Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
widiowy7

Wybuch "czołgu-pułapki" 13.VIII

Recommended Posts

Albinos   

Wstrząsający opis sytuacji umieścił u siebie Podlewski:

Pułkownik powoli schodził na dół. Miał sprawdzić, czy już wykopani grób dla podporucznika Stolarza. Potem zamyślał iść na facjatkę, gdzie jego małżonka, a siostra poległego, ubierała zwłoki.

Tymczasem zatrzymał się między domami Kilińskiego 1 a 3. Powstaniec wyszedł z czołgu, podszedł do przodu i ruszył przykrywę nad motorem.

Naraz straszna, ogłuszająca eksplozja zatargała powietrzem, zatrzęsły się mury.

Setki rozerwanych na części ciał ludzkich, kamienie i drzewa, jak z katapulty wyleciały wysoko w powietrze. Pułkownik zauważył na dziedzińcu ministerialnego gmachu, jak wali się cały dach i ściana szczytowa. Ludzie biegną w straszliwym popłochy, prawie każdy okrwawiony. Nie rozumie, co się stało. Za wszelką cenę chce powstrzymać popłoch.

- Stać, psiakrew, bo będę strzelać!- woła.

Podrzucony przez Niemców czołg musiał być nadziany wielką ilością materiału wybuchowego i zaopatrzony w automatyczny mechanizm zegarowy, skoro rozerwany na części ciężki kadłub żelaznego kolosa został lekko rzucony na kilkadziesiąt metrów dalej; wywrócony do góry dnem, palił się.

Gęsty tuman kurzu zasnuł wszystko. Dym o zapachu spalonego prochy u siarki rozchodził się ulicami. Cały placyk przy zbiegu Podwala i Kilińskiego był pokryty czerwoną drgającą masą, dziwnymi postaciami, pławiącymi się w potokach krwi, wśród wyrw i wysokich rumowisk.

Bezkształtne ciała, nagie, okrwawione, osmalone, bez włosów, mające jedynie buty i pasy, zaczęły wypełzać.

Ciała ludzkie porozrywane na strzępy wisiały na balkonach i gzymsach, wtłoczone w ściany kamienic, wisiały na dachach jak krwią zbryzgane chorągwie. Głowy, ręce i nogi znajdowano w odległych mieszkaniach na Freta, Miodowej i Długiej.

W pobliżu wszystkie domy zostały częściowo zdemolowane. Czarny, gęsty dym i języki płomienia buchają z bramy domu na Kilińskiego 3, to eksplodowały zmagazynowane butelki samozapalające, od nich zapaliły się sienniki, silny podmuch rzucił na nie kobiety stojące przy bramie. Ledwie zdołały wyrwać się z płomieni, uchodziły jak żywe pochodnie. W gmachu ministerstwa wybuch wyrwał futryny okien i drzwi. Straszliwy podmuch zmiażdżył i pokaleczył wielu rannych, zdemolował wnętrza mieszkań nawet w dalekim sąsiedztwie.

Kapral Zawadka (Jan Maciejak), wysoki chłopiec, z oddziału Związku Strzeleckiego imienia Lisa Kuli, przyglądał się z okna radosnemu widowisku; choć bez oka, brał udział w powstaniu i zawsze chciał być w linii. Teraz wybuch pozbawił go drugiego oka...

Generał Bór zwabiony tą radosną wrzawą przystanął przy oknie. Nagle straszliwy podmuch rzucił go z niesamowitą siłą na podłogę, pod ścianę, obsypując go szkłem, kawałkami drzewa i cegieł. Gdy podniósł się, zobaczyć walący się narożny budynek na placyku, a z ulicy biły tumany kurzu, rozlegały się straszliwe jęki i rozpaczliwe wzywania pomocy.

Niemal cudem ocalał młody chłopiec, który stał obok czołgu i trzymał rękę na jego pancerzu. Pamięta tylko, że jakaś niesamowita siłą porwała go i odrzuciła. Otrzymał 16 ran, ale się z nich wylizał.

Odgłos detonacji wstrząsnął murami, rozniósł się echem i zaalarmował wszystkich. Zbiegli się zewsząd mieszkańcy Starówki i powstańcy.

Wstrząsający widok osadził ich na miejscu. Błagalne wezwania pomocy rozlegają się z krwawej sterty ciał. Rozdzierające krzyki i rzężenie konających. Kto żyw, wyciąga rannych i wynosi na bok.

Pada rozkaz, aby znosić rannych do szpitala w gmachu Ministerstwa Sprawiedliwości.

Układają ich pokotem na trawniku i asfalcie. Lekarze i sanitariuszki po łokcie ubroczeni we krwi pracują w najprymitywniejszych warunkach, ręce opadają im ze zmęczenia, pot strumieniami spływa po twarzach.

Ojciec Tomasz, z gołą głową, w szarym od kurzu ubraniu, spokojny, opanowany i niezmordowany, chodzi wśród tych okrwawionych, jęczących i wzywających pomocy.

Przystaje przy każdym, pochyla się. Biegną ku niemu błagające spojrzenia, wyciągają się ręce...

Chciałby wszystkim pomóc, ale jest ich tylu, że nie sposób choćby słowa zamienić ze wszystkimi. Rozgrzesza, odmawia modlitwy za konających, dysponuje na śmierć.

Doktor Bella (Izabela Niedźwiecka), młoda lekarka batalionu <<Wigry>>, sama chora na serce, dokazuje cudów.

Ani na chwilę nie może wyprostować ramion doktor Morwa, wysoki szczupły brunet. Jak automat ocenia rannego, operuje, zakłada klamerki, opatrunki, klnie przy tym swoim zwyczajem i wciąg pogania sanitariuszki: "Prędzej, prędzej..."

Największe straty poniosła kompania harcerska podporucznika Kostki i pluton <<Orląt>>. Zginęło na miejscu lub z ran ponad 80 ludzi, w tym 14 piętnastoletnich chłopców z oddziału pomocniczego.

Batalion harcerski <<Wigry>> miał 10 zabitych i 59 ciężko rannych, a wśród nich podporucznik Żbik (F. Kołłątaj), z pierwszej kompanii.

Wstrząsające i makabryczne sceny rozgrywają się na placu, rodzice chodzą wśród tych strzępków ludzkich, opływających krwią, wygrzebują rękami ciała swoich dzieci. Jakaś młoda matka poznaje główki dwojga dzieci, odnajduje nóżki i ręce, każde z osobna, podnosi, próbuje złożyć; wpółobłąkana powtarza: "To przecież rączka mojej Bajusi..." i pada w krwawą maź.

Z trudem usiłuje się podnieść naga dziewczyna z wyrwanym policzkiem, z spalonymi włosami... nie czuje, jak krople krwi spadają na jej piersi i ramiona.

Jakiś mały chłopczyk zapytuje z płaczem ojca Pawła, czy jego siostrzyczka będzie żyła.

Wielu na próżno szuka swoich najbliższych. Wiedzą, że tu byli, lecz wszelki ślad po nich zaginął.

Tak było w podporucznikiem Jędrzejem (Jędrzej Augustyński), absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, i jego małżonką Janiną, z Zielewiczów, kierowniczką kuchni <<Kompanii harcerskiej>>. Obydwoje z batalionu <<Gustaw>>.

Za: S. Podlewski, Przemarsz przez piekło, Warszawa 1957, s. 237-240.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Fragment wspomnień sanitariuszki baonu "Wigry" [T. Potulicka-Łatyńska, Dziennik powstańczy 1944, Warszawa 1998, s. 11-13]:

Około trzeciej usłyszeliśmy dziwny gwar na ulicy. Wyszliśmy na balkon. Od Podwala jechał mały czołg, otoczony tłumem żołnierzy i cywilów. Przy którejś z barykad zdobyto czołg! Ktoś znalazł kwiaty, które podał sanitariuszce siedzącej koło kierowcy.

Od dłuższego czasu nie było nalotu, więc tłumy ludzi wyległy z piwnic, aby obejrzeć ten namacalny dowód naszych zwycięstw nad Niemcami.

W pewnej chwili coś zepsuło się w motorze. Po przejechaniu barykady przed Ministerstwem pancerz zsunął się z podwozia. Tłum skupił się jeszcze bliżej. Nie schodziliśmy na dół, chociaż to było prawie pod naszym domem, gdyż lepiej było widać z góry.

I w pewnej chwili nastąpił wybuch. Nie mogę uzmysłowić sobie dokładnie, co się stało. Oślepił mnie potworny, czerwony blask i ogłuszył straszny huk. Nie zdając sobie właściwie sprawy, co się stało, rzuciliśmy się w panicznej ucieczce do pokoju. Tratując wszystko po drodze, wybiegliśmy na klatkę schodową. Wszędzie unosił się pył i jakiś straszny zapach- połączenie prochu ze spalonym ciałem. Brak było powietrza. Dopiero na podwórzu usłyszałam głosy. Były to nieludzkie wycia, błaganie o śmierć lub pomoc, krzyki i płacz. Mnóstwo rannych i jakieś zdeformowane, obnażone resztki ciała ludzkiego wlokły się po podwórzu. Pobiegłam po apteczkę na górę. Jakimś cudem znalazłam ją wśród porozbijanych mebli, kawałków tynku i futryn. Czułam, że nic mi się nie stało, chociaż całe plecy miałam mokre, a sukienkę podartą od wybuchu.

najgorsze było przeprowadzanie rannych do szpitala. trzeba było przechodzić po zmasakrowanych ciałach i brodzić w gęstej mazi z krwi ludzkiej i kurzu. Ściany domów opryskane były krwią, z balkonów i gzymsów zwisały części ciała, wyrzucone podmuchem. Ściany niektórych domów były zawalone.

W szpitalu był straszny tłok. Ranni czekali w kolejce na opatrunki, nieraz umierając na korytarzu. Najwięcej było poparzonych. Większość prawdopodobnie umrze, bo nie ma dla nich ratunku.

Gdy wróciłam na Kilińskiego, aby tam pomagać, okazało się, że Janka, Isia i "Szpak" są ranne. Wszystkie nasze lekarki były w szpitalu, zajmowały się więc nimi koleżanki i "Ciocia"- pani Albrechtowa. Poza tym leżało już wielu rannych z tego domu. Do wieczora opatrywałyśmy, uspokajały i karmiły rannych.

Ciało jednego z żołnierzy z czołgu wybuch wrzucił na nasz balkon. Jego to krew opryskała mnie i kilka osób.

Cmentarzyk na podwórkach przy Kilińskiego 1 i 3 zapełnił się prawie zupełnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ciekawy   

Albinosie - to było 13-go sierpnia ? Przeglądam właśnie "Kronikę PW" Andrzeja Kunerta, i jest tam fotka ul. Kilińskiego, tuż po wybuchu ...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Dla zainteresowanych dokładniejszym opisem tego tragicznego wydarzenia, polecam dwie pozycje:

R. Bielecki, Batalion harcerski "Wigry", Warszawa 1991, s. 137-147;

R. Bielecki, "Gustaw"-"Harnaś". Dwa powstańcze bataliony, Warszawa 1989, s. 218-240.

Autor w obu przypadkach poza wyjaśnieniem genezy samego wydarzenia, sporo miejsca poświęca też przeżyciom świadków. Tych, którzy swoje ocalenie zawdzięczali niejednokrotnie odejściu za róg domu, wejściu do oficyny kilka minut przed eksplozją, odstąpieniu od okna czy też rozkazowi, który odesłał ich na barykadę...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

W ostatnim specjalnym numerze "Militariów XX wieku" jest interesujący artykuł:

Nowak S., "Czarna niedziela". 13 sierpnia 1944 rok, czyli wybuch "czołgu-pułapki", "Militaria XX wieku: wydanie specjalne", nr 4(16)/2010, s. 72-77.

Autor dość dokładnie opisał przebieg tamtych tragicznych wydarzeń, poczynając od niemieckiej próby podstawienia ładunku pod barykadę na Podwalu, przez przejęcie Borgwarda przez Powstańców i objazd uliczkami Starówki aż po masakrę na Kilińskiego. Jedynie pod koniec odniosłem wrażenie, że autor trochę na siłę wydłużał artykuł, ale czytało się nieźle i mogę szczerze polecić. Mamy dokumenty z meldunkami i rozkazami poszczególnych d-dców, wspomnienia szeregowych Powstańców i ludności cywilnej a do tego mapka pokazująca trasę przejazdu. Do tego artykuł oparty chyba na wszystkich najważniejszych publikacjach opisujących tragedię 13 sierpnia, łącznie z pracami Bieleckiego, w tym "biały kruk" nt. "Wigier".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Dla zainteresowanych - najobszerniejsze chyba na chwilę obecną opracowanie dt. 13 sierpnia 1944 na Starym Mieście (choć nie tylko, autor szczęśliwie wychodzi daleko poza suchy opis wydarzeń): Ł. Mieszkowski, Tajemnicza rana. Mit czołgu-pułapki w powstaniu warszawskim, Warszawa 2014.

Share this post


Link to post
Share on other sites
poldas   

Zapodam "łyżkę dziegciu" do tego patriotycznego "miodu";

Dlaczego po przejęciu Borgwarda nie skontrolowano go pod kątem zagrożenia pirotechnicznego?

Share this post


Link to post
Share on other sites
poldas   

Wtedy byłbym zmuszony kupić tę publikację.

Idąc takim tokiem rozumowania, to w celu uzyskania jednostkowych informacji, kupujemy kolejne książki, następnie regały, baba się wkurza, to zmieniamy mieszkanie na większe. Potem przestrzeni zaś brakuje i...

W końcu dochodzimy do słusznego wniosku iż od czegoś jest Międzysieć, aby również tam szukać odpowiedzi na pojawiające się pytania.

U mnie to już część książek w pudłach leży na strychu, bo nie ma tego gdzie trzymać.

Po prostu proszę o wyrażenie stanowiska wobec mojego pytania. Ale nie w stylu - "Dowiesz się z książki".

Zgoda?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

W takim wypadku musisz poczekać poldasie, aż trafi się ktoś, kto będzie miał ochotę podać Ci tę informację.

PS Książki można przeglądać w księgarniach. W empiku niektórzy ponoć nawet je czytają bez kupowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Speedy   

Dlaczego po przejęciu Borgwarda nie skontrolowano go pod kątem zagrożenia pirotechnicznego?

Skontrolowano, własnymi siłami, na ile było to możliwe. Batalion "Gustaw", obsadzający ten odcinek, nie dysponował wykwalifikowanymi saperami. Jego dowódca kpt. "Gustaw" na wszelki wypadek wycofał załogę barykady na bezpieczną odległość, wystąpił też do swoich zwierzchników o przydzielenie eksperta-pirotechnika dla sprawdzenia czołgu oraz kierowcy do jego ewentualnego uruchomienia. Działania te miały być przeprowadzone po zmierzchu, ponieważ czołg i barykada znajdowały się w strefie ostrzału z Zamku Królewskiego.

Wcześniej jednak do barykady na Podwalu przybyła grupka żołnierzy z Kompanii Motorowej "Orląt" Okręgu Warszawskiego AK. Powołując się na ustne rozkazy od bliżej nieokreślonego wyższego przełożonego uruchomili oni czołg i przeprowadzili w głąb kontrolowanego przez powstańców obszaru. Miało to miejsce ok. 16:30.

Informacje za książką: J.Tarczyński "Pojazdy Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim" wyd. WKiŁ 1994.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Wcześniej jednak do barykady na Podwalu przybyła grupka żołnierzy z Kompanii Motorowej "Orląt" Okręgu Warszawskiego AK. Powołując się na ustne rozkazy od bliżej nieokreślonego wyższego przełożonego uruchomili oni czołg i przeprowadzili w głąb kontrolowanego przez powstańców obszaru. Miało to miejsce ok. 16:30.

Przynależność tych kilku młodych ludzi, którzy wprowadzili pojazd na teren zajęty przez Powstańców, nie jest pewna. Mogli to być tak żołnierze "Orląt", jak i dywizjonu motorowego NSZ "Młot". Z kolei oficerem, który odpowiada za zniesienie rozkazu Gawrycha, był według Łukasza Mieszkowskiego ktoś z trójki: Stanisław Błaszczak "Róg" (dowódca zgrupowania "Róg", w skład którego wchodził batalion "Gozdawy"), Karol Jan Ziemski "Wachnowski" (dowódca Grupy "Północ", nie licząc "Bora" najważniejsza osoba wówczas na Starówce) i Zygmunt Reliszko "Bolesław Kołodziejski" (dowódca Brygady Dyspozycyjno-Zmotoryzowanej NSZ "Koło", podlegał tylko "Wachnowskiemu"). Który ostatecznie - tego już z braku dalszych wskazówek w źródłach autor nie rozstrzyga.

Share this post


Link to post
Share on other sites
poldas   

Jeżeli to było coś takiego mającego z przodu ładunek wybuchowy, to w czym problem?

Moim zdaniem, to nawet laik byłby w stanie rozpoznać ładunek wybuchowy.

W kwestii jego rozbrojenia to bym jednak wolał wezwać fachowców.

Zresztą jak patrzę na te relacje z walk powstańców, to w mojej głowie układa się coś takiego, że nie potrafiono zadbać o to, co się zdobyło.

Przykładem jest tutaj pewien czołg.

Czy to Pantera, Tygrys, bądź PzKpfw-IV nie ma dla mnie znaczenia.

Liczy się to, że jakiś "leszcz" został dopuszczony do jego pilnowania i postanowił sobie nim pojeździć.

Rezultat jego jazdy był opłakany.

Tylko dlaczego nie opróżniono komory nabojowej armaty?

W moim odczuciu, to powinni starzy fachowcy oberwać po uszach za brak troski o przejęty sprzęt.

Bo gówniarza trudno za to rozliczać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Jeżeli to było coś takiego mającego z przodu ładunek wybuchowy, to w czym problem?

Moim zdaniem, to nawet laik byłby w stanie rozpoznać ładunek wybuchowy.

W kwestii jego rozbrojenia to bym jednak wolał wezwać fachowców.

Poldas czytał coś więcej o sprawie, bierze pod uwagę cały kontekst sprawy, miejsce gdzie to się wydarzyło, specyfikę Starówki? Cokolwiek dziwne wydaje się, że skoro nawet laik rozpoznałby ładunek wybuchowy, to jednak doszło do tragedii. To może jednak ktoś więcej niż laik jest do tego potrzebny? Pomijam to, że Powstańcy pierwszy raz w życiu widzieli to ustrojstwo.

Zresztą jak patrzę na te relacje z walk powstańców, to w mojej głowie układa się coś takiego, że nie potrafiono zadbać o to, co się zdobyło.

Tak jak o dwie Pantery na Woli i "Szarego Wilka" na Powiślu? Poldas z lekka jednak generalizuje. Tam gdzie znalazł się odpowiedni fachowiec i był czas na to, aby wysłać go na miejsce, tam potrafiono o sprzęt zadbać. Tam gdzie go brakowało, ewentualnie gdzie nie było możliwości aby od razu zajął się zdobyczą, tam dochodziło do historii takich jak na Ochocie i na Starówce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.