artykułach, o Grenlandii jest straszliwie ubogo, ale widzę, że Ty masz poważną bazę naukową. A propos, jak już jesteśmy. Jeśli kogoś interesuje temat, to mogę przy okazji polecić film ''Na białym szlaku'' z bodaj 1958 r., główne role obsadzają Niemczyk i Karewicz, a akcja dzieje się właśnie na Grenlandii wiosną 1945 r.
  7. To trochę nie tak. Amerykański żołnierz dostawał jeden hełm - M1 - który składał się z dwóch części: fibrowej wkładki z fasunkiem i stalowego dzwonu. W ramach służby garnizonowej, czy paradnej noszono samą wkładkę, bo była bardzo lekka, natomiast w boju noszono ją oczywiście razem z dzwonem. Nie wiem, jak było z inspekcjami (może to było w USA, ale nie spotkałem się), ale w Europie żołnierzom wydzielano umundurowanie bez problemu, o ile było. Zabawne, że wspomniałeś o chusteczkach do nosa - Amerykanie każdemu żołnierzowi wydzielali dwie.
  8. II wojna światowa w Ameryce Płn i Płd.

    Gregski już o tym wspomniał, więc troszkę rozwinę. Grenlandia należy bowiem do Ameryki Północnej. Kiedy USA włączyły się do wojny, na Grenlandii wylądowały dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy. Nie było to nic dziwnego i nowego - zrobiono to samo na Islandii, a chodziło o zabezpieczenie szlaków transportowych i budowę baz lotniczych, skąd mogły startować samoloty, osłaniające konwoje do Wlk. Brytanii. Zbrojnym, że tak powiem, ramieniem stał się Greenland Patrol, czyli formacja US Coast Guard. Stanowiły ją dwie grupy - South Greenland Patrol, złożony z kutrów USCGC ''Comanche'' i ''Modoc'', holownik USCGC ''Raritan'' i szkuner ''Bowdoin'', zaś drugą była Northeast Greenland Patrol, złożona ze starego szkunera USS ''Bear'' i kutrów USCGC ''North Star'' i ''Northland''. Oba patrole połączono w tzw. Greenland Patrol of the Atlantic Fleet, zwany szumnie Task Force 24.8 Istnienie sił nawodnych było potrzebne, bo już we wrześniu 1941 r. w okolice Grenlandii zawitał norweski statek do połowu fok ''Busko'', który nadawał transmisje pogodowe do Niemiec. Statek został zatrzymany jako pryz. Niecały rok później, w sierpniu 1942 r. podczas eskortowania konwojów z zaopatrzeniem na Grenlandię, uderzyło długie ramię Rzeszy - U-Bootwaffe, zatapiając dwa statki i uszkadzając jeden. U-Booty pojawiały się w tamtym rejonie aż do jesieni 1943 r., kiedy założono wreszcie bazy lotnicze. Zresztą po ataku U-223 w lutym 1943 r., doszło do tragicznego wypadku, kiedy 675 ludzi z SS ''Dorchester'' zmarło w wyniku hipotermii, bądź utonęło, uratowano zaledwie 229. Była to bodaj największa katastrofa transportowca z amerykańskimi żołnierzami podczas II WŚ. Stąd też znani są też słynni ''Czterej Kapelani'' - armijni przedstawiciele czterech kościołów, którzy oddali swoje kamizelki ratunkowe, by ratować innych, sami zmarli w wodzie. Szary wilk, Kaleu Karl-Jürg Wächter otrzymał za ten atak Krzyż Żelazny I klasy. Jak było na lądzie zatem? Długi czas raczej nudno, patrolami zajmował się tzw. Sledge Patrol. Niemcy ustanowili na wschodnim wybrzeżu wyspy cztery stacje. Wiosną 1943 r. wykryto dwie z nich, ale Niemcy zdołali się zwinąć, zanim podjęto jakieś działania. Stacja Holzauge, licząca 19 ludzi, dowodzona przez ppor. Hermanna Rittera, została wykryta 11 marca na Sabine Island, ale Niemcy byli czujni i zaczęli ścigać napastników, którzy musieli się wycofać, porzucając m.in. swoje psie zaprzęgi. Uciekli na wyspę Clavering, gdzie poinformowali zdziwionego Iba Poulsena, dowódcę formacji, o wykryciu niemieckiej stacji. Poulsen zaczął gorączkowo depeszować z prośbą o przyznanie broni i pytając o rozkazy. W odpowiedzi, gubernator Grenlandii utworzył ''armię grenlandzką'' i Poulsena mianował jej dowódcą. Ale Niemcy nie byli w ciemię bici i 25 marca zaatakowali wyspę Clavering, zajmując stację i paląc ją do ziemi. Nikomu krzywda się nie stała, ale Sledge Patrol został zmuszony do marszu bez jedzenia, sań i nart aż na Elle Island. Kiedy jeden patrol próbował wrócić, wpadł w zasadzkę niemiecką, która zabiła jego dowódcę, kaprala Eliego Knudsena, a resztę wzięli do niewoli. Jednak jeden z jeńców zdołał uciec i porwać Rittera, a następnie doprowadzić go do bazy amerykańskiej. W maju bombowce zaatakowały bazę, a na miejsce wylądował oddział Coast Guard. Jednak zdziwienie Amerykanów było wielkie, bo na miejscu nie było nikogo - cała załoga stacji została ewakuowana przez łódź latającą Do-26. Trawler, którym przybyli na miejsce, został porąbany siekierami i zatonął, kiedy stopniał lód. Później doszło do kolejnych walk, w których poległo dwóch Grenlandczyków, a czterech dalszych zostało rannych. Stacja Edelweiss I został wykryta jeszcze przed założeniem, kiedy płynący na Grenlandię kuter ''Kehdingen'' z załogą stacji, został wykryty przez okręt USCGC ''Northland''. Eskortujący kuter U-703 odpalił dwie torpedy, lecz obie chybiły, wobec czego U-Boot zanurzył się, a ''Kehdingen'' wyrzucił się na brzeg. Ostatnią stację, Edelweiss II, zlikwidowano w październiku 1944 r., tuż po tym jak na lodołamaczu ''Externsteine'' przybyła na wyspę Lille Koldeway. Wylądowało wówczas 200 żołnierzy USCGC, a ''Externsteine'' został przejęty i pływał aż do 1951 r. W czasie obu operacji latem-jesienią 1944 wzięto do niewoli 60 Niemców.
  9. I masz rację, i jej nie masz. Mało kto sobie zdaje z tego sprawę, ale armia amerykańska miała największy wachlarz umundurowania dla swoich żołnierzy z formacji. Samych rodzajów parek zimowych mieli siedemnaście (!) różnych typów - dla każdej formacji odpowiednia. Żaden żołnierz w żadnej armii nie otrzymywał ''na głowę'' tylu mundurów, co u Amerykanów. U żołnierzy wojsk lądowych można wyróżnić cztery klasy umundurowania: 1) mundur wyjściowy A-class 2) mundur garnizonowy B-class 3) mundur garnizonowy letni khaki C-class 4) mundur roboczy drelichowy D-class Dodatkowo wydzielano mundury polowe. Już nie wspominam o umundurowaniu specjalistycznym dla marynarzy w postaci grubych płaszczy ''pokładowych'' i nieprzemakalnych kombinezonów, czy ocieplanych mundurów lotniczych. Tyle w teorii. W praktyce... było różnie. Amerykanie bardzo opóźniali się z wprowadzeniem unowocześnionego umundurowania polowego, bardzo brakowało mundurów zimowych (zwłaszcza płaszczy i filcowych/gumowych kaloszy), a to, co przychodziło, było rozkradane na tyłach przez zaopatrzeniowców. W efekcie zimą 1944-45 łatwiej było spotkać regulaminowo odzianego w zimowe sorty sztabowca, niż frontowego żołnierza. A ci musieli sobie radzić, jak mogli - nosząc po dwie koszule albo swetry, czy nawet zbierać rzeczy cywilne. Było to raczej smutne, bo dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy cierpiało w wyniku odmrożeń, tygodniami marznąc w przemoczonych butach. Tymczasem grubi sierżanci z Ordnance Dept. sprzedawali mające trafić na front rzeczy. Problem był tak poważny (a Armia nieprzygotowana), że sięgnięto do magazynów na Alasce (!) żeby wydać niewykorzystane mundury z kampanii aleuckiej.
  10. Najgorszy sojusznik III Rzeszy

    Jest mi wstyd za samego siebie sprzed dziewięciu lat. Niech dla potomności pozostanie ten post, że zawsze trzeba się uczyć i kształcić. Nie zgodzę się. Włosi byli wyposażeni w kiepski sprzęt, będący znacznie w tyle, za konstrukcjami brytyjskimi, czy niemieckimi. Wynikało to z tego, że armię uzbrajali własnym sumptem, w odróżnieniu od rumuńskich, czy fińskich ''złomiarzy". A że niezbyt im wychodziła produkcja broni... Włosi wojnę prowadzili z przerwami dziesięć lat, bijąc się od Ładogi po Róg Afryki, od Guadalajary po Stalingrad. Wielokrotnie dawali przykład swojej odwagi i waleczności - czy to pod El-Alamein, czy pod Nikołajewką, czy wreszcie pod Kasserine. Włochy były sojusznikiem, który bardzo chciał dorównać niemieckiemu sprzymierzeńcowi, i który bił się bardzo odważnie, mimo wielkiej dysproporcji w sprzęcie. Co do Grecji - w grudniu 1940 r. Niemcy wizytowali front w Epirze i ustalili, że nie będą ingerować. Grecja i tak wojnę by przegrała w 1941 r., a niemiecka interwencja była spowodowana zamachem stanu w Jugosławii, a nie włoskimi niepowodzeniami w Grecji. Po kilkuletnim namyśle wybieram Bułgarię. Najgorszy, najbardziej bezużyteczny sojusznik, jakiego świat widział, w dodatku z ubogą armią i całkowicie uzależniony od Niemiec, jeśli chodzi o sprzęt. Zerowe zaangażowanie w wojnę, odwaga w walce z bezbronnymi i ich brutalne mordowanie, oraz błyskawiczna zmiana stron, kiedy zrobiło się gorąco.
  11. Najwybitniejszy generał III Rzeszy

    Spotkałem się z opinią, że wojna w Afryce była nie tylko drugo-, ale nawet trzeciorzędnym teatrem działań wojennych, na którym Niemcom nie chodziło o realne zwycięstwo, ale o maksymalne przedłużanie walk i odciąganie sił alianckich od Europy do czasu aż Rzeszy uda się pokonać ZSRR. Jeśli jest to prawda, to zadanie wykonano znakomicie. Za taką hipotezą przemawia fakt o zaangażowaniu relatywnie niewielkich sił (DAK w końcu początkowo liczył raptem dwie dywizje).
  12. Polacy na Pacyfiku/Azji

    Czyli Japończycy ich ot tak puścili?
  13. Agresja Włoska w Etiopii

    Przed wojną, w trakcie jest to mniej istotne.
  14. Agresja Włoska w Etiopii

    Z tym bym polemizował. Ale ja temu nie zaprzeczam, ja tylko protestuję przeciwko propagandzie dzid. PS Na włoskiej Wiki oczywiście nie ma słowa o zagranicznym wsparciu dla Etiopii.
  15. Polacy na Pacyfiku/Azji

    Ciekawe, jak dojechali z tego Harbinu, który był pod władaniem Japonii od 1931 r.
×