Skocz do zawartości

jakober

Użytkownicy
  • Zawartość

    409
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez jakober

  1. KROSNO ODRZAŃSKIE - zapomniane polskie ziemie

    Śląsk to kraina historyczna, więc miasto nigdy nie przestało leżeć na Śląsku niezależnie od przemieszczania się granic podziału terytorialnego. Tak samo przecież sam Wrocław nigdy nie przestał leżeć na Śląsku mimo, iż był w swej historii raz po tej, raz po innej stronie zmieniających się przez wieki granic terytorialnych (w uproszczeniu mówiąc) Czech, Austrii, Prus czy Polski.
  2. Akt 1. W centrum Kolonii stoi jedna z największych katedr w Europie. Śmiała gotycka konstrukcja, poruszający wyraz wiary jej XIII-wiecznego projektanta we własne i ludzkie możliwości. Wokół budowy katedry w Kolonii i mistrza Gerarda von Rile – jej głównego projektanta i pierwszego budowniczego narosły legendy, w których główną rolę gra pakt mistrza z diabłem. Choć rzecz dotyczy wydarzeń średniowiecza, legendy pierwszy raz spisane zostały bodajże pod koniec XIX wieku. Czy budowie katedry już w XIII wieku towarzyszyły opowieści o pakcie mistrza z diabłem? Mistrz zginął wskutek upadku z wysokości w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego czwórka dzieci dokonała żywota obciążona chorobą umysłową. Choć prace budowlane trwały jeszcze przez niemal dwa wieki po śmierci mistrza, do końca XV wieku nie wzniesiono wież, ostatecznie budowa zamarła. W miejscowych legendach budowa katedry zdobyła sławę obciążonej kląwą. Katedrę ukończono dopiero, po długiej przerwie, w XIX wieku. Akt 2. Irlandzki pub w centrum akademickiego niemieckiego miasta. Coponiedziałkowy quiz – zabawa intelektualna dla braci akademickiej i przygodnych pasjonatów wiedzy nie zawsze praktycznej. Jedno z pytań tego wieczoru: Czy szatan jest władcą piekła? Odpowiedź na zasadzie: "tak" lub "nie". Po całej serii pytań – czas na rozwiązania. Młode czerwonowłose dziewczę robiące tego wieczoru za moderatora, przy pytaniu o szatana, z ciekawym brytyjskim akcentem (taka zasada, iż cały quiz odbywa się w j. angielskim) podaje poprawną odpowiedź: „Nie”. Uzasadnienie: w Biblii nigdzie nie pojawia się szatan / diabeł. Nie wytrzymuję i pytam: „Czy słyszał ktoś może o księdze Hioba lub zna fragment Nowego Testamentu przedstawiający obraz kuszenia Jezusa na pustyni?” Sporo zdziwionych spojrzeń, wielu zaczyna googlować. Chwila ciszy, w końcu rozlega się szmer. „No i?” pytam, przy czym nie ukrywam, lekko bojowy nastrój to po części efekt Guinessa. Po krótkiej chwili werdykt: Odpowiedź na „tak” też jest prawidłowa. Zawsze to coś, poza tym lubię tę cienką warstewkę pianki w Guinessie. Za chwilę takie samo zamieszanie powstaje z kolejnym pytaniem. Tym razem o to (i to nie ja tym razem), czy dodanie oliwy do gotowanego makaronu zapobiega jego sklejaniu się. I tak intelektualne kontrowersje wokół diabła wśród narybka XXI-wiecznej inteligencji ladują w jednym kotle ze spaghetti. Pozwoliłem sobie w nieco nietypowy sposób ukazać drogę do pytania, które chciałbym tutaj zadać, a które wydaje mi się historycznie (a może i po części religioznawczo) ciekawe: jak to jest z tym diabłem? Kiedy wkroczył do chrześcijaństwa? Czy jest częścią teologii, czy częścią wierzeń? Czy jego obecność w chrześcijańskiej i społecznej świadomości średniowiecznej Europy była znacząca i jest faktem, czy też jest ten obraz bardziej efektem późniejszych teorii na temat średniowiecza i ludowych legend? Kiedy powstały pierwsze legendy z diabłem w roli głównej? (i po części filozoficzne: co się, do diabła, i kiedy zmieniło?)
  3. AK kontra GL

    Podobnież i postawa Brytyjczyków wobec de Gaulle'a tak w trakcie operacji Torch jak i Overlord, czy impas francusko-amerykański w styczniu 1945 roku w kwesti obrony Strasbourga. Lub postawa Aliantów we Włoszech, szczególnie wobec wzmożonych akcji włoskiego ruchu oporu we Włoszech północnych, liczacego na rychłą kampanię wojsk zachodnich w kierunku Alp i pozostawionych na pastwę wojsk niemieckich po publicznym ogłoszeniu przez Alexandra przez radio informacji, że na zimę 1944/1945 nie planuje ofensywy. Tudzież los Jugosławii, w której walki w trakcie II wojny światowej przecież Brytyjczycy się angażowali. Brytyjska i amerykańska polityka wobec Polski i Polskiego Rządu na Uchodźctwie, szczególnie od momentu ataku III Rzeszy na ZSRS, nie była też przykładem uczciwości i zaufania. Więc to, że ktoś czegoś oficjalnie na siłę nie instalował, nie oznacza, że nie podchodził do kwestii wyzwalanych krajów arbitralnie i bez większego względu na dobro owych krajów z perspektywy walczących przy jego boku lub dla jego korzyści przedstawicieli sojuszniczych sił i władz tych krajów. Oczywiście, nie ulega absolutnie wątpliwości, że sowiecki i stalinowski terror to zło w czystym wydaniu i że opcja wyzwolenia przez siły sowieckie oznaczała dla Polski przejście ze stanu jednej okupacji w stan drugiej. Ale nie można przemilczać faktu, że to w dużej mierze polityka zachodnich mocarstw alianckich przyczyniła się do faktu, iż Polsce innej opcji nie pozostawiono. I z dzisiejszej perspektywy wiemy, że nadzieje na wyzwolenie Polski przez wojska zachodnie można było wpisać tylko w kategorię marzeń, raczej nierealnych. I w tym kontekście odpowiedzialność za inspirowanie bratobójczych walk w obliczu okupacji w Polsce można, z pełnym zastrzeżeniem zdecydowanego, bezpośredniego wpływu sowietów, przypisać również nieuczciwej wobec Polski polityce zachodnich mocarstw alianckich i płynacych w jej skutek do Polski sygnałów z Londynu. Podkreślam: z olbrzymią, niepodważalną przewagą winy po stronie sowieckiej.
  4. Husytyzm

    Gdybyś zadał sobie trud czytania do końca choćby i tych materiałów, które sam cytujesz, to dotarłbyś do tej części: Nom commun 1 [modifier le wikicode] catin \ka.tɛ̃\ féminin 1.(…) 2.(Vieilli) Fille de la campagne. On dit aussi dans ce sens catiche. Gdybyś miał wytrwałość drążyć dalej, to doszedłbyś i do innych słowników i definicji: CATIN (s. f.)[ka-tin] 1. Nom de fille et surtout de fille de la campagne, abréviation de Catherine. On dit aussi Catiche. • "Dans ce hameau, je vois de toutes parts De beaux atours mainte fillette ornée ; Je gagerais que quelque jeune gars Avec Catin unit sa destinée" (DESHOULIÈRES Ball. sur la nécessité d'un peu de fortune quand on se marie) z których Wiki, na którą się tu powołujesz, najwyraźniej czerpie. To łącznie 1 minuta klikania i parę minut czytania. Gdybyś... Ale tego nie robisz. Poprzestajesz na przeczytaniu pierwszego zdania i, nie czytając dalej, budujesz swoje historie. Wolne od rzeczywistości. Zacznij czytać do końca.
  5. Husytyzm

    Pisząc w j. francuskim słowo głowa, pisze Euklides tête czy tete? Zresztą. Tu ma Euklides etymologię francuską: http://www.cnrtl.fr/etymologie/tette a tu włoską: https://www.etimo.it/?term=tetta Jak Euklides się upiera, że po włosku głowa to tetta, to niech przy tym zostanie. Zawsze to jakiś zastrzyk adrenaliny dla towarzyszących Euklidesowi w podróżach po Italii. Apropos Catin jako imienia, to w podanym wcześniej wyjaśnieniu etymologii wyraźnie jest napisane: jeśli to oznacza ladacznicę, to... to niech sobie w świecie Eukllidesa oznacza. Nawet Catherinie, jak dla mnie, może dla Euklidesa to oznaczać. Most może być Mostem Głów, husyci katarami... Ja tam się zmęczyłem. Koniec OT.
  6. Husytyzm

    Francuskie słowo: tête - głowa pochodzi (według francuskich słowników etymologicznych) od łacińskiego słowa testa, oznaczającego pierwotnie ogólnie objekt z terakoty (np. wazę, ale i płytkę), z czasem muszlę, skorupę. W IV-V w. n.e. słowo znaczyło już czaszkę, a do X przejęło znaczenie głowy w mowie potocznej, funkcjonując równolegle ze słowem caput w języku oficjalnym. (więcej o etymologii słowa można znaleźć pod tym linkiem: http://cnrtl.fr/etymologie/tête) Natomiast inne słowo francuskie: téton – sutek, pochodzi od słowa tette/tete oznaczającego już co najmniej w języku francuskim XII wieku pierś, a pochodzącego z kolei od słowa *titta w języku zachodniogermańskim (germ. occ.) o tym samym znaczeniu. Od tego słowa pochodzi i współczesne angielskie słowo teat (zwierzęcy sutek, a wulgarnie tits o piersiach), i holenderskie tit, i niemieckie Zitze – wymię, zwierzęcy cycek (w mowie potocznej, wulgarnie o piersiach – Titten, czyli cycki, wymiona o kobiecych piersiach). W języku włoskim słowo tetta oznacza pierś, cycek. Przy czym włoski słownik etymologiczny stawia na łacińskie słowo *tĭtta – sutek. Ostatecznie, czy z zachodniogermańskiego, czy z łaciny, niech się etymologowie różnych krajów między sobą dogadują. Jak by nie było, nazwa mostu Ponte della Tettes tłumaczona jest jako „Most Cycków”, a do tego w XII wiecznym języku francuskim istniało słowo tette/tete w znaczeniu "piersi". Z jakich zatem powodów pan Monteilhet stawia na głowy, to już zapewne jego słodka tajemnica, podobnie jak i cała reszta rewelacji, które on przy tej okazji według Euklidesa wypisuje. Być może akurat tymi informacjami nie dysponował, a coś napisać musiał lub chciał, co na jedno wychodzi. O piersiach miło się pisze, ale kończę ze swej strony ten OT, bo o husytach ma być mowa, nie o cyckach. Chyba, że jest coś ciekawego do poruszenia w kwestii wokół piersi tudzież nagości w kontekście husytyzmu?
  7. AK kontra GL

    A gdzie byli w styczniu 1944 roku, gdy Armia Czerwona stanęła na przedwojennej wschodniej granicy Polski? W lipcu 1944 roku, gdy Armia Czerwona przekroczyła Bug? Lub pod koniec stycznia 1945 roku, gdy stanęła na linii Odry? Już 17 marca 1945 roku Eisenhower wydał rozkaz Pattonowi odstąpienie od planu wkroczenia do Czechosłowacji, zanim Patton jeszcze dotarł do Renu, a 28 marca 1945 roku, w dniu gdy Patton dumnie zameldował swemu głównodowodzącemu, że „właśnie nasikał do Renu”, tenże Eisenhower wysłał depeszę do Stalina z propozycją, że wojska amerykańskie i sowieckie mogą spotkać się na linii Erfurt-Lipsk-Drezno. Ten artykuł zdaje się temu zaprzeczać: https://ww2db.com/battle_spec.php?battle_id=310 Wszak 6 maja Amerykanie wchodzili do Pilzna... A zasadnicze pytanie: Dowodem na co miałby być fakt wkroczenia oddziałów Pattona do Pilzna 6 maja 1945 roku? Chyba tylko tego, że Patton miał większe jaja niż Eisenhower. Tylko co to miałoby wnieść w kwestii polskiego podziemia i Polski niepodległej i wolnej od komunizmu? Nie przyniosło nawet nic Pradze: "6 May 1945 (…) Czechoslovakia Czech resistance leaders made a radio broadcast, appealing to the Americans for military assistance in their war against the Germans, not knowing that the Western Allies had already made a deal with the Soviet Union in terms of operational boundaries in Central Europe." (World War II Database, WW2 Timeline).. *** Natomiast wracając do mojego osobistego zdania, że można sytuację w polskim podziemiu w czasie okupacji nazwać wojną domową, to mam pytanie dotyczące opisu sytuacji przedstawionego przez Ciekawego we wklejonym na końcu poprzedniej strony wątku tekście. Między innymi do tej perspektywy: Tymczasem w „Zarysie dziejów polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956” Sławomir Poleszak, Leszek Wnuk, stanowiącego wstęp do wydanego przez IPN w 2007 roku „Atlasu Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944-1956” Warszawa – Lublin 2007 możemy przeczytać m.in.: "Inną drogę obrali przywódcy środowisk narodowych. Po fiasku planu „Burza” w listopadzie 1944 r. liderzy podziemnego Stronnictwa Narodowego uznali, że żołnierzy wywodzących się z podlegających tej partii formacji zbrojnych - Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych - umowa scaleniowa z AK już nie obwiązuje i powołali do życia, afiliowane przy SN, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe." To trochę dziwne, jako że w całym tekście Ciekawego AK i NSZ , podobnie jak cytaty z „Biuletynu Inforamcyjnego” i „Szańca” przedstawiane są równolegle i zamiennie, a brak odwołania do okresów i okoliczności i niesionych z nimi położeń budują obraz braterskiej wspólnej walki z komunistami, różnice wydają się być nie warte uwagi, a ich współpraca „układa się w miarę poprawnie.” Tymczasem profesor Stanisław Salmonowicz w artykule: „Dylematy Polskiego Państwa Podziemnego (1939-1945)” pisząc: „Ujawnienie zbrodni katyńskiej i zerwanie stosunków dyplomatycznych między obu państwami stworzyło nową sytuację. Odtąd, jak później to chyba nie bez ironii określano, ZSRR był tylko sojusznikiem naszych aliantów, ale wobec Polski był, jak poprzednio, wrogiem. (...)” stwierdza dalej: "(...) Kierownictwo PP musiało rozważyć problem stosunku do tworzonego w kraju podziemia komunistycznego oraz zbliżającej się do granic Polski Armii Czerwonej. Propaganda komunistyczna i ruch partyzancki GL-AL, a zwłaszcza partyzantka radziecka na terytoriach za Bugiem, budziły już poważne zaniepokojenie w 1943 r. PPR, podobnie jak skrajna prawica z jej siłami zbrojnymi (NSZ), nie uznawała ani rządu RP w Londynie, ani Delegatury Rządu RP na Kraj i nie chciała podporządkować swoich struktur militarnych AK. W istocie skrajna prawica i PPR to były struktury podziemne wrogie Państwu Podziemnemu. Komuniści polscy na służbie moskiewskiej byli naszymi wrogami. Co do tego ani kierownictwo AK, ani główne partie polityczne popierające Rząd RP nie mieli wątpliwości. Toczyła się od pewnego momentu ostra walka propagandowa. Podobnie, siłą rzeczy, oba obozy prowadziły wobec siebie działania wywiadowcze. Tylko skrajna prawica (NSZ) podejmowała działania konfrontacyjne wobec komunistów. Prowadziło to nieraz także do działań wrogich wobec ludzi w strukturach PP, podejrzanych (z reguły bezpodstawnie) o sympatie komunistyczne. (…) Delegatura Rządu na Kraj i KG AK odrzucały działania, których intensyfikacja prowadziłaby do wojny domowej „w podziemiu”, korzystnej w pierwszym rzędzie dla Niemców. Stąd powtarzane w KG AK pojęcie Treuga Dei na czas wojny między Polakami, czyli swego rodzaju rozejmu z przeciwnikami politycznymi. Dziś to stanowisko jest krytykowane, natomiast zarówno w kręgach PPS-WRN i SL oraz w kierownictwie Armii Krajowej zdawano sobie sprawę z konieczności realnego przeciwstawiania się propagandzie komunistycznej, (...)”. Dalej, opisując przełom lat 1942/1943, przedstawia on sytuację następująco: „Jeżeli nie tyle wpływ propagandy komunistycznej i akcji G.L., co konieczności wynikające z ogólnej polityki represyjnej, powodują stopniowe narastanie ruchu partyzanckiego w G.G. kierowanego przez ZWZ-AK, to sprawa Zamojszczyzny otworzyła drogę do pierwszego otwartego lokalnego oporu zbrojnego przeciwko władzy niemieckiej. Zamojszczyzna została upatrzona na pierwszy teren kolonizacji niemieckiej w G.G. już w planach od 1940 r. Od listopada 1942 r. plan ten szeroko realizowano, wysiedlając i deportując ludność wsi. W sumie do końca stycznia 1943 r. poddano brutalnym represjom około 60 tys. Polaków. Podjęta została miejscowa, saoobronna walka z kolonistami niemieckimi i przejęcie tej samoobrony przez oddziały BCH i AK [Instrukcje w tej mierze władz PP zostały zatwierdzone przez Rząd RP uchwałą z dnia 25 grudnia 1942 r. Uchwała Rządu nakazywała jednak ograniczyć opór czynny do terenu Lubelszczyzny.] (...) Tymczasem NSZ w tej epoce unikają już akcji antyniemieckich, pozostają nadal poza strukturami PP, a równocześnie, w różnych swoich ogniwach (zwłaszcza kieleckich), wchodzą w lokalne kontakty z niemieckimi służbami specjalnymi. Od 1943 r. koncentrują się raczej na walce z komunistami lub osobami uważanymi za lewicowe. Trudno też nie pamiętać, że mamy fakty zbrodni na ukrywających się Żydach. Fakt ten dotyczy także innych środowisk zdemoralizowanych okupacją niemiecką, ale nie można tej kwestii tendencyjnie uogólniać.” Zatem twierdzenie o „w miarę poprawnym układaniu się współpracy” między AK, BCH i NSZ jest chyba mocno naciągnięte, by nie powiedzieć skrzywione? Puentą dającą do myślenia może być kolejny fragment z cytowanego na początku „Zarysu dziejów …” wydanego przez IPN: "(...) Stronnictwo Narodowe od początku wojny było jednym z filarów rządu RP na uchodźstwie oraz stojącego na gruncie ciągłości państwowej II RP podziemia w kraju. Zajęcie Polski przez Armię Czerwoną i powstanie PKWN doprowadziło do rozłamu wśród partii politycznych tworzących zaplecze tego rządu. Przywódcy SN uznali odejście z rządu dotychczasowego premiera, lidera Stronnictwa Ludowego Stanisława Mikołajczyka i podjęcie przez niego rozmów z komunistami za zdradę i poparli nowy, stworzony bez udziału ludowców gabinet. W efekcie od grudnia 1944 r. to głównie SN tworzyło zaplecze rządu RP na uchodźstwie. Po rozwiązaniu AK i stopniowej likwidacji agend tzw. podziemia londyńskiego SN i podległe mu NZW stały się najważniejszą siłą działającą w Polsce z mandatu rządu emigracyjnego. (…) Na mapie polskiego podziemia na skrajnej prawicy sytuowała się konspiracja wywodząca się z Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” (ONR-ABC). W okresie II wojny światowej Organizacja Polska ONR powołała do życia własną formację wojskową - Związek Jaszczurczy, który następnie wszedł do Narodowych Sił Zbrojnych. Działacze OP nie zgadzali się z koncepcją powołanej do życia na przełomie 1944 i 1945 r. organizacji zbrojnej - Narodowego Zrzeszenia Wojskowego. Po nieudanej próbie zamachu na dowództwo NSZ odcięli się od tej inicjatywy. Odrzucili zwierzchność SN, nie przekazali swoich żołnierzy do NZW i pozostali przy nazwie NSZ. W praktyce w tym okresie OP stała się integralną częścią NSZ, stąd też często używa się nazwy NSZ-OP. (…) W pierwszej połowie 1944 r. jedyną uwzględnianą przez liderów OP i NSZ drogą do odzyskania niepodległości był wybuch III wojny światowej. W związku z tym zakładano, iż należy ewakuować z kraju główne siły NSZ. W styczniu 1945 r. dowódcy głównego zgrupowania NSZ-OP, Brygady Świętokrzyskiej, podjęli rozmowy z Niemcami. Uzyskali od dowództwa Wehrmachtu zgodę na ewakuację na zachód. Brygada Świętokrzyska przeszła wraz z jednostkami niemieckimi na Morawy, a następnie przedostała się do amerykańskiej strefy okupacyjnej. (…). W lipcu 1945 r. przywódcy OP dokonali radykalnej rewizji dotychczasowej koncepcji działalności. Doszli do wniosku, że sytuacja międzynarodowa ustabilizowała się i nie ma szans na wybuch nowego światowego konfliktu. Wydali polecenie rozwiązania oddziałów zbrojnych i włączenia się w nurt legalnego życia w duchu zgodnym z założeniami NSZ-OP.” Doprawdy, aż korci by zapytać: W zamian za jakie obietnice lub dzięki czemu Brygada Świętokrzyska NSZ-OP w ogóle mogła z Niemcami rozmawiać, po czym dostała zgodę dowództwa Wehrmachtu i przeszła z jednostkami niemieckimi na Morawy? Uzasadniona będzie uwaga, by w rozpatrywaniu omawianej w wątku kwestii „AK kontra GL” zrezygnować z wrzucania AK do jednego worka z NSZ? W ogóle nie łączyć AK z NSZ. Bo, jak to sam Ciekawy powiedział: *** Moje pytanie brzmiało, czy taki bilans został przeprowadzony. Z odpowiedzi wnioskuję, że nie. A szkoda. Bo być może ukazał by w liczbach sytuację z nierozpatrywanej strony i skłonił do nowych spostrzeżeń.
  8. Blondynka w Gotenhafen

    Dopiero teraz zauważyłem ten wątek. I od razu wciągnęło mnie przeglądanie filmów! Dotarłem do playlisty "The Spirit of Liberation". Filmowane ujęcia Berlina czy Hamburga z lata 1945 roku, do tego w kolorze, mają w sobie coś... nie wiem... Hipnotyzują i raz po raz człowiek musi sobie przypominać, że wojna skończyła się zaledwie przed paroma miesiącami. Szczególnie przy ujęciach z berlińskiej pływalni, plaży czy choćby samej jazdy autostradą...
  9. No fakt. Czyli raszpla, która już nie nadaje się do tego, do czego nadawać się miała...
  10. AK kontra GL

    Ta konkluzja wydaje mi się dość trafna. Mi nasuwa się też wniosek, że przedstawiony tekst jest jaskrawym obrazem wewnętrznego rozłamu. Np. przy komentarzu w oparciu o Artykuł 110 § 1 przytoczonego Kodeksu Karnego zastanawia mnie dlaczego argumentem do jego interpretacji jest nastawienie ogółu społeczeństwa oraz stanowisko NSZ wobec ZSRR. Jeżeli bowiem na podstawie tylko i wyłącznie tych dwóch czynników przyjąć status ZSRR jako wroga, to jak traktować przytoczony fakt pomagania przez AK sowietom w zdobywaniu poszczególnych miast? Czy według tego kryterium AK nie "działała na korzyść nieprzyjaciela"? Jeśli nie, to czy NSZ nie działały "na szkodę sił sprzymierzonych"? A skoro Rząd w Londynie oficjalnie nie uznał ZSRR za pańswo wrogie i nie był z nim w stanie wojny, a NSZ Rząd w Londynie uznawały, ale najwyraźniej nie uznawały oficjalnego stanowiska Rządu wobec ZSRR, to co z Artykułem 93? Oczywiście, w Rządzie nastąpił rozłam co do polityki względem ZSRR, ale biorąc za miarę stanu prawnego wyłącznie stanowisko NSZ, to czy NSZ uznało co najmniej część Rządu za zdrajców i skazało na śmierć? Dla mnie jest to obraz olbrzymiego rozłamu, który, gdy patrzeć na sprawę z zewnątrz, ostatecznie był problem wewnętrznym kraju, osłabiającym jego pozycję międzynarodową. A wracając do wklejonego przez Ciekawego tekstu: Czy takiej analizy wzajemnych stosunków stron konfliktu oraz nastawienia wobec tych bądź innych aktów prawnych nie możnaby zebrać również w przypadku wojny domowej w Hiszpanii czy Jugosławi (tej z czasu II wojny światowej)? Ile byłoby analogii... W wojnie domowej zawsze jest strona, której mozna przypisać obronę status quo, i jest strona, której można przypisać cel jego zburzenia. Od strony burzącej trudno oczekiwać chęci przestrzegania tego, co burzy. W walce o władzę trudno oczekiwać, że strony przeciwne będą uznawać siebie na wzajem jako władze prawowite. Gdy przebiega owa walka bez przemocy, można mówić o opozycji. Ale gdy w grę wchodzi wzajemne zabijanie, to mamy wojnę domową. Czy ofiar jest sto, czy tysiące, nie ma znaczenia. I powrócę mimo wszystko do pytania z mojego poprzedniego postu, o bilans działalności zbrojnej polskiego podziemia:
  11. Tyz prowda Ale wtedy to chodzi o wysokie cholewki? Lub cholewy? Bo cholewka chyba jednak to ogólnie ta skórzana część buta powyżej podeszwy. No jak jej lico już nie jest gładkie a swego chłopa nieustannie i ostro szlifuje....
  12. AK kontra GL

    Dziękuję Jancecie, bardzo miło usłyszeć takie słowa. Moje zakończenie dyskusji dotyczyło tematu formy. Natomiast co do mojej oceny omawianego tu faktu zbrojnej walki między poszczególnymi ugrupowaniami / partiami podziemia, to uważam, że zdanie z dalszych słów Ciekawego warte są, by głębiej się nad nimi pochylić. Zgadzam się z tym, że stan dyplomatyczny pierwszych lat wojny, a konkretniej do lipca 1941stawia ZSRR w pozycji nieprzyjaciela. Jednak ten stan dyplomatyczny zmienił się diametralnie wraz z układem Sikorski-Majski zawartym 30 lipca 1941 roku. Na mocy tego układu Polska i ZSRR przystąpili do jednej, wspólnej koalicji antyhitlerowskiej. I ten stan polityczny nie uległ zmianie aż do momentu zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską przez ZSRR po sytuacji zaistniałej wobec odkrycia grobów katyńskich 25 kwietnia 1943 roku. Przy czym i tutaj istotny jest pewien szczegół: stosunki zerwała wyłącznie strona ZSRR, ale nie zerwała ich strona polska, reprezentowana przez Rząd RP na uchodźctwie. I drugi drobiazg: zerwanie tych stosunków przez ZSRR nie unieważniało podpisanego układu i zawartych w nim jednostronnych deklaracji. A deklaracje te brzmiały ze strony radzieckiej: traktaty radziecko-niemieckie z 1939 roku tracą moc. Ze strony polskiej: Rząd RP nie jest zawiązany żadnym układem skierowanym przeciw ZSRR. Układ ten skutkował też konkretnym stanowiskiem Rządu RP w Londynie, o którym związane z nim polskie podziemie zostało poinformowane: okólnikiem nr 12 Szefa Sądownictwa Wojskowego, postanawiającym, by od 30 lipca 1941 roku nie traktować ZSRR jako nieprzyjaciela. A zatem pytanie: na jakiej podstawie słowa o „współpracy z agenturą wrogiego państwa”, jeśli Rząd RP stwierdza, że nie prowadzi polityki wrogiej ZSRR i nie traktuje go jako nieprzyjaciela? Wrogiem koalicji, w której wspólnie uczestniczyły i ZSRR i Polska, była III Rzesza. Fakt iż w parę lat po zakończeniu drugiej wojny światowej nastała zimna wojna i konfiguracja uległa zmianie; podobnie jak fakt naszego polskiego doświadczenia tak sprzed lipca 1941 roku jak i powojennego wraz ze zdobywaną wiedzą na temat stalinowskiego ZSRR; w tym konkretnym przedziale czasowym między końcem lipca 1941 a końcem wojny, prawnie nie dawał żadnej podstawy do mówienia o ZSRR i Polsce jako państwach nieprzyjacielskich. Zatem pytanie: czy można w oparciu o podpisane ówcześnie wzajemne układy udowodnić, że Polska i ZSRR po 30 lipca 1941 roku były wobec siebie formalnie państwami wrogimi? Natomiast co do przytaczania liczb: czy zdobył się ktoś na zestawienie efektów zbrojnych działań polskiego podziemia z uwzględnieniem stosunku ilości zabitych wrogów, czyli żołnierzy i funcjonariuszy działających jednoznacznie pod sztandarem III Rzeszy (z pominięciem Powstania Warszawskiego by nie zamazywać interesującego wyniku) do ogólnej ilości zabitych członków opozycyjnych ugrupowań i sprzyjających im cywilów, ewentualnie z uwzględnieniem trzeciej kategorii: ilości zabitych sowietów w okresie i na terenie sowieckiej okupacji przed 30 lipca 1941 roku?
  13. Muszę przyznać, że koledzy bardzo fajnie wszystko wytłumaczyli. secesjonisto - dzięki za obszerne opisy i bibliografię! Ciekawa lekcja dla mnie, że to co uważałem za spadek mojej rodzinnej gwary, funkcjonuje zdecydowanie szerzej Jeśli chodzi o materiały (skóry) i narzędzia, to definicje pokrywają się z poznańskim gwarowymi. Jedyne rozbieżności (nie we wszystkich przypadkach) z gwarą poznańską dotyczą części obuwia i czynności: Flek w gwarze naszej to dokładnie to, co opisał secesjonista. Natomiast kapka w przypadku mowy poznańskiej, to osobno cięta skóra na nosek buta. Glasowanie to rzeczywiście polerowanie, ale definicja czynności ograniczona jest do polerowania podeszwy. Do polerowania jako takiego mamy glancowanie. Szarfowanie to inaczej ścienianie podeszwy, ścinanie jej do określonej grubości. No i rajgowanie to przyszywanie cholewki do podeszwy. Przyznaję że jeśli chodzi o czynności, to musiałem się podeprzeć "Mową mieszkańców Poznania" M.Gruchmanowa, M. Witaszek-Samborska oraz M. Żak-Święcicka, Poznań 1986.
  14. Husytyzm

    No cóż, ewidentnie mijasz się z prawdą co do samego już wyjaśniania tego, co sam powiedziałeś. Napisałeś (wytłuszczenie moje): A teraz piszesz: Więc, po pierwsze, sam odnosisz sie do języka współczesnego, a mi próbujesz dziecko w brzuch wepchnąć, a po drugie, nie potrafisz już określić czy uważasz, że słowo miałoby pochodzić w języku włoskim z francuskiego, czy we francuskim z włoskiego. „Mowa potoczna, przynajmniej literacka” to już perełka sama w sobie. Ale poczytajmy dalej: A cóż to takiego owo „La Catin de Venise”? Czyż nie sztuka teatralna? A zatem dzieło literackie? A zatem język literacki? To skąd owoż „catin” miast „putin”, jak chciałby sam Euklides? I cóż to jest za przykład dla włoskiego języka średniowiecza? Tytuł sztuki teatralnej autorstwa Claude Mercadié, francuskiego pisarza współczesnego? To nie lepiej i sensowniej sięgnąć po słownik francuski, który podaje: catin: Étymol. et Hist. Mil. XVIe s. « nom de fille, employé comme terme d'affection » (Anc. Théâtre fr., I, 228, Farce de Colin qui loue et despite Dieu ds GDF. Compl.); 1547 « femme de mauvaises mœurs » (MAROT, Épigrammes, 255 ds DG); 1732 « poupée » (Trév.). Dimin. hypocoristique formé par apocope à partir de Catherine; suff. masc. -in*; v. J. GILLIÉRON, Généalogie des mots qui désignent l'abeille, p. 308 et J. ORR, La Poupée ds R. Ling. rom., t. 27, 1963, pp. 313-316. ? Pewnie, że dla Euklidesa nie lepiej, bo słownik tylko dowiedzie, że Euklides plecie androny. No ale może Euklides będzie tak uprzejmy i przetłumaczy owe powyżej zamieszczonych przeze mnie parę linijek francuskiej definicji słownikowej? Za to pojęcie Euklidesa jest tak wielkie, że przywołując przykłady ze współczesnego języka francuskiego udowodnia zasób słownictwa średniowiecznych dialektów włoskich? Wyborne! No ale spójrzy sobie na przykłady z epoki. Poniżej fragment tekstu „Boskiej komedii” Dantego napisanej w XIV. Piekło, Pieśń XIII: (...) Ta nierządnica co wszetecznych oczu nie spuszcza nigdy z pałaców Cezara (...) W dialetto toscano, czyli w oryginale, brzmi tak: (...) La meretrice che mai da l'ospizio di Cesare non torse li occhi putti (...) W lingua veneta, jeśli iść tropem euklidesowych bajek, brzmi tak: (...) La meretrice, che mai dall'ospizio di Cesare non torse gli occhi putti (...) Znawcę języków romańskich poproszę, by przedstawił przykład zastosowania zmyślonego chyba jednak słowa catina w dowolnie wybranym XIV-wiecznym dialekcie włoskim. Ale Euklides pisze nazywając Francję jej państwem ościennym. A to jest bzdura. A to tylko dowodzi, że Euklides lubi zmyślać. Skąd? Z faktu że coś tam w języku francuskim coś tam oznacza? A most leży w Wenecji, czy we Francji? Jak wspomniałem: Euklides lubi zmyślać. No dobrze. Czyli złoto, srebro, platyna, diamenty nie mają dziś żadnej wartości, i każdy Krakus karmi nimi gołębie. Tylko nie wiadomo dlaczego srebro z Kutnej Hory tak rozbudza wyobraźnię Euklidesa. Pewnie przez sentyment. Czyli każdy maturzysta potrafi, tylko Euklides nie wie. Dziękuję.
  15. AK kontra GL

    Powyższy opis nie wskazuje na błędność mojego założenia. Według definicji wojna domowa to konflikt zbrojny, którego stronami są obywatele jednego państwa. To wojna między frakcjami w ramach jednego państwa walczącymi o kontrolę nad terytorium lub możliwość utworzenia rządu (K. Mingst: Podstawy stosunków międzynarodowych). Wojna domowa może być inspriowana z zewnątrz. Ostatecznie jednak to obywatele polscy stanęli przeciw obywatelom polskim, podstawą różnic były podziały społeczne, ideologiczne, etniczne (nie zawahałbym się na rozciągnięcie interpretacji konfliktu na ludność pochodzenia ukraińskiego czy żydowskiego), a celem było zdobycie władzy i wyeliminowanie przeciwnika. Opisany konflikt o władzę nie różni się w ogólnym zarysie od chociażby hiszpańskiej wojny domowej. I w przypadku Polski można mówić o swego rodzaju "poligonie doświadczalnym". Fakt, utrudnionym przez rzeczywistość okupacji, ale toczącym się "podskórnie", a wraz z postępem wojsk sowieckich, przybierającym charakter typowej sowieckiej "czystki" na zdobywanych przez nią terenach i eliminowaniem zwolenników "wizji przegranej". A także i "swoich", co w przypadku sowietów nie budzi mojego większego zdziwienia. Moje stwierdzenie, do którego się odnosisz: ma wydźwięk ironiczny i pejoratywny w odniesieniu do "zwycięskiej wizji" i "prawa jedynego słusznego bytu". To już zahacza o przypisywanie sobie prawa moralnego do ustalania, kto ma prawo do odbierania życia drugiemu człowiekowi w interesie idei, kto ma prawo zabić, a kto na śmierć zasłużył. Ponadto, zdaje się, w wątku na tym forum: "Wyroki śmierci w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej" kwestia opisanego tu przez Ciebie przebiegu wykonania wyroku została przez wielu forumowiczów podważona. Że pozwolę sobie zamiescić cytat ostaniego postu Albinosa: No właśnie: to jest forum internetowe a nie sąd, rozprawa ani tym bardziej przesłuchanie. I to budzi moje olbrzymie zastrzeżenie do przyjętej formy i podejścia. Więcej na ten temat nie będę dyskutował.
  16. Karol IV Luksemburski

    W moich oczach niezwykle kontrowersyjny cesarz. Z jednej strony władca dobrze wykształcony (posługiwał się kilkoma językami, być może jako pierwszy z cesarzy średniowiecznych napisał własną biografię) i starający się roztoczyć swój wizerunek prawego chrześcijanina (słynna w całej Europie była np. jego pasja kolekcjonowania relikwii). Czas jego życia i panowania przypadł też na ciężki okres w Europie: gwałtowne zmiany klimatyczne ciągnące za sobą tak katastrofy głodowe pierwszej połowy XIV wieku, jak i nawiedzające środkową Europę, począwszy od 1310 roku, a dalej przez lata 1338-1341, oraz w 1364 i 1368 roku plagi szarańczy. Biorąc pod uwagę, iż w średniowieczu były one odbierane jako kara boska oraz zapowiedź końca świata, nie trzeba chyba wyjaśniać wpływu, jaki miały te zjawiska na ogół poddanych, być może i na samego władcę. No i katastrofa największa, dopełniająca obrazu: pandemia dżumy - Czarna Śmierć. Na początku swej politycznej kariery zmuszony do walki o koronę królewską przeciw Ludwikowi Bawarskiemu i sprzyjającym mu książętom oraz do wkupywania się w łaski książąt elektorów. Po pierwszym wyborze i koronacji na króla rzymskiego w 1346 roku w Bonn, zmuszony był przemykać się w przebraniu kupca do Czech. Z drugiej strony moje kontrowersje budzi jego polityka finansowa i wewnętrzna. Niewątpliwie Karol IV przyczynił się do podniesienia rangi Królestwa Czech w Świętym Cesarstwie Rzymskim (w Złotej Bulli król Czech uzyskał rangę jednego z elektorów cesarskich) i cieszy się dobrą sławą wśród Czechów. Ale za fasadą rozkwitu królewskiej części Pragi ziała pustka cesarskiego skarbca. I tutaj władca ten poczynił krok w moim odbiorze moralnie naganny, który w efekcie wpłynął na stosunki społeczne Europy następnych wieków. Od czasów cesarskiego przywileju z Worms z 1090 roku cesarze rzymscy narodu niemieckiego zapewniali ochronę przed pogromami żyjącym na terenie ich posiadłości Żydom. Oczywiście, ochrona była płatna w formie podatku. W 1236 roku Fryderyk II rozciągnął ochronę na wszystkich Żydów żyjących na terenie Rzeszy i uczynił ich servi camerae, poddanymi dworu królewskiego (die Kammerknechte). Podobne przywileje wydał też w Królestwie Czech Wacław I Przemyślida, w Polsce znamy ten rodzaj aktu ze statutów kaliskich Bolesława Pobożnego z 1264 roku. W ten sposób skarbce władców zapewniały sobie bardzo znaczące w ich budżecie, pewne i stałe źródło dochodów z podatków płynących od Żydów, co pozwala zrozumieć wspierane przez wielu władców osadnictwo żydowskie w ich królewskich posiadłościach. Karol IV, który z jedej strony otoczył swą opieką Żydów czeskich (Statuta Iudaeorum), z drugiej strony odstąpił w 1349 roku „swoich” cesarskich Żydów miastom Rzeszy (Frankfurt nad Menem, Norymberga, Rottenburg) uzgadniając w umowach z owymi miastami los własności żydowskich w przypadku ich śmierci. Mówiąc wprost: za łapówkę skazał podlegających sobie Żydów na śmierć. Żeby to sobie unaocznić, należy jeszcze raz przywołać szalejącą w Europie i na terenach objętych cesarskim panowaniem Czarną Śmierć oraz wybuchłe w związku z pandemią spontanicznie w wielu miastach pogromy Żydów oskarżonych o zatrucie wody i sprowadzenie zarazy. W przypadku Żydów norymberskich zachowane dokumenty umowy cesarskiej z miastem wskazują, iż władzom miasta zależało na działkach pod rozbudowę centrum miasta, na których stały, blokując rozbudowę, posiadłości żydwoskich kupców. Kolejnym krokiem w kierunku uwolnienia się spod zobowiązania cesarskiej ochrony nad Żydami była wystawiona przez Karola IV w 1356 roku Złota Bulla. Teoretycznie akt ten stworzony został dla uregulowania sposobu wyboru cesarzy rzymskich i ustalenia stałej kapituły elektorów. Zawierał on również jednak ustalenia dotyczące np. lig miejskich (o czym wspomniałem pewien czas temu w wątku poświęconym podłożom renesansu), a także ustalenia dotyczące ochrony Żydów, której obowiązek zapisem Bulli przeniesiony został z cesarza na książąt elektorów. Ochrona Żydów stała się przywilejem zależnym od doraźnej potrzeby ochraniającego, kapitałem do dłuższego lokowania lub jednorazowego wykorzystania, a Karol IV, pielęgnujący swój obraz prawego chrześcijanina, w tym wypadku zaprezentował czysty oportunizm, stawiając na doraźne korzyści w postaci napływu do kasy dworu „zarobionej” ustępstwem gotówki oraz lojalności miast i elektorów, w zamian za oddanie im władzy nad losem żydowskich mniejszości i ich majątkiem.
  17. Skoro o szewcach była mowa, to mała zagadka gwarowa. Co oznaczają w poznańskiej gwarze szewskiej takie pojęcia, jak: boks i brandzol, bukat i giemza, kapka i flek, rajgowanie, szarfowanie, glasowanie, raszpel, sztanca, knyp?
  18. Husytyzm

    Cóż, nie wiem co widzisz, ale najwyraźniej to omamy. Do wikipedii nie musiałem zaglądać i nie zaglądałem, więc coś w Twojej dedukcji ewidentnie szwankuje. Sięgając po analogię, jako i Ty często tu czynisz, musiałbym to spostrzeżenie przenieść na całą treść Twoich postów. Nie ma takiego słowa catina odnotowanego w znaczeniu prostytutka w języku włoskim. Natomiast występuje Catina jako imię w języku włoskim i jest to jedna z form imienia Caterina, pochodzącego z greki. Ponadto, odnosząc się do dalszych Twych twierdzeń, ani Francja Kapetyngów, ani Francja Walezjuszy nigdy nie była państwem ościennym Republiki Weneckiej. Co do tego, co autor postu pisał, to pisał: Pisząc zatem o pochodzeniu nazwy Ponte de Tette autor postu nie wspomniał ani słowem o pochodzeniu owych cycków w nazwie mostu, a o głowach prostytutek i o bruku, więc pisał pierdoły. Cała Twoja dywagacja o prostytutkach to jedna wielka bzdura. Najwyraźniej w ogóle nie czytasz postów, które komentujesz, albo nie rozumiesz ich treści. W dodatku jedynym mającym prawo do sięgania po analogie i określania ich prawidłowości jest najwyraźniej Euklides? Secesjonista, choć trafnie spostrzega, to jego spostrzeżenie nie ma prawa analogii? Ja zapewne tego prawa też nie mam, ale co mi tam, zaryzykuję. Jako analogię podsunę największą na świecie w kategorii wydobycia kopalnię złota, a jednocześnie trzecią na świecie co do wielkości wydobycia kopalnię miedzi oraz srebra, znajdująca się w Górach Śnieżnych na wyspie Nowa Gwinea oraz towarzyszące jej miasto Tembagapura i poproszę, byś według własnych zasad ekonomii udowodnił, że Nowa Gwinea, a w szczególności Tembagapura, to najbogatszy na świecie region z najbogaszymi mieszkańcami, i wykazał analogiczną zależność między bogactwem a ilością husytów/katarów wśród tamtejszej populacji. Jak w swej teorii bogactwa Czech wytlumaczysz fakt, iż w czasie panowania Czarnej Śmierci w połowie XIV wieku ludność Kutnej Hory została zdziesiątkowana przez dżumę, podczas gdy odległa o 70 km Praga uchroniła się przed szalejącą w całej Europie pandemią? Wszak to czas według Ciebie, ekonomicznej potęgi „państwa czeskiego” (którego to pojęcia "państwa" jeszcze nie wyjasniłeś i omijasz prośbę o to szerokim kołem), które według Ciebie było wówczas najbogatszym w Europie, podobnie jak sama Praga, za sprawą srebra z Kutnej Hory? Owo bagatelne 70 km dzielące Pragę od Kutnej Hory, które według Ciebie szczególnie predysponowane przez naturę kurtyzany pokonywały per pedes najszybciej, a handlarze dłużej, było przeszkodą dla pandemii rozprzestrzeniającej się przez Europę z prędkością kilku mil dziennie? Choroba nie przekroczyła praskich murów, podczas gdy srebro, dziwki i handlarze tak? W dodatku w tę i z powrotem, i na całą Europę, z Pragi właśnie? Poznałeś teorie wokół faktu, że pandemia stosunkowo słabo uderzyła w królestwo Kazimierza Wielkiego? Umiesz wyciągnąć analogię? Warto poświęcić więcej czasu i uwagi tłumaczeniom tekstów obcych, bo wychodzą bez tego taki kwiaty jak „drenaż srebra do Włoch”. Francuskie słowo „drainage” znaczy, między innymi, drenaż. Ale jest to znaczenie z dość wąskiej gałęzi słownictwa budowlanego, rolniczego i medycznego. Natomiast jego znaczenie we francuskim słownictwie ekonoicznym to: „centralizacja”, „skupianie” np. kapitału. Jeżeli z kolei używasz słowa „drenaż” w polskim znaczeniu, to w języku ekonomicznym niesie ono ze sobą pejoratywne znaczenie „wyciągania”, „wyzysku”. Więc określenie „drenaż srebra do Włoch” jest ewidentnie błędem tłumaczeniowym z języka francuskiego i w języku polskim nie ma większego sensu.
  19. Atrix, dziękuję. Podziękowanie to miły gest, a biorąc pod uwagę, że dyskusja była ostra, doceniam go. Jeżeli chcesz dalej badać pieczęcie Solca nad Wisłą, to zapoznaj się też z innymi, przytoczonymi tu wcześniej opracowaniami. Cieszę się, że zjarzałeś do pracy pani Małachowskiej dotyczącej pieczęci miejskich księstw: opolsko-raciborskiego i cieszyńskiego. Muszę jednak dla tych, którzy za jakiś czas tu zajrzą, zwrócić uwagę, że twój krótki wyciąg momentami jednak wyrwany jest z kontekstu. Szczególnie w temacie dat. To fakt, że pani Małachowska pisze, iż daty pojawiały się na pieczęciach w Anglii i Francji w XII wieku. Nie pisze jednak nigdzie, iż były one w zapisie cyfrowym arabskim. Pisze za to wyłącznie, iż były to pieczęcie klasztorne. Również najstarsza znana jej pieczęć miejska z datą (pieczęć m. Koźle), jedyna taka pochodząca z XV wieku, zawiera zapis daty cyframi rzymskimi: M.CCCC.XXVIII., nie arabskimi. A moim podstawowym zatrzeżeniem do prezentowanej przez Ciebie pieczęci i twierdzenia, iż pochodzi ona z XV wieku było to, iż nie może pochodzić ona z XV wieku i wieków wcześniejszych m.in. ze względu na użycie zapisu arabskiego cyfr. Moje zastrzeżenie przytoczone opracowanie, jak i inne opracowania o polskiej sfagistyce miejskiej, potwierdzają. Dalej, to prawda, że autorka pisze o kropkach, jako elementach legendy napieczętnej, ale należy dodać, że nie są to kropki pozycjonowane jak w interpunkcji, a dywizory. I to jest kolejny punkt dotyczący legendy tej konkretnej omawianej pieczęci. W proponowanej tu przez Ciebie interpretacji brzmienia treści owej legendy nigdzie nie pada nazwa miasta. I tu jest moje główne zastrzeżenie do tej interpretacji. Bowiem albo brzmi ona tak, jak proponowana przez Ciebie na początku tej dyskusji, ale wtedy odcisk nie ma żadnych cech pieczęci miejskiej i nie można mówić o pieczęci miasta Solca, a tym samym o jakikolwiek powiązaniu z miastem Solec nad Wisłą; albo jest to odcisk pieczęci miejskiej, ale wtedy interpretacja domniemanej treści legendy jest z guntu błędna, gdyż nie uwzględnia co najmniej występowania nazwy miasta. I ja dziękję za dyskusję. Zawsze jest to okazja do poznania ciekawych zakamarów historii, również tej lokalnej. Chętnie się dowiem co z tą pieczęcia z archiwów lubelskich. No i co to za pieczęć z zaprezentowanej okładki książki. Osobiście użyty krój liter kojarzy mi się z pierwszą połową wieku XX, względnie drugą XIX, ale chętnie dowiem się, co to za pieczęć.
  20. AK kontra GL

    Przynaję szczerze, że wtrącam się na chwilę do dyskusji jedynie pod wpływem ostatniego wpisu Ciekawego. Najpierw chciałbym przedstawić moje własne zdanie, co do omawianego tematu. Na początku wątku Bruno napisał, iż w polskim podziemiu toczyła się mała wojna domowa. Ja się z tym zgadzam. Więcej. Uważam, że w trakcie drugiej wojny światowej na okupowanych terenach przedwojennej Polski toczyła się, w cieniu okupacji, wojna mająca wszelkie znamiona wojny domowej. Owszem, toczyła się w rzeczywistości o wiele większej polityczno-militarnej rozgrywki. Toczyła się równolegle do niej, na drugim planie wydarzeń światowych, przez rzeczywistość drugiej wojny światowej przesłonięta. Ale pierwszoplanowa dla wszystkich w nią z własnej lub bez własnej woli zaangażowanych. Ścierały się militarnie różne wizje przyszłości kraju, a cechą wspólną tych wizji było to, że każda z nich obecność wizji przeciwnych w przyszłej Polsce wykreślała. W zależności od walczącej strony miała to być Polska bądź to bez burżuazyjnej inteligencji, bądź to bez komunistów; bez władzy proletariatu, bez władzy chłopskiej, bez władzy endeków, chadeków, bez kleru; bez Ukraińców, bez Polaków, bez Niemców, bez Żydów. W imię tych idei i wizji zbrojne ugrupowania owszem, walczyły w pierwszym rzędzie z okupantem, ale też jednocześnie zwalczały siebie. Być może tym, co hamowało eskalację, była właśnie owa obecność okupanta, tego czy innego, i zwalczanie przez niego wszelkich militarnych organizacji i jednostek. Hipotetycznym jedynie pozostanie pytanie, co by było, gdyby żadnej okupacji i okupanta nie było. Historia ma to do siebie, że piszą ją zwycięzcy. Po wojnie prawo oficjalnego i jedynego słusznego bytu miała tylko jedna, zwycięska wizja. Minęło kilkadziesiąt lat, polityczny patron jedynej słusznej wizji upadł, a o swoje prawo upomniały się pozostałe wizje. Teraz te, które wówczas występowały przeciw upadłemu zwycięzcy pierwszej tury, mają prawo do tytułu słusznych i patriotycznych, jako protoplaści i pierwsi, którzy przeciw upadłemu systemowi, jeszcze u jego zarania, występowali. Ale to nie zmienia faktu, że za każdą z tych wizji i za każdym ugrupowaniem stali ludzie, a każdy akt walki oznaczał cierpienie pojedynczych osób. Cierpieli, ginęli ludzie, Polacy, nie ważne jakiego pochodzenia. Ginęli bądź to z poczuciem służby ojczyźnie, bądź to z poczuciem opuszczenia przez ojczyznę, której oddali wszystko. To jest największa tragedia jednostki, pojedynczego człowieka, stojącego w obliczu wojny domowej. I tak długo, jak długo wizje nie staną naprzeciw siebie, by wybaczyć sobie nawzajem i poprosić o wybaczenie, tak długo wewnętrzne rany Polski pozostaną niezagojone. Przykro jest dziś, po tylu latach, wciąż te rany widzieć i czuć ich przykrą woń. Natomiast co do ostatniego wpisu Ciekawego: to mam do Ciebie Ciekawy jedno pytanie: co odpowiedź na Twoje pytania ma przynieść? Zamierzasz odnaleźć odpowiedzialnych, wyciągnąć z grobów i postawić ich przed sądem, zdobywając się na bezstronniczość? Czy może zamierzasz udowodnić, że bez świadków i „merytoryki”, owego cierpienia jednego człowieka nie było, lub że tkwiąca w członkach jego rodziny rana jest bezzasadna? Pytanie o fakty z punktu widzenia historii owszem, ma sens. Ale w przypadkach takich, jak ten, moim zdaniem wymaga taktu. Jeśli chcesz coś udowodnić lub pomóc (co ze wszech miar byłoby szlachetne), to wypadałoby najpierw przedstawić swoje zamiary, a następnie zapytać, czy osoba zechce się z tobą szczegółami podzielić. I przy tym nie zapominać, że to tylko forum historyczne, a nie sala przesłuchań i że stawianie bez ostrzeżenia i podania powodu pytań typu: „Nazwisko! Pseudonim! Stopień!? Są świadkowie!?” jest tu i w tej formie nie na miejscu. Natomiast co do bezzasadności emocji i domagania się merytorycznego przedstawienia „wiarygodnych świadków”: sam nie zapomnę nigdy herbaty pitej u pewnej rodziny, w domu przy ulicy zasypanej gruzami, z którego to domu pozostała fasada, kilka ścian i cztery piętra stropów przebitych pociskiem artyleryjskim, który pewnej nocy wpadł dachem i zarył w piwnicy budząc dorosłych i dziecie, po czym nie wybuchł. To wiele mówi o rzeczywistości i emocji każdej ofiary wojny domowej. I myslę, że wobec takiej rzeczywitości, w której mieszkańcy miasta za księżyc mieli noc po nocy flary i wybuchy ostrzału artyleryjskiego, pytanie o to, kto pociągnął za ten jeden cyngiel działa i czy są wiarygodni tego świadkowie, jest jedynie absurdem. Myślę, że to analogia trafna.
  21. Najkrócej: z języka niemieckiego. W niemieckim żargonie typograficznym wyróżnia się dwa błędy typograficzne z przytoczonej tu grupy: Hurenkind (znaczenie dosłowne: syn dziwki, bękart), którego polskim odpowiednikiem jest bękart oraz Schusterjunge (znaczenie dosłowne: chłopak szewca, syn szewca), którego polskim odpowiednikiem jest właśnie szewc. Natomiast niemiecka typografia nie wyróżnia jako odrębne błędów określanych w polskim żargonie typograficznym wdową i sierotką. Te dwie nazwy pochodzą w j. polskim z kolei z języka angielskiego, względnie francuskiego. W żargonach typograficznych tych dwóch języków oznaczają one dokładnie to samo, co w języku niemieckim szewc i bękart: widow,veuve (wdowa) = Hurekind (bękart), orphan, orpheline (sierotka) = Schusterjunge (szewc). Jak łatwo zauważyć, polski żargon typograficzny pobrał nazwy błędów z dwóch języków i nie stosuje ich zamiennie, lecz wyłonił cztery rodzaje błędów w miejsce dwóch, przypisując każdemu z nich osobną nazwę. Niemieckie badania językowe wykazują, że niemieckie pojęcia w żargonie typograficznym pojawiły się w dobie industrializacji, wskazując szczególnie na okres po roku 1890. We współczesnym języku niemieckim, na skutek poprawności politycznej, Hurekind zastąpiony jest obecnie przez Witwe (wdowa) a Schusterjunge przez Waise (sierotka). A dlaczego Schusterjunge? W niemieckim żargonie typograficznym istnieje powiedzonko pozwalające zapamiętać regułę: Hurenkind (bękart) nie wie, skąd pochodzi (czyli samotny wers końcowy na początku nowej strony / kolumny) a Schusterjunge (szewc) nie wie, dokąd zmierza, nie ma perspektywy na przyszłość (czyli samotny wers początkowy na końcu strony / kolumny).
  22. Husytyzm

    A była? Jaka to analogia między Potosi a Pragą? To w Pradze wydobywano srebro, czy w Kutnej Horze? Jakie konkretne udziały i zyski miało miasto Praga z wydobycia srebra w mieście Kutna Hora i na podstawie czego? I przy okazji wojen husyckich - jaki był los Kutnej Hory w ich trakcie? Co z wydobyciem srebra? Co z samym miastem? Co to jest „państwo” w odniesieniu do Czech w XIV/XV wieku? Jakim cudem i na podstawie jakich to źródeł tak karkołomne twierdzenie, iż owo „państwo” było najbogatszym w Europie? A co to takiego jest „praskie srebro”? Ale tak faktograficznie i konkretnie, z podaniem źródeł i genezy tego terminu włącznie, a nie gdybając-bajając. Tette: ale wiesz na pewno, co znaczy po włosku to słowo? Głowę? ościenne państwo - Francja: według Ciebie "państwem" ościennym XV-wiecznej Wenecji była Francja?? Pogratulować.... catina - według Ciebie znaczy po włosku "prostytutka" i wywodzi się od francuskiego imienia Cathrine, które w owych czasach nosiła co druga "Fracuzka": podaj źródło tej zdziwiającej etymologii, twierdzenia, że co druga "Francuzka" w średniowieczu nosiła imię Cathrine oraz że catnia oznacza po włosku prostytutkę... Co do katarów, zadałem pytanie w wątku o katarach, bo nie ma sensu rozwalać wątku o husytach czymś, co związku z wątkiem nie ma.
  23. Katarzy

    Jedno zasadnicze pytanie, w odniesieniu do którego nie dostrzegłem w tym wątku ani jednego zdania : kto po raz pierwszy użył określenia „katarzy”,wobec kogo i kiedy? W konsekwencji: co jest źródłem pomieszania kilku odrębnych, niezależnych od siebie zjawisk / ruchów w kościele chrześcijańskim? Co euklides rozumie pod pojęciem "katarzy"? Czy członkowie religijnego ruchu średniowiecznego określanego tym mianem (katarów), sami siebie w ogóle tak nazywali? Jak nazywali sami siebie średniowieczni francuscy „katarzy”? Jak włoscy?
  24. Widzę, że wątek niezłego banana zakręcił, oraz że jaki by temat dyskusji w materii języka nie był, koniec końców lądujemy na ługach... Z małymi modyfikacjami. W tej odsłonie - w postaci babci. Wspomniana starsza pani użyła słowa, które i dziś jest żywe, i znaczenia nie zmieniło. Że jakiś anonimowy „pewien autor” może i pojęcia o znaczeniu słowa nie miał, to już jego problem. Ale to nie dowód... właściwie nawet nie wiem na co miałby to być dowód, bo lądujemy na brzegach lasu Miechowa, bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego. Jedyne co pewne, to to, że las Miechowa jak każdy las: im dalej weń, tym więcej drzew. Powiadasz Atrix, że: Co nasuwa mi pewną uwagę: Skoro Paprocki pisze tak jak mówiono w jego epoce, to znaczy, że Paprocki nie pisze tak, jak mówiono w domniemanych czasach Kraka. Ba! Kadłubek pisał w oparciu o to, jak mówiono w jego epoce. Podobnie i Długosz. Ale żaden z nich nie pisał w oparciu o język ludów zamieszkujących te ziemie w okresie, o którym każdy z nich pisał. Jeżeli, według Atrixa, współcześni naukowcy „piszą pierdoły” na temat czasów między XIII i XVII wiekiem, gdyż (według Atrixa, mimo dostępu do dokumentów z tych epok) nie mają pojęcia o mowie polskiej czasów Paprockiego, Kadłubka czy Długosza, to co daje Atrixowi podstawy do opierania swoich twierdzeń o opisy Paprockiego, Kadłubka czy Długosza, wobec których można zakładać nikłe pojęcie o języku czasów odległych im o siedem do dziewięciu wieków ? Stosując klasyfikację Atrixa, mogli oni pisać również wyłącznie „pierdoły” w tym zakresie. Kadłubek mógł znane sobie słowo polskie opisujące takiego czy innego ptaka „przekalkować” na znane sobie słowo łacińskie mniej lub bardziej do tego ptaka pasujące. W czasach Kadłubka mogło funkcjonować słowo „kruk”, tym bardziej w czasach Paprockiego. Tylko, czy funkcjonowało w czasach, o których swoje baśnie piszą? Dziś, dzięki zachowanym odpisom tekstów Cyryla i Metodego, potrafimy odtworzyć pisany język staro-cerkiewno-słowiański. Ten byłby bardziej bliski czasom, w których miałby żyć legendarny Krak, niż język Kadłubka, Długosza czy Paprockiego. I w tym języku s-c-s kruk brzmi вранъ (vran) . W staropolskim też występowało „wron”, do dziś mamy w rosyjskim „voron”. Jeżeli słowo „wron” występowało w czasach Kadłubka jeszcze w znaczeniu „kruk”, to istnieje możliwość, iż mógł on stworzyć sobie ciąg logiczny: wron = kruk/krak(Crak) = gracchus, ale to odzwierciedlałoby jedynie jego wyobraźnię dla wysnucia pochodzenia nazwy Krakowa, a nie rzeczywistość językową ludów żyjących względem niego pół tysiąca lat wcześniej na tych terenach. Ci bowiem mieliby wspomniane słowo „vran” do dyspozycji, z którego nijak K(a)rākō/K(a)rākū (jak zapisał nazwę miasta Ibrahim ibn Jakub, przy okazji opisując je nie pod panowaniem „polskim” Mieszka I, a pod czeskim Bolesława I z dynastii Przemyślidów) ani też Craccoa (według tekstu Dagome iudex) nie sposób wywieść (nie wspominając o przeszkodach w wyprowadzeniu nazwy "Kraków" od "Krak" jak i "Craccoa/Cracovia" od "Gracchus" a nawet "Crakus") Ale tego nie pisał żaden Rzymianin. Nie pochodzi to z żadnych źródeł rzymskich. To pisał polski duchowny średniowieczną łaciną gdzieś na przełomie XII i XIII wieku. To on wybrał słowo „Gracchus”, to on wybrał słowo „krak”. Trudno z tego faktu wywodzić twierdzenie, że jakiś lud zamieszkujący w VII/VIII wieku obszar w okolicy dzisiejszego Krakowa w ogóle wiedział, że rządzi nimi niejaki Krak i że łamał sobie ów lud głowy, czy nazwać go „krukiem” czy „kawką”.... To, co wywodzi tu Atrix, ma znamiona przydomku a nie imienia, o czym zresztą Atrix sam pisze. W takim razie pytanie: Jak według Atrixa na imię miał Krak? A przy okazji Słowian i ptaków padlinożernych – rzeczywiście? Pasowałby? Żart. Prawda?... Ale, skoro wicher wątku po lesie Miechowa jeszcze hula, to ja sobie siądę na jego skraju (nic, że komary rypią) i poczekam cierpliwie, aż lud z kniei powróci i przyniesie parę przykładów pieczęci miejskich w języku polski, z datami, inskrypcją w legendzie jak na omawianym wcześniej obrazku, a wszystko to sprzed XV wieku. Jak nie ma, to nie ma się co po lesie kryć, tylko wyjść, powiedzieć „ni ma”, potem siąść razem przy bigosie z lornetą i też będzie dobrze. P.S. Przy okazji wspomnianych wraz z babcią „Przywilejów miejskich Lipska spisanych przez Mikołaja Oleśnickiego w 1613 roku” i "jednych słów" dających rozwiazania zagadek, to po lekturze tekstu poświęconego zawartości tychże "Przywilejów..." nasunęło mi się kilka uwag co do „słownika”: - kura wodna to nie jest gatunek ptaka (co w świetle dokumentu większego sensu nie ma), lecz jest to określenie na kwokę wychowującą ("prowadzącą") pisklęta. „Wodna” w okresleniu pochodzi nie od „woda”, a od „wodzić”. - czeladź to służba folwarczna, - skąd w definicji „folwarku” pomysł, że to „gospodarstwo wielkości jednej wsi”? - expedycyja publiczna to w świetle sensu dokumentu – pospolite ruszenie - szmelcowany w zestawieniu „łój szmelcowany” oznacza „topiony”, „przetopiony”, „rozpuszczony” (SJPD), a nie „polerowany” . I ogólna uwaga na koniec: 1613 rok to XVII wiek, a nie – XVI wiek. Nieustannie powtarza się ten sam błąd w zapisie wieków. Więc dla ułatwienia: mamy rok 2019, wiek XXI. To teraz wystarczy odliczyć wstecz: 1919 to XX w., 1819 to XIX w., itd....
  25. Wiadomo o dwóch: starszej, z legendą: S(IGILLUM)*CIVITATIS*DE*KVNIGISBERG oraz młodszej z legendą: SIGILLUM OPPIDI WAVELNICENSIS. Skąd wiadomość o trzeciej? A co do samego występowania wyłącznie nazwy miejscowości w legendzie pieczęci, to nic w tym nadzwyczajnego. Potwierdzasz tylko to, co wcześniej cytowałem (nawet jeśli tylko ponoć): ... W odpisie przywileju lokacyjnego Bydgoszczy z 19. kwietnia 1346 roku wystawionego w Brześciu Kujawskim stoi „Kunigesburg”. Pomylili się w XIX wieku niemieccy badacze, panowie Friedrich August Vossberg oraz Otto Hupp. Rzecz z "Kunigisberg" wyprostował Henryk Wiercieński, który po prostu dotarł do oryginalnych tłoków obu pieczęci przechowywanych w miejskim magistracie w Wąwolnicy. Po nim zbadał obie pieczęcie Marian Gumowski, a później jeszcze Henryk Seroka. Tym bardziej mamy dowód że Wąwolnica jest jeszcze strasza. Znaczy że przed rokiem 1027 osada istniała. Skoro „nowo założona” musi to oznaczać, to zapewne to oznacza. ...potem Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie, a od nich wykupił je Łokietek. Wykupił, to znaczy: nabył. Stało się jego własnością. Króla. Trzymanie się prostych wyjaśnień to doskonała reguła. A ponoć: .... Nie wiem. Będzie? No skoro zamieszcza i wystarczy znaleźć i przeczytać, to co za problem wrzucić tu tak z pięć przykładów publikacji wyników badań archeologicznych z opiniami potwierdzającymi „pierwsze osadnictwo w Wąwolnicy na VIII wiek”? Zwłaszcza, że jak się Atrix postara, to jednak coś znajduje. Tu, na przykład znalazł, ale, niestety, nie przeczytał. Marcin Grulkowski w pracy „Kilka uwag o pieczęciach z okresu panowania Kazimierza Jagiellończyka” napisał bowiem: „W Archiwum Państwowym w Gdańsku znajduje się kilka królewskich mandatów adresowanych do niektórych wielkich miast pruskich i będących pozwami sądowymi przed królewski trybunał apelacyjny. Posiadają one nieznane dotąd pieczęcie. Najstarszy z nich, z 4 VIII 1469 r., skierowano do Starego Miasta Elbląga.(…) Źródło to posiada pieczęć o średnicy 26,2 mm, odciśniętą w czerwonym wosku przez papier.” - to ten pierwszy odcisk pieczęci na zdjęciu. „ (…) Jeden z tych pozwów, wystawiony w Pucku 1 V 1472 r., posiada podobną pieczęć. (…) Podobnie jak we wcześniejszym przypadku okrągła pieczęć została odciśnięta w wosku czerwonym przez papier, bezpośrednio pod tekstem” - to ta pieczęć z drugiego zdjęcia. Czyli: to nie są pieczęcie odciśnięte bezpśrednio w papierze dokumentu, lecz odciśnięte w wosku przez papier (Custodium), który, jak już cytowałem wcześniej, miał pieczęć zabezpieczać i o której to technice pieczętowania – wcześniejszej od pieczęci, w której nośnikiem był wyłącznie papier, pisałem. Panowie Karel Liška i Ludvik Mucha oszacowali, że chodzi o rok 1497. Czyli nie zawiodła mnie intuicja, że nie uwierzyłem na słowo, że z końca XIV wieku. Koniec wieku XV. Niemniej: brawo! Piękny przykład. A jako że rzecz dzieje się w Polsce, to teraz jeszcze jakiś analogiczny wiekowo przykładzik z Polski, żebyśmy się chociaż na XV wiek załapali, oraz związek z problematycznym tu odciskiem pieczętnym soleckim, np. w formie i treści legendy pieczęci, i będzie git majonez! No, proszę bardzo! Można? Można. Mam nadzieję, że przedstawisz. A jest też coś przy okazji o tej pieczęci z dokumentu z archiwów lubelskich? To znakomite stwierdzenie - "dzieło radosnej twórczości" odbite na dokumencie miejskim. Nic dodać nic ująć. Oj tam, oj tam! Broń boże coś dodawać i czegoś ujmować! Mi się właśnie tak podoba, jak napisałem. Jak sam twierdzisz: No to moja mi tak podpowiada.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.