Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Estera

Działania dyplomatyczne w okresie powstania listopadowego

Rekomendowane odpowiedzi

Estera   

Jakie działania dyplomatyczne prowadzono podczas powstania listopadowego? Jaki miały cel? Jak wyglądały? Jak je oceniacie? Czy były one ważne? Zapraszam do ogólnej dyskusji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Rząd powstańczy wysłał do Berlina z misją dyplomatyczną Tadeusza Mostowskiego. Nieszczególnie udaną była ta misja, bo wysłannik musiał się wyrzec... swego rządu. Co rosyjski ambasador hrabia Frans Alopaeus skwitował: "Taki przedstawiciel rządu nie może być niebezpiecznym działaczem politycznym".

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
jancet   

Jakie działania dyplomatyczne prowadzono podczas powstania listopadowego? Jaki miały cel? Jak wyglądały? Jak je oceniacie? Czy były one ważne?

Wpis Secesjonisty daje nadzieje na pewną dyskusję.

Co do lektur to najlepiej sięgnąć po Powstanie Listopadowe 1830-1831. Dzieje wewnętrzne. Militaria. Europa wobec powstania. [red.:] Władysław Zajewski, PWN, Warszawa 1980, gdzie znajdziemy teksty Dutkiewicza "Francja i Wielka Brytania wobec Powstania Listopadowego", Zajewskiego "Belgia wobec Powstania Listopadowego" czy Kocója "Władze pruskie wobec Powstania Listopadowego". Brakuje Austrii !!! Dutkiewicz pisał doktorat na ten temat, ale to nader dawno było i nie jestem pewny, czy zaowocowało monografią. Nader szczegółowy, ale zarazem nader osobisty opis działań Rządu Narodowego wobec władz Austrii znajdziemy w "Moich przeprawach" - pamiętnika Andrzeja Zamoyskiego, Gebethner i spółka, Kraków 1911 - ja korzystałem z reprintu Krajowej Agencji Wydawniczej, Kraków 1986, egz. Nr 1012.

Podkreślam jednak że bardzo wiele ciekawych informacji jest rozproszonych po różnych publikacjach źródłowych i opracowaniach, a wszystko to czytałem dość dawno.

Jakie działania dyplomatyczne prowadzono podczas powstania listopadowego? Wolę określenie "podczas wojny polsko-rosyjskiej 1831". Rozróżnienie to ma w tym kontekście zasadnicze znaczenie. Generalnie nasi polityczni przeciwnicy usiłowali rzecz przedstawić jako "powstanie, rewolucję, bunt", zaś my i nasi zwolennicy - jako wojnę, która rozpoczęła się 5 lutego 1831 roku wkroczeniem wojsk rosyjskich na terytorium Królestwa Polskiego, będącego nader (jak na owe czasy) demokratyczną monarchią konstytucyjną z vacatem na tronie.

Podjęto działania dyplomatyczne w bardzo szerokim zakresie, od Petersburga, poprzez Wiedeń, Berlin, Brukselę i Paryż po Londyn, a chyba nawet i do Waszyngtonu trafiliśmy.

Jaki miały cel?

A to zależy, gdzie i kiedy.

W Petersburgu nasi wysłannicy byli aktywni w grudniu '30 i styczniu '31, generalnie ich celem było doprowadzenie do tego, by wojny nie było bądź zaczęła się jak najpóźniej. Jak już się zaczęła, to i misja Druckiego i Jezierskiego się zakończyła.

W Berlinie Mostowski - jak nas Secesjonsta raczył był poinformować - miał raczej przerąbane. Wprawdzie powstanie było władzom Prus bardzo na rękę, bo odsuwało w czasie "do świętego Nigdy" niezwykle kłopotliwe pytanie Rosji o udział w interwencji przeciwko Belgii i Francji, ale Prusy zajęły zdecydowanie postawę antypowstańczą. Później musiały nieco ją zmiękczyć, a to pod naciskiem zasady "neutralności" czy "bezczynności", narzucanej przez Francję, Wielką Brytanię i Austrię, czy to pod naciskiem wyraźnie propolskiej postawy znacznej części ludności, a na koniec w wyniku strachu przed cholerą (a raczej strachu przed strachem przed cholerą). No i dość ważne było donoszenie naszemu rządowi o tym, co się w Berlinie mówi. Alopaeus nie wystawia sobie zbyt wysokiej noty swą wypowiedzią.

W Paryżu i Londynie zabiegano o pomoc - co najmniej dyplomatyczną, ale także finansową, sprzętową i kadrową, a najlepiej - po prostu militarną.

Sprawy w Brukseli były nader złożone. Generalnie to Belgia chciała uzyskać niepodległość od Holandii, podobnie jak Polska od Rosji. W tym sensie niepodległość Belgii była nam na rękę (jako wcześniejszy wyjątek od reguły), z drugiej zaś strony - czym dłużej trwa spór o Belgię, tym bardziej prawdopodobna jest wojna europejska, więc może lepszym rozwiązaniem było zaognianie sporu.

Najważniejszy był Wiedeń. Było zupełnie oczywiste, że do jakiejś "wojny krymskiej 25 lat wcześniej" (przepraszam za anachronizm) może dojść tylko w przypadku uczestniczenia w koalicji antyrosyjskiej bądź Prus, bądź Austrii - bo przez terytorium któregoś z tych państw wojska koalicyjne musiałyby przejść, by walczyć z Rosją. Prusy nie wchodziły w grę, pozostawała Austria.

W Austrii rządził Metternich, ale rządził "z łaski Cesarza", a "łaska pańska na pstrym koniu jeździ". Opozycja antymetternichowska była silna i każde potknięcie premiera mogło skutkować zmianą rządu.

Osią polityki Metternicha było zachowanie poprawnych stosunków z Rosją - bo dobre to one nie były. Po wojnie tureckiej wojska rosyjskie, okupując de facto Mołdawię i Wołoszczyznę okrążały włości cesarza Austrii od północy, wschodu i południa, co nie mogło być mu w smak.

Ale Metternich był pragmatykiem - zawsze opowiadał się po stronie silniejszego i do ostatniej chwili sprawdzał, kto się nim okaże.

Celem naszej dyplomacji w Wiedniu było jego skonfliktowanie z Petersburgiem. Obiecywano Habsburgom taką pozycję, jaką wcześniej mieli Romanowowie - czyli koronę Królestwa Polskiego. O ile pamiętam, szczytem osiągnięć naszej dyplomacji, było uzyskanie informacji, że ta propozycja "nie obraża majestatu Jego Cesarskiej Mości".

Nie bagatelizujmy tego sukcesu. Skoro "nie obraża", to znaczy, że w sprzyjających okolicznościach realnie może być brana pod uwagę.

Jak wyglądały?

Przez zdecydowaną większość czasu trwania konfliktu naszą polityką zagraniczną kierował ks. Adam Jerzy Czartoryski - trudno byłoby wręcz wyobrazić sobie osobę bardziej kompetentną na tym stanowisku. Był wcześniej wieloletnim ministrem spraw zagranicznych cesarza Aleksandra, wszystkich ważnych europejskich polityków znał osobiście, znał ich zalety i słabości.

Polska startowała z bardzo trudnej pozycji - przypisywanej do władz powstańczych, insurekcyjnych, rewolucyjnych - czyli z założenia jakobińskich. Dlatego też nasi wysłannicy zaczynali od wystawania w przedpokojach sekretarzy stanu, a czasem wręcz sekretarzy ministrów.

O tym, czy zostaniemy wysłuchani, czy nie, decydowały kontakty prywatne no i nie tak rzadko tytuł oraz pozycja finansowa. Stąd wysłanie księcia Druckiego-Lubeckiego do Petersburga, hr. Zamoyskiego do Wiednia czy gen. Kniaziewicza do Paryża.

Jak je oceniacie? Czy były one ważne?

Bez względu na zakres możliwych do wyobrażenia naszych osiągnięć militarnych, pokonanie Rosji bez wyraźnej pomocy Austrii, Francji i Wielkiej Brytanii nie było możliwe.

Te trzy mocarstwa postępowały nader pragmatycznie. Pomniejszenie roli Rosji w polityce europejskiej było jak najbardziej im na rękę.

Czy były ważne?

W sytuacji przegranej wojny - były bez znaczenia. Z kolei bez nich nie można było wygrać wojny. Pozostawała ocena stanów przejściowych.

Skrzynecki stworzył całkiem niegłupią koncepcję obrony na 4 polach walki, oddzielonych Wisłą, Bugiem i Narwią. My - dzięki mostom w Warszawie, Modlinie, Zegrzu i pod Potyczą mieliśmy swobodę manewrowania, a ONI za każdym razem musieli budować przeprawę. To mogło działać długo. Czas był bardzo istotny. Wszyscy byli przekonani, że car przywróci porządek w Warszawie w styczniu, no może w lutym. A tu mijają kolejne miesiące i wojska carskie znajdują się wciąż daleko od polskiej stolicy.

Jednak - mimo narastającej przychylności do sprawy polskiej w Wiedniu, Paryżu i Londynie - samo trwanie na 4 polach pod Warszawą to było za mało, by nakłonić mocarstwa do interwencji.

Żeby to zrobić, trzeba by być co najmniej za Bugiem, choć lepiej nad Dnieprem.

Szczerze mówiąc, mogę sobie wyobrazić, że przy dobrym dowodzeniu nasze oddziały przekroczyłyby linię Bugu i Niemna. Osiągnąć Dniepr bez pomocy z zewnątrz - to już raczej historia alternatywna.

Siak czy owak, gdyby nasze wojska walczyły między Bugiem a Dnieprem, mam dziwne przekonanie, że gabinety ministrów zostałyby dla naszych wysłanników szeroko otwarte. I być może, z błogosławieństwem Francji i Anglii doczekalibyśmy się króla Habsburga.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Brakuje Austrii !!! Dutkiewicz pisał doktorat na ten temat, ale to nader dawno było i nie jestem pewny, czy zaowocowało monografią.

Może nie zaowocowało monografią, ale praca ukazała się w druku w 1933 roku ("Austria wobec powstania listopadowego"), z czasem dorzucił jeszcze do tego: "Anglia a sprawa polska w latach 1830-1831" z 1937 r. (wyd. poszerzone - 1967), "Francja a Polska w 1831 roku" z 1950 r. oraz "Charakterystyka dyplomacji powstania listopadowego" z 1957 roku.

W dniu 21 kwietnia 1831 r., deputowany IV cyrkułu miasta Warszawy - Dominik Krysiński dość gorzko podsumował nasze wysiłki dyplomatyczne:

"Wszyscy równo zajęci jesteśmy jednym celem, żeby sprawę naszą jak najmocniej popierać. Piąty już miesiąc upływa, a mi­mo całej gorliwości i światłego postępowania wszystkich naszych ajen­tów rezultaty czynności dyplomacji naszej pod jednym dadzą się okreś­lić wyrazem, tj. zero".

/"Dyariusz Sejmu z R. 1830-1831" wyd. M. Rostworowski, t. 3, Kraków 1909, s. 53/

(...)

No i dość ważne było donoszenie naszemu rządowi o tym, co się w Berlinie mówi. Alopaeus nie wystawia sobie zbyt wysokiej noty swą wypowiedzią.

Cóż, i Szymon Askenazy nie był dobrego zdania o wysłannikach do Berlina, cóż to za przedstawiciele z których jeden dostaje wizę by udać się dla poratowania zdrowia (Mostowski) a drugi dla interesów Banku Polskiego (Grzymała)?

"Wybór obu pełnomocników, przeznaczonych do tak ważnej i ciężkiej misyi, i tym razem przecież nie był bynajmniej szczęśliwym (...) Pretekstem, niczem więcej, bez najmniejszego wątpienia, była dla niego cała rzekoma wyprawa dyplomatyczna do Berlina (...) Że taki poseł rewolucyjny niewiele obiecywał pożytku, przewidzieć nie trudno".

Co do Wojciecha Grzymały, byłego referendarza w Radzie Stanu:

"Nie więcej też można było budować na przydanym Mostowskiemu pomocniku (...) Trzeciorzędna figura, poczciwych chęci a słabej głowy, nie posiadał oczywiście żadnych zgoła kwalifikacyi do jakiejkolwiekbądź poważniejszej czynności zagranicznej. Koniec końcem, przy takiej obsadzie, łatwo można było przewidzieć już z góry nieuniknione fiasco dyplomatycznej wyprawy do Prus i Berlina".

/tegoż, "Zabiegi dyplomatyczne polskie 1830-1831", "Biblioteka Warszawska", T. III, Warszawa 1902, s. 456 i n./

Zdaniem Askenazego, Mostowski nie tyle udał się z misją dyplomatyczną - co wykorzystał ją by uciec z kraju.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.