Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Don Pedrosso

Mordy NKWD i LWP na polskim podziemiu

Recommended Posts

Wczoraj będąc w Muzeum AK w Krakowie zobaczyłem gablotkę, w której był piach, buty, druty. Okazało się, że były to pozostałości po mordzie NKWD dokonanym na żołnierzach AK w Kąkolewnicy. Szukając w google dodatkowych informacji o tym wydarzeniu natrafiłem na takie oto linki:

http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_ag...3,0,347415.html

http://www.ipn.gov.pl/wai/pl/197/3428/Sled...ezprawnym_.html

Czy znane wam są inne mordy dokonane na polskim podziemiu przez LWP lub funkcjonariuszy NKWD ?

Share this post


Link to post
Share on other sites
atrix   

Cyt. z Money.pl - W uroczysku ''Baran'' koło Kąkolewnicy w powiecie radzyńskim upamiętniono mordy NKWD na partyzantach Armii Krajowej. Zbrodni dokonywali żołnierze II Armii Wojska Polskiego generała Karola Świerczewskiego w latach 1944 - 1945.

No to kto mordował NKWD czy II AWP K. Świerczewskiego?

Cyt. z IPN.gov.pl - W okresie formowania oddziałów II Armii Wojska Polskiego, ich zaopatrzenie było niedostateczne. Brakowało mundurów, obuwia, wydawane racje żywnościowe były bardzo skromne. Bliskość miejsc zamieszkania żołnierzy rekrutowanych z tego terenu sprawiała, iż częstymi były fakty „samowolnych oddaleń z miejsc zakwaterowania” kwalifikowanych jako dezercja. Liczne dezercje wynikały również z braku akceptacji wśród żołnierzy dla obsadzania wyższych stanowisk oficerskich przez oficerów sowieckich. Z tego powodu doszło m.in. do dezercji 31 Pułku Piechoty, który wchodził w skład 7 Dywizji Piechoty

Wojsko to nie przedszkole, co to znaczy oddalenie się z miejsca zakwaterowania. Dezercja to dezercja i wymiar kary jest jeden, To była wojna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Narya   

Polecam książeczkę na wstęp do terroru NKWD wobec Polaków:

A. Witkowicz, Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923, Warszawa 2008.

Share this post


Link to post
Share on other sites
No to kto mordował NKWD czy II AWP K. Świerczewskiego?

W Muzeum AK było informacja, że to NKWD dokonało mordu. Zresztą fragment, który zacytowałeś z money.pl jest dla mnie niejasny. Najpierw piszą, że upamiętnili mordy, które dokonało NKWD na polskich partyzantach a następnie, że zbrodni dokonywali żołnierze II AWP.

Wojsko to nie przedszkole, co to znaczy oddalenie się z miejsca zakwaterowania. Dezercja to dezercja i wymiar kary jest jeden, To była wojna.

Poniekąd zgadzam się z tym stwierdzeniem, jednakże co przeszkadzało dowództwu zezwolić żołnierzom by udawali się do pobliskich zabudowań na posiłek. Przecież doskonale wiedzieli jaka jest sytuacja.

wymiar kary jest jeden, To była wojna.

Przepraszam za dobitność, ale wg Ciebie "kulka w łep" to odpowiednia kara za dezercję?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Narya   

Kara śmierci za dezercję jest odpowiednią, ale niewspółmierną i łamiącą prawa człowieka. Nie mniej w czasie II wojny światowej kara śmierci za dezercję była wszędzie powszechna. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przepraszam, źle się wyraziłem. Chodziło mi o ten konkretny przykład:

Bliskość miejsc zamieszkania żołnierzy rekrutowanych z tego terenu sprawiała, iż częstymi były fakty ?samowolnych oddaleń z miejsc zakwaterowania? kwalifikowanych jako dezercja.

Share this post


Link to post
Share on other sites
atrix   

Nie ma czegoś takiego jak wałęsanie się żołnierzy. To prowadzi do bałąganu. Warunkiem najważniejszym jest dyscyplina w wojsku. Co do kary śmierci za dezercje , to sprawa jest prosta. Jest ktoś taki kto chce zginąć na wojnie. Chyba nie ma . Wojna to śmierć . Co by było jak by wojsko zaczeło dezerterować . Czyli to taka ruletka - możesz zginąc od kuli wroga, będziesz miał szacunek. Albo zginiesz od kuli swoich, ale jako nikt. I jeszcze sprawa najważniejsza, nie wszyscy giną na wojnie. Nóż może uda przeżyć, wojna się kiedyś skończy.

Edited by atrix

Share this post


Link to post
Share on other sites
Narya   

atrix - a więc popierasz rozkaz dany oficerom Armii Czerwonej którzy mieli rozkaz strzelać do swoich żołnierzy gdyby zechcieliby się wycofać? (stąd "Armia Czerwona nigdy się nie cofa"). :>

Share this post


Link to post
Share on other sites
atrix - a więc popierasz rozkaz dany oficerom Armii Czerwonej którzy mieli rozkaz strzelać do swoich żołnierzy gdyby zechcieliby się wycofać? (stąd "Armia Czerwona nigdy się nie cofa"). :>

Narya, ale czym innym jest samowolne oddalenie się od oddziału, a czym innym wycofanie w toku walk. Sądzę, że o to koledze atrixowi chodziło ;)

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Narya   

Oj tam, no wiem, Viss. To była taka, z tych nędznych, prowokacja. :>

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na stronie IPN-u mamy napisane, że były to "oddalenia z miejsca zakwaterowania". Zakładam, że po takich oddaleniach żołnierze wracali do swojej jednostki. Czy powinno być to kwalifikowane jako dezercja? Dla mnie był to po prostu pretekst do zlikwidowania ideologicznie niepoprawnych. Zaznaczam jednak, że są to jedynie moje przypuszczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tajemnica kąkolewnickich lasów

Anna Wasak, Nasz Dziennik, 13.06.2003

Uroczysko "Baran" w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego zwane jest przez okoliczną ludność Małym Katyniem. W lesie tym w czasie stacjonowania w okolicy II Armii Wojska Polskiego od jesieni 1944 do przełomu stycznia i lutego 1945 roku rozstrzeliwano żołnierzy AK, ale także WiN i BCh, prawdziwych i urojonych dezerterów oraz innych, którzy nie spodobali się nowej władzy.

Dotychczas nie jest znana liczba osób tam rozstrzelanych. Najostrożniejsze szacunki mówią o kilkuset ofiarach, ale padają też liczby 1300-1800.

Wschodnie tereny Polski między Bugiem a Wisłą zostały opuszczone przez niemieckiego okupanta w drugiej połowie lipca 1944 roku. W tym czasie działały tu dobrze zorganizowane i liczne oddziały zbrojne AK. W nowej dla siebie sytuacji oczekiwały na rozwój wydarzeń.

Wbrew prawu

Oddziały AK miały nadzieję na porozumienie między rządem emigracyjnym w Londynie a rządem radzieckim i nowopowstałymi władzami w kraju, skupionymi wokół KRN i PKWN. Nie podejmowały więc żadnych akcji przeciwko Armii Radzieckiej czy Armii Polskiej. W omawianym okresie celem AK była walka z okupantem hitlerowskim. Dopiero później niektóre oddziały zaczęły przekształcać się w ugrupowania podejmujące akcje przeciwko władzy państwowej. Była to reakcja na miesiące represji, aresztowań i eksterminacji.

Niejednokrotnie chodziło tylko o fizyczne przetrwanie, bowiem po ustaleniu się frontu na wysokości Wisły, nadejściu oddziałów i służb NKWD oraz po zorganizowaniu na wyzwolonych od Niemców terenach administracji PKWN i organów bezpieczeństwa, rozpoczęły się masowe prześladowania i represje w stosunku do członków AK, a także innych osób, których postawa nie podobała się nowym władzom.

Oddziały AK otaczano, rozbrajano, a ich dowódców aresztowano. Część z nich zsyłano w głąb ZSRR, innych mordowano na miejscu bez sądu. Tych nielicznych, których sądzono, skazywano pod zarzutem, że są "wrogami ustroju demokratycznego".

Aby tej masowej działalności represyjnej nadać pozory prawa, 30 października 1944 r. PKWN wydał Dekret o ochronie państwa podpisany przez przewodniczącego KRN Bolesława Bieruta, przewodniczącego PKWN Edwarda Osóbkę-Morawskiego, kierownika Resortu Obrony Narodowej gen. broni Michała Rolę-Żymierskiego i kierownika Resortu Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza. Dekret ten wszedł w życie z dniem ogłoszenia (3 listopada 1944 r.) z mocą obowiązującą od... 15 sierpnia 1944 roku. Tak więc wbrew wszelkim zasadom i tradycjom prawnym wprowadził odpowiedzialność wsteczną za wszelką działalność przeciwko "ustrojowi demokratycznemu". Dokument ten postawił Armię Krajową poza prawem, wprowadził pod karą śmierci obowiązek denuncjacji.

Aresztowania za "dezercję"

Jesienią 1944 roku sztab II Armii Wojska Polskiego, Sąd Wojskowy i Informacja Wojskowa II Armii WP ulokowały się w częściowo wysiedlonej wsi Kąkolewnica między Radzyniem Podlaskim a Międzyrzecem Podlaskim. Stacjonowały tu do przełomu stycznia i lutego 1945 roku, czyli do ruszenia frontu na Wiśle. W pobliżu znajdowały się też dwa obozy NKWD, w których przetrzymywano Polaków podejrzanych o "działalność kontrrewolucyjną".

Funkcjonowały tam także agendy GRU (sowieckiego wywiadu wojskowego). Do Kąkolewnicy zwożono żołnierzy AK zatrzymanych w okolicy (np. 30 młodych mężczyzn aresztowanych w kościele w Trzebieszowie), żołnierzy oddziałów zza Buga, m.in. 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty, ale również członków oddziałów WiN i BCh.

Systematycznie i kolejno aresztowani byli także oficerowie i żołnierze, którzy wstąpili w szeregi Wojska Polskiego. Jednostki II Armii WP były formowane w trudnych warunkach, przy brakach w umundurowaniu i wyżywieniu. Ponadto oficerowie byli w znacznej części niepolskiego pochodzenia, dlatego w szeregach II Armii panowała atmosfera podejrzeń i inwigilacji. Te czynniki powodowały liczne dezercje. O próby ucieczki posądzani byli nawet żołnierze oddalający się z szeregów do pobliskich domów po żywność.

"Basiu, proś Bozię o twojego tatka"

Na więzienia przeznaczono część zabudowań gospodarczych, strychy, piwnice oraz wykopane ziemianki. Ustalono, że od września 1944 r. do listopada 1945 r. w Kąkolewnicy przebywało 2500-3000 więźniów. Na otynkowanej ścianie strychu domu Zofii Mazur do dziś zachowały się liczne napisy wydrapane w wapiennej zaprawie z datami od 19 października 1944 do 16 stycznia 1945 r. Można tam zobaczyć nazwiska przetrzymywanych więźniów (m.in. kpt. Gutowski, kpt. Kryszak), a także znaki Polski Walczącej i napis: "Basiu, proś Bozię o twojego tatka".

Aresztowani przetrzymywani byli w nieludzkich warunkach: w przepełnionych pomieszczeniach, ziemiankach zalanych wodą. Systematycznie ich głodzono.

Przesłuchania w toku śledztwa odbywały się w języku rosyjskim. Trwały one zazwyczaj wiele godzin, prowadzone były zwykle w nocy, ze stosowaniem przymusu psychicznego i fizycznego.

- Bicie było na porządku dziennym. Przetrzymywano nas w ziemiankach po kolana w zimnej wodzie - wspomina Antoni Stolcman, kapral podchorąży ps. "Mewa", dowódca 2. plutonu I Batalionu 35. pułku 9. Podlaskiej Dywizji AK. Został on skazany na 5 lat więzienia przez sąd II Armii WP. Wraz z nim skazano 16 osób, w tym 8 na karę śmierci. Ułaskawiono tylko Jana Motykę, gdyż był kuzynem komunistycznego aparatczyka Lucjana Motyki. - Po ułaskawieniu Motyka siedział przez 2 dni w naszej celi. Nie był w stanie nic powiedzieć, cały czas tylko się modlił - mówi A. Stolcman.

Skatowany i zastraszony

Wyobrażenie o tym, jak traktowani byli więźniowie, daje świadectwo mieszkańca pobliskiej Żakowoli - Czesława Pękały (ur. 1927). Podczas okupacji był on łącznikiem oddziału partyzanckiego AK, w którym służył jego starszy brat. Po jego aresztowaniu przez NKWD w grudniu 1944 roku i uwięzieniu w Radzyniu Podlaskim grupa członków AK (w której był również Czesław Pękała) zorganizowała brawurową ucieczkę 17 uwięzionych. Jego brat pod przybranym nazwiskiem wstąpił w Lublinie do Wojska Polskiego.

Dnia 3 listopada NKWD aresztowało Czesława Pękałę. Miał on wówczas 18 lat. Przez 3 tygodnie przebywał w piwnicy bez łóżka czy nawet stołka do siedzenia. Cementowa podłoga zalana była kilkucentymetrową warstwą wody. Już podczas pierwszego przesłuchania przetrącono mu szczękę, a brutalne kopanie w tył głowy spowodowało wstrząs mózgu. Nieprzytomnego wrzucono na zalaną zimną wodą podłogę, gdzie przez 4 dni leżał bez zmysłów. Na kolejnych przesłuchaniach czuł tylko pierwszy cios, potem tracił przytomność - słyszał jedynie głuche odgłosy kopania i bicia. Budził się w celi z porozbijanymi paznokciami, z powbijanymi za nie drzazgami.

Dzięki interwencji brata wojsko przysłało prokuratora w celu zbadania sprawy Czesława Pękały. Zwolniono go z więzienia 15 stycznia. W ciągu 2 miesięcy schudł z 68 do 36 kg, przez cztery miesiące nie mógł chodzić.

Przed zwolnieniem zaciągnięto go na dyżurkę, gdzie został zmuszony do podpisania oświadczenia, że zachowa tajemnicę więzienną. "Jeśli piśniesz słowo, wrócisz tu, ale wtedy już stąd nie wyjdziesz" - zapowiedziano. Nie pisnął ani słowa. Był tak przerażony, że na widok milicjanta trząsł się ze strachu. Dopiero w 1998 roku opowiedział o swych doświadczeniach. Wstąpił też do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, a z warszawskiego oddziału IPN otrzymał zaświadczenie o swym uwięzieniu.

Prawda ukryta pod mchem

Z informacji Wojskowego Instytutu Historycznego wynika, że w okresie stacjonowania w Kąkolewnicy od października 1944 do stycznia 1945 r. Sąd Wojskowy II Armii skazał 144 osoby, w tym 61 na śmierć, z czego wykonano 43 wyroki śmierci. Zabitymi byli z reguły żołnierze i oficerowie AK.

Wyroki wykonywał naczelnik więzienia sierżant Bazyli Rogoziński. Antoni Stolcman tak go wspomina: - Kiedy Rogoziński był pijany od rana, wiadomo było, że będzie w nocy rozstrzeliwał. Aresztowanym powiadał, że zabił już niejednego. Widziałem, jak na ciężarówki ładowano łopaty i kilofy, a później wrzucano na nie jak worki związanych i zakneblowanych żołnierzy Armii Krajowej, moich kolegów z oddziału.

Egzekucji dokonywano w kąkolewnickich lasach na uroczysku zwanym "Baran". Rozstrzeliwano tam skazanych przez sąd wojskowy, a także tych, którym nie dane było nawet stanąć przed sądem. Do dzisiaj nie wiadomo, ile ciał zamordowanych żołnierzy AK i NSZ tam spoczywa. Z zeznań mieszkańców Kąkolewnicy wynikało, że w czasie stacjonowania sztabu II Armii las był strzeżony przez uzbrojonych żołnierzy i nikt z cywilów nie mógł tam wejść. Nocami słychać było strzały z tego kierunku, po zapadnięciu zmroku jeździły tam kryte ciężarówki.

Miejsca egzekucji nie były oznaczane. Po zakopaniu zwłok osób rozstrzelanych teren ponownie wyrównywano, a następnie maskowano mchem i młodymi sadzonkami drzew. Gdy sztab opuścił Kąkolewnicę w styczniu 1945 roku, dokładnie splantowano ziemię, a na wiosnę zasadzono setki młodych drzew. Jeszcze latem 1945 roku Jerzy Sokoliniec ps. "Kruk", dowódca oddziału WiN na tym terenie, znając miejsce egzekucji, zatknął tam brzozowy krzyż. Sam potem wpadł w ręce NKWD. Po latach deszcze zaczęły wypłukiwać kości i czaszki pomordowanych. Dopiero w 1980 roku wykonano symboliczną mogiłę.

Z wyjątkowym okrucieństwem

Dnia 8 marca 1990 roku Prokuratura Rejonowa w Radzyniu Podlaskim wszczęła śledztwo w sprawie kąkolewnickiej zbrodni. Od 25 do 27 kwietnia przeprowadzono ekshumację w obrębie istniejącej symbolicznej mogiły. Wydobyte we wskazanym miejscu kości ludzkie były szczątkami 12 mężczyzn w wieku 20-60 lat. Na terenie o powierzchni 10 na 10 m odkryto cztery oddzielne mogiły. Zwłoki zakopane były na głębokości 50-120 cm.

Stan szczątków i ich usytuowanie w mogiłach świadczyły o wyjątkowej brutalności wykonawców egzekucji i ogromie cierpień ofiar. Jak czytamy w protokole sporządzonym przez Zakład Medycyny Sądowej, skazani mieli ręce i nogi związane kablami metalowymi, ręce wykręcone były do tyłu. W chwili zgonu niektóre ofiary miały złamane kości podudzi i ramion, czaszki nosiły ślady urazów mechanicznych zadanych z dużą siłą tępym i twardym narzędziem. W kościach czaszek biegli stwierdzili obrażenia postrzałowe, świadczące o tym, że ofiary ginęły od strzałów oddawanych w tył lub bok głowy. Jedna spośród odnalezionych czaszek nie była przestrzelona, lecz rozbita.

Nie zdołano zidentyfikować żadnej z ofiar, ale wydobyte z grobów podczas ekshumacji przedmioty - buty, łańcuszek ze szczątkami szkaplerza, pierścionek z orzełkiem, haftowana polska gwiazdka wojskowa, okładki modlitewnika, dwa wojskowe przedwojenne mosiężne guziki mundurowe, mosiężny wojskowy orzełek - świadczą, że zabici byli żołnierzami AK. W chwili śmierci rozstrzeliwani mieli na sobie grube okrycia wierzchnie lub kożuchy, co wskazuje, że egzekucje były wykonywane późną jesienią lub w zimie.

W miejscu ekshumacji odnaleziono także dużą liczbę łusek pochodzących od naboi produkcji radzieckiej z roku 1944.

"Biorąc pod uwagę całokształt ustalonych w śledztwie okoliczności, dotyczących wydarzeń w Kąkolewnicy na przełomie lat 1944/45 należy stwierdzić, że bez wątpienia w lesie 'Baran' znajdują się inne nieznane dotychczas mogiły osób rozstrzelanych w wyniku wykonywania wyroków śmierci orzekanych przez sąd II Armii WP", gdyż "nie jest wykluczone, że w tym lesie, jak i w lasach rejonu Kąkolewnicy dokonywali egzekucji również funkcjonariusze NKWD, zupełnie niezależnie i bez wiedzy sztabu II Armii, według własnego uznania. Wielu bowiem obywateli polskich zginęło w tym czasie bez wieści" - czytamy w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Radzyniu Podlaskim w sprawie zbrodni wojennych rozstrzeliwania żołnierzy AK i innych osób w latach 1944-1945 w Kąkolewnicy.

Kaci w polskich mundurach

Według tego dokumentu, w skład Sądu Wojskowego II Armii WP wchodzili: prezes płk Stefan Piekarski - oficer armii bolszewickiej od 1920 roku, kpt. Aleksander Tomaszewski - oficer Armii Czerwonej, Tadeusz Małecki, Maria Bednarska, Władysław Sobiech, Aleksander Zawirski, Michał Frankowski, Marcin Dancyg, Marian Bartoń. Nie ustalono, kim byli i jakie były ich losy powojenne. Prokuratorem wojskowym II Armii WP był Prokopowicz, szefem oddziału śledczego Wydziału Informacji - Czewyczałow, szefem Wydziału Informacji Wozniesienskij, śledztwa - Bołdyrow. "Ich imiona nie są znane. Najprawdopodobniej wszyscy byli oficerami NKWD w polskich mundurach" - czytamy w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa.

Dochodzenie w sprawie masowego ludobójstwa na Podlasiu jako pierwszy, już w lutym i marcu 1946 roku, podjął inspektor Inspektoratu Północ Biała Podlaska organizacji WiN Jan Szatyński-Szatowski ps. "Wrzos", "Jemioła", "Burian", "Zagończyk", "Dziryt". Na podstawie informacji zawartych w złożonych pod przysięgą relacjach zbiegłych więźniów i żołnierzy LWP ustalił i odnalazł 3 zbiorowe mogiły żołnierzy rozstrzelanych na terenie Kąkolewnicy. Zebrane relacje znalazły się w posiadaniu UB, w czasie gdy ppłk "Wrzos" przebywał w areszcie. Informacje te do tego stopnia zaniepokoiły NKWD i GRU, że przewieziono go z więzienia w Lublinie do Warszawy na ul. Koszykową. Następnego dnia specjalnym samolotem przylecieli z Moskwy pułkownik NKWD i prokurator wojskowy. Podczas przesłuchań stosowali wobec niego najbardziej brutalne metody, a przedmiotem ich zainteresowania była wyłącznie wiedza "Wrzosa" na temat wydarzeń z Kąkolewnicy oraz nazwiska osób, które mogły znać te fakty. Sąd I Instancji skazał Szatyńskiego na 9-krotną karę śmierci. Jeszcze w latach 60. usiłowano go zastrzelić, podejmowano próby podpalenia jego domu.

Dowody zbrodni dokonywanych przez Informację Wojskową LWP, NKWD i UB zbierał także ks. Lucjan Niedzielak ps. "Głóg", kapelan 35. pułku AK stacjonującego w kąkolewnickich lasach i Polskowoli, dowodzonego przez mjr. Ksawerego Witkowskiego "Millera". Od czerwca 1940 do kwietnia 1943 r. ks. Niedzielak pracował w parafii Huszlew, gdzie znajdowało się gniazdo partyzantki organizowanej przez "Zenona" - Stefana Wyrzykowskiego. Od kwietnia 1943 r. administrował parafią Polskowola, sąsiadującą z parafią Kąkolewnica. Z powodu zainteresowania kąkolewnicką zbrodnią był inwigilowany przez UB, otrzymywał anonimy z pogróżkami. 5 lutego 1947 roku dwóch funkcjonariuszy UB z Radzynia Podlaskiego zamordowało go trzema strzałami w głowę. Ciało kapłana odnaleziono w pobliżu plebańskiej stodoły. 11 lutego jego zwłoki pochowano na cmentarzu w Hadynowie.

Tajemnica wciąż nieodkryta

Informacje zdobyte przez ppłk. "Wrzosa" znane były niektórym oficerom WiN z Obwodu Radzyń Podlaski. Jerzy Skoliniec ps. "Kruk" odnalazł kąkolewnickie miejsca straceń i w 1947 r. posadził na grobach małe sosenki, z których część uschła. Szanse na przeprowadzenie wówczas śledztwa były nikłe. Brak było dostępu do oficjalnych informacji na ten temat. Wszyscy, którzy coś o tym wiedzieli, przebywali w więzieniach, sowieckich łagrach albo byli zastraszani lub umierali. Podpułkownik Jan Szatyński-Szatkowski do końca życia (zm. w 1988 r. w Poznaniu) zbierał informacje o zbrodni w Kąkolewnicy. Według jego ustaleń z roku 1946 i z lat 80., w Kąkolewnicy i okolicy rozstrzelano 1500-1800 osób. Większość pogrzebano w lesie "Baran". W czasie wojny w warunkach przyfrontowych mogło się zdarzyć, że grzebano ciała umarłych przy aresztach czy więzieniach.

Sprawę liczby pogrzebanych w kąkolewnickich lasach mogłyby wyjaśnić badania georadarem, jednakże nie nastąpi to w najbliższej przyszłości z powodu wielości spraw, jakimi zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie. Prowadzący sprawę zbrodni w Kąkolewnicy prokurator Leszek Furman poinformował, że IPN przesłuchał 100 świadków, z których 80 miało dużą wiedzę na temat omawianych zdarzeń. Zwrócił ponadto uwagę na wieloaspektowość sprawy: odnaleziono szczątki 12 osób oraz dokumenty o skazaniu na śmierć 43 osób. Obecność w okolicy dwóch obozów NKWD sugeruje jednak, że ofiar było więcej. W Postanowieniu o umorzeniu śledztwa znajdujemy informacje np. o przypadkach zastrzelenia więźniów w czasie próby ucieczki. Wyjaśnień wymaga też stan prawny wydawanych wyroków, co jest sprawą niezwykle skomplikowaną ze względu na kontekst historyczny, bo należy przy tym uwzględnić prawodawstwo przedwojenne i umocowanie prawne aktów wydawanych przez PKWN.

Czy tajemnica Uroczyska "Baran" zostanie zatem kiedykolwiek wyjaśniona?

Za: http://www.polonica.net/Tajemnica_kakolewskich_lasow.htm

Zmieniłem nazwę tematu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Andreas   

A propos dezercji: widocznie róznie oceniano ją w różnych armiach. Dla przykładu, jedynym rozstrzelanym żołnierzem US Army był szeregowy Joseph Slovik(z kilkudziesięciu tysięcy dezerterów), u Sowietów dezercją było oddanie się do niewoli...

Share this post


Link to post
Share on other sites
atrix   

Vissegard napisał - czym innym jest samowolne oddalenie się od oddziału, a czym innym wycofanie w toku walk

Samowolne oddalenie sie od oddziału to dezercja. Cofanie się w toku walki, to normalność . A sztuką jest wycofać sięz jak najmniejszymi stratami. Nie można tutaj traktowac żołnierza jako dezertera.

Andreas napisał - Dla przykładu, jedynym rozstrzelanym żołnierzem US Army był szeregowy Joseph Slovik(z kilkudziesięciu tysięcy dezerterów.

Armia USA to chyba armia zbawienia? A znane były przypadki amerykańskich oficerów strzelających do swoich żołnierzy , którzy cofali sie pod naporem Niemców w czasie lądowania w Europie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Andreas   

Jedyny skazany żołnierz przez sąd, na którym wykonano wyrok.

A strzelanie do własnego żołnierza, który się wycofuje bez rozkazu(czyli tzw. AWOL), to co innego. To nie wyrok sądu, tylko prawo wojenne, stosowane w każdej armii na świecie, nie wyłączając PSZ.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.