Jump to content

jogi balboa

Użytkownicy
  • Content count

    22
  • Joined

  • Last visited

About jogi balboa

  • Rank
    Ranga: Licealista

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Starożytność

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Najlepszy pancernik II wś

    Powiedzmy że jako szkody całkowite dokonane na jednostce celu. Poza statkami handlowymi są również inne nieopancerzone cele, na przykład niszczyciele. Fakty są takie że wraz ze wzrostem rozmiarów wszelkiej maści "torpedowców" - mam tu na myśli ewolucję od "łudki" do "okrętu", rósł kaliber armat do ich zwalczania. Nasuwa się prosty wniosek że masa pocisku też ma spore znaczenie.
  2. Najlepszy pancernik II wś

    Promień rażenia to jedno, a co z siłą wybuchu?
  3. Najlepszy pancernik II wś

    Na pewno na pancernikach D i E - typu Scharnhorst, był to domyślny tryb strzelania. Nie jestem w tej chwili pewien jak to wyglądało na kieszonkowcach. Jako ciekawostkę można dodać że w trakcie potyczki z Renownem na Morzu Norweskim, ten tryb dość szybko przestał działać na jednym i drugim niemieckim pancerniku. Nie jestem w tej chwili pewien jak to wyglądało na pancernikach F i G - typu Bismarck. Nie chcę kłamać ale na pewno posiadał RPC dla kąta podniesienia armat. Tu jako ciekawostkę dodajmy że z powodu luzów w podzespołach wykonawczych, automatyka na nim notorycznie się rozsynhronizowywała. (patrz raport AVKS - dostępny w sieci) Artyleryjski zespół badawczy nic nie mógł z tym zrobić przed rozpoczęciem Rheinubung, przeszli więc nad tym do porządku dziennego Okręt poszedł do boju z nie do końca sprawną automatyką. Natomiast faktycznie ciężka artyleria była znacznie lepiej zautomatyzowana na ciężkich okrętach niemieckich niż dodatkowa.
  4. Najlepszy pancernik II wś

    Trzeba podkreślić że jest to dedukcja na bazie funkcjonowania podobnych systemów, między innymi na niszczycielach projektu 1934, oraz dość lakonicznych informacji między innymi z bitew morskich. W przypadku Grafa Spee pojawia się informacja że w trakcie bitwy u ujścia La Plata, kierowanie armatami 15cm odbywało się z przedniego stanowiska dowodzenie (gdy 28cm z głównego stanowiska na platformie marsa). Taka relacja dotycząca niemieckich ciężkich okrętów powtarza się również przy okazji operacji Rheinubung i jednej z bitew na Morzu Norweskim (nie potrafię teraz uściślić której, ale przy okazji postaram się to zrobić). Stąd należy przyjąć że była to standardowa praktyka w niemieckiej marynarce wojennej. Na niszczycielach, dane ze stanowiska kierowania płynęły do przelicznika a stamtąd przeliczone do lawet w których znajdowały się zegarowe wskaźniki kąta podniesienia i kierunku. Celowniczy ustawiali je ręcznie zgodnie ze wskazaniami. Toporne, ale zasadniczo wieże Drh LC/34 były rozwiązane podobnie, bo jak dotąd nie znalazłem najmniejszej wzmianki o jakimkolwiek RPC, czy automatyzacji tych stanowisk. Niemieckie okręty to przedziwna mieszanka rozwiązań eksperymentalnych i sprawdzonych lecz niemal z poprzedniej generacji. Jeśli uwzględnić tempo rozwoju floty, od zastoju i ograniczeń traktatowych do boomu w 1934 roku, w ogóle nie powinno to dziwić Jeżeli chodzi o źródła, to jest to mieszanka książek Breyera, Friedmana oraz polskich publicystów i historyków - złożone do kupy i po własnych przemyśleniach często wyrywkowych informacji. Jak dotąd nie spotkałem naprawdę porządnego i zwartego opracowania o niemieckiej technice. A ładunek wybuchowy i masa żelastwa? Pancernik też nie jest opancerzony na wskroć. Jest masa rejonów pozbawionych pancerza w ogóle. Graf Spee, czy South Dacota 14.11.1942 w sumie nie miały przebić pancerza a po bitwa ich wartość bojowa była mocno dyskusyjna. Niezależnie od tego czy była to koncepcja słuszna czy nie, od Nassau niemieckie drednoty przenosiły taki sam zestaw uzbrojenia jak predrednoty (pomijając nieudany epizod z 17cm) jedynie w większej ilości. Bateria główna i drugiego kalibru 15cm, do walki z pancernikami. Szybkostrzelne 88mm do obrony przed torpedowcami. Warto też zauważyć że takiemu uzbrojeniu odpowiadało odpowiednie opancerzenie niemieckich pancerników (porównajmy z pierwszymi seriami brytyjskich drednotów) z Bismarckiem 1934 włącznie. Obecnie funkcjonuje cała masa teorii o jakichś decapingach itd. Nie twierdzę że nie bez podstaw, jednak osobiście wydaje się że opancerzenie międzypokładu na tym ostatnim pancerniku, to po prostu "uszczelnienie" kadłuba przed ostrzałem artylerii drugiego kalibru. Brzmi to o wiele prościej chociaż pozornie wydaje się anachroniczne.
  5. Najlepszy pancernik II wś

    A on czasem nie oberwał z tallboya? 80+40 (gródź torpedowa) powinieneś być zadowolony? Tak na serio to on jako tako odporny był, kwestia dystansu i skątowania. Czy to 8cm czy 12 to bardziej kwestia akademicka. Graf Speed większość pocisków oberwał w części miękkie, a całego okrętu pancerzem nie obłożysz, nawet pełnowymiarowego pancernika. Podejrzewam że ktoś nie rozumiał jak to u Niemców działało. Coś takiego możnaby napisać o wszystkich niemieckich okrętach. Rzecz w tym że jeśli się wczytać w dzienniki okrętowe i relacje załogi, okazuje się że domyślnym stanowiskiem kierowania ogniem dla 150-tek, było dziobowe (to ciężko opancerzone), natomiast w kadłubie znajdował się odpowiedni dla nich przelicznik. Inna rzecz że Deutschlandy w ogóle miały nie za bogaty SKO bazujący mocno na ostatnich rozwiązaniach z okrętów kajzerowskich. Bardziej kombinować zaczęli dopiero od Hipperów i Scharnhorstów, to widać choćby po planach po ilości i rozmiarach pomieszczeń przeliczników. Z jakim skutkiem to już inna historia. No co ty. Scalony nabój do 105-tki ważył bodaj 25kg, sam pocisk do 150-tki dwa razy więcej. No ale do topienia frachtowców używali akurat tych pierwszych. Rzecz w tym że przy takim uzbrojeniu głównym i braku armat uniwersalnych miotających porządnymi pociskami, musieli zamontować coś szybkostrzelnego. A przynajmniej tak podpowiadały im doświadczenia pierwszowojenne. Zauważ też że oni od początku budowali drednoty na bazie tej samej koncepcji co predrednoty. Ich 150-tki nie tyle były uzbrojeniem defensywnym przeciw torpedowcom i kontrtorpedowcom, co ofensywnym przeciw pancernikiem. W myśl koncepcji nawały ogniowej.
  6. Najlepszy pancernik II wś

    A no jak zauważył Gregski, udziałem w wielu zadaniach w trakcie wojny. W szczególności na dalekich akwenach. Tu niezawiele było do przemyślenia. Niemcy nie mogli zbudować wprost krążownika waszyngtońskiego, a zamontować nie wiadomo jakiego opancerzenia na diesięciotusięczniku się nie da. Spójrz zresztą na typowe waszyngtony. Natomiast biorąc pod uwagę ograniczenia w ich projektowniu, okręty bardzo ładnie wpisywały się w koncepcję floty oceanicznej. Oceanicznej nie z nazwy lecz możliwości. Chyba nie oczekiwał byś od floty wielkości Kriegsmarine, żeby konfrontacji z jakieś 10 razy silniejszym przeciwnikiem dokonywała cudów? Kilka sukcesów jednak ta flota odniosła, to że najbardziej spektakularne niekoniecznie można przypisać kieszonkowcom, to już jakby efekt zmiennych kolei wojny.
  7. Najlepszy pancernik II wś

    Bo okazały się być wartościowym składnikiem floty, mimo ciążących na nich ograniczeń. Były by tak samo dobre niezależnie w którą stronę poszedłby rozwój niemieckiej floty. Były więc udane
  8. Najlepszy pancernik II wś

    A skoro jesteśmy przy "Pancernikach kieszonkowych" to zasadniczo nie budowano ich do żadnej konkretnej roli w ich morskim planowaniu. Owszem istniały jakieś tam plany wojny z Polską, zasadniczo jednak Niemcom marzyła się odbudowa Hochseeflote w której duchu wychowało się gross ich dowódców. Ale nie Hochseeflote ograniczona do Morza Północnego, lecz tak która umożliwiałaby prowadzenie globalnej polityki mocarstwowej. Traktat Wersalski uważano za ograniczenie tymczasowe, z którym narazie musiano się pogodzić. Stąd zbudowano "okręty pancerne" o globalnym zasięgu i ogólnej charakterystyce zgodnej z traktatowymi ograniczeniami. Zasadniczo miały być niczym innym jak zalążkiem odradzającej się wielkiej floty. W tym kontekście należy uznać je jako jednostki koncepcyjnie udane. Ich wartość bojowa była zdecydowanie wysoka, były to okręty nowoczesne zdolne do działań na odległych akwenach przy znikowej lokalnej infrastrukturze. W kontekście pierwszowojennych doświadczeń azjatyckiej eskadry adm. von Spee, idealne do tego rodzaju działań. Popularne stwierdzenia "szybszy od silniejszych, silniejszy od szybszych", to zdecydowanie określenia czysto prasowe. Wczesne przymiarki do okrętów o wyporności 10tys ton, wskazują że niemcom chodziło po głowie coś w rodzaju czegoś zbliżonego do krążownika waszyngtońskiego. Takich jednak jak wiemy budować nie mogli. Gdy jednak tylko okolicznosci uległy zmianie, natychmiast przystąpili do budowy jednostej o "tradycyjnych" charakterystykach.
  9. Najlepszy pancernik II wś

    Troszkę tak. Niemców obowiązywał limit wyporności standardowej (okręt z załogą amunicją, zapasami, bez paliwa i tzw. rezerwy wody kotłowej) w wysokości 10.000 t. Deutschland przekraczał go nieznacznie (10.600 t), dwa kolejne trochę jednak urosły (11.700 i 12.500 t mniej więcej). Było to spowodowane generalnie pogrubieniem pancerza w tych kolejnych "kieszonkach", który jednak i tak był za słaby. Błąd. Traktat Wersalski nie precyzował którego rodzaju wyporności dotyczy limit. Niemców nie obowiązywał więc limit wyporności "standardowej" - tę precyzował zresztą dopiero traktat Waszyngtoński. Niemcy nie byli jednak jego sygnatariuszami, więc nie obowiązywały ich żadne zawarte w nim ograniczenia.
  10. Flota piracka II Wojny Światowej

    Takie określenia jak "piracki", czy "korsarski" (na przykład w odniesieniu do "pancerników kieszonkowych" - zwrot z tej samej kategorii), występują przy okazji działań niemieckiej floty, ale są to zwroty czysto "literackie", "prasowe", lub "propagandowe". Zwykle chętnie używane przez historyków lub pisarzy strony alianckiej, głównie w pozycjach popularno-naukowych. Niemniej, jak już to zostało wyjaśnione, nie są one używane w sposób merytorycznie poprawny. Klasa historyka nie ma tu znaczenia.
  11. Wojna Krążownicza na oceanach

    Jakkolwiek paranoja Hitlera o utratę prestiżu wraz z utratą ciężkich jednostek miały wpływ na niemiecką strategię, to głównej przyczyny bierności ciężkich sił należy upatrywać jednak w kryzysie paliwowym który dotknął państwa osi w 1942 roku. Nie przypadkiem mniej więcej w tym samym czasie na kotwicach stanęły obie wielkie floty, Włoska i Niemiecka.
  12. Bitwa na Drodze Duńskiej

    Ale czy to by cokolwiek zmieniło? Tovey i Holland w obu przypadkach realizowali "standardową" brytyjską taktykę nakazującą zbliżenie na odległość około 15km. W obu przypadkach brytyjskie w pierwszych minutach, okręty były ustawione niekorzystnie względem niemieckiego zespołu. W obu przypadkach w początkowej fazie manewrowały też praktycznie równolegle. Jeżeli mówić o jakimś błędzie 24 maja 1941, to że Holland nie ustawił lepiej opancerzonego Prince of Wales jako pierwszego w niemieckim szyku. Wtedy byłaby szansa że Niemcy tradycyjnie w dziejach artyleryjskich bitew morskich, skoncentrowaliby ostrzał na najbardziej wyeksponowanym pierwszym okręcie w szyku. Prince of Wales był bądź co bądź solidniej opancerzony. Ale do tego Holland musiałby być zarażony "syndromem bitwy jutlandzkiej".
  13. Mam nadzieję że masz na poparcie powyższej tezy jakąś solidną podkładkę ponieważ Admirał Reinhard von Scheer pisze na temat rajdów w następujący sposób: “…było dużo bardziej prawdopodobne że wypady naszych krążowników [na angielskie wybrzeże – mój przypis] spowodują wywabienie znacznej części angielskiej floty z jej baz, co da naszej flocie możliwość interwencji na korzystnych warunkach, [czyli stworzenie lokalnej przewagi – mój przypis] o ile będzie się znajdowała odpowiednio blisko krążowników.” A następnie: “Naszym kolejnym celem było bombardowanie fortyfikacji i potru Sunderland, położonego mniej więcej w połowie angielskiego wshodniego wybrzeża, co dawałoby pewność że angielska flota pojawi się jak obiecywał Mr. Balfour” [to ostatnie odnosi się do przytoczonych wcześniej przez autora słów ówczesnego Pierwszego lorda Admiralicji o okaraniu niemieckiej floty jeżeli pojawi się na angielskim wybrzeżu]. Jest to jak dla mnie jasne odwołanie sie do dotychczasowej taktyki. Nigdzie natomiast ani słowa o jakimś “być albo nie być” i konieczności natychmiastowago przełamania blokady.
  14. Gregski: Mówiąc Niemcy należało by uściaślić, czy Niemcy to Wilhelm, czy dowództwo floty. Jeżeli to pierwsze, to powyższe twierdzenie jest prawdziwe. To Kajzer bał się zaangażowania floty w otwartą wymianę ciosów, podobnie jak Fuhrer w kolejnej wojnie. Jezeli mowa o admiralicji od początku wojny doskonale zdawali sobie sprawę z dysproporcji sił. Problem wziął się z tego że już na początku wojny zawalił im się cały misterny plan wojny morskiej. Stąd improwizacja w postaci zaczepnych rajdów na brytyjskie wybrzeże w nadziei na wyciągnięcie jakiejś odosobnionej eskadry brytyjskiej. Ten improwizowany plan zresztą początkowo działał, tyle że spotkanie się w bitwie okazało się być trudne. Oceniając bitwę Jutlandzką pod względem taktycznym należy wziąć pod uwagę że celem Scheera nie było stoczenie bitwy z Grand Fleet, natomiast celem Toveya było stoczenie bitwy z Hochseeflotte i zniszczenie jej. Niemcom udało się wymknąć z zasadzki, Brytyjczykom nie udało się zamknąć zasadzki. Celu strategicznego, przełamania blokady, Niemcy tak czy siak nie mogli i nie planowali zrealizować w tym jednym starciu. Z drugiej strony od Royal navy oczekiwano że zlikwiduje zagrożenie jakie stanowiła Hochseeflote, ten cel mogli zrealizować, lecz im się to nie udało. Jeżeli coś się Niemcom uświadomiło, to że nie jest możliwe uzyskanie przez Hochseeflote wymiernych efektów w takim czasie żeby to miało wpływ na sytuację na froncie we Francji. Więcej można było osiągnąć prowadząc nieograniczoną wojnę podwodną i w tym kierunku po bitwie poszli. Ale powtórzenie takiego sukcesu kilkukrotnie dałoby już konkretne efekty. Tylko że to nie było takie proste, ale z drugiej strony to co innego można było zrobić? Forteca: Pierwsze T to faktycznie zasługa Toveya, ale drugie to wyłącznie czysty przypadek. Właściwie to zasługa należy się głównie Scheerowi bo to on postawił sam sobie drugie T Za to że ciasny szyk Grand Flet powodował wcale spore zamieszanie we własnych szeregach, co skutkowało między innymi tym że poszczególne okręt wzajemnie przeszkadzały sobie w prowadzeniu ognia, zwłaszcza w fazie drugiego T. Odpowiedź na to pytanie brzmi: Nie Niemcy nie mieli szklanej kuli, nie mogli przewidzieć wybuchu wojny na taką skalę w tym właśnie czasie. Po wybuchu wojny mogli jedynie walczyć tym co mieli. Krzysztof M: Niemcy nie budowali floty po to żeby przełamac blokadę brytyjską w Pierwszej Wojnie Światowej, tylko po pierwsze dlatego że Kajzer tak chciał, a po drugie dlatego że biorąc pod uwagę bardzo szybki wzrost gospodarczy, ambicje bycia światowym mocarstwem, mieli nadzieję że w sprzyjających okolicznościach zajmie ona miejsce Royal Navy jako królowej mórz. Ocena czy były to trafne przywidywania, czy porywanie się z motyką na słońce jest łatwa po fakcie, ale na początku stulecia wiele wskazywało na to że może się udać. Nie. Dla Niemców był to po prostu kolejny wypad jakie już wcześniej realizowali, a których przebieg rokować mógł potencjalny sukces.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.