Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
FSO

Jedwabne - normalność czy wyjątek...

Recommended Posts

FSO   

Witam;

tematu o Jedwabnem i tym co się dzialo w okolicznych miejscowościach nie widzialem...

Na kanwie owego wydarzenia, chcialbym zadać pytanie: czy to był wyjątek na terenie Polski okupowanej przez Niemców i GG czy wręcz przeciwnie byla to taka czy inna norma, polegająca na "wyrownywaniu krzywd" tych realnych i wyimaginowanych poprzez pobicia, rabunek czy morderstwa Żydów przez miejscowe spoleczności, często przy biernej aprobacie Niemców?

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
JJ   

Niestety nie był to wyjątek. Jedwabne stało się symbolem pewnego szerszego zjawiska, o którym pisała między innymi Zofia Kossak Szczucka w opisie swojej wyprawy na polską prowincję w 1942 r.

Z drugiej strony powszechność takich postaw jest niemierzalna bo przecież nikt nie prowadził socjologicznych badań. Faktem jest, że w samym sąsiedztwie Jedwabnego dochodziło do podobnych, makabrycznych wydarzeń: w Radziłowie czy w Tykocinie. Scenariusz podobny - dzień wcześniej zjeżdżali się chłopi z furmankami i pili. Rankiem ruszali do mordowania i grabieży.

Tylko w czerwcu i lipcu 1941 doszło w Galicji Wschodniej do 35 pogromów - największego we Lwowie, 20 w miasteczkach, a 14 we wsiach. Na terenie całej wschodniej Polski doszło do co najmniej 58 pogromów. (Za tygodnik powszechny)

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

przeczytałem książkę - reportaż - My z Jedwabnego i szczerze mówiąc bylem przerażony. Skala zjawiska, sposób wymazania tego z pamięci mnie przerazil. Patrząc na to w ten sposób, że J. nie bylo wtedy końcem świata, do warszawy w sumie niedaleko, że ilość Żydów nie była znacząca jak na miejscowe stosunki... to aż ciężko sobie wyobrazić co się mogło dziać na tzw. "prowincji". Ja też się przychylam do tego, że była to raczej "normalność" niż wyjątek. Pytanie tylko kiedy ktoś "odkryje" inne Jedwabne, inne stodoly inne groby. Nie wiem. W GW swego czasu [nie pamiętam jaki dodatek] był artykuł o tym, że dla zarobku mieszkańcy okolic Lublina i Majdanka byli gotowi profanować trupy groby i in. Wiedzieli gdzie one są pogrzebane bo w ramach "siły fizycznej" sami pomagali to robić, lub dostarczali podowody do masowych grobów.

Jedna sprawa jest jeszcze ciekawa : pracuję w niewielkim miasteczku [po "ambicjach" poprzedniego burmistrza ma niecałe 10 tys mieszkańcow; przed - miało ok 6 tys.]; położonym ok 30 km od dużego, naprawdę dużego miasta. Do tej pory, jeżeli ktoś w miejscowym środowisku funkcjonuje dostatecznie dlugo dowie się któy zaklad istniejący do dziś jest "pożydowski". Pytanie jak dlaczego kiedy zadawane przez osobę postronną jest wyjaśniane tym jedyn słowem - no to jest "pożydowskie" tak jakby oznaczalo to wszystko.

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego IPN nie znalazł żadnych nie zbitych dowodów na temat udziału Polaków w pacyfikacji Żydów w Jedwabnym? Dlaczego wszyscy powołóją się jako źródło historyczne książkę Grossa "Sąsiedzi", mimo iż jego samego trudno uznać za osobę beztronną i wiarygodną(wypowiedż Strzębosza)? Dlaczego IPN nie opublikował na ten temat zeznań wszystkich świadków tamtych wydarzeń, mimo iż mogły być sprzeczne i wątpliwe co do ich wiarygodności? Mogę co najwyżej przypuszczać iż Żydzi byli przez Polaków wydawani w ręce Niemieckie, i mogło dojść do aktów przemocy wobec nich. Z nam jedynie fragment przekazu ustnego, iż Niemcy prowadzili żydów do miejsca kaźni przez obstawioną ich żołnierzami ulicą, a Polacy się temu przyglądali.... Media na podstawie książki Grosa narobiły takiego zamieszania, iż nie wiadomo, czy uda się dojść do prawdy...

Edited by FSO
Ortografia i interpunkcja!

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

co ciekawe zarówno Gross jak i autorka "My z Jedwabnego" podkreślają fakt, że spora cześć osób, któzy pomagali Żydom nie chce by wymieniać ich nazwiska, pisać o nich, wspominać - bo jeszcze mnie palcem wskażą, zrobią krzywdę, po co się moje dzieci mają irytować jak im ktoś dopiecze.

Tak chyba nie powinny zachowywać się osoby, które w teorii dokonały czegoś wielkiego, tak raczej zachowują się ci którzy w mniemaniu ogółu i moralności spolecznej zrobili coś nie tak...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety Jedwabne nie było wyjątkiem. Na tym terenie były jeszcze mordy w Radziejowie i Wąsoszu. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że mordy te miały miejsce w "twierdy" Dmowszczyzny i NSZ, czyli na terenach szczególnie zarazonych zapieklym antysemityzmem. I bynajmiej nie chodzi tu o wyrównywanie rachunków z sowiecka okupację (to bardzo nieudolny pretekst). Zwłaszcza, że do agresywnych antyżydowskich wystąpień (zwłaszcza w Jedwabnem) dochodziło na tych terenach regularnie.

Ale niestety sprawa nie kończy sie na Bialostoczczyźnie. W czasie powstania warszawskiego, na śródmieściu (terenie kontrolowanym przez powstańców) oddział NSZ morduje ocalonych z egzekucji przez oddział AK żydów(odsyłam do pamiętnika Zagórskiego "Wicher Wolności"). Wiadomo, że zbiegłych z Sobiboru żydów, okoliczna ludnoś

osobiście dostarczała do obozu za 1kg cukru i 1l wódki. Gdzie indziej wyczytałem, że była to niejako urzędowa cena za wydanie żyda. Idźmy dalej. Pierwsze dwa lata po wojnie, pogromy w Kielcach, i Lublinie - zginęli ludzie (w Kielcach i na okolicznych stacjach kolejowych ponad setka - o ile nie zaniżam). Na podhalu oddział "ognia" morduje opuszczajacych Polskę żydów, zatem skoro opuszczajac kraj w żaden sposób nie moga zapisać się jako "wrogowie" wolnej Polski, zatem morduje ich po prostu za to , że są żydami. Wiele by jeszcze pisać ... usiłujemy zasłonic się jak tarczą bardzo liczną rzetszą tych, którzy żydów ratowali (i to jest fakt), ale historie należy pisać obiektywnie, o jej chwalebnej jak i ciemnej stronie, inaczej kończy się historia, a zaczyna propaganda i nie piję tu do Grossa i Anny Bikont.

Edited by FSO
Narodowości piszemy dużą literą....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiadomo, że zbiegłych z Sobiboru żydów, okoliczna ludnoś

osobiście dostarczała do obozu za 1kg cukru i 1l wódki. Gdzie indziej wyczytałem, że była to niejako urzędowa cena za wydanie żyda.

Niestety źle kolega czytał i są o tym informacje na forum, napisała o tym jedna osoba, a w kolejnych wydaniach swych wspomnień zrezygnowała z tego wątku.

Warto się zapoznać z tym:

Rajzman

W kwestii formalnej: chyba Żydów i "Ogień"?

Share this post


Link to post
Share on other sites
ciekawy   

FSO:

W GW swego czasu [nie pamiętam jaki dodatek] był artykuł o tym, że dla zarobku mieszkańcy okolic Lublina i Majdanka byli gotowi profanować trupy groby i in. Wiedzieli gdzie one są pogrzebane bo w ramach "siły fizycznej" sami pomagali to robić, lub dostarczali podowody do masowych grobów.

Zamordowani Więżniowie KL Majdanek byli pozbawieni wszystkich kosztowności i wszystkiego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość (ciężko byłoby po dokładnych rewizjach i kąpielach ukryć coś w "pasiaku"), a wyrywanie zamordowanym złotych zębów czy mostków zajmowały się specjalne kommanda. Znając niemiecką skrupulatność i pedanterię - posiadanie przez więźniów na co dzień kosztowności ukrytych przy sobie, lub na terenie KL było niemożliwe. Tak więc wiarygodność "doniesień" GW jest conajmniej dyskusyjna (w moim prywatnym rankingu jest tylko ciut wyżej od "NIE"). Natomiast jeżeli idzie o beszczeszczenie kirkutów i dewastowanie macew - takie przypadki miały miejsce, nawet i po wojnie.

Tylko w czerwcu i lipcu 1941 doszło w Galicji Wschodniej do 35 pogromów - największego we Lwowie, 20 w miasteczkach, a 14 we wsiach. Na terenie całej wschodniej Polski doszło do co najmniej 58 pogromów. (Za tygodnik powszechny)

Czy jesteś o tym głęboko przekonany, że owe mordy dokonali Polacy ? Przypominam tylko, że w lecie 1941 we wzmiankowanej Galicji Wschodniej rozpoczęła się "Rzeź Wołyńska", kosztująca życie kilkudziesięciu tysięcy Polaków ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

...

Czy jesteś o tym głęboko przekonany, że owe mordy dokonali Polacy ? Przypominam tylko, że w lecie 1941 we wzmiankowanej Galicji Wschodniej rozpoczęła się "Rzeź Wołyńska", kosztująca życie kilkudziesięciu tysięcy Polaków ...

Raczej trudno by było być przekonanym, skoro autorka oryginalnego tekstu pisząc choćby o wydarzeniach we Lwowie wskazuje głównie na Ukraińców.

Tu tekst pierwotny, a nie wyrwany s kontekstu:

http://www.dialog.org/hist_pl/pogromy-zydow.html.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znając niemiecką skrupulatność i pedanterię - posiadanie przez więźniów na co dzień kosztowności ukrytych przy sobie, lub na terenie KL było niemożliwe.

Czy aby na pewno?

Pamiętam coś o poszukiwaniach, poszukałem i mam takie coś:

"Matt Mazer, reżyser związany ze Stowarzyszaniem Mediów Historycznych z Nowego Jorku, realizuje projekt "Majdanek niedokończone sprawy". Odnalazł w Australii kilku Żydów, byłych więźniów obozu koncentracyjnego. Jesienią ubiegłego roku pod nadzorem polskich i izraelskich archeologów oraz pracowników Muzeum ma Majdanku rozpoczęły się wykopaliska. Świadkowie pokazywali miejsca, w których oni lub inni więźniowie schowali przed hitlerowcami rzeczy osobiste, w tym kosztowności. Opowiadali o dramatycznych okolicznościach ich ukrycia. Znaleziono ok. 70 przedmiotów związanych z historią obozu - zegarki, złote monety, biżuterię. Opisane przez archeologów trafiły do muzealnego sejfu. Są własnością skarbu państwa."

To fragment stąd:

http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,3449285.html

I jeszcze tu mamy informację:

http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,3444365.html

Jak widać, niemiecka skrupulatność i pedanteria czasami szwankowała.

Edited by Capricornus

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

kilka spraw, które mam wrażenie czasem się mieszają:

1. Niemiecka pedanteria, przy takiej liczbie Żydów była różna. Gdyby pedanteria był naprawdę taka jak ma być, to nie byłoby sensu rozkopywać miejsc pochówku, czy miejsc gzie palono zwłoki - z prostego powodu, nic w nich by nie znaleziono. Ani zębów, ani zaszytej biżuterii. Niczego. Byłaby to robota brudna, przerażająca, acz wykonywana na darmo.

2. Pogromy były i to w zasadzie w dwie strony Polacy i Ukraińcy przeciwko Żydom i nieco później Ukraińcy przeciw Polakom.

Jeżeli uznajemy, że i Polacy i Ukraińcy i Żydzi byli z racji zamieszkania byłymi obywatelami Polski, to mordy na Żydach były pogromami, gdyż popełniali je obywatele polscy na obywatelach polskich. Zwalanie winy nie da nic. Prz okazji Jedwabnego można było się doczytać, że w dużej liczbie miasteczek w okolicy były pogromy w ramach dla wielu swoiście pojętej tzw. sprawiedliwości dziejowej. To, że w części rejonów popełniali je Ukraińcy nie zmienia to faktu, że nadal czynili to obywatele polscy sprzed '39 r., Polacy narodowości ukraińskiej, by być nieco bardziej dokładnym. Oznacza to tyle, że antysemityzm był silny, a w wielu środowiskach była to swoista norma.

Osobną sprawą jest to, że znów za postępowanie Polaków narodowości polskiej, inny Polacy narodowości ukraińskiej wyrównywali rachunki. We wszystkich wypadkach do określeń Polak, Ukrainiec, Żyd - należałoby dodać - obywatel polski. Żydzi poszli na pierwszy "ogień" z prostego powodu - dla wielu z różnych powodów byli symbolem włądzy radzieckiej. A wspólny wróg łączy.

secesjonista: jeżeli spojrzysz na to jakie nacje zamieszkiwały pewne rejony na Kresach, to przekonasz się, że Polakami byli zwykle policjanci, kilku wojskowych, ksiądz katolicki i bywa najwyżsi tzw. notable, czasem nauczyciele... zwykle tzw. elita. Było ich za mało by oni sami, włąsnemi ręcami, popędzili Żydów...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam;

kilka spraw, które mam wrażenie czasem się mieszają:

1. Niemiecka pedanteria, przy takiej liczbie Żydów była różna. Gdyby pedanteria był naprawdę taka jak ma być, to nie byłoby sensu rozkopywać miejsc pochówku, czy miejsc gzie palono zwłoki - z prostego powodu, nic w nich by nie znaleziono. Ani zębów, ani zaszytej biżuterii. Niczego. Byłaby to robota brudna, przerażająca, acz wykonywana na darmo.

2. Pogromy były i to w zasadzie w dwie strony Polacy i Ukraińcy przeciwko Żydom i nieco później Ukraińcy przeciw Polakom.

Jeżeli uznajemy, że i Polacy i Ukraińcy i Żydzi byli z racji zamieszkania byłymi obywatelami Polski, to mordy na Żydach były pogromami, gdyż popełniali je obywatele polscy na obywatelach polskich. Zwalanie winy nie da nic. Prz okazji Jedwabnego można było się doczytać, że w dużej liczbie miasteczek w okolicy były pogromy w ramach dla wielu swoiście pojętej tzw. sprawiedliwości dziejowej. To, że w części rejonów popełniali je Ukraińcy nie zmienia to faktu, że nadal czynili to obywatele polscy sprzed '39 r., Polacy narodowości ukraińskiej, by być nieco bardziej dokładnym. Oznacza to tyle, że antysemityzm był silny, a w wielu środowiskach była to swoista norma.

Osobną sprawą jest to, że znów za postępowanie Polaków narodowości polskiej, inny Polacy narodowości ukraińskiej wyrównywali rachunki. We wszystkich wypadkach do określeń Polak, Ukrainiec, Żyd - należałoby dodać - obywatel polski. Żydzi poszli na pierwszy "ogień" z prostego powodu - dla wielu z różnych powodów byli symbolem włądzy radzieckiej. A wspólny wróg łączy.

secesjonista: jeżeli spojrzysz na to jakie nacje zamieszkiwały pewne rejony na Kresach, to przekonasz się, że Polakami byli zwykle policjanci, kilku wojskowych, ksiądz katolicki i bywa najwyżsi tzw. notable, czasem nauczyciele... zwykle tzw. elita. Było ich za mało by oni sami, włąsnemi ręcami, popędzili Żydów...

pozdr

Kilka spraw koledze FSO umyka, a co z trzecią stroną?

Czyli "tutejszymi", o których tak często kolega FSO pisze jeśli chodzi o II RP... gdzie oni nagle znikli?

Pogromów nie czynili... czy ich działania nagle przechodzą na Polaków.

I nie zapomnijmy o działaniach Straży/Milicji Żydowskich - co często pomijane jest przez żydowskich badaczy.

secesjonista: jeżeli spojrzysz na to jakie nacje zamieszkiwały pewne rejony na Kresach, to przekonasz się, że Polakami byli zwykle policjanci, kilku wojskowych, ksiądz katolicki i bywa najwyżsi tzw. notable, czasem nauczyciele... zwykle tzw. elita. Było ich za mało by oni sami, włąsnemi ręcami, popędzili Żydów...

pozdr

Nie wiem co kolega próbuje mi wyjaśnić, ponieważ jedyne co napisałem to, że pewne zdanie było wyrwane z kontekstu (o pogromie we Lwowie), dwa: kolejny raz wyjaśniam nieścisłości co do "opłat w postaci cukru" za wydawanie Żydów.

Ktoś tu czyta więcej niż tylko jedno wydanie danej książki i zrzuty z internetu?

Może kolega objaśnić do jakiej mej wypowiedzi nawiązuje zwracając się do mnie bezpośrednio?

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

tutejsi - nie byli związani z narodem, a z miejscem. Milicje Żydowskie w okresie pogromów należy traktować jako samoobronę, czy jako dowód na to że owieczki też mają kły? Dla mnie jest to raczej samoobrona, i poniekąd potwierdzenie panujących nastrojów.

Przy okazji: gdzie pisałem o cukrze? Chyba że jako o nagrodzie jaką można było zrabować z domów zbitych,

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Milicje Żydowskie strzelające do polskich żołnierzy nie traktuję jako czystą samoobronę.

Jak kolega przeczyta mój post uważniej to zobaczy tam, że w żaden sposób nie pisałem by kolega:"pisal o cukrze".

Zresztą jasno to wynika z logiki mego zdania:

Nie wiem co kolega próbuje mi wyjaśnić, ponieważ jedyne co napisałem to, że pewne zdanie było wyrwane z kontekstu (o pogromie we Lwowie), dwa: kolejny raz wyjaśniam nieścisłości co do "opłat w postaci cukru" za wydawanie Żydów.

Na moją znajomość języka polskiego to ja pisałem o "cukrze", ewentualnie odnosiłem się do wypowiedzi użytkownika highlander68

Zaś koledze zadałem proste pytanie:

na jaki mój post mi odpowiada.

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
pan k   

To tych pogromów przyczynili się Niemcy którzy zmuszali ludność Polską do zamordowania Niemców. Wszyscy świadkowie tej zbrodni mówią że tej miejscowości przyszły oddziały Niemieckie i policja. Mieli wybór albo sami zginą za ukrywanie Żydów albo wezmą udział mordzie Żydów.

Mord Żydów w świetle faktów

Prof. Gross pominął całkowicie w swej książce bardzo istotne, opublikowane w 1989 roku - a więc już w czasach postsolidarnościowych - w "Studium Podlaskim" (wydawane przez ówczesną Filię Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku) obszerne opracowanie o zagładzie skupisk żydowskich w rejonie białostockim w latach 1939 oraz 1941-1944. Autor tego opracowania, prokurator Waldemar Monkiewicz, był szefem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Według jego ustaleń, 10 lipca 1941roku do Jedwabnego przybyło samochodami ciężarowymi około 200 niemieckich funkcjonariuszy policyjnych (dokładnie 232, - przyp. M.Z.) z batalionów 309 i 316 działających w ramach Einsatzgruppen B, tworzących "Kommando Białystok" (bataliony utworzone w większości z niemieckich kryminalistów, - przyp M.Z.). Dowodził nimi Wolfgang Bürkner z warszawskiego Gestapo. Przenosili się oni z miejscowości do miejscowości, urządzając pogromy Żydów. W Jedwabnem rola nielicznych miejscowych Polaków ograniczona była do "przyprowadzania ofiar na rynek i ich konwojowania poza miasto", oczywiście pod niemieckim przymusem. "Niemcy spędzili do stodoły poza miastem około 900 Żydów, których następnie spalili". Prokurator Monkiewicz zaznajomiony był z przebiegiem rozprawy z 1949 roku, kiedy kilkunastu Polaków oskarżonych było o pomaganie Niemcom przy wyłapywaniu Żydów i ich eskortowaniu. Zapadły wówczas wyroki kilku do kilkunastu lat więzienia (prawie połowa oskarżonych została uniewinniona). Po latach Monkiewicz mówi o tym bardzo niechętnie (w wypowiedzi do artykułu Danuty i Aleksandra Wroniszewskich w "Kontaktach "z lipca 1988 roku): "Ci ludzie" – mówi z naciskiem – "musieli być skazani. Bez względu na stopień winy. Były to przecież czasy Jakuba Bermana, Różańskiego (którzy byli Żydami, - przyp. M.Z.) i im podobnych…". Opierając się w swej książce prawie wyłącznie na relacjach Szmula Wasersztajna, prof. Gross realizuje swoistą taktykę względem historii z przed 60 lat "Nasza postawa wyjściowa do każdego przekazu pochodzącego od niedoszłych ofiar Holokaustu – twierdzi na stronie 64 - powinna się zmienić z wątpiącej na afirmujacą". Idea zaiste godna historyka ! Oparte na niej założenia mogą nas doprowadzić do tworzenia nowej "historii" (tak jak to kiedyś miało miejsce w okresie stalinizmu), a w tym przypadku do stwierdzenia, iż zagladę Żydów w czasie drugiej wojny światowej planowali i przeprowadzali – mitygowani przez Niemców – Polacy!!! Oczywista niedorzeczność, wypływająca z fałszywego założenia ! Tak przeprowadzony dowód zasadniczego fałszu w założeniu, nazywa się w naukach ścisłych dowodem przez "sprowadzanie do niedorzeczności", czyli "ad absurdum". W książce prof. Jana Tomasza Grossa znajdujemy zaiste wiele takich absurdów. Gdyby ogłoszono konkurs na pracę o stosunkach polsko-żydowskich, w którym wszyscy jurorzy kierowaliby się równie przewrotną logiką i polityką, książka "Sąsiedzi" mogłaby z całą pewnością kandydować do jednej z głównych nagród.

(*) Jan Tomasz Gross urodził się 1 sierpnia 1947 roku w Warszawie. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Wyemigrował z Polski w marcu 1969 roku. Doktoryzował się z socjologii na Yale University w 1975 roku. W latach 1983-1991 zatrudniony jako profesor socjologii na Emory University w Atlancie, a w roku 1992 przeniósł się na wydział nauk politycznych do New York University.

(**) W dosłownych cytatach Grossa zachowana jest jego oryginalna pisownia.

Niewiarygodne źródła

Główny proces o morderstwo Żydów jedwabiańskich odbył się w Okręgowym Sądzie w Łomży, gdzie po odbytym śledztwie miała miejsce rozprawa w dniach 16 i 17 maja 1949 roku, a więc w najczarniejszym okresie stalinowskiego terroru. Wiemy wszyscy, jak przebiegało wówczas śledztwo (szantaż, zastraszanie, tortury) i jak wyglądała sprawiedliwość. Przyznaje to również sam Jan Gross, pisząc na str. 21, że "zarówno sądownictwo jak i organa śledcze cieszyły się zasłużenie złą opinią. W dodatku na rozprawie oskarżeni jeden po drugim oświadczają, że ich bito w śledztwie i w ten sposób zmuszano do składania zeznań – co, zważywszy na metody wówczas stosowane przez UB, jest bardzo prawdopodobne". A jednak olbrzymia większość żródeł, którymi posługuje się autor książki "Sąsiedzi", to właśnie zeznania i dokumenty instytucji z tego okresu. Przynależą tu dwaj "filarowi" świadkowie opisanych w ksiiące zdarzeń, Szmul Wasersztajn, którego pamięci poświęcona jest cała książka, oraz Menachen Finkelsztajn. Składali oni zeznania w 1945 roku w Żydowskim Instytucie Historycznym oraz przed Żydowską Komisją Historyczną w 1946 roku, w "dowolnym tłumaczeniu z języka żydowskiego" (podkr. M.Z.) jak się wyraził Gross !!! Zeznania te różnią się między sobą w szczegółach (może ze względu na owo "dowolne tłumaczenie"?). Około 60% odnośników w książce Grossa pochodzi z takich właśnie żródeł. Raz jeszcze należy przypomnieć, iż powstały one w czasach, gdy nieograniczona władza spoczywała w rękach ludzi takich jak Jakub Berman, czy Hilary Minc, a sądownictwem i śledztwem rządzili krwawo i niepodzielnie Różański i Światło (dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy oni byli Żydami). Nawet pomijając kwestię prawdziwości przytoczonych zeznań świadków, uwagę zwraca fakt, iż plączą się oni w opowiadaniach i niejednokrotnie zaprzeczają sami sobie. Np. w relacji na str. 40 czytamy: "Tych cywilów co bili, nie poznałem, gdyż byli dużą grupą Niemców otoczeni", a kilka linii poniżej następna informacja podaje: "Autorami tych mordów, z przyzwolenia Niemców, byli […] chuligani miejscowi". Książka sprawia w sumie wrażenie niedbałego połączenia pośpiesznie i celowo wybranych takich fragmentów, które oskarżają Polaków. Na str. 12 znajdujemy u Grossa następujący opis wstrząsającej śmierci dwóch Żydówek podany przez Wasersztajna: "Tego samego dnia zaobserwowałem straszliwy obraz: Kubrzańska Chaja, 28 lat, i Binsztajn Basia, 26 lat, obie z niemowlętami na rękach, widząc co się dzieje, poszły nad sadzawkę, woląc raczej utopiæ się wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce bandytów (polskich, - przyp. M.Z.). Wrzuciły one dzieci do wody i własnymi rękami utopiły, póżniej skoczyła Binsztajn Basia, która poszła od razu na dno, podczas gdy Kubrzańska Chaja męczyła się przez kilka godzin. Zebrani chuligani zrobili z tego widowisko, radzili jej aby się położyła twarzą do wody, a wtedy to się szybciej utopi, ta widząc, że dzieci już utonęły rzuciła się energiczniej do wody i tam znalazła śmierć". Jednak ta sama straszna historia jest w księdze pamiątkowej jedwabiańskich Żydów (którą Gross zna) w całkowicie odmienny sposób opisana przez Żydówkę, Ryfkę Fogel, również bezpośredniego świadka tragedii. Twierdzi ona: "Siostry – żona Abrachama Kubrzańskiego i żona Saula Binstajna, których mężowie odeszli razem z Rosjanami, po przejęciu okropnej kary z rąk niemieckich, zdecydowały zakończyć życie swoje i swych dzieci. Zamieniły się dziećmi między sobą i razem skoczyły do głębokiej wody. Nie-Żydzi stojący w pobliżu wydostali je, lecz one skoczyły jeszcze raz i utonęły". Pytanie kto był prawdziwym świadkiem: Wasersztajn, czy Ryfka Fogel? Z relacji Fogel wynika bowiem, że Polacy podjęli nawet próbę ratowania tych Żydówek! Jednocześnie nasuwa się pytanie: dlaczego Niemcy tak okropnie męczyli Kubrzańską i Binsztajnową ? Czy dlatego, że ich mężowie uciekli razem z Sowietami, bo przedtem pełnili wysokie funkcje w NKWD w Jedwabnem? Jeżli świadectwo Ryfki Fogel jest prawdziwe, to jak należy traktować zeznania Szmula Wasersztajna (zarówno to, jak i pozostałe) ? Od wieloletniego mieszkańca Jedwabnego mamy dodatkowe wiadomości, według których w okresie okupacji sowieckiej Szmul Wasersztajn denuncjował do NKWD polskie rodziny oraz asystował przy ich aresztowaniu i wywózce na Sybir. Takiemu to "świadkowi" Gross poświęca swoją książkę!

Innym przykładem fałszu może być podana na str. 40 książki Grossa następująca wiadomość: "Przywódcy społeczności żydowskiej (w Jedwabnem, - przyp. M.Z.) wysłali delegację do biskupa w Łomży, która zawiozła ze sobą piękne srebrne lichtarze, z prośbą, aby zapewnił im opiekę, interweniował u Niemców i nie zezwolił na pogrom w Jedwabnem. [….] Biskup przez pewien czas dotrzymał słowa". Gross chętnie korzysta z takich antykościelnych oskarżeń, nie sprawdzając nawet ich prawdziwości. Fałsz tego właśnie oskarżenia jest oczywisty, ponieważ wiemy, że ksiądz biskup Łukomski ukrywał się przez cały okres okupacji sowieckiej i na początku okupacji niemieckiej z dala od Łomży (a więc i od Jedwabnego). Do Łomży wrócił dopiero w sierpniu 1941 roku, a miejsce jego starannie zakonspirowanego pobytu znali tylko nieliczni, najbardziej zaufani katolicy. Na stronach 52,80 i 81 Gross podaje (według "Arkusza informacyjnego – dossier – z materiałów kontrolno-śledczych Powiatowego Urzędu UB w Łomży) następujące informacje: "jeden z młodszych, bo zaledwie wówczas dziewiętnastoletni, i zarazem (jeden z, - przyp. M.Z.) najbrutalniejszych uczestników tych wydarzeń", "moralnie zidiociały złoczyńca", który z "Wiśniewskim i Kalinowskim kamieniowali po kolei Lewina i Zdrojewicza" (Żydów, - przyp. M.Z.), a nawet "dwóch z nich - Jerzy Laudański i Karol Bardon - było póżniej szucmanami w niemieckiej żandarmerii". Na temat Jerzego Laudańskiego przeczytać można opublikowaną w Rzeczypospolitej z dnia 27-28 stycznia 2001, notatkę pióra dr Adama Cyra, pracownika Państwowego Muzeum Oświęcim-Brzezinka pt. "Jedwabne-Oświęcim-Sachsenhausen". Z notatki tej dowiadujemy się, że dotąd żyjący bracia Jerzy, Kazimierz i Zygmunt pochodzą z jednej z najbardziej szanowanych rodzin polskich w Jedwabnem. Jerzy Laudański, były członek ZWZ i AK, aresztowany i przewieziony przez Niemców z więzienia na Pawiaku do obozu w Oświęcimiu, (nr obozowy 63805), a następnie więziony w KL Gross-Rosen i KL Sachsenhausen. Pytanie dla profesora Grossa: kiedy więc Jerzy Laudański został szucmanem niemieckiej żandarmerii i czyje zeznania, UB z 1949 roku czy dr Cyra są bardziej wiarygodne? Informacje podane przez Grossa w rozdziale pt. "Okupacja sowiecka, 1939-1941" kłamliwie pomijają znany i udokumentowany fakt (patrz Tomasz Strzembosz w Rzeczpospolitej z dnia 27-28 stycznia 2001, pt. "Przemilczana kolaboracja"), iż ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież, oraz miejska biedota, witała masowo radośnie inwazję wojska sowieckiego. Z bronią w ręku kolaborowali Żydzi z Sowietami, denuncjując Polaków i biorąc wraz z najeźdźcą czynny udział w rabunkach, aresztowaniach oraz deportacji. Opisy podobnych faktów znaleźć również można w wyżej wspomnianej notatce dr Cyra. Przytacza on następujące zeznanie, mieszkańca Jedwabnego, Kazimierza Laudańskiego: "Gdy po 17 września 1939 roku komórka ta (komunistyczna, - przyp. M.Z.), jakby w rewolucję, zorganizowała władzę - ochotniczą milicję, członkami organizacji zostali nieliczni Polacy i w większości skomunizowana młodzież żydowska". Nie należy się dziwić, iż w czasie następnej - niemieckiej - okupacji, Polacy nie mieli ochoty ryzykować życia swego i swych rodzin w obronie niedawnych ciemiężców i denuncjatorów.

Wyrok zapadł bez dowodów

Leszek Żebrowski, Nasz Dziennik, 16.07.2003

http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_998.html

http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=27&pid=1109

Fragmenty artykułu Jedwabne .

17 września 1939

W dyskusji o Jedwabnym Gross i jego epigoni przemilczeli udział próżniejszych żydowskich ofiar w sowieckim aparacie terroru po 17 września 1939. Żydzi w 1939 roku w Jedwabnym entuzjastycznie witali Armie Czerwoną. Entuzjazm żydów był owocem uwielbienia żydów dla ZSRR i nienawiści do Polski (nie jest prawdą teza o strachu żydów przed Niemcami, Niemcy byli sojusznikami ZSRR, żydzi na terenach okupacji niemieckiej usiłowali witać Niemców, Niemcy jednak nie życzyli sobie entuzjazmu żydów). Żydzi w Jedwabnym natychmiast włączyli się w sowiecki aparat terroru którego jedyną ofiara byli w Jedwabnym Polacy. Żydzi w sowieckim aparacie terroru stosowali wobec prześladowanych Polaków; aresztowania, rekwizycje, więzienie. Żydzi tworzyli dla NKWD listy Polaków przeznaczonych do likwidacji (bezpośredniej i za pomocą deportacji), odzierali z dobytku i ubrań deportowanych Polaków, przejmowali miejsca pracy deportowanych Polaków. Żydzi zajmowali się rabunkiem i rekwizycją na rzecz sowietów (żydzi stanowili w czasie pierwszej okupacji 70% sowieckich biurokratów gospodarczych), szerzeniem sowieckiej propagandy i agitacji. Pod sowiecką okupacją żydzi nieustannie manifestowali swój tymf nad Polakami i entuzjazm dla okupanta, obelżywie traktowali Polaków, donosili na Polaków do NKWD.

Atak armii niemieckiej na ZSRR był dla Polaków wyzwoleniem od śmierci i tortur z rąk sowietów i ich żydowskich kolaborantów. Polacy mieli powody by czuć ulgę i radość z powodu końca sowieckich wywózek, mordów i prześladowań.

10 lipca 1941

Akcją likwidacji żydów w Jedwabnym (a także w Radziłowie i Tykocinie) kierował komisarz kryminalny Hauptsurmfuhrer Hermann Schaper. Schaper jak wielu innych zbrodniarzy nazistowskich po wojnie pozostał bezkarny (z braku wystarczających dowodów). Sprawą jego odpowiedzialności za zbrodnie podczas II wś w Łomżyńskim zajmowała się niemiecka prokuratura w 1964 i 1965 oraz sądy w 1974 (w oparciu o dokumenty SS z archiwum MSW w Warszawie) i 1976. Odpowiedzialność Schepera za eksterminacje żydów w Łomżyńskim ustaliło Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu koło Stuttgartu na podstawie ustaleń z 1963 z biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej. Żydzi z Radziołowa na zdjęciach rozpoznali Schapera.

10 lipca 1941 roku (dwa tygodnie po wkroczeniu Niemców i rozpoczęciu niemieckiej okupacji) do Jedwabnego (według świadków) przybyło 69 gestapowców i wielokroć więcej żandarmów niemieckich (zeznająca w procesie Polaka dostała polecenie od Niemców przygotowania 69 porcji obiadowych dla gestapowców). Było to Einsatzkomando SS Zichenau Schrottersburg (Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów Płock). Była to jedna z wielu akcji likwidacji żydów (podobne miały miejsce w końcu czerwca w Wiznie, 5 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie leżącym 15 km od Jedwabnego, 10 lipca w Jedwabnym, w sierpniu w Łomży leżącej 18 km od jedwabnego, 22 sierpnia w Tykocinie leżącym 30 km od Jedwabnego, 4 września w Rutkach leżących 20 km od Jedwabnego, Zambrowie leżącym 35 km od Jedwabnego, wielu z tych miast Niemcy palili żydów w stodołach). Ten sam schemat SS wykorzystywało w likwidacjach żydów od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego (na Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii). W pogromach Niemcy starali się wykorzystać lokalny margines społeczny i antysemitów.

W Jedwabnym Niemcy spalili mniej niż 250 żydów (około 150) w stodole (innych miejsc egzekucji nie znaleziono). By żydzi nie uciekali z płonącej stodoły Niemcy strzelali do żydów (świadczy o tym 100 łusek znalezionych przez IPN w maju 2001 w ruinach spalonej stodoły). Łuski po amunicji znalezione w Jedwabnym były łuskami do niemieckich karabinów Mauser z 1938 i niemieckich pistoletów Walter używanych przez niemieckich oficerów. Jedwabne nie było podczas II wś terenem walk jednostek niemieckich łuski więc najprawdopodobniej pochodziły z masowego mordu. Wbrew polskiemu prawu nie przeprowadzono ekshumacji (ówczesnym ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński) bo przeciw ekshumacji protestował Związek Gmin Żydowskich w Polsce (pomimo że we wszystkich miejscach zbrodni na żydach ekshumacje przeprowadzono). Żołnierzom niemieckim w pogromie pomagali cywilni przedstawiciele niemieckich władz lokalnych Jedwabnego przywiezionych do Jedwabnego przez Niemców. Niemcy nie dopuszczali na terenach przez siebie okupowanych do aktywnej działalności tubylców nawet takiej jak pogromy.

Niemcy usiłowali biciem i bronią palną zagonić Polaków do pilnowania żydów na rynku w Jedwabnym (wielu Polaków pomimo grożącej śmierci z rąk Niemców uciekało z miasta by nie pomagać Niemcom) część jednak pod przymusem pilnowała żydów. Polacy jednak nie byli świadomi celów Niemców. Z rynku Niemcy zapędzili żydów do stodoły i ich tam spalili

Polacy pomimo grożącej im i ich rodzinie karze śmierci (tylko w okupowanej Polsce Niemcy zabijali za pomoc żydom) pomagali żydom i ukrywali żydów przed Niemcami.

Proces

Podczas procesu oskarżeni o mord w Jedwabnym twierdzili że podczas śledztwa byli torturowani. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winny i obciążenie innych odpowiedzialnością za mord. Sąd 10 z pośród 22 oskarżonych uniewinnił, wydał 1 wyrok śmierci (niewykonany), 11 osób skazał na kilkunastoletnie wyroki choć uznano że byli terrorem przez Niemców zmuszeni do pilnowania żydów. Wymuszone przez UB zeznania były tak niewiarygodne że komunistyczny sąd uznał je za niewystarczający dowód. Sąd apelacyjny z pośród 12 skazanych 2 uniewinnił. Niewątpliwymi zbrodniarzami byli przywiezieni przez Niemców polskojęzyczni kolaboranci Marian Karolak (komisaryczny burmistrz z nadania niemieckiego okupanta) i Karol Bardoń (niemiecki żandarm, volkddeutsch, funkcjonariusz niemieckiej policji pomocniczej zajmującej się aresztowaniem Polaków). Bo tych artykułach mord te był dziełem Niemców a Polacy byli zmuszeni przez Niemców do zbrodni.

Mord w Jedwabnem - Gross przemilczeń

Po raz pierwszy publikujemy zeznania świadków mordu w Jedwabnem. Wynika z nich, że za zbrodnię odpowiedzialni są Niemcy, a nie polskie społeczeństwo.

Co się wydarzyło w Jedwabnem 10 lipca 1941 r? Do tej pory znaliśmy jedną wersję wydarzeń, upowszechnioną przez Jana T. Grossa. Przed kilkoma dniami udało nam się dotrzeć do akt śledztwa w tej sprawie z 1949 r. To te same akta, którymi posługiwał się autor "Sąsiadów". Zdumiewa, jak wiele z zawartych tam informacji i wątków profesor Gross pominął. Pomijał to, co nie pasowało mu do z góry założonej tezy, że niemiecki udział w zbrodni w Jedwabnem ograniczył się tylko do filmowania.

Oto, co udało się ustalić na podstawie tych akt: 10 lipca 1941 roku przyjechali do Jedwabnego Niemcy. Nie wiadomo dokładnie ilu. Według nie- których osób składających zeznania jeden samochód z pięcioma funkcjonariuszami gestapo; wedle innych "kilka taksówek", co należy rozumieć jako kilka samochodów osobowych. W każdym razie można przypuszczać, że krytycznego dnia nie było w Jedwabnem żadnych dużych oddziałów niemieckich. Ale to właśnie ci Niemcy, którzy przybyli rano do miasteczka, wydają się być spiritus movens późniejszej tragedii. W dokonaniu zbrodni posłużyli się miejscową żandarmerią i członkami władz magistratu na czele z Karolem Bardoniem i burmistrzem Marianem Karolakiem.

Gross przedstawia wspomnianych jako przedstawicieli społeczeństwa polskiego, choć bardziej prawdopodobne jest, że do zarządu miasta powołali ich Niemcy spośród swoich lokalnych zauszników. Na przykład Bardoń, jeden z głównych bohaterów negatywnych z 10 lipca 1941 r., w czasie I wojny służył w armii austriackiej i był traktowany przez Niemców jako "swój". Wkrótce po tragedii w Jedwabnem, prawdopodobnie jako volksdeutsch, został funkcjonariuszem niemieckiej policji pomocniczej. W ramach jej działalności między innymi przeprowadzał aresztowania Polaków.

Wspomniani dobrali sobie do towarzystwa jeszcze kilku Polaków; przynajmniej niektórzy z nich cieszyli się fatalną opinią u miejscowej ludności. Jeden został potem zabity przez polskie podziemie. Inny znalazł się w szpitalu dla umysłowo chorych.

To właśnie oni, zmuszając przy okazji niektórych Polaków, wypędzili dużą grupę jedwabieńskich Żydów na centralny plac miasteczka. Potem, już po spędzeniu Żydów na rynek, wspomniani osobnicy, w towarzystwie niemieckich żandarmów, poczęli wyciągać kolejnych Polaków z domów i zmuszali ich do udania się na rynek w celu pilnowania Żydów.

Oto fragmenty zeznań, złożonych w śledztwie przez mieszkańców Jedwabnego w 1949 r.:

Roman Górski: "(...) przyszedł do domu Karolak Marian, który był burmistrzem i żandarm niemiecki, który mnie kopnął i zabrali mnie na rynek m. Jedwabnego gdzie kazali mi pilnować (...) Żydów".

Władysław Miciura: "W lipcu 1941 roku daty dokładnej nie pamiętam przyjechało kilka taksówek z gestapo i urządzili łapankę na żydów spędzając ich na rynek. Mnie samego wysłali żandarmi do domu na śniadanie i po powrocie moim do pracy po godzinie czasu przyszedł żandarm i kazał mi iść na rynek pilnować żydów, by nie uciekali. Ja pilnowałem żydów (...) do godziny 16-tej, udając się następnie powrotem do pracy, lecz nie kazali mi pracować, tylko wyganiać żydów do stodoły co ja też uczyniłem. I byłem tam aż do czasu podpalenia pełnej stodoły z żydami".

Władysław Dąbrowski: "Zadaniem moim było pilnować żeby ani jeden żyd nie wyszedł za linię co ja uczyniłem, otrzymałem ja taki rozkaz od Karolaka, Sobuty i jednego Niemca".

Stanisław Zejer: "Razem ze mną brali udział jeszcze w spędzaniu żydów z rozkazu burmistrza i gestapo (...)".

Feliks Tarnacki: "(...)burmistrz Karolak (...) wraz z gestapowcem wypędzili mnie na rynek".

Antoni Niebrzydowski: "W 1941 r. przyszedł do mego mieszkania Karolak burmistrz niemiecki Bardoń [nieczyt.] dali mnie rozkaz pilnować żydów na rynku których oni zganiali na rynek".

Do wspomnianej stodoły, należącej do Bronisława Śleszyńskiego zapędzono ostatecznie kilkaset osób. Po zamknięciu stodoła została oblana naftą i podpalona. Z akt śledztwa nie wynika dokładnie przez kogo.

Jest za to oczywiste, że Niemcy nie byli neutralnymi obserwatorami wydarzeń w Jedwabnem, lecz ich organizatorami. Ale taka wersja wydarzeń została odrzucona przez Jana Tomasza Grossa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.