Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Pancerny

Łowiectwo za Jagiellonów

Rekomendowane odpowiedzi

T. Mańkowski "Prawo łowieckie w Polsce w wiekach średnich", "Przewodnik Naukowy i Literacki", 1904

A. Samsonowicz "Łowiectwo w Polsce Piastów i Jagiellonów", "Studia i Materiały z Historii Kultury Materialnej", t. LXII, 1993

R. Jaworski "Łowy Władysława Jagiełły", w: "Z biografistyki Polski późnego średniowiecza. Studia" red. M. Koczerska

J. Jastrzębiec-Szczepkowski "Organizacja i formy prawne łowiectwa w Polsce przedrozbiorowej"

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Z dostępnej mi literatury wynika, że rasa wyżłów już wówczas istniała. W pisemnych źródłach wyżły określane są kilkoma nazwami: "canes venatici qui dicuntur viszki" , "valters odorcferi" , "canes ursuales alias kurcze" , "canes dicti yelenye".

Nazwy te podała Barbara Waingertner w swym artykule "Polowania w Polsce Jagiellonów. Z dziejów łowiectwa i dworskiego obyczaju":

"Najczęściej wykorzystywano wyżły.określane w pisemnych źródłach kilkoma nazwami: canes venatici qui dicuntur viszki, valters odorcferi, canes ursuales alias kurcze, bądź canes dicti yelenye. Jednak zdarzały się i rzadsze okazy. Władysław Jagiełło sprowadził np. do swojej psiarni z zagranicy słynne psy mediolańskie".

/"Przegląd Nauk Historycznych", 2004, R. III, nr 2(6), s. 181/

Nie podała tylko jednego, na jakiej podstawie stwierdziła, że wszystkie te nazwy określają jedną rasę i to właśnie wyżła. Wszystko to zaczerpnęła ze źródeł wydanych przez Franciszka Piekosińskiego "Rachunki dworu króla Władysława Jagiełły..." wyd. Kraków 1896 co odnotowała w przypisie (nr 16) podając strony: 18, 44, 556 i 557. Pewnie to kwestia uwspółcześnienia, bo podane określenia nieco się różnią.

Na stronie 557 stoi: "Sequitur expedicio canum yelyenich de Nyepolomicze in Yedlna anno eodem". Na podanych w przypisie stronach "valters odorcferi" nie występuje, na stronie 44 stoi bowiem: "Feria sexta (15/4) domina Regna mane de Nepolomice ad prandium in Bochnam processit, multos canes veneticos nisi VI valteres valentes regales Cuszme Lythuano venatori recipi circa curiam venandum mandavit...", a na stronie 556 mamy: "Sequitur expedicio canistarum Mediolanen. et curcze in Radoschicze (...) item in Schlomniky primo Michasch caniste, qui fouet valteres, X vlnas panni per quatuor gr. XX...". Na stronie 18 w ogóle chyba nie ma żadnego z podanych przez autorkę określeń (?).

Czy "canes ursuales" (występujący również jako "ursis") miałby być typem psa na niedźwiedzia?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polowanie w tym czasie było przywilejem Króla i bogatej szlachty mającej własny las.

W czasie panowania ostatnich Jagiellonów ten królewski przywilej ulegał ograniczeniu.

"Dane powyższe zgadzają się zupełnie ze znanym nam faktem, że dopiero ustawy z w. XVI, a najwyżej z końca XV w. stwierdzają zasadę, że na cudzym gruncie nie wolno polować nawet samemu panującemu, chyba że zezwoleniem właściciela".

/K. Tymieniecki "Łowiectwo na Mazowszu w w . XV-ym", "Przegląd Historyczny", 1916, T. 20, nr 1, s. 51/

W Knyszynie miał też swoją rezydencje. Tajemniczość tej rezydencji sprawiła, że po Rzeczypospolitej krążyły o niej przedziwne plotki

Chyba nie mogła być aż tak tajemnicza, Knyszyn (jako wieś kmiecia) założony został na skrzyżowaniu dwóch traktów.

"Gościniec Wielki prowadzony w 1510 roku z Lewonii i Goniądza do Straży na Sokołdzie i dalej do Grodna oraz starszy od niego trakt z Tykocina do dawnego dworu myśliwskiego Wodziłówka"

/M. Piszczatowska "Starostwo knyszyńskie w czasach króla Zygmunta II Augusta", praca magisterska, Olsztyn 2005, s. 21/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 2.03.2008 o 15:53, Pancerny napisał:

-łowy małe czyli polowania na "drobnego zwierza" (ptactwo, lisy, bobry, zające) mogli uprawiać nawet poddani."

 

To polowanie na bobry to chyba jednak tylko za specjalnym przywilejem.

"Co najmniej od czasów Bolesława Chrobrego wyłączną własnością korony były bobry. Chwytano je dla cennych futer i magicznych właściwości, jakie przypisywano bobrzym jądrom – uniwersalnemu lekarstwu na wszelkie dolegliwości. Kwestia korzystania z bobrzej populacji nie mogła być więc pozostawiona przypadkowi. Bobrami zajmowali się bobrownicy na czele z panem bobrowym – specjalnie mianowani łowczy, którzy polowali w imieniu władcy i strzegli zwierząt przed wszelkim nieszczęściem. Populacja bobrów musiała jednak szybko topnieć, skoro już w XIII wieku prości ludzie, poza zakazem polowania, mieli obowiązek opieki nad żeremiami, a jeśliby dopuścili do ich porzucenia, groziły im surowe kary".

/D. Maciąg "Ad famam Regni. Prawna ochrona przyrody w Królestwie Polskim od średniowiecza po wiek XVIII", s. 2; tekst dostępny na: dzikiezycie.pl/

 

I jeszcze inna wzmianka z powyższego tekstu:

"Za zabicie bobra groziły kary pieniężne, lecz nie wolno było także orać pola, kosić łąki ani wycinać łóz w odległości rzutu pałką od żeremi. Gdyby bobry zdecydowały się wynieść z dotychczasowego lokum, pechowy „gospodarz” był zobowiązany zapewnić im spokój w nowym miejscu oraz płacił 12 rubli-groszy, karę surową, biorąc pod uwagę, że była to równowartość 5 wołów rzeźnych albo 60 par butów. Ochrona cennego gospodarczo gatunku i prawa do polowania na niego nie była niczym nowym, jednak Statut po raz pierwszy wprowadził nowatorski element, który dziś nazwalibyśmy ochroną siedliska. O bobrach wspomniano też w „ustawie na wołoki” z 1557 r., uznając je oficjalnie za zwierzynę królewską".

/tamże, s. 5/

 

Z fragmentu książki "Tropem bobra" autorstwa Jacqueline i Zdzisława Wdowińskich:

"Postępująca cywilizacja i penetracja człowieka w głąb odwiecznych puszcz sprawiły, że zwierzęta te stały się obiektem ogromnego zainteresowania i dlatego już w X stuleciu liczba bobrów zaczęła się stopniowo zmniejszać. Fakt ten zagrażał bogactwu narodowemu i dlatego też w XI wieku Bolesław Chrobry dla ocalenia bobrów wydał pierwsze w państwie polskim prawo ochronne, ustanawiając urząd bobrowniczego, do którego należała opieka nad bobrami i ich hodowla w obrębie ziem książęcych. Bobrownicy sprawowali bezpośrednią opiekę nad żeremiami, wyłączeni byli spod władzy wojewodów i kasztelanów, a podlegali jedynie księciu lub królowi. W XII wieku polowania na bobry stały się na ziemiach polskich przywilejem wyłącznie książąt i arystokracji kościelnej".

/b.p.; tekst dostępny na: ostoja-szczecinek.pl/

 

"Ograniczenia nie dotyczyły zwierząt drobnych – zajęcy, lisów itp. Należy jednak zauważyć, że król Bolesław Chrobry wprowadził w 1020 r. ochronę bobra. Na zwierzęta te mogła polować tylko specjalnie wyszkolona kadra bobowników, i to wyłącznie na polecenie króla (...)

Kolejny król - Władysław Jagiełło - wprowadził mocą Statutu Wareckiego w 1423 r. ochronę cisa, rzadkiego wówczas ze względu na jego wykorzystanie do wyrobu kusz i strzał. Statut ograniczył także prawo łowieckie (...)  W tamtym okresie pojawiły się również prawa ograniczające dozwolony zakres polowań, czego przykładem jest prawo chełmińskie, zakazujące w art.14 polowania na bobry (...)  W czasach panowania Jagiellonów wprowadzono ochronę rzadkich lub ginących gatunków zwierząt łownych, w tym: żubra, tura, bobra, sokoła i łabędzia. (...) 

Trzy Statuty Wielkiego Księstwa Litewskiego wprowadzały – obok ochrony żeremi bobrowych i gniazd sokolich - ochronę drzew bartnych oraz kary za polowania na cudzych gruntach. Zabraniały także zabijania sokołów, łabędzi i bobrów. Trzeci Statut Litewski został przetłumaczony na język polski i obowiązywał na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego do 1840 r. ".

/E. Albińska "Historia regulacji legislacyjnych ograniczających przestępczość ekologiczną w Polsce", "Biuletyn PTK", nr 23, Warszawa 2016,  s. 116/

 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   

W książce Simony Kossak "Saga Puszczy Białowieskiej" też można co nieco przeczytać o ochronie tego rejonu. Tyle, że autorka opisuje raczej losy poszczególnych gatunków poprzez wieki więc wiadomości dotyczące Jagiellonów są mocno rozrzucone. Co do bobrów to raczej ubolewała, że nie miało to nic wspólnego z ochrona a raczej z królewskim monopolem na ich odławianie. Królewscy bobrownicy czasem bardzo rabunkowo podchodzili do sprawy a to z tego powodu, że nie byli opłacani z królewskiej szkatuły ale byli "na procencie" od pozyskanych skórek.

Ponoć wielokrotnie monarchowie byli ostrzegani, że taka gospodarka zakończy się wytępieniem tego gatunku.

Edytowane przez gregski

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, gregski napisał:

Ponoć wielokrotnie monarchowie byli ostrzegani, że taka gospodarka zakończy się wytępieniem tego gatunku.

 

No ale jednak w ten sposób się nie zakończyła. Populacja bobrów w naszym kraju malała, ale o wytrzebieniu niemal całej populacji nikt nie wspomina.

W XIII w. wyniszczono je w Anglii i Walii, około XVI w. w Belgii i Transylwanii, w ciągu XVII w. bobry zaczęły znikać w południowej Francji, na Półwyspie Iberyjskim, zmniejszyły swój zasięg w Finlandii.

/za: H. Miszczuk, P. Oglęcki "Inwentaryzacja populacji bobra europejskiego (Castor fiber) w zlewni rzeki Osownicy", "Przegląd Naukowy Inżynieria i Kształtowanie Środowiska", R. XIII, Warszawa 2004, zeszyt 2 (29)/

 

"Już w IX stuleciu naszej ery liczba bobrów zaczęła stopniowo zmniejszać się. Jako pierwsze wyginęły kolonie bobrowe położone w pobliżu osad ludzkich. Przestrzeń zajmowana do tej pory przez bobry, zaczęła dzielić się na coraz mniejsze skupiska. W końcu średniowiecza obszar występowania bobrów zaczął się mocno kurczyć. W X wieku bobry żyły już jedynie w środkowej i północnej Europie oraz na Bałkanach. W XII wieku bobry doszczętnie wytępiono w Anglii, w XIII wieku były już rzadkością we Francji i na terenach południowych Niemiec, w XVI wieku wyginęły ostatnie bobry w Lombardii. Ostatniego bobra we Włoszech zabito w 1541 roku, w Jugosławii w 1865 roku, a w Czechach w 1876 roku. W latach 30. XX wieku na Białorusi żyło zaledwie około 300-350 bobrów, w okolicach Woroneża – 800, a na Syberii – 250. Wiek XVIII był okresem ostatecznej klęski bobrów w Europie Środkowej. Utrzymały się one jedynie w ujściu Rodanu, gdzie występują także obecnie. Stosunkowo licznie żyły jeszcze w Norwegii i Szwecji oraz w Polsce i Rosji".

/P. Janiszewski, W. Misiukiewicz "Bóbr europejski (Castor fiber)", Warszawa 2012, b.p./

 

Godzinę temu, gregski napisał:

Królewscy bobrownicy czasem bardzo rabunkowo podchodzili do sprawy a to z tego powodu, że nie byli opłacani z królewskiej szkatuły ale byli "na procencie" od pozyskanych skórek.

 

Szczerze mówiąc, powiedziałbym, że było właśnie na odwrót. No ale będę musiał poszperać by to udowodnić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   

Z tego co wyczytałem u Simony Kossak to bobrownikowi przypadała jedna skórka na pewną ilość należnych królowi. W tej chwili nie pamietam, czy to jedna na dziesięć czy była jakaś inna proporcja a książka niestety w domu została...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 

Wiesz gregski, nic nie ujmując ostatniej z rodu wielkich Kossaków (która chyba nieco się zapatrzyła w autora "Waldo"), jako że książkę swą napisała w słusznym celu - by uzmysłowić ludziom jak dewastuje się drzewostan i zwierzynę w Puszczy Białowieskiej zachowując często pozory ochrony, to w swym aktywizmie idzie nieco zbyt daleko. Trudno oceniać z perspektywy doświadczeń XXI w. poczynania władców pod kątem zachowania zwierzęcego dobrostanu i zagrożonych populacji. To chyba nieuprawniona próba przenoszenia naszych kategorii myślowych w dawno minione epoki.

To oczywiste, iż królowie i książęta ograniczenia w polowaniach wprowadzali dla własnych korzyści, materialnych i , faktem jest jednak, że gdzie tego typu obostrzenia obowiązywały w sensownym brzmieniu, dłużej utrzymywały się większe populacje zwierzyny. oczywiście o ile władca wykazywał pewien umiar.

 

 

16 godzin temu, gregski napisał:

Z tego co wyczytałem u Simony Kossak to bobrownikowi przypadała jedna skórka na pewną ilość należnych królowi.

22 godziny temu, gregski napisał:

Królewscy bobrownicy czasem bardzo rabunkowo podchodzili do sprawy a to z tego powodu, że nie byli opłacani z królewskiej szkatuły ale byli "na procencie" od pozyskanych skórek

 

Po pierwsze, co do tego: "procentu" czy "skórki na pewną ilość..." - to nie wiemy kogo się to tyczyło, bobrowników w rozumieniu urzędu: custodes castorum, dominus castorum czy ogólnie osad służebnych. O tego typu wynagrodzeniu wspomniała raz, przy okazji ustawy na wołoki z 1557, gdzie faktycznie mieszkańcom, którzy wcześniej łapali bobry dla władcy, zezwolono swobodnie polować na bobry, a ich gratyfikacją miała być co piąta skórka. Zresztą przytoczyła ów zapis niedokładnie, jest tam też i alternatywna gratyfikacja: "lub po czerewie ot kożdogo bobra" (Art. 32). Napisała też, iż z czasem prawo polowań udzielono strażnikom leśnym i strzelcom "za opłatą 'futrowego'", ale bez podania jakichkolwiek szczegółów.  Wypada przypomnieć, iż nie była to regulacja dla całego kraju.

Wypada dodać, że ta ustawa na celu miała; w tym kontekście; m.in. ochronę grubego zwierza, głównie żubra (zakaz podziału puszczy). Szkoda, że tak skrupulatnie piętnująca naszych władców autorka, nie wspomniała np. o wcześniejszej regulacji prawnej, czyli ustawie Zygmunta Starego z 28 marca 1514 r., w której nakazał skontrolowanie liczby bobrowników i w przypadku gdzie ich liczba jest zbyt duża, nakazuje osadzenie ich na ziemi.

Simona Kossak nic nie wspomina o sposobie wynagradzania bobrowników, i słusznie - bo niewiele o tym wiemy, jak i nie wiemy jaka była skala odłowów, co zauważa sama autorka: "Nie zachowały się żadne dokumenty mówiące, ile bobrów zabijano rocznie i jaki dochód przynosiły hospodarowi".  Zatem nie wiemy: jakie było pogłowie bobrów na danym terenie, nie wiemy ile bobrów trafiała do władcy a ile "do kieszeni" bobrowniczego, ale autorka wie, że były to: "żniwa". Cokolwiek to naciągane.

Skądinąd wiadomo jednak, że bobrownicy byli czasami uposażenia na otrzymanej ziemi, która zwolniona była z wielu powinności. Podobnie jak osady służebne. Człowiek potrafi być nieracjonalny, ale trudno uważać by wszyscy hurmem wybili okoliczne bobry dla krótkotrwałego zysku by potem stracić rację istnienia osady służebnej i związane z nią przywileje i zwolnienia. Podobnie jak uwagi autorki o: "rozwalaniu żeremi"  przez bobrowników wydaje się już być czystą fantazją, tak jak i wzmianka, iż funkcjonowali oni bez "obciążania kasy królewskiej". Jako, że nie wiemy - jak dokładnie byli wynagradzani. 

 

 

I taka ciekawostka, otóż niewiele zachowało się dokumentów mających charakter raportu bobrowniczego, najczęściej na różnych (mniej lub bardziej profesjonalnych stronach poświęconych bobrom) przytaczany jest dokument jeszcze z 1229 r.:

"Czacki przytacza rejestr, podany w 1229 r. przez Jaśka z Makowa księciu Konradowi mazowieckiemu, z którego widać, jak starannie prowadzona była hodowla bobrów na Mazowszu w XIII wieku, jak baczono na maść przy rozmnażaniu się bobrów, aby była jednakowa i ciemna. Gdzieś nad Narwią za Pułtuskiem było obliczonych 251 nigricini castores, z których wzięto na dwór książęcy 101, a na sprzedaż 50".

/za Wiki, hasło: "Bóbr europejski"/

 

Fragment ów oparty jest na wpisie w "Encyklopedii Staropolskiej" Zygmunta Glogera, i jest przepisany rzetelnie.

 I tak sobie żyje w sieci ów przykład - bez słowa komentarza. A ten byłby stosownym, jako, że u Tadeusza Czackiego mamy: 

"Mam przed oczyma w łacinie średnich wieków rejestr bobrów Konradowi książęciu mazowieckiemu 1229 roku, przez Jaszka de Maków podany. Widać w tym rejestrze, że te bobrownie były porządne i tak dobierano stada, aby były jednego koloru, szczególnie za Połtoskiem czyli Pułtuskiem było Nigricinos castores 251. Na dwór książęcy z nich wybrano 10, na przedaż 50, ad restantiam et prolicationem reszta. Donosi Jaszko bobrownik, że drzewa klonowego wiele om bardzo zostawił, z którego exhyemationem habebunt. Skarży się na Maczka de Gołęczyn, że przez złość wyjąć kazał żywność bobrów, a kradzież łatwo dostrzegł, przez niezapełnienie dziury czyli nory, którą na zimę te zwierzęta robią".
/tegoż, "O litewskich i polskich prawach, o ich duchu, źródłach, związku i o rzeczach zawartych w pierwszym Statucie dla Litwy 1529 roku wydanym", T. 2, Kraków 1861, przyp. 2, s. 287/

 

Nigdzie nie znalazłem słówka komentarza czy objaśnienia, czy to pomyłka redakcyjna w wydaniu Czackiego, czy może źle odczytał ów dokument, czy może to Gloger źle zrelacjonował.  A wszyscy chyba korzystają z pośrednictwa Glogera, jako że przed pojawieniem się jego "Encyklopedii..." to sięgano bezpośrednio do po Czackiego, i np. u Łukasza Gołębiowskiego w jego "Grach i zabawach różnych stanów..." (Warszawa 1831) to stoi dziesięć bobrów na dwór księcia, podobnie w "Archiv für Naturgeschichte" (T. 6, Berlin 1840) pod red.  Arenda F.A.  Wiegmanna.

A chyba jest różnica pomiędzy dostarczeniem 3,9% danej populacji na dwór książęcy, a - 40%.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   
9 godzin temu, secesjonista napisał:

Wiesz gregski, nic nie ujmując ostatniej z rodu wielkich Kossaków (która chyba nieco się zapatrzyła w autora "Waldo"), jako że książkę swą napisała w słusznym celu - by uzmysłowić ludziom jak dewastuje się drzewostan i zwierzynę w Puszczy Białowieskiej zachowując często pozory ochrony, to w swym aktywizmie idzie nieco zbyt daleko.

No fakt. Po prostu przypomniało mi się, że coś o tym temacie czytałem więc podzieliłem się tym co zapamiętałem.

Po jej książkę sięgnąłem pod wpływem przeczytanej biografii "Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak" Anny Kamińskiej.

Wynika, że była z niej niezła "wariatka", no ale właśnie tacy ludzie są najciekawsi...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
jancet   
W dniu 10.10.2017 o 2:46 PM, secesjonista napisał:

W XIII w. wyniszczono je w Anglii i Walii, około XVI w. w Belgii i Transylwanii, w ciągu XVII w. bobry zaczęły znikać w południowej Francji, na Półwyspie Iberyjskim, zmniejszyły swój zasięg w Finlandii.

/za: H. Miszczuk, P. Oglęcki "Inwentaryzacja populacji bobra europejskiego (Castor fiber) w zlewni rzeki Osownicy", "Przegląd Naukowy Inżynieria i Kształtowanie Środowiska", R. XIII, Warszawa 2004, zeszyt 2 (29)/

 

Przyznaję, że ta Transylwania między Anglią, Walią, Belgią i południową Francją trochę mnie zaskoczyła. Czy jest możliwe, by pod tą nazwą kryło się coś innego, niż Siedmiogród?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
W dniu 12.10.2017 o 12:11 AM, gregski napisał:

No fakt. Po prostu przypomniało mi się, że coś o tym temacie czytałem więc podzieliłem się tym co zapamiętałem.

(...)

Wynika, że była z niej niezła "wariatka", no ale właśnie tacy ludzie są najciekawsi...

 

 

Tylko nieszczególnie przykładająca się do interpretacji dawnych praw, bo w jej opinii jedyną godną akceptacji regulacją prawną jest zakaz łowienia i polowania na wszelkie zwierzęta. Nie zauważa, że może pewne regulacje były efektem egoizmu władców to w efekcie dały coś pozytywnego.

 

Otóż pani Kossak napisała np.: "W Ordynacji dla Puszczy Białowieskiej z 1639 roku czytamy, że było tych bobrowników we wsi Czornaki sześć rodzin, które „od czynszów, podwód i innych powinności są wolni, tylko w zimie bobry łowić i według zwyczaju dawnego oddawać powinni, a jeżeliby którego roku nie oddali, za każdy rok mają za nie płacić kop groszy dwadzieścia. Wieś Czornaki w czasie łowów miała „im na pomoc chłopów dawać””.

 

Otóż, niezbyt dokładnie to przytoczyła. Nic tam nie ma o sześciu rodzinach w jednej wsi, tylko o bobrownikach "osiedlonych na 6 włokach", tak podaje i Otto Hedemann w swym opracowaniu "Dzieje Puszczy Białowieskiej w Polsce przedrozbiorowej" (w wyd. i z uzupełnieniami Wiktora Hartmana, Warszawa 1939, s. 287), podobnie podają w opracowaniu "Prac" Instytutu Badań Leśnictwa (wyd. 36-42, 1938).

 

Drobiazgiem już jest, że nie: "kop groszy dwadzieścia" a: czterdzieści. Atoli jak się tak zastanowić, to - nie tak całkiem: drobiazgiem, z tego obostrzenia wynika bowiem, że tamtejsi bobrownicy powinni we własnym interesie właśnie dbać o bobry. Rabunkowa gospodarka spowodowałaby konieczność płacenia gotówką (czego nikt nie lubi) zamiast opędzić się znacznie łatwiejszym odłowem. A suma była poważnym obciążeniem, to jest mnie więcej koszt pięciu wołów!

 

I jeszcze wrócę do ustawy z 1557 r.: "A we wszystkich naszych i obcych puszczach, gdzie przedtem poddani nasi bobry na nas gonili i teraz po staremu gonić mają, a gdzieby się w rzekach i jeziorach naszych na nowo (sic!) bobry ukazały i tam ich łapać mają" (wytłuszczenie - secesjonista). To autorki "sic!" można zrozumieć tak: no ładnie, nie dość, że trzebiono bobry w starych miejscach to teraz gdziekolwiek się pojawią można na nie polować. Niby tak , ale zauważmy, iż krąg łowiących raczej się nie zwiększył - ci co "gonili" gonić mają dalej, o innych się tu nie wspomina.

A ów zapis o o: "na nowo..." to może nawiązanie do Statutów Litewskich i prawa do do odłowu bobrów?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×