Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Narya

Kresy Wschodnie II RP - rzeczywiście były polskie?

Recommended Posts

Narya   

Z innego tematu wypowiedź pewnego użytkownika zastanowiła mnie nad tym, dlatego założyłem taki temat.

Jeśli temat się powtórzył (jednocześnie w takim przypadku przepraszam) i nie dostrzegłem go w swoich poszukiwaniach takiego tematu, to proszę o zamknięcie tego tematu.

Jestem zdania, że ani Wilno, ani Lwów nie są polskimi miastami tak, jak Poznań, Wrocław czy Gdańsk.

Wilno jest miastem litewskim, pomimo silnej kultury polskiej oraz grupy polskiej. Podobnie z Lwowem.. ale na razie wstrzymam się z dalszym pisaniem mojego zdania na ten temat, bo.. no właśnie.. chciałbym poznać najpierw wasze zdanie na ten temat.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gnome   

Oj coś mi się wydaje, że szerzysz hasła KPRP, ale wolny kraj więc czemu nie.

Jestem zdania, że ani Wilno, ani Lwów nie są polskimi miastami tak, jak Poznań, Wrocław czy Gdańsk.

No tak, wszystko pięknie i ładnie, tylko jeszcze proszę abyś określił co uznajesz za wyznacznik mówiący o tym, że dane miasto jest polskie lub nim nie jest (bo to znacznie ułatwi nam dyskusję).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Narya   

Nie szerzę haseł KPRP.. chodzi mi o to, że historycznie Wilno i Lwów miastami polskimi nie były a także jeśli spojrzeć na ludność zamieszkałą (nie mam przy sobie dokładnych danych), to Polacy byli w mniejszości (wyjątkiem jest tutaj Lwów).

Dlaczego uznaje się Wilno i Lwów za polskie? Bo zostały przyłączone w procesie niepodległościowym do Polski? Bo kiedyś stanowiły część Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Nie wątpię, że element polski w tych miastach miał ogromne znaczenie dla ich rozwoju kulturowego i dla historii.

Odnoszę wrażenie, że to sentymenty Kresowiaków oraz ich potomków kształtują pogląd, że to były i są miasta polskie, a Wielka Trójka zrobiła tym samym "wielką krzywdę" "skrzywdzonemu" i "biednemu" narodowi polskiemu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Odnoszę wrażenie, że to sentymenty Kresowiaków oraz ich potomków kształtują pogląd, że to były i są miasta polskie, a Wielka Trójka zrobiła tym samym "wielką krzywdę" "skrzywdzonemu" i "biednemu" narodowi polskiemu.

Pewnie tak, chociażby moje sentymenty, ale... Jeśli chodzi o korzenie historyczne, istotnie Lwów może polski nie był od początku. Ale nie można patrzeć tylko na korzenie, bo w ten sam sposób możemy powiedzieć, że Berlin jest słowiański (vide Kopanica).

Grody Czerwieńskie (więc i teren późniejszego Lwowa) zajął jeszcze Bolesław Chrobry. Teren potem przechodził z rąk do rąk, miasto założył faktycznie książę włodzimiersko-halicki w 1256 roku. Jednakże od 1339 roku, aż do 1945 miasto było polskie, rozkwitło w dobie Jagiellonów, element polski wśród mieszkańców tężniał z każdym stuleciem. Mamy więc 600 letnią, polską historię miasta. Dodam też, że tzw. "Linia Curzona B" przyznawała Lwów Polsce (patrz mapka). Polska ludność wyznania katolickiego stanowiła ponad 50% ogółu społeczeństwa (spis powszechny z 1910 roku), ukraińska ok. 17%. Tak więc mówienie o polskości Lwowa jest moim zdaniem całkowicie uzasadnione.

Z kolei inna jest nieco historia Wilna. Osada, jako litewska powstała jescze w V w. ne, pierwszy, drewniany zamek również wznieśli Litwini. Ale prawa miejskie w 1387 roku nadał Władysław Jagiełło (prawo magdeburskie). Od samego początku miasto było wielonarodowe, z dominującymi elementami ludności polskiej, żydowskiej, białoruskiej (rusińskiej), niemieckiej, ormiańskiej a nawet włoskiej. Rdzennych Litwinów nie było prawie wcale, bez porównania mniej niż Polaków w Wilnie obecnie (prawie 20%). Nie wspominając o uniwersytecie czy polonizacji szlachty litewskiej. Wg spisu powszechnego w 1916 roku (spis niemiecki) Polaków było 53,7%, Żydów 41,4%, Litwinów 2,1%. W 1931 roku Polaków było już 65,9%, Żydów 28% a Litwinów 0,8%. Nawet jesli te dane (podejrzewa się, że spis z 1931 roku był sfałszowany) nie do końca są prawdziwe, to i tak żywioł litewski w Wilnie był marginalny. Wynika z tego, że mówienie o polskim Wilnie jest jak najbardziej właściwe. Do dzisiaj większość mieszkańców Wilna mówi, bądź rozumie po polsku (stwierdziłem naocznie).

Pozdrawiam.

P.S.: Ponieważ jest to mój pierwszy post na tym forum, z góry przepraszam Admina i Moderatorów za uchybienia "Konstytucji", starałem się jej przestrzegać :wink:

post-3098-1206204239.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
dzionga   

W miastach mieszkali w większości Polacy, ale na wsiach już tak nie było. Na wsiach wększość stanowili Ukraińcy, Białorusini.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gnome   
W miastach mieszkali w większości Polacy, ale na wsiach już tak nie było. Na wsiach wększość stanowili Ukraińcy, Białorusini.

Nie do końca z tymi miastami tak było, miasta, szczególnie te mniejsze, zamieszkiwali głównie Żydzi, zdarzały się takie miasteczka gdzie byli niemal jedynymi mieszkańcami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
dzionga   

W moich okolicach, a to już wschód kraju były miasta, gdzie Źydzi stanowili 80-90 % mieszkańców, Nowe Miasto w Zamościu to żydowska osada.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Grody Czerwieńskie (więc i teren późniejszego Lwowa) zajął jeszcze Bolesław Chrobry.

Vissegerdzie, z tego co wiem to Grody Cz. na wsch. ograniczone były rzeka Wereszycą, a to przed Lwowem patrząc z naszej strony.

Ja nie jestem za żadnymi sentymentami, jest najlepiej jak być może. Polska wróciła na swoje oryginalne polożenie.

Sentyment do Wilna, Mińska, Lwowa, itp dla mnie jest tym samym czym dla nas jest niemiecki sentyment do Legnicy, Szczecina czy Wrocławia.

Takie podgrzewane sentymenty w dzisiejszych czasach nie są pożyteczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lu Tzy   
Z innego tematu wypowiedź pewnego użytkownika zastanowiła mnie nad tym, dlatego założyłem taki temat.

Jeśli temat się powtórzył (jednocześnie w takim przypadku przepraszam) i nie dostrzegłem go w swoich poszukiwaniach takiego tematu, to proszę o zamknięcie tego tematu.

Jestem zdania, że ani Wilno, ani Lwów nie są polskimi miastami tak, jak Poznań, Wrocław czy Gdańsk.

Wilno jest miastem litewskim, pomimo silnej kultury polskiej oraz grupy polskiej. Podobnie z Lwowem.. ale na razie wstrzymam się z dalszym pisaniem mojego zdania na ten temat, bo.. no właśnie.. chciałbym poznać najpierw wasze zdanie na ten temat.

Zgadzam sie. Tyle, ze Lwow i Wilno bardziej sa 'polskie' nizli Gdansk i Wroclaw...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Funta   

"Ja bym Lwowa za Wrocław nie zamienił." Tak mówił Lem.

A teraz szczypta historii ;)

Jan Zubrzycki

DWA ZAMKI WE LWOWIE

Dziejopis Długosz mówi o Łysogórze ponad miastem Lwowem. Nazwa ta w Polsce była nadzwyczajnie rozpowszechniona, albowiem odnosiła się do wiary Światowida. Najsławniejsza jest Łysogóra koło Opatowa. W wielu miejscach Polski jednoczy się ta nazwa z Jasnogórą, jak koło Kielc, jak na Polesiu; jest Jasnogóra na Śląsku Cieszyńskim i Jasnogóra, czyli Łysogóra na północ od Krakowa. Starodawność miejsc, wyniesionych wysoko, a panujących nad okolicą, łączy się z nazwami niemieckimi, jak Kahlenberg pod Wiedniem i Kahlenberg na wschód od Gdańska, nad morzem. Wszystkie Łysogóry przeważnie są powiązane z osadami najstarszymi na ziemi naszej, a zatem i Lwów sam i Łysogóra lwowska, na której stał zamek odwieczny, należą do czasów najdawniejszych. Tuż obok Łysogóry tutejszej, jako góry zamkowej, stoi również wysoka, no­sząca nazwę góry lwiej, później znana jako góra piaskowa. Nie dość na tym, tuż opodal, gdzie na pamiątkę cesarza austriackiego był „Kaiserwald”, tam od niepamięci istniało tak zwane pole Światowida, czyli Światowidzkie, jakie się dochowało na mapach najstarszych. Dodawszy jeszcze Skałę Czartowską, możemy na pewno zawyrokować, iż istniała tu znaczna siedziba ludzka na wiele wieków przed książętami ruskimi, skoro po obrzędach pogańskich pozostało tu tak wiele, tak znacznych śladów.

Utarło się przekonanie całkiem błędne, jakoby Lwów miał założyć nagle za rozka­zem narzuconym książę Daniel dla swojego syna Lwa i dlatego nazwał gród Lwowem. Jest to nieprawda, ponieważ lew jako godło Czarnoboga, ogólnie słowiańskiego, należy do cza­sów bardzo zamierzchłych. Rocznikarz wołyński pisze wyraźnie, iż „Lew wyprawiwszy pos­łów nie założył, lecz zburzył miasto stare” (Staroż. Polskie, Poznań 1852, II. 391).

Lwów, było to miasto zawsze znaczne, a zatem nie z przypadku wyrosłe, lecz opar­te o tradycje handlu wielkiego i dalekiego, przez morze lwie, czyli Czarne, sięgającego aż na Wschód azjatycki. Lwów u Długosza to trzecia stolica Polski, „którą za Władysława trzeciego, króla polskiego, z Halicza do tego miasta przeniesiono”. Gdybyśmy wzięli rok ostatni Władysława Laskonogiego, wypadałoby, że już w roku 1206 Lwów musiał być większym od Halicza, o czym pomyślećby nie można, gdyby książę Lew później w przeciągu lat 50-ciu miał osadę znienacka utworzyć.

Istnieje wzmianka w zapiskach pergaminowych, że gdy wybuchł pożar w Chełmie w roku 1257, to łunę widać było ze Lwowa, a zatem gród ten istniał przed książętami ruskimi i na­leżał do grodów czerwonych, o które walki toczono jeszcze za czasów Mieczysława I i za Bolesława Chrobrego.

W Weronie była brama zwana Arco d e Leoni z wieku lll-go. Koło Lubeki ist­niało już za Helmolda w wieku XII miasto Lówenstadt, tj. Lwigród. Jest Lwów koło Gostynia, Lwów na Śląsku, jest jezioro Lwityn [niem. Lówentin]. Okazuje się, że nie wol­no dziejów narodu ani miast rozpoczynać dopiero od zwycięstw krwawych. Jakże można to pogodzić, aby ci najeźdźcy, idący naprzód krwią i pożogami, równocześnie rozsiewali bło­gosławieństwo pokoju i objawiali zamiłowanie do otaczania życia opieką, jeżeli dzieje mó­wią tylko o ich okrucieństwach i ich zaburzeniach nieustających?

Ponad wszystko atoli zasługuje na uwagę naszą okoliczność jedna, ta, która do­tyczy wzmianki o istnieniu dwóch zamków we Lwowie jeszcze za czasów ruskich. Zimorowicz** bowiem podaje wyraźnie, że Kazimierz Wielki po opanowaniu grodu kazał spalić zamki obydwa, a potem zaraz „na górze rzadkiej własności w krainie Sarmackiej” wzniósł zamek nowy w rzucie do lutni podobny. O dwóch zamkach we Lwowie przed Kazimierzem Wielkim mówi i Kromer i wszyscy dziejopisowie to potwierdzają. Prąd dzisiejszy w nauce polskiej usiłuje co krok wykazać mylność latopisów naszych, aby uwy­datnić nieomylność źródeł obcych. A jednak... należy raz jeszcze uwzględnić twierdzenie Długosza, że stolicę z Halicza za Władysława Laskonogiego przeniesiono do Lwowa, za­pewne mocno i dostojnie pobudowanego, umocnionego wedle zwyczaju polskiego dwo­ma zamkami. Były dwa zamki w Krakowie, w Wilnie, w Łucku i po wielu, wielu miejs­cach Polski. Musimy uważać grody nasze, we dwa zamki opatrzone, jako właści­wość rdzennie polską, samoistnie wykształconą i zachowaną prawie do czasów ostatnich. Już sam ten wzgląd na dwa zamki z czasów przed Władysławem III i przed królem Chłopków, przekonać nas może raz na zawsze, jak sztuczne i ponaciągane są twierdzenia nam narzucone, mające na celu zaprzeczenie polskości na każdym kroku. A dodać wypa­da koniecznie jeszcze tę uwagę, że Kazimierz Wielki przystępując w połowie stulecia XIV do budowy dwóch zamków, nie czynił nic innego, jak tylko odbudowywał to, co przeszłość dawna pozostawiła. Nasuwa się przeto przypuszczenie, iż książę Lew nie tylko nie budował miasta i nie zakładał, ale poniszczywszy i poburzywszy przy zdobywaniu wszystkiego, co tutaj łączyło się z bogactwem (po które wrogowie u nas zawsze ręce wyciągali), wśród ruin i szczątków czas przepędzał na szukaniu zdobyczy dalszych. Toteż, gdy Polska objęła gród w posiadanie dalsze, musiała najpierw pomyśleć o zabezpieczeniu stolicy wschodniej za pomocą dwóch zamków, jednego na górze, drugiego na dole. Czyż król polski, umacniający tu zaraz władztwo swoje, byłby tak nagle i niespodziewanie zakła­dał dwa zamki, mimo kosztów i trudów, bez potrzeby wyraźnej gdyby nie ta okolicz­ność, że zastał już we Lwowie dwa zamki z czasów Bolesława Chrobrego pochodzą­ce, a obecnie domagające się odbudowania.

Jeżeli za Władysława Laskonogiego przeniesiono stolicę z Halicza (Galicza) do Lwowa, to przyczyną zmiany musiała być na pewno silniejsza obrona w zamkach lwow­skich, do których przewieziono skarby i klejnoty wschodnie.

Czytamy po przywilejach o tym, że była kaplica w zamku mniejszym, a zatem musiał być kościół i na zamku większym. Po pergaminach czytać można jeszcze określenia inne: „zamek górny i dolny”, czyli wysoki i niski.

Kiedy królowa Jadwiga obejmowała Lwów w posiadanie w roku 1387, wtedy tu od­prawiła od strony Gródka wjazd uroczysty z pocztem panów i szlachty, a naprzeciw królowej wyszedł lud i mieszczaństwo, panowie i duchowieństwo. Żyła więc tu w Lwigrodzie i panowa­ła myśl polska, ponieważ owe wjazdy uroczyste objawiały zwyczaje czysto narodowe pols­kie. Tak i mowa o dwóch zamkach we Lwowie jest wynikiem ducha polskiego, od początku prawem zwyczajowym nakazującym takie budowanie.

Na poparcie naszego twierdzenia możemy przytoczyć szczegół niewątpliwie bardzo starożytny, a tylko po zamkach polskich przeważnie znany. Są to ganki podziemne, ciągnące się rozlicznie w głębokości ziemi. Badacz Franciszek Jaworski powiada, że takich przejść podziemnych było bardzo wiele we Lwowie. Prawdopodobnie łączyły one zamek wysoki z zamkiem niskim, a także klasztorem oo. bernardynów. Koło klasztoru sióstr miłosierdzia przy ulicy Teatyńskiej natrafiono na liczne rozgałęzienia boczne. Taki przechód podziemny znale­ziono i na Żółkiewskiem. To nie są żadne bajania, lecz to prawda szczera, mówiąca do nas echami wieków zamierzchłych. Wszystkie zamki nasze najstarsze głoszą tajemnice ganków podziemnych. Z tymi przejściami związana była wieża główna zamku wysokiego, zwana Do­rotą, całkiem tak samo jak w Krakowie na Wawelu. Był to stołpień najwyższy po zam­kach polskich i najgłębiej w dół sięgający.

Jak Lwów zwano: „ozdób i pomników miastem pierwszym na Rusi i całym państwie” tak oba zamki celowały pięknością i bogactwem. Niż a nic z tego wszystkiego nie pozostało. Jakaś siła tajemnie działająca dążyła stale do niszczenia, aby pamięć zaginęła nawet. Zamek wysoki miał wieże i szczyty wydatne, a zdaje się przybrany był i w attyki, czyli otoki dookoła, bo o tych ostatnich wiemy na pewno odnośnie do zamku niskiego. Attyka owa była „omamentalnie uwieńczona wazami”, co przypomina doskonałe kształty stylowo polskie stylu zygmuntowskiego. Na zamku wysokim były wspaniałe świetlice królewskie. Z czterech wież pierwotnie zbudowanych trzy dochowały nazwy takie: Cebrowskiego, Górskiego i Żulińskiego. Były one niezawodnie pięknie wyprowadzone w górę, gdyż o jednej z nich mówi Zimorowicz, że wicher silny zerwał ganek wieżowy i na ziemię rzucił.

Z tych wszystkich rzeczy nie pozostał właściwie ani kawałek okrucha. Pastwiła się groza burzenia i gładzenia, tak, że dzisiaj z zamku wysokiego ocalała tylko część nieznaczna jed­nego muru kamiennego, a z zamku niskiego ślad zaginął doszczętnie, bo nie wiedzieć na­wet, gdzie był plac zamkowy?...

Jedynym wspomnieniem cośkolwiek obrazowem to opis Kaczkowskiego w powieści: 0lbrachtowi rycerze (tom II).

„Natenczas szli na mszę św., która na ich intencję odprawiała się w kościele św. Kata­rzyny, znajdującym się wewnątrz niskiego zamku i słuchali całego nabożeństwa, klęcząc przy drzwiach za plecami rycerstwa.

Po mszy rycerstwo rozstąpiło się, a oni stanęli w środku kaplicy i słuchali kazania, które miał dla nich tym razem Krzesław z Kurozwęk, biskup kujawski, chociaż duchowny, sam jed­nak bardzo wspaniałym duchem rycerskim przejęty.

Po kazaniu król zasiadł pod baldachimem w dziedzińcu zamkowym, po jego stronie pra­wej w półkolu dygnitarze koronni i nadworni, duchowni i świeccy, po lewej co najprzedniejsi rycerze, w głębi naprzeciw króla owych dziewięciu młodzieńców ze swoimi ojcami chrzest­nymi. Z krużganków na tę uroczystość patrzyli goście świątecznie przybrani”...

Lwów, który posiadał swoją własną sztukę renesansową, tak zwaną sztukę Odrodzenia Lwowskiego, przechowaną ułamkowo w okazach zaiście przepięknych, ten Lwów musiał zmieścić na obydwu zamkach, jako budowlach świeckich najważniejszych, całe skarby ar­chitektury polskiej. Niestety! Obojętność i pogardzanie, razem z nieuctwem z żyłką tępienia, pokryły to wszystko naleciałościami nowoczesnymi, jakie chciały uczynić stolicę wschodnią podobną do Lipska i Berlina. Jak zawsze w takich razach, niczego nie osiągnięto, a zdeptano rzeczy największej wartości miejscowej. Zburzono piękną bramę galicyjską, czyli halicką, na której wisiał zegar pochodzący z roku 1404. Zburzono także okazałą bramę krakowską, o dwóch basztach potężnych otokami, czyli attykami polskimi.

A kiedy już oto pamięć ulotna jak mgła poranna zawisła nad miastem, wtedy duch polski za­pragnął w gorącości swej objawić się raz jeszcze sposobem arcydawnym za pomocą mogiły usypanej na Łysogórze czyli na Jasnogórze, aby panować ponad ziemię daleką myślą jasną, iż to kopiec Zjednoczenia, kopiec Unii Lubelskiej. Pamiętamy jeszcze dobrze jak młodzi i sta­rzy dobijali się o taczki, aby zawieźć ku wyżynie odrobinę ziemi, naprawdę suto przesiąknię­tej krwią przedojców naszych. Zieleni się dziś z dala ten kopiec, lecz mało kto pamięta o tym, że te kwiatki i listki to duch przodków naszych żyjących nieśmiertelnie ponad Lwigrodem.

Przy kopaniu ziemi odgrzebywano kości liczne, ułamki urn, zbroi, resztki wyrobów krzemiennych itd. Starym zwyczajem naszym rozlatywało się to na wsze strony i gubiło się po kieszeniach tłumu, który łudził się znaleziskiem skarbów. I były skarby, lecz nie takie w postaci dukatów po garnkach, tylko znakach przeszłości kochanej, na której nikt zgoła się nie rozumiał. Szkoda to nie do opisania, że nie było opieki dobrej przy wykopywaniu staro­żytności. Rozdrapała gawiedź okazy małe i większe na to, aby przepadły bez pożytku dla nauki. Część malutka ocalona w zbiorach Smolki, Bojarskiego i Schneidera, dostała się wprawdzie do muzeum Lubomirskich we Lwowie, lecz to zbiorowisko bez myśli przewodniej nie daje obrazu żadnego. Bezmyślność nie troszczyła się także o przerysowanie murów zamkowych, jakie łamano i burzono. Słowem ofiarą zatracenia pomnika sztuki bar­dzo wielkiej wagi wzniesiono kopiec jeden z największych i najpiękniejszych w Polsce w tym celu, aby z tej Jasnogóry Lwowskiej promieniała daleko polska myśl jasna, zdrowa !...

Raz jeszcze przypominamy, że sam kronikarz Dionizy Zubrzycki w roku 1844 pisał: „miasto Lwów już dawniejsze jak mniemano, że nie od księcia Lwa (Leona), ani od jego ojca króla Daniela założone; przeto i nazwisko jego nie od książęcia tego, lecz od lwa króla zwie­rząt pochodzić musi” – przeto nie dawajmy się porywać prądom dziwacznym, aby przypusz­czać, iż tutaj w tym Lwigrodzie wszyscy byli mocniejsi i bogatsi pod każdym względem, tylko nie my Polacy. Całkiem przeciwnie, we Lwowie starym duch polski jest najwznioślejszy, al­bowiem choć poznikały pomniki chwały i sławy wielowiekowej, mimo to zapał i poświęcenie zapalają wszystkich, jak to orlęta lwowskie przykładnie stwierdziły. Dlaczego? Ponieważ Iwowianin ściśle wypełnia, co Goszczyński w „Królu Zamczyska” powiedział: „A on jednak pojął myśl, której oni pojąć nie mogą, i całe życie swoje stosuje do niej i każdy krok jego jest jej koniecznością nieodpartą. Na chwilę nie zboczy z tej drogi”...

I tutaj kiedy staniemy pod kopcem dzisiejszym obok kamieni ostatnich, z murów zam­kowych zdaje się nam w rzeczy samej, jakoby prawdą było, „że kamienie stare dają mi rady, rycerze gotują broń do przyszłych bitew, orzeł mierzy oczami drogę do słońca, mam przed sobą całe życie przeszłości i widzę na jej kolanach przyszłość!”...

A tu pare historycznych cytatow:

Pragniemy i miasto Lwów i wszystkich jego obywateli i mieszkańców, prawnie nam i Rzeczypospolitej podległych, wyznania katolickiego, ormiańskiego i greckiego nowym zaszczytem obdarzyć, na przykład pamiętnego męstwa dla miast innych. Dlatego też ich bez żadnej różnicy wyznań chrześcijańskich wszystkich, w dawniejszych ich prawach i przywilejach, przez przodków naszych nadanych i zwyczajach (nic w nich nie zmieniając), zachowujemy, a nadto ich i ich potomków prawnych i całe miasto z prerogatywami miast Krakowa i Wilna (o ile się odnoszą do praw i tytułów szlacheckich) porównywamy i niemniej według jednogłośnej zgody naszego senatu i zgodnych głosów stanu rycerskiego na obecnym sejmie walnym wspomniani obywatele lwowscy mają brać udział w wyborze królów polskich po wieczne czasy, za pośrednictwem dwóch ze swego magistratu i wybór ten będą podpisywali.

Jan Kazimierz,

w przywileju nobilitacyjnym dla miasta Lwowa, 8 sierpnia 1658,

tłum. Franciszek Jaworski.

Między wszystkimi miastami Królestwa, najliczniejszymi zasługami względem Rzeczypospolitej, wobec poprzednich królów i wobec nas, niewzruszoną w mnogich niebezpieczeństwach wiernością, wyróżnia się nasze miasto Lwów, który w tylu nieprzyjacielskich oblężeniach przez Kozaków, Moskwę, Tatarów, a teraz świeżo przez Turków podupadł, lecz nie uległ. Z tych to chwil tak krytycznych wyszedł zwycięsko, wstrzymał z podziwienia godnym męstwem i odwagą potęgę otomańską i nie dopuścił, aby ona wdarła się do wnętrza Królestwa. Mieszczaństwo zaś lwowskie oświecone, pełne cnót obywatelskich i form wykwintnych, słynie daleko poza granicami Polski, nie tylko chwałą wojenną, lecz także cywilizacyjną, miasto przeto wykształceniem, męstwem, trwałą wiernością względem Rzeczypospolitej, zasłużyło na wiekopomną sławę i szczególniejszą łaskę.

Jan III Sobieski

na sejmie koronacyjnym, 1674.

Da się powiedzieć o mieszczaństwie lwowskiem, że długo, dłużej niżby oczekiwać tego było można po tych katastrofach, jakie weń godziły, trzymało się na wyżynie cywilizacji polskiej, której było niepoślednim ogniskiem, i że dotrwało usque ad finem w patriotycznej wierności Rzeczypospolitej, której było przednią strażą szańcową [...]. Były czasy, kiedy wszystko się waliło na Rusi polskiej, a Lwów stał prosto, jedyna przystań dla rozbitków wśród burzy. Wśród zamieci kozackich buntów, kiedy w odmęcie strachu i pożogi zniknęło wszystko, co w tej części ziem polskich było władzą, ładem, bezpieczeństwem i nadzieją jakiegoś jutra, Lwów jeden widniał na horyzoncie, a jego baszty i wieże unosiły się jak arka na falach potopu.

Władysław Łozińsk,

Patrycjat i mieszczaństwo lwowskie w XVI i XVII wieku.

Lwipole stołeczne.

Józef Bartłomiej Zimorowic,

Sielanki, 1663. [o Lwowie]

Lwa kolebka, poddasze potężnej Polski, Helespontu kopiec.

Marcin Bielecki w nekrologu pochodzącego ze Lwowa Stanisława Bieżanowskiego, 1693. [o Lwowie]

Tak więc z tego wynika, ze Lwów polskim miastem był. Dowodem na to jest także bohaterska obrona Lwowa w czasie powstania Chmielnickiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lu Tzy   

Rany boskie! Mogles jeszcze dluzszy post strzelic...

Wiem, ze lekutko sie robi copy and paste, ale trza sie hamowac....

Share this post


Link to post
Share on other sites
Rany boskie! Mogles jeszcze dluzszy post strzelic...

Wiem, ze lekutko sie robi copy and paste, ale trza sie hamowac....

Tym bardziej ze te dane to nic świeżego dla historyka, a tych tu nie brakuje...

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

może nieco "odgrzeję temat" - tak na dobrą sprawę można patrzeć z dwóch punktów widzenia:

1. Narodowości jaką reprezentowali mieszkańcy, do jakiej się w spisach przyznawali - byli to w zależności od rejonu: Ukraińcy czy Białorusini raz Żydi. Ci pierwszi mieszkali na wsi, ci drudzy - w masteczkach mających czasem po dwa - trzy tysiące mieszkańców. Polacy stanowili tzw. elitę - włądzę - czyli dyrektor poczty, sztab jakiegoś oddziału wojskowego stacjonującego w okolicy, kilku nauczycieli, czy naczelnika lokalnego urzędu. Patrząc z tego punktu widzenia - kresy nie były polskie...

2. Kultura, czy język jeszcze na początku XX wieku była na kresach, wśród "nie Żydów", wśród potomków szlachty biednej, zagrodowej - zasadniczo polska, żyła ona ułudą lat dawnych i wielkich, sławą przodków jej horyzont rzadko przekraczał granicę powiatu... Z tego punktu widzenia to była ludność w ten czy inny sposób identyfikująca się może nie z Polską, ale na pewno związana z jej kręgiem kulturowym.

Niestety - na początku XX wieku, ten schemat uległ znacznemu zaburzeniu - silne ruchy narodowe litewski czy ukraiński sprawiły, że jakkolwiek, poprzez ów wplyw kręgu kultury polskiej można mieć było świetne relacja z tymi nacjami, to tak naprawdę przynajmniej te dwa narody stały na najlepszej drodze by utworzyć dwa państwa mające naprawdę racjonalne byty prawne i przyczyny istnienia. Litwie udało się dosyć szybko, Ukrainie później...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
arnold   

No to i ja dołożę swoje trzy grosze.

Tak mniej więcej wyglądała w roku 1918 granica narodowościowa pomiędzy Polakami a Litwinami na Wileńszczyźnie

http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f47f29878bc26dc0.html

Powyższa mapka pochodzi z książki "Sytuacja językowa na Wileńszczyźnie" pod redakcją Józefa Porayskiego-Pomsty a konkretnie z artykułu litewskiego językoznawcy Valerija Cekmonasa "O bilingwizmie polsko-litewskim i litewski polskim na Dence (czyli na północno wschodnich obszarach Wileńszczyzny)".

Linię wyznaczająca granicę narodowościową polsko-litewską wykonałem sam w dużej mierze na podstawie artykułu Valerija Cekmonasa.

W lewym górnym rogu mamy miejscowośc Ponoterai. Mniej więcej od tej miejscowości zaczynała się polska wyspa językowa obejmująca Kowno i tereny na północ od Kowna wzdłuz rzeki Niewiaży aż po Datnów, Kiejdany i Laudę. Polskie były też okolice Lubowa (Liubavas) i Wisztyńca (Vistytis) czyli tereny gdzie dzisiaj stykają się granice Polski, Litwy i Rosji a wtedy Polski, Litwy i Prus Wschodnich

Tak mniej więcej w wielkim skrócie przedstawiały sie stosunki narodowościowe na Litwie. Można by jeszcze dodać, że w miastach i tych większych i tych mniejszych znaczny odsetek mieszkańców a czasami większość mieszkańców stanowili Żydzi.

Edited by arnold

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

arnold: taką samą wyspą byl Lwów i jego najbliższa okolica - w której dominowali Polacy. Zaś same województwo lwowskie - no cuż, co tak naprawdę oznaczalo że oba warianty Linii Curzona byly w zasadzie granicami etniczymi. Na zachód - Polacy, na wschód : Litwini, Ukraińcy czy Bialorusini... Do tego galimatiasu - w malych miasteczkach kilkadzesiąt procent Żydów, stanowiących jednak w ogólnej masie okolo 10 % ludności. O tych terenach można powiedzieć wszystko tylko nie ty, że byly polskie. Kultura nie jest niestety jedynym wyznacznikiem polskości danego terenu. Owszem ulatwia wspólpracę z wladzami, jako że istnieje podobny kod językowy, kulturowy czy wartości... ale. Może to być jeden z wielu elementów spajającym dany kraj, ale nie może być jedynym [nawet biorąc pod uwagę język mówiony].

Nieco z innych rejonów. A-W wycisnęy na terenach do nich przynalezących naprawdę olbrzymie piętno. Do dziś mieszkaniec Krakowa czuje się w taki czy inny sposób związany emocjonalne z Pragą czy Wiedniem, nie czuje się tam obco. Nie oznacza to jednak, że ów wplyw może być jedynym wyznacznikiem do stwierdzenia że tereny te mają należeć do Austrii...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.