Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/

Rekomendowane odpowiedzi

harry   

Trudno żebym kwestionował oczywistą oczywistość, że wiek XVIII w piechocie to dominacja broni palnej. Infanteriegewehr M1780 był bronią dającą duże możliwości, ale w rękach doświadczonych żołnierzy. Przy walce w szyku zwartym szybkość oddawania salw jest taka jaka wynika z umiejętności najgorszego żołnierza. Dlatego tak ważne jest odpowiednie szkolenie. Tymczasem gdy w piechocie pruskiej, która jako jedyna używała tego typu broni, rocznie żołnierz oddawał (w zależności od źródła) 100 - 300 strzałów na ostro, w wojsku polskim na "exezierunek" przyznawano kilkanaście ładunków (chyba 12).

To nie była broń gorsza, ale w warunkach polskiej biedy lepszym rozwiązaniem było by sięgnięcie do wzorców francuskich. Produkcja francuskiego karabinu M1777 to już była prawie produkcja przemysłowa, wiele gotowych elementów pochodziło od poddostawców i było tylko montowanych, w związku z czym były one wymienialne i pasowały do każdego egzemplarza.

Wbrew temu co piszesz M1780 nie miał spieprzonego bagnetu, był to typowy bagnet tulejowy, stosunkowo krótki i masywny. Podobnie masywny i ciężki jest cały karabin i składanie się do strzału jest dość "energochłonne". Zupełnie za to nie rozumiem, jak można zastąpić bagnet kosynierami ? Żołnierze rzucą karabiny i wezmą kosy? Cała idea bagnetu tulejowego polega na tym aby mieć broń do kłucia i strzelania jednocześnie.

Wydaje się, że próbując odtworzyć, po okresie niebytu, Wojsko Polskie robiono to sięgając do najlepszych ówczesnych wzorów, a raczej mitów: piechota urządzona na wzór pruski, artyleria na wzór francuski, a kawaleria - tu rozsądku zabrakło - na polski, bo mamy najlepszą na świecie. Niestety ani pruska piechota ani polska kawaleria nie były tym czym w czasach swojej świetności. W zasadzie tylko francuska artyleria utrzymała swoją pozycję, aż do połowy XIX wieku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach


adam1234   
To nie była broń gorsza, ale w warunkach polskiej biedy lepszym rozwiązaniem było by sięgnięcie do wzorców francuskich. Produkcja francuskiego karabinu M1777 to już była prawie produkcja przemysłowa, wiele gotowych elementów pochodziło od poddostawców i było tylko montowanych, w związku z czym były one wymienialne i pasowały do każdego egzemplarza.

Nie wiem czy nie przeczysz sam sobie w tej wypowiedzi :D

Tymczasem gdy w piechocie pruskiej, która jako jedyna używała tego typu broni, rocznie żołnierz oddawał (w zależności od źródła) 100 - 300 strzałów na ostro, w wojsku polskim na "exezierunek" przyznawano kilkanaście ładunków (chyba 12).

Ale to już jest inna kwestia - z karabinu francuskiego nie strzelano by zapewne o wiele szybciej. Ale to Ty tu jesteś specjalistą od tych spraw, więc mogę się mylić.

Wbrew temu co piszesz M1780 nie miał spieprzonego bagnetu, był to typowy bagnet tulejowy, stosunkowo krótki i masywny.

Tak, mój błąd - byłem myślami w epoce napoleońskiej.

Zupełnie za to nie rozumiem, jak można zastąpić bagnet kosynierami ? Żołnierze rzucą karabiny i wezmą kosy?

Jak pokazała insurekcja, można - kosa ma większe zasięg niż bagnet, więc w starciu na białą broń to kosynier ma przewagę. A w czasie insurekcji część żołnierzy miała kosy a część karabiny. Nie mówię, że było to dobre, bo wolałbym żeby wszyscy mieli karabiny, ale z uwagi na kwestie finansowe, które nie pozwalały nam rozwinąć skrzydeł to rozwiązanie było dobre. W czasie uderzenia na broń białą, nie ma znaczenia gdzie jest kawałek metalu osadzony - na kiju, czy na karabinie. Jeżeli więc chodzi o walkę li tylko bronią białą to kosa z pewnością może zastąpić bagnet.

piechota urządzona na wzór pruski, artyleria na wzór francuski, a kawaleria - tu rozsądku zabrakło - na polski, bo mamy najlepszą na świecie. Niestety ani pruska piechota ani polska kawaleria nie były tym czym w czasach swojej świetności. W zasadzie tylko francuska artyleria utrzymała swoją pozycję, aż do połowy XIX wieku.

Czyli zgodziliśmy się już do dwóch rzeczy. To teraz będę bronił wzorców pruskich. Zauważ że rewolucja na polach bitewnych to dopiero działalność Carnota - do tego czasu wzory pruskie królowały (uzupełnione jeszce, jak w przypadku Polski tyralierą) i dały naprawdę znakomite efekty w wojnie w obronie Konstytucji. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że do lat 1793/1794 wzorce pruskie, uzupełnione przez pewne nowinki były idealne na warunki pól bitewnych na jakich stawała armia polska.

Edytowane przez adam1234

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
harry   

Oczywiście łatwo nam analizować z perspektywy czasu, kiedy wiemy co i jak się wydarzyło. Trudno mieć pretensje o oparcie się na wzorach pruskich, kiedy to wówczas ta piechota pruska była jeszcze nimbem chwały. Rozmawiamy jednak o myśli wojskowej, a armia fryderycjańska, a właściwe pruska oparta na schematach fryderycjańskich, w latach 1790 - 1793 była w piśmiennictwie wojskowym (nie polskim, bo takiego nie było) poddawana miażdżącej krytyce. Prusacy, mimo krytycznych ocen, również w łonie naczelnego dowództwa, reform nie wprowadzili, co kilkanaście lat później zemściło się Jeną i Auersteadt.

Szczególnie często była analizowana kampania Suworowa (1787 - 1791), w zasadzie można mówić wręcz o modzie na Suworowa, a jego "katechizm", który wyobrażał zupełnie inną taktykę, niż stosowaną przez Prusaków, cytowali dokładnie wszyscy. Faktem jest, że tezy Suworowa nie zostały jeszcze wtedy wprowadzone w całej armii rosyjskie, czyli nie zostały przekute na doktrynę wojenną, ale to właśnie Suworow, dziwnym zbiegiem okoliczności miał być grabarzem Wojska Polskiego. Przypadek ? Później ten sam Suworow doskonale sobie radzi z armią francuską. Drugi przypadek ?

Broniąc wzorów pruskich, i zgadzając się co do fakty że wojny 1792 i 1794 były wojnami "starego typu", trzeba zauważyć, że nie odrobiono lekcji z wojny siedmioletniej. Stosując taktykę fryderycjańską, nie stosowano fryderycjańskiej strategii, która polegała na skupianiu sił i obronie rdzenia operacyjnego. Widać to szczególnie w wojnie 1792 kiedy najcięższe walki toczono na odległych rubieżach, a zabrakło sił na walki w centrum. Zupełnie pomijam kwestię sprawności aparatu państwowego, która w Polsce nawet nie dorównywała pruskiej.

Jak pokazała insurekcja, można - kosa ma większe zasięg niż bagnet, więc w starciu na białą broń to kosynier ma przewagę

Przepraszam, a kiedy to Insurekcja to pokazała ? Pod Racławicami Tomasow zostawił działa praktycznie bez osłony, pod Szczekocinami kosynierzy zostali rozsiekani przez jazdę, chociaż powstrzymali impet szarży, co pozwoliło Kościuszce się wycofać. Znasz inne przykłady użycia kosynierów w regularnej bitwie ? Co do walk partyzanckich polecam wspomnienia/raporty Favrata, bądź Schwerina w tym zakresie: "po oddaniu salwy lub dwu, chłopstwo uciekało", to się powtarza jak mantra.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
adam1234   
Prusacy, mimo krytycznych ocen, również w łonie naczelnego dowództwa, reform nie wprowadzili, co kilkanaście lat później zemściło się Jeną i Auersteadt.

Widzisz, kilkanaście lat później, już za czasów Napoleona, do których w 1794 roku były jeszcze całe 2 lata.

ale to właśnie Suworow, dziwnym zbiegiem okoliczności miał być grabarzem Wojska Polskiego. Przypadek ?

Nigdy nie byłem zwolennikiem mitu jaki wytworzył się wokół tej postaci. Bezsprzecznie, dobry wódz o wielkich zasługach dla swego kraju, ale czy jego pomysły były dobre? Na pierwszy rzut oka odpowiedź brzmi: tak! Wszak to on stłumił powstanie w Polsce, to on zmasakrował armię francuską we Włoszech. Ale tak na dobrą sprawę to z kim on stawał do walki? Z miernotami, którzy albo nie wiedzieli co się wokół nich dzieje (Joubert, o zgrozo przyrównywany do Napoleona, pod Novi; Zajączek w czasie obrony Pragi) albo rozstawiali swą armię w 100 kilometrowym kordonie (Moreau nad Addą). Co więcej we wszystkich wspomnianych bitwach po jego stronie była przewaga liczebna - pod Novi aż 2:1. Stojąc naprzeciw takich ludzi, z taką przewagą można sobie twierdzić takie rzeczy: Nie życzę ich sobie (rekonesansów - przyp. adam1234). Nie służą niczemu, chyba że bojaźliwym naturom, i temu, by oznajmić nieprzyjacielowi swe przybycie. Wroga zawsze można znaleźc, kiedy się chce. Kolumny - bagnet, naga broń - atak i przebicie linii nieprzyjaciela - to są moje rekonesanse. Gdy natomiast stawał przeciw dowódcom, którzy wiedzieli co się wokół nich dzieje, którzy nie byli bojaźliwi i mieli plan działania to już przegrywał - Szwajcaria. Podsumowując, twierdzenie że poglądy Suworowa były dobrym wzorem nie jest do obronienia, tym bardziej, że jego sztandarowe hasło: kula głupia - bagnet zuch nie miało żadnego poparcia w rzeczywistości.

Wśród ślepców jednooki królem.

Stosując taktykę fryderycjańską, nie stosowano fryderycjańskiej strategii, która polegała na skupianiu sił i obronie rdzenia operacyjnego. Widać to szczególnie w wojnie 1792 kiedy najcięższe walki toczono na odległych rubieżach, a zabrakło sił na walki w centrum. Zupełnie pomijam kwestię sprawności aparatu państwowego, która w Polsce nawet nie dorównywała pruskiej.

Pomijając już fakt, że Poniatowski cały czas trzymał swe siły w skupieniu trzeba zauważyć, że wszystkie prowadzone przez niego walki miały charakter opóźniający. Musiał je prowadzić, ponieważ musiał wyzyskać czas na wyszkolenie rekrutów, powołanie ich pod broń, co mu się bezsprzecznie udało. W dniu zakończenia działań wojennych siły polskie i rosyjskie wynosiły 1:1, na początku 2,3:1 - jak więc brakło sił do walki w centrum kraju? Sił nie brakło, tylko ich nie wykorzystano.

Z powyższego wynika, że nie było możliwości zastosowania strategii fryderycjańskiej z końca wojny siedmioletniej, ponieważ nie mielibyśmy czym tego rdzenia operacyjnego bronić. Dopiero po walkach opóźniających, a więc uzyskaniu czasu na wyszkolenie rekrutów moglibyśmy pokusić o równorzędną walkę, co niestety nie nastapiło. Wypadałoby jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że gdybyśmy nawet chcieli walczyć wokół Bracławia jak Fryderyk w końcowych latach wojny siedmioletniej to byśmy skończyli w kotle. A dlaczego my byśmy skończyli, chociaż Fryderyk był w podobnej sytuacji a nawet gorszej? Bo wrogowie bali się swego pogromcy spod Lutynii i Rossbach, Poniatowskiego nikt się nie bał. No i oczywiście jeszcze jednym powodem jest fakt, że Fryderyk dzięki swej wytresowanej armii mógł poruszać się dużo szybciej niż jego wrogowie. My tego wszystkiego, w tym czasie nie mieliśmy. Osobiście bardziej bym się już skłaniał do przeniesienia na nasz TDW to co Fryderyk robił na samym początku wojny. Niemniej, nawet to nie przyniosłoby tak dobrych efektów jak to co w rzeczywistości zrobił ks. Józef.

Przepraszam, a kiedy to Insurekcja to pokazała ? Pod Racławicami Tomasow zostawił działa praktycznie bez osłony, pod Szczekocinami kosynierzy zostali rozsiekani przez jazdę, chociaż powstrzymali impet szarży, co pozwoliło Kościuszce się wycofać. Znasz inne przykłady użycia kosynierów w regularnej bitwie ? Co do walk partyzanckich polecam wspomnienia/raporty Favrata, bądź Schwerina w tym zakresie: "po oddaniu salwy lub dwu, chłopstwo uciekało", to się powtarza jak mantra.

Czy ja pisałem gdzieś o salwach, czy szarżach kawalerii? Pisałem tylko o tym, że w konfrontacji na białą broń to kosa ma przewagem nad bagnetem, bo jest dłuższa, nic więcej.

Edytowane przez adam1234

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
harry   
Widzisz, kilkanaście lat później, już za czasów Napoleona, do których w 1794 roku były jeszcze całe 2 lata.

Tak, ale krytyka miała miejsce w czasach kiedy u nas reanimowano armię, wszyscy wyciągnęli wnioski z tej dyskusji, za wyjątkiem nas i Prusaków. Oczywiście postęp był, jakakolwiek stała armia była lepsza niż żadna, ale czy faktycznie była to czołówka europejska.

Ja osobiście miłośnikiem Suworowa też nie jestem, wręcz przeciwnie, uważam że był tępym rzeźnikiem, ale w TAMTYCH czasach to armia rosyjska wygrywała co chciała, a Prusacy od 1762 roku nie wygrali żadnej bitwy!

Pisałem tylko o tym, że w konfrontacji na białą broń to kosa ma przewagem nad bagnetem, bo jest dłuższa, nic więcej.
to duży postęp w stosunku do
Jak pokazała insurekcja, można - kosa ma większe zasięg niż bagnet
. Ja tylko grzecznie zapytałem, przeprosiwszy uprzednio, w jaki sposób Twój wniosek wynika z insurekcji, bo nie mogłem się doszukać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
adam1234   
ale w TAMTYCH czasach to armia rosyjska wygrywała co chciała, a Prusacy od 1762 roku nie wygrali żadnej bitwy!

To może podejdę do odpowiedzi na tę kwestię trochę nietypowo. Z Twoich wypowiedzi wynika, że kosynierzy to była tak naprawdę jakaś fantasmagoria, że byli rozbijani przez ogień przy każdej nadarzającej się okazji. A przecież stworzenie oddziałów szturmowych, uzbrojonych w długą broń białą, typu piki było jednym z głównych postulatów Suworowa. Nie jest to paradoks?

No i oczywiście pozostaje kwestia, po części przedstawiona w mym poprzednim poście z kim tak na dobrą sprawę ta armia wygrywała. Można wziąć przykład Dubienki, w której te Twoje wojska, które wszystko wygrywały nie były w stanie przełamać polskiej obrony...

Tak, ale krytyka miała miejsce w czasach kiedy u nas reanimowano armię

No dobrze, powiedz mi które aspekty tej krytyki należałoby uwzględnić w tworzeniu armii?

Edytowane przez adam1234

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
..

Na prawdę nie rozumiem, co skłoniło ówczesne władze, aby oprzeć uzbrojenie piechoty na broni pruskiej, skoro francuska (model 1777) była tańsza, lżejsza, mniejszego kalibru, łatwiejsza w utrzymaniu, prostsza w naprawach, a po drobnych przeróbkach, jako ANIX, królowała na polach bitew do 1815 roku.

To akurat jest bardzo łatwe do wytłumaczenia. W 1777 r. Departament Wojskowy po raz pierwszy dokonał centralnego zakupu uzbrojenia dla armii. Wcześniej każdy regiment zaopatrywał się samodzielnie.

Co wtedy było do dyspozycji?

- Francja: wprowadzała model Charleville 1766, zastępując modele 1717, 1728 i 1746. 1777 był dopiero w projektowaniu.

- Austria: dysponowała modelem M 1754 i M 1767, bez nadwyżek zresztą.

- Rosja: miała model M 1769, bez nadwyżek

- Prusy: wprowadzono właśnie model M 1740/73 ze stemplem cylindrycznym.

Z tego wynika, że pruski karabin był modelem najnowocześniejszym, a poza tym jedynym tak naprawdę dostępnym na rynku. Zakupiono ich 4540. Tylko dwa regimenty na czternaście (gwardia piesza koronna i fizylierzy) otrzymał nową broń produkcji krajowej.

Po rozbudowie armii pod koniec lat osiemdziesiątych ponownie pojawił się problem zaopatrzenia w broń. I ponownie do dyspozycji były jedynie karabiny pruskie, tym razem M 1780, najnowocześniejsze, z cylindrycznym stemplem, stożkowym zapałem i nową, wąską kolbą. Zakupiono ich 15 tys. sztuk, oraz pewną ilośc krótkich karabinków kawaleryjskich. Polskie fabryki w Kozienicach, Końskich i Przysusze mogły wyprodukować około 10 tys. karabinów. Udało się pozyskać jeszcze prawie 5 tys. karabinów drogą zakupów i darowizn, również przeważnie pruskich, częściowo starszych wersji. Modernizowano także te starszą broń znajdującą się w kraju. Ogółem w 1790 r. armia posiadała około 40 tys. sztuk karabinów, z czego około 2/3 to broń pruska.

Warto zwrócić uwagę, że francuski M 1777 wcale nie cieszył się jeszcze taką renomą. Prawdziwą sławę przyniosła dopiero wersja AN IX, a to rok 1798. Zresztą Francja już wtedy nie była w stanie eksportować broni, ze względu na rewolucję, a następnie kolejne wojny, które pochłaniały całe jej zasoby.

Edytowane przez feldwebel Krzysztof

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
...

To może podejdę do odpowiedzi na tę kwestię trochę nietypowo. Z Twoich wypowiedzi wynika, że kosynierzy to była tak naprawdę jakaś fantasmagoria, że byli rozbijani przez ogień przy każdej nadarzającej się okazji. A przecież stworzenie oddziałów szturmowych, uzbrojonych w długą broń białą, typu piki było jednym z głównych postulatów Suworowa. Nie jest to paradoks?

Nie wdając się w polemikę co do skuteczności kosy i kosynierów, nie mam w tej materii i czasach żadnej porównywalnej do adama1234, czy harry'ego wiedzy, atoli jako przyczynek zapodam ten post.

Wydaje się że Kościuszko mocno wierzył w moc sprawczą kosy. Jeszcze zanim w obozie pod Bosutowem jakiś anonimowy twórca ukończył "Śpiewkę włościan krakowskich" (tzw. Pieśń kosynierów) Naczelnik nakazał formułowanie kolejnych oddziałów, a jeszcze w kwietniu dwa 500 osobowe oddziały kosynierów obsadziły granicę z Prusami.

/za B. Szyndler "Powstanie kościuszkowskie 1794"/

Sami kosynierzy; po Racławicach; nie osiągnęli jakichś szczególnych sukcesów militarnych, za to całkiem spore w powszechnej świadomości. Począł tworzyć się mit społeczny, podsycany niezwykłą popularnością wspomnianej piosenki, która od pojawienia się 23 maja do 13 czerwca osiągnęła nakład 7 000 sztuk ( w drukach ulotnych i gazetach).

/za I. Łossowska "Recepcja literacka Insurekcji Kościuszkowskiej" w: "Powstanie 1794 roku. Dzieje i tradycja" red. H. Szwankowska/

Mit znalazł kolejne podstawy w broszurze z 1800 roku, którą popełnili wespół Kościuszko i Józef Pawlikowski - "Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość". Początkowo druk ten miał niezbyt wielką recepcję społeczną, ale z czasem zyskiwał na popularności. W broszurze sławiono kosę - jako narzędzie wojenne i polityczne zarazem. Co ciekawe, pomimo że wielu znało przykłady wielu nieudanych prób użycia kosynierów, nikt nie stworzył równie mocnej i sugestywnej polemiki...

"Sprowadzono w nocy 400 włościan przed potyczką racławicką z kosami, z rana zaczęła się bitwa. Kościuszko stanąwszy przed nimi rzekł: idzie o waszą wolność, pójdźcie za mną. Skoczyli natychmiast,mimo kartaczowy ogień wpadli na baterię, zabrali armaty, nie oparł się żaden bagnet, częścią wycięli, częścią zabrali wszystkich Moskali. Niechaj z równą odwagą drudzy prowadzą kosy (co być może) niech równym do ludu mówią językiem, a kosy będą zwycięskimi nad każdą bronią"

/podkreślenie moje; za "Dzieło Jenerała Kniaziewicza "Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość" wyd. Jan Nepomucen Leszczyński 1831 r./

Tamże:

"Dla piechoty mamy broń najlepszą, bo mamy kosy",

czy:

"Bagnet był bronią zwycięską. kosa jest broń daleko użyteczniejsza, jest dłuższa, zatem prędzej dosięgnie nieprzyjaciela, bagnet przebija tylko, kosa przebija i tnie razem. Bagnet używa się szczególnie przeciwko piechocie; nadto dobrego potrzeba wojska, aby się oprzeć bagnetem kawalerii; wtenczas jednak bagnet jest tylko bronią obronną, kosa nie tylko zastanowi kawalerię, ale może na nią natrzeć i pobić. Bagnet jest przeciw jednemu, żołnierz z kosą przy sile fizycznej może ranić 3 i 4 razem"

Przywiązanie Kościuszki do używania kosy i podnoszenie przezeń jej znaczenia miało swe korzenie nie tylko w fortunnym starciu 320 włościan pod Racławicami, ale i w jego szerszych koncepcjach politycznych. Inna sprawa na ile realnych. By zrozumieć rolę "kosy" trzeba pamiętać, iż Kościuszko przewidywał w dalszej walce szeroki udział mas chłopskich z państwa carów.

"Czy mniemamy, iż ugnieciony Kozak nie chciałby odzyskać swoich swobód?"

i

" jest (tj. Ukraina) najludniejszym z krajów Moskwy, gdyż zamyka 4 miliony mieszkańców. Skoroby ta część zrewolucjonizowana została, w jakim stanie byłby tron w Petersburgu?"

W takim ujęciu kosa była jak znalazł, albowiem wielkość produkcji pik byłaby z pewnością mocno niezadowalająca.

W późniejszych czasach sprawa kosynierów została zapomniana, pewne próby odnotowuje z okresu walk 1831 J.Bem "O powstaniu narodowym w Polsce" (Warszawa 1956 r.). po przegranej z lat 1830-1831 nie sposób było planować kolejną regularną kampanię, stąd w kołach polskiej emigracji poczęto poszukiwać koncepcji działań możliwych do zrealizowania bez posiadania niezbędnych środków, w ujęciu klasycznej strategii. kosa tryumfalnie powróciła w krąg zainteresowań, szeroko dyskutowano jej przydatność w koncepcji la petit querre. Zaznaczyć trzeba jednakże, iż były też mocne głosy krytyczne: Wojciecha Chrzanowskiego - propagatora działań partyzanckich, autora "O wojnie partyzanckiej", Ludwika Bystrzonowskiego prowadzącego dział wojskowy w piśmie "Trzeci Maj", czy wreszcie z drugiego bieguna nieprzejednanego wroga walki partyzanckiej Wincentego Nieszokocia, który polemizował z Chrzanowskim w swym dziele "O systemie wojny partyzanckiej" (Paryż 1835 r.).

/więcej o tych sporach można doczytać u W. Wasilewskiego "Wzorce partyzantki w polskiej myśli wojskowej od Powstania Listopadowego do Wiosny Ludów", w "Niepodległość i Pamięć", nr 18 (2002) s 15-29)/

Głos oponentów, choć racjonalnie umotywowany był jednak znacznie cichszy od apologetów "ostrza na sztorc". Te głosy to świetny przyczynek do spojrzenia od kuchni na polskie zamysły militarne, tworzone ad hoc, na gorąco; a nie tylko w uporządkowanych traktatach wojskowych.

Oto lelewelista z TDP Karol Bogumir Stolzman w "Partyzantka czyli wojna dla ludów powstających najwłaściwsza" z 1844 r. skonstatował:

"Lada broń, lada ostre narzędzie, kłonica, koł z płota nawet posłużyć mogą do rozpoczęcia wojny, powstania i wydarcia nieprzyjacielowi lepszej broni. Piki, widły, kosy toporki, maczugi są narzędziami, w które się w pierwszych chwilach powstania najłatwiej zaopatrzyć można(...), a kosa to broń straszliwa, która pod Racławicami pięknie swój chrzest otrzymała, każdą chatę naszego wieśniaka zdobi".

Zaś Henryk Krzemieński w roku 1844 w pracy "O prawdach żywotnych narodu polskiego" z dużą stanowczością wyrokował:

"Piechota mieć będzie za broń kosę, wiadomo, że wojska dzielne, despotyczne, jakimi były np. najlepsze oddziały wojsk Napoleona, nie używają strzału (sic!), zsypując proch z panewek(...). kosa wyrówna bagnetowi, jeżeli go nie przewyższy; żadne zaś rezultaty wojenne ważne nie bywają osiągane strzelaniem z ręcznej broni (sic!), ale tylko walką broń ostrą (arme blanche): kosa jest im odpowiednią". Podobną opinię wyrażał w późniejszej, pochodzącej z 1866 r. "Wojnie ludowej".

Wreszcie nolens volens urokowi kosy nie oparł się praktyk, w osobie Ludwika Mierosławskiego, choć po swych analizach stał się przeciwnikiem wojny partyzanckiej, to z kosy wcale nie zamierzał rezygnować. W 1845 roku pisze:

"jjakakolwiek jest natura prowincji powstańczej, brać zawsze za podstawę organizacji i manewrów masę kosynierów (podkreślenie samego autora), a jazdę i strzelców posiłkowo i nierozłącznie od niej tworzyć, prowadzić i stawiać. Przepis ten jest najważniejszy ze wszystkich w wojnie powstańczej, bo na nim spoczywa jedyne podobieństwo przewagi naszej nad nieprzyjacielem. Jeżeli w samej zaraz organizacji powstań potęga pieszych bronią sieczną opatrzonych nie przeważy, wyrodzi się stąd nieuleczona takowej poniewierka, a na nareszcie jazda i strzelcy zostaną tylko eskortą dla emigracji szlacheckiej"

/za L. Mierosławski "Rozbiór krytyczny kampanii roku 1831 i wywnioskowane z niej prawidła do wojny narodowej, Oddział pierwszy". Paryż 1845 r./

Swe zamysły próbował realizować w 1848 r. w poznańskiem, jak wiadomo bez lepszych efektów.

Baa, nawet Józef Bem, który przecież doceniał znaczenie broni palnej, czy artylerii, zanotował:

"Dla człowieka walecznego kamień, nóż, a tym bardziej siekiera lub kosa wystarczyć może do pokonania przeciwnika, a w Polsce, gdzie na odwadze nie zbywa(...) wojska obce i bez broni palnej zniszczone być mogą".

/za J. Bem "O powstaniu ..." str 107-108; o ile M. Kukiel łączy Bema ze zwolennikami tzw. "karabinierów" patrz "Koncepcje powstania narodowego przed Wiosną Ludów" w Teki Historyczne t. 2, nr 3, Londyn 1948 s. 171; to już J. Wojtasik zalicza go do grupy "kosynierów" w "Główne koncepcje powstania w polskiej teoretycznej myśli wojskowej lat 1832-1862 i próby ich realizacji w praktyce powstańczej (1833-1864)" w SMHW, 1972, t. 18, cz. 2, s. 207)/

Bem postulował by kosa była podstawowym wyposażeniem piechoty zmobilizowanej z miejscowego ludu:

"Resztę piechoty uzbroić by trzeba w kosy - gromady dostarczyć ich powinny każdemu nowo zaciężnemu. Żeby kosa do wojny służyć mogła dość jest wyprostować ją tak, aby z drzewcem linię prostą formowała, co każdy kowal wiejski zrobić potrafi. Drzewca zwyczajnego wcale zmieniać nie trzeba(...) Długość zwyczajnych drzewców jest dostateczna, aby kosynier ułana mógł dosięgnąć, bo lanca w ręku jeźdźca do połowy skrócona kosyniera dosięgnąć nie może".

I na koniec wyjątki z Ludwika Mierosławskiego "Mustra kosynierska" (Paryż, 1861 r.):

"Uzbrojenie kosyniera składa:

1' Z miecza skutego z krótkim sierpem i osadzającego się dowolnie za pomocą szrubowanego bączka na mocnym drzewcu, co stanowi włócznię o dwie stopy wyższą od człowieka. Tylec drzewca okuwa się tępym ostrzem jak lanca ułańska, dla zatykania włóczni pionowo w ziemię. W pochodzie bezbojnym, miecz zdejmuje się z drzewca i chowa do pochwy wiszącej na pasie za lewym biodrem kosyniera."

i

tegoż autora wespół z Franciszkiem Sznajde "Przepis musztry i manewrów dla piechoty" (Lwów-Lipsk 1848 r.):

"ROBIENIE KOSĄ

51. Na ramię - BROŃ.

Trzyma się kosę w lewym ręku o piędź od końca drzewca, palec wielki, na wierzchu, inne pod spodem, ręka opuszczona, kosa oparta o lewe ramię.

52. Do attaku - BROŃ.

Uchwycić drzewiec prawą ręką po wyżej lewej spuścić kosę prawą ręką do lewej, którą ją w połowie schwyć"

Tak to samobójczy anachronizm (po roku 1831) krążył w głowach polskiej emigracji, a zarazem pokazuje, że na myśl wojskową wpływ mają również czynniki irracjonalne.

Edytowane przez secesjonista

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
harry   

Szperając wśród szpargałów, natrafiłem na fajne źródło. Jest to raport wywiadowczy, sporządzony we Lwowie, w kwietniu 1790 roku przez niejakiego Bergmanna, porucznika armii austriackiej, w przededniu spodziewanego konfliktu pomiędzy Austrią i Prusami, wspomaganymi przez Polskę. Ciekawe to były czasy, armia austriacka ustawiała się wzdłuż granicy z Prusami i Polską, a w polskich obozach wojskowych pruscy instruktorzy szkolili polską armię. Ciekawe, czy to pruskie "szkolnictwo wojskowe" pomagało 2 i 4 lata później?

Raport "O polskiej armii i sytuacji w Polsce na wiosnę 1790" składa się z dwu części. Pominąłem część polityczną i fragment dotyczący skomplikowanej sytuacji dotyczącej opłacania wojsk Polskich w naturze i wymuszania takich świadczeń. Reszta wydaje się na tyle interesująca, że przytaczam w całości, moim dość nieporadnym tłumaczeniu.

Intryguje mnie zapis na samym końcu, gdzie autor stwierdza, że armia jest niezdyscyplinowana w ataku, ciekawe skąd takie obserwacje?

Całe polskie królewskie siły zbrojne składają się z:

Piechota: 16 pułków po 1 200 ludzi – 19 200

1 pułk gwardii królewskiej – 2 000

Kawaleria 1 pułk gwardii konnej - 500

1 pułk dragonów gwardii - 500

Kawaleria narodowa, 15 chorągwi po 150 ludzi – 2 250

Do tego należy doliczyć, że każdy kawalerzysta

swojego pocztowego musi posiadać, co daje - 2 250

Artyleria - 1 000

=======

27 700

Armia litewska składa się z:

Piechota: 8 pułków po 1 200 ludzi – 9 600

1 pułk gwardii litewskiej – 1 600

Kawaleria 1 pułk litewskiej gwardii konnej - 500

Kawaleria narodowa, 15 chorągwi po 150 ludzi – 2 250

Więc gdy policzyć również pocztowych - 2 250

=======

16 700

Dochodzi do tego cała kawaleria, zwana jako „pierwsza straż”,

która głównie stoi na wysuniętych placówkach - 10 000

oraz dwa pułki bezpośredni podległe królowi - 1 000

=======

Cale siły wynoszą więc 55 400

Dowodzący armią są książęta Poniatowski i Potocki, jednak władzą zwierzchnią jest Komisja Wojskowa. O zasługach i umiejętnościach generałów i wyższych oficerów nie można nic powiedzieć, ponadto co jest powszechnie znane. Do kuszenia nie ma jednak nic lepszego niż pieniądze, więc mają oni pruskie talary, które w Polsce są bardzo silną walutą, i skłaniają do sojuszu polski parlament, co jest wbrew woli Króla.

W armii królewskiej są sami piękni i dobrze wybrani ludzie i ani jeden regiment nie składa się z gorszego sortu ludzi; jednak kiedy człowiek jest duży i dobrze wybrany to jest stary, kiedy jest młody to jest jednocześnie mały. Więc mimo że Rzeczpospolita pięknych ludzi posiada, to jednak na 100 tylko 20 jest wyćwiczonych, a w takim razie 80 niewyćwiczonych.

Ćwiczenia i nauka jazdy kawalerii, co muszę tu z grubsza przytoczyć, odbywają się następującą metodą, jest miejsce, gdzie z wielkich domów "salva venia" gnój się wyrzuca, tam człowieka, który konia dosiadać potrafi, wygania się i tam się obrotów uczy i musi to za całą szkołę jeździectwa wystarczyć.

Artyleria w Warszawie, ćwiczy się w strzelaniu kulą pełną; miotania granatów i bomb nie widziałem; i to wyłącznie w strzale bezpośrednim, z których kilkanaście całkiem dalekich i dokładnych było.

Umundurowanie jest niewielkie; wyposażona obecnie powinna być już cała armia, chociaż skarżą się, że kupione w Prusach karabiny są kiepskiej jakości; zapasów wyposażenia nie przewidziano.

Opłacanie wojska jest regularne. Jednak oficerowie szlachta zabierają z tego zbyt dużo, gdyż dostaje taki 12 groszy co daje 7 krajcarów (bez chleba) dziennie.

Kawaleria narodowa dostaje rocznie 300 guldenów; jednak musi on swojego 'pocztowego' utrzymać, z koniem, mundurem, kosztami i wyposażeniem.

Dyscyplina w piechocie, od feldfebla w dół jest dobra, jednak wśród oficerów tylko średnia; wśród kawalerzystów tymczasem bardzo niska a szczególnie wśród tych z 'narodowej'.

Ogólnie polska armia nie jest tragiczna; jedynie w zamieszaniu, kiedy wykonują atak, masakrują i plądrują wszystko, a następnie uciekają, co głównie jest domeną kawalerii, z to z przyczyny braku w niej porządku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

(...)

Faktycznie stosunkowo najlepiej się działo w artylerii, ale też trudno mówić o jakiejś myśli wojskowej. Nawet podręcznik Jakubowskiego, nie jest jego oryginalnym pomysłem (o czym sam pisze we wstępie) tylko kompilacją kilku podręczników innych autorów, a proponowany przez niego stosunek dział to piechoty (nieco ponad 1 lufa na 1000 żołnierzy) był dalece niewystarczający jak na warunki ówczesnego pola walki.

(...)

Przejrzałem sobie wątek, gdzie wiele o polu walki, a co z miastami?

Jak wyglądał stan obrony miast, czy miały on znaczenie, jak rozumiano miasta w ówczesnych koncepcjach myśli wojskowej.

Czy polskie miasta odbiegały od innych w Europie.

Dla przykładu, stan cekhauzu lwowskiego z 2 maja 1724 r.:

/pominąłem informacje co do ozdób, czy znaków fundatorów/

1. Działo 3 funt. gładkie, zapał wystrzelany, długie kalibrów 38

2. Działo 2 funt. bez wiatru, karczoch odtrącony, zapchane od Szwedów, długie kalibru 46

3. Działo 2 funt., karczoch odtrącony, długie kalibru 58 i 1/2

4. Działo 2 funt. bez wiatru, za fragmenta wymieniane, długie kalibru 44

5. Działo 2 funt., delfiny odtrącone, sub Anno 1573, długie kalibru 43 i 1/2

6. Działo 1 i 1/2 funt., zagwożdżone, długie kalibru 44

7. Działko 3/4 funt., sub Anno 1570, zapał wystrzelany, długie kalibrów 36

8. Działko 3/4 funt., sub signo Baranek Anno 1647, karczoch i delfiny odtrącone, długie kalibru 43

9. Działko 3 funt., bez wiatru za fragmenta wymienione, z osóbki dekel sub Anno 1700, długie kalibrów 28 i 1/2

10. Działo 1 funt., długie kalibru 33

11. Działo 1/2 funt., dwie parzyste smoczki, kalibrów 38

12. Działo 1 i 1/2 funt., delfiny i karczoch odtrącony, zapał zepsowany, długości kalibrów 41

13. Działo 1 funt., gładkie, długie kalibrów 45

14. Działo 1 funt., delfiny i karczoch odtrącony, długie kalibrów 44

15. Działo 1 funt., zapał wystrzelany, delfiny i karczoch odtrącony, długie kalibrów 32

16. Działo 2 funt., wymienione za fragmenta sub Anno 1698, długie kalibrów 32

17. Działo 1 funt., sub Anno 1521, zapał zaprawiony i przedrelowany, długie kalibrów 50

18. Działo 2 funt., sub Anno 1527, karczoch odtrącony, długie kalibrów 51

19. Działo 2 i 1/2 funt., sub Anno 1533, delfinów nie ma, zapał wystrzelany i karczoch odtrącony, długie kalibrów 33

20. Działo 1 i 1/2 funt.,zapał wystrzelany i karczoch odtrącony, długie kalibrów 37

21. Działo 1 i 1/2 funt., miasto karczocha głowa delfina, utrącone, długie kalibrów 36

22. Działo 1 funt., karczoch odtrącony, kalibrów 45

23. Działo 1 funt., karczoch odtrącony, długie kalibrów 45

24. Działek 1 funt. dwie parzystych, długość każdego kalibrów 26

25. Działo 3 funt., gładkie bez delfinów i karczocha

Sequuntur armaty itidem spiżowe bez szuleapów, które Szwedzi poodtrącali

1. Działo, sub Anno 1556, karczoch odtrącony, długie łokci 3

2. Działo, Anno 1654, łokci 3 i 1/8

3. Działo, odlewania Anno 1603, łokci 3

4. Działo, Anno 1526, łokci 5 i 1/2

5. Działo, łokci 5 i 5/8

6. Działko gładkie, łokci 2 i 5/8

Armaty wytrzaskane

1. Działo wyrwana sztuka z niego 3/4 łokcia, długie łokci 6 i 1/8

2. Działo wyrwane na 3/4 łokcia, niedaleko końca, długie łokci 6

Dalej następuje wymienienie fragmentów z dział, oraz:

277 kul 16 funt.

91 kul 12 funt.

31 kul 10 funt.

108 kul 8 funt.

110 kul 7 funt.

395 kul 4 funt.

34 kule 5 funt.

610 kul 3 funt.

918 kul 2 i 1/2 funt.

921 kul 2 funt.

170 kul bez wiatru 2 funt.

522 kule 1 i 1/2 funt.

12 kul 6 funt.

432 kule 1 funt.

534 kule 3/4 funt.

761 kul 1/2 funt.

480 kul 3/8 funt.

13 kartaczowych

23 granatów moździerzowych

21 deto ręcznych

898 kul kamiennych różnej wielkości

Jako też:

"Blach tak przednich, jako i żadnych alias zbroi żelaznych, dla złego zachowania w niwecz od rdzy zjedzonych 276. Deto sztuk różnych, jako to naręczników, hobrojczyków, przyłbic, pari modo od rdzy zjedzonych, sztuk 130. Hakownic i szmigownic, tak gołych jako i w łożach od rdzy w niwecz obróconych 77. Organki żelazne o 6 rurach hokowniczych. Lawet różnych częścią dobrych częścią spruchniałych 15. Lawetka maleńka z kłótkami. Landslaga, alais wóz kowany do ciężarów bez kół 1. Kół armatnych, okowanych wielkich 14 (...) Prockara 1. Łańcuch do prockary 1. (...) Czosnków szufladek dwie. Kul flintowych półmacek. Siekaniny idem półmacek".

/"Pamiętnik dziejów polskich : z aktów urzędowych lwowskich i z rękopisów" zebrał X. Barącz Sadok, Lwów 1855, s. 167-169/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

4. Działo 2 funt. bez wiatru, [...]

170 kul bez wiatru 2 funt.

O co chodzi z tym "bez wiatru"?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To pytanie do mnie?

:(

Ja się na wojskowości nie znam, stąd właśnie zadałem pytanie, a tak właśnie zapisano w rewizji.

Może Kadrinazi bądź harry - nam to objaśnią.

Edytowane przez secesjonista

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
harry   

Jeśli chodzi o lufę, to chodzi prawdopodobnie ( podkreślam prawdopodobnie) o rury nadmiernie wyżłobione przez eksploatację - nadkalibrowe. Była taka metoda sprawdzania kalibru poprzez wkładanie w otwór lufy cylindra z tłokiem. Przy wsuwaniu powietrze powinno być wypychane przez otwór zapałowy a tam sprawdzało się czy "jest wiatr", następnie ciągnęło się tłok i ponownie sprawdzało "wiatr", tym razem czy powietrze było zaciągane do lufy.

Co do kul to mam większe wątpliwości. Może to kule, które nie trzymały kalibru?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×