Speedy

Użytkownicy
  • Zawartość

    812
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1 Neutral

O Speedy

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany
  • Urodziny

Informacje o profilu

  • Lokalizacja
    WaWa
  • Zainteresowania
    militaria wszelakie

Ostatnie wizyty

600 wyświetleń profilu
  1. Na jednej z rosyjskich stron natrafiłem na tekst poświęcony skuteczności lotniczych środków przeciwpancernych. Jest to fragment czegoś co zwie się Сборник материалов по изучению опыта войны – Zbiór materiałów o analizowaniu wojennych doświadczeń, część 10, styczeń-luty 1944, Wydawnictwo Wojskowe Narodowego Komisariatu Obrony, Moskwa 1944. Tekst poświęcony jest głównie bombom kumulacyjnym PTAB-2,5-1,5 ale i inne środki są w nim wspomniane. Pomyślałem że może go przetłumaczę, bo znajomość języka rosyjskiego nie jest zbyt popularna obecnie. Tu link http://ptab1943.narod.ru/sbornik_1944.html a poniżej tłumaczenie (z moimi komentarzami): EFEKTYWNOŚĆ DZIAŁANIA LOTNICTWA PRZECIWKO CZOŁGOM Do rażenia czołgów lotnictwo wykorzystuje 20-25 kg bomby odłamkowe, 50 kg bomby odłamkowo-burzące (przerobione z pocisków), FAB-50 i FAB-100, specjalne bomby przeciwczołgowe PTAB-2,5-1,5 a także ogień 23 mm działek WJa i 37 mm - systemu OKB-16 [późniejsze NS-37 – przyp. tłum.] Z wszystkich tych środków rażenia tylko PTAB-2,5-1,5 jest uniwersalną bombą o dostatecznej sile do porażenia wszystkich rodzajów czołgów i innych ruchomych celów opancerzonych spotykanych na polu bitwy (działa samobieżne, samochody pancerne, transportery opancerzone). Pozostałe bomby porażają przeważnie tylko lekkie i po części średnie czołgi; czołgi ciężkie rażone są bombami burzącymi w wyniku bezpośredniego trafienia i odłamkowo-burzącymi przy trafieniach w najbardziej wrażliwe punkty. Bomby odłamkowe AO-20 i AO-25 rażą czołgi lekkie z dystansu 2,0 – 3,0 m, a średnie – z dystansu 0,3 – 0,5 m. Przy tym efektywne porażenie czołgów średnich może być osiągnięte tylko w wyniku bezpośredniego trafienia bomby w górny pancerz lub gąsienice. Czołgi ciężkie mogą być niekiedy wyłączone z użytku przez bezpośrednie trafienia bombami odłamkowymi w gąsienice i w niektóre części pancerza górnego. Jednakże prawdopodobieństwo trafienia w takie miejsca jest znikomo małe z powodu nieznacznych rozmiarów wrażliwej powierzchni celu. Bomby odłamkowo-burzące 50 kg rażą czołgi lekkie z dystansu do 3 – 4 m, średnie do 2,0 – 2,5 m. Średnie i ciężkie czołgi mogą być efektywnie porażone tymi bombami tylko w wyniku bezpośrednich trafień w górny pancerz lub układ jezdny czołgu. Bomby burzące FAB-50 i FAB-100 z zapalnikiem natychmiastowym rażą odłamkami czołgi lekkie z odległości odpowiednio do 3 m i do 5 m, średnie z odległości do 1,5 – 2,0 m i do 2,5 – 3,0 m, ciężkie – przy bezpośrednim trafieniu w czołg lub przy upadku bomby nie dalej niż 0,5 m od gąsienicy. Przy wybuchu bomby burzącej koło gąsienic ciężkich czołgów rażona jest tylko część jezdna. Fala uderzeniowa bomb burzących FAB-50 i FAB-100 niszczy pancerz kadłuba czołgów tylko w rezultacie bezpośredniego trafienia. Przy wybuchu FAB-100 z zapalnikiem ustawionym na zwłokę w bezpośredniej bliskości lekkich czołgów te ostatnie wywracają się pod działaniem fali uderzeniowej. Przy tym zazwyczaj ulega zniszczeniu część jezdna czołgu i odrywana jest wieża, jednakże kadłub czołgu tylko w rzadkich przypadkach niszczony jest przez falę uderzeniową. Np. w rejonie wsi Gracziki jeden z naszych czołgów T-70 przetoczył się przez grzbiet od wybuchu bomby kalibru 50-100 kg [Niemcy nie produkowali burzących bomb 100 kg, jedynie w niewielkich ilościach używali bomb zdobycznych tego wagomiaru; ich własne kalibry to SC 50, SD 50 i SD 70, ta ostatnia powstała już w toku wojny i była najbardziej rozpowszechniona – przyp. tłum.] która eksplodowała w odległości 0,5 m od czołgu. W rezultacie wybuchu oderwana została prawa gąsienica czołgu, a w kilku miejscach odłamki przebiły pancerz kadłuba. Duże bomby burzące z zapalnikiem ustawionym na działanie natychmiastowe niszczą lekkie i średnie czołgi przy wybuchu w bezpośredniej bliskości czołgu i powodują uszkodzenia z odległości ok. 5 m. Bomby burzące dużego kalibru z zapalnikiem ustawionym na zwłokę niszczą lub wyłączają z użytku średnie i ciężkie czołgi tylko w tych przypadkach, gdy miejsce wybuchu i lej znajdują się pod czołgiem. W rejonie wsi Gracziki niemiecka 1000 kg bomba burząca z zapalnikiem zwłocznym upadła obok średniego czołgu T-34. Od wybuchu bomby powstał lej o średnicy 18 m i głębokości 5,5 m. Czołg został całkowicie zniszczony, jego wieża znalazła się na skraju leja, a pozostałe roztrzaskane elementy i całe podzespoły zostały rozrzucone wokoło leja w odległości do 15 m od jego krawędzi. Małe rozmiary i duża wytrzymałość czołgów, dzięki którym do ich porażenia potrzebne jest bezpośrednie trafienie lub wybuch bomby w bezpośredniej bliskości czołgów są przyczyną niskiego prawdopodobieństwa trafienia i wskutek tego małej efektywności działań lotnictwa bombowego. W większości przypadków działania lotnictwa przeciw czołgom z wykorzystaniem bomb odłamkowych i burzących dają jedynie efekt moralny, dezorganizację szyków bojowych czołgów, porażenie wspierającej je zmotoryzowanej piechoty, niszczenie tyłów zaopatrujących oddziały pancerne i baz remontowych, a także zakłócenia w dowodzeniu wskutek uszkodzenia środków łączności (radiostacji). Sprzęt bojowy, szczególnie czołgi ciężkie i średnie, ponoszą przy tym znikomo małe straty. Wykorzystanie działek lotniczych do walki z czołgami podnosi efektywność działań lotnictwa, jednakże możliwości tego rodzaju uzbrojenia także są niewielkie. Ostrzał z 23 mm działek WJa efektywny jest tylko przeciwko czołgom lekkim i samochodom pancernym o grubości pancerza do 20 mm. Średnie czołgi zazwyczaj nie mogą być tym porażone. 37 mm działka systemu OKB-16 efektywnie rażą czołgi średnie, a przy wyjątkowo wysokich umiejętnościach strzeleckich i pilotażowych załóg, prowadzących ogień z małych odległości do najwrażliwszych punktów celu – także ciężkie czołgi typu T-V ("Pantera"). Jednakże możliwości walki z czołgami dla samolotów uzbrojonych w 37 mm działka są ograniczone, ponieważ ich jednostka ognia składa się tylko z 30 – 80 naboi, a prawdopodobieństwo trafienia w czołg, stanowiący cel punktowy, nawet przy strzelaniu z działka zabudowanego w kadłubie w warunkach poligonowych nie przekracza średnio 6%. Efektywność ostrzału z 37 mm działek szturmowca Ił-2 jest znacznie niższa niż dla myśliwca, ponieważ wielka siła odrzutu działek zabudowanych w skrzydłach zwiększa rozrzut pocisków. Najefektywniejszym środkiem walki z czołgami są specjalne przeciwczołgowe bomby PTAB-2,5-1,5, po raz pierwszy zastosowane przez nasze lotnictwo w letnich operacjach 1943 r. Pomimo małej masy (1,5 – 1,6 kg) bomba ta przy bezpośrednim trafieniu pod kątem 0° od normalnej przepala pancerz grubości do 60 mm [oczywiście efekt kumulacyjny nie polega na żadnym przepalaniu, ale tak niegdyś uważano; np. z tego powodu PTAB elaborowano materiałem zawierającym proszek aluminiowy, co podnosi temperaturę wybuchu, ale obniża prędkość detonacji, a więc negatywnie wpływa na zjawisko kumulacji – przyp. tłum.]. Jednocześnie przy trafieniu w kadłub czołgu podpala ona zbiorniki benzyny, razi falą uderzeniową i odłamkami pancerza załogę czołgu, a w niektórych przypadkach powoduje wybuch amunicji. Wysoka efektywność tej bomby wynika z kierunkowego działania fali uderzeniowej wybuchu, której prędkość sięga 11.000 m/s. Wykorzystanie bojowe PTAB wykazało ich wysoką skuteczność przy działaniach przeciwko czołgom, działom samobieżnym, transportowi samochodowemu, pociągom pancernym i innym celom. Analiza efektywności działania PTAB przeciwko czołgom i działom samobieżnym, zniszczonym przez nasze szturmowce i porzuconym przez przeciwnika podczas odwrotu wykazała, że w rezultacie bezpośredniego trafienia w czołg (działo samobieżne) ten ostatni ulega zniszczeniu lub wyłączeniu z użytku. Trafienie bomby w wieżę lub kadłub powoduje podpalenie czołgu lub wybuch amunicji, co prowadzi zazwyczaj do całkowitego zniszczenia czołgu. Przy tym PTAB-2,5-1,5 z jednakową efektywnością niszczy czołgi lekkie i ciężkie. Np. na polu bitwy w rejonie Ponyry odnaleziono niemieckie działo samobieżne „Ferdynand” zniszczone przez PTAB. Bomba trafiła w pancerną pokrywę lewego zbiornika paliwa, przepaliła 20 mm pancerz, falą uderzeniową rozerwała zbiornik i podpaliła benzynę. Pożar zniszczył całe wyposażenie i spowodował wybuch amunicji. W rejonie stanicy Chotyniec porzucony został niemiecki czołg T-V („Pantera”), zniszczony bezpośrednimi trafieniami trzech PTAB. Bomby, które trafiły w pochylony pas pancerny kadłuba czołgu u podstawy wieży przepaliły 45 mm pancerz i wywołały pożar czołgu [w Panterze w tych bocznych sekcjach kadłuba są chyba magazyny amunicji – przyp. tłum.]. W rejonie wsi Dragunskaja (10 km na pn. od Tomarowki) przeciwnik porzucił na polu walki sześć czołgów T-V zniszczonych bombami PTAB-2,5-1,5. Wszystkie one spłonęły; w czterech z nich nastąpił wybuch amunicji. Bombardowanie za pomocą PTAB podwyższyło efektywność działań lotnictwa przeciwko czołgom przeciwnika Zastosowanie PTAB-2,5-1,5 wielokrotnie zwiększyło prawdopodobieństwo bezpośredniego trafienia w czołg, ponieważ duża liczba bomb zrzucanych z jednego samolotu pokrywa znaczny obszar, zapewniając na nim dostateczną gęstość trafień. Pas rozrzutu bomb nierzadko przykrywa 2 – 3 czołgi oddalone od siebie o 60 – 75 m; dlatego przy działaniach lotnictwa przeciwko rozproszonym szykom bojowym i kolumnom czołgów te drugie zwykle ponoszą większe straty. Świadczą o tym poniższe przykłady. 15 lipca 1943 cztery Ił-2 z 614. Pułku Lotnictwa Szturmowego atakowały w rejonie Podmasłowo (front briański) grupę nacierających czołgów przeciwnika w liczbie 25 maszyn, wśród których było do 10 „Tigerów”. Atak przeprowadzono z lotu poziomego z wysokości 130 – 150 m; przy tym załogi zrzuciły 1190 bomb PTAB-2,5-1,5. W rezultacie spalono 7 czołgów, w tym 4 ciężkie. 16 lipca 1943 r. 23 samoloty Ił-2 z 810.PLSz atakowały koncentrację czołgów i samochodów w rejonie Podmasłowo – Fiodorowka – Fiłatowo. Na czołgi przeciwnika zrzucono 2700 PTAB. W rezultacie ataku zniszczono, wg obserwacji załóg, 17 czołgów i do 40 samochodów. 7 lipca 1943 dwie ósemki szturmowców z 291. Dywizji Lotnictwa Szturmowego atakowały kolumnę przeciwnika w sile około 400 czołgów poruszającą się po drodze z Tomarowki w kierunku na Czerkaskoje. Każda grupa szturmowców zrobiła po dwa zajścia na cel, zrzucając bomby przeciwczołgowe z wysokości 200 – 300 m. W rezultacie uderzenia spalono do 20 czołgów; marsz kolumny został zakłócony, ponieważ przeciwnik zjechał z drogi i pospiesznie rozśrodkował się w okolicznych lasach i kotlinach. Doświadczenia z użycia PTAB-2,5-1,5 pokazały, że najlepsze rezultaty uzyskuje się przy ich zrzucie z wysokości 300 – 400 m przy wyprowadzeniu z płytkiego nurkowania lub z wysokości 120 – 150 m z lotu poziomego. Bombardowanie z wysokości 500 m i większej dawało duży rozrzut bomb, w rezultacie czego gęstość punktów trafienia bomb była niedostateczna, jako że bomby spadały w odległości 30 – 40 m od siebie. W poszczególnych przypadkach wykorzystywano bomby przeciwko czołgom ukrytym w lesie, co także nie dawało pożądanego wyniku, ponieważ PTAB-y wybuchały przy uderzeniach w korony i gałęzie drzew, nie mogąc porazić czołgów. Wnioski Efektywność działania lotnictwa przeciwko czołgom z wykorzystaniem bomb odłamkowych i burzących, a także działek lotniczych jest słaba. Pododdziały i zgrupowania czołgów, szeroko stosujące maskowanie i rozśrodkowanie, ponoszą zazwyczaj nieznaczne straty. Najefektywniejszym środkiem rażenia czołgów są specjalne bomby przeciwczołgowe PTAB-2,5-1,5, które przy bezpośrednim trafieniu w czołg (działo samobieżne) dowolnego typu z reguły wyłączają go z użytku lub niszczą całkowicie w rezultacie powstającego pożaru i wybuchu amunicji. Wykorzystanie PTAB znacznie zwiększyło prawdopodobieństwo bezpośredniego trafienia w małe cele opancerzone, ponieważ bomby zrzucone przez jeden samolot pokrywają dużą powierzchnię, stwarzając gęstość trafień w pełni wystarczającą do porażenia niewielkiego celu. Efektywność PTAB znacznie spada w przypadku atakowania czołgów ukrytych w gęstym lesie, ponieważ wybuchy bomb następują w koronach drzew, nie zagrażając czołgom. W podobnych przypadkach do walki z czołgami należy stosować bomby FAB-100, a w suchą pogodę AŻ-2 z KS [ampuła z masą zapalającą – przyp. tłum.] w celu wywołania pożaru lasu i „wykurzenia” stamtąd przeciwnika.
  2. Hmm a wiesz może jaka była grubość ścianki cylindra? Jeśli byś ją podał, to można by się zastanowić nad powyższą kwestią.
  3. Daje to do myślenia w kwestii radzieckiego lotnictwa myśliwskiego. Na froncie zachodnim Stuki już w 1940 poniosły ciężkie straty i szybko przestano ich używać, na Morzu Śródziemnym i w Afryce polatały nieco dłużej, na froncie wschodnim - do samego końca wojny (wprawdzie już raczej tylko jako nocne).
  4. Nie należy tego tłumaczyć literalnie i dosłownie. Kampfflugzeug - bombowiec, samolot bombowy, Sturzflug - nurkowanie, lot nurkowy Precyzyjne bombardowanie z lotu nurkowego istotnie było jakąś metodą bliskiego wsparcia, może nawet i niezłą. Tyle że w miarę rozwoju artylerii plot. zrobiło się trochę niebezpieczne, bo obejmowało długi odcinek lotu po prostej w trakcie nurkowania z dużej wysokości, kiedy cel był dobrze widoczny i mnóstwo stanowisk mogło do niego strzelać. A jak ktoś leciał poziomo na małej wysokości, no to dość szybko opuszczał strefę ostrzału jakiejś tam baterii, żeby oberwać to naprawdę musiał na nią wpaść. Krąży w sieci taki rosyjski dokument z 1944, nie pamiętam w tej chwili oryginalnego tytułu a nie mam czasu szukać, coś jakby "Analiza doświadczeń z działań wojennych". Chyba to był periodyk, miesięcznik? Kwartalnik? W każdym razie z takiego lotniczego odcinka, chociaż wprost tego nie powiedziano, wynikało że bombardowanie z lotu nurkowego na froncie wschodnim w wykonaniu Stukasów w miarę sprawdzało się nawet jeszcze w tym '44, zwłaszcza w porównaniu z atakami szturmowców Ił-2. Utkwił mi w pamięci taki epizod, jak formacje 30-50 Ju 87 zbombardowały jakieś dwa pułki rosyjskiej artylerii polowej: jeden z nich stracił wszystkie pojazdy, a drugi cały w ogóle sprzęt. W innym zaś miejscu dokumentu, gdzie zwracano uwagę na rozróżnianie swój-obcy wspomniany był przypadek jak grupa 37 Ił-2 zbombardowała omyłkowo rosyjski pułk artylerii; na szczęście straty nie były duże, tylko 2 działa uszkodzone. Jeszcze euklides: Ju 87 na hamulcach nurkował standardowo pod kątem 75-85 st.; bez hamulców 45 st.
  5. Amerykańskie wymagania na 1-silnikowy szturmowiec (kategoria A) z początku lat 40. w zasadzie określały właśnie bombowiec nurkujący. Takimi samolotami były np. A-24 Banshee (SBD Dauntless w wersji lądowej), A-25 Shrike (SB2C Helldiver) A-31 Vengeance, czy A-36 Apache (P-51 Mustang): samoloty nie mające jakiegoś szczególnie mocnego opancerzenia ani silnego uzbrojenia strzeleckiego, przeciętny udźwig bomb ale właśnie owe nurkowe przystosowania - wzmocnioną konstrukcję, hamulce aerodynamiczne, odpowiednie wyrzutniki bomb itd.
  6. Trudno powiedzieć tak do końca... Karaś nie miał tego generalnie w swoim "regulaminie pracy" ale de facto na wojnie wykonywał takie misje. Dość dobrze pasował on do "profilu" szturmowca tak jak go rozumiano w USA w okresie międzywojennym: zdolność przenoszenia dużej liczby małych bomb (24x12,5 kg), stałe karabiny maszynowe jak w myśliwcu (miały być 2, ale dla oszczędności polskie Karasie miały 1). Nie miał za specjalnego opancerzenia, ale jak tu wcześniej była mowa silnik gwiazdowy powiedzmy jest w miarę odporny na ostrzał i po części chronił kabinę załogi przed ogniem z przodu/ z dołu. Tak rozumianych "dedykowanych" szturmowców jak Ił-2 to już nie za wiele było, raczej tylko prototypy jakieś. Może na przykład amerykańskie: niezbyt udany Brewster A-32 https://pl.wikipedia.org/wiki/Brewster_XA-32 (wbrew temu jak się zwykle zdarza, opis na polskiej wiki obszerniejszy niż w ang.). czy też Vultee A-41 https://pl.wikipedia.org/wiki/Consolidated-Vultee_XA-41 dużo lepszy ale i tak do produkcji nie wszedł. Specyfiką "amerykanów" było dostosowanie także do bombardowania z lotu nurkowego (w A-41 zrezygnowano z tego w trakcie rozwoju konstrukcji) i w ogóle znaczny udźwig bomb. Ale też po części wynikało to z dostępności silników dużej mocy, których ani Niemcy ani Rosjanie nie mieli w nadmiarze.
  7. Powiedziałbym raczej, że większy cel łatwiej jest trafić. Czy łatwiej go zniszczyć, to już nie jest takie oczywiste.
  8. Nie wiem jak daleko miał z tej Formozy do siebie; może niezbyt i jak nie forsował silnika to mu ten cały olej nie zdążył wypłynąć...? Z tych samolotów tylko Ił-2 i -10 był od początku budowane jako samoloty szturmowe. Ju 87 to bombowiec nurkujący, szturmowcem został z braku czegoś innego (program Hs 129 się opóźniał, jak i wdrożenie szturmowego Fw 190F). Typhoon i Tempest to ciężkie myśliwce, których używano do bliskiego wsparcia bo miały duży udźwig bomb i silne uzbrojenie, a wysoka prędkość sprawiała, że i tak były trudnym celem dla przeciwnika.
  9. Chyba też i Rosjanom się nie za bardzo udało (seria WK-105 i następne) Silnik gwiazdowy uchodzi z tego co wiem za odporniejszy na ostrzał - brak płaszcza chłodzącego, chłodnicy wody i całej tej instalacji. Chłodnica oleju owszem jest, ale ona jest mniejsza i przez to mniej już narażona.
  10. Ze szturmowego punktu widzenia rzędowy silnik Hispano chłodzony cieczą nie jest rozwiązaniem optymalnym. Rozumiem jednak, że w zamyśle autora Łosoś miał się bronić przede wszystkim wysokimi osiągami. Co do skuteczności ppanc. hipotetycznego w tym samolocie działka HS.404 to ogólnie jest to mocna broń na przyzwoite naboje 20x110: pocisk o masie 130 g miał prędkość pocz. 850-880 m/s. Pod ręką mam niestety tylko brytyjskie dane z początku lat 40. gdzie strzelano z 200 y (183 m) do powierzchniowo utwardzanej płyty pancernej, więc wyniki liczbowe są niezbyt imponujące: Pocisk zwykły "Ball", (jednoczęściowy ze stali zwykłej) - 14 mm Pocisk ppanc. 1-częściowy (ze stali wolframowej, hartowany w całości) - 25 mm Pocisk ppanc. 2-częściowy (korpus ze stali zwykłej, czubek ze stali wolframowej hartowany olejowo) - 20 mm Pocisk ppanc. 2-częściowy (ze stali chromowo-molibdenowej z bakelitowym czepcem balistycznym) - 24 mm (Dane dla prostopadłego trafienia, zaokrąglone do pełnych milimetrów). Potem powstało jeszcze kilka lepszych ppanców, ale to już czasy "połososiowe" więc chyba nie ma sensu ich opisywać.
  11. W sieci jest trochę filmów z ataków szturmowych Ju 87G więc kamera chyba raczej była. Co do Rudela, dla mnie jest on ilustracją niemieckiego systemu zarządzania kadrami: pilot w jednostce bojowej latał tak długo, aż zginął. Czyli w większości przypadków - niezbyt długo; ale jak się zdarzył ktoś lepszy od przeciętnej i zdołał przeżyć i natrzaskać tysiąc lotów bojowych czy więcej (Rudel miał ich ponad 2500) to siłą rzeczy i wyników mu się nazbierało. Nie tak dużo było w ogóle Ju 87G (200 czy 300 wyprodukowano) i pewnie nie znalazł się w gronie ich pilotów nikt, co zdołał przeżyć tyle lotów co Rudel. Porównałem sobie kiedyś jego wyniki ze statystyką jakiegoś brytyjskiego dywizjonu, który walczył w Afryce na samolotach Hurricane w wersji szturmowej, a więc także z 2 działkami ppanc. Nie dam rady podać teraz tych liczb z pamięci, ale efektywność w przeliczeniu na jednostkowy lot wychodziła całkiem podobna - tyle tylko, że po jednej stronie te loty wykonał jeden facet, a tam cały dywizjon. Brytyjczycy zgłaszali też trafienie prawdopodobne, Rudel nie - ale też tu już jest chyba kwestia amunicji. BK 3,7 strzelało bardzo nowoczesną, pociskami podkalibrowymi z wolframowym rdzeniem i czepcem ze stopu magnezu. Z jednej strony pociski przebijały więc bardzo dużo, 140 mm ze 100 m pod kątem prostym, z drugiej magnez przy uderzeniu w twardą przeszkodę zapalał się, dając dobrze widoczny błysk i snop iskier. Czyli Rudel od razu wiedział że trafił, a jak trafił to zapewne kończyło się to praktycznie zawsze przebiciem pancerza. Brytyjskie działa 40 mm wystrzeliwały bardzo proste pociski pełnokalibrowe typu monolitycznego (bez ładunku wyb.), nie przebijały one aż tyle (58 mm z 400 y - 366 m - pod kątem 20 st.). no i nie zawsze było dobrze to trafienie widać.
  12. No wiesz, to Amerykanie. Zapewne w kolejnym etapie walk zajęli dany teren i mogli policzyć wraki.
  13. A tu jeszcze podobna historia z drugiej strony frontu: https://en.wikipedia.org/wiki/Charles_Carpenter_(lieutenant_colonel) W skrócie major (ppłk? lieutnant colonel to podpłukownik bardziej, ale facet miał przydomek Mad Major) Carpenter z jednostki samolotów obserwacyjnych, latający na L-4 Grasshopper pod koniec 1944 z własnej inicjatywy uzbroił swoją maszynę w 6 pancerzownic Bazooka. Do końca wojny udało mu się trafić i unieruchomić 14 czołgów (z czego 6 zaliczono jako zniszczone, w tym dwa Tiger I) oraz szereg samochodów pancernych. Nie znam niestety szczegółów instalacji, czy i jaki np. był celownik do tego, jak rozwiązał mechanizm spustowy itp. W każdym razie technicznie wydaje się to łatwiejsze niż Panzerfausty. Bazooka była odpalana elektrycznie, więc wystarczy doprowadzić prąd z pokładowej sieci samolotu plus jakiś wyłącznik i wio. Panzerfausty odpalane mechanicznie wymagały więcej kombinacji, jakiegoś systemu dźwigni wciskających spust, uruchamianych linkami. Zapewne też szybsza rakieta z Bazooki (80 m/s) lepiej znosiła dodatkową prędkość nadaną jej przez samolot, niż "grucha" z PzF o prędkości pocz. 30 m/s. Za to na plus dla tego ostatniego potwornej wielkości głowica, przebijająca pancerz 240 mm przy prostopadłym trafieniu, najlepsza z wojennych rakiet do Bazooki (M6A3) - 102 mm. Za to na plus dla Bazooki nieco szersza gama amunicji: prócz dwóch rakiet ppanc. była jeszcze dymna z białym fosforem, zapalająca (termitowa) i chemiczna z gazem CK (cyjanowodór), co prawda nie używano ich wcale czy prawie wcale, ale powiedzmy były gdzieś tam w zanadrzu. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ta pierwsza. Podstawowym zadaniem takich samolotów obserwacyjnych było wykrywanie celów w pasie przyfrontowym i naprowadzanie ognia artylerii lub ataków lotnictwa. Możliwość wskazania celu rakietą dymną to w tej sytuacji rzecz bardzo cenna i podobne amerykańskie samoloty obserwacyjne służące w późniejszych konfliktach standardowo miały na pokładzie rakiety z fosforowymi głowicami.
  14. Jeśli mówimy o nocnych nalotach RAF na III Rzeszę (to przecież również nie były misje szturmowe) to zagrożeniem były dla nich działa ciężkiej artylerii plot - kierowane radarem - oraz nocne myśliwce, również wyposażone w radar. Brytyjczycy i Niemcy dysponowali już wtedy systemami IFF ("swój-obcy"); najkrócej były to transpondery które w odpowiedzi na opromieniowanie ich radarem wysyłały specjalny zakodowany sygnał, odbierany z kolei przez dekodującą przystawkę w odbiorniku radaru. W efekcie obraz na ekranie radaru był modyfikowany w taki sposób, że można było stwierdzić że to jest "swój" samolot i odróżnić go od wroga. Na początku wojny wietnamskiej rzeczywiście dały o sobie znać zaniedbania w USAF, które za mało uwagi poświęciło operacjom bliskiego wsparcia i współpracy z wojskami lądowymi. Przynajmniej to normalne lotnictwo taktyczne, bo różne tam dziwolągi, jakieś Air Command Squadron czy gunshipy, specjalnie do bliskiego wsparcia wymyślone radziły z z tym sobie dobrze. Marynarka i Marines też miały to dosyć dobrze opanowane i jakoś sobie radziły. Z czasem zresztą i USAF się nauczył. Co do p. Zumbacha, z całym szacunkiem dla niego, a jak on oceniał swoje misje szturmowe w owej Nigerii? (a w ogóle to chyba jesteśmy w dziale II wojna światowa? Nie żeby mi to przeszkadzało, ale się moderator w końcu zburzy...).
  15. Powoli powoli. W nocy to mała była szansa żeby w ogóle jakiś samolot zobaczyć. A poza tym to jest wątek o lotnictwie szturmowym, wykonującym bliskie wsparcie walczących wojsk. Ono w zasadzie w ogóle nie operowało w nocy. Niemieckie Nachtschlachtgruppen (nocne jednostki szturmowe) wykonywały de facto nocne bombardowania nękające na wzór rosyjskich "kukuruźników". Bardzo bym się wahał przed określeniem tych misji jako szturmowe.