Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Pancerny

Prawa, zwyczaje i ciekawostki morskie w XVII/XVIII wieku

Rekomendowane odpowiedzi

maxgall   
[...] Po drugie, jeśli autor herbarza uważa, że opisana bandera, mająca jako jeden z elementów herb Wazów, pochodzi z końca XVII wieku, to... To ja temu autorowi gratuluję :)

Po trzecie wreszcie, autorzy wyraźnie zaznaczają, że nie zachowały się materiały ikonograficzne, opierają się na znalezionych opisach, więc mogły pojawić się pewne przekłamania. Zapewne więc bandera królewska była podobna do przedstawionej chorągwi. Wydaje mi się, że podstawowym elementem różniącym mógł być biały krzyż zamiast pasa.[...]

Małe sprostowanie (taki remanencik :) ).

Chyba niezbyt jasno się wyraziłem w poprzednim wpisie. Nie chodziło mi o elementy nawiązujące do herbu Wazów, lecz o tło bandery: czyli z jednej strony bandera przedstawiona m.in. przez Pana Koczorowskiego (biały orzeł w czerwonym polu) a z drugiej bandera trójpolowa (lub pasiasta o wielu pasach) czerwono-biało-czerwona (z elementami herbowymi lub nie - to w tym przypadku bez znaczenia) .

Pierwszy znany mi obraz przedstawiający polska banderę to obraz przedstawiający "Okręt Kościoła" z końca XV wieku.

3a6b202837e9dc6emed.jpg

Na tym właśnie obrazie widnieje bandera na której jest biały orzeł na czerwonym polu.

Kolejne przedstawienia polskiej bandery pochodzą z początku wieku XVIII (lub z końca XVII) i również przedstawiają białego orła na czerwonym polu.

Niestety nie udało mi się znaleźć żadnego wizerunku, ani opisu bander z końca wieku XVI i pierwszej połowy następnego.

Podejrzewam że autorzy wskazani przez Viss'a również nie mogąc znaleźć wizerunków bandery z początków XVII wieku, przyjęli że jeżeli "przedtem" i "potem" bandera przedstawiała białego orła na czerwonym polu, to "pomiędzy" również musiała wyglądać tak samo.

Jest również możliwe że wszyscy oni przepisują bezkrytycznie za "pierwszym" który w ten sposób przedstawił bandery z tego okresu, jak również jest możliwe że ten "pierwszy" podpierał się nieznanym nam źródłem (którego niestety nikt nie wskazuje)

Ja jednak mam wątpliwości, gdyż zachowane ryciny z epoki wskazują na możliwość występowania bandery "pasiastej".

Szkoda że Viss juz tu nie zagląda, gdyż być może by mnie sprostował (niestety nie mam dostępu do wskazanych przez niego pozycji :) ).

pozdr

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jednym z ciekawszych praw morskich było w okresie RON tak zwane „Prawo brzegowe”, zgodnie z którym dozwolone było zabranie wszystkiego co morze wyrzuciło na brzeg. Łącznie z towarami z rozbitych statków. Oczywiście jeżeli znalazca natknął się na jakiegoś rozbitka, to zobowiązany był udzielić mu pomocy i oddać znalezione towary. Ale z tym jakoś sobie radzono :)

Niektóre z pomorskich Maszoperii (czyli takich spółek rybackich) uczyniły z tego procederu swoje podstawowe źródło utrzymania, zwabiając statki na skały za pomocą „fałszywych ogni”.

pozdr

Kilka kwestii...

termin "prawo brzegowe" w czasach RON nie występowało, w późniejszej literaturze na ogół przyjmowano rozróżnienie na "prawo nadbrzeżne" tyczące się wybrzeży morza i "prawo brzegowe" tyczące się rzek. Za czasów RON na ogół mówiono o strądzie, czy sprawach strądowych (od strąd - wybrzeże), tak np. stoi księgach ławniczych puckich. Pod rokiem 1635 nadmienia się, że sprawy strądowe przynależą do zamku puckiego, w wilkierzu dla starostwa puckiego z 1767 r. mowa jest o obowiązku objeżdżania strądu.

/Z. Zdrójkowski "Występowanie języka polskiego w aktach miast wo. pomorskiego", Zapiski Tow. Naukowego w Toruniu, T. XV, z. 1-2, 1949/

W sumie najstosowniejszym terminem mogło być też: "prawo topania" (od topać: co oznaczało rozbicie statku), bez użycia słowa prawo, Czacki ukuł celny neologizm: "okrętobicie".

Co ciekawe wedle niektórych badaczy prawo to dotyczyło również dróg, na zasadzie: "co z wozu spadło, to przepadło", tycząc się przewróconych czy rozbitych wozów. Na wzór prawa załamania mostów, jakie znamy jeszcze z czasów Władysława Łokietka (dokument z 1298 r.), które stanowiło, że towary z wozów pod którymi załamał się wóz przypadają właścicielowi gruntu.

Prawo to nie ograniczało się jedynie do tego co morze wyrzuciło na brzeg, w większości krajów tyczyło się pewnej odległości wgłąb morza. W XVI w. w Meklemburgii istniała zasada, że władza księcia sięga aż do miejsca, do którego człowiek siedzący na koniu może dorzucić podkowę, w innych wariantach było to miejsce do którego można dorzucić żelazem od pługa. Podobnież wspomina Sarnicki w swych "Księgach hetmańskich" gdzie pisząc o królu duńskim nadmienia:

"o którym Gdańszczanie wieść puszczają, że sobie dominium maris przywłaszcza i posiadać by miał tę przypowieść, że król Polski nie ma morza, jeno brzeg, póki koń nie webrnie, napawając go".

/szerzej: S. Bodniak "Sprawy morskie w Księgach hetmańskich Sarnickiego (1575-1577)", "Rocznik Gdański", XII, 1938/

Bodaj najdziwniej zakres tej władzy określano na Islandii, oto miało być to do miejsca, w którym widać dorsza (średnich rozmiarów) na statku, kiedy patrzący stoi na linii najwyższego stanu morza.

/szerzej: K. Maurer "Island von seiner ersten Entdeckung bis zum Untergange des Freistaats"/

(...)

Oczywiście jeżeli znalazca natknął się na jakiegoś rozbitka, to zobowiązany był udzielić mu pomocy i oddać znalezione towary.

Z tym w różnych krajach było różnie:

"Prawo nadbrzeżne może bowiem być wykonane, chociaż właściciel jest obecny (np. gdy ocalał z katastrofy i wraz ze swym towarem znalazł się na wybrzeżu). może ono być wykonane, gdy jest powszechnie wiadomym do kogo należą rzeczy wyrzucone na wybrzeże morskie".

/S. Matysik "Prawo nadbrzeżne (Ius naufragii). Studium z historii prawa morskiego", Toruń 1950, s. 17; skąd zaczerpnięto te informacje/

Ciekawy przykłady ustaw i zbiorów prywatnych co do rzeczonego prawa podaje Opet, otóż odnalazł on zapiski, w których prawo nadbrzeżne jest wykluczone, o ile katastrofę przeżył pies, kot czy kogut, choć jak nadmienia Matysik mało jest przykładów praktycznego stosowania takiż regulacji.

Wiek XVII to okres kiedy intensywnie w wielu krajach ograniczano prawo do korzystania z dobrodziejstw, które dawało morze. Nadawano przywileje określonym osobom, miastom, określano regale morskie (tak np. głowa wieloryba należała do króla Anglii, a ogon do królowej) z drugiej strony wiele miast walczył o zwolnienia swych kupców z regulacji prawa nadbrzeżnego.

Wracając do RON...

Stefan Batory w swym liście do Lubeki stwierdza, że prawo takie u nas nie obowiązuje:

"Jeżeli nie jest w mocy ludzkiej odwrócić rozbicia okrętów, to niegodnym jest ciągnąć z nich zyski. Jeżeli burza nieszczęśliwemu nie wszystko zabrała, dlaczegóż mielibyśmy być okrutniejszymi od wichrów i mórz? Ani my, ani nasi poprzednicy nie inaczej uważaliśmy rozbitków, jak za ludzi, którzy w nieszczęściu większe od naszej opieki mają prawo. Towary nieprzyjacielskich rozbitków kazaliśmy im powrócić, a ludzi wolno puścić kazaliśmy, bo sądzimy, że w rozbiciu nie byli nam nieprzyjaznymi, ani też szkodliwymi być nie mogli".

/W. Dutkiewicz "Prawa cywilne, jakie w Polsce od r. 1347 do wprowadzenia Kodeksu Napoleona obowiązywały", Warszawa 1869, s. 153/

Władca ów w 1585 potwierdził regulacje Zygmunta I (z 1526 r.), które weszły w skład tzw. Tractatus portorii. Wcześniejsze regulacje, będące statutem Gdańska, stwierdzały, że rzeczy rozbitków mają pozostawać w rękach rady i burgrabiego, do czasu aż nie zgłosi się prawowity właściciel. Rzeczy psujące się należy sprzedać, a uzyskaną kwotę przechować. Gdyby nie zgłosił się właściciel, rozporządzenie znalezionymi rzeczy będą wtedy rozdysponowane przez władcę.

Dopiero Jan Kazimierz w 1659 r. zrzeka się na rzecz Gdańska praw swych do rzeczy, po które nie zgłosi się właściciel.

Najśmieszniejszym jest przywilej Zygmunta I który nadał Ormianom lwowskim przywilej, stanowiący:

"Gdyby okręt blizko miasta rozbił się, godzi się miasta onego ludziom ratować i wydźwignąć dobro one z ginienia morskiego".

Pytanie: jakie jest prawdopodobieństwo katastrofy statku w odmętach morskich... pod Lwowem?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.