Jump to content

jogi balboa

Użytkownicy
  • Content count

    35
  • Joined

  • Last visited

About jogi balboa

  • Rank
    Ranga: Student

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Starożytność

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. W kwestii terminologii statek a okręt w języku polskim, nie ma znaczenia jak się co pisze w języku angielskim lub jakimkolwiek innym. Obcojęzycznych tekstów ani terminów nie tłumaczy się dosłownie, tylko intencyjnie lub zgodnie z nomenklaturą. Innym prostym morskim przykładem jest captain, czyli w terminologii wojskowej nasz komandor, ale też w przekładzie dowódca okrętu/statku, w przypadku polskim dowódca statku czyli kapitan, ale już w żadnym wypadku kapitan ORP Nazwa. Tymczasem od takich dosłowieństw aż się roi w wydawałoby się specjalistycznej prasie i literaturze.
  2. Wojna Krążownicza na oceanach

    Tak, jam to stworzył. Sorry stwożył. Wnioskując z powszechnego zainteresowania bieżaniem, wnioskuję oficjalnie o utworzenie nowego wątku... a co tam, nowego działu gdzie będziemy mogli się bieżmować do woli.
  3. Wojna Krążownicza na oceanach

    Rozkaz ogólny operacyjny do operacji Rheinubung: (...) najpierw należy unieruchomić jak największą ilość parowców (...) w tym celu należy użyć wszystkich baterii przy jak najmniejszej odległości strzelania (...) dokładnie podając parametry celu. Dopiero gdy w zasięgu widoczności danego okrętu nie znajdzie się żaden sprawny parowiec, należy zatopić unieruchomione przedtem parowce. W celu oszczędności amunicji należy użyć ciężkich dział przeciwlotniczych z zapalnikiem głowicowym w sposób następujący: zbliżyć się do statku na odległość 300-500 m i wtedy najlepsi dowódcy dział powinni strzelać pojedynczymi strzałami w linię wodną. Nie bardzo. Bateria 280mm miała niską szybkostrzelność w starciu z krążownikami sześciocalowymi. 105mm dla odmiany lekki pocisk (A konkretnie w przypadku Deutschlanda 88mm). 150mm wypełniało "lukę" pomiędzy ciężką i przeciwlotniczą. Zresztą niemiecka koncepcja budowy ciężkich okrętów nie zmieniła się generalnie od czasów predrednotów. Te 150-tki to była artyleria "nawały ogniowej" do walki z ciężko opancerzonymi celami. Jeśli się wczytać w metodologię strzelania, to domyślnie kierowane były z dziobowego (tego silnie opancerzonego) stanowiska kierowania ogniem, podczas gdy artyleria głównego kalibru byłą domyślnie kierowana z głównego stanowiska na platformie marsa. Tych okrętów nie należy oceniać z perspektywy działań wojennych, ale tylko i wyłącznie z punktu widzenia traktatu wersalskiego i jego konsekwencji dla Niemiec w późnych latach dwudziestych. Oni chcieli mieć nowoczesny oceaniczny wartościowy okręt, będący zalążkiem i źródłem doświadczeń dla przyszłej wielkiej floty, którą mieli nadzieję posiadać, gdy już traktat przestanie ich ograniczać. Puki co jednak byli nim związani. W późnych latach dwudziestych montowali na nich to co mieli, czyli na przykład armaty przeciwlotnicze na pojedynczych lawetach z czasów Wielkiej Wojny. Nie wymagaj od kraju stłamszonego powojennymi restrykcjami i kryzysem gospodarczym daleko posuniętej innowacyjności.
  4. Wojna Krążownicza na oceanach

    Statystycznie to może być prawdziwe, ale nie jest to bezwzględna reguła. W niemieckich dziennikach okrętowych, trafiają się "statki z drewnem" - jak opisali Beaverforda Niemcy, "niezwykle odporne na ostrzał artyleryjski". Bieżmy też pod uwagę że 2-3 trafienia dotyczą szczególnej sytuacji, gdy ostrzał z reguły przez Uboota, prowadzony był z "przyłożenia". Tak że możliwe było uzyskiwanie trafień w linię zanurzenia lub poniżej. Statki mogły być w zasięgu artylerii Sheera, ale dla oszczędności amunicji, rozkazy taktyczne nakazywały ostrzał z minimalnej odległości w celu unieruchomienia jak największej ilości statków, następnie powrót do nich i dobicie ofiar. Generalnie jednak statki konwoju HX-84 uratowała raczej nie tyle postawa Jervis Bay, co późna pora dnia. Nawiasem mówiąc, wielkie rajdery, do topienia statków z reguły używały armat 105mm, dopiero w drugim rzędzie 150mm (zapas amunicji do nich był znacznie mniejszy), a ciężka artyleria 203-380mm to praktycznie ewenement wymuszony konkretną sytuacją taktyczną. Zasady użycia artylerii i taktyka w przypadku napotkania konwoju, były opisane w rozkazach taktycznych dla konkretnej misji.
  5. Wojna Krążownicza na oceanach

    Bo Niemcy w swym geniuszu, przeciwieństwie do wszystkich, postanowili przeskoczyć od razu o generację wyżej jeżeli chodzi o rozwój okrętowych napędów parowych. Amerykanie, Brytyjczycy, nawet Włosi i Francuzi, stopniowo wprowadzali kotły o coraz wyższych parametrach pracy. Niemcy zrobili dokładnie odwrotnie. Przeskoczywszy od razu z 16 do 100 barów, zbierając doświadczenia z eksploatacji, stopniowo schodzili niżej, do 80 i 60 barów. To kwestia rygorów pracy. Kotły sypały ci się na jednostce cywilnej, a co dopiero na okręcie wojennym gdzie standardem nawet w czasie pokoju jest coś co żargonowo można nazwać "pałowaniem". Ponoć największą słabością niemieckich kotłowni była automatyka (bez której jednak obsługa była by niemożliwa) któa nie do końca działała tak jak powinna. Taka ciekawostka z życia Tirpitza. W trakcie jednego z wypadów, okręt zwolnił do sześciu węzłów żeby niszczyciele mogły pobrać na morzu paliwa z jego zbiorników. Zmiana rygoru pracy spowodowała przegrzanie się dwóch kotłów i w konsekwencji wyłączenie ich z użytku. Dopóki okręt robił ponad 24 węzłów, problemów nie było. Pogoda nie mała tu nic do rzeczy. Brytyjczycy przewidywali wykorzystanie lotniskowców w zasięgu oddziaływania silnego lotnictwa lądowego, dlatego potrzebne im były okręty o podwyższonej odporności. Ponadto operowali na burzliwszych wodach północnego Atlantyku, stąd zamknięte hangary o mniejszej powierzchni. Amerykański teatr działań obejmował rozległe obszary w oddaleniu od stałego lądu na relatywnie spokojnych wodach, istotniejsza z ich punktu widzenia była siła uderzeniowa niż odporność i szczelne hangary. Tak samo to zresztą wyglądało w przypadku okrętów innych klas. Brytyjskie okręty, generalnie były lepiej przystosowane do trudnych warunków, niż amerykańskie.
  6. Wojna Krążownicza na oceanach

    To się bardzo ładnie wpisuje w niemieckie zbrojenia morskie. Kilka innych przykładów: Niemcy masowo montowali na okrętach wojennych, w tym tych z najwyższej półki, niesprawdzone i eksperymentalne kotłownie. Nie byli w stanie wyprodukować nie tylko żyrokompasów. Wysyłali na Atlantyk ciężkie krążowniki i pancerniki pozbawione stanowisk kierowania ogniem a nawet central artyleryjskich lub wyposażone w prowizoryczną artylerię dwóch różnych modeli (Operacja Rheinubung). A jeśli idzie o "niemiecką solidność", to swego czasu zmieniałem w aucie na A silnik. Kupłem inny o tym samym numerze kodowym, aczkolwiek pochodzący z innego modelu samochodu. Co może nie pasować pomiędzy silnikami o tym samym numerze kodowym? Mocowanie podstawy do Viskozo, mocowanie napinacza paska wielorowkowego, mocowanie rolki napinacza rozrządu, mocowanie rolki napinającej rozrządu, parę innych dupereli do usunięcia bez "modernizacji" bloku. Pytanie, do czego w Niemczech służy numer kodowy?
  7. Bitwa na Drodze Duńskiej

    Bezpośrednio po bitwie na drodze Duńskiej, przedziały te nie były zalane. Napełniał się przedział generatorów diesla, niepowstrzymanie, ale na tyle wolno że "regulaminowo" wyłączono generatory i uszczelniono pomieszczenie. Przecieki w kotłowni były odpompowywane na bieżąco. Dopiero kolejne manewry i potyczki z PoW oraz Victorious a zwłaszcza trafienie torpedą, spowodowały powiększenie się nieszczelności i w konsekwencji utratę pomieszczenia kotłowni. Nic podobnego. Te zdjęcia pokazują zwykłą pracę kadłuba na fali a opis jest tylko i wyłącznie dziennikarską nadinterpretacją. Identyczne nurzanie dziobu występuje na zdjęciach wielu innych w pełni sprawnych okrętów, między innymi pancerników typu Scharnhorst z operacji Berlin. Opcja zupełnie bez sensu. Oznaczała ponowne przebijanie się przez Brytyjską blokadę pomiędzy Orkadami a Islandią, de facto pchała zespół niemiecki wprost w łapki Toveya będącego na tej właśnie linii na pokładzie HMS King George V a w przypadku powodzenia stawiała Niemców w znowu w punkcie wyjścia. Większość ciężkich okrętów Kriegsmarine znajdowała się we Francji i to tam należało kierować kolejne. Błąd tego rozumowania polega na tym że Brytyjczycy po bitwie utrzymywali kontakt z niemieckim zespołem przez prawie dobę zanim Bismarck im się zgubił. W tym czasie Bismarc i Prinz Eugen zrobili dobre 1000Mm w kierunku przeciwnym niż kurs na Norwegię. Powrót był kompletnie bez sensu, zwłaszcza że niemiecki zespół znajdował się już na otwartych wodach. Tirptz nie zatopił ani jednego statku, ale jego obecność spowodowała zagładę jednego konwoju i ograniczenie ruchu na Północy. Czy się opłacało? A czy wojna się Niemcom opłaciła? Działania okrętów Kriegsmarine nie mieszczą się w definicji korsarstwa Masz błędne informacje. Pomieszczenie generatora nr 4 opuszczone zostało już po bitwie. Nie zostało zalane natychmiast, gródź nie była "rozerwana na kawałki" jak ci się wydaje. Nawiasem mówiąc, Niemcy w 1944 roku, dokonali na Tirpitzu w Norwegii trochę poważniejszych napraw niż "doraźne". Nie żebym sugerował że zaplecze stoczniowe tam, było odpowiednie do tego typu napraw. Ale dało się? Dało
  8. Najlepszy pancernik II wś

    Powiedzmy że jako szkody całkowite dokonane na jednostce celu. Poza statkami handlowymi są również inne nieopancerzone cele, na przykład niszczyciele. Fakty są takie że wraz ze wzrostem rozmiarów wszelkiej maści "torpedowców" - mam tu na myśli ewolucję od "łudki" do "okrętu", rósł kaliber armat do ich zwalczania. Nasuwa się prosty wniosek że masa pocisku też ma spore znaczenie.
  9. Najlepszy pancernik II wś

    Promień rażenia to jedno, a co z siłą wybuchu?
  10. Najlepszy pancernik II wś

    Na pewno na pancernikach D i E - typu Scharnhorst, był to domyślny tryb strzelania. Nie jestem w tej chwili pewien jak to wyglądało na kieszonkowcach. Jako ciekawostkę można dodać że w trakcie potyczki z Renownem na Morzu Norweskim, ten tryb dość szybko przestał działać na jednym i drugim niemieckim pancerniku. Nie jestem w tej chwili pewien jak to wyglądało na pancernikach F i G - typu Bismarck. Nie chcę kłamać ale na pewno posiadał RPC dla kąta podniesienia armat. Tu jako ciekawostkę dodajmy że z powodu luzów w podzespołach wykonawczych, automatyka na nim notorycznie się rozsynhronizowywała. (patrz raport AVKS - dostępny w sieci) Artyleryjski zespół badawczy nic nie mógł z tym zrobić przed rozpoczęciem Rheinubung, przeszli więc nad tym do porządku dziennego Okręt poszedł do boju z nie do końca sprawną automatyką. Natomiast faktycznie ciężka artyleria była znacznie lepiej zautomatyzowana na ciężkich okrętach niemieckich niż dodatkowa.
  11. Najlepszy pancernik II wś

    Trzeba podkreślić że jest to dedukcja na bazie funkcjonowania podobnych systemów, między innymi na niszczycielach projektu 1934, oraz dość lakonicznych informacji między innymi z bitew morskich. W przypadku Grafa Spee pojawia się informacja że w trakcie bitwy u ujścia La Plata, kierowanie armatami 15cm odbywało się z przedniego stanowiska dowodzenie (gdy 28cm z głównego stanowiska na platformie marsa). Taka relacja dotycząca niemieckich ciężkich okrętów powtarza się również przy okazji operacji Rheinubung i jednej z bitew na Morzu Norweskim (nie potrafię teraz uściślić której, ale przy okazji postaram się to zrobić). Stąd należy przyjąć że była to standardowa praktyka w niemieckiej marynarce wojennej. Na niszczycielach, dane ze stanowiska kierowania płynęły do przelicznika a stamtąd przeliczone do lawet w których znajdowały się zegarowe wskaźniki kąta podniesienia i kierunku. Celowniczy ustawiali je ręcznie zgodnie ze wskazaniami. Toporne, ale zasadniczo wieże Drh LC/34 były rozwiązane podobnie, bo jak dotąd nie znalazłem najmniejszej wzmianki o jakimkolwiek RPC, czy automatyzacji tych stanowisk. Niemieckie okręty to przedziwna mieszanka rozwiązań eksperymentalnych i sprawdzonych lecz niemal z poprzedniej generacji. Jeśli uwzględnić tempo rozwoju floty, od zastoju i ograniczeń traktatowych do boomu w 1934 roku, w ogóle nie powinno to dziwić Jeżeli chodzi o źródła, to jest to mieszanka książek Breyera, Friedmana oraz polskich publicystów i historyków - złożone do kupy i po własnych przemyśleniach często wyrywkowych informacji. Jak dotąd nie spotkałem naprawdę porządnego i zwartego opracowania o niemieckiej technice. A ładunek wybuchowy i masa żelastwa? Pancernik też nie jest opancerzony na wskroć. Jest masa rejonów pozbawionych pancerza w ogóle. Graf Spee, czy South Dacota 14.11.1942 w sumie nie miały przebić pancerza a po bitwa ich wartość bojowa była mocno dyskusyjna. Niezależnie od tego czy była to koncepcja słuszna czy nie, od Nassau niemieckie drednoty przenosiły taki sam zestaw uzbrojenia jak predrednoty (pomijając nieudany epizod z 17cm) jedynie w większej ilości. Bateria główna i drugiego kalibru 15cm, do walki z pancernikami. Szybkostrzelne 88mm do obrony przed torpedowcami. Warto też zauważyć że takiemu uzbrojeniu odpowiadało odpowiednie opancerzenie niemieckich pancerników (porównajmy z pierwszymi seriami brytyjskich drednotów) z Bismarckiem 1934 włącznie. Obecnie funkcjonuje cała masa teorii o jakichś decapingach itd. Nie twierdzę że nie bez podstaw, jednak osobiście wydaje się że opancerzenie międzypokładu na tym ostatnim pancerniku, to po prostu "uszczelnienie" kadłuba przed ostrzałem artylerii drugiego kalibru. Brzmi to o wiele prościej chociaż pozornie wydaje się anachroniczne.
  12. Najlepszy pancernik II wś

    A on czasem nie oberwał z tallboya? 80+40 (gródź torpedowa) powinieneś być zadowolony? Tak na serio to on jako tako odporny był, kwestia dystansu i skątowania. Czy to 8cm czy 12 to bardziej kwestia akademicka. Graf Speed większość pocisków oberwał w części miękkie, a całego okrętu pancerzem nie obłożysz, nawet pełnowymiarowego pancernika. Podejrzewam że ktoś nie rozumiał jak to u Niemców działało. Coś takiego możnaby napisać o wszystkich niemieckich okrętach. Rzecz w tym że jeśli się wczytać w dzienniki okrętowe i relacje załogi, okazuje się że domyślnym stanowiskiem kierowania ogniem dla 150-tek, było dziobowe (to ciężko opancerzone), natomiast w kadłubie znajdował się odpowiedni dla nich przelicznik. Inna rzecz że Deutschlandy w ogóle miały nie za bogaty SKO bazujący mocno na ostatnich rozwiązaniach z okrętów kajzerowskich. Bardziej kombinować zaczęli dopiero od Hipperów i Scharnhorstów, to widać choćby po planach po ilości i rozmiarach pomieszczeń przeliczników. Z jakim skutkiem to już inna historia. No co ty. Scalony nabój do 105-tki ważył bodaj 25kg, sam pocisk do 150-tki dwa razy więcej. No ale do topienia frachtowców używali akurat tych pierwszych. Rzecz w tym że przy takim uzbrojeniu głównym i braku armat uniwersalnych miotających porządnymi pociskami, musieli zamontować coś szybkostrzelnego. A przynajmniej tak podpowiadały im doświadczenia pierwszowojenne. Zauważ też że oni od początku budowali drednoty na bazie tej samej koncepcji co predrednoty. Ich 150-tki nie tyle były uzbrojeniem defensywnym przeciw torpedowcom i kontrtorpedowcom, co ofensywnym przeciw pancernikiem. W myśl koncepcji nawały ogniowej.
  13. Najlepszy pancernik II wś

    A no jak zauważył Gregski, udziałem w wielu zadaniach w trakcie wojny. W szczególności na dalekich akwenach. Tu niezawiele było do przemyślenia. Niemcy nie mogli zbudować wprost krążownika waszyngtońskiego, a zamontować nie wiadomo jakiego opancerzenia na diesięciotusięczniku się nie da. Spójrz zresztą na typowe waszyngtony. Natomiast biorąc pod uwagę ograniczenia w ich projektowniu, okręty bardzo ładnie wpisywały się w koncepcję floty oceanicznej. Oceanicznej nie z nazwy lecz możliwości. Chyba nie oczekiwał byś od floty wielkości Kriegsmarine, żeby konfrontacji z jakieś 10 razy silniejszym przeciwnikiem dokonywała cudów? Kilka sukcesów jednak ta flota odniosła, to że najbardziej spektakularne niekoniecznie można przypisać kieszonkowcom, to już jakby efekt zmiennych kolei wojny.
  14. Najlepszy pancernik II wś

    Bo okazały się być wartościowym składnikiem floty, mimo ciążących na nich ograniczeń. Były by tak samo dobre niezależnie w którą stronę poszedłby rozwój niemieckiej floty. Były więc udane
  15. Najlepszy pancernik II wś

    A skoro jesteśmy przy "Pancernikach kieszonkowych" to zasadniczo nie budowano ich do żadnej konkretnej roli w ich morskim planowaniu. Owszem istniały jakieś tam plany wojny z Polską, zasadniczo jednak Niemcom marzyła się odbudowa Hochseeflote w której duchu wychowało się gross ich dowódców. Ale nie Hochseeflote ograniczona do Morza Północnego, lecz tak która umożliwiałaby prowadzenie globalnej polityki mocarstwowej. Traktat Wersalski uważano za ograniczenie tymczasowe, z którym narazie musiano się pogodzić. Stąd zbudowano "okręty pancerne" o globalnym zasięgu i ogólnej charakterystyce zgodnej z traktatowymi ograniczeniami. Zasadniczo miały być niczym innym jak zalążkiem odradzającej się wielkiej floty. W tym kontekście należy uznać je jako jednostki koncepcyjnie udane. Ich wartość bojowa była zdecydowanie wysoka, były to okręty nowoczesne zdolne do działań na odległych akwenach przy znikowej lokalnej infrastrukturze. W kontekście pierwszowojennych doświadczeń azjatyckiej eskadry adm. von Spee, idealne do tego rodzaju działań. Popularne stwierdzenia "szybszy od silniejszych, silniejszy od szybszych", to zdecydowanie określenia czysto prasowe. Wczesne przymiarki do okrętów o wyporności 10tys ton, wskazują że niemcom chodziło po głowie coś w rodzaju czegoś zbliżonego do krążownika waszyngtońskiego. Takich jednak jak wiemy budować nie mogli. Gdy jednak tylko okolicznosci uległy zmianie, natychmiast przystąpili do budowy jednostej o "tradycyjnych" charakterystykach.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.