Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Yesterday
  2. I dotarła do nich owa dyrektywa z 5 lutego? I funkcjonowały sądy, które Ślązoków, przechodzących na drugą stronę, skazywały na śmierć? I w następstwie tych wyroków konfiskowano majątek ich rodzin? Serio??? Ponawiam swą prośbę w dwóch poprzednich kwestiach, w których zarzuciłeś mi, że piszę nieprawdę.
  3. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    Myślę, że nie byli oni idiotami i bez Canarisa wiedzieli, że coś takiego im grozi. I w sumie wiedzieli, że jeśli będą gotowi na jego odparcie, to atak nie nastąpi. Z tych licznych argumentów za nieatakowaniem Szwajcarii, które jeden z przedmówców cytował z Wiki, ze wszystkimi się zgadzam, ale niektóre chciałbym uwypuklić. 1. Szwajcaria bankami stała. To znaczy szwajcarskie banki w niepodległej Szwajcarii mogły przekazywać pieniądze z III Rzeszy do beneficjentów w krajach, niezaangażowanych w wojnę, lub lekko traktujących swe formalne zaangażowanie. Zapewne były też wykorzystywane przy finansowaniu operacji wywiadowczych. Zajęcie Szwajcarii spowodowałoby, że III Rzesza nie mogłaby realizować takich przelewów, a przynajmniej byłoby to znacznie trudniejsze. 2. Oczywiście, tak długo, jak III Rzesza była przekonana, że wkrótce zapanuje nad całym światem, zajęcie Szwajcarii było prostym krokiem do tego celu. Jadnak odrzucenie propozycji Hitlera przez Wielką Brytanię i następnie przegrana w bitwie o Anglię uświadomiła III Rzeszy, że wojna jeszcze trochę potrwa - więc banki szwajcarskie będą potrzebne. No nie. O ile w październiku 40 roku Niemcy mogli liczyć na bardzo szybkie zakończenie wojny, to rok, czy dwa lata później - już nie. Wtedy już każda dywizja była na wagę złota i tworzenie nowego frontu byłoby samobójstwem. Tym bardziej, że - jak pisałem w 1. - szwajcarskie banki okazały się jednak niezbędne. 3. Nie wiem, na ile prawdziwe są opowieści o tym, że każdy dorosły Szwajcar mundur i broń osobistą trzymał w szafie, sprzęt plutonu - u sołtysa, a batalionowy - w gminie. Itd. W każdym razie Szwajcarzy przez stulecia uchodzili za najbardziej bitny naród w Europie. O ile jesienią 40 roku, po upadku Wielkiej Brytanii można było liczyć na ich bierność - bo w sumie nie było już za co ginąć, to później już nie. Szwajcaria mogłaby się okazać dla Hitlera czymś gorszym, niż Hiszpania dla Napoleona.
  4. W latach dziewięćdziesiątych okazało się, że przysięga wojskowa złożona przeze mnie w roku 1966 okazała się nieważna. W związku z tym dostałem wezwanie do stawienia się w wyznaczonym miejscu i czasie. W kilka osób wygłosiliśmy nowy, słuszny tekst przysięgi, stojąc w mrocznym piwnicznym korytarzu budynku miejscowej Komendy Uzupełnień, w obecności oficera zajmującego się w tej Komendzie sprawami oficerów rezerwy. Cała formalność (bo nie uroczystość) trwała nie dłużej niż dziesięć minut. A ktoś Cię zwolnił z poprzedniej ? Moim zdaniem Jaruzelski powinien jeździć po Polsce i wpierw wszystkich zwalniać z przysięgi, a dopiero potem powinno się składać nową. Gregu i Jancecie .Największy plus tego jest taki, że podoficer wykreślany jest ze stanu na abrahama, a oficer jest wykreślany z rezerwy dopiero po sześdziesiątce.
  5. W lutym 45 roku to prawo niemieckie na Górnym Śląsku chyba nie obowiązywało, czyż nie. Obowiązywało jak najbardziej. W moim mieście Pszczyna WH bronił się do 11 lutego. I wycofał do sąsiednich Żor, które bronił do końca miesiąca.
  6. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    W hangarze Avanger ...i Fury ... oraz dwie maszyny których nazwy za pomniałem sfotografować. I działko oerlikona Mam nadzieję, że oglądacie te zdjęcia. Tak wiem pewnie się kryguje i domagam pochwał... no cóż już taki jestem...
  7. No skoro zacząłem, to kontynuuję. Musicie się liczyć z kilkoma wpisami. Nie usiłowałem wykręcić się od wojska. No bo w sumie "rok to nie wyrok", no a jak człowiek się pasjonuje historią wojskowości, to powinien zobaczyć, jak się żyje w koszarach. Więc biletu się spodziewałem. Jednak termin mnie zaskoczył. List odebrałem między 20 a 25 kwietnia z terminem stawienia się do jednostki na 5 maja 86 roku. No cóż, skoro idę w kamasze, to trzeba się godnie pożegnać z kolegami. A że pracowałem wówczas w Instytucie Przemysłu Fermentacyjnego, Zakładzie Technologii Spirytusu i Drożdży, więc sprawa była prosta. Wziąłem duży baniak, nasypałem cukru, rozpuściłem drożdży, dodałem kwasu siarkowego dla odpowiedniego pH i niech fermentuje. Jak przefermentowało, do dałem na kolumnę rektyfikacyjną i zacząłem odbierać spirytusik najwydestylowachniujszy. W międzyczasie któryś z kolegów z pracy, który usłyszał o mej niedoli, dał mi ekstrakt jarzębinowy, który zwykłą wódę pozwalał zmienić w wyśmienity jarzębiak (technologia produkcji jarzębiaku zapewne zeszła z tego świata wraz ze śmiercią tegoż kolegi, to co dziś usiłuje się sprzedawać pod tą nazwą, to raz kupiłem i po spróbowaniu wylałem). Ale, żeby jarzębiak miał pełnię smaku, należało do niego dodać jeszcze ekstrakt spirytusowy z fig. Akurat z kupieniem suszonych fig nie było wówczas żadnego problemu, ale instrukcja sporządzenia tego ekstraktu przewidywała zalanie całych suszonych fig spirytusem i pozostawienie na dwa tygodnie. A potem odsączyć. Ja nie miałem dwóch tygodni, tylko dwa dni. No to figi przed zalaniem pokroiłem w drobną kosteczkę. Super pomysł, tylko że taki ekstrakt się nie da sączyć. Nawet przy podciśnieniu. No to cóż - dodałem taki mętny, kłaczkowaty. Natomiast nie dodałem karmelu, bo nie lubię. Co dostałem? Po odjęciu skromnego poczęstunku w pracy opuściłem budynek przy Rakowieckiej z czterema litrowymi szklanymi butelkami po "Mazowszance", wypełnionymi dość dziwnym płynem o żółtym zabarwieniu z pływającymi kłaczkami. Wyglądało to jak butelka z moczem, i to raczej chorego człowieka. To był najlepszy trunek, jaki piłem w swym życiu. I to prawie własnego wyrobu !!! Tyle, że to koniec kwietnia 1986. Czernobyl. W chwili, gdy dowiedzieliśmy się, że już od pewnego czasu powietrze jest skażone radioaktywnymi substancjami, dzieciaki - czyli mój syn i siostrzeniec w wieku 1 rok i parę miesięcy od rana bawiły się w piaskownicy. No dobra, nie tragizujmy, są zdrowi i inteligentni, syn jest po doktoracie i zarabia więcej ode mnie, a siostrzeniec sprawił, że jestem ciociodziadkiem. Ale atmosfera była niezwykła. Jeden litr rozpiliśmy w gronie rodzinnym. Pozostałe trzy zaniosłem na cotygodniowe spotkanie klubu. A pełniłem wówczas rolę "żubra" w pewnym prężnym klubie turystycznym na Politechnice Warszawskiej "Wyrak". Spotkanie zaczęliśmy spełnieniem czernobylskiego toastu kieliszkiem płynu Lugola (był już wówczas łatwo dostępny), potem przerzuciliśmy się na moje trzy litry jarzębiaku 45%, a potem... a potem, to już nie pamiętam. Na ciężkim kacu dotarłem do bramy WOSWCh na Montelupich. Jeszcze pamiętam, że wcześniej zgoliłem brodę. I tyle. cdn.
  8. Ja wyszedłem do cywila jako Mat Podchorąży i tak już zostało. Przyznam się, że pasuje mi ten stopień wojskowy chociaż moim zdaniem jest nieco za wysoki w stosunku do moich kompetencji militarnych.
  9. Wybacz, Tomaszu, ale nie rozumiem Twych wypowiedzi. Ja nie wiem, jak by było, i czy mobilizacja miała być tajna. Ja mówię o tym, o czym mnie wtedy w wojsku informowano. A informowano mnie, że w razie mobilizacji zostanę podporucznikiem i dowódcą nie plutonu, tylko zwiadu chemicznego na pojeździe BRDM Ch. Ja nie wiem, czy oni mówili prawdę. Może kłamali. Na szczęście już nigdy się nie dowiemy, czy tym zwiadem dowodziłbym jako podoficer, czy oficer.
  10. To mnie oświeć. Natomiast ja w tej kwestii mówiłem tylko Armii Czerwonej. Oświeć mnie także w tym, co mają Ślązoki w armii Andersa do przepisu, dotyczącego karania rodzin żołnierzy, którzy zmienili front, wprowadzonego w lutym 45 roku. Podobnie jest z resztą w przypadku Ślązoków w LWP, I czy II Armii. W lutym 45 roku to prawo niemieckie na Górnym Śląsku chyba nie obowiązywało, czyż nie.
  11. W tej konkretnej dyrektywie chodziło o to (tak wyczytałem), że nowo formowana niemiecka Armia Wisła (Heeresgruppe Weichsell) początkowo reagowała panicznie, na kontakt z nieprzyjacielem i żołnierze uciekali lub nie stawiając większego oporu dostawali się do niewoli. Sippenhaft miał temu zaradzić, później doszły także większe uzupełnienia osobowe i ta formacja toczyła już zacięte walki, głównie w okół przyczółków odrzańskich. Kwestia czy Sippenhaft realizowano także na innych obszarach kurczącego się frontu.
  12. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    I padam na kolana... kolejny raz francuski pisarz coś nam objaśnił... tylko co? W 1942 roku Szwajcarii groził atak? To poproszę o cytat z książki pana Perraulta, który to potwierdza.
  13. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    Gilles Perrault w swej książce "Sekret Dnia J" pisze że Canaris ostrzegł Szwajcarów w październiku 1942 roku że grozi im niemiecki atak.
  14. Podejrzewam, że nawet jancet nie słyszał o armii Andresa. Tak przy okazji - spacja przed pytajnikiem jest zbędna. Ale chyba się oddawali? Możemy wskazać jaka to była wielkość?
  15. Część wpisów dotyczących głównie szkolenia wojskowego w okresie PRL została wydzielona do odrębnego tematu: "O szkoleniu wojskowym i garść wspomnień związanych z wojskiem w PRL". secesjonista
  16. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    Którego roku? Po co Niemcom zdobywanie Szwajcarii w październiku 1942 roku?
  17. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    Planowana operacja ma przecież nieokreślony czas jej rozpoczęcia ale określa się go na przykład jako dzień J. Ten dzień wyznacza naczelne dowództwo tuż przed jej rozpoczęciem. Oczywiście pora roku musi być w niej uwzględniona choćby dlatego że inne są warunki na przykład w październiku a inne w czerwcu ale dla zaplanowanej latem 1940 roku nie robi różnicy czy dzień J będzie wyznaczony na październik 1940 roku czy też na październik 1942 roku. Zatem potwierdza to tezę że Tannenbaum miała się rozpocząć w październiku.
  18. Last week
  19. Gdy ja przechodziłem szkolenie wojskowe, to jeszcze nie było stopnia "strasznego" kaprala, wymyślili go później. Pisałem o przysiędze wojskowej w czasie pierwszego obozu w jednostce wojskowej. To była duża uroczystość. Kompania studentów (połączone siły chemików z politechniki i uniwersytetu) zebrana na apelu z udziałem wszystkich żołnierzy służby czynnej z macierzystej jednostki (batalion wojsk chemicznych w Biskupcu Reszelskim). Dowództwo zaprosiło na uroczystość rodziny studentów. Po przysiędze zespół studencki (chórek kolegów z akompaniamentem gitary) dał koncert piosenek o treści wojskowej. Oczywiście "O mój rozmarynie" czy "Jak to na wojence ładnie", ale także piosenki Okudżawy, który wtedy był szalenie modny. No i piosenka z repertuaru Yves Montanda: "Quand un soldat". "... Gdy żołnierz ruszyć ma na front, to wie: w plecaku ma buławę swą na dnie, A jeśli wróci, niesie chwat zza mórz, Bieliznę brudną, parę łat - i już..." Dowódca jednostki pochwalił występ, dziwiąc się tylko, że większość piosenek miała wydźwięk silnie pacyfistyczny. W latach dziewięćdziesiątych okazało się, że przysięga wojskowa złożona przeze mnie w roku 1966 okazała się nieważna. W związku z tym dostałem wezwanie do stawienia się w wyznaczonym miejscu i czasie. W kilka osób wygłosiliśmy nowy, słuszny tekst przysięgi, stojąc w mrocznym piwnicznym korytarzu budynku miejscowej Komendy Uzupełnień, w obecności oficera zajmującego się w tej Komendzie sprawami oficerów rezerwy. Cała formalność (bo nie uroczystość) trwała nie dłużej niż dziesięć minut.
  20. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    A niby jak świadczy owe ostrzeżenie o tej operacji? W 1942 r. ostrzegał Szwajcarów przed atakiem planowanym na całkiem wcześniejsze lata? To chyba się spóźnił...
  21. Wojna Krążownicza na oceanach

    Aha. Wreszcie to mam. Za Koop & Schmolke: Fire control and rangefinding equipment: (...) for medium armament: forward command centre 1x7m rangefinder
  22. A co to zmienia? Po prostu w przypadku mobilizacji Przewodniczący RP dostałby bardzo długą listę nominacji oficerskich. A mobilizacja zapewne ma być tajna ? Wybacz ale na taki bajzel nie może sobie pozwolić żadna armia. W polskim wojsku stopień jest oddzielony od funkcji, więc pewnie po mobce dowodziłbyś z początku plutonem jako podoficer i tyle.
  23. Z drugiej strony nie słyszałem o jakichkolwiek próbach formowania z jeńców niemieckich Armii Czerwonej antyfaszystowskich jednostek wojskowych. W moim przekonaniu to całkowicie wydumana koncepcja i w owej dyrektywie nie o nią musiało chodzić. No to mało słyszałeś. I kto tu mówi tylko o Armii Czerwonej. A o Ślązokach co walczyli u Andresa słyszałeś ? A o Ślązokach u Kościuszkowców słyszałeś ?
  24. Ja o tym wiem tyle, co Ty napisałeś, ale zgodnie z tym ta dyrektywa dotyczyła sytuacji w której: 1. Żołnierz Wehrmachtu dostanie się do niewoli. 2. Będąc w niewoli dopuści się zdrady, czyli najprawdopodobniej wstąpi do jednostki wojskowej, mającej prowadzić działania przeciwko III Rzeszy. 3. Za czyn ten zostanie skazany na śmierć - zapewne zaocznie. Wtedy można jego rodzinę pozbawić majątku, wolności, a nawet życia. Niejako w zastępstwie skazanego. O ile wiem, to w lutym 1945 żołnierze Wehrmachtu zdecydowanie niechętnie oddawali się w niewolę Armii Czerwonej. Z drugiej strony nie słyszałem o jakichkolwiek próbach formowania z jeńców niemieckich Armii Czerwonej antyfaszystowskich jednostek wojskowych. W moim przekonaniu to całkowicie wydumana koncepcja i w owej dyrektywie nie o nią musiało chodzić. Natomiast w lutym 1945 roku istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że nie tylko poszczególni żołnierze, ale całe pododdziały i odziały wojsk niemieckich będą oddawać się do niewoli na froncie zachodnim, cz też wręcz bezpośrednio przechodzić na stronę wroga. Wprawdzie w 45 roku Eisenhower nie był zainteresowany tworzeniem niemieckich niefaszystowskich sił zbrojnych, bo nie były mu one do niczego potrzebne, ale Oberkomando der Wehrmacht musiało się z tym liczyć, i pewnie stąd wynikła interesująca Ciebie dyrektywa. Może miało to służyć opanowaniu "chaosu i paniki", ale na froncie zachodnim, a nie wschodnim.
  25. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Coś z podpokładu (ale niewiele). Fueling station czyli stacja benzynowa dla samolotów. Steam acumulator, czyli... hmm... akumulator pary dla katapulty To nie wiem jak nazwać. Dziobowe pomieszczenie kabestanów? Brzmi o tyle głupio, że na normalnym statku to windy i kabestany są na pokładzie. No i poglądowa ekspozycja silnika odrzutowego.
  26. Ocena "nocy listopadowej"

    Chyba inaczej rozumiemy rozróżnienie na cenzurę "formalną" i "nieformalną". Dla mnie cenzura "formalna" to taka, wprowadzona przepisami prawa. Więc ta, wprowadzona przez Zajączka, jak najbardziej formalną była. Określiłem ją, jako "ograniczoną" w tym sensie, że pomimo jej istnienia ukazywały się w gazetach artykuły, władzy niemiłe. Natomiast cenzura "nieformalna" to wg mnie wywieranie nacisków na redakcje, żeby określonych treści czy autorów nie publikowały.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.