Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Gnome

Anegdoty związane z II RP

Recommended Posts

FSO   

Witam;

Z życia Sejmu ['21]:

Stenogaf:

- Wrzawa na prawicy. Gloś na prawicy: Do gnoju chlopie nie do Sejmu! P. Kowalczuk: Cicho ty chamie. Jesteśmy przyzwyczajeni do takich epitetów ze strony tego kto się mieni inteligentem polskim!. Marszałek : "Bz względu na stronnictwa proszę zachowywać się przyzwoicie!"

Seria "Złote myśli"

- Są politycy podobni do kapusty: mają w całej główce zielony kolor, a w środku głąb

- Niektorzy groźni mówcy są jak oset: jak brać ich rękę to kłują, a byle osioł ich zje

Wladyslawa Grabskiego żlote myśli:

- Nie ma zlych towarów są tylko towary clone i nie clone

- Dochód jest snem... Podatek przebudzeniem

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   

Wg Żeromskiego autentyczne:

Stefan Żeromski odwiedza Piłsudskiego (który siedzi w kalesonach, bo jedyną parę spodni oddał krawcowi do zacerowania) skupionego na pasjansie. Żeromski pyta, dlaczego z takim przejęciem go układa, a Piłsudski na to:

- Założyłem sobie, że jeśli mi ten pasjans wyjdzie, to będę dyktatorem Polski.

A to, czy mu wyszedł, to chyba zależy od poglądów każdego :rolleyes:

Share this post


Link to post
Share on other sites
dzionga   

Powinieneś jeszcze zaznaczyć czas, w którym miało mieć miejsce to zdarzenie :rolleyes: Piłsudski był wtedy nikim ważnym w polityce :rolleyes:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gnome   

No to coś o stosunku Marszałka do planów budowy portu w Gdyni.

Gdy w 1922 r. J. Rummel agitując za budową portu w Gdyni trafił oczywiście i do Marszałka i o ile przedstawiciele ugrupowań politycznych wyrażali zainteresowanie tym projektem to Piłsudski miał porównać Gdynię do budowy latarni morskiej w Pacanowie*. Na całe szczęście w tej kwestii pomylił się zupełnie.

* Por. Białas T., Liga Morska i Kolonialna, Warszawa 1983, s. 20.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   
Powinieneś jeszcze zaznaczyć czas, w którym miało mieć miejsce to zdarzenie :rolleyes: Piłsudski był wtedy nikim ważnym w polityce :rolleyes:

Masz rację, nie ma to jak skleroza. Dla niezorientowanych - działo się to w 1909 r.

Share this post


Link to post
Share on other sites
dzionga   

Przeglądałam kiedyś ten temat, ale tej anegdoty nie widziałam, więc ją przytoczę, mam nadzieję, że nie strzelę gafy.

Kiedy Ciano razem z Wieniawą przyjechał do Polski na bal, po ich wyjeździe żartowano, że Wieniawa pojechał po to, aby wyjednać u papieża beatyfikację Marszałka Piłsudskiego. Na to usłyszał, że kandydat musiał sprawić co najmniej trzy cuda. Na to Wieniawa odparł: "Nic prostszego. Jeden to cud nad Wisłą, wtóry- cudowne zniknięcie generała Zagórskiego, trzeci zaś to fantastyczne rozmnożenie legionistów po przewrocie majowym." Była jeszcze jedna wersja anegdoty, która mówiła o cudzie większym niż cud Chrystusa, "bo gdy Chrystus obdzielił rzesze pięciu rybami i dwoma chlebami, Piłsudski obdzielił naród jednym rydzem tak, że każdy ma go dosyć."

Za: Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie, Mariusz Urbanek

Share this post


Link to post
Share on other sites
dzionga   

Piosenka ułanów o Wieniawie:

Niedaleko Belwederu, oj!

Stoi pierwszy Szwoleżerów, oj!

Choć niewielka ich gromadka,

Lecz pilnują swego "Dziadka"!

Ich dowódcą jest Wieniawa,

Co za mina i postawa,

Wszystko słyszy, wszędzie widzi,

Czasem lubi młode "Dzidzi".

Raz spytano go się szczerze,

Gdzie Ty mieszkasz, Szwoleżerze?

Pułk mój stoi na Ułańskiej,

Ja ze sztabem tu, w "Ziemiańskiej".

Za: jw.

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

"Alfabetyczny słowniczeg wyborczy [dla użytku lewicy i prawicy]

A: Austriackie ścierwo! Analfabeci! Abderyci1 Alkoholicy! Anarchiści! Aferzyści!

B: Bydło! Bandyci! Bałwany! Błazny! Baranie łby! Biurokraci! Bezczelne gęby! Belwederczycy! Bezmózgowcy! Bez mydła!

C: Cesarsko - królewskie zbuiry! Cymbały! Chamy! Czerwona armia! Cyrkowsy! Ciemiężcy ludu! Capy!

D: Dranie! Dojlidowcy! [afera z Dojlidami - owczesna awantura a' la obecny uklad - F.] Dudki! Durnie! Drapichrusty! Degeneraci! Donosiciele!

E: Eunuchy!

F: Fujary! Faryzeusze! Dałszerze! Frazesowicze! Figuranci!

G: Gawrony! Gałgany! Golcy! Galicjanery! Grandziarze! Galernicy! Gieszefciarze!

H: Hycle! Hołota! Hjeny! Hydrocefale! Hipopotamy!

I: Impotenci! Idioci!

K: Krętacze! Konie boże! Karierowicze! Kpy! Kanalie! Kombinatorzy! Kameloci Belwederu! Kameleoni! Kretyni! Kajdaniarze!

L: Linoskoczki! Lizołąpy! Lokaje!

Ł: Łotry! Łajdaki! Łamignaty! Łapserdaki! ŁĄciarze! Łgarze! Łobuzy! Łapownicy!

M: Megalomanii! Meklerzy! Mikroby! Mikrocefale! Mordobijcy! Mordercy! Małpy!

N: Niedojdy! Nihiliści! Nierogacizna! Notoryczni bandyci!

O: Orangutangi! Onaniści! Obludnicy! Okradacze! Osły! Operetkowi ludzie!

P: Piernikarze! PAralitycy! Pachciarze! Paskarze! Popychadla! Psie syny! Paderewiczycy! Pajace!

R: Rzezimieszki! Rabusie! Rewolucja! Rycerze przemysłu! Rajfury! Reakcja!

S: Szubrawcy! Szubienicznicy! Szakale! Snoby!

Ś: Ścierwo!

T: Tępe głowy!, Terroryści! Trutnie! Tinglowcy! Tabetycy!

W: Wisielcy! Włamywacze! Wandale! Wariaci! Wszarze! Wyjce! Wywrotowcy!

Z: Zbóje Złodzieje! Zakute łby! Zakała narodu! Zera! Zwierzęta!

Ż: Żydowskie pachołki! Żywe trupy!"

za: Szczutek, 1922 nr 45.

pozdr

PS. [od autora] niedaleko odeszliśmy od czasów II R.P. w parlamentarnej [?!] mowie o przeciwnikach politycznych...

Share this post


Link to post
Share on other sites
maciunia   

Po 1926 r. "głównym kadrowym" w wojsku został płk Aleksander Prystor, zaufany człowiek Marszałka, obok Sławka najważniejszy z grupy pułkowników. Prystor sumiennie wziłął się za czyszczenie wojska z byłych starszych generałów armii zaborczych oraz oficerów niekoniecznie przychylnych Piłsudskiemu. O jego gorliwości w tym "czyszczeniu" krążyła anegdota:

Do Marszałka Piłsudskiego przychodzi pewien oficer i melduje:

- Panie Marszałku, muszę panu o czymś zameldować. Nie jestem piłsudczykiem.

Na to Piłsudski:

- Panie, cicho, ja też! Ale jak Prystor usłyszy obu nas wyrzuci...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Do Marszałka Piłsudskiego przychodzi pewien oficer i melduje:

- Panie Marszałku, muszę panu o czymś zameldować. Nie jestem piłsudczykiem.

Na to Piłsudski:

- Panie, cicho, ja też! Ale jak Prystor usłyszy obu nas wyrzuci...

He, he, dobre ;)

A propos płk. Prystora, to jeszcze były opowiadania o papudze Prystora, odnośnie wszelakich nominacji. Niestety, dawno czytałem i nic praktycznie nie pamiętam, ale na ten temat również sporo anegdot krążyło. Pamięta ktoś może coś?

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gnome   

Okej znów ciekawostka znaleziona w "Dzienniku Porannym" tyle, że to przedruk z "Muchy"

Pan urzędnik kwituje

Dzieje się przy wypłacaniu poborów

- Pensja zasadnicza 150 złotych, raty 42?

- Zgadza się.

- Składka związkowa dwa złote.

- Tak.

- Czerwony Krzyż 50 groszy.

- Taak.

- Biały Krzyż ditto.

- Taaak.

- Pomoc Zimowa i Caritas złoty.

- Aha.

- Dobrowolna ofiara na zakup masek przeciwgazowych jeden złoty.

- No!

- Na analfabetyzm 50 groszy.

- Panie kasjerze!

- Słucham?

- Proszę o szklankę wody i pozostałość z pensji pięciogroszówkami.

Ależ ten naród wtedy był "ofiarny" ;).

Share this post


Link to post
Share on other sites
piterzx   

Odkopuję stary (a zacny!) temat. Znalazłem bowiem ostatnio (mniejsza z jakiej okazji, o tym kiedyś) interesującą anegdotę o 16 pułku ułanów wielkopolskich. Otóż, w dniu imienin swego d-cy (nie jestem pewien, może plk. Pasłowskiego?) złożyli mu życzenia i jak na kawalerzystów przystało dodali też coś więcej od siebie. Zanucili mu bowiem piosnkę na modłę żurawiejki. Brzmiała ona:

Zdrowia, szczęścia,syna może,

A szesnasty pułk pomoże!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Fragment wspomnień Henryka Comte [Zwierzenia adiutanta. W Belwederze i na Zamku, Warszawa 1976, s. 79-81], skądinąd dość dobrze "zaopatrzonych" w najróżniejsze anegdoty:

Kłopotliwe, ale ze względów towarzyskich konieczne, były moje wizyty noworoczne.

Po oficjalnych życzeniach, które w dzień Nowego Roku w mojej asyście prezydent odbierał od sejmu, rządu, korpusu dyplomatycznego, udawałem się w godzinach popołudniowych w kilkugodzinną podróż po ambasadach, poselstwach i salonach Warszawy. Marszrutę układałem na kilka dni przed pierwszym stycznia. Ułożenie jej, rzecz zdawałoby się prosta, wymagało jednak dłuższej pracy.

Wyczerpany po nocy sylwestrowej, zmęczony oficjalnym noworocznym przyjęciem w Belwederze, gdzieś około godziny trzynastej wyruszałem samochodem w drogę, zaopatrzony w ogromną ilość własnych biletów wizytowych w języku polskim i francuskim. Wizytę uważałem za udaną, jeżeli gospodarzy... nie zastawałem. w domu. Zostawiałem wtedy wizytówkę, i jazda dalej. Dyplomaci byli zresztą przygotowani na tego rodzaju wizyty noworoczne, wiedzieli, że są to wizyty formalno-towarzyskie i często "nie zastawało się ich w domu".

Ale byli i tacy, którzy gustowali w życiu towarzyskim. Do nich należał węgierski ambasador i minister pełnomocnik - Belitska. Nie poprzestawał na formalnościach i zapraszał mnie do salonu. Rozgadaliśmy się poza czas przewidziany na tego rodzaju wizytę. Nie chciał w żaden sposób mnie puścić. Tytułował mnie zazwyczaj "Mon general", zapraszał do znakomitego węgierskiego wina, które w Polsce od wieków wysoko było cenione.

Ale poza tym była jeszcze jedna okoliczność, która wizytę u Belitski czyniła szczególnie miłą - jego przeurocza, wytworna córka. Chętnie bym zrezygnował z dalszych wizyt i pozostał chociażby przez cały wieczór. Ale cóż, obowiązki kazały mi się pożegnać z uroczą ambasadorówną, przepraszam - z ambasadorem Belitską, zrezygnować ze znakomitego wina i ruszać dalej w noworoczną podróż po Warszawie.

Do jednej z ostatnich tym razem należała wizyta u pułkownika Wieniawy-Długoszowskiego. Od czasów, gdy został on adiutantem Piłusdskiego, jako naczelnika państwa, korzystał z prywatnego locum w Pałacu Myśliwickim w Łazienkach. Przypuszczałem, że Wieniawa nie zdążył wrócić z hucznego sylwestra lub, jeśli wrócił, zażywa snu po nocnych szaleństwach i moja wizyta skończy się na oddaniu wizytówki komuś z domowników.

Wypadło jednak inaczej. Zadzwoniłem i, ku mojemu największemu zdumieniu, drzwi, zamiast przez ordynansa, zostały otworzone przez samego Wieniawę. Rozwarł ramiona, objął mnie i wprowadził do salonu. Wizytę moją uważał za szczęśliwy przypadek. Bo, jak mówił, ordynansowi dał "wychodne", a sam teraz siedzi w domu i absolutnie nie ma z kim się napić. Usieliśmy więc za stołem i otworzyliśmy ogień z baterii butelek doskonałych win i koniaków.

Pamiętałem, że zostało mi jeszcze kilka ostatnich wizyt, parokrotnie wstawałem, by się pożegnać. Wieniawa nie puszczał mnie. Zasłaniałem się obowiązkami towarzysko-służbowymi, zmęczeniem po całonocnym sylwestrze i wreszcie wizytą u ambasadora Belitski, gdzie wino też było doskonałe. Nic to dla Wieniawy. Gdy odmawiałem dalszych kieliszków, uprzejmy gospodarz natychmiast przybierał ton zwierzchnika wojskowego. Niepodobna było odmówić. Jak długo trwała ta wizyta, nie umiem powiedzieć. Chociaż miałem już jaki taki "trainning", ale z dalszych wizyt noworocznych w tym dniu musiałem zrezygnować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio zajmując się protokołem dyplomatycznym II RP, korpusem dyplomatycznym i dziejami dyplomacji natknąłem się na taką anegdotę:

Przebywający w Polsce angielski ambasador Kennard nie darzył zbytnią sympatią ambasadora Niemiec Moltkiego (skąd innąd spokrewnionego z tymi bardziej znanymi wojskowymi). Widząc go po raz pierwszy ubranego w nowiutki mundur nazistowskiej służby zagranicznej - nie powstrzymał się od głośnego wypowiedzenia złośliwej uwagi "Och, panie ambasadorze, nie wiedziałem, że stał się pan admirałem". Wszystko przez bogate szamerunki i naramienniki, które mogły nasunąć to porównanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

To wracamy do wspomnień Henryka Comte [Zwierzenia adiutanta. W Belwederze i na Zamku, Warszawa 1976, s. 85-86]. Historia miała miejsce w parku Skaryszewskim, gdzie prezydent Wojciechowski razem ze swoim adiutantem spacerowali dla odpoczynku:

Adiutantowi asystującemu osobie prezydenta nie wolno było oddawać honorów żadnej szarży. Każdy wojskowy natomiast obowiązany był przed prezydentem "sfrontować", to znaczy zatrzymać się na trzy kroki przed nim i pozostać w postawie na baczność, oddając należne honory aż do czasu przejścia prezydenta. "Frontowanie" obowiązywało również podczas przejazdu głowy państwa.

W parku spotkaliśmy jakiegoś pułkownika. Nie wiem, czy nie zauważył prezydenta, czy nie poznał, dość że całą uwagę skupił na mojej skromnej osobie. Z wyżej podanych powodów nie salutowałem pułkownikowi. Stanowczym głosem ostro do mnie zawołał:

- Panie poruczniku, do mnie!

Przeprosiłem prezydenta i stawiłem się przed groźnym obliczem pułkownika. Zmierzył mnie od stóp do głów i powiedział jak najbardziej surowo:

- Cóż to! Subordynacja w wojsku spada? Natychmiast każę pana zamknąć na odwachu.

W innych warunkach wydarzenie takie byłoby nawet groźne, tutaj przedstawiało się raczej groteskowo. Postanowiłem dać to poznać groźnemu Jowiszowi w szlifach pułkownikowskich. Przyjąłem postawę jak najbardziej służbistą i sucho zameldowałem:

- Panie pułkowniku, melduję posłusznie, że asystuję osobie prezydenta Rzeczypospolitej. Pan pułkownik nie sfrontował przed panem prezydentem. Odmeldowuję się!

Trzeba było zobaczyć głupkowato-niewyraźną fizis owego pułkownika! To nie da się opisać. A mnie, jakby kto na sto koni wsadził.

Zameldowałem się prezydentowi. Prezydent zapytał, z jakiego powodu zatrzymał mnie pułkownik, chociaż dobrze sobie z tego zdawał sprawę. Kiedy przytoczyłem mu moją odpowiedź śmiał się szczerze i serdecznie. Wróciliśmy do Belwederu. Prezydent był z znakomitym humorze, o tym incydencie opowiedział podczas kolacji.

Taki już jest los prezydenta, że stale znajduje się pod opieką adiutanta, a los adiutanta - że nie może spuścić z oka prezydenta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.