Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Desant kanałowy na Plac Bankowy - czy mógł się udać?

Recommended Posts

Albinos   

Poprawiłem listę żołnierzy, którzy wyszli na plac. Według relacji "Łaty" przed nim miał wyjść Marian Ławacz "Marek", którego z kolei Niżyński podaje jako drugiego w kolejności. Czwarty Zenon Jackowski "Horski" oznaczony został jako niepewny. Zachęcam do uzupełniania i poprawiania listy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Dość obszerny opis akcji podał Podlewski. Chociaż całość jest fabularyzowana, oparta została na relacjach, i zawiera kilka ciekawych elementów:

Desant kanałowy <<Czata 49>>

W próbie sforsowania zapory oddzielające Starówkę od Śródmieścia ważne zadanie przypada batalionowi <<Czata 49>>, a właściwie kilkudziesięciu chłopcom, którym dotąd udało się ujść śmierci.

Na odprawie oficerów podpułkownik Radosław zapoznaje zebranych z zadaniem, jakie przypadło oddziałowi. Na dotychczasowych stanowiskach bojowych pozostaną ruchliwe grupy, składające się z lekko rannych, słabych i chorych. Muszą oni tak markować, aby nieprzyjaciel nie spostrzegł ubytku w obsadzie barykad i stanowisk.

Oddziały szturmowe Jana przekażą wszystkie erkaemy i cekaemy.

Oddział z <<Czata 49>>, który wykona desant, będzie liczył 93 ludzi, przejdzie kanałami na plac Bankowy, trzema włazami wyjdzie na powierzchnię w sam środek stanowisk nieprzyjaciela, wznieci zamieszanie, podpali szpital Maltański, ściągnie na siebie całą siłę ognia i skupi uwagę nieprzyjaciela, a tym samym umożliwi przebicie się oddziałów powstańczych ze Starówki. W tej akcji współdziałać będą również oddziały powstańcze ze Śródmieścia z rejonu Hal Mirowskich. Powstańcy otrzymają również wsparcie ogniowe z domów przy ulicy Królewskiej.

Podpułkownik Radosław nie ukrywa grożącego im niebezpieczeństwa, mówi otwarcie, że muszą tam zginąć, aby umożliwić przebicie się oddziałów ze Starówki.

Dowództwo nad tym oddziałem złożonym z chłopców zahartowanych w wielu akcjach Wielkiej Dywersji podpułkownik Radosław powierza kapitanowi Piotrowi (Stanisław Zołociński). [powinno być Zdzisław- przyp. A]

Jest to oficer służby stałej, saper, kampanię wrześniową przebył jako dowódca kompanii saperów zmotoryzowanych oddziału zaporowego, będącego w dyspozycji dowódcy armii <<Łódź>>. W latach okupacji brał udział w akcjach Wielkiej Dywersji. Kapitan Piotr był dowódcą kompanii warszawskiej w 27 Dywizji Wołyńskiej AK.

Po odprawie w kwaterze podpułkownika Radosława oficerowie omawiają dokładnie plan akcji. Wyjdą na powierzchnię trzema włazami. Jeden właz znajduje się przy fontannie na placu Bankowym, drugi przy Tłomackiem. Rozpoznanie ustaliło, że plac Bankowy jest pusty. Nieprzyjacielskie oddziały kwaterują w szpitalu Maltańskim i w ocalałych kamieniczkach przy ulicy Senatorskiej. Włazy są zamknięte. Nie udało się ustalić stanowisk broni maszynowej ani sił nieprzyjaciela w tym rejonie.

Porucznik Cedro (Cedrowski) z kilkoma chłopcami wyjdzie pierwszy i ubezpieczy właz od strony szpitala Maltańskiego, gdzie kwateruje oddział esesmański. Następne grupy powstańców wyjdą drugim i trzecim włazem, ubezpieczą od strony Ogrodu Saskiego, Żabiej i Elektoralnej.

Na wszelki wypadek oficerowie ustalają, że gdyby akcja na placu Bankowym załamała się, będą się bronili w ruinach, a następnie przebiją się przez Ogród Saski do Śródmieścia. Zostaje wydany rozkaz, aby wszyscy chłopcy zabrali pełne manierki wody.

Przed północą grupy szturmowe zbierają się w ruinach domów przy ulicy Długiej i placu Krasińskich w pobliżu włazu do kanałów. Chłopcy zabrali wszystkie granaty, amunicję i materiały wybuchowe, narzędzia saperskie, a także butelki zapalające. Sanitariuszki zaopatrzyły się w opatrunki.

Noc jest bezwietrzna. Ciszę zakłócają odgłosy strzałów i błyski rakiet. W oddziałach panuje nastrój podniecenia i niepewności. Potęgują go nieustanne rozkazy dowódców, aby zachować w kanałach bezwzględną ciszę, nie palić i za wszelką cenę utrzymać łączność. Wszyscy teraz wiedzą, że mają wykonać manewr, od którego zależy powodzenie całej akcji wydostania się z kotła. Padają ciche rozkazy. Coraz to jakaś grupka schylonych postaci odrywa się od murów i biegnie do włazu znajdującego się na placu Krasińskich.

W szpicy maszeruje kapitan Piotr i harcerz, świetny przewodnik kanałowy, za nimi porucznik Cedro ze swoimi chłopcami, po czym liczna grupa <<Jerzyków>> z porucznikiem Szczęsnym (Michał Panasik) oraz podporucznicy: Igor, Janusz (Janusz Głowacki), podchorążowie: Junosza (Edward Sobolewski), Wszebor (Tadeusz Jędrzejewski), Gwiazda (Stefan Stefański), Tchórz (Zbigniew Choszczewski). Na tę ryzykowną akcję idą łączniczki: Sławka (Halina Dzikówna), Jaga (Jadwiga Domańska-Kościółek). Na końcu idzie porucznik Mały, porucznik Torpeda i podporucznik Gałązka. Wąż ciemnych postaci nieustannie wydłuża się. Kilka świec i ogarków na próżno stara się rozproszyć ciemności, tylko słabe refleksy światła migają na powierzchni ponuro błyszczących ścieków i na wilgotnych ścianach kanałów. Kolumna złożona sponad 100 ludzi rusza powoli. Na początku i na końcu miga światełko. Od kolektora pod Ogrodem Saskim wchodzą do bocznego kanału o wysokości około 80 centymetrów. Teraz mogą posuwać się tylko na kolanach. Wiele trzeba wykazać zręczności i wysiłku, aby uchronić broń od zanieczyszczenia błotem. Nogi raz po raz ślizgają się w ciemnościach, ktoś klnie siarczyście, przewracając się w maź kanałową. Co chwila kolumna zatrzymuje się. Chłopcy opierają się o wilgotne i oślizłe ściany i znów ruszają dalej. Marsz w głębokim pochyleniu trwa bardzo długo. Ból przenika całe ciało. Staje się nie do wytrzymania. W pewnym miejscu kolumna stoi zbyt długo. Z ust do ust rozchodzi się wieść, że czoło kolumny dotarło do włazu na placu Bankowym, nazywanym teraz placem Stefana Starzyńskiego. Głęboka cisza zalega kanał. Kolumna ścieśnia się. Czas wlecze się jak smoła.- Właz jest zamknięty!- idzie wieść od czoła kolumny,

Ktoś powiada:

- Za pół godziny oddziały szturmowe ze Starówki powinny ruszyć do natarcia.

Chłopcy przy włazie słyszą wyraźnie rozmowy w języku niemieckim na placu Bankowym i zgrzyt podkutych buciorów żołnierskich po rozbitym szkle. Aby zorientować się w terenie kapitan Piotr wchodzi po klamrach, ramieniem odpycha ciężką pokrywę włazu, wychyla głowę na powierzchnię.

Wokół placu widzi rozpięte jasne namioty. Właz znajduje się w środku namiotów, nieomal na wprost ulicy Elektoralnej. Grupy żołnierzy kręcą się tu i tam, ćmią fajki i pal papierosy.

Kapitan Piotr schodzi znów do kanału.

Co robić wobec takiej sytuacji? Wszyscy są zaskoczeni. Wśród dowódców znajdujących się w bocznym kanale w przedziwny sposób odbywa się narada. Wymiana zdań jest podawana z ust do ust wzdłuż całej linii. Ustalają, że wyjdą innym włazem. Porucznik Cedro uparł się, że wyjdzie z tego kanału pierwsze ze swoimi ludźmi, ubezpieczy wyjście i wywoła zamieszanie wśród nieprzyjaciela. Chwilę tę wykorzysta pozostała grupa powstańców i wyjdzie na powierzchnię. Będą wypadali w takiej kolejności, w jakiej stoją w kanale. Zajmą stanowiska przy fontannie. Kapitan Piotr wydaje rozkaz:

- Strzelcy z pistoletami maszynowymi na czoło, strzelcy uzbrojeni w kb do tyłu!

Chłopcy przeciskają się w kanale. Pierwszy porucznik Cedro wychodzi po klamrach na powierzchnię placu, a za nim podchorążowie: Kawecki i Winnicki (bracia Perzyńscy), Kurier Marek (Marek Gadomski), Kujawiak (Wiesław Knast), tuż za nimi wychodzą inni chłopcy. Wszyscy mają niemieckie hełmy i panterki.

Cisza letniego wieczoru. Ciemne granatowe niebo rozedrgane krociami gwiazd. Na placu w lekkich mgłach i mrokach majaczą płachty namiotów, rysują się kształty fontanny, monumentalne kolumny i klasyczny fronton gmachu Ministerstwa Skarbu. Wszystko czyni wrażenie niezrównanej dekoracji scenicznej, na której lada chwila rozegra się tragedia klasyczna. Chłopcy suną jak cienie z pistoletami gotowymi do strzału. Z namiotu rozlega się głos:

- Hans, komm zu mir!

Zamiast odpowiedzi Cedro posyła mu krótką serię. Niemiec zwala się na ziemię. Zewsząd rozlegają się głosy i krzyki. Huczą powstańcze peemy. Zrywa się niesamowicie bezładna strzelanina. Zaskoczenie Niemców jest całkowite.

Mroki nocy pryskają. Z różnych stron wystrzelają jasne rakiety i zalewają cały plac martwym, seledynowym światłem, stwarzając niebywałe efekty świetlne. Widno jest jak w dzień. Właz zostaje wykryty przez nieprzyjaciela i na nim teraz skupia się cała siła ognia. Wywiązuje się gwałtowna walka. Przewaga nieprzyjacielska jest ogromna. Zewsząd padają granaty. Na domiar zanieczyszczone w kanałach pistolety maszynowe powstańców odmawiają posłuszeństwa. Jeden z chłopców klnie obrzydliwie i próbuje usunąć zacięcie pistoletu, lecz to mu się nie udaje. Odbezpiecza granat i wali w namiot, podbiega do drgającego jeszcze trupa Niemca, wyrywa mu pistolet z rąk i strzela... serię za serią.

Ranny w rękę Kurier Marek wraca do włazu. Mając w zdrowej ręce Błyskawicę, nie może zejść po klamrach do kanału, kule świszczą mu nad głową, więc zeskakuje na stojących w kanale. Na domiar złego Błyskawica wypala w kanale. Na szczęście nikogo nie rani. Odgłos strzału wielokroć spotęgowany rozchodzi się po kanale. Tuż po nim wchodzi do włazu podchorąży Winnicki, ranny w głowę. Za chwilę do włazu wpada plutonowy Leon, który wystrzelał wszystką amunicję ze swojego Bergmana.

Kilku chłopców usadowiło się w szalenie miejskim na placu Bankowym i rzucają granaty. Podchorąży Makina klęczy przy samym włazie i rąbie ze Stena w ulicę Elektoralną.

Chłopcy widzą, że są otoczeni, więc wpadają do włazu, zeskakują na łeb na szyję, jedni na drugich. Tamują wszelki ruch w kanale, nikt już nie może wyjść na powierzchnię.

W pewnej chwili porucznik Cedro, strzelający pod fontanną, woła:

- Leon, do mnie!

To był już ostatni jego rozkaz...

Kanał drga i huczy nieustannie echem wystrzałów. Porucznik Szczęsny wydaje rozkaz:

- Z granatami na wierzch!

Ten jedyny rozkaz, który mógł być wydany w tych okolicznościach, nie może być wykonany. Chłopcy, którzy mają granaty, nie mogą przecisnąć się w ciasnym kanale do przodu, więc z rąk do rąk podają granaty. Ci, którzy teraz są najbliżej włazu i mimo wszystko chcą iść na pomoc towarzyszom, gdy tylko zdołali wystawić ręce ponad właz, padali z dłońmi przestrzelonymi. Sytuacja jest beznadziejna.

Ktoś patrzy na zegarek. Jest godzina 2 rano. Natarcie oddziałów powstańczych ze Starówki powinno wyruszyć,a el dlaczego nie słychać odgłosów walki? Co robić dalej? I znów narada dowódców, prowadzona po żywej linii. Nieustanne detonacje głuszą słowa. Naraz od strony włazu oślepiające błyski i potężny huk. Wiązka granatów wpada do kanałów... Długa kolumna powstańców w kanale raz po raz cofa się gwałtownie do tyłu i znów powraca na dawne miejsce,

W kanale rozchodzi się zapach benzyny.

- Niemcy wlali benzynę...

W tym podnieceniu chłopcy zapomnieli, że jest to benzyna z potłuczonych butelek zapalających, które mieli ze sobą. Rozgorączkowana wyobraźnia stwarza najróżnorodniejsze przypuszczenia. Nieprzyjaciel może odciąć drogę odwrotu, zapalić granatami benzynę, wydusić gazami. Pada rozkaz:

- Odwrót!

Wąski kanał uniemożliwia odwrócenie się, więc marsz odbywa się tyłem, na kolanach. Nieustanne odgłosy detonacji nad głowami, stokroć spotęgowane w kanale, stwarzają nastrój paniki wśród tych chłopców i dziewcząt. Posuwają się na kolanach na wpół przytomni, byle jak najdalej od tego miejsca. Nim Niemcy zorientują się i odnajdą inne włazy, nim odetną odwrót. Jedyne pytanie absorbuje wszystkie myśli: czy zdążą ujść...?

- Woda bełtana szybkimi krokami- odpowiada podchorąży Wszebor- robi wrażenie jak gdyby podwyższał się jej poziom. Czyżby Niemcy chcieli zalać kanały? Stęchłe powietrze zaczyna nabierać kwaśnego posmaku. Czy to nie gaz? Skuleni w kabłąk, kurczowo trzymani za połę przez idącego tuż z tyłu, w ciągłej trwodze, że ten żywy łańcuch rozerwie się, prą wszyscy naprzód, ile tylko sił. Wreszcie nad sytuacją zapanował mocny, zdecydowany głos:

"Zachować spokój, woda podnosi się, ponieważ idziemy pod prąd; jak wam nie wstyd! Kim jesteście? Żołnierzami czy bandą histeryków!"

To pomogło. Zmalało tempo, ucichł gwar. Panika została opanowana.

Ta dziwnie pełzająca tyłem kolumna w ciemnościach ciągnąca za sobą rannych, dochodzi do kolektora pod Krakowskim Przedmieściem, przy zbiegu ulicy Miodowej.

Jest godzina 5 nad ranem. Ściany kanału drżą. Nad głowami chłopców przejeżdżają ciężkie czołgi, słychać wyraźnie chrzęst gąsienic i warkot motorów.

Odprężenie. Nareszcie można wyprostować kark i ramiona. Wszyscy są tak bardzo zmęczeni, że jak kłody walą się na "ławy" w kanałach, opierają się o cuchnące, wilgotne ściany i zasypiają jak w puchowej pościeli.

Oficerowie zbierają się na naradę. Stwierdzają, że ludzie są ogromne wyczerpani nerwowo i zmęczeni, nie nadają się do żadnej akcji bojowej. Przy świeczce kapitan Piotr pisze meldunek do podpułkownika Radosława. Podaje to wszystko, co powiedzieli oficerowie, a w zakończeniu pisze, że oddział znajduje się w kanałach przy zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Miodowej i oczekuje na dalsze rozkazy.

Wyłania się problem: kto zaniesie meldunek? Chłopcy są potwornie zmęczeni, a ów harcerz-przewodnik jest ranny.

Za: Podlewski S., Przemarsz przez piekło, Warszawa 1957, s. 495-505.

Opis oczywiście zawiera trochę błędów. Przede wszystkim godzina wejścia do kanału. Gdyby jak podaje Podlewski, kolumna zaczęła wchodzić do kanału przed północą (co rozumiem jako godzinę miedzy 23 a 24), to nie miałaby najmniejszych szans na dotarcie na miejsce o czasie. Zwłaszcza że sam autor podaje tutaj, iż idąc kanałem po przejściu pod Ogrodem Saskim, zatrzymywali się co chwila. Ledwo wyrobili by się zapewne, gdyby weszli jak podawał to Niżyński, o 22. Dlatego dalej jestem zdania, że wchodzenie odbywało się około 20:00. Kolejna sprawa, to śmierć "Cedry". Według większości relacji, w tym przede wszystkim Pana Romańczyka, por. Byczkowski zginął niemalże na samym początku, kiedy to oddał do Niemca strzał, który z kolei strzelił do niego. Zginęli obaj. Także nie rozumiem, o co chodzi z tym Cedrowskim. Czyżby Podlewskiemu chodziło o to, że tak miał niby na nazwisko? Nie łapię prawdę mówiąc. Dalej to "Piotr" idący na czele. Tutaj mam zgryz. Z jednej strony relacja Pana Stachowiaka, z drugiej wspomnienia "Jędrasa". Pierwszy podaje, iż kpt. Zołociński istotnie szedł z przodu, drugi natomiast ustawia go w drugiej połowie kolumny. Kolejna sprawa to pojawienie się w kanale "Winnickiego". Jeśli wierzyć temu co podawali Śreniawa-Szypiowski i Stachowiak, to "Winnicki" poległ na placu Bankowym. Być może chodziło o jego brata, "Kaweckiego", on istotnie był na placu, i wrócił do kanału ranny. I problem kanałów. Tutaj jest mowa o dwóch wolnych, podczas gdy wyjść można było tylko przez jeden. Ale jest też parę spraw, które mnie zainteresowały, i mogą pomóc w wyjaśnieniu kilku rzeczy. Pierwsza to sposób przeprowadzania rozmowy między oficerami. Żywa linia, coś na zasadzie głuchego telefonu. To by w sumie wyjaśniało sprawę tego, jak się porozumiewali, mimo problemów z przemieszczaniem się. Rola "Szczęsnego" w kanale. Tutaj miał wydać rozkaz, aby żołnierze posiadający granaty, wyszli na zewnątrz. Czy aby na pewno on wydał ten rozkaz, skoro miał znajdować się na końcu kolumny, skoro z przodu byli jeszcze "Motyl", "Piotr" i "Jędras"? Też wątpliwe jak dla mnie, chociaż na pewno warto byłoby dowiedzieć się, jaka była jego rola w kanale. Sprawa łącznika, którą poruszaliśmy na poprzedniej stronie. Tutaj jest informacja, że został ranny, co by zgadzało się z relacją bodajże "Łaty". Sprawa miejsca, gdzie zatrzymali się w drodze powrotnej. Dotąd mieliśmy dwie wersje. Królewska przy Krakowskim Przedmieściu i Trębacka przy Krakowskim Przedmieściu. Teraz pojawia się zbieg Krakowskiego Przedmieścia z Miodową, czyli jednak spory kawałek od Trębackiej. Wrzucałem wątek czterech żołnierzy, którzy mieli w nocy z 30/31, już po zakończeniu akcji, przedrzeć się z okolic placu Bankowego przez Ogród Saski aż do pozycji powstańczych za Królewską. A tutaj pojawia się wątek, jakoby w razie niepowodzenia, mieli się bronić w ruinach (zapewne kościoła św. Antoniego Padewskiego i pałacu Błękitnego), a potem przedrzeć się do Śródmieścia, przez Ogród Saski właśnie. Być może mamy tutaj do czynienia właśnie z wykonaniem tego rozkazu? W końcu część żołnierzy wycofała się do ruin. Swoją drogą, ciekawe co Maciej Kledzik pisze o tej nocy w swojej pracy o kamienicy przy Królewskiej 16, przydałoby się dotrzeć do niej. To na razie tyle, może później coś jeszcze przyjdzie mi do głowy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Fragmenty wspomnień Anny Wyganowskiej-Eriksson "Ewy":

Po dłuższej chwili dochodzi uszu zbliżający się szum wody. Jakaś grupa ludzi idzie w naszym kierunku, i to dość szybko. Wraca "Heniek", ustawia mnie z zapaloną świeczką pod studzienką, sam z drugiej strony zagradza przejście. Okazuje się, że to "Gutek" prowadzi oddział, który będzie tędy wychodził. Migają idący pospiesznie żołnierze. To oddział "Czaty" por. "Piotra", na czele idzie ppor. "Cedro". Oświetlam klamry studzienki, moja świeczka stanowi jedyny drogowskaz do wyjścia.

Przemarsz oddziału odbywa się cicho, bez słowa. Są świetnie uzbrojeni, dźwigają nawet kilka erkaemów i pasy amunicji poprzewieszane na szyi. Są i dziewczęta z torbami, zapewne sanitariuszki. Zazdroszczę im, że będą się przebijać górą, a ja tutaj jak ofiara z rannymi w kanale. Przeszli, było ich około czterdziestu. "Gutek" wraca na Starówkę. Chwilę nasłuchujemy. Nie upłynęło dziesięć minut, kiedy ciszę nocną rozdarł terkot karabinów maszynowych. Początkowo pojedyncze serie wzrastają na sile. Prują niemiłosiernie. Niemcy musieli ich zauważyć. Szczekot broni maszynowej przerywają wybuchy granatów. Niedobrze.

Nie czekamy dłużej. Idziemy pozostawiając za sobą otwartą studzienkę i odgłos walki na placu Bankowym. (...)

Nasza wędrówka trwa już chyba dobrych kilka godzin. Aż dziw, że nikt z rannych się nie skarży, chociaż przebyta droga musiała być dla nich bardzo wyczerpująca. Nasza grupa powiększyła się, dołączyli do nas inni żołnierze. Pytam, kim są. Mówią, że są z "Czaty". Desant na plac Bankowy nie udał się. Oddział został mocno ostrzelany, dużo zginęło, prowadzą rannych.

Za: Wyganowska-Eriksson A., Pluton pancerny w Powstaniu Warszawskim, Warszawa 1994, s. 253-254.

W sumie jest to chyba pierwsza relacja osoby spoza "Czaty" (choć "Ewa" na początku Powstania należała do baonu mjr. "Witolda), z kanałów, z nocy 30/31 sierpnia. Pojawia się tutaj kilka ciekawych informacji. Pierwsza to czas jaki minął od momentu spotkania oddziału, z którym szła "Ewa", i desantu kanałowego. Miało ono miejsce przy włazie, jakieś sto metrów od budynku Ministerstwa Skarbu na placu Bankowym, o którym autorka wspomina kawałek wcześniej. Czyli można założyć, że od momentu wyjścia na plac pierwszych żołnierzy minęło ledwie kilka minut, zapewne nie więcej jak dziesięć. Czyli jeśliby wyszło tych ponad 20 ludzi, jeśli nie 30, to musieli mieć naprawdę dobre tempo wydostawania się z kanału. Co najmniej dwóch na minutę. Kolejna rzecz, to kolejna relacja potwierdzająca prowadzenie kolumny przez "Cedrę". I jeszcze jedno. W drodze powrotnej jak wynika z tego fragmentu, "Czata" natrafiła ponownie na kolumnę plutonu pancernego. A z fragmentu wcześniejszego wynika, że niedługo przed spotkaniem, doszli do Królewskiej. Czyli kolejna relacja potwierdzająca wersję z trasą pod Królewską.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jedną z tych spraw, które najbardziej mnie niemalże od początku zastanawiały, była godzina wejścia do kanału. Wersje krążyły od 20 do 22. Wczoraj przez przypadek trafiłem we wspomnieniach "Bora" na fragmenty opisujące przechodzenie kanałami, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że to o 20 wchodzili:

Przejście jednym z ciasnych kanałów ze Starego Miasta do Śródmieścia trwało dziewięć godzin, mimo że odległość w linii prostej wynosiła mniej więcej 1,5 km.

(...)

Przewodnik szeptem oznajmił, że mamy przed sobą jeszcze około pięciuset metrów, to znaczy mniej niż trzecią część drogi- niecałe dwie godziny marszu. Pięć metrów na minutę to przeciętna szybkość, z jaką mogliśmy się poruszać.

Za: Komorowski T., Powstanie Warszawskie, Warszawa 2004, s. 151, 162.

Trasa 1,5 km to około dziewięć godzin marszu, niecałe 500 m, to około dwóch. Pięć metrów na minutę. A desant kanałowy miał do pokonania właśnie około 1,5 km. Wchodząc do kanału o 20, niecałą godzinę stracili na samo wchodzenie, mieli około 3-3,5 godziny na to, aby dojść na miejsce. Kolumna liczyła około 100 ludzi, obciążonych bronią i zmęczonych walkami. Czyli tak czy inaczej, musieli iść z wyjątkowo dużym tempem, żeby się wyrobić. Gdyby weszli do kanału o 22, nie mieliby szans na to, aby dojść na miejsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites
tomek969   

Witam wszystkich,przepraszam za pytanie trochę nie na temat.Czy wspomniany wyżej podporucznik "Gałązka" to Zygmunt Ziemięcki,znany z próby wywiezienia archiwum Kedywu?Pytam,bo pamietam go z początku lat 80-tych,ciekawy był to człowiek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Witam na forum.

Co do pytania. Dokładnie ten sam. To właśnie jego pluton w dniu 1 sierpnia miał dokonać wyłomu w ogrodzeniu Monopolu Tytoniowego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
tomek969   

Dziekuję za szybką odpowiedź.Spotkałem sie tez z relacjami,że "Gałązka" zajmował sie kanałami-to też Ziemięcki? Pamietam go jako b. wysokiego ok. 190 cm(ale mogę się mylić).Trochę mi to nie pasuje ze względów "technicznych".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Czy zajmował się kanałami, to niestety nie wiem. Moje wiadomości o nim ograniczają się do ledwie kilku informacji. Ale w sumie w kanałach kręcili się też ludzie wysocy ;) Nawet Anna Wyganowska-Eriksson w swoich opisach służby żołnierzy plutonu pancernego "Wacek" w kanałach, podaje przykłady żołnierzy, którym dość ciężko z racji wzrostu było poruszać się nimi, ale jakoś chodzili. Generał Ścibor-Rylski też nie jest niskim człowiekiem z tego co wiem. Tak więc wzrost tutaj chyba nie za wiele miał do rzeczy. Jeśli ktoś miał chodzić jako łącznik, to może istotnie patrzono też na wzrost. Z drugiej strony nie kojarzę, aby ludzie mjra "Witolda" zajmowali się kanałami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Fragment kalendarium z ostatniej pracy prof. Bartoszewskiego [Powstanie Warszawskie, Warszawa 2009, s. 89]:

We środę wieczorem- na kilka godzin przed terminem właściwego uderzenia- skierowano kanałem na plac Bankowy oddział por. "Piotra" (Zdzisława Zołocińskiego) z "Czaty" w sile około 100 ludzi z zadaniem wyjścia włazem na tyłach stanowisk niemieckich na placu Bankowym i zlikwidowania ich. Część żołnierzy z tego oddziału wydostała się przed północą z włazu- zaskoczenie jednak nie udało się. Oddział, poniósłszy wielkie straty w ogniu ciężkich karabinów maszynowych nieprzyjaciela (kilkudziesięciu zabitych, rannych i wziętych do niewoli), z trudem wycofało się kanałem na Starówkę.

Fragment niby nie wnosi nic, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli (choć nie do końca, ale o tym za moment), ale jest dość istotny. Widać tutaj, iż mimo tyle lat, które minęły od czasu wydania wcześniejszych kalendariów, nadal operuje się pewnymi hasłami, bez ich weryfikacji. Sprawa pierwsza: dowództwo. Wątpliwe jest, aby dowództwo sprawował sam "Piotr", jeśli dowódca był jeden, to "Motyl". Niemniej osobiście skłaniam się do wersji z dzielonym dowództwem między "Piotra" i "Motyla". Kolejna rzecz, czyli godzina wyjścia z kanału. Sprawa jest prostsza, niż w przypadku wchodzenia. Tutaj mamy podane "przed północą". Bardzo wątpliwe. Chociażby ze względu na to:

- kilka minut po pierwszej zadziałała "Czata" na placu Bankowym,

(...)

Około 23:30 ruszamy półkolem ku wielkiemu zwałowisku. Gęsiego. Ktoś źle stąpnął i ładuje się w gorący żar. Pociąga za sobą Leonidasa, który jednak wygramola się z tego. Tamtego, bardziej poparzonego, jakoś wycofano. Na szczycie zwałowiska jesteśmy w jakieś czterdziestu ludzi. Ciasno. Leżymy dotykając się ramionami. Po mojej stronie Leonidas, po lewej Pan Kapitan, rozglądając się to w prawo to w lewo i zerkający co chwila na zegarek. Dalej porucznik Domański. Absolutna cisza. I z prawa i z lewa, i na wprost. Co jest z "Radosławem" i z "Sosną"? Pierwsza z minutami.

(...)

Zasadnicze uderzenia z wylotu Daniłowiczowskiej i Długiej nie nastąpiły. Należy przypuszczać, że w tym samym czasie walczyła na placu Bankowym "Czata", ale ogłuszeni naszą walką, tamtej nie mogliśmy słyszeć.

Za: Wróblewski Z., Pod komendą "Gozdawy". 1 VIII-4 X 1944, Warszawa 1989, s. 177-178.

Fragment ten pochodzi z listu, jaki w odpowiedzi na artykuł kpta Tadeusza Dąbrowskiego "Prusa" (Za wolność i Lud, 28.07.1984), trafił na ręce "Prusa". Autorem jego był Tadeusz Świątkowski "Borsuk", żołnierz 3. kompanii "Wkra" baonu "Łukasiński". Walczył w obsadzie Reduty Kanoniczek i Banku Polskiego. Sam list datowany jest na 5 lutego '85. Autor dość wyraźnie zwraca uwagę na godziny. Krótko przed północą, mieli ruszyć w stronę stanowisk wyjściowych. A trzeba pamiętać, że od Banku Polskiego, w którego okolicach znajdował się "Borsuk", do placu Bankowego, jest około 300-400 m w linii prostej. Fizyczną niemożliwością wydaje się, aby w takiej sytuacji nie zwrócił uwagi na odgłosy walki z placu Bankowego, i race świetlne, które zostały wystrzelone przez Niemców, dla oświetlenia obszaru walki. Jak dla mnie jest to argument, który zdecydowanie potwierdza wersję z wyjściem na plac około 1 w nocy.

Wracając do tekstu prof. Bartoszewskiego. Zastanawia mnie fragment z wziętymi do niewoli. Jak dotąd nie słyszałem, aby ktokolwiek z uczestników desantu dostał się w ręce niemieckie. Owszem, został na placu Jan Pęczkowski "Kamiński", ale on zdołał schować się przed Niemcami. Doprawdy zastanawiające, skąd wzięła się ta informacja. Obok problemu żołnierzy, którzy mieli przejść przez Ogród Saski w stronę Śródmieścia, jest to bez wątpienia jedna z bardziej zagadkowych kwestii w tym temacie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Czytając wczoraj jeszcze raz wywiad z gen. Ściborem-Rylskim, z zaskoczeniem odkryłem, że na pewien fragment nie zwracałem dotąd uwagi:

Wachnowski zarządził 29 sierpnia odprawę. Na tą odprawę poszedł Radosław, major Witold, Jędrzejewski Zygmunt i ja, we czwórkę. Plan był taki, że zrobimy desant na Plac Bankowy. Wywiad, który poszedł na Plac Bankowy kanałami, stwierdził, że obok ustępów ogrodzonych blachą są dwa włazy i tymi włazami wyjdziemy z kanału, zaatakujemy Niemców, jeżeli tam będą. Wywiad Wachnowskiego stwierdził, że bardzo mało Niemców tam jest na Placu Bankowym. Doskonale pamiętam słowa majora Witolda ?Ja poprowadzę, kiedy sam poślę swój zwiad, który stwierdzi jakie tam są warunki wyjścia?. Wachnowski wtedy troszkę się oburzył, mówi ?Jak to! Rozpoznanie mieli!?. Ja powiedziałem ?W takim razie, panie pułkowniku, to ja pójdę, poprowadzę ten desant?. No i stu kilkunastu chłopców, można powiedzieć ochotników zebrałem z naszej ?Czaty 49? przede wszystkim, ale szli też z ?Miotły? i od ?Zośki? i Kompania Warszawska szła, którzy właśnie byli na urlopie i znaleźli się w ?Czacie 49?, u nas. Także wszyscy zaufani żołnierze, na których można było polegać i byli bardzo dobrze uzbrojeni.

Weszliśmy 31 sierpnia do kanału na Długiej, poszliśmy pod Krakowskie Przedmieście, tam burzowcem kawałek i potem kanałem już bardzo niskim, metrowym pod Plac Bankowy, pod Ogrodem Saskim. Całe przejście było bardzo ciche, sprawnie przechodziło i kiedy znaleźliśmy się pod Placem Bankowym, okazało się, że jeden właz otworzyli chłopcy, a na drugim włazie stoi samochód. Co za pech. I akurat tej nocy, w międzyczasie, kiedy był wywiad i stwierdził, że prawie Niemców nie ma, to akurat Niemcy byli ściągnięci. A duży oddział niemiecki stacjonował na samym Placu Bankowym. Kiedy dosłownie ośmiu wyszło, drużyna wyszła z kanału, weszli na blachę, bo tam ustęp był blachą otoczony i ta blacha już leżała na ziemi, to było już zniszczone przez walki. Żołnierze w nocy nie wiedzieli, jak weszli na blachę hałas się straszny zrobił i Niemcy się zorientowali i zaczęli od razu po nas strzelać z granatników, karabinów maszynowych. Dwóm żołnierzom z tej drużyny, udało się wskoczyć, dosłownie wskoczyli do kanału. Jeden był ranny w rękę, a reszta wszyscy zginęli, cała drużyna zginęła. Tak tragicznie to się skończyło.

[ http://www.1944.pl/index.php?a=site_archiw...=414&page=2 - dostęp na: 2.08.2009 r.]

I teraz dwie sprawy. Najpierw kwestia "Zośki" i Kompanii Warszawskiej. Przecież Kompania Warszawska była w "Czacie" od początku Powstania, więc skąd ta uwaga generała? Prawdę mówiąc, nie kojarzę na ten moment oddziału spoza baonu, który byłby nazywany podobnie. I ta "Zośka". Pierwszy raz spotykam się z informacją, że desancie brał udział ktokolwiek, kto był wcześniej w "Zośce". Wiadomo coś na temat ewentualnych przenosin z baonu "Jerzego" do baonu "Witolda"? Bo że w drugą stronę zdarzyło się, to fakt (Anna Wyganowska-Eriksson "Ewa" do plutonu pancernego "Wacek"). Z drugiej strony, zastanawiam się, czy to przypadkiem generałowi nie pomyliło się ze spotkaniem w kanałach, które opisywała właśnie "Ewa". Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

I kwestia drugiego pogrubienia. Pod ogrodem Saskim. Nie ukrywam, że dość enigmatycznie to brzmi;) Może to oznaczać zarówno trasę pod placem Piłsudskiego i Trębacką, a także Królewską do Marszałkowskiej i dalej ku Granicznej. Jedyne rozwiązanie całej sytuacji, to jak dla mnie dorwanie dokładnych opisów kanałów na tym terenie, z podaniem ich rozmiarów. Wtedy będzie można porównać to z relacjami uczestników.

Share this post


Link to post
Share on other sites
grzegorz   

W batalionie Czata 49 znalazło się zaledwie kilku żołnierzy Kompanii Warszawskiej. Znajdowali się w Warszawie

na tzw. urlopie i tu zastało ich Powstanie.

Na Woli dołączyły do oddziału Zgody dwie łączniczki z kompanii Maciek batalionu Zośka : Czesława Borkowska ps.Czesia,Czecha i Zofia Dąbrowska ps.Zośka,Jeż,Myszka.

Zofia Dąbrowska brała udział w desancie kanałowym i znalazła się na zdjęciu wśród żołnierzy Czaty 49 , którzy

wyszli z kanałów na ulicy Wareckiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Dzięki za wyjaśnienie;) To w sumie ciekawy obraz, już tak poza samym desantem kanałowym. Swego czasu spotkałem się z opinią, że byli "Miotlarze" bardziej identyfikują się właśnie z "Miotłą" niż z "Czatą", mimo że spędzili w niej ponad miesiąc. Być może "Czesia" i "Zośka" podobnie czuły się związane ze swoim pierwszym oddziałem... Niemniej ta uwaga generała ciągle mnie trochę dziwi.

Tymczasem ostatnio przeglądałem publikację Tymoteusza Duchowskiego i Juliusza Powałkiewicza nt. kanałów w Powstaniu. Wątek desantu to ledwie strona-półtorej. Według autorów oddział wszedł do kanału o 22, a dowodził "Motyl" w asyście "Piotra". I ta wersja byłaby chyba najbliższa prawdy. W każdym razie źródła dają solidne podstawy do tego, aby tak sądzić. I teraz jeszcze raz sprawa trasy. We wspomnieniach "Bora" pojawia się odcinek plac Krasińskich-Warecka o długości 1500 m. Pomyłka w zasadzie niewielka, bo wg Duchowskiego i Powałkiewicza było to 1740 m (sam wyliczyłem, na podstawie planu m. st. Warszawy wykonanego w 1935 r. przez Dział Regulacji i Pomiarów dla Zarządu Miejskiego w m. st. Warszawie, blisko 1800). Z tym że to cały czas był tzw. kolektor C, czyli jedna z głównych tras kanałowych Warszawy. Wysokość tego kanału wahała się od 2,25 do 2,4 m, szerokość natomiast około 1,6 do 1,8 m. Desant przeszedł tym kolektorem zaledwie 1200 m. Jeśli szli trasą krótszą, czyli pod Wierzbową i Senatorską, wówczas mieli do pokonania bocznymi kanałami około 900-1000 m. Natomiast w przypadku trasy pod Graniczną i Żabią, blisko 1600 m. A trzeba pamiętać, że były to trasy trudniejsze. Na wysokość miały około 0,8 do 1,5 m, na szerokość zaś około 0,6 m.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Wydawało mi się, że problem kanałów mamy prawie za sobą, a tutaj wspomnienia Majorkiewicza wprowadzają mały zamęt:

Przed godziną 1.00 dnia 26 sierpnia wszedłem, a ściślej mówiąc ześlizgnąłem się po śliskich stalowych klamrach w dół, w ciemną, chłodną i dość głęboką czeluść kanału. (...) Godzina 1.30- błysnęło światełko i zaraz rozpoczęliśmy masz. Mieliśmy mocno podkasane nogawki i małe zawiniątka zawieszone na piersiach lub plecach. Trasa nasza prowadziła dużym kanałem pod Miodową, obok placu Zamkowego, następnie mniejszym i owalnym- pod Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem. (...) Marsz odbywa się w żółwim tempie. Odpoczynki dziesięciominutowe po każdej godzinie wykorzystujemy oczywiście w pozycji stojącej. (...) Godzina 4.30- maszerując dalej spostrzegłem już z daleka niebieskie światło. Był to sygnał latarki zawieszonej na wysokości włazu wyjściowego. Szybkość naszego marszu wynosiła wówczas ponad 5 metrów na minutę.

Za: Majorkiewicz F., Lata chmurne. Lata dumne, Warszawa 1983, s. 245-246.

I teraz można to porównać z tym, co pisał "Bór". Szli przecież w tej samej kolumnie (dokładnie liczyła ona 53 osoby), a tymczasem mamy sześć godzin różnicy w marszu! Rozumiem godzina, dwie... ale sześć? Dodatkowo ten kanał. Pod Miodową do Krakowskiego szeroki i wysoki, pod Krakowskim obniża się. U Komornickiego [Na barykadach Warszawy, Warszawa 1968] jest prowizoryczna mapka, z zaznaczoną trasą od placu Krasińskich do Wareckiej. I istotnie, podzielono ją (trasę) na odcinki do Krakowskiego i Krakowskim. Pierwszy o wysokości 2 m, drugi 1,10 m. Tyle że to cały czas była jedna z głównych tras kanałowych, wysokość 1,10 m to miały trasy boczne. Bez danych nt. kanałów raczej się nie obejdzie.

Jeszcze link do moich wypocin: http://www.historia.org.pl/index.php?optio...&Itemid=621

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.