Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Albinos

Najbardziej spektakularne akcje II WŚ

Recommended Posts

Albinos   

Temat miły, łatwy i nie wymagający jakiejś specjalistycznej wiedzy. W historii wojen możemy znaleźć wiele naprawdę spektakularnych operacji, bez których wielkie kampanie nie były by już tak wielkie i wspaniałe. A jak to wyglądało w okresie II WŚ? Które z akcji uważacie za najbardziej spektakularne, które ze względu na brawurę żołnierzy zapadły Wam najbardziej w pamięć?

Share this post


Link to post
Share on other sites
mch90   

Zdecydowanie podziwiam wytrwałość spadochroniarzy niemieckich z Brygady "Ramcke", którzy zostali zostawieni, bez pojazdów, na pastwę Brytyjczyków pod El-Alamein, podczas gdy reszta Grupy Pancernej "Afryka" rozpoczęła odwrót do Tunezji. Spadochroniarze z gen. Ramcke na czele ruszyły pieszo, wydawać by się mogło, że na samobójczy marsz, fartownie jednak natknęli się na brytyjską kolumnę pojazdów z zaopatrzeniem, którą przejęli w walce. 7 listopada większa część brygady połączyła się z wojskami Rommla pod Fuką.

Nie mniej interesująca jest historia kilku niemieckich spadochroniarzy, którzy w maju 1943 roku nie chcieli się poddać z resztą 5. Armii Pancernej gen. Arnima w Tunezji, natomiast wyruszyli przez morze we własnoręcznie zrobionej łódce na Sycylię. Nie udało im się to, ale ich zacięcie, odwaga i fanatyzm budzą podziw i zdumienie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Speedy   

Hej

jak to wyglądało w okresie II WŚ? Które z akcji uważacie za najbardziej spektakularne, które ze względu na brawurę żołnierzy zapadły Wam najbardziej w pamięć?

No to taki sztandarowy przykład, operacja Chariot - brytyjski rajd na St.Nazaire 28.III.1942. W tej francuskiej miejscowości znajdował się największy w Europie suchy dok, który mógł posłużyć Niemcom do remontowania/budowy dużych okrętów. Brytyjczycy opracowali skomplikowany plan zakładający zniszczenie doku przez staranowanie jego wrót przez jakiś stary okręt wyładowany materiałami wybuchowymi, z jednoczesnym wysadzeniem w porcie oddziałów komandosów które miały dokonać zniszczeń instalacji portowych a następnie ewakuować się z powrotem na łodzie i ścigacze. Do roli żywej torpedy wybrano stary niszczyciel HMS Campbeltown, który przebudowano nieco, tak by nadać mu wygląd zbliżony do niemieckich torpedowców Moewe. Z okrętu usunięto całe zbędne wyposażenie i uzbrojenie, pozostawiając tylko 1 działo 76 mm i kilka 20 mm działek plot. Na dnie okrętu, kawałek za dziobem umieszczono ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym (zabetonowane bomby głębinowe o łącznej masie 3,2 t amatolu). Prócz niszczyciela do akcji wyruszyło 16 szybkich łodzi motorowych z komandosami, ścigacz artyleryjski MGB 314 i ścigacz torpedowy MTB 74 - ten ostatni miał za pomocą specjalnych torped z zapalnikami czasowymi zaminować tzw. starą śluzę, nieużywane pomocnicze wrota doku. Na morzu operację ubezpieczały dodatkowo 2 niszczyciele typu Hunt. Brytyjczykom szło na początku całkiem nieźle, niewykryci weszli do portu 28.III krótko po 1 w nocy. Niemcy zorientowali się dopiero w ostatnim momencie gdy niszczyciel był już w porcie i ruszył do szarży na wrota doku. Staranował je o 1:34 z takim impetem że wbił się i wręcz zawiesił na nich. Po uruchomieniu zapalników oddziały komandosów zeszły na ląd i przystąpiły do niszczenia instalacji doku. Łodziom nie poszło już tak dobrze, wpadły pod ostrzał artylerii plot., w dodatku część z nich nie znalazła za pierwszym razem wejścia do portu i zmuszone były manewrować pod ostrzałem ponosząc bardzo ciężkie straty. Ścigacz MTB 74 wystrzelił swoje torpedy, jednak w późniejszej fazie akcji także został zatopiony. Oddziały komandosów które zdołały wylądować zostały dość szybko wyparte z portu przez Niemców i w większości zniszczone lub zmuszone do kapitulacji. Tylko nieliczni zdołali się ewakuować. Łącznie z 611 brytyjskich marynarzy i komandosów biorących udział w akcji, aż 169 zginęło a 215 dostało się do niewoli.

Zapalniki na Campbeltown-ie nastawione były na 9:00, wybuch nastąpił nieco później 10:35(chemiczne zapalniki dają spory rozrzut zwykle). W tym momencie na pokładzie i w sąsiedztwie przebywała niemiecka komisja mająca ocenić zniszczenia; ponoć byli wśród nich także brytyjscy jeńcy, którzy jednak, poświęcając własne życie, nie poinformowali o ładunkach wybuchowych, zaś bomby zabetonowane w jakichś tam zbiornikach głęboko w kadłubie były nie do wykrycia przy rutynowym przeszukaniu). Eksplozja zabiła około 300 niemieckich żołnierzy oraz pracowników cywilnych. Dodatkowe zniszczenia spowodowała fala wpadająca przez wysadzone wrota, która uniosła remontowany tam jakiś statek i rzuciła nim o przeciwległą ścianę. W dwa dni później 30.III eksplodowały torpedy pod "starą śluzą" powodując kolejne zniszczenia. Nerwowe napięcie wśród Niemców po poprzednim ataku widzących wszędzie komandosów i dywersantów doprowadziło do chaotycznej strzelaniny pomiędzy broniącymi portu oddziałami, w której zginęło lub zostało rannych kilkudziesięciu Niemców i francuskich pracowników portu. W późniejszych dniach Niemcy aresztowali i internowali tysiące mieszkańców St.Nazaire, w tym wielu pracowników portowych co już kompletnie sparaliżowało prace naprawcze na dłuższy okres.

Mimo ogromnych strat przekraczających połowę personelu RN uznała generalnie rajd za sukces - dok został uszkodzony zgodnie z planem na tyle poważnie, że nie mógł być juz używany przez Niemców, jego funkcjonowanie przywrócono dopiero po długotrwałym remoncie który zakończył się już po wojnie, w 1947 czy 48 roku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

A ja w ramach odpowiedzi zaprezentuję swój artykuł:

Atak na mosty w Nijmegen

Pierwsza próba

Zdobycie mostu drogowego w Nijmegen było jednym z najważniejszych celów operacji Market-Garden. Stanowił on ostatnią przeszkodę na drodze XXX Korpusu generała Briana Horrocksa do Arnhem. Dlatego też, tuż przed odlotem do Holandii generał James Gavin, dowódca 82. Dywizji Powietrznodesantowej, wezwał do siebie dowódcę 508 PPS, pułkownika Lindquista, i rozkazał mu aby zaraz po wylądowaniu, jak najszybciej, jeden z jego batalionów ruszył na most w Nijmegen. Do zadania tego wybrano 1 batalion podpułkownika Shieldsa Warrena jr. Dotarł on do Nijmegen jeszcze przed wieczorem pierwszego dnia operacji. Najpierw miał dojść do ronda, a stamtąd dopiero na południowy koniec przeprawy. W momencie, gdy wkraczał do miasta, ruch oporu dostarczył informacje o mechanizmie zapalającym, który był podłączony do materiałów wybuchowych pod mostem. Urządzenie znajdowało się w budynku poczty. Wysłany tam pluton szybko uporał się z Niemcami, następnie wysadził w powietrze mechanizm oraz poprzecinał przewody. Jednakże zaatakowany przez Niemców musiał spędzić na poczcie aż 3 dni, zanim przybyły pozostałe siły. Tymczasem reszta batalionu powoli zbliżała się do swojego celu. Gdy doszli do parku, niedaleko mostu, zostali zatrzymani przez ogień z karabinu maszynowego i wozu pancernego. Chcieli przedostać się nad rzekę zaciemnionymi ulicami, jednak walczyło im się na nich niezwykle ciężko. Nieraz dochodziło do walki wręcz. W końcu Niemcy ostrzelali ich z działka samobieżnego. Wybuchła panika. Jednak dość szybko utworzyli, wokół nowoczesnego budynku szkoły, obronę okrężną, dzięki czemu mogli przeczekać niemiecki atak. Szeregowiec James Allardyce wspomina: Przed sobą słyszeliśmy głosy Niemców, jęki i krzyki rannych. Nie mogliśmy się zbliżyć do mostu. W końcu poszło po linii, że szkopom udało się nas zatrzymać. Zostali odcięci od mostu.

Plan

Reszta sił aliantów znalazła się w Nijmegen dopiero 19 września, po ataku przeprowadzonym przez czołgi Grenadierów Gwardii oraz 2 batalion 505 Pułku Piechoty Spadochronowej. Zaraz po wkroczeniu do miasta podpułkownik Vandervoort wysłał część swoich ludzi w kierunku mostu, jednak natknęli się oni na huraganowy ogień niemieckich dział samobieżnych, karabinów maszynowych a nawet słynnych 88-ek. Spowodowało to, że byli zmuszeni zrezygnować z dalszego natarcia. Miasto znalazło się w znacznej części w rękach aliantów, pozostawało jeszcze tylko zdobycie mostów.

Plan akcji został opracowany w przeciągu zaledwie jednej nocy. Operacją miał kierować dowódca 504 PPS, pułkownik Reuben H. Tucker. Zgodnie z założeniami 3 batalion 504 PPS, pod dowództwem 27-letniego absolwenta West Point, majora Juliana Cooka, oraz część 1 batalionu 504 Pułku Piechoty Spadochronowej majora Williama Harrisona, sforsują rzekę i zaatakują północny koniec mostu, a w tym samym czasie 2 batalion 505 PPS podpułkownika Bena Vandervoorta wsparty brytyjskimi czołgami zaatakuje jego południową część. Takie właśnie decyzje były spowodowany tym, iż generał Gavin nie chciał bezsensownie tracić, na atakach frontalnych, tak potrzebnych mu do utrzymania korytarza ludzi.

Piekielna rzeka

Problemem był brak łodzi. Mieli je dostarczyć saperzy Gwardii. Jednak na całej trasie przejazdowej do Nijmegen panowało ogromne zamieszanie, które uniemożliwiało sprawne dowiezienie ich na czas. Kolumna ciężarówek utknęła w Eindhoven, które zostało zbombardowane przez Luftwaffe, podczas jednego z ostatnich wielkich nalotów niemieckich w czasie II wojny światowej. Żołnierze cały czas czekali. Początkowo ludziom Cooka wyznaczono rejon zakładów PGEM, skąd całą operację miało obserwować dowództwo operacji, z Browningiem na czele. Jednakże uznano, że obszar ten znajduje się za blisko mostu. Stwarzałoby to zagrożenie załamania ataku już na samym jego początku. Dlatego też przesunięto ich o półtora kilometra w dół rzeki.

Minuty mijały, w końcu doszła godzina 13:00, pierwotny termin ataku, łodzi nadal nie było. Konwój ciężarówek przybył dopiero o 14:40, na 20 minut przed natarciem. Dostarczono zaledwie 26, zamiast obiecanych 33 łodzi. Dziesięć minut przed ich przybyciem (5,7 metra długości, brezentowe boki wspierane przez drewniane żebra, głębokość maksymalna 75 centymetrów) atak na niemieckie pozycje rozpoczęły Typhoony. Niecałe 15 minut później ogień otworzyło 30 czołgów 2. Batalionu Gwardii Irlandzkiej (dwie kompanie majora Tylera i majora FitzGeralda) wspartych artylerią i moździerzami 82. DPD, łącznie 100 dział ostrzeliwało nieprzyjacielskie pozycje po drugiej stronie Waal. Miały one dać, desantującym się na drugim brzegu spadochroniarzom, zasłonę dymną. Żołnierze, którzy dotąd czekali 1,5 kilometra od mostu w dół rzeki, ruszyli. Już na samym początku natrafili na ogromne problemy z wejściem do łodzi, które grzęzły w mule, wywracały się, kilka pod zbyt wielkim ciężarem zatonęło, niektóre złapane przez silny prąd kręciły się w kółko. Kapitan Carl Kappel określił to krótko: Jeden wielki bałagan. Gubiono wiosła, których i tak było mało, bo zaledwie 3 na jedną łódź. Spora część żołnierzy zamiast tego używała kolb swoich karabinów. Major Cook próbując rozładować sytuację stanął na swojej łodzi, jak kiedyś George Washington, krzycząc: Naprzód, żołnierze! Naprzód.

Do przepłynięcia mieli około 360 metrów rzeki pod ciągłym ostrzałem Niemców i pociskami własnej artylerii nad głowami. Musieli także walczyć z silnym prądem, który miejscami dochodził do 10 kilometrów na godzinę. Ci, którzy obserwowali to z brzegu zauważyli, że łodzie płyną po wodzie zygzakiem. Nie mogło to jednak dziwić, biorąc pod uwagę, że spadochroniarze nie mieli dotąd do czynienia ze sprzętem tego typu, i to na dodatek w takich warunkach.

Łodzie z załogami wylatywały w powietrze, ludzie topili się, pociski rozrywały taflę wody wzbijając w górę ogromne fontanny. Artyleria umilkła, Typhoony odleciały. To, co działo się w tym momencie na Waal, to było prawdziwe piekło. Porucznikowi Mulloyowi przypomniały się: Najgorsze chwile pod Anzio. Tymczasem podpułkownik Giles Vandeleur, dowódca 2 batalionu Gwardii Irlandzkiej, razem z generałem Horrocksem i generałem Browningiem patrzyli na ten niesamowity spektakl ze swojego punktu obserwacyjnego w budynku elektrowni PGEM. Był to straszny, naprawdę straszny widok, wspomina Vandeleur. Żołnierze instynktownie kulili się. Zasłona dymna zniknęła, co umożliwiło niemieckim artylerzystom ostrzeliwanie każdej łodzi z osobna. Słychać było tylko świst kul, krzyki rannych, szum wody, nawoływania oficerów i... modlitwę.

Ruszamy na mosty

W końcu pierwsza fala 11 łodzi z 260 ludźmi dotarła do brzegu. Na plaży rozpoczęto szybką organizację ataku. Sanitariusze biegali od rannego do rannego. Niemcy ciągle strzelali. Można było stać czekając na śmierć albo ruszyć do ataku wspominał później major Cook. Spadochroniarze, mimo ogromnego zamieszania, w małych grupkach skierowali się pod nasyp. To, co w tym momencie stało się z nimi, było czymś zarazem niesamowitym jak i strasznym. Z nieopisaną wściekłością na twarzach ruszali do przodu, strzelając w zapamiętaniu do Niemców, ukrytych za wałem. Kapitan Henry Keep mówił potem, że ...był to widok wzbudzający lęk, ale niezbyt budujący. Opanowanie grobli zajęło im 30 minut. Saperzy sześć razy przepływali Waal, aby przetransportować resztę ludzi. Musieli działać naprawdę szybko aby nie doszło do niebezpiecznego, dla spadochroniarzy Cooka, załamania natarcia. Gdy po wysadzeniu pierwszego desantu wracali po pozostałych generał Browning zwrócił się do generała Horrocksa mówiąc: Nigdy nie widziałem wspanialszej akcji. Pierwszy rzut osłaniał te działania z niedawnych jeszcze stanowisk niemieckich. Po wygonieniu Niemców zza pierwszej przeszkody major Cook razem ze swoimi ludźmi ruszył do dalszego ataku z niesamowitą furią. Po tym strasznym forsowaniu Waal musieli się jakoś wyładować. Nikt i nic nie było w stanie ich zatrzymać. Niemcy nie mieli okazji aby ochłonąć po szoku, jakiego doznali. Amerykanie naciskali coraz mocniej. Niemalże z rozpędu opanowali fort Hof Van Holland, z którego Niemcy trzymali pod ogniem najbliższą okolicę.

Kilka drużyn z kompanii I oraz H, które jako pierwsze dotarły na brzeg, po wyjściu z plaży ruszyło na most kolejowy. Niemcy stawiali zacięty opór dosłownie przez kilka minut. Jednak gdy z drugiej strony uderzyły na nich brytyjskie czołgi i spadochroniarze z 505 PPS, wpadli w panikę. Rzucali broń, ale Amerykanie nie mieli dla nich litości, zginęło około 260 Niemców. O godzinie 17:00 most kolejowy był zajęty. Ogromne zamieszanie sprawiło, że mimo, iż przekazano informację o zajęciu pierwszego celu, w dowództwie nie wiedziano, o który z mostów chodzi. Tymczasem pozostawał jeszcze tylko ten drogowy, najważniejszy. Spadochroniarze Cooka na rozkaz swego dowódcy, mimo wysokich strat, ruszyli w jego kierunku. W tym samym czasie dowódca 10. Dywizji Pancernej SS "Frundsberg", generał major Heinz Harmel, obserwował te wydarzenia z bunkra w pobliżu wsi Lent. Chciał wysadzić oba mosty, wbrew rozkazom Modela. Czekał, aż pojawią się na nim brytyjskie czołgi.

W tym samym czasie gdy 3 batalion majora Juliana Cooka podchodził do północnego krańca mostu drogowego, w Huner Park i w Valkhof, niedaleko południowego końca mostu, grenadierzy pancerni SS kapitana Eulinga ostatnimi siłami odpierali wojska anglo- amerykańskie. W końcu musieli ulec atakom 2 batalionu 505 PPS podpułkownika Vandervoorta i czołgów Grenadierów Gwardii z 2 pułku podpułkownika Goulburna. Do niedawna jeszcze bardzo silna obrona niemiecka praktycznie przestała istnieć. Droga na most stała otworem. Na to tylko czekały cztery czołgi sierżanta Petera Robinsona, 29-letniego weterana spod Dunkierki. Mimo rozpaczliwego oporu Niemców pojazdy posuwały się po nim w kierunku jego północnego końca. W czasie tego brawurowego ataku zniszczyły działo samobieżne i dwie 88-ki, stojące na przeciwległym brzegu i starające się zatrzymać Brytyjczyków. W końcu dotarli do końca przejazdu. Gdy zatrzymali się z rowów, po obu bokach drogi, zaczęli wychodzić żołnierze z 3 batalionu 504 Pułku Piechoty Spadochronowej. Byli spoceni, zmęczeni, ubrudzeni krwią, ale zadowoleni. Wchodzili na czołgi, ściskali je a nawet całowali. Kapitan T. Moffatt Burriss spojrzał się na sierżanta Johnsona mówiąc: Stanowicie najpiękniejszy widok, jaki widziałem w życiu.

Była godzina 19:15, oba mosty zajęte. Major Cook przy tym ataku stracił 134 ludzi, zarówno zabitych, rannych jak i zaginionych. Po udanej operacji generał Miles Dempsey, dowódca brytyjskiej 2. Armii, podszedł do generała Gavina ze słowami: Miło mi spotkać dzisiaj dowódcę najwspanialszej dywizji na świecie., po czym uścisnął mu dłoń.

Niemalże od razu brytyjscy saperzy sprawdzili oba mosty, usuwając wszystkie miny i przecinając druty. Zadanie zostało wykonane.

Plaża, na której lądowali spadochroniarze majora Juliana Cooka, przypominała słynną plażę Omaha z wybrzeża Normandii. Wszędzie leżały ciała martwych żołnierzy, nad którymi poustawiane stały ich własne karabiny, wbite w ziemię.

Mosty nie zostały wysadzone w powietrze, mimo, iż generał Harmel wydał taki rozkaz. Okazało się, że druty były poprzecinane. Jedna z wersji mówi, że dokonał tego, jeszcze przed brytyjskimi saperami, członek holenderskiego ruchu oporu, Jan van Hoof, który dzień wcześniej pełnił rolę przewodnika amerykańskich spadochroniarzy, gdy ci wchodzili do miasta. W trakcie walk został zastrzelony przez Niemców.

Podsumowanie

Mimo powodzenia ataku XXX Korpus nie ruszył dalej do Arnhem. Broniąca się tam brytyjska 1. DPD generała Urquharta uległa niemal całkowitej zagładzie. Spadochroniarze, którzy walczyli o te mosty z takim poświęceniem, byli wściekli, ale nie mogli już nic zrobić. Dowództwo operacji nie zdecydowało się na pchnięcie od razu w kierunku Arnhem ludzi Horrocksa ponieważ 43 DP Wessex, mająca osłaniać czołgi, była daleko w tyle za szpicą natarcia, a Niemcy skutecznie utrudniali jej dalszy marsz ku Nijmegen. Dodatkowo brak amunicji, paliwa i ciężkie walki w centrum Nijmegen, to wszystko sprawiło, że niemożliwe stało się natychmiastowe wysłanie XXX Korpusu na pomoc Brytyjczykom i Polakom.

Dzisiaj akcja zajmowania mostów w Nijmegen z 20 września 1944 roku przez 82. DPD, jest uważana za jedną z najlepszych tego typu w historii. Generał Brian Horrocks pisał później: Operacja Cooka była najlepszym i najwspanialej przeprowadzonym atakiem, jaki widziałem w życiu.

Źródła

Cornelius Ryan, O jeden most za daleko, Warszawa 1990

Stephen E. Ambrose, Obywatele w mundurach, Warszawa 2006

George F. Cholewczynski, Rozdarty Naród, Warszawa 2006

Christopher Hibbert, Arnhem, Phoenix 2003

Share this post


Link to post
Share on other sites
Speedy   

Hej

No to żeby nie było że same takie mega-masakry były spektakularne: oto historyjka niemieckiego ataku na Eben-Emael.

Był to belgijski fort położony w pobliżu Liege, broniący przepraw przez Mozę w newralgicznym punkcie u jej zbiegu z Kanałem Alberta. Nowoczesny obiekt, zbudowany w latach 1931-31 miał charakter tzw. grupy warownej (fort o elementach rozproszonych) - dla osób mnej obeznanych z fortyfikacją, grupa warowna składa się z szeregu tzw. bloków bojowych, potężnych żelbetowych "bunkrów" odpowiednio rozmieszczonych w terenie i połączonych siecią podziemnych tuneli, nierzadko z kolejką wąskotorową do transportu amunicji. Są wśród nich bloki artylerii, z działami w kazamatach (tradytory art.) lub z obrotowymi wieżami działowymi, bloki piechoty z bronią maszynową i działkami ppanc., bloki obserwacyjne, wentylacyjne, blok wejściowy strzegący wejścia do całego kompleksu itp. W podziemnych komorach znajdują się też magazyny amunicji, żywności, koszary dla żołnierzy, stanowisko dowodzenia, elektrownia i w ogóle cała infrastruktura. Eben Emael składał się łacznie z 17 bloków, uzbrojonych w 2 działa 120 mm (wieża 1x2), 16 dział 75 mm (z tego 4 w wieżach 2x2), 12 dział ppanc. 60 mm i 46 karabinów maszynowych. Załoga liczyła ok. 1200 osób.

Dobrać się do czegoś takiego jest niesłychanie trudno, zasadniczo wymaga to długotrwałego oblężenia i w ogóle mnóstwa zachodu. Niemcy jednak analizując układ obiektu doszli do wniosku że nie jest on przystosowany do walki z bliska, poszczególne bloki słabo pokrywają się ogniem, nie ma dogodnych wyjść do wyprowadzania kontrataków (tylko niewielkie wyjścia dla wypuszczania patroli) i w ogóle. Zdecydowali się więc na akcję naprawdę nowofalową. Nad ranem 10.V.1940 w dniu rozpoczęcie niemieckiej ofensywy na zachód, na terenie grupy warownej wylądowała Grupa Szturmowa Granit - 55 żołnierzy z 1 kompanii 1 pułku spadochronowego w 7 szybowcach desantowych DFS230 (miało być ich trochę więcej, ale jeden szybowiec został zestrzelony po drodze a jeden - z dowódcą grupy - zerwał się z holu jeszcze nad Niemcami i lądował koło Kolonii; ponownie wyholowany dotarł do celu z 4-godz. opóźnieniem). Żołnierze uzbrojeni byli w rusznice ppanc. (w tym ponoć polskie karabiny wz.35 "Ur") miotacze ognia, środki dymotwórcze no i przede wszystkim w stanowiące podówczas pewną nowość saperskie ładunki kumulacyjne. Były ich dwa rodzaje, "mały" 10 kg i "duży" 50 kg (składany z 2 części), uzbrojone w zapalnik czasowy (45 s). Korzystając z martwych pól ostrzału i zasłon dymnych Niemcy docierali do kolejnych bloków i wysadzali je w powietrze, zakładając ładunki na wieżach i kopułach pancernych, w strzelnicach dział i otworach wejściowych. W kilku miejscach zdołali wykonać wyłomy umożliwiające wtargnięcie do wnętrza obiektów jednak dalej powstrzymały ich kolejne zapory przegradzające tunele, stalowe drzwi i zapory z szyn i worków z piaskiem. W jednym przypadku Niemcy zeszli 20 m szybem w podziemiach tradytora artyleryjskiego; gdy drogę przegrodziły im pancerne drzwi, wysadzili je ładunkiem 50 kg, co jednak spowodowało zerwanie całej klatki schodowej wraz z szybem windy i totalne zawalenie przejścia.

Główne bloki bojowe fortu zostały obezwładnione w zaledwie 20 minut. Belgowie wezwali na pomoc artylerię z sąsiednich fortów oraz wojsk polowych (Niemcy przeczekiwali nawały ogniowe kryjąc się wewnątrz wysadzonych wcześniej obiektów). W godzinach popołudniowych przy wsparciu wojsk polowych zdołali w końcu wyprowadzić skuteczny kontratak i odeprzeć Niemców; ci jednak powrócili następnego dnia 11.V wsparci przez dodatkowe oddziały piechoty i saperów które sforsowały wcześniej Mozę na gumowych pontonach, i kontynuowali dokonywanie zniszczeń (a tymczasem w wyniku załamania frontu belgijskie wojska polowe musiały się wycofać). Ostatecznie Eben Emael skapitulował około godz. 17 (spotyka się też inne . Straty grupy szturmowej wyniosły 6 zabitych i 15-20 rannych, straty Belgów 23 zabitych i 59 rannych (spotyka się też większą liczbę, 58 zabitych i 300 rannych, zapewne obejmującą prócz załogi twierdzy także owe wojska polowe).

A na koniec dwie można powiedzieć zabawne ciekawostki. Wspomniany wcześniej wybuch w podziemiach tradytora zniszczył znajdującą się tam ubikację. Doszlo przy tym do rozpylenia zmagazynowanego w niej środka dezynfekcyjnego zawierającego chlor. Zapach chloru zaalarmował Belgów przeszkolonych w końcu i w obronie przeciwchemicznej i uznali oni że Niemcy właśnie broni chemicznej użyli. Ponoć był to jeden z czynników skłaniających ich do kapitulacji.

Eben Emael jako taki nowoczesny fort - grupa warowna, obejmował też kilka obiektów pozornych - fałszywych "bunkrów", wież art. itp. Miały one na celu rozproszenie ognia artylerii oblegających, dla obserwatorów art. z daleka takie rzeczy są w końcu praktycznie nie do odróżnienia. Zabawne jest jednak, że Niemcy atakujący z bezpośredniej bliskości, ręcznie podkładanymi ładunkami wyb., także dali się nabrać i skrupulatnie wysadzili także i te obiekty - atrapy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
mch90   
Operacja "Eiche", czyli uwolnienie przez niemieckich komandosow (dowodzonych przez genialnego Otto Skorzenego)Duce we Włoszech

To raczej zasługa spadochroniarzy mjr. Morsa a nie Skorzenny'ego, którego jedyną zasługą było wepchnięcie Duce do Storcha i narażenie jego życia, kiedy się dosiadł do przeciążonego samolotu. Który ledwie co wystartował.

Więcej tutaj:

http://www.historia.org.pl/forum/viewtopic.php?t=1377

A dokładny opis akcji znajduje się w "Pikujących Orłach" Lucasa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
mch90   

Gwoli przypomnienia tematu. :)

Ja tak sztampowo- wyczyn Tygrysa Wittmana ze 101. Batalionu Ciężkich Czołgów 13 czerwca '44 pod Villers-Bocage, który przy późniejszym niewielkim co prawda wsparciu 4 innych czołgów zniszczył 20 czołgów Cromwell, 4. Shermany "Firefly", 3 Stuarty, 3 artyleryjskie Shermany, 16 transporterów, 14 halftrucków i 2 6-funtowe działa ppanc. Można powiedzieć, że ariergarda 22. BPanc przestała istnieć.

Jak pisze M. Reynolods:

"Prawda jest taka, że rankiem 13 czerwca, podczas bitwy o Villers-Bocage, Michael Wittmann w jednym jedynym Tygrysie I, przy minimalnym wsparciu ze strony 4 innych czołgów należących do jego grupy, całkowicie zatrzymał 7. Dywizję Pancerną".

Za: "Stalowe Piekło" M. Reynolds, str. 152

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Po dziesięciu latach od ostatniego wpisu pomyślałem sobie, że warto wspomnieć o operacji Judgement .

W nocnym nalocie na włoską bazę morską w Tarencie wzięło udział 20 samolotów typu Fairey Swordfish zwanych "stringbag".

W efekcie pancernik "Conte di Cavour" został uszkodzony w takim stopniu, że nigdy nie wrócił do służby. Pancerniki "Littorio" i "Caio Duilio" zostały wyłączone z akcji na cztery i osiem miesięcy. Krążownik "Trento" i niszczyciel "Libeccio" odniosły lżejsze uszkodzenia. Dokom i zbiornikom paliwa też się nieco dostało.

Brytyjczycy ze 20 samolotów biorących udział w nalocie stracili 21 ... to według włoskich doniesień.

Bardziej wiarygodne brytyjskie raporty mówią o 2 samolotach.

Jedna załoga zginęła, druga dostała się do niewoli (pilot komandor podporucznik K. Williamson i obserwator kapitan N.J. Scarlett). Początkowo brytyjscy lotnicy dostali parę szturchańców od włoskich dokerów. Później przejęci przez włoskich lotników byli traktowani jak bohaterowie. Włosi nawet odśpiewali im swoją wersję "Long way to Tipperary".

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

Ja tu wypisuje głupstwa a nikt nie reaguje.

Napisałem, ze w nalocie wzięło udział 20 samolotów a to nie do końca tak.

Owszem w dwóch falach wyruszyło 20 samolotów ale na HMS Illustrious pozostała uszkodzona maszyna  o numerach L5F. Mechanicy w ekspresowym tempie wymenili dwa żebra i poszycie skrzydła tak więc pilot kapitan E.W. Clifford z obserwatorem R.M Goingiem wystartowali samotnie. Była to dwudziesta pierwsza maszyna biorąca udział w nalocie. Zbombardowali oni celnie krążownik „Trento”.

Na szczęście dla Włochów  bomba nie wybuchła.

 

Ale ja w zasadzie nie o tym.

Mam pytanie.

Czy ktokolwiek z Was słyszał o nalocie na włoskie jednostki w zaoce Bomba (obecnie to chyba Bumbah).

Ponoć trzy Swordfish’e trzema torpedami miały zatopić cztery włoskie jednostki.

Opis znalazem w książeczce „Atak na Tarent” Thomas P. Lowry i John W. G. Wellham.

Nie potrafiłem tego nigdzie indziej znaleźć a przecież  takim wyczynie powinno być głośno.

Dlatego mnie to ciekawi . Niestety z powody lichego (i reglamentowanego) siatkowego internetu mam utrudnione szukanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, gregski napisał:

Napisałem, ze w nalocie wzięło udział 20 samolotów a to nie do końca tak.

Owszem w dwóch falach wyruszyło 20 samolotów ale na HMS Illustrious pozostała uszkodzona maszyna  o numerach L5F. Mechanicy w ekspresowym tempie wymenili dwa żebra i poszycie skrzydła tak więc pilot kapitan E.W. Clifford z obserwatorem R.M Goingiem wystartowali samotnie. Była to dwudziesta pierwsza maszyna biorąca udział w nalocie. Zbombardowali oni celnie krążownik „Trento”

 

A czy te wyliczenia uwzględniają maszynę prowadzoną przez A. Morforda (z obserwatorem M. Greenem), która chyba wystartowała ale w akcji ostatecznie nie wzięła udziału?

W tabelce zamieszczonej w książce Angusa Kostama, przedstawiającej samoloty "drugiej fali" przy ich maszynie (L5Q) odnotowano "Mission aborted".

"The first seven Swordfish roared into the air successfully, but the eight aircraft got into diffuculties. L5F, crewed by Clifford and Going began moving forward, but then the chocks were remowed from the ninth plane at its rear - L5Q, crewed by morford and Green.
When Captain Boyd and Commander Robertson were updated, they decided that Morford and Greene should take off as planned. By contrast, L5F would be taken back to the hangar for repairs - a crushing blow for Clifford and Going. Meanwhile the other six Swordfish had formedup around the wave leader in L5A, five miles ahead of the carrier. Hale waited to see what happening to his last two aircraft. Finally, at 9.45 pm, L5Q raced up to join them, and a signal lamp from Robertson on 'Illustratious' gave the order "Carry On'.That was it - the second wave was on its way.
Twenty minutes later another aircraft had to pull out. Morford and Greene, flaying L5Q, the last remaining bomber, suddenly felt a jolt. It was one of the straps holding their long-range fuel tank in place (...) Still, they now had no option but to turn back, as they did not have enough fuel for the return trip to Taranto. So, they turned aroiund, and flew back to 'Illustrious'. As they approached, a barrage of anti-aircraft fire greeted them, until Green fired a recognition signal, and they were able to land safely. That meant Hale's wave now consisted of just seven planes. He watched L5Q stall, but was unable to help. The remaining Swordfish continued on their way
".

/tegoż "Taranto 1940: The Fleet Air Arm’s precursor to Pearl Harbor", 2015, s. 69-70/

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, gregski napisał:

Ponoć trzy Swordfish’e trzema torpedami miały zatopić cztery włoskie jednostki.

Opis znalazem w książeczce „Atak na Tarent” Thomas P. Lowry i John W. G. Wellham.

Nie potrafiłem tego nigdzie indziej znaleźć a przecież  takim wyczynie powinno być głośno

 

Chyba najobszerniej o tym napisano u Jacka Greene'a w "The Black Prince And The Sea Devils: The Story Of Valerio Borghese And The Elite Units Of The Decima Mas" i w "The Royal Navy and the Mediterranean" (Vol .I "September 1939 - October 1940") pod redakcją Davida Browna.

Tak skrótowo, włoski okręt podwodny "Iride" w Zatoce Bomba testował wówczas czy przeprowadzał jakieś próby z ludzkimi torpedami, których miał cztery na pokładzie. Pech chciał, że został "przyłapany" podczas przebywania na dość płytkich wodach.

"... unable to dive due to the shallow (15m-deep) water, 'Iride' exchanged fire with the aircraft, taking casualties before one aircraft fired a torpedo that struck the submarine. 'Iride' sank immediately".
/J. Prenatt, M. Stille "Axis Midget Submarines: 1939–45", Osprey Publishing 2014, b.p., ed. elektron./

 

"The submarine Iride sailed to the Gulf of Bomba in Libya and met there a torpedo boat bringing four SLCs. British aircraft foiled this operation when a flight of three Swordfish from HMS Eagle sank Iride on 21 August, just after it had fastened the SLCs to its deck and was about to conduct a test dive preliminary to departing for Alexandria (the SLCs could not withstand water pressure at depths greater than thirty meters). However, the survivors, who included X MAS personnel, were eventually able to recover the SLCs (as well as seven trapped crewmen) from the wreck, which had settled on the bottom at a depth of fifteen meters"

/V.P. O'Hara, E. Cernushi "Frogmen against a Fleet: The Italian Attack onAlexandria 18/19 December 1941", "Naval War College Review", Vol. 68, No. 3 Summer 2015, Article 8, s. 4/

 

"On August 22, 1940, in preparation for a human torpedo attack on the Gulf of Bomba (Cyranaica, Libya) with four human torpedoes when three Fairey Swordfish torpedo bombers off the aircraft carrier HMS Eagle hit the submarine in shallow water. Few crew members were rescued with the support of the human torpedo operators, but most were killed in the sinking".
/E.J. Emering "Decima Flottiglia MAS","JOMSA", Journal of the Orders nad Medals Society of America, Vol. 62, No. 3, May-June 2011, s. 28, przyp. 5/

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   

No to mamy sprawę ilości samolotów rozwiązaną.

 

A co do nalotu w zatoce Bomba to właśnie w tej książeczce wyczytałem nieco niewiarygodną wersję. 

Otóż trzy samoloty miały atakować włoską flotę zgrupowaną w tej zatoce.

Trzy Swordfish'e 

Kapitan Patch z obserwatorem midszypmanem C.J. Woodley'em.

Kapitan J.W.G. Wellham z obserwatorem podporucznikiem A.H. Marsh'em.

Kapitan N.A.F. Cheesman z obserwatorem F. Stovin-Bradford'em.

 

Samolot Patch'a nadział się na okręt podwodny znajdujący się na powierzchni. Patch zrzucił torpedę  która trafiła okręt i go zatopiła.

Pozostałe dwa samoloty weszły w głąb zatoki i zobaczyły trzy jednostki zacumowane burta w burtę. Bazę okrętów podwodnych, niszczyciel i okręt podwodny.

Samoloty rzuciły torpedy które okazały się być celne.

Torpeda Cheesmana miała trafić w okręt podwodny który eksplodował wzniecając pożar na niszczycielu.

Torpeda Wellhmana trafiła w bazę która eksplodowała. 

I tak trzy okręty miały zostać zniszczone dwiema torpedami.

 

Fajna historia tylko wydaje mi się nieco nieprawdopodobna. Gdyby wydarzyła się naprawdę to byłaby sławna na cały świat. A tu ciężko znaleźć cokolwiek w internecie na ten temat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko jaki tam miał być włoski niszczyciel?

Z tego co się pobieżnie zorientowałem, w zatoce był na pewno okręt podwodny "Iride", statek pomocniczy "Monte Gargano" (według angielskiej Wiki: "support ship"; w innych publikacjach, także, jako "depot ship"; a we włoskojęzycznej określony jako: "motonave" bądź "nave appoggio") i "Calipso" (odpowiednio: "torpedo boat" i "motovedo" lub "la torpediniera"). "Calipso" raczej nie poszła na dno skoro ratowała ludzi z "Iride", w tym jej dowódcę porucznika Francesco Brunettiego, a później zabrała wszystkie odnalezione cztery ludzkie torpedy do bazy w La Spezia.

 

2 godziny temu, gregski napisał:

Torpeda Cheesmana miała trafić w okręt podwodny który eksplodował wzniecając pożar na niszczycielu.

Torpeda Wellhmana trafiła w bazę która eksplodowała. 

 

W króciutkiej notce kalendarzowej na stronie Fleet Air Arm Officers Association opisano to nieco inaczej:

"Approaching the harbour Patch saw an Italian submarine on the surface. This was an unexpected bonus. It was later learnt that this was the submarine Iride, exercising with frogmen who were planning to make a covert attack on the British base at Alexandria. Patch released his torpedo from 30 feet at a distance of 300 yards and scored a direct hit below the conning tower.

His wingmen Lieutenant’s Neville Cheeseman and John Welham flew on through the flak to attack another submarine and the depot ship Monte Gargano in the Bomba harbour. They both scored hits and the exploding ammunition on the depot ship caught a destroyer that was alongside. The Italians subsequently reported that two submarines and two ships had been sunk. Welham’s Swordfish was badly damaged by anti-aircraft fire but he made it back to the forward base before it had to be abandoned".

/tekst dostępny na stronie: fleetairarmoa.org/

 

Natomiast w biogramie; z włoskojęzycznej Wikipedii; kapitana Mario Giorginiego (Capitano di Fregata), szefa 1° Flottiglia MAS i organizatora tej misji, który wraz z płetwonurkami wszedł na pokład "Iride" można wyczytać. że "Calipso" zmieniła tor przeznaczonej dla niej torpedy (: "durante un rinfresco a bordo della Monte Gargano tre biplani inglesi Swordfish trasportanti siluri riuscirono ad affondare la nave e a colpire violentemente l'Iride, mentre la Calipso colpì il siluro a lei destinato, variandone la traiettoria").

Z ogólnie dostępnych informacji to najobszerniejszą wydaje się być ta umieszczona na Wiki w biogramie Junio Valerio Borghese'a. Nie podejmuję się tego tłumaczyć, w języku włoskim brzmi to tak:

"10 giugno 1940. L'Italia entra in guerra contro l'Inghilterra e la Francia a fianco della Germania, che ha con la Russia un patto di non aggressione. È logicamente sulla Marina italiana che gravita il peso massiccio della supremazia navale inglese, tanto maggiormente sentito, in quanto, essendo l'unico nostro fronte di guerra quello libico, è compito della Marina assicurare il rifornimento continuo in armi e uomini oltremare.
Il sommergibile "Iride" era comandato dal tenente di vascello Francesco Brunetti. Comandante superiore in mare: il capitano di fregata Mario Giorgini, succeduto, poco prima dell'inizio delle ostilità, al comandante Aloisi nel comando della "I Flottiglia Mas" e del reparto mezzi speciali. L'Iride giunse regolarmente nel "Golfo di Bomba" il mattino del 21 agosto; poco dopo dava fondo pure la torpediniera "Calipso", comandante tenente di vascello Zambardi, con gli apparecchi e gli operatori. Nella desolata squallida insenatura si trovavano la motonave Monte Gargano, battente l'insegna dell'ammiraglio Bruno Brivonesi, comandante M. M. della Libia; un piccolo piroscafo che sbarcava fusti di benzina e alcuni motovelieri. (p. 36)
Nel pomeriggio del 21, velivoli inglesi bombardavano l'idroporto di Menelao situato sul Golfo di Bomba; ad essi non sfuggì certo l'inconsueto raggruppamento navale in quelle acque normalmente deserte. Il mattino successivo un ricognitore inglese sorvolava il golfo, fatto segno ad intensa ma vana reazione antiaerea delle unità. Alle 11.30, ultimato il trasbordo degli apparecchi dal Calipso all'Iride, mentre la torpediniera si affiancava al Monte Gargano per rifornirsi e il sommergibile, in affioramento, usciva della rada per fare immersione di prova con i siluri pilotati in coperta, venivano avvistati tre aerei siluranti inglesi a circa 6ooo metri di distanza, quota 60-70 metri. Gli aerei, portatisi di prora al sommergibile, gli accostano .sopra, assumendo rotta di controbordo e formazione a V, con l'apparecchio centrale arretrato rispetto ai laterali.
In considerazione dello scarso fondale (metri 15) che non consente una rapida immersione, il comandante Brunetti dà i seguenti ordini: «Macchine avanti alla massima forza chiudi le paratie stagne — armi pronte ad aprire il fuoco». E mantiene la prora sull'aereo centrale, sperando così di impedirgli il lancio. Alla distanza di poco più di mille metri fa aprire il fuoco con le mitragliere sugli aerei laterali che si erano intanto abbassati a 10-15 metri. Mentre questi due aerei passano di contro-bordo al sommergibile senza lanciare, ma mitragliando ed uccidendo parte dei serventi del cannone che si trovavano al posto di combattimento, l'aereo centrale lancia dalla distanza di circa 10 metri. Il siluro infila il sommergibile dritto di prora e scoppia all'altezza del quadrato ufficiali. Il battello affonda immediatamente Restano alla superficie del mare 14 uomini: quelli che erano in coperta ed in plancia (fra cui Toschi e Birindelli) meno due, morti per mitragliamento.
Appena in acqua il comandante Brunetti, benché ferito, coadiuvato da Birindelli, provvede a radunare i superstiti e soccorrere i feriti fra cui l'ufficiale di rotta, sottotenente di vascello Ubaldelli. Gli aerei intanto, continuando la loro ardita giostra, attaccano successivamente il Monte Gargano; per un fortuito caso il siluro lanciato contro la torpediniera Calipso non arriva a segno. Tanto disastro, nel giro di pochi secondi
".

/opis ten autorzy zaczerpnęli z: J.V. Borghese "Decima Flottiglia Mas: dalle origini all'armistizio", Storia militare edizioni, Parma, 2005 (1950)/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.