Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Vissegerd

Polska flota wojenna

Rekomendowane odpowiedzi

Tofik   
W polityce nikomu nie należy ufać Drogi Tofiku, szczególnie, jak się jest królem :D

W ówczesnej sytuacji tylko Habsburgom mogliśmy zaufać w walce przeciwko Szwedom. Zwłaszcza, że to Filip IV wyszedł z propozycją utworzenia floty. Choć należy wspomnieć, że wówczas Zygmunt szukał też pomocy na dworze francuskim i angielskim, bardziej wrogom aniżeli sojusznikom Habsburgów.

Niezdolni do działania mówisz. Może tak, może nie, nie za bardzo kiedy było się wykazać (jeden sezon). W kolejnych latach, kiedy flota podlegała Habsburgom, było jeszcze gorzej. Działo się wręcz fatalnie, dowodzenie było praktycznie żadne.

Tyle że to co działo się po tym, gdy król utracił kontrolę nad flotą, tak więc to raczej nie jego wina. Flota nie miała się kiedy wykazać? Może tak, może nie, może dlatego nie miała szans w starciu z flotą szwedzką (całą), która miała już doświadczenie.

Co do strat w 1628 r. - czyli poważnie nadwyrężono wartość polskich okrętów, może nie w starciu z obcymi statkami, ale zawsze.

Jeszcze w kwestii Wismaru. Król zwlekał z wysyłaniem okrętów, samo wysłanie ich w grudniu 1628 r. pewnie było błędem, ale należało pamiętać, że polska flota w habsburskim porcie była dużo bezpieczniejsza (przynajmniej w 1628 r.) niż w Gdańsku, co dawało większe szanse na to, że plan w ogóle dojdzie do skutku. Tak więc - plan dobry, wykonanie nieco gorsze, ale głównie z powodu postawy habsburskiej (zresztą, Hiszpania nie miała dostatecznej ilości statków, ale nie wiedziała o tym w kwietniu 1627 r.).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach


W ówczesnej sytuacji tylko Habsburgom mogliśmy zaufać w walce przeciwko Szwedom.

Raczej musieliśmy, w związku z sytuacją. Ale to jeszcze nie przesądzało o wysłaniu floty pod obce dowództwo.

Tyle że to co działo się po tym, gdy król utracił kontrolę nad flotą, tak więc to raczej nie jego wina.

Ale przecież utracił na własne życzenie, sam ją tam wysłał na takich warunkach, a nie innych. Więc jak nie jego wina? :D

ale należało pamiętać, że polska flota w habsburskim porcie była dużo bezpieczniejsza (przynajmniej w 1628 r.) niż w Gdańsku, co dawało większe szanse na to, że plan w ogóle dojdzie do skutku.

Niekoniecznie. Przejście do Wismaru wiązało się przede wszystkim z tym, że port ten został wyznaczony na główną bazę sił morskich ligii katolickiej. Trzeba było tylko zapewnić sobie conajmniej suwerenne dowództwo nad flotą, szczególnie, że dominowaliśmy w Wismarze siłą morską. Wykonanie planu przez Habsburgów przestało mieć znaczenie już we wrześniu, okręty nam po prostu ukradziono. Właśnie Cesarz nam je ukradł. Można tego było uniknąć. A twierdza Wisłoujście prezentowała dużą wartość, podobnie jak fortyfikacje Gdańska.

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   

Król jedynie wysłał okręty na własne życzenie. Gdy w styczniu 1627 r. król prosił infantkę Izabelę o przysłanie 12 jednostek, infantka wcale nie odmówiła. Mało tego, Habsburgowie sami zaproponowali wspólną akcję morską. Ostatecznie, wyszło tak, jakby wszystkiemu winny był król, ale to oczywiście nieprawda. Habsburgowie nigdy nie powiedzieli, że wycofują się z planu. Straty ponoszone przez flotę polską w 1628 r. przyśpieszyły decyzję władcy o wysłaniu statków w morze. Nigdzie nie było powiedziane, że nad okrętami w Wismarze pieczę będą sprawować Habsburgowie - niestety, tutaj w kwestii morskiej Habsburgowie nie dotrzymali zobowiązań (choć po części nie mogli - nie dysponowali odpowiednią liczbą swoich jednostek), ale nic dziwnego, że chcieli wszystko ugrać na swoją korzyść. I im się udało.

Tak więc nadal sądzisz, że to wina Zygmunta, to co się stało po grudniu 1628 r.?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tofik, jedno Ci powiem. W Tobie drzemie niesamowity potencjał. Zostań koniecznie politykiem lub dyplomatą. Ty byś chyba nawet murzyna był wstanie przekonać, że jest biały. Ja chylę czoła :thumright:

Król jedynie wysłał okręty na własne życzenie.

Nie ma jedynie. Nie dam się zmanipulować :D

Wysłał to wysłał na własne życzenie i już.

Gdy w styczniu 1627 r. król prosił infantkę Izabelę o przysłanie 12 jednostek, infantka wcale nie odmówiła. Mało tego, Habsburgowie sami zaproponowali wspólną akcję morską. Ostatecznie, wyszło tak, jakby wszystkiemu winny był król, ale to oczywiście nieprawda.

Ależ oczywiście, że go przerobili, masz rację. Nie można jednak powiedzieć, że "biedak, bo go okpili". Po prostu, dał się okpić. Habsburgowie okazali się zdolniejszymi politykami. Wywiedli w pole Zygmunta, zgoda, ale właśnie jego. Bo to była własna akcja i inicjatywa króla. I w tym momencie okazuje się, że szlachta nie popierająca tej operacji, wykazała większą roztropność. A tak na niej psy wieszamy...

Co do reszty, to oczywiście, że masz rację. Z jednym zastrzeżeniem. Określono, że flota będzie podlegała dowództwu cesarskiemu. Zygmunt o tym wiedział.

Źródło: "Polacy na szlakach morskich świata", cz. IV, rozdz. 7. Jerzy Pertek (ś.p.), Gdańsk 1957, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu.

Tak więc nadal sądzisz, że to wina Zygmunta, to co się stało po grudniu 1628 r.?

O niecnoto! O przewrotna istoto! Ale to kota odwraca ogonem :wink:

Mówisz w ten sposób: "Zygmunt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy i to co się stało w Wismarze nie było jego winą". Po cichu przyznajesz, że wywiedli go Habsburgowie w pole. Ale za to według Ciebie plan był dobry, tylko wykonanie złe i to Habsburgów.

Ja rozumiem, że ciężko jest przyjąć do serca błąd historycznego bohatera, ale bohaterowie też są ludźmi i popełniają błędy. Najlepszym się zdarza. Ja się nawet zgodzę, że król miał dobre chęci. Tylko mu nie wyszło, a to tworzy historię. No, ale dochodzimy powoli do konsensusu. Twoje rozumowanie Tofiku jest bardzo logiczne, aczkolwiek nieco stronnicze :wink:

Primo. Skoro dyplomacja habsburska okazała się zręczniejsza niż zygmuntowska, to to już jest porażka polityczna. Czyli błąd polskiej dyplomacji, a tu Zygmunt działał dość samodzielnie jak pisałem. Dał się wywieść w pole, popełnił błąd dyplomatyczny.

Secundo. Wcale nie musi tak być, że plan był dobry. Opierał się na kluczowym założeniu o otrzymaniu wsparcia okrętów hiszpańskich. Miało to razem dać ok. 30 jednostek morskich.

Pytanie, czy to w ogóle było realne? Po jednej stronie Szwecja, Holandia, Francja i Anglia, po drugiej Hiszpania, Cesarstwo i Rzeczpospolita. Ci pierwsi, wszyscy mają flotę. Z ligi katolickiej praktycznie tylko Hiszpania. A jeszcze Dania była w tym wszystkim, również z flotą. Coś mało realny mi się ten plan zaczyna widzieć... Król sroce spod ogona nie wypadł, mógł przeanalizować sytuację. Popełnił moim zdaniem, kolejny błąd, dokonał złej oceny. To się zdarza każdemu, ale błąd, to błąd.

Oczywiście, że formalnie rzecz biorąc, zgodnie z prawem, po rozejmie w Altmarku Habsburgowie powinni byli zwrócić nam flotę, czego nie zrobili. Ordynarna grabież. Bez dwóch zdań.

Króla jednak sądzi się po wynikach rządzenia. Tu mu nie wyszło. I nie ważnym jest oszustwo drugiej strony. Liczy się efekt. Nie wysłałby, nie byłoby kłopotu i strat. Albo byłaby strata mniejsza. Zresztą, nawet gdybyśmy te okręty stracili w walce, to i tak byłby z nich jakiś pożytek. A tak tylko strata.

Mam nadzieję, że doszliśmy do porozumienia, choć zdaję sobie sprawę z tego, że zawsze będziesz Zyzia usprawiedliwiał, nawet w duchu.

W sumie ładnie to o Tobie świadczy Tofiku... :wink:

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Tofik, jedno Ci powiem. W Tobie drzemie niesamowity potencjał. Zostań koniecznie politykiem lub dyplomatą. Ty byś chyba nawet murzyna był wstanie przekonać, że jest biały. Ja chylę czoła :thumright:

Nie zamierzam ;P

Nie ma jedynie. Nie dam się zmanipulować :D

Wysłał to wysłał na własne życzenie i już.

Ale ja tego nie neguję.

Ależ oczywiście, że go przerobili, masz rację. Nie można jednak powiedzieć, że "biedak, bo go okpili". Po prostu, dał się okpić. Habsburgowie okazali się zdolniejszymi politykami. Wywiedli w pole Zygmunta, zgoda, ale właśnie jego. Bo to była własna akcja i inicjatywa króla. I w tym momencie okazuje się, że szlachta nie popierająca tej operacji, wykazała większą roztropność. A tak na niej psy wieszamy...

Ale skąd on mógł wiedzieć o zamierzeniach hiszpańskich? Przecież Filip IV deklarował poparcie.

To, że wyszło na korzyść Habsburgów to niewątpliwie nasza strata (po części też Habsburgów - w końcu utracili szansę na zaistnienie w starciu na morzu ze Szwedami; z nami mogło być łatwiej), ale nie obwiniałbym za to króla.

Co do reszty, to oczywiście, że masz rację. Z jednym zastrzeżeniem. Określono, że flota będzie podlegała dowództwu cesarskiemu. Zygmunt o tym wiedział.

Źródło: "Polacy na szlakach morskich świata", cz. IV, rozdz. 7. Jerzy Pertek (ś.p.), Gdańsk 1957, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu.

No cóż... Braki w mojej wiedzy. Tyle że ustalono dowództwo kiedy sformuje się wazowsko - habsburska eskadra, a nie przed przybyciem polskich statków :wink:

Primo. Skoro dyplomacja habsburska okazała się zręczniejsza niż zygmuntowska, to to już jest porażka polityczna. Czyli błąd polskiej dyplomacji, a tu Zygmunt działał dość samodzielnie jak pisałem. Dał się wywieść w pole, popełnił błąd dyplomatyczny.

Tu zgoda. Ale. Czy istotnie Habsburgowie chcieli wywieść w pole Zygmunta? Nie IMHO, przecież sami wyszli z tą propozycją. To, że chcieli zagarnąć nasze okręty od razu odrzucam, przecież po przypłynięciu Polaków do Wismaru, nie podejmowali większych działań za pomocą floty.

Secundo. Wcale nie musi tak być, że plan był dobry. Opierał się na kluczowym założeniu o otrzymaniu wsparcia okrętów hiszpańskich. Miało to razem dać ok. 30 jednostek morskich.

Pytanie, czy to w ogóle było realne? Po jednej stronie Szwecja, Holandia, Francja i Anglia, po drugiej Hiszpania, Cesarstwo i Rzeczpospolita. Ci pierwsi, wszyscy mają flotę. Z ligi katolickiej praktycznie tylko Hiszpania. A jeszcze Dania była w tym wszystkim, również z flotą. Coś mało realny mi się ten plan zaczyna widzieć... Król sroce spod ogona nie wypadł, mógł przeanalizować sytuację. Popełnił moim zdaniem, kolejny błąd, dokonał złej oceny. To się zdarza każdemu, ale błąd, to błąd.

Wiesz, akurat Hiszpanie deklarowali, że wszystko będzie na czas. Zygmunt nie miał nic innego do zrobienia, jak to zaakceptować.

Króla jednak sądzi się po wynikach rządzenia. Tu mu nie wyszło. I nie ważnym jest oszustwo drugiej strony. Liczy się efekt. Nie wysłałby, nie byłoby kłopotu i strat. Albo byłaby strata mniejsza. Zresztą, nawet gdybyśmy te okręty stracili w walc, to i tak byłby z nich jakiś pożytek. A tak tylko strata.

Na tej samej zasadzie można ocenić Napoleona jako głupka. Nie stawałby do walki, nie przegrałby.

W sumie ładnie to o Tobie świadczy Tofiku... :wink:

;P

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
To, że wyszło na korzyść Habsburgów to niewątpliwie nasza strata (po części też Habsburgów - w końcu utracili szansę na zaistnienie w starciu na morzu ze Szwedami; z nami mogło być łatwiej), ale nie obwiniałbym za to króla.

Obwiniał nie, ale odpowiedzialność kogoś zawsze obciąża, w tym wypadku króla. Można też powiedzieć, że miał pecha.

Wiesz, akurat Hiszpanie deklarowali, że wszystko będzie na czas. Zygmunt nie miał nic innego do zrobienia, jak to zaakceptować.

No tak. Jak się powiedziało A, trzeba i powiedzieć B. Chyba, że udałoby się wymigać. Gdyby np. rozejm w Altmarku wydarzył się przed wysłaniem floty. Ale to już historia alternatywna :D

Na tej samej zasadzie można ocenić Napoleona jako głupka. Nie stawałby do walki, nie przegrałby.

Eeee, trochę chyba przesadziłeś... :wink:

Jak się nie ma wyjścia albo się opłaca, to się staje do walki. Ocenia się albo za całokształt, albo za epizod. Tu oceniamy konkretny epizod. U Napoleona pochwalimy np. działania roku 1807 a zganimy w 1812. Tak samo w naszym przypadku.

W zasadzie wychodzi na jedno. Żle się stało, jak się stało. Byłoby lepiej, gdyby okręty nam nie przepadły i to bez dwóch zdań. Władysław IV miałby potem lepszą sytuację wyjściową, nie zaczynałby praktycznie od zera.

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Obwiniał nie, ale odpowiedzialność kogoś zawsze obciąża, w tym wypadku króla. Można też powiedzieć, że miał pecha.

Osobiście obwiniam Habsburgów za niepowodzenie planu, gdyż nie zastosowali się do niczego, co proponowali.

No tak. Jak się powiedziało A, trzeba i powiedzieć B. Chyba, że udałoby się wymigać.

Wymigać? Ale po co?

Jak się nie ma wyjścia albo się opłaca, to się staje do walki. Ocenia się albo za całokształt, albo za epizod. Tu oceniamy konkretny epizod. U Napoleona pochwalimy np. działania roku 1807 a zganimy w 1812. Tak samo w naszym przypadku.

Ok. Ogólnie wyszło źle: utraciliśmy flotę. Ale, to byłoby zbyt proste. Należy się zastanowić, co można było zrobić.

W zasadzie wychodzi na jedno. Żle się stało, jak się stało. Byłoby lepiej, gdyby okręty nam nie przepadły i to bez dwóch zdań. Władysław IV miałby potem lepszą sytuację wyjściową, nie zaczynałby praktycznie od zera.

Może by miał, może nie. W lipcu 1628 r. zatonął jeden z czterech galeonów spod Oliwy ("Wodnik", "Król Dawid", "Latający Jeleń"): "Święty Jerzy". Czyli utraciliśmy 1/4 naszej poważnej wartości bojowej na morzu. Więc owe galeony musiały już walczyć z 15 - krotnie liczniejszymi siłami. Jeśli któryś by ocalał to może by mu to coś dało. Ale i tak i tak większość z tego co Władysław by dostał stanowiłyby pinasy i fluity.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Należy się zastanowić, co można było zrobić.

Jeśli któryś by ocalał to może by mu to coś dało. Ale i tak i tak większość z tego co Władysław by dostał stanowiłyby pinasy i fluity.

No właśnie, dziękuję Tofiku, że to poruszyłeś. Dochodzimy bowiem do bardzo ciekawego momentu w dyskusji. Czy gdyby połączyć to, co mogło zostać po flocie Zygmunta, to czy Władysław mógł stworzyć silną flotę i osiągnąć pozytywne efekty?

Należy pamiętać o jeszcze jednym ważnym aspekcie, mielibyśmy zachowaną ciągłość istnienia floty i tradycji morskiej. To też czynnik nie bez znaczenia.

Pozdrowienia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Należy pamiętać o jeszcze jednym ważnym aspekcie, mielibyśmy zachowaną ciągłość istnienia floty i tradycji morskiej.

... dzięki pinasom i fluitom :D Takie stateczki są przydatne (dowodem na to jest uczestnictwo "Panny Wodnej" w ostrzale "Tigerna"), ale na pewno nie w samotnym i samodzielnym działaniu. Tak więc - poza tradycją niewiele by nam to dało. O ile galeony dotrwałyby końca wojny ze Szwedami.

Ale oczywiście lepiej posiadać niż nie mieć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No nie przesadzaj proszę. Do Wismaru wysłaliśmy 4 galeony, 3 pinki, 1 fluitę i 1 krejer. "Arka Noego" to w zasadzie już pinasa, nie pinka, 16 dział, 35 marynarzy, 70 żołnierzy piech. mor., gdzie dla porównania galeon "Wodnik" miał 17 dział, 45 marynarzy i 80 żolnierzy. Więc nie były to małe jednostki. Władysław IV zaczynał potem od pinek i fluit. A tak, miałby ułatwione zadanie. Poza tym, okręty samodzielnie nie działały. Zawsze był to zespół lub eskadra, zależnie od zadania. Do działań kaperskich formowano niewielkie zespoły, do eskorty również. Bitwy planowano, jak pokazuje Oliwa, z użyciem większych sił. No i może rozejm w Starym Targu wynegocjowanoby na lepszych warunkach. Nie można zakładać, że na pewno nie.

Zacznijmy może od tego, że jak wspomniał Pancerny, w pactach conventach, artykuł 58 zobowiązywał do przysposobienia floty wojennej. Wynika z tego niezbicie przyjęcie kierunku rozwoju morskiego dla Rzeczpospolitej. Staranie króla o odzyskanie okrętów utraconych w Wismarze tylko to potwierdza. O ile można byłoby mieć silniejszą flotę i to po niższych kosztach...

Dowódcą we flocie Władysława był wiceadmirał Aleksander Seton, Szkot, a jego zastępcą kontradmirał Henryk Wolbryg. Stanowisko admiralskie zarezerwowano dla Krzysztofa Arciszewskiego. Flota Władysława nie wzięła udziału w jakichkolwiek działaniach bo była tworzona od zera, więc powstała zbyt późno. Demonstracja siły, którą moglibyśmy pokazać mając do dyspozycji okręty po Zygmuncie III, mogła wpłynąć na warunki rozejmu w Sztumskiej Wsi. Albo wręcz umożliwić działania zbrojne naszej flocie. My zakończyliśmy wojnę z Moskwą, Oxienstierna zbierał baty, była bardzo korzystna sytuacja. Silna flota moim zdaniem przydałaby się. Może dzięki temu i przetrwałaby na dłużej. Czemu nie?

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   

Oczywiście, przecież wspomniałem: "Ale oczywiście lepiej posiadać niż nie mieć." Tyle że tym samym nie stalibyśmy sie równorzędnym przeciwnikiem Szwedów na morzu, bo ci mieli ponad 40 samych galeonów. Sama ich liczba galeonów, jeśli nie przewyższała to dorównywała (nie mam danych przy sobie) liczbę polskich okrętów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, masz rację Tofiku. Na nasze szczęście jednak, Szwedzi nie tylko z Polską walczyli, więc musieli ropraszać swoje siły i tu moim zdaniem była jakaś szansa. Gdyby Władysław miał ze 20-30 orkętów to już by była znacząca siła. Nasze pinki nie były takimi słabeuszami, a żeglarzy jak się okazuje mieliśmy całkiem niezłych.

Skoro Władysław wystawił 10 okrętów, Zygmunt do Wismaru wysłał 9, to już jest prawie 20. Całkiem pokaźna flota, mogłaby wiele zdziałać. Tym bardziej, że Szwedzi nie mogli wysłać całej swojej floty przeciwko RON. Jak wspomniałem, Oxenstierna miał spore problemy, można to było wykorzystać.

Czy Waszym zdaniem, był to moment kiedy mogliśmy się pojawić na stałe, na szlakach morskich?

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   

"Oczywiście, masz rację Tofiku. Na nasze szczęście jednak, Szwedzi nie tylko z Polską walczyli"

To zależy kiedy. W czasach Gustawa II Adolfa Szwedzi raczej zawsze walczyli z jednym przeciwnikiem. Nie musieli się obawiać Rosjan, bo ci byli bardziej wrodzy RON niż Szwecji. Lata 1617 - 1629 to lata walki z Polską. Wówczas, Habsburgowie wysyłali pomoc, ale na więcej nie mogli sobie pozwolić. Szwedzi zanim przystąpili do akcji w Niemczech, pokonali wpierw Polskę. Więc to nie jest takie oczywiste z tym podziałem sił u Szwedów. Zawsze stawiali przeciwko jednemu przeciwnikowi. Co innego w latach 1632 - 1635, to się mogło zmienić, ale nie sądzę, by szlachta zgodziła się na zaborczą wojnę. Zwiększenie morskich sił polskich (ale tylko do obrony) może było możliwe, ale nic więcej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Co innego w latach 1632 - 1635, to się mogło zmienić, ale nie sądzę, by szlachta zgodziła się na zaborczą wojnę. Zwiększenie morskich sił polskich (ale tylko do obrony) może było możliwe, ale nic więcej.

No i dokładnie ten okres mam na myśli. Może szlachta zachęcona zwycięstwami floty (jakieś powtórki Oliwy) zainteresowałby się problematyką morską. Tak źle chyba nie było, skoro nawet Pacta Conventa Jana Kazimierza zawierały obowiązek utworzenia floty. Więc idea żyła, trzeba ją było tylko dobrze wykorzystać. Tak sądzę.

Na koniec podam skład floty Władysława IV (pinki i fluity):

"Słońce"

"Czarny Orzeł"

"Prorok Samuel"

"Nowy Czarny Orzeł"

"Biały Orzeł"

"Charitas"

"Gwiazda"

"Myśliwiec"

"Fortuna" (alias "Święty Piotr")

"Mały Biały Orzeł"

I jeszcze dla zainteresowanych skład polskiej floty Zygmunta III, wysłanej do Wismaru w 1629 roku:

"Król Dawid" - galeon

"Wodnik" - galeon

"Tygrys" - galeon

"Syrena" - galeon (i tu nie jestem pewien, mam nieścisłości w źródłach, może był to "Walenty", albo inny okręt)

"Arka Noego" - pinasa

"Panna wodna" - pinka

"Biały Pies" - pinka

"Feniks" - fluita

"Delfin" - krejer

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Może szlachta zachęcona zwycięstwami floty (jakieś powtórki Oliwy) zainteresowałby się problematyką morską.

Zainteresowanie jakieś tam było, ale flota miała służyć do obrony, a nie do ataku. Atak mógł za bardzo wzmocnić nie tyle RON (no bo przecież było świetnie :roll: ), co króla.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×