Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
sisuniaaaaa

Polacy i ich odpowiedzialność za zagładę Żydów

Recommended Posts

Antek   
No to jesteśmy jeszcze odpowiedzialni za zagładę Romów, bo moja ŚP. Babcia mówiła: "Zjedz kolację bo będą ci się Cyganie śnili".

Skoro odbiegasz od tematu, to przytoczę i ja inne, również nie związane z wątkiem porzekadło, a raczej przekleństwo, ponoć nadal używane w pewnych regionach Ukrainy: „…szczob tebi Swiata Kodnia ne minuła” („oby cię nie ominęła Święta Kodnia”). Wywodzi się ono od osławionej rzezi z połowy 1768 r., eufemicznie określanej mianem pacyfikacji, kiedy to ówczesne władze polskie krwawo tłumiły bunty chłopstwa ukraińskiego. Kierował nią kasztelan kijowski Józef Stępkowski, zwany „krwawym” lub „strasznym”. Wówczas w Kodni koło Żytomierza oraz w kilku innych miejscowościach ukraińskich zabito (wbijano na pal, ścinano toporem, wieszano) kilka tysięcy osób.

A swoją drogą ja na Twoim miejscu wolałbym się narazić Twojej sympatycznej Babci i nie zjadłbym owej kolacji. Właśnie po to, aby mi się Romowie przyśnili.

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

wracając do tematu: czytam obecnie wyimki z polskiej prasy podziemnej jaka była wydawana w kraju w czasie Powstania w Gettcie Warszawskim [lub jak się to wtedy pisałe ghet[t]cie]. Żydzi są tam traktowani bardzo różnie:

1. Lewicowa prasa, [GL, PPS] pise o nich jako o osobach, ktorym należy pomagać, jako o tych którzy pokazują nam Polakom jak należy walczyć, opisując przy okazji zachowania tzw. "gawiedzi". Istnieją opisy jak przyglądano się tłumieniu Powstania z odległości ok 200 kroków, jak otaczano gniazda karabinów maszynowych by móc zobaczyć co się dzieje, są opisy w stylu sensjacji : "panie bo żydy chwyciły za broń", a chwycily bo warszawskie... Żydzi pisani są z wielkiej litery, opisuje akcje mające na celu odwet za próbę zniszczenia getta - zamachy i in., nawołuje do walki zbrojnej

2. Prasa AK-owska, lub z nią związana - spokojniejsza - opisuje walki, starając się nie opisywać smaczkó w stylu "gawiedzi" warszawskiej, nakazuje im wszelaką pomoc, przytaczając artykul czemu należy stać z bronią u nogi, a nie w ręce i walczyć, pisze o słuszności tego, że podjęli walkę z bronią a nie idą samotnie na rzeź. W sumie chyba najmniej wycieczek politycznych, suche relacje

3. Prawicowa, nacjonalistyczna - w kilku zaledwie wypadkach pochwała dla walczących, ale - od razu stwierdzenie, że to komuniści, że oprócz Żydów walczą sympatycy komunistów, ci którym likwidacja getta zabierze możliwość życia na wysokim poziomie, uciekinierzy z WH, a poza tym "żydostwo" powinno wiedzieć, że mimo tego że jest same sobie winne tego co je spotkało, naród Polski udzieli im pomocy jako "przykładny katolik". Są także głosy, że w zasadzie Niemcy zrobili dobrze bo "zaraza" może się odrodzić nawet jeżeli na całym świecie pozostanie ich kilkadziesiąt tysięcy...

Artykułow w książce jest chyba ze cztery setki, prezentujących całą masę postaw, co ciekawe część artykułow nacjonalistycznych była niemal oficjalnie przedrukowywana przez rząd emigracyjny wzbudzając conajmniej niesmak na Bliskim Wschodzie, a zarzuty Żyd = komunista są bardzo bardzo częste. Opis postępowania "gawiedzi" i opinii "społeczeństwa" budzi conajmniej przerażenie.

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antek   
...że podjęli walkę z bronią a nie idą samotnie na rzeź.

Żydzi szli „…samotnie na rzeź”, że „…bezwolnie”, że godzili się z losem z pobudek religijnych uznając szoa za dopust Boży.

Zarzut ten niezmiennie pojawia się od ponad półwiecza. Do dziś zarzut ten wpędza w kompleksy w Izraelu tych, co przeżyli zagładę; nadal są oni tam insynuowani. A przecież nie tylko Żydzi szli „bezwolnie na rzeź”, że wspomnę choćby tureckich Ormian. Zresztą bywało, że i Polacy konfrontowani byli w czasie niemieckiej okupacji z sytuacją podobną do żydowskiej.

Interesującą interpretację „bezwolnego” zachowania się Żydów w czasie zagłady podał M. R. Marrus („Holocaust”): „Korzystając z dorobku psychologii i historii, George Kern i Leon Rappoport stwierdzili, że jeden czynnik mógł okazać się szczególnie obezwładniający dla Żydów w obozach – nazwali go >>iluzją niewinności<<. Zgodnie z tą koncepcją całkowita niewinność Żydów działała przeciwko nim, osłabiając zdolność należytej oceny swojego położenia. „Jeżeli osoby lub grupy ludzi postawione w roli ofiar świadome są własnej niewinności – tego, że nie ma racjonalnego powodu, dla którego miałyby znaleźć się w roli ofiar, to niemal nieuchronnie doprowadzi ich to do iluzorycznych przekonań. Mogą tylko przypuszczać, że ich prześladowanie wynika z błędnego osądu czy chwilowego nieporozumienia. W takiej sytuacji przyczyny ich trudnego położenia tkwią w prześladowcach. A zatem jeśli da się zrozumieć sytuację lub źródło błędu (>>Dlaczego bierzesz mnie za kogoś, kim nie jestem?<<), można to będzie naprawić, a przynajmniej złagodzić.

Wielu autorów jest przekonanych, że taki właśnie sposób myślenia miał ogromny wpływ na Żydów. Elie Cohen np. zestawił sytuację Żydów z sytuacją przestępców kryminalnych w obozach: >>Właśnie świadomość niewinności i konieczność znoszenia tej całej niedoli budziły żal nad samym sobą i osłabiały energię niezbędną do przetrwania<<.”

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

Antek - ja tylko podsumowalem to co bylo napisane w artykulach, w takiej czy innej prasie. Podzial jest bardzo wyraźny - jak pisalem. Nie wnikalem w psychologię przyczyn takiego a nie innego postępowania Żydów w gettach czy tego jak traktowali [spokój] kolejne zarządzenia niemieckie, albo postawę sąsiadów. Tak naprawdę przerażające są cytowane w owych artykulach zwykle rozmowy w tramwaju czy na przystanku toczone między zwyklymi osobami.

Ciekawe jaka psychologia sklaniala ludzi do takich opinii? Nienawiść aż tak duża?

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
ponurak   
Ciekawe jaka psychologia sklaniala ludzi do takich opinii? Nienawiść aż tak duża?

FSO - nie jestem psychologiem ani socjologiem, ale wiele razy próbowałam zrozumieć dlaczego ludzie aż tak nienawidzą. I nie chodzi tylko o Żydów - ale o każdego kto nie wbija się w ich wizję świata i jedynie słusznej drogi.

Kiedy pytałam "dlaczego?" usłyszałam odpowiedź (m.in.) bo nienawiść do Żydów jest naturalnym odruchem. Widocznie ja nie posiadam naturalnych odruchów.

Wydaje mi się, że naturalnym u (niektórych) ludzi jest szukanie słabszego na którym wyładować można wszystkie frustracje. Cały strach, złość i niepewność jutra. Bo skoro ktoś inny będzie odpowiedzialny za to że jest mi źle, to jeśli tylko go zaszczuję - mi będzie lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Minister   

Jest jedna rzecz której nie rozumiem...dlaczego często Żydzi (może nie tyle co 'zwykli szaracy' ale eksperci, gdzieś na ten temat był artykuł w Angorze) starają się mówić o tym że Polacy pomagali przychylnie Nazistom w zagładzie narodu żydowskiego przy jednoczesnym chyba celowym pomijaniu pomocy jaką niewatpliwie Polacy udzielali Żydom ryzukjąc życiem własnym i rodzin. Czy Żydzi starają się za wszelką cenę szukać nowych wrogów ? Czy po prostu z Niemcami jest już wszystko cacy cacy, to teraz trzeba szukać gdzie indziej. Żydzi powinni też spojrzeć na swoje grzechy i burzliwe okoliczności powstawania Izraela...problemy które trwają do dziś. Ale to już osobny temat ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

po kolei:

ponurak : nienawidzą bo każdy musi mieć swojego winnego, tego kto mu nuż w plecy wbije. Każdy. No prawie. Wcześniej nienawiść była podsycana z wielu kierunków - od środowiska w którym mieszkali [bo Żyd / Luter / Niemiec [niepotrzebne skreślić] miał więcej niż ja. Bo był on winny całemu złu jakie mnie spotkało, bo tak i już. Kościoł przecież też szczuł oprzeciw innym nacjom. W majestatcie prawa ciężko zwykle jest wyrównać rachunki krzywd, w czasie praw wojny kiedy nikt nie liczy amunicji, ofiar - znacznie łatwiej - winę można zawsze na niemców zwalić, tym bardziej jak zabierze się majątek. Gwoli ciekaowści - ile osób w swoich domach ma majątek ze "szabru" i skąd on pochodzi i jak był zdobyty?. Nienawiść jako uczucie pozwala wyladować swoje niechęci i niepowodzenia, pijaństwo, urodę żony, chore krowy, ubóstwo... wystarczy żeby wróg byl pospolity, wyróżnial się wyglądem i zachowaniem. A Żydzi no właśnie...

Minister: Holocaust z czasem, z samego wydarzenia, realnej historii stal się kluczem , wytryche, biznesem, wyjaśnieniem wszystkich działań i przywilejó takich a nie innych osób. Najlatwiej da się zawsze użożyć z wrogami gdzie nie ma niewinnych - najwyżej nie wszyscy oficjalnie akceptowali daną ideologię i wiedząc co się dzieje nic nie mówili. Ba, można to nawet wyrazić finansowo - ilość głów razy cena za sztukę. W krajach / narodach zaś gdzie jedni byli cacy, inni niecacy, z duża grupa traktwała jak muchy - to gorzej. Przecież ileś głów ocalo a ileś wymordowano? Przecież jedna osoba wystarczała by 6 Żydów było zagrożonych, ale aż sześciu Polaków trzeba było aby ocalić jednego. W takim wypadku możemy się przerzucać argumentami, ja uważam że winni, Ty że jak lelije, albo na odwrót ale nie ma takiego przelicznika. W tym wypadku trzeba to wszystko wpasować w jakiś jeden schemat najlepiej czarno - biały.

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antek   
Jest jedna rzecz której nie rozumiem...dlaczego często Żydzi starają się mówić o tym że Polacy pomagali przychylnie Nazistom w zagładzie narodu żydowskiego

Jest pod dostatkiem powodów uzasadniających powyższego rodzaju obwinianie Polaków przez Żydów. Piszą zresztą o tym nie tylko historycy żydowscy, niemało na to dowodów zawiera polska historiografia.

...przy jednoczesnym chyba celowym pomijaniu pomocy jaką niewatpliwie Polacy udzielali Żydom ryzukjąc życiem własnym i rodzin.

Trudno się z tobą zgodzić. Przeczy temu literatura historyczna i pamiętnikarska autorów żydowskich, że wymienię choćby Emanuela Ringelbluma, Bernarda Marka, profesorów Mariana Fuksa, Ludwika Hirschfelda, Izraela Gutmana, Szewacha Weissa.

Polacy udzielający Żydom pomocy znaleźli uznanie u Żydów nawet jeszcze w czasie trwania niemieckiego terroru w okupowanej Polsce. Np. Emanuel Ringelblum (zginął w r. 44) pisał („Stosunki polsko-żydowskie w czasie II wojny światowej”): "Najpiękniejsze powieści będzie można napisać o bohaterstwie Polaków, o najszlachetniejszych idealistach, którzy nie ulękli się gróźb wroga, wyzierających z czerwonych plakatów, ani złowrogiej tępoty i głupoty faszystów i antysemitów polskich, którzy ratowanie Żydów uważali za antynarodowy czyn."

Calek Perechodnik (zginął w r. 44) pisał („Spowiedź”): "Ciekawa jest reakcja przedwojennych antysemitów. Zaskoczyli mnie swoim postępowaniem bracia Stasiek i Stefan Maliszewscy, o których już wspomniałem. Pochodzili ze środowiska katolickiego. Z Żydami przed wojną stosunków towarzyskich nie utrzymywali, a nawet zwalczali przy użyciu środków, które nie kolidowały z zasadami ich wiary. [...] Gdy czasy się zmieniły, gdy wspólny wróg zapanował nad Polską, choć judził Polaków przeciwko Żydom, przedwojenne nastawienia straciły znaczenie. Ludzkie serca braci M. protestują przeciwko faktowi tępienia Żydów. Bracia w miarę możliwości ratują znajomych i nieznajomych. Chylę przed nimi czoła. To, że przed wojną byli antysemitami, każe bowiem specjalnie potraktować ich zachowanie. W tych ciężkich i niewdzięcznych czasach postępują, jak prawdziwi wyznawcy Chrystusa i szczerzy patrioci."

Prof. Ludwik Hirschfeld: „Wielokrotnie doznawałem dowodów sympatii i życzliwości ze strony społeczeństwa polskiego. Najbardziej mnie wzruszały, gdy okazywali mi je ludzie, których osobiście nie znałem."

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

z ksiązki o Edelmanie:

"... - Czy szmalcowników było wielu?

Edelman: - Jeżeli stoi przed wachtą niemiecką dwieście osób, bo chce handlować, kupić tanio ubrania, ręczniki, bo sprzedają to za grosze, za worek kartofli. i jeżeli stoi tam dwóch szmalcowników to nie wiesz którzy to są. Idziesz sobie spokojnie i nagle on cię wyciąga z szeregu. Więc wychodzisz, tak?

Ale te sto dziewięćdziesiąt osiem osób nie reaguje. Odwracają gówy, nie widzą tego, nie chcą widziec. Tymczasem szmalcownik zabiera wszystko, w zależności od tego, jakie masz możliwości, albo oddaje cię Niemcom, albo bierze pieniądze, albo cię rozbiera i twoje rzeczy sprzedaje, różnie.

Niebezpieczna byla obojętność tego tlumu. To że nikt nie reagował. Oni odwracali głowę. Każdy przypadek jest pojedynczy. Raz odwrócisz głowę, gdy kogoś okradają, innym razem gdy kogoś zabijają.

Rzecz nie w ich liczbie. Sądy AK wydały bodaj pięćdziesiąt dwa wyroki na szmalcowników. Ale wykonano tylko pię, bo uznano że chłopcy z AK nie są katami. "Niech sąd w wolnej Polsce osądzi ich według wszelkich prawideł sztuki..." I te czterdzieści parę osób przeżyo i prawdopodobnie nigdy przed sądami nie stanęło. Nie wiem zresztą doklądnie jak to było po wojnie, Bartoszewski to wie, bo napisał kiedyś książeczkę o szmalcownikach, ale ona nigdy nie wyszła.

Więc nie trzeba było wiele żeby zostać ujętym..." [ss. 60 - 61]

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

W kwestii obojętności Edelman wiele razy powtarza, że najgorsze nie było to że ktoś współpracował z Niemcami tylko to odwracanie oczu, że niepewność czy nawet cięzko okupiona pieniądzem kwatera nie zostanie zdradzona, czy przypadkowo rzucone słowo "Żyd" i obojętność tłumu nie uśmierci kolejnej osoby.

to co poniżej także będzie "z Edelmana"

"... Na koniec Edelman trafi do szkoły Zgromadzenia Kupców, która jest pod wpływem faszyzującego Obozu Narodowo - Radykalnegop, i gdzie poznaje młodszego brata Jana Mosdorfa, współzałożyciela ONR, inicjatora antyżydowskich rozruchów. Co ciekawe, starszy Mosdorf trafi potem do Auschwitz, gdzie zostanie rozstrzelany za uczestnictwo w podziemnej organizacji obozowej i za... pomoc Żydom..." [s.21]

"... Edelman solidaryzując się z autorem [Gross - F.] i potwierdzając cytowane przez niego fakty, wyraźnie podkreśla też podczas spotkania z autorem na Uniwersytecie Jagiellonskim, że okrucieństwo Polaków niekoniecznie musiało być wynikiem antysemityzmu, ale moglo być następstwem zdeprawowania człowieka w czasie wojny. "Mordowanie Żydów to był czysty bandytyzm i ja bym tego wyłącznie antysemityzmem nie tłumaczył"

Edelman: Przez całą wojnę propaganda mówiłą: Żydzi nie są ludźmi. To działało przez cztery lata - dzielnica zakaźna, plakat z Zydem karaluchem, którego można zdeptać. To Niemcy wtlukli ludziom do głowy, a tu po wojnie życie jeszcze ciężkie. Tymczasem po Żydach zostały te mieszkania, te sklepy, meble, trochę towarów... Więc co teraz? Wraca ten Żyd i zabierze mi moje mieszkanie, mój dywan, moją zastawę, która leży u mnie już od całych dwóch lat? To przecież straszna rzecz jest!

Edelman wielokrotnie podkreśla, że w każdej społeczności są źli ludzie: - To nie jest okoliczność rozgrzeszająca niepamięć - jednak jeślui pozytywny dorobek Polaków traktujemy jako dziedzictwo narodowe to musimy również uznać brudne postępki popelniane przez Polaków. Dlatego trzeba pamiętać o Jedwabnem..." [s. 372]

"...Kościół był fatalny. Jeżeli księża po spowiedzi mogli wydać Żyda, to jaki my mogliśmy mieć stosunek do Kościoła? To nie było naginne, ale się zdarzało. A nie pozwolić przenocować w pustym kościele - to wystarczyło za wyrok śmierci. Szczególnie w małych miasteczkach..." [s. 201]

"... W 50 orcznicę powstanie w getcie Roman Kurkiewicz w Gazecie Wyborczej zauważy: "Być może 50 lat które minęło każ nam dzisiaj jasno odpowiedzieć, czym było powstanie 1943 roku. Czy tamta walka polskich Żydów pozostaje w naszej świadomości jednym z ogniw w walce Polaków z hitlerowskim okupantem? Czy jak twierdzili niektórzy wspólcześni zamkniętą sprawą żydowską? Czy byłą to inna "nie nasza" wojna?

Żydzi polscy bili się z Niemcami pod dwiema flagami, ponieważ oba te sztandary uważali za swoje. Czy będziemy kiedyś umieli mówić o tamtej walce - to było Pierwsze Powstanie Warszawskie?" [s. 193]

"... Adam Michnik w dniu obchodzów 60. rocznicy powstania znajdzie artykuł z tamtych czasów z Nurtu Młodych, pisma skarjnej prawicy, kto wie czy nie o wiele bardziej hańbiący niż opis opis lumpeproletariau bawiącego się na placu Krasinskich i zacytuje go w Gazecie Wyborczej:

"W pierwszych dniach akcji Żydzi wywiesili na placu Muranowskim flagę polską i syjonistyczną. To podkreślenie patriotyzmu polskiego jest co najmniej śmieszne, jeżeli nie cyniczne. Oczywiście nie pochwalamy masowych mordów hitlerowskich dokonywanych czy to na Żydach czy na innych narodowościach, ale uważamy że "naród wybrany" ideologie, nadzieje i interesy związał raczej z czerwonym sztandarem znad Wołgi, anieżeli z polskim Orłem Białym. Wiemy wszyscy doskonale jak postępowali Żydzi z Polakami na ziemiach okupowanych przez Rosję. Wiemy jak nieobliczalne straty poniósł naród polski za przyczyną tych włąśnie Żydów i dlatego też los jaki ich spotyka, straszny z punktu widzenia czysto ludzkiego, wydaje się jednak sprawiedliwym. Dziejowa Nemezis każe zawsze płacić za zbrodnie winy a karze również całe narody"

* * *

W tekście Jacka Żakowskiego Czarna sukienka, opublikowanym w Zyciu Warszawy w kwietniu 1993 roku pada doskonałe zdanie odnoszące się do słynnego hasła "Pawiak pomścimy!": "Napis Pomścimy getto" nie przetrwał - możliwe że go w ogóle nie było..." [s.160]

Do przemyślenia...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam;

W kwestii obojętności Edelman wiele razy powtarza, że najgorsze nie było to że ktoś współpracował z Niemcami tylko to odwracanie oczu, że niepewność czy nawet cięzko okupiona pieniądzem kwatera nie zostanie zdradzona, czy przypadkowo rzucone słowo "Żyd" i obojętność tłumu nie uśmierci kolejnej osoby.

to co poniżej także będzie "z Edelmana"

"... Na koniec Edelman trafi do szkoły Zgromadzenia Kupców, która jest pod wpływem faszyzującego Obozu Narodowo - Radykalnegop, i gdzie poznaje młodszego brata Jana Mosdorfa, współzałożyciela ONR, inicjatora antyżydowskich rozruchów. Co ciekawe, starszy Mosdorf trafi potem do Auschwitz, gdzie zostanie rozstrzelany za uczestnictwo w podziemnej organizacji obozowej i za... pomoc Żydom..." [s.21]

"... Edelman solidaryzując się z autorem [Gross - F.] i potwierdzając cytowane przez niego fakty, wyraźnie podkreśla też podczas spotkania z autorem na Uniwersytecie Jagiellonskim, że okrucieństwo Polaków niekoniecznie musiało być wynikiem antysemityzmu, ale moglo być następstwem zdeprawowania człowieka w czasie wojny. "Mordowanie Żydów to był czysty bandytyzm i ja bym tego wyłącznie antysemityzmem nie tłumaczył"

Edelman: Przez całą wojnę propaganda mówiłą: Żydzi nie są ludźmi. To działało przez cztery lata - dzielnica zakaźna, plakat z Zydem karaluchem, którego można zdeptać. To Niemcy wtlukli ludziom do głowy, a tu po wojnie życie jeszcze ciężkie. Tymczasem po Żydach zostały te mieszkania, te sklepy, meble, trochę towarów... Więc co teraz? Wraca ten Żyd i zabierze mi moje mieszkanie, mój dywan, moją zastawę, która leży u mnie już od całych dwóch lat? To przecież straszna rzecz jest!

Edelman wielokrotnie podkreśla, że w każdej społeczności są źli ludzie: - To nie jest okoliczność rozgrzeszająca niepamięć - jednak jeślui pozytywny dorobek Polaków traktujemy jako dziedzictwo narodowe to musimy również uznać brudne postępki popelniane przez Polaków. Dlatego trzeba pamiętać o Jedwabnem..." [s. 372]

"...Kościół był fatalny. Jeżeli księża po spowiedzi mogli wydać Żyda, to jaki my mogliśmy mieć stosunek do Kościoła? To nie było naginne, ale się zdarzało. A nie pozwolić przenocować w pustym kościele - to wystarczyło za wyrok śmierci. Szczególnie w małych miasteczkach..." [s. 201]

"... W 50 orcznicę powstanie w getcie Roman Kurkiewicz w Gazecie Wyborczej zauważy: "Być może 50 lat które minęło każ nam dzisiaj jasno odpowiedzieć, czym było powstanie 1943 roku. Czy tamta walka polskich Żydów pozostaje w naszej świadomości jednym z ogniw w walce Polaków z hitlerowskim okupantem? Czy jak twierdzili niektórzy wspólcześni zamkniętą sprawą żydowską? Czy byłą to inna "nie nasza" wojna?

Żydzi polscy bili się z Niemcami pod dwiema flagami, ponieważ oba te sztandary uważali za swoje. Czy będziemy kiedyś umieli mówić o tamtej walce - to było Pierwsze Powstanie Warszawskie?" [s. 193]

"... Adam Michnik w dniu obchodzów 60. rocznicy powstania znajdzie artykuł z tamtych czasów z Nurtu Młodych, pisma skarjnej prawicy, kto wie czy nie o wiele bardziej hańbiący niż opis opis lumpeproletariau bawiącego się na placu Krasinskich i zacytuje go w Gazecie Wyborczej:

"W pierwszych dniach akcji Żydzi wywiesili na placu Muranowskim flagę polską i syjonistyczną. To podkreślenie patriotyzmu polskiego jest co najmniej śmieszne, jeżeli nie cyniczne. Oczywiście nie pochwalamy masowych mordów hitlerowskich dokonywanych czy to na Żydach czy na innych narodowościach, ale uważamy że "naród wybrany" ideologie, nadzieje i interesy związał raczej z czerwonym sztandarem znad Wołgi, anieżeli z polskim Orłem Białym. Wiemy wszyscy doskonale jak postępowali Żydzi z Polakami na ziemiach okupowanych przez Rosję. Wiemy jak nieobliczalne straty poniósł naród polski za przyczyną tych włąśnie Żydów i dlatego też los jaki ich spotyka, straszny z punktu widzenia czysto ludzkiego, wydaje się jednak sprawiedliwym. Dziejowa Nemezis każe zawsze płacić za zbrodnie winy a karze również całe narody"

* * *

W tekście Jacka Żakowskiego Czarna sukienka, opublikowanym w Zyciu Warszawy w kwietniu 1993 roku pada doskonałe zdanie odnoszące się do słynnego hasła "Pawiak pomścimy!": "Napis Pomścimy getto" nie przetrwał - możliwe że go w ogóle nie było..." [s.160]

Do przemyślenia...

pozdr

""Napis Pomścimy getto" nie przetrwał - możliwe że go w ogóle nie było..." może trzeba by się spytać przedstawicieli gminy żydowskiej?

Zaś z twego wcześniejszego postu, będącego zasadniczo cytatem z Edelmana pomimo pytania nie dowiadujemy się ilu było szmalcowników, a jedynie opnię "Napis Pomścimy getto" nie przetrwał - możliwe że go w ogóle nie było... Edelmana, że wielu.

A na forum historycznym można przecież przytoczyć szacunki, które były czynione; a co ciekawe nie są one zbieźne z ogólnym osądem autora cytatu.

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witam;

secesjonista - zacytowałem Edelmana, a szmalcowników musialo być naprawdę sporo, jeśli wyroków śmierci wydanych było "tylko" pięćdziesiąt kilka. Przecież zwykłymi nikt się nie przejmował. Ktoś przecież kupowal wszystko to co w gettcie były wyprzedawane za naprawdę "psi grosz", ktoś zyl z systemu jako stworzono. Przecież w gettcie było kilkaset tysięcy osób - w jego "szczytowej" formie, przecież ono jakoś musiało funkcjonować... a w takiej a nie innej formie prawnej - szmalcownik czył się jak ryba w wodzie. Nie wiem jakie masz dane, ale według mnie ich liczbę można co najwyżej szacować...

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam;

secesjonista - zacytowałem Edelmana, a szmalcowników musialo być naprawdę sporo, jeśli wyroków śmierci wydanych było "tylko" pięćdziesiąt kilka. Przecież zwykłymi nikt się nie przejmował. Ktoś przecież kupowal wszystko to co w gettcie były wyprzedawane za naprawdę "psi grosz", ktoś zyl z systemu jako stworzono. Przecież w gettcie było kilkaset tysięcy osób - w jego "szczytowej" formie, przecież ono jakoś musiało funkcjonować... a w takiej a nie innej formie prawnej - szmalcownik czył się jak ryba w wodzie. Nie wiem jakie masz dane, ale według mnie ich liczbę można co najwyżej szacować...

pozdr

Nie wiem czy czytasz dokładnie posty na które odpowiadasz, ale ja właśnie pisałem o "szacunkach".

Na marginesie co to znaczy "sporo"?

Share this post


Link to post
Share on other sites
FSO   

Witaj;

czytam, choć czasem jestem zmęczony [zbyt bardzo]. Szacunkami nie dysponuję. Poza tym nawet jeśliby padły procenty [strzelam - co 20 ty...] - to jak traktować osoby które raz, lub kilka razy wykorzystywały sytuację i "dorabialy" [może lepiej powiedzieć - rabowały, szantażowały] osobę podejrzewaną o to że jest Żydem. Okazja wszakże nie tylko złodzieja czyni.

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antek   
Witaj;

czytam, choć czasem jestem zmęczony [zbyt bardzo]. Szacunkami nie dysponuję. Poza tym nawet jeśliby padły procenty [strzelam - co 20 ty...] - to jak traktować osoby które raz, lub kilka razy wykorzystywały sytuację i "dorabialy" [może lepiej powiedzieć - rabowały, szantażowały] osobę podejrzewaną o to że jest Żydem. Okazja wszakże nie tylko złodzieja czyni.

pozdr

Witam,

czas II w. św. Spędziłem w Warszawie. Podobnie jak wszyscy warszawianie byłem świadkiem toczącego się w Warszawie jednego z najbardziej tragicznych rozdziałów szoa.

Byłem też w tamtym dramatycznym czasie świadkiem niejednej podłości, jakich doznali Żydzi ze strony ich nie-żydowskich współobywateli. Pamiętam także pewne zdarzenia określane mianem szmalcownictwo. To ostatnie nurtuje mnie niezmiennie od wojennych lat.

Inspirowany wpisem FSO pozwolę sobie w tej kwestii zająć nieco więcej miejsca na stronach tego forum.

FSO: z ksiązki o Edelmanie:

"... - Czy szmalcowników było wielu?”

Są na to pytanie odpowiedzi historyków, piszą o tym pamiętnikarze.

Gunnar S. Paulsson, autor studium "Secret City. The Hidden Jews of Warsaw, 1940-1945" (Yale University Press, 2002), publikuje swe ustalenia na ten temat w pismach naukowych (np. "The Journal of Holocaust Education", T. 7, nr 1 - 2, 1998 r.):

"Wśród czterdziestu siedmiu zidentyfikowanych w literaturze pamiętnikarskiej szmalcowników 44 to Polacy, 2 to folksdojcze i 1 Żyd".

Andrzej Krzysztof Kunert- Szmalcownictwo, żerowanie na tragedii ludzi najciężej doświadczanych, spośród wszystkich negatywnych zachowań czasu wojny budziło i budzi chyba największą odrazę, jednak trzeba na nie patrzeć w możliwie szerokim kontekście - uważa historyk dziejów najnowszych Kunert.

Trzeba pamiętać, że w każdym okupowanym kraju rośnie skala demoralizacji społecznej i patologii oraz powstają warunki wyjątkowo sprzyjające szerzeniu się postaw bierności i obojętności. Z tego względu na szczególne podkreślenie zasługują wyróżniające się pozytywnie postawy i zachowania wielu ludzi, choćby z kręgu Rady Pomocy Żydom „Żegota” i wszystkich, którzy nieśli pomoc współobywatelom innej narodowości. W wypadku szmalcownictwa w okresie Holokaustu istotą sprawy „czarnego marginesu” jest znacznie szerszy problem demoralizacji i patologii, a nie tylko sam antysemityzm (warto pamiętać, że w Polsce w pomoc Żydom zaangażowani byli i antysemici).

Szmalcownictwo ma też swój historyczny kontekst - lato 1941 roku stanowi ogromnie ważną cezurę dla postaw społeczeństwa wobec Polaków żydowskiego pochodzenia. Po rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej zniknęła granica przez niemal dwa lata dzieląca dwie okupowane połowy Polski i ze Wschodu zaczęły przenikać informacje o nagannym zachowaniu się polskich Żydów pod okupacją sowiecką. Zawierały one wiele uogólnień, ale wówczas przyjmowano je jako wiernie oddające stan faktyczny. Możliwości weryfikacji danych były znikome. Generalizacjom sprzyjał popularny przed wojną stereotyp żydokomuny, rzekomej skłonności wszystkich Żydów do bolszewizmu. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie zachowania negatywne oraz naganne czyny w kontekście stosunków polsko-żydowskich były dziełem konkretnych, pojedynczych Polaków i Żydów - jednostek, czasem grup, ale żadne z nich nie wyrażały stanowiska całej zbiorowości, żadne nie zostały też dokonane w imieniu zbiorowości, społeczeństwa czy państwa.

Drugą ważną cezurą w postawach wobec Żydów był wybuch powstania w getcie warszawskim w kwietniu 1943 roku. Wydarzenie to pociągnęło za sobą bardzo wyraźną zmianę postaw wielu środowisk społecznych i konspiracyjnych w okupowanej Polsce, zarzucających wcześniej polskim Żydom bierność i brak oporu.

Gdy mowa o szmalcownictwie, trzeba pamiętać, że procent ludzi tworzących czarny margines był relatywnie niski oraz że - w dostępnym wówczas zakresie - był publicznie piętnowany i karany. Sądy podziemne - wojskowe i cywilne - wydały ok. 2500 wyroków śmierci. Te pierwsze działały już od 1940 roku, drugie zaś dopiero od grudnia 1942 roku, co było spowodowane wątpliwościami prawników, gdyż sądownictwo podziemne nie dawało oskarżonym gwarancji procesowych. Jego powstanie zbiegło się w czasie z „nieomal klęską społeczną”, jak w sprawozdaniu „Żegoty” za lata 1942-1943 określono plagę szantaży wobec Żydów i osób ich ukrywających.

Jan Grabowski („Szantażowanie Żydów w Warszawie 1939 – 1943”)

„Znane i udokumentowane są przypadki kilku warszawskich gangów szmalcowniczych, w których wspólnie działali Polacy i Niemcy przy współpracy Żydów, znających środowisko i wystawiających bogatych ziomków na żer.

Nieco światła na problem rzucają dokumenty warszawskich Sądów Specjalnych (o niemieckim składzie sędziowskim) które rozpatrywały i karały za szmalcownictwo. Z dostępnych akt za lata 1940-1943 wynika, że na ok. 240 sądzonych przypadków szmalcownictwa sprawcami 159 byli Polacy, 45 – Reichsdojcze i folksdojcze, reszta (36) to szmalcownicy Żydzi i inne nacje (w tym Turek, skarżący się na szykany niemieckich żołnierzy z racji ciemnej karnacji). Ciekawe jest pochodzenie społeczne szantażystów – od >>robotników wykwalifikowanych poprzez urzędników, artystów, chłopów, handlarzy, cukierników, czterech tramwajarzy, ośmiu uczniów szkół średnich, korepetytora j. francuskiego<< po autentycznego hrabiego.

Nie sposób nie powiedzieć o haniebnej roli granatowej policji w szmalcowniczym procesie (niezależnie od wielu szlachetnych postaci z tejże policji). Zaangażowanie policji w szmalcowniczy proceder osiągnęło taki stopień, że major Policji Państwowej Franciszek Przymusiński, we wrześniu 1943 surowo potępił wymuszanie okupu od osób niearyjskiego pochodzenia. Dla przykładu - latem 1940 roku gestapo przeprowadziło śledztwo i osadziło w więzieniu większość policjantów z posterunku na ul. Kapucyńskiej, którym udowodniono

>>rewizje w mieszkaniach bogatych Żydów i rekwirowanie kosztowności i pieniędzy. Jeżeli tych nie znaleziono, właścicieli mieszkań zatrzymywano w areszcie, póki nie zapłacili okupu za zwolnienie<<; zaś na posterunku PP w Otwocku (1941) nagminne było zatrzymywanie i >>zwalnianie aresztowanych Żydów, pobierając za to ogromne kwoty sięgające 10 tys. zł od głowy<<.

Powyższe z akt niemieckiej prokuratury w >>Warszawskich Sądach Specjalnych<<.”

W innym miejscu autor pisze: “Według raportu Delegatury z 1942 roku stolicę Polski można było podzielić na >>trzy Warszawy<<. W >>pierwszej<< Warszawie, tej walczącej i bohaterskiej, >>mieszkała<< jedna czwarta mieszkańców miasta. W >>drugiej<< Warszawie, tej starającej się żyć tak, aby przeżyć, mieszkało ok. 70% mieszkańców. W >>trzeciej<<, haniebnej, Warszawie miało mieszkać 5% ludności, określonej przez >>Biuletyn Informacyjny<< jako >>pośmiecie i hołota<<. Wedle szacunków Tomasza Szaroty w >>haniebnej<< Warszawie mogło zamieszkiwać 50 do 60 tysięcy ludzi. Nastroje warszawiaków niewiele odbiegały od >>przeciętnej krajowej<<. Obojętność (lub też otwarta wrogość) w stosunku do Żydów stanowiła normę publicystyki podziemnej, od której - jako wyjątek – pozytywnie odbijały się artykuły >>Biuletynu Informacyjnego<<.

Tenże historyk w innym miejscu swojej książki: ”[…] Wbrew często powtarzanym opiniom, szmalcownictwo nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Wielu warszawiaków stało się bezpośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz także męczeństwa tych wszystkich, którzy – bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów – zdecydowali się pozostać w getcie i podzielić los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary >>zatrzaśniętych drzwi<< - ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami, w odruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.”

„Niektórzy szmalcownicy, poprzednio ogołociwszy szantażowane Żydówki ze wszystkich pieniędzy, dalszy haracz pobierali w naturze, gwałcąc ukrywające się kobiety. Nie widać tu motywacji finansowych, ale niewątpliwie dochodziło do szantażu i do pobieranie swoiście rozumianego okupu.”

„[…] Na ponad dwieście czterdzieści osób oskarżonych o wymuszanie na Żydach, którymi interesowały się niemieckie sądy w Warszawie w latach 1940 – 1943, znajdujemy zaledwie dwudziestu przedwojennych kryminalistów. W ogromnej większości mamy więc do czynienia z ludźmi, którzy na drogę do przestępstwa wstąpili dopiero w czasie okupacji. Równie ciekawy jest skład narodowościowo-etniczny czmalcowniczego cechu. Wśród szantażystów większość (159) stanowią, by odwołać się do terminologii okupacyjnej >>Polacy wyznania rzymskokatolickiego, aryjczycy<<. Drugą, co do wielkości (45 osób) grupą są Niemcy (zaliczam do nich tak Reichsdeutschów, jak i folksdojczów). […] Pozostałe trzydzieści parę osób przypada na szantażystów-Żydów oraz na przedstawicieli innych narodowości. […] Szantażystą o najlepszej paranteli był niewątpliwie młody hrabia, zaaresztowany podczas próby wymuszenia okupu od dwóch żydowskich handlarzy”.

POLOWANIE NA LUDZI

W samej Warszawie było kilka tysięcy szmalcowników ...

Aż 5874 [z danych wcześniejszych – Antek] drzewka w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, upamiętniające Polaków, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów w czasie okupacji, stworzyłyby niemal las. żaden inny naród nie ma ich więcej. Niestety, gdyby zasadzić las upamiętniający Polaków, którzy wydawali Żydów na pewną śmierć, byłby on równie gęsty. Szmalcownictwo to jeden z najbardziej haniebnych aspektów naszej najnowszej historii. Na podstawie lektury doniesień dotyczących wojennej kariery Jana Kobylańskiego widać, że choć pojęcie "szmalcownik" nadal funkcjonuje w świadomości zbiorowej, wymaga uściślenia. Według słownikowej definicji, szmalcownikiem był ten, kto "wymuszał na kimś okup, zwykle na żydzie, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce gestapo". Historycy założyli z góry, że chodziło tu o zjawisko marginalne, a samych szmalcowników kwalifikowali jako "męty i kryminalistów" kolaborujących z hitlerowcami. Niestety, założenia te opierały się raczej na pobożnych życzeniach badaczy niż na analizie dostępnych dowodów źródłowych. A okazuje się, że dowodów takich jest pod dostatkiem.

JESTEM z GESTAPO.

To zaskakujące, lecz sami Niemcy ścigali szmalcowników i wytaczali im sprawy karne. Przyczyną aresztowań było bezprawne podawanie się przez szmalcowników za gestapo, szerzenie korupcji wśród funkcjonariuszy niemieckich lub też lekkomyślne szantażowanie "rdzennych Polaków" wziętych za żydów. SS-Hauptscharfuehrer Stuellenberg następująco podsumował sytuację: "Ze względu na to, że tego rodzaju sprawy [szantaże żydów] są już powszechnie znane i jako że narażają one na szwank dobre imię organów gestapo, należy wobec zatrzymanych zastosować wyjątkowo surowe kary, aby nie dopuścić do podobnych wypadków w przyszłości". W aktach sądów niemieckich zachowały się teczki kilkuset "podobnych wypadków", umożliwiając historykowi dokonanie analizy zakresu i charakteru szmalcownictwa.

POWSZECHNE DONOSICIELSTWO

Szmalcownictwo z całą pewnością nie zaliczało się do problemów marginalnych. Na duży jego zakres wskazuje nie tylko to, że w języku polskim zaszła potrzeba stworzenia słowa na określenie ludzi zajmujących się tym procederem, lecz również dramatyczny ton współczesnych świadectw. Jesienią 1941 r. generał Stefan Grot-Rowecki uderzał na alarm, że w kraju "szerzy się przestępczość, rozwinęło się donosicielstwo, zaznaczyły się przypadki zbrodniczego współdziałania z okupantem". W prasie konspiracyjnej pisano natomiast o tym, że "zatrważający wzrost denuncjatorów, nieprawdopodobne rozszerzenie się zgranych kół szantażystów zagraża spokojowi coraz większej ilości ludzi, czyniąc nieznośnym życie tych, którzy prześladowani przez okupanta czują się jak zgonione wściekłe psy". Emanuel Ringelblum, kronikarz getta, niedługo przed śmiercią pisał w ukryciu: "szantażyści i szmalcownicy są wieczną zmorą żydów po aryjskiej stronie. Nie ma dosłownie żyda "na powierzchni" czy "pod powierzchnią", który by nie miał z nimi do czynienia". Według Ringelbluma, w samej Warszawie szmalcownictwem zajmowało się "kilkaset do kilku tysięcy ludzi". Według innych szacunków, w samej stolicy szmalcownictwem miałoby się zajmować od 3 tys. do 4 tys. ludzi. Prace prowadzone przez warszawskie Centrum Badań nad Zagładą żyd-w wskazują na niepokojącą skal" szmalcownictwa w regionach wiejskich okupowanej Polski.

POLACY FIZJONOMIŚCI

Dla wielu ukrywających się po aryjskiej stronie żydów szmalcownicy stanowili zagrożenie większe niż Niemcy. Jeden z ocalonych pisze: "Jak chodziłem po ulicy, to się bardziej bałem, że natknę się na Polaka szmalcownika niż na Niemca. Niemcy w olbrzymiej większości nie byli, nazwijmy to, fizjonomistami. Niemcy się nie orientowali". Według innego świadka, "zagrożenie ze strony Niemców było zagrożeniem drugiego stopnia, mogli oni weryfikować żydów pośrednio, właściwie dopiero wtedy, gdy ci znaleźli się już w komisariacie czy gestapo". Nie są to stwierdzenia bezpodstawne. Jak wynika z policyjnych meldunków zachowanych w aktach sądów niemieckich, w znakomitej większości wypadków ujęcia żydów przebywających poza gettem bez opaski dokonali Polacy.

Szmalcownictwo było zajęciem intratnym. Na podstawie zachowanych materiałów można stwierdzić, że wysokość wymuszanego haraczu pozostawała w bezpośrednim związku ze stopniem zagrożenia ze strony Niemców. Na początku okupacji, gdy za brak opaski z gwiazdą Dawida złapanym żydom groziło więzienie lub grzywna, szantażyści zadowalali się kilkuset złotymi. Od jesieni 1941 r., kiedy to za podobne przewinienie groziła już kara śmierci, targi się skończyły i haracze wynosiły nawet dziesiątki, a niejednokrotnie nawet setki tysięcy złotych. Na przykład od Adolfa Bermana, polityka partii Poalej Syjon-Lewica, szmalcownicy zażądali 500 tys. zł. Zgoła innym typem wymuszeń były gwałty dokonywane na kobietach poprzednio już odartych ze wszystkich oszczędności.

HRABIA SZMALCOWNIK

W literaturze historycznej można się spotkać z twierdzeniem, że szmalcownicy to folksdojcze, przedwojenni przestępcy i przedstawiciele skryminalizowanego lumpenproletariatu. Obfitość danych zawartych w aktach sądów niemieckich okupowanej stolicy pozwala nam na weryfikację tych założeń. Już wstępna analiza akt zadaje kłam twierdzeniom o kryminalnej przeszłości szmalcowników. Spośród setek szantażystów i szmalcownik-w mniej niż 10 proc. mogło się wykazać przedwojennym stażem kryminalnym. W ogromnej większości mamy więc do czynienia z ludźmi, ktęrzy na drogę przestępstwa wstąpili dopiero podczas okupacji. Jeśli chodzi o skład narodowościowo-etniczny, zdecydowaną większość stanowili (odwołując się do terminologii lat wojny) "Polacy wyznania rzymskokatolickiego, aryjczycy". Drugą co do wielkości grupą byli Niemcy, a trzecią

- szmalcownicy żydzi, rozpracowujący dobrze im znane środowisko od środka. Większość podejrzanych o szmalcownictwo to mężczyźni między 25. i 40. rokiem życia, wywodzący się z bardzo rożnych sfer społecznych. Wśród szmalcowników odnaleźć bowiem można zarówno robotników, jak i tramwajarzy, uczniów szkół średnich, handlarzy, artystów, magistra teologii, a nawet młodego hrabiego, zatrzymanego przez Niemców podczas próby "brutalnego wymuszenia" na dwóch warszawskich żydach. Schwytani szmalcownicy tłumaczyli się na różne sposoby. Jedni wskazywali na trudne warunki materialne, inni mówili o chęci niesienia pomocy władzom niemieckim. Wszyscy natomiast odnosili się do swych ofiar z pogardą pozbawioną krzty współczucia. W protokołach przesłuchań można natrafić na następujące stwierdzenie: "poszedłem po kota" (tak w gwarze szmalcowników określano żyda). Jeden z prowadzonych na komisariat szmalcowników próbował przekonać eskortującego go granatowego policjanta, który tak to relacjonuje: "żebym go natychmiast zwolnił (...). Prócz tego zapytywał mnie, czy ja jestem uczciwym Polakiem i że o ile nim jestem, to dlaczego broni" żydków". Ojciec wspomnianego wcześniej hrabiego P. tłumaczył działania syna "antysemicką propagandą, którą nasiąknął syn przed wojną".

BEZKARNOŚĆ

Jaki los spotkał szmalcowników? Nieliczne wyroki śmierci, wydane przez sądy podziemne, dotyczyły zasadniczo szmalcowników zaangażowanych równocześnie w rozpracowywanie polskiego podziemia. Jeżeli chodzi o Niemców, to karali oni szmalcowników nie tyle za prześladowanie żydów, ile za korumpowanie urzędników niemieckich. Natomiast powojenne procesy wytoczone na podstawie oskarżeń wysuniętych przez ofiary objęły bardzo niewielu szantażystów. Zazwyczaj tych, których szantażowani żydzi znali z nazwiska i potrafili zidentyfikować. Można śmiało założyć, że w ogromnej większości wypadków szmalcownikom włos z głowy nie spadł i dożyli oni wśród nas spokojnej starości.

____________

Szmalcownictowo przybrało w na początku roku 1943 w GG, a zwłaszcza w Warszawie takie rozmiary, że Kierownictwo Walki Cywilnej wystosowało (18.3.1943 r.) proklamację, aby przeciwdziałać stosowaniu szantażu wobec Polaków udzielających schronienia Żydom: "Kierownictwo Walki Cywilnej ogłasza, co następuje: naród polski, sam będąc ofiarą straszliwego terroru, z przerażeniem i współczuciem zaświadcza o rzezi pozostałej jeszcze przy życiu ludności żydowskiej w Polsce. Ich protest przeciw tej zbrodni doszedł do uszu wolnego świata. Ich owocna pomoc Żydom uciekającym z gett i obozów zagłady, skłoniła niemieckiego okupanta do wydawania dekretów grożących śmiercią Polakom, którzy będą pomagać Żydom w ukrywaniu się. Ale niektórzy, pozbawieni czci i honoru, rekrutujący się ze świata przestępczego, odkryli nowe, świętokradcze źródło korzyści: szantażowanie Polaków ukrywających Żydów i samych Żydów. Kierownictwo Walki Cywilnej ostrzega, że każdy przypadek szantażu będzie zarejestrowany i ukarany z całą surowością - jeśli to możliwe natychmiast, jeśli nie - w przyszłości".

Stefan Korboński („Polacy, Żydzi i holocaust”)

„Zgodnie z instrukcjami Kierownictwa Walki Cywilnej, po ogłoszeniu niniejszej proklamacji, sądy podziemne wydały wiele wyroków śmierci. Prasa podziemna i radio podawały, gdy taki wyrok wykonano (przez rozstrzelanie). Za prześladowanie Żydów wyroki wykonano na następujących Polakach: Bogusławie alias Borysie Pilniku, Warszawa; Antonim Rozmusie, dowódcy plutonu policji kryminalnej w Warszawie; Janie Grabcu, Kraków; Wacławie Noworolnym, Lipnica Wielka; Tadeuszu Stefanie Karczu, Warszawa; Franciszku Sokołowskim, Podkowa Leśna; Antonim Pajorze, Dobranowice; Januszu Krystku, Grębków; Janie Lakińskim, Warszawa; Bolesławie Szostaku, Warszawa; Antonim Pietrzaku, Warszawa.

W nagłych wypadkach, kiedy przedłużenie sprawy mogło zagrażać życiu lub bezpieczeństwu ukrywających się Żydów lub ukrywających ich ludzi, Kierownictwo Walki Cywilnej, dekretem z dnia 7.2.1944 roku, zezwoliło na natychmiastową likwidację szantażystów i donosicieli, bez wyroku sądowego, lecz jedynie na podstawie rozkazu miejscowych władz Podziemia, najczęściej dowódcy Walki Cywilnej. Na przykład miejscowy dowódca, Witold Rudnicki, wydał rozkaz rozstrzelania bez wyroku sądowego czterech szantażystów grożących zdradą Żydów ukrywających się w Pustelniku k. Warszawy.”

Prof. Leszek Gondek natomiast pisze („Polska karząca 1939-1945”): „Kilka miesięcy po utworzeniu warszawski CSS [Cywilne Sądy Specjalne – Antek] zajął się również zwalczaniem >>szmalcowników<<, pierwszy wyrok śmierci w takiej sprawie wydając 7 lipca 1943 r.. Miesiąc później sąd ten rozpatrywał już sprawy 6 następnych prześladowców Żydów. Ogółem do momentu wybuchu Powstania Warszawskiego prowadzono w Warszawie i województwie śledztwa w około 200 sprawach, z czego 100 skierowano do sądu, zaś CSS m.st. Warszawy i woj. warszawskiego wydał po ich rozpatrzeniu około 60-70 wyroków śmierci (w 30% dotyczyły one przestępców winnych prześladowania ludności żydowskiej).”

Antek: Nawiązując do proklamacji Kierownictwa Walki Cywilnej , to wciąż trudno znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego za ściganie szmalcowników sądownictwo podziemia zabrało się dopiero w roku 1943?! Przecież ten haniebny proceder istniał niemal od utworzenia GG, a zwłaszcza gett.

I jeszcze tenże autor: „27 000 Żydów ukrywających się w Warszawie polegało na pomocy około 50 do 60 tysięcy osób, które wynajdowały dla nich kryjówki i około 20 do 30 tysięcy osób, które pomagało na rozmaite inne sposoby. Z drugiej strony, szmalcownicy, agenci policji oraz inne aktywnie antyżydowskie elementy liczyły może od 2 do 3 tysięcy. Każdy z nich atakował dwie lub trzy ofiary miesięcznie. Innymi słowy, ci, którzy pomagali stanowili grupę od 20 do 30 razy większą od tych, którzy na Żydów polowali. Osoby aktywnie zaangażowane w pomoc Żydom tym samym stanowiły od 7 do 9 procent ludności Warszawy; Żydzi stanowili 2,7% ludności miasta; a osoby polujące na Żydów stanowiły może 0,3 % ludności. Wszyscy oni składali się na tajne miasto liczące przynajmniej 100 000 osób, czyli dwa razy więcej niż 40 000 żołnierzy stołecznego garnizonu słynnego polskiego podziemia wojskowego Armii Krajowej.”

Pozdrawiam

i przepraszam za dłużyznę!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.