Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Jarpen Zigrin

Bitwa na Drodze Duńskiej

Recommended Posts

Tirpitz   

W tej bitwie ewidentnie ciała dali Anglicy.Mając Niemców na dłoni od dłuższego czasu mieli sposobność takiego ustawienie zespołu wiceadm.Hollanda żeby zaszedł ich od czoła i postawił kreskę nad T.Jellicoe zrobił to bez problemu i w dużo trudniejszych warunkach,z ogromną armadą.Druga rzecz to poziom wyszkolenia artyleryjskiego,po stronie Brytyjczyków żenujący.Najbliższa salwa Hood pada w odległości ponad 13 hektometrów,gdzie PE trafia go 4 salwą.Bismarck nie używając radaru,demoluje PoW po szybkim uporaniu się z Hoodem.Niemiecki sposób strzelania "drabiną" jest znacznie lepszy od brytyjskich "klamer".Raz już podobnej lekcji Niemcy udzielili Beatty`emu.Inna rzecz że Hooda mógł w taki sam sposób zatopić zwykły samolot,celnie ulokowaną bombą 250 funtową:)Ten okręt w ogóle nie powinien stawać do walki na dystanse dłuższe niż 100 hektometrów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   
Ten okręt w ogóle nie powinien stawać do walki na dystanse dłuższe niż 100 hektometrów.

No ale jakoś musiał się znaleźć w odległości mniejszej od owych 100 hektometrów. Przy tym bilansie prędkości jeżeli przeciwnik nie miał na to ochoty było to zadanie dosyć trudne do zrealizowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tirpitz   
No ale jakoś musiał się znaleźć w odległości mniejszej od owych 100 hektometrów. Przy tym bilansie prędkości jeżeli przeciwnik nie miał na to ochoty było to zadanie dosyć trudne do zrealizowania.

To inaczej napiszę,Hood nie powinien w ogóle tam się znaleźć,ale Anglicy niewiele mieli pod ręką i wysłali to co mieli.I tak powinni dziękować Lutjensowi że nie posłuchał Lindemanna.Inaczej mieliby więcej wolnego miejsca w Scapa

Share this post


Link to post
Share on other sites
george   

Mylne jest powiedzenie, że "Hood" i "Prince of Wales" nie dały rady "Bismarckowi". Na skutek trafień dwoma pociskami 356mm z "Prince of Wales" pancernik "Bismarck" doznał tak wielkich uszkodzeń, że nie tylko nie nadawał się do rejsu korsarskiego, ale stała się pilna konieczność natychmiastowego powrotu do portu na naprawy. Jego kadłub osiągnął trym na dziób wkrótce po bitwie do 3 stopni, a przechył na lewą burtę według publikacji różnych autorów do 9 stopni (nie mogę uwierzyć w taką wartość, nie widać tego na żadnym zdjęciu wykonanym po bitwie). Był to początek procesu unicestwienia "Bismarcka", a nie doszłoby do niego, gdyby "Prince of Wales" nie trafił go zaraz na początku tej bitwy ze swych sprawiających własnej załodze kłopot najcięższych dział. Los "Bismarcka" został przypieczętowany już w pierwszej jego bitwie chociaż za cenę utraty "Hooda". Ostatecznie niemiecki pancernik został zatopiony, ale późniejsze jego losy wynikły z działań jakie należało podjąć, aby przeciwdziałać sytuacji spowodowanej wynikiem bitwy w Cieśninie Duńskiej czyli atakiem pancerników "Prince of Wales" i "Hood". Największe zasługi w przerwaniu misji korsarskiej adm. Lutjensa i doprowadzeniu do ostatecznego zniszczenia "Bismarcka" ma załoga pancernika "Prince of Wales". Po porażce "Bismarcka" dowództwo niemieckie zrezygnowało z tego rodzaju wypraw już do końca wojny.

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maciej   
Druga rzecz to poziom wyszkolenia artyleryjskiego,po stronie Brytyjczyków żenujący.Najbliższa salwa Hood pada w odległości ponad 13 hektometrów

Chym, to czemu Niemcy się zachwycali celnością strzałów Hooda "dobrze ukierunkowane, skupione" itd. Owszem nie trafił, ale popatrz na kąty podejścia i zastanów się czy Dreyer Table Mk IV* z roku 1919 nie zmodyfikowana do początków wojny i późniejsza niepełna przeróbka dziobowego Directora na DCT ( Director Control Tower ) miała korekcję "cross over". Nie miała. Przy podejściu dziobem, Hood nie miał prawa trafić - chyba że przypadkiem.

Co do poziomu wyszkolenia PoW to zgoda nie było wysokie, ale to był świeży okręt z ekipą stoczniowców na pokładzie a mimo to dzięki duże automatyzacji Dreyer Table Mk IX na tym okręcie uzyskał te dwa ( czy jak wolą inni trzy ) trafienia, z których jedno okazało się krytyczne.

Jak to już ktoś ujął - Hood był mocno podstarzały. Gdyby nie wojna to w maju 41 stałby w doku w trakcie modernizacji większej niż ta którą przeszedł Valiant.

PoW nie powinien jeszcze opuszczać stoczni tylko czekać na usunięcie usterek. Ale Angole nie mieli specjalnego wyjścia - bo Bismarck był szybki i silnie uzbrojony. Żaden staruch nie mógł mu podskoczyć, a dorównać mu prędkością mogły King George V, Prince of Wales, Hood, Renown i Repulse, z czego te dwa ostatnie o symbolicznym opancerzeniu, a do tego jeden z nich siedział sobie w Gibraltarze.

Wybór mieli jeden - przepuścić Bismarcka bez walki, albo przechwytywać tym co mieli pod ręką. Wybrali to drugie.

A Holland nie pokpił sprawy - pokpiły Norfolk i Suffolk gubiąc wcześniej Bismarcka. Holland jak miał informacje o ruchach Niemców ustawiał się tak by ustawić kreskę nad T. Jak krążowniki zgubiły Bismarcka to poszedł na szybsze zbliżenie, żeby mu przeciwnik nie uciekł.

Efekt znamy.

EDIT:

A i Anglicy drabinek używali już w czasie I wojny światowej, ale to tak na marginesie. A w 41 to już mieli opracowany nawet "zig zag ladder" o którym się Niemcom nawet nie śniło.

Edited by Maciej

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   
On 19.03.2010 at 7:55 PM, Maciej said:

A Holland nie pokpił sprawy

A nie uważasz, że powinien dać PoW więcej luzu? Tak jak trzy dni później zrobił Tovey  z "Rodney'em"?

Ja wiem, że to była inna sytuacja bo wtedy Bismarck ledwo się ciągnął i do tego nie mógł zmienić kursu. No ale Holland szedł prosto na zbliżenie nie manewrując i tym samym ułatwił Niemcom odkładanie poprawek przy strzelaniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 3.09.2018 o 7:49 PM, gregski napisał:

A nie uważasz, że powinien dać PoW więcej luzu? Tak jak trzy dni później zrobił Tovey  z "Rodney'em"?

Ale czy to by cokolwiek zmieniło? Tovey i Holland w obu przypadkach realizowali "standardową" brytyjską taktykę nakazującą zbliżenie na odległość około 15km. W obu przypadkach brytyjskie w pierwszych minutach, okręty były ustawione niekorzystnie względem niemieckiego zespołu. W obu przypadkach w początkowej fazie manewrowały też praktycznie równolegle.

Jeżeli mówić o jakimś błędzie 24 maja 1941, to że Holland nie ustawił lepiej opancerzonego Prince of Wales jako pierwszego w niemieckim szyku. Wtedy byłaby szansa że Niemcy tradycyjnie w dziejach artyleryjskich bitew morskich, skoncentrowaliby ostrzał na najbardziej wyeksponowanym pierwszym okręcie w szyku. Prince of Wales był bądź co bądź solidniej opancerzony.

Ale do tego Holland musiałby być zarażony "syndromem bitwy jutlandzkiej".

 

Edited by jogi balboa

Share this post


Link to post
Share on other sites
george   

 

 

W chwili, kiedy nastąpił kontakt optyczny między okrętami niemieckimi i brytyjskimi o godz. 05.45 a odległość wynosiła ok. 28.000m wiceadm. L. E. Holland szedł kursem 280˚ i miał zespół adm. G. Lütjensa  po prawej stronie. Był to kurs, który w miarę mijania minut zbliżał się względem okrętów niemieckich do niemal prostopadłego.  O tej porze mógł jeszcze użyć dział rufowych wież swych pancerników, gdyż po kilku godzinach pościgu wyprzedził przeciwnika (nie dochodził obu okrętów niemieckich przed bitwą od tyłu/rufy), ale odległość ta była za duża, aby otworzyć ogień. Zbliżając się do zespołu adm. G. Lütjensa i starając się przeciąć jego kurs jak najszybciej, okręty brytyjskie  mogły jeszcze zwiększyć swoją prędkość do 29 węzłów ryzykując awarię swoich maszyn, zwłaszcza na „Hoodzie”.   W czasie, kiedy po godz. 05.50 Holland znalazł się na kursie 300˚ i za dwie minuty „Hood” oddał pierwszą salwę do „Prinz Eugena” z odległości około 22.000m, jego rufowe działa już nie mogły być użyte. Niemcy posunęli się do przodu, a wiceadm. L. E. Holland chciał  jak najszybciej zbliżyć się do jednostek niemieckich starając się aby stanowić jak najmniejszy cel dla artylerii niemieckiej, toteż na chwilę przyjął kurs 300˚, który był jeszcze bardziej niekorzystny dla niego – działa rufowe były tym bardziej nie do użycia. Aby znaleźć się w sytuacji korzystniejszej, ale już z bliższej odległości powrócił na kurs 280˚ po godz. 05.55. Ponieważ oba niemieckie okręty po godzinie 05.50 zwiększyły prędkość, i przebyły większy dystans, Brytyjczycy nadal nie mogli użyć dział w wieżach rufowych. Nawet  gdyby „Hood” wybrał za cel „Bismarcka” o godz. 05.52 i chciał użyć także dział rufowych wież, to mimo, że  szedł on w odległość około 2.500m za „Prinz Eugenem”, nie było  szansy użycia tych dział również w kierunku „Bismarcka”. Niemniej najważniejszym co L. E.  Holland miał wówczas na uwadze i i temu przyporządkował wszystkie swoje decyzje o kolejnych zmianach kursów w ściśle określonym czasie, było uniknięcie sytuacji, aby nie zostać za okrętami niemieckimi. Ten cel był istotniejszy nawet od możliwości użycia także artylerii w wieżach rufowych, jak również od zapewnienia bezpieczeństwa „Hooda”.  Wiceadm. L. E. Holland z niezwykłą  precyzją prowadził oba swoje pancerniki  zmieniając ich kursy dla osiągnięcia najważniejszego celu, zatrzymania okrętów adm. Lütjensa , czego nie osiągnął by gdyby Niemcy wymknęli się zostawiając „Hooda” i „Prince of Wales” za swoimi rufami. Ostatni zwrot wykonywany przez krążownik liniowy „Hood” od godz. 06.00 o 20˚w lewo właściwie nigdy się nie zakończył, gdyż położenie jego steru w odnalezionym na dnie rufowym fragmencie kadłuba jest w takiej samej pozycji  jak po godz. 06.00 dnia 24 maja 1941r. Wiceadmirał L. E. Holland zrobił wszystko, co tylko mógł wtedy uczynić bardzo perfekcyjnie. Okazało się, ze miał pecha, gdyż może tylko minuta dzieliła go od uzyskania nie tylko bezpiecznego dla „Hooda” położenia, ale jednocześnie odpowiedniego do zadania „Bismarckowi” poważnych uszkodzeń czy zniszczeń, które uniemożliwiłyby jego dalszy rejs, nie tracąc przy tym swojego okrętu flagowego - „Hooda”. Być może wówczas po ściągnięciu dalszych sił doszłoby do zatopienia „Bismarcka”  trzy dni wcześniej.

 

Edited by george

Share this post


Link to post
Share on other sites

W programie telewizyjnym którego tytułu dziś nie pamiętam dotyczącym zatopienia Bismarcka spotkałem się z informacja że rzekomo początkowo  planowano iż Bismarck wyjdzie w rejs z pięcioma innymi okrętami. O ile pamiętam to chyba wymieniono Admiral Hipper zastanawiam się też czy nie Schanhorsta bądź Gneisenau nie będąc pewnym nie wymienię kolejnych.  Powodem tego że ostatecznie okręty te z nim nie wypłynęły miała być konieczność dokonania napraw czy usunięcia usterek w tych okrętach. Gdyby jednak tak się stało czyli Bismarck by wypłynął w asyście pięciu innych okrętów na ile taka grupa stanowiła zagrożenie dla Brytyjczyków?  Co powinno być jej celem?  Z drugiej strony zapytam czy to nie był błąd ze strony Niemców  że  wysłano jedynie Bismarcka w asyście Prinz Eugena? Czy po zatopieniu Hooda można było uniknąć utraty Bismarcka

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Speedy   
9 godzin temu, kszyrztoff napisał:

O ile pamiętam to chyba wymieniono Admiral Hipper zastanawiam się też czy nie Schanhorsta bądź Gneisenau nie będąc pewnym nie wymienię kolejnych. 

 

Kolejnych to za bardzo nie było :) wymieniłeś wszystko co trzeba.

 

Powiedzmy że formalnie na chodzie były jeszcze obie istniejące "kieszonki" - Admiral Scheer i Lützow. Choć tak powiedzmy nie do końca. Ten pierwszy wrócił 1 kwietnia z bardzo udanego korsarskiego rejsu, trwającego od października 1940. Polował na całym Atlantyku i chwilę też na Oceanie Indyjskim, przebył ponad 46 tys. mil i zatopił 17 statków. Czy już w maju mógłby wyjść w kolejną misję - wątpię. W realu w kolejny rejs wyruszył jesienią. Lützow z kolei w czasie operacji w Norwegii w kwietniu 1940 oberwał torpedą od brytyjskiego okrętu podwodnego tak (nie)fartownie, że niemal urwało mu rufę. Remont trwał prawie rok, okręt wrócił do służby 31 marca. Czy już w maju byłby gotowy do akcji, z wyszkoloną i zgraną załogą itd. - trudno mi powiedzieć. 

 

Scharnhorst i Gneisenau powróciły 22 marca z bardzo udanego wypadu przeciw alianckiej żegludze na Atlantyku trwającego od stycznia (operacja Berlin). Scharnhorst miał w jej trakcie poważne problemy z instalacją kotłową (przegrzewacze pary), po powrocie zaraz poszedł do remontu, który trwał do lipca. W maju więc raczej nie dałoby się go wykorzystać. Gneisenau 6 kwietnia padł ofiarą brytyjskiego lotnictwa morskiego, trafienie torpedą spowodowało poważne uszkodzenia strukturalne kadłuba, wałów napędowych, pokładowej elektroniki. Okręt trafił do doku i tam z kolei w nocy 9/10 kwietnia zbombardowany został przez RAF. A konkretnie łyknął 4 bomby przeciwpancerne 227 kg, dwie co prawda nie wybuchły, a pokładu pancernego nie pokonała żadna, ale demolka na górnych pokładach i tak była spora, ponad 160 zabitych i rannych w załodze.  Okręt był w naprawie do końca roku. 

 

Admiral Hipper był bardzo mocno wykorzystywany od początku wojny, brał udział w inwazji na Norwegię i w operacjach przeciw żegludze. 28 marca poszedł w Kilonii do kapitalnego remontu, który trwał 7 miesięcy. W maju też więc byłby niedostępny.

 

9 godzin temu, kszyrztoff napisał:

na ile taka grupa stanowiła zagrożenie dla Brytyjczyków?  Co powinno być jej celem? 

 

Celem chyba to samo - polowanie na brytyjskich liniach komunikacyjnych. A co by z tego wyszło - cóż. Większa jest szansa, że Brytyjczycy skoncentrowaliby się na głównym celu - Bismarcku, a któreś z pozostałych okrętów wymknęłyby się i narozrabiały później w tych konwojach. Bo w samej bitwie to sorry. Scharnhorst i Gneisenau miały działa "o numer mniejsze", 280 mm, przeciw prawdziwym pancernikom niespecjalnie skuteczne. Tyle że pancerz chociaż miały ludzki, pas burtowy 345 mm więc parę ciosów na klatę mogłyby przyjąć. A kieszonki, też z kalibrem 280 mm, to i ten pancerz miały symboliczny, 80 mm na burtach. I w bijatyki starszych kolegów raczej nie powinny w ogóle się wdawać. 

Edited by Speedy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wrócę jednak do Bismarcka. Czy można go było ocalić? Czy odesłanie Prinz Eugena  nie sugerowało że nie wierzy się w taka możliwość?  Czy to nie jest błąd po stronie III Rzeszy że utracono tej klasy okręt nie w momencie kiedy  Niemcy chyliły się ku upadkowi ale chyba u szczytu swojej potęgi? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Speedy   
2 godziny temu, kszyrztoff napisał:

Wrócę jednak do Bismarcka. Czy można go było ocalić? Czy odesłanie Prinz Eugena  nie sugerowało że nie wierzy się w taka możliwość?

 

W którym momencie? Od chwili tego trafienia torpedą lotniczą, która zmasakrowała stery to raczej już było pozamiatane. Pancernik nie był w stanie iść z dużą prędkością, bo kręcił się wtedy w kółko, a z małą prędkością nie miał szans ujść przed brytyjskim pościgiem. 

 

Prinz Eugen odłączył się wcześniej, prawie zaraz po bitwie na Drodze Duńskiej, 24 maja po południu. Chodziło o to by ktoś jednak przedarł się na Atlantyk i zaczął atakować brytyjskie linie komunikacyjne, co było przecież głównym celem całej operacji. Bismarck nie miał już na to szans, trafienia pocisków z Prince of Wales spowodowały przebicie dziobowych zbiorników paliwa, które okręt tracił niepokojąco szybko. Nie chodziło tu o to, że może mu nagle zabraknie i maszyny staną, ale długotrwałe polowanie na otwartym oceanie nie wchodziło już w grę. Ponadto pozostawiany na wodzie ślad ropy ułatwiał wytropienie i pościg. A Prinz Eugen przetrwał starcie praktycznie nieuszkodzony i mógł kontynuować działania korsarskie. 

 

(Mógł, ale się nie nakontynuował zbytnio. Już 27 maja doznał poważnej awarii napędu; prowizoryczne naprawy niewiele dały i okręt zmuszony był przerwać misję. 1 czerwca powrócił do Brestu i poszedł do remontu, który trwał do końca 1941).

 

 

Edited by Speedy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam problem w zrozumieniu niemieckiej taktyki wykorzystywania  tego typu okrętów.  Jeśli ich celem było atakowanie konwojów zaopatrzeniowych to zastanawiam się czy lepiej z tego zadania  by się  wywiązywały u-booty.  Czy oddzielenie się Prinz Eugena  ułatwiło aliantom  zatopienie Bismarcka czy też  wtedy by oba okręty niemieckie zostały zatopione?  Czy nie lepiej dla Bismarcka było zmierzać do norweskiego portu?  

Share this post


Link to post
Share on other sites
Speedy   
2 godziny temu, kszyrztoff napisał:

czy lepiej z tego zadania  by się  wywiązywały u-booty. 

 

Oczywiście; to na nich spoczywał główny ciężar takich działań i one zatopiły statystycznie najwięcej statków. Ale nawodne rajdery też miały swoje znaczenie. Do obrony przed okrętami podwodnymi służyły niszczyciele, korwety i inne eskortowce. Tych jednostek Brytyjczycy mieli dużo, budowali je w wielkich seriach, np. tanich i prostych korwet typu Flower zrobiono ponad 250. Do obrony przed pancernikiem trzeba by wysłać własny zespół floty z pancernikiem. Brytyjczycy mieli ich owszem trochę, ale nie tyle przecież by je rutynowo z konwojami puszczać. A do upilnowania mieli morza całej planety bo wszak ich zamorskie terytoria odgrywały w wysiłku wojennym niebagatelną rolę. A pancernik budowało się dwa lata powiedzmy albo coś tego rzędu. I kosztował on naprawdę masakrycznie dużo. 

 

2 godziny temu, kszyrztoff napisał:

Czy oddzielenie się Prinz Eugena  ułatwiło aliantom  zatopienie Bismarcka czy też  wtedy by oba okręty niemieckie zostały zatopione? 

 

Oczywiście oba. W bitwie między pancernikami ciężki krążownik praktycznie się nie liczył. Nie miał dział zdolnych poważnie uszkodzić pancernik, ani pancerza pozwalającego wystawiać się na trafienia ciężkich pocisków. W bitwie na Drodze Duńskiej Prinz Eugen trochę sobie postrzelał, bo co miał robić. Brytyjczycy skoncentrowali się na Bismarcku i zignorowali mniejszy okręt (a ściślej Hood posłał mu najpierw kilka salw, omyłkowo biorąc go za Bismarcka, ale szybko się zorientował). 

 

2 godziny temu, kszyrztoff napisał:

Czy nie lepiej dla Bismarcka było zmierzać do norweskiego portu?

 

Polecam mapkę z wiki (nie wiem czy da się tu ładnie wkleić)

 

Map_Rheinuebung.svg

 

Troszkę deformuje ją krzywizna planety, ale w każdym razie z miejsca bitwy do Brestu i do Bergen była mniej więcej taka sama odległość. A Brest dysponował znacznie lepszym zapleczem techniczno-remontowym. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
george   

Prawdopodobnie najlepszym wyjściem dla Niemców był powrót w kierunku Norwegii, jak zresztą sugerował kmdr E. Lindemann, który wręcz starł się z adm. G. Lütjensem w tej sprawie.  Najlepiej, gdyby decyzję podjęto i realizowano bezzwłocznie, zaraz po zakończeniu pojedynku z "Prince of Wales" i to omijając Islandię od południa. Trasa powrotu drogą wokół Islandii nikomu z załogi nie przypadłaby do gustu. "Bismarck" miał trzy wielkie dziury w kadłubie, po trafieniach dwoma pociskami 356mm już na początku starcia. Ponadto gnał w czasie bitwy z prędkością 30 węzłów co przyczyniło się do dalszej destrukcji pomieszczeń, odkrytych przez te otwory, poprzez wpadającą lodowatą wodę i bryły lodu. Uszczelnienia jakie próbowała założyć załoga na niewiele się zdały, gdyż okręt osiągnął  aż 3˚ trymu na dziób i aż 9˚ przechyłu na lewą burtę, oczywiście nie zaraz po odejściu "Prince of Wales". Niemniej można było już przewidzieć dalszy rozwój wypadków, że "Bismarck" nabierze dużo wody do kadłuba.  Można sobie wyobrazić jaka masa wody wpłynęła w część dziobową obejmując aż trzy przedziały XX, XXI i XXII aby trym osiągnął 3˚. Jeszcze większa masa wody musiałaby wpłynąć w przedział XIII i XIV aby "Bismarck" osiągnął aż 9˚ przechył na lewą burtę co staje się niewiarygodne,  Zdjęcia w książce Operacja „Rheinübung”. Polowanie na "Bismarcka" obrazują ten trym na dziób, ale nie widać takiego pochylenia jego kadłuba na lewą burtę, na żadnym zdjęciu w tej książce. Toteż powrót drogą tą samą co uprzednie przybycie nie wchodził w rachubę. Trzeba by było przedzierać się w mrozie, śnieżycach, mgłach, wśród pól lodowych i gór lodowych mniejszą prędkością, żeby nie narobić kolejnych szkód w kadłubie. Do tego czasu Royal Navy zebrałaby na tej trasie wielkie siły do zatopienia "Bismarcka". Szansą było tylko natychmiastowe pójście w kierunku Norwegii, może w kierunku Trondheim przy jednoczesnym apelu o wysłanie U - Bootów na tę trasę z baz Norwegii. Być może apel nie doszedłby w czasie tak szybkim jak i to było z meldunkiem o porannym pojedynku, ale zanim eskadra G. Lütjensa została by odkryta gdzie się udała, przez Brytyjczyków to U - Booty zmierzały by ku niemu. Mogły to być nawet tylko dwa okręty podwodne, ale jak wielkiego popłochu by zrobiły gdyby Niemcy przekazali jawnie taką informację, o wysłaniu swoich okrętów podwodnych do współdziałania z "Bismarckiem i "Prinz Eugenem". Ponadto eskadra adm. Tovey z pancenikiem "King George V, krążownikiem liniowym "Repulse" i lotniskowcem "Victorious" niekoniecznie mogła wykryć położenie dwóch okrętów, które wtedy zachowałyby ciszę radiową.  Ale adm. G. Lütjens nie wykonał żadnego zaplanowanego zadania z tych jakie miał realizować na Atlantyku i to miało wpływ na jego decyzję o rejsie w obszar oceanu.    

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.