Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Vissegerd

Polska flota wojenna

Rekomendowane odpowiedzi

Jak wszyscy wiemy, król Zygmunt III Waza doprowadził do powstania polskiej floty wojennej, co zaowocowało wygraną w bitwie pod Oliwą. Po wygranej, polska flota liczyła 14 okrętów i mogła mieć więcej. Dalsze posunięcia króla doprowadziły jednak do upadku floty w ciągu paru lat. Okręty wysłano do Wismaru, na pomoc Habsburgom, skąd nigdy już nie wróciły. Jak myślicie, dlaczego tak się stało? Czy można było dalej rozwijać naszą flotę? Co by nam to w przyszłości dało? Jakie błędy popełnił Zygmunt III?

Czy mieliśmy szansę stać się potęgą morską na Bałtyku albo przynajmniej liczącą się siłą?

Zapraszam do dyskusji :arrow:

Również w temacie: http://www.historia.org.pl/forum/viewtopic.php?t=4698

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach


Tofik   

Więc tak, zaczęło się od tego, że król poszukiwał większego wsparcia przeciwko Szwedom. Filip IV zgodził się wypłacić subsydium w wysokości 400 tys. dukatów. Później doszło do zaaprobowania planu utworzenia wspólnej floty składającej się z 24 okrętów, której dowódcą miał zostać królewicz Władysław Waza (jednak Zygmunt nie wyraził na to zgody). Przygotowania po stronie Zyzia ukończono szybciej i mimo iż na jesień 1627 r. okręty były gotowe do wyruszenia, nie wysłał ich, gdyż uznał, że przygotowania sojuszników idą zbyt powoli. W międzyczasie Polacy zwyciężyli pod Oliwą, a 6 lipca 1628 r. doznała poważnych strat w boju nieopodal Wisłoujścia. Król czekał i miał ciągle nadzieje, wysłał flotę (bardziej wazowską niż RON), ale nie mógł wiedzieć, że Habsburgowie ze wszystkiego się wycofali. Bo wycofali się przecież dopiero 5 maja 1629 r., a więc trochę czasu od rejsu polskich okrętów. Plan oceniam dobrze (co mogła zdziałać sama polska flota? Mogła prowadzić co najwyżej "partyzantkę na morzu"), złe wykonanie leży po stronie hiszpańskiej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No tak, ale Habsburgowie, najnormalniej w świecie nie chcieli nam zwrócić okrętów z tego co pamiętam. Myślę, że flota by nam się przydała. Nie panowalibyśmy na Bałtyku, ale przecież do ochrony własnych portów i floty handlowej to by chyba wystarczyło. Parę jednostek można było jeszcze zbudować. W końcu polskie okręty i dowódcy (o czym pisałem w temacie "Bitwa po Oliwą") nie ustępowały Szwedom. Czy można więc było jakoś przekonać szlachtę do morskich projektów? Gdańszczanie np. odnosili się przecież pozytywnie do floty wojennej, szczególnie właśnie po zwycięstwie na zatoce Gdańskiej.

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
No tak, ale Habsburgowie, najnormalniej w świecie nie chcieli nam zwrócić okrętów z tego co pamiętam.

Ale to nie Habsburgowie przejęli okręty, a Szwedzi (wraz z Wismarem zresztą).

Myślę, że flota by nam się przydała. Nie panowalibyśmy na Bałtyku, ale przecież do ochrony własnych portów i floty handlowej to by chyba wystarczyło

Oczywiście, masz rację. Problem w tym, że szlachta nie odnosiła się raczej pozytywnie do takowych planów (zresztą grunt to armia lądowa).

Parę jednostek można było jeszcze zbudować.

Tylko za co? Ważniejsze były działania lądowe.

W końcu polskie okręty i dowódcy (o czym pisałem w temacie "Bitwa po Oliwą") nie ustepowały Szwedom.

Eskadra polska (bo taką wielkość miała polska flota) mogła się równać eskadrze szwedzkiej, ale nie flocie.

Czy można więc było jakoś przekonać szlachtę do morskich projektów? Gdańszczanie np. odnosili się przecież pozytywnie do floty wojennej, szczególnie właśnie po zwycięstwie na zatoce Gdańskiej.

Gdańszczanie byli bliżsi wydarzeniom. Wiadomo, że nadmorscy mieszkańcy byli większymi zwolennikami wzmocnienia obronności kraju, ale co z resztą?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Ale to nie Habsburgowie przejęli okręty, a Szwedzi (wraz z Wismarem zresztą).

Tak, ale trochę później to było. Najpierw nie chciano nam zwrócić floty. Poza tym, nie wszystkie okręty przejęli Szwedzi w Wismarze. "Król Dawid" został przejęty przez Lubekę, "Biały Lew", "Płomień" i "Czarny Kruk" zostały rozbrojone.

Eskadra polska (bo taką wielkość miała polska flota) mogła się równać eskadrze szwedzkiej, ale nie flocie.

Ależ oczywiście, przecież dokładnie tak pisałem, że pod Oliwą walczyły ze sobą dwie eskadry. Tutaj chodziło mi o to, że zarówno jakość okrętów (nie mówię oczywiście o największych okrętach szwedzkich jak np. "Vasa"), poziom dowódców i wyszkolenie załóg polskich nie ustępowały szwedzkim. Nie prównywałem stosunku sił.

Gdańszczanie byli bliżsi wydarzeniom. Wiadomo, że nadmorscy mieszkańcy byli większymi zwolennikami wzmocnienia obronności kraju, ale co z resztą?

No właśnie, dokładnie nad tym samym się zastanawiam. Czy można było jakoś chytrze wykorzystać wiktorię oliwską do skłonienia szlachty, żeby poparła projekt rozwoju floty. Jakimś fortelem, umiejętną propagandą. Np. posługując się argumentem swobodnego eksportu zboża. Przecież walki morskie ze Szwecją nie były niczym innym, jak między innymi wojną o panowanie nad ujściem Wisły. Więc argument ekonomiczny może mógł przemówić do szlachty. Co o tym sądzicie?

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Tak, ale trochę później to było. Najpierw nie chciano nam zwrócić floty. Poza tym, nie wszystkie okręty przejęli Szwedzi w Wismarze. "Król Dawid" został przejęty przez Lubekę, "Biały Lew", "Płomień" i "Czarny Kruk" zostały rozbrojone.

Aaa :roll: Ale przecież już wspominałem, że to wina wykonania (i tego, że Habsburgom w przeciągu czasu zmieniły się interesy) - a to ciąży na Habsburgach, nie na ZIIIW :razz:

Ależ oczywiście, przecież dokładnie tak pisałem, że pod Oliwą walczyły ze sobą dwie eskadry. Tutaj chodziło mi o to, że zarówno jakość okrętów (nie mówię oczywiście o największych okrętach szwedzkich jak np. "Vasa"), poziom dowódców i wyszkolenie załóg polskich nie ustępowały szwedzkim. Nie prównywałem stosunku sił.

Fakt, masz rację. Ale przecież na panowanie na morzu nie mogliśmy liczyć.

Więc argument ekonomiczny może mógł przemówić do szlachty. Co o tym sądzicie?

Czy ja wiem? Władysławowi IV się nie udało, a miał lepszą pozycję.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Ale przecież już wspominałem, że to wina wykonania (i tego, że Habsburgom w przeciągu czasu zmieniły się interesy) - a to ciąży na Habsburgach, nie na ZIIIW

Jednego Zyziowi zazdroszczę. Że ma tak wiernego fana w Tobie :arrow:

Już tak go nie wybielaj za wszelką cenę. Dobry zwyczaj, nie pożyczaj. Nie dałby, toby miał. Jego błąd bez dwóch zdań. Tu się nie ugnę :arrow:

Ale przecież na panowanie na morzu nie mogliśmy liczyć.

Przeca żem sam napisał:

Nie panowalibyśmy na Bałtyku, ale przecież do ochrony własnych portów i floty handlowej to by chyba wystarczyło
Uderz w stół, a Tofik się odezwie ;D

Nie ukrywam, że jako człowiekowi znad morza i synowi marynarza strasznie mi żal, że w historii nie mieliśmy dobrej floty. Taka nostalgia mnie ogarnia...

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   

Jak starałem się wykazać wyżej - nie było po co trzymać floty na Bałtyku, zwłaszcza, że część naszej floty albo została poważnie uszkodzona albo poszła na dno (jak, z tego co pamiętam, "Święty Jerzy", jeden z głównych aktorów bitwy oliwskiej). To udowodniło, że sami nawet nie będziemy mogli chronić Gdańska tymi siłami, którymi dysponowaliśmy (a na dotworzenie nowych potrzeba było czasu). Jak wspomniałem, plan oceniam bardzo dobrze, bo zakładał on wciągnięcie Habsburgów również do wojny na morzu, do tego polepszał naszą pozycję nad Bałtykiem, ale w wykonaniu zawiedli głównie ci właśnie Habsburgowie, których uwaga skierowała się gdzie indziej. Jednak przed uzgodnieniem działań Zygmunt mógł być pewny, że sojusznicy pomogą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Pancerny   

O silnej flocie mówiło się już za pierwszej elekcji.Henryk Walezy w pactach conventach miał odbudować polską flotę wojenną,Później król Stefan Batory zorganizował flotyllę kaperską, która brała udział w wojnie z Gdańskiem,oczywiście po zawarciu pokoju flotę rozpuścił.Szkoda, bo można, było wtedy projekt odnowy floty wojennej pociągnąć dalej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jak starałem się wykazać wyżej - nie było po co trzymać floty na Bałtyku, zwłaszcza, że część naszej floty albo została poważnie uszkodzona albo poszła na dno (jak, z tego co pamiętam, "Święty Jerzy", jeden z głównych aktorów bitwy oliwskiej). To udowodniło, że sami nawet nie będziemy mogli chronić Gdańska tymi siłami, którymi dysponowaliśmy (a na dotworzenie nowych potrzeba było czasu).

Chyba będę polemizował :arrow:

Primo, "Święty Jerzy" został zniszczony dopiero w 1628 roku przez szwedzką artylerię polową na Wiśle.

Secundo, stan polskich okrętów wojennych (bojowych) po bitwie pod Oliwą wynosił:

Galeony - 5

Pinki - 4

Fluity - 4

Krejery - 1

Razem więc 14 jednostek bojowych, żaglowych. Szwecja istotnie, posiadała potężną flotę, ale nie zapominajmy, że tylko część z nich to żaglowe jednostki bojowe. Mieli dużo okrętów transportowych i wiosłowych. Cała flota miała ok 200 okrętów, ale tylko 47 z nich było okrętami odpowiadającymi typom w powyższym zestawieniu floty polskiej. Skąd to wiadomo? Otóż na zdobytym pod Oliwą "Tigernie" znaleziono zestawienie szwedzkich okrętów wojennych. Ujawniona w zestawieniu liczba to 49, a ponieważ stracili Szwedzi na zatoce Gdańskiej dwie jednostki, stąd liczba. Otrzymujemy więc stosunek sił 1:3,36. Nie jest aż taki powalający.

Pamiętajmy, że rok wczesniej, w Piławie straciliśmy na rzecz Szwedów cztery galeony.

Możliwości produkcyjne Gdańska i Pucka były spore, każdy ośrodek mógł zbudować bez większych problemów 3-4 jednostki wodne rocznie. A można jeszcze było robić zakupy za granicą. Oczywiście pozostaje kwestia funduszy, ale to była ciągle bolączka naszego kraju, również w wojskach lądowych. Szwedzi też nie mogli pozwolić sobie na rzucenie całej swojej floty przeciwko Polsce. Więc faktycznie, do panowania na Bałtyku było daleko, ale bronić własnych wybrzeży mogliśmy. Nawet działania "partyzanckie" były potrzebne, szwedzkie wojska często zaopatrywane były drogą morską. Posiadanie więc floty mogącej nękać linie zaopatrzeniowe przeciwnika miało głęboki sens.

Ponadto, trudności finansowe przy budowie floty występowały od samego początku, przed bitwą Oliwską. Bardzo niechętny był Gdańsk. Do tego stopnia nawet, że król był zmuszony rozpocząć budowę statków w Pucku, gdyż Gdańsk odmówił. Po Oliwskiej wiktorii sytuacja się zmieniła. Duży sukces propagandowy zmienił nastawienie mieszczaństwa gdańskiego, widziało ono dużą przyszłość w budowie floty wojennej, część szlachty zresztą też.

przed uzgodnieniem działań Zygmunt mógł być pewny, że sojusznicy pomogą.

Powiem tak. Nie popisał się Zyzio przenikliwością polityczną. Ufanie Habsburgom? To chyba nie najlepszy pomysł. Wciągnięcie w wojnę, jak najbardziej tak, ale oddawanie z takim trudem utworzonej floty zakrawa na brak wyobraźni. Tak mi się wydaje przynajmniej.

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Powiem tak. Nie popisał się Zyzio przenikliwością polityczną. Ufanie Habsburgom? To chyba nie najlepszy pomysł.

Sam wiesz, że się mylisz.

Wciągnięcie w wojnę, jak najbardziej tak, ale oddawanie z takim trudem utworzonej floty zakrawa na brak wyobraźni. Tak mi się wydaje przynajmniej.

Wciąganie się w walkę z większą flotą też.

Razem więc 14 jednostek bojowych, żaglowych. Szwecja istotnie, posiadała potężną flotę, ale nie zapominajmy, że tylko część z nich to żaglowe jednostki bojowe. Mieli dużo okrętów transportowych i wiosłowych. Cała flota miała ok 200 okrętów, ale tylko 47 z nich było okrętami odpowiadającymi typom w powyższym zestawieniu floty polskiej. Skąd to wiadomo? Otóż na zdobytym pod Oliwą "Tigernie" znaleziono zestawienie szwedzkich okrętów wojennych. Ujawniona w zestawieniu liczba to 49, a ponieważ stracili Szwedzi na zatoce Gdańskiej dwie jednostki, stąd liczba. Otrzymujemy więc stosunek sił 1:3,36. Nie jest aż taki powalający.

Pamiętajmy, że rok wczesniej, w Piławie straciliśmy na rzecz Szwedów cztery galeony.

Tyle że Szwedzi skutecznie zastawiali całe wybrzeże, a nasza flota stała tylko niedaleko Gdańska.

Do tego, przesadzasz z tym, że budowa okrętów była bardzo łatwa. Należało najpierw wziąć na to pieniądze. Na ważniejsze sprawy (działania na lądzie) ich nie było, więc jak?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sam wiesz, że się mylisz.

Hmmm... A dlaczego tak uważasz? Czyżby chodziło Ci o koligacje rodzinne Zyzia z obozem habsburskim? Wiesz jak to mówią, z rodziną najlepiej na zdjęciu :D

Sądzę jednak, że się nie mylę. Decyzja o wysłaniu okrętów do Wismaru zapadła we wrześniu 1628 roku, okręty wysłano w styczniu następnego roku. Jak wiemy, 26 września podpisano rozejm w Altmarku i Zygmunt domagał się zwrotu floty. Co dalej było już napisałem, resztę sam wiesz.

Co leżało jednak u podstaw decyzji króla? Otóż jak zapewne sam wiesz (no bo, kto jak kto, ale Ty Tofiku zapewne wiesz więcej ode mnie o królu Zygmuncie) król prowadził z Habsburgami rokowania, od wielu zresztą lat, celem utworzenia anty protestanckiego i anty szwedzkiego aliansu, wierząc, że ułatwi mu to odzyskanie korony szwedzkiej. Dlatego też dążył do utworzenia silnej floty habsbursko-polskiej, bez czego niemożliwy byłby zbrojny powrót do Szwecji. Habsburgowie ze swej strony zbieżność swoich planów bałtyckich z projektami Zygmunta zamierzali wyzyskać dla własnych celów. Szereg lat trwał ten swoisty kontredans polityczny, w którym każda ze stron próbowała pozyskać obcą flotę dla własnych celów, nie angażując w miarę możności własnej. Wygrała niestety dyplomacja habsburska, a to za sprawą królowej Konstancji i jej licznych popleczników, jak np. nuncjusz papieski, czy posłowie hiszpańscy. Więc zamiast pozyskać flotę Habsburgów na Bałtyku dla swoich celów, wysłał Zygmunt nasze okręty do Wismaru. Absolutnie nie leżało to w interesie kraju. Był to czysto partykularny interes Zygmunta, na dodatek fatalnie rozegrany. Pełna porażka i nic więcej. Szanuję Twoje uwielbienie dla tego króla, ale tu dał ciała na całej linii.

Wciąganie się w walkę z większą flotą też.

Pełna zgoda. Tylko jak pokazuje historia (vide bitwa pod Oliwą) można zawsze próbować wykorzystać dobry moment.

Tyle że Szwedzi skutecznie zastawiali całe wybrzeże, a nasza flota stała tylko niedaleko Gdańska.

No właśnie :wink:

Więc flota szwedzka nie była skoncentrowana, czyli można się było pokusić o bicie jej kawałkami, jak pod Oliwą. Przynajmniej byłby jakiś pożytek, a tak nie było żadnego.

Do tego, przesadzasz z tym, że budowa okrętów była bardzo łatwa. Należało najpierw wziąć na to pieniądze. Na ważniejsze sprawy (działania na lądzie) ich nie było, więc jak?

Nie powiedziałem, że była łatwa, podałem tylko możliwości produkcyjne, wydajność. Zgoda, pieniądze były podstawowym problemem, stąd moje wcześniejsze pytania, czy można było jakoś nakłonić szlachtę do zmiany swojej postawy. Tak sobie myślę, że gdybyśmy jeszcze odnieśli parę zwycięstw na morzu, to być może sukces propagandowy jakoś by się przekuł na zmianę stanowiska szlachty. Szlachta niestety znowuż miała obawy o absolutystyczne zapędy Zygmunta i bała się, że silna flota, niezależna od niej samej będzie dogodnym narzędziem w rękach króla oraz będzie chciał zbrojnie sięgnąć po koronę szwedzką. Ja rozumiem Zygmunta jako człowieka, ale nie jako króla polskiego.

Czy przy zręcznie prowadzonej polityce można było to zmienić? Obawiam się (i tu muszę Ci przyznać Tofiku rację), że raczej nie za bardzo w sytuacji jaka była. Gdyby jednak król inaczej prowadził swoją politykę...

Coś tu jednak jest nie tak jak widać... Ja obstawiam (i nie tylko ja), że błąd leżał po stronie króla w pierwszym rzędzie, dopiero w drugiej kolejności po stronie szlachty. Patrząc na to, co napisałem wcześniej, można się pokusić o hipotezę, że gdyby nie awantura habsburska Zygmunta, inaczej spojrzeliby panowie bracia na flotę.

Jeżeli natomiast nie rozbudowa floty, to przynajmniej trzeba było zatrzymać taką, jaką była. Jeśli natomiast nie było nas stać na utrzymanie floty (być może, że taki był problem), to dużo rozsądniejszym posunięciem byłoby sprzedanie okrętów i zainwestowanie pozyskanych w ten sposób funduszy np. w fortyfikacje. Sądzę też, że Gdańsk wsparłby króla finansowo w utrzymaniu floty. Właściwie, jestem prawie pewien. Nastroje Gdańszczan po bitwie pod Oliwą były bardzo przychylne Zygmuntowi.

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Pancerny   
Czy można było jakoś chytrze wykorzystać wiktorię oliwską do skłonienia szlachty, żeby poparła projekt rozwoju floty. Jakimś fortelem, umiejętną propagandą. Np. posługując się argumentem swobodnego eksportu zboża.

Tak zrobił Władysław IV.Wmówił szlachcie, że silna marynarka wojenna jest potrzebna do pilnowania pobierania ceł morskich.Przez jednego kupca nabył 10 okrętów handlowych, uzbroił je i przez kilka lat,ochraniały nasze Pomorze. I teraz patrzcie na mądrość Szwedów w trakcje podpisywania traktatu pokojowego w Sztumskiej Wsi w 1635r. jednym z warunków podpisania umowy było ograniczenie ilości naszej floty, na co polska strona od razu się zgodziła.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tofik   
Hmmm... A dlaczego tak uważasz? Czyżby chodziło Ci o koligacje rodzinne Zyzia z obozem habsburskim? Wiesz jak to mówią, z rodziną najlepiej na zdjęciu :D

Mówię o ufaniu Habsburgom. Jak nie im to komu w tamtym czasie?

Pełna zgoda. Tylko jak pokazuje historia (vide bitwa pod Oliwą) można zawsze próbować wykorzystać dobry moment.

Pełna zgoda. Tylko jak pokazuje historia, Oliwa to nasz jedyny sukces morski w tamtym czasie.

No właśnie :wink:

Więc flota szwedzka nie była skoncentrowana, czyli można się było pokusić o bicie jej kawałkami, jak pod Oliwą. Przynajmniej byłby jakiś pożytek, a tak nie było żadnego.

Tyle że widocznie Polacy na morzu nie byli zdolni do działania, skoro w 1628 r. ponieśli dość poważne straty (dokładniej: "Żółty Lew" został zatopiony, "Święty Jerzy" opuszczony przez załogę, a następnie spalony przez Szwedów, "Feliks" został poważnie uszkodzony). Więc nie mogliśmy sobie na wiele pozwalać.

Wysłanie okrętów do Wismaru leżało w naszym interesie. Miało ono za cel połączenie z habsburską flotą i stamtąd przejście na Bałtyk, to dawało większe szanse na wyzwolenie choćby części wybrzeża.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Przez jednego kupca nabył 10 okrętów handlowych, uzbroił je i przez kilka lat,ochraniały nasze Pomorze. I teraz patrzcie na mądrość Szwedów w trakcje podpisywania traktatu pokojowego w Sztumskiej Wsi w 1635r. jednym z warunków podpisania umowy było ograniczenie ilości naszej floty, na co polska strona od razu się zgodziła.

Małe sprostowanie i uzupełnienie. Faktycznie, Władysław wydzierżawił od gdańskiego kupca Hewla 7 lub 8 okrętów, a właściwie zostały użyczone. Rozpoczęto budować okręt flagowy, inny zakupiono w Danii. W sumie było 11 jednostek, w tym jedna galera. Była to dużo słabsza flota niż ta spod Oliwy, po prostu mniejsze okręty.

Hewel był jednocześnie członkiem komisji królewskiej ds. floty i gorącym orędownikiem tworzenia polskich sił morskich. Na koszt króla, okręty te zostały przystosowane do działań wojennych i uzbrojone. Były to jak wspomniałem, niewielkie jednostki, przerobione statki handlowe. Niestety, nie podziałały zbyt długo, a właściwie wcale, bo już po wspomnianym rozejmie w Sztumskiej Wsi okręty rozbrojono. Czyli w dwa i pół roku po koronacji, ok. roku od momentu, kiedy podjęto decyzję o tworzeniu floty w takiej formie (czyli zakupu, dzierżawy i budowy). Wcześniej, na początku panowanie Władysława próbowano odzyskać okręty przejęte przez Szwedów w Wismarze i jeden przez Lubeczan.

Potem, po zawarciu pokoju okręty zostały odkupione od Hewla i pływały jako statki handlowe (rozbrojone). Takie królewskie przedsiębiorstwo handlowe. Towarzyszyły temu same nieszczęścia, ciągle brakowało pieniędzy, dwa okręty zostały zdobyte przez kaprów, trzy zatonęły. Po śmierci Hewla w 1640 roku całe przedsięwzięcie podupadło ostatecznie i pozostałe jednostki sprzedano do końca 1643 roku. Tak ostatecznie zakończyła się morska przygoda Rzeczpospolitej.

Mówię o ufaniu Habsburgom. Jak nie im to komu w tamtym czasie?

W polityce nikomu nie należy ufać Drogi Tofiku, szczególnie, jak się jest królem :D

Tyle że widocznie Polacy na morzu nie byli zdolni do działania, skoro w 1628 r. ponieśli dość poważne straty (dokładniej: "Żółty Lew" został zatopiony, "Święty Jerzy" opuszczony przez załogę, a następnie spalony przez Szwedów, "Feliks" został poważnie uszkodzony). Więc nie mogliśmy sobie na wiele pozwalać.

Niezdolni do działania mówisz. Może tak, może nie, nie za bardzo kiedy było się wykazać (jeden sezon). W kolejnych latach, kiedy flota podlegała Habsburgom, było jeszcze gorzej. Działo się wręcz fatalnie, dowodzenie było praktycznie żadne.

Małe sprostowanie. Polskie okręty stały na kotwicy na Wiśle, kiedy zostaly zaskoczone atakiem artylerii polowej szwedzkiej z lądu 6 lipca 1628 roku. A to raczej odpowiedzialność sił lądowych. Okręty i załogi biły się bardzo dzielnie i wydostały się spod ognia. "Święty Jerzy" natomiast zajęty ogniem spowodowanym ostrzałem osiadł na mieliźnie i dlatego został opuszczony przez załogę, a nie odwrotnie. "Żółty Lew" wyleciał w powietrze od trafienia w skład amunicyjny. "Feniks" (nie "Feliks") natomiast został trafiony 35 pociskami, ale wydostał się z zasadzki. Należy jeszcze wspomnieć o "Latającym Jeleniu", który poszedł na dno wraz z całą załogą w połowie grudnia 1627 roku, w starciu koło wyspy Ozylia.

Flota polska w 1628 roku, a ściślej w pierwszej połowie roku, przechwyciła kilka pryzów. Rok później już był rozejm w Altmarku.

Wysłanie okrętów do Wismaru leżało w naszym interesie. Miało ono za cel połączenie z habsburską flotą i stamtąd przejście na Bałtyk, to dawało większe szanse na wyzwolenie choćby części wybrzeża.

Nie do końca. Primo, flota zgromadzona w Wismarze złożona była głównie z okrętów polskich, więc była niewielka. Secundo, Habsburgowie obiecali przysłać okręty z Hiszpanii, czego jednak nigdy nie uczynili. Dlatego też poważnym błędem było wysyłanie statków do Wismaru przed przybyciem jednostek hiszpańskich. Jeżeli już wysłano, to popełniono kolejny kardynalny błąd oddając okręty pod habsburskie dowództwo. Żałosna sytuacja, kiedy flotą zarządza i dowodzi strona, która wystawiła 3 okręty, versus 9 polskich. Dopiero potem doszły jeszcze 3 nie polskie. Wynikiem tego, Habsburgowie odmówili oddania nam okrętów po rozejmie w Altmarku. Cesarskie dowództwo się poza tym zupełnie nie spisało przeciwko flocie szwedzkiej, która w tamtym rejonie wcale dużo silniejsza nie była. Proszę więc, nie mów mi Tofiku, że król rozsądnie postąpił. Ja jakoś tego nie widzę...

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×