Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Wojna Dwóch Róż

    Wokół śmierci duke'a Clarence rzeczywiście istnieją niejasności. Ciało George'a Plantageneta miało zostać pochowane w opactwie Tewkesbury, co do tego większość przekazów jest zgodna, a podstawowym źródłem są informacje podane przez kronikarza Warwickshire - Johna Rousa (por. "The Rous Roll" ed. W. Courthope, C. Ross). Thomas Langton (royal councillor) w swym liście z 20 lutego 1478 r. odnotował, że król: ".. be assignyd certen Lords to go with the body of the Dukys of Clarence to Teuxbury, where he shall be beryid; the Kyng intendis to do right worship-fully for his sowle" ("Christ church letters: a volume of mediaeval letters relating to the affairs of the priory of Christ Church Canterbury" ed. J.B. Shepard; London 1877, Lett. XXXIII, s. 37). W Tewkesbury wcześniej spoczęła też jego małżonka - Isabel Neville, w tzw. "Clarence vaul". Problem w tym, że w żadnym ze źródeł z epoki nie podano gdzie konkretnie umieszczono ciało samego brata królewskiego. Na ogół przyjmowano; co wydawało się racjonalne; iż spoczął obok swej połowicy (tak np. uważał Paul Murray Kendall autor biografii "Richard the Third"). W toku mijających lat i epok trumna Izabeli i jej męża były otwierane, przemieszczane (między innymi z powodu powodzi), ostatecznie umieszczono ich szczątki w jednym miejscu. Przy okazji dokonano oględzin szczątków brata królewskiego i nie stwierdzono żadnych śladów mogących wskazywać na ścięcie czy inny rodzaj gwałtownej śmierci. Jednak nowsze badania (z 2013 r.) wskazały, że w tym miejscu zebrane zostały szczątki nie dwóch osób a trzech a być może nawet czterech i trudno stwierdzić czy pośród nich są szczątki naszego duke'a (szczegóły z tych nowszych badań zawarł w swej książce "The Third Plantagenet: George, Duke of Clarence, Richard III's Brother" J. Ashdown-Hill). Wiadomym jest, że król uzyskał od parlamentu "Bill of Attainder", odbył się zatem sąd na duke'm Clarence i ostatecznie duke Buckingham wygłosił wyrok śmierci (1478 r.). Wyrok miał zostać wykonany; wedle oficjalnego przekazu; w Bowyer Tower podczas "prywatnej egzekucji". Kwestia śladów ew. ścięcia jest o tyle istotna, że pojawiła się plotka, iż duke Clarence został utopiony bądź utopił się w winie. Ta pogłoska była powtarzana przez wiele osób, jak: historyk Polydore Vergil z Urbino (autor "Anglica Historia"), agent Domenico Mancini ("Condemnatus fuit: et ultimo supplicio affectus. Supplicii autem genus illud placuit, ut in dolium mollissimi falerni mersus vitam cum morte"), Jean de Roye (domniemany autor tzw. "La Chronique scandaleuse"), Robert Fabyan (w: "The Newe Cronycles of England and Fraunce" i "Fabyans Cronycle Newly Prynted"), Edward Hall (w: "The vnion of the two noble and illustrate famelies of Lancastre, Yorke...") czy John Stow (w: "The annales of England..."). Skąd wzięła się taka plotka trudno odgadnąć, współcześnie rozważa się, że mogło być to nawiązanie do opilstwa duke'a Clarence, który szczególnie upodobał sobie słodkie wina, wedle innych ciało duke'a mogło być przewożone do Tewkesbury w beczce po winie (co nie było wówczas czymś wyjątkowym) co miało dać sumpt to tego typu pogłosek. Wreszcie, większość głosów w tej kwestii głosi, że został utopiony w beczce z małmazją, co w sumie nie musi budzić zdziwienia, zważywszy na domniemamy koniec żywota takich postaci jak: William de la Pole, Duke of Suffolk († 1450 r.) czy Henry Holland, 3rd Duke of Exeter († 1475 r.). Niektórzy skłonni są uznać, że tego typu rodzaj egzekucji był pomysłem samego duke'a Clarence. Stan jego psychiki w ostatnich latach jego życia pogarszał się, co szczególnie nasiliło się po śmierci jego małżonki, co do którego zgonu był przekonany, że to efekt otrucia, za co doprowadził do skazania na śmierć dwórki Ankarette Twynyho. Zatem może faktycznie zdecydował się na taki szalony koniec w tego co tak lubił? Z notki w "Encyclopædia Brittanica": "Clarence had been drowned in a butt of malmsey wine". /tamże, Eleventh edition, ed. H. Chisholm, 1911, Vol. 6, s. 428; hasło: "Clarence, Dukes Of"/ ""drowned in a butt of Malmsey wine...". /S.H. Steinberg "A Portrait of George, Duke of Clarence", "The Burlington Magazine for Connoisseurs", Vol. 74, No. 430, January 1939/ "Duke of Clarence, Edward's IV's brother, was executed privately in the fortress by unknown means, although legend claims the duke was drowned in a butt of malmsey wine". /J.A. Wagner "Encyclopedia of the Wars of the Roses", 2001, s. 271/ "He was promptly executed in the Tower, supposedly by being drowned in a butt of malmsey wine". /A.R. Whittle "The Historical Reputation of Edward IV 1461-1725", University of East Anglia, School of History, June, 2017, s. 24/ "Clarence was drowned in malmsey wine". /M. Hicks "Richard III. The Self-Made King", Pastow 2011, b.p., ed. elektr./ A teraz; powtórka z rozrywki - czyli skąd euklides wziął rewelację o otruciu? Jak sam podaje, zaczerpnął to od Philippe'a de Commynesa. Problem w tym, że chyba tłumaczenie euklidesa nieszczególnie jest prawidłowe; zwłaszcza gdy się zważy, że on sam nie wie iż nie tłumaczy ze starofrancuskiego (trochę jak molierowski monsieur Jourdain). Wspomniany Ashdown-Hill był osobą która chyba nie gorzej od euklidesa operowała językiem francuskim, skoro uzyskał on MA z lingwistyki i nauczał tego języka, obok greki, włoskiego czy innych języków. Ashdown-Hill specjalizował się w późnym średniowieczu, nie wiedzieć czemu; w odróżnieniu od euklidesa; nic nie wspomina on o otruciu. Podaje on, w oparciu o krytyczną edycję "Philippe de Commines: Memoirs the reign of Louis XI, 1461-83" Michaela Jonesa: "That George died by drowning is also confirmed by Philippe de Commynes. Writing (...) in about 1495–96, Commynes reported that ‘King Edward had his brother, the duke of Clarence, put to death in a pipe malmsey because it is said he wanted to make himself king". /tegoż, "The Third Plantagenet...", 2014, b.p., ed. elektr./ Otóż, Commynes wspiera się zdaniem Jeana Molineta, i powiadał tak: "Molinet (II, 405) dit aussi que Richmond était ,, assez loinngtain de la couronne d'Angleterre... Et il ajoute (p. 409) que le duc de Clarence, frère d'Edouard IV et de Richard III, ,, cust un fils bouté en cloistre dès le temps que son pere mourut en une pipe de Malvoisie". /"Mémoires de Philippe de Commynes" par B.É. de Mandrot, T. I, Paris 1901, s. 456, przyp.5/ Z tego tekstu nijak nie wynika by była mowa o otruciu. A gdyby euklides zadał sobie nieco trudu i nie tylko przepisywał ale jeszcze przepisywał ze zrozumieniem, zdałby sobie sprawę jak absurdalnym jest wywodzenie otrucia kogoś za pomocą "une pipe" wina. Objętość "pipe" (oczywiście zmieniało się to w różnych latach) to około czterech "barrels", 1/2 "tun" bądź dwa "hoghsheads", czyli kilkaset litrów wina. Nawet zakładając zamiłowanie duke'a Clarence do wina, wydaje się to być ponad jego możliwości... "Clarence was put to death inside the Tower on 18 February, probably, as later rumor claimed, by being drowned in a butt (i.e. a large cask) od malmsey wine". /"Encyclopedia of the Wars...", s. 56; podkreślenie - moje/
  3. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Hitler oczywiście mówił i pisał różne rzeczy. Sui temporis np. o Anglikach był powiedział: 1) "To nasi bracia. Po co walczyć z braćmi?" [G. Sereny, Albert Speer. His Battle With Truth, London 1996, s. 218]; 2) czy: "Führer bardzo podziwiał angielską politykę kolonialną. Już w 1926 roku miał powiedzieć w kręgu swoich najbliższych współpracowników: >>Nie życzę sobie, żeby odpadła chociaż jedna perła z korony Brytyjskiego Imperium. Oznaczałoby to katastrofę dla ludzkości<<. (…) Z różnych jego wypowiedzi można było wywnioskować, że marzył mu się sojusz z Anglią jako idealne rozwiązanie problemów polityki światowej. Uważał sojusz angielskiej floty i niemieckiej armii za wystarczający czynnik, aby dać światowej polityce nową podstawę. Już w latach dwudziestych Hitler rozpoczął pisanie książki o polityce zagranicznej. [wspomniana wyżej przez Secesjonistę "Zweites Buch" - uwaga: Bruno W.] W roku 1939, krótko po wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Anglię, powiedział w mojej obecności do Hessa: >>Całe moje dzieło się teraz rozpada. Moja książka została napisana na próżno". [C. Schroeder, Byłam sekretarką Hitlera. 12 lat u boku wodza, Warszawa 1999, s. 173]. I może jeszcze ciekawostka (zapisana, przez - w mojej ocenie - prawdomówną Christę Schroeder, ibidem s. 95). Czyli, jak Hitler tłumaczył słynny "Haltebefehl". (Warto podkreślić jeszcze raz: jak tłumaczył ten rozkaz Hitler, a nie, jakie były jego rzeczywiste powody, które do dziś budzą kontrowersje): "O tym, że Hitler pod Dunkierką nie ścigał Anglików, opowiadał sam w małym gronie: >>Armia jest kręgosłupem Anglii i Imperium. Jeśli rozbijemy oddziały inwazyjne, przepadnie Imperium Brytyjskie. Ponieważ nie chcemy i nie możemy przejąć jego spuścizny, musimy mu dać szansę. Moi generałowie tego nie pojęli<<. Innymi słowy, Hitler przegrał niejako przez swoją nie odwzajemnioną miłość do Anglii". [To ostatnie zdanie, to oczywiście tylko opinia Schroeder - uwaga: Bruno W.]. A wracając do zagadnienia konkretnych wypowiedzi Hitlera. Jest jasne, że np. jego ciepłe i życzliwe komentarze wobec "braci" Anglików wraz z upływem czasu, gdy brytyjski buldog wgryzł mu się w stopę, zmusił do utrzymywania drugiego frontu, a potem stworzył zaplecze do inwazji - musiały ustąpić na rzecz wrzasków o rządach plutokracji, Żydów i żłopiącym whisky degeneracie Churchillu. Natomiast w mojej ocenie, nie ma specjalnie danych, aby podważyć tezę, że pewnym założeniem niezmiennym (wręcz maniakalną obsesją) w polityce Hitlera były słynne zdania z "Mein Kampf": "Wir stoppen den ewigen Germanenzug nach dem Süden und Westen Europas und weisen den Blick nach dem Land im Osten. Wir schließen endlich ab die Kolonial- und Handelspolitik der Vorkriegszeit und gehen über zur Bodenpolitik der Zukunft. Wenn wir aber heute in Europa von neuem Grund und Boden reden, konnen wir in erster Linie nur an Russland und die ihm unteranen Randstaaten denken". Ma to uzasadnienie zarówno w "wielkoniemieckim wychowaniu politycznym", które odebrał Hitler, jego różnych wypowiedziach, jak i w działaniach. Choć oczywiście był w stanie dokonywać pewnych działań taktycznych, aby ułatwić sobie cel strategiczny (vide: czasowa "przyjaźń" z Polską, czy czasowy, faktyczny sojusz z ZSRR). Podobnie - dla mnie przynajmniej - na podstawie wielu przesłanek, staje się coraz bardziej oczywiste, że przemodelowanie układu geopolitycznego i etnicznego na wschodzie Europy, pierwotnie wg. zamierzeń (czy marzeń) Hitlera miało być zabezpieczone od strony zachodniej polityką rzeczywistej współpracy i przyjaźni ze Zjednoczonym Królestwem.
  4. Oliver Cromwell - ocena

    Byłbym zobowiązany za informację, który ze Stuartów rządzących w interesujących nas okresie (którego ekonomiczne aspekty tak błyskotliwie przedstawił nam Euklides) był katolikiem? Jakub I Stuart, czy Karol I Stuart? Z niecierpliwością czekam także na nieortodoksyjne teorie, dotyczące roli "papistowskiego" kościoła w ówczesnej Anglii i Szkocji. Znając błyskotliwość Euklidesa, liczę, że dowiemy się wkrótce od niego, iż arcybiskupem popierającego Stuartów kościoła "papistowskiego" był niejaki Guy Fawkes, który należał przez lata do grona najbliższych doradców Jakuba I.
  5. Yesterday
  6. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Może trudno mówić o życzliwym stosunku, ale były okresy gdy Churchill rozważał jakąś współpracę z tym krajem i był wtedy w opozycji do oficjalnej linii rządu. Tak to wyglądało przynajmniej w ocenie naszych dyplomatów. W swym raporcie (chyba z listopada 1938 r.) ambasador Edward Raczyński zauważał odmienność postaw w łonie partii konserwatywnej (reprezentowaną m.in. przez Churchilla czy Edena), podobnie widział to radca przy naszej londyńskiej ambasadzie - Antoni Jażdżewski, wedle którego już wcześniej (relacja z 1936 r.) Churchill upatrywał we współpracy z ZSRR przeciwwagę dla rosnących roszczeń Hitlera. O tym, że Churchill widział w ZSRR (tak od połowy lat trzydziestych) element mający swe miejsce w systemie antyniemieckim przekonywał Jacek Tebinka w swym opracowaniu "Brytania dotrzyma lojalnie swojego słowa”. Winston S. Churchill a Polska". O ścieraniu się różnych poglądów; zwłaszcza w gronie funkcjonariuszy Foreign Office; w kwestii czy podjąć współpracę z ZSRR i na jakich "kierunkach" traktuje opracowanie Keitha Neilsona "Britain, Soviet Russia and the Collapse of the Versailles Order, 1919–1939". Tak to widział przywołany Raczyński: "Nie ulega wątpliwości, że w łonie partii konserwatywnej istnieje grupa – wystarczy wymienić pp. Churchilla czy nawet Edena – która, krytykując politykę zagraniczną premiera, pragnęłaby widzieć większe zbliżenie z Rosją". /"Polskie dokumenty dyplomatyczne. 1938", red. M. Kornat, wsp. P. Długołęcki, Warszawa 2007, dok. 408; o opinii Jażdżewskiego w: K. Kania "Wielka Brytania 1918–1939 w świetle polskich źródeł dyplomatycznych"/ Przy czym Churchill nie był swych pomysłach całkiem konsekwentny, i na przykład na początku 1938 r. objaśniał Raczyńskiemu, że rolę ZSRR widzi nie kwestiach europejskich a w stopowaniu Japonii na Dalekim Wschodzie, a w maju tegoż roku miał wyrazić pogląd, że nie widzi w tej chwili możliwości aktywnej współpracy z krajem, z którym sympatyzuje jedynie skrajna lewica. Współbrzmiała temu stanowisku analiza (z marca 1938) naszego MSZ zaprezentowana na łamach "Przeglądu informacyjnego Polska a Zagranica": "Ze strony zaś Anglii coraz wyraźniej zarysowuje się tendencja wyeliminowania Sowietów z aktywnych kombinacji na terenie europejskim, gdzie ich udział jest jedynie czynnikiem jątrzącym, natomiast zachowanie ich jako partnera, który grać może dogodną dla Imperium Brytyjskiego rolę w kompleksie spraw daleko-wschodnich". /tamże, 9 czerwca 1938, nr 3, s. 96/ Tylko co było dlań kwestią fundamentalną i misją? W "Mein Kampf" Amerykanie byli "zdegenerowani rasowo" to jakieś trzy lata później (według "Zweites Buch") zostali ocenieni już jako "rasowo udani". Podobnie zmieniała się jego optyka w kwestii kto miał być głównym przeciwnikiem w przeszłości, gdy to USA "zdetronizowały" ZSRR jako głównego wroga (w dłuższej perspektywie czasu). Wydaje się, że przy bardziej ostrożnej polityce Hitler mógł osiągnąć jakieś porozumienie z Wielką Brytanią. W Wielkiej Brytanii przez długi czas opinia publiczna była dość przychylnie nastawiona do wzmocnienia Niemiec, także przez jakieś nabytki na Wschodzie. Stanowisko dużej części opinii publicznej, jak i gremiów politycznych, wyraził Stanley Baldwin pod koniec lipca 1934 r. mówiąc, że granica Wielkiej Brytanii biegnie wzdłuż linii Renu. Gdzieś w grudniu 1938 r. odbyło w Royal Institute of International Affairs, przemawiający tam (zarówno w imieniu Rządu jak i Izby Gmin) Victor Raikes (wpływowy członek Partii Konserwatywnej) oświadczył, że nie niepokoi go skierowanie ekspansji Niemiec na Europę Środkową i Południowo-Wschodnią, a wręcz - skierowanie ekspansji w tym kierunku byłoby wielkim sukcesem. Andreas Hillgruber w rozdziale "England in Hitlers außenpolitischer Konzeption" (w: "Deutsche Großmacht- und Weltpolitik im 19. Und 20. Jahrhundert") wskazywał, że koncepcje polityczne Hitlera przeszły przez trzy fazy: z Anglią, bez Anglii i wreszcie: przeciw Anglii. W swych pierwotnych zamysłach Hitler uważał, że pozostawiając morza Brytyjczykom (a co za tym idzie i kolonie) uzyska wolną rękę w Europie, a zwłaszcza na kierunku wschodnim. Co z perspektywy brytyjskiej dbałości o zachowanie imperium było do zaakceptowania, choć wizja Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii ramię w ramię pokonujących Francję to już było chyba zbytnia fantazja. Jeszcze na koniec lutego 1934 r., Hitler przekonywał wyższych oficerów Reichswery (wedle notatki Maximiliana von Weichsa) , że gdyby Brytyjczycy nie przyjęli jego oferty do będzie konieczne szybkie uderzenie na Zachodzie przed ruszeniem na Wschód, ale już 5 listopada 1937 r. Anglicy (obok Francuzów) "awansowali" do kategorii odwiecznych wrogów Niemiec, pałających doń nienawiścią (Haßgegner).
  7. Oliver Cromwell - ocena

    A mógłby nam tak skrótowo objaśnić euklides jaki jest związek pomiędzy zaludnieniem angielskich miast a konfesją małżonki Cromwella? Jaki jest związek pomiędzy głównymi gałęziami gospodarki a rozstrzygnięciem czy zadzieranie przez nią nosa było jednym z głównych powodów nieprzyjęcia korony? Jaki jest związek pomiędzy liczbą ludności pracującej w rolnictwie a stosunkiem Cromwella do Aktów Nawigacyjnych? Otóż w pierwszej połowie XVII wieku ani Londyn ani Bristol nie liczyły takiej liczby mieszkańców. Szacunki podane na stronie worldpopulationreview.com to dla roku 1700 raptem 20 000, a wedle Tima Lamberta "A Brief History of Bristol, England" miało to być ok. 25 000 (tekst dostępny na stronie: localhistories.org. Według Johna R. Holmana w 1696 r. miało to być 20 157 mieszkańców (tegoż, "Orphans in pre-industrial towns: the case of Bristol in the late seventeenth century", "Local Population Studies", Vol. 15, 1975; "Apprenticeship as a factor in migration: Bristol 1675-1726", "Transcactions", Bristol and Gloucestershire Archeologiacal Society, Vol. 92, 1979), według duetu: Elizabeth Ralph i Mary E. Williams w 1700 r. miało to być dopiero 20 000, a Alfred J. Pugsley (w: "Some contributions towards a study of the economic development of Bristol in the eighteenth and nineteenth centuries", M.A. thesis, University of Bristol, 1921) podaje dla roku 1700 - 25 000 mieszkańców. Według opracowania Elizabeth Baigent "Bristol Society in the Later Eighteenth Century with Special Reference to the Handling by Computer of Fragmentary Historical Sources" (St. Hugh's College, Oxford 1985) w 1700 r. miało to być ok. 27 400. A 48 000 mieszkańców miasto te osiągnęło dopiero pomiędzy 1740 a 1760 rokiem. Także podane przez euklidesa dane dla Londynu są już bardziej zbliżone do podawanych szacunków, pierwsze w miarę wiarygodne dane dla tego miasta zaczęto publikować w połowie lat siedemdziesiątych XVII w. i miało to być wówczas 500 000, by na początku lat dziewięćdziesiątych; czyli kiedy za szacunki populacji na poważnie wziął się Gregory King; miało to być ok. 527 000. Skąd euklides wziął takie a nie inne dane dla obu miast w pierwszej połowie XVII wieku, zapewne znów pozostanie jego słodką tajemnicą, a może jednak zechce się z nami podzielić źródłami?
  8. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Masz rację, sam atak na ZSRR to przyjęcie wojny na dwa fronty, więc to, do czego ponoć nie można dopuścić. A także: Żeby tylko nie miało żadnego efektu - miało efekt negatywny. Przecież tych gett, transportów, obozów trzeba było pilnować - to angażowało żołnierzy, którzy mogli być przydatni na froncie, obciążało środki transportowe, finanse etc. Choć dokładano wszelkich starań, by mordować tanio. Tylko że ów "Eden" wiosną 39 roku jeszcze o tym nie wiedział. Ale już wiedział, że Hitler jest wiarołomnym partnerem, który nie przestrzega traktatowych ustaleń. Wchodzenie w kolejne ustalenia wobec jednostronnego zerwania poprzednich raczej sensu nie miało. Co nie zmienia faktu, że mogliby w UK znaleźć się politycy, popierające takie rozwiązanie. Choć zgadzam się, że w końcu do wojny z ZSRR by doszło, to wcześniejszy atak na Bliski Wschód w sojuszu z ZSRR miał dla Hitlera wielki sens, choćby ze względu na dostęp do obfitych źródeł ropy - rumuńskie problemu nie rozwiązywały. Tym bardziej, że w sposób naturalny geograficznie Niemcom i ich sojusznikom (Włochom i Turcji) przypadałby odcinek egipsko-syryjsko-iracki, zamieszkany przez Arabów, coraz mocniej zaniepokojonych postępami syjonizmu, a ZSRR - afgańsko-perski. Śmiało można było Stalinowi obiecać Indie, i tak w górach utknąłby na lata.
  9. Oliver Cromwell - ocena

    Jednak muszę tu przyznać sporo racji. Trochę niesprawiedliwie was potraktowałem. Po prostu żeby zrozumieć Anglię okresu Cromwella trzeba mieć trochę wiedzy o ekonomii i włókiennictwie, nie każdy to w szkole miał a jeżeli nawet to niektóre rzeczy się zapomnina. Jednak po kolei: a ponieważ jest to forum historyczne to zacząć należy od sytuacji w jakiej byla Anglia w pierwszej połowie XVII wieku. Otóż wówczas ekonomika angielska różniła się diametralnie od ekonomiki innych krajów europejskich. Podobnie jak w innych krajach ludność żyła tam z rolnictwa a 3/4 mieszkańców żyło na wsi. Londyn liczył wówczas 530 tysięcy mieszkańców ale drugi co do wielkości Bristol miał tylko 48 tysięcy. Podstawą ekonomiki angielskiej była jednak hodowla owiec oraz produkcja wełny i tkanin, często połączona z uprawą roli i handlem morskim. Wielka liczba największych właścicieli ziemskich i ważnych hodowców współpracowała bezpośrednio z londyńskim „City”. Przemysł włókienniczy wspaniale się rozwijał. Sprzyjała temu zwyżka cen na jego wyroby, która trwała do około 1660 roku. Burżuazja się bogaciła. Dochody państwa nie zwiększały się jednak. Miało ono bowiem stałe dochody. Ponieważ ceny rosły siła nabywcza korony malała. Zmuszało to władców do ciągłego wynajdywania podatków i opłat. Powodowało to konflikty z parlamentem, który uważał, że tylko on ma prawo nakładać podatki. W owym czasie parlament reprezentował tylko górne warstwy społeczne, to jest właścicieli ziemskich i kupców. Sytuację pogarszał jeszcze fakt, że Anglią rządzili Stuarci, katolicy i nielubiani w kraju. Mieli poparcie u dużej części szlachty i w papistowskim kościele a także u właścicieli monopoli handlowych, którzy uciskali niezależnych kupców i rzemieślników. Ci ostatni odgrywali coraz większą rolę w życiu społecznym. W związku z tym nie było nic dziwnego, że przeciwnicy władzy, szczególnie środowiska związane z londyńskim „City” orientowały się na kalwinizm przeciwstawiając się angielskiemu kościołowi katolickiemu. Znajdowali również oparcie u kupców i finansistów, również u tych, którzy po prostu nienawidzili Stuartów ze Szkocji. Niechęć do szkockich królów była na tyle silna, że wystąpiło przeciwko nim wielu arystokratów, mimo że ich poglądy powinny ich zbliżać do korony to jednak wielu z nich robiło interesy z City. Tu dużą rolę zaczął odgrywać pieniądz i z tego powodu zdarzało się że po jednej stronie byli ludzie którzy powinni być przeciwnikami politycznymi co zresztą czyni rewolucję angielską czasem niezrozumiałą dla cudzoziemców. Żeby powyższe należycie ocenić to potrzebna jest pewna elementarna wiedza ekonomiczna. Zwracam uwagę że eksport wyrobów włókienniczych powodował przypływ pieniędzy do Anglii. To powodowalo drożyznę, natomiast podatki jeżeli były stałe to relatywnie obniżały dochody króla zatem nie ma się co dziwić że król narzucał nowe. Jednak te pieniądze z eksportu materiałów włokienniczych nie trafiały do wszystkich, miało je przede wszystkim City, stąd jego potęga. Potrzebna jest również elementarna wiedza z dziedziny włókiennictwa. Wówczas podstawowym surowcem była w Anglii wełna ktora pochodzi ze strzyżenia owiec. Natomiast hodowla owiec wymaga pastwisk zatem było dążenie żeby poszerzać tereny swych włości kosztem drobnych włascicieli itp. Zatem Szanowny Secesjonista powinien powrócić do swej imponującej lektury i przeanalizować ją pod kątem tego co wyżej napisałem, to znaczy biorąc po uwagę aspekty ekonomiczne i włókiennicze a psychologiczne zostawić na później, bo szkoda żeby tyle wiedzy się zmarnowało. Wszelkie wątpliwości chętnie wyjaśnię. Gdy to co jest napisane powyżej stanie się jasne będzie można prowadzić dalsze rozważania. POZDRAWIAM
  10. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Tu bym polemizował. Hitler bywał pragmatykiem (vide: Rumunia i Finlandia w czasie drugiej wojny, kiedy wolał zdrową armię rumuńską od lokalnych oszołomów i zdrową armię finlandzką od możliwości mordowania tamtejszych Żydów - przynajmniej na większą skalę, zob. https://forum.historia.org.pl/topic/6873-finowie-a-holocaust/), ale raczej nie sprawach fundamentalnych (z jego punktu widzenia). Tu ewidentnie widać, że poczucie misji, własnej genialności, miłość własna, w tym zakochanie we własnych poglądach przeważało. W mojej ocenie był per saldo z niego dużo mniejszy pragmatyk od Stalina, który był w stanie pokochać cerkiew, carskie naramienniki, czy dać sobie spokój z Polską Republiką Radziecką - jak było trzeba (ale to już materia na inną dyskusję). Przeprowadzenie Holocaustu w apogeum wojny (z punktu widzenia niemieckich interesów wojennych, zbrodniczej operacji nie mającej najmniejszego sensu militarnego), czy trwanie do końca (wbrew nawet poglądom chociażby Goebbelsa) w przekonaniu, że na Wschodzie (w byłym ZSRR) nie należy szukać sojuszników do walki ze Stalinem, tylko podludzi do skolonizowania - świadczy ewidentnie o tym, że swoje pomysły na dziejową misję Niemiec traktował śmiertelnie poważnie. Jej fundamentem było zatrzymanie parcia Germanów na Zachód i zastąpienie go kolonizacją Wschodu. W to - jak przypuszczam w jego ocenie - doskonale wpisywała się idea przyjaźni Niemiec z Wielką Brytanią. Daleki jestem od przypisywania politykom, w tym brytyjskim jakieś szczególnej moralności, czy poczciwości, ale mam wrażenie, że w okresie, który omawiamy rzeczywiście (i naiwnie) wierzyli w grę fair play (w pewnych granicach, bo fair play oczywiście nie dotyczyło chociażby stosunku do Czechosłowacji w 1938 roku). I dlatego tak ostro zareagowali na niemiecką aneksję Czech i podporządkowanie Słowacji.
  11. Last week
  12. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Dla uniknięcia jakichkolwiek nieporozumień nadmienię, że pod terminem "pozwolimy" rozumiałem "nie będzie to dla nas powód do wszczęcia wojny". A co do "Mein Kampf" - no cóż, książki się pisze, pewne idee się głosi, ale czy potem działa się żeby je zrealizować - nie koniecznie. Najlepszy przykład z drugiej strony barykady: czy Churchill (i w ogóle brytyjscy konserwatyści i liberałowie) przed wojną miał życzliwy stosunek do ZSRR? Nie, ale jednak w pewnych okolicznościach stał się jego sojusznikiem i brytyjscy marynarze ginęli w konwojach do Murmańska. Hitler szukał dla Niemców przestrzeni życiowej na wschodzie, ale czy koniecznie musiał to być północny wschód, a nie południowy wschód? Czemu nie Irak, Syria, Palestyna? A nawet jeśli uznamy, że w końcu do konfliktu III Rzesza - ZSRR musiało dojść (tak jak w końcu skończył się sojusz brytyjsko-radziecki), to oczywiście ważne - kiedy. Po zdominowaniu Bliskiego Wschodu, czy przed? Tak, kolejność wydarzeń jest ważna.
  13. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Twoj scenariusz Bruno jest moim zdaniem możliwy. Okres jego realizacji widziałbym jednak na długo przed Monachium. Konkretniej: w okresie wokół okoliczności zawaracia niemiecko-sowieckiego układu w Rapallo (zawartego jeszcze przez Republikę Weimarską w 1922 roku), jego poszerzenie w postaci układu berlińskiego (1926) oraz dalszych ratyfikacji tegoż ostatniego już przez III Rzeszę (ostatnia w 1935 roku, jak najbardziej oficjalna). W tych okolicznościach pierwszą realną podwaliną dla Wielkiej Brytanii mogły być zawarte w 1925 roku traktaty lokarneńskie. Moim zdaniem gra "Edena" musiałaby mieć co najmniej trzy tory, by pozostał graczem i nie spadł do roli rozpaczliwego obserwatora reagującego jedynie na wydarzenia: 1. Rozszerzanie traktatów lokarneńskich o dalsze pola współpracy i nie dopuszczenie do ich wypowiedzenia przez III Rzeszę w 1936 roku. W tym wypadku jednak piętą achillesową "Edena" będzie poleganie na Francji. Ten czynnik jednak trudno będzie wyeliminować, ponieważ Francja stanowi w ówczesnych realiach europejskich największą siłę militarną na kontynencie (przynajmniej w liczbach). I rozgrywa politykę zagraniczną w przededniu dojścia nazistów w Niemczech do władzy arbitralnie i pod siebie. 2. W tym wypadku "Eden" musi wziąć pod uwagę niebezpieczeństwo wspólnej wojny przeciw Francji. Jezeli chce jej uniknąć (a zakładamy, że ostatecznym celem "Edena" jest przyszłe wyeliminowanie zagrożenia tak ze strony III Rzeszy jak i Sowietów, i wykorzystanie do tego potencjału Francji) musi dokonać szachowego pociągnięcia z najwyższej półki zagrywek dyplomatycznych. Otóż, jak piszesz: również w Polsce istniały głosy za prowadzeniem wspólnej polityki z Niemcami przeciwko ZSRR. Polska, jak wiemy, tą ryzykowną drogą nie poszła (wybierając być może drogę jeszcze ryzykowniejszą - ale czy rzeczywiście tego się nie dowiemy), mimo ewidentnej "gry pod siebie" Francji. Zagrywka "Edena" musiałaby polegać na tym, by Polskę do tego ryzyka namówić. Tylko w takiej konfiguracji można byłoby trzymać Francję w szachu i zabezpieczyć sobie spokój z jej strony, by najpierw móc, wykorzystując potencjał Niemiec i Polski, rozmontować ZSRR. 3. Doprowadzić do zerwania układów Rzeszy z ZSRR (co nie jest dla "Edena" nadzwyczaj trudne po pierwszych dwóch pociągnięciach, jeśli tylko potrafi przechytrzyć Sowietów) oraz z Włochami. To drugie jest ekstremalnie trudne, ale konieczne, jeśli "Eden" chce mieć spokój w Afryce Wschodniej, wokół Morza Czerwonego i Kanału Sueskiego. Włosi od lat już mocno rozrabiają w Erytreii i jeśli "Eden" nie rozluźni więzów włosko-niemieckich, w 1936 roku powstanie Africa Orientale Italiana, zagrożenie dla dróg transportu z koloniami niezbyt jednak na starym kontynencie mocarnego "Edena" i poważny dla niego problem w zachowaniu mocnej pozycji w układzie z Rzeszą. Może zostać bowiem łatwo zepchnięty przez Włochów na boczny tor i cały plan okręcenia sobie Niemców wokół palca weźmie w łeb. 4. No i może jeszcze jeden drobiazg, który mi się w międzyczasie nasunął: wspólne (może nawet symboliczne, ale jednak) z Niemcami "ćwiczenia" w Hiszpanii... Choćby po to, by rozwiać ewentualne obawy III Rzeszy i móc w przyszłości liczyć na spokój ze strony Franco przy rozgrywce przeciw Rzeszy. Myślę, że nasz "Eden" musiałby przewyższać chytrością i bezskrópułowością dyplomatyczną "Wieczysława"...
  14. Nobel z literatury dla Polaka

    W razie gdyby jednak "Księgi Jakubowe" zostały wprowadzone szkół jako lektura to ciekaw jestem, czy Tokarczuk byłaby w stanie przeprosić tak jak to zrobił Mrożek?
  15. Pakt Ribbentrop-Eden.

    To jest - stworzona przez Janceta - domniemana wypowiedź brytyjskiego ministra spraw zagranicznych ("Edena"). Ten jednak mógł "pozwalać" lub "nie pozwalać" na to, co zdaniem Hitlera było konieczne i niezbędne. Choć oczywiście "Eden" musiał też wiedzieć, czym realnie dysponuje UK, aby w ten sposób grać z Niemcami. Było tego wówczas niewiele: flota i ewentualne podtrzymywanie Francji na duchu, aby nie wymigała się z sojuszu z Polską. Brytyjskie "nie pozwolenie" w realu polegało zatem na próbie powstrzymania konfliktu gwarancjami brytyjskimi dla Polski. Zagrywka - trzeba przyznać - poczciwa i dosyć va banque. Jak się okazało - nieudana. Wywołana przeze mnie dyskusja dotyczy między innymi problemu, czy wówczas możliwe było brytyjskie "pozwolenie". Moralnie wątpliwe, ale dające także Brytyjczykom pewne korzyści,
  16. Pakt Ribbentrop-Eden.

    E: Pozwolimy wam zająć Polskę, a także uzależnić Słowację, Litwę, Węgry, Rumunię i Bułgarię, pod warunkiem, że zaatakujecie ZSRR Po co pozwalać na coś pod warunkiem, który według Mein Kampf i logiki jest pewnością ? (chyba, że chodzi o kolejność).
  17. Nobel z literatury dla Polaka

    To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe Mnie się też ten pomysł nie podoba i to wcale nie z powodu pierwszego członu.
  18. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Myślę, że słusznie. W końcu Monachium z czegoś się wzięło. Popieram Gregskiego, że moment, który rozważamy, jest ważny. Przed 39 rokiem sytuacja militarna mocno niepewna. Trudno było przewidzieć, że Niemcy tak szybko rozerwą naszą główną linię obrony, na Narwi, Wiśle i Sanie. Trudno było przewidzieć zachowanie Stalina. Można było całkiem rozsądnie uważać, że połączone siły Francji, Polski i Wielkiej Brytanii, przy neutralności ZSRR, Słowacji (a raczej wschodniej części Czechosłowacji) i Litwy, pokonają wojska hitlerowskie. No, ale bez kolejnych milionów ofiar się nie obejdzie, więc lepiej zastraszyć Hitlera gwarancjami, udzielonymi Polsce. W marcu 39 roku, gdy powstające państwo słowackie jawnie stało się zależnym od Hitlera, do gry włączyły się Węgry, rywalizujące ze Słowacją które z nich jest lepszą ..., a w dodatku i Litwa oddała bez oporu ważną część swego terytorium - bez portu w Kłajpedzie przerzucenie i zaopatrzenie wojsk do Prus Wschodnich byłoby trudne i ryzykowne - sytuacja się mocno zmieniła. Można było się spodziewać wspólnego ataku niemiecko-litewsko-słowackiego, a może nawet węgierskiego na Polskę, a w takich warunkach Polska nie miała szans, nawet przy bierności ZSRR. No ale młyny demokracji mielą powoli, więc gwarancji i tak udzielono. A może było już "po ptokoch" i Wielka Brytania miała wybór: albo udzielimy gwarancji Polsce, choć wiemy, że Polska zostanie pokonana, albo nie udzielimy, Polska zostanie pokonana, i czekamy na decyzję Hitlera, kogo teraz zaatakuje. Na jedno wychodzi. Wówczas kombinacja "jak Niemcom oddamy Polskę, a przy okazji Węgry i Rumunię, to wtedy ruszą na ZSRR" była oparta na bardzo wątpliwych podstawach. Brytyjskiemu wywiadowi na pewno nie umknął fakt dość daleko idącej, ale nie nagłaśnianej współpracy pomiędzy Niemcami a ZSRR. Od sierpnia 39 roku było to już jawne, głośne i oczywiste. Jakie argumenty miałby minister "Eden" w rozmowie z Ribbentropem gdzieś wiosną 39 roku? E: Pozwolimy wam zająć Polskę, a także uzależnić Słowację, Litwę, Węgry, Rumunię i Bułgarię, pod warunkiem, że zaatakujecie ZSRR. R: Polska i tak upadnie, Słowacja już jest od nas zależna, z Litwy wzięliśmy, co nam było potrzebne, zaś zdominowanie Węgier, Rumunii i Bułgarii to żaden problem, nie mają sił, by się nam przeciwstawić. Czyli dajecie nam to, co sami sobie możemy wziąć. Skąd więc ten warunek? E: Jeśli zobowiążecie się do zaatakowania ZSRR, to Wielka Brytania odmówi Francji pomocy w ataku na Niemcy po ataku Niemiec na Polskę, kiedy Francja układem sojuszniczym będzie do tego zobowiązana. Francja bez gwarancji pomocy Wielkiej Brytanii sama was nie zaatakuje. R: Takie warunki jestem gotów przyjąć. I co dalej? Do paktu R-M pewnie nie dochodzi, bo i po co. Niemcy biorą, co im obiecano. Francja i ZSRR pozostają neutralne - przy czym Francji neutralność jest wroga, a neutralność ZSRR - niewiadomego charakteru. Nadal jest co dzielić. W jaki sposób Wielka Brytania może wtedy wymusić na Hitlerze, że wypełni swe zobowiązania i zaatakuje ZSRR? Wszystkie atuty są w jego ręku. Ma dostęp poprzez Włochy do Morza Śródziemnego, a nawet do baz nad Morzem Czerwonym i Oceanem Indyjskim. Poprzez Rumunię ma dostęp do Morza Czarnego. Może zaatakować ZSRR. Te wojnę może wygrać - i wtedy Francja i Wielka Brytania będą następne w kolejce do zaatakowania. Może przegrać - i wtedy będą mieć Armię Czerwoną nad Renem. Może zaatakować Francję i BeNeLux. Może podzielić się sferami wpływów ze Stalinem, a potem zmusić do sojuszu kemalowską Turcję i zaatakować Syrię, Irak, Iran, a potem Egipt i Indie. Taki układ wszystkie atuty oddawałby Hitlerowi, więc nie dziwmy się, że ta opcja w Wielkiej Brytanii nie zwyciężyła. Zupełnie inna kombinacja byłaby przed Monachium, zaraz po upadku Francji, po bitwie o Anglię itd. Chętnie je przeanalizuję, ale już nie dziś.
  19. Oliver Cromwell - ocena

    Mam podejrzenie, że bardzo bardzo dawno się tym euklides zajmował zważywszy na to, że źródeł swej wiedzy nie pamięta. Dziwić jednak może, że tak bardzo polega na swej pamięci, że nie zamierza konfrontować tego co zapamiętał z tym co twierdzą różni historycy. Przecież i ja się nie wyrażam źle o euklidesa historykach, choćby z tego powodu, że w kwestiach spornych (roli żony Cromwella w nieprzyjęciu przezeń korony i jej konfesji), do tej pory euklides nie przedstawił nam świadectwa żadnego historyka. Jak na razie euklides zaprezentował nam swoisty rodzaj argumentacji: kiedyś coś takiego przeczytałem, tak zapamiętałem, zatem tak właśnie było i nie muszę już tego sprawdzać. Można powiedzieć, iż lekceważąco odnoszę się do "historyków" piszących rewelacje o katoliczce Elizabeth Bouchier. Tylko skąd euklides wie, że chodzi o historyków? A może przeczytał to euklides w jakiejś powieści, bo przecież już tak bywało, że fabułę traktował na równi z badaniami historyków. A może przeczytał to euklides w zwiastunie jakiegoś filmu, bo przecież już tak bywało, że takie teksty traktował na równi z badaniami historyków. Skłaniam się do myśli, że tak na prawdę nic takiego euklides nie przeczytał i wszystko jest efektem euklidesa złej pamięci bądź niezrozumienia tekstu. A może zacznie euklides stosować inną metodę: wpierw sprawdzi czy to co zapamiętał zgodne jest ze stanem badań i dopiero potem coś zacznie pisać? Ja już zwracałem uwagę euklidesowi, że tego typu formatowanie tekstu to raczej przejaw kultury. W kwestii nihilizmu, to ma euklides pojęcie o znaczeniu tego terminu takie same jak o przedmiocie badań fenomenologii - czyli żadne. To, że ktoś czegoś nie napisał nihilistą go nie czyni, może czas zajrzeć do słownika? Na miejscu euklidesa nieszczególnie bym się chwalił tym co napisał w tej materii, jako że napisał ewidentne głupoty. Już bardziej nihilizm (epistemologiczny) przypisałbym samemu euklidesowi, który chyba wychodząc z założenia, iż nie istnieje wiedza pewna zatem można napisać co się chce. Słów jeszcze kilka o osobie earla Manchester, zarzutach jakie mu postawił Cromwell i przy okazji nieco o bitwie pod Marston Moor. Czy Manchester wykazał się podczas tej bitwy: "niedołęstwem" to kwestia dyskusyjna. Jeśli się porówna raporty napisane tuż po bitwie to są one często zadziwiająco odmienne od tych napisanych w kilka tygodni, podobnie jak z relacjami spisanymi kilka lat później. Przegląd takich raportów (bez weryfikacji krytycznej) znajdziemy m.in. w: "The life and campaigns of Alexander Leslie, first earl of Leven" Charlesa Sanforda Terry'ego, , Petera Younga "Marston Moor" czy "Battle of Marston Moor, 1644" w redakcji Petera Newmana. I to rozbieżne co do takich istotnych kwestii, jak: komu przypisać walne przyczynienie się do zwycięstwa, czy miała miejsce ucieczka trzech generałów bądź ucieczka jednego lub dwóch z nich, jakie oddziały zbiegły z pola walki, a jakie uciekły ale wróciły, kto z dowódców się wyróżnił (w jednych raportach ta sama osoba była przedstawiana jako zbieg czy tchórz by w innych być kreowaną na bohatera). Nieprzychylny Cromwelowi pierwszy baron Holles zapisał w swych memuarach ("Memoirs of Denzil Lord Holles, Baron of Ifield in Sussex, from the year 1641 to 1648" ed. J. Toland) wypowiedź dowódcy brygad piechoty Manchesteru - gen. Lawrence'a Crawforda, wedle której Cromwell podczas tej bitwy zachowywał się jak tchórz ("errant coward") i nie miał udziału w tym zwycięstwie ("neither part nor lotin the business"), Holles dodał od siebie, że i we wcześniejszych bitwach Cromwell potrafił chować się w żywopłocie czy uciekać od miejsca bitwy na dwadzieścia mil. Pytanie: ile w tym wszystkim prawdy? Raczej niewiele, ale pokazuje to temperaturę wzajemnych animozji. Wszystko to efekt rywalizacji propagandowej poszczególnych odłamów religijnych i fakcji politycznych, datującej się na długo przed Marston Moor (o kampanii dezinformacyjnej po bitwie pod Marston Moore: M. Stoule "Soldiers and Strangers: An Ethnic History of the English Civil War"), zarówno szkoccy prezbiterianie (Covenanters) jak i oficerowie związani z Soleman League podnosili, że "Independes" zbyt często ich oczerniali, umniejszając ich zasługi i sugerując tchórzostwo (przykład tego typu skargi znajdziemy w zbiorze opracowanym przez M.A. Richardsona "Reprints of Rare Tracts Imprints of Ancient Manuscripts, Chiefly Illustrative", Vol. II). Kiedy do Londynu zaczęły napływać raporty, korygujące zakres udziału "Sprzymierzonych" w bitwie i zwycięstwie (in plus), Robert Baillie nie mógł powstrzymać irytacji a nawet wściekłości, której dał upust w liście; z 18 lipca 1644 r.; do jednego z "braci" - Roberta Blaire'a: "We were both grieved and angry, that your Independents there should have sent up Major Harrison to trumpet over all the city their own praises, to our prejudice, making all believe, that Cromwell alone, with his unspeakable valorous regiments, had done all that service: that most of us fled: and who stayed they fought so and so, as it might be. We were much vexed with these reports, against which yow were not pleased, any of yow to instruct us with any ansuer, till Lindesay’s letters came at last, and captain Stewart with his collors. Then we sent abroad our printed relations, and could lift up our face". /"The Letters and Journals of Robert Baillie, 1637-1662" by D. Laing, Vol. 2, Edinburgh MDCCCXLI, s. 209-210/ Sam Baillie, w późniejszym okresie przyznał, że padł ofiarą kampanii dezinformacyjnej ze strony "Niezależnych". Kwestię sprzecznych relacji co do bitwy, pokrótce acz treściwie omówili: Steve Murdoch i Alexia Grosjean w opracowaniu"Alexander Leslie and the Scottish Generals of the Thirty Years' War, 1618–1648". Starcia Cromwella z poszczególnymi dowódcami miały różny charakter i podłoże, z jednej strony był to efekt jego emocjonalności potrafił wybuchnąć, oskarżać by za jakiś czas samemu neutralizować własne poczynania. Spory; jak i wynikające z nich oskarżenia; wynikały z rozbieżności co do tego jakich żołnierzy potrzebuje armia, w tej kwestii była np. rozbieżność pomiędzy Cromwellem a Manchesterem, ten pierwszy stawiał przede wszystkim na odpowiednią postawę religijną i polityczną, a co z tym idzie faworyzował jedne konfesje przed innymi. Baille wspominał, że podobne animozje dzieliły Cromwella ze wspomnianym Crawfordem czy Williamem Wallerem. Cromwell posunął się do tego, że; wbrew oczywistym faktom; w swych oskarżeniach twierdził że pod Marston Moore Crawford nie był generałem a pułkownikiem, co znacząco podważa zasadność jego zarzutów. "After the fall of York, the three parliamentary armies separated. Leven and the Scots turned northwards again to besiege Newcastle, the Fairfaxes remained to capture the royalist strongholds in Yorkshire, and Manchester, taking on his way Sheffield Castle and a few smaller garrisons, returned to Lincoln. All August he remained there idle, declining even to besiege Newark. He was weary of the war, anxious for an accommodation with the King, and shocked at the spread of sectarian and democratic opinions in his army and in the kingdom. Cromwell, as the protector of the sectaries, was at daggers-drawn with Major-General Crawford, who attempted to suppress them; Crawford cashiered an officer on the ground that he was an Anabaptist, and Cromwell and some of his colonels threatened to lay down their commissions unless Crawford was removed. A compromise of some kind was patched up, but Cromwell’s influence over Manchester was at an end". /C.H. Firth "Oliver Cromwell and the Rule of the Puritans in England", New York 1900, s. 110-111/ Jeśli chodzi o earla Manchester, to warto przypomnieć, że starł się on z Cromwellem na długo przed wzmiankowaną bitwą. Obie rodziny (:Montagu'a i Cromwella) rywalizowały politycznie ze sobą w Huntingshire, dość regularnie wymieniając się parlamentarnymi stołkami zdobywanymi w tym okręgu. W styczniu 1642 r., lord Kimbolton (jak go nazywano; w rzeczywistości przysługiwał mu tytuł: Viscount Mandeville) wystąpił w parlamencie z oskarżeniem względem Cromwella, wedle którego administrowanie tego ostatniego w Huntingshire dokonywało się ze szkodą dla pospolitaków ("poor commoners'") zamieszkujących tamtejszy fens. Rzecz potraktowano poważnie i powołano w tej sprawie komisje pod przewodnictwem Edwarda Hyde'a, 1st erla Clarendon, ten w spisanych już znacznie później swych wspomnieniach zrelacjonował, że o ile Manchester wyłuszczył swe stanowisko w sposób skromny ("modestly") to Cromwell zachował się nieparlamentarnie i nieprzyzwoicie, w sposób obraźliwy: "Lord Mandevil [tak w oryg. - secesjonista] desired to be heard, and with great Modesty related what had been done, or explained what had been faid, , Mr Cromwell did answer, and reply upon him, with so much Indency, and Rudeness, and in Language, so contrary, and offensive, that every Man would have thought, that as their Natures, and their Manners were as opposite as it is possible, so their Interest could never have been the fame". /tegoż, "The life of Edward Earl of Clarendon, Lord High Chancellor of England... written by Himself", Oxford MDCCLIX, s. 79-80/ Trochę z tego zderzenia osobowości i charakterów odnajdujemy w oskarżeniach Cromwella o zaniechania w toku kampanii 1644 roku, Cromwell "wybuchnął" by z czasem zacząć temperować ostrość swych wypowiedzi a wreszcie nawet zaczął... bronić niektórych decyzji Montagu'a. "When Cromwell came to reflect on the incidents of the last few months, he attributed the failure to obtain this victory entirely to Manchester. He had failed, apparently, not through accident or want of foresight, but through backwardness to all action. And this backwardness, concluded Cromwell, came “from some principle of unwillingness to have the war prosecuted to a full victory; and a desire to have it ended by an accommodation on some such terms to which it might be disadvantageous to bring the King too low.” On November 25th, Cromwell rose in the House of Commons, told the story of the Newbury campaign, and made this charge against Manchester. Manchester vindicated his generalship in the House of Lords, alleging that he had always acted by the advice of the council of war, and that Cromwell was a factious and obstructive subordinate. Then, leaving military questions alone, he made a bitter attack on Cromwell as a politician. He had once given great confidence to the Lieutenant-General, but latterly he had become suspicious of his designs, and had been obliged to withdraw it. For Cromwell had spoken against the nobility, and had said that he hoped to live to see never a nobleman in England. He had expressed himself with contempt against the Assembly of Divines, and with animosity against the Scots for attempting to establish Presbyterianism in England. Finally, he had avowed that he desired to have none but Independents in the army of the Eastern Association, “so that in case there should be propositions for peace, or any conclusion of a peace, such as might not stand with those ends that honest men should aim at, this army might prevent such a mischief. (...) But, instead of pressing the charge home, Cromwell drew back". /C.H. Firth "Oliver Cromwell and...", s. 114 i n./ "Although Cromwell, taking advantage of his position in the House of Commons and of the reputation he had won at Marston Moor, made a detailed criticism of his superior's strategy and tactics, he defended Manchester when the Committee of Both Kingdoms censured him for not taking action in the late autumn on the grounds that the men were sick, tired and ill-fed (...) It can be argued nevertheless that 'the quarrel' between Cromwell and Manchester had been exaggerated. After all, in most armies differences of opinion arise about the best strategy. In fact Cromwell acquiesced in Manchester's tactics at Newbury and, like him, agreed it was impossible to go on fighting with exhausted troops late into the autumn (...) He went on to abandon his attack upon Manchester". /M. Ashley "Oliver Cromwell and the Earl of Manchester", "Cromwelliana", 1984-1985, s. 8-9/ W sumie to Cromwell wywołał burzę w szklance wody, całość sporu Robert Baillie podsumował słowami: "The House of Commons in one hour ended all the quarrels which were betwixt Manchester and Cromwell". Złagodzenie postawy Cromwella nie musiała być związana jedynie z jego charakterem. Zręczne zwekslowanie sporu przez earla Manchester na grunt polityczny nie był odlań wygodnym. W tym kontekście można rozpatrywać uwagę Sue Sadler o tym, że ze strony Cromwella był to atak wyprzedzający. Musiał on zdawać sobie sprawę z postawy Szkotów, których przywódcy rozmawiali wówczas o oskarżeniu Cromwella jako podpalacza/podżegacza ("incendiary"), który chciał doprowadzić do zwaśnienia dwóch narodów. Od tych zamiarów odwiedli ich juryści z którymi konsultowali stronę prawną, wskazując na trudność w udowodnieniu tego typu zarzutów, zwłaszcza w kontekście poparcia jakim się cieszył Cromwell w Izbie Gmin. Charles Firth przywołuje słowa Maynarda (zapewne chodziło o Johna Maynarda, piastującego stanowisko Serjeants-at-Law): "Lieutenant-General Cromwell,” said Mr. Maynard, “is a person of great favour and interest with the House of Commons, and with some of the peers likewise, and therefore there must be proofs, and the most clear and evident proofs against him, to prevail with the Parliament to judge him an incendiary". /tamże, s. 116/
  20. Pakt Ribbentrop-Eden.

    W sumie - to mogli po prostu zawrzeć pokój. Mogę sobie wyobrazić, że nawet Hitler byłby w stanie promować (w różny sposób) otoczkę propagandową takiego pokoju, jako układu "równy z równym, dzielny z dzielnym", czyli łatwiejszego dla strawienia przez Brytyjczyków. A nawet pójść na jakieś - przynajmniej symboliczne - ustępstwa. Na przykład - na jakieś formy przynajmniej teoretycznego (no bo raczej nie zagrażającego dominacji niemieckiej) kondominium anglo-niemieckiego w Skandynawii, Beneluksie itp. Na złożenie w ofierze Brytyjczykom jakieś części kolonii francuskich, czy ich floty etc. Dlatego już a priori wskazałem dwa czynniki, które można wykorzystać, krytykując niemiecko-brytyjską wersję historii alternatywnej: 1) tradycyjną, brytyjską politykę promowania (per fas et nefas) równowagi europejskiej, 2) rozczarowanie Hitlerem po złamaniu przez niego ustaleń monachijskich. Natomiast, będę się upierał, że polityka brytyjskiej ugody z Hitlerem też mogła posiadać solidne przesłanki, przemawiające do brytyjskich elit: 1) nadzieję na likwidację ZSRR rękami Hitlera, 2) brak istotnych problemów spornych z Niemcami, 3) tak, czy inaczej proniemiecka wolta dawała nadzieję na odsunięcie konfliktu (przynajmniej czasowe) od słabej w tym momencie dziejowym militarnie i wykrwawionej w pierwszej wojnie Brytanii, wykrwawiać się teraz będą inni (nie tak, jak w pierwszej wojnie, gdy UK pochopnie - dla niektórych - od razu włączyło się do wojny), a lew brytyjski będzie się rozglądał, oceniał, zbroił i rósł w siłę, 4) nadzieja na zachowanie w sojuszu z Niemcami statusu światowego mocarstwa (Europa, szczególnie Wschodnia ich, ale morza nadal nasze), nawet w kontrze do rosnącej potęgi USA. Oczywiście, jak to w historii alternatywnej, niczego nie można być pewnym, szczególnie, że wiele dalszych czynników układanki jest też nieznanych (vide: ZSRR padłby, czy nie?; co zrobiłyby Stany Zjednoczone?; co np. jeszcze nie pokonana Francja?), ale muszę przyznać, że mi osobiście takie posuniecie polityki brytyjskiej nie wydaje mi się jakoś straszliwie nieprawdopodobne.
  21. Nobel z literatury dla Polaka

    Noo ja akurat wolałbym by Tokarczuk nie zabierała się za pisanie "nowej historii" jakichkolwiek ziem. Związki Tokarczuk ze Śląskiem (bardzo szeroko pojętym) i innymi małymi ojczyznami to faktycznie ciekawa kwestia. Mieszkańcy Nowej Rudzie raczej uznali, że oni i ich miasto zostali potraktowani "niefajnie" w zbiorze zatytułowanym "Dom dzienny. Dom nocny" (zawierającym trzydzieści osiem szkiców których akcja toczy się we wspomnianym mieście bądź jego okolicach), no ale skoro mleko się rozlało to przynajmniej spróbowano uratować śmietankę, stąd włodarze Nowej Rudy jednak wykorzystują jej twórczość (fragmenty jej prozy prezentując na swej oficjalnej stronie) do promocji miasta. Więcej szczęścia mieli mieszkańcy Ziemi Staszowskiej, którzy w "Prawieku i innych czasach" mogli odnaleźć znane im miejscowości. Łatwe do zidentyfikowania; przynajmniej według lokalnych pasjonatów z grupy "Moje miasto moja gra"; pomimo tego, że autorka zmieniła ich nazwy, a które zostały odmalowane w znacznie jaśniejszych barwach. Jakieś szesnaście lat zabrało tamtejszym miłośnikom regionu by odkryć ew. potencjał tkwiący w tej powieści co zaowocowało powstaniem gry terenowej "Szukamy Prawieku", dzięki czemu Tokarczuk została umieszczona; na skromną skalę, ale jednak; na mapie tzw. turystyki literackiej. Również mieszkańcy miasteczka Bardo wydają się być zadowoleni z pojawienia się ich miejscowości w opowiadaniu "Bardo. Szopka" (ze zbioru "Gra na wielu bębenkach"), w efekcie Tokarczuk została zaszczycona tytułem Honorowego Obywatela Miasta i Gminy Bardo. Swoją drogą, ciekawe że w swym feminizmie nie zaprotestowała (chyba?) przeciwko tej maskulistycznej formie tego tytułu. Jest też to opowiadanie przykładem jak literatura potrafi kreować nową rzeczywistość a i przeszłość. Autorka została zaproszona na spotkanie z mieszkańcami miasteczka podczas otwarcia tamtejszego festiwalu szopek. Siedziała sobie tedy na sali i słuchała różnych wystąpień i popadała w coraz większe zdumienie, oto jej fikcja literacka osnuta luźno wokół Barda i tamtejszej szopki została potraktowana jako realność. Jak sama relacjonowała próbowała protestować tłumacząc, że to jedynie artystyczna kreacja - bezskutecznie. Oto wstał jakiś młody mężczyzna i oświadczył, że o szopce opowiadała mu babcia i jest to właśnie "TA" szopka, ta sama co w opowiadaniu, ktoś inny dodał, że pozostałości właśnie "TEJ" szopki można oglądać w lokalnym muzeum. Ostatecznie Tokarczuk zrezygnowała z przekonywania mieszkańców. Przy okazji, od wielkiego święta, w Bardo serwuje się pstrąga w migdałach, którą to potrawę zaadoptowali (z prozy Tokarczuk) mieszkańcy tego miasta jako własny, lokalny specjał - choć tu już raczej w ramach uświadomionej zabawy z literacką fikcją. Swe doświadczenia związane ze splątaniem fikcji i rzeczywistości bardzieńskiej, autorka opisała w eseju "Pstrąg w migdałach" zawartym w zbiorze "Moment niedźwiedzia". Co do mej opinii w kwestiach okołoliterackich dodam: na nie - za uzasadnienie wyboru Bardo na miejsce opowiadanej przez niej historii, nie wiem jak można mieszkać 24 kilometry od tej miejscowości i uznać jej nazwę za na tyle egzotyczną by ujrzeć w niej termin z buddyzmu, gdy tymczasem to po prostu: "wzgórze, góra". To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe - bo tak mu się to kojarzyło. No ale różnymi drogami błądzą ludzkie skojarzenia... na tak - za wzięcie na warsztat "Lalki" Bolesława Prusa (tejże "Lalaka i perła"), mnie co prawda nie odpowiada jej interpretacja, którą bym nazwał feministyczno-gnostyczno-jungowską, ale miło, że nawet próbują zająć się taką ramotą. A Tomasz Burek w swym "Dzienniku kwarantanny" miał odwagę nazwać jej twórczość "muchomorem imitującym prawdziwka"... Kilka jej opowiadań (także tych nieco obszerniejszych, jak np. "Bieguni") pojawiało się już na liście lektur dodatkowych dla szkół ponadgimnazjalnych, obecnie na liście Ministerstwa pośród obowiązkowych lektur (dla liceów i techników) jest jej jedna książka - "Profesor Andrews w Warszawie. Wyspa". Trudno się oprzeć wrażeniu, że wydaniu w 2018 r. w odrębnej książce tych dwóch opowiadań ze zbioru "Gra na wielu bębenkach" przyświecał właśnie cel ułatwienia umieszczenia jej twórczości na liście lektur obowiązkowych. Skoro Tokarczuk nie stroni od politycznych wypowiedzi to i my możemy; z pewnym przymrużeniem oka; dodać kilka uwag na tej niwie. Czy się to nam podoba czy nie, Tokarczuk od kilku lat pozostaje w ścisłej czołówce polskich autorów (w kategorii współczesna literatura polska "wysokoartystyczna") po których książki sięgają czytelnicy. Co więcej, jest ona na pierwszym miejscu listy książek, które nauczyciele języka polskiego (a dokładniej to: polonistki, zważywszy na feminizację tego zawodu, w którym mężczyźni stanowią ok. 7%) najchętniej widzieliby na liście lektur (por. np. raport Biblioteki Narodowej "Stan czytelnictwa w Polsce w 2017 roku"). No to z tą popularnością i oczekiwaniami polonistek coś wypadałoby zrobić. Zważywszy na obiekcje podnoszone przez gregskiego, jak i doświadczenia ministra Glińskiego co to nie doczytał, "Księgi Jakubowe" nie mogły wchodzić w grę (a akurat tę książkę najchętniej widziałyby polonistki jako lekturę). No ale skoro Prezes; ponoć; doczytał... no to padło na stosowny objętościowo tomik, raptem jakieś osiemdziesiąt stron. A dla najbardziej leniwych uczniów jest wersja jeszcze bardziej skrótowa (trzydzieści dwie strony) i dodatkowo obrazkowa, komiks "Profesor Andrews w Warszawie" według scenariusza Dominika Szcześniaka, z rysunkami Grzegorza Pawlaka. .
  22. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Brytyjczycy zawsze starali się nie dopuścić do powstania europejskiego supermocarstwa które zachwiałoby równowagą sił. Po czerwcu 1940 roku nie mieli innego wyjścia jak tylko trwać i walczyć. A przed? Zanim ruszyła niemiecka machina na zachodnią i północną Europę i zanim okazała się tak skuteczna to chyba nie mieli powodu by to robić.
  23. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Tytułem wstępu: 1. Od dłuższego czasu weryfikuję swoje własne przekonania o roli Zjednoczonego Królestwa w drugiej wojnie światowej (i stosunku tego państwa do Polski). Pierwotnie moje poglądy były dosyć proste - i chyba dosyć popularne w Polsce - "cynicy, gracze, zostawili nas na lodzie, oszukali, zdradzili w Jałcie itp. itd". Dziś, moje uczucia są zdecydowanie bardziej złożone. Nadal oczywiście dostrzegam brzydkie strony polityki brytyjskiej, krętactwa Churchilla, ale jednocześnie mam świadomość, że w 1939 roku zachowali się przyzwoicie, próbując ratować pokój gwarancjami dla Polski, później przystąpili nieprzygotowani do wojny także z naszego powodu (wojny, której bardzo chcieli uniknąć, pamiętając brytyjskie ofiary pierwszej), a potem poświęcili mocarstwową pozycję dla dobrej sprawy - pokonania Hitlera. Że był moment, kiedy nasz świat zależał tylko od ich determinacji i odwagi. I wody między Calais i Dover. Można powiedzieć, że rzeczony Churchill wygrał wojnę, ale przegrał Imperium. Przegrał mocarstwo. Z wielkomocarstwowej pozycji Zjednoczonego Królestwa, osłabionej już po pierwszej wojnie światowej, po drugiej zostały wióry. Pozostało "zwykłe" państwo europejskie, już dalece nie supermocarstwo, dla osłody z członkostwem w Radzie Bezpieczeństwa, bronią atomową i klubem Commonwealth. Ale z długami, kartkami na różne produkty przez wiele powojennych lat i takim sobie znaczeniem międzynarodowym, które wyraźnie określił los interwencji w Egipcie w 1956 r. A, że nam nie pomogli pod koniec wojny... Przede wszystkim - nie mieli siły. Nastąpiła gigantyczna redukcja znaczenia Wielkiej Brytanii, a drugi rozgrywający Zachodu (USA) nie miał najmniejszego zamiaru przejmować się Polską. 2. To wszystko zaczęło prowadzić mnie do rozważań, czy z ich, egoistycznego, brytyjskiego punktu widzenia ta wojna była w ich interesie? Aby było jasne - pokonanie Hitlera uważam za najważniejszy aspekt polityki światowej tamtego czasu, a z polskiego punktu widzenia - konieczność potrzebną do zachowania naszej egzystencji. Ale ze ściśle brytyjskiego punktu widzenia - może trzeba było jednak dogadać się z Hitlerem? Wiemy, że wielu przedstawicieli elit brytyjskich tak właśnie myślało, dążąc do uniknięcia konfliktu z Hitlerem. Dziś są raczej wspominani z zażenowaniem. Włącznie z "hajlującym" księciem Windsoru (Edwardem VIII). Ale co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej? Między UK a Niemcami właściwie nie było kwestii spornych. Poza, kultywowaną przez Anglię przez stulecia polityką równowagi europejskiej (którą Wielkie Niemcy niewątpliwie by zachwiały) i faktem, że po fiasku monachijskiego porządku Hitler został uznany przez wielu Brytyjczyków za tego, który wystrychnął brytyjską dyplomację na dudka. Osobnika pozbawionego zdolności honorowych (i dyplomatycznych). Ale, Hitler nie zagrażał Imperium Brytyjskiemu, pewnie nawet obojętne mu były dawne kolonie niemieckie pod brytyjskim powiernictwem, nie miał wilhelmowskich ambicji konkurowania z Royal Navy. Nie chciał żadnego klejnotu z korony Imperium. A agresja na Wschód (w szczególności rozprawa z bolszewikami), to przecież nie mogło nie podobać się wielu z brytyjskich elit. A, że po drodze zniszczono by pewnie Polskę? Cóż... 3. Nazwiska w tytule wątku są jedynie symboliczne. Nie wnikam (chodzi mi w szczególności o Edena) w cechy osobiste i poglądy oraz to, kiedy był dokładnie ministrem spraw zagranicznych. Ani w dalszy szczegółowy "timing". Po umownym hasłem "Pakt Ribbentrop-Eden" rozumiem po prostu sytuację, w której przed drugą wojną światową, albo w jej pierwszej fazie (do agresji Niemiec na ZSRR) dochodzi do kompleksowego kompromisu między Niemcami Hitlera a Brytyjczykami. W zamian za wolną rękę na wschodzie, Hitler daje gwarancje dla Imperium Brytyjskiego, rodzi się modus vivendi, a może nawet przyjaźń, czy sojusz Niemiec ze Zjednoczonym Królestwem. W mojej ocenie, istnieją bardzo poważne przesłanki, aby zakładać, iż taki właśnie był pomysł Hitlera na politykę zagraniczną. I, że całkiem wielu z elit brytyjskich taki scenariusz było w stanie zaakceptować. Scenariusz oczywiście fatalny dla Polski, która pewnie skończyłaby, tak jak widział to Hitler w "Mein Kampf". Jako - państwo ościenne Rosji - wraz z nią potraktowana, jako część germańskiego Lebensraumu. 4. Zatem - czy możemy rozważać powyższy przebieg historii alternatywnej, opartej o porozumienie hitlerowsko-brytyjskie, czy jest to założenie z gruntu absurdalne?
  24. Nobel z literatury dla Polaka

    Dla mnie jakoś szczególnie sympatyczne jest to, że Autorka jest powiązana z Ziemiami Odzyskanymi. Zawsze z sympatią patrzę na pisanie od nowa polskiej historii tych ziem i wpisywanie się ich w polski krwioobieg. Po Noblu "kresowym" (Miłosz) i "krakowskim" (Szymborska), mamy Nobla "zachodniego". Fajnie.
  25. Kupiłem na Allegro. Przejrzałem i tak na szybkiego to podoba mi się. Przeczytam na morzu bo książeczka stosunkowo lekka. Teraz czytam cięższe (wagowo) rzeczy.
  26. Nie wiem czy zawrotne to było tempo i na czym jechali, w tekście jest, że dojechali a wedle janceta bajką jest, że mogli dotrzeć przed kapitulacją. Czy dotarli do przedmieść czy na Stare Miasto to już inna bajka, ja wskazałem jedynie, że logistyczne uwagi janceta nie do końca są słuszne.
  27. Rzeczywiście, 15 czerwca to zawrotne tempo. No może na bryczkach jechali. Tego nie wziąłem pod uwagę. Tyle, że jechali, ale do powstańców nie dojechali. No bo ich cesarscy wcześniej rozbroili. Czyli jednak bajki.
  28. Oliver Cromwell - ocena

    Wolę posłuchać. ...niby nihil novi, a ja wciąż daję się zaskoczyć.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.