Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
secesjonista

O trucizny i trucicieli - pytań kilka

Recommended Posts

O ile obszernych wspomnień i przykładów najazdów, "mocnych egzekucyi" (vide: 12 tys. postawionych przeciw osławionemu Samuelowi Łaszczowi), pojedynków jak i zwykłych rąbanin mamy pełno to znacznie mniej tropów prowadzi do trucicielstwa.

Nie mieliśmy afer na miarę tej paryskiej, która rozpoczęła się od podejrzanego zachowania markizy de Brinvilliers po śmierci niejakiego: Godin de Sainte-Croix.

Większość podejrzeń tyczyła się ew. zgonów O władców, którzy zeszli z padołu nagle.

Jak jednak wiemy byli często schorowani czego dowodziły "sekcje zwłok".

Pytanie jakie się nasuwa: skąd tak mało informacji o trucicielstwie pośród panów braci?

Kwestia obyczajowości czy może braku wiarygodnych źródeł?

U schyłku RON mieliśmy co prawda sprawę niezbyt cnotliwej Dogrumowej (: Anna Marja Dogrumoff z domu de Neri), ale wedle świadectw i badań wielu ówczesnych doktorów trudno mówić o truciźnie.

Skąd zatem taka posucha tropów trucicielskich?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wielu podejrzanym zdawała się choroba Korybuta Wiśniowieckiego.

U Paska znajdujemy ślad owych pogłosek, gdy powiada "... Różni różnie uważali, jakoby miała być jakaś suspicio veneni w cyrance, którą on rad bardzo jadał. Nie posądzam, ale to tylko piszę"

/J.Ch Pasek "Pamiętniki" oprac. A. Brückner, Kraków 1928, s. 291/

Kilka szczegółów dodaje Wespezjan Kochowski:

"... chore ciało okropniejsze trapiły dolegliwości. Leczył króla Antoni Braun, pierwszy lekarz nadworny; ten że wobec przyjaciół nieraz dał się słyszeć z tem, że, pilnie dochodząc przyczyny choroby króla, sam wcale nie wie zkąd, ale że jednak nieomylne oznaki trucizny okazały się - (dla Boga! zbrodnia to nieznajoma Polakom".

/tegoż: "Roczników Polski klimakter IV obejmujący dzieje Polski pod panowaniem króla Michała" współ. J.N. Bobrowicz, Lipsk 1853, s. 299/

Po śmierci władcy tak ów autor opisuje ówczesne odczucia i poczynania w związku z tymi pogłoskami:

"Gdy przyszło wyjmować wnętrzności jego, nawet między samymi lekarzami niemały powstaje spór: bo wielu chciało czynność tę odbyć jak najrychlej, aby dojść przyczyny śmierci; drudzy, do których się sama królowa przyłączyła, byli zdania: iż czekać wypada trzy dni aż trup ostygnie; zwłaszcza gdy tu i owdzie gruchało pomiędzy ludem, że króla trucizną sprzątnięto (...) Przywołano tedy biegłych anatomów, aby się rozpatrzyli we wnętrznościach królewskich, ale się nic tam nie okazało, coby rozsiewaną baśń o gwałtownej śmierci mogło zatwierdzić; bo wnętrzności były w zupełnie zdrowym stanie, wyjąwszy żołądek, a gdy exkrementa wpuszczono w miednicę wyzłacaną, naczynie to łajnem napełnione nagle tak zczerniało, że pozłotę całkiem zniszczyła owa czarna osada. Za przyczynę tego podawali medycy, iż monarcha za wiele pożywając owocu, gorączkowe usposobienie swoje przesilił; ztąd rozwinęła się trucizna, na koniec natura pod ciężarem choroby upadła, a to jedynie z powodu nieumiarkowania w jedzeniu".

/tamże: s. 325-326/

Zważywszy jak zginał jego ojciec, czyżby rodzinna klątwa?

;)

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wielu podejrzanym zdawała się choroba Korybuta Wiśniowieckiego

Z kontekstu wynika że chodzi ci o Michała Korybuta a nie Jeremiego Michała Korybuta, myślę jednak że warto to doprecyzować. Obaj byli Korybutami Wiśniowieckimi.

Zresztą ojciec króla w jednym z dokumentów podpisał się jako Michał Korybut

Zważywszy jak zginał jego ojciec, czyżby rodzinna klątwa?

Problem w tym że właściwie nie wiadomo jak zginął jego ojciec-czy od zarazy, czy od mało znanej trucizny, czy może coś z jedzenia mu zaszkodziło. Wojsko podejrzewało truciznę-a że nasi przodkowie byli ogólnie dużo mądrzejsi od obecnych Polaków, mogli mieć rację. Pytanie jeszcze kto mógłby go otruć. Potencjalnych kandydatów nie było za dużo. Król zdawał się już zaakceptować jego popularność, a na radzie wojennej pod Beresteczkiem byli tego samego zdania w kwestiach militarnych, zresztą był daleko, a więc odpada, Ossoliński już nie żył, więc też odpada, pozostają dwaj, może trzej kandydaci.

Chmielnicki-przez swoich szpiegów, co prawda nasi wielu takich chwytali i zabijali jeszcze przed Beresteczkiem , ale zawsze później mógł się jakiś zachować i podrzucić zatrute ogórki. Mikołaj Potocki i Marcin Kalinowski, którzy z pewnością krzywym okiem patrzyli na jego popularność i załużony autorytet w wojsku, ci mieli łatwiejsze zadanie. Tylko że w Polsce po prostu nie uchodziło znosić przeciwnika trucizną, więc wciąż mam wątpliwości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Swego czasu królowa Bona była pomawiana o udział w przedwczesnej śmierci ostatnich książąt Mazowieckich. Nic nie zostało udowodnione jedynie młody wiek książąt oraz oczywisty zysk Korony były poszlakami. Przy okazji zapominano, że owi młodzi panowie prowadzili wybitnie niesportowy tryb życia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę panie Romanie, że na forum historycznym, skoro w cytatach przez mnie podanych pisze się o królu, to uszczegółowienia już nie są potrzebne, Korybuta Wiśniowieckiego - władcę mieliśmy jednego.

ad gregski:

To już druga pretendentka do tego czynu obok wojewodzianki płockiej Katarzyny Radziejowskiej:

Śmierć ostatnich Piastów Mazowieckich

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Podrzucę trzecią.

Królowa Marysieńka Sobieska była pomawiana o to, że pomogła swojemu pierwszemu mężowi (Janowi Zamoyskiemu) przedostać się na łono Abrahama. Plotki podsycał fakt, że nieco więcej niż miesiąc po śmierci pierwszego męża Marysieńka potajemnie poślubiła Jana Sobieskiego.

Faktem jest jednak, że Zamoyski również prowadził wielce niesportowy tryb życia a mimo to dociągnął niemal do czterdziestki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co ze słynnym sporem, by nie powiedzieć obrzucaniem się wyzwiskami i oskarżeniami (w które wplątano Zborowskiego); dwóch lekarzy króla Stefana Batorego?

Ich drukowane pisma i polemiki odbiły się nader szerokim echem w naszej części Europy, a w tle było: oskarżenie o próbę otrucia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwszą publikacją traktującą wyłącznie o truciznach było "Tetras operum Medicorum de natura venenorum et de praeservatione a venenis..." z 1618 r., wydane w Krakowie.

Autorem był doktor medycyny i filozofii Akademii krakowskiej Sebastian Śleszkowski, lekarz biskupa warmińskiego, potem sekretarzem i lekarzem Zygmunta III.

Pośród szeregu wymienianych przezeń mniej lub bardziej fantastycznych trucizn (jak: antymon, socznica - Scammonium, Euphorbium, rajskie jabłka - Kolokwinty, ciemierzyca, opium) dwie pozycje wydają się nader dziwne.

Oto pośród silnych trucizn wymienia on: wódkę i żydowskich lekarzy (sic!):

"Aqua vitae inde dicta, quod vitae tutelaris existimatur. Sed ut veram fataer, tam hodie multis, qui ea abutuntur, aqua mortis potius dici debet, quod vitae inimica

existimetur.

(...)

Certa experientia constat, Judaeum medicum acutissimum venenum esse. Cum enim arbitrentur, pium esse, quovis modo, sive dolo, sive furto facultates christianorum sibi

vindicare, aut etiam eos e vita tollere; hinc fit, ut alii vitae, alii opibus, medici vero judaei horum utroque, idque impune, nos spoliare omnibus viribus contendant".

/tamże, pag. 77, pag. 106/

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Wiem, że z powodu okresu i kraju zahaczam o OT, ale nie mogę się powstrzymać ;)

Na terenie Bułgarii ostatnio znaleziono pierwszy "zabójczy" pierścień! Pochodzi z XIV wieku, a odkrycia tego dokonano na terenie przylądka Kaliakara (despotat Dobrudży).

Ma to być dowód na to, iż zabójstwa o charakterze politycznym odbywały się tu za pomocą trucizny. W grę wchodzi lokalny konflikt pomiędzy Ivanko Terterem a jego ojcem Dobroticą, których wzajemna nienawiść dla nikogo nie była tajemnicą. Podkreśla się, że odkrycie tego pierścienia może wyjaśnić wiele zgonów wśród arystokratów feudała Dobroticy.

Sam pierścień wykonano z brązu, jest niewielki i w swojej górnej części posiada zbiorniczek o okrągłym kształcie. W zbiorniczku znajduje się maleńki otworek za pomocą którego dozowano truciznę (ponoć arszenik, z racji częstych kontaktów z Wenecją, gdzie był "powszechnie" stosowany). Najprawdopodobniej właścicielem pierścienia był mężczyzna i nosił go na małym palcu.

u3zu.jpg

Edited by fodele

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybiegając poza czasy RON, w pisanym w Radomiu liście z 1552 r. Zygmunta Augusta do Mikołaja Radziwiłła relacjonował on swą rozmowę z matką.

Wpierw wskazał na szereg przewin matki, względy namów by pojął za żonę córkę cesarza niemieckiego odpowiedzieć miał, że dwie jego żony zmarły nienaturalną śmiercią. W czasie rozmowy miał nie zdejmować rękawiczek, ponoć z obawy zatrucia się od pierścienia który otrzymał od Bony.

Share this post


Link to post
Share on other sites
euklides   

(...)

... ponoć arszenik, z racji częstych kontaktów z Wenecją, gdzie był "powszechnie" stosowany.

(...)

Nie jestem znawcą w tej dziedzinie, ale arszenik coś mi nie pasuje do pierścienia i do XIV wieku. Kojarzy mi się z drugą połową XVII wieku. Wtedy to w Paryżu miała miejsce słynna afera trucicielska z użyciem tego specyfiku, którego ofiarą padło wiele osób z wyższych sfer. Jego otrzymanie to dosyć skomplikowany proces, wymaga dobrze urządzonego laboratorium. O ile mi się dobrze kojarzy, to wynalezienie tej substancji stanowiło przełom w trucicielstwie, nie pozostawia ona bowiem w organizmie żadnych zauważalnych śladów, typu, na przykład, zniszczenie jakiegoś organu. Stosowane poprzednio trucizny takie ślady zostawiały. W każdym razie ówczesna medycyna nie była w stanie w takim przypadku stwierdzić, czy zmarła osoba została otruta. Poza tym należało ją chyba stosować doustnie (to znaczy po cichu dosypywać do pokarmu). Można go było stosować addytywnie, to znaczy co dzień po trochu przez jakiś czas aż do pożądanego skutku. Ilość jaką można by ukryć w pierścieniu wydaje mi się być za mała. Jeżeli nawet tę truciznę wynaleziono w Wenecji w XIV wieku to wierzyć mi się nie chce, że do Francji dotarła dopiero 300 lat później, przecież takie nowinki rozchodzą się zazwyczaj szybko. Od razu mówię, że kiedyś gdzieś to czytałem ale nie jestem w stanie podać źródeł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jestem znawcą w tej dziedzinie

(...)

Jak ktoś w ten sposób rozpoczyna swą wypowiedź, to albo stosuje intelektualną prowokację (: tak naprawdę dobrze się na tym znam), albo rzeczywiście w jego enuncjacjach napotkamy się na karkołomne i zadziwiające stwierdzenia. Wedle mnie - mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.

ale arszenik coś mi nie pasuje do pierścienia i do XIV wieku. Kojarzy mi się z drugą połową XVII wieku. Wtedy to w Paryżu miała miejsce słynna afera trucicielska z użyciem tego specyfiku, którego ofiarą padło wiele osób z wyższych sfer.

Cóż każdy ma swe własne skojarzenia.

Mnie naleśnik kojarzy się pieczarkami i szpinakiem, a mojej kobiełce z mascarpone i domową konfiturą, z racji takich skojarzeń nie wyciągamy jednak wniosku, że tylko z takim farszem naleśniki istnieją na świecie.

Ja już zauważyłem, że euklides na ogół odwołuje się do literatury z kręgu francuskojęzycznego, w czym nie ma nic złego. Dziwnym atoli jest, że wszystko kojarzy mu się z tym kręgiem kulturowym, vide: użycie arszeniku - to musi być afera, którą badał La Reynie i dla której powołano nową chambre ardente, jak koniec średniowiecza - to bitwa Burgundczyków...

Atoli zmartwię euklidesa arszenik, a ściślej związki arsenu - znane były już w starożytności, zarówno jako lek, jak i substancja trująca, wystarczy zajrzeć co pisał Dioskurides (I w.n.e.) o aurypigmencie.

(...)

Jego otrzymanie to dosyć skomplikowany proces, wymaga dobrze urządzonego laboratorium

Proszę to powiedzieć Albertowi z Kolonii, któremu przypisuje się rozpoznanie arsenu w 1250 r., czy też Jabirowi ibn Hayyān (Geber), który opisał biały proszek... czyli arszenik - w VIII wieku.

Poza tym należało ją chyba stosować doustnie (to znaczy po cichu dosypywać do pokarmu). Można go było stosować addytywnie, to znaczy co dzień po trochu przez jakiś czas aż do pożądanego skutku.

Mylne mniemanie, arszenik działa również przez kontakt ze skórą bądź poprzez wdychanie (np. oparów ze spalania).

Addytywne stosowanie niosło ten problem, że nieodpowiednio dobrana dawka mogła... uodpornić na arszenik.

A jak już wspomina się o "aferze trucicielskiej" to w tym kontekście proszę sobie przypomnieć z jaką intencją Athénaïs de Montéspan wysłała rękawiczki (z kosztownej skóry z Grenoble) Marii Angelice de Scorraille de Roussille, zwanej panną de Fontanges.

Trochę konsekwencji...

Ilość jaką można by ukryć w pierścieniu wydaje mi się być za mała.

Gram to dużo czy mało?

W przypadku systematycznego trucia zawartość pierścienia wydaje się być wystarczająca.

Jeżeli nawet tę truciznę wynaleziono w Wenecji w XIV wieku to wierzyć mi się nie chce, że do Francji dotarła dopiero 300 lat później, przecież takie nowinki rozchodzą się zazwyczaj szybko.

A niby dlaczego euklides uważa, że pierwsze użycie arszeniku we Francji miało miejsce dopiero w związku z wypadkami, które zapoczątkowana notatka pewnego księdza z Notre-Dame do szefa policji i kiedy ten baczniej począł się przypatrywać pewnej paryskiej mieszkance dzielnicy Bonne-Nouvelle, zamieszkałej przy Beauregard?

powróćmy raczej do RON...

Share this post


Link to post
Share on other sites
euklides   

Jak ktoś w ten sposób rozpoczyna swą wypowiedź, to albo stosuje intelektualną prowokację (: tak naprawdę dobrze się na tym znam), albo rzeczywiście w jego enuncjacjach napotkamy się na karkołomne i zadziwiające stwierdzenia. Wedle mnie - mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.

Zgadza się. Po prostu najpierw napisałem post i go zatwierdziłem a potem dopiero zacząłem się zastanawiać co napisałem i zauważyłem, że coś nie tak. To mi się czasem zdarza. Ale przyrzekam, że na przyszłość się będę tego wystrzegał. Z tym, że dzięki temu oboje dowiedzieliśmy się czegoś ciekawego, zresztą za sprawą pani Fodele. Mogę nawet coś dodać, przed chwilą bowiem doczytałem się również, że Arszenik był też nazywany "królem trucizn i trucizną królów". Co do Burgundii (po raz ostatni poruszam niewłaściwy temat w niewłaściwym miejscu) to przyznam iż dla mnie jest bardzo zaskakujące jak mało my na temat tego państwa wiemy (może mi się tak tylko wydaje) a przecież bez zrozumienia czym było to państwo w latach 1350 - 1480 to trudno zrozumieć historię Zachodniej Europy.

Przepraszam i pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

W ramach gier wywiadowczo-dyplomatycznych, jak się zdaje potrafiono częściej skorzystać z trucizny.

Mikołaj Krzysztof Radziwiłł w swym liście z 17 maja 1575 r. do wojewody wileńskiego, pisał:

"Na wozie jadąc mówiliśmy z sobą i podoba się nam, aby temu gońcowi moskiewskiemu dać jaką pigułkę, żeby do Stężycy nie przyjechał. Nie wie jeśli się to Wmości zda. Wszakże Wmość hetmanem będąc często ich do Abrahama czasem cicho posyłał, a co by temu wadziło".

/A. Czwołek "Z działalności służb wywiadowczych...", "Czasy Nowożytne", T. 13, 2002,cyt. za: W. Nowodworskij "Borba za Liwoniju meżdy Moskwoju i Reczju Pospolitoju (1570-1582)", Sankt Petersburg 1904, s. 25/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powracając do książąt mazowieckich, to kogoś jednak wówczas spalono. U wylotu ulicy Ossolińskich (w jej dawnym biegu) stała Boża Męką upamiętniająca wykonanie wyroku w 1526 roku. Jak opisał to obrazowo Marcin Bielski:

"wkopali w ziemię słup, do którego obydwie na łańcuszkach długo uwiązali, każdą na swoim łańcuszku, nago, opak ręce związawszy, a około nich nakładłszy drew, wokoło zapalili. Piekły się około onego ognia jako pieczenie, na cztery godziny, niźli pomarły, biegając koło słupa, narzekając, kąsając zębami jedna drugą".

Na kogo wówczas zatem padło?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.