Jump to content

Zawartość z ostatnich 3 dni

Showing all content posted in for the last 3 days.

This stream auto-updates     

  1. Past hour
  2. Ja jednak pozostaję przy swoim zdaniu. Nie za bardzo mogę dostrzec wpływ charakteru władzy na zachowania w sytuacjach, w których żadnego reprezentanta owej władzy nie ma. Choć czasem wydaje mi się, że o bezpieczeństwo własnego biznesu dziś dba się przesadnie. Ponieważ może zdarzyć się kradzież w supermarkecie, to zatrudnimy ochronę i zamontujemy kamery, żeby temu zapobiec. Pomimo że złodziejem jest pewnie jedna osoba na 100 tysięcy klientów i cała ta ochrona kosztuje 10 razy więcej, niż wartość ewentualnie ukradzionych towarów. Natomiast owe 40 lat temu w zasadzie każdy mógł pojechać do innej dzielnicy, przeskoczyć przez ladę, zastraszyć ekspedientkę i zabrać z półki 10 flaszek wódki, także w czasie, gdy była na kartki. Zupełnie bezkarnie, bo przecież żadnego monitoringu nie było, a w obcej dzielnicy nikt by go nie rozpoznał. Mimo to nie słyszałem o takich zdarzeniach. A słynne "komitety kolejkowe"? Przecież żadna władza za nimi nie stała, ani żaden prawny przepis. A ludzie się podporządkowywali. 40 lat temu, jak prywatka stała się bardzo głośna i przeciągnęła się do wczesnych godzin porannych, to sąsiedzi raczej stukali w ściany, albo do drzwi. Nie wzywali milicji, to była jakaś absolutna ostateczność. A kolega czy koleżanka, w których mieszkaniu się to działo, obiecywali że teraz będzie ciszej (choć pewnie nie było), a nazajutrz sąsiadów przepraszali, jakiś kwiatek wręczali i obiecywali, że się to nie powtórzy, choć oczywiście się powtarzało. A dziś staję twarzą w twarz z takim młodym "człowiekiem" który wprost mi mówi, że niczego nie ściszy, bo doskonale wie, że na policję to ja sobie mogę dzwonić, i tak nie przyjadą, o straży parku krajobrazowego nie wspominając.
  3. Last week
  4. Ochroniarze w czasach PRL-u

    Trudno się nie zgodzić z pierwszą częścią tej wypowiedzi, faktycznie czterdzieści lat temu było inaczej, a jeszcze kolejne czterdzieści lat wcześniej - też było inaczej, zgodzę się również z ostatnią częścią wypowiedzi (: "i nikt nie wnikał, na jakiej podstawie prawnej"). Problem w tym, że rzadko wnikano również gdy: nie narozrabiałem. W PRL nie było możliwości powstania firmy zajmującej się ochroną mienia czy osób. To państwo miało monopol na tego typu działalność. Oczywiście, że byli ochroniarze i selekcjonerzy w szeregu klubach i podobnych przybytkach, niezależnie na jakich etatach tam byli zatrudnieni. W zakładach szczególnie ważnych dla gospodarki mieliśmy Straż Przemysłową (która też była w różnych budynkach mieszczących różne instytucje państwowe), potem doszły do niej Straż Portowa czy Straż Bankowa, była Straż Pocztowa, no i wreszcie największa "firma" ochroniarska - ORMO. Dziś widok ochroniarzy nie jest niczym dziwnym w biurowcu, sklepie, zakładzie przemysłowym, banku, na parkingu, w klubie nocnym itd. itd. Po części przejęli zadania wspomnianych służb czy jak to wtedy nazywano: specjalistycznych formacji ochronnych. Jak wskazał sam jancet dość powszechny charakter sklepów doby PRL skutecznie utrudniał drobne kradzieże. Obecnie zatrudnianie ochroniarzy przez firmy często związane jest z kwestiami ubezpieczeniowymi i asekuracyjnymi. Trudno mi się jednak zgodzić, że ochroniarze nie byli tak potrzebni wówczas gdyż ludzie byli bardziej przyzwoici. Co prawda, jestem zdania że ludzkość coraz bardziej schodzi na psy, zarówno pod względem intelektualnym jak i etycznym, to jednak w czym innym bym upatrywał różnicę. W charakterze władzy. Jak milicjant walnął pałą (wcale nie mocno, ot tak by zaznaczyć kto jest kim) to mało kto decydował by się skarżyć u odpowiedniego komendanta. A przecież można było, tak jak dziś. Konia z rzędem kto pamięta choćby kilka doniesień z czasów PRL (w gazetach czy telewizji) o funkcjonariuszach milicji stających przed sądem za nadużycie siły czy z podobnymi zarzutami. Można się było poskarżyć, sądzić, napisać list do komitetu czy jakiejś redakcji, zwrócić się d komórki partyjnej, jakiejś struktury terenowej władzy. A jednak rzadko to robiono. Bo władza; pomimo prawa; była w zasadzie nieograniczona i zdawano sobie z tego sprawę. A charakter tej władzy spływał też na dół, zatem pani ze sklepu też dzierżyła pewną władzę, w ekonomii wiecznych niedoborów (a tak było w PRL) co i rusz różnorakich produktów, to była całkiem spora władza. Po co pani w sklepie ochroniarz skoro mogła kontrolować ludzi w inny sposób? W kraju gdzie istnieje znacząca kontrola społeczeństwa i gdzie jest mniej wolności o wiele trudniej zaistnieć np. zorganizowanym grupom przestępczym, nie potrzeba też tylu ochroniarzy. Gdy w barze "Po wazonem" wykidajło walił w pysk nadto namolnego gościa to ten na ogół przyjmował to bez większych oporów. Bo wykidajło też był; na swym małym poletku; władzą. A z doświadczenia wiedziano wówczas, że z władzą się nie dyskutuje a jej działaniom nie opiera. No chyba, że się chce mieć prawie na bank poważne kłopoty. Co do ochrony typu BOR, to w czasie wizyt różnych oficjeli; zresztą tak jak dziś; wcześniej ustalano kto przejmuje ciężar podstawowej i bezpośredniej ochrony gościa - jego ludzie czy gospodarza. Andrzej Zaćmiński przeanalizował kwestię ochrony osobistej podczas dwóch wizyt Josipa Broz Tito w naszym kraju (w 1972 i 1975 r.). I tak, podczas pierwszej wizyty całość działań ochronnych realizowano na podstawie planu o kryptonimie "Avala"; trochę niezbyt kamuflującym - dodajmy. Co do szczegółów: "Otóż w 1972 r. ochronę osobistą otrzymało aż siedmiu członków delegacji jugosłowiańskiej: Tito i jego małżonka, Jakov Blazevic - przewodniczący Parlamentu Związkowego Republiki Chorwacji, Sergej Krajger - przewodniczący Parlamentu Związkowej Republiki Słowenii, Angel Ćemerski - przewodniczący КС ZK Macedonii, Stevan Doroniski - członek Biura Wykonawczego Prezydium ZKJ i Mirko Tepavac - Związkowy Sekretarz do Spraw Zagranicznych. W sumie do ochrony osobistej przydzielono 12-osobową grupę oficerów BOR, w tym adiutanta dla Tity, który był odpowiedzialny za jej działanie. Występował on w mundurze oficera Wojska Polskiego. Dla potrzeb grupy ochrony osobistej przekazano trzy samochody wyposażone w środki łączności, lekarza ze sprzętem medycznym oraz dokumentalistę filmowego i fotograficznego. Dla głównego gościa przeznaczono samochód marki Ził, zaś dla członków delegacji samochody Czajka i fiaty 125 p. Samochód marki Czajka otrzymała również żona prezydenta Tity, Jovanka Broz, dla której opracowano odrębny program. Każde z miejsc, w którym przebywali jugosłowiańscy goście, poza ochroną osobistą, zabezpieczały wyodrębnione siły i środki działające według wcześniej opracowanych planów. Były one niezwykłe liczne w przypadku tzw. miejsc publicznych. I tak na przykład 21 czerwca 1972 r., w czasie zwiedzania Domów Towarowych „Centrum” w Warszawie, które pracowały „normalnie”, użyto 892 funkcjonariuszy, z czego 447 znajdowało się wewnątrz budynku. Do ochrony osobistej Tity przydzielono aż 11 funkcjonariuszy, zaś 50 pozostawało w tzw. odwodzie operacyjnym. Znacznie mniejsze siły absorbowało zapewnienie bezpieczeństwa w zakładach pracy. Na przykład w czasie wizyty delegacji jugosłowiańskiej w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu wykorzystano 78 osób: 6 oficerów BOR, 12 funkcjonariuszy Wydziału II Komendy Stołecznej MO, 30 funkcjonariuszy operacyjnych Komendy Dzielnicowej MO, 20 członków ORMO oraz 10 osób na podjeździe. Oczywiście, liczba ta dotyczy tylko i wyłącznie obiektu, jakim był zakład. Nie obejmowała ona natomiast funkcjonariuszy ochraniających trasy przejazdu i towarzyszącej temu profilaktyki operacyjnej" /tegoż "Organizacja i zabezpieczenie wizyt Josipa Broza Tity w Polsce w latach 70. XX w.", w: "Polska i Jugosławia w XX wieku. Polityka - społeczeństwo - kultura", red. M. Pavlović, P. Wawryszuk, A. Zaćmiński, Bydgoszcz 2018, s. 213/ Dla porównania, gdy wizytę Tity w Stoczni Gdańskiej na terenie samego zakładu zabezpieczało 260 osób, w tym m.in.: 120 pracowników SB, 60 - z ORMO i 50 członków aktywu społecznego, to podobna wizyta w tej stoczni szachinszacha Iranu - Rezy Pahlaviego zabezpieczana była przez 72 osoby, w tym 30 funkcjonariuszy SB, 30 członków ORMO i 12 straży przemysłowej.
  5. Wiki jak to Wiki... jednak właśnie dominującym poglądem jest pochodzenie psów od wilków. Obecnie naukowcy skłaniają się do koncepcji wedle której nastąpiło udomowienie wilków w dwóch różnych obszarach geograficznych: w Azji i w Europie. Przy czym te europejskie znikły wyparte przez azjatyckie. Dzisiejsza populacja kundli w Europie to mają być psy z Azji, z drugiej fali migracyjnej. Przy czym populacja kundli; wbrew obiegowym opiniom; to nie mieszańce pod tym względem iż mają odrębną pulę genetyczną. Problemem jest zdefiniowanie pojęcia udomowienie, tu różne są koncepcje stąd i różne datacje. Rozsądek podpowiada, że nie ma jakiejś ostrej granicy tu były wilki a tu są psy i są to psy udomowione. Ścieżki wilka "dzikiego" i tego który coraz bardziej wiązał swą egzystencję z przebywaniem w pobliżu siedzib ludzkich rozchodziły się ewolucyjnie i bez wątpienia trwało to długi czas. I tylko nie wiem co ma wynikać z faktu, że prapies dziko nie żyje? Nie wiem też co ma wynikać z faktu, że na ogół nie udaje się oswoić wilka, otóż by cokolwiek udowodnić trzeba by taki eksperyment prowadzić przez tak długi czas jak szacowne jest rozejście się prawilka i prapsa. Schwytane dzikie lisy też na ogół nie staną się zwierzątkami domowymi, a jednak długotrwałe badania Dmitrija Bielajewa udowodniły, że można lisy udomowić. Przy czym ta socjalizacja zmieniała nie tylko zachowanie lisów (np. merdały ogonami na widok człowieka) ale też ich eksterier: częściej występowało i takich lisów: oklapłe uszy, ubarwienie w mieszanych kolorach, łaciatość. Przy czym np. zmiany w umaszczeniu pojawiały się w ósmym pokoleniu. Oczekiwanie by z wilków otrzymać w jednym pokoleniu całkowicie "udomowione" zwierzęta jest nieco niepoważne. Podobnie było z psami, tak przynajmniej twierdził np. Brian Hare zajmujący się badaniami nad inteligencją różnych zwierząt, autor książki "The Genius of Dogs", przy czym uważa on że np. hipoteza o udomowieniu wilków np. poprzez coraz ściślejsze współdziałanie podczas polowań nie jest prawdziwa, przy czym uważa on, że to nie człowiek udomowił wilka (czy prapsa), a raczej to wilk się niejako udomowił. "'Te pierwsze 'wiejskie psy' mogły być - jak to ma miejsce w wielu współcześnie żyjących społecznościach - ignorowane, od czasu do czasu zjadane, a niekiedy nawet traktowane za młodu jak domowi pupile. To nie ludzie postanowili udomowić wilki - wilki udomowiły się same. Pierwsza rasa psów nie powstałą w wyniku ludzkiej selekcji czy hodowli, lecz była skutkiem doboru naturalnego' - pisze Hare". /M. Rotkiewicz "Psi geniusz", Polityka", nr 22, 27.05.-2.06.2020, s. 53/ Wiesław Bogdanowicz, kierownik Pracowni Technik Molekularnych i Biometrycznych MiLZ PAN, który kierował międzynarodowym zespołem zajmującym się badaniem genetycznym kundli na świecie: "Nie wiemy dokładnie, kiedy wyginęła populacja pierwszych psów, biorących swój początek bezpośrednio od wilków (...) Długo nie było wiadomo, gdzie znajduje się centrum pochodzenia psów. Różne hipotezy wskazywały na różne części świata: Azję, Europę lub Bliski Wschód. To dlatego, że by dwie fale migracji, w rezultacie których doszło do wymieszania się psów pochodzących z różnych okresów i miejsc. Najnowsze badania wskazują, że najprawdopodobniej udomowienie wilka miało miejsce zarówno w Europie, jak iw Azji. Oprócz tego ciągle mamy do czynienia z krzyżowaniem się wilków z psami. Na podstawie naszych badań ustaliliśmy, że hipotez dotycząca Bliskiego Wschodu jako centrum udomowienia wilków jest błędna, ponieważ pomijano w fakt dużego dopływu (na poziomie kilkunastu procent) wilczej krwi do miejscowej populacji psów (...) W naszych badaniach pokazaliśmy również, że ta druga fala migracji (od której wywodzą się nasze kundle) w którymś momencie rozeszły się: z Azji Wschodniej do Europy oraz na Bliski Wschód". /tegoż "Kundel brzmi dumnie", "ACADEMIA" Magazyn PAN, ,1/49/2017, s. 23-24/
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.