Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Jarpen Zigrin

Nobel z literatury dla Polaka

Recommended Posts

Wkrótce ogłoszenie wyników Nobla z literatury. Od kilku lat mówi się o Zagajewskim. Różewiczu, a nawet Tokarczuk. Jak myślicie, czy mają szansę i czy w ogóle zasługują na taką nagrodę? A może jakiś inny Polak zasługuje na Nobla z literatury?

Share this post


Link to post
Share on other sites
amon   

Komitet noblowski potrafi zaskoczyć swoją nominacją wszystkich włącznie z nagrodzonym :lol: Jednak nie sądzę aby to wyróżnienie spotkało literata z Polski.

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Rany! Tylko nie Tokarczuk!

Pomyśl Jarpen, potem dzieci w szkole będą musiały czytać książki laureata jako lekturę obowiązkową!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od kilku lat mówi się o Zagajewskim. Różewiczu, a nawet Tokarczuk.

Różewicz z tej trójki jak najbardziej zasługuje.

Komitet noblowski potrafi zaskoczyć swoją nominacją wszystkich włącznie z nagrodzonym

Też prawda.

Edited by Widłobrody

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i "sprawa się rypła", ale laureat w mojej opinii godny. I Szwedzi po paru ładnych latach się cieszą.

A generalnie, to największy żal mam do Komitetu, że nie zdążył uhonorować Lema (spośród Polaków, oczywiście).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

A generalnie, to największy żal mam do Komitetu, że nie zdążył uhonorować Lema (spośród Polaków, oczywiście).

Pewnie ktoś im doniósł, że dostał już milion dolców za "Solaris", więc uznali że po co mu drugi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Narya   

Komitet noblowski potrafi zaskoczyć swoją nominacją wszystkich włącznie z nagrodzonym

Tomas Tranströmer także był zaskoczony. Nobel zasłużony (Szymborska telefonicznie mu pogratulowała). No i Komitet "zdążył" dać Nobla dla Tomasa.

Tomaszu N., no, ale dali Nobla (tyle że z chemii) zmarłemu parę dni wcześniej. A skoro czas jest względny, to może i dadzą jeszcze Lemowi. :-P

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 4.10.2011 o 7:45 PM, Jarpen Zigrin napisał:

Wkrótce ogłoszenie wyników Nobla z literatury. Od kilku lat mówi się o Zagajewskim. Różewiczu, a nawet Tokarczuk.

 

W dniu 4.10.2011 o 9:55 PM, gregski napisał:

Rany! Tylko nie Tokarczuk!

Pomyśl Jarpen, potem dzieci w szkole będą musiały czytać książki laureata jako lekturę obowiązkową!

 

I ziścił się koszmar gregskiego.

Jak to na ogół bywa, w mediach (zwłaszcza tych internetowych) wokół tej decyzji Szwedzkiej Akademii rozgorzała dyskusja, gdzie głównie deliberuje się nad tym co i kiedy powiedziała autorka "Prawieku i innych czasów", a kwestie czysto literackie traktując po macoszemu. Lewica; nazwijmy ją: soc-liberalną; cieszy się, że nagrodę otrzymała osoba, którą uważają za jedną z ich kręgu (nie bez słuszności). Bo to i feministka, antyklerykałka, ekolożka, obrończyni zwierząt, zarazem obrończyni konstytucji i demokracji zagrożonych w naszym kraju, no i osoba co przypomina Polakom niewygodne "prawdy" (z rodzaju tych: jak to posiadaliśmy niewolników). Pomimo "werbalnie" prezentowanych sprzeciwów przez prawicę; nazwijmy ją: narodowo-klerykalną; to i jej członkowie tak na prawdę się cieszą. W tej decyzji widzą potwierdzenie żywionych przez nich przekonania o sprzysięgnięciu się przeciwko prawdziwej Polsce wrażych sił, na których czele stoją oczywiście lewicowcy z Niemiec. A amunicji do tego typu argumentacji dostarczyć miała, mniej lub bardziej lewicowa, niemiecka prasa, w której niektórzy odnajdują sugestie o politycznym kontekście tego wyboru. A niektórzy mają na uwadze wypowiedź Jacquesa Testarda z Fitzcarraldo Editions (brytyjskiego wydawcy jednej z książek Tokarczuk), który przypomniał, iż w atmosferze Brexitu i zaistniałej przemocy wobec polskiego społeczeństwa szukając polskiego autora, wybór Tokarczuk był oczywisty.

Mało kto pokusił się o analizę trafności uzasadnienia noblowskiego komitetu, który przyznał swą nagrodę za: "narrative imagination that with encyclopedic passion represents the crossing of boundaries as a form of life". Tokarczuk sięgała zarówno po motyw encyklopedii (Wikipedia w "Biegunach") jak formę encyklopedycznych haseł (np. w: "Ostatnich historiach", rozdziale "Czas Izydora" z "Prawieku..."). Co ciekawe, jakoś dotychczas nie spotkałem się by w krytycznoliterackich opracowaniach jej twórczości wspominano o "encyklopedycznej pasji", podejrzewam jednak, że teraz nastąpi wysyp omówień gdzie tę pasję "odkryją" literaturoznawcy.

Do mnie proza Tokarczuk nie przemawia, podobnie jak jej eseistyka. Częsty u niej melanż wątków gnostycznych (ujętych jak u Hansa Jonasa w jego "The Gnostic Religion: The Message of the Alien God and the Beginnings of Christianity"), panteistycznych, astrologicznych (wpływ układu planet na układ programów telewizyjnych) kabalistycznych (rodem z dzieł Izaaka Lurii) przyprawiony szczyptą zen - zupełnie mi nie nie odpowiada. Jeśli wierzyć samej pisarce bardzo bliska jest jej, wykreowana przez nią postać Janiny Duszejko (w: "Prowadź swój pług przez kości umarłych"). Oto, ta książkowa "stara wariatka" ujawnia zasadę swej walki: "Trzeba mówić ludziom, co mają myśleć. Nie mam wyjścia. Inaczej zrobi to ktoś inny", nieco to niepokojące. A sama Tokarczuk powinna się zastanowić czy aby nie jest jednym z tych "białych lisów" o których pisała, pod postaciami których można ujrzeć biocenozę pisarską skupioną wokół środowiska nadającego naszą polską Nike.

Nie będąc admiratorem jej twórczości to przecież się cieszę z przyznania jej tej nagrody, zatem gratulacje!

 

PS Choć gregski się pewnie zżyma to i dlań jest pewna nadzieja, może uczniowie nie będą jej czytać... zbyt rzetelnie? O ile opinia, iż Tokarczuk jest nudna jest jedynie moją własną to już zarzut nadmiernych dłużyzn dość często pojawia się w bardziej profesjonalnych ocenach i recenzjach jej twórczości. Zatem jeśli wielu wertowało jedynie pobieżnie lektury Elizy Orzeszkowej, może to i spotkać samą Tokarczuk. Oczywiście, czytanie jakiejkolwiek książki z pomijaniem "opisów" jest naganne, ale i tak wiemy, że to walka z wiatrakami.

 

PPS Dobra wiadomość dla euklidesa; w kontekście jego pomysłów na cele badawcze fenomenologii (por.: forum.historia.org.pl - "Co jest przedmiotem badań fenomenologii (prawdziwy profesor vs. leserzy)"), Tokarczuk podejmując kwestię czasu, nadaje mu własne znaczenie, tworząc autorski fenomen.

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

No właśnie obawiam się, że jeśli chodzi o lektury to pani Tokarczuk może być Orzeszkową-bis.

"Księgi Jakubowe" to chyba ponad 900 stron.

Przyznam się, że nie czytałem.

Moja żona zaś przeczytała kilka książek autorstwa Olgi Tokarczuk i podobały się jej ale jak mówi to jednak nie ta liga co Miłosz czy Szymborska.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To się ludzie porobili leniwi, raptem trochę ponad 900 stron i już jest to kłopot. "Nędznicy" Wiktora Hugo, w wydaniu anglojęzycznym (wyd. New American Library w serii Signet Classic) liczą prawie 1500 stron, a "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta wydane po francusku przez Éditions Gallimar liczy stron przeszło 3000, i nie są to wcale najobszerniejsze powieści z naszego kręgu kulturowego. A taki Sōhachi Yamaoka, laureat nagród: Noma i Yoshikawa Eiji (Noma Bungei Shō i Yoshikawa Eiji Shō) machnął powieść "Ieyasu Tokugawa", liczącą bagatela: 40 tomów i zawierającą około 10 milionów japońskich znaków (kanji).:B):

Tak przy okazji, zauważył ktoś jak bardzo rzadko "osiemnastu" wskazywało na konkretną książkę za którą przyznało swą nagrodę (bądź przynajmniej o jakiejś wspomina się w uzasadnieniu), w zasadzie dotyczy to jedynie siedmiu (: T. Mommsena, C. Spittelera, K. Hamsuna, W. Reymonta, T. Manna, J. Galsworthy'ego, E. Hemingwaya) spośród stu trzynastu nagrodzonych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie jakoś szczególnie sympatyczne jest to, że Autorka jest powiązana z Ziemiami Odzyskanymi. Zawsze z sympatią patrzę na pisanie od nowa polskiej historii tych ziem i wpisywanie się ich w polski krwioobieg. Po Noblu "kresowym" (Miłosz) i "krakowskim" (Szymborska), mamy Nobla "zachodniego". Fajnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Noo ja akurat wolałbym by Tokarczuk nie zabierała się za pisanie "nowej historii" jakichkolwiek ziem. :B):

 

Związki Tokarczuk ze Śląskiem (bardzo szeroko pojętym) i innymi małymi ojczyznami to faktycznie ciekawa kwestia.

Mieszkańcy Nowej Rudzie raczej uznali, że oni i ich miasto zostali potraktowani "niefajnie" w zbiorze zatytułowanym "Dom dzienny. Dom nocny" (zawierającym trzydzieści osiem szkiców których akcja toczy się we wspomnianym mieście bądź jego okolicach), no ale skoro mleko się rozlało to przynajmniej spróbowano uratować śmietankę, stąd włodarze Nowej Rudy jednak wykorzystują jej twórczość (fragmenty jej prozy prezentując na swej oficjalnej stronie) do promocji miasta.

Więcej szczęścia mieli mieszkańcy Ziemi Staszowskiej, którzy w "Prawieku i innych czasach" mogli odnaleźć znane im miejscowości. Łatwe do zidentyfikowania; przynajmniej według lokalnych pasjonatów z grupy "Moje miasto moja gra"; pomimo tego, że autorka zmieniła ich nazwy, a które zostały odmalowane w znacznie jaśniejszych barwach. Jakieś szesnaście lat zabrało tamtejszym miłośnikom regionu by odkryć ew. potencjał tkwiący w tej powieści co zaowocowało powstaniem gry terenowej "Szukamy Prawieku", dzięki czemu Tokarczuk została umieszczona; na skromną skalę, ale jednak; na mapie tzw. turystyki literackiej.

Również mieszkańcy miasteczka Bardo wydają się być zadowoleni z pojawienia się ich miejscowości w opowiadaniu "Bardo. Szopka" (ze zbioru "Gra na wielu bębenkach"), w efekcie Tokarczuk została zaszczycona tytułem Honorowego Obywatela Miasta i Gminy Bardo. Swoją drogą, ciekawe że w swym feminizmie nie zaprotestowała (chyba?) przeciwko tej maskulistycznej formie tego tytułu. :B): 

Jest też to opowiadanie przykładem jak literatura potrafi kreować nową rzeczywistość a i przeszłość. Autorka została zaproszona na spotkanie z mieszkańcami miasteczka podczas otwarcia tamtejszego festiwalu szopek. Siedziała sobie tedy na sali i słuchała różnych wystąpień i popadała w coraz większe zdumienie, oto jej fikcja literacka osnuta luźno wokół Barda i tamtejszej szopki została potraktowana jako realność. Jak sama relacjonowała próbowała protestować tłumacząc, że to jedynie artystyczna kreacja - bezskutecznie. Oto wstał jakiś młody mężczyzna i oświadczył, że o szopce opowiadała mu babcia i jest to właśnie "TA" szopka, ta sama co w opowiadaniu, ktoś inny dodał, że pozostałości właśnie "TEJ" szopki można oglądać w lokalnym muzeum. Ostatecznie Tokarczuk zrezygnowała z przekonywania mieszkańców. Przy okazji, od wielkiego święta, w Bardo serwuje się pstrąga w migdałach, którą to potrawę zaadoptowali (z prozy Tokarczuk) mieszkańcy tego miasta jako własny, lokalny specjał - choć tu już raczej w ramach uświadomionej zabawy z literacką fikcją. Swe doświadczenia związane ze splątaniem fikcji i rzeczywistości bardzieńskiej, autorka opisała w eseju "Pstrąg w migdałach" zawartym w zbiorze "Moment niedźwiedzia".

Co do mej opinii w kwestiach okołoliterackich dodam:

na nie - za uzasadnienie wyboru Bardo na miejsce opowiadanej przez niej historii, nie wiem jak można mieszkać 24 kilometry od tej miejscowości i uznać jej nazwę za na tyle egzotyczną by ujrzeć w niej termin z buddyzmu, gdy tymczasem to po prostu: "wzgórze, góra". To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe - bo tak mu się to kojarzyło. No ale różnymi drogami błądzą ludzkie skojarzenia...

na tak - za wzięcie na warsztat "Lalki" Bolesława Prusa (tejże "Lalaka i perła"), mnie co prawda nie odpowiada jej interpretacja, którą bym nazwał feministyczno-gnostyczno-jungowską, ale miło, że nawet próbują zająć się taką ramotą.

A Tomasz Burek w swym "Dzienniku kwarantanny" miał odwagę nazwać jej twórczość "muchomorem imitującym prawdziwka"...

 

W dniu 11.10.2019 o 7:32 PM, gregski napisał:

No właśnie obawiam się, że jeśli chodzi o lektury to pani Tokarczuk może być Orzeszkową-bis

 

Kilka jej opowiadań (także tych nieco obszerniejszych, jak np. "Bieguni") pojawiało się już na liście lektur dodatkowych dla szkół ponadgimnazjalnych, obecnie na liście Ministerstwa pośród obowiązkowych lektur (dla liceów i techników) jest jej jedna książka - "Profesor Andrews w Warszawie. Wyspa". Trudno się oprzeć wrażeniu, że wydaniu w 2018 r. w odrębnej książce tych dwóch opowiadań ze zbioru "Gra na wielu bębenkach" przyświecał właśnie cel ułatwienia umieszczenia jej twórczości na liście lektur obowiązkowych.

Skoro Tokarczuk nie stroni od politycznych wypowiedzi to i my możemy; z pewnym przymrużeniem oka; dodać kilka uwag na tej niwie. Czy się to nam podoba czy nie, Tokarczuk od kilku lat pozostaje w ścisłej czołówce polskich autorów (w kategorii współczesna literatura polska "wysokoartystyczna") po których książki sięgają czytelnicy. Co więcej, jest ona na pierwszym miejscu listy książek, które nauczyciele języka polskiego (a dokładniej to: polonistki, zważywszy na feminizację tego zawodu, w którym mężczyźni stanowią ok. 7%) najchętniej widzieliby na liście lektur (por. np. raport Biblioteki Narodowej "Stan czytelnictwa w Polsce w 2017 roku").

No to z tą popularnością i oczekiwaniami polonistek coś wypadałoby zrobić. Zważywszy na obiekcje podnoszone przez gregskiego, jak i doświadczenia ministra Glińskiego co to nie doczytał, "Księgi Jakubowe" nie mogły wchodzić w grę (a akurat tę książkę najchętniej widziałyby polonistki jako lekturę). No ale skoro Prezes; ponoć; doczytał... no to padło na stosowny objętościowo tomik, raptem jakieś osiemdziesiąt stron. A dla najbardziej leniwych uczniów jest wersja jeszcze bardziej skrótowa (trzydzieści dwie strony) i dodatkowo obrazkowa, komiks "Profesor Andrews w Warszawie" według scenariusza Dominika Szcześniaka, z rysunkami Grzegorza Pawlaka:B):

.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe

 

Mnie się też ten pomysł nie podoba i to wcale nie z powodu pierwszego członu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.