fodele

Użytkownicy
  • Zawartość

    570
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Ostatnia wygrana fodele w Rankingu w dniu 13 Kwiecień 2011

fodele posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

43 Good

O fodele

  • Tytuł
    Ranga: Doktor
  • Urodziny

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Starożytność

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta

Ostatnie wizyty

2075 wyświetleń profilu
  1. Nowinka, ku zachęcie Szanownych Forumowiczów : http://heraklionmuseum.gr/ ☺
  2. Z tymi dymkami to jest tak, że nie jest istotnym czy przeczytałaś czy nie. To taki "przypominacz" - a jak wiesz. że ogólnie nic z danego działu Ciebie nie interesuje to odhaczasz i masz spokój.

  3. Wysyłam Ci fotkę dymków. Bo może nie mówimy o tych samych. W sumie zupełnie mi nie przeszkadza, że nie znam ich przeznaczenia. Tylko ciekawość ;) 

    c.PNG

    1. Jarpen Zigrin

      Jarpen Zigrin

      Jeśli dymek jest ciemniejszy to znaczy, że na forum jest temat, w którym nie przeczytałaś postów. Jeśli jest jasny, to odwrotnie.

    2. fodele

      fodele

      A! Dziękuję!!! To takie proste :D Tylko dlaczego zmienia się (kolor) pod wpływem kliknięcia? Przecież samo kliknięcie nie oznacza, że cokolwiek przeczytałam.

  4. Sądzę, że słuszne są wszystkie argumenty przytoczone przez secesjonistę i Furiusza Trzeba też pamiętać, że dla starożytnych Greków – zgodnie z dewizą kalokagatii - miarą wartości człowieka była jego doskonałość cielesna i duchowa. Miał dbać o piękne ciało, być dobrym i mądrym. Brak urody Grecy potrafili wybaczyć, ten defekt można było zastąpić np. przebiegłością (Odyseusz) lub mądrością (Perykles czy Sokrates). Ale sama uroda i siła najwyraźniej nie wystarczała nawet w przypadku bóstwa! Ares bezsprzecznie był silnym i pięknym bóstwem, ale mądrością nie grzeszył... Nie był dobrym strategiem, nie był bystry ani nawet rozgarnięty, dobry czy chociaż przebiegły. Był uosobieniem bitewnego zgiełku, przelewu krwi, zaciekłej często bezmyślnej walki. Był też obiektem żartów innych bóstw. Często był nawet pośmiewiskiem. Bezustannie kpiła z niego Atena, a nawet kalekiemu Hefajstosowi udało się go ośmieszyć. Absolutnie nie nadawał się na stuprocentowego idola Greków! Jednakże były miejsca, gdzie jego siła fizyczna była odpowiednio doceniana. Na terenie Tracji i Tesalii Ares był bardzo popularnym bóstwem (wraz z innymi „importowanymi” chociażby Dionizosem). Tracja uważana była zresztą z ojczyznę Aresa. Trakowie oddawali mu w ofierze swoich jeńców wojennych. Również Beocja i jej główne polis Teby były siedzibą bardzo starego kultu Aresa. To on miał zbudować Teby, to jego imieniem nazwano mury miejskie. Mit mówił, że Tebańczycy byli potomkami Aresa i Afrodyty. Nie wiadomo dokładnie czy Ares najpierw czczony był w Tracji, a potem jego kult przeniósł się do Beocji czy też było odwrotnie… W Attyce i w samych Atenach też można znaleźć ślady starożytnego kultu Aresa. Jego imieniem nazwany został przecież Arios Pagos ( Ἄρειος Πάγος) - niewielkie kamienne wzgórze w okolicach Akropolu, miejsce sądów. Oprócz innych wersji jest też ta przytaczana przez Ajschylosa, mówiąca że w pobliżu tej lokacji Amazonki (córy Aresa) założyły swój obóz, kiedy oblegały Ateny i tu właśnie miały postawić świątynię ku czci swego wielkiego ojca. Zgodnie z Pauzaniaszem w świątyni tej znajdowało się wiele ważnych pod względem artystycznym rzeźb, między innymi posąg będący dziełem Praksytelesa. Inne attyckie świątynie Aresa znajdowały się w Acharnes czy na Salaminie. Na Peloponezie oddawano mu cześć w wielu miastach. Kult boga wojny został tu wprowadzony prawdopodobnie przez Dorów, którzy przejęli go od mieszkańców Beocji. W Troizenie (Argolida), jak mówi tradycja, świątynia Aresa znajdowała się przed bramami miasta. W Ermioni (również Argolida) także istniała przybytek Aresa, a w nim posąg bóstwa. W „Wędrówkach…” Pauzaniasz pisze, że na drodze prowadzącej z Argos do Mantinei stała świątynia poświęcona zarówno Aresowi jak i Afrodycie. Wewnątrz stały drewniane ksoana, które miał ufundować Polinejkes i Argijczycy walczący u jego boku. Monety Argos nosiły wizerunek Aresa w hełmie, w pozycji stojącej, trzymającego w ręku włócznię. Na agorze polis Tegea znajdowała się kolumna zdobiona płaskorzeźbą poświęconą niekochanemu synowi Zeusa. Upamiętniała ona zwycięstwo mieszkanek tego miasta nad Spartanami. W okolicach Tegei na wzgórzu Krision także istniał budynek sakralny, w którym składano ofiary bogu wojny. Na monetach miasta Tegea przedstawiono Aresa podającego rękę Atenie. W Likosoura (okolice Megalopoli) znajdował się ołtarz Aresa obok takiego samego poświęconego Panowi i Persefonie. Kult Aresa powszechny był też na terenie Achai, zwłaszcza w Patras i Tritaia. W Patras wzniesiono brązowy posąg boga , który stał w pobliżu portu. Podobnym szacunkiem cieszył się Ares w starożytnej Olimpii. Jednak najsilniej czczono Aresa w Lakonii gdzie honorowano go wieloma budowlami sakralnymi. Na jednej z dróg prowadzącejj ze Sparty znajdowała się wyjątkowo stara świątynia poświęcona bóstwu przemocy. Jak mówi tradycja Dioskurowie przenieśli ją tu z dalekiej Kolchidy. W pobliżu była też inna budowla w tzw. gaju Aresa, w którym co roku na cześć bóstwa odbywały się popularne uroczystości zastrzeżone tylko dla mężczyzn. Na Krecie ku chwale Aresa obchodzono uroczystości zwane Ekatofonia ( Ἑκατοφόνια). W takich polis doryckich jak Ierapytna, Lato i Olous przysięgano na jego imię (ale również imię Afrodyty i innych bóstw) i było to gwarancją dotrzymania danego słowa. W Olous miał też Ares miejsce swojego kultu. Na pewno nie są to wszystkie starożytne świątynie Aresa na terenie Hellady. Jednakże trzeba przyznać, że było ich wyjątkowo niewiele w porównaniu z miejscami gdzie oddawano hołd Zeusowi, Atenie, Artemidzie, Apollonowi, i innym mieszkańcom Olimpu! Furiusz: "Pauzaniasz, Wędrówki po Helladzie, 1.8.4 podaje że jedna świątynia była w Atenach ale nie znamy jej lokalizacji" Faktycznie ten bardzo znany, ale też opatrzony jeszcze wieloma znakami zapytania obiekt poświęcony Aresowi powstał w V w.p.n.e. Cztery wieki później pieczołowicie przeniesiono go na Agorę Aten tam ustawiono powtórnie. Wiadomo, że jego pierwotnym miejscem na pewno nie była stolica Attyki. Kiedyś sądzono, że zdobił Acharnes, ale nowsze badania (prof. Manolis Korres) dowodzą, że świątynia pochodzi raczej z Pallini (dzisiejsza dzielnica Stavros) i w okresie powstania poświęcona była bogini Atenie (!). Prawdopodobnie w czasach Oktawiana Augusta przeniesiono ją do centrum Aten i wtedy też zmienił się jej patron. Świątynia została ostatecznie zniszczona w trakcie ataku Herulów. W 1937 odkopali ją naukowcy Brytyjskiej Szkoły Archeologicznej w Atenach. Dziś niewiele widać z jej niegdysiejszej świetności, ale można się spodziewać, że była bardzo podobna do świątyni Posejdona w Sounion i ateńskiego Hefajstejonu. Zdobiące ją niegdyś rzeźby znajdują się dziś w Stambule, gdzie przewieziono je w okresie bizantyjskim.
  5. Kreta, "Kodeks z Gortyny" z końca VI w.p.n.e.: Kolumna II: Jeśli mąż i żona rozwodzą się, kobieta zatrzymuje własny majątek, z którym weszła w małżeństwo, a także połowę dochodów, które pochodzą z tego majątku. Zatrzymuje również połowę wykonanego rękodzieła, a także 5 staterów jeśli to mąż winien jest rozwodu. Jeśli jednak mąż twierdzi, że to nie on jest przyczyną, wtedy orzeka zaprzysiężony sędzia. Kolumna III:Jeśli kobieta weźmie coś więcej z majątku męża zapłaci grzywnę w wysokości pięciu staterów. Zwróci również to co zabrała. Ale jeśli będzie zaprzeczać, że wzięła więcej, mianuje się sędziego, który musi odebrać od niej przysięgę złożoną w imię bogini Artemidy w świątyni Amyklaion przed posągiem Łuczniczki. Kolumna III: Jeżeli rozwódka urodzi, muszą przynieść dziecko przed oblicze jej byłego męża do jego domu w obecności trzech świadków. Jeżeli on (mąż) tego dziecka nie przyjmie będzie ono we władzy matki albo żywione albo wystawione. /tłumaczenie własne, więc bardzo niedoskonałe/
  6. Nie wiem czy można tu mówić o działalności spiskowej… Wygląda na to, że poetka po prostu konsekwentnie trwała przy swoich poglądach politycznych wspierając jednocześnie swojego wieloletniego przyjaciela Alkajosa, za co zapłaciła dwukrotnym wygnaniem. Ale po kolei! Zarówno Safona jak i Alkajos byli arystokratami. Nic dziwnego, że przemiany społeczne zachodzące na ich wyspie (i w innych greckich polis) zupełnie nie przypadły im do gustu. Bronili statusu społecznego starych rodów walcząc za pomocą słowa przeciwko przejęciu władzy przez bogatych kupców i lud. W trakcie rządów tyrana Myrsilosa przewodzący oligarchom Alkajos rzeczywiście zorganizował spisek, w którym jakiś (ale nie wiadomo do końca jaki) udział miała także Safona. Jednakże spisek został wykryty i po zakończonym zwycięstwem powstaniu „nowobogackich” kupców i właścicieli statków – stłumiony. Przedstawiciele ludu przejęli rządy na Lesbos, a dwójkę poetów zesłano do maleńkiej miejscowości Pyrra (593 p.n.e.). Było to pierwsze zesłanie Safony. Ukarano ją za to, że broniła swoich idei politycznych uparcie stojąc po stronie klasy szlacheckiej, do której przecież sama należała. Kara nie była zbyt uciążliwa, gdyż nie trwała długo. Było to spowodowane tym, iż w wyniku kolejnego spisku Myrsilos został zabity co szczególnie ucieszyło Alkajosa. Dał temu wyraz w mało delikatny sposób pisząc: "Teraz warto się upić od serca, bo w końcu umarł Myrsilos". Po Myrsilosie wyspą Lesbos zaczął rządzić bohater walk z Ateńczykami – Pittakos. Zaznaczyć należy, że podczas wojny z Ateńczykami Alkajos walczył pod dowództwem Pittakosa, jednakże później ich drogi rozeszły się z racji różnicy poglądów politycznych. Mimo, że Pittakos był uwielbiany przez społeczeństwo Lesbos i skutecznie wyprowadzał swoje państwo na prostą, cały czas był „solą w oku” oligarchów. Alkajos posuwał się do osobistych niewybrednych ataków na Pittakosa i jego bliskich. Pisał w swoich utworach o niskim pochodzeniu społecznym tyrana Mytileny, atakował jego żonę (choć ta akurat była arystokratką!) pisząc, że „śmierdzi tak, że i martwy by się jej brzydził oddalając się od niej”. Nie może więc dziwić, że Pittakos wydał w końcu rozkaz aresztowania Alkajosa, którego zesłał na banicję do Egiptu. Safona nie popierała ostrych działań swojego przyjaciela, ale nadal obstawała przy swoich poglądach. Kiedy więc oligarchowie po raz kolejny niepokojąco zaczęli podnosić głowę, Safona - jako ich przedstawicielka - podzieliła los Alkajosa i po raz drugi znalazła się na zesłaniu. W stosunku do Safony Pittakos wykazał się wielką dobrodusznością, jak mówią dał jej możliwość wyboru miejsca pobytu. Rzekomo dzięki temu nie marnowała swojego talentu na jakiejś nic nieznaczącej wysepce, ale udała się do Syrakuz (591 p.n.e.). Niektórzy twierdzą wręcz, że bardziej niż wygnanie polityczne był to rodzaj wyjazdu edukacyjnego na wyższe studia. Przecież miasto sycylijskie w tym okresie kwitło pod względem kulturalnym! Tam Safona otoczona innymi artystami doskonaliła swój warsztat. Przyjaciel Safony – Alkajos – nie dawał za wygraną. Wzniecił kolejne powstanie oligarchów, które przyniosło nawet zwycięstwo niestety krótkotrwałe i szykujący się do powrotu na swoją rodzinną wyspę wygnańcy ostatecznie musieli pozostać w miejscu zesłania. Jednakże sama Safona już niedługo przebywała na wygnaniu. Otrzymała bowiem pisemną informację o odwołaniu jej kary wydaną przez samego Pittakosa. Wróciła na ukochane Lesbos około 580 r.p.n.e. jako dojrzała kobieta i mimo, iż nadal cieszyła się niesłabnąca popularnością i szacunkiem na wyspie i w szeroko rozumianej Helladzie – nie zajmowała ją już polityka. Jej rodzina niespecjalnie ucierpiała finansowo na przemianach społecznych, więc mogła prowadzić dostatnie życie. Również Alkajos powrócił z wygnania i on także porzucił życie opozycjonisty, zwłaszcza, że zaraz po tym Pittakos zrzekł się swojego urzędu. W każdym razie pasje polityczne i zaangażowanie w sprawy państwa widocznie odcisnęły się na twórczości obojga poetów, ale też zdecydowanie ją urozmaiciły /tłumaczenia Alkajosa mało doskonałe, bo w moim wykonaniu... Niestety nie mogłam znaleźć wersji oficjalnych/
  7. To tylko doświadczenie wynikające z obserwacji Przed naciągnięciem wystarczy bardzo delikatnie wykrochmalić
  8. To haft krzyżykowy (maleńkie "x" na każdym kwadraciku kanwy? czy też półkrzyżyk (tzw. haft gobelinowy)? Pytam, gdyż na fotografii tego nie widać. Kanwa rozpięta jest na desce. Tak robi się wtedy, gdy zaraz po wykonaniu haftu chce się wyprostować tkaninę. Jest to konieczne zwłaszcza przy hafcie gobelinowym, bo po zakończeniu pracy materiał wichruje się i zamiast prostokąta robi się romb. Sam haft na tym konkretnym obrazku jest bardzo mało skomplikowany (niewielka ilość kolorów i odcieni). Bywa że do wykonania jednego wzoru używa się ponad 50 kolorów. Istotne jest też czy obrazek został stworzony na czystej kanwie (na podstawie dołączonego wzoru co jest bardzo trudne i wymaga ogromnej cierpliwości), czy na kanwie z nadrukiem (łatwizna ). To że na brzegu kanwy widać nadruk "Bauskas Pils" nie oznacza, że tam to zakupiono. Wielu producentów gobelinów zaznacza w ten sposób kanwę realizując zamówienie. Np. u bardzo popularnego niemieckiego producenta "Wiehler Gobelin" tak to właśnie wygląda. Na brzegu jest nadruk mówiący o tym co dany obrazek po ukończeniu będzie przedstawiał. Zakup gobelinu potrafi sporo kosztować! http://www.wiehler-gobelin.com/index.php/en/2013-02-06-12-42-26/product/view/3/251 815 euro to niebagatelna suma Jednak po wykonaniu ma na ogół wartość typowo sentymentalną (kto wykonał, dla kogo i z jakiego powodu...). No chyba, że jakiś nabywca szczególnie ceni rękodzieło!
  9. Faktycznie, dziewczyna, za którą brat Safony popłynął "na koniec świata" była ponoć prostytutką, więc tłumacz miał prawo do tak ostrego zwrotu tym bardziej, że poetka z Mityleny nie akceptowała zauroczenia brata. Z jej podejściem do instytucji małżeństwa (wielką część jej twórczości stanowią epitalamia!), ciężko było się spodziewać, żeby popierała Chariksosa w jego poczynaniach. Jaki spisek masz na myśli secesjonisto?
  10. Najpierw postaram się odpowiedzieć na pytanie Villemanna w temacie imienia poetki z Lesbos... Niektórzy naukowcy (w tym Francuzi Jean Larnac i Robert Salmon) wywodzą imię Safony od greckiego "sapfiro" (σάπφειρο), czyli "szafir". Tłumaczą to tym, iż Safona szczególnie czciła Afrodytę nazywając ją nawet "Niebiańską", czyli tą, której siedzibą jest szafirowy nieboskłon. Hmmm... Wydaje się naciągane, zwłaszcza, że imię otrzymała tuż po urodzeniu, a nie dopiero wtedy gdy zasłynęła ze swojej twórczości. Ale mogę się mylić. Zdaniem Konstantiny Takari (autorka książki "Σαπφώ", wyd. ΚΑΛΕΝΤΗΣ, Ateny 1995), wielbiciele poezji Lesbijki nie mogli pogodzić się z jej naturalną śmiercią i wymyślili mit o niespełnionej miłości Safony do przewoźnika Faona. Tragedia miała się dopełnić na Skale Leukadyjskiej, z której to Safona rzuciła się w morskie fale tracąc życie. Tę wersję z upodobaniem powtarzali attyccy komediopisarze (zwłaszcza przedstawiciele tzw. komedii średniej). Taki opis śmierci poetki opisał Antyfanes, Difilos, Ameipsias, Efippos, jak również Menander w jednym ze swoich dzieł... K. Takari twierdzi, iż celowo w prześmiewczy sposób przedstawiali oni życie poetki (akcentując jej rzekomy homoseksualizm i wyuzdanie, a także ośmieszając samą śmierć), gdyż wyzwolony sposób życia kobiet z Lesbos nie mieścił się w światopoglądzie Ateńczyków. I jeszcze kilka dygresji w temacie samobójstwa. Faon jest postacią mityczną. Przewoźnikiem, który za opłatą przewoził swoją łodzią ludzi z Lefkady na ląd. Kiedyś miał szczęście przewieźć samą Afrodytę i od tej pory był jej faworytem, toteż mógł pozwolić sobie na odrzucanie uczucia wielu kobiet. Bogini miłości i tak nad nim czuwała Sama Safona nigdy nie napisała, że jest on obiektem jej uczuć, a przecież bardzo chętnie dzieliła się z czytelnikami/słuchaczmi swoimi osobistymi uczuciami! Mówi się, że Safona dożyła podeszłego wieku i zmarła na swojej rodzinnej wyspie. Poetka używa w stosunku do własnej osoby słowa "geraitera" (γεραιτέρα) podkreślając swój poważny wiek.Nie mogła więc popełnić samobójstwa jako młoda osoba... Jerome Carcopino, po przebadaniu Porta Maggiore i przemyśleniu sprawy wytłumaczył ten dysonans następująco: dla pitagorejczyków samobójstwo poetki stanowiło rodzaj inicjacji. Myślenie to miało się wywodzić z przekonania, że życie nie kończy się z chwilą śmierci, ale jest kontynuacją ciągłych przemian, które przeszły próbę czasu we wszechświecie. Jednym słowem wizerunek Safony rzucającej się w morze miał symbolizować zjednoczenie się duszy ludzkiej z uniwersum. Nie dociekam. Wymaga to zagłębienia się w filozofię zwolenników Pitagorasa. Konkursy piękności w starożytnej Grecji organizowano zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Pierwszy konkurs, według powszechnie znanego mitu, miał miejsce na Peloponezie. Do zawodów stanęły: Hera, Atena i Afrodyta. Parys, syn króla Troi, był pierwszym sędzią, a przyznaną przez niego nagrodą było jabłko. Od tego czasu, jabłko stało się symbolem miłości i piękna. Tyran Koryntu - Kypselos - w VII w.p.n.e.zorganizował pierwszy "prawdziwy" konkurs piękności dla kobiet. Nagroda przypadła jego żonie Herodiki. Ale podobne współzawodnictwa odbył się w wielu innych regionach, takich jak Arkadia, Elida, Sparta, Tesprotia i Tenedos. Akademie dla dziewcząt były w tym okresie bardzo popularne. Na swojej wyspie Safona miała w tej dziedzinie sporą konkurencję, wiemy, że współzawodniczyła ze szkołą prowadzoną przez niejaką Andromedę. Akademie miały za zadanie kształcić umysł i ducha młodych członkiń arystokratycznych rodów. Uczyć je wrażliwości na sztukę wszelką, dobrego zachowania, dbałości o dom i... o siebie. Starożytni Grecy, jak wiemy, byli wyjątkowo wrażliwi na piękno ciała. Należało więc odpowiednio dbać o to by ten szczególny dar od bogów jak najdłużej pielęgnować. Młode adeptki uczono więc jak mają się ubierać, malować, poruszać. Konkursy piękności nie były rzadkością na terenie Hellady. Natomiast te organizowane na Lesbos cieszyły się wielka popularnością, gdyż ich uczestniczki słynęły z niezwykłej urody.
  11. ImageShack ze mnie zrezygnował (a może ja z niego? nie wiem, w każdym razie już nie potrafię wklejać tam fotek) i wszędzie tylko żabska widać Zresztą swego czasu były one nie tylko moim problemem. O ile dobrze pamiętam gregski też miał z płazami kłopot. Teraz korzystam z fotosika i na razie mi to skutecznie wychodzi.
  12. Istnieje sporo dowodów mówiących o tym, że Safona była niezwykłą postacią świata starożytnego. Podziwiali ją jej współcześni, podziwiają i potomni. Była tą, o którą Platon nazywał „mądrą” i nadał jej miano „dziesiątej muzy”. Nazywano ją „żeńskim Homerem”, „chwałą kobiet z Lesbos”. Horacy pisał, że zmarli w zaświatach słuchają jej słów z podziwem i w ciszy. Była jedyną kobietą, umieszczoną przez uczonych aleksandryjskich pośród dziewięciu największych poetów lirycznych. Powtarzano anegdotę mówiąca o tym, że Solon słysząc swego bratanka śpiewającego utwory Safony prosił go o możliwość nauczenia się ich. Pytany o powód miał odpowiedzieć, że kiedy już będzie je znał może spokojnie umrzeć. O życiu Safony dowiadujemy się tylko z jej twórczości, z doniesień starożytnych i informacji późniejszych pisarzy. Chociaż nie jest to potwierdzone, rodzinnym miastem Safony była prawdopodobnie stolica Lesbos – Mitylena. W polis tym wydarzenia polityczne często odciskały się na życiu mieszkańców . Jedna z takich niesprzyjających sytuacji prawdopodobnie zmusiła poetkę i jej rodzinę do opuszczenia wyspy i wyjazdu do Syrakuz. Nie wiemy nawet jak naprawdę wyglądała Safona… Platon opisuje ją jako kobietę piękną. Późniejsi pisarze mówią o niej, że była "bardzo brzydka, niska i śniada”... Piętnaście wieków po śmierci Safony nadal sporo wiedziano o jej rodzinie. Zarówno matka jak i córka miały na imię Kleo. Poetka miała kilku braci i bogatego męża, który rzekomo nosił imię Kerkylos i pochodził z Andros. Trzeba jednak mieć na uwadze, że informację tę posiadamy ze źródeł bardzo odległych czasowo od epoki Safony. Niektórzy nie wykluczają, że autor wpisu padł ofiarą nieporozumienia jeśli chodzi o imię męża Mitylenki. Imię Kerkylos może pochodzić od słowa „kerkos” (κέρκος), które w ówczesnym slangu oznaczało tyle co „penis”. Natomiast pochodzenie z Andros interpretuje się jako słowo „andros” (ανδρός) oznaczającego tyle co „mężczyzna”. Mógł to więc być przytyk, satyryczny komentarz do hiperseksualności Safony. Dziś Safonę kojarzy się z homoseksualizmem. Ale nie zawsze tak było! W starożytności znana była z „polowania” na mężczyzn! Skądś przecież wzięło się przekonanie, że rzuciła się z urwiska do morza z rozpaczy za niespełnioną miłością do pewnego młodzieńca. Zwrot „lesbijka” oznaczał wtedy kobietę (bądź mężczyznę) stosującego aktywność seksualną zwaną fellatio. Mieszkańcy Lesbos kojarzyli się pozostałym Hellenom z dość wyuzdanymi seksualnie ludźmi i często podkreślano, że Safona jest dobrym tego przykładem, jako że z lubością miała szukać kontaktów cielesnych z dużo od niej młodszymi mężczyznami. Wraz z upływem czasu opowieści o życiu osobistym Safony stała się jeszcze bardziej pikantne. Twierdzono nawet, że była prostytutką. Od XIX wieku rozpoczęto próby oczyszczenia jej z tego typu zarzutów. Utarł się pogląd, że była ona właścicielką szkoły dla dziewcząt, a może nawet kapłanką. Dziś akceptuje się poezje mieszkanki Lesbos, jak głęboko osobistą j twórczość o wydźwięku homoseksualnym. Safona i jej poezja ponownie znajdują się w centrum uwagi naukowców z powodu pierwszego tłumaczenia wszystkich zachowanych utworów Safony na język angielski. Wydanie publikacji opóźniło się, gdyż w ostatniej chwili zadecydowano o umieszczeniu w zbiorze również tych wierszy, które zostały odkryte w ubiegłym roku. W starożytności znanych było około 10 tys. tekstów poetki. Do niedawna znaliśmy zaledwie jeden cały utwór (Oda do Afrodyty), cztery spore fragmenty i około 250 strzępków (w niektórych przypadkach to są wręcz pojedyncze słowa). W 2014 roku znaleziono dwa kolejne wiersze Safony na kawałku papirusu wymiarach 18x10 cm. Pochodzą one z III w.n.e.(czyli spisano je prawie tysiąc lat po tym jak Safona je stworzyła) i należały do anonimowego kolekcjonera, który oddał papirus do badania specjalistom. Tak więc nowe odkrycie to raptem szósty wiersz jaki przetrwał z tak bogatej przecież twórczości Safony. Jest to najlepiej zachowany papirus z dziełami poetki. Tylko kilka liter w pierwszym wierszu wymaga odtworzenia, ale – co ważne - nie ma mowy o zgadywaniu całych słów. Zawartość utworów uzupełnia naszą wiedzę o życiu kobiety. Pierwszy z dwóch odzyskanych wierszy przytacza imiona dwóch mężczyzn: Chariksosa i Larichosa. Starożytne źródła mówią, że dwóch braci Safony nosiło takie właśnie imiona, stąd też wiersz nazwany został „Bracia”. Z tekstu wiersza wynika, że Chariksos był kupcem zamorskim. Herodot także opisuje Chariksosa jako podróżnika, który udał się do Egiptu, gdzie wydał fortunę, żeby wykupić z niewoli piękną dziewczynę, w której był zakochany. Herodot mówi też, że Safona zadrwiła brutalnie z zauroczenie brata w jednym ze swoich wierszy. Wiersz "Bracia" nie zawiera wprawdzie szyderstwa, lecz przedstawia rozmowę dwóch osób o sukcesie ostatniej podróży morskiej Chariksosa. W ostatniej strofie wiersza odzywa się Larichos - prawdopodobnie najmłodszy brat poetki. Linia pozioma na papirusie oznacza koniec poematu "Bracia" i początek następnego utworu, być może ody do Afrodyty. Niestety papirus zdążył się rozłożyć i tylko rozproszone słowa drugiego wiersza możliwe są do odczytania. Zwłaszcza dolna część zwoju jest już mocno zniszczona. Oba wiersze mają cechę wspólną tzw. „strofę saficką” charakterystyczną dla poetki z Mityleny. Oba należały do pierwszego z dziewięciu zbiorów wierszy Safony. Wydaje się, że wszystkie wiersze pierwszej księgi poświęcone były rodzinie i miłości (i jej patronce Afrodycie). Safona pisała dialektem eolskim, różnym od attyckiego, który z czasem stał się niemal obowiązującym. Na papirusie widoczne są znaki sugerujące, że pisarz uznając, że sposób pisania Safony może być nieznany potencjalnemu czytelnikowi, naniósł adnotacje co do wymowy. Papirus nosi również ślady konserwacji wykonanej w czasach starożytnych – od tyłu podklejono go taśmą, gdyż został rozdarty w trakcie rozwijania. Nowy „papirus Safony” prawdopodobnie pochodzi z Egiptu (Oksyrynchos?), ale niestety można się tego jedynie domyślać. Nie ujrzał on bowiem światła dziennego w wyniku wykopalisk archeologicznych, ale został zakupiony na czarnym rynku. Safona miała to szczęście, że już za życia cieszyła się popularnością. Po jej śmierci Lesbos wybijało monetę z jej wizerunkiem. Mieszkańcy Pergamonu postawili jej posąg, a w Syrakuzach zbudowano cenotaf ku jej pamięci. Nadejście chrześcijaństwa spowodowało iż zaprzestano kopiowania jej twórczości. Stąd też znakomita większość liryków została utracona. Być może jednak nie bezpowrotnie, gdyż naukowcy cały czas jeszcze widza nadzieję w piaskach Egiptu. /niektóre informacje zawarte były wcześniej w poście nr 4 tego tematu/
  13. Jeżeli pytanie skierowane jest do mnie, Villemannie, i jeśli chodziło Ci o pilotów z serbskich seriali, o których wspominałam... to z nikim Oni tam występują w pięknych mundurach łamiąc serca kobietom i wprawiając w zazdrość innych młodzieńców. Przedstawiani są jako ludzie wyjątkowo odważni, bohaterscy i wykształceni. Jednym słowem "kwiat Serbii", który w razie zagrożenia będzie bronił jej granic powietrznych. Nie chodzi mi o fakty historyczne (z kim walczyli i w jakich bitwach brali udział). Chodzi mi o PRESTIŻ, STATUS, gdyż zapewne w ówczesnych czasach (a i - jak sądzę - dzisiaj również) to zawód bez wątpienia elitarny. Domyślam się, że z racji kosztów odbycia edukacji w szkole lotnictwa przed wojną była to profesja, na która pozwolić mogli sobie ludzie zamożni, arystokracja. I to już wyjaśniałoby dlaczego nikt nie wychwalał pilotów w kinematografii PRL. A jednak, jak napisał amon, produkcje opowiadające o lotnikach powstały właśnie w tym okresie (trzy z nich w latach 50-tych i jeden w latach 70-tych)! Dziś, kiedy już nikomu nie przeszkadza z jakiego kręgu społecznego wywodzili się międzywojenni i wojenni piloci - milczy się na ich temat. To właśnie mnie dziwi Przychodzi mi do głowy, że pilot w dzisiejszej kinematografii serbskiej cieszy się taką estymą, jak ułan w naszym społeczeństwie. Może to kwestia tradycji... A może rzeczywiście szukam dziury w całym i odpowiedź jest prosta: tak się złożyło Postawiliśmy na pancernych, kawalerię, powstańców, więc dla pilotów już zabrakło taśm filmowych
  14. Ostatnimi czasy, z racji obowiązku, oglądam sporo serbskich produkcji kinowych i telewizyjnych zrealizowanych w latach 2000-2014. Nie zaskakuje mnie, że skupiają się one głównie na „bezpiecznym” dla obywateli tego kraju okresie lat międzywojennych. Niektóre z nich to ckliwe romansidła, inne są bardziej ambitne. Zauważyłam jednak, że w wielu filmach podkreślana, a nawet idealizowana jest rola ówczesnych serbskich pilotów. Nabożna cześć jaką cieszyli się w społeczeństwie (nie tylko u przedstawicielek płci pięknej) jest zaskakująca. Wyraźnie w tamtych czasach pilot był herosem, półbogiem,a każdy zamożniejszy mieszkaniec Serbii pragnął wydać swoją córkę za lotnika podnosząc tym samym swój prestiż… Zastanawiam się, dlaczego polska kinematografia nie stworzyła tego typu obrazów o naszych lotnikach. Przecież my tym bardziej mamy się kim pochwalić! Nie sądzę, żeby rodzime lotnictwo przedwojenne (czy to cywilne czy wojskowe) nie cieszyło się poważaniem Polaków. A jednak nie potrafię sobie przypomnieć ani jednego polskiego filmu poświęconego naszym pilotom. Pamiętam jedynie z jaką dumą słuchałam krótkiego polskiego dialogu w filmie „Bitwa o Anglię”, mimo że nie był on szczególnie wyszukany pod względem słownictwa Nie będę się wdawała w dysputy na temat szkół lotniczych w ówczesnej Europie i wartości sprzętu, z którego korzystały poszczególne kraje. Nie znam się na tym, więc pozostawię to specjalistom z tej dziedziny. Chciałabym tylko zapytać czy przychodzi Wam do głowy jakiś film przedstawiający etos lotnictwa polskiego? A jeżeli nie, to zadam naiwne pytanie: DLACZEGO?
  15. Dodam swoje trzy grosze Mam ogromny szacunek dla klasy robotniczej. Mój ojciec przez całe życie zawodowe pracował jako robotnik. Był elektrykiem-brygadzistą w odlewni żeliwa. Nigdy się tego nie wstydziłam. Czasami tata zabierał mnie do swojej pracy (głownie wtedy, kiedy wczesnym rankiem miałam wyjechać na kolonie zakładowe, a autobus odjeżdżał z miejscowości, w której tata pracował). Nie zapomnę swoich wrażeń z odlewni. Mimo że zakład był duży, a odlewanie żeliwa raczej nie kojarzy się z czyściutkim procesem – zawsze panował tam ład. Warsztaty sąsiadujące z tymi, w którym pracował tata też były zadbane. Koledzy i koleżanki taty w stosunku do mnie bardzo życzliwi (bo byłam dzieckiem? Bo tata cieszył się ogólnym szacunkiem? nie wiem…). Nie miałam za co nimi gardzić, wręcz przeciwnie. Podobnie jak jancet podziwiałam ich za to, że każdego ranka wstawali o 5.00 rano żeby zdążyć na autobus zakładowy, który wiózł ich do pracy kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zamieszkania. Zdarzało się, że tata zaspał. Wtedy autobus zakładowy trąbił głośno pod blokiem (też zresztą zakładowym) i tata w popłochu zbiegał po klatce schodowej łapiąc w ostatniej chwili skarpetki do kieszeni. Okna mojego pokoju wychodziły na chodnik. Słyszałam ludzi idących rano do pracy i nigdy nie przyszło mi do głowy, że to „gorsza” warstwa społeczeństwa. W szkole średniej miałam przyjaciółkę, której rodzice byli „prywaciarzami”, mieli własną piekarnię. Finansowo wiodło im się bardzo dobrze. Byłam przekonana, że musieli być bardzo wykształceni, żeby dobrze prowadzić taki biznes. Okazało się, że wręcz przeciwnie. To byli bardzo prości ludzie, którzy nie ukończyli nawet podstawówki, ale za to piekli doskonały chleb! Sprawami urzędowymi i załatwianiem papierków w „cechu” zajmowały się ich dzieci. Żal mi było przyjaciółki wtedy, kiedy z początkiem roku musiała deklarować swoją przynależność społeczną. Nie zazdrościłam jej tego. Większość uczniów wypowiadała wtedy magiczny zwrot „ pochodzenie robotnicze” i było po wszystkim. Ona musiała tłumaczyć się za swoich rodziców „prywaciarzy” . Bezpośrednio po szkole średniej (zanim zdecydowałam, że warto się jednak jeszcze trochę pouczyć) zatrudniłam się w swoim miasteczku w zakładzie fiolek i ampułek. Nie było innych wolnych etatów i zaproponowano mi pracę na taśmie produkcyjnej – zgodziłam się. I tam zderzyłam się z trochę inną rzeczywistością, niż ta, która do tej pory określała moje pojęcie o robotnikach. Kobiety przy taśmie posługiwały się tak niewybrednym językiem, że – trudno w to uwierzyć – ale czasami nie wiedziałam o czym tak naprawdę mówią. W moim domu nikt nigdy nie przeklinał, toteż czułam się tam źle i nieswojo. Wkrótce wyjaśniło się, że ze względu zdrowie nie mogłam pracować przy produkcji szklanych buteleczek. Toteż odeszłam z powodów niezależnych Mój pogląd na klasę robotniczą nie zmienił się. Po prostu źle trafiłam. Wszędzie, w każdym środowisku są ludzie i ludziska. O czym przekonuję się do dnia dzisiejszego i wiem, że nie odkrywam Ameryki. Dodam jeszcze, że zawsze byłam i jestem dumna z mojego taty (jego pracy, stanowiska, osiągnięć zawodowych), a on jest dumny z tego, że ja "osiągnęłam coś więcej". Ciekawe A szacunek… komu i za co się należy, to już zupełnie inna sprawa. I podejrzewam, że bardzo indywidualna.