Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Tofik

Nakłady dawniej i dziś

Recommended Posts

Tofik   

Po przejrzeniu stopek kilku książek naszła mnie pewna refleksja... Mianowicie I wydanie (1978) Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Wisnera miało nakład wysokości 5000, II wydanie (2001) -1000. Waterloo 1815 (1984) Tomasza Malarskiego, natomiast najczęściej habeki wydawane po 1989 r. (lub później, nie wiem dokładnie jak to jest), z tego co słyszałem, osiągały nakład najwyżej 1000 (trudne do zweryfikowania, bo wydawcy coraz częściej nie zamieszczają takich informacji) i do tego zbioru kwalifikuje się również II wydanie Waterloo (2003).

Takie przykłady można mnożyć i mnożyć. Dlaczego w czasach Polski Ludowej nakład książek historycznych był większy (a co za tym idzie, czego nietrudno się domyślić, książki były dla czytelnika teoretycznie łatwiej dostępne)? Czy to była jakaś specjalna polityka, czy może zwyczajny skutek dużego zainteresowania historią?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lu Tzy   

To sa koszta zmiany ustroju. Za PRL ksiazki miewaly naklady astronomiczne w porownaniu z zachodnimi wydawnictwami. I to nie jakies ideolo; beletrystyka, naukowe. Jak kto nie wierzy, to prosze przeczytac stopke redakcyjna w ksiazce wydanej w latach siedemdziesiatych. Albo wczesniej; osiemdziesiate to kryzys i lichota, a i tak wydawano, chociaz w mniejszych nakladach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tofik   

Kilka książek wydanych w latach 80., które akurat mi się nawinęły:

L. Podhorodecki, "Wiedeń 1683" (1983) - 50 000

B. Brodecki, "Szypka i Plewna 1877" (1986) - 30 000

wspomniane "Waterloo" Malarskiego (1984) - 50 000

R. Bielecki, "Somosierra 1808" (1989) - 29 700

J. Wimmer, "Odsiecz wiedeńska 1683 roku" - 60 000

Dzisiaj nakład książki historycznej wynoszący 10 tys. (z małymi wyjątkami) to ogromny luksus, ok. 25 lat wcześniej były to absolutnie zaniżone minimum.

To sa koszta zmiany ustroju.

Ciekawi mnie tylko jaki interes miała III RP w obniżaniu nakładów ;) Wstępny projekt taniego państwa? :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lu Tzy   

Mam zbior opowiadan Hemingwaya wydany w liczbie ponad stu tysiecy. Dokladnie nie pamietam. Mam wiecej takich ksiazek. Koniec lat 50tych, lata 60te. Sto, dwiescie, trzysta tysiecy. No i te ksiazki byly tanie. Naprawde tanie.

Ciekawi mnie tylko jaki interes miała III RP w obniżaniu nakładów wink.gif Wstępny projekt taniego państwa? biggrin.gif

RP zadnego interesu w tym nie miala, tylko stracila na tym. Nie pieniadze; intelektualny rozwoj spoleczenstwa. Stalo sie zas jak sie stalo, bowiem "reka rynku" dotknela i ksiegarstwo. Pamietam absurdalny wzrost cen ksiazek na przelomie lat 80tych i 90tych. Przestaly byc towarem strategicznym, staly sie towarem luksusowym.

Tania ksiazka to jeden z pozytywow PRL.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak mi się przypomniało. Wańkowicz pod koniec lat 50. czy na początku 60. przebywał na stypendium w jakieś fundacji amerykańskiej zajmującej się pisarzami i artystami (chyba w Kalifornii, szczegóły są nieistotne, więc ich nie odkopuję - w każdym razie opisał pobyt w jednej ze swych książek - chyba "Królik i oceany"). Jak powiedział zachodniemu towarzystwu artystyczno-literackiemu, jakie są w Polsce nakłady książek - reakcja była jednoznaczna "ten pan konfabuluje".

A ceny i nakłady. Książka po prostu stała się towarem. Ze szkodą dla intelektualnego rozwoju społeczeństwa, jak słusznie zauważył Lu Tzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm..., a może problem leży gdzieś indziej? W PRL nie było komputerów, internetu, w TV był 1, czy 2 kanały TV, nie było telefonów komórkowych etc., to i może ludzie czytali więcej, a przez to nakład był i większy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
redbaron   

Dokładnie, kapitalizm dotarł na rynek książki - zamiast paru tytułów, często drukowanych na papierze toaletowym, albo rozlatujących się po pierwszym czytaniu (można było sprawdzić, kto czyta książki, a kto je tylko ma ;) ), drukowanych w ogromnych nakładach, mamy teraz szeroki wybór. Niestety wybór jest tak szeroki, że często ukazują się rzeczy, które nawet w szufladzie znaleźć się nie powinny, inne zaś giną w morzu publikacji na ten sam temat. Zbierając nawet wycinkowo - choćby moja I wojna światowa - ciężko jest być z rynkiem na bieżąco. Do tego wydawnictwa chcą zarobić jak najwięcej, toteż oszczędzają na korekcie itp., co się odbija negatywnie na jakości książki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lu Tzy   
Hmm..., a może problem leży gdzieś indziej? W PRL nie było komputerów, internetu, w TV był 1, czy 2 kanały TV, nie było telefonów komórkowych etc., to i może ludzie czytali więcej, a przez to nakład był i większy?

Jarpen, kiedy w PRL naklady ksiazek byly absurdalnie dla zachodnich swiadkow wielkie, o internecie czy komputerach w domu jeszcze sie nikomu nie snilo.

W Polsce w poznych latach 50tych wydawano ksiazki w ilosciach niewyobrazalnych za "zelazna kurtyna".

Co do wplywu internetu. Owszem. Ale on dobija drukowane gazety i czasopisma, nie ksiazki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lu Tzy   
Dokładnie, kapitalizm dotarł na rynek książki - zamiast paru tytułów, często drukowanych na papierze toaletowym, albo rozlatujących się po pierwszym czytaniu (można było sprawdzić, kto czyta książki, a kto je tylko ma ;) ), drukowanych w ogromnych nakładach, mamy teraz szeroki wybór. Niestety wybór jest tak szeroki, że często ukazują się rzeczy, które nawet w szufladzie znaleźć się nie powinny, inne zaś giną w morzu publikacji na ten sam temat. Zbierając nawet wycinkowo - choćby moja I wojna światowa - ciężko jest być z rynkiem na bieżąco. Do tego wydawnictwa chcą zarobić jak najwięcej, toteż oszczędzają na korekcie itp., co się odbija negatywnie na jakości książki.

Szeroki wybor mamy???? No to zajrzyj do jakiegos internetowego anglojezycznego sklepu z ksiazkami. Przekonasz sie, ze liczba tlumaczen i polskich wydan literatury naukowej spadla na ryj.

Teraz dobrze, jak wydrukuje kogos oficyna uniwersytecka.

Za PRL to nie bylo PARE tytulow, tylko multum tlumaczen. Polska byla ewenementem w RWPG. Po polsku bylo dostepne prawie wszystko w swiatowej humanistyce. Rosjanie i Bulgarzy sie uczyli polskiego, by czytac zachodnia literature.

Share this post


Link to post
Share on other sites
redbaron   

Lu Tzy jeżeli chodzi o literaturę historyczno-wojskową itp., to uważam, że liczba tytułów znacznie się zwiększyła. Nie prowadziłem badań statystycznych, więc nie mam na to dowodów. Jak było w innych dziedzinach, to nie wiem, bo nie interesują mnie one na tyle, żeby wyrobić sobie jakieś zdanie.

Co do tego, że literatury anglojęzycznej jest zdecydowanie więcej, to nie ulega wątpliwości. Ale to nie jest argument w sprawie, czy po 1989 r. wzrosła czy spadła liczba tytułów w Polsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.