Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    25,985
  • Joined

  • Last visited

About secesjonista

  • Rank
    Ranga: Rektor
  • Birthday 03/13/1943

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Historia XIX wieku

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zainteresowania
    Socjologia, historia idei

Recent Profile Visitors

9,623 profile views
  1. Zbiór zebranych relacji indiańskich o podboju to: "Zmierzch Azteków. Kronika Zwyciężonych: indiańskie relacje o podboju" (oryg. wyd. "Visión de los vencidos. Relaciones indígenas de la conquista"), w języku polskim wydano jeszcze jego autorstwa opracowanie zatytułowane "Dawni Meksykanie". "Podbój Peru" (oryg. wyd. "History of the conquest ot Peru"). Dodajmy: A. Tarczyński "Podbój imperiów Inków i Azteków" tegoż "Cajamarca 1532" tegoż "Ruchliwość społeczna i geograficzna hiszpańskich konkwistadorów XVI wieku" tegoż "Wartości i postawy w obliczu zderzenia systemów kulturowych. Hiszpańscy zdobywcy XVI wieku wobec Nowego Świata" H. Kamen "Imperium hiszpańskie. Dzieje rozkwitu i upadku" T. Todorov "Podbój Ameryki. Problem innego" M. Żywczyński "Las Casas, jego życie i działalność" J.H. Parry "Morskie imperium Hiszpanii" E.S. Urbański "Hispanoameryka i jej cywilizacje".
  2. Filip Piękny

    Ostatnio widziałem tę książkę wystawioną na: abebooks. (również w oddziale: abebooks.fr) czy na livre-rare-book.com. Tylko euklides nieco błędnie zapamiętał tytuł , a ten brzmi: "Un conseiller de Philippe le Bel Enguerran de Marigny", Jean Favier używał w tytułach swych opracowań normandzkiej wersji imienia "Enguerran" (bez "d" na końcu), zgodnie z pochodzeniem tej persony. Ten sam autor wydał znaczniej obszerniejszą książkę "Un roi de marbre: Philippe le Bel, Enguerran de Marigny", którą łatwiej nabyć. Filip IV Piękny umiera w wyniku komplikacji po upadku z konia podczas polowania w okolicach Pont-Sainte-Maxence. Okoliczności tego zdarzenia, ówczesne kroniki potraktowały dość lakonicznie. Tak było u mnicha Yves'a z Saint-Denis, w jego dziele "Vita et Passio sancti Dionysii", podobnie w zapiskach zebranych w zbiorze "Les Grandes Chroniques de France". "Philippe le Bel serait tombé malade le 4 novembre 1314 tandis qu’il chassait en forêt près de Pont-Sainte-Maxence. Ramené par eau à Poissy où il resta une dizaine de jours, il se rendit à cheval à Essonnes, puis fut porté en litière à Fontai, Paris nebleau où il mourut le 29 novembre". /"Les Grandes Chroniques...", ed. J. Viard, T. 8, Paris 1934, s. 303/ Tymczasem późniejsi kronikarze szybko uzupełnili tę oszczędność swych poprzedników i zwykły wypadek nabrał symbolicznego znaczenia. Pojawił się dzik (w niektórych przekaz - jeleń) mający być sprawcą wypadku. Samo zaś zdarzenie miało być karą opatrzności bożej dla niegodziwego króla, jak u Guglielmo Ventury (w "Chronique"), Karol de Valois (w "Chronicon Astense") poczynił uwagę wedle której złe życie nie mogło się inaczej skończyć. Giovanni Villani (w "Cronica") wprost napisał, że zginął on jak "fałszywy" cesarza i schizmatyk - Ludwik Bawarski. Co kryło się za wybraniem akurat dzika, czy faktycznie mógł się za nim kryć "Żyd" czy raczej bliższe prawdy jest nawiązanie do wcielenia szatana?
  3. Karol V Habsburg

    Pytanie tylko, czy chciał podzielić? Geoffrey Parker, autor "Emperor: A New Life of Charles V" (oryg. wyd. "Carlos V. Una nueva vida del emperador"), uważa, że nie docenia się okresu przebywania w Yuste, który wcale nie było kresem spokojnej emerytury Karola V. Wskazywać ma na to jego całkiem obfita korespondencja z czasu pobytu w klasztorze (kiedy pisywał niemal po cztery listy dziennie) jak i jej treść. Po jej przeanalizowaniu Parker utrzymuje, iż tak na prawdę Karol V jedynie nie zdążył przekazać całości swego dziedzictwa synowi. Karl Brandi, w swym opracowaniu "Kaiser Karl V: Werden und Schickal einer Persönlichkeit und eines Weltreiches", zapoczątkował perspektywę, w której polityczne poczynania Karola przedstawiano głównie w ujęciu dynastycznym (: Habsburgów), a w skrajnej ocenie jawi się on jako zakładnik tej rodziny i jej interesów (jak np. u Henry'ego Kamena). Całkiem inaczej chce to widzieć Filip Kubiaczyk (który na niwie naukowej rozpoczął swe kroki od obrony pracy "Idea monarchii uniwersalnej Karola V a hiszpańskie aspiracje imperialne w XVI wieku"; autor książki pt. "Cesarz Karol V. Klęska polityki, triumf idei"), który uważa, że aktywności politycznej Karola przyświecały przede wszystkim takiej cele, jak: utrzymanie całości cesarstwa oraz pokoju (i równowagi) pomiędzy chrześcijańskimi władcami. Jego idea imperialna miała stanowić próbę wcielenia w życie konceptu erazmiańskiego (Universitas Christina) podtrzymywanej przez wielu ówczesnych hiszpańskich zwolenników myśli autora "Querela pads", pośród których trzeba wymienić przede wszystkim postać Antonio de Guevary, kaznodziei dworu cesarskiego i jego kronikarza. Z tym , że zdaniem Kubiaczyka cesarz miał tę ideę przeformułować i wzbogacić o wymiar humanistyczny. Kubiaczyk zwraca uwagę, że Karol był dziedzicem czterech dynastii a w jego żyłach płynęła krew wielu europejskich rodów i konstatuje, że niezrozumiałym jest czemu wiązać go głównie z Habsburgami. On sam nie widział w nim Habsburga (inny biograf tej postaci Philippe Erlanger, autor "Charles Quint", przypominał, że sam Karol nie uważał się za Habsburga) i wiązał go raczej z tradycją burgundzką. Zatem, bardziej "Habsburg" czy raczej praktyk idei wpojonych mu na dworze w Mechelen? Na ile; często wyrażana; opinia o Karolu jako marionetce w rękach jego doradców, a zwłaszcza kanclerza Mercurina Gattinary, jest prawdziwa?
  4. Wojna Dwóch Róż

    Tak jak na źródłach i przekładzie...
  5. Oliver Cromwell - ocena

    Dalece niższą niż 48 000, ale z chęcią zapoznam się ze źródłem z którego czerpał swą wiedzę euklides w tej materii, to kto tak oszacował tę wielkość? Ja podałem na czym się opieram i nie jest trudno sprawdzić na jakich źródłach opierali się ci badacze. Tylko nikt tu nie umniejsza wpływu kobiet na historię czy wpływu kobiet na decyzje ich mężów. Zadałem proste pytanie: jaki to badacz stwierdził, że odmowa przyjęcia korony związana była z zadzieraniem nosa przez Joan. W odpowiedzi dal nam euklides "wykład" o owcach i przemyśle wełnianym. Nie lepiej napisać wprost, że są to jedynie przemyślenia euklidesa dla których nigdzie nie znalazł potwierdzenia? To znalazł już euklides to źródło "powszechnej wiedzy" o katolickiej żonie Cromwella? A mnie się czepiano, że staję po stronie Kościoła katolickiego, co wedle euklidesa czyni mnie katolikiem. Jeśli ktoś myli "popieranie" czy "podzielanie pewnych poglądów" z wyznawaną konfesją to faktycznie euklides może przypisywać każdemu jakąkolwiek konfesję, ograniczony jedynie horyzontami swej fantazji. Zatem Jakub III Stuart był protestantem ponieważ utrzymywał w Pallazo del Re (Pallazo Muti) kaplicę dla protestantów, zwolnił z funkcji niańki swego syna Karola arcykatolicką panią Dorothy Sheldon, nie chciał odprawić ze swego dworu protestantów, w efekcie czego jego małżonka zdecydowała się na dwuletnią separację. A z czasów nam współczesnych - John F. Kennedy był pierwszym protestantem, który został prezydentem USA, ileż to przecież padało względem niego zarzutów, iż zaniedbuje swych braci w wierze. To może przypomni nam euklides kto go o to oskarżał i jakie konkretnie działania chodziło? Nie wiedzieć czemu, ten anglikański prymas Anglii, tak sprzyjający papistom jakoś nie przyjął oferty Urbana III. On tak był: "Montaigu" jak żona Cromwella katoliczką...
  6. Wojna Dwóch Róż

    Bez wątpienia tłumaczenie członka "Société de l'histoire de France" jest "szemrane", a przynajmniej dla euklidesa, choć akurat to wydanie zdobyło pochlebne recenzje (choćby Josepha Vaesena w "Bibliothèque de l’École des chartes"), podczas gdy Jeana A. Buchona (bo jak rozumiem z niego skorzystał euklides) docenia się za zebrane materiały, to nieszczególnie dobrze ocenia się ich walor naukowy. No ale mniejsza o to. Ja jakoś nie widzę znaczeniowych różnic pomiędzy obiema wersjami. Nie tyle: może, co: musi, a na pewno nie może oznaczać: otrucia, to może objaśni mi euklides, które ze słów natchnęło go do tak fantazyjnej twórczości translatorskiej, której nie podziela żaden z badaczy? A może zna euklides jakiegoś badacza, który by napisał o otruciu, czy jest to kolejna informacja z repertuaru euklidesa ze zbioru: "wiedza powszechna", która się okazuje zupełnie niepowszechną, ale której euklides nie zamierza sprawdzać - bo tak to odczytał i to mu wystarczy?
  7. Wojna Dwóch Róż

    Wokół śmierci duke'a Clarence rzeczywiście istnieją niejasności. Ciało George'a Plantageneta miało zostać pochowane w opactwie Tewkesbury, co do tego większość przekazów jest zgodna, a podstawowym źródłem są informacje podane przez kronikarza Warwickshire - Johna Rousa (por. "The Rous Roll" ed. W. Courthope, C. Ross). Thomas Langton (royal councillor) w swym liście z 20 lutego 1478 r. odnotował, że król: ".. be assignyd certen Lords to go with the body of the Dukys of Clarence to Teuxbury, where he shall be beryid; the Kyng intendis to do right worship-fully for his sowle" ("Christ church letters: a volume of mediaeval letters relating to the affairs of the priory of Christ Church Canterbury" ed. J.B. Shepard; London 1877, Lett. XXXIII, s. 37). W Tewkesbury wcześniej spoczęła też jego małżonka - Isabel Neville, w tzw. "Clarence vaul". Problem w tym, że w żadnym ze źródeł z epoki nie podano gdzie konkretnie umieszczono ciało samego brata królewskiego. Na ogół przyjmowano; co wydawało się racjonalne; iż spoczął obok swej połowicy (tak np. uważał Paul Murray Kendall autor biografii "Richard the Third"). W toku mijających lat i epok trumna Izabeli i jej męża były otwierane, przemieszczane (między innymi z powodu powodzi), ostatecznie umieszczono ich szczątki w jednym miejscu. Przy okazji dokonano oględzin szczątków brata królewskiego i nie stwierdzono żadnych śladów mogących wskazywać na ścięcie czy inny rodzaj gwałtownej śmierci. Jednak w nowszych badaniach (z 2013 r.) ustalono, że w tym miejscu zebrane zostały szczątki nie dwóch osób a trzech a być może nawet czterech i trudno stwierdzić czy pośród nich są szczątki naszego duke'a (szczegóły z tych nowszych badań zawarł w swej książce "The Third Plantagenet: George, Duke of Clarence, Richard III's Brother" J. Ashdown-Hill). Wiadomym jest, że król uzyskał od parlamentu "Bill of Attainder", odbył się zatem sąd na duke'm Clarence i ostatecznie duke Buckingham wygłosił wyrok śmierci (1478 r.). Wyrok miał zostać wykonany; wedle oficjalnego przekazu; w Bowyer Tower podczas "prywatnej egzekucji". Kwestia śladów ew. ścięcia jest o tyle istotna, że pojawiła się plotka, iż duke Clarence został utopiony bądź utopił się w winie. Ta pogłoska była powtarzana przez wiele osób, jak: historyk Polydore Vergil z Urbino (autor "Anglica Historia"), agent Domenico Mancini ("Condemnatus fuit: et ultimo supplicio affectus. Supplicii autem genus illud placuit, ut in dolium mollissimi falerni mersus vitam cum morte"), Jean de Roye (domniemany autor tzw. "La Chronique scandaleuse"), Robert Fabyan (w: "The Newe Cronycles of England and Fraunce" i "Fabyans Cronycle Newly Prynted"), Edward Hall (w: "The vnion of the two noble and illustrate famelies of Lancastre, Yorke...") czy John Stow (w: "The annales of England..."). Skąd wzięła się taka plotka trudno odgadnąć, współcześnie rozważa się, że mogło być to nawiązanie do opilstwa duke'a Clarence, który szczególnie upodobał sobie słodkie wina, wedle innych ciało duke'a mogło być przewożone do Tewkesbury w beczce po winie (co nie było wówczas czymś wyjątkowym) i co miało dać asumpt do tego typu pogłosek. Wreszcie, większość z tych co omawiało tę kwestię, uważało że został on utopiony w beczce z małmazją, co w sumie nie musi budzić zdziwienia, zważywszy na domniemany koniec żywota takich postaci, jak: William de la Pole, Duke of Suffolk († 1450 r.) czy Henry Holland, 3rd Duke of Exeter († 1475 r.). Niektórzy jednak skłonni są uznać, że tego typu rodzaj egzekucji był pomysłem samego duke'a Clarence. Stan jego psychiki w ostatnich latach jego życia pogarszał się, co szczególnie nasiliło się po śmierci jego małżonki, co do którego zgonu był przekonany, że to efekt otrucia, za co doprowadził do skazania na śmierć dwórki Ankarette Twynyho. Zatem może faktycznie zdecydował się na taki szalony koniec w tym co tak lubił? Z notki w "Encyclopædia Brittanica": "Clarence had been drowned in a butt of malmsey wine". /tamże, Eleventh edition, ed. H. Chisholm, 1911, Vol. 6, s. 428; hasło: "Clarence, Dukes Of"/ ""drowned in a butt of Malmsey wine...". /S.H. Steinberg "A Portrait of George, Duke of Clarence", "The Burlington Magazine for Connoisseurs", Vol. 74, No. 430, January 1939/ "Duke of Clarence, Edward's IV's brother, was executed privately in the fortress by unknown means, although legend claims the duke was drowned in a butt of malmsey wine". /J.A. Wagner "Encyclopedia of the Wars of the Roses", 2001, s. 271/ "He was promptly executed in the Tower, supposedly by being drowned in a butt of malmsey wine". /A.R. Whittle "The Historical Reputation of Edward IV 1461-1725", University of East Anglia, School of History, June, 2017, s. 24/ "Clarence was drowned in malmsey wine". /M. Hicks "Richard III. The Self-Made King", Pastow 2011, b.p., ed. elektr./ A teraz; powtórka z rozrywki - czyli skąd euklides wziął rewelację o otruciu? Jak sam podaje, zaczerpnął to od Philippe'a de Commynesa. Problem w tym, że chyba tłumaczenie euklidesa nieszczególnie jest prawidłowe; zwłaszcza gdy się zważy, że on sam nie wie iż nie tłumaczy ze starofrancuskiego (trochę jak molierowski monsieur Jourdain). Wspomniany Ashdown-Hill był osobą która chyba nie gorzej od euklidesa operowała językiem francuskim, skoro uzyskał on MA z lingwistyki i nauczał tego języka, obok greki, włoskiego czy innych języków. Ashdown-Hill specjalizował się w późnym średniowieczu, nie wiedzieć czemu; w odróżnieniu od euklidesa; nic nie wspomina on o otruciu. Podaje on, w oparciu o krytyczną edycję "Philippe de Commines: Memoirs the reign of Louis XI, 1461-83" Michaela Jonesa: "That George died by drowning is also confirmed by Philippe de Commynes. Writing (...) in about 1495–96, Commynes reported that ‘King Edward had his brother, the duke of Clarence, put to death in a pipe malmsey because it is said he wanted to make himself king". /tegoż, "The Third Plantagenet...", 2014, b.p., ed. elektr./ Otóż, Commynes wspierał się zdaniem Jeana Molineta, i powiadał tak: "Molinet (II, 405) dit aussi que Richmond était ,, assez loinngtain de la couronne d'Angleterre... Et il ajoute (p. 409) que le duc de Clarence, frère d'Edouard IV et de Richard III, ,, cust un fils bouté en cloistre dès le temps que son pere mourut en une pipe de Malvoisie". /"Mémoires de Philippe de Commynes" par B.É. de Mandrot, T. I, Paris 1901, s. 456, przyp.5/ Z tego tekstu nijak nie wynika by była mowa o otruciu. A gdyby euklides zadał sobie nieco trudu i nie tylko przepisywał ale jeszcze przepisywał ze zrozumieniem, zdałby sobie sprawę jak absurdalnym jest wywodzenie otrucia kogoś za pomocą "une pipe" wina. Objętość "pipe" (oczywiście zmieniało się to w różnych latach) to około czterech "barrels", 1/2 "tun" bądź dwa "hoghsheads", czyli kilkaset litrów wina. Nawet zakładając zamiłowanie duke'a Clarence do wina, wydaje się to być ponad jego możliwości... "Clarence was put to death inside the Tower on 18 February, probably, as later rumor claimed, by being drowned in a butt (i.e. a large cask) od malmsey wine". /"Encyclopedia of the Wars...", s. 56; podkreślenie - moje/
  8. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Może trudno mówić o życzliwym stosunku, ale były okresy gdy Churchill rozważał jakąś współpracę z tym krajem i był wtedy w opozycji do oficjalnej linii rządu. Tak to wyglądało przynajmniej w ocenie naszych dyplomatów. W swym raporcie (chyba z listopada 1938 r.) ambasador Edward Raczyński zauważał odmienność postaw w łonie partii konserwatywnej (reprezentowaną m.in. przez Churchilla czy Edena), podobnie widział to radca przy naszej londyńskiej ambasadzie - Antoni Jażdżewski, wedle którego już wcześniej (relacja z 1936 r.) Churchill upatrywał we współpracy z ZSRR przeciwwagę dla rosnących roszczeń Hitlera. O tym, że Churchill widział w ZSRR (tak od połowy lat trzydziestych) element mający swe miejsce w systemie antyniemieckim przekonywał Jacek Tebinka w swym opracowaniu "Brytania dotrzyma lojalnie swojego słowa”. Winston S. Churchill a Polska". O ścieraniu się różnych poglądów; zwłaszcza w gronie funkcjonariuszy Foreign Office; w kwestii czy podjąć współpracę z ZSRR i na jakich "kierunkach" traktuje opracowanie Keitha Neilsona "Britain, Soviet Russia and the Collapse of the Versailles Order, 1919–1939". Tak to widział przywołany Raczyński: "Nie ulega wątpliwości, że w łonie partii konserwatywnej istnieje grupa – wystarczy wymienić pp. Churchilla czy nawet Edena – która, krytykując politykę zagraniczną premiera, pragnęłaby widzieć większe zbliżenie z Rosją". /"Polskie dokumenty dyplomatyczne. 1938", red. M. Kornat, wsp. P. Długołęcki, Warszawa 2007, dok. 408; o opinii Jażdżewskiego w: K. Kania "Wielka Brytania 1918–1939 w świetle polskich źródeł dyplomatycznych"/ Przy czym Churchill nie był swych pomysłach całkiem konsekwentny, i na przykład na początku 1938 r. objaśniał Raczyńskiemu, że rolę ZSRR widzi nie kwestiach europejskich a w stopowaniu Japonii na Dalekim Wschodzie, a w maju tegoż roku miał wyrazić pogląd, że nie widzi w tej chwili możliwości aktywnej współpracy z krajem, z którym sympatyzuje jedynie skrajna lewica. Współbrzmiała temu stanowisku analiza (z marca 1938) naszego MSZ zaprezentowana na łamach "Przeglądu informacyjnego Polska a Zagranica": "Ze strony zaś Anglii coraz wyraźniej zarysowuje się tendencja wyeliminowania Sowietów z aktywnych kombinacji na terenie europejskim, gdzie ich udział jest jedynie czynnikiem jątrzącym, natomiast zachowanie ich jako partnera, który grać może dogodną dla Imperium Brytyjskiego rolę w kompleksie spraw daleko-wschodnich". /tamże, 9 czerwca 1938, nr 3, s. 96/ Tylko co było dlań kwestią fundamentalną i misją? W "Mein Kampf" Amerykanie byli "zdegenerowani rasowo" to jakieś trzy lata później (według "Zweites Buch") zostali ocenieni już jako "rasowo udani". Podobnie zmieniała się jego optyka w kwestii kto miał być głównym przeciwnikiem w przeszłości, gdy to USA "zdetronizowały" ZSRR jako głównego wroga (w dłuższej perspektywie czasu). Wydaje się, że przy bardziej ostrożnej polityce Hitler mógł osiągnąć jakieś porozumienie z Wielką Brytanią. W Wielkiej Brytanii przez długi czas opinia publiczna była dość przychylnie nastawiona do wzmocnienia Niemiec, także przez jakieś nabytki na Wschodzie. Stanowisko dużej części opinii publicznej, jak i gremiów politycznych, wyraził Stanley Baldwin pod koniec lipca 1934 r. mówiąc, że granica Wielkiej Brytanii biegnie wzdłuż linii Renu. Gdzieś w grudniu 1938 r. odbyło w Royal Institute of International Affairs, przemawiający tam (zarówno w imieniu Rządu jak i Izby Gmin) Victor Raikes (wpływowy członek Partii Konserwatywnej) oświadczył, że nie niepokoi go skierowanie ekspansji Niemiec na Europę Środkową i Południowo-Wschodnią, a wręcz - skierowanie ekspansji w tym kierunku byłoby wielkim sukcesem. Andreas Hillgruber w rozdziale "England in Hitlers außenpolitischer Konzeption" (w: "Deutsche Großmacht- und Weltpolitik im 19. Und 20. Jahrhundert") wskazywał, że koncepcje polityczne Hitlera przeszły przez trzy fazy: z Anglią, bez Anglii i wreszcie: przeciw Anglii. W swych pierwotnych zamysłach Hitler uważał, że pozostawiając morza Brytyjczykom (a co za tym idzie i kolonie) uzyska wolną rękę w Europie, a zwłaszcza na kierunku wschodnim. Co z perspektywy brytyjskiej dbałości o zachowanie imperium było do zaakceptowania, choć wizja Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii ramię w ramię pokonujących Francję to już było chyba zbytnia fantazja. Jeszcze na koniec lutego 1934 r., Hitler przekonywał wyższych oficerów Reichswery (wedle notatki Maximiliana von Weichsa) , że gdyby Brytyjczycy nie przyjęli jego oferty do będzie konieczne szybkie uderzenie na Zachodzie przed ruszeniem na Wschód, ale już 5 listopada 1937 r. Anglicy (obok Francuzów) "awansowali" do kategorii odwiecznych wrogów Niemiec, pałających doń nienawiścią (Haßgegner).
  9. Oliver Cromwell - ocena

    A mógłby nam tak skrótowo objaśnić euklides jaki jest związek pomiędzy zaludnieniem angielskich miast a konfesją małżonki Cromwella? Jaki jest związek pomiędzy głównymi gałęziami gospodarki a rozstrzygnięciem czy zadzieranie przez nią nosa było jednym z głównych powodów nieprzyjęcia korony? Jaki jest związek pomiędzy liczbą ludności pracującej w rolnictwie a stosunkiem Cromwella do Aktów Nawigacyjnych? Otóż w pierwszej połowie XVII wieku ani Londyn ani Bristol nie liczyły takiej liczby mieszkańców. Szacunki podane na stronie worldpopulationreview.com to dla roku 1700 raptem 20 000, a wedle Tima Lamberta "A Brief History of Bristol, England" miało to być ok. 25 000 (tekst dostępny na stronie: localhistories.org. Według Johna R. Holmana w 1696 r. miało to być 20 157 mieszkańców (tegoż, "Orphans in pre-industrial towns: the case of Bristol in the late seventeenth century", "Local Population Studies", Vol. 15, 1975; "Apprenticeship as a factor in migration: Bristol 1675-1726", "Transcactions", Bristol and Gloucestershire Archeologiacal Society, Vol. 92, 1979), według duetu: Elizabeth Ralph i Mary E. Williams w 1700 r. miało to być dopiero 20 000, a Alfred J. Pugsley (w: "Some contributions towards a study of the economic development of Bristol in the eighteenth and nineteenth centuries", M.A. thesis, University of Bristol, 1921) podaje dla roku 1700 - 25 000 mieszkańców. Według opracowania Elizabeth Baigent "Bristol Society in the Later Eighteenth Century with Special Reference to the Handling by Computer of Fragmentary Historical Sources" (St. Hugh's College, Oxford 1985) w 1700 r. miało to być ok. 27 400. A 48 000 mieszkańców miasto te osiągnęło dopiero pomiędzy 1740 a 1760 rokiem. Także podane przez euklidesa dane dla Londynu są już bardziej zbliżone do podawanych szacunków, pierwsze w miarę wiarygodne dane dla tego miasta zaczęto publikować w połowie lat siedemdziesiątych XVII w. i miało to być wówczas 500 000, by na początku lat dziewięćdziesiątych; czyli kiedy za szacunki populacji na poważnie wziął się Gregory King; miało to być ok. 527 000. Skąd euklides wziął takie a nie inne dane dla obu miast w pierwszej połowie XVII wieku, zapewne znów pozostanie jego słodką tajemnicą, a może jednak zechce się z nami podzielić źródłami?
  10. Oliver Cromwell - ocena

    Mam podejrzenie, że bardzo bardzo dawno się tym euklides zajmował zważywszy na to, że źródeł swej wiedzy nie pamięta. Dziwić jednak może, że tak bardzo polega na swej pamięci, że nie zamierza konfrontować tego co zapamiętał z tym co twierdzą różni historycy. Przecież i ja się nie wyrażam źle o euklidesa historykach, choćby z tego powodu, że w kwestiach spornych (roli żony Cromwella w nieprzyjęciu przezeń korony i jej konfesji), do tej pory euklides nie przedstawił nam świadectwa żadnego historyka. Jak na razie euklides zaprezentował nam swoisty rodzaj argumentacji: kiedyś coś takiego przeczytałem, tak zapamiętałem, zatem tak właśnie było i nie muszę już tego sprawdzać. Można powiedzieć, iż lekceważąco odnoszę się do "historyków" piszących rewelacje o katoliczce Elizabeth Bouchier. Tylko skąd euklides wie, że chodzi o historyków? A może przeczytał to euklides w jakiejś powieści, bo przecież już tak bywało, że fabułę traktował na równi z badaniami historyków. A może przeczytał to euklides w zwiastunie jakiegoś filmu, bo przecież już tak bywało, że takie teksty traktował na równi z badaniami historyków. Skłaniam się do myśli, że tak na prawdę nic takiego euklides nie przeczytał i wszystko jest efektem euklidesa złej pamięci bądź niezrozumienia tekstu. A może zacznie euklides stosować inną metodę: wpierw sprawdzi czy to co zapamiętał zgodne jest ze stanem badań i dopiero potem coś zacznie pisać? Ja już zwracałem uwagę euklidesowi, że tego typu formatowanie tekstu to raczej przejaw kultury. W kwestii nihilizmu, to ma euklides pojęcie o znaczeniu tego terminu takie same jak o przedmiocie badań fenomenologii - czyli żadne. To, że ktoś czegoś nie napisał nihilistą go nie czyni, może czas zajrzeć do słownika? Na miejscu euklidesa nieszczególnie bym się chwalił tym co napisał w tej materii, jako że napisał ewidentne głupoty. Już bardziej nihilizm (epistemologiczny) przypisałbym samemu euklidesowi, który chyba wychodząc z założenia, iż nie istnieje wiedza pewna zatem można napisać co się chce. Słów jeszcze kilka o osobie earla Manchester, zarzutach jakie mu postawił Cromwell i przy okazji nieco o bitwie pod Marston Moor. Czy Manchester wykazał się podczas tej bitwy: "niedołęstwem" to kwestia dyskusyjna. Jeśli się porówna raporty napisane tuż po bitwie to są one często zadziwiająco odmienne od tych napisanych w kilka tygodni, podobnie jak z relacjami spisanymi kilka lat później. Przegląd takich raportów (bez weryfikacji krytycznej) znajdziemy m.in. w: "The life and campaigns of Alexander Leslie, first earl of Leven" Charlesa Sanforda Terry'ego, , Petera Younga "Marston Moor" czy "Battle of Marston Moor, 1644" w redakcji Petera Newmana. I to rozbieżne co do takich istotnych kwestii, jak: komu przypisać walne przyczynienie się do zwycięstwa, czy miała miejsce ucieczka trzech generałów bądź ucieczka jednego lub dwóch z nich, jakie oddziały zbiegły z pola walki, a jakie uciekły ale wróciły, kto z dowódców się wyróżnił (w jednych raportach ta sama osoba była przedstawiana jako zbieg czy tchórz by w innych być kreowaną na bohatera). Nieprzychylny Cromwelowi pierwszy baron Holles zapisał w swych memuarach ("Memoirs of Denzil Lord Holles, Baron of Ifield in Sussex, from the year 1641 to 1648" ed. J. Toland) wypowiedź dowódcy brygad piechoty Manchesteru - gen. Lawrence'a Crawforda, wedle której Cromwell podczas tej bitwy zachowywał się jak tchórz ("errant coward") i nie miał udziału w tym zwycięstwie ("neither part nor lotin the business"), Holles dodał od siebie, że i we wcześniejszych bitwach Cromwell potrafił chować się w żywopłocie czy uciekać od miejsca bitwy na dwadzieścia mil. Pytanie: ile w tym wszystkim prawdy? Raczej niewiele, ale pokazuje to temperaturę wzajemnych animozji. Wszystko to efekt rywalizacji propagandowej poszczególnych odłamów religijnych i fakcji politycznych, datującej się na długo przed Marston Moor (o kampanii dezinformacyjnej po bitwie pod Marston Moore: M. Stoule "Soldiers and Strangers: An Ethnic History of the English Civil War"), zarówno szkoccy prezbiterianie (Covenanters) jak i oficerowie związani z Soleman League podnosili, że "Independes" zbyt często ich oczerniali, umniejszając ich zasługi i sugerując tchórzostwo (przykład tego typu skargi znajdziemy w zbiorze opracowanym przez M.A. Richardsona "Reprints of Rare Tracts Imprints of Ancient Manuscripts, Chiefly Illustrative", Vol. II). Kiedy do Londynu zaczęły napływać raporty, korygujące zakres udziału "Sprzymierzonych" w bitwie i zwycięstwie (in plus), Robert Baillie nie mógł powstrzymać irytacji a nawet wściekłości, której dał upust w liście; z 18 lipca 1644 r.; do jednego z "braci" - Roberta Blaire'a: "We were both grieved and angry, that your Independents there should have sent up Major Harrison to trumpet over all the city their own praises, to our prejudice, making all believe, that Cromwell alone, with his unspeakable valorous regiments, had done all that service: that most of us fled: and who stayed they fought so and so, as it might be. We were much vexed with these reports, against which yow were not pleased, any of yow to instruct us with any ansuer, till Lindesay’s letters came at last, and captain Stewart with his collors. Then we sent abroad our printed relations, and could lift up our face". /"The Letters and Journals of Robert Baillie, 1637-1662" by D. Laing, Vol. 2, Edinburgh MDCCCXLI, s. 209-210/ Sam Baillie, w późniejszym okresie przyznał, że padł ofiarą kampanii dezinformacyjnej ze strony "Niezależnych". Kwestię sprzecznych relacji co do bitwy, pokrótce acz treściwie omówili: Steve Murdoch i Alexia Grosjean w opracowaniu"Alexander Leslie and the Scottish Generals of the Thirty Years' War, 1618–1648". Starcia Cromwella z poszczególnymi dowódcami miały różny charakter i podłoże, z jednej strony był to efekt jego emocjonalności potrafił wybuchnąć, oskarżać by za jakiś czas samemu neutralizować własne poczynania. Spory; jak i wynikające z nich oskarżenia; wynikały z rozbieżności co do tego jakich żołnierzy potrzebuje armia, w tej kwestii była np. rozbieżność pomiędzy Cromwellem a Manchesterem, ten pierwszy stawiał przede wszystkim na odpowiednią postawę religijną i polityczną, a co z tym idzie faworyzował jedne konfesje przed innymi. Baille wspominał, że podobne animozje dzieliły Cromwella ze wspomnianym Crawfordem czy Williamem Wallerem. Cromwell posunął się do tego, że; wbrew oczywistym faktom; w swych oskarżeniach twierdził że pod Marston Moore Crawford nie był generałem a pułkownikiem, co znacząco podważa zasadność jego zarzutów. "After the fall of York, the three parliamentary armies separated. Leven and the Scots turned northwards again to besiege Newcastle, the Fairfaxes remained to capture the royalist strongholds in Yorkshire, and Manchester, taking on his way Sheffield Castle and a few smaller garrisons, returned to Lincoln. All August he remained there idle, declining even to besiege Newark. He was weary of the war, anxious for an accommodation with the King, and shocked at the spread of sectarian and democratic opinions in his army and in the kingdom. Cromwell, as the protector of the sectaries, was at daggers-drawn with Major-General Crawford, who attempted to suppress them; Crawford cashiered an officer on the ground that he was an Anabaptist, and Cromwell and some of his colonels threatened to lay down their commissions unless Crawford was removed. A compromise of some kind was patched up, but Cromwell’s influence over Manchester was at an end". /C.H. Firth "Oliver Cromwell and the Rule of the Puritans in England", New York 1900, s. 110-111/ Jeśli chodzi o earla Manchester, to warto przypomnieć, że starł się on z Cromwellem na długo przed wzmiankowaną bitwą. Obie rodziny (:Montagu'a i Cromwella) rywalizowały politycznie ze sobą w Huntingshire, dość regularnie wymieniając się parlamentarnymi stołkami zdobywanymi w tym okręgu. W styczniu 1642 r., lord Kimbolton (jak go nazywano; w rzeczywistości przysługiwał mu tytuł: Viscount Mandeville) wystąpił w parlamencie z oskarżeniem względem Cromwella, wedle którego administrowanie tego ostatniego w Huntingshire dokonywało się ze szkodą dla pospolitaków ("poor commoners'") zamieszkujących tamtejszy fens. Rzecz potraktowano poważnie i powołano w tej sprawie komisje pod przewodnictwem Edwarda Hyde'a, 1st erla Clarendon, ten w spisanych już znacznie później swych wspomnieniach zrelacjonował, że o ile Manchester wyłuszczył swe stanowisko w sposób skromny ("modestly") to Cromwell zachował się nieparlamentarnie i nieprzyzwoicie, w sposób obraźliwy: "Lord Mandevil [tak w oryg. - secesjonista] desired to be heard, and with great Modesty related what had been done, or explained what had been faid, , Mr Cromwell did answer, and reply upon him, with so much Indency, and Rudeness, and in Language, so contrary, and offensive, that every Man would have thought, that as their Natures, and their Manners were as opposite as it is possible, so their Interest could never have been the fame". /tegoż, "The life of Edward Earl of Clarendon, Lord High Chancellor of England... written by Himself", Oxford MDCCLIX, s. 79-80/ Trochę z tego zderzenia osobowości i charakterów odnajdujemy w oskarżeniach Cromwella o zaniechania w toku kampanii 1644 roku, Cromwell "wybuchnął" by z czasem zacząć temperować ostrość swych wypowiedzi a wreszcie nawet zaczął... bronić niektórych decyzji Montagu'a. "When Cromwell came to reflect on the incidents of the last few months, he attributed the failure to obtain this victory entirely to Manchester. He had failed, apparently, not through accident or want of foresight, but through backwardness to all action. And this backwardness, concluded Cromwell, came “from some principle of unwillingness to have the war prosecuted to a full victory; and a desire to have it ended by an accommodation on some such terms to which it might be disadvantageous to bring the King too low.” On November 25th, Cromwell rose in the House of Commons, told the story of the Newbury campaign, and made this charge against Manchester. Manchester vindicated his generalship in the House of Lords, alleging that he had always acted by the advice of the council of war, and that Cromwell was a factious and obstructive subordinate. Then, leaving military questions alone, he made a bitter attack on Cromwell as a politician. He had once given great confidence to the Lieutenant-General, but latterly he had become suspicious of his designs, and had been obliged to withdraw it. For Cromwell had spoken against the nobility, and had said that he hoped to live to see never a nobleman in England. He had expressed himself with contempt against the Assembly of Divines, and with animosity against the Scots for attempting to establish Presbyterianism in England. Finally, he had avowed that he desired to have none but Independents in the army of the Eastern Association, “so that in case there should be propositions for peace, or any conclusion of a peace, such as might not stand with those ends that honest men should aim at, this army might prevent such a mischief. (...) But, instead of pressing the charge home, Cromwell drew back". /C.H. Firth "Oliver Cromwell and...", s. 114 i n./ "Although Cromwell, taking advantage of his position in the House of Commons and of the reputation he had won at Marston Moor, made a detailed criticism of his superior's strategy and tactics, he defended Manchester when the Committee of Both Kingdoms censured him for not taking action in the late autumn on the grounds that the men were sick, tired and ill-fed (...) It can be argued nevertheless that 'the quarrel' between Cromwell and Manchester had been exaggerated. After all, in most armies differences of opinion arise about the best strategy. In fact Cromwell acquiesced in Manchester's tactics at Newbury and, like him, agreed it was impossible to go on fighting with exhausted troops late into the autumn (...) He went on to abandon his attack upon Manchester". /M. Ashley "Oliver Cromwell and the Earl of Manchester", "Cromwelliana", 1984-1985, s. 8-9/ W sumie to Cromwell wywołał burzę w szklance wody, całość sporu Robert Baillie podsumował słowami: "The House of Commons in one hour ended all the quarrels which were betwixt Manchester and Cromwell". Złagodzenie postawy Cromwella nie musiała być związana jedynie z jego charakterem. Zręczne zwekslowanie sporu przez earla Manchester na grunt polityczny nie był odlań wygodnym. W tym kontekście można rozpatrywać uwagę Sue Sadler o tym, że ze strony Cromwella był to atak wyprzedzający. Musiał on zdawać sobie sprawę z postawy Szkotów, których przywódcy rozmawiali wówczas o oskarżeniu Cromwella jako podpalacza/podżegacza ("incendiary"), który chciał doprowadzić do zwaśnienia dwóch narodów. Od tych zamiarów odwiedli ich juryści z którymi konsultowali stronę prawną, wskazując na trudność w udowodnieniu tego typu zarzutów, zwłaszcza w kontekście poparcia jakim się cieszył Cromwell w Izbie Gmin. Charles Firth przywołuje słowa Maynarda (zapewne chodziło o Johna Maynarda, piastującego stanowisko Serjeants-at-Law): "Lieutenant-General Cromwell,” said Mr. Maynard, “is a person of great favour and interest with the House of Commons, and with some of the peers likewise, and therefore there must be proofs, and the most clear and evident proofs against him, to prevail with the Parliament to judge him an incendiary". /tamże, s. 116/
  11. Nobel z literatury dla Polaka

    Noo ja akurat wolałbym by Tokarczuk nie zabierała się za pisanie "nowej historii" jakichkolwiek ziem. Związki Tokarczuk ze Śląskiem (bardzo szeroko pojętym) i innymi małymi ojczyznami to faktycznie ciekawa kwestia. Mieszkańcy Nowej Rudzie raczej uznali, że oni i ich miasto zostali potraktowani "niefajnie" w zbiorze zatytułowanym "Dom dzienny. Dom nocny" (zawierającym trzydzieści osiem szkiców których akcja toczy się we wspomnianym mieście bądź jego okolicach), no ale skoro mleko się rozlało to przynajmniej spróbowano uratować śmietankę, stąd włodarze Nowej Rudy jednak wykorzystują jej twórczość (fragmenty jej prozy prezentując na swej oficjalnej stronie) do promocji miasta. Więcej szczęścia mieli mieszkańcy Ziemi Staszowskiej, którzy w "Prawieku i innych czasach" mogli odnaleźć znane im miejscowości. Łatwe do zidentyfikowania; przynajmniej według lokalnych pasjonatów z grupy "Moje miasto moja gra"; pomimo tego, że autorka zmieniła ich nazwy, a które zostały odmalowane w znacznie jaśniejszych barwach. Jakieś szesnaście lat zabrało tamtejszym miłośnikom regionu by odkryć ew. potencjał tkwiący w tej powieści co zaowocowało powstaniem gry terenowej "Szukamy Prawieku", dzięki czemu Tokarczuk została umieszczona; na skromną skalę, ale jednak; na mapie tzw. turystyki literackiej. Również mieszkańcy miasteczka Bardo wydają się być zadowoleni z pojawienia się ich miejscowości w opowiadaniu "Bardo. Szopka" (ze zbioru "Gra na wielu bębenkach"), w efekcie Tokarczuk została zaszczycona tytułem Honorowego Obywatela Miasta i Gminy Bardo. Swoją drogą, ciekawe że w swym feminizmie nie zaprotestowała (chyba?) przeciwko tej maskulistycznej formie tego tytułu. Jest też to opowiadanie przykładem jak literatura potrafi kreować nową rzeczywistość a i przeszłość. Autorka została zaproszona na spotkanie z mieszkańcami miasteczka podczas otwarcia tamtejszego festiwalu szopek. Siedziała sobie tedy na sali i słuchała różnych wystąpień i popadała w coraz większe zdumienie, oto jej fikcja literacka osnuta luźno wokół Barda i tamtejszej szopki została potraktowana jako realność. Jak sama relacjonowała próbowała protestować tłumacząc, że to jedynie artystyczna kreacja - bezskutecznie. Oto wstał jakiś młody mężczyzna i oświadczył, że o szopce opowiadała mu babcia i jest to właśnie "TA" szopka, ta sama co w opowiadaniu, ktoś inny dodał, że pozostałości właśnie "TEJ" szopki można oglądać w lokalnym muzeum. Ostatecznie Tokarczuk zrezygnowała z przekonywania mieszkańców. Przy okazji, od wielkiego święta, w Bardo serwuje się pstrąga w migdałach, którą to potrawę zaadoptowali (z prozy Tokarczuk) mieszkańcy tego miasta jako własny, lokalny specjał - choć tu już raczej w ramach uświadomionej zabawy z literacką fikcją. Swe doświadczenia związane ze splątaniem fikcji i rzeczywistości bardzieńskiej, autorka opisała w eseju "Pstrąg w migdałach" zawartym w zbiorze "Moment niedźwiedzia". Co do mej opinii w kwestiach okołoliterackich dodam: na nie - za uzasadnienie wyboru Bardo na miejsce opowiadanej przez niej historii, nie wiem jak można mieszkać 24 kilometry od tej miejscowości i uznać jej nazwę za na tyle egzotyczną by ujrzeć w niej termin z buddyzmu, gdy tymczasem to po prostu: "wzgórze, góra". To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe - bo tak mu się to kojarzyło. No ale różnymi drogami błądzą ludzkie skojarzenia... na tak - za wzięcie na warsztat "Lalki" Bolesława Prusa (tejże "Lalaka i perła"), mnie co prawda nie odpowiada jej interpretacja, którą bym nazwał feministyczno-gnostyczno-jungowską, ale miło, że nawet próbują zająć się taką ramotą. A Tomasz Burek w swym "Dzienniku kwarantanny" miał odwagę nazwać jej twórczość "muchomorem imitującym prawdziwka"... Kilka jej opowiadań (także tych nieco obszerniejszych, jak np. "Bieguni") pojawiało się już na liście lektur dodatkowych dla szkół ponadgimnazjalnych, obecnie na liście Ministerstwa pośród obowiązkowych lektur (dla liceów i techników) jest jej jedna książka - "Profesor Andrews w Warszawie. Wyspa". Trudno się oprzeć wrażeniu, że wydaniu w 2018 r. w odrębnej książce tych dwóch opowiadań ze zbioru "Gra na wielu bębenkach" przyświecał właśnie cel ułatwienia umieszczenia jej twórczości na liście lektur obowiązkowych. Skoro Tokarczuk nie stroni od politycznych wypowiedzi to i my możemy; z pewnym przymrużeniem oka; dodać kilka uwag na tej niwie. Czy się to nam podoba czy nie, Tokarczuk od kilku lat pozostaje w ścisłej czołówce polskich autorów (w kategorii współczesna literatura polska "wysokoartystyczna") po których książki sięgają czytelnicy. Co więcej, jest ona na pierwszym miejscu listy książek, które nauczyciele języka polskiego (a dokładniej to: polonistki, zważywszy na feminizację tego zawodu, w którym mężczyźni stanowią ok. 7%) najchętniej widzieliby na liście lektur (por. np. raport Biblioteki Narodowej "Stan czytelnictwa w Polsce w 2017 roku"). No to z tą popularnością i oczekiwaniami polonistek coś wypadałoby zrobić. Zważywszy na obiekcje podnoszone przez gregskiego, jak i doświadczenia ministra Glińskiego co to nie doczytał, "Księgi Jakubowe" nie mogły wchodzić w grę (a akurat tę książkę najchętniej widziałyby polonistki jako lekturę). No ale skoro Prezes; ponoć; doczytał... no to padło na stosowny objętościowo tomik, raptem jakieś osiemdziesiąt stron. A dla najbardziej leniwych uczniów jest wersja jeszcze bardziej skrótowa (trzydzieści dwie strony) i dodatkowo obrazkowa, komiks "Profesor Andrews w Warszawie" według scenariusza Dominika Szcześniaka, z rysunkami Grzegorza Pawlaka. .
  12. Nie wiem czy zawrotne to było tempo i na czym jechali, w tekście jest, że dojechali a wedle janceta bajką jest, że mogli dotrzeć przed kapitulacją. Czy dotarli do przedmieść czy na Stare Miasto to już inna bajka, ja wskazałem jedynie, że logistyczne uwagi janceta nie do końca są słuszne.
  13. Nobel z literatury dla Polaka

    To się ludzie porobili leniwi, raptem trochę ponad 900 stron i już jest to kłopot. "Nędznicy" Wiktora Hugo, w wydaniu anglojęzycznym (wyd. New American Library w serii Signet Classic) liczą prawie 1500 stron, a "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta wydane po francusku przez Éditions Gallimar liczy stron przeszło 3000, i nie są to wcale najobszerniejsze powieści z naszego kręgu kulturowego. A taki Sōhachi Yamaoka, laureat nagród: Noma i Yoshikawa Eiji (Noma Bungei Shō i Yoshikawa Eiji Shō) machnął powieść "Ieyasu Tokugawa", liczącą bagatela: 40 tomów i zawierającą około 10 milionów japońskich znaków (kanji). Tak przy okazji, zauważył ktoś jak bardzo rzadko "osiemnastu" wskazywało na konkretną książkę za którą przyznało swą nagrodę (bądź przynajmniej o jakiejś wspomina się w uzasadnieniu), w zasadzie dotyczy to jedynie siedmiu (: T. Mommsena, C. Spittelera, K. Hamsuna, W. Reymonta, T. Manna, J. Galsworthy'ego, E. Hemingwaya) spośród stu trzynastu nagrodzonych.
  14. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Trudno powiedzieć o jaką parowozownię (w jakiej miejscowości) chodziło autorowi, ale mamy Kościerzyn (niedaleko Sieradza) ale i miejscowość o nazwie Kościerzyna (niedaleko Gdańska).
  15. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    A nawet i dłużej, w 1987 r. w nowosądeckiej lokomotywowni uroczyście oddano do ruchu (po rewizji) TKt48 o nr. 139 (jako ciekawostkę można podać, że wykonano to dla uczczenia rocznicy Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej), a w regionie obsługiwanym przez Nowy Sącz: "Ostatnia czynna TKt48-166 była zatrudniona w ruchu pasażerskim do marca, a w pracy manewrowej do maja 1989". /L. Zakrzewski "Ostatnie sądeckie parowozy", "Zeszyty Naukowo-Techniczne SITK RP", Oddział w Krakowie, Ser. Materiał konferencyjne, nr 1 (108), 2016, s. 159/ "Co prawda lokomotywy spalinowe i elektryczne coraz bardziej wypierały parowozy, ale nic nie zapowiadało rychłego końca. Według zestawienia zamieszczonego w numerze 2/91 "Parowozika" na koniec marca tego roku na inwentarzu PKP znajdowało się jeszcze 435 lokomotyw parowych (z tego czynnych co prawda niecała setka)... Masowe zamknięcia lokalnych linii kolejowych, które miały miejsce w tymże roku drastycznie ograniczyły zapotrzebowanie na pracę lokomotyw parowych. Jedną po drugiej zamykano kolejne ostatnie parowozownie - Jarocin, Żagań, Korsze, Sierpc, Kościerzyna. Jedno z ostatnich poddało się Kępno - ruch planowy tamtejsze TKt48 obsługiwały aż do wiosny 1992". /M. Ciesielski "Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły?", "Świat Kolei", 1 maja 2014, s. 12/
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.