Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Bruno Wątpliwy

"Tajemnica Westerplatte"

Recommended Posts

No właśnie... Rzadko oglądam telewizję, ale wczoraj tak jakoś się złożyło. Na jakimś kanale "leciała" niedawno nakręcona "Tajemnica Westerplatte", na innym klasyk - "Westerplatte" Różewicza. Za pomocą genialnego wynalazku - pilota - można było porównywać "dzieło" i dzieło wręcz w czasie rzeczywistym.

Osobiście jestem zwolennikiem wolności artystycznej, ale przy oglądaniu "Tajemnicy" szlag trafiał mnie regularnie i coraz intensywniej, oraz narastało we mnie przekonanie, że sztuka kręcenia filmów wojennych nadających się do oglądania umarła wraz z PRL.

Ciekaw jestem Waszych opinii.

Share this post


Link to post
Share on other sites
amon   

"Tajemnica Westerolatte" to fimowe dno. Pod każdym względem. Fabuła, scenografia i gra aktorów jest infantylna, pusta i nijaka. Jedyne uczucie jakie mnie ogarnęło po kilkukrotnej próbie oglądania, to złość i niejasne poczucie wstydu.

Natomiast 'Westerplatte" jest genialny. I tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

... i coraz intensywniej, oraz narastało we mnie przekonanie, że sztuka kręcenia filmów wojennych nadających się do oglądania umarła wraz z PRL.

W zasadzie jestem zgodny... "Tajemnica Westerplatte" (widziałem swego czasu na DVD... oglądałem na trzy razy, tak mnie znudził), przedtem "Bitwa Warszawska 1920" (dno i kupa mułu - dobrze, że nie znarnowałem czasu na kino tylko kupiłem za grosze z jakąś durną gazetą, na której potem obrałem cebulę lub wyczyściłem pistolet) oraz takie sieralowe produkcje-głupolki jak "Czas Honoru" (wytrzymałem jeden sezon...) i "1920 Wojna i miłość" (dobrze, że był tylko jeden sezon... przebrnąłem na siłę) skutecznie odstręczyły mnie od współczeskich polskich "produkcji wojennych". Polska produkcja wojenna przestała istnieć i tyle, nieprędko przekonam się do poświęcenia (zmarnowania) czasu na obejrzenie choćby fragmentów polskiego filmu w tym gatunku.

A jeśli chodzi i tytułową "TW"... No cóż w obrazie dna najbardziej rzuciła mi się w oczy "gra" jakiegos miernego aktora, który "grał" porucznika Pająka. Facet miał wydać kilka komend i zostać rannym... niby nie filozofia, ale ten pisk wydawany przez niego przypominał wiele, ale nie komeny wydawane przez zawodowego oficera piechoty. Ja mogę czasem zrozumieć, że współczesny aktor trzyma karabin jak miotłę, ale w mordę operaowanie głosem... zawsze mi się wydawało, że to podstawowe umiejętności aktora.

"Fajne" były efekty wystrzałów... niewątpliwie natchnieniem były "Gwiezdne Wojny" albo coś w tym stylu. Żenada. Podobnie jak "efekty" dotyczące załamania nerwowego dowódcy... jak tani horror klasy B.

W zasadzie cały ten film to żenada - wypisanie zauważonych błędów i głupot zajęłoby pewnie więcej niż trwał ten film... w sumie szkoda czasu i na oglądanie, i na pisanie o nim.

Edited by Razorblade1967

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak z ciekawości - można zostać oficerem piechoty dysponując np. dyszkantem?

Czy Razorblade1967 znał głos porucznika Pająka, bądź spotkał się z jego opisem?

Nie wiem czy głos oficera zawodowego piechoty w jakiś znaczący sposób różni się od głosu oficera zawodowego innej formacji, ale ja akurat miałem dowódcę kompanii który piszczał "jeszcze bardziej".

A można poznać jednak tą listę błędów?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy Razorblade1967 znał głos porucznika Pająka, bądź spotkał się z jego opisem?

Nie zna, ale zna zasadę wydawania komend werbalnych i fakt, że w armiach tego uczą, w WP IIRP nie było inaczej. A co do konkretnego oficera to nigdzie nie napisano (a wspomień z Westerplatte trochę było), żeby miał "nietypowy" głos, choć w różnych wspomnieniach przewijają się różne takie opisy dotyczące cech osobistych żołnierzy. W tym filmidle widać wyraźnie, że nikt nie usiłował naśladować jakiś problemów z głosem postaci historycznej, a po prostu aktor nie umiał (nie nauczył się) naśladować charakterystycznej modulacji głosu przy wydawania komend w armii.

A można poznać jednak tą listę błędów?

Można by taką zrobić... ale trzeba trochę poczekać, bo to nie jest nowy film i oglądałem go jak wyszło DVD czyli ze dwa lata temu. Muszę odnaleźć to DVD i przelecieć by napisać konkretami... co, jak i w którym momencie na ekranie.

Edited by Razorblade1967

Share this post


Link to post
Share on other sites

To konkretniej: jaka była zasada wydawania komend w II RP i co do tego ma modulacja głosu i jakie błędy co do tych zasad popełnił ów aktor? Bo trochę nie rozumiem frazy: "charakterystycznej modulacji głosu przy wydawania komend w armii", bo jakby ona nie była charakterystyczną to ludzie mają jednak różne tonacje swych głosów i nie słyszałem by były z tego powodu (: złej modulacji) jakieś ograniczenia w dostępie do korpusu oficerskiego. Ja rozumiem, że rozkaz ma być wydany: krótko, zrozumiale dla wszystkich i głosem zdecydowanym. A jak oficer dysponuje sopranem - to nie może wydawać rozkazów? Podałem przykład z własnej praktyki życia wojskowego, gdyby ów "trep" trafił do filmu zostałby spostponowany - bo źle moduluje swe rozkazy, a wypowiada się tak jak mu gardło pozwala.

A na błędy poczekam...

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Westerplatte" jest poważnym filmem, wręcz arcydziełem, odzwierciedlającym dokładnie ówczesny stan wiedzy o obronie Westerplatte.

Starannie dobrane grono aktorskie, także pod względem podobieństwa do pierwowzorów, dobra gra i próby wiernego oddania realiów historycznych (w tym samej walki).

Nie mam tyle wiedzy wojskowej, aby zajmować się przesadnie jakością "rekonstrukcji", ale w mojej ocenie twórcy ówczesnego filmu wykonali kawał dobrej roboty, a nieuniknione skądinąd "wpadki" są nieliczne i niezbyt istotne (rozdawanie granatów F-1, czy zastąpienie Boforsa radziecką armatką ppanc.).

Jeżeli weźmiemy pod uwagę kinematografię światową lat 60., kiedy nie przejmowano się za bardzo tym, że np. bitwa o Ardeny odbywa się na szerokich przestrzeniach Sierra de Guadarrama, bez przesadnej ilości śniegu oraz roślinności, a za to z udziałem czołgów Patton (film - "Battle of the Bulge") - to można "Westerplatte" Różewicza uznać za ówczesny ideał rekonstrukcji rzeczywistości wojennej.

"Tajemnica" jest... No właśnie, w sumie nie wiadomo czym jest. Oprócz tego, że chyba zamierzonym skandalem, mającym promować twórców.

Odzwierciedleniem dzisiejszego stanu wiedzy? Pomińmy to, że nadal nie mamy stuprocentowej pewności co dokładnie stało się krytycznego 2 września i jak wyglądały dokładnie dalsze relacje Sucharski-Dąbrowski (tu odsyłam do jednej z dyskusji na naszym forum - Westerplatte - mit?) i chyba należałoby do tematu podchodzić jednak z pewną ostrożnością, tym bardziej, że nie mamy już możliwości wysłuchania żadnego uczestnika wydarzeń. Ale, trudno z tego robić zarzut, że wątek domniemanego załamania się Sucharskiego występuje w filmie, skoro został opisany już w wielu miejscach.

Natomiast kuriozalne jest to, że twórcy filmu wrzucali do niego, co im tylko przyszło do głowy i w ich mniemaniu "uatrakcyjniało", skądinąd rwącą się i niespójną fabułę: idiotyczne scenki majaczeń Sucharskiego, strzelaninę między Polakami pod elektrownią, bijatyki Gryczmana i Budera, grozę miotaczy ognia przy płonącej cysternie kolejowej, filozoficzne dialogi o życiu i śmierci przy alkoholu, równie porywający dialog(i) Sucharski - Dąbrowski, słynne już oddawanie moczu, rozstrzelanie itp. itd. Per saldo dzięki wysiłkowi twórców filmu dwóch głównych bohaterów dramatycznych wydarzeń sprawia wrażenie zbiegłych pensjonariuszy zakładu psychiatrycznego. Przynajmniej kilku drugoplanowych bohaterów - także.

Jakość gry aktorskiej, czy "rekonstrukcji"... Myślę, że usłyszymy o tym sporo. O mundurach, posługiwaniu się bronią, niekonsekwencjach i błędach. Rzeczywiście, nawet laik jest w stanie zaobserwować niezdrową fascynację amunicją smugową ("gwiezdne wojny" wg. Razorblade), czy kuriozalne scenki na plaży.

Efektem końcowym jest jakaś "pokręcona", "poetycka" opowieść luźno związana z obroną Westerplatte, ale z wykorzystaniem nazwisk realnych bohaterów bardzo ważnych dla Polaków wydarzeń (co moim zdaniem, jest postępowaniem wręcz niemoralnym). Rzecz dobrze już zawczasu rozreklamowana, ale w ostatecznym rozrachunku wzbudzająca raczej uczucie żenady i irytacji. I w sumie szkoda paru dobrych aktorów, którzy w "tym czymś" się pojawiają, a nawet usiłują coś grać - jak Mirosław Baka.

Moim zdaniem swoboda twórcza jest rzeczą ważną i podstawową, ale szacunek dla historii, miejsca symbolicznego i bohaterów wydarzeń - chyba w tym przypadku - ważniejszą. "Twórca" w swej wizji może zaokrętować na "Schleswiga" batalion gołych panienek i kompanię szturmową Marsjan, a walkę wyobrażać sobie w formie zapasów sumo. Jego prawo w wolnym kraju. Ale niech nie wyciera sobie wówczas buzi nazwiskami obrońców i nie udaje, że film jest oparty na faktach, związanych z obroną strażnicy. Że ujawnia jakąkolwiek "Tajemnicę Westerplatte".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trochę przesadzasz Bruno, zawodników sumo w filmie nie było, batalionu gołych panienek nie zauważyłem, jak i Marsjan - trochę ta dezawuująca ocena jest naciąganą.

"Myślę, że usłyszymy o tym sporo. O mundurach, posługiwaniu się bronią, niekonsekwencjach i błędach"

Z chęcią posłucham, tylko jakoś wszyscy wiedzą, że błędy były, ale jakoś tak od ręki nie potrafią ich wypunktować.

Zacznie Bruno...?

"Starannie dobrane grono aktorskie, także pod względem podobieństwa do pierwowzorów"

Może to objaśnić Bruno na przykładach?

Chodzi oczywiście o podobieństwa fizjonomii, bo chyba nie charakteru?

To tak jakby Bruno był uprzejmym, mógłby zaprezentować foto-relację dana osoba walcząca na Westerplatte i jej filmowy odpowiednik.

Share this post


Link to post
Share on other sites

... ale szacunek dla historii, miejsca symbolicznego i bohaterów wydarzeń - chyba w tym przypadku - ważniejszą.

Najważniejszy jest szacunek dla widza... a pokazana w tym filmie bylejakość to brak szacunku dla odbiorcy.

Secesjonisto - nie chodzi o barwę głosu, ale o intonację i odpowiednia modulację głosu. To jest rzecz normalna, tego się człowiek uczy wydając komendy i to wchodzi "w gardło". Akurat podkreśliłem "oficera piechoty" bo akurat w tej formacji odpowiednie wydawanie komend było bardzo ważne i tego się ci ludzie uczyli w trakcie szkoły i dowódczej praktyki. A rzeczony oficer nie był zmobilizowanym rezerwistą tylko zawodowym oficerem po 2 latach w szkole piechoty i 5 latach oficerskiej praktyki. Aktor po prostu się do roli nie przygotował i piszczał jak umiał... pomimo, że dla aktora umiejętność operowania głosem i nauczenia się zabrzmieć jak oficer nie powinno być niczym trudnym. No ale w naszej obecnej kinematografii nie ma tradycji przygotowania się do roli. Zresztą połowa wydający komendy tego nie zrobiła (ten pisk po prostu w uszy razi najbardziej), w całym filmie słychać złą intonację komend, "akcenty" w złym miejscu... Nikt nawet nie spróbował poświczyć, aby to brzmiało jak komenda w wojsku. Drą się i tyle.

Tak na szybko kilka innych błędów z tej samej dziedziny:

- Na Westerplatte kierowano żołnierzy z odpowiednim stażem służby i dobrymi wynikami w szkoleniu oraz o odpowiednich predyspozycjach (taka była specyfika tej jednostki). Tymczasem w tym filmidle pokazuje się ich jako niedoszkolonych poborowych, którzy mają problem z przeładowaniem karabinu. Wystarczy spojrzeć, jak 90% statystów gapi się na własny zamek w Mauserze przy przeładowaniu, jak szarpie się rączka zamka itd. Takie coś owszem - wygląda realistycznie gdy np. chciałoby się pokazać pośpieszne uzupełnienia... pasowałoby do innego filmu czyli 1920BW bo faktycznie z konieczności wysyłano do walki ludzi, którzy jak twierdzili ich dowódcy "ledwo potrafią załadować karabin". Ale nie w przypadku Westerplatte, gdzie kierowano dobrze wyszkolonych żołnierzy o odpowiednich predyspozycjach.

- Podobnie jak z poruszaniem się w polu... przecież to jakiś śmiech na sali, co to niby jakieś pospolite ruszenie miało być czy co? Zresztą Niemcy nie lepsi... a już "atak" na placówkę "Fort" to nie wiem co miał przedstawiać. Na placówce "Prom" (jak pamiętam) to "w okopie chłop przy chłopie" - ktoś w ogóle miał jakiegoś konsultanta?

- Zresztą we wspomnieniach wyraźnie się pisze, że zajmowanie pozycji odbywało się bardzo sprawnie, było to przetrenowane, a atmosfera w dniach poprzedzających rozpoczęcie wojny była taka, że spodziewano się jakiegoś ataku (może nie wojny na taką skalę, a "zadymy" w Gdańsku na pewno). Tymczasem twórca filmu pokazuje jakieś pełne zaskoczenie i totalny chaos... zupełnie niezgodne z faktami.

Po prostu nikomu się nie chciało przygotować statystów, po prostu im rozdali karabiny ubrali byle jak w mundurki i kazali biegać... Zresztą o samych mundurach. Przecież na połowie tych statystów to one wiszą "jak na kiju". Takie coś owszem, gdyby pokazywano żołnierzy po paru miesiącach na froncie, wtedy faktycznie to może i powinno tak wyglądać... duży wysiłek, przemęczenie, słabe wyżywienie i pobrany wcześniej mundur na człowieku wisi. Ale ten film przedstawia pierwsze dni wojny... Jeszcze tak wyglądać nie powinno.

A zresztą do umundurowania to nikt wagi zanadto nie przykładał... mnie rozbawił mundur marynarski, jeszcze ze śladami wyprutej niemieckiej "gapy" - widać "trofiejny był", tyle że ciekawe kiedy i na kim.

- Scena nalotu nie lepsza... jakby bombowiec nurkujący wychodził z nurkowania tuż nad miejscem gdzie bomby zrzucają to by się własnymi bombami... wiadomo co.

Rzeczywiście, nawet laik jest w stanie zaobserwować niezdrową fascynację amunicją smugową...

Ech tam, chyba spec od efektów to nigdy nie widział strzelania amunicją smugową... raczej tylko "Gwiezdne Wojny" pooglądał. A nawet gdyby chciał zrobić efekt strzelania amunicją smugową to ktoś powinien mu powiedzieć, że się ładuje i ładowało co 3-5 nabój, a nie każdy.

To tak na szybko, bo dokładniej to musiałbym zmarnować dwie godziny na ponowne obejrzenie tej szmiry... Wizualnie jest to coś co przypomina kręcone masowo "na zachodzie" filmy tzw. "klasy B" - byle co, byle jak, byle było... po najniższych kosztach.

Osobiście nie mam nic przeciwko "podkręcaniu fabuły" w filmach wojennych, nie musi być to zgodne z rzeczywistością, można sobie dopisać jakąś "intrygę", można jak tutaj sobie kombinować z jakąś "niby tajemnicą" (kto dowodził, kto kogo tam swojego "rozwalił" itd.) w końcu to film. Ale jednak pewne realia i poziom tego trzeba zachować. Jak choćby to, że większość broni maszynowej była umieszczona w "kabinach bojowych" na dolnych poziomach wartowni i koszar, a nie w przestrzennych pomieszczeniach budynków. Że większość załogi Westerplatte to byli dobrze wyszkoleni i dość doświadczeni żołnierze (a nie ledwo wcieleni poborowi) itp.

PS. Nie będę się czepiał samej broni... bo to że większości po obu stronach są niemieckie Mausery 98k to norma, bo taka broń jest po prostu do zdobycia. Lepiej tak niż z jakimiś poobrapywanymi odlewami (choć i to dało się zauważyć w tych dokrętkach robionych nie na Litwie - bo na Litwę pojechały prawdziwe, choć niemieckie... akurat znam firmę co je dostarczała i był czas że wszystkie z nich miałem w ręku i przygotowywałem do tego wyjazdu). Podobnie jak można by zarzucić brak lkm-ów 08/15 - no ale też trudno o takie do nakręcania filmów. Można wybaczyć i zrozumieć.

Jednak w tych wszystkich scenach walk brakowało mi pokazania na czym polegała "siła obrony" Westerplatte - czyli, że był to co prawda liczebnie niewielki (odpowiednik kompanii) pododdział, ale uzbrojony w broń maszynową porównywalnie do 2 kompanii ckm (jak policzymy ckm-y i taśmowo zasilane lkm-y oraz moździerze 81mm) i 2 kompanii piechoty (podobna ilość rkm) na odpowiednio przygotowanych pozycjach. Tego mi brakowało by oddać pewien "klimat" walk... za to jest kupa bieganiny z powtarzalnymi karabinami.

Edited by Razorblade1967

Share this post


Link to post
Share on other sites
Z chęcią posłucham, tylko jakoś wszyscy wiedzą, że błędy były, ale jakoś tak od ręki nie potrafią ich wypunktować.

Osobiście preferuję, aby takimi sprawami zajmowali się fachowcy od rekonstrukcji, czy broni i uzbrojenia, tacy, jak np. Razorblade. Sam - wolę raczej czytać, niż się wymądrzać. Tak ad hoc, zauważyłem, że opowieść o śmieszno-strasznym obrazie tego filmu w oczach ludzi znających się pewnie lepiej ode mnie na sprzęcie wojskowym, rekonstrukcji i "realiach wojskowych" zajmuje istotną część z 32 stron dyskusji na forum www.dws.org.pl Link. Abym to streszczał chyba nie ma sensu, każdy może sobie poczytać.

To tak jakby Bruno był uprzejmym, mógłby zaprezentować foto-relację dana osoba walcząca na Westerplatte i jej filmowy odpowiednik.

Secesjonista raczy żartować? W filmie "Westerplatte" występuje około 50 postaci obrońców "znanych z nazwiska", plus jeszcze trochę takich, które można dosyć łatwo zidentyfikować. Zabawa może i przednia, ale trochę przydługa.

Każdy, kto zna film, a także - przynajmniej w jakimś zakresie - dokumentację fotograficzną związaną z Westerplatte, zauważy, że przy kręceniu "Westerplatte" starano się przy doborze aktorów zwracać uwagę na podobieństwo fizyczne. Choć oczywiście, nie ma mowy o występowaniu idealnych sobowtórów, a czasami od powyższej reguły nieco odstępowano (np. filmowy por. Grodecki, czyli Mieczysław Milecki oraz płk. Sobociński - Zdzisław Mrożewski - w ich akurat przypadku trudno mówić o dużym podobieństwie). Ale Zygmunt Hübner jako Sucharski, Arkadiusz Bazak jako Dąbrowski, Bogusz Bilewski (rzecz jasna bez kwiczołowskiej brody) jako Słaby, Andrzej Zaorski, jako "Mały" Kręgielski, czy Tadeusz Schmidt grający wieloletniego zawodowego o grubo ciosanej twarzy - Gryczmana, to naprawdę staranny dobór. Nie tylko pod względem talentu aktorskiego, ale i cech fizycznych.

Zresztą oddajmy głos naocznemu świadkowi.

Stefan Grodecki w wywiadzie dla gazety "Film" nr 38 z 1967 roku. Cytowane za: M. Borowiak, Westerplatte w obronie prawdy, Warszawa 2008, s. 84:

"Czy uważa Pan, że postacie na ekranie są podobne do autentycznych?

Tak, lecz od razu wyznam to, o czym myślałem w czasie całego filmu. Sucharski nie był wówczas tak opanowany i rozważny. (...) Widziałem jego wahania i rozterki, jego zdenerwowanie. Musiałem nieraz z kapitanem Dąbrowskim przekonywać go o potrzebie dalszego oporu.

Jest Pan jego antagonistą?

Zbyt formalistycznie traktował obronę Westerplatte. Sądzę, że myślał o kapitulacji już po dwóch dniach, bo zaczął wtedy o tym mówić. Uważał, że wypełniliśmy obowiązek, utrzymując placówkę dłużej niż planowało dowództwo".

Grodecki zatem po obejrzeniu filmu jednoznacznie uznaje, że postacie są podobne do pierwowzorów, rozwija jedynie wątek Sucharskiego, ale koncentrując się jednak nie tyle na podobieństwie fizycznym aktora, co na zachowaniu majora.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Taka moja uwaga natury ogólnej - film ma bawić, jeśli jest dobrze nakręcony pod względem fabularnym, dobrze dobrani są aktorzy którzy swoja pracę wykonują zadowalająco etc - to myślę nie ma się co czepiać ahistoryczności komend głosowych, uzbrojenia etc bo pewne skróty są skrótami symbolicznymi. Dla przykładu amerykanie na filmach czy to o wojnie w Wietnamie czy innych zawsze mają M-16 niezależnie od tego, że masowe wprowadzenie tej broni to nie połowa lat 60tych - ale w filmach np o kosmitach, gdzie są jakieś retrospekcje na 1964 np zawsze wojsko ma M-16. Bo ten karabin jest symbolem amerykańskiego żołnierza. Podobnie rzymski legionista - musi mieć lorica segmentata i niezależnie od okresu, prawdopodobieństwa posiadania takiego pancerza etc - zawsze go ma. Bo to symbol po którym łatwo rozpoznać, ze to nie jakiś tam żołnierz ale legionista.

Share this post


Link to post
Share on other sites
amon   

Taka moja uwaga natury ogólnej - film ma bawić, jeśli jest dobrze nakręcony pod względem fabularnym, dobrze dobrani są aktorzy którzy swoja pracę wykonują zadowalająco etc - to myślę nie ma się co czepiać ahistoryczności komend głosowych, uzbrojenia etc bo pewne skróty są skrótami symbolicznymi. Dla przykładu amerykanie na filmach czy to o wojnie w Wietnamie czy innych zawsze mają M-16 niezależnie od tego, że masowe wprowadzenie tej broni to nie połowa lat 60tych - ale w filmach np o kosmitach, gdzie są jakieś retrospekcje na 1964 np zawsze wojsko ma M-16.

Zabierasz Furiuszu głos w sprawie, wiedząc że nie masz racji. Gdyby rzymski legionista walczył pod Adrianopolem w uzbrojeniu z Republiki Rzymskiej zgrzałbyś się. Tak sądzę. Dlatego tym bardziej dziwi mnie Twój głos w temacie. Polskiego Mausera doceni oko każdego fana, i nie tylko, uzbrojenia II RP, a niemiecki Mauser zawsze razi do łez. Stąd głos Razora. Co do komend, sprawa równie ważna. Wie ten, kto był lub jest żołnierzem. Ja byłem.

Edited by amon

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   
Zabierasz Furiuszu głos w sprawie, wiedząc że nie masz racji. Gdyby rzymski legionista walczył pod Adrianopolem w uzbrojeniu z Republiki Rzymskiej zgrzałbyś się. Tak sądzę. Dlatego tym bardziej dziwi mnie Twój głos w temacie. Polskiego Mausera doceni oko każdego fana, i nie tylko, uzbrojenia II RP, a niemiecki Mauser zawsze razi do łez. Stąd głos Razora. Co do komend, sprawa równie ważna. Wie ten, kto był lub jest żołnierzem. Ja byłem.

No widzisz Amonie - tu nie masz do końca racji, bo np Gladiator mi się podobał ale ahistoryczności jest tam mnóstwo choćby wejściowa bitwa gdzie pod koniec wojen markomańskich takiej bitwy nie miało nawet prawa być. Pasja mela Gibsona też mi się całkiem podobała ale przypatrzmy się uzbrojeniu - Rzymianie noszą miecze przy prawym boku jak być powinno ale za to na pasie biodrowym a przecież pas od miecza winien przez bark przechodzić. Co maja na sobie - lorica segmentata, niby już w Kalkriese jest ale nie chce mi się wierzyć by wszystkie jednostki w Imperium już w czasach krzyżowania Jezusa miały ten pancerz. Podobnie z hełmem który wygląda na model wprowadzony w czasach wojen dackich. A panowie co biczują Jezusa maja na sobie skórzane wersje lorica segmentata. Nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie - to znaczy widzę różnice ale póki film jest dobry to mi to nie przeszkadza. Co innego przy gniocie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taka moja uwaga natury ogólnej - film ma bawić, jeśli jest dobrze nakręcony pod względem fabularnym, dobrze dobrani są aktorzy którzy swoja pracę wykonują zadowalająco etc - to myślę nie ma się co czepiać ahistoryczności komend głosowych, uzbrojenia etc bo pewne skróty są skrótami symbolicznymi.

Masz rację... film ma bawić i mieć dobrą fabułę. Tylko, że TW jest po prostu nudny, fabuła nie powala, a do tego jest nakręcony po prostu tandetnie. A najgorsza jest ta tandeta właśnie - świadczy o braku szacunku dla widza.

Tak mi się nasunęło... niedawno skończył się taki serial "Strike Back". Fabuła prosta, wręcz prymitywna - ale nie nudna. W zasadzie produkcja na zasadzie 100% akcja... nasi bohaterowie reprezentujący "tych dobrych" jeżdzą i biegają po świecie walcząc z "tymi złymi". Jednak zachowano szcunek dla widza (widz też miewa ochote na prostą i typowo rozrywkową fabułę) i aktorzy przygotowali się (zostali orzygotowani) do roli. Karabiny im nie przeszkadzają, wręcz obsługują je tak, że poza profesjonalistami ciężko o zauważenie błędów, rzuca się w oczy trzymanie broni w pomieszczeniach (żadnego idiotyzmu powszechnego w tandecie czyli trzymania pisoletu w wyciągniętych rękach), zachowanie "w polu", w "akcji". Oczywiście cała akcja ma swoje prawa... bohaterowie biją wroga masowo, nawet jak obrywają to szybko się "wylizują", a w ogóle są "oh i ah". Ale wizualna strona jest dopracowana, aktorzy i statyści grają na poziomie, widać przygotowanie do ról i profesjonalnych konsultantów. Mimo że proste i typowo rozrywkowe to widać szacunek dla widza... nie traktowanie go jak idioty.

Co nam reprezentuje TW i inne produkcje naszych "filmowców"? Tandetę, bylejakość przy górnolotnych oświadczeniach, że tworzą (sic!) "dzieła" z "przesłaniem". I chyba w to wierzą sami, bo jako widz widzę, że tworzą tylko tandetę na poziomie telenoweli.

Z zażenowaniem (bo lubiłem dawne polskie wojenne kino... parę lat temu wykazywałem, że niekóre PRL-owskie produkcje pomimo braklu środków i siermiężności potrafiły być lepsze niż zachodnie) stwierdzam, że proste i popularne produkcje serialowe "ze świata" przewyższają nasze, rodzime produkcje filmowe i to takie, o których twierdzi się, że są jakieś "z przesłaniem", że są jakimś "dziełem" etc.

Share this post


Link to post
Share on other sites
film ma bawić
Masz rację... film ma bawić i mieć dobrą fabułę.

Ja bym to trochę zmodyfikował. Na tezę, że film ma się podobać i mieć jakiś sens. Bo nie każdy musi bawić. Film o Holocauście będzie wzruszał, edukował, ale czy bawił?

Problem z "Tajemnicą..." polega na tym, że mówiąc językiem Gustlika "diabeł wie co to je"? Czy "to coś" ma wzruszać, edukować, czy bawić? W sumie - nie spełnia żadnej z tych przesłanek.

A użycie historycznych nazwisk, sugerowanie ujawnienia jakieś "tajemnicy", odwołanie do konkretnych wydarzeń, chronologiczność opowieści ("dzień pierwszy" itp.) sugeruje, że był w tm wszystkim jakiś dziwaczny zamiar edukacyjno-poznawczy. Za taką edukację to ja bardzo dziękuję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.